Podobno nieznajomość prawa szkodzi. Tym bardziej, że akurat zawód fotografa niesie za sobą ryzyko związane z kradzieżą zdjęć lub innymi sytuacjami, w których niezbędna jest pomoc prawnika. Tematem przewodnim odcinka jest kwestia dobrej umowy fotograficznej. Zapraszam do słuchania.

PS. Dziękuję za Wasze wsparcie na Patronite.

Grupa słuchaczy podcastu FB: Niezłe Aparaty Podcast
Więcej odcinków tutaj: Archiwum podcastu
Podcast możecie znaleźć także na iTunes

Mec. Karolina Sawicka w sieci:

www: prawyprofil.pl
fb: @prawyprofil

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:

instagram: @niezleaparaty
fb: @niezleaparatypodcast

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach.

Muzyka użyta w podcaście.

Zapis Rozmowy:

#79 Niezłe Aparaty & Prawo Fotografii Mec. Karolina Sawicka

Publikacja tego odcinka zbiega się z premierą nowego produktu w sklepie Niezłych Aparatów, czyli poradnika “PDF o umowie fotografa“. (do którego dołączam wzory używanych przeze mnie umów na zdjęcia ślubne i sesje rodzinne”.

umowa fotografa pdf

Jacek: Z tej strony Jacek Siwko, a po drugiej stronie Pani Mecenas Karolina Sawicka. Dzień dobry, cześć!

Karolina: No cześć, cześć.

Mam nadzieję, że tak ładnie udało mi się przedstawić, bo ja mam duży szacunek do Twojej profesji. Chciałbym, żebyśmy zaczęli może od takiego małego wprowadzenia – jakbyś mogła się przedstawić i powiedzieć, czym dokładnie się zajmujesz.

Tak jak wspomniałeś, nazywam się Karolina Sawicka. Prowadzę kancelarię indywidualną w Olsztynie, na olsztyńskiej starówce i międzyczasie, od całkiem niedawna, bo półtora roku, prowadzę bloga o prawie fotografii właśnie. I myślę, że z tego powodu spotkał mnie ten zaszczyt, że mogę wystąpić w twoim podcaście.

No nie tylko z tego, ale między innymi tak. Powiedz, skąd pomysł takiego bloga. Czy to jest związane z twoją specjalizacją, którą uprawiasz na co dzień?

Tak. Chociaż przyznam się szczerze, że najpierw myślałam o prawie muzyki bardziej. Jakoś tak się złożyło, że zaczęłam pisać do portalu Muzyka i Prawo. Co prawda sporadycznie, ale pisałam. I jeden z artykułów właśnie odnoszący się do wyroku pewnej bardzo słynnej pani fotograf stał się bardzo popularny. Bardzo dużo ludzi go udostępniało i zgłosiły się do mnie po tej jednej publikacji dwie klientki, które faktycznie zgłosiły mi sprawy. I ja byłam w takim ciężkim szoku. Pomyślałam sobie: „no tak, internet to jest jednak moc i trzeba w to iść”. Tylko bardziej ciągnęło mnie trochę do tej fotografii, więc stwierdziłam, że zaczniemy robić to.

Tam już nie piszę. Trochę z braku czasu i myślę, że tam prowadzący tego portalu ma jakiś inny super-pomysł na zorganizowanie tej pracy tam, a ja się już zajęłam tylko i wyłącznie fotografią.

No myślę, że z korzyścią dla ciebie, bo jednak pracuje się lepiej na swoją markę i myślę, że taki blog też przyczynia się do tego, że masz klientów z fotografii. Nie wiem, czy to nie jest czasem większy rynek dla takiego specjalisty, jak ty. No bo ile osób zarabia na muzyce tak poważnie?

To fakt, to fakt. Właśnie wczoraj miałam okazję porozmawiać z jednym z olsztyńskich fotografów. Robiliśmy taki krótki wywiad. On i fotografuje, i gra, więc do tych dwóch sfer. Ale powiedział, że faktycznie jest ich dużo, szczególnie tutaj w Olsztynie, tak samo, jak prawników. I trzeba się jakoś wyróżniać. Nie powiem, że wykosić konkurencję, bo to nie oto chodzi, ale nie można być dobrym we wszystkim. To chyba dotyczy każdej dziedziny. Nie tylko prawniczej. A ja wolę być dobra w czymś takim jednym, ale naprawdę dobra. Żeby to nie była przeciętność w wielu sferach, tylko w jednej się wyspecjalizować. Jest łatwiej wtedy pracować po prostu trochę – tak mi się wydaje. Z przyjemnością przede wszystkim.

No właśnie, dobrze jest robić to, co się lubi w życiu. A tak jak rozmawialiśmy przed wejściem na antenę, powiedziałem ci, że bardzo często pojawiają się wątki związane z prawem fotograficznym czy fotografii na forach fotograficznych, na grupach i ja mam takie wrażenie – może niesprawiedliwie jakoś interpretuję – że wszyscy fotografowie, którzy się tam wypowiadają, to są znawcy. To znaczy, tam bardzo takie zacięte dyskusje są prowadzone i może to jeszcze też przejdziemy – chciałbym jeszcze później zahaczyć o RODO – i tam się wszyscy prześcigają w opiniach tak zwanych. Nie wiem, na ile śledzisz takie dyskusje.

Śledzę, śledzę. Jedno szczególnie takie forum dosyć liczne. I wiesz, to jest tak, że jeśli ktoś przeszedł coś, jakąś swoją historię, typu ktoś mu zdjęcie ukradł – tak to nazwę – miał sprawę w sądzie, wygrał tę sprawę i ją opisuje dla innych, no to okej. To wszystko jest w porządku, ktoś opisuje swoje doświadczenia. Ale jeżeli ktoś tak się mądrzy – nazwę to głupio – i jeszcze nie ma racji… Wiesz, ja tam się nigdy nie mądrzę i nie za bardzo chcę tam zwracać komuś uwagę, tylko tak delikatnie mówię, że moim zdaniem to coś tam, coś tam. I jak ktoś jest okej, to sobie sprawdzi. Nigdy nie mówię „nie masz pan racji, weź pan siadaj i się doucz”. Ale fakt jest, że tak, jak ja nie udaję, że ja umiem robić zdjęcia, bo w ogóle kompletnie nie umiem, nad czym ubolewam, tak samo fotograf niech nie udaje jakiegoś tam prawnika, nie?

A skąd znajdujesz tematy do swojego bloga?

Teraz trochę zaczęłam iść w innym kierunku, bo tak, jak mówię nie znam się na wszystkim i jak na czymś się nie znam, a was to interesuje, to znajduję osoby, które chętnie się na ten temat wypowiedzą. Czyli na przykład był to rzecznik patentowy odnośnie fotografowania znaków towarowych, teraz będzie to doradca podatkowy, bo też jest dużo problemów z tymi 50% kosztów uzyskania przychodu i formy opodatkowania. To są ciekawe sprawy, a ja nie czuję się aż takim znawcą, żeby komuś tych rad udzielać.

Wracając, wiesz co, po prostu jest ustawa jedna, którą trzeba ogarnąć. Jest to prawo autorskie. I to jest moja główna inspiracja, tak? Otwierasz jeden artykuł, masz prawo panoramy. Szukasz wyroków na ten temat, piszesz. I to ludzi bardzo interesowało, akurat to, a ostatnio takie bardzo popularne było „Printscreen to nie cytat”. I to też był wyrok. Właściwie orzeczenia sądów to jest taka duża kopalnia wiedzy.

Czyli co, jak ktoś skopiuje ekran czy zrobi zrzut ekranu, to też jest kradzież, tak? W takim rozumieniu potocznym?

Tak. Pozwany tu tak niedorzecznie bardzo się bronił – czy to był portal… już nie pamiętam, w każdym razie pozwany w tej sprawie. Zupełna niedorzeczność. Printscreen – nie może to być cytat. Ale ogólnie z tym cytatem to jest taka sprawa, że to jest bardzo nadużywane. Ludzie myślą sobie, że jak wezmą sobie od ciebie zdjęcie, napiszą „autor: Jacek Siwko” i już jest sprawa zamknięta, nie? A jednak cytat musi spełniać jeszcze kilka innych wymogów. Jeśli ktoś by na przykład chciałby wziąć sobie twoją fotografię, a następnie na przykład omówić techniki, które były używane do jej stworzenia – to jest taka analiza krytyczne, tak to się ładnie nazywa – to wtedy owszem, to może być jako cytat. No ale mówię, to muszą być konkretne warunki, więc posiłkowanie się tym…

Rozumiem, ale czy to by w kwestii negatywnej też się liczyło? Na przykład ktoś by wziął moje zdjęcie i chciałby zanalizować, że ja tutaj komuś uciąłem rękę – czyli, krótko mówiąc, zjechałby moje zdjęcie, to czy też by się kwalifikowało na to, co mówisz czy nie? Czy to tylko w kwestii pozytywnej?

Też, bo masz analiza krytyczna, nie będą to same plusiki, więc może być i w ten sposób.

No to ciekawe, co mówisz. Powiem szczerze, ja akurat tak głęboko nigdy nie siedziałem w temacie prawa fotografii. Jedynie to pamiętam taką głośną sprawę, że było sobie zdjęcie ślubne, fotograf zrobił jakiejś tam parz i poszło o kwestię kreatywną. To nie była kradzież zdjęcia, ale kradzież pomysłu na zdjęcie. Nie pamiętam, czym to się skończyło, ale mam czasem wrażenie, że trochę przesadzamy jako środowisko.

To znaczy nie tylko wy, ale fakt jest, że są – jakby to nazwać, nie chciałabym nikogo urazić – no ale pieniactwo takie troszeczkę jest. Akurat z tym pomysłem, no to pomysł przez prawa autorskie nie jest chroniony, więc jeżeli masz coś w głowie to zrealizuj to, narysuj, opisz, cokolwiek – zmaterializuj to i wówczas to już będzie chronione. A jeśli to jest tylko twój pomysł, opowiesz koleżance, koledze o tym, że masz fajną ideę na sesję czy na zdjęcie, a on to jednak zrealizuje pierwszy, no to niestety.

Aha, ale to akurat był taki przypadek, że zdjęcie, które trafiło do sieci, stało się viralem, potem zostało jakby odtworzone z inną parą, przez innego fotografa i o to cały bój.

A to tutaj może być bój i myślę, że ta para mogła tutaj wygrać.

Bardziej raczej fotograf.

Ten fotograf, któremu to zdjęcie skopiowano.

To widzisz, ja na przykład interpretowałem to tak, że fotograf jest jakimś pieczeniarzem, bo na przykład, gdyby ja miał takie ambicje bycia takim fotografem kreatywnym, czyli tworzenia jakiś sztucznych, wyimaginowanych sytuacji i robienia tego właśnie na zasadzie takiej sesji kreatywnej, i ktoś by to skopiował, to bym się raczej cieszył, że jestem takim, mówiąc potocznie, influencerem, że już odtwarzane są moje pomysły.

No widzisz, to wszystko zależy od człowieka. Naprawdę, spotykam takich fotografów, którzy mówią „a, dobra tam, nie chce mi się z tym kopać, ktoś sobie to wziął, okej”. Tak na dobrą sprawę jest bardzo duża niewiedza na ten temat i ja się wcale nie dziwię, bo nikt o tym nie edukuje, ale inna jest kwestia, że ktoś weźmie, ktoś się podpisze jako moje własne i robi na to kasę. No to już jest niefajne i tutaj już raczej zalecam reakcję jakąś.

No to parę lat temu była głośna sprawa, gdzie firma odzieżowa skopiowała zdjęcie i umieściła na koszulkach. To też myślę, że gruba sprawa.

No dobrze, to takich pewnie przypadków możemy się spodziewać na twoim blogu, a dzisiaj zaprosiłem cię po to, żebyśmy porozmawiali sobie trochę o umowie, bo to jest temat, który elektryzuje fotografów. Jest też taka potoczna opinia, że krótka umowa nie zawsze oznacza dobrą umowę. Zgodziłabyś się z takim stwierdzeniem?

Nie do końca, bo ja jestem raczej za tym, żeby wszystko pisać zwięźle i krótko. Nikt takich długich elaboratów nie czyta. Oby było wszystko, co chcesz. Można sobie ściągnąć tego gotowca z internetu, ale podpasuj go pod swoje potrzeby, bo nie wszystko tam może być, co chcesz albo mogą być tam rzeczy, które są kompletnie niepotrzebne akurat w twojej pracy. Wiadomo, że jest kilka takich elementów umowy, które muszą być – wynagrodzenie, termin, przedmiot umowy, no i właśnie kwestie odnoszące się do praw autorskich, licencji. I wszystko. Tylko mówię: ja nie uważam, żeby ściąganie umów z internetu było czymś złym, ale to nigdy nie będzie taki produkt szyty na miarę. Jeżeli chcesz autentycznie tak pracować na tych umowach i myślisz o tej fotografii poważnie, to zainwestuj te parę złotych, nie jest to taki wielki koszt, idź do prawnika, zrób tę umowę i pracuj spokojnie. Po co sobie zaprzątać tym głowę?

No właśnie, bo ja tutaj mam trochę pytań od patronów podcastu i nie zawaham się ich zadać. Wiem, że tutaj parę kwestii wymieniłaś, ale jest pytanie o takie absolutne podstawy – co powinna zawierać każda umowa i tu jest w nawiasie napisane, żeby to tak „przedstawić, jak podstawową pizzę”, w sensie, wiesz, bez dodatków.

Rozumiem. No na pewno zaczynamy od tego, kiedy umowa została zawarta i gdzie, między kim a kim, czyli data, miejsce i strony. Jest bardzo dobrze strony określić jak najbardziej konkretnie, to jest z peselami, jeżeli to jest firma to z NIP-em, REGON-em. Trzeba pamiętać tutaj o takiej jednej rzeczy, że jeżeli jest to działalność gospodarcza, to mówimy: Karolina Sawicka prowadząca działalność gospodarczą pod nazwą taką i taką, a jeżeli to jest spółka… ty masz spółkę, tak?

Tak.

To jest spółka, no to jest Jacek Siwko reprezentujący…

No właśnie, właśnie – kto w imieniu spółki.

Tak, to jest dosyć częsty błąd. Jeżeli jest jednoosobowa działalność gospodarcza, to ta osoba fizyczna nie reprezentuje tej działalności, tylko ona działa pod tą firmą. To jest taki jeden błąd.

Następnie mamy przedmiot umowy. I tam możemy go sobie określić, jak najbardziej dokładnie chcemy. W przypadku ślubnych umów to będzie reportaż. Później możemy sobie też dopisać, że umawiamy się też na galerię online, na fotoalbumy – co tam już sobie strony wymyślą. Dobrze, by było spisać jeszcze takie oświadczenia i też jak najbardziej konkretnie się – powiedzmy akurat o tej umowie ślubnej – że para oświadcza, że zapoznała się z portfolio fotografa, że akceptuje jego styl, percepcję kadrów, obrazów, kolorystykę. Na pewno miałeś… Znaczy, mam nadzieję, że nie miałeś, ale być może miałeś taką sytuację, że po prostu parze później te zdjęcia się nie podobały i jak tu się z tego wywinąć, że tak powiem.

Czyli jak oni to zaakceptują już w umowie, to fotograf jest, tak kolokwialnie mówiąc, kryty?

Bardziej niż jakby takiego oświadczenia nie było. Na pewno trzeba zapisać to, że efekt końcowy twoich fotografii nie zależy tylko od ciebie, ale też warunki atmosferyczne czy tam jakieś wujki z aparatem z fleszem. To wszystko trzeba zawrzeć po to właśnie, żeby się zabezpieczyć, bo jeżeli efekt końcowy będzie niesatysfakcjonujący i sam to będziesz widział, że jest kiepski, to musisz wiedzieć, czy to z twojej winy czy jakaś siła wyższa była, tak? Więc to trzeba napisać.

Z kolei oświadczenie twoje może polegać na tym, że zapewniasz, że masz sprzęt techniczny, że jesteś odpowiednio przygotowany, że ewentualnie masz drugi aparat, jakby się coś stało z tym pierwszym. Tak, żeby obie strony były zapewnione. Nie może być tak, że umowa od twojej strony jest świetna, a ten klient nie jest chroniony, bo on nie będzie chciał po prostu tego podpisać.

I później jeszcze możecie sobie dopisać jakieś tam konkretne ustalenia dotyczące wykonania usługi. A następnie wynagrodzenie. To musi być. I też ustalacie sobie zadatek, termin, konto – wszystko sobie określacie.

No właśnie, a jeżeli mogę ci przerwać przy okazji pieniędzy – to pewnie wszyscy się będą śmiali, że uruchomiłem się, jak tylko usłyszałem „pieniądze”. To jest ta kwestia zadatek-zaliczka. Bardzo często, jeszcze parę lat temu, pojawiały się takie właśnie zażarte dyskusje, że – które lepsze.

To jest zupełnie co innego. Może brzmią podobnie i można się mylić. My używamy tutaj zadatku, bo zaliczka to jest po prostu jakby część twojego wynagrodzenia wpłacona wcześniej. Ktoś, jeżeli pomyli te pojęcia i wpisze, że zaliczka nie podlega zwrotowi, to jest to klauzula niedozwolona. Nie może się coś takiego znaleźć w umowie i nawet można się jeszcze narazić na kontrolę z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Więc zapamiętajmy: używamy zadatku. I tam możemy sobie dookreślić – zadatek polega na tym, że jeżeli umowa nie zostanie wykonana, to ty zwracasz tenże zadatek w podwójnej wysokości…

Jeżeli z mojej winy nie zostanie wykonana.

Tak, jeżeli z twojej winy, a jeżeli z winy pary młodej to ty możesz zadatek zatrzymać. Ale można sobie to troszkę zmienić, czyli na przykład, że zwracasz zadatek w wartości nominalnej i opisać w jakich przypadkach, że nie będzie na tobie ciążyła ta odpowiedzialność podwójnego zadatku tylko w wartości minimalnej. Tak jak mówię, wszystko można dookreślić. Oby tylko nie używać tego sformułowania, że zaliczka nie podlega zwrotowi, bo to jest niedopuszczalne.

No właśnie – i to jest najczęstszy powód, dla którego ludzie rezygnują jednak z tych darmowych umów internetowych, dlatego, że tam bardzo często są zapisy, które nie są zgodne z prawem konsumenta, bo to, tak jak wspomniałaś zanim zaczęliśmy rozmawiać, prawo bardzo szybko się zmienia, przepisy się zmieniają i taka umowa zamieszczona na forum w latach dziewięćdziesiątych to już tam pewnie ma niewiele do czynienia z rzeczywistością. Tak sobie myślę, czy umowa fotografa, który prowadzi działalnosć gospodarczą, niezależnie od jej formy, powinna być inna niż od takiej umowy, którą podpisuje freelancer, który nie ma firmy?

Wiesz co, właściwie to nie. Piszesz umowę po to, żeby siebie zabezpieczyć – siebie osobiście. A odpowiedzialność finansowa i tak jest do wysokości wynagrodzenia. Tak przynajmniej powinno się taki zapis zamieścić w umowie. W każdym razie uważam, że nie – że nie ma różnicy. Dlatego, czy jesteś freelancerem czy masz spółkę, czy masz jednoosobową działalność miej tę umowę i pracuj spokojnie.

Dobrze, to w takim razie może wejdźmy głębiej w to pytanie. I w tej chwili jest bardzo popularny taki model pracy fotografa – nie wiem czy to jest dobre tłumaczenie – destynacyjnego. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co chodzi, bo to jest kalka z angielskiego destination weddings i fotografowie latają do różnych krajów i teraz się zastanawiam, jak powinna wyglądać umowa takiego fotografa. Bo przecież mamy tutaj sytuację, że w Polsce może być inne prawo niż w kraju, w którym wykonujemy dane zlecenie.

To wszystko zależy od tego, czy to jest tak: kraj unijny, czy nieunijny. Jest też zależne to od tego, czy fotograf w ramach prowadzenia tej swojej działalności kieruje ofertę do tego danego kraju, gdzie są ci jego klienci. Ale ogólnie, jeżeli kraj mamy na terytorium Unii Europejskiej, to zgodnie z prawem właściwe będzie miejsce zwykłego pobytu konsumenta, czyli nie fotografa, tylko klienta. Pod warunkiem, że przedsiębiorca wykonuje tam swoją działalność, czyli ty. Albo kierujesz tam swoją ofertę, bo zdarzają się tacy, którzy kierują na przykład tylko na Stany. Taką akurat miałam parę fotografów, oni akurat razem pracowali. Co by ci tu jeszcze powiedzieć…

To może zastanów się chwilę, a ja zadam kolejne pytanie, bo padło takie słowo o tym, że umowa powinna zabezpieczać fotografa, ale wiadomo, że też dobrze byłoby mieć taką, która chroni klientów. O czym nie zapomnieć, żeby klient też się czuł bezpiecznie?

Przede wszystkim zapewnij go o terminach, które ciebie obowiązują. Żeby on wiedział kiedy, w jakiej ilości, w jakiej formie dostarczysz mu zdjęcia, ile zdjęć będzie obrobionych, że nie dajesz mu RAW-ów – tych surówek, jak będzie wyglądał fotoalbum, ile będzie miał stron. Bardzo dokładnie to trzeba opisać, żeby nie było niedomówień. Bo jeżeli napiszemy: fotoalbum, zaprojektowany i tak dalej, ale bez ilości stron, to ktoś może powiedzieć „no halo, co to tak mało?”. Więc zapewnijmy ich, że zrobisz robotę dobrze i rzetelnie.

Poza tym, akurat tak się przyczepiłam do tych ślubów, ale to chyba z racji twojej profesji. To jest dla nich strasznie stresujący dzień. Akurat teraz w weekend byłam na weselu i patrzę na tę parę młodą – oni nie chcą już o niczym innym myśleć i się przejmować jakimiś takimi umowami, i czy fotograf dobrze wykona swoją robotę, tylko chcą się cieszyć tym dniem i tyle. Więc zróbmy im ten komfort i tyle.

No właśnie, rzeczywiście przyczepiłaś się do zdjęć ślubnych czy do fotografów ślubnych, a się zastanawiam, czy faktycznie musi się ta umowa musi różnić. Jeżeli ktoś wykonuje inną specjalizację, powiedzmy robi zdjęcia noworodkowe albo zdjęcia rodzinne, no to pewnie w szczegółach by się to różniło, nie?

W szczegółach. Bo tutaj mamy jedną tę różnicę znaczącą, że tego wesela raczej nie powtórzymy, więc musi fotograf zapewnić, że ma to zaplecze techniczne, o którym wspominałam. A przy tych sesjach noworodkowych, zresztą zwłaszcza, że to dzidziusie, więc różnie może być, to można to powtórzyć. Tutaj nie trzeba aż tak bardzo się…

No też jest limitowany czas. Z tego co wiem, to są pierwsze dwa tygodnie, kiedy możesz zrobić takie zdjęcie, o które wszystkim mamom chodzi.

Tak, tak, bo chciałam pójść ze swoim, jak miał miesiąc i usłyszałam, że już jest za stary. Mówię „aha, no dobrze”.

No za stary, za stary, definitywnie. Tak ten czas szybko leci i w zasadzie tak, jak tutaj w przypadku zdjęć ślubnych powiedziałaś, że to jest konkretny dzień i na przykład, jak fotograf nie będzie w stanie wywiązać się z umowy, dlatego że złamał nogę czy coś jeszcze gorszego mu się tam stało, to pewnie takie zapewnienie o zastępstwie będziemy czymś takim, co uspokoi parę.

Właśnie zauważyłem, że fotografowie też często albo zaczynają szukać też kogoś, żeby we dwójkę robić zdjęcia. I zastanawiałam się, czy to jest dobre czy to nie utrudnia wam pracy – teraz ja ci pytanie zadaję.

Nie, to jest na pewno na korzyść. Komfort pracy jest nieporównywalnie lepszy. Chociaż ja bym tutaj stawiał na takie zgrane duety, bo jak za każdym razem ma się nowego pomocnika, no to trzeba wszystko od nowa tłumaczyć i tak wiesz – tak jak w życiu. Jak w życiu się poznajesz, trzeba się dotrzeć najpierw, więc to już byśmy mogli otworzyć zupełnie nowy temat w naszej rozmowie.

Wiesz co, jeszcze przez chwilę chciałby zostać przy temacie umowy i tak sobie pomyślałem, jak się sprawa ma ze zmianami ustaleń. Bo czasami na przykład para podpisze z tobą umowę i ja oczywiście stawiam zawsze na to, żeby para miała wcześniej podpisaną umowę z lokalem, ale raz mi się tak zdarzyło, jeszcze na początku, że para niby miała już lokal dogadany, podpisaliśmy umowę i okazało się, że jednak ktoś tam ich uprzedził w tym lokalu. Musieli zmienić lokal, ale nie zmieniali daty. I zastanawiam się, jak to jest z innymi zmianami. Jak to potem przeprowadzić, kiedy już umowa jest podpisana? Czy wystarczy email?

Wiesz co, to wszystko zależy od tego, co sobie wpiszesz w umowę. Jeżeli wpiszesz, że zmiany wymagają formy pisemnej pod rygorem nieważności to musisz sobie to zaaneksować. Moim zdaniem to nie jest konieczne, bo to utrudnia wam pracę. Nie wpisujcie takiego zapisu, lepiej go nie używać. Tylko właśnie mailem. I wtedy jest dowód pisemny. Wiadomo, jeżeli ustalicie coś przez telefon, no to potwierdźcie to emailowo, po to tylko, żeby mieć jakiś dowód. I to wszystko. Nie róbcie formy pisemnej pod rygorem nieważności, bo to utrudni wam komunikację.

Dobrze. Wiesz co, wśród pytań od patronów pojawiło się jeszcze coś takiego: prawa autorskie. Umowa o dzieło z przekazaniem praw autorskich. W ogóle można przekazać prawo autorskie? Co to jest prawo autorskie tak naprawdę?

Prawa autorskie dzielą się na majątkowe i osobiste. Osobistych zbyć nie możesz. To jest na przykład to, że jesteś autorem. A majątkowe jak najbardziej tak. To jest po prostu sprzedaż zdjęć, udzielanie licencji – czy wyłącznej, czy niewyłącznej. Można i właśnie z tego, co tak mniej więcej się orientowałem odnośnie tych spraw podatkowych, to to jest warunek konieczny, żeby stosować 50% kosztów uzyskania przychodu – właśnie, żeby było w umowie przekazanie autorskich praw majątkowych.

Majątkowych – to trzeba zaznaczyć.

Tak. Osobistych nie sprzedasz. Możesz ewentualnie zobowiązać się, że nie będziesz ich wykonywał. No ale to są takie przypadki akurat w waszej branży nie za specjalnie często one zachodzą. A majątkowe, jak najbardziej zbywasz i to się nazywa licencją.

A mogłabyś tak pokrótce wyjaśnić, o co chodzi z tym wykonywaniem?

Że nie będziesz domagał się oznaczenia swojego autorstwa na przykład. Jeżeli na przykład jakaś firma deweloperska zamawia sobie zdjęcia i wrzuca je, ciężko, żeby pod każdym zdjęciem był podpisany autor tej fotografii. To jest na przykład to, ale mówię, to chyba nie za często u was się pojawia. Z reguły to są tylko te prawa majątkowe.

No, ale często się pojawia właśnie taki płacz, mówiąc wprost, na forach, że ktoś pokazał moje zdjęcie i mnie nie oznaczył, czyli jednak fotografowie się domagają wykonywania.

Tak, no jak najbardziej. Trzeba pamiętać, że takie zapisy, które gdzieś tam znajdziesz na przykład w regulaminach konkursów fotograficznych, że „zobowiązuję się zbyć prawa majątkowe i osobiste” – no to to jest zapis nieprawidłowy. Nie może tak być. Tak że można się pokłócić trochę z organizatorem takiego konkursu.

Albo donos złożyć.

No właśnie – chociaż nie, nie zachęcam!

Ja też, oczywiście, to tylko w formie żartu. Jest jeszcze jedna rzecz, która często się pojawia w różnych rozmowach z fotografami i ona dotyczy prawa do wizerunku. I wiem, że to jest niezbywalne prawo, to znaczy, jeżeli ktoś nam udzieli zgody, może ją w każdej chwili cofnąć. Czy to jest prawda?

Tak, to jest prawda. I właśnie a propos tego RODO, o którym na samym początku wspomniałeś, ta kwestia wizerunkowa została rozdmuchana do jakiś niebotycznych rozmiarów. Ochrona wizerunku była już wcześniej.

Wcześniej, no właśnie.

Tak, ustawy o prawie autorskim. Tu praktycznie nic się nie zmieniło. Jeżeli chcesz zdjęcie rozpowszechnić, musisz bezwzględnie uzyskać zgodę tej osoby, która na tym zdjęciu jest i koniec kropka. Najlepiej dla celów dowodowych, żeby to była zgoda pisemna dla twojego bezpieczeństwa. I tyle. Nie wiem czy tak bardzo mam szczegółowo wchodzić w te kwestie wizerunkowe.

Tak, na pewno ci chodzi o takie zdjęcie, gdzie jest więcej niż dwie osoby czy – jak ja mówię – impreza publiczna.

Tak, tak. Trzeba rozróżnić – jeżeli my mamy zdjęcie z koncertu i faktycznie mamy tam jakiś tłum osób, które – no nazwę to tak może brzydko – nic nie znaczą na tym zdjęciu. Po prostu robimy takimi test, czy jakby wyjąć te osoby z tego tła i wsadzić inne, to czy zdjęcie traciłoby na swojej wartości artystycznej. I jeśli nie, to znaczy, że te osoby są zbędne i nie musimy uzyskiwać ich zgody na wykorzystanie wizerunku. Ciekawostką są właśnie zdjęcia grupowe, pozowane na weselach. Bo trzeba tu uznać, że jeżeli ktoś pozuje, to jest istotny jednak. Więc teoretycznie powinna zgoda na rozpowszechnianie tej fotografii być. No ale takich zdjęć grupowych raczej się nie rozpowszechnia, raczej umieszczacie w portfolio zdjęcia pary młodej, nie?

Rzadziej. Chociaż kiedyś był taki trend, żeby chwalić się zdjęciem grupowym, jak tam fotograf zrobił z balkonu, a goście byli ustawieni w kształcie serca. To pamiętam, że to był taki szał.

Boże, sama też raz stałam w takim sercu – no nie podobało mi się to.

Nie? Ładne, czemu ci się nie podobało? Kreatywne. W każdym razie to jest właśnie też przykład fotografii kreatywnej, czyli mamy taką sytuację, że na przykład na koncercie podrzucają człowiekiem i tym człowiekiem jest na przykład Adam Małysz, więc jak jego byśmy wymazali z tego zdjęcia czy podstawili inną twarz, to wtedy to zdjęcie by straciło pewnie na ważności. W związku z tym ta osoba jest ważna dla fotografii i musielibyśmy zgodę takiego człowieka mieć.

Tak, tak. Wiesz, jest kilka akurat w ustawie przypadków tych negatywnych – kiedy zgody nie musimy uzyskiwać. Są to osoby publiczne, ale tylko w związku z wykonywaniem czynności swoich zawodowych.

No właśnie, bo osoby publiczne to jest też kolejne pytanie. Co właśnie z tymi VIP-ami na zdjęciach?

No jeżeli to jest polityk na wiecu, jeżeli to jest sportowiec na zawodach, to wszystko okej. Ale jeżeli to jest polityk w kawiarni, z jakąś tam nie-żoną na przykład, to to już nie jest okej. Musi być w związku z wykonywanie…

Ale moralnie czy…?

Nie oceniam, nie oceniam, ale to musi być w związku z wykonywaniem tej swojej funkcji publicznej, tak jak mówiłam.

No to zobacz, przyczepmy się tego niemoralnego zachowania. Jeżeli ktoś ma taką specjalizację paparazzo, to nie wiem, czy on będzie się pytał o zgodę.

Nie, ale właśnie dlatego głównie są procesy o naruszenie dóbr osobistych. W Stanach to jest na bardzo wysokim poziomie. U nas to dopiero rośnie w siłę i te odszkodowania, zadośćuczynienia są coraz wyższe. Ale naprawdę osoba taka, której wizerunek zostanie rozpowszechniony w ten sposób, ma pełne prawo do wniesienia takiej sprawy, a nawet powiem więcej: pewnie ją wygra. Więc to zależy, jaka to jest osoba. Niektóre te celebrities pozwy wytaczają, niektóre mają to gdzieś. Ale przecież nawet, jak są, jak słyszysz, że ktoś wytoczył taki pozew o naruszenie dóbr osobistych, to oni wygrywają z reguły – te gwiazdy. Więc ta praca paparazzi jest niebezpieczna trochę.

Niebezpieczna, trzeba mieć plecy. No dobra, to mamy tych VIP-ów mniej więcej omówionych. Pamiętam, że miałem ci mówić o tym utworze fotograficznym i teraz znalazłem to pytanie. Jest właśnie tutaj takie coś. Ja ci zacytuję: „Umowa o dzieło czy umowa o wykonanie utworu fotograficznego? Co jest korzystniejsze dla fotografa?”. Utwór fotograficzny? Jest coś takiego?

Tak, powiedzmy jedno – nie każde zdjęcie jest utworem. Dobrze by było w umowie zawrzeć jedno zdanie, że przedmiot umowy, czyli fotografie te są utworem w rozumieniu przepisów o prawie autorskim. Bo zdjęcia zrobione automatycznie, z zautomatyzowanego drona, z fotobudki, zdjęcia do paszportu, to nie są utwory. Więc nie wszystkie zdjęcia nimi są, chociaż jest takie mylne wyobrażenie, że jak ktoś cyknie zdjęcie, nie wiem, kartki papieru na stole telefonem, to nie jest utwór. To też jest utwór, tylko że mówię, to trzeba w każdej sytuacji analizować.

Czyli typowa prawnicza odpowiedź: to zależy.

Tak, to zależy. Chociaż była taka fajna sprawa, nie wiem czy wiesz, monkey selfie – co małpa, makak, zrobiła sobie zdjęcie i to na kanwie już tych naszych przepisów, zdjęcie, żeby było utworem musi być zrobione przez człowieka. Nawet, jak zrobiła je małpa, to niestety nie mówimy o utworze. Z czym to się wiążę – dlaczego to jest w ogóle ważne? Bo wtedy, wchodzi cały ten mechanizm ochrony tego dzieła, tego utworu fotograficznego. Właśnie wtedy pomaga nam ta ustawa o prawie autorskim.

A to nie wiedziałem, że nie wystarczy być człekokształtnym, żeby być traktowanym przez prawo poważnie.

Biedny makak.

No to współczuję jemu i mam nadzieję, że słucha podcastu. W każdym razie tu też pojawiło się pytanie od Jarka z grupy patronów: jak prawidłowo zawierać umowę na odległość, krok po kroku? Bo jest taki trend w fotografii, przynajmniej ślubnej, że jednak ma się tych klientów z daleka. Mieszkają za granicą lub w innym województwie i nie ma zawsze takiej opcji, żeby się spotkać z nimi w jednym miejscu i podpisać. Czy jest taka opcja, żeby przez internet to się działo?

Wiesz, jeżeli kogoś na to stać i ktoś ma ochotę, to może sobie wyrobić podpis kwalifikowany i będzie mu wtedy trochę prościej. A jeżeli nie, no to po prostu… ja zalecam, żeby przesyłać sobie taką umowę.

Czyli po prostu skanować potem?

Tak, tak i nie ma tutaj żadnej większej filozofii.

Rozumiem, a jest też taka aplikacja lub program – Sign Up, z tego co pamiętam i nie wiem czy to Adobe nie kupiło, który automatycznie sam bierze PDF-a i nakłada podpis. Nie wiem czy to jeszcze działa?

Wiesz co, nie miałam pojęcia, że takie coś istniało, więc trochę ciężko mi się odnieść. Ale wiesz, nigdy nie wiemy, kogo mamy po drugiej stronie. Jak bardzo zacietrzewionych ludzi. Jeżeli mamy kogoś właśnie nie-okej, to może nam potem robić problemy z tego tytułu, że na przykład podpis podrobiony. No różne rzeczy się dzieją, a naprawdę nie chcę mówić i nastawiać was, że wszyscy ludzie są źli, ale jednak chodzę do tego sądu i widzę czasami, co się dzieje, i to się po prostu w pale nie mieści – tak mogę brzydko powiedzieć – więc lepiej normalnie podpisać i się tam później nie przejmować za bardzo, bo różne rzeczy trafiają ludziom do głowy.

Ja kiedyś wysyłałem pocztą umowy, ale to trwało bardzo długo – taką tradycyjną, polską pocztą.

No tak.

Lokowanie produktów. Też polecam w sumie, jak ktoś słabszy jest ze skanowania albo nie ma skanera, ale to chyba by wystarczyło w sumie zdjęcie zrobić takiej umowy z podpisem?

No tak, można by było, ale nawet jeżeli w sądzie ja się pojawiam i działam na zastępstwo czyjeś, i też pokazuję skan, no to sąd mnie dopuszcza, okej, ale za trzy dni muszę przedstawić oryginał. Więc ja się odnoszę do tego, że skan dobra, działamy, ale oryginał miejcie. Ja umowę na odległość też teraz właśnie jeden pan bardzo uprzejmy robił mi logo. No też podpisywaliśmy umowę w ten sposób, że sobie ją przesyłaliśmy pocztą. Może ktoś coś wymyśli mądrzejszego niedługo.

Podpisać umowę z prawnikiem – przerąbane. Ja pamiętam takie sytuacje, gdy działałem na zasadzie umowy, którą miałem z internetu. Potem się spotykałem z innymi fotografami, wybieraliśmy sobie najfajniejsze naszym zdaniem punkty czy paragrafy umów i była taka umowa łączona, takie combo powstawało, na zasadzie, że jak się ma dwie złe umowy, to się na tej podstawie konstruuje jedną jeszcze gorszą. Więc ta jeszcze gorsza moja umowa tam pęczniała i pęczniała, i pamiętam, że jak zacząłem mieć klientów właśnie z twojego środowiska zawodowego – głównie to byli radcy prawni – to za każdym razem dostawałem taką pokreśloną i „to zmienić, tam zmienić”.

No niestety. Ale to chyba zmobilizowała ciebie, żeby jednak tworzyć umowę za pośrednictwem prawnika, co?

Tak, jeden taki przypadek naprawdę mi się tutaj ostro wbił w pamięć. Może nie będę teraz opowiadał, bo to jest tam historia mrożąca krew w żyłach, więc pozostawmy ją w tajemnicy. No i to mnie właśnie przekonało, żeby jednak zainwestować. Bo fotografowie często się też oburzają, że ludzie mówią „o, ja mam lustrzankę, zrobię sobie zdjęcie”, ale zapominają, że tak samo przecież czasami mówimy o tym, że „no przecież umowę to ja sam mogę sobie napisać albo sobie ściągnąć za darmo, nie będę korzystał z usług profesjonalisty”. Tak, jak wspomniałaś kwestię logo, to też najczęściej jest tak – „przecież umiem Photoshopa, to sobie zrobię logo”. A to jest tak, że co jednak zrobi profesjonalista, to możemy być spokojnie.

Fakt. Ja też dużo rzeczy chcę robić sama, ale spędzę nad tym jeden dzień, dwa i myślę „no nie, dobra…”. Nie udawajmy, że to umiemy, zlećmy to profesjonaliście. No i tutaj jest tak samo w tym przypadku.

A jeszcze jeden taki przypadek pomyślałem sobie, bo mówiliśmy o zdjęciach, na których jest grupa osób. Dajmy na to, że są to zdjęcia z wesela, pozostając w tej tematyce. No i oczywiście nie zapytaliśmy się wszystkich gości po kolei, czy możemy mieć zgodę ich na publikację i tak pech chciał, że gość wchodzi na bloga fotografa, widzi to zdjęcie i nie jest zadowolony, bo akurat jakąś dziwną minę zrobił albo wypinał się w jakiejś dwuznacznej pozycji i pisze do fotografa „słuchaj, usuń zdjęcie”. I co fotograf powinien zrobić?

Ale to mówimy o takim zdjęciu pozowanym?

Nie, mówimy o takim zdjęciu sytuacyjnym, że na przykład ktoś tam się schylił, portki pękły i wie, że to są jego i nie chciałby, żeby takie zdjęcie hulało.

No wizerunek, to z reguły to jest twarz. Jeżeli to są pęknięte portki…

To już nie twarz.

Nie twarz, no to ja myślę, że możemy tutaj ugrać swoje i tego zdjęcia nie zdejmować, ale są ludzie, którzy będą twierdzili, że nie, bo sto pięćdziesiąt osób gości na weselu wiedziało, że to moje portki i proszę to zdjęcie ściągnąć. I niestety, wizerunek to jest jedno z dóbr osobistych. I nie tylko, że jest to uregulowane tylko w prawie autorskim, ale też w kodeksie cywilnym i to jest jedna z takich ważniejszych rzeczy, jak dobre imię, tajemnica korespondencji – to wszystko ma bardzo duże znacznie. Więc ochrona wizerunku powinna być na wysokim poziomie. Więc dla świętego spokoju trzeba to zdjęcie zdjąć, ewentualnie zamazać te pęknięte portki.

Miałem akurat taki przypadek, że pękły portki panu młodemu – robił szpagat. No ale to…

Można zrobić z tego fun.

No ale wiesz, ciężko chwycić, jak ktoś robi szpagat i akurat mu w tym momencie portki pękają, to nie wiem, od dołu może by trzeba było fotografować. Ciężka sprawa. Szybki autofocus. No dobrze. Czyli po prostu nie ma się co tam żołądkować. Lepiej spełnić prośby i mieć święty spokój?

Na pewno lepiej próbować się jakoś porozumieć, no bo jednak sąd, z tego co… Ja mam albo jakiegoś pecha albo to zależy od miasta, ale te sprawy trwały tak masakrycznie długo, że po prostu brakuje ludziom cierpliwości. Szczególnie w Warszawie. To jest coś niepojętego. Półtora roku temu składaliśmy pozew, a nie wydarzyło się kompletnie nic do tej pory. Więc trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości i próbować się dogadać. Nie mówię, że za wszelką cenę, bo jakiś swój honor też trzeba mieć, ale próbować się dogadać jednak polubownie, bo sądy to ostateczność.

No właśnie, sąd to jest ostateczność. Ale to, że mamy umowę, to też nie znaczy, że sąd nie może podważyć tej umowy, nie? Tak jak wspominaliśmy o tych przepisach, które nie są zgodne z prawem konsumenta.

Tak, tak. Dlatego właśnie nikt od was nie oczekuje, że będziecie wiedzieli, które to są klauzule dozwolone, a które nie, dlatego, tak jak sam wspominałeś, prawo się zmienia. Wzór z internetu nie wiadomo, kiedy powstał właściwie i na czyje potrzeby. My się nim posiłkujemy, a okazuje się, że mamy tam zapisy, które nie mogą się tam znaleźć.

Wydaje mi się, że ludzie mają takie przeświadczenie, że prawnik jest cholernie drogi, a to wcale tak nie jest. Zarabiamy normalnie tak, jak wy i to nie jest jakiś straszny wydatek, żeby sobie tę mowę kupić. Zwłaszcza, że bazujesz na niej potem cały czas.

No wiesz, fotografowie to bogata grupa społeczna. Pojawiło się też takie pytanie, czy można czegoś nie pisać w umowie, bo to po prostu wynika z przepisów?

Można i nawet nie trzeba specjalnie dodawać tego zapisu, że „wszystko, co nie uregulowane…”, bo to też taki standardowy zapis – wszystko, co nie uregulowane w umowie, to odsyłamy do przepisów kodeksu cywilnego i do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Można tego nie pisać, bo to jest z mocy prawa. To jest oczywiste. Co nie uregulujesz, to odnosisz się do przepisów.

Aha, czyli jednak można, a wydawało mi się, że to takie pytanie, powiedzmy, mniej poważne. Ale jest jeszcze jedna prośba, żebyś odpowiedziała nam na pytanie, czy umowa może być elastyczna? Czy to wszystko musi być tak szytwno napisane czy umowa może się rozciągać?

Może się rozciągać. Możesz sobie tam napisać właściwie, co chcesz, obyś miał tylko tak zwane z łaciny essentialia negotii, czyli te najważniejsze elementy, o których już wspominałam: przedmiot, wynagrodzenie, termin, akurat w przypadku waszej branży to będzie też jeszcze kwestia tych praw autorskich – to też. A cała reszta, czy to zawrzesz czy nie, to już twoja brocha, że tak powiem. Może być umowa bardzo obszerna. Jeżeli jesteś bardzo szczegółowy, to pisz.

Czyli co – najkrótsza opcja, jedna strona A4?

Może być. No ale wiesz, wszystko, co się w tej umowie nie znajdzie, to faktycznie sięgasz później do przepisów, a czy znasz te przepisy?

No ciężka sprawa. Ale tak jak już wychodzimy w ogóle z tematu fotografii, tylko skupiając się na różnych umowach, to śmiem twierdzić, że większość ludzi nie czyta w ogóle umów, które podpisuje.

Nie, nie to jest nagminne. Jeszcze umowy to może od czasu do czasu ktoś przeczyta, ale te ogólne warunki umowy, te OWU czy…

To jest ten mały druczek?

Tak, to jest mały masakrycznie druczek. Już kilka razy musiałam się doczytywać odnośnie tych zapisów. Tego to już w ogóle nikt nie czyta. Ja myślę, że ta świadomość jest jednak coraz większa. Ludzie już uważają, co podpisują, takie ja odnoszę wrażenie.

Trochę mówiliśmy o zgodzie na publikację zdjęcia, ale jeszcze jeden taki przypadek chciałbym omówić. Na przykład mieliśmy umowę, w której para zgodziła się na publikację zdjęć i na wykorzystywanie w materiałach marketingowych fotografa. No i fotograf szykuje się na targi ślubne, ma już wszystko wydrukowane i nagle przychodzi prośba o zmianę, czyli para wycofuje się ze zgody. I co w takim przypadku? Sąd?

Sąd najpewniej, ale był taki przypadek i tutaj opowiem o nim dlatego, że wygrał fotograf. Para młoda właśnie wycofała mu zgodę na to wykorzystanie wizerunku, ale otrzymali rabat. Też na forach jest mnóstwo zdań na ten temat, czy to jest w ogóle dopuszczalne – że teraz, jak już jest RODO, to jest niedopuszczalne. Ja się z tym nie zgadzam. Danie rabatu w zamian za zgodę na ten wizerunek jest dopuszczalne. Jedynie, jeżeli cena bez rabatu byłaby jakoś drastycznie wyższa, że parze młodej by się nie opłacało zawierać z tobą umowy, dopiero wtedy. Nie może być tak, że albo dacie mi zgodę, albo w ogóle umowy nie podpisuję.

Czyli jeżeli ktoś zastosowałby taki manewr, że bez rabatu cena jest razy dwa, to już jest przesada?

To już jest przesada, tak. Ale wróćmy. I oni właśnie dostali rabat, poszło to do sądu i teraz sąd, co ciekawe, uznał, że po pierwsze jest to dopuszczalne, a po drugie taki rabat może być rozpatrywany jako zapłata za pozowanie. A ma to taką różnicę, że wtedy niepotrzebna jest zgoda na wykorzystanie wizerunku. To jest ważne. I to jest w ustawie. Jeżeli płacisz modelowi za pozowanie, to nie musisz mieć jego zgody na wykorzystanie wizerunku. I tak sąd tutaj uznał. To było bardzo ciekawe, to na blogu opisywałam – już nie pamiętam, jaki był tytuł tego wpisu. W każdy razie zainteresowanych odsyłam. Fajna bardzo sprawa.

Podlinkujemy na pewno. Parę lat temu, pamiętam, taka głośna dyskusja się przetoczyła przez internet – dotyczyła ona dodatkowej opłaty za brak zgody, czyli jakby opłata za nic nie zrobienie.

Nie, no tak nie może być. Szczególnie na tym gruncie RODO. Dobra – już przejdźmy do RODO.

No trudno.

Nie można tak zrobić.

Dobrze, to jeżeli chcesz przejść do RODO, to ci przeczytam komentarz z grupy. On jest następującej treści: „Tylko nie RODO. Już nie mogę. Czy tak dużo się zmieniło czy to tylko panika i rozdmuchanie?”. Właściwie komentarz-pytanie.

Ja u siebie wpis o RODO zaczęłam właśnie coś w tej deseń, że niepotrzebna jest panika związana z tym i artykuł jest bardzo poczytny. Ja po prostu nie mogę – zanim w ogóle ogarnęłam to RODO to trochę czasu minęło. Po prostu strasznie nie chało mi się tego robić, bo wszędzie mnie bombardowała informacja I ja się ograniczyłam do takiego niezbędnego minimum, bo ja też muszę to wdrożyć. I ja mam po prostu politykę ochrony danych osobowych, i to jest spełnienie takiego obowiązku informacyjnego, czyli po prostu kilka informacji, które musisz podać swojemu klientowi, jeżeli gromadzisz dane osobowe, jeżeli je przetwarzasz. I wszystko. To zajmuje niecałe trzy strony i dodaję to jako załącznik do umowy, i już czuję się trochę spokojniejsza.

Aczkolwiek są całe pakiety RODO do wykupienia, nawet spersonalizowane pod fotografów i tam są różne rzeczy – rejestr czynności przetwarzania. Wszystko to brzmi tak bardzo poważnie i przerażająco wręcz. Nawet dla mnie jako dla prawnika. Mówię: „o Boże, ile tych dokumentów?”. I dlatego ja się tylko ograniczam do tej polityki ochrony danych, bo uważam, że to jest takie niezbędne minimum, że możemy być trochę spokojniejsi.

W samych umowach żadnych zapisów nie zmieniam, bo tak, jak mówię wcale ten wizerunek nie został na gruncie RODO zmieniony, tylko dodajemy tę informację, że administratorem danych jestem ja, przetwarzam je w takim i takim celu, będę przetwarzał je przez tyle i tyle czasu, i takie podstawowe informacje. To jest jeden artykuł z tego rozporządzenia.

No właśnie, ale taka mityczna kwestia, która od czasu wejścia RODO przetacza się przez internet to jest właściwie takie pytanie: czy zdjęcie to dana osobowa? Samo zdjęcie, samo w sobie.

Wiesz co, nie – zdjęcie samo w sobie nie. Wizerunek tak. I też to głęboko tam…

No tak, ale jeżeli na przykład ja oglądam zdjęcia na blogach moich kolegów fotografów, patrzę, jakaś para, nie podano żadnej danej, typu nawet imię czy nazwisko, to ja nie wiem, kto to jest, co to za człowiek. Pod warunkiem, że nie jest to jakiś słynny Youtuber.

Wiesz, to nie musi być tak, że to zdjęcie samo w sobie będzie identyfikowało tę osobę. To może być tylko coś takiego, że zdjęcie w połączeniu z innymi informacjami będzie identyfikowało osobę, czyli będzie… Bo jeżeli podasz imię i nazwisko, to już mamy…

Czy datę ślubu na przykład i miejsce.

Tak, to już jest dana osobowa. Poza tym wiesz, ty nie rozpoznajesz, ale na przykład dwieście osób z grona tej pary młodej go rozpozna, czy tam ją. A naprawdę były mity, tak jak mówisz, na ten temat i dużo, dużo pogrzebałam, żeby mieć stuprocentową pewność. Nawet pisałam do pana dr Macieja Kaweckiego z ministerstwa cyfryzacji. On jest bardzo aktywny w tej kwestii RODO i szkoli, i jest takim naprawdę fajnym człowiekiem. I on mi odpisał, że tak – jest wizerunek daną osobową. Sprawdził mi ten cały wpis, bo nie chciałam was wprowadzać w błąd i wprowadzać jeszcze większego chaosu niż jest, dlatego jestem pewna, że to, co tam napisałam, to jest ok. Skoro sprawdził to spec.

Czyli przerąbane, mówiąc krótko?

Troszeczkę, ale wiesz co, tak jak my rozmawiamy – dodawajcie tę politykę ochrony, ten jeden dokumencik jako załącznik i już możecie być kapkę spokojniejsi. A jeżeli bardzo chcecie się zabezpieczyć, to są w internecie do kupienia te całe pakiety RODO. To jest też koszt kilkuset złotych i można się w to bawić. Ale ja akurat sobie sama też nie wyobrażam robienia rejestru czynności przetwarzania i tak dalej. Ja nie mam na to czasu. To chyba by musiała być jakaś osoba do tego zatrudniona, bo nie wyobrażam sobie tego.

A co w ogóle z tymi przepisami RODO w kontekście takiej fotografii ulicznej? No bo to jest zupełnie co innego, kiedy działamy na zlecenie swoich klientów, a tu wychodzimy na ulicę, na przykład spacerujemy sobie centrum Olsztyna, chociaż ciężko mi jest tu sobie wyobrazić, gdzie jest dokładnie centrum Olsztyna, ale może w to nie wchodźmy. No i co – łapiemy sobie zdjęcia takich ludzi przypadkowych – „co panie – załącznik RODO proszę podpisać?”.

No wiesz, nie no, nie będziemy im wciskać tego załącznika. Ale jeżeli chcemy to zdjęcie rozpowszechnić, a jak rozumiem chcemy, a nie wrzucamy je do szuflady, to naprawdę się nic nie zmieniło – i tak musieliśmy mieć zgodę tego człowieka. A jak za dwa, trzy lata znajdziesz zdjęcie swojej twarzy gdzieś tam… A już tym bardziej, jak chcemy w celach komercyjnych, to już w ogóle mogą być z tego mega kłopoty. Tak że to już i tak było.

Czyli tak dużo się zmieniło, że się nic nie zmieniło?

Tak. Po prostu moim zdaniem, macie i ja też, jeden dodatkowy obowiązek – obowiązek informacyjny. I jak ktoś jest ciekawy, to odsyłam. To jest jeden artykuł – Artykuł 13 RODO. I tam jest napisane, o czym musimy poinformować.

No a o czym trzeba?

To co wspominałam: że jesteśmy administratorem, w jakim celu przetwarzamy dane, jak długo, na czym polega to przetwarzanie, bo też musimy powiedzieć na przykład, że oddamy zdjęcia do druku, do laboratorium fotograficznego albo oddamy do gościa, który będzie nam robił fotoalbum.

Czyli wszystkie kroki musimy przedstawić, co się będzie działo po kolei?

Tak. Wszystko zależy od tego, jak bardzo nadgorliwego mamy klienta, ale właściwie powinniśmy też zawierać umowę powierzenia z takim właśnie laboratorium fotograficznym czy ludźmi od fotoalbumów, bo powierzamy im dane osobowe. Więc ja wpisuję takie zapewnienie, że działam z najwyższą starannością ochrony waszych danych oraz podmioty, z którymi współpracuję także z taką dbałością działają. Ale umowę powierzenia faktycznie powinny być zawierane. Czyli kolejna dla was umowa.

Rozumiem, no to właśnie tak się zacząłem zastanawiać, na ile bezpieczne są rzeczywiście te nasze dane osobowe, które wysyłamy do drukarni i tam może nastąpić wyciek, i będzie skandal.

No właśnie, dlatego jest jeszcze taki raport analizy ryzyka. I właśnie takie sytuacje musisz sobie brać pod uwagę i wtedy wymyślić, w jaki sposób zabezpieczyć te dane, żeby do takiego wycieku nie doszło. To jest temat rzeka. Jeżeli ktoś chce naprawdę działać tak super-zgodnie z RODO, to czeka go bardzo dużo pracy. A najlepiej, jakby sobie dodatkową osobę jeszcze zatrudnił, jeśli nie ma czasu.

Aha, jakby chciał tak literalnie odtwarzać przepisy?

Tak, tak.

Słuchaj, jest jeszcze kwestia licencji na zdjęcia oraz jej udzielania. Czy to się jakoś zmieniło w związku z tym, że weszło RODO?

Nie, nie. Moim zdaniem nic się specjalnie nie zmieniło. Dalej mamy te same warunki, jeżeli chcesz udzielić licencji wyłącznej, to ona musi być pisemna pod rygorem nieważności. To akurat jest już w przepisach. A niewyłączna takiej formy mieć nie musi. I moim zdaniem tutaj RODO jakoś specjalnie nie weszło. Ono tak namieszało w waszej pracy tylko ze względu na to, że wizerunek został uznany za daną osobową.

I to postawiło cały świat fotograficzny na głowie.

Tak, ale mam taką jedną rzecz na pocieszenie – przerwę ci – właśnie Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad takimi poradnikami. I na pierwszy rzut poszła ochrona zdrowia i szkolnictwo, i wydaje mi się, że tej branży fotograficznej też to nieco dotyczyło, bo wiem, że dr Kawecki jeździ i takich szkoleń udziela też fotografom – że takie szkolenia prowadzi. I jak będzie taki poradnik, to ja na pewno taką informację zamieszczę. Jeżeli to pochodzi z pewnego źródła, a Ministerstwo Cyfryzacji jest chyba najpewniejszym, to wtedy będzie trochę jaśniej. Po prostu te przepisy za krótko działają. Słyszałeś o jakiś kontrolach? Ja jeszcze nie. A mówiło się, że będą wielomilionowe kary i tak dalej. Poczekajmy jeszcze trochę, co się będzie działo.

No myślę, że ja i wielu fotografów na pewno nie czeka na żadne kary. To nie jest nic fajnego. Najwięcej zamieszania z tego, co obserwowałem przy okazji całej tej burzy związanej z RODO, był oddźwięk właśnie w środowisku fotografów, którzy robią zdjęcia w szkołach. Tam się przetacza dosyć dużo informacji. Każde zdjęcie jest opatrzone też takim osobnym podpisem, bo przecież kiedy przychodzi rodzic odebrać zdjęcia swoich dzieci w szkole – ja akurat dzieci w szkole nie mam i w zasadzie też nie planuję, ale pamiętam z własnego doświadczenia, jak byłem mały, to przychodził fotograf i potem tam mama szła do zakładu, i tam było opatrzone właśnie zdjęcie, imię nazwisko. I teraz w kwestii RODO, to nie wiem, chyba w sejfie by trzeba trzymać takie zdjęcia.

No tak. Ponoć – bo też nie mam dzieci w wieku szkolnym – rodzic podpisuje taką zgodę przy zapisywaniu dziecka.

Czyli dodatkowy dokument, tak jak powiedziałaś wcześniej.

Tak. Gdzieś ostatnio czytałam, na forum właśnie się wdawał w dyskusje, być może niepotrzebnie – że opiekunka akurat przedszkolaków jest strażnikiem ich wizerunku.

Strażnikiem wizerunku – okej.

Trochę zabrzmiało tak górnolotnie, ale tak sobie pomyślałam, że chyba nie do końca tym strażnikiem jest, nie? Ale no myślę, że tu akurat, jeśli chodzi o dzieci, to ich ochrona wizerunku jest już szczególnie istotna. Ale to chyba wszyscy wiecie, że musi być zgoda rodziców i tak dalej. To jest chyba jasne, tak? Tutaj to RODO… Po prostu wszyscy się tego boją i to jest takie straszne. Ostatnio widziałam takiego mema, że lista pacjentów w jakiejś przychodni została zanonimizowana w ten sposób, że zostały nadane im przydomki i pani wywoływała na przykład krasnal Hałabała, coś tam. No to już jest kosmos. Zupełna abstrakcja.

Takim przykładem, może naruszania przepisów RODO, może mi teraz wyjaśnisz, ale jest zdjęcie tablicy gości na weselu, bo teraz powiedziałaś, że byłaś niedawno na weselu i nie wiem, czy była taka tablica z usadzeniem gości i fotograf najczęściej fotografuje wszystkie te dekoracje, różne rzeczy, na które para wydała pieniądze i na pewno znajduje się wśród nich taka tablica. Ja zresztą sam wielokrotnie robiłem takie zdjęcie i tak sobie teraz myślę, czy to jest coś, co nadawałoby się w ogóle na bloga, żeby pokazać. Bo to jest niby detal, ale tam są same dane osobowe – imiona, nazwiska tych ludzi, którzy byli na tym przyjęciu, w związku z tym, oglądając taki wpis, z taką tablicą można sobie tam ostro nachapać kontaktów, jak to tak na śmiesznie by powiedzieć o RODO.

No chyba tak. Wiesz, jeżeli to jest do samej pary młodej i do tej galerii zamkniętej, szyfrowanej, no to oczywiście wszystko okej. Jeśli na bloga swojego albo do swojego portfolio, to faktycznie bym uważała. Ten dr Kawecki w rozmowie takiej krótkiej ze mną jeszcze powiedział, żeby pamiętać o tym, że RODO na takie uroczystości osobiste, rodzinne nie wprasza się. Czyli naprawdę zachowajmy jakąś racjonalność odnośnie wesel, komunii, pogrzebów to to nie jest takie restrykcyjne, jak nam się wydaje. Ale mówię, dużo jest pieniaczy, dużo jest różnych dziwnych ludzi i po prostu przed nimi trzeba się jakoś zabezpieczać.

Rozumiem, a jeszcze jest taka kwestia, wydaje mi się interesująca, bo my zapewniamy parę, że nie będziemy nikomu udostępniać, przekazywać, chyba że para nam wyraża zgodę. A co jeśli para właśnie da nasze zdjęcia jakiemuś lokalowi weselnemu albo innym podwykonawcom bez naszej zgody. To też nas jakoś chroni prawo?

Tak, tak. To jest właśnie ta licencja, dlatego musisz tam opisać dokładnie, na co pozwalasz tej parze, żeby ona później nie mogła się przykrywać czym takim : „ale przecież mamy w umowie, że możemy wykorzystać zdjęcie”. Jeżeli nie podpiszemy, w jakim celu mogą wykorzystać te zdjęcia, to oni są w tym momencie wygrani, bo nie sprecyzowaliśmy tego. Dlatego mówię, że jak najlepiej pisać – im dokładniej, tym lepiej. Oczywiście z jakimś umiarem, ale prawo jak najbardziej mamy. Nie mogą bez naszej zgody albo zmieniać tych zdjęć – to się tak ładnie nazywa: integralność dzieła. Nie mogą sobie filtrów nakładać, naklejać. To jest teraz w ogóle takie straszne, na Instagramie te różne dziwne rzeczy są, i nie mogą przerabiać tak zdjęć i rozpowszechniać. Mogą dla swojego funu i do swojego albumu wrzucić, ale nie mogą takich zdjęć rozpowszechniać i podpisywać, że to Jacek Siwko nakleił te naklejki.

No właśnie, ale ja na przykład miałem ostatnio taki przypadek na Instagramie, że gość pewnie uzyskał zdjęcie od panny młodej – to było pozowane zdjęcie, on był na tym zdjęciu razem z parą młodą, i zamieścił na Instagramie z jakimś takim okropnym filtrem, takim żółtym, który mi się w ogóle nie podoba, zupełnie i napisał, że zdjęcie: Jacek Siwko. No i tak zastanawiałem się, chodziłem trochę, co z tym zrobić i w końcu nic nie zrobiłem.

Powiem, żeby od razu działali, bo to jest ich renoma, ich praca. Wiesz, jeżeli facet ma dużo znajomych, którzy na przykład, nie wiem, lada moment organizują ślub i szukają fotografa, i sobie zobaczą „o, wziąłbym tego – ale zdjęcie zrobił, ale koszmar”. No wiesz, to jest twoja praca i musisz o jej efekty dbać, tak że można delikatnie panu powiedzieć, żeby tą żółć ściągnął.

Właśnie zastanawiałem się, czy pisać do człowieka. Po pierwsze, tak sobie pomyślałem – nie chciałem mu robić przykrości, no bo on jednak wykazał się taką inwencją twórczą. Wiem, że teraz wśród fotografów pewnie będzie oburzenie, że ja tak sądzę, że ktoś mi zepsuł zdjęcie, a ja go jeszcze chwalę za aktywność artystyczną. Ale tak stwierdziłem, czy ja mam czas na takie rzeczy, żeby pisać dla jakiegoś gościa z Instagrama. No stwierdziłem, że nie – jednak mam trójkę dzieci, prowadzę podcast i jeszcze robię zdjęcia. Stwierdziłem, że mam co robić.

To jest bardzo, wiesz, jakbyś już zaczął walczyć z takimi ludźmi, że tak to nazwę, to musiałbyś to robić konsekwentnie.

No właśnie.

Jedna taka pani fotograf, która konsekwentnie chroni swoje prawa autorskie, ale doigrała się, tak brzydko powiem, takiego okropnego przydomka, że ona się zajmuje copyrightingiem – ja tam się nie do końca zgodzę, ale nie chcę wchodzić już w ten temat. Ale widzisz, jeżeli ktoś za bardzo działa też w tej sferze ochrony swoich własnych praw, to jeszcze później mu taką łapkę przyczepią niepochlebną. Więc wszystko z umiarem.

No właśnie. To może rzeczywiście zostać odebrany nie w ten sposób, którego by się człowiek spodziewał. No to co, mamy omówioną umowę fotograficzną. Mam nadzieję, że wszyscy ci, którzy zadawali pytania są usatysfakcjonowani. Przejechaliśmy się troszeczkę po RODO, ale co – podsumowując tak naszą krótką rozmowę o RODO: nie ma co panikować?

Nie, nie ma co panikować. Na pewno. Ja nie słyszałam jeszcze o kontrolach takich jednoosobowych działalności gospodarczych. Raczej to są jakieś wielkie firmy. Naprawde, na razie nie bójmy się. Ale mówię: poczekajmy trochę. Ja też nie chcę nikomu radzić „o weźcie, nic z tym nie róbcie”, bo później ktoś powie „a tam jedna taka powiedziała, żeby to olać, to ja olewam”. No nie chciałabym być aż tak drastyczna w tej swojej opinii. Ja osobiście w swojej firmie wdrożyłam tylko tę politykę ochrony danych, zresztą u ciebie też i na razie to działa. Zobaczymy, co dalej.

To dobrze, to dobrze. Jestem usatysfakcjonowany, że u mnie też wdrożyłaś i wszystko gra. W każdym razie, jakby ktoś miał jakieś szczegółowe pytania, to myślę, że prosto do Karoliny najlepiej napisać. Adres podamy. Nie wiem, czy to zgodne z RODO, że ja dam link do twojego bloga, ale trudno – dam, żeby ludzie wiedzieli.

Wyrażam zgodę. Teraz ogłaszam wszem i wobec: wyrażam zgodę.

Dobrze. Jak będzie transkrypcja podcastu, to będzie nawet pisemna zgoda.

Ojej, dobra.

Dzięki serdeczne za rozmowę.

Dziękuję bardzo!

Leave A

Comment