W trzecim odcinku podcastu dla fotografów naszym (Waszym i moim naturalnie) gościem jest Rafał Bojar. Właściwie tyle opisu mogłoby wystarczyć 🙂

Rafał jest jednym z najbardziej wpływowych fotografów na rynku fotografii ślubnej w Polsce i nie tylko. Magazyn fotograficzny Rangefinder umieścił go na liście “Raising Stars” – wchodzące gwiazdy fotografii ślubnej w 2016. Fotografuje śluby na całym świecie i zaraża pasją podczas warsztatów i konferencji fotograficznych.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Głównym tematem naszej rozmowy jest oczywiście fotografia ślubna, ale poruszamy też tematy związane z podejściem Rafała do procesu budowania jego portfolio (na nowo) o fascynacji innymi dziedzinami sztuki, takimi jak muzyka czy film. Jak zwykle nie obędzie się także bez wątków dotyczących początków kariery oraz podejścia naszego gościa do spraw mediów społecznościowych i kreowania swojego wizerunku w oczach potencjalnych klientów. Specjalnie dla moich ukochanych foto Januszy zapytałem o sprzęt (głównie obiektywy) jakich Rafał lubi używać podczas swojej pracy, czyli każdy powinien znaleźć w tej rozmowie coś dla siebie.

Pojawi się też kilka smaczków związanych z realizowanymi przez Rafała zleceniami zagranicznymi.

Rafała możecie znaleźć w sieci:
FB: www.facebook.com/rafalbojarphotography/
Instagram: www.instagram.com/rafalbojarphotography/
WWW: www.rafalbojar.com/

W podcaście użyłem utworu (zaprzyjaźnionego z Rafałem) Fismoll’a:
www.facebook.com/Fismoll-351254321556875/

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Przypominam, że jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków Niezłych Aparatów to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagramie lub na FB.

Instagram: www.instagram.com/jaceksiwko/
FB:www.facebook.com/jaceksiwko/

Archiwum podcastów: niezleaparaty.pl/podcast/
Grupa FB dla słuchaczy podcastu: www.facebook.com/groups/1633800780248095/

Dziękuję za uwagę. Jacek Siwko

PS. Masz ochotę na więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf? Zapisz się na darmowy newsletter dla fotografów Fleszem po oczach: www.jaceksiwko.com/newsletter/

#3 Niezłe Aparaty & Rafał Bojar

[00:00:00]

J: Cześć, z tej strony Jacek Siwko. Witam Was w podcaście dla fotografów „Niezłe Aparaty”. To już nasz trzeci odcinek. Bardzo Wam dziękuję za ten cały odzew, który pojawił się po audycji z Kamilą Piech. Kto jeszcze nie słuchał, ten powinien, moim zdaniem i pewnie Kamili też. A dzisiaj mam przygotowaną dla Was rozmowę z Rafałem Bojarem. Rafała nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać, wiele osób Go zna, kojarzy z Internetu. Być może niektórzy znają też osobiście, a jeżeli nie no to będziecie mogli właśnie Go bliżej poznać słuchając tego, co ma do powiedzenia. Bez zbędnego przeciągania, zapraszam Was do wysłuchania rozmowy z Rafałem. Tak się stało, że prawie bym zapomniał. Na początku jeszcze jedna taka bardzo ważna informacja. Otóż Rafał poprosił mnie, żeby na początku naszej rozmowy w tle leciał utwór Fismolla. Dlaczego? O tym dowiecie się już słuchając samej rozmowy. Tylko tyle zdradzę Wam, że jego twórczość bardzo Rafała inspiruje, wręcz twierdzi On, że dzięki muzyce, którą wykonuje Fismoll, dzięki temu co tworzy, dokonała się w Nim pewnego rodzaju przemiana. No nie wiem czy już bardziej mogę Was zainteresować, żebyście słuchali dalej. No to trzy, dwa, jeden, zero, start! Zaczynamy!

R: No cześć Jacku.

J: Cześć Rafał, cześć. Widzę, że tam kot też u Ciebie urzęduje z tyłu.

R: Jest. Jak chcesz to mogę go wygonić, żeby nie przeszkadzał.

J: Nie, spoko. On raczej się nie będzie wtrącał, nie? Nie będzie Tobie przerywał. Zobaczymy zresztą. Dobra Rafał, to słuchaj. Oficjalnie zacznijmy może. Dzięki, że zgodziłeś się wystąpić w podcaście i wiesz trochę tutaj zadziałało Twoje lobby, że tak powiem. Pewne naciski były, żebyś się pojawił, żebyś był jednym z pierwszych gości tutaj u nas w „Niezłych Aparatach”. I tak tytułem wstępu to może zanim zaczniemy to chciałbym Cię poprosić o to, żebyś wyjaśnił mi pewną sprawę związaną z Fismollem, bo wczoraj jak pisaliśmy tutaj odnośnie tematów, które będziemy poruszać wspomniałeś, że muzyka Fismolla jest dla Ciebie bardzo ważna i tutaj pozwolę sobie zacytować to, co napisałeś, że dzięki niemu nastąpiła w Tobie przemiana.

R: No to jest prawda. Wiesz co? Na początku też właśnie chciałbym Ci Jacku podziękować w ogóle, że zaprosiłeś mnie tutaj, że chciałeś posłuchać tego, co mam do powiedzenia. Świetna inicjatywa! Mam nadzieję, że będziesz to kontynuował, będziesz zapraszał ciekawych ludzi, nie tylko z Polski. Warto pokazywać ludziom, że świat nie kończy się na Polsce i są fajni ludzie na całym świecie. Jeśli chodzi o Fismolla to jest niesamowita historia. Powiem Ci szczerze, jego muzyką odkryłem troszkę przez przypadek, bo mogłem ją usłyszeć dzięki mojej teściowej, która gdzieś tam puściła mi jego płytę. I na początku nawet podszedłem do tego z takim dystansem na zasadzie, dobra, jest taki gościu, który sobie śpiewa. I zacząłem słuchać tej jego płyty i niesamowicie mnie wciągnęła. Wpisałem sobie go na Youtubie zobaczyłem sobie kilka jego jakichś takich koncertów na żywo i kilku posłuchałem jeszcze razy jego kawałki i to było coś niesamowitego. Ja lubię strasznie prawdziwych ludzi i prawdziwe rzeczy, prawdziwych artystów, z których Fismoll to jest właśnie taka osoba, która sama pisze. On sam pisze swoje teksty, sam pisze swoją muzykę. To nie jest produkt marketingowy wyprodukowany nazwijmy to przez jakąś wytwórnię. To jest prawdziwy artysta, naprawdę! Niesamowity człowiek, którego poznałem, zaprosiłem na swoje warsztaty, żeby przyjechał, zagrał koncert na intymny przy ognisku. Powiem Ci szczerze, zbudował tak niesamowitą otoczkę i atmosferę, że ludzie dosłownie płakali tam słuchając jego muzyki. Tak się z nim zaprzyjaźniłem. Teraz lecimy w ogóle w styczniu na początku na Islandię razem kręcić jakieś swoje wspólne materiały i no, dlatego Fismoll.

J: Ja tak właśnie kojarzę go z jakiegoś zdjęcia u Ciebie, że on tam gdzieś na tej gitarze w tle tam sobie przygrywa. Właśnie wiesz, nie kojarzyłem tego jakby tutaj z Twoimi warsztatami także dzięki za to wprowadzenie. Nie wiem czy tutaj wiesz, nawiązałeś jeszcze do tej przemiany, która gdzieś tam…

R: Wiesz co?

J: To chodzi o, chodzi Ci o jakąś wrażliwość wiesz, artystyczną?

R: Tak, tak, tak, tak. Wiesz co? ja zacząłem odkrywać w sobie taką wrażliwość i taką bardzo mocną emocjonalność dosyć niedawno, bo myślę, że półtorej roku temu. I zrozumiałem, żeby tworzyć emocjonalne rzeczy samemu trzeba być emocjonalnym. Albo szukać emocjonalnych rzeczy wszędzie, w muzyce, w filmie, w poezji. I takimi rzeczami się inspirować. Nie do końca nawet fotografią. Powiem Ci szczerze, w tym roku praktycznie przestałem się tylko inspirować fotografią. Zacząłem szukać ludzi, którzy inspirują mnie swoją muzyką, mniej więcej Fismoll. Praktycznie każda moja sesja była, odbywała się gdzieś i jego muzyka leciała wiesz, w tle. Rozluźniała tam moje pary, mnie. Też wprowadzała w taki fajny stan, gdzie sobie odpływałem. To jest niesamowite naprawdę, co muzyka może zrobić.

J: Ok, wiesz co? Ciężko mi sobie to wyobrazić w jaki sposób ta muzyka jest obecna na Twojej sesji. Puszczasz to z iPhone’a czy chodzisz z jakimś Iboxem.

R: Tak. Ja czasami wiesz co,

[00:05:00]

sobie puszczam tę muzykę z iPhone’a. Czasami zostawiam po prostu telefon mojej parze. Zostawiam ich na pięć minut i im tłumaczę: słuchajcie, to jest Wasza chwilka. Ja zostawię Was tutaj na chwilę z tą muzyką. Posłuchajcie sobie jej. Bądźcie blisko siebie i ja gdzieś tak za pięć minut tu do Was wrócę i bardzo powolutku zacznę Was fotografować. Zresztą chcę tych ludzi wprowadzić w taki fajny stan, żeby oni nie poczuli, że od razu nie wiem, ja od razu im robię zdjęcia. Chciałbym, żeby mogli się troszkę skupić na sobie, odpłynąć, zapomnieć trochę o tym, że robimy zdjęcia.

J: Rozumiem. Czyli, a zdarza Ci się też, że na przykład Ty jesteś wiesz, z słuchawkami na uszach podczas sesji?

R: Wiesz co, zdarza mi się…

J: Że Ty się jakby odcinasz od pary też, czy nie?

R: Wiesz co, tak. Zdarza mi się często, że na ślubie jestem w słuchawkach, nawet czasami w kościele. Tego nie widać akurat, ale wiesz co, pozwala mi to kompletnie oderwać się od tego wszystkiego, co się dzieje. U nas w Polsce trochę te śluby w kościele wyglądają tak, że jest strasznie drętwo, to mi trochę przeszkadza. Brakuje mi takiej troszkę bardziej luźnej szczęśliwej atmosfery. Wszystko jest takie poważne. No i czasami na reportażach też właśnie zakładam słuchawki, po prostu nawet gdzieś tam odpływam w swój świat.

J: Yhym, to ciekawe. À propos właśnie poważnej atmosfery na ślubach kościelnych to nie miałeś nigdy takiej sytuacji, że ktoś wiesz, oburzony, zwrócił Ci uwagę?

R: Wiesz co, miałem kilka dziwnych sytuacji. Nawet w tym roku miałem dziwną sytuację, gdzie podczas ceremonii w ogóle, podczas zakładania obrączek ktoś zaczął mnie z pięści walić w plecy. Okazało się, że to jest jakaś, jakiś gość państwa młodych i mało tego, to w ogóle jest osoba, której oni nie kojarzą, czy to jest jakiś wujek, ich znajomego, który sobie przyszedł na ślub i chciał zrobić sobie telefonem zdjęcia podczas ceremonii.

J: Acha, i czyli mu przeszkadzałeś?

R: Takie dziwne sytuacje.

J: Różne są sytuacje właśnie z gośćmi. Powiem Ci, że to był jakby taki czynnik dla mnie motywujący, żeby zacząć chodzić na siłownię, no nie? Żeby na tym ołtarzu trochę mieć większego powera w przesuwaniu wujków. Ok, fajnie, fajnie tutaj opowiadasz o Fismollu. Z tego, co wiem pracowałeś w liniach lotniczych, bardzo dużo podróżowałeś czyli ten taki styl, styl życia powiedzmy gdzieś tam poza domem był ciągle u Ciebie obecny. No i domyślam się, że wizytowanie różnych ciekawych miejscówek spowodowało to, że gdzieś tam chciałeś zapisywać je sobie na karcie pamięci, w sensie te widoki, spotykanych ludzi itd. Może jakbyś szerzej mógł opowiedzieć wiesz, o takim pierwszym momencie, gdzie zrozumiałeś, że aparat to jest coś co jakby tu Cię wciąga.

R: Wiesz co, to była ciekawa historia, ponieważ ja w swoim życiu robiłem kilka rzeczy między innymi właśnie latanie. Siedem ostatnich lat swojego życia spędziłem właśnie pracując w liniach lotniczych różnych. Ostatnie moje linie lotnicze to były czartery, gdzie mogłem sobie trochę polatać po świecie i wtedy właśnie uświadomiłem sobie tak naprawdę, że to jest coś niesamowitego, że otworzyłem się strasznie na świat, na ludzi, na inność, na inne kultury. I to strasznie mnie pochłonęło w takim stopniu, że zauważyłem, że kompletnie inaczej zaczynam funkcjonować gdzieś tam w miejscach, których nie znam. I zaczęło się to tak trochę niewinnie. Na zasadzie, ponudziłem się czasami na tych pobytach więc stwierdziłem, że będę musiał zabijać jakoś swój czas. Wziąłem aparat, zacząłem robić jakieś zdjęcia. Później stwierdziłem, że chciałbym nauczyć się trochę obsługi tego aparatu i zacząłem sobie chodzić na różne warsztaty, zacząłem uczyć się z tutoriali, z podcastów itd. Kolejne warsztaty i też w końcu doszedłem do tego momentu, że stwierdziłem, że nie chcę już więcej latać, że ta praca gdzieś tam mnie, po prostu stoję w miejscu i nic nie robię nowego. I że pierwszy raz w życiu poczułem coś takiego, że chcę zrobić coś dla siebie i fotografia mi naprawdę pozwoliła osiągnąć to.

J: Ok. Wspomniałeś tutaj warsztaty, ale domyślam się, że to były kwestie techniczne, że uczyłeś się tam zasad kompozycji.

R: Tak.

J: Że to nie było od początku, że wiesz, o będę fotografem ślubnym.

R: Nie, nie, nie. Wiesz co, tak trochę zaczęło się to właśnie tak dziwnie. Moje życie to jest zbieg takich przypadków trochę, chociaż później jak patrzę na to wszystko to to nie do końca są przypadki tylko na zasadzie trochę jak moje przeznaczenie. To jest śmieszne. Ja na swoich warsztatach czasami opowiadam o tym, że pierwszy swój ślub, który gdzieś tam mogłem podpisać miałem okazję zrobić, ponieważ pokazałem zdjęcia z rekonstrukcji w ogóle jakiejś takiej bitwy, co nie? To była w ogóle śmieszna historia. Zdjęcia, które gdzieś tam zrobiłem na rekonstrukcji znajoma mojej siostry zobaczyła te zdjęcia i się spytała, czy nie chciałbym przyjechać zrobić jej zdjęć na ślubie we Francji. Tak więc…

J: Acha, to widzę, że mamy taki jeden punkt wspólny, bo ja gdzieś tam w sumie pisałem kiedyś na blogu jak to się u mnie zaczęło, że wiesz, miałem rozmowę z klientem i w pewnym momencie on zapytał, czy mogę pokazać mu jakieś zdjęcia ślubne. No a wiesz, nie miałem żadnego w portfolio więc pokazałem jakieś zdjęcia z wycieczki. Potem on pokazał mi swoje z wycieczki i tak się dogadaliśmy. Także widzę, że tutaj u Ciebie podobnie wyglądało.

[00:10:00]

Ale rekonstrukcja no to ciekawe musiało być. Ale to byli jacyś rycerze czy to była za rekonstrukcja?

R: Wiesz co, to była jakaś taka bitwa nazwijmy to, nie wiem, powstanie styczniowe czy coś takiego.

J: Acha, czyli późniejsze czasy. Ok, ok.

R: Takie trochę szaleństwo, wiesz. Ale fajnie, że tak się zaczęło i później pociągnąłem temat. Miałem trochę czasu, żeby się przygotować do tego ślubu i wtedy zdecydowałem się, że muszę, przynajmniej się nauczyć podstaw i wybrałem się na warsztaty do Adama Trzcionki, które gdzieś tam dały mi naprawdę solidne podstawy tego, przynajmniej jak powinien wyglądać reportaż.

J: Ok, czyli Adam Cię jakby wyedukował. Ale to było rozumiem przed tym pierwszym zleceniem?

R: To było przed pierwszym zleceniem.

J: Acha, czyli już w pełni profesjonalnie przygotowany poszedłeś na pierwsze zlecenie. I co, i wtedy poczułeś tego bakcyla, że to jest to? Wiesz, opowiadanie historii…

R: Tak.

J: Par młodych czy ogólniej mówiąc, ludzi zakochanych.

R: Wiesz co, wtedy jeszcze tak naprawdę nie wiedziałem dlaczego będę to robił, albo dlaczego chcę to robić, na zasadzie mi się to spodobało. Po prostu poczułem coś fajnego, poczułem coś takiego, że mogę w sumie pracować gdziekolwiek zechcę. Kwestia tego, wszystko zależy ode mnie tak naprawdę, jak pokieruję dalej swoim losem. I wtedy stwierdziłem, że mam około dwóch lat na to, żeby gdzieś tam sobie kupić sprzęt już taki, który pozwoli mi robić te zdjęcia z plenerem ślubnym profesjonalnie i dałem sobie też czas na naukę czyli na wyjazdy na kolejne warsztaty, na naukę samemu różnych rzeczy w domu. I tak przepracowałem praktycznie pierwszy sezon latając sobie i robiąc śluby tak pół na pół mniej więcej. Aż doszedłem do takiego momentu, gdzie miałem już mniej więcej podpisanych dwadzieścia umów na przyszły sezon i stwierdziłem, że kończę z lataniem i że już zajmuję się tylko i wyłącznie fotografią.

J: Czyli wszedłeś w to na profesjonalnie.

R: Tak.

J: A słuchaj, bo powiedziałeś, że dałeś sobie dwa lata na naukę fachu, nazwijmy to tak.

R: Tak, tak.

J: I w związku z tym ciekawi mnie wiesz, co jeszcze gdzieś tam po drodze zaliczyłeś jeżeli chodzi o takich inspiratorów wiesz, nauczycieli itd. Ludzi, którzy gdzieś Cię pchnęli w tym kierunku w którym podążałeś i jakby dzięki którym znalazłeś się tu gdzie jesteś. To jakbyś mógł może wymienić jakiegoś człowieka czy może kilku, którzy gdzieś tam Cię wsparli po drodze.

R: Wiesz co, bo na początku tak naprawdę szukałem inspiracji chyba tam gdzie wszyscy szukają czyli u innych fotografów i gdzieś tam próbowałem nauczyć się takiego trochę stylu albo kopiowania czyjegoś stylu, imitowania tego stylu. Wyjeżdżając sobie na warsztaty właśnie ostatnio słuchałem podcastu z Kamilą Piech i ona też wspominała o warsztatach fotografii Wolves.

J: Ty tam też byłeś chyba nie?

R: Też tam byłem, no. Śmieszna sprawa, bo napisałem o tych warsztatach i po tym jak napisałem o tych warsztatach zgłosiło się kolejnych czterech Polaków więc pojechaliśmy sobie tam taką fajną grupką min. była tam Kamila, świetna osoba i tam poznałem właśnie świetnych fotografów typu Eda Peersa, który… Wiesz co, tak szczerze mówiąc wyłapałem tam dosłownie sobie kilka zdań, które przeniosłem później na swój warsztat. Wyłapałem kilka takich pojedynczych zdań z tych warsztatów i szczerze mówiąc odmieniło to całe moje życie, naprawdę. Gdyby nie te warsztaty, to myślę, że nie osiągnął bym w ogóle tego, co zrobiłem w tym roku.

J: Ok, powiedziałeś parę zdań, wiesz, aż mnie korci żeby zapytać, jakbyś mógł chociaż jedno, jedno jakieś zdradzić.

R: Wiesz co, jasne. Mogę Ci na przykład powiedzieć to co w zwykłej rozmowie z Edem Peersem gdzieś tam wyłapałem. To było to, że on na przykład kadrując, czy tam robiąc tutaj historię, czy robiąc zdjęcia generalnie stara się bardzo czyścić kadr, czyli tak kadrować, żeby te kadry były bardzo, bardzo czyste. Ja wcześniej gdzieś jeszcze tam próbowałem robić jakieś wieloplany, i tak dalej, na tym się skupiałem, ale stwierdziłem, że ja nie muszę wcale robić wieloplanów tak jak robią to wszyscy, gdzieś tam w Polsce przynajmniej, ale mi się gdzieś tam bardziej zawsze podobały jakieś takie czystsze, minimalne, minimalistyczne rzeczy.

J: No wieloplany raczej, raczej dla reportażu, nie? Bardziej pasują.

R: Tak, tak. Tylko zastanawiam się…

J: Ty bardziej kreujesz, moim zdaniem, znaczy z tego co ja tam czuję.

R: Tak, ja w ogóle bym nie nazwał się absolutnie reportażystą. Ja w sumie teraz nie wiem do końca jak bym się nazwał. Bo ja gdzieś tam właśnie tworzę historie, trochę je kreuję, ale staram się je tworzyć.

J: Yhym, tak, to widać, że to jest Twoja autorska wizja, tego co widzisz. Troszeczkę pokrętnie może, ale doszliśmy do stylu. I tutaj chciałem Ciebie zapytać, bo, wiesz, rozmawiając z Tobą mam wrażenie… Zresztą pierwszy raz Cię widziałem na LooksLikeFilm w Krakowie, tam zresztą tylko przelotem, bo nie było tak okazji. Jednak było dużo osób i nie z każdym dało się porozmawiać, ale wiesz, tutaj jakby sprawiłeś takie wrażenie bardzo sympatycznej osoby, takiego wiesz, no nie powiem, że wesołka jakiegoś, nie? Bo tam nie jesteś typem opowiadacza kawałów, no nie?

R: Nie, zdecydowanie.

J: Bardziej Ciebie jakby zaobserwowałem, że Ty gdzieś tam z boku jesteś, jesteś wiesz jakimś tam trochę…

[00:15:00]

Bardziej skupiony na, nie wiem, na swoich sprawach i tak dalej. Ale powiem Ci szczerze, że ten styl zdjęć, który wiesz, widzę w Internecie i na ich podstawie wcześniej wyrabiałem sobie opinię o Tobie, jakby zupełnie mi się tutaj zderzył z osobą Twoją i to jakby nie przystawało do siebie. W związku z tym pomyślałem sobie, że może to jest kwestia takiej tej Twojej osobowości, może w duszy Ty masz tą czerń, wiesz, te ciemne barwy i tą całą dramaturgię, którą gdzieś widać na Twoich zdjęciach. Powiedz jak to jest w ogóle u Ciebie?

R: Wiesz co, postaram Ci się to wytłumaczyć, aczkolwiek największy problem, który mam w sobie powiem Ci Jacku, to jest taki, że ja czytam i nie potrafię wytłumaczyć co mam w głowie, albo co mi siedzi w duszy, albo co mam w sercu, naprawdę. Tak jak zauważyłeś, że ja zdecydowanie lepiej się czuję gdzieś z boku, bądź też gdzieś z tyłu obserwując ludzi i tak jest. Ja kompletnie nie jestem duszą towarzystwa, w sensie ja uwielbiam ludzi, ja kocham ludzi, lubię z nimi rozmawiać, ale w małych grupach. Mnie takie eventy typu, że mam gdzieś przemawiać przed setką ludzi strasznie mnie gdzieś tam blokują, że tak powiem. To mnie widzieliśmy jak byłem zestresowany, zdenerwowany. Aczkolwiek, wiesz co to jest tak, że tak jak Ci powiedziałem, ja wszedłem na taki poziom gdzieś tam emocjonalności w tym roku, nie do końca jestem Ci w stanie opisać co się stało dokładnie, ale to jest chyba, to się po prostu złożyło wszystko w jedność, na zasadzie, że zacząłem słuchać pewnego rodzaju muzyki. Ja też byłem wychowany na przykład przez moją babcię, przez moją mamę, bardziej niż przez mojego tatę, więc ja gdzieś tam częściej przebywałem z kobietami, więc dla mnie emocjonalność to nie jest nic czego powinienem się wstydzić, wręcz odwrotnie, uważam, że to jest świetna sprawa. Często właśnie nawet tłumaczę to swoim parom, a zwłaszcza facetom, żeby się nie bali pokazać tego. I faktycznie mam chyba jakoś tam trochę taką czerń i taką, takie coś w sobie, ale nie potrafię Ci tego dokładnie opisać, naprawdę.

J: Nie no, ogólnie powiem Ci, że akurat ja mam trochę inne podejście, nie? Do sprawy, do fotografii, niż Ty, ale nie wiem czy ja Ciebie na przykład nie zastygmatyzowałem, wiesz, jako takiego fotografa czerni. Jeszcze wczoraj musiałem się ku temu, wiesz, upewnić i przeglądałem Twoje portfolio i zauważyłem, że u Ciebie też te jasne kadry, też gdzieś tam się pojawiają. Więc wiesz, nie jest jeszcze tak źle, nie, nie odpłynąłeś gdzieś w przestworza czerni.

R: Wiesz, to jest tak czasami, że jak człowiek poznaje coś nowego, zaczyna za bardzo w to brnąć. Tak jak do, na przykład z fotografowaniem z tilt-shiftem na początku, czy z fotografowaniem właśnie bardzo ciemno. Teraz staram się gdzieś tam to równoważyć, dawać powód tego, że jest ciemno, a nie tylko dlatego, że ciemno, że tak powinno być. Że wszyscy tak robią, albo że to jest popularne.

J: Rozumiem. Słuchaj, wymieniłeś tilt-shift i… Dobra.

R: Ale, czekaj, ja mam, znaczy wiesz co, przepraszam, że Ci jeszcze przerwę. Właśnie to co powiedziałem wcześniej nawet odnośnie Eda Pierce’a, odkryłem później jeszcze przez przypadek, że w sumie chowając ludzi w ciemność trochę, możemy ukryć wszystko co jest dookoła. Czyli na przykład jeśli mamy przygotowanie i jest pełno bałaganu, wystarczy troszkę zasłonić zasłonki, nawet nie troszkę, a bardzo i wszystko Ci ginie w ciemnościach, a masz tylko ludzi gdzieś tam w świetnych miejscach.

J: No jest to, jest to jedna z metod. Można też niską wartość przesłony, nie?

R: Można.

J: I wtedy też masz wszystko rozmydlone. Słuchaj, tak się przyczepię do tego tilt-shifta, bo akurat raz rozmawiałem z takim jednym fotografem prasowym w sumie i on mi powiedział, że to jest coś takiego wśród fotografów, że jak kupisz sobie nowy obiektyw, to praktycznie przez pół roku cały czas robisz zdjęcia tylko tym obiektywem, nie?

R: Tak.

J: I powiedziałeś tutaj o tilt-shifcie, a chciałem Cię zapytać… Wiesz, to jest może pytanie takie typowe dla foto-Januszy, może ich to zainteresuje, ale od czego Ty zacząłeś, wiesz, jeżeli chodzi o sprzęt?

R: Wiesz co, ja na początku miałem dużo sprzętu, zdecydowanie za dużo i używałem 24… Boże, jaki to był obiektyw, 24…

J: 70?

R: Tak, tak, tak. Miałem 14-24, miałem 50-tkę, miałem 70-200 i tego typu miałem 85-tkę, zdecydowanie za dużo obiektywów. Powiem Ci szczerze, że teraz mam tylko 35-tkę, 58-kę i 85-kę której w sumie używam tylko gdzieś tam na Islandii, bądź też na jakichś sesjach żeby fajnie coś skomponować. Obiektywu tilt-shift, w ogóle już nie używam, przeszła mi fascynacja tilt-shiftem. Więc tak naprawdę głównie, jakbym miał procentowo powiedzieć jakimi obiektywami robię to jest mniej więcej 85%-95% to 35-tka i 10% to jest 58.

J: Acha, ale 58 to jest, jaki to jest obiektyw? W sensie, bo to jest…

R: Pełna klatka.

J: No dobra, ale Ty jesteś na Nikonie, czy…

R: Czekaj, ja…

J: To, coś przerywa.

R: Coś mi przerwało, jeszcze raz mógłbyś powtórzyć?

J: Słuchaj, ta 58-ka mnie ciekawi.

[00:20:00]

J: To jest nikonowska czy jaka to jest?

R: To jest nikonowska 58. Powiem Ci szczerze, używam ją dlatego, to jest może śmieszne, ponieważ wszyscy używają 50 więc ja stwierdziłem sobie, że będę gdzieś tam trochę inny. Zawsze staram się być trochę inny więc stwierdziłem, że sobie kupię tę 58, bo jest delikatnie inna niż 50.

J: Ale z tego, co…

R: A poza tym to jest świetny obiektyw, naprawdę.

J: Z tego, co pamiętam ona chyba bardziej przypomina to, co wiesz, widzimy okiem, nie, ludzkim? 58 niż 50.

R: Tak, tak.

J: Nie wiem czemu ja Ciebie kojarzyłem w ogóle z systemem Canona. Ty jesteś nikowcem, tak?

R: Nigdy, nigdy.

J: Acha.

R: Wiesz co, Nikon pojawił się tak naprawdę przez przypadek, bo moja dziewczyna, a teraz żona miała podstawową lustrzankę Nikon, co ją właśnie wezmę na jeden z pobytów; jeszcze pracowałem w liniach lotniczych i zacząłem po prostu tak fotografować Nikonem więc najłatwiej było mi później dokupować sobie jakieś obiektywy czy tam wymieniać… I szczerze mówiąc, w tym momencie gdzieś tam do mojej takiej ciemnej trochę fotografii Nikon się bardzo dobrze sprawdza. Zwłaszcza na przykład D750, z którego mogę wyciągnąć bardzo dużo. Tam spokojnie można sobie 3,4 Ef wyciągnąć [wypowiedź niezrozumiała 00:21:07]. W Canonie jest to chyba niemożliwe.

J: Wiesz co, coś tutaj nam przerywa tę rozmowę.

R: Yhym.

J: Halo, halo?

R: Yhym.

J: Nie wiem, czy mnie słyszysz.

R: Czasami jest tak, że tak Skype dziwnie działa, zwłaszcza jak się prowadzi taką rozmowę video.

J: A może po prostu za poważne tematy mieliśmy poruszane i się zawiesiło.

R: Może.

J: I słuchaj, to może teraz jak już nam się udało znowu połączyć.

R: Yhym.

J: To może trochę zmienimy temat i chciałbym Cię zapytać o kwestię podróży. Wiem, że Ty akurat do takiego stylu życia jesteś przyzwyczajony. Nie wiem jak to u Ciebie wyglądało jak miałeś, wiesz, dziewczynę, potem narzeczoną, a teraz masz żonę. Ale ciekawi mnie jak wiesz, jak Ty łączysz wszystko, no nie? No bo wiadomo, że życie takie rodzinne, a bycie fotografem, który gdzieś tam głównie się koncentruje na destination weddings no to jest ciężka sprawa. No pytam tutaj głównie o żonę, bo akurat kot to wiem, że na pewno tęskni za Tobą.

R: Kot strasznie tęskni, ale jakoś dajemy sobie radę z nim na razie. Wiesz co, żona w sumie, my jesteśmy przyzwyczajeni do podróży, bo ona jest też stewardessą.

J: Acha.

R: Więc tak się poznaliśmy w liniach lotniczych więc ona szczerze mówiąc, wyjeżdża nawet teraz więcej niż ja. Ale też staramy się często wyjeżdżać razem na zasadzie, jak miałem ostatnio ślub w Stanach to zabrałem ją ze sobą i mieliśmy od razu takiego fajnego road tripa. Byliśmy też razem w Islandii jak robiłem jeden z elopmentów. My często podróżujemy razem. Staram się tak gdzieś ją zabierać na parę dni, wyrywać ją tam z jej świata. Więc da się to pogodzić. Naprawdę! Jeszcze tak szybko wspomnę, że praca stewardessy wygląda tak, że ten grafik co miesiąc jest inny i na zasadzie potrafisz czasami mieć tylko 10 dni pracy w miesiącu i 20 na przykład wolnego więc to jest gdzieś tam do pogodzenia.

J: Czyli to mniej więcej przypomina pracę fotografa ślubnego, który gdzieś tam ma…

R: Tak.

J: Wszystkie weekendy zajęte, a potem sobie siedzi w domu.

R: Dokładnie.

J: I zdaniem jego znajomych nic nie robi. Wiesz co, tutaj chciałbym Cię zapytać jeszcze o kwestię właśnie związaną z destination weddings, ponieważ tak sobie myślałem o Tobie w kontekście tego, co wcześniej robiłeś, że wiesz, podróżowałeś sobie po świecie i poznawałeś masę ludzi. W związku z tym pewnie miałeś fajną bazę kontaktów, żeby zacząć akurat tego typu imprezy robić czyli…

R: Wiesz co, właśnie nie miałem żadnej bazy kontaktów szczerze mówiąc tylko że przez to, że ja podróżowałem sobie, ja od razu zakładałem wchodząc w fotografię ślubną w Polsce nawet, że za parę lat chcę robić to samo tylko, że zagranicą. I takie było moje założenie. Wiem, że to było… to jest ciężko wiesz, wyjść z Polski z fotografią nie mając żadnych kontaktów, ale jeśli masz pomysł na siebie jest to możliwe. I jest to w gruncie rzeczy łatwe do zrobienia szczerze mówiąc.

J: Ok.

R: Tylko trzeba, wiesz co, trzeba tylko przede wszystkim na samym początku siąść sobie i zobaczyć mniej więcej jaki styl panuje gdzieś tam zagranicą i jakie zdjęcia ludzie wolą zagranicą, bo jestem przekonany, że pokazując typowy reportaż polski [wypowiedź niezrozumiała 00:24:07].

J: Wiesz co Rafał? Przepraszam, że Ci przerwę. Jakbyś mógł powtórzyć o tym, że jakbyś pokazał ten styl polski i tak dalej. Bo coś tu się zawiesiło.

R: Jasne. Wiesz co, jestem przekonany, że pokazując typowy polski ślub albo ślub zrobiony typowo, u nas się robi bardziej skupiając się na wieloplanach, na reportażu nie byłbym w stanie zbudować sobie portfolia przede wszystkim; raczej ludzie by mnie nie chcieli takiego fotografa gdzieś tam zagranicą.

J: Ok, ale…

R: I to się faktycznie potwierdziło wiesz? Ja nawet jak sobie budowałem portfolio na nowo nazwijmy to, to starałem się robić to tak, żeby nie wyglądało to, tak głupio zabrzmi.. Kurczę nie chcę się odcinać od Polski, bo kocham ten kraj i w ogóle ludzi. Ale nie chciałem, żeby to w ogóle wyglądało jak

[00:25:00]

że było to zrobione w Polsce. Chciałem, żeby to było, żeby to wyglądało jakby to był jakiś międzynarodowy ślub albo zrobiony gdzieś zagranicą.

J: Rozumiem o czym mówisz, bo akurat kiedyś słuchałem, nie pamiętam czy to Marko Markowicz czy Petar Jurica chyba o tym mówił. Chyba raczej Petar. I on wspominał o tym, że jest kwestia tego postrzegania ludzi ze wschodniej Europy wiesz, przez ludzi tam powiedzmy z Europy zachodniej. No nie stygmatyzujmy, ale jest coś takiego, że oni się bardziej zastanowią zanim zatrudnią fotografa gdzieś tutaj z Polski czy z Chorwacji i dlatego jedną rzecz, którą on tam zrobił no to on tam mówił, że nie używał imion, wiesz pary młodej, nie? Nie pisał tam…

R: Tak.

J: Że Zdenko i jakaś tam Marina, nie? Tylko A+E na przykład, nie? I tak to gdzieś tam mniej więcej przemycał.

R: To też prawda, ale to raz. Ja też często robiłem i pamiętam, była nawet jak wiesz, gdzieś tam burza to pod jednym z moich blogów gdzie ludzie pytali się: a dlaczego Ty nazywasz ich Dorothy & Peter, jeśli to jest Dorota i Piotr, co nie? Nie powinno się imion zmieniać na angielskie, aczkolwiek jestem przekonany, że nikt się nie obraził na mnie, że zmieniłem im imiona. Moja strona jest po angielsku więc tak dziwnie, by wyglądało jakby wpisywał teraz ludzi na zasadzie nie wiem, Zbyszko i ktoś tam. To jest takie budowanie wiesz co, świadomości tego, że jesteś fotografem zagranicznym. I wszystkie swoje sesje, które gdzieś tam wyjazdowe robiłem, starałem się robić też z ludźmi z zagranicy. Nie starałem się ściągać Polaków na przykład na Azory tylko Portugalczyków na Azory. W Stanach nie starałem się szukać Polaków tylko Amerykanów. To jest takie też wiesz co, łatwe do zrobienia, bo zrobisz komuś sesję i ta sesja jest fajna i ci ludzie pokażą to u siebie na przykład na Facebooku. I stamtąd masz kolejne po prostu zapytanie od znajomych i Twoja siatka się, że tak powiem, rozrasta. Mój ostatni ślub, który robiłem właśnie w Los Angeles, poznałem fajną kobietę, matkę mojej przyszłej panny młodej. Ona się spytała, co robię 21 kwietnia przyszłego roku. Ja powiedziałem jej, że akurat mam ślub tydzień wcześniej w Los Angeles, a ona powiedziała, że to w takim razie wpadaj na Florydę i jesteś fotografem mojej córki. I to jest chyba najlepszy sposób na to, żeby zacząć robić zdjęcia zagranicą. Po prostu zrobić kilka, nawet darmowych, sesji fajnym ludziom, naprawdę świetnym ludziom. Takim, których uważasz za Twojego idealnego klienta.

J: Yhym, najbardziej wartościowe są polecenia i najlepiej konwertują, mógłbym językiem marketingowców. Tutaj przyczepię się do jednego, co powiedziałeś wcześniej o tym budowaniu portfolio na nowo.

R: Yhym.

J: Czy może szerzej byś mógł opowiedzieć wiesz, kiedy zrozumiałeś, że coś takiego jest potrzebne i z jakim trzęsieniem ziemi to się wiązało dla Ciebie?

R: Tak no, to było takie trzęsienie ziemi, że trzeba było wiesz co, zdecydować się na to, żeby odciąć się od wszystkiego, co było wcześniej. Ale też nie robiłem tego tak drastycznie, że po prostu wróciłem do domu i wywaliłem wszystko co było na mojej stronie. Nie. No tak, że stwierdziłem, że nie muszę pokazywać wszystkiego, że czasami wystarczy pokazać dosłownie kilka rzeczy i zacząć robić nowe, fajne rzeczy i te nowe fajne rzeczy pokazywać jako pierwsze. Dosłownie, pomieszać na stronie bądź też tak podświadomie wpychając ludziom to w oczy; nowe, najfajniejsze, lekkie śluby, a te troszkę w innym bądź też gorsze wywalać ze swojej strony. Więc ja przynajmniej tak zrobiłem. Dałem sobie mniej więcej pół roku, rok, żeby zbudować sobie całe portfolio. Zainwestowałem niesamowicie dużo pieniędzy i, znaczy dużo pieniędzy.. w sumie mojego czasu, ale pieniędzy też, na wyjazdy zagraniczne. Ale to wszystko zaprocentowało po jakimś czasie. To była najlepsza inwestycja.

J: Materiały dużo gorsze – masz na myśli gorsze technicznie czy po prostu w takim stylu w jakim nie chcesz już fotografować?

R: Bardziej w takim stylu.

J: Ok.

R: Mnie w ogóle wiesz co, mnie w ogóle Jacku nie interesują jakieś na przykład klasyczne śluby, bądź też raczej też staram się nie robić kościelnych ślubów. Tylko tak jak Ci wcześniej powiedziałem, że dla mnie to smutne trochę dla mnie, za smutne. Ja wolę szczęśliwych ludzi, bardziej luźną atmosferę, bo sam też taki jestem. Wolę śluby plenerowe zdecydowanie.

J: Ok. No właśnie, to wiesz, no nikt Cię nie może zmusić do robienia czegoś, czego nie chcesz także tutaj akurat się z Tobą zgadzam, że warto pokazywać tylko to co się chce później fotografować.

R: Tak, tak.

J: Bo tym przyciągamy naszych klientów. Pamiętam na LooksLikeFilm jak powiedziałeś o swoim takim procesie pracy z parą. To zwróciło taką moją uwagę to co powiedziałeś, że oni mówią Ci na przykład o jakiejś tam swojej historii i tak dalej, ale to nie było na takiej zasadzie, że wiesz, poznaliśmy się w McDonald’się no nie, i potem on po 10 dniach dał mi pierścionek i wiesz, i koniec historii, nie? Tylko jest to gdzieś tam głębiej opowiedziane.

R: Tak.

J: W związku z tym zastanawiałem się ile Rafał Bojar czasu poświęca na ten tak zwany research wiesz, i jak to wygląda, czy to jest w formie wiesz, jakiegoś skajpowania, telefonowania, pisania emaili czy może masz jakiś formularz dla nich specjalny. Jak to wygląda?

R: Wiesz co, takie rzeczy, ja też mam taką zasadę wiesz co, że ja gdzieś tam ciągle szukam swojego idealnego klienta.

[00:30:00]

I dla mnie na przykład idealnymi klientami to są ludzie, którzy mają jakieś artystyczne zawody typu muzycy, fotografowie, projektanci i tak dalej i tak dalej. Więc ja Danielle i Connor znalazłem kiedyś w Internecie i napisałem do nich wiadomość. Napisałem do nich: słuchajcie, jestem w tym i w tym czasie w Stanach. Jeśli chcecie możecie przylecieć do mnie, do Kalifornii, tam do Oregonu i ja Wam zrobię zdjęcia za darmo, ale musicie po prostu przylecieć. I często sobie piszę do ludzi takie wiadomości. I powiem Ci dlaczego to jest fajne. Bo nie dość, że mam szansę sfotografowania ludzi, którzy są naprawdę ciekawi, mają wnętrze i to widać, nawet po zdjęciach albo po tym co wrzucają do siebie na Facebooka typu muzyka i tak dalej. Ale… I to są ludzi z których łatwo jest wyciągnąć emocje, w sensie oni nie kwestionują tego, co ja im proponuję bądź też taki klimat w który chciałbym, żebyśmy poszli na sesji. I w tym roku odkryłem troszeczkę tak przypadkowo, w sensie zacząłem się pytać ludzi, co ich interesuje, jakie jest hobby, od czego ich miłość się zaczęła. I zacząłem się mocno wsłuchiwać w to. I stwierdziłem, że kurczę to jest tak niesamowita dawka inspiracji. Wystarczy po prostu prosić kogoś o napisanie swoich jakichś takich doświadczeń, pasji, przemyśleń i wyłapanie kilku fajnych, ciekawych rzeczy z tego tekstu i na podstawie tego wiesz mniej więcej w którą stronę iść z sesją. No bo to są dla nich naturalne rzeczy, typu nie wiem, ktoś lubi muzykę, ktoś lubi poezję, ktoś lubi włóczyć się po ciemnych lasach i tak dalej i tak dalej. Wiesz co, daje Ci niesamowicie dużo na start.

J: Pamiętam jak pokazywałeś takie zdjęcia z cytatami.

R: Tak.

J: Czy podczas sesji Ty nawiązujesz do tego, mówisz o tym? Czy po prostu wiesz, tylko to się dzieje w Twojej głowie, że ok, teraz chciałbym zrobić coś wiesz, w nawiązaniu do danego cytatu?

R: To wszystko, to wszystko chyba wychodzi tak naprawdę z rozmowy, na zasadzie, oni mi wcześniej dali ten tekst i ja sobie to przeczytałem, przestudiowałem i później tak sobie siedzieliśmy, piliśmy sobie wino i tak rozmawialiśmy o jutrzejszej sesji. I wychodziło na to, że tak, że oni lubią muzykę, że lubią poezję, że jak spotykali się to pili na przykład alkohol razem, szwendali się gdzieś tam po lesie, nie? Po prostu powiedziałem: słuchajcie, ja widzę to w ten sposób, że zaczynamy na przykład rano jakąś intymną fajną sesją w łóżku. Lubicie poezję więc na pewno wykorzystamy sobie tą poezję. Następnie lubicie muzykę więc też ją sobie później wykorzystamy, ale może w innej sytuacji i tak dalej i tak dalej. I później samo już to gdzieś tam idzie.

J: Czyli gdzieś tam pojawiają się te legendarne znienawidzone przez wszystkich, znaczy przez wszystkich, no może przez część fotografów, gadżety czy nazwijmy je akcesoria.

R: Wiesz co, ale to nie są gadżety, bo to są ich rzeczy.

J: Nie, to wiesz, to ja tak mówię gadżety, ale mam na myśli no jakieś przedmioty osobiste.

R: Ja uważam, że to jest świetna sprawa. No bo to są ich rzeczy. Na przykład Connor ma swój zespół muzyczny i robi swoją muzykę i nawet ta muzyka, która leciała w tym filmiku, który pokazywałem, to była jego muzyka. Ta poezja to była też poezja, którą oni sobie kiedyś czytali więc to są takich rzeczy więc dlaczego ich ma nie wykorzystać? Oni są z tym mocno związani więc to jest jeszcze fajniejsze.

J: Nie no to tego typu akcesoria są najbardziej tutaj wskazane, nie, na sesjach, ale à propos tego, co powiedziałeś o takim polskim stylu to nie wiem w którym Ty roku dokładnie zacząłeś fotografię. Ale jak ja rozpoczynałem to pamiętam, że to było wręcz takie wiesz, standard, nie? Na sesji, że…

R: Wiem.

J: Że przynosimy wiatraczki, przynosimy nie wiem, tam piłkę plażową.

R: Tak. Wiesz co, ale właśnie tak.. pewnie widziałeś, że to, że te gadżety nie są, że tak powiem priorytetem na tych zdjęciach. One są tylko gdzieś tam dodatkiem. One dają powód dlaczego my robimy te zdjęcia. I one niesamowicie pomagają. No mogą też zaszkodzić wiadomo, ale trzeba je umiejętnie wykorzystać.

J: A film? Od kiedy Ci się w głowie pojawiła myśl, że będziesz filmy robić? Bo szczerze mówiąc, boję się, że wiesz, że fotografia ślubna straci tutaj jednego z lepszych twórców na rzecz videofilmowania tak zwanego.

R: Wiesz co, myślę, że nie. Ja tak naprawdę to zacząłem robić sobie filmy, ponieważ chciałem pokazać swój taki troszkę backstage albo to jak pracuję albo to jaki klimat buduję albo w jakich warunkach fotografuję, że jest często wiatr, że jest często mgła, że jest często deszcz i przez to jest świetnie, że nie trzeba robić zdjęć w słońcu, że można robić zdjęcia w deszczu, które są jeszcze bardziej piękniejsze. I to wszystko jest takie nieprzewidywalne i ludzie kompletnie inaczej reagują. Taki był chyba cel robienia moich filmików. Ja też ich dużo nie zrobiłem, dosłownie chyba ze trzy, cztery i to tak kompletnie amatorsko gdzieś tam zmontowane, w sensie obrobione LightRoomie. Zmontowane na szybko gdzieś wiesz, w jakimś programie. Ale wiesz co, miałem… tu jest taki problem, że zacząłem mieć bardzo dużo zapytań na zasadzie, czy mógłbyś nam zrobić film? No i musiałem się później z tego trochę tłumaczyć, aczkolwiek no nie uważam, że to jest jakiś problem.

J: Pamiętam, że na początku naszej rozmowy powiedziałeś, że się bardzo mocno inspirujesz

[00:35:00]

różnymi innymi dziedzinami sztuki, nie tylko fotografią, wręcz fotografią powiedziałeś, że tam starasz się nie pasjonować, czy tam nie śledzić za mocno. Domyślam się, że film Cię bardzo mocno też inspiruje. Mógłbyś jakichś twórców wymienić, którymi się, wiesz, pasjonujesz?

R: Tak. Tak, wiesz co, ja na przykład taki ciemniejszy styl no to podłapałem tutaj gdzieś tam od Gordona Willisa, który na przykład robił „Ojca chrzestnego”. Bardzo lubię też na przykład Terrence’a Malicka, który gdzieś tam ma takie fajne, odrealnione filmy. Pokazuje troszkę odrealniony świat. Wes Andersona, Kubricka, wiesz co, ja bardzo dużo na przykład oglądam analizy filmu, albo analizy montażu, albo… Kurczę, film to jest niesamowita rzecz, bo tam jest tyle psychologii w tym wszystkim z której ludzie sobie nie zdają sprawy. Na przykład zacząłem oglądać sobie videoblogi na Youtube typu „Every Frame a Panting”, albo „Na gałęzi” i zacząłem słuchać tych ludzi. I zacząłem uczyć się analizy, tworzenia historii, tworzenia filmu. Na przykład ostatnio sobie oglądałem świetny, taki nie wiem jak to nazwać, tutorial, master class z Wernerem Herzogiem i on tam niesamowite rzeczy naprawdę opowiadał. Kolejną rzeczą którą na przykład mam zamiar uczyć się, to jest pisanie scenariuszy, w sensie na MasterClassie są różne lekcje, na przykład są lekcje z pisania scenariuszy i to jest… Niesamowicie jak można uczyć się później tworzenia historii na podstawie, wyłapując te wszystkie rzeczy z różnych dziedzin, co nie? Z filmu, ze sztuki, z muzyki, i tak dalej, i tak dalej.

J: Fajnie, dzięki, dzięki, że się dzielisz takimi rzeczami, myślę, że to będzie fajny taki trop dla wielu osób, co powinni gdzieś tam sobie poszukać w sieci, gdzie się warto inspirować. Nie tylko przeglądając właśnie zdjęcia innych fotografów, bo od śledzenia fotografów ślubnych no to można się raz, że zdołować i wielu o tym mówi, że… Nawet chyba Jonas Peterson, gdzieś tam słyszałem, mówił, że on nie ogląda zdjęć fotografów ślubnych, bo nie chce wiedzieć jakie zlecenia ma Nirav Patel, żeby się nie zdołować, że on ma lepsze, no nie?

R: Yhym.

J: I wielu ludzi zresztą na tym naszym spotkaniu grupy LooksLikeFilm w Krakowie podnosiło ten temat, że: „no ja do tej pory myślałem, że wszyscy wokół mają tylko super zlecenia, a tylko ja mam te najgorsze”, no nie? I dla wielu było to odkryciem, że no nie zawsze to co widzisz na blogu to jest pełna prawda, nie? Że gdzieś tam, powiedzmy, to co gdzieś tam prezentujemy – Ty, czy inni fotografowie – no to gdzieś tam jest pewien, pewien procent tego co robią. Czy mógłbyś jakiś taki, podać jakąś liczbę procentową tego co my widzimy, a tego co robisz tak naprawdę, jeżeli chodzi o zdjęcia?

R: Wiesz co, myślę, że widzicie około 30% tego co robię. Aczkolwiek w tym roku się to zmieniło. Ja już tam gdzieś doszedłem do takiego momentu w swoim życiu, że stwierdziłem, że już nie chcę robić czegoś co mi się nie podoba, albo z czym się nie utożsamiam, więc ja po prostu odrzucam takie zlecenia. W sensie tłumaczę też ludziom dlaczego ja tego nie robię, że mam trochę inny styl, że nie robię klasycznych ślubów, ale zawsze polecam ludzi, którzy robią naprawdę zarąbistą robotę właśnie w tym danym stylu.

J: Yhym.

R: I ludzie szczerze mówiąc, wiesz co, bardzo cenią sobie szczerość. Ja uważam, że szczerość to jest fajna rzecz, wiesz.

J: No, zgadzam się z Tobą. Naturalnie już muszę Cię zapytać o wyróżnienie Rangefinder, à propos tej selekcji, tego co się pokazuje na stronie, tego co Ty pokazujesz na stronie, to nie czujesz teraz, że takie wyróżnienie… Powiedzmy gdzieś tam Twoje nazwisko zaistniało w świecie, czy to nie powoduje tego, że wiesz, więcej oczu jest skupionych na tym, co pokazujesz i w związku z tym ta selekcja musi być jeszcze bardziej precyzyjna i czy to Ciebie aby nie, wiesz, nie paraliżuje w tym momencie?

R: Wiesz co, nie, ja w ogóle, wiesz co, strasznie dużo czasu spędzam układając swoje historie. Tak jak na przykład bardzo szybko obrabiam zdjęcia, tak bardzo długo układam historie i czasami są to nawet 3 dni, to jest wręcz, wręcz szaleństwo. I uważam, że wiesz co, że dużo osób z tym ma problem, nie potrafi układać dobrze wizualnie ułożonych zdjęć na blogu, na przykład. Na zasadzie, że jedno zdjęcie przenika w drugie i nawiązuje do drugiego i tak dalej, że ta historia płynie po prostu. Albo, że oko po prostu Ci wodzi po całym, że po prostu idzie takim szlaczkiem fajnym, co nie? Albo, że są fajne przejścia, na zasadzie, że jest ciemno to też kolejne zdjęcie zaczyna się ciemniej, przechodzi na jasne i tak dalej, i tak dalej. Albo, że kolejne zdjęcia kolorystycznie do siebie nawiązują. Jest dużo takich rzeczy, które można zastosować, ja mam wrażenie, że ludzie czasami po prostu przypadkowo… Zdjęcia nawet są krzywe i tak dalej, ja jestem, ja jestem maniakiem prostych linii, w ogóle geometrycznych kształtów i bardzo dużo zwracam na to uwagę. A jeśli chodzi, wiesz co, o Rangefindera, to szczerze mówiąc chyba może zaczęło się, że tak powiem, jakieś takie małe zamieszanie, aczkolwiek ja na to chyba nie zwracam do końca uwagi. Ja dalej chyba robię swoje rzeczy, dużo robię jakichś takich prywatnych swoich, fajnych projektów, sesji, które dają mi niesamowicie dużo energii. Ja bym powiedział, że wiesz co, że traktuję to na plus. Może nie da mi to jakichś

[00:40:00]

świetnych ślubów, a może i da, nie wiem, ale na pewno przez to, że jestem bardziej rozpoznawany zagranicą to zacząłem dostawać zapytania, zaproszenia na warsztaty na przykład nie wiem, w jakichś zagranicznych krajach.

J: No właśnie tutaj poruszyłeś tę kwestię o którą też chciałem Ciebie spytać, czy zauważasz wiesz, jakąś tam różnicę w podejściu par do Ciebie, czy rzeczywiście one się jakby sugerują tym wyróżnieniem czy po prostu tacy powiedzmy no zwykli ludzie, nie ktoś ze środowiska fotograficznego to dla niego wiesz, Rangefinder, czy jakiś tam inny no to jest wiesz, jeden pies, no nie.

R: Tak.

J: Czy to wiąże się właśnie z jakąś zmianą? Wiesz, czy ludzie to zauważają czy to tylko wiesz, lans i splendor wśród samych fotografów ślubnych?

R: Wiesz co, to jest chyba głównie w sumie wśród fotografów ślubnych tak szczerze mówiąc. Ja nie chciałbym budować siebie na podstawie tego, że coś tam wygrałem w życiu tylko bardziej pokazać, że jestem fajnym człowiekiem z którym warto zrobić fajne historie chyba. To jest najważniejsze. Bo taki wyróżnik… Ja się przyzwyczaiłem do tego, że jak gdzieś tam publikuję coś to później będzie wiesz, wow! Wszyscy się tam nie wiem, jarają tym i tak dalej. Ale jutro jest kolejny dzień i o tym już kompletnie nikt nie pamięta. Tak samo jest z ABC. Opowieść znają o tym fotografowie dzięki czemu właśnie tak wspaniale mogę gdzieś tam sobie wyjeżdżać na zagraniczne warsztaty i to jest świetne. Bo mogę poznawać też nowych ludzi, mogę nawiązywać z nimi kontakty i oni też gdzieś tam mnie polecają dalej. To jest świetne! To jest świetne!

J: No tak. Zresztą powiem Ci, że jak tutaj śledziłem gdzieś tam listę wykładowców na warsztatach, które gdzieś tam będziesz prowadził no to wiesz, fajnie, zazdroszczę Ci, że w takim środowisku będziesz przebywał. A słuchaj, tak nam czas trochę ucieka więc jeszcze tam powiedzmy ostatnie takie pytanie à propos Instagrama, który jest wiesz, teraz taki na czasie, jest „in” jak to mówią. Przeglądając Twój profil ja tak nie zauważyłem, że Ty byś miał takie wiesz, podejście typowe marketingowe, nie? Że tutaj walnę sobie 15 hasztagów i tak dalej, żeby mnie ludzie znaleźli.

R: [wypowiedź niezrozumiała 00:42:07] ich nie używam.

J: No właśnie zauważyłem. Wiesz, przeglądam, przeglądam te Twoje zdjęcia i nagle, o jeden hasztag tutaj Rafał dał i w jakimś tam zdjęciu były trzy chyba. To już pojechałeś po bandzie. A wiesz, a tutaj Ci nie przeszkadza, żeby mieć tutaj dużą popularkę, nie, tak mówiąc młodzieżowo. Jak Ty w ogóle podchodzisz do tych mediów społeczniościowych?

R: Wiesz co, ja staram się w mediach społeczniościowych pokazać takiego prawdziwego siebie. Na zasadzie, ja jestem bardzo wdzięczny ludziom za to, że mnie wspierają. Naprawdę to jest niesamowite. Mnie tak naprawdę też nie byłoby mnie dzisiaj tutaj, gdyby nie ludzie, którzy dawają też siłę. Pokazywali, że robię fajne rzeczy i że dalej wiem, co robić, chociaż czasami wątpiłem w to wszystko. Jeśli chodzi o Instagrama wiesz, staram się wrzucać tylko i wyłącznie jakieś zdjęcia z sesji, pokazywać, że jestem zagranicznym fotografem więc to są tylko zagraniczne rzeczy. Tam nie ma praktycznie w ogóle reportażu. Bo to też jest skierowane trochę dla przyszłych par, ale też w sumie dla fotografów zagranicznych. z Instagrama właśnie na przykład dostaję jakieś tam sporo zapytań jeśli chodzi o warsztaty zagranicą, nie?

J: Yhym.

R: Więc dlatego też chyba nie muszę używać hasztagów, bo ja nie wiem, ja nigdy nie lubiłem reklam. Nigdy nie lubiłem logotypów na zdjęciach i tego typu rzeczy. To jest takie, nie wiem, zaśmiecanie w ogóle życia rzeczami.

J: No powiem Ci szczerze, że jakiś czas temu napisałem taki artykuł na fotoblog i tam sugerujący to, żeby ludzie zaczęli zdejmować logo z fotografii to wiesz, posypała się tutaj fala krytyki i zostałem gdzieś tam powiedzmy zmieszany tutaj z błotem za mój świetny pomysł. I zgadzam się z Tobą, bo mi się wydaje, że no ok, dobra, nawet masz fajne logo, super, ale gdzieś ono to mi przesłania treść zdjęcia więc nie możesz się rozkoszować samym zdjęciem, nie? Tylko widzisz wszędzie to logo, które gdzieś tam Ci psuje to takie, tę przyjemność z oglądania.

R: Wiesz co, wydaje mi się, że jak ktoś lubi Twoje zdjęcia to i tak Cię znajdzie. Na pewno Cię znajdzie.

J: Zada sobie troszeczkę trudu. Słuchaj Rafał, nie wiem, tym byśmy mogli podsumować naszą rozmowę, chociaż jest na pewno bardzo dużo jakichś tam pytań, które mógłbym Ci zadawać i Cię trochę jeszcze dłużej podręczyć. Natomiast tutaj z tego, co powiedziałeś na pewno dużo osób będzie mogło wyciągnąć coś dla siebie także mega wielkie dzięki, że poświęciłeś tutaj czas dla słuchaczy.

R: Dzięki wielkie, naprawdę!

J: I wiesz co, jak będziesz miał ochotę no to być może moglibyśmy też powtórzyć taką sesję gdzieś tam powiedzmy po sezonie przyszłym, no nie? Jak tam coś się zmieni u Ciebie i będziesz chciał się czymś podzielić.

R: Wiesz co, z miłą chęcią. Bo powiem Ci szczerze, u mnie się tak szybko i wszystko zmienia, że z chęcią przeprowadzę jeszcze z Tobą taką rozmowę.

J: To super! To dzięki.

J: Dziękuję za słuchanie tego odcinka podcastu. Czekam na Wasze komentarze na grupie „Niezłe Aparaty” podcast na Facebooku.

[00:45:00]

Jeśli znacie fotografów, którzy z niewiadomych względów nie słuchają jeszcze „Niezłych Aparatów” to proszę o podesłanie im linka do tej audycji. Dzięki Wam właśnie podcast rośnie, buduje swoją popularność, a dzięki popularności mogę zapraszać kolejnych gości do audycji. Także dzięki, do usłyszenia za tydzień!

Leave A

Comment

5 stycznia 2017
Smacznego 😁
Odpowiedz