W trzecim odcinku Fleszem po oczach porozmawiamy sobie o tym: czy warto ubezpieczyć sprzęt fotograficzny oraz co powinna zawierać umowa na zdjęcia… Jak zyskać ruch na stronie, czyli SEO fotografa…

Fleszem po oczach – audycja powstała jako odpowiedź na pytania odbiorców newslettera o tej samej nazwie. Jeśli chcesz otrzymywać darmowe porady fotograficzne na swoją skrzynkę kliknij tutaj.

Nowy odcinek podcastu, o którym mowa w FPO: rozmowa z Tomkiem Lazarem

Więcej odnośnie umowy fotografa.

Poza tym w 3 odcinku audycji Fleszem po oczach mówię o tematach związanych z pozycjonowaniem strony fotograficznej (SEO dla fotografów), wprowadzaniu zmian na stronie internetowej, metodą małych kroków, niejako przy okazji. Ta technika pomnożona przez dużą ilość dni daje super rezultaty. Odpowiem też na pytania fotografów związane z kursem liturgicznym (fotografia ślubna), umową na zdjęcia (sesje rodzinne lub śluby), tego jak myśleć o ofercie na zdjęcia (cennik fotografa) ile procent z ceny poświęcić na produkty typu album, odbitki czy też pendrive. W jakiej formie dostarczać zdjęcia klientom… Więcej o odcinków FPO znajdziesaz tutaj: marketing fotografa, grupy fotograficzne czyli nowe fora, ceny za zdjęcia ślubne.

Zapis spotkania:

UBEZPIECZENIE SPRZĘTU FOTO, UMOWA NA ZDJĘCIA, SEO FOTOGRAFA #3 FPO

Cześć, z tej strony Jacek Siwko, a to jest trzecia audycja pod tytułem Fleszem Po Oczach. Przypominam, że jest to kontynuacja mojego newslettera, który wysyłam do fotografów. Jeżeli jesteście jeszcze poza tym moim zbiorem odbiorców newslettera, to możecie dodać się klikając link, który znajduje się w opisie tej audycji.

Chciałbym oczywiście na początku nawiązać do newslettera. Trochę był taki przewrotny tytuł – „Pompki na wannie”, ale chodziło o to, że czasami pewne aktywności, które robimy skutkują tym, że jest jakiś wynik, jeżeli powtarzamy pewną czynność w długim okresie. I w przypadku takich pompek na wannie, czyli takiego mojego pomysłu, żeby robić coś przy okazji, nawiązałem do tego, że ja bardzo często, kiedy jestem przy komputerze, staram się zalogować na swoją stronę internetową i stworzyć tam jakieś kilka małych, drobnych poprawek. Czyli na przykład wchodzę sobie na jakiegoś starego posta i staram się tam wyedytować jakieś rzeczy, które uważam, że powinny zostać zmienione. I my często, jako fotografowie czy w ogóle jako Polacy, mamy taką tendencję, że jest jakiś projekt, to rzucamy się i chcemy wszystko naraz zrobić tak, jakby świat się miał palić w tym momencie czy coś w tym stylu. A tak naprawdę zapominamy, że duży postęp robi się metodą małych kroczków.

I zaproponowałem w newsletterze – mam nadzieję, że Wam się podobało… Jeżeli są osoby w tej chwili obecne, które otrzymują mojego newslettera, niech dadzą znać, co myślą o tej mojej metodzie. To nie jest jakiś coaching czy jakkolwiek inaczej to się tam nazywa. Ja staram się nie mówić takich rzeczy, że jestem jakimś wielkim ekspertem od wielu spraw, tylko po prostu dzielę się swoimi jakimiś wykminami, które pomagają mi w pracy fotografa.

Słuchajcie, zaczniemy może od takiej mikroreklamy, czyli odcinka z Tomkiem Lazarem. Powiem, że Tomek to jest taki gość, który zaczynał od fotografii ulicznej. W tej chwili nie za bardzo ma czas – jest rozchwytywany przez największe tytułu pracy światowej, jeżeli chodzi o jego reportaże, więc nie ma czasu za bardzo na fotografię streetową. Natomiast on od tej fotografii streetowej doszedł do nagrody World Press Photo, czyli dostał najbardziej prestiżową nagrodę w fotografii prasowej. I myślę, że to jest super okazja, żeby posłuchać tego, co Tomek ma do powiedzenia. Korzystajmy z takich okazji, że mamy dostęp do najlepszych fotografów tak naprawdę – światowa czołówka. Tym bardziej, że Tomek jest Polakiem. Powinniśmy być dumni z takich osób i po prostu też czerpać garściami jakieś inspiracje od tych osób.

Wydaje mi się, że do tej pory przez pięćdziesiąt parę odcinków Niezłych Aparatów za bardzo zamykałem się na fotografię komercyjną, taką typowo robioną pod ludzi, czyli fotografię ślubną, fotografię rodzinną. Oczywiście te tematy będą wracać w tej audycji, bo wiem, że grono odbiorców to są właśnie fotografowie ślubni i rodzinni. Natomiast chciałbym właśnie wprowadzać od czasu do czasu takie odcinki, które będą dawały szersze spojrzenie na fotografię. Tak naprawdę, korzystając z doświadczenia fotografów reportażowych, możemy pewne rzeczy przełożyć na naszą pracę komercyjną, gdzie ludzie oczekują pewnych efektów od nas, natomiast też jednak spodziewają się, że będziemy im dawać coś jeszcze. Taki składnik ekstra.

Nie wiem, czy ktoś z Was oglądał taki film „Kung Fu Panda” i tam była właśnie akcja oparta na tym, żeby dowiedzieć się, czym jest ten ekstra składnik. Tak że nie będę tutaj spoilerował treści. Jak ktoś ma ochotę, to polecam animowany film. Zobaczcie sobie i zobaczcie, co jest takim właśnie ekstra składnikiem.

Polecam Wam też ten odcinek z Tomkiem Lazarem i dziękuję także za wszystkie komentarze, które się pojawiają na grupie facebookowej Niezłe Aparaty Podcast, bo tam toczy się życie związane z podcastem.

Ja oczywiście przepraszam z góry za mój głos, dlatego, że jestem już w takiej końcowej fazie choroby – przeziębienia, ale postarałem się nie robić sobie żadnych wymówek, tylko spotykać się z Wami, po to tylko, żeby dać Wam przykład tego, że ja jestem konsekwentny w tym co mówię i w tym co robię. Bo to jest fajnie wysłać Wam newsletter z taką informacją dotyczącą tego, jak robić duży postęp przy małym wysiłku. Czyli napisałem o tych rzeczach, które warto robić przy okazji, czyli te takie małe zmiany, ale też w tej wiadomości liczyła się ta konsekwencja, czyli coś robimy regularnie. I w związku z tym też chciałbym, żeby przykład Fleszem Po Oczach – tej audycji – że po prostu spotykamy się… Może to nie jest zaprogramowane tak, że spotykamy się w konkretny dzień o tej i o tej, ale spotykamy się mniej więcej od trzech tygodni regularnie, czyli raz w tygodniu staram się z Wami łączyć.

Dzisiaj jest kilka tematów. Jeden jest związany z ubezpieczeniem sprzętu fotograficznego, bo to jest coś, co wzbudziło dużo różnych reakcji. Był taki post na grupie Marketing Dla Fotografów, że dziewczyna straciła swój sprzęt i chciałbym się do tego odnieść i ogólnie do tematu ubezpieczenia sprzętu. To jest taki jeden temat.

Druga sprawa będzie związana z umową fotografa. Coś, co też pojawiło się niedawno. Jeden z fotografów napisał do mnie, ponieważ znalazł taki stary artykuł na mojej stronie internetowej. Zresztą link do tego artykułu też znajdziecie w opisie. I to jest artykuł dotyczący umowy – tego, co powinno być w umowie fotografa.

No i jeszcze kilka takich tematów luźniejszych, typu kurs liturgiczny, bo to też ostatnio przyszło w pytaniach od Was. No i teksty na stronie, i oczywiście coś tam jeszcze o cenach. Tak że to tyle w telegraficznym skrócie. Nie chcę Wam teraz wszystkiego już mówić, co będzie.

Tak że może zacznijmy od tego przypadku cen związanych z Waszymi produktami, bo takie pytanie padło niedawno. Nie wiem, dlaczego akurat od cen zaczynam, jak tym miałem po prostu kończyć na tych cenach, ale dobra. Jak już powiedziałem to pojedziemy.

W każdym razie chodzi o to, jaki procent z ceny ogólnej, którą kasujecie za swoje usługi przeznaczanie na produkty. Nie wiem, czy w ogóle zastanawialiście się nad tym, ale dla mnie to jest esencja. To znaczy pierwsza rzecz, którą fotograf musi zrobić tak naprawdę. Dlatego, że tak naprawdę my fotografowie napędzamy dużo różnych biznesów, czyli na przykład właśnie producentom pudełek do zdjęć czy drukarniom. A tak naprawdę nie zastanawiamy się, ile z tego wszystkiego, co płaci klient jako końcową cenę zostaje dla nas. I wydaje mi się, że jeżeli chodzi na przykład o produkty, to powinniście podchodzić do tego tak, żeby obliczać sobie jakąś marżę, czyli narzucać jakąś marżę na dany produkt. Czyli sprzedajemy album, to nie tak, że „a dobra, to zrobię taką cenę, bo tak mi się wydaje”, tak z głowy. Tylko ustalić sobie, że chcę na przykład na albumie zarabiać dajmy na to 40% i doliczyć do ceny albumu i z wysyłką już od drukarni doliczyć sobie te 40%. I wtedy mówić klientom, że taka jest cena tego albumu.

Ale też warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. To chyba głównie dotyczy fotografów rodzinnych mimo wszystko, bo tam są trochę niższe stawki, ale Wy też, jako fotografowie rodzinni dajecie dużo od siebie, czyli na przykład pendrive’y, odbitki i tak dalej. I dajmy na to, że sesja jakaś rodzinna potrafi korzystać 300-500 zł, a na te wszystkie pendrive’y i wydruki, opakowania i wysyłkę, kosztuje Was to wszystko, zamyka się w okolicach 200 zł. Dla mnie to jest bez sensu kompletnie. Bo wtedy prawie połowa idzie na produkty. Wiadomo, że klient się z tego cieszy, że to dostaje, natomiast tak na dobrą sprawę Wy najwięcej wysiłku wkładacie w to, a najmniej korzystacie. Firma, która zajmuje się produkowaniem, drukowaniem odbitek, no to wiadomo, że oni też pracują. To też jest praca. Natomiast oni mają pracę dzięki Waszemu wysiłkowi, czyli przede wszystkim, w pierwszym rzędzie powinien zarabiać fotograf.

Tak że zobaczcie, jakie macie cenniki i ile procentowo wydajecie na odbitki, na te wszystkie bajery, gadżety i zobaczcie, czy Wam się to opłaca, bo czasami można się wycofać z pewnych gadżetów, typu pendrive’y, bo i na przykład za dwa lata i tak nikt nie będzie miał gdzie włożyć tego pendrive’a. Albo niektórzy dają jakieś płyty DVD z jakimiś nadrukami, nie wiadomo po co, gdzie tak naprawdę większość tych nowych komputerów, które się kupuje, nie ma nawet czytnika DVD. Czyli to są wszystko pieniądze wyrzucone w błoto tak naprawdę.

Klient może dostać odbitki cyfrowe, to znaczy pliki cyfrowe przesłane za pomocą chmury. I też Was to już dużo nie będzie kosztować, bo będzie to jakiś abonament roczny, ale z tej chmury możecie korzystać dla wszystkich klientów, więc to się rozkłada. Nie jest to za każdym razem ta stówa czy dwie na te fizyczne produkty. Więc ja bym szedł w taką stronę właśnie cyfrową. Tym bardziej, że teraz wszystko się przenosi do internetu, do komputera i oczywiście ja jestem też zwolennikiem tego, żeby mieć namacalną odbitkę. To jest coś, co ja nazywam zdjęciem, a nie plik cyfrowy. Natomiast dla klienta, jeżeli chcemy, żeby on miał jakiś, powiedzmy, nośnik, to on może w swoim własnym zakresie mieć jakiś dysk przenośny. On sobie ściągnie, zapisze sobie na ten swój dysk, nie musi za każdym razem dostawać jakiegoś USB drewnianego. Nie wiem, na jakim nośniku Wy oddajecie, ale ja już od dłuższego czasu wysyłam po prostu przez chmurę.

Przejdźmy może do tego tematu związanego z ubezpieczeniem sprzętu, bo to była taka głośna sprawa. Dziewczyna napisała na grupie Marketingu Dla Fotografów, że jakieś kucharki namówiły ją, żeby włożyła aparat do windy towarowej. I nie był to jakiś ciężki aparat. To był jakiś, powiedzmy, Canon 1100D czy coś w tym stylu – mniej więcej taka ciężkość, jeżeli chodzi o wagę. Plus jakiś tam kitowy obiektyw. Kitowy, czyli w zestawie – nie, że kitowy w sensie do niczego. I włożyła ten sprzęt do windy towarowej. On zjechał, tam się gdzieś jakiś pasek zaplątał i obiektyw został zmiażdżony. Puszka od aparatu tak samo i w związku z tym jest tragedia.

Jak oczywiście współczuję tej osobie i nie chciałbym się znaleźć w jej sytuacji. Natomiast ja jestem też zwolennikiem maksym, które stworzyli starożytni Rzymianie. I jest coś takiego, jak volenti non fit iniuria, czyli jak zrobiłeś coś z własnej woli i chciałeś to zrobić, to nie stała Ci się w związku z tym krzywda. Wiem, że to jest takie trochę drastyczne, ale pod tym kątem chciałbym tę kwestię rozważyć. Tak naprawdę trzeba logicznie podejść do tego, że ok, jeżeli sugerujemy się tym, co mówią jakieś osoby, typu panie kucharki, to skąd one mają wiedzieć, że ten sprzęt jest tak cenny. One kojarzą, że no dobra, fotograf, ale im do głowy nie przyjdzie, jak one zarabiają np. 2500 zł na jakimś etacie, to im do głowy nie przyjdzie, że ktoś może mieć sprzęt wartości 8000-10000 zł i tak dalej. To po pierwsze, jedna rzecz, którą tu trzeba wziąć pod uwagę.

Druga sprawa, to doszła do mnie taka wiadomość, że zbiera się grupa fotografów, która chce pomóc tej dziewczynie, tej fotograf, która straciła cały sprzęt. I to jest moim zdaniem bardzo fajna idea. Ja również bym się do tego przyłączył. Uważam, że czasem są takie sytuacje losowe, nie pomyśli się, okej, dobra – ale można wspomóc taką osobę. Nie wiem, co wy uważacie?

Natomiast ten pomysł u tego człowieka, który do mnie napisał – to Kuba do mnie napisał w tej sprawie, pojawił się w związku z tym, co kiedyś Marek Pacura mówił w podcaście Niezłe Aparaty. O tym, że kiedyś w Szkocji coś takiego się stało, że fotografowi ukradli sprzęt i grupa, do której należał zebrała się po cichu. Każdy tam dał po dyszce, zebrali się i odkupili mu ten sprzęt. I myślę, że taka solidarność wśród nas fotografów, jest jak najbardziej spoko. I myślę, że takie rzeczy trzeba popierać. Tak że jeżeli taka akcja się zacznie, to ja na pewno w następnym jakimś komentarzu Fleszem Po Oczach dam znać, że coś takiego się dzieje, bo myślę, że to jest pomysł, który warto popierać.

Michał jeszcze tutaj, w nawiązaniu do tego, co mówiłem przed chwilą, pyta się, z jakiej chmury korzystam. Ja akurat przesyłam przez Dropboxa. Mam też wykupiony dysk Google, ale powiem Ci Michał, że Dropbox mi o wiele lepiej działa, szybciej się ładuje i też klienci nie mają problemów ze ściąganiem. Jest jeszcze opcja, jeżeli na przykład korzystasz z galerii na Pixieset, to tam też jest opcja, żeby pobierali w dużej rozdzielczości, ale powiem szczerze, że ja korzystam z Dropboxa i to mi najszybciej, najfajniej wychodzi.

Wracając jeszcze do tematu sprzętu. To jest taka rzecz, że się pojawia właśnie temat ubezpieczeń. I wiem, że na przykład ktoś tam w PZU sobie ubezpiecza czy w jakiejś Avivie, bo takie firmy pojawiły się w grupie dla patronów podcastu. Część z Was pewnie nie wie, ale mam taką grupę dla patronów – tych, którzy wspierają podcast Niezłe Aparaty przez Patronite. Należą do tej grupy i tam padło takie pytanie w związku z tą akcją na grupie Marketingu Dla Fotografów, gdzie ubezpieczacie swój sprzęt? I tam padły te dwie firmy. To zdaje się, że Piotr Czechowski polecił PZU, jakieś tam ubezpieczenie odnośnie sprzętu, a Michał Warda właśnie tę Avivę i w związku z tym postanowiłem, że się podzielę z Wami. Jeżeli Was to interesuje, to możecie właśnie tam sprawdzić.

Ja natomiast powiedziałem, skomentowałem, że ja nie ubezpieczam swojego sprzętu. I w związku z tym dostałem kilka krytycznych uwag – „jak to nie ubezpieczasz sprzętu?!”. I znowu, ta zasada rzymska, że jak jesteś chętny, to jak zrobiłeś coś z własnej woli, to Ci się nie dzieje krzywda. I ja tam napisałem, że mnie nie ubezpieczanie sprzętu motywuje do tego, żeby bardziej dbać o swój sprzęt. Żeby bardziej się zainteresować, gdzie ja kładę ten aparat, co ja z tym sprzętem robię, jak idę na zlecenie. I być może to jest dla niektórych oburzające – „przecież masz sprzęt za, powiedzmy, 30 tysięcy, a nie ubezpieczasz?”. No nie ubezpieczam.

Wydaje mi się, że to jest też kwestia indywidualna i dziwi mnie taka krytyka. Bo tak naprawdę ja nikogo na przykład nie krytykuję, że ktoś nie chce obstawiać u bukmachera. Bo czym jest ubezpieczenie? To jest też taki offtopic, ale może powiem. Wydaje mi się, że ubezpieczenie to jest pewien rodzaj hazardu. Czyli ja się zakładam z firmą ubezpieczeniową, że mi się zepsuje aparat. I wtedy… Nie wiem, oczywiście to jest zbyt hardkorowe, co ja mówię, pewnie dla niektórych. Ale wydaje mi się, że Ty ubezpieczasz się i chcesz, żeby ten aparat Ci się zepsuł, bo wtedy oni Ci zapłacą. A firma oczywiście się modli, żeby Tobie się z tym aparatem nic nie stało. Więc dla mnie tak naprawdę temat samych ubezpieczeń, tego całego mechanizmu jest na tyle kontrowersyjny, że ja po prostu nie chcę w to wchodzić i tyle. Tak samo, jakieś tam inne ubezpieczenia.

Wiadomo, że ubezpieczasz się, jak jedziesz na jakąś wycieczkę. Ubezpieczasz się, bo tam może trafić do szpitala i tak dalej. To, że ktoś się nie ubezpiecza, to nie wiem, czy jest powód do tego, żeby dostawał po głowie gromy z jasnego nieba. To jest wszystko kwestia indywidualna. Chcesz to się ubezpieczasz, a nie to nie. Nie robiłbym z tego wielkiego halo, bo wydaje mi się, że to jest przegięcie.

Michał mówi, że widzi lekki wpływ Stanisława Michalkiewicza. Tak, na pewno. Wydaje mi się, że kiedyś on na jakimś wykładzie mówił o tym, ale w kontekście ZUS-u. To chyba było Michał kiedyś takie użycie. I ja się zgadzam z takim podejściem. Oczywiście Wy się możecie nie zgadzać. Ja jestem tolerancyjny, więc Wy możecie mieć swoje poglądy – ja tylko chcę wyrazić swoje, to co myślę. Dlatego właśnie nie ubezpieczam sprzętu.

A poza tym, te wszystkie umowy czytajcie dokładnie, bo potem małym druczkiem jest tak, że jak się ubezpieczysz i płacisz, to stanie się taka sytuacja, że to jest z Twojej winy, bo to Ty włożyłeś czy włożyłaś sprzęt do windy i tam Ci zgniotło, i w związku z tym Ci firma nie wypłaci. Więc jak już podpisujecie umowę, to dokładnie przeczytajcie, bo to jest też, czego ludzie nie robią. Nie czytają umów tak naprawdę.

Ok, to jeżeli chodzi o ubezpieczenia, to myślę, że już zostawmy, bo jak ja się rozpędzę na ten temat, to myślę, że to będzie zbyt nudne.

Przyszło takie pytanie, odnośnie artykułu, który zaraz Wam pokażę. Jest taki artykuł JacekSiwko.com/umowa-fotografa. Bardzo stary artykuł. To jest właściwie wywiad z jednym z moim panów młodych, który jest przy okazji prawnikiem i przy okazji stworzył moją umowę. I on tutaj udziela kilku takich wskazówek, co powinno się znaleźć w umowie. Link do tego artykułu oczywiście znajdziecie w opisie tego podcastu. Natomiast tutaj przyszło takie pytanie – fotograf jeden napisał – czy zdjęcia spodobają się parze młodej? To jest taki temat przewodni pytania. I oczywiście przekleił część tego artykułu. Przeczytam, żebyście znali kontekst:

„Nawet, jeżeli zdjęcia odbiegają od standardów wyznaczonych przez portfolio, to należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nie wynikało to na przykład z warunków atmosferycznych lub złego oświetlenia, czyli rzeczy, na które fotograf nie miał wpływu”.

To w szerszym kontekście odnosi się do tego, że tak naprawdę klient nie może Wam zarzucić, że Wy cokolwiek, mówiąc kolokwialnie, spie******iście w tej Waszej pracy. Jeżeli te zdjęcia, które dostarczacie klientowi, są na tym samym mniej więcej poziomie wobec tego, co pokazujecie jako fotograf na swojej stronie w portfolio, to tak naprawdę nie ma co Wam zarzucić. I tu ten fotograf, który o to pyta, pyta się mnie, czy ja w swojej umowie dookreślam jakimś tam paragrafem czy jakkolwiek przedstawiam to na przykład na rozmowie parze młodej i tak dalej.

Powiem Wam, że oczywiście, ja mówię to na rozmowie. I ja to mam też w umowie, że zdjęcia zależą od warunków atmosferycznych, od tego w jakim otoczeniu są robione, od źródła światła, jakie jest tam dostępne i tego typu historie, natomiast to, że ja to będę miał w umowie, to nie znaczy, że para nie może mnie o to pozwać, że coś tam im się nie podoba. Bo tak naprawdę para Wam może wymyślić jakikolwiek powód i pozwać Was, jako fotografów i też żadna umowa nie jest w stanie Was na sto procent zabezpieczyć.

Jeszcze są takie rzeczy, które są przewidziane w prawach konsumenta. I tak naprawdę możecie sobie wpisać wszystkie jakieś możliwe scenariusze w umowie, na wypadek których fotograf nie odpowiada, a potem się okaże, że Rzecznik Praw Konsumenta zakwestionuje tę umowę, bo powie, że coś nie było tam zgodne z jakimś paragrafem, którejś tam ustawy praw konsumenckich i w związku z tym ta umowa jest nieważna – do śmietnika. Więc jak będziecie konstruować umowę na zdjęcia, to najlepiej się z prawnikiem konsultować. Niech Wam powie, czy jakieś tam przepisy nowe nie weszły i pewne zagadnienia mogą być na przykład albo nie mogą już być w umowie. Warto z tym być na bieżąco.

I tutaj, ten fotograf, nazwijmy go Waldek, tak właśnie miał na imię, ten który do mnie napisał. Zresztą pozdrawiam Waldku, jeśli oglądasz. Napisał mi, że ze swojej strony nie mogę zwrócić uwagi parze młodej, że jest na przykład lekki bałagan. I starał się robić, co w jego mocy, natomiast zostało mu zarzucone, że coś tam sfotografował, co wyglądało niekorzystnie i w związku z tym para ma pretensje.

I teraz tak: w ogóle co to znaczy, że fotograf nie mógł powiedzieć czegoś parze młodej? Właśnie po to jest fotograf wynajęty na ślub, żeby, jeżeli coś jest nie halo, poinformował. I na przykład ja miałem taką sytuację – to był taki ślub międzynarodowy i tam oczywiście fajne towarzystwo i super hotel. Natomiast wszedłem tam, było pełno tych druhen i one robiły niesamowity rozgardiasz. Jadły sobie jakiś lunch, rzucały te talerze gdzie popadnie. Wszystko na podłogę albo gdzieś tam. I ja robię zdjęcia i to nie wygląda super. I w związku z tym, że ja staram się zawsze pokazać coś w lepszym świetle niż w rzeczywistości było, bo taki mam styl akurat, to powiedziałem do nich „no słuchajcie, te zdjęcia, które ja robię trafiają do albumu tej waszej koleżanki i to już będzie na całe życie, i w związku z tym musimy zadbać o to, żeby te rzeczy, które są teraz aktualne, czyli ten brudny talerze nie były aktualne przez ileś tam lat, bo to będą oglądać jej dzieci, jej wnuki i tak dalej”. Więc podałem racjonalny powód, dlaczego powinny mi pomóc w szybkim sprzątnięciu tego.

A poza tym jeszcze użyłem drugiej rzeczy, czyli drugiego argumentu, że w tym momencie, kiedy wszystko zwala się na podłogę i tak dalej, i te brudy są kumulowane w jednym miejscu, to wy nie możecie się swobodnie poruszać po tym pokoju. I kiedy one usłyszały, że im będzie łatwiej się poruszać i tak dalej, to one powiedziały „dobra, to szybko zbieramy ekipę, wynosimy stół…” – w ogóle stół z talerzami wynieśliśmy na korytarz i w momencie, nie wiem, to trwało może z dwie minuty, łącznie z tym moim tłumaczeniem, zrobiło się super i na zdjęciach jest już fajnie.

Tak że proponowałbym Waldkowi, żeby troszeczkę więcej pewności siebie miał, jak idzie na zlecenie, bo tak naprawdę to ja jako fotograf decyduję o tym, jak wygląda otoczenie. Tak naprawdę, nie wiem, może jakaś meblościanka będzie kijowa, no to też ją można przesunąć. Albo wtedy pannę młodą przesunąć. Albo jak robicie sesję rodzinną, to nie powiedziałbym „ale brzydka kanapa, na której siedzicie – chodźcie na inną”, tylko może użyłbym argumentu, że tam jest lepsze światło na przykład albo „zróbmy w innym otoczeniu”.

To od fotografa naprawdę zależy to wszystko, jak to potem się prezentuje na zdjęciach. Ja bym po prostu stawiał na to, żeby z pewnością siebie mówić pewne rzeczy, artykułować. Poza tym macie też potem argument typu, że „przecież mówiłem wam, że te talerze powinniśmy wynieść i nie chcieliście”. Najlepiej to by było w sumie nawet nagrać to na komórkę, jak oni mówią „tak, decydujemy się, żeby te talerze tu stały, bo lubimy ten syf”. Oczywiście to jest jakiś absurd. Natomiast trzeba konsekwentnie z pewnością siebie mówić pewne rzeczy. Trudno, niektórzy mogą się obrazić – „jak ty możesz nas krytykować, że tutaj leżą skarpety?”. No leżą skarpety… Albo nogą te skarpety przesunąć. Jak się boisz poprosić kogoś o pomoc, to sam przenieś te talerze, wyrzuć te rzeczy, przesuń to, co Ci w kadrze przeszkadza. Też jest taka metoda, jak Rafał Bojar mówił, że najlepiej naświetlić na daną osobę, a resztą zakryć w cieniu, jak tam jest jakiś syf, to tak możecie robić.

A jeszcze jest jedno podejście, takie czysto dokumentalne, jak na przykład Kevin Mullins, z którym rozmawiałem przy okazji nagrywania podcastu Delicious Podcast. To on ma po prostu taki styl, że jeżeli leży jakiś brud na podłodze albo ktoś jakoś tam kijowo wygląda, bo ma na głowie reklamówkę, to on mu zrobi zdjęcie, bo tak właśnie było. I jemu klienci płacą grube pieniądze za to, żeby on pokazał właśnie wszystko tak, jak było.

Tak że to też zależy od Waszego stylu. Jeżeli na Waszej stronie internetowej zaczniecie się pozycjonować jako taki fotograf Sto Procent Prawda, czyli sto procent dokument tego, co było faktycznie, to znajdą się też odbiorcy, którzy chcą takich zdjęć i może to jest droga dla Waldka, żeby pokazywał właśnie tak, jak było. Że nie było do końca idealnie i może znajdą się klienci. Chociaż ja ze swojej strony wątpię. Wydaje mi się, że klienci, którzy są w stanie zapłacić więcej, oczekują pewnego, mówiąc delikatnie, przekłamania in plus. Czyli stawiałbym na to, żeby to wszystko pokazywać zupełnie o wiele lepiej niż to było.

Dobra, mam nadzieję, że to załatwia sprawę pytania Waldka. Jeżeli coś nieprofesjonalnie powiedziałem, co jest bardzo możliwe, to dajcie znać na przykład w komentarzu, jeśli oglądacie to oczywiście w powtórce.

Zanim przejdę do kolejnego pytania, coś Wam jeszcze pokażę. To jest moja skrzynka pocztowa. Staram się, żeby była czystość cały czas. Mam taką wtyczkę Boomerang. Jak coś nie wymaga natychmiastowej odpowiedzi, to ja sobie wciskam Boomerang, żeby jak Boomerang wróciła ta wiadomość za godzinę, jutro albo tam kiedyś i w związku z tym mam czystą skrzynkę. Nic mnie nie rozprasza. Ale powód, dla którego chciałem wejść na skrzynkę jest taki, że wiele osób dostaje mój newsletter, czyli widzicie „Niezłe Aparaty, Jacek” i wpada w takie coś – w Oferty. A to łatwo zmienić. To się łapie i przenosi do skrzynki głównej. I w ten sposób już wszystkie kolejne moje newslettery będą trafiać Wam do skrzynki głównej. To taka informacja techniczna, jakby ktoś chciał sobie w ten sposób ustawić, no to polecam. Wtedy nie będzie tak, że któreś wiadomości, które ja Wam przesyłam z jakimiś poradami, gdzieś tam zaginą w tym całym zbiorze wiadomości, których milion chyba dostaje się na skrzynkę pocztową.

Mówiłem a propos tego mojego newslettera o tym, żeby stopniowo wprowadzać zmiany na stronie i też przy okazji mi się przypomniało takie pytanie, które dostałem od jednego z odbiorców newslettera o tym, czy na przykład, jeżeli nie umiem pisać, to czy w takim układzie powinienem zlecać pisanie tekstów. I uważam, że nie. Bo nawet, jeżeli ktoś jest takim po prostu, mówiąc krótko, imbecylem, który nie potrafi złożyć dwóch zdań w piękną formę poetycką, to powinien tak po chłopsku pisać, że było tak i tak. Zacznijmy prezentować się szczerze w internecie, pokazywać to, jakimi my jesteśmy ludźmi. I pisanie takich tekstów będzie pierwszym sprawdzianem dla nas, czy się nadajemy na fotografa dla danej pary czy nie. Bo tak naprawdę, jeżeli wynajmiecie sobie jakiegoś copywritera i on Wam stworzy jakiś super kwiecisty tekst i potem para zadzwoni, czy tam jakaś rodzina się zgłosi na sesję, trafi na takiego tumoka, który nie potrafi sklecić dwóch zdań, a na stronie internetowej ma super kwieciście opisane, to powie „nie, coś tu mi nie gra – to jest nie ten sam człowiek, coś nam się pomyliło, może jakiś zły numer telefonu…”.

Więc ja bym tutaj nigdy nie starał się zlecać takich tekstów, tylko po prostu czytał więcej książek i starał się właśnie taką metodą, jak Wam opisałem w najnowszym newsletterze, że mam pięć minut wolnego, loguję się, czytam jakiś stary tekst na stronie internetowej na jakimś poście i wygładzam rzeczy, które są po prostu jakimś językiem niezrozumiałym napisane. Ja też często takie błędy robię, że jak piszę to wszystko, to tak buzuje we mni – super, chcę jak najwięcej rzeczy przekazać i tworzę pewne skróty myślowe. Teraz nawet, jak do Was mówię, to mam wrażenie, że tak bardzo chcę jak najwięcej informacji Wam przekazać, że czasami się rozpędzę i w głowie wiem, że coś chcę powiedzieć, natomiast tu następuje jakiś skrót myślowy i ja to rozumiem, a Wy możecie nie rozumieć. Więc staram się wracać do tych starych postów na blogu i sprawdzać, czy ja to rozumiem, co ten gościu napisał – ten Jacek z przeszłości. I jak coś jest niejasno napisane, to staram się poprawić.

I dlaczego warto to jeszcze robić? To ma też duży związek z SEO fotograficznym czy w ogóle z pozycjonowaniem swojej strony. W tym wypadku mówimy o stronie fotograficznej, ale ja zawsze lubię używać takiej analogii, że strona internetowa to jest taki ogródek, a Google to jest taki supervisor takich właśnie ogrodników. On ma pod sobą całą rzeszę ludzi, którzy mają swoje ogródki i on patrzy: „okej, ten Zdzisiek poprawia często coś w swoim ogródku, to znaczy, że ten ogródek nie zarasta chwastami”. I w związku z tym, jak Wy będziecie coś zmieniać na swojej stronie, to dla Google będzie to taki sygnał, że ktoś się taką stroną interesuje, opiekuje. Nie że tylko dodaje nowe rośliny, czyli nowe posty. Ale on też dba o te rośliny, które już tam gdzieś są.

Tak na dobrą sprawę, to jest super analogia. Jestem z niej dumny. Zobaczcie, jak się dzieje w ogrodnictwie. Zasadzisz roślinę, ona rośnie i zapuszcza korzenie. I tak samo post, który jest w internecie, on też zapuszcza korzenie. On się już tam pozycjonuje. I tak na dobrą sprawę post, który już ma jakąś historię, on wyżej będzie wyskakiwał w Google, jeżeli będziecie pielęgnować, poprawiać zdania albo dodawać trochę więcej treści związanej z danym wydarzeniem, które opisujecie w tym poście. To zobaczycie, że z czasem ten post zapuści korzenie i będzie super-rośliną, którą Google będzie promował. I to bym Wam właśnie polecał przy okazji, jeżeli chcecie się trochę wkręcić w temat SEO albo zacząć.

Ja zawsze też powtarzam, że SEO jest banalnie proste, tylko ono jest źle tłumaczone ludziom. I ja tu być może jakiejś Ameryki Wam nie odkrywam, bo to jest temat na jakiś kurs, który być może uda mi się albo nagrać albo napisać i nie będę Wam tutaj w tej chwili zawracał gitary, jeżeli chodzi o cały kontekst SEO.

Tylko jedna taka rada, żeby poprawiać to, co już jest na stronie. Żeby dodawać może jakieś smaczki, coś co Wam się przypomni, wracać do tych postów. Jak na przykład pojawi się ślub danej pary, której post już jest na Waszej stronie internetowej, na blogu i ta para miała u Was sesję narzeczeńską albo na przykład pojawi się para, która na sesję ciążową trafiła czy rodzinną, a byli u Was na ślubie, to też wśród tego tekstu, który macie w tym najnowszym poście, dodajcie link do poprzedniego posta ze zdjęciami tej samej pary. Raz, że to jest fajne dla SEO, czyli jak ten bot Google’a wizytuje Waszą stronę, to on sobie przejdzie po linkach do wszystkich stron – to jest jedna korzyść. A dwa, że to jest też korzyść dla użytkownika, bo tak naprawdę my myślimy o SEO, że to jest tylko pod maszyny. Nie, to jest pod użytkowników, bo Google za każdym razem śledzi nas.

Jeżeli ktoś dostaje w wynikach wyszukiwania link do Waszej strony, to potem Google mierzy czas, jaki ten człowiek spędził na stronie tego fotografa – czy wyszedł po pierwszej stronie i zaczął szukać dalej, bo jeżeli tak, to znaczy, że my jako Google poleciliśmy mu stronę złego fotografa, więc musimy go zdjąć z tych wyników i niżej dać go, a dać innego, który bardziej zainteresował, bo na przykład ktoś kliknął jeden post, potem drugi, potem trzeci i tak dalej, zainteresował się. I tak Google mierzy atrakcyjność strony.

Więc w ten sposób bym podszedł do tematu, żeby jednak ciągle starać się ulepszać to, co jest na stronie. I to jest rzecz, od której warto zacząć i zobaczyć, że nawet mając takie podejście, o którym pisałem w newsletterze, czyli mając te pięć minut dziennie na to, to przemnóżcie sobie to przez skalę całego roku. Ile to jest zmian, ile fajnych rzeczy można stworzyć powtarzając to konsekwentnie.

I tak, jeszcze jest to pytanie o kurs liturgiczny. I myślę, że tym pytaniem będę powoli kończył nasze spotkanie. Przyszło takie pytanie odnośnie kursu liturgicznego, czy jak na przykład ma się kurs liturgiczny zrobiony w Warszawie, to czy można sfotografować ślub w Krakowie. Wiem, że dla części osób będzie to banał, ale część może tego nie wiedzieć.

Powiem Wam, że ja mam kurs zrobiony liturgiczny ileś tam lat temu, z siedem, osiem, jak zaczynałem i to było w Gdyni. I od tego czasu chyba zapytano mnie w jednej parafii i to było w Pęplinie – takiej dość specyficznej, żebym pokazał tę legitymację. Tak naprawdę, na dobrą sprawę, to byście musieli w każdej archidiecezji mieć osobny kurs według tych przepisów, ale tak naprawdę nikt tego nie przestrzega. Więc warto pójść, warto zrobić taki kurs, tym bardziej, że to nie jest jakiś wielki koszt, a dowiecie się też, w którym momentach mszy można chodzić, w których fragmentach kościoła można się poruszać, bez robienia jakiegokolwiek skandalu. To się przydaje.

A poza tym ja polecam też wszystkim, którzy robią tylko kurs kościelny, żeby pójść najpierw do księdza i przedstawić się, powiedzieć, że jestem taki i taki, i będę fotografował ślub. Bo to ze zwykłej takiej grzeczności – przychodzicie do kogoś do domu czy do firmy, więc to nie jest tak, że zaczynacie chodzić i czuć się, jak u siebie, tylko ktoś jest gospodarzem danego miejsca, w związku z tym dobrze jest się przedstawić i porozmawiać.

I powiem Wam, że jak ma się tę legitymację to też jest taki spokój psychiczny – nie trafi Ci się nikt taki, kto będzie Ci kazał wyjść z danego ślubu. To byłby wielki dramat dla pary, która wynajęła fotografa i nagle okazuje się, że fotograf nie został dopuszczony do możliwości fotografowania. Tak że tu bym Wam polecał pójść na ten kurs, ale też się nie przejmujcie, że zrobicie go w Gdyni czy zrobicie go w Warszawie, bo tak naprawdę w całej Polsce on będzie działał. Sorry jeszcze raz, że tak znowu spontanicznie, natomiast no takie jest życie. Życie jest spontaniczne i myślę, że tym pozytywnym akcentem zakończymy spotkanie. Dzięki! Trzymajcie się i do następnego razu!

Właśnie… Jak Wam się nie podobała ta audycja, to wiadomo, kciuk w dół, a jeżeli w miarę okej i nawet mimo tego mojego przeziębienia było super, kciuk w górę – będę wdzięczny. Dzięki serdeczne. Trzymajcie się i do zobaczenia!

Leave A

Comment

12 lipca 2018
Ja mam ubezpieczenie i śpię spokojnie od kiedy je mam , koszta nie duże w roku . Sprzęt o wartości 30 tyś składka 505 zł
Odpowiedz
    12 lipca 2018
    Miałeś już okazję skorzystać z ubezpieczenia? Bo wszystko pięknie wygląda przy podpisaniu umowy niestety realia przestają być różowe gdy chcesz odzyskać pieniądze za uszkodzony sprzęt.
    Odpowiedz
    12 lipca 2018
    Krzysztof Turzyński, gdzie ubezpieczał eś? Muszę to zrobić do końca przyszłego tygodnia i szukam najlepszej opcji
    Odpowiedz
    12 lipca 2018
    Krzysztof Serafiński nie miałem okazji jednakże szukałem prawie ponad dwa lata ubezpieczenia . Obecnie mam w PZU, jeśli odnnajde papiery to mogę Wam podesłać warunki i zakres
    Odpowiedz
    12 lipca 2018
    Krzysztof Turzyński ciekaw jestem jak to wygląda w przypadku kiedy nie masz ubezpieczonego sprzętu od momentu wyjścia ze sklepu tylko potem. Czy firma nie robi potem pod górkę fotografowi.
    Odpowiedz
    12 lipca 2018
    Zgłębiałem długo temat, bo prawie 3 lata. Najlepsze jak dla mnie warunki na chwilę obecną ma właśnie PZU oraz Hestia. Niestety nie miałem okazji jeszcze tego zweryfikować ;-)
    Odpowiedz
    12 lipca 2018
    Krzysztof Turzyński chyba całe szczęście, że nie miałeś :P
    Odpowiedz
    13 lipca 2018
    Mogę polecić ubezpieczenie w Hestii :) Sama tam pracuję i miałam sytuacje, kiedy wypłacaliśmy odszkodowania za sprzęt.
    Odpowiedz
    16 lipca 2018
    Katarzyna Manikowska Dobrze że piszesz bo Niektórzy nie wierzą 😂
    Odpowiedz
12 lipca 2018
Jedna z niewielu rzeczy z jaką się nie zgadzam o której mówi Jaca. Mam ubezpieczenie które działa. Idąc tym tropem nie ubezpiecz sobie domu ani samochodu skoro nie lubisz zakładów ;)
Odpowiedz
13 lipca 2018
Ubepieczenie to jedno a kasa za uszkodzony sprzęt to drugie. ZAWSZE ubezpieczyciele kombinują żeby jak najmniej wypłacić. Ale bez ubezpieczenia jest ZERO kasy. W razie problemów zapraszam.
Odpowiedz
17 lipca 2018
Każdy poleca, ale czy ktoś dostał odszkodowanie ?
Odpowiedz
    17 lipca 2018
    Artur Matecki pewnie kilka przypadków się znajdzie, problem w tym, że łatwiej tam wpłacić pieniądze niż je potem wyjąć :P
    Odpowiedz
    17 lipca 2018
    Niezłe Aparaty dokładnie tak. Dużo czasu tez polecałem kilka towarzystw ale póki co z żadnym nie miałem do czynienia, tak na prawdę 🙂
    Odpowiedz
    17 lipca 2018
    Artur aby odpowiedzieć na Twoje pytanie, należało by zbadać ile osób płaci takie ubezpieczenie w innym wypadku trudno będzie udzielić Ci odpowiedzi. Nie mniej ja mam ubezpieczone i nie żałuję, pracuję dużo spokojniej.
    Odpowiedz
17 lipca 2018
Każdy poleca, ale czy ktoś dostał odszkodowanie ?
Odpowiedz