Kolejny odcinek podcastu Niezłych Aparatów zgodnie z obietnicą to spotkanie z inspirującym fotografem ślubnym. Tym razem zapraszam Was do wysłuchania rozmowy z Kamilą Piech.

Podczas spotkania poruszamy różne tematy związane z fotografią, czy mówiąc ogólniej: pracą jako zawodowy fotograf, ale (tu pewnie nie będzie zaskoczenia) trzonem naszej rozmowy jest: fotografia ślubna.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Jak się słusznie domyślacie, jest tak dlatego, że oboje akurat w tej w tej dziedzinie się realizujemy.

Kamilę możecie znaleźć w sieci:
FB: www.facebook.com/FotografiaKamilaPiech/
Instagram: instagram.com/kamilapiech
WWW: www.kamilapiech.com

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Przypominam, że jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków Niezłych Aparatów to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagramie lub na FB.

Instagram: www.instagram.com/jaceksiwko/
FB: www.facebook.com/jaceksiwko/

Archiwum podcastów: niezleaparaty.pl/podcast/
Grupa FB dla słuchaczy podcastu: www.facebook.com/groups/1633800780248095/
Dziękuję za uwagę. Jacek Siwko

PS. Masz ochotę na więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf? Zapisz się na darmowy newsletter dla fotografów Fleszem po oczach: www.jaceksiwko.com/newsletter/

Zapis rozmowy:

#2 Niezłe Aparaty & Kamila Piech

[00:00:00]

J: Cześć, z tej strony Jacek Siwko. Witam Was w drugim odcinku podcasta dla fotografów. Zgodnie z tym, co powiedziałem w pierwszym odcinku, kolejne części naszych spotkań będą się od siebie trochę różnić. I dzisiaj mam dla Was niespodziankę. Będzie rozmowa z Kamilą Piech, wspaniałą fotografką mieszkającą w środku lasu, która dla wielu osób jest dużą inspiracją. Porozmawiamy z Kamilą o różnych sprawach, o Jej historii, jak to się stało, że pokochała akurat fotografię ślubną, która no parę lat temu, umówmy się, no nie była jakby pierwszym wyborem fotografa, który gdzieś tam kończy fotograficzne studia, który ma za sobą formalną edukację. Porozmawiamy też o tym, jak wygląda dzień ślubu w wykonaniu Kamili i jeszcze Kamila zdradzi Wam kilka szczegółów na temat swojego podejścia do mediów społecznościowych. I ogólnie zapraszam Was teraz do wysłuchania rozmowy z Kamilą.

K: Myślałam, że nagrywasz od początku.

J: Nie, nie, nie, bo chciałem, żebyśmy się wiesz, tak powiem, trochę rozkręcili no nie? I teraz jakbyś mogła coś powiedzieć…

K: Ja nic mądrego, ja nic mądrego nie mam do powiedzenia przecież.

J: Wiesz co, nie przesadzaj! Bym Cię nie zapraszał jakbyś, jakbyś nie miała nic mądrego do powiedzenia. Dobra, to może co? To może powoli, powoli zaczniemy i wiesz co, pierwszą rzeczą o którą Cię chciałem zapytać to, kim Ty jesteś? Skąd Ty jesteś? Może, może od tego, byśmy zaczęli. Wiesz, jakbyś trochę o tym swoim skrawku ziemi opowiedziała.

K: Jestem Kamila z lasu.

J: No właśnie, tak Cię wszyscy kojarzą, że…

K: Wszyscy kojarzą mnie gdzieś tam z lasu. Mieszkam w lesie w tej chwili, może stąd właśnie. Jestem takim leśnym stworkiem, który próbuje gdzieś tam trwać sobie w tym wszystkim. Może tak od początku, skąd ja się w ogóle wzięłam? Pochodzę w ogóle sobie z małej mieścinki, niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego, ze Strzelec Krajeńskich, tam się wychowałam.

J: To jest chyba też część tej samej puszczy w której żyjesz, nie?

K: Jeszcze raz, powtórz.

J: Wydaje mi się, że to gdzieś te Strzelce Krajeńskie to jest też blisko tej puszczy w której teraz mieszkasz, nie?

K: Jest w pobliżu puszczy, bardziej w pobliżu tej puszczy Barlineckiej, niż Gorzowskiej, ale to jest faktycznie jedno. One są mniej więcej łączą. Wracając do mojej historii.

J: Yhym.

K: Gdzieś tam jej początku. Jako że właśnie pochodzę z małej mieściny to gdzieś tam w pewnym momencie zapragnęłam zobaczyć trochę świata. Zresztą zawsze podróżowaliśmy w sumie z ojcem bardzo dużo jak byłam małym dzieckiem. Ale potem chciałam go odkrywać tak jakby sama na nowo. Wiadomo, z rodzicami to jest trochę inaczej jak się jest małym dzieckiem. Nie obchodzi Cię zwiedzanie miast czy jakichś tam wybrzeży czy gór. Marzysz tylko o tym, żeby nogi Ci odpoczęły. I zaczęłam sobie podróżować po świecie. Pomieszkałam sobie trochę w Anglii w międzyczasie. Tam też się rozkręciła na dobre moja przygoda z fotografią.

J: A słuchaj tak…

K: Na studiach miedzy innymi.

J: Wejdę Ci trochę w słowo, bo…

K: Wchodź, cały czas, proszę bardzo.

J: Powiedziałaś tutaj od razu o tych studiach. Chciałbym, żebyśmy to potem dopiero zahaczyli, ten temat, ale wspomniałaś tutaj o podróżach z rodzicami. Czy to właśnie te podróże sprawiły, że gdzieś tam ten aparat się u Ciebie w głowie pojawił? Bo domyślam się, że pewnie tata albo mama fotografowali i gdzieś tam tego bakcyla złapałaś. Czy to właśnie jakby podróże sprawiły, że zaczęłaś się jakby fascynować fotografią?

K: U nas w domu aparat zawsze był. Odkąd tylko sięgam pamięcią aparat zawsze był i zawsze to ja wyrywałam rodzicom ten aparat z ręki, to prawda! I gdzieś tam starałam się cały czas robić zdjęcia podczas tych podróży. Wiadomo, rodzice wiedzą lepiej jak robić zdjęcia więc mi zabierali cały czas ten aparat, ale tak, to jest gdzieś tam początek tego, nieświadomy tak naprawdę. I wiadomo, to był jakiś mały kompakcik, klisza 35mm, taki standard kiedyś, z lampą. Jak już było ciemno to się lampa sama włączała.

J: Wiesz, niektórzy którzy będą tego słuchali, pewnie nie kojarzą 35mm kliszy itd. także…

K: To mogą sobie wygooglować.

J: Będą musieli sobie wygooglować, dokładnie.

K: Tak, będą musieli sobie wygooglować.

J: My jesteśmy stare dziady.

K: Tak, potem przyszły już cyfrówki pierwsze. Jak dobrze sięgam pamięcią to miały coś w stylu 1,6 mega piksela czy coś w tym stylu, takiego szalonego, wielkiego, w sensie miniaturowego.

J: Ale to też kompakty były, tak?

K: To były takie kompakciki, tak, cyfrowe. Dokładnie. Nawet nie pamiętam jaka tam, czy tam była jakaś karta pamięci czy jak to wyglądało. Kompletnie nie pamiętam. Ale to

[00:05:00]

potem przeszło właśnie na takie cyfrówki. Moją pierwszą cyfrówką był Olympus bodajże, taki śmieszny, malutki z wysuwanym obiektywem z przodu, który został mi potem skradziony dobrych ładne lat temu. I wtedy pojawił się stary Zenit, który odszukałam w szafkach rodziców, który ponoć nie działał, ale po prostu rodzice nie wiedzieli jak go do końca używać.

J: Acha.

K: Bo się okazało, że działał perfekcyjnie i ja od niego zaczęła się moja przygoda właśnie z kursami fotograficznymi i ze studiami.

J: No właśnie, czyli najpierw zaczęłaś od jakichś kursów, nie że tam studia na początku?

K: Nie, najpierw jako że chciałam poznać aparat, bo sama nie wiedziałam, co to jest. Wtedy jeszcze ten Internet tak nie był do końca dostępny, żeby można było sobie znaleźć instrukcję obsługi Zenita czy tam czegokolwiek w Internecie. Byłam w tym czasie w Anglii i po prostu poszperałam sobie różne kursy, które są w okolicy. Okazało się, że tam w lokalnym college’u jest roczny kurs fotograficzny, taki podstawowy. I zapisałam się na niego. Nie skończyłam go fakt faktem, bo wróciłam w międzyczasie na jakiś czas do Polski. Później… Wracając właśnie do tej Polski miałam taki niedosyt tak nie skończenia tego kursu, nie dowiedzenia się tego wszystkiego więc zaczęłam szukać czegoś tu w Polsce. I znalazłam też w Szczecinie jakąś taką malutką, prywatną szkółkę, która oferowała roczne i dwuletnie kursy i zapisałam się właśnie na taki dwuletni kurs, którego też nie ukończyłam, bo z kolei z powrotem wróciłam do Anglii. I nadal ten niedosyt właśnie u mnie był gdzieś tam tej wiedzy fotograficznej. Nikt wtedy za bardzo nie organizował takich większych warsztatów, może… W sensie, organizował na pewno, bo warsztaty to są od dawien dawna. Może po prostu nie wiedziałam, że takie w ogóle coś jest, takie coś istnieje i jest możliwość szukania.

J: Ciężko było znaleźć, nie, w Internecie coś takiego?

K: Ciężko było to znaleźć. Wtedy jeszcze no ludzie tego tak nie reklamowali. I wracając do Anglii stwierdziłam, że chcę naprawdę popchnąć tę fotografię do przodu i myślałam wtedy, że… znaczy myślałam, no w tym momencie wydawało mi się jedynym, rozsądną rzeczą pójście na studia fotograficzne do artystycznej szkoły na trzy lata. I to zrobiłam i to ukończyłam. To udało mi się w końcu ukończyć. Więc to był kolejny ten krok, trzy lata studiów czyli zostałam tak zwanym bakałarzem sztuki na koniec tak.

J: To jest właśnie bardzo interesujący temat, to co powiedziałaś o tych studiach. Bo gdzieś tam jak prześledzisz historię różnych fotografów, w szczególności tam ślubnych, to bardzo rzadko jest tak, że jak ktoś ma wiesz, formalne wykształcenie fotografii. I Ci powiem szczerze, że akurat w tym gatunku w którym my się oboje obracamy czyli w tej fotografii ślubnej no to jesteś, ja wiem, no marginesem, że tak powiem. Że masz wiesz, papiery na te swoje umiejętności, nie? Reszta to są, to są jakieś tam samouki czy gdzieś tam ludzie, którzy uczęszczali na przeróżnego rodzaju warsztaty. I teraz chciałbym Ciebie zapytać, na ile te studia Ci się przydają w tej pracy?

K: Na ile te studia mi się przydadzą, przydają? Przede wszystkim dały mi taką możliwość studiując, mimo że to nie były żadne studia związane z fotografią ślubną, wręcz moi wykładowcy byli tacy przeciwni takiej komercyjnej fotografii, jeżeli można ją nazwać komercyjną. Ale te studia pozwoliły mi zacząć pracować jako drugi fotograf, bo przez znajomości z różnymi ludźmi, gdzie mogłam zacząć tak jakby ten swój warsztat. Tak się u mnie zaczęła fotografia ślubna. Byłam takim pomocnikiem fotografem na ślubach w Anglii.

J: I ile takich ślubów zrobiłaś?

K: Siedem dokładnie. Dokładnie siedem, bo któregoś dnia właśnie policzyłam. Siedem ślubów po czym przyjaciółka w Polsce poprosiła mnie, żeby zrobić Jej ślub no i zrobiłam. I to był mój pierwszy ślub taki pełny w samotności, w sensie, że zrobiłam go po prostu sama od początku do końca. Ale wracając jeszcze do tego, jak się mają studia do tego, co robię teraz, jak to się w ogóle mogło przydać. Studia były kompletnie nie związane z fotografią, czy nawet tak naprawdę działaniem na rynku takim komercyjnym fotograficznym. One bardziej przygotowywały pod kątem, czy wystawiania się w galeriach, czy tworzenia książek na przykład, czy bycia takim profesjonalnym obrabiaczem zdjęć, jak to można po polsku nazwać, czy kuratorem wystaw nawet chociażby.

[00:10:00]

Tak to gdzieś ciągnęło w takie różne kierunki z tej uczelni. Ale bardzo dużo mi dał warsztat fotograficzny. Mogłam poznać działanie różnych aparatów fotograficznych. Mogłam pracować z różnymi artystami obecnie nadal praktykujących i tworzących piękne fotografie. Przede wszystkim mogłam poznać ciemnię cyfrową, oczywiście też analogową, bo to był mój taki, jakby to nazwać, to było coś co kochałam. Siedziałam codziennie w ciemni analogowej, prawdziwej do której się wchodziło, gdzie trzeba było pracować z chemią. To był mój taki kruczek. Ale mieliśmy niesamowitego wykładowcę jeśli chodzi właśnie o ciemnię cyfrową, o pracę na komputerze. I to myślę, że to był taki start dla mnie rewelacyjny jeśli chodzi o pracę, którą teraz mam.

J: Acha, ok. Słuchaj, bo tutaj wspomniałaś coś takiego, pozwól, że zacytuję: „komercyjna fotografia” czyli zdaniem tych Twoich wykładowców fotografia ślubna była fe, passé itd. Zresztą ja sam pamiętam, że jak zaczynałem to fotografii ślubnej, no nie działało, aż tyle osób, co teraz. Teraz wręcz stała się to jakaś taka hipsterska dziedzina, że tak powiem. Bardzo dużo osób przyciąga. A wtedy kiedy my zaczynaliśmy no nie była to taka, aż atrakcyjna, że tak powiem branża. I ci, którzy tutaj działali to działali, bo musieli. I chciałabym Cię zapytać o powody jakie wiesz, tutaj sprawiły, że jednak mimo wszystko się zdecydowałaś. Bo pamiętam, że kiedyś w jakiejś rozmowie mi powiedziałaś, że też miałaś takie uczucie, że: o, nigdy się nie zajmę fotografią ślubną, no nie? Miałaś pewnie milion pomysłów jak to zawsze ma Kamila Piech, znana z tego, że ma milion pomysłów naraz, i że tak powiem ciekawi mnie ten proces, którego dokonałaś wiesz, okiełznałaś te swoje różne jakieś tam pasje i pomysły i jakby skupiłaś się na tym komercyjnym, że tak powiem, obiekcie fotografii. Jak to się u Ciebie stało wiesz, gdzie był ten moment przełomowy?

K: Jak zaczęłam w ogóle studiować tj. wrócę do innej historii, zaczęłam studiować, nie pamiętam, czy któryś tam kurs czy studia, moim takim wzorem fotografa był fotograf z naszego miasta. Zawsze mówiłam na niego fotograf z bramy, bo miał zakład w takiej bramie i mając jego za przykład powiedzmy takiej „fotografii komercyjnej” to pamiętam jak powiedziałam sobie, że przysięgam, że nigdy nie będę fotografem ślubnym. Ale to się właśnie zmieniło, kiedy tak naprawdę sfotografowałam ten pierwszy swój ślub w Polsce tutaj mojej przyjaciółki, moich przyjaciół Gosi i Łukasza. I to był taki punkt przełomowy, bo zobaczyłam, że to wcale nie jest nic strasznego, że to nie boli, że to nie jest brzydkie, że to może być ładne, że to może być fajne, że to jest przecież coś ciekawego. Bierzesz udział w szczęśliwym dniu kogoś, możesz chwytać czyjeś emocje, możesz je zapisywać na zawsze. Oni mogą do nich sobie wracać. I kiedy już sfotografowałam ten ślub i stworzyłam pierwszy album swój dla nich i zaczęłam oglądać ten album to byłam pod ogromnym wrażeniem, że można w ogóle w jakiś sposób zdjęciami opowiedzieć historię czyjegoś życia, czyjegoś skrawka życia malutkiego, bo to jest naprawdę tylko jeden dzień, gdzie żyjemy naprawdę długo w porównaniu do tego jednego dnia. I to mnie zafascynowało. Wiadomo, na początku patrzyłam na to troszeczkę bardziej zarobkowo, bo to jeszcze byłam studentką wtedy, potrzebowałam pieniądze na studia, na życie, na rachunki, na przyziemne rzeczy. I na początku stwierdziłam, że super! To jest super praca! Bardzo mi się podoba ta praca. No i potem, myślę, że w przeciągu tych dwóch, trzech lat ta praca zaczęła się przemieniać nie tyle co w pasję, ale w miłość. Bo to jest miłość!

J: Miłość odwzajemniona, mam nadzieję?

K: No, na pewno.

J: Słuchaj, ok.

K: Ale to muszę jeszcze Ci powiedzieć, że to jest czasami i miłość i nienawiść, ale to już odrębny temat.

J: Dobra, to może poza anteną sobie porozmawiamy o tym. Tutaj na początku mówiłaś o warsztatach i domyślam się, że to nie od początku były warsztaty u fotografów ślubnych, no nie? Bo też jakby tutaj pewnie ta fotografia ślubna dopiero gdzieś tam podczas studiów, tak jak mówiłaś, Ci się pojawiła wiesz, na horyzoncie. I w tym momencie jesteśmy w Twojej historii po pierwszym zleceniu i powiedzmy po

[00:15:00]

kilku tam następnych i kiedyś pewnie doszłaś do tego, że ok, w miarę ogarniam te śluby, ale może czas jakby tutaj poszukać porady u kogoś wiesz, kogoś z branży tak naprawdę. I czy możesz powiedzieć wiesz, kim się w tym momencie inspirowałaś? Czy poszłaś gdzieś na jakieś warsztaty do właśnie kogoś kto się zajmował stricte ślubami? Czy tylko wystarczyła ta praktyka tego fotografa wiesz, u którego pracowałaś jako drugi fotograf?

K: Nie, nie, nie, bo to pracowanie z drugim fotografem podczas właśnie studiów powiedzmy to było zupełnie coś innego. To tak bardziej właśnie w kręgach galeryjnych się odbywało. Więc to też była taka troszeczkę inna praca, inna forma pracy.

J: Ale to mówisz o tym fotografie u którego byłaś na ślubach, tak? Czy mówimy o dwóch różnych osobach?

K: Nie, nie, to zupełnie jest inny temat. To nie. To może inaczej zaczniemy. Po studiach powiedzmy stwierdziłam, kiedy już robiłam te śluby, stwierdziłam, że chcę wiedzieć coś więcej, bo moją jedyną inspiracją wtedy taką dostępną, gdzie to było takie pierwsze wow, gdzie zaczęłam pierwszych jakichś tam zagranicznych fotografów ślubnych to była strona greenweddingshoes. Czyli tak naprawdę strona inspiracyjna dla panien młodych. Nie pokazywali tam nigdy za bardzo zdjęć ślubnych tylko to było po prostu mnóstwo zdjęć dodatków. Ale dzięki tej stronie odkryłam kilku wspaniałych fotografów, gdzie jednym z nich był, w sumie dwóch takich pierwszych, których odkryłam, to był Sean Flaningan z „A Fist Full of Bolts” i był to też Viraf Patel. To były moje takie dwa pierwsze odkrycia i dzięki nim w sumie zaczęłam gdzieś tam kształtować swoją tą fotografię. Na ich przykładzie, wiedziałam jak potrafią oni siebie poprzez te zdjęcia wyrażać, w jaki sposób pokazują siebie. Zauważyłam, że każde te zdjęcia, każda sesja, każdy kolejny ślub, że one się tak naprawdę łączą w jakiś sposób ze sobą, czy to właśnie stylem obróbki, czy stylem robienia zdjęć, kadrowania w jakiś sposób. Było po prostu widać tą drugą osobę. Na ślepo kiedy oglądałam ich zdjęcia bez żadnych podpisów mogłam od razu powiedzieć, że to są ich zdjęcia. I chciałam też tego w swoich zdjęciach. Myślę, że cały czas jest to odkrywanie właśnie tego takiego swojego „ja” na tych zdjęciach, dążenia do tego, że ktoś kiedy będzie oglądał moje zdjęcia na ślepo, bez wiedzy, że to są moje zdjęcia będzie mógł kiedyś tam kiedyś w przyszłości rozpoznać. Ale myślę, że to jest nieustanna praca. Od nich się zaczęło i pierwszymi warsztatami, które zrobiłam, gdzie chciałam to też zobaczyć, coś więcej, jaki jest tak jakby… może nie tyle co sekret, bo to nie jest sekret skoro robią warsztaty, ale poznać to coś co siedzi w tych zdjęciach i jak to przeobrazić tak jakby na siebie, na swoje zdjęcia. I tu były pierwsze warsztaty właśnie u Sean’a w Holandii, w przepięknej miejscowości Haarlem. To były pierwsze warsztaty na które pojechałam. To było dwa lata temu.

J: Acha, czyli do tamtej pory działałaś jakby tutaj na podstawie tego, co czerpałaś z Internetu, tak?

K: Tak, czerpałam w Internetu.

J: W kwestii ślubów.

K: I pierwszymi takimi warsztatami internetowymi w których brałam udział, co bardzo polecam, bo to jest naprawdę bardzo fajna strona internetowa, która ma no nieskończone możliwości, to jest CreativeLife. Więc naprawdę polecam!

J: Trochę czasu też spędziłem tam na stronie CreativeLife także też ze swojej strony polecam. Ale też nie wiem, czy podzielisz tutaj opinię, że tutaj można się za bardzo wkręcić w coś takiego, nie? Że siedzisz…

K: Oczywiście, we wszystko można się za bardzo wkręcić.

J: Zamiast wiesz, zamiast iść na dwór i fotografować, nie?

K: Ale we wszystko można się tak samo wkręcić, tak. Ale też nie ma co przesadzać, wiadomo, trzeba znać granice swoje. No, i potem właśnie zaczęły się warsztaty już takie spotkanie na żywo z artystami fotografii ślubnej i nie tylko tak naprawdę.

J: Yhym. Bo Ty też byłaś później na kolejnych warsztatach, prawda, z tego co kojarzę? Jakoś… może coś mogłabyś szerzej opowiedzieć jeszcze, gdzie byłaś dokładnie i kto tam wykładał?

K: Następnie byłam na warsztatach Wolves Workshop na Wyspach Kanaryjskich, na małej wysepce, La Graciosa, gdzie te warsztaty prowadzili między innymi… I jest też organizatorem, jest to Pablo Béglez. Był tam również James Frost, był właśnie Dylan z Sarą, jeszcze wtedy jako duet mimo że już byli po rozwodzie. Kto jeszcze tam był? A jeszcze był Ed Peers.

[00:20:00]

Było PEOPLE TRUTH LOVED Tellers, jak dobrze pamiętam ich nazwę. Nicole Maisen, którą też jest dla taką niesamowitą inspiracją. To jest młoda osoba. Teraz też została 30 rising star of wedding photography by Rangefinder Magazine.

J: W tym roku?

K: Tak, w tym roku, w tym roku.

J: Yhym.

K: Więc to były takie pierwsze większe powiedzmy warsztaty, które trwały tam pięć dni. I jedyne, co mogę powiedzieć, to polecam!

J: Ok, dobra. To słuchaj, zaintrygowałaś mnie tutaj to zadam Ci to pytanie. Jakbyś miała wiesz, tak określić jednym słowem, co takiego wiesz, najważniejszego z tych warsztatów właśnie tych Wolves wyniosłaś, to co to by było?

K: Wiesz co, wszystkie warsztaty uświadomiły mnie tylko w jednym: żeby zawsze być sobą, po prostu.

J: Czyli taki banał?

K: I to jest tak naprawdę najważniejszą rzecz, którą można wynieść. I to wiadomo, jest tam mnóstwo różnych i technicznych i nie technicznych i jakichś takich filozoficznych rzeczy, które można dla siebie wynieść, ale ta najważniejsza rzecz, która dla mnie na tych wszystkich warsztatach uświadomiła mnie w tym, co robię, żeby być zawsze sobą, po prostu.

J: Ok, czyli też pewność siebie pewnie dochodzi do tego.

K: Pewność siebie przede wszystkim.

J: Słuchaj, to à propos pewności siebie to powiedz jak wygląda taki Twój dzień, bo, dzień ślubu. Bo tak sobie wiesz, ja przygotowując się do tej rozmowy z Tobą pomyślałem sobie, że muszę Cię o to zapytać, no nie? Bo wiedziałem, że zaczniemy od tych pierwszych takich zleceń i wiedziałem jak ja się czułem na pierwszych zleceniach, że to nie było takie uczucie, jakie mam teraz, wiesz, wchodzę i już wiem, co robię. Tylko to było…

K: Ja nigdy nie wiem, co robię.

J: Coś co bardziej przypominało panikę. I właśnie zastanawia mnie wiesz, Twój jakby proces, nie? Co, wchodzisz i jesteś wiesz, wyluzowana czy spanikowana? Jak to u Ciebie wygląda?

K: Zacznę od poranku, jak się budzę. Na początku pierwsze co, bardzo słabo śpię w ogóle noc przed ślubem, bo się zawsze stresuję. Zawsze się zastanawiam jak to będzie, co to będzie, czy dam radę, czy wszystko mi się uda, czy podołam, czy spełnię na koniec oczekiwania pary młodej.

J: Ale słuchaj, jak to jest? Przecież Ty już masz trochę sezonów za sobą, nie? Trochę sezonów w nogach na tych ślubach, to jak Ty tak się wiesz?

K: Ale to jest właśnie miłość, masz ciągle motyle w brzuchu, nie?

J: Ok.

K: Za każdym razem. Zawsze się stresuję. Ale to jest taki pozytywny stres. Myślę, że i tak samo muzycy czy artyści występujący w teatrze mają to samo przed każdym jednym spektaklem. Mogą grać dwadzieścia lat, a będą nadal się stresować. I myślę, że u nas może być tak samo. U mnie bynajmniej jest. Przed każdym ślubem jest stres, ale w momencie kiedy już jadę na ślub, jestem w samochodzie zawsze włączam sobie muzykę, która mnie inspiruje, która dodaje mi otuchy, która.. i zawsze jest to muzyka pozytywna, energetyczna, która mnie naładowywuje tuż przed po prostu wejściem do, czy do domu panny młodej, czy gdziekolwiek rozpoczyna się ślub, moja praca, nie ślub tylko moja praca. I staram się właśnie z takim tym nastawieniem taką, tak jak mi daje ta muzyka, staram się wejść do tego domu, wnieść pozytywną energię, do… Wiadomo jak to różnie bywa na ślubach, może być stresująco, wszyscy mogą być zestresowani, spanikowani, płaczący bądź śmiejący się. Różnie. Ale staram się właśnie, żeby ta moja dodatkowa osoba, która się tam pojawia, żeby nie wniosła żadnych dodatkowych stresów czy problemów tylko żeby właśnie była taką trochę nawet ulgą, takim promykiem słońca w takiej tej chmurce, która powiedzmy, gdzieś tam się buduje w tym domu.

J: Ok, czyli wyobrażam sobie Ciebie: wchodzisz do pokoju i nie jest tak, że fotografujesz od razu…

K: Nie, nigdy nie fotografuję od razu. Mam aparat w ręce, staram się gdzieś tam robić te zdjęcia tak jakby od początku, żeby fajnie opowiedzieć historię też tego, jak ja wchodzę do tego domu, no bo to jest cały dzień widziany moimi oczami. I to jest moje opowiedzenie historii więc wchodząc do kogoś do domu to też jest jakaś tam część tej historii, bo ja jednak przekraczam czyjś prywatny próg, czy łamię gdzieś tam tą barierę prywatności. I staram się gdzieś tam delikatnie robić zdjęcia, ale też staram się nie przestraszyć ludzi aparatem, bo wiem, że potrafią się wystarczyć, tym bardziej, że aparaty też nie są jakieś super małe. Nagle jakieś urządzenie po prostu rośnie Ci na twarzy i patrzysz się nim na ludzi. Wielu ludzi, szczególnie tego starszego pokolenia, też tego do końca nie rozumie, bo kiedyś w ich czasach pojawił się fotograf, zrobił 20 zdjęć i znikał. I tak to wyglądało. A teraz ktoś jest z Tobą cały czas, ktoś cały czas pstryka, słychać gdzieś tam spust migawki cały czas i…

[00:25:00]

I staram się tak przede wszystkim rozmową, wchodzę i od razu staram się rozmawiać. U mnie takim plusem jest to, że praktycznie z każdą parą widzę się dużo przed ślubem podczas sesji narzeczeńskiej. Więc mamy już jakąś historię ze sobą związaną, gdzie możemy nagle ją wspomnieć na wejściu czy… już się po prostu znamy. Już się widzieliśmy, już mnie znają, już mi ufają, już nie jestem dla nich obcą osobą, już gdzieś ta bariera pierwsza została przełamana, już powiedzmy kilka miesięcy temu. Więc to też jest taki dla mnie plus. Rodzice też już mnie znają z opowieści, znają mnie już z tych zdjęć więc to jest kolejny plus na przełamanie tej pierwszej bariery takiej kiedy wchodzę. Więc zawsze staram się rozmawiać, podczas reportaży również. Nie jest tego dużo, bo nie chcę za bardzo ingerować, nie chcę gdzieś tam przeszkadzać, ale jestem częścią tego dnia i jestem przecież tam, nie da się mnie zignorować. Ruszam się, widać moją twarz wszędzie. Gdzieś tam jestem. Czasami zdarza się, że pomagam pannie młodej czy coś założyć, czy zapiąć sukienkę czy coś przynieść, czy coś podać. No nie da się po prostu tego uniknąć.

J: Czyli są momenty w których gdzieś tam ten aparat wiesz, idzie na bok i Ty jakby ingerujesz…

K: Tak, są czasami ważniejsze momenty. Są czasami ważniejsze momenty. Gdzieś tam pomiędzy staram się złapać, ale czasami właśnie jest taki moment ważniejszy, że trzeba ten aparat czasami położysz.

J: Ok. A ciasto jesz jak Ci mama zaproponuje?

K: No jasne! I kanapki!

J: Typowa polska gościnność, nie? Ja zauważyłem, ja akurat ciast nie jem i zauważyłem, że robię wielką przykrość czasami na ślubie, jak nie chcę zjeść.

K: Wiesz co, ja ogólnie staram się nie jeść słodkiego, staram się różnych tam nie jeść. Ale kiedy jak mi ktoś tam proponuje w domu, nie odmówię. Naprawdę nie odmówię, bo wiem…

J: Czyli wielkie poświecenie.

K: To jest, tak, ja robię wielkie poświęcenie wtedy, naprawdę, bo wiem, że i im będzie milej i się mama uśmiechnie czy babcia się uśmiechnie.

J: Ok.

K: A i można fajne zdjęcia w tym momencie zrobić nawet jak Cię częstują.

J: Dokładnie.

K: Wszędzie można zobaczyć słuchaj…

J: Wchodzisz wtedy do kuchni, nie?

K: Możliwość robienia zdjęć.

J: Wchodzisz wtedy do kuchni i to już jesteś wiesz, na zapleczu jak gdyby sytuacji całej. A miałaś kiedyś taki moment na ślubie, że myślałaś, że nie wyrobisz? Wiesz, że coś tak po prostu poszło nie tak, że już pomyślałaś sobie: kurde, uciekam stąd!

K: Nie, czy uciekam to nie. Nie, nigdy nie miałam takiego momentu, że uciekam. Ja jestem tam zawsze dla nich i choćby nie wiadomo co się działo… Po prostu może czasami trzeba wyjść z pokoju, zostawić chwilę atmosferę na moment samej sobie, beze mnie, bez aparatu. Gdzieś tam są przecież momenty stresujące i trzeba po prostu dać czasami odetchnąć ludziom. Tak, ale nigdy, żeby uciec. Nie. Nigdy nic w tym stylu. To jest ich dzień. Trzeba go uwieczniać takim jakim jest i nawet jeżeli jest ciężki to to też warto, myślę, robić wtedy zdjęcia. Przypomina mi się tylko jedna sytuacja w tym roku, kiedy nie tyle, co chciałam uciec, ale dojechać na miejsce…

J: A to coś słyszałem. To możesz właśnie opowiedzieć o tej historii, bo właściwie zadając…

K: To jest tegoroczna historia.

J: Zadając Ci to pytanie, ja miałem właśnie tę historię na myśli, ale jakoś nie wiem, dlaczego powiedziałem, że uciec. Bo Ty właściwie uciekłaś, taka prawda jest. Może nieświadomie, ale może szerzej opowiedz o tym.

K: Nie wiem czy mówimy w ogóle o tej samej historii.

J: No o tej, o tych, czekaj… jak to się tam nazywało? O tych Brodach?

K: O nie, Brody to też zupełnie inna historia.

J: To dawaj dwie po kolei.

K: Brody to była taka historia, że no miałam ślub w Brodach po prostu. To było kilka lat temu dobrych, gdzie nie dopytałam po prostu wszystkich szczegółów pannę młodą. Znaczy, może dopytałam wszystkie szczegóły, ale moja nawigacja tych szczegółów nie odróżniła od siebie. Wpisując po prostu w nawigację miejscowość Brody, w której się odbywał ślub i wesel, piękny pałac zresztą tam jest, po prostu zaprowadziła mnie do zupełnie innych Brodów oddalonych o 70 kilometrów od tych właściwych Brodów. I miałam dosłownie niecałe 40 minut na to, żeby pokonać te 70 kilometrów, kiedy dowiedziałam się, że jestem po prostu w złych Brodach. Jakiś pan na rowerze mnie pokierował w ogóle na prom, który akurat odpłynął w międzyczasie więc musiałam wybrać jakąś alternatywną drogę. Nawigacja przestała mi wtedy działać, ale dałam radę. Dotarłam dosłownie dwie minuty przed całą ceremonią więc wszystko się udało. Dotarłam szczęśliwie, ale to co się po drodze ze mną działo to lepiej może nie mówić.

J: Dobra, to już takie szczegóły zostawiamy sobie na inny moment.

K: Dokładnie.

J: A ta druga historia, którą…

K: A druga historia to też jest taka nauczka na przyszłość, żeby jeszcze lepiej się zabezpieczać ze wszystkim. Dwa dni przed ślubem rozmawiałam z parą młodą

[00:30:00]

ustalając jeszcze ostatnie szczegóły à propos wszystkich adresów i gdzie co się odbywa i o której godzinie, żeby wszystko wiedzieć. Tym bardziej, że podróżuję samochodem sama, bądź za nimi, bądź gdzieś tam dojeżdżam chwilę przed nimi, bądź po nich. No i państwo młodzi mnie, potwierdzili adres kościoła, po czym jednak się okazało, że zmienili go dwa miesiące temu o czym zapomnieli mi powiedzieć te dwa dni przed ślubem i po błogosławieństwie wszyscy wyłączyli tak ładnie telefony, wszyscy. Akurat byłam nawet tego świadkiem, po prostu świadkowa, świadek wyciągają te telefony. A mam też numery telefonów do świadkowej i do świadka na umowie w razie czego, gdybym właśnie nie mogła się dodzwonić do państwa młodych. Niestety nie mogłam się dodzwonić do nikogo i w sumie chyba tylko szczęście nade mną czuwało, bo 25 minut do ceremonii, a ja byłam około 30 kilometrów od właściwego kościoła.

J: Ale to jak znalazłaś właściwy kościół?

K: Szczęście było takie, że zaczęłam po prostu jechać gdzieś tam w którymś kierunku, mówię: no nie wiem, co mam robić. Szukam kościołów po prostu wszystkich w okolicy i zaczęłam jeździć od kościoła do kościoła.

J: Czyj to jest ślub, tak? Z pytaniem: czyj to jest ślub?

K: Cały czas dzwoniłam na wszystkie cztery telefony jakie miałam podane. Po prostu dzwoniłam na zmianę, mówię: może ktoś akurat spojrzy na ten telefon jeszcze przed tą ceremonią, tak nawet na ten wyłączony. No i całe szczęście właśnie świadkowa spojrzała na telefon i zobaczyła, że dzwonię. I powiedziała mi, gdzie jest ślub.

J: No to nieźle!

K: No stres konkretny. Zabezpieczajcie się wszyscy jeszcze lepiej jeśli chodzi o adresy, jeżeli wiecie, że to jest gdzieś tam dalej czy bliżej, gdziekolwiek. Dodatkowe numery telefonów, do mamy, do dziadka, do babci, do wujka czy cioci.

J: No chyba, że będzie taka sytuacja o której wspominałaś, że tata panny młodej zarządzi, że: hej, wyłączamy wszyscy telefony, no nie?

K: Tak, tak. To jest bardzo fajne, popieram to jak najbardziej i najlepiej wyłączyć to w ogóle z samego rana i aż do następnego dnia albo w ogóle do końca weekendu.

J: Ale wtedy fotograf musi jechać z rodziną.

K: Ale jednak warto zerknąć chociaż przed ceremonią na ten telefon.

J: Chciałbym się Ciebie zapytać co Cię wyróżnia, wiesz na tle innych fotografów w Polsce. Wiem, że to jest bardzo trudne pytanie, no nie? Ale jednak coś sprawia, że pary młode decydują się na przykład na Ciebie, a nie na mnie, czy na jakiegoś innego fotografa, no nie? Dane pary wiesz, Twoje pary.

K: Moje pary, one są w ogóle, praktycznie wszystkie pary, które do tej pory miałam, one są w jakiś podobne do mnie. I myślę, że co mnie wyróżnia to po prostu ja. Moja osobowość. Myślę, że teraz w tych czasach, kiedy mamy naprawdę wielu fotografów ślubnych i nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, myślę, że jedyną rzeczą, która może Cię wyróżnić to jest właśnie swój ja. Swoja osobowość. I pokazanie tej osobowości właśnie w zdjęciach, może nie tylko w zdjęciach, ale i w opisie o sobie na stronie i w pokazaniu też sobie tak jakby trochę od prywatnej strony, co też często robię po to, żeby ludzie wiedzieli kogo mogą wynająć na swój ślub, bo dla mnie bardzo ważna jest ta relacja z moją parą, żebyśmy się dogadywali, żebyśmy powiedzmy nadawali na podobnych falach. I to że pokazuje siebie wszędzie w sieci, i w social media, i na swojej stronie to pozwala właśnie moim parom dotrzeć do mnie, właśnie tym moim, takim odzwierciedlającym trochę mnie. Teraz każdy ma naprawdę bardzo podobny styl do siebie i często jakieś…

J: Mówisz o zdjęciach, tak? Mówisz o zdjęciach czy mówisz o sposobie komunikacji?

K: O zdjęciach mówię. Nie, mówię o zdjęciach, że te zdjęcia naprawdę, style zdjęć są bardzo podobne i bardzo ciężko znaleźć taki swój głos w tym wszystkim, ale myślę, że właśnie samego siebie można sprzedać przez te zdjęcia, bo to w jaki sposób widzimy to też jesteśmy my. I Ty widzisz inaczej. I nawet jakbyśmy poszli na ten sam ślub i byli po prostu przyklejeni do siebie ramię w ramię to i tak będziemy mieć zupełnie inne zdjęcia. Bo Ty widzisz inaczej, ja widzę inaczej. Inaczej kadrujemy, inaczej lubimy ułożyć w jakiś tam sposób ten kadr.

J: Ale mówisz, że jakbyśmy byli związani na przykład sznurkiem, tak? Jakbyśmy tak szli?

K: Tak, na przykład. Tak.

J: Yhym.

K: To byśmy zupełnie inne zdjęcia mieli, naprawdę. To jest totalnie. Poza tym dochodzi do tego właśnie styl obróbki czy w jaki sposób używamy też światła zastanego czy jak używamy właśnie cieni świateł, jak używamy danej przestrzeni w której jesteśmy, jak używamy jakichś dodatków, czy jak po prostu portretujemy ludzi. Myślę, że to jest… i tym się wyróżnić, to jest taki temat bez dna. Myślę, o tym można mówić i mówić. Naprawdę!

[00:35:00]

Można elaboraty myślę, pisać na ten temat. Ale myślę, że przede wszystkim to, co nas wyróżnia, każdego z nas to jesteśmy my sami.

J: No tak, bo te parę lat temu wiesz, jak ja na przykład zaczynałem to w tym momencie pamiętam, że takim wyróżnikiem był na przykład sprzęt, którego używałeś, nie? I wiesz, jak ja miałem na przykład jakiegoś Canona tego 5D mark II, a inni fotografowie wiesz, mieli jakieś tam Nikony D200 no to to był jednak skok. I te pary pamiętam, mówiły, że: o, Twoje zdjęcia są takie jakieś takie bardziej, nie? Coś tam, nie umiały tego opisać, ale ja wiedziałem, że to jest kwestia sprzętu. A teraz idziesz na ślub i połowa gości ma lepszy aparat niż Ty, nie? I tutaj jest…

K: Zdarza się czasami. Ale to też, to też są umiejętności.

J: Yhym.

K: My możemy mieć te umiejętności, oni niekoniecznie, bądź na odwrót też może być. Nie wnikam już w to dalej. Ale myślę, że sprzęt tutaj… Mój Maciej, moja wielka inspiracja, zawsze mi mówi, że dobry fotograf zrobi dobre zdjęcia nawet butelką. I tak, ja się zawsze stosuję tej zasady.

J: Wiesz co, muszę w takim razie ten cytat dodać do zestawu cytatów, które gdzieś tam mam na stronie.

K: Zawsze przy sobie mam telefon w razie czego, gdyby moje dwa aparaty, mój główny i mój backup w jakikolwiek sposób odmówiły posłuszeństwa. Zawsze też mam ze sobą mojego analoga, którego mam ze sobą w bagażniku czy tam ze sobą właśnie w torbie. Ale też mam zawsze telefon, bo tak naprawdę i telefonem, gdyby była sytuacja wymagająca ode mnie tego, zrobię dobre zdjęcia telefonem.

J: Ok. No to koniec tych przechwałek. Słuchaj, bo mówiłaś o tej komunikacji, o tym własnym głosie gdzieś tam, gdzie pokazujesz siebie na tych mediach, jak ja to nazywam, media socjalistyczne to wiesz, to są social media – tłumaczenie wprost. W każdym razie wiesz, tak mnie interesuje to, bo powiedziałaś, że pokazujesz siebie, no nie? Nie wiem czy nie masz czasem takiego czegoś, że: hej, tego jest za dużo. To jest za duża jakby ingerencja w moją prywatność. Wiesz, jak to u Ciebie wygląda? Gdzie jest wiesz, właściwa według Ciebie proporcja, nie, tego co pokazujesz, a tego czego nie pokazujesz? Czy nie powinnaś pokazywać albo ktoś nie powinien pokazywać?

K: To nie moja sprawa co ktoś sam pokazuje. Dla mnie jest ważne to, co powiedzmy ja pokazuję. Tak naprawdę, tak jak czuję. Są dni, że czuję, że chcę pokazać to. Są dni, że czuję, nie muszę tego pokazywać, bądź nie chcę tego pokazać i po prostu tego nie robię. Nic nie robię przede wszystkim na siłę. Mam czasami takie wrażenie, że zaglądam sobie powiedzmy na instastories i tam widzę jak niektórzy fotografowie czy ludzie wrzucają coś codziennie. Ale ja nie mam takiej potrzeby. Nie czuję takiej potrzeby, że muszę sprzedawać coś codziennie. Sprzedawać, to tak naprawdę gdzieś tam sprzedajemy siebie poprzez to wszystko. Czasami zdarza mi się wrzucać takie rzeczy, które najważniejsze dla mnie, aby zobaczyli to moi przyjaciele. Nie muszę tego rozsyłać do nich wszystkich, żeby coś tam im pokazać tylko wiem, że po prostu każdy z nich gdzieś tam sobie sam to zobaczy w momencie, kiedy jest to udostępnione publicznie. Ale naprawdę nie mam kompletnie ciśnienia, że ja muszę codziennie coś pokazać moim parom, moim przyszłym klientom czy ludziom, którzy tam mogą być potencjalnymi klientami. Nie, nie mam absolutnie tego ciśnienia. Ale myślę, że niestety w czasach w jakich jesteśmy jest to w jakiś sposób koniecznością. Jesteśmy gdzieś tam „zmuszeni” do tego, żeby istnieć, żeby gdzieś tam być zauważonym, żeby ludzie gdzieś tam dostrzegali nas. Mówię cały czas tutaj w kontekście ludzie mówię o naszych przyszłych klientach, bo mi na tym najbardziej zależy, żeby to wszystko działało na plus po to, żeby po prostu gdzieś tam docierało to do właściwych klientów. Do właściwych, właśnie! Że to, co pokazuję pokazuję to ze świadomością taką, że chcę takich właśnie ludzi z powrotem czyli nawet to, co pokazuję ze swojego prywatnego życia to chcę, żeby to rozumieli właśnie ludzie, którzy będą moimi przyszłymi klientami, którzy powiedzmy lubią podobnie robić, bądź lubią podobne rzeczy, żeby właśnie mieć tych klientów, których chcę mieć.

J: Ok, z tego co właśnie mówisz to rozumiem, że chodzi Ci o jakiś specyficzny rodzaj klienta. No może nie chodzi o specyficzny tak, że wiesz, w rozumieniu, że jakiś dziwny czy coś takiego. Natomiast wiesz, że takich osób chcesz, które gdzieś tam do Ciebie pasują. I skąd moje kolejne pytanie, czy miałaś kiedyś takie właśnie doświadczenie, że trafiłaś na ludzi z którymi nie mogłaś się wiesz, dogadać i to Ci gdzieś tam pchnęło

[00:40:00]

w takim kierunku myślenia tego, że nie tyle ja szukam klientów tylko ja szukam tych „właściwych” klientów.

K: Oczywiście. Wiadomo, nadal trafiamy na ludzi z którymi gdzieś tam „nie możemy się dogadać”, że to nie są ludzie, gdzie nadajemy na tych samych falach.

J: A krótko mówiąc, czy…

K: Ale staram się zawsze, staram się zawsze też wejść tak jakby, może nie tyle co w rolę, ale zrozumieć tę drugą stronę i mimo że nie możemy się dogadać czy… może nie tyle co nie możemy się dogadać, bo dogaduję się z każdą moją parą, tylko że nie nadajemy może na tych samych falach. Staram się po prostu zawsze zrozumieć, rozmawiać, pytać, żeby nie było po prostu żadnych nieporozumień. Ale aby przyciągać tego właściwego klienta czyli tego takiego pasującego do mnie to każdy zabieg mój marketingowy, który robię czy social media czy na stronie, do tego dążę. To co pokazuję. Bardzo lubię ludzi, którzy tworzą rzeczy sami na ślubach, którzy stroją śluby sami. Ja jestem też taką osobą, która tworzy wszystko za pomocą rąk i umysłu swojego. I takich ludzi też właśnie chcę poznawać, chcę fotografować. Tacy ludzie do mnie trafiają. Po prostu wystarczy też pokazywać takie śluby.

J: A słuchaj, a czy zdarza Ci się czasem odmówić zlecenia?

K: Tak, jak najbardziej.

J: I co wtedy robisz?

K: Rozmowa schodzi na przykład na jakiś tam tor taki jak nie powinna schodzić. Czuję, że to nie jest po prostu ta sama energia. Ludzie szukają czegoś innego. Chcą ode mnie powiedzmy jakichś tam zdjęć, których ja nie koniecznie robię bądź nie lubię robić. Po prostu wiem, że mogą być niezadowoleni z tego co dla nich stworzę w przyszłości i wolę tego uniknąć. Wolę im polecieć kogoś kto wiem, że im takie coś zapewni po prostu.

J: Acha, czyli wtedy dopasowujesz fotografa powiedzmy, który gdzieś tam Ci się kojarzy, że będzie pasował.

K: Tak.

J: Nie zostawiasz tych ludzi na lodzie.

K: Nie, nie. Zawsze staram się pomóc, nawet jak to nie ja będę fotografem to staram się zawsze pomóc poszukać im czegoś co oni właśnie szukają.

J: To jest bardzo fajne podejście. A słuchaj, jeszcze wracając do mediów socjalistycznych, to mówiłaś… nie powiedziałaś Facebook, powiedziałaś Instagram. I ja wiem, że gdzieś tam po przejście u Ciebie gdzieś tam nastąpiło. Nadal jesteś obecna na Facebooku, ja gdzieś tam Ciebie śledzę. Natomiast z tego co słyszałem o Tobie to Ty bardziej się teraz koncentrujesz na Instagramie, czyli myślisz, że to są właśnie te media społecznościowe 2.0 w tym momencie, które gdzieś tam dla fotografów szczególnie mogą być przyszłościowe czy uważasz, że jest jeszcze na przykład sens inwestować wielkiej energii w Facebook czy już tylko powinniśmy się skupić na Instagramie czy może na czymś innym?

K: Myślę, że nadal trzeba się koncentrować i na Facebooku i na Instagramie, aczkolwiek dla mnie, mi bardziej odpowiada Instagram z tego względu, że jest tam po prostu mniej informacji niż na Facebooku. Na Facebooku po prostu wyświetla Ci się mnóstwo różnych informacji, co ktoś polubił, co ktoś udostępnił, co ktoś gdzieś tam skomentował, gdzie tak naprawdę to może Cię w ogóle nie interesować. To może w ogóle Ciebie nie dotyczyć, to dotyczy w ogóle jakichś zupełnie innych osób i ciężko to przefiltrować tak naprawdę, bo jest tam tyle tych informacji, że no nie się tego przefiltrować. Tak samo jakieś wyskakujące reklamy. No po prostu jest tego za dużo na Facebooku i gdzieś tam troszeczkę zaczęłam od niego uciekać, aczkolwiek no musimy tam być niestety, chociaż myślę, że marka mogłaby coś tam posprzątać trochę. Zrobić z tym porządek, bo to się stało już takie, tak jak się wjeżdża do niektórych wielkich miast i po prostu 10 kilometrów przed miastem masz milion reklam, które widzisz na poboczu drogi. To ja się tak samo czuję po prostu. A że tego nie lubię to staram się tego unikać, tak samo po prostu unikam Facebooka.

J: Czyli taki chaos, który tam panuje. Ale wiesz no..

K: Jest chaos, a Instagram jest rewelacyjnym narzędziem…

J: Instragram też ma tego samego właściciela przecież.

K: Dla ludzi.

J: Yhym.

K: Wzrokowych powiedzmy, dla właśnie tych, którzy cenią sobie zdjęcia, bo składa się głównie ze zdjęć. Minimalistyczne komentarze, minimalistyczne jakieś ikonki, które są dookoła zdjęcia naprawdę pozwalają lepiej odebrać to zdjęcie. I zobaczyć to, co się chce zobaczyć. Jeżeli chcesz sobie dodatkowo coś przeczytać to sobie po prostu czytasz, ale nie jesteś do tego jakby zmuszony, do czytania tego wszystkiego. No i mówię, ten minimalizm, który tam jest. Jesteśmy w takiej dobie takiego prędkiego życia, gdzie otacza nas tyle informacji, tyle obrazów z telewizji, z reklam, z ulic. Po prostu zewsząd, z galerii handlowych itd. że ten Instagram po prostu jest taką perełką moim zdaniem póki co.

[00:45:00]

w tym wszystkim. Jest no, taką malutką powiedzmy galerią i możesz sobie ją sam kurować. To co sobie tam chcesz mieć to sobie masz tak naprawdę, co chcesz oglądać to masz.

J: Yhym.

K: I czym chcesz się inspirować.

J: No na pewno jest…

K: Więc to jest takie naprawdę fajne narzędzie.

J: Tak z tego co ja obserwuję to na przykład Facebook jest przepełniony powiem szczerze, no z mojego punktu widzenia, fotografami, nie? Czyli jak ja patrzę na to kto lubi na przykład mój profil na Facebooku to widzę, że w większości są to fotografowie jednak. Czyli gdzieś tam sami siebie śledzimy wszyscy jako środowisko, a Instagram jest jeszcze takim miejscem, gdzie jest mimo wszystko większość takich osób powiedzmy spoza branży, czyli tych takich potencjalnych klientów. Ja nie mówię, że fotografowie nie mogą być Twoją wiesz, grupą odbiorców, nie, no bo nawet wiesz, tak jak Ty prowadzisz czy ja prowadzimy warsztaty no to wiadomo, że fotografowie gdzieś są też taką grupą docelową, nie? Czyli tutaj ten podział na Facebook i na Instragram, czy tu masz klientów czy tu to zależy co chcesz promować. Natomiast mi się wydaje, że właśnie Facebook już stracił tą taką moc, jak przynajmniej dla mnie. Ale słuchaj…

K: Troszeczkę stracił, troszeczkę stracił. Jeszcze tylko powiem à propos właśnie Instagrama. To jest naprawdę pozytywne narzędzie i mam naprawdę, miałam w tym roku, sfotografowałam kilku moich klientów, którzy właśnie do mnie „przyszli z Instagrama” więc to jest naprawdę… I wcale nie wrzucam nie wiadomo ilu zdjęć ślubnych, to jest właśnie też fajne. Bo wrzucam dużo zdjęć takich innych, które lubię robić, czy z podróży czy po prostu samej przyrody.

J; Czyli co, czyli masz na Instagram osobną taktykę? To nie jest tak, że skopiowałaś 1:1 to co robiłaś wiesz, na Facebooku i przeniosłaś to na Instagram, czy po prostu zastosowałaś…

K: To nie jest taktyka, to nie jest taktyka. To jest po prostu chęć pokazania swojej sztuki, tej innej, nie tej takiej ślubnej, ale też tej właśnie takiej, którą się tworzy na co dzień po prostu.

J: Ok, czyli jest tam więcej Ciebie.

K: I to jest dodatkowe można powiedzieć, dodatkowy plus właśnie, że można to rozdzielić, że na Facebooku wrzucasz tylko na przykład ślubne, a na Instagrama wrzucasz tylko jakieś tam inne, bądź na odwrót. Naprawdę można tutaj wymyślać sobie taktyki różne, każdy.. naprawdę jest… oglądając nawet, w tym momencie weźmiesz do ręki telefon, zaczniesz przeglądać Instagrama i zobaczysz jak każdy ma w ogóle zupełnie inne jakieś tam sposób prowadzenia właśnie swoich kont. Tak samo na Facebooku.

J: A słuchaj, jakby na przykład zdarzyło się tak, że słucha nas osoba, która jeszcze jakby nie weszła na Instagram.

K: Yhym.

J: To czy mogłabyś dać wiesz, jedną taką radę, nie, takiej osobie, która gdzieś chciałaby zacząć, ale się gdzieś tam boi, nie rozumie tego, wiesz, no jakaś taka złota rada od Kamili Piech.

K: Jak zacząć, a nie rozumiem tego to jest też zupełnie dwie różne rzeczy, bo najpierw trzeba sobie po prostu na to wejść, zrozumieć, zobaczyć, a potem po prostu zacząć. Myślę, że jedyna radą, jaką może być to wziąć zebrać się w sobie, wrzucić pierwsze zdjęcia, a potem wrzucać codziennie jakieś zdjęcia, bądź co drugi dzień, ale bardzo często, bo to są takie czasy, że trzeba bardzo wrzucać rzeczy czy na Instagrama czy na Facebooka.

J: Czyli też…

K: Żeby gdzieś tam to mogło dotrzeć.

J: Ok.

K: Więc to jest moja rada, tak pierwsze co, założyć konto na Instagramie, wrzucić pierwsze zdjęcie i potem codziennie wrzucać kolejne. Hasztagować je, dodawać hasztagi takie, które mają przyciągnąć Ci właśnie danych ludzi. To jest tak samo jak ja sobą próbuję przyciągnąć klientów tak samo można hasztagami. Odpowiednie hasztagi przyciągną odpowiednich ludzi.

J: Wiesz co, bo akurat à propos hasztagów to gdzieś tam nagrałem takie video na YouTube, bo zobaczyłem fotografów z Polski, którzy gdzieś tam dodawali hasztagi wedding photographer New York, nie? Mimo, że zdjęcie było tam powiedzmy w Lublinie zrobione i tak się zastanawiałem, czy to jest taktyka pozyskania tych klientów na…

K: W Nowym Jorku.

J: Destination weddings czy co to jest tak naprawdę. Co Ty o tym sądzisz, o takim jakby… Ja nie powiem, że to jest zakłamywanie wiesz, rzeczywistości, nie, ale no jeżeli fotografujesz w Lublinie, a dajesz, że to jest hasztag wedding Paris, no to wiesz, no to… Ja tego przynajmniej nie rozumiem. Może ja jestem wiesz, ograniczony, nie?

K: Może być ciężko z uzyskaniem ślubu w Paryżu, ale to też jest myślę, jakaś tam taktyka tylko trzeba ją też odpowiednio przemyśleć pod swoim kątem, czy to jest na pewno dobra taktyka, bo jak można dodawać hasztag nie wiem, właśnie wedding photographer New York, a w oznaczeniu miejsca mieć coś w Warszawie

[00:50:00]

czy w Gdańsku czy gdzieś tam w Krakowie więc to tak. No to trzeba już, to już trzeba na swój własny rozum myślę, to zrobić, co inni robią.

J: Czyli to trzeba we własnym sumieniu rozważyć. Ok, dobra.

K: Dokładnie, to trzeba samemu sobie znaleźć swój sposób i stwierdzić czy on jest dobry, czy on jest zły. Nie mi oceniać też. Każdy robi to co chce.

J: Ok, to nie będziemy się znęcać tutaj nad nikim. To miało być wszystko w pozytywnym tonie prowadzone.

K: Aczkolwiek przepraszam, że Ci przerwę. Aczkolwiek jeżeli rzeczywiście marzysz po prostu o tym, żeby robić zdjęcia nie wiem, w Nowym Jorku, czy w Paryżu i hasztagujesz to to hasztaguj to konsekwentnie po prostu na każdym zdjęciu, żeby to mogło… kiedy ktoś będzie rzeczywiście z Paryża szukał fotografa to żeby zaczęło mu się to po prostu wyświetlać.

J: Ok, czyli konsekwencja.

K: Tak.

J: To jest druga złota…

K: Tak, to też jest konsekwencja. Zawsze trzeba być konsekwentnym.

J: Druga złota rada od Kamili Piech, znanej instagramki…

K: Nie przesadzaj!

J: Z puszczy czy tam z lasu. Ok, czas nam się powoli kończy. Ale jeszcze mam takie dwa pytania do Ciebie. Pierwsze to jest o przyszłość fotografii ślubnej, no bo tak jak wiesz, tak jak Ty już masz tą drogę jakąś gdzieś tam przebytą, to na pewno zaobserwowałaś jak to się bardzo wszystko zmieniło. W którym kierunku Twoim zdaniem to zmierza i czego możemy się spodziewać wiesz, w przyszłości? Czy nadal ludzie będą jeździć na Islandię? O, może coś takiego.

K: To zmierza w takim kierunku w którym chcemy, po prostu. To co robimy to będziemy mieć więc to wszystko zależy od nas. To co będziemy robić, to co będziemy promować, to co będziemy pokazywać to będzie gdzieś tam wchodziło w życie. Są ludzie, którzy robią rzeczy za nią inni podążają więc wdrażają to też w siebie. Ktoś gdzieś tam rzuca jakąś modę i ta moda zaczyna wchodzić w życie u innych ludzi i zawsze tak było, zawsze tak będzie. Ale moim zdaniem i ja tak robię, i staram się tak robić, ja po prostu cały czas robię swoje. Staram się, staram się bynajmniej cały czas robić swoje, dążyć do swoich własnych celów. I to jest tak naprawdę moja przyszłość w fotografii, mojej fotografii ślubnej. To co robię i jak robię. I czego ja chcę tak naprawdę.

J: A słuchaj, a zapytam się Ciebie czy ten fotograf z bramy jeszcze jest w biznesie?

K: Chyba tak.

J: Tak?

K: Chyba tak, wydaje mi się, że tak. Może w słabszym okresie.

J: Rozumiem.

K: Ale nadal robi zdjęcia paszportowe. Wiem, że nadal chodzi do kościoła na ceremonie fotografować więc gdzieś tam cały czas istnieje. I myślę, że w jakimkolwiek punkcie tej naszej fotografii ślubnej nie będziemy to myślę, że jeżeli tylko będziemy tego chcieli to będziemy mieć klientów i będziemy działać.

J: Ok. A co byś powiedziała, że jest najtrudniejszą jakby częścią pracy fotografa ślubnego, tak wiesz, z Twojej perspektywy?

K: Najtrudniejsze…

J: Może teraz zacznijmy straszyć tych ludzi, którzy słuchają, wiesz, że to jest trudne jednak.

K: Tak naprawdę każda część jest trudna, bo i samo fotografowanie w dniu ślubu jest bardzo ciężkie. To jest naprawdę bardzo trudna praca, bardzo odpowiedzialna, bardzo stresująca. I bardzo ciężka nie tylko fizycznie, bo fizycznie jest bardzo ciężka, ale i też mentalnie, bo to co zachodzi też w naszej głowie podczas tego dnia to też jest bardzo dużo pracy w to włożone. Kolejną częścią pracą, później masz obróbkę, która też jest bardzo ciężka. Wydaje się, że się tylko siedzi przy komputerze, ale tak naprawdę i kręgosłup dostaje po dupie i oczy dostają po tyłku. I tak naprawdę spędzamy tutaj wiele godzin, gdzie moglibyśmy w tym momencie spędzać czas z rodziną. To jest bardzo ciężka praca. A kolejną ciężką pracą jest nie wiem, przygotowywanie produktów dla klientów, komunikacja z klientami, emaile. To też jest naprawdę, to wcale nie jest takie proste, że siadasz: aaa, odpiszę tylko na emaila. Bo potrafimy po dwie, trzy godziny, ja potrafię dwie, trzy godziny dziennie spędzać odpisując na emaile tym bardziej, że jest ich naprawdę bardzo dużo. Więc myślę, że każdy etap naszej pracy jest ciężki. Tu nie ma tak, że jest najcięższy któryś. Każdy jest myślę, że na tyle ciężki, że jeżeli ktoś chce zostać fotografem ślubnym to się musi po prostu nad tym dobrze zastanowić, czy go stać na to czy nie.

J: A zgodzisz się z tym twierdzeniem, że fotografia ślubna nie jest tak jak inne zawody, że jak nie wiem, na przykład lekarz czy prawnik, że to nie jest zawód na całe życie.

K: Dlaczego? Może być zawodem na całe życie. To też wszystko zależy od nas czy się wypalimy.

J: Ale w sensie, że do śmierci czy do…

K: Przecież w każdym zawodzie można się wypalić tak naprawdę i każdy zawód, lekarza zawód też może potrwać tylko kilka dni i ktoś może odejść. Znam ludzi, którzy byli lekarzami, a są teraz tutaj fotografami. Może być tak, że ktoś jest fotografem, a zostanie nie wiem, stolarzem. No cokolwiek. Po prostu myślę, że to wszystko zależy od nas.

[00:55:00]

Ale też trzeba pamiętać, że fotografia to jest tak samo zawód jak każdy inny. To jest tak samo zawód jak i lekarza zawód, czy właśnie stolarza wspomnianego. Czy kogo innego. Nie jesteśmy jakimiś super gwiazdami muzyki rockowej tylko jesteśmy po prostu fotografami ślubnymi.

J: Ok, a jak Ty byś miała robić cos innego niż teraz robisz to co to by było? Tak już wiesz, futurystycznie pogadajmy na sam koniec.

K: Coś może manualnego.

J: Ok, czyli dalej jakieś artystyczna aktywność.

K: Może to być też coś związanego z obrazem. Może to być malarstwo. Może to być coś co bym wykonywała ręcznie. Może coś w drewnie, bo bardzo lubię drewno. Mogłabym tak naprawdę być drwalem, mogłabym po prostu pracować w lesie i rąbać drzewo.

J: Wiesz co, ciężko mi jest Ciebie wyobrazić sobie…

K: Może nie tyle co rąbać.

J: Z siekierą.

K: Może nie tyle co rąbać, bo nie chciałabym wycinać niepotrzebnie drzew, ale może mogłabym być, o proszę bardzo, mogłabym być gajowym. Panią gajową.

J: Ok, czyli następne spotkanie za kilka lat z panią gajową przeprowadzę.

K: No! To są różne, nie wiem tak naprawdę, nie zastanawiam się nad tym. Jeżeli będzie taka pora, gdzie będę musiała „zmienić zawód” to po prostu to zrobię i na pewno zrobię to w kierunku takim w którym chcę, który lubię, który będzie mi sprawiał przyjemność.

J: Z tego co mówiłaś widzę, że to Cię nadal cieszy to co robisz więc ta przyszłość o której gdzieś tam mówimy pewnie nie zdarzy się prędko. Dzięki, dzięki za spotkanie i dzięki, że pojawiłaś się tutaj jako pierwsza osoba, że tak powiem z zewnątrz w tym podcaście. Także myślę, że to będzie też fajne takie coś dla innych, żeby posłuchać Twoją historię no nie? Jak po kolei gdzieś tam doszłaś do tego co robisz teraz także myślę, że to może być dla kogoś też pozytywne takie…

K: I ja mam też nadzieję. Mam nadzieję, że ktoś tam dla siebie też będzie mógł coś z tego wyciągnąć, że to nie jest tylko jakieś tam bez sensowne gadanie nasze.

J: Dokładnie.

K: Dziękuję Ci Jacku!

J: Dzięki.

K: Za rozmowę. Naprawdę bardzo się cieszę, że mogliśmy sobie tutaj spokojnie porozmawiać.

J: Dziękuję za słuchanie tego odcinka podcastu. Czekam na Wasze komentarze na grupie „Niezłe Aparaty” podcast na Facebooku. Jeśli znacie fotografów, którzy z niewiadomych względów nie słuchają jeszcze „Niezłych Aparatów” to proszę o podesłanie im linka do tej audycji. Dzięki Wam właśnie podcast rośnie, buduje swoją popularność, a dzięki popularności mogę zapraszać kolejnych gości do audycji. Także dzięki, do usłyszenia za tydzień!

Leave A

Comment

29 grudnia 2016
Jacek dziękuję Ci z całego serca za możliwość podzielenia się cząstką życia i pracy <3 Cudownie było podyskutować, poopowiadać, pośmiać się :) Mam nadzieję, że wszystkim będzie się lekko i przyjemnie słuchało :*
Odpowiedz
    29 grudnia 2016
    Kamila Piech to ja dziękuję, bardzo fajnie opowiadasz. Przyjemnie się tego wszystkiego słucha. Jak do tej pory zbieramy w sieci same pozytywne komentarze hehe, zero hejtu aaa to się nie dzieje :)
    Odpowiedz
29 grudnia 2016
Jestem na ósmej minucie i muszę przyznać, że jestem jednym z marginesu (Policealna fotograficzna z dyplomem) :D
Odpowiedz
    29 grudnia 2016
    No widzisz Mariusz! YOU are so special :) To już masz coś co Cię wyróżnia!
    Odpowiedz
    8 stycznia 2017
    Ja też ;) Licencjat z dziennikarstwa ze specjalizacją fotograficzną
    Odpowiedz
    26 lutego 2017
    Elżbieta Kocięda w sam raz na fotograficzny story telling :)
    Odpowiedz
5 stycznia 2017
Jacek Siwko - naturalna fotografia ślubna Superowy pomysł. Posłuchałam wczoraj do poduchy. Kamila Piech Photography <3
Odpowiedz
    5 stycznia 2017
    Elżbieta cieszę się, że znalazłaś czas <3 <3 dziękuję :*
    Odpowiedz
8 stycznia 2017
" - Jesz ciasta?" :D hehe cudowni jesteście!
Odpowiedz
    8 stycznia 2017
    Elżbieta Kocięda to pytanie ma fundamentalne znaczenie dla fotografii ślubnej :D hehe
    Odpowiedz