Jakie grupy fotograficzne warto odwiedzać? Jak znaleźć fotografów do wymiany terminów i zyskać lepsze zlecenia? O tym w kolejnym odcinku Fleszem po oczach.

instagram: @niezleaparaty
fb: @niezleaparatypodcast

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach.

Fleszem po oczach. Tematy odcinka:

W drugiej audycji Fleszem po oczach porozmawiamy o ostatnim odcinku podcastu Niezłe Aparaty, czyli rozmowie z Darkiem Sobieskim, z którym rozmawialiśmy o tym jaką wartość ma zeszyt z notatkami o fotografii prowadzony przez wiele lat? Wydaje się, że rzecz to bezcenna. Któż z nas nie chciałby do niego zajrzeć? Dziś przytrafi się nam taka okazja. Porozmawiamy sobie o relacji uczeń–mistrz, inspiracjach fotograficznych a także o tym co wspólnego z fotografią ma… muzyka. O potrzebie brania udziału w wydarzeniach fotograficznych, wystawach, wernisażach, spotkaniach ze znanymi fotografami (z nieznanymi też). 🙂 W dalszej części Fleszem po oczach nawiązuję do tematu, który pojawił się w ostatnim newsletterze, czyli fotograficznych grupach wsparcia.

Recenzowaniu zdjęć innych fotografów, postów na blogach, pojedynczych ujęć. Jak dobrać idealną grupę fotografów do grupy wymiany terminów. Czy dobrać się pod kątem podobnego stylu, cen za usługi fotograficzne? Czy jest sens by grupa wymiany terminów na zlecenia ślubne składały się z większej ilości niż 8-10 fotografów? Odpowiadam na pytania odbiorców newslettera. “Czy tylko ja trafiam na trudne sytuacje, nieciekawe wizualnie zlecenia fotograficzne?

O potrzebie edycji zdjęć, tego co pokazujemy na blogu i w sieciach społecznościowych. Właściwym nastawieniu kiedy idzie się na zlecenie. O tym co wpływa na decyzje klientów, gdy szukają fotografa na ślub czy sesję rodzinną. Podpowiem wam jak zrobić progres i łapać zlecenia, które pozwolą otrzymywać wyższe stawki za swoją pracę.

Grupa słuchaczy podcastu FB: Niezłe Aparaty Podcast
Podcast możecie znaleźć także na iTunes

Muzyka użyta w podcaście.

Zapis spotkania:

GRUPY DLA FOTOGRAFÓW, CZYLI WSPÓŁCZESNE FORA FPO#2

Cześć wszystkim! Z tej strony Jacek Siwko, a to jest audycja Fleszem Po Oczach, odcinek numer 2.

Ostatnio, jak spojrzałem na statystyki podcastu – na to, gdzie słuchacie audycji, to zorientowałem się, że Wy w większości mieszkacie w dużych ośrodkach miejskich. Czyli są to osoby z Warszawy, z Krakowa, z Katowic, nawet z Olsztyna, co jest tutaj niedaleko mnie i podejrzewam, że w takich miastach macie większy dostęp do tego, co oferują takie miejsca kulturalne, typu muzea czy galerie. W związku z tym polecałbym Wam taką praktykę, jaką Darek Sobieski rekomenduje w podcaście, żeby po prostu chodzić na spotkania i warsztaty z fotografami, którzy nawet niekoniecznie są w tej samej branży czy pracują w tym samym kierunku. Jak jesteście fotografami ślubnymi albo rodzinnymi, to warto chodzić też na wystawy fotografii dokumentalnej, żeby posłuchać tego, co ci fotografowie mają do przekazania.

Co ciekawe Darek prowadzi jeszcze taki zeszyt fotograficzny, w którym zapisuje wszystkie myśli, które pojawiają się w głowie właśnie podczas takich spotkań, wykładów, podczas tego czasu, kiedy chodził na zajęcia fotograficzne w szkole. I jest to cały czas ten sam zeszyt. I też bym Was namawiał do tego, żeby nie notować w różnych notatnikach – pięciu, dziesięciu czy na takich karteczkach, które są zawsze pod ręką, tylko znaleźć sobie jeden taki notes i go po prostu męczyć i zapisywać te wszystkie rzeczy, te pomysły, które pojawiają się Wam w głowie.

Ja mam akurat przy sobie ten notes, który też najczęściej wykorzystuję. Ale to może moja żona potwierdzi, że mam też taką tendencję do tego, aby zapisywać różne pomysły na karteczkach i przyklejać je na wszystkich możliwych sprzętach, na komputerze i tak dalej. I to się wszystko gromadzi i część z tych pomysłów, które mógłbym wprowadzić w życie nie wprowadzam dlatego, że po prostu giną. I myślę, że taka praktyka, którą Darek zaproponował w najnowszych odcinku podcastu Niezłe Aparaty, jest fajna. Żeby wszystko gromadzić w jednym miejscu, bo potem nawet, jak się przegląda ten zeszyt z różnymi pomysłami – wymyślicie sobie na przykład, że, nie wiem, „w tym roku chcę się polepszyć w tym, jak błyskam fleszem”. I po jakimś czasie się oczywiście o tym zapomina, że był taki cel, a zaglądasz sobie, wertujesz ten zeszyt, przypomina Ci się – „dobra, to w takim razie muszę sięgnąć po książkę o fotografii z lampą błyskową”.

Akurat ja mam tutaj taką książkę, którą mógłbym polecić, dla takich ludzi, którzy chcą fleszem się zainteresować. To jest takie niesamowite kompendium wiedzy o błyskaniu. Oczywiście sam tego jeszcze do końca nie przejrzałem, dlatego tylko tak reklamuję, bo mnie to wciągnęło – bardzo fajna lektura dla wszystkich, którzy chcą jakoś tam pójść z fotografią do przodu.

Zresztą są takie kanały, jakie na przykład robi Jacek Woźniak, o błyskaniu. Tam jest bardzo dużo informacji i to jest wszystko za darmo dostępne. Więc korzystajcie z tego, co jest w sieci. I tak samo, jak Darek Sobieski wykorzystuje każdą możliwą okazję do spotkania się z różnymi fotografami, tak i my możemy. Nawet jeżeli mieszkacie tak, jak ja – w jakiejś wsi zabitej deskami, to myślę, że możemy korzystać z tego, co jest w sieci.

Chciałbym jeszcze troszkę powiedzieć odnośnie tej wiadomości, którą Wam wysłałem. Dotyczyła ona grup wsparcia, czyli takiego mojego pomysłu dotyczącego tego, jak się rozwijać fotograficznie. I myślę, że takie grupy wsparcia są szalenie ważne, dlatego, że w pojedynkę nie jesteśmy czasem w stanie przezwyciężyć pewnych trudności technicznych czy jakoś się odnieść bez emocji do naszych fotografii. Bo wydaje mi się, że jako fotografowie mamy taką tendencję, że jesteśmy zbyt emocjonalni wobec tego, co stworzymy. I mamy jakieś zdjęcie – nam się wydaje, że jest super. Po prostu jeżeli ktoś nas krytykuje to oczywiście nie ma racji. Ale wydaje mi się, że takie otwarcie się na krytykę, pod warunkiem oczywiście, że ona jest konstruktywna, jest spoko.

Tylko że w pewnym momencie dochodzimy do takiego punktu, gdzie mamy do czynienia z anonimową krytyką w internecie i ona nie jest dobra, ponieważ krytyka wymaga też jakiegoś wiarygodnego źródła. Żeby traktować ją poważnie, to musi być ktoś, kto rzeczywiście ma jakiś autorytet, coś osiągnął w fotografii, on nie jest jakimś przypadkowym ‘Zdziśkiem z sieci”, który Ci pisze komentarze pod zdjęciami i czuje się przez to jako ekspert i poprawia swoje ego. W związku z tym, jeżeli jesteście na takich dużych grupach, po ileś tam tysięcy osób i wrzucacie tam zdjęcia, licząc na to, że jakaś konstruktywna krytyka tam się pojawi, to raczej ja byłbym realistą i wycofał się z tego typu rzeczy.

Raczej bym celował w taki grupy pięć, osiem, do dziesięciu osób. Waszych najbliższych znajomych – takich ludzi, których gust cenicie. I też, tak jak w przypadku wystaw czy spotkań z fotografami. Mówiłem o tym, żeby chodzić na rzeczy niekoniecznie związane z Waszą branżą, jeżeli chodzi o fotografię, tak samo bym właśnie polecał Wam tworzenie takich grup wsparcia też niekoniecznie z fotografami, którzy działają w ślubach albo w fotografii rodzinnej. Bo równie dobrze ktoś może fotografować modelki, ale zna się super na fotografii i też potrafi ocenić pod kątem fotograficznym Wasze zdjęcia, więc warto pomyśleć, kogo zaprosić do takiej grupy.

I myślę, że, jeżeli to będę takie osoby, którym warto ufać – nawet, jeżeli nie znacie tych pięciu, ośmiu osób, to nawet dwie, trzy osoby wystarczą. I wtedy to możecie robić na takiej zasadzie, że komunikujecie się bezpośrednio na Messengerze na przykład. Podsyłacie link do danej publikacji i „hej, co myślisz?”. Ktoś Wam pisze parę zdań, które naprawde pomagają podszlifować swój warsztat albo na przykład polepszyć dany post ze zdjęciami. I tak naprawdę te grupy wsparcia nie muszą się opierać tylko i wyłącznie na pojedynczym zdjęciu, ale mogą też działać na takiej zasadzie, że „hej, mam tutaj właśnie przygotowany post, publikację albo zmieniłem coś na stronie, powiedz, co myślisz na ten temat”.

Może to się opierać nie tylko na Waszych zdjęciach, ale też starać się przeczytać tekst, który tam jest. Bo często jako fotografowie utykamy na sprawach związanych z językiem. Operujemy językiem wizualnym. Natomiast, jeżeli chodzi o pisanie, to już mamy pewne opory. Ostatnio był taki podcast z Martą Mytych i ona mówiła, żeby starać się pisać codziennie. Jakieś parę zdań o swoich przeżyciach. I ja też właśnie na ten temat napisałem na Fotoblogii mini-artykuł, oczywiście reklamując podcast z Martą. Natomiast chodziło mi o to, żeby podać ten pomysł dalej. Po prostu jako fotografowie nie podchodzimy do pisania poważnie. Nie zajmujemy się tym, bo uważamy, że to jest coś strasznego, że to jest coś trudnego. Ale zobaczycie, że im więcej będziecie pisać, tym lepsi w tym zrobicie. I tak naprawdę, mi na przykład, bardzo pomaga czytanie. To bardzo rozwija moją umiejętność sklecania w miarę sensownych zdań. I takie rzeczy też możecie w tych grupach wsparcia oddawać pod ocenę innym fotografom. Więc myślę, że to też będzie ciekawa sprawa.

Poza tym, taka grupa wsparcia nie musi tylko bazować na ocenie. Bo tak naprawdę możecie zrobić sobie taką grupę, która będzie też jednocześnie grupą wymiany wolnych terminów ze zleceniami. I wiem, że w Internecie, szczególnie wśród fotografów ślubnych jest bardzo popularna taka tendencja do wymiany terminów, że ktoś wrzuca ogłoszenie z daną datą i mówi „czy ktoś ma tu wolny termin?”. I to jest grupa, która zrzesza kilka tysięcy fotografów i potem jest taka mega duża lista ludzi, którzy mają wolny termin i też chcą to zrobić. I tak naprawdę wyobraźcie sobie sytuację, że panna młoda otrzymuję właśnie taką listę fotografów do wyboru. To wcale nie ułatwia. Ona ma jeszcze trudniejszą sprawę niż samodzielnie szukając fotografa w Internecie.

W związku z tym, ja bym na przykład zrobił tak, że kilku fotografów, którzy działają w podobnej lokalizacji geograficznej zbiera się w jedną grupę i wszyscy mniej więcej mają podobny styl. Nie mówię, że taki sam, bo każdy ma troszeczkę inny, przefiltrowany przez swoją osobowość. Ale na przykład działacie na tych samych półkach cenowych. I to jest też fajna opcja, żeby polecać się między sobą, bo wtedy jest większa szansa. Jeżeli polecicie jakiegoś fotografa od Was to na pewno klient nie będzie usatysfakcjonowany, bo on zgłaszając się do Was szuka mniej więcej kogoś na tym samym poziomie.

Dwojako można wykorzystać takie grupy wsparcia. Tylko podkreślam, że ważne jest to, żeby było one bardziej intymne. Zamknięte na maksymalnie osiem osób. Dziesięć to już jest taki naprawdę maks. I z tego, co ja widzę, to się tylko takie coś sprawdza. Bo jak się prześledzi jakieś grupy typu Looks Like Film albo grupa Caffe – Akademii Fotografii Ślubnej… To tam widać, że jak ktoś wrzuci daną datę, to po prostu jest jakaś miazga, jeżeli chodzi o ilość zgłoszeń. Tak że myślę, że to nie działa. Maksymalnie, jeżeli komuś polecacie jakiegoś fotografa, to nie szedłbym w więcej, jak dwa, trzy nazwiska. Dwa, trzy linki do sprawdzenia dla tej osoby. I tylko takie coś ma rację bytu.

Ale też jak będziecie tak działać w takich małych grupach to zobaczycie też, że to zacieśnia Wasze relacje. Że to nie jest takie już anonimowe, że „Jacek Siwko polecił tam stu dwudziestu fotografów i wszyscy to wzięli na serio”. No nie, raczej nie. Jeżeli ja bym polecił dwóch, trzech czy jednego nawet, to to by było takie bardziej sprecyzowane i bardziej osobiste.

Jeżeli chcecie, żeby takie polecenie też działało trochę mocniej, to można zrobić coś takiego, że wysyłając mail z odpowiedzią do klienta, załączyć ukryty do wiadomości, wpisując adres tego fotografa. Żeby on czy ona w momencie, kiedy otrzymuje potem zapytanie od danego klienta, widzi, że „aha, to była sprawa, co tam na przykład Jacek wysyłał”. Że on już kojarzy sprawę. Ja na przykład, jak polecam jakiegoś fotografa, to zawsze dodaję, że „hej, proszę się powołaj na mnie” to będzie tak jakby bardziej przyjacielsko. Ale też informuję fotografa, że „hej, wysłałem do Ciebie panią Mariolę na przykład, ona może się zgłosić, ślub w Zakopanem czy w Warszawie” i wtedy on wie, o co chodzi. Wie, że to jest ode mnie polecenie. Ale tak na dobrą sprawę nigdy nie macie pewności, że dany klient się powoła na Was. Więc ukryty do wiadomości daje taką pewność, że fotograf będzie wiedział, że to jest polecenie od Was, a dwa, będzie wiedział, że to chodzi o sprawę takiego i takiego zlecenia.

Ktoś pisze tak: „Czy tylko ja wpadam na trudne sytuacje? Beznadziejne lokale i takie sobie pary”. Moim zdaniem nie. Każdy z nas ma takie sytuacje i tak naprawdę, jakbyście zobaczyli, w jakich lokalizacjach niektórzy topowi fotografowie fotografują – tutaj mówię już stricte o zdjęciach ślubnych – to byście się zdziwili. Kwestia jest tego typu, że nie wszystkie zdjęcia lądują na stronie czy na profilach społecznościowych. W związku z tym wydaje mi się, że tutaj takim kluczem będzie słowo selekcja, czyli odpowiednie dobieranie materiałów, które pokazujecie na stronie. Zawsze jest taka zasada, że dostajemy to, co pokazujemy, czyli to działa na zasadzie takiego błędnego koła. I jeżeli ktoś napisał do mnie, czy tylko on wpada na takie sytuacje, że ma ciągle te same zlecenia, w sensie nieciekawe wizualnie, to to jest kwestia tego typu, że nie wyrwałeś się z tego kręgu.

I takim podejściem, które ja też polecam jest to, co stosują piłkarze. Może to brzmi głupio i zawile, ale już tłumaczę. Wyobraźcie sobie, że jakiś piłkarz znany, typu Leo Messi, zostaje teraz zdegradowany do jakiejś czwartej ligi w Polsce. I koleś o takich umiejętnościach, takim talencie ma grać w czwartej lidze. I co on robi? Przecież on się nie podda. Nie będzie grał na poziomie tych czwartoligowców, bo on wie mentalnie i w środku jest przekonany, że może grać w Barcelonie czy w jakimś tam innym klubie. I on po prostu musi grać na tym poziomie. I tak samo jest z fotografią. Jeżeli ma zlecenie w jakiejś remizie przysłowiowej, a wie, że jego talent jest po prostu bez granic, jest najlepszy w tej branży w Polsce i w ogóle na świecie, to on, czyli Ty, który tego słuchasz i chcesz wyrwać się z tej matni zleceń beznadziejnych, jak to określiłeś, musisz robić tak, jakbyś po prostu był takim piłkarzem zdegradowanym do czwartej ligi. Jestem tu, nie wiem, dlaczego na tym zleceniu w tej remizie, ale zrobię to tak jakby to Vogue właśnie mnie delegował na to zlecenie. I jeżeli będziecie chodzić na zlecenia z taką mentalnością, to jestem przekonany, że w bardzo szybkim czasie będziecie robić coraz lepsze zdjęcia i wyrwiecie się w kierunku lepszych zleceń.

Ja też miałem taki okres, że fotografowałem w takich miejscach, które określiłbym jako nieciekawe wizualnie. To jest takie oczywiście grzecznościowe pojęcie, ale wszyscy chyba wiedzą, o co chodzi. I zawsze mi się wydawało, że ja powinienem mieć jakieś super zlecenia i tak dalej. Ale dopóki nie zacząłem fotografować tak, jakby te zlecenia były tak samo ważne, jak te w topowych lokalizacjach, to nie udałoby mi się wyrwać z takiego właśnie kręgu zdjęć, powiedzmy, robionych w takich remizach.

Marek Błachnio pisze, że wypiękniałem, ale to jest kwestia tego typu, że byłem u mojego fryzjera, u Kamila, który tutaj niedaleko urzęduje, bo on ostatnio obejrzał na Instagramie moje InstaStories, bo miałem takie, że wstałem i miałem taką fryzurę, jak detektyw Rutkowski. I on napisał, że się obraża na mnie, że jak ja mogę z takimi włosami i muszę przyjść. W związku z tym, stąd to wypięknienie. Tak oczywiście żartuję.

Wracając do głównego wątku, czyli tego pytania o to, jak wyrwać się i fotografować dla lepszych klientów, czy, powiedzmy, na takich wyżej budżetowych ślubach, to mi się przypomniała taka historia. Miałem kiedyś taką parę, z którą prowadziłem negocjacje i oni powiedzieli „słuchaj, jest taka sprawa, że ty wysłałeś nam dwa zlecenia, które zrobiłeś”. Powiem Wam, że chodziło o pełne galerie. Nie o to, co pokazałem na blogu, tylko pełne galerie – śluby od A do Z. I oni się zastanawiali. Powiedzieli, że jedno wesele było całkiem fajne, a z drugim było coś nie tak. I tak myśleli, myśleli i powiedzieli mi na spotkaniu, że poszło o to, że tamto zlecenie było niskobudżetowe. I to jest taki może przykry fakt. Ja wtedy doszedłem do wniosku, że pieniądze przyciągają pieniądze. I tego nie przejdziecie.

To jest kwestia tego typu, że – ok, można fajnie edytować materiały, ale jak klient poprosi o to, żebyś pokazał czy pokazała materiał od A do Z, to wtedy wyjdzie szydło z worka. I wtedy moi klienci powiedzieli, że… Bo się oczywiście skończyło tym, że my mieliśmy umowę, ale oni mówili, że właśnie długo, długo im to nie dawało spokoju, że nie wiedzieli, o co chodzi – myśleli, że te zdjęcia są słabsze, ale stwierdzili jednocześnie, że zdjęcia były ok, tylko po prostu to wesele nie było takie ok. I to mogło zdecydować, czy oni chcą mnie zatrudnić czy nie. I zobaczcie, jakie absurdalne powody, dla których ludzie mogą na przykład Was nie zatrudnić. To jest właśnie to, ile Wasi klienci obecni zainwestowali w dekoracje i gdzie zorganizowali to wesele. Więc takie rzeczy po prostu decydują to tym – to aż głowa boli. Natomiast to pokazuje tylko to, jak ważna jest selekcja.

Czyli znowu wracamy do tego tematu grup wsparcia i tego, jak na przykład inni fotografowie będą Wam mówić, że „wywal to zdjęcie, bo ono psuje taki efekt, który zdążyłeś wypracować tym postem”. Bo czasami jest tak, że my chcemy jako fotografowie zbyt dużo pokazać i w jednym poście staramy się pokazać detale i jakiś tam dom pary, jak wyglądał czy, powiedzmy, dom rodziny, jeżeli robicie sesję rodzinną, taką lifestyle’ową. A on niekoniecznie może być wykończony. Mogą być jakieś nieotynkowane ściany, gdzieś coś. To takie rzeczy trzeba chować po prostu. To nie jest nic złego. To nie jest z Waszej strony krytykowanie. Natomiast fotografia czy sprzedaż takich zdjęć dla ludzi wiąże się trochę z takim – ja to nazywam – przekłamywaniem na plus, że po prostu przedstawia się rzeczy lepiej niż one wyglądają w rzeczywistości.

Jest jeszcze takie pytanie właśnie, jak zrobić progres i jak wskoczyć na wyższe progi cenowe. Właśnie poprzez właściwe pokazywanie tego, co robicie. Ja na przykład miałem taki przypadek, że miałem super sympatyczną parę i bardzo chciałem ich pokazać i nawet pokazałem na Facebooku. Po czym moja żona zobaczyła i mówi „nie, tych już nie pokazuj, bo ty chcesz celować gdzieś wyżej”. I mi było bardzo przykro z tego powodu. I czasami tak jest, że chcielibyście, ale jeżeli chcecie pozycjonować się ciągle pod takich klientów, którzy będą w stanie więcej wyłożyć za zdjęcia, to niestety będzie trzeba zrobić taką maczetę, jak ja to nazywam i schować niektóre materiały, mimo tego, że aż się przykro czasami robi, bo wszystko byśmy chcieli pokazywać jako fotografowie.

Piotr Koza pisze, że miejscówka to jest ważna rzecz. I to jest racja Piotr. Ja się z Tobą absolutnie zgadzam. To jest jakby podstawa, że jeżeli jest miejsce fajne, takie nadające się na zdjęcia, że jest jasne, powiedzmy, jeśli chodzi o salę. Otoczenie też jest ciekawe. Jakiś park ma, a nie tylko kostkę brukową czy tam Pol-Bruk i obok jest sklep mięsny. No to wiadomo, że w takim gorszych miejscówkach, właśnie mniej zjawiskowych, jest ciężej sfotografować w sposób, który będzie sprawiał wrażenie, że to było jakieś super megaśne zlecenie. Natomiast ja bym podszedł do tego tak, że te brzydsze lokalizacje to jest większe wyzwanie dla fotografa. Czyli my musimy się bardziej postarać.

I tak naprawdę, jeżeli mamy taką lokalizację, która wymaga jakiegoś troszeczkę tuszowania, bo wystają kable czy coś takiego, to na przykład wyobraźcie sobie, że tutaj by tak właśnie było i ja jako fotograf idę na wesele i fotografuję tak, że tutaj sobie przysłaniam – teraz możecie robić screeny – to jest chyba odcinek roku na YouTube’ie. Przekładam sobie troszeczkę aparat tak i wiecie, trochę przysłaniam – nie musi być aż taki duży kwiat. Bez przesady. Ale chodzi ogólnie o zasadę, żeby sobie czymś tam przysłaniać. I żeby to nie było na zasadzie, że ok, chamsko pokazuję życie takie, jakie jest.

Kiedyś nawet na Allegro taki gościu robił poszukiwania i on to nazywał real life czy coś takiego. Wyszukiwał takie zdjęcia, gdzie ludzie chcieli sprzedać jakiś przedmiot i fotografowali go w naturalnym środowisku, czyli w naturalnym środowisku, w takim, w jakim on się znajdował. Czyli na przykład w tle była jakaś peerelowska meblościanka i tak dalej. Takich rzeczy nie chcemy. No chyba że się pozycjonujecie jako fotograf taki stricte dokumentalny, który pokazuje wszystkie te detale, to, jak jest. To wtedy tak. Ale jeżeli pytanie dotyczyło, jak się wybić z tej takiej szarości, na coś takiego bardziej, to wydaje mi się, że tylko i wyłącznie poprzez tego typu fotografowanie, że na przykład jak tańczy para, to przez kogoś tam fotografujecie, nie? Albo czasami ktoś robi zdjęcie, że ludzie siedzą przy stole. I zrobi tak, że z góry spojrzy i to nie wygląda fajnie, bo tam wszystkie Pepsi Cole tam stoją, jakieś tam, powiedzmy, widelce, śledzie się walają. A wystarczy na przykład kucnąć, zmienić perspektywę.

To jest takie zadanie, które bym Wam polecał zrobić. Żeby mieć w sobie taką mentalność: „Kurde, jestem naprawdę dobrym fotografem i muszę być kreatywny w tym, co robię. Jeżeli tu nie jest ładnie, to ja muszę zrobić tak, żeby było ładnie”.

I myślę, że z tym zadaniem czy z tą rozkminką bym Was zostawił.

Michał Mach: „co to za spontany, ja się pytam?”. No to są takie spontany, że ja chciałbym się odnosić do tych treści, które wysyłam Wam w newsletterze. Jeżeli ktoś jeszcze nie jest na newsletterze Fleszem Po Oczach, to link znajduje się w opisie tego filmu. Właśnie, bo jeżeli na przykład jeszcze nie wcisnęliście takiej łapki w dół, oglądając ten film, to możecie na przykład wcisnąć łapkę w górę – też jest w sumie ok.

Michał tutaj się wytłumaczył, że śmieje się. A, no widzisz. Właśnie myślałem, że to jest takie pytanie poważne. Bo wiesz, to jest poważna audycja, a nie jakieś tam podśmiechujki tak zwane. Mimo tego ekscesu z kwiatem, który tu się pojawił w tym odcinku, to tak naprawdę treści będą poważne we Fleszem Po Oczach, bo sama nazwa zobowiązuje.

W przyszłym odcinku postaram się Wam powiedzieć, co dokładnie oznacza skrót czy tam nazwa Fleszem Po Oczach i pokażę Wam kilka zdjęć z dawnych czasów tak zwanych. Więc zostaniecie wtajemniczeni. I oczywiście nie obiecuję, że powiadomię Was o tym spotkaniu, bo ono będzie tak samo na spontanie, jak dzisiejsze.

I tym humorystycznym akcentem chciałbym zakończyć to spotkanie. Przypominam o łapkach w górę. To pomoże też w rozwoju tego programu i kanału Niezłe Aparaty. Dzięki serdeczne za obecność. YouTube ma coś takiego chyba, jak taki dzwoneczek. Więc jak chcecie powiadomienia dostawać z kanału, że coś tam się dzieje, to sobie wciśnijcie. Ja Was od razu jeszcze uprzedzam, że przez kilka następnych dni będą się jeszcze ładować stare odcinki podcastu, więc tych powiadomień może być dużo. I to nie jest tak, że my będziemy spamować, tylko przez jakiś czas musimy jeszcze z bratem naładować tych odcinków wszystkich, żeby były sobie tutaj na YouTube’ie, bo wiem, że niektórzy wolą słuchać na YouTube’ie niż na iTunesie. Tak że dzięki serdeczne!

Artur jeszcze się pyta…  jak często będą te live’y. Docelowo chciałbym, żeby się przynajmniej raz w tygodniu można było z Wami spotkać. Natomiast póki co chciałbym, żeby to były takie spontaniczne wypady moje na YouTube. Żeby nawiązywać jakoś do tych newsletterów, które wysyłam. Żeby jakoś je komentować czy odpowiadać na pytania, które mi przysyłacie w odpowiedzi na te wiadomości.

A, jeszcze Arek Pyrzyński do mnie pisał, że najchętniej by mnie miał w tej grupie wsparcia. I Arek, ja Tobie nie odpisałem jeszcze na wiadomość, ale pewnie będziesz słuchał, więc zastanowię się nad Twoją propozycją. Tak że z tym Cię tutaj zostawiam, ale odezwę się, jak będę miał trochę więcej czasu.

Leave A

Comment