Canon EOS R nadal może być bardzo sensownym aparatem w 2026 roku, ale dziś kupuje się go z zupełnie innego powodu niż kilka lat temu. To przede wszystkim używany, pełnoklatkowy korpus dla fotografa, który chce wejść w system RF stosunkowo małym kosztem albo ma już dobre obiektywy Canon EF. Jeśli jednak potrzebujesz dwóch kart pamięci, stabilizacji matrycy, nowoczesnego śledzenia obiektów albo mocnych funkcji wideo, lepiej patrzeć w stronę nowszych modeli.
Pierwszą wersję tego testu pisałem w 2021 roku. Wtedy Canon EOS R był po prostu tańszą drogą do pełnoklatkowego bezlusterkowca Canona. Dziś sytuacja jest ciekawsza: Canon oficjalnie oznacza ten model jako produkt wycofany i trwale niedostępny, więc prawdziwe pytanie brzmi już nie „czy warto kupić nowego EOS R?”, lecz:
czy używany Canon EOS R jest nadal dobrym aparatem za około 3 tysiące złotych?
- Tak – jeśli fotografujesz głównie zdjęcia, cenisz ergonomię Canona i masz obiektywy EF.
- Tak – jeśli chcesz stosunkowo tanio wejść w pełną klatkę i system RF.
- Ostrożniej – jeśli fotografujesz śluby i inne niepowtarzalne zlecenia, bo EOS R ma tylko jeden slot na kartę pamięci.
- Raczej szukaj nowszego korpusu – jeśli priorytetem jest sport, bardzo szybki tracking, stabilizacja matrycy lub współczesne wideo.
Do pierwotnego testu aparat wypożyczył mi sklep Fotoforma. Testowałem go nie laboratoryjnie, lecz dokładnie tak, jak testuję sprzęt, który ma później pracować: fotografując nim w normalnych sytuacjach.
Spis treści:
Canon EOS R – cena używanego aparatu w 2026 roku
To właśnie cena zmienia dziś ocenę tego aparatu najbardziej.
W momencie premiery EOS R kosztował około 10 tysięcy złotych. Gdy pisałem pierwszą wersję tego tekstu, jego cena spadła do około 7–8 tysięcy. Dziś nie ma już sensu posługiwać się tamtymi kwotami, ponieważ aparat praktycznie przeszedł na rynek wtórny.
Na potrzeby aktualizacji z 21 września 2026 roku sprawdziłem aktualne ogłoszenia i odrzuciłem zestawy z obiektywami oraz wyniki dotyczące R50, R6, R10 i innych aparatów pojawiających się przy wyszukiwaniu „EOS R”. W niewielkiej próbie siedmiu ofert samego korpusu oryginalnego EOS R ceny mieściły się mniej więcej między 2600 a 3200 zł, a mediana wyniosła około 2800 zł.
| Rynek | sprzęt używany |
| Sprawdzona próba | 7 ofert samego body |
| Zakres cen ofertowych | około 2600–3200 zł |
| Mediana | około 2800 zł |
| Data sprawdzenia | 21.09.2026 |
To ceny ofertowe z niewielkiej próby, a nie ceny zakończonych transakcji. Traktowałbym je więc jako aktualny punkt odniesienia, a nie oficjalną wycenę rynku. Przy zakupie znaczenie mają również przebieg, stan, liczba akumulatorów, pudełko, gwarancja sprzedawcy i obecność adaptera EF-EOS R.
Aktualne ogłoszenia można porównać choćby w wynikach wyszukiwania EOS R na OLX. Warto szukać dokładnie „Canon EOS R body”, bo samo „Canon R” zwraca dziś sporą część całej rodziny EOS R.

Canon EOS R – najważniejsze parametry z punktu widzenia kupującego
Pełną tabelę specyfikacji można znaleźć na stronie producenta. W 2026 roku ważniejsze jest jednak nie to, ile pozycji potrafimy przepisać z instrukcji, lecz które z nich naprawdę wpływają na decyzję o zakupie.
| Cecha | Canon EOS R | Co oznacza dzisiaj? |
|---|---|---|
| Matryca | pełna klatka 30,3 MP | Nadal bardzo dobra rozdzielczość do portretu, reportażu i studia |
| Mocowanie | Canon RF | Dostęp do obecnego systemu RF oraz obiektywów EF przez adapter |
| Autofokus | Dual Pixel CMOS AF | Dobry do wielu zastosowań fotograficznych, ale nowsze generacje trackingu są wyraźnie bardziej rozwinięte |
| Zdjęcia seryjne | do 8 kl./s | Wystarczy do zwykłego reportażu, nie jest to korpus projektowany przede wszystkim do sportu |
| Karty pamięci | 1 slot SD | Najważniejsze ograniczenie przy części zleceń zawodowych |
| Stabilizacja matrycy | brak IBIS | Stabilizacja zależy od obiektywu lub techniki fotografowania |
| Wideo | 4K | Da się filmować, ale to nie wideo jest dziś najmocniejszym argumentem za EOS R |
Sam fakt, że aparat ma już kilka generacji następców, nie pogarsza przecież jego matrycy. Jeśli 30,3 megapiksela wystarczało do wykonania dobrego zdjęcia kilka lat temu, nadal wystarcza. Zestarzały się przede wszystkim niektóre elementy otaczające matrycę: szybkość pracy, tracking, możliwości filmowe czy brak stabilizacji w korpusie.
Test Canon EOS R – co z mojej pierwszej recenzji nadal jest aktualne?
Kiedy pierwszy raz testowałem R-kę, nie interesowało mnie fotografowanie tablic testowych. Chciałem zobaczyć, czy da się z tym aparatem normalnie żyć i pracować.
I właśnie z tej perspektywy część pierwszej recenzji zestarzała się znacznie lepiej niż specyfikacja.
| Wniosek z pierwszego testu | Jak wygląda to po latach? |
|---|---|
| EOS R bardzo dobrze leży mi w dłoni | Nadal aktualne. Ergonomia nie starzeje się tak szybko jak procesor czy autofocus. |
| Autofokus zrobił na mnie duże wrażenie po przesiadce z lustrzanki | Nadal jest użyteczny, ale punkt odniesienia przesunął się wraz z R5, R6, R8 i kolejnymi generacjami. |
| Obiektywy EF przez adapter mają duży sens | Moim zdaniem jeszcze bardziej aktualne, bo dziś to jeden z głównych ekonomicznych argumentów za używanym EOS R. |
| Brakuje mi drugiego slotu SD | Nic się nie zmieniło. Przy odpowiedzialnej pracy na płatnych zleceniach to nadal realne ograniczenie. |
| EOS R był atrakcyjny dzięki spadkowi ceny | Dziś cena jest jeszcze ważniejsza, ale analizujemy już rynek wtórny, a nie przecenę nowego produktu. |
EOS R – ergonomia i wygoda pracy
Dostaję od czytelników masę pytań typu: jaki aparat wybrać? Jaki aparat jest najlepszy? Czy kupić X czy Y?
Jedna z moich odpowiedzi nie zmieniła się przez lata: weź aparat do ręki.
Brzmi banalnie, ale po kilkunastu godzinach fotografowania sposób, w jaki korpus leży w dłoni, rozmieszczenie przycisków i dostęp do podstawowych funkcji zaczynają mieć większe znaczenie niż kilka pozycji w tabelce.

Pod tym względem EOS R bardzo mi odpowiadał. Aparat dobrze trzymał się dłoni i szybko przestałem myśleć o jego obsłudze. Nie znaczy to oczywiście, że każdy będzie miał takie samo odczucie. Moja żona określiła R-kę jako zbyt ciężką.
I właśnie dlatego ergonomii nie da się rozstrzygnąć w internetowym rankingu.
Autofokus EOS R w 2026 – stare testy nie zawsze opisują ten sam aparat
To ciekawy przypadek, bo część opinii o autofokusie EOS R pochodzi z pierwszych miesięcy po premierze. Tymczasem Canon kilkukrotnie poprawiał jego działanie aktualizacjami firmware.
Firmware 1.2 rozszerzył wykrywanie oka m.in. o Servo AF podczas fotografowania. Wersja 1.4 poprawiła rozpoznawanie twarzy i oczu z większej odległości, śledzenie mniejszych obiektów oraz zmniejszyła opóźnienie między działaniem AF a wyświetlaniem ramki ostrości. Późniejsze aktualizacje dodawały między innymi obsługę kolejnych obiektywów i akumulatora LP-E6NH.
Na oficjalnej stronie wsparcia Canona dla EOS R jako najnowsza wersja nadal widnieje firmware 1.8.0. Jeśli oglądasz używany egzemplarz, sprawdziłbym więc nie tylko stan mechaniczny aparatu, ale również wersję oprogramowania.
Nie oznacza to, że aktualizacja firmware zamienia EOS R w współczesnego R6 czy R8. Oznacza natomiast, że opinia o autofocusie oparta wyłącznie na teście aparatu z firmware’em z dnia premiery nie musi dokładnie odpowiadać zachowaniu egzemplarza używanego dzisiaj.
Canon EOS R z obiektywami EF – tu nadal widzę największy sens zakupu
Jeśli przesiadasz się z lustrzanki Canona i masz kilka dobrych szkieł EF, EOS R robi się znacznie ciekawszy.
Sam miałem takie obiektywy i podczas testu używałem ich przez adapter Canon Mount EF-EOS R. Działały bez problemu. Producent również oficjalnie przewiduje korzystanie z obiektywów EF i EF-S przez adapter; w przypadku EF-S aparat przechodzi na odpowiedni wycinek kadru.

Ekonomicznie ma to spore znaczenie. Jeśli masz na półce na przykład dobrego 24-70, 70-200 i jasną stałkę EF, nie musisz w dniu zakupu korpusu wymieniać całego zestawu.
| Twoja sytuacja | Jak patrzyłbym na EOS R? |
|---|---|
| Nie mam żadnych obiektywów Canon | Porównałbym EOS R z nowszymi korpusami i całkowitym kosztem budowy systemu. Przewaga EOS R jest mniejsza. |
| Mam 1–2 dobre obiektywy EF | EOS R + adapter może być bardzo rozsądnym sposobem wejścia w bezlusterkowce. |
| Mam kilka drogich obiektywów EF/L | To jeden z najmocniejszych argumentów za EOS R. Nie musisz od razu przebudowywać całego zestawu. |
Można to sprowadzić do prostego rachunku:
Koszt przejścia na EOS R = używany korpus + adapter.
Przy zmianie całego systemu dochodzi jeszcze koszt wymiany części lub wszystkich obiektywów. I właśnie dlatego dwie osoby patrzące na ten sam korpus za 2800 zł mogą dojść do zupełnie innego wniosku.
Przewagą natywnych obiektywów RF jest między innymi dodatkowy pierścień sterujący. Można przypisać do niego na przykład zmianę przysłony, ISO albo czasu naświetlania.
Jeśli korzystasz ze szkieł EF, podobną funkcję można uzyskać przez adapter Canon Control Ring Mount Adapter EF-EOS R z własnym pierścieniem sterującym.
Canon EOS R – jak wypada autofocus w praktyce?
Kiedy przechodziłem na EOS R z lustrzanek Canona, autofocus był dla mnie jedną z największych zmian. Śledzenie twarzy i oka robiło bardzo dobre wrażenie i przede wszystkim zdejmowało z fotografa część pracy związanej z ciągłym przekładaniem punktu AF.
W 2026 roku opisałbym to ostrożniej: autofocus EOS R nadal daje sobie radę w portrecie, fotografii rodzinnej, studiu i zwykłym reportażu, ale od tego czasu Canon rozwinął system wykrywania i śledzenia obiektów o kilka generacji.
Jeżeli fotografujesz przede wszystkim ludzi w przewidywalnych sytuacjach, nie widzę tu problemu. Jeżeli regularnie fotografujesz szybki sport, ptaki czy bardzo dynamiczny reportaż, właśnie autofocus jest jednym z powodów, dla których rozważyłbym nowszy korpus.

Jakość zdjęć z EOS R – ta część aparatu zestarzała się najmniej
Gdy myślę o Canonie, nadal pierwsze skojarzenie mam z kolorem. W EOS R podobał mi się charakter obrazu, choć RAW-y w czasie pierwotnego testu wydawały mi się momentami trochę zbyt zielone.
Nie traktowałbym tego jako większego problemu. Kolor z RAW-a łatwo skorygować w programie do obróbki zdjęć, a sam plik z 30,3-megapikselowej matrycy nadal daje dużo przestrzeni do pracy.
To ważne w kontekście używanego sprzętu: aparaty starzeją się znacznie szybciej w tabelkach niż na gotowych zdjęciach. Nowszy korpus może mieć szybszy AF, lepsze wideo i stabilizację, ale dobrze wykonany RAW z EOS R nie zaczyna wyglądać źle tylko dlatego, że na rynku pojawiły się kolejne generacje.
Canon EOS R i obiektywy RF
Aparat testowałem między innymi z RF 24-105 mm f/4 L. Ten obiektyw bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, mimo że generalnie nie jestem największym fanem zoomów.

Obiektywy RF są naturalnym kierunkiem dalszego rozwoju zestawu, ale nie zakładałbym, że kupując używanego EOS R trzeba od razu wymieniać wszystkie szkła EF. W przypadku tego konkretnego korpusu możliwość spokojnej migracji między EF i RF jest częścią jego atrakcyjności.
Aktualne obiektywy Canon RF można porównać między innymi w tym miejscu.

Co w Canonie EOS R zestarzało się najbardziej?
1. Jeden slot na kartę pamięci
To była jedna z moich głównych uwag już podczas pierwszego testu i nic się tu nie zmieniło.
Jeśli fotografujesz dla siebie, portrety albo sesje, które można w razie awarii powtórzyć, pojedyncza karta może nie mieć większego znaczenia. Przy ślubie lub innym niepowtarzalnym zleceniu brak możliwości równoległego zapisu na dwóch kartach zwiększa konsekwencje potencjalnej awarii nośnika.
Nie chodzi więc o to, że EOS R „nie nadaje się” do fotografii zawodowej. Chodzi o świadome zarządzanie ryzykiem.
2. Brak stabilizacji matrycy
EOS R nie ma IBIS. Przy stabilizowanych obiektywach nie zawsze będzie to dotkliwe, ale w nowszych korpusach stabilizacja matrycy stała się znacznie częstszym elementem wyposażenia.
3. Autofokus względem nowszych generacji
Autofokus nie stał się nagle zły. Po prostu nowsze modele Canona znacznie przesunęły punkt odniesienia pod względem rozpoznawania i śledzenia obiektów.
4. Wideo
EOS R nagrywa 4K i oferuje funkcje, które w momencie premiery wyglądały atrakcyjnie, ale jeśli w 2026 roku kupujesz aparat przede wszystkim do filmu, zaczynałbym porównanie od nowszych konstrukcji.
Co w EOS R nadal wypada dobrze?
- 30,3-megapikselowa matryca pełnoklatkowa – nadal daje bardzo dobre pliki do fotografii.
- Ergonomia i uchwyt – szczególnie jeśli odpowiada Ci sposób obsługi aparatów Canon.
- Elektroniczny wizjer – podczas mojego testu był jedną z rzeczy, które bardzo szybko polubiłem.
- Odchylany ekran dotykowy – nadal bardzo praktyczny w codziennej pracy.
- Współpraca z EF – moim zdaniem jeden z głównych powodów, żeby dziś zainteresować się tym korpusem.
- System RF – kupując R-kę nie wchodzisz w martwy system optyki; możesz później wymienić sam korpus i zachować szkła RF.

Podobał mi się również szybki dostęp do najważniejszych funkcji, czytelne menu i możliwość wykorzystania akumulatorów znanych użytkownikom wcześniejszych aparatów Canona. Późniejszy firmware dodał również obsługę LP-E6NH.
Do czego Canon EOS R ma dziś najwięcej sensu?
Portret i fotografia rodzinna
Tu EOS R nadal pasuje bardzo dobrze. 30,3 MP daje zapas rozdzielczości, autofocus oka pomaga w pracy z ludźmi, a ograniczenia dotyczące bardzo szybkiego trackingu mają mniejsze znaczenie.
Fotografia studyjna
To również środowisko, w którym wiek korpusu jest mniej odczuwalny. Pracujesz w kontrolowanych warunkach, zwykle nie potrzebujesz ekstremalnej szybkości, a rozdzielczość 30,3 MP nadal jest praktyczna.
Ślub i reportaż
Technicznie EOS R potrafi wykonać świetny materiał ślubny. Największe pytanie nie dotyczy jakości zdjęć, lecz pojedynczego slotu SD. Jeżeli redundantny zapis jest elementem Twojego sposobu zabezpieczenia materiału, spojrzałbym raczej na Canona R6 lub nowszy korpus tej klasy.
Sport i szybka akcja
Da się, ale to nie jest zastosowanie, przy którym EOS R pokazałby dziś największą przewagę. Jeśli sport stanowi większość Twojej pracy, nowszy system AF i szybsze serie zdjęć będą rozsądniejszym kierunkiem inwestycji.
Filmowanie
Jeżeli film jest dodatkiem do fotografii – EOS R nadal może wystarczyć. Jeżeli wideo jest głównym powodem zakupu aparatu, porównałbym go z nowszymi korpusami przed wydaniem pieniędzy.
Na co zwrócić uwagę kupując używany Canon EOS R?
W 2026 roku właśnie ta lista wydaje mi się bardziej użyteczna niż kolejny test ostrości na tablicy.
- Sprawdź matrycę. Zrób zdjęcie jasnej, jednolitej powierzchni przy mocno domkniętej przysłonie i zobacz, czy na matrycy nie ma trudnych do usunięcia zabrudzeń lub uszkodzeń.
- Obejrzyj bagnet. Szczególnie jeśli aparat intensywnie pracował zawodowo i często zmieniano w nim obiektywy lub adapter.
- Sprawdź slot SD. Włóż własną kartę, wykonaj serię zdjęć, odtwórz je i sformatuj kartę w aparacie.
- Sprawdź ekran i zawias. Obróć ekran w pełnym zakresie i przetestuj dotyk.
- Sprawdź wizjer. Zwróć uwagę na wyświetlanie obrazu, czujnik zbliżeniowy i ewentualne uszkodzenia.
- Przetestuj przyciski, pokrętła i pasek dotykowy. Zużycie aparatu częściej widać w elementach obsługi niż na zdjęciu korpusu w ogłoszeniu.
- Sprawdź gorącą stopkę i porty. Szczególnie jeśli planujesz pracować z lampą, komputerem lub zewnętrznym sprzętem.
- Zapytaj o akumulator. Oryginalna bateria w kilkuletnim aparacie może być już mocno zużyta.
- Jeśli w zestawie jest adapter EF-EOS R, przetestuj go z obiektywem EF. Sprawdź AF i komunikację przysłony.
- Sprawdź firmware. Warto mieć aktualną wersję zawierającą późniejsze poprawki AF.
- Jeśli sprzedający podaje przebieg migawki, zapytaj jak został odczytany. Nie traktowałbym jednej liczby jako pełnej diagnozy stanu aparatu. Oględziny i test działania są równie ważne.
Canon EOS R czy nowszy aparat?
Nie próbowałbym odpowiadać na to pytanie jedną tabelą „wygranych”. Wszystko zależy od tego, za co chcesz dopłacić.
| Potrzeba | Kierunek, który rozważyłbym |
|---|---|
| Chcę możliwie tanio wejść w pełną klatkę RF | EOS R lub EOS RP, zależnie od ceny i wymagań |
| Mam dużo obiektywów EF | EOS R nadal ma bardzo dużo sensu z adapterem |
| Chcę wyraźnie nowszego AF i lepszych możliwości wideo | Porównałbym EOS R z R8 i nowszymi konstrukcjami |
| Potrzebuję IBIS i dwóch kart do pracy | Canon R6 lub nowszy korpus tej klasy |
| Potrzebuję wysokiej rozdzielczości i bardziej zaawansowanego korpusu | Canon R5 lub jego następcy |
Jeśli natomiast dopiero zaczynasz i nie masz jeszcze żadnych obiektywów, nie przywiązywałbym się od razu do EOS R tylko dlatego, że pełna klatka kosztuje dziś niewiele. Najpierw sprawdź, jaki zestaw będzie Ci naprawdę potrzebny. Pomocny może być mój przewodnik po aparatach dla początkujących oraz porównanie Canon czy Nikon.
Canon EOS R – czy warto kupić w 2026 roku?
Tak, ale pod konkretnymi warunkami.
Przy dzisiejszych cenach rynku wtórnego EOS R nie jest już aparatem, który porównuję przede wszystkim z nowymi korpusami za 7–10 tysięcy złotych. To pełnoklatkowy aparat kosztujący w typowych aktualnych ogłoszeniach w okolicach 3 tysięcy złotych – i właśnie w tym kontekście trzeba go oceniać.
Najwięcej sensu widzę w zakupie EOS R przez fotografa, który:
- fotografuje głównie zdjęcia,
- ma już dobre obiektywy EF,
- chce wejść w system RF bez wymiany całego zestawu,
- nie potrzebuje dwóch kart pamięci,
- nie oczekuje autofokusa i wideo na poziomie najnowszej generacji aparatów.
Właściciel kilku dobrych szkieł EF może kupić korpus, adapter i dalej korzystać z dużej części posiadanego zestawu. Właśnie tutaj rachunek ekonomiczny nadal przemawia na korzyść R-ki.
Jeśli natomiast pracujesz na wydarzeniach, przy których zależy Ci na równoległym zapisie na dwóch kartach, potrzebujesz IBIS albo bardzo szybkiego trackingu – nie próbowałbym oszczędzać za wszelką cenę. R6 lub inny nowszy korpus rozwiązuje problemy, których w EOS R nie naprawi żadna aktualizacja oprogramowania.
Po latach zmieniła się więc moja odpowiedź, ale nie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. W pierwszym teście podobała mi się ergonomia, jakość zdjęć, praca z obiektywami EF i stosunek możliwości do ceny. Wszystkie te argumenty nadal istnieją.
Zmienił się przede wszystkim kontekst. Canon EOS R nie jest już atrakcyjną przeceną nowego aparatu. Jest używanym, stosunkowo niedrogim wejściem w pełną klatkę Canona. I właśnie tak patrzyłbym na niego w 2026 roku.
Najczęstsze pytania o Canon EOS R
Ile kosztuje Canon EOS R w 2026 roku?
Canon EOS R jest obecnie przede wszystkim aparatem z rynku wtórnego. W sprawdzonej 21 września 2026 roku niewielkiej próbie ofert samego korpusu ceny mieściły się mniej więcej między 2600 a 3200 zł, a mediana wyniosła około 2800 zł. Cena konkretnego egzemplarza zależy od stanu, przebiegu i wyposażenia.
Czy Canon EOS R jest pełnoklatkowy?
Tak. EOS R ma pełnoklatkową matrycę CMOS o rozdzielczości 30,3 MP. Jeśli zastanawiasz się, co daje pełna klatka względem mniejszych matryc, zobacz również porównanie pełna klatka, APS-C czy Mikro 4/3.
Czy obiektywy Canon EF pasują do EOS R?
Tak, ale potrzebny jest adapter EF-EOS R. To jedna z największych zalet tego aparatu dla osób przechodzących z lustrzanek Canona. W moim teście obiektywy EF przez adapter działały bez problemu.
Czy Canon EOS R ma stabilizację matrycy?
Nie. EOS R nie ma IBIS, czyli stabilizacji obrazu realizowanej przez matrycę. Można natomiast korzystać ze stabilizacji znajdującej się w kompatybilnych obiektywach.
Ile kart pamięci ma Canon EOS R?
EOS R ma jeden slot na kartę SD. Dla fotografa amatora może to nie mieć większego znaczenia, ale przy niepowtarzalnych zleceniach zawodowych brak redundantnego zapisu warto uwzględnić w decyzji.
Czy Canon EOS R nadaje się do fotografii ślubnej?
Pod względem jakości obrazu, ergonomii i autofocusa EOS R może służyć do fotografii ślubnej. Jego głównym ograniczeniem w tym zastosowaniu jest pojedynczy slot SD. Jeśli dwie równoległe kopie zdjęć są częścią Twojego systemu bezpieczeństwa, lepszym wyborem będzie korpus z dwoma slotami.









Po tych kilku miesiącach sądzisz że lepiej R czy R6?
Czy może jeden jako backup na śluby do drugiego?
Pozdrawiam
Droga Elu, jeśli budżet Ci na to pozwala to zainwestuj w R6, będziesz zadowolona 🙂 Kupiłem go ostatnio i powiem Ci, że na taki aparat czekałem. R-ka była chyba tylko drogą do celu.
Przymierzałem się do tego aparatu kiedy wyszedł, ale zmiana guzikologii względem serii 5d mnie zniechęciła oraz brak dwóch slotów przechylił czarę goryczy. Teraz kiedy poprawili eye-af wygląda jeszcze bardziej atrakcyjnie, ale ja poczekam aż r6 stanieje. Tam jest, zdaje się, wszystko czego mi potrzeba 😉
No to tak: R-ka to bardzo porządny aparat nadający się nie tylko dla entuzjasty, ale i do pracy. Matryca znana z 5DmkIV – trochę szumiąca, ale lubiąca szczegóły. Autofocus – fenomenalny, pewny, wygodny – z trybami śledzenia oka albo obiektu, z mniejszą ramką, większą, jak kto woli. Dla osób skupionych wyłącznie na sporcie sama seria będzie ciut wolna, ale jeśli to tylko część zadań – naprawdę da się z tym żyć i można się do tego przyzwyczaić. Wizjer – świetny, wyraźny, naprawdę „responsywny” i czytelny nawet w słoneczny dzień. Wypominany przez wszystkich brak joysticka – da się bez tego żyć, można wykorzystać ekran jako touchpad – cały, połówkę, dolny lub prawy róg (dzięki temu nie zmieniamy sobie nosem).
Fotografowanie z adapterem? Działa świetnie mimo fake-opinii z internetów. Nic nie muli, nic nie ucieka, a obiektywy z mocowaniem EF jakby dostały nowego życia. Działają i sigmy, i L-ki, jeśli widzę w ich działaniu różnicę, to tylko na plus. I tak, mity o środku ciężkości są mocno przesadzone.
Technikalia jakie są każdy widzi, ale aparat jest wykonany naprawdę dobrze. Design może nie powala, ale jest konsekwentny. Warto powiedzieć, że sam chwyt aparatu (ja bardzo lubię cięższe korpusy) jest świetny i ma się wrażenie, że aparat jest przyklejony do dłoni i absolutnie nie ma się uczucia wypadającego z ręki korpusu.
Jest masę innych, małych plusów – czytelne menu, programowalne przyciski i złowieszczy pasek, który jest całkiem spoko, odchylany ekran, flicker, sensowny balans bieli, który naprawdę widać, niezły jak na canona pomiar światła, sporo informacji w wizjerze, bluetooth i wifi, cicha migawka, symulacja i pewnie sporo, o których zapomniałem.
Żeby nie było tak słodko o tym, co trochę przeszkadza: po latach z „jedynką” wielkie dłonie nie zawsze chcą trafić intuicyjnie tam, gdzie lubiły. Brakuje „rolki” na tylnej ścianie, a przyciski w kółku to rozwiązanie „tanie” i niecanonowe. W 1d wszystko miało swoje miejsce, w sensownej odległości, tu – przez rozmiary korpusu przyciski są jakby mniejsze i dużo bliżej siebie do czego mi osobiście trudno się przyzwyczaić.
Kilku innych rzeczy można by się czepiać, ale kończąc przydługi wywód – polecam, bo paradoksalnie to bezlustro daje naprawdę megafrajdę z fotografowania. Ach. I minimum 650 zdjęć na jednej baterii z wyłączonym podglądem zdjęcia po zrobieniu.
Drogi Bartku, dziękuję za tak soczyste uzupełnienie 🙂
Chyba znalazłam nową pasję 😀
Właśnie upewniłeś mnie co do decyzji zakupu tego modelu ! 😉