Znasz to uczucie: gdy wszystko co budujesz przez kilka lat wali się w jednym momencie?  

Nie?

To dobrze, wcale ci tego nie życzę.  

Ja na swoje nieszczęście, lub szczęście (zależy jak spojrzeć na całą sprawę) przeżyłem taki moment po 4 latach prowadzenia firmy fotograficznej.  

Wszystko szło idealnie, kolejne zlecenia na zdjęcia ślubne, duży ruch na stronie aż tu nagle kompletna cisza. Wydawało się, że nic już nie da się zrobić bo strona internetowa kompletnie się rozleciała. Została wyrzucona przez Google ze swojego rankingu. Oczywiście Google to nie jedyne źródło klientów, ale w moim przypadku jedno z najmocniejszych. Perspektywa zaczynania wszystkiego od początku sprawiała, że miałem już wszystkiego dość 

Czy być fotografem wbrew problemom?

Wszystko zaczęło się od hackera, który obchodząc hasło i login (nie mam pojęcia jak wszedł w jego posiadanie) włamał się i zamieścił na stronie z moim portfolio linki do kasyn i sklepów z lekami. Strony, do których linkowała witryna jaceksiwko.com były postrzegane przez Google jako „złe towarzystwo”. Z tego powodu „wielki brat” Google odciął „prąd” – czyli ruch płynący z wyszukiwarki.  

Mój błąd

Nie szukam wymówek. To co się stało było moim błędem. Akcje z przejęciem strony zdarzają się nader często. Nie tylko takim fotografom jak ja, ale nawet gwiazdom naszej branży.

Gdybym wtedy korzystał z narzędzia Google Search Console, problem dałby się rozwiązać w miesiąc. Search Console w takich wypadkach wysyła natychmiastowy mail z ostrzeżeniem (informujący o karze nałożonej na twoją witrynę, wraz z uzasadnieniem i receptą mówiącą co trzeba z tym fantem zrobić).

Przez kilka miesięcy obserwowałem coraz mniej odwiedzin na stronie, w końcu ruch z wyszukiwarki sięgnął dna, ale nie znałem dokładnej przyczyny.

Właśnie wtedy: zorientowałem się, że na stronie są jakieś linki do kasyn i sklepów farmaceutycznych. Usunąłem te linki i myślałem, że wszystko będzie ok. Ruch wróci, pojawią się kolejne pary młode szukające fotografa ślubnego…

Nie takiego nie było.

W końcu nadszedł czas, w którym fotografowie podpisują najwięcej umów na kolejny sezon a tu klientów jak na lekarstwo. Ci, którzy byli – okazywali się klientami z polecenia znajomych fotografów i par młodych. Przy okazji pomysł na poznanie innych fotografów. Nikogo ze strony www.  

Przeprosiny z tajnikami SEO uratowały mi sezon 

W końcu wziąłem się do roboty. Założyłem sobie konto na Search Console i reszty możesz się domyślić. Dostałem informację o blokadzie, którą nałożyło Google. W 3 tygodnie później mój blog fotograficzny pojawił się w wynikach wyszukiwania. Powrót do starej ilości dziennych wyszukań zajął mi kolejne 3 miesiące. Rzutem na taśmę udało się uratować sezon.  

To doświadczenie sprawiło, że zacząłem interesować się SEO. Gdyby nie atak hackera pewnie nigdy nie zmusiłbym się pogłębić znajomość tej dziedziny. Czytając o pozycjonowaniu w sieci można się załamać. Wszystko jest tak tłumaczone, żebyś czasem niczego nie zrozumiał.    

Nie spoczywaj na laurach. Nigdy.  

Nauczyłem się, że nawet w okresie największego wzrostu firmy fotograficznej może przydarzyć się coś co zachwieje jej równowagą. Jednak wtedy przyda się odrobina determinacji i chęć udowodnienia sobie, że fotografia to coś więcej niż praca. To pasja, dla której cierpisz. Poświęcasz się. Pracujesz jak szalony z nadzieją na zebranie owoców, których nie da się zagwarantować.

 Co mogę ci poradzić? 

  1. Zainteresuj się swoim SEO. To wbrew pozorom nie takie nudne jak może wydawać się na pierwszy rzut oka.
  2. Śledź statystyki. Tu przyda się po prostu Google Analytics i Search Console. 
  3. Nie lekceważ żadnego kanału:

– jeśli do tej pory kulało u ciebie SEO – napraw to. 

– jeśli do tej pory twoja firma bazowała wyłącznie na wyszukiwaniach z Google – uważaj! 

– jeśli skupiasz się wyłącznie na Facebook’u – musisz wiedzieć, że profil firmowy może pewnego dnia zniknąć i cały wysiłek włożony w budowanie tego kanału pójdzie na marne. 

– bazuj na wielu kanałach jednocześnie   

I na koniec – polecenia!  

Pamiętaj, że nawet jeśli wszystko powyższe padnie to najważniejsze będą polecenia. Od klientów, od ludzi z branży i od innych fotografów odbierających na podobnych falach 🙂 Ale nie lekceważ żadnego swojego kanału, bo różnorodność to klucz do sukcesu i przetrwania nawet najgorszych momentów w prowadzeniu firmy fotograficznej – czyli chwili kiedy zleceń nie przybywa.  

Leave A

Comment

12 stycznia 2019
zgadzam się z wszystkimi punktami powyżej! Dorzuciłabym jeszcze instagrama, jako kolejny kanał z potencjalnymi klientami :)
Odpowiedz
    Jacek
    12 stycznia 2019
    Pełna zgoda, Jak piszę Facebook to oczywiście mam też na myśli Insta, ostatnio ciężko je rozróżnić. Oba wciągają równie mocno. Choć dla fotografów mają nieskończenie wiele do zaoferowania. 😉
    Odpowiedz
Bartek
12 stycznia 2019
A czy możesz polecić jakieś lektury związane z SEO? :)
Odpowiedz
15 stycznia 2019
SEO to dla mnie niestety gorzka pigułka, większość wejść na stronę mam z fb :(
Odpowiedz