Ten odcinek Niezłych Aparatów jest nieco inny niż zwykle. Po raz pierwszy gościem audycji nie jest fotograf, ale… konsultant ślubny. Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Katarzyną Michalską z firmy KM Wedding Planner.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Katarzynę Michalską możecie znaleźć w sieci:
WWW: eventsplanner.pl
FB: www.facebook.com/KM.WeddingPlanner
Instagram: www.instagram.com/kmweddingplanner/

Porozmawiamy o pracy konsultanta ślubnego, potem o WedCamp www.facebook.com/WedCamp-618801808308550/ wydarzeniu, które elektryzuje najlepsze firmy w z branży ślubnej,
W trakcie rozmowy pojawi się też też prawdziwa wisienka dla fotografów czyli spojrzymy na fotografów ślubnych okiem konsultanta, dowiecie się jak wygląda dobór firm fotograficznych do konkretnych klientów

Hej tym razem witam się z wami ja, czyli Kasia Siwko. I mam przyjemność ukraść Jackowi show 😛 Jeśli jeszcze nie znacie Katarzyny Michalskiej to najwyższy czas nadrobić zaległości. Kasia jest konsultantką ślubną działającą pod marką KM Wedding Planner.

Zaprosiłam ją do dzisiejszego odcinka Niezłych Aparatów, żeby szerszej publiczności zaprezentować nie tylko samą osobę Kasi, ale także jej pomysł, który elektryzuje wiele firm z naszej branży ślubnej. Mówię tu o wydarzeniu pod nazwą WedCamp. Jeśli jeszcze o nim nie wiecie to właśnie dziś się dowiecie, a jeśli już kojarzycie o co chodzi to damy Wam zajrzeć za kulisy tego wydarzenia 🙂

Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami na grupie Niezłe Aparaty Podcast na Facebooku www.facebook.com/groups/1633800780248095/

Jeśli wybieracie się na Wed Camp to powiem tym osobom tylko do zobaczenia w Wieliczce w hotelu Turówka! A jeśli nie wybieracie się na tę edycję to śledźcie ją mimo wszystko bo to już 19 i 20 lutego i bądźcie czujni.

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagramie lub na FB.
Instagram: www.instagram.com/jaceksiwko/
FB:www.facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłamy przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: www.jaceksiwko.com/newsletter/

Zapis rozmowy:

#9 KM WEDDING PLANNER KATARZYNA MICHALSKA

Wstęp

Tym razem witam się z Wami ja, czyli Kasia Siwko. Mam przyjemność ukraść Jackowi show i zapowiedzieć dzisiejszego gościa o równie sympatycznym imieniu jak moje. Jeśli jeszcze nie znacie Katarzyny Michalskiej, to najwyższy czas nadrobić zaległości. Kasia jest konsultantką ślubną działającą pod marką KM Wedding Planner. Myślę, że wielu z Was już o niej słyszało.

Zaprosiłam ją do dzisiejszego odcinka Niezłych Aparatów, żeby szerszej publiczności zaprezentować nie tylko samą osobę Kasi i to, co robi, ale także jej pomysł, który elektryzuje wiele firm z naszej branży ślubnej. Mówię tu o wydarzeniu pod nazwą WedCamp. Jeśli jeszcze o nim nie wiecie, to właśnie dziś się dowiecie, a jeśli już kojarzycie, o co chodzi, to damy Wam zajrzeć z Kasią za kulisy tego wydarzenia. Słuchajcie cierpliwie, bo będzie też prawdziwa wisienka na torcie dla fotografów, czyli spojrzymy na naszą pracę okiem konsultanta ślubnego. Dowiecie się na przykład, jak wygląda dobór firm fotograficznych do konkretnych klientów.

W imieniu swoim i Kasi zapraszam teraz na nasz roześmiany podcast – bo okazuje się, że poza imionami mamy jeszcze jedną wspólną cechę: obie dużo się śmiejemy. Ok, to już nie przedłużam i zaczynamy!

Rozmowa

Kasia Siwko: Cześć Kasiu, możemy zacząć już oficjalnie. Chciałam zacząć od tego, co tak fajnie sobie nazwałam „Historia Katarzyny Michalskiej, czyli kto i co?”. A przede wszystkim powiedz mi, skąd pomysł na organizację ślubu, bo z tego, co o Tobie wiem, to zajmujesz się już od wielu lat organizacją eventów, tak że nie jest to dla Ciebie jakiś obcy temat, ale skąd pomysł właśnie na branżę ślubną?

Kasia Michalska: Powiem tak: od kilkunastu lat, ale nie tylko eventy biznesowe, ale jednak śluby i wesela też, ponieważ jestem od trzynastu… od piętnastu lat związana z branżą hotelarsko-gastronomiczną i zawsze gdzieś te śluby i wesela towarzyszyły temu nieodzownie. Dlatego wydaje mi się, że to temat bardzo bliski. Takim ważnym momentem było podjęcie decyzji czy działać, budować swój brand, w jaki sposób zaczynać, czy działać jako osoba związana już z czymś co istnieje na rynku, czy po prostu iść tak bardziej na żywioł – postawić jednak na KM i budować coś, pod czym mogę się podpisać w zupełności jako mój twór. I to chyba była najważniejsza decyzja z mojej strony i dość ryzykowne podejście, ponieważ raczej przez te ostatnie lata byłam związana z firmami czy z sieciami, dla których pracowałam i była to bardzo bezpieczna kasa dla mnie, jako matki. Wynagrodzenie wpływa na konto i nie trzeba się martwić o to, że nie będzie dziesiątego pensji.

Tak jest, a dzieci wymagają…

Dokładnie, a nie trzeba myśleć o tym wynagrodzeniu, natomiast pójście we własny brand, w budowanie własnego brandu, życie tylko z tego co się robi, czyli w moim przypadku planowanie ślubów i wesel, to jest wydaje mi się coś, co jest akurat w Polsce jeszcze bardzo rzadko spotykane. Są duże sieci, które działają już prężnie, ale nawet ich historia, którą tworzyli była bardzo powolna. Po pierwsze, było założenie marki i jeszcze jakieś pewnie kwestie pracy i źródła dochodu innego… W moim przypadku to było trochę pójście na głęboką wodę. Czyli rzucenie pracy, odejście z korporacji, w której działałam dwa lata przed założeniem marki i która mnie troszeczkę przytłaczała, bo raczej jestem osobą bardzo energiczną, bardzo żywą, lubiącą tworzyć nowe rzeczy i budować coś co jest moje – obojętnie czy ktoś powie, że to jest dobre czy złe, ale jedna to jest moje…

Wejdę ci tu w słowo, jeśli pozwolisz. To w takim razie, kiedy rzuciłaś się na tę głęboką wodę?

3 lata temu.

Tak cię właśnie kojarzę. Ja przyznam szczerze, gdzieś od dwóch lat słyszę o tobie i słyszę coraz intensywniej – tak bombardujesz ten Internet i mój świat oswojony internetowy. Widać to, że jesteś żywiołowa, że idziesz z tym pełną parą i to się udało.

Takie pytanie prosto z mostu: czy nie żałujesz?

Nie, nie żałuję.

Super!

Nie żałuję. Bardzo ciężko było przez pierwsze dwa lata. Zwłaszcza w kwestii finansowej, gdzie trzeba rozwijać firmę, trzeba się promować, trzeba inwestować, trzeba zarabiać, tak? I to były takie naprawdę bardzo ciężkie dwa lata wielu wyrzeczeń i poświęceń. Natomiast nie żałuję. Cieszę się, że jest KM i wydaje mi się, że tej drogi chyba bym nie zmieniła i dalej bym działała, podejmowała takie same decyzje, mimo że może jakieś tam odnogi by mnie kierowały w trochę inną stronę i bym nie wsadzała nogi w miejsce, które boli, bo już mam też nauczki. Natomiast jestem bardzo zadowolona z decyzji, z tego, co się stało i jak się stało. Tak że nie, drugi raz tak samo.

Świetnie! To bardzo dobrze odpowiada na moje pytanie. Drugi raz to samo, to znaczy, że naprawdę nie żałujesz i życzymy ci z Jackiem powodzenia w dalszych działaniach.

Dziękuję.

Wstęp już mamy taki krótki za sobą i chciałabym poruszyć główny temat dzisiejszej rozmowy, pociągnąć cię troszkę za język i wypytać o WedCamp. Czyli wydarzenie, które zatrząsnęło branżą ślubną w Internecie i z dnia na dzień staje się wielkim hitem. Powiedz mi od razu, jaka jest idea tego spotkania, skąd w ogóle pomysł na WedCamp? Wiadomo, są różne eventy w branży – mniejsze, większe, ale czegoś takiego jeszcze w Polsce nie było. Tak że skąd ci się to wzięło?

To znaczy, to chyba jest tak, że to nie jest jakiś bardzo nowy pomysł. Wydaje mi się, że każdemu może coś takiego chodziło po głowie w mniejszym lub większym wydaniu, że każdemu czegoś takiego brakowało, a może ja byłam osobą, która się odważyła i postanowiła to wcielić w życie i spróbować zaryzykować. Z jednej strony się cieszę, z drugiej strony zbieram kopniaki. Jak to zawsze z nowym pomysłem i z nową ideą. Człowiek się uczy na błędach i tak to jest również w przypadku WedCamp.

Ja myślę, że najwięcej kopniaków być może zbierasz, bo za mało miejsc zaplanowałaś. Może zainteresowanie jest trzy razy większe niż myślałaś.

Na pewno tak, na pewno zainteresowanie jest bardzo duże. Dziennie otrzymuję około czterdziestu, pięćdziesięciu wiadomości, maili, zapytań przez Facebooka, SMS-ów, telefonów… „Bo ja się dowiedziałam od koleżanki, od kolegi, z Internetu, z Facebooka, z portalu… ” i po prostu mnóstwo innych gałęzi, które gdzieś tam mogą faktycznie działać na korzyść imprezy i wydarzenia. Natomiast ja z tego chciałam zrobić event, który będzie wyjątkowy. W którym – troszkę to może brzydko zabrzmi – ale nie będą mogli wszyscy uczestniczyć. To jest wydarzenie, które ma być tak jakby nagrodą za ciężką pracą wkładaną co dzień, w to co się tworzy, za pasję, jaką mają poszczególni ludzie do tego co tworzą, jak działają.

To znowu wejdę ci w słowo. Powiedz, ile osób weźmie udział? Czy masz już taką finalną listę?

Nie, ona cały czas się zmienia. Zmienia się dlatego, że – jak to w życiu – różne rzeczy: jakaś ciąża, jakaś choroba, jakieś zlecenie i cały czas to rotuje. Natomiast na pewno uczestnicy, a mam ich 190-200 osób, to jest liczba stała. Raczej nie chce by ona się zwiększała i na pewno ona się nie zwiększy. Czasami bym chciała, żeby się zmniejszyła. To jest naprawdę bardzo, bardzo dużo ludzi w jednym miejscu, które też ma swoje możliwości lokalizacyjne i pojemnościowe.

Początkowo planowałam około 150-160 osób. Ta liczba się delikatnie zwiększyła, natomiast na pewno nie będzie więcej niż dwieście osób. I to już wiem, i to już też zakomunikowałam dzisiaj na poczcie w wydarzeniu, że niestety już musimy troszeczkę powstrzymać to, co się dzieje i jeżeli ktoś nie da rady przyjechać, no to trudno. Nie da rady przyjechać, nie ma możliwości darowania, wykupienia, przekazania itd., bo też wiąże się to z pewnymi organizacyjnymi kwestiami, nad którymi pracuję i każda zmiana powoduje po prostu to, że mam kolejne stopnie, które musze pokonywać i zmiany, które muszę wysyłać do poszczególnych podwykonawców. Dlatego my już zamknęliśmy ten okres przyjmowania kolejnych firm i ta liczba pozostanie jako dwieście.

Czyli dwieście firm, które zostały w pewnym sensie przez Ciebie nagrodzone można tak powiedzieć?

To znaczy, może nie do końca przeze mnie. Ja bym tego tak nie powiedziała. Nie chciałabym, żeby ktoś to tak traktował, bo ja też nie uznaję siebie za boga w tej branży. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek myślał, że został przeze mnie nagrodzony. Raczej nie. Ja brałam pod uwagę wiele różnych kwestii zapraszając te firmy.

Oczywiście jest kilka firm, które biorą udział i można powiedzieć, że są od nich inne, lepsze. Natomiast są to firmy, które mi bardzo pomagają w wydarzeniu i w jakiś sposób ja też muszę się odwdzięczać, za to, że tak pomagają, że są chętne i wyciągnęły rękę w tym kierunku. Natomiast pozostałe firmy to osoby, które ja uważam, że fajnie działają na rynku, które budowały już swój brand i faktycznie to jest tak, że mogą się czymś pochwalić. Takie, które się cieszą z tego, co robią, które po prostu są fascynatami i dążą do doskonałości. Czyli szkolą się, kształcą… Wydaje mi się, że to jest podstawą wyboru poszczególnych firm.

W pewnym momencie stwierdziłam też, że jest to takie troszeczkę samolubne podejście. Bo dlaczego nie dać szansy ludziom, którzy startują? Ja kiedyś też startowałam i to jest normalne, że firmy, osoby chcą się wybić i chcą się pokazać, porozmawiać, wejść w środowisko. Dlatego twierdziłam, że co tam – dziesięć wejściówek wrzucam jako „kto pierwszy, ten lepszy”. Jest to w moim przekonaniu dobra decyzja. Pokazało się kilka nowych, młodych firm. Uważam, że trzeba dać im szanse. Niech przyjadą, niech porozmawiają, niech troszeczkę podszkolą się z osobami starszymi stażem.

A powiedz Kasiu, czy ty wszystkich znałaś wśród tych osób, które są zgłoszone i już zapisane?

Nie, nie… I są takie śmieszne sytuacje, że zgłaszają się na przykład do warsztatów osoby z profilów prywatnych i ja czasem się zastanawiam „Boże Święty, kto to jest?!”. Wchodzę na profil, a nie jestem znajomą, więc nic nie widzę. A więc pierwsze co, to dodaję do znajomych, a jak już mnie przyjmą do swojego grona to patrzę, co to za firma. I to jest właśnie super podsumowanie i odpowiedź na to, jaka jest idea WedCamp – żeby się poznać, jako Kasia i Kasia, Kasia i Jacek, a nie tylko Siwko i KM.

Czyli celem jest integracja, poznanie się w branży?

Integracja, dokładnie. Poznanie się nie tylko z bloga, z korespondencji, ze stylu pisania mailowego. Bo też niestety znam wiele osób, z którymi już dużo działam, a jeszcze nie widziałam się osobiście na żywo. Tak że wydaje mi się, że to był podstawowy cel tej integracji – zebranie tych ludzi w jednym miejscu, żeby mogli porozmawiać, zobaczyć, poznać twarz, z którą działają, współpracują i rozmawiają. To też jest ważne, żeby znać drugiego człowieka.

Dla Ciebie to będzie niesamowity katalog firm, z którymi potencjalnie gdzieś kiedyś będziesz mogła współpracować. To jest super sytuacja, win win.

Tak, na pewno tak. Natomiast mam nadzieję, że wszystkich pamiętam z imienia i nazwiska.

Myślisz, że to możliwe?

Tak, będą karteczki imienne, o jakie pytała Elena, będą karteczki firmowe, żeby każdy wiedział… Akurat u was jest łatwiej, u mnie jest łatwiej, ale jeśli ktoś ma firmę kompletnie niezwiązaną z imieniem i nazwiskiem to jest z tym ciężko.

Tak, my też to często wspominamy, że znamy się z kimś przez Internet i z Facebooka. Potem spotykamy się na żywo i jest „o to przecież wy”. Bo ktoś wie, jak my się nazywamy, a my znamy tylko po marce. Tak że jest to trochę ułatwienie, gdy jest imię i nazwisko w marce.

Powiedz mi, co się w takim razie będzie działo. My tu sobie rozmawiamy, to wiemy co się mniej więcej będzie działo. Ja śledzę bardzo uważnie, co tam zaplanowałaś i na bieżąco jak to się rozwija, ale słucha nas mnóstwo fotografów i niektórzy może jeszcze nawet nie słyszeli o WedCampie, tak że powiedz, co zaplanowaliście tam dla nas dobrego.

Co zaplanowaliśmy? To jest integracja. A żeby integrować się, są potrzebne trzy czynniki: pierwszy to czas na poznanie się, czyli rozmowy przy kawie, przy piwie, przy ciastku, przy obiedzie, przy lunchu. Drugi to impreza nocna, na której najlepiej się poznać, bo wtedy po prostu nawiązują się znajomości, przyjaźnie, które się długo, długo wspomina. A trzecia kwestia to, wydaje mi się, że wspólne działanie. Do tego mają nas prowadzić zarówno warsztaty, jakie będziemy organizować, jak i sesje stylizowane, czyli coś, co wspólnie robimy. Coś co nas łączy. Ponieważ każdy z nas wykonuje jakieś funkcje w tej branży, a wydaje mi się, że organizacja pracy będzie takim elementem, który bardzo dobrze pokaże zależności, sposoby współpracy, a czasami też takie tajniki nie do końca są nam znane.

Ja troszeczkę lepiej orientuję się, co jest w pewnych zakresach, ponieważ jestem zawsze na przyjęciu weselnym i akurat w tym gronie fotografów, wideofilmowców, zespołów, DJ-ów, możemy porozmawiać o jakiś tam problemach kłopotach, tym, co można by było poprawić, tym, co jeszcze wywołuje niedosyt, że czegoś jeszcze brakuje na tym przyjęciu. Ale są takie firmy, które kompletnie tego nie widzą i które tak jakby są zaangażowane w to przyjęcie, a nie do końca są w stanie włączyć te wszystkie informacje, o których tu rozmawiamy.

Dlatego ja lubię np. organizować sesje stylizowane. Zwłaszcza z ludźmi, z którymi jeszcze nie działałam pod względem organizacji ślubno-weselnych, bo też mogę ich poznać przy okazji, a lubię pracować z ludźmi, których znam i na których mogę liczyć. To jest dla mnie bardzo ważne. Stres organizacji, koordynacji wesela jest tak duży, że jeżeli ja znam konkretne osoby z imienia i wiem, na co mogę liczyć, gdzie ewentualnie ktoś może popełnić jakiś błąd czy gdzie mogę się spodziewać jakiś tam sytuacji, które mogą być dla mnie stresujące, no to współpraca z takimi ludźmi jest dla mnie bardzo dużą łatwością i ja wtedy wiem, że to będzie idealne z perspektywy nas, podwykonawców.

Oczywiście to nie tylko my kształtujemy, bo też para młoda i goście. Niestety czasem nie jesteśmy w stanie wpłynąć na pewne decyzje czy zachowania, ale przynajmniej współpracując ze znajomymi firmami jestem w stanie w 95% zagwarantować tej parze, że plan, który przygotowałam, będzie faktycznie zrealizowany tak, jak my chcemy. A reszta to już czynnik ludzki, niezależny od pary młodej i od gości.

Także mamy w WedCampie integrację, sesje stylizowane, o których właśnie opowiedziałaś, co tam będzie dla Ciebie ważne. A powiedz mi, jak te sesje stylizowane widzisz w praktyce? Czy będzie jakaś grupa osób, która będzie pracowała nad sesją? Ktoś będzie ją fotografował? Czy inni będą mieli dostęp do obejrzenia tego na zasadzie widowni? Czy to będą już zamknięte grupy?

I tego się bardzo boję. Ponieważ nie chcę zamykać tej przestrzeni dla innych, chcę ją pozostawić. Natomiast na pewno z mojej strony będzie duża czujność, aby jednak te osoby patrzące nie przeszkadzały tym, którzy pracują. Musimy patrzeć na to, że to jest prawie dwieście osób, które przyjadą w tym samym czasie i będą spędzały czas w hotelowym basenie, w spa czy na rozmowach. Ale oczywiście mogą takie osoby, które nie biorą udziału w sesjach do nas zejść, pooglądać, popatrzeć, bardzo chętnie przyjmiemy pomoc. Natomiast tutaj będę musiała na to patrzeć, żeby jednak tych osób nie było za dużo, żeby nam nie przeszkadzały w tym, co będziemy tworzyć, bo to utrudnia pracę ekipom, które są oddelegowane do sesji. Tym bardziej, że w jednej przestrzeni, która jest dosyć dużą przestrzenią, będzie organizowanych sześć sesji. Tak że spora liczba osób już jest wśród tych osób, które będą je tworzyć, a do tego jeszcze osoby odwiedzające.

Słuchaj, może taki pomysł sesji unplugged? Ostatnio z Jackiem sobie dyskutowaliśmy na temat wesel unpluggedunplugged weddings. To może coś takiego – na zasadzie, że widownia bez telefonów i aparatów. Nie wiem, na ile to jest możliwe, bo skoro to fotografowie…

Tak, będzie ciężko w tej przestrzeni, bo naprawdę organizacja sesji zajmuje wiele miejsca. I wydaje mi się, że raczej to będzie ciężkie, aczkolwiek jest jeden korytarz, z którego zza krat mogą nas obserwować, ale wydaje mi się, że raczej nie skorzystają z tej możliwości i jednak będą wśród nas. Natomiast nie biorę tego jako punkt problematyczny w organizacji tego eventu. Mam dość jeszcze innych spraw, które faktycznie są pracochłonne i wymagają skupienia. Ale jak będą słuchali tego podcastu, to bardzo proszę o nie przeszkadzanie.

Słyszeliście wszyscy?

Żebym wam nie podpadła, mam nadzieję, że nie! Natomiast to jest praca i to jest efekt pracy, która jednak wymaga skupienia i poświęcenia się temu. Tak że wydaje mi się, że wszystkie inne osoby będą to rozumiały, bo działamy w tej samej branży i bardzo często wykonujemy te same usługi. Nie przypuszczam, aby pojawiły się problemy na tym polu.

Ok, czyli na razie formuła jest dość luźna. A teraz apel do wszystkich, którzy nas słuchają i biorą udział: nie przeszkadzajcie pracującym przy sesjach stylizowanych, żeby nie było stresu.

Tutaj też przypomniało mi się trzecie wydarzenie, które będzie, bo przecież jeszcze zaplanowałaś warsztaty. Co to będą za warsztaty?

Warsztaty są zaplanowane na drugi dzień, czyli na dzień wyjazdu i zakończenia eventu. Rozpoczynają się o godzinie 9:30. Mam tak jakby tutaj dwa bloki warsztatowe. Pierwszy zaczyna o godzinie 9:30 i są to warsztaty kaligrafii, fotografii i florystyki. Warsztaty kaligrafii prowadzi nasza niezawodna Małgosia.

Wiadomo.

Warsztaty florystyki prowadzi Kwiaciarnia Zielona Weranda.

Ja już osobiście nie mogę się doczekać, bo zapisałam się na nie sama.

I oczywiście warsztaty fotografii jako pierwsze prowadzi Rafał Bojar. To jest pierwsza ekipa, która będzie działała mniej więcej w tym samym czasie.

Kolejna ekipa wchodzi w momencie, kiedy kończy działać pierwszy team. I będą to kolejne warsztaty fotografii, z drugim naszym cudownym duetem Bajkowe Śluby – Karoliną i Michałem. Będą warsztaty barmańskie, które będzie prowadził Krzysiu z Wedding Baru i będą warsztaty dłubania w drzewie – które tak sobie nazywam i o które się bardzo obawiam. Oczywiście tu żartuję, będą cudowne.

Nikt na pewno sobie nic tam nie wydłubie przy okazji.

Jak Karolina, która będzie je prowadziła, zaczęła opowiadać o swoich sprzętach, to ja po dwóch latach pracy w sieci i wbijania mi zasad BHP do głowy myślałam, że zwariuję. I zaświeciło się od razu czerwone światło.

Trzeba będzie podpisać zgodę, że na własne ryzyko.

Tak, tak. Ale Karolina obiecała, że oprócz pilarki, wiertarki i kilku śrubokrętów nic innego nie zabierze.

To faktycznie, takie tam drobne… Czyli warsztaty, poza tym, że na pewno będą fajne, to będą one zamknięte czy otwarte?

Będzie to też wydarzenie otwarte, na które będzie można przyjść pooglądać i będzie można nie brać czynnego udziału, tak jak w warsztatach, ponieważ jest liczba osób, które są wstanie ogarnąć osoby prowadzące. Każdemu trzeba poświecić chwilę czas, aby wytłumaczyć pokazać, porozmawiać.

Od razu dodam, że w przypadku fotografii są to warsztaty skierowane bardziej do laików fotografii, czyli takich osób, jak ja, które zawsze idą na przyjęcie weselne, nigdy nie mają telefonu oprócz tego, z którego dzwonią i myślą, że zawsze zrobi się chociaż jedno zdjęcie typu backstage, na które nigdy nie ma czasu. Wracam i na drugi dzień pluję sobie w twarz, że znowu żadnej foty nie zrobiłam. Tak że wydaje mi się, że sporo jest takich osób, które albo się boją, albo nie wiedzą, albo nie mają czasu, żeby coś się dowiedzieć, poznać w jakimś tam niewielkim procencie. Te warsztaty były właśnie kierowane do takich osób. Ale z racji tego, że naszych firm foto jest 60% praktycznie na całym WedCampie, biorąc pod uwagę, że bardzo często są to duety, tak jak w przypadku waszym, no to po prostu dominujecie wydarzenie bardzo, bardzo. I jak tu Wam zabronić, skoro na siedemdziesiąt osób, które się zgłasza, 50% to osoby, które są z branży foto?

Słuchaj, coś było zaplanowane, a wyszło jak zwykle. Tak to bywa z tymi fotografami ślubnymi.

Niestety tak, natomiast oczywiście nie chciałam nikomu tutaj bronić, a pewne osoby chcą też spędzić czas z taka osobą jak Rafał, jak Karolina z Michałem, tylko z góry chcę powiedzieć: będą to warsztaty dla laików, aby te osoby nie myślały, że wyciągną full wiedzy niezbędnej do dalszej pracy i po powrocie z takich warsztatów na WedCapie będą lepsze od 90% ludzi, którzy się tym zajmują.

Myślę, że każdy wie, że chodzi tu głównie o dobrą zabawę i integrację.

Tak!

Troszeczkę wyprzedziłaś jedno z moich pytań, bo powiedziałaś, że na WedCampie 60% to są firmy foto. Dużo duetów. A jakie jeszcze tam przewidziane są podbranże, że tak to nazwę?

Przedstawiciele praktycznie są z każdej branży, jaka jest na rynku ślubno-weselnym. Wydaje mi się, że na pewno będzie tam brakowało takich branż jak muzyczna. To wykluczyłam jako pierwsze z dużej ilości obecności na WedCampie, ponieważ są to firmy o bardzo dużych składach. Czyli biorąc pod uwagę 150-200 osób, jakie mogą być obecne, to tych firm muzycznych, które fajnie działają, musiałabym dość sporo zaprosić, aby nikogo nie wykluczyć. Natomiast możliwości miejsca zabraniają, aby tworzyć jeszcze jeden odłam. Tych firm muzycznych jest naprawdę niewiele.

Natomiast przedstawiciele są każdej branży – to jest wideofilm i florystyka, i rękodzieło, i papeteria, i blogerzy, i firmy, które działają bardziej kształcąco w naszej branży, bo kształcą i pary i nawet czasami nas samych. Tak że są to blogerzy, są to czasopisma, są to blogi, które prężnie działają na rynku. Nie ma chyba takiego odłamu naszej branży, który by nie był obecny na WedCamp. Bo są to też projektanci sukni ślubnych…

A czy zgłosił się ktoś z Twojej dziedziny? Czy jacyś konsultanci planują też odwiedzić wydarzenie? Czy bali się po prostu zgłosić? Takie podchwytliwe pytanie.

Tutaj była bardzo śmieszna sytuacja, ponieważ organizując całe wydarzenie i tworząc koncepcję na wydarzenie musiałam działać w oparciu o pewne wytyczne. Były to wytyczne lokalizacyjne, a więc wiedziałam, że nie mogę na event zaprosić przedstawicieli innych obiektów. Bo jest tak w Polsce, że nie zmieściłabym ich na evencie – tak że ten odłam został w pewien sposób wyłączony. I długo, długo zastanawiałam się nad konsultantami ślubnymi, ponieważ ja się nie odsuwam od firm, które działają na rynku, natomiast na pewno patrzyłam też tak, jak każda osoba działająca w branży, która tworzy pewne wydarzenie. I długo, długo myślałam nad tym kogo zaprosić – czy zapraszać firmy, które bardzo prężnie działają na tym rynku czy one raczej nie będą zainteresowane. Postawiłam raczej na firmy może nie niszowe, ale firmy, które nie są na piedestale rynku ślubno-weselnego w Polsce i raczej się nie pomyliłam z tą decyzję. Jest również sporo konsultantów na WedCampie.

To co mnie zdziwiło i wydaje mi się, że gdzieś tam przewidziałam w całej organizacji eventu, nie napisała do mnie żadna firma bardzo prężnie działająca na rynku ślubno-weselnym, jeśli chodzi o konsultantów ślubnych. Pewnie wiem dlaczego. Natomiast nie będę tego mówiła na głos. Troszkę mnie to smuci, bo ja akurat bardzo lubię was jako fotografów, to jak się jednoczycie, jak działacie, to co robicie na tym rynku, to jak sobie pomagacie. Niestety w mojej branży tak nie jest. W moim odłamie branżowym jest bardzo duża konkurencja. Jest bardzo dużo firm, które nie lubią siebie nawzajem i broń Boże… I mniej firm, które nawzajem sobie pomagają. Ja naprawdę mogę na palcach jednej ręki wyliczyć te, z którymi ja współpracuję, jeśli chodzi o konsultantów ślubnych i wedding plannerów, pomiędzy którymi jest taka zażyłość, jak pomiędzy wami fotografami.

Tutaj powiem: nie załamuj się może jeszcze, bo to wśród fotografów w tej chwili jest taka sytuacja, że się jednoczymy i tworzymy takie grupy wsparcia czy spotkania, czy po prostu sobie pomagamy nawzajem, ale to jest też dość świeża sprawa, od niedawna. Jak my zaczynaliśmy działać to naprawdę każdy był sobie wilkiem i prawie skakał sobie do gardła. Tak że tutaj jest też jeszcze duże pole do popisu właśnie dla was, konsultantów, żebyście też zaczęli się jednoczyć. Może to jest wyzwanie na kolejną edycję tylko dla tej grupy? Tak Ci rzucam…

Wiesz, możliwe, możliwe… Aczkolwiek, tutaj problemem może być też to, że jesteśmy w Polsce bardzo niszowym elementem tej branży i zapotrzebowanie na nas jako na konsultantów ślubnych jest stosunkowo niewielkie, bo nie jest to nawet pół procent w skali organizowanych ślubów i wesel w całej Polsce. Tak że naprawdę mówimy tu o małej ilości potencjalnych klientów zainteresowanych tym, co robimy i czym się zajmujemy. Ja sama to widzę, ponieważ tych klientów polsko-polskich mam bardzo mało. I raczej w moim przypadku są to pary mieszane, które są związane z Polską, też pary zagraniczne całkiem. Tak że temu się nie dziwię. Każdy walczy o klienta. Na pewno są firmy, które gdzieś tam działają razem i się wspierają, natomiast jeszcze to nie jest tak szeroko rozbudowane, aby o tym mówić pozytywnie.

Ok, rozumiem. To tego tematu już dalej nie ciągniemy, ale, jak wspomniałaś, na WedCampie też pojawi się ktoś z konsultantów, z organizatorów. Tak że też jestem bardzo ciekawa, jak to z Twojej perspektywy i z ich perspektywy będzie. Mam nadzieję, że zaczniecie jakoś taką grupę wzajemnej samopomocy czy wsparcia, czy jakkolwiek to można nazwać śmiesznie.

Z tymi osobami, które będą, działamy wspólnie i tutaj nie mogę powiedzieć, że nie. Sama też biorę udział jako organizator w sesji, więc będziemy tworzyć też jakieś wspólne dzieła.

Myślę, że tu rzucacie taki dobry przykład tej waszej całej odnodze branży, że tak warto działać, bo to na pewno wam nie zaszkodzi, a może nawet pomoże. Mimo tego, że tych ślubów, na których pary decydują się na konsultantów jest jeszcze stosunkowo mało, to myślę, że warto już działać właśnie w ten sposób w tej dziedzinie.

Jeszcze takie dwa pytania podsumowujące WedCamp. Jak ty w ogóle ogarniasz to spotkanie? Ja wiem, że jesteś świetna w planowaniu i że to jest dla Ciebie chleb powszedni…

Nie, nie, nigdy w życiu nie myślałam, że zdecyduje się na robienie tego, co robię i że wezmę stuprocentową odpowiedzialność za to, co robię i byłam przerażona.

Jak trzy lata temu rzucałaś się na głęboką wodę ze swoją firmą to nie wiedziałaś co czeka Cię teraz?

Dokładnie tak. Ja zawsze wiedziałam, co mnie czeka i zawsze się tego bałam i nie przypuszczałam, że się odważę. I podobnie jest z WedCampem. Ja bardzo często idę na żywioł i wchodzę po prostu do jeziora nawet, jak nie wiem jakie ono jest głębokie. Na szczęście umiem pływać, to mnie ratuje. Czy ogarniam? Czasami nie ogarniam. Natomiast mam kilka osób, które naprawdę mnie tutaj wspierają, pomagają i bardzo często gdzieś tam odpowiadają, komentują…

Kasia, dziękuję za szczerość. Bo wszyscy pewnie myślą, tak z wierzchu to pewnie wygląda, że my tu wszyscy wszystko ogarniamy, a czasem się po prostu nie ogarnie i warto mieć kogoś do pomocy. To teraz powiedz, kto ci gdzieś tam trochę pomaga? Masz prawą rękę?

Nie mam prawej ręki. Mam kilkanaście lewych rąk. I pomagają na zasadzie takiej, że kontrolują sfery, w których ja czasami nie jestem w stanie kontrolować i za to im serdecznie dziękuję. Pamiętam po prostu chyba pierwszy post o warsztatach – załamałam się po nim, siedziałam w łóżku i myślałam, że się popłaczę… Myślę „Boże Święty, ludzie czego wy ode mnie chcecie, jestem biedna, siedząca w domu, robiąca wydarzenie, które po prostu ma nas zintegrować, na którym mamy się bawić, a tutaj zarzuty, pretensje, pytania”. Myślę sobie: „Nie. Nie wydolę.” I w pewnym momencie przyszła do mnie Karolina z Bajkowych Ślubów: „Ty Kasia… masz kogoś do fejsa?”. „Tak, swoją lewą rękę. I prawa odbiera telefony”. „Wiesz co, to się nie martw. Jak ja będę coś wiedziała to będę im odpowiadała. Spokojnie, nie przejmuj się. A jakbym nie wiedziała, to będę do Ciebie pisała.” Tak że wiem na pewno, że Karolina po prostu działa tutaj i kontroluje. To jest taki człowiek, który robi kilka rzeczy na raz i ja ją po prostu podziwiam.

Plus jest uzależniona od Facebooka. Tu Karolina się nasłuchasz… Karolina jest taką osobą, do której jak coś napiszesz, to za trzydzieści sekund jest odpowiedź. Tak że podziwiam takie osoby. Dobrze, że masz lewą rękę i że się do ciebie zgłosiła.

Tak! Zresztą takich osób jest naprawdę bardzo, bardzo sporo. To są osoby, które pomagają w promocji wydarzenia, czyli Ślub na Głowie, na którego też mogę liczyć, gdy czegoś potrzebuję to wiem, że gdzieś tam mnie wspomogą w pewnych kwestiach. Też Karolina z Wedding Group Creative, którą gdzieś tam męczę, dręczę o pewne rzeczy, żeby mi przygotowała. Jest to też Gosia z Hello Calligraphy, którą jeszcze bardziej męczę.

Gosię chyba wszyscy męczą.

Gosię wszyscy męczą i jak nawet dzisiaj w rozmowie z Karolina rozmawiałyśmy o jakiś gadżetach, no to „piszmy do Gosi”. „No tak! Napiszemy! Zobaczymy, który to będzie mail dzisiaj”. Tak że Gosię wszyscy męczą, ale Gosia dzielnie pomaga. Naprawdę jest wiele osób, które gdzieś tam pomagają i działają, jak czegoś potrzebuję. Ja nie jestem kompletnie fotograficzna, ja nie jestem kompletnie graficzna, to męczę tych wszystkich ludzi, z którymi działam. Piszę do Sebastiana Ścigalskiego: zrób mi to, zrób mi to. Na szczęście nigdy nie spotkałam się z informacją taką, że mi powiedział „nie, nie zrobię”. Czasem muszę na to poczekać, czasem muszę się przypomnieć…

Wiesz, każdy się boi, że zostanie wykluczony z WedCamp. Oczywiście żartuję.

Są to osoby, które są bardzo szczerze zaangażowane i chętne do pomocy. I wiedzą, na czym ten event polega. Że to nie jest tak, że ktoś na tym zarabia. Trzeba wymagać. Ma być zorganizowany w ten sposób, tylko to mamy kształtować my, nasza branża, nasze charaktery.

Powiem szczerze, że jak ja pierwszy raz zobaczyłam plakat WedCampu to sobie pomyślałam „hmm, o co chodzi?”. Przeczytałam i szczęka mi opadła i mówię „wow, to jest genialne po prostu!”. Tak że wielki ukłon ode mnie, bo wiem na pewno, że masz z tym masę roboty i te wszystkie aktualności, klikania, że cały czas ktoś do Ciebie pisze, gdzieś dzwoni… Tak że dasz radę – to już niedługo.

Odliczam dni i ogarniam pozostałe kwestie, które trzeba ogarnąć. Natomiast powiem ci, że spotkałam się też z bardzo nieprzyjemnymi odpowiedziami ze strony podwykonawców, czemu się bardzo dziwię. Ponieważ czasem czytając maile od ludzi, żałuję, że nie mogę ich zaprosić, ponieważ widać, że te osoby poświęciły na to wiele czasu – piszą o sobie, o pasji, wstawiają zdjęcia z podróży, przedstawiają się jako osoby fajne, mogę ich poznać, nie znam ich, czasem są to ludzie, których kompletnie nie kojarzę z naszej branży.

Oczywiście.

I to jest fajne, bo ich poznaję. A naprawdę spotkałam się z kilkoma takimi uwagami… Niestety Facebook jest taki, jaki jest… Wiadomości czasem trafiają w inne, czasem są wyświetlone po czasie. Zwłaszcza na początku tworzenia WedCampu i profilu, to wiadomości spływało tyle, że mi czasami Facebook z bardzo dużym opóźnieniem przesyłał informację, że ktoś do mnie napisał, że ktoś zalajkował, ktoś skomentował. I wydaje mi się, że – tak to brzydko nazwę – zablokował mnie troszkę jako osobę, ponieważ widział, że dużo działam, dużo lajkuję, dużo wrzucam. I w pewnym momencie miałam nawet ograniczenie, że nie mogę ludzi oznaczać, których normalnie znam i nigdy nie miałam z tym problemu. No i miałam dwie takie sytuacje, kiedy ktoś mi tak odpisał… Patrzę „o jakaś wiadomość”. Spoglądam: trzy tygodnie temu. Wow. Fajnie.

Zdarza się.

Odpisałam na tę wiadomość. Natomiast była to bardzo młoda dziewczyna, konsultantka, której odpisałam, że niestety nie ma już miejsc. Spotkałam się z taką odpowiedzią z jej strony, że mi oczy na wierzch wyszły i myślałam, że po prostu zwariuję w tej sytuacji, kiedy to ona będzie mi mówiła, jak należy tutaj postępować w sytuacji zapytań, jaki jest grzeczny czas odpowiedzi, jaką powinnam wysłać. Tak że po prostu brzydko powiem – zdębiałam, słysząc to i czytając to. Bo jeżeli komuś zależy i ta osoba ma wkomponować w to, co będziemy tworzyć… Dla mnie są t osoby, które mają wysoki poziom kultury, które pomagają innym, które kształtują coś fajnego na tym rynku, a nie osoby, które są pretensjonalne, wymagają i po prostu uważają, że im się należy. Takich osób ja bym nie chciała, aby towarzyszyły nam w tym dniu. I pomyślałam, że „dobrze, że to napisałaś, bo już wiem, kogo mam odrzucić w następnej edycji”.

Kasiu, uprzedziłaś moje pytanie, ale to bardzo dobrze. Bałam się zapytać, bo wiem, że dużo emocji, dużo organizacji, dużo na Twojej głowie, ale właśnie kolejnym pytaniem, ostatnim w dziale WedCamp, to było właśnie to, czy myślisz o kolejnych edycjach?

Tak, kolejna edycja jest. Jest ustalona data kolejnej edycji i zostanie przedstawiona na imprezie.

Ekstra!

19 lutego. Tak że na pewno będzie to impreza cykliczna, którą będziemy bardzo, bardzo często powtarzać. Mam nadzieję, że raz do roku. Impreza, która jest jakby początkiem czegoś nowego, o czym na razie nie będę i nie chcę mówić, ale to gdzieś tam, mam nadzieję, nadchodzi w tej naszej branży ślubno-weselnej. Mam nadzieję, że będzie dużo fajnych zmian i na pewno jest to impreza cykliczna. Zobaczymy, jak wyjdzie pierwsza. Po pierwszej będziemy mieli duży bagaż doświadczeń, na co pozwalać, na co nie pozwalać.

Myślę, że będzie tak: ogłosisz datę drugiej edycji, wszystkie dwieście osób, które są na pierwszej – ręka do góry.

Idziemy do recepcji płacimy!

Dokładnie tak, a kolejne dwieście w kolejce… Tak że nie wiem, jakie miejsce zaplanowałaś, ale szykuj coś ogromnego. Naprawdę, ja nie mogę się doczekać.

Jest jedna rzecz, której nie chce zrobić – nie chciałabym, aby to wydarzenie było imprezą masową. Imprezy masowe nigdy nie prowadzą do niczego dobrego i chciałabym jednak te dwieście osób, jako liczbę stosunkowo niezmienną, ponieważ uważam, że większa liczba osób nie ma szans, żeby tak zrobić i zrealizować to, czym jest WedCamp, jakie ma idee, czyli poznanie się, czyli rozmowy. Przecież musimy myśleć o tym, że przez cały czas gdzieś tam nowe firmy dochodzą do tej naszej branży i stamtąd się rozwijają i ja widzę te zmiany, i widzę firmę, którą znam, która może nie do końca działa w mojej stylistyce, a nagle po prostu wow! Nagle jedno, drugie, trzecie wesele i są coraz lepsze. Tak że to też jest fajne, że się rozwijamy i polepszamy, natomiast na pewno nie jest to impreza, która będzie na większą skalę niż dwieście osób. Ja bym nie chciała, żeby tak było. Chcę jeszcze powiedzieć, żeby osoby, które są, firmy, które są w tym roku, nie czuły się jako pewniak, że będą w następnym roku.

Mam nadzieję, że ja będę!

Natomiast chciałabym, żeby to było coś, co faktycznie będzie imprezą, która będzie wyróżniała te marki, które będą na tej imprezie obecne i imprezą, która będzie też podnosiła swoje możliwości, swój zasięg i swoją klasę organizacyjną. Tak że bardzo możliwe, że dojdzie w przyszłym roku jeszcze jeden organizator.

Super, to jest niesamowite. Bo pierwsza edycja jeszcze się nie odbyła, a my już tu rozmawiamy o drugiej i widzę, że ty tak samo jak ja jesteśmy już bardzo podekscytowane tą drugą. Ja się nie mogą doczekać kolejnych pomysłów, jakie będziesz miała, bo już na pierwszej edycji zaskoczyłaś mnie kilka razy, tym co zaplanowałaś, tak że aż boję się pomyśleć, co będzie na drugiej. To jest super. To dobry znak. Znaczy, że ta branża naprawdę rozwija się w dobrym kierunku i dzieją się fajne rzeczy.

A teraz jeszcze chciałam, skoro już mam cię tutaj na linii, podpytać cię o pracę wedding plannera. O twoją pracę z takiej perspektywy fotografa, bo ja jakby wywodzę się z tej dziedziny i też większość naszych słuchaczy to fotografowie ślubni i tak sobie z Jackiem pomyśleliśmy, jak rozmawialiśmy o planie tej naszej rozmowy dzisiejszej, żebym Cię podpytała o kilka rzeczy. Czy się zgadzasz?

Zgadzam się.

Mam pozwolenie, dobrze! Rozmawialiśmy trochę o tym, jak dopasowywałaś firmy do WedCampu. Myślę, że to może pokrewna kwestia – powiedz, jak ty dopasowujesz firmy do swoich klientów? Najbardziej interesuje mnie to, jak współpraca z fotografami wygląda, ale nie tylko, bo pewnie to gdzieś tam się zazębia.

To znaczy ja mogę tylko powiedzieć, że na pewno podstawowym elementem wśród jakiś tam selekcji fotografów, przy mojej danej realizacji są oczekiwania klientów. Czasami to jest tak, że ja znam wiele osób, które szanuję, które podziwiam, a nie miałam jeszcze okazji z nimi współpracować, bo nie zostali wybrani. To nie działa w ten sposób, że jeśli konsultantem ślubnym sprzeda się tę firmę i jest się fajnym kolegą czy koleżanką… Tylko każde przyjęcie to jest własny styl. Ja nawet w swojej zakładce firm mam podzielonych fotografów na takie dwie sekcje. Pierwsi to są fotografowie, którzy działają w bardzo czysty sposób, którzy przedstawiają dane przyjęcie bardzo czysto, bardzo amerykańsko i tych fotografów jest bardzo dużo na naszym rynku polskim. A druga sekcja to są fotografowie, którzy działają bardzo naturalnie, którzy tworzą bardzo rustykalny… czy takie, jeszcze u nas rzadko w Polsce spotykane boho klimaty. Czasem jedno z drugim się gryzie. Jeżeli mam klienta, który jest nastawiony na styl bardziej glamour, to ja o tym wiem, że on szuka takiego bardzo czystego, bardzo jasnego fotografa, może tak to nazwę, który robi bardzo ciepłe, przejrzyste zdjęcia. Jego nie będzie interesowała taka naturalność, która jest dużym walorem tej drugiej sekcji fotografów. Tak że ja zawsze szukając czy proponując firmy swoim klientom, na pewno liczę się z tym czego oni oczekują.

Czyli powiedz… Bo my z Jackiem nie mamy jakiegoś ogromnego doświadczenia przy współpracy z konsultantami. Kilka razy zdarzyło nam się i z naszej perspektywy to trochę spowalnia proces rozmowy z klientem, podpisywania umowy. Jak to jest u ciebie, czy dajesz parom na przykład kilka firm do przejrzenia i potem te firmy kontaktują się przez ciebie czy bezpośrednio odsyłasz ich do fotografów? Myślę, że to jest taki temat, który niektórych fotografów, którzy też nie mają zbyt dużego doświadczenia, zainteresuje.

Tak jak my pracujemy, to tak, jak powiedziałam, z naszej perspektywy to troszeczkę spowalnia ten proces, nie mamy takiego bezpośredniego kontaktu z tymi ludźmi, z klientami. Czy to tak jest, że wasi klienci właśnie tego wymagają, że wy jesteście tą jedyną osobą kontaktową, czy nie zależy im na kontaktach z podwykonawcami? Jak to działa?

To też zależy od klienta. Zależy od tego, dlaczego on decyduje się na usługi wedding plannera. Ja nigdy nie jestem zwolennikiem, aby takie osoby nie miały z nami kontaktu, gdy był czas, kiedy one kompletnie was nie znają i są bardzo zamknięte na przyjęciach weselnych, nie są w stanie się wyluzować i nie są w stanie pokazać tego takiego ja ukrytego. Jestem dużym przeciwnikiem tego, aby ograniczać kontakt. Natomiast są też osoby, które decydują się na współpracę ze mną, bo kompletnie nie mają czasu na nic i czasami ja też muszę bardzo długo czekać na odpowiedzi od nich albo wręcz zmuszać i wymagać i męczyć, aby udzieliły mi informacji, decyzji, podpisały umowy, przesłały skan i tak dalej. To bardzo zależy od klienta.

Natomiast ja działam w taki sposób, że daję klientom możliwość wyboru. Oni też tego ode mnie oczekują, oni chcą zobaczyć klientów podwykonawców. Kilka ofert, kilka scen, aby też mieć rozeznanie, ponieważ musimy o tym też wiedzieć, że wybór takich podwykonawców, jak lokalizacja, fotograf, wideofilmy, oprawa muzyczna, to są firmy, które się rezerwuje z dużym wyprzedzeniem. Ja zawsze też o tym mówię swoim parom, że są cztery elementy, w których musimy sobie bardzo szybko zapewnić rezerwacje i podpisać umowy, a potem możemy działać już powoli, możemy się umawiać na rozmowy na Skype’ie, możemy się umawiać na sesje i sobie powoli działać zapoznawczo. Natomiast ja muszę tym ludziom dać możliwości wyboru, żeby oni w ogóle zobaczyli, bo czasami są osoby, które zupełnie nie mają świadomości – bo na przykład żyją za granicą – jakie są realia polskie, jakie są stawki. Czasem się dziwią skąd takie same, jak zagraniczne, bo myślą, że Polska jest tania.

A to się zmienia.

A to się zmienia, tylko więcej nie zarabiamy niestety. Tak że ja zawsze daję możliwość wyboru. To, kogo oni wybiorą to zależy tylko i wyłącznie od nich. Jest dużo par, które liczą się z moim zdaniem i pytają kogo ja bym bardziej poleciła, kogo ja uważam… Bardzo często w grę wchodzi ilość osób, które obsługują przyjęcie weselne. Jednak duety są w tej chwili bardzo modne i pożądane, ponieważ nawet klienci mają tego świadomość, że jest to większa wygoda, zwłaszcza, jeśli nie mamy jednej lokalizacji, w której wszystko się dzieje, tylko jest to wszystko rozrzucone kilometrami między sobą.

Tak często w Polsce bywa, jeśli nie najczęściej.

Dokładnie. Tak że oni zawsze mają możliwość wyboru. Ja natomiast też działam w ten sposób, może trochę źle marketingowo dla mnie, natomiast na pewno bezpiecznie pod względem stresu i przespanych nocy, że współpracuję przeważnie z firmami, które znam, z którymi już coś realizowałam. Obojętnie czy to jest jakieś wesele czy sesja. Ponieważ ja ma taki nawyk, że lubię działać z ludźmi, których znam.

I poza tym jeszcze, że lubisz działać z ludźmi, których znasz, lubisz też uprzedzać moje pytania. Chyba czytasz mi w myślach! Właśnie chciałam zapytać, czy często aktualizujesz swoje kontakty, czy lubisz ryzykować? Polecać nowych, czy trzymasz się raczej…

Nie. Raz zaryzykowałam i to wystarczy! Stworzenie marki KM było dużym ryzykiem i to ryzyko mi wystarczy.

To znaczy, to może za dużo powiedziane ryzykować, biorąc nowego podwykonawcę. Bo często jest tak, że ja współpracuję z nowymi podwykonawcami. Na przykład lokalizacje, gdzie odbywają się przyjęcia – to są ludzie, z którymi działam i nawet organizując ponownie w tym samym miejscu przyjęcie, to przecież ludzie się zmieniają, menadżerowie odchodzą, przychodzą nowi. Bardzo często zdarza się tak, że mam rok do wesela, a mi się w tym czasie trzy razy zmieni menadżer danej lokalizacji i muszę trzy razy tłumaczyć to samo, mówić to samo.

Tak że to też nie jest tak, że ja nie ryzykuję, natomiast bardzo często ułatwiają mi to sesje stylizowane, które robię z nowymi firmami, zapoznaję i tutaj też nawiązują się takie fajne kontakty, sympatie i nić koleżeństwa. Tak że wydaje mi się, że tu też fajna rzecz, którą ja robię, a rzadko który konsultant robi na rynku polskim, która też pokazuje coś innego fajne parom, jak można coś innego zorganizować. Zresztą u mnie to widać, na moim portfolio to też widać, że ja dużo tych sesji pokazuję. Czasem też nie pokazuję z różnych przyczyn.

Kasiu, jesteś niesamowita – nadajemy na tej samej fali. Już kolejne dwie sprawy, które chciałam zaraz poruszyć… Tak że nawiążę do twoich słów, a propos tego, że czasem wesel nie pokazujesz. Czy bardziej ty jesteś taka wybiórcza, czy twoi klienci chcą takiej prywatności i nie chcą się dzielić swoim dniem?

To działa w ten i ten sposób. I mam bardzo dużo przyjęć weselnych, których nie mogę pokazać, aczkolwiek zaczęłam działać w bardzo podobny sposób, jak wy działacie i to powoli wyklucza ten odłam tych, którzy zabraniają, aby pokazywać zdjęcia.

Dobra metoda, polecamy!

Tak że to fajnie działa. I w tym roku to naprawdę całkiem inaczej wyglądało i w przyszłym roku jeszcze inaczej wygląda. Natomiast są naprawdę takie eventy, które organizuję, których nie mogę pokazać. Takie na przykład przyjęcia polityków, które miałam przyjemność organizować. Jakieś też przyjęcia, którym towarzyszą znani ludzie i nie życzą sobie, albo też para o to prosi, żeby nic kompletnie, ani pół zdjęcia. Może pani pokazać zdjęcia bukietu.

To i tak sporo.

A ja mówię: „dobra, to i tak dużo!”.

A czy w przypadku takich, nazwijmy to, celebrity weddings masz kontakt bezpośredni ze swoimi parami czy tutaj kontaktujesz się przez prawników czy agentów? Jak to wygląda?

Właśnie w dwóch sytuacjach w ogóle nie wiedziałam, o tym kto. Dowiedziałam się, jak zobaczyłam. Tak że to też była taka dziwna sytuacja, że nawet w jednym przypadku nie wiedziałam, że to jest przyjęcie weselne, a jak zobaczyłam panią młodą i pana młodego to zaniemówiłam. Tak że różnie to bywa.

Też nie będę ukrywała, że czasem to są też oczywiście zlecenia, których ja nie chcę pokazać, ponieważ jest to nie do końca spójne z tym, co ja bym chciała tworzyć. Nie wszystko można przewidzieć i ogląd przyjęcia zależy też od pary i ich decyzji. Tak że czasami również tak bywa, że są jakieś realizacje, które po prostu nie są do końca tym czym jest KM, dlatego leżą sobie w moim komputerze.

Tak też bywa u fotografów, więc to nie jest zupełnie nowy temat dla słuchaczy.

A słuchaj Kasiu – te sesje stylizowane, to od kilku lat dość popularne stało się w Polsce, na zachodzie może już wcześniej. Sporo tych sesji jest, ale też jest sporo fotografów, którzy nie wiedzą, że coś takiego można zrobić, że coś takiego warto zrobić i dlaczego. To może chciałabyś na koniec dać jeszcze kilka porad właśnie fotografom ślubnym o organizacji, dlaczego warto i jak to z twojej perspektywy wygląda? Czy możemy my jako fotografowie rzucać się sami na coś takiego czy warto odezwać się do jakiegoś plannera, zrobić coś wspólnie? Od czego zacząć – jak to wygląda z twojej perspektywy? Kilka rad na do widzenia dla fotografów a propos sesji stylizowanych.

Przyznam szczerze, że to jest coś, co ja bardzo lubię oglądać. To jest przyjemne dla oka. Zresztą jak uczestniczyłam w takich sesjach, to ja wiem, że to jest coś fajnego, ale może to nie przekonać naszych słuchaczy. Tak że na pewno będą wdzięczni za kilka rad od specjalistki.

Znaczy wydaje mi się, że zawsze warto próbować. Nie wiem, czy samemu zorganizować czy z pomocą osoby, która na co dzień się tym zajmuje, bo też różnie bywa. I ja też widzę, że jest bardzo dużo sesji stylizowanych, które organizują fotografowie, czy panie czy panowie, i one są naprawdę fajne i można się nimi kierować. Można z nich bardzo dużo czerpać wiedzy i nawet samego stylu, w jakim człowiek chce, w jakim chce się kierować.

Na pewno biorąc osobę taką jak ja, z głowy się ma bardzo dużo spraw, które wymagają załatwienia. Znalezienie ludzi, którzy są chętni na to, znalezienie fajnych firm, modeli… Akurat tutaj ten światek jest bardzo wybredny i ja spotkałam się z bardzo niesympatycznymi sytuacjami, jeżeli chodzi o profesjonalnych modeli czy ludzi nazywających się profesjonalnymi modelami. Dlatego często współpracuję też z parami, które są parami na co dzień, przed ślubem, po ślubie, i z nimi się też fajnie działa, bo im zależy również na tym, żeby ta sesja fajnie szła. Widać miłość, widać zażyłość, nie ma żadnego krępowania się w pocałunku, w dotyku, w zbliżeniu. Tak że z takimi ludźmi fajnie się działa i jednak doradzam, żeby brać takich ludzi do organizacji sesji stylizowanych, bo nie są one suche. To jest pierwszy element. Czasami nie można wziąć, bo akurat robi się sesję w danym stylu i to wymaga tego, żeby działać troszkę inaczej.

Natomiast na pewno mogę powiedzieć, że łatwiej jest w przypadku, gdy bierzesz organizatora takiej sesji, bo to na nim spoczywają wszystkie kwestie związane z wypożyczeniem, przywiezieniem, podpisaniem umowy itd. A fotograf przychodzi i po prostu robi zdjęcia, angażuje się w zakresie innych spraw. Naprawdę jest wiele realizacji, które organizują osoby z branży fotograficznej i one są świetne i nie można temu nic zarzucić. I to jest pewnie tak, że na ile człowiek się czuje zdolny, żeby coś zorganizować, wydaje mi się, że…

A co z twojego doświadczenia jest najtrudniejsze w organizacji takiej sesji? Czy to jest wynalezienie odpowiednich osób, w sensie modeli, pary, która odegra tę rolę pary młodej czy raczej coś innego?

Akurat w moim przypadku to są modele. To jest zawsze tak, że ci ludzie przychodzą i robią to za darmo. Przynajmniej w tych realizacjach, które ja organizuję. Może ktoś organizuje płacąc i ma taki bufor bezpieczeństwa, że wie, że zapłacił agencji i przyjdzie modelka. Natomiast w moim przypadku wielokrotnie się zdarzyło, że musiałam przekładać jakieś sesje, bo modelka zachorowała, bo coś tam się wydarzyło, bo zaszła w ciążę, bo jeszcze coś tam innego.

Tak że to są rzeczy takie bardzo życiowe, które się zdarzają. Natomiast zawsze trzeba się liczyć z tym ryzykiem, że ludzie, którzy ponoszą koszty przy organizacji takiej sesji nie tylko czasowe, ale faktycznie muszą włożyć w to określoną kwotę pieniężną – to są floryści, to są firmy, które działają na przykład w zakresie produkcji wyrobów cukierniczych, oczywiście papeteryjne też w troszeczkę mniejszym zakresie, ale na pewno też to wiąże się z kosztami z ich strony. I o ile do mnie przyjdzie taka papeteria, przyjdą takie dodatki, to wstawie sobie do domu i to może poleżeć tydzień. Ale jak florystka mi kupi kwiatki, a modelka napisze, w nocy, że „sorry, ale nie przyjadę, bo mnie angina złapała” albo jeszcze coś tam innego, to wtedy tacy ludzie mnie trochę tam jedzą. Ale akurat działam z takimi firmami, na które mogę liczyć i które nigdy pretensji nie mają, i zawsze mi się z nimi fajnie współpracuje. Tak że w moim przypadku na pewno są to modele, nie wiem jak w przypadku innych osób.

Ok, a co mogłabyś poradzić – od czego warto zacząć? Ktoś jest fotografem ślubnym, który nas słucha w tej chwili, marzy o takiej sesji, widzi tę sesję, gdzieś Internecie, na blogach ślubnych, na stronach fotografów, konsultantów i myśli sobie: kurczę, ja też bym chciał, też bym chciała. Od czego zacząć?

To najtrudniejsze pytanie, jakie mi dziś zadałaś, gdyż ja nie jestem osobą, która umie powiedzieć, co robi i jak robi. I to jest mój duży błąd i dlatego ja w swojej ofercie nie mam szkoleń w zakresie konsultanta ślubnego czy wedding plannera.

Ty po prostu robisz.

Ja robię i nie wiem, jak robię – ja po prostu robię. Kiedyś próbowałam, usiadłam do komputera i zaczęłam spisywać, po czym stwierdziłam po trzech dniach, że ja się nie nadaję, żeby komuś napisać krok po kroku, bo ja sama nie wiem jak to robię.

Czyli odpowiedź jest taka: chcesz zrobić taką sesję, to po prostu ją zrób. Zacznij i tyle.

Dokładnie, dokładnie. Zacznij, ucz się na błędach i na pewno to będzie lepsze postępowanie niż postępowanie zgodnie z wytycznymi ABCD, co w pierwszej kolejności. Natomiast nie mam takiej recepty na zasadzie: zrób to pierwsze, a to ostatnie.

Ok, czyli jak chcesz to zrób to i tak jak dziś już na początku wspomniałam…

I się nie bój.

Tak, i się nie bój. Co ma być to będzie. A wspomniałyśmy na początku, że najfajniejsze rzeczy wychodzą spontanicznie. Zresztą na przykładzie naszej rozmowy – my na tę rozmowę umawiałyśmy się już bardzo długo, a koniec końców, z dnia na dzień udało nam się spotkać, tak że…

Od samego rana myślałam, co tu powiedzieć, o co mnie będziesz pytała, jakich odpowiedzi udzielić, nie miałam czasu na to…

To dobrze.

Wstałam o ósmej rano i tak siedziałam cały dzień pracując i myślę sobie „o kurczę za dziesięć piąta, zaraz trzeba się łączyć, a ja nawet nie jestem ubrana dobrze”.

Przyznam ci, że też zastanawiałam się po pierwsze nad moim ubiorem, czy bluza jest ok. Po drugie, czy na pewno pytania, które do ciebie mam będą ciekawe, bo dzisiejszy dzień był troszkę zwariowany.

W takim razie dziękuję ci Kasiu za rozmowę. Nie mogę się doczekać spotkania na żywo na WedCampie i życzę powodzenia!

Super! Bardzo ci dziękuję w takim razie.

Zakończenie

Dziękuję za słuchanie tego odcinka podcastu. Czekam na Wasze komentarze na grupie Niezłe Aparaty Podcast na Facebooku. Jeśli znacie fotografów, którzy z niewiadomych względów nie słuchają jeszcze Niezłych Aparatów, to proszę o podesłanie im linka do tej audycji. Dzięki Wam właśnie podcast rośnie, buduje swoją popularność, a dzięki popularności mogę zapraszać kolejnych gości do audycji. Tak że dzięki! Do usłyszenia za tydzień!

Leave A

Comment

16 lutego 2017
Pierwszy! Ha! :)
    16 lutego 2017
    Druga 🙂 hej ✌🏻️
    16 lutego 2017
    W końcu miło Cię usłyszeć! A niedługo porozmawiać na żywo :)
16 lutego 2017
o! Szkoda, że dopiero teraz :(
    16 lutego 2017
    Marcin Kontraktewicz jak to? miejsc juz nie bylo zdaje się zanim powstał pierwszy podcast Niezłych
    16 lutego 2017
    a to nie wiedziałem :) Ale faktycznie gdyby taka rozmowa pojawiła się wcześniej, to pomogłaby podjąć decyzję o obecności :) Pozostaje zebrać opinie po imprezie i decydować o obecności na ewentualnej powtórce.
    16 lutego 2017
    Marcin Kontraktewicz powtórka z tego co wiem jest już planowana. :) Jak Katarzyna Michalska da nam znać to zareklamujemy w którymś z kolejnych podcastów na pewno :)
    16 lutego 2017
    Niestety jak dostalismy zaproszenie, to nie byl to moment, w ktorym moglismy sie okreslic. Poza tym nie umialem wyrobic sobie zdania na temat eventu na podstawie informacji z wydarzenia.
    16 lutego 2017
    Marcin Kontraktewicz ja też, dlatego mam od tego żonę, która lepiej się orientuje w tych sprawach :) / Jacek PS. Marcin może czas zatrudnić menadżera The Snap Shots, który Ci będzie umawiał spotkania? :D
16 lutego 2017
Do śniadania jak znalazł :)
    16 lutego 2017
    Monika Kegel "pytanie na śniadanie" chyba zmienimy nazwę podcastu 😄
16 lutego 2017
ŚMIECH KASI - BEZCENNE :)
    16 lutego 2017
    Marek Błachnio której? haha / Jacek
    16 lutego 2017
    Kasia Jacek Siwko - Zdecydowanie Kasi Michalskiej, oczywiście nie umniejszając w niczym Twojej wspaniałej małżonce ;) W sumie to dziewczyny zrobiły sobie z PODCASTU typową babską pogaduchę: na luzie w ich klimacie. I fajnie, bo dzięki temu PODCAST nabrał zupełnie innego wymiaru - bardziej kobiecego. No wiesz o co chodzi. My faceci podobno jesteśmy bardziej konkretni, zawsze dążymy do konkretów, a one na lajciku z nóżki, na nóżkę w swoim tempie. SUPER OBIE KASIE :)
16 lutego 2017
Bedzie słuchane!:)
    16 lutego 2017
    Aleksandra Nowak innej opcji nie ma 😄
16 lutego 2017
o, mily wstep przed weekendem :)
    16 lutego 2017
    Piotr Czechowski podcast na czasie. weekend zaczyna się w czwartek 😄
    16 lutego 2017
    w sumie w naszej branzy to gdzies tak w poniedzialek, a konczy sie w piatek ;)
16 lutego 2017

16 lutego 2017
Kasiu, Jacku od dzisiaj pracuje nad śmiechem nawet nie wiedziałam że tak często występuje w naszej rozmowie
    16 lutego 2017
    Katarzyna Michalska no coś Ty! Jest mega i jest TWÓJ osobisty,jedyny i niepowtarzalny! Pomimo że Cię nie znam, dzięki niemu wydajesz mi się osobą radosną, szczęśliwą ,pełna życia i spełnioną, z którą się miło rozmawia i przebywa ! Aż sam się zacząłem uśmiechać w czasie słuchania PODCASTU! Kasiu jesteś jak promyk światła wpadający do czarnego pokoju i rozświetlający go do białości! :)
    16 lutego 2017
    Katarzyna Michalska haha Kasia mówi, że się pilnowała, żeby się nie śmiać za często. A uwierz mi ona się też ciągle śmieje :) / Jacek
    16 lutego 2017
    😘
    17 lutego 2017
    Ty po prostu tak masz :)
    17 lutego 2017
    Karolina Ilustratyw
16 lutego 2017
Jak co czwartek koniecznie trzeba bedzie wysluchac
16 lutego 2017

16 lutego 2017
Do wysłuchania :)
    16 lutego 2017
    Faktycznie po wysłuchaniu teraz wiem jak się śmieje Kasia 😃 świetny podcast ! 😀
16 lutego 2017

16 lutego 2017
Ja dopiero teraz nadrabiam hihi:) i słucham:) zarażacie radością w głosie <3
    16 lutego 2017

    17 lutego 2017
    <3 Maria De
16 lutego 2017
Wysłuchane, zainspirowane :D Jak zawsze po podcastach, ale tym razem to ja Wam tak strasznie zazdroszczę WedCampu. Widziałam jakiś czas temu plakat i spodziewałam się, że już nie ma miejsc, no i że na pewno jakaś selekcja jest ;) Ale podsumowując mogę powiedzieć, że uwielbiam tak pozytywnie zakręconych ludzi jak Katarzyna Michalska, które organizują takie wydarzenia, sama bym się chętnie w coś takie zaangażowała, bo współpraca z Bajkowymi Ślubami, Ilustratywem czy Hello Calligraphy to na pewno sama przyjemność i mnóstwo inspiracji :)
    16 lutego 2017
    😘
    16 lutego 2017

    16 lutego 2017
    Wiecie, ja się szybko zakochuję, szczególnie w ludziach nadających na podobnych falach. Jest teraz taki deficyt ludzi, którzy są pozytywnie zakręceni. Dlatego tak bardzo cenię co robicie. I tak mnie zmobilizowaliście żeby pojawić się na którymś WedCampie :) o ile Matka Dyrektorka wedcampu da :P
    17 lutego 2017
    Marta Strzelczyk wydaje mi się, że pozytywnie zakręconych jest cała masa ;-)
    17 lutego 2017
    Teraz to ja już wiem Kasia Jacek Siwko :) już ich znalazłam.
10 marca 2017
Wreszcie nadrabiam zaległości :) Fajnie było cię posłuchać Kasiu. Może uda się spotkać kiedyś na żywo spotkać
10 marca 2017
Anna

Możliwość komentowania jest wyłączona.