No to jedziemy, kolejny podcast dla fotografów i kolejni super goście. Tym razem rozmowa z jednym z najbardziej rozpoznawalnych duetów w fotografii ślubnej ostatnich lat jakim są Bajkowe Śluby.

Posłuchajcie jak to się stało, że Bajkowe zamieniły fotografię mody na zdjęcia ślubne, jakie obiektywy lubią najbardziej, co ich inspiruje, jak podchodzą do spraw obróbki zdjęć, prowadzenia fanpage’a na Facebooku czy Instagramie oraz całą masę innych informacji.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Bajkowe Śluby możecie znaleźć w sieci:
FB: www.facebook.com/bajkowe.sluby/
Instagram: instagram.com/bajkowesluby
www: www.bajkowesluby.pl
Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Przypominam, że jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków Niezłych Aparatów to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagramie lub na FB.

Instagram: www.instagram.com/jaceksiwko/
FB:www.facebook.com/jaceksiwko/

Archiwum podcastów: niezleaparaty.pl/podcast/
Grupa FB słuchaczy podcastu:
www.facebook.com/groups/1633800780248095/

Dziękuję za uwagę. Jacek Siwko

PS. Masz ochotę na więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf? Zapisz się na darmowy newsletter dla fotografów Fleszem po oczach: www.jaceksiwko.com/newsletter/

Zapis rozmowy:

#4 Niezłe Aparaty & Bajkowe Śluby

[00:00:00]

J: Cześć, z tej strony Jacek Siwko. Witam Was w kolejnym odcinku podcastu dla fotografów „Niezłe Aparaty”. Bardzo mi miło, że podcast cieszy się taką popularnością i ma tyle odsłon. Dziś przygotowałem dla Was rozmowę z niesamowitym duetem „Bajkowe Śluby”. Na pewno obiła Wam się o uszy ta nazwa, jestem przekonany. I właśnie z tego powodu długi czas zastanawiałem się, jak przedstawić dzisiejszych gości więc może powiem pokrótce tak: „Bajkowe Śluby” czyli Karolina Miądowicz i Michał Tokarczuk to duet nie tylko w pracy, ale także i w życiu. „Bajkowe Śluby” śledzę praktycznie od samego początku ich działalności i muszę powiedzieć, że przykład drogi, którą przemierzyła Karolina z Michałem powinien być, moim zdaniem, wzorem do naśladowania nie tylko dla tych, którzy dopiero zaczynają, ale także dla tych, którzy działają już na rynku i ciągle nie mogą się przebić ze swoją ofertą. Słyszymy zewsząd, że rynek fotografii ślubnej jest tak zatłoczony, że nie ma miejsca na nowych fotografów, a przecież nie inaczej mówiło się kiedy pierwsze kroki stawiały „Bajkowe Śluby”. No i co? Teraz są jednym z najbardziej rozpoznawalnych duetów w naszej branży. Mam nadzieję, że audycja z „Bajkowymi” da Wam trochę do myślenia i sprawi, że poczujecie siły oraz chęć do tego, by tak jak „Bajkowe Śluby” wzbić się wysoko ponad całą resztę. Bez zbędnego przeciągania zapraszam Was do wysłuchania rozmowy z Karoliną i z Michałem.

Żeby Was tak nie przestraszyć jakimiś trudnymi pytaniami to na początek chciałbym się dowiedzieć, jak Wy się w ogóle poznaliście.

M: To było bardzo, bardzo dawno temu.

K: Ale my osobiście czy jako my, jako związek, jako fotografowie?

J: No jak się poznaliście to jako związek od razu byliście czy to nie była jakby miłość od pierwszego wejrzenia?

M: Prawie.

K: Znaczy powiem tak, Michał powiedział do mnie przy pierwszym spotkaniu, że On nie mógł ze mną nigdy w życiu być. Więc to jest chyba zdanie najlepiej obrazujące nasz związek.

J: I tydzień…

K: Nie mieliśmy być razem.

J: I domyślam się, że tydzień później powstało „Bajkowe Śluby”.

K: Nie. To było trochę bardziej skomplikowane. Ja w ogóle byłam sobie sama od początku bardzo, bardzo długo. I jak wszyscy, nie miałam zajmować się fotografią ślubną. Michał mieszkał wtedy w Finlandii i chciał wrócić sobie popracować u nas, w naszym pięknym kraju. No ale nie wiedział co będzie robił, bo chciał robić zdjęcia, ale nie było wiadomo czy ma ABC robić. No a ja coraz, mając coraz więcej pracy potrzebowałam tutaj kogoś do pomocy. I na początku Michał miał tylko ze mną pracować, no a później stało się jak się stało. I jesteśmy razem i pracujemy razem.

J: Czyli podsumowując, Michał wyrwałeś szefową?

M: Tak się wydarzyło.

K: Tak, tak zrobił.

J: Bo ja pamiętam właśnie, nie wiem kiedy to było Karolina, możesz mi odświeżyć pamięć, ale ja właśnie kojarzę, że najpierw była Karolina Miądowicz i Ciebie kojarzę, że robiłaś, głównie zajmowałaś się modą i nawet dla naszej wspólnej koleżanki gdzieś tam jakieś sesje robiłaś i tak gdzieś wtedy jakoś weszłaś w mój Facebookowy czy tam internetowy radar, gdzieś tam Cię zauważyłem wtedy. I też byłem w sumie zaskoczony jak przerzuciłaś się na śluby. Jak to w ogóle się zaczęło, że wiesz, z mody na śluby? Trochę wiesz, dwie różne dziedziny, chociaż mimo wszystko tak jakby się wydawało można, znaczy są elementy mody, nie, w fotografii ślubnej.

K: Dokładnie. Dokładnie tak. Zaczęło się to pewnie tak jak u wszystkich, czyli jakaś pierwsza znajoma chciała u mnie zdjęcia, ponieważ zobaczyła, że robię zdjęcia i że powiedzmy, nie są na poziomie foto-Januszy tak zwanych. Dlatego stwierdziła, że może skoro robię fajnie modę to zrobię jej fajnie ślub. Oczywiście byłam totalnie przerażona. Nie chciałam tego robić. I nigdy nie sądziłam, że w ogóle pójdę na jakikolwiek ślub. Żeby było śmiesznie, teraz powiem bardzo, bardzo zabawną rzecz: jako gość na weselu byłam raz w życiu, jako nie fotograf ślubny. I to było w ogóle jak miałam jakieś 17 lat, bo generalnie byłam zawsze najmłodsza w całej rodzinie więc ominęły mnie absolutnie wszystkie śluby i nie dosyć, że nie wiedziałam jak ślub wygląda to kojarzył mi się z czymś totalnie najgorszym. No i wcale nie sądziłam, że zostanę fotografem ślubnym. No ale tak jak mówię, dużo znajomych ze studiów już powoli zaczynało brać śluby i chcieli mnie zatrudnić. Nie wiem do dzisiaj dlaczego, ale tak się stało.

J: Ok, czyli brali Cię po prostu na podstawie portfolio, które w ogóle nie nawiązywało do ślubów.

K: Dokładnie.

J: A tak wspomniałaś, że ten raz byłaś na ślubie więc jak poszłaś już powiedzmy jako ten nazwijmy Cię wtedy foto-Janusz, pierwszy raz na zlecenie, no to w ogóle wiedziałaś, co tam trzeba fotografować, co tam jest ważne? Czy po prostu tak działałaś na podstawie tego, co mówiła Ci intuicja?

[00:05:00]

K: Absolutnie nie wiedziałam jak wygląda ślub i co należy na nim robić, ale od razu powiem, że na szczęście byłam na tyle mądra, że powiedziałam… Zresztą wtedy robiłam, pierwszy ślub robiłam wspólniczce mojego brata, i powiedziałam jej od razu, że na pewno nie pójdę jako jedyny fotograf na ten ślub, bo właśnie z tych powodów, tak, dlatego że nie wiem, co się na takim ślubie w ogóle robi. Ona powiedziała, że mam sobie ten temat potraktować totalnie luźno. Powiedziała mi właśnie, że zależy im właściwie tylko na tej przysiędze, a cała reszta ma być tym, co ja sobie tam podziałam i porobię. Aczkolwiek wzięła oczywiście drugiego fotografa na jakąś tam część ślubu, chyba do końca ceremonii. Na weselu już bodajże tego fotografa nie było. No i ostatecznie po oddaniu stwierdziła, że jednak moje zdjęcia podobają jej się trochę bardziej i wtedy stwierdziłam, że no może to nie jest taki zły pomysł, tak. A to był chyba w ogóle rok 2010? Tak, dokładnie.

J: Ale wiesz co? Taka osoba, która mówi wiesz, rób jak uważasz, no to to brzmi jak idealny klient tak naprawdę.

K: No i tak było, bo właściwie od początku udało mi się jakimś cudem wejść właśnie w środowisko takich ludzi, którzy dawali mi bardzo dużo swobody i wolną rękę. Może właśnie też dlatego, że właściwie wszyscy ci ludzie wiedzieli, co robiłam, tak, to że zajmowałam się modą, było dla nich najważniejsze, takie mam wrażenie. No bo nie widzieli właściwie żadnych moich ślubnych zdjęć, bo ich nie miałam. I chcieli mieć chyba przełożoną trochę tą modę na swój ślub. No może dlatego dawali tą wolną rękę.

J: A tutaj się chyba Wam fajnie jakoś złożyło, bo z tego, co kojarzę to Michał Ty też jakoś tam się chyba zajmowałeś modą bardziej, nie, na początku? Czy modelkami? Jak to było u Ciebie?

M: Ja zajmowałem się bardzo ABC fotograficznym, robiłem, różne zlecenia robiłem, reporterskie zlecenia robiłem, koncerty, robiłem to co mówisz, takie właśnie tam, jakieś alternatywno – modowe rzeczy. I czasem niemodowe też. Portretowo.

J: Ale…

M: Do przodu szedłem zawsze.

J: Ale to tak zaczęliśmy od tego Waszego spotkania, to właśnie poznaliście się przez to, że była w Was ta pasja, tak? Czy po prostu Karolina dała na Gumtree ogłoszenie?

M: Nie, tak praktyczne zderzenie, bo Karolina się po prostu zapytała jakie ten, jakie lampki powiedzmy nakupić do studia.

J: Acha.

K: Dokładnie tak było. A żeby było śmiesznie, poznaliśmy się na sesji właśnie dla Magdy, o której wspominałeś czyli tej naszej wspólnej znajomej, która zresztą mówiła bardzo dużo o Tobie i właśnie mówiła, że zajmujesz się ślubami, a ja mówię, że ja nie chcę zajmować się ślubami, ale bardzo spodobały mi się Twoje zdjęcia. Bo wtedy właściwie nie znałam nikogo ślubnego z fotografów i no i tak właściwie można powiedzieć, że przez tę Magdę dużo się podziało.

M: No.

K: I my się poznaliśmy i Ciebie poznaliśmy.

J: Ale dobra, może zostawmy ten temat. Więc były te lampy. Kupiłaś w ogóle te lampy?

K: Kupiłam, dokładnie te, które kazał mi Michał kupić.

J: A nie miałaś kłopotów z obsługą? Nie musiał Michał przyjechać, żeby wiesz, zademonstrować jak używać i tak dalej?

K: Nie, dałam radę. Ale później przez bardzo długi czas pokazywał mi jeszcze takie techniczne aspekty, bo no właśnie przez to zaczęliśmy rozmawiać. Bo ja zawsze rozumiałam bardziej światło dzienne niż światło błyskowe, a jednak w fotografii mody to była konieczność tak, żeby to studio ogarnąć.

M; No poradziła sobie bardzo dobrze. Muszę Ją pochwalić.

K: Starałam się. Ale Michał jednak technicznie był zawsze lepszy.

J: Acha, czyli był takim Twoim technicznym mentorem. A słuchaj, ile mniej więcej ślubów tak zrobiłaś w pojedynkę zanim poprosiłaś Michała o pomoc? To był jakiś…

K: No ja myślę, że po maksymalnie 15, 20.

J: Acha, i co, to był jakiś taki pierwszy sezon? Czy to było rozłożone na  dłuższy okres?

K: To było rozłożone na pierwsze trzy sezony, bo tak jak mówiłam, pierwsze śluby robiłam w 2010 i to był jedyny ślub tego roku, tak? No bo to była totalnie jakaś początkowa faza, gdzie nadal nie robiłam ślubów i nie chciałam ich robić. I później w 2012 dopiero chyba pojawiły się kolejne czyli był rok przerwy. Później w 2012 zrobiłam bodajże dwa, trzy, cztery śluby i później to się jakoś tam rozniosło, tak? I już na ludzi powiedzmy obcych i zaczęło tych pytań spływać dużo, dużo więcej. I w 2013 już zaczynaliśmy robić coś tam pierwszego z Michałem.

J: Acha.

K: Więc właściwie zrobiłam jako ja bardzo mało.

J: Dobrze. A słuchaj, a czy wtedy kiedy już Michał dołączył do duetu, znaczy do Ciebie powiedzmy, On był jako nominalny drugi fotograf, tak, przewidziany?

K: Tak. Przez długi czas taki był plan. I właściwie na początku Michał w ogóle robił wideo więc to jest jeszcze inna historia. Ja robiłam sobie zdjęcia i dalej miałam je robić, a Michał zaczął sobie robić wideo.

M: Jeszcze mieliśmy epizod z tym, ze stop motion, filmem.

K: Tak. I mieliśmy epizod z filmami stop motion,

[00:10:00]

bo czegoś takiego nie było w Polsce i zresztą dalej nie ma na jakimś super dobrym poziomie, takich rzeczy. I mieliśmy pomysł, że zaczniemy robić może połączenie właśnie wideo z fotografią jako stop motion. Ale niestety Polska nie była jeszcze na to gotowa i chyba dalej nie jest, bo tak jak nam właśnie później mówili ludzie: jednak musi być ten dźwięk, tak, muszą być te słowa przysięgi i babcie mówiły, że to jakoś tak dziwnie skacze i nie do końca się to spodobało. No i zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Z wideo zresztą też zrezygnowaliśmy, bo niestety stwierdziliśmy, że fotografia jest naszym priorytetem.

J: A kiedy był taki moment, że było to przejście z Karoliny Miądowicz na „Bajkowe Śluby”?

K: Z tym to jest w ogóle śmieszna historia, którą często opowiadamy swoim klientom, bo oni się pytają skąd te „Bajkowe Śluby”.

J: No właśnie.

K: No więc odpowiem na to tajemnicze pytanie. „Bajkowe Śluby” powstały w trakcie moich studiów, kiedy już zaczynałam być powiedzmy dosyć znana w fotografii mody, przynajmniej tutaj na rynku poznańskim. I stwierdziłam, że dłużej nie może tam przy fotografii ślubnej istnieć moje nazwisko, ponieważ coś tak totalnie innego i niezwiązanego z modą, że nie chcę, żeby było kojarzone właśnie z moim nazwiskiem. No i pewnego dnia siedziałam sobie właśnie przed komputerem i stwierdziłam, że muszę sobie wykupić jakąś domenę. No i próbowałam wymyślić jakąś nazwę, tak, związaną ze ślubami. Oczywiście nie będę ukrywać, że stwierdziłam, że musi być marketingowo tak chwytliwa i ma totalnie nie być kojarzona ze mną czyli ma absolutnie nie być związana z moim nazwiskiem. No i sobie siedziałam, myślałam i próbowałam wymyślić coś takiego, co będzie się podobało wszystkim i tak powstały „Bajkowe Śluby”, które przeleżały zresztą później przez chyba dwa lata kolejne, bo oczywiście ja i robienie stron to jednak dwie lewe ręce więc to też pojawiło się dopiero razem z Michałem, ale stwierdziłam, że sobie tę domenę wykupię, bo w sumie fajnie brzmi i jest dosyć chwytliwa. No i tak powstały „Bajkowe Śluby”, które jako strona powstały dużo, dużo później. Właśnie Facebook został od razu chyba. Nie! Też nie został.

M: Nie. Facebooka zmieniałaś po drodze.

K: No tak, Facebook też się zmienił dużo później. No czyli tak, miałam ambitny plan, żeby nie było kojarzono, ale jeszcze przez ładnych chyba dwa lata praktycznie było kojarzone z moim nazwiskiem więc mój plan nie do końca wypalił.

J: Czyli co, czyli to jest rok 2013/14, coś takiego?

K: Tak. Dokładnie, dokładnie wtedy to się mniej więcej stało już tym…

J: Rozumiem, że wtedy już jakby tutaj mieliście w głowie ten plan, że to już jest na poważnie i że wchodzicie w to jakby w fotografię ślubną tak na całego?

K: Dokładnie tak. Bo stwierdziliśmy, że jednak to nie jest takie straszne jak się nam wydawało, bo myśleliśmy, że to będzie taki epizod przez jeden, dwa sezony i później zaczynamy dalej zajmować się tym, co chcemy i naszymi projektami. Ale ja wtedy też przeżyłam powiedzmy swoją wewnętrzną walkę o modę albo nie modę. I jednak wygrały te śluby, bo w modzie zaczęłam się dosyć mocno dusić. I to był też takie etap, że miałam do wyboru albo wyjechać powiedzmy do Warszawy albo zostać w Poznaniu i powiedzmy klepać biedę, bo rynek modowy tutaj jest dość mocno ograniczony, jeśli chodzi o zarabianie. No i nie ukrywamy, właśnie te powody finansowe chyba na początku były takie dość istotne przy fotografii ślubnej, bo było bardzo ciężko utrzymać się z mody, tak, z fotografii produktowej, bo rynek po pierwsze był bardzo nasycony. A po drugie długo by mówić, ale generalnie w świecie mody panuje dość specyficzna atmosfera, jeśli chodzi o płatności. Jest to taki bardzo, mocno barterowy rynek.

J: Rozumiem. To znaczy wiesz co, ja mam podobne doświadczenie, bo jak gdzieś tam pierwsze szlify tutaj w fotografii pobierałem, jeżeli chodzi o fotografię prasową i to też nie jest jakiś tam mega rynek w Polsce, szczególnie jakoś rozwinięty. Nie miałaś jakiś tutaj buntu załogi, że tak powiem, Michał nie protestował przeciwko, tak powiedzmy, żeńsko brzmiącej nazwie? I w ogóle tej całej stylistyce marki? Jakby no nie jest to jakby tutaj z mojej perspektywy jak patrzę na „Bajkowe Śluby” to bardziej jest to kobieca marka dla mnie mimo wszystko.

K: Dokładnie tak. Ale akurat Michał nigdy, naprawdę nigdy nie powiedział, że kojarzy Mu się to zbyt kobieco tutaj.

M: ABC generalnie i biorąc pod uwagę to, że klientkami są przede wszystkim kobiety i to jest praktyczne, o.

K: Bo właściwie to, no po prostu moja fotografia ślubna miała być takim trochę połączniem tej mody i ślubów, bo było mi trochę szkoda odejść do tego całkowicie. I ja nie ukrywam, że to był bardziej mój projekt i tak jak mówiłeś wcześniej, Michał na początku miał być tym drugim fotografem i właściwie nie wiedzieliśmy czy On zostanie, tak, czy pójdzie robić jakieś swoje rzeczy.

[00:15:00]

Więc On nigdy jakby nie protestował.

J: Nie próbował swojej wizji.

K: Nie mówił nic złego.

J: Ok.

K: O moich pomysłach.

J: Nie, no dobra. Ok. To słuchajcie, a jak wygląda ten podział pracy obecnie? To znaczy chodzi mi o sam proces fotografowania. Czy dalej Michał jesteś drugim fotografem czy jak to tam wygląda? Czy zmieniacie się, czy te role zależą od dnia na przykład?

M: Jeżeli jest potrzeba to ten, to wychodzę na front, ale generalnie to raczej ten, raczej pilnujemy, żeby cały czas wszystko wyglądało dość wspólnie. Czyli Karolina zajmuje się przede wszystkim kontrolą tego, żeby to trzymało ten poziom ten modowy, bardziej ABC.

K: Powiem tak, u nas jest zazwyczaj podobnie. Czyli Michał jest z panem młodym, ja jestem sobie z panią młodą. Michał jest ten cichym człowiekiem, ja jestem powiedzmy tym bardziej zauważalnym człowiekiem, który dużo rozmawia z rodziną, z panią młodą, z panem młodym. Michał jest takim ukrytym ninją, zawsze się śmiejemy, gdzieś tam się czai za różnymi rzeczami i stara się jednak używać zoomów. Ale na weselu w sumie jest już bardziej widoczny. Aczkolwiek, no zdecydowanie Michał jest tym cichym człowiekiem.

J: Ok, czyli wyobrażam sobie Michał, że Ty bardziej tam polujesz na takie strzały. Nie odpowiadasz za główny wątek, ale gdzieś tam masz wolną rękę, gdzieś możesz sobie naprawdę poszaleć jeżeli chodzi o kadry?

M: Wiesz, i tak i nie. Głównie skupiam się ten, na ciekawszych kadrach i dłuższych ogniskowych, bo jest to wygodniejsze, płoszy kadr bardzo długi. Po prostu musisz chyba myśleć bardziej w kierunku tam starej, takiej dobrej szkoły reporterskiej, tam próbuję to jakoś przemycać właśnie.

K: Właśnie to jest nasza walka cały czas, bo ja jednak jestem tym fotografem edytorialowym, a Michał chciałby być reporterem, tak, wieloplanowym.

J: Czyli…

K: Z lampami na weselu, a ja o to bardzo walczę, bo no nie do końca jest to moja estetyka i próbujemy to zawsze jakoś połączyć, ale…

M: Wychodzi nam.

K: Coraz bardziej nam się to udaje, bo też Michał wie, co ja chcę i coraz więcej takich właśnie zdjęć przynosi. Ale ja też coraz bardziej się otwieram na to, co On proponuje, tak, i cały czas docieramy te swoje zdjęcia wzajemnie i staramy się, żeby to było coraz ciekawsze.

J: No ale… A to jest kolejny dowód na to, że przeciwieństwa się przyciągają.

K: My chyba jesteśmy.

J: To a propos tych obiektywów, Michał powiedział już że robi długie ogniskowe, a jak to jest u Ciebie, Karolina?

K: Ja praktycznie nie zdejmuję 50 ze swojego aparatu. A na drugim aparacie zazwyczaj mam też coś długiego. Na przygotowaniach na początku jest to macro takie, to sobie tam działam przy detalach. Później albo kradnę 85 Michałowi, o co zawsze walczymy, bo mamy jedno 85 1.2 czyli ten nasz wymarzony obiektyw, ale jest to obiektyw Michała więc ja zawsze muszę się pytać, czy mogę go używać. A jeśli nie mogę go używać to sobie podpinam albo 70 200 albo właśnie używam tej setki Macro jako normalny obiektyw, tak, portretowy czy, czy co my tam jeszcze używamy. No a czasem 35, ale zdecydowanie ta 50 jest moim ulubionym obiektywem.

J: Acha. No to widzę, że mamy podobnie. Ja też właśnie gdybym miał wybierać jakiś jeden obiektyw, którym można zrobić cały ślub to 50 zdecydowanie.

K: Też tak myślę.

J: Ok. A może tutaj byśmy weszli też na temat zleceń, bo powiedziałaś już jak wyglądało to pierwsze zlecenie, ale zastanawiam się czy w Waszej karierze były takie momenty przełomowe, takie kamienie milowe, takie zlecenia po których czuliście, że kurczę, ta łódź nabiera wiatru w żagle.

M: To Karolina Ci odpowie.

K: Tak, dokładnie.

J: I dlaczego Kurki? Od razu zapytam.

K: Dokładnie! Było to zlecenie pod tytułem „Kurki”.

M: Skąd wiedział?

K: Które zresztą jak się później okazało, co powiedział nam znajomy, dalej na pierwszym miejscu w Google jako ślub w lesie. O dziwo, nie wiemy dlaczego, bo jest ich już całkiem dużo w tym momencie zrobionych. Ale tak, były to zdecydowanie Kurki. I to jest w ogóle bardzo ciekawa historia, bo ten ślub praktycznie nie miał być przez nas wykonany z powodu takiego, że dzień wcześniej mieliśmy ślub w Białymstoku – pełen reportaż do pierwszej w nocy. A ślub Kurek z kolei odbywał się, gdzie? Pod Toruniem?

M: Pod Toruniem.

K: Między Toruniem, a Bydgoszczą.

M: W tej okolicy.

K: Więc generalnie no z Białegostoku nie było tam łatwo dojechać. Tym bardziej kiedy o pierwszej skończyliśmy zlecenie i musieliśmy jeszcze dojechać do hotelu, zgrać zdjęcia, spakować się. I tutaj z wielką pomocą przyszedł nasz brat.

M: Twój.

[00:20:00]

K: Mój brat, który był kierowcą tej nocy. Ale dlaczego się w ogóle zdecydowaliśmy na ten ślub? Właściwie z powodu emaila. Bo też nie do końca wiedzieliśmy jak on będzie wyglądał, bo chyba nawet przez pierwszych parę emaili nie dowiedzieliśmy się, że on będzie plenerowym ślubem w lesie. A cały czas mówimy o roku 2000….

M: 13 i 14.

K: 14. 14 dokładnie. I wtedy jeszcze nawet nie można było robić ślubów plenerowych w Polsce, gdzieś tam w dziwnych miejscach, a tym bardziej w środku lasu. Ale zdecydowaliśmy się na niego, ponieważ Kurka czyli Ania, panna młoda, napisała jedno zdanie, które nas totalnie rozwaliło wtedy czyli powiedziała, że Jej córeczka, wtedy 5 – letnia, przyszła z przedszkola i powiedziała, że wszystkie dzieci mają rodziców po ślubie, a Ona nie. I Ona chce, żeby Oni wzięli ten ślub. I po prostu tak nas rozczuliło to zdanie, że stwierdziliśmy, że musimy go zrobić. No i zaczęło się właśnie planowanie, cała logistyka jak ogarnąć ślub białostocki z tym między toruńskim, ale no jakoś daliśmy radę. Co prawda…

M: No 300 kilometrów.

K: Jak byliśmy totalnie padnięci, ale dojechaliśmy około chyba 10, 11 to Kurka nas położyła od razu spać, żebyśmy sobie trochę tam odespali i jak już wstaliśmy to Ona była właśnie po fryzjerze i po makijażu, bo nie chciała, żebyśmy z Nią tam jechali. I już zaczęliśmy reportaż. No i okazało się, że dobrze zrobiliśmy, że zrobiliśmy ślub Kurek, bo tak jak mówiłeś, był to totalnie przełomowy dla nas ślub, bo po pierwsze otworzył nam umysły na coś innego, świeżego i nie ukrywamy w tamtym czasie był chyba czymś niespotykanym w Polsce, a też wyglądał tak, a nie inaczej, bo Ania i Maciej nie mieszkają w Polsce, tak. Mieszkają w Anglii i mieli jednak duże pole inspiracyjne zagraniczne robiąc swój ślub. I po tym ślubie właściwie zaczęły się pytania: a skąd ten tort? A czemu on tak wyglądał? W ogóle skąd ta suknia? A jak to szyła mama? Przecież wygląda jak super projektantka i zaczęło się bardzo dużo pytań związanych z tym ślubem i też chyba ludzie zaczęli go udostępniać. No bo skoro wskoczył gdzieś tam na te wysokie miejsca w tym Google no to musiał być ileś tam razy udostępniony. I później odezwało się do nas Bridelle, właśnie z pytaniem o ten reportaż, o to, że chcą go pokazać. I po tym naprawdę zaczęło się sporo pytań.

J: Dobra. I poszedł wtedy wiral w internecie. Czy wtedy jakoś zrozumieliście, że to jest taki typ ślubów, które chcielibyście robić? Nie takie standardowe właśnie z oczepinami i fanfarami, tak to określimy.

K: My nigdy nie chcieliśmy robić ślubów z fanfarami, bo w ogóle…

J: Nie wiem czy to w ogóle jest taki termin, z fanfarami, wiesz. Zaraz polecą komentarze, że o czym oni w ogóle mówią tutaj.

K: Wiesz co, ten kto nas widział generalnie zawsze jest trochę zdziwiony, bo nie wiem czy tu potwierdzisz, ale generalnie nie do końca jesteśmy tacy pastelowi jak nasza nazwa może wskazywać. Bo ja w ogóle może jeszcze podkreślę, że ja mam takie dość duże rozdarcie właśnie stylistyczne. Podoba mi się mnóstwo rzeczy, których osobiście na przykład dla siebie bym nie chciała, tak, nie kupiła, nie ubrała pastelowych rzeczy, właśnie jakichś ubrań. A bardzo lubię je oglądać, tak, pokazywać. I tutaj powiedzmy jesteśmy…

M: No podobni.

K: Taką dużą niespodzianką, bo Michał zresztą ma tak samo. Jesteśmy powiedzmy dużo bardziej mroczni.

M: Czarny, ciemnozielony.

K: I czarni niż nasza nazwa wskazuje. Ale my zawsze opowiadamy jak ludzie się tak trochę dziwią jak nas zobaczą, że my nigdy nie mówiliśmy z której jesteśmy bajki, tak.

J: No właśnie. Super, super! Jeżeli chodzi o branding i w ogóle tutaj wykminiliście z tym. A propos też tej bajkowości tutaj, wiecie co, u nas w aucie w ogóle króluje taka płyta starszej córki „Przygody Pana Kleksa” i tam jest właśnie coś o bajkowych kolorach w jednej piosence. Chciałbym się właśnie Was zapytać czy Wasza bajkowość właśnie głównie się opiera o też te bajkowe kolory czy jest w tym jeszcze coś innego schowanego?

M: Myślę, że to jest energia bardziej niż tylko kolory.

K: Tak. U nas składa się na to mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo rzeczy.

M: Kontakt z ludźmi przede wszystkim, kolory dopiero potem przychodzą.

K: Staramy się być dobrymi, pomocnymi ludźmi. Nie no, bardzo dbamy o to jak te nasze zdjęcia wyglądają, tak, mamy konkretne założenia jeśli chodzi o kolorystykę. Może od razu wspomnę, że to ja właśnie obrabiam zdjęcia, bo kiedy Michał zaczyna je obrabiać to ja na Niego krzyczę.

M: Potwierdzam.

K: Bo wcale wtedy nie są takie bajkowe. No i ja zawsze chciałam sobie iść w ten nurt bardziej pastelowy, tak. Tak jak mówię, znowu rozbieżność, bo ja osobiście pasteli dla siebie nie znoszę, a uwielbiam je oglądać i zawsze chciałam, żeby te zdjęcia były bardziej pastelowe.

[00:25:00]

Chciałam też, żeby te kadry były minimalistyczne, bo tak właśnie robiłam zdjęcia jeszcze kiedy robiłam je modowo. I myślę, że kolory to nie jest akurat najważniejsza składowa naszej bajkowości. A myślę, że to jest właśnie głównie kontakt z klientem i to jak Go traktujemy, co od nas dostaje.

M: Ale da się zauważyć jakby konsekwencje kolorystyczne w tym co robimy.

K: No to staramy się tak żeby to było konsekwentnie, przynajmniej cały czas jasne, przyjemne dla oka.

J: Ale w trakcie tej obróbki używacie jakichś presetów czy ogólnie odeszliście od jakichś presetów czy sami stworzyliście swój własny czy może do każdego zdjęcia indywidualnie podchodzicie z obróbką? Jak to to wygląda?

K: My raczej bazujemy cały czas na VSCO, tak, to nie jest jakąś wielką tajemnicą. Zresztą praktycznie każdy to robi. I mamy je sobie podopasowywane właściwie pod jakieś tam konkretne warunki, ale praktycznie to jest cały czas ta sama bazowa właśnie z dopasowywaniem do konkretnych ślubów, pory roku. Ale to jest właśnie podstawa VSCO i…

J: To wróćmy może jeszcze na moment do tego, co powiedzieliście o tym byciu pomocnym dla klientów. Ostatnio na Waszym blogu czytałem taki artykuł „Jak nie pozować na sesji?”. Bardzo mi się podoba styl pisania. Nie wiem czy to Michał pisze czy Karolina.

M: Karolina.

J: Tak myślałem.

M: Dziękuję.

J: Nie, Michał mi się, że to by dało się wyczuć, bo wiesz, na tyle, co Was znam to bardziej mi to głos Karoliny przypominało tam gdzie to było napisane. Natomiast moje pytanie jest głównie skierowane chyba do Ciebie Michał. Nie wiem czy w ogóle się przyznasz, bo tam było tak tajemniczo napisane, że jeżeli pary młode powiedzmy, no nie będą już w stanie w ogóle nic z sobą zrobić to Ty masz jakiś argument ostateczny i wiesz, w tym momencie trochę się przeraziłem, bo to zabrzmiało groźnie.

M: Wiesz co, (nie?) przyznam się, bo to jest zdradzanie tajemnicy dla mnie i po prostu to nie sprzedam Ci tego, bo za dużo osób mogłoby się dowiedzieć, wiesz.

J: Rozumiem.

M: Będziesz musiał zostawić ten element tajemnicy.

K: Musisz zrobić sobie u nas sesję.

J: Ok, czekajcie. To zostawmy ten temat jak już wyłączymy nagrywanie. Chyba że zrobimy jakąś płatną opcję dla słuchaczy podcastu i wtedy wiecie, wyślij sms tam za trzy dychy.

K: Nie wiem czy to jest warte tych pieniędzy.

M: Dziękuję [wypowiedź niezrozumiała 00:27:19]

J: Ale nie wiem, to nie jest… bo wiesz, ja to sobie wyobraziłem, że Ty nie wiem, rozrywasz koszulę i pokazujesz klatę czy coś w tym stylu. To nie jest chyba tak drastyczna sprawa?

M: Nie drąż tego tematu, naprawdę.

J: Dobra, ok. Ok.

M: Nic Ci nie powiemy.

J: Ok. To może przenieśmy się w tej chwili na Facebook, bo muszę powiedzieć, że śledząc najpierw Karolinę, a potem „Bajkowe”, no byłem świadkiem takiego powiedzmy marszu, marszu czy to potem nawet marszobieg był, czy potem nawet już taki czysto spring jeżeli chodzi o rozwój Fanpage’a. Jak w ogóle podchodzicie do spraw Facebooka? Na ile to Was angażuje jeżeli chodzi o czas i tak dalej?

K: Podchodzimy bardzo konsekwentnie, jak widać. Staramy się być na nim codziennie, staramy się go prowadzić konsekwentnie, spójnie, pisać dobre teksty, tak, dobre opisy, wstawiać zdjęcia, które się podobają, co zresztą nie jest jakąś tajemnicą, tak, bo chyba każdy…

M: I reagować na komentarze.

K: Tak, reagujemy, odpowiadamy. Tutaj zresztą szkoła Bena Sasu jest chyba nam najbliższa, tak, czyli bycie miłym nie tylko dla swoich klientów, tak, ale dla wszystkich ludzi odwiedzających. Słuchałam właśnie podcastu z Kamilą i rozmawialiście też o Facebooku i nie do końca możemy się zgodzić właśnie z tym stwierdzeniem, że Facebook jest już tylko dla fotografów, bo właściwie trzy czwarte zleceń, albo przynajmniej połowę mamy z Facebooka nadal więc nie do końca możemy przyznać, że on umiera jeśli chodzi o klientów, bo my właściwie codziennie dostajemy tam zapytania o terminy, o sesje narzeczeńskie, o sesje ciążowe.

M: Yhym.

K: Ale myślę, że to jest właśnie sposób prowadzenia, tak, i to na co jest ukierunkowany ten nasz Facebook. I naprawdę uważamy, że to dalej jest super silne narzędzie i żeby było śmiesznie nie wydajemy na niego ani złotówki. Bo nie sponsorujemy swoich postów, nie kupujemy reklam na Facebooku, bo kiedy to robiliśmy to właściwie nasze zasięgi sięgały dna, kiedy kończyliśmy płacić. I od tego czasu stwierdziłam, że stawiam właśnie na zasięg organiczny i po prostu staram się prowadzić to tak – nie odpowiem Ci jak, bo ja to robię intuicyjnie i nie przeczytałam tysiąca książek na temat marketingu. Kilka tak oczywiście, ale nigdy nie robiłam tego tak jak kazał jakiś podręcznik tylko zawsze robiłam to tak jak podpowiadała mi moja intuicja.

J: A tutaj jeżeli chodzi o Instagram, czy macie jakąś specjalną nie wiem, taktykę powiedzmy? Inną na Facebook, a inną na Instagram? Czy też to jest tak bardziej intuicyjnie?

K: Czasem mam takie tygodnie, bo ja to głównie prowadzę

[00:30:00]

że wrzucam sobie to samo właściwie tu i tu i też sprawdzam jak to się sprawdzi, tak. Bo część ludzi na pewno mam tych samych na Instagramie i tych samych na Facebooku, ale właściwie nie mam tam jakiejś specjalnej taktyki.

M: Nie. Tam głównie przecież sprawdzają się obrazki, ładne obrazki, takie właśnie tam…

K: Tak.

M: Takie ramki, mniej więcej okolice Pinterestowe tych kreacji….

K: O właśnie! Powiedzmy staramy się go traktować bardziej tak Pinterestowo, tak. Może inspiracyjnie bardziej niż Facebooka, bo na Facebooka wrzucam dużo bardziej emocjonalne rzeczy, a na Instagrama powiedzmy dużo takich bardzo, bardzo ładnych obrazków. I też widzimy, że to się zaczyna jakoś tam fajnie sprawdzać, bo już też dostajemy jakieś pierwsze pytania. Też bardzo dużo fajnych firm gdzieś tam wchodzi na tego naszego Instagram, tak, tych zagranicznych i tych polskich. I powoli widzimy, że to narzędzie również ma długi, duży sens.

M: Poza tym dobre jest to, bo my mamy tam, znaczy do oznaczania na przykład na zdjęciach tych wszystkich podwykonawców, którzy pracowali z nami, czy ABC.

K: Dokładnie, też może w ten sposób trochę im dziękujemy za to jak przygotowywali te śluby. Trochę im robimy reklamę.

J: Yhym. Zdecydowanie, no hasztagi lepiej działają na Instagramie wręcz, na Facebooku to praktycznie w ogóle nie działają.

K: Dokładnie tak. Właściwie znaczniki nawet zauważyliśmy, że mocno ograniczają zasięgi, tak, te facebookowe. I im mniej się tam oznacza ludzi i rzeczy i firm tym lepiej dla Facebooka, takie mamy wrażenie.

J: Ok. Czyli jesteście codziennie na mediach społecznościowych. Czy to jakoś nie koliduje Wam z pracą powiedzmy nad postprodukcją? Czy w momencie kiedy obrabiacie, nie wiem, domyślam się, że jest to lightroom czy jakiś inny program graficzny, jest to odpalone, to Facebook wtedy zostaje wyłączony czy te powiadomienia gdzieś tam pikają i się odrywacie od pracy?

K: My mamy wyłączony dźwięk w telefonach zawsze więc tu akurat nam nigdy nie przeszkadza. A tak jak mówiłam, ja jestem tym człowiekiem obrabiającym więc Michał zawsze mówi: o przyszło coś tam, zobacz. Albo przyszła jakaś wiadomość. Ale to naprawdę nie zajmuje nam dużo czasu tak jak ja wstawię nawet dwa, trzy zdjęcia dziennie na Facebooka no to ile zajmuje wstawienie zdjęcia i napisanie jakiegoś krótkiego tekstu.

M: No i na Facebooku można po prostu planować przecież.

K: No i my planujemy swoje posty. Zawsze właśnie nasi znajomi fotografowie mówią: skąd Wy macie tyle czasu na tego Facebooka, tak? Prowadzicie go regularnie, w ogóle odpowiadacie. No ale my bardzo dużo rzeczy planujemy no bo nie ukrywajmy w sezonie naprawdę nie ma nas w domu całymi tygodniami i tutaj nie ściemniamy tylko tak jest, bo jesteśmy w całej Polsce, czasem zagranicą. I nie mamy wtedy czasu siedzieć przy kompach. Ale używamy takiego magicznego narzędzia jak planowanie postów. Nie wiem czy ludzie nie wiedzą o nim, że można to robić, ale można to robić. Można sobie zaplanować nawet na miesiąc posty.

M: Polecamy!

K: Polecamy z całego serca. I wtedy można prowadzić regularnie Facebooka. Znaczy oczywiście, że lepiej jest odpowiadać na bieżąco, tak, zajmować się na bieżąco, ale zawsze jest to jakaś alternatywa kiedy nie ma się czasu. Dużo gorzej idzie nam blog w tym roku właśnie, bo tam trzeba jednak troszeczkę więcej skupienia i uwagi, żeby zrobić coś porządnego, a nie…

M: Selekcja z ujęć.

K: Tak, a nie wkleić parę zdjęć.

M: Albo tekstu.

J: Ok. To ile czasu mniej więcej zajmuje Wam takie zaplanowanie posta na blogu?

K: Wiesz co, jak robię wpis z pełnym reportażem ślubnym to robię go cały dzień. Bo wiadomo, robię sobie pierwszą selekcję, drugą selekcję, trzecią selekcję. No bo wiadomo, że nie pokażesz na blogu nie wiem, trzystu zdjęć, tak, bo to nikogo nie interesuje. Musisz to wyważyć, musisz nie wiem, popatrzeć jak to pod sobą wygląda, obok siebie, też zależy jaki kto ma układ strony, ale no nie każde zdjęcie pod sobą wygląda fajnie, tak. I notorycznie widzimy to właśnie na różnych blogach, że często ludzie o tym nie myślą. A uważamy, że jednak strona wizualna nas dość mocno reprezentuje więc to musi być perfekcyjne. Zresztą ja mam takie niestety w sobie straszną cechę, że musi być perfekcyjnie i to mnie czasem gubi właśnie w ilości mojego prywatnego czasu dla siebie samej. Więc mogę powiedzieć, że dużo, dużo czasu zajmuje mi robienie tego wszystkiego, no ale też się chyba opłaca.

J: A zdarzyło się Wam kiedyś skasować jakiś blog po jakimś czasie? Stwierdziliście, że to już nie jest ślub, którego chcecie albo typ klienta, którego chcielibyście pozyskać?

K: Dokładnie, cały czas kasujemy coś co robiliśmy trzy, cztery lata temu i to nie dlatego, że nie lubimy klientów, którzy występowali w danym ślubie, bo my naprawdę tak jak mówiliśmy od samego początku, mamy super klientów, którzy mają super pomysły na swoje śluby,

[00:35:00]

bardzo niestandardowe już właśnie od tych wczesnych, wczesnych lat. Ale zmienił nam się trochę styl obróbki, tak. No nie ukrywajmy, zmieniło się nasze patrzenie i tak jak na początku mi osobiście ciężko było przejść na tryb reportażu właśnie z mody, gdzie miałam kontrolę nad wszystkim, tak, nad światłem, nad ustawianiem ludzi, nad całą resztą. Tak teraz widzę, że już coraz swobodniej czuję się w tym temacie no i nie ukrywajmy, te pierwsze reportaże były powiedzmy no…

M: Mogłyby być lepsze?

K: Mogłyby być lepsze, tak. Nie były aż takie ciekawe więc dlaczego właściwie je dalej trzymać na stronie.

J: Ale to nawet dobry znak, bo to znaczy, że się rozwijacie cały czas także to wszystko jakby pozytywnie też o Was świadczy.

K: Staramy się.

J: Powiedziałaś, że jesteście dużo w drodze, wspomniałaś też o zleceniach zagranicznych i tutaj w Polsce nie wiem czy to tylko w ogóle jest taka polska przypadłość czy może szerzej w innych krajach też to panuje. Natomiast jest pewne takie wyobrażenie o tych fotografach, którzy robią destination weddings, że są to pewnego rodzaju celebryci w środowiskach no fotograficznych powiedzmy. I jak Wy postrzegacie takie zlecenie? Czy to jest powiedzmy jedynie prestiż czy rzeczywiście to warto robić? Bo są głosy, że no szczególnie w Polsce, fotografowie robią zlecenia zagranicą, ale powiedzmy kasują za nie mniej nawet niż w Polsce i wiecie, tracą więcej czasu i nawet angażują swoje własne środki tylko po to, żeby mieć zlecenia zagraniczne. Jaka jest Wasza opinia na ten temat?

K: Wiesz co, nam się ciężko się wypowiedzieć jakoś szerzej na ten temat z naszego doświadczenia, bo na razie jesteśmy po jednym ślubie zagranicznym. Mówimy o ślubie, bo sesji mieliśmy już sporo. Ale stricte pełen reportaż mieliśmy w tym roku właśnie pierwszy we Francji. Nie uważamy tego za wielki prestiż, tak, bo uważamy, że dobry ślub można zrobić naprawdę wszędzie. Wiadomo, że pewne warunki pomagają, pewne przeszkadzają. Jest to na pewno bardzo fajna przygoda, ale ja bym bardziej powiedziała właśnie jako kulturoznawca pod tym względem kulturowym, tak, pod względem zobaczenia tego jak te śluby wyglądają w innych krajach. Ale na pewno nie mamy jakiegoś totalnego parcia bardzo, żeby robić same zagraniczne śluby. Byłoby fajnie, ale też bardzo cenimy swój dom i jednak chcielibyśmy być w nim trochę częściej niż raz na parę miesięcy. Zobaczymy jak to się rozwinie. Lubimy takie zlecenia, ale powiedzmy gdyby było ich tak nie wiem, jedna trzecia w ciągu sezonu byłoby super, ale tak żeby robić tylko zagraniczne zlecenia.

M: To mogłoby być za dużo trochę.

K: Chyba nie.

J: Jeżeli chodzi o stopień skomplikowania to jak oceniacie to powiedzmy w porównaniu do takich zleceń w Polsce? No bo to wiadomo, że trzeba zaplanować wyjazdy, hotele zagraniczne i tak dalej, loty. Wiecie z Waszej takiej perspektywy dla kogoś kto jeszcze nigdy nie miał powiedzmy takiego zlecenia, a słucha akurat naszego podcastu i chciałby się dowiedzieć.

K: To jest ogromne przedsięwzięcie logistyczno nie wiem, odpowiedzialne powiedzmy, tak, bo nie ukrywajmy, że tutaj dużo więcej rzeczy może nawalić, bo po pierwsze praktycznie zawsze jest to dla nas totalnie nowy teren. Po drugie tak jak mówisz, logistyka planowania noclegów, przejazdów.

M: Przelotów.

K: Przelotów. Nie daj, coś się stanie z samolotem. Mieliśmy już taki przypadek w tym roku. Na szczęście tylko przy sesji narzeczeńskiej i nie stałaby się tragedia, no ale generalnie pieniędzy za lot nie odzyskaliśmy, a samolot nie poleciał, tak. I to jeszcze, żeby było śmiesznie był to lot wewnętrzny polski, który miał nas dalej pokierować właśnie zagranicę, ale ten samolot nie poleciał. Żeby było jeszcze zabawniej, oddaliśmy samochód do mechanika tego wieczoru, a o 23:00 dostaliśmy sms od linii lotniczych, że nasz lot się nie odbędzie. I to była po prostu walka z czasem, z brakiem snu i naprawdę to była chyba najbardziej hardkorowa przygoda tego sezonu. Dolecieliśmy ostatecznie do miejsca docelowego, ale nie spaliśmy ani minuty. Odbieraliśmy po nocy samochód z mechanika, żeby dojechać do Warszawy z Poznania, bo mieliśmy właśnie lecieć najpierw samolotem z Poznania do Warszawy i później z Warszawy do Amsterdamu. I no ten samolot nie poleciał, tak. I zastanawiamy się jak to by wyglądało, gdyby to był ślub więc no nie ukrywajmy to nie jest takie do końca mało stresujące i fajne kiedy coś się zaczyna dziać nie z naszej winy, tak. I nie mamy na to totalnie żadnego wpływu. Poza tym nie ukrywajmy też bariery językowe, bo nie każdy mówi po angielsku i to nie mówię o fotografach tylko nawet o parach i o rodzinach. Właśnie na tym ślubie we Francji mieliśmy z tym duży problem, bo no Francuzi przynajmniej ci z trochę starszych pokoleń nie mówią w ogóle po angielsku. My coś tam po francusku kojarzymy, ale nie jakieś tak wielkie przemowy,

[00:40:00]

żebyśmy potrafili wykonać w kierunku rodowitych Francuzów i no ciężko było się porozumieć, wyłapać pewne konteksty i dlatego twierdzimy, że te śluby są naprawdę ciężki pod tym względem, że mamy wiele barier.

J: No poziom trudności na pewno tutaj rośnie. I a propos trudnych spraw to chciałbym się Was zapytać o trudne momenty podczas ślubów. Czy macie jakieś takie spektakularne, które gdzieś tam wspominacie, że wiesz Michał, pamiętasz jak to w Białymstoku nie wiem, tam księdzu zadzwoniła komórka powiedzmy podczas ślubu i spadł obiektyw przez to, czy coś takiego?

M: Znaczy nie wiem czy to ten, jeżeli wspominasz w Białymstoku to w Białymstoku tylko ikonostas zsunął się trochę z prowadnicy i zjechał w cerkwi jednej. Ale to nie były trudne momenty, po prostu takie przypadki. Bo to była jedna z najstarszych cerkwi w Polsce generalnie.

K: Nie, najstarsza. Tak, najstarsza cerkwia w Polsce z XII wieku. I już był taki moment, że myśleliśmy, że będzie bum! Ale nie było. No a jeśli chodzi o trudne momenty to zdarzają się, wiadomo. Mamy trudne momenty z kamerzystami. Mamy wiele trudnych momentów, stresujących, ale…

M: Nie.

K: Ale takich spektakularnych, żeby coś nam na przykład spadło albo się wydarzyło, nie.

J: Nie. Bo to a propos…

K: Mamy też wujków bobów tak zwanych, którzy czasem Michała zostawiają.

M: Ciebie też.

K: Tak, Ciebie chyba głównie zostawiają. Właśnie się ukrywasz gdzieś tam na tyłach. Ale tak, z takich bardzo jakichś stresujących sytuacji to raczej się sobie nie przypominamy.

M: Nie wiem.

K: Czasem jest po prostu nerwowa atmosfera w domu u panny młodej, ale to wszystko jest…

M: Tutaj wiadomo, że tak bywa.

K: Wszystko jest do rozładowania.

J: I co, wtedy jakoś interweniujecie? Czy po prostu wychodzicie, ulatniacie się, znikacie na chwilę z pola widzenia?

K: Z pola widzenia tak. Tak żebyśmy wyszli całkowicie to się nam chyba nie zdarzyło. Ja staram się być trochę takim psychologiem, ale też tam gdzie mnie chcą, tak. Czyli jeśli widzę, że to nic nie da to nawet nie zaczynam, ale zdarza mi się bardzo często rozmawiać z dziewczynami, tak. Pocieszać kiedy nie wiem, coś tam nie doszło, tak, spinki nie doszły pana młodego.

M: Ktoś się z czymś spóźnił.

K: Ktoś się z czymś spóźnił, to tutaj jak najbardziej staram się ją przekonać, że ślub dalej się odbędzie i to nie jest najgorsza tragedia, jaka ją spotka w życiu.

J: Ok, mówiliście coś o kamerzystach, o trudnych momentach z kamerzystami. Nie wiem czy jak na przykład widzicie, że.. czy wiecie, że będzie kamerzysta, bo pewnie pary Was informują o tym fakcie, to macie specjalny tam moment na rozmowę z taką osobą? Czy z takimi osobami czy na spontanie działacie po prostu i potem się okazuje, że kamerzysta wchodzi w kadr czy coś?

M: Powiemy Ci tak, to czasami działa, a czasami nie działa. Czasami można nawet i rozmawiać z kamerzystą czy z zespołem kamerzystów, a oni i tak zrobią swoje.

J: Ale to…

K: Nie zrozummy się źle. Nie jesteśmy negatywnie nastwieni do kamerzystów.

M: Tym bardziej, że sam robiłem też…

K: Tak, Michał robił filmy i może też przez to mamy troszeczkę inne spojrzenie na temat i troszeczkę inne wymagania jeśli chodzi o kamerzystów, bo mamy wrażenie, że oni często zapominają, że mamy wspólny cel, tak, a… Zresztą kiedyś chyba nawet pisałeś o tym artykuł.

J: Zdarzyło się.

K: Tak, zdarzyło się, pamiętam. Zresztą bardzo dużo Twoich artykułów na początku czytaliśmy, musimy Ci to powiedzieć publicznie.

M: Nadal czytamy.

K: Nadal czytamy.

J: Weźcie, bo ja się robię w tej chwili czerwony. Dobrze, że tego nie widać.

K: Jeśli chodzi o kamerzystów to oczywiście staramy się na początku rozpocząć współpracę jakąś rozmową, ale bardzo często oni chyba nie do końca chcą z nami rozmawiać. Najczęściej dopiero na weselu ta rozmowa jakoś tam przebiega.

M: Luźniej.

K: Już luźniej. Ale staramy się przede wszystkim dowiedzieć jak będzie wyglądała sprawa w kościele, bo wcześniej i później powiedzmy zawsze sobie jakoś tam poradzimy, no bo nie ukrywajmy, że jako fotografowie jesteśmy bardzo mobilni.

M: No i zwykle wtedy jest więcej miejsca. W kościele zwykle bywa różnie pod tym względem.

K: Tak. Ale generalnie jeśli słyszymy, że będą cztery statywy i dwóch biegających operatorów to troszeczkę zaczynamy się stresować, ale jakoś dajemy radę do tej pory współpracować. Mamy oczywiście swoich ulubionych, mamy tych mniej ulubionych, ale nie było jeszcze tragedii. Jeszcze nie mamy punktu „Nie pracujemy w ogóle z kamerzystami” więc…

J: Acha.

K: Jeszcze nie jest najgorzej.

M: Znaczy problemem bywa głównie ten, ta stara szkoła tradycyjna jeżeli chodzi o kamerzystów, która…

J: VHS?

M: Pamięta czasy Betacamów i po prostu pana reżysera, który oddawał cztery godziny aby przegrać mi filmy.

K:Tak, mieliśmy już takich kamerzystów, którzy układali ręce pary w kościele. To nie były fajne doświadczenia.

J: Jeżeli mogę Wam cos polecić tutaj to może pomyślcie nad końcowym argumentem Michała, czy jak to tam się nazywało, wobec kamerzystów wtedy, wiesz, druga wersja.

M: Nie, nie, nie.

K: Żebyśmy się dobrze zrozumieli.

[00:45:00]

Końcowy argument służy do tego, żeby rozśmieszać więc myślę, że…

J: No właśnie. No to wiesz, to chodzi o to, żeby te lody przełamać, nie.

K; Ale my jesteśmy zawsze otwarci na współpracę tylko nie wszyscy są na nią otwarci.

J: Ok, to słuchajcie, bo tak a propos, powiedział Michał, stara szkoła wśród kamerzystów no to to naturalnie moglibyśmy przejść do takiego tematu, który gdzieś tam planowałem Was zapytać. Karolina mówisz, Ty tam 2010/11 to Twoje początki. Jak oceniacie ogólnie zmiany, które zaszły od tego czasu? Bo mówimy, mamy teraz rok 2017 i między 2010, a 2017 to jest jednak duży skok, nie, w Polsce jeżeli chodzi o fotografię ślubną? Ta estetyka jednak gdzieś zanikła. Mówię tutaj o obrączkach niesionych przez gołębie.

K: To jest ogromny skok. To jest przełom. Nareszcie! Jest to wielka, przeogromna zmiana i bardzo miło się nam na to patrzy, tak.

J: Ale to mówisz w ogóle o samych ślubach, tak? A ja bardziej bym chciał…

K: Mówię o ślubach.

J: Pomówić o tym jak fotografowie to jakby przedstawiają.

M: No też. No sposób przedstawiania też się zmienił znacznie.

K: Ja powiem w ogóle tak, że bardzo dużo moich znajomych właśnie fotografów modowych zaczęła się przebranżawiać albo robić to i to naraz. I mamy wrażenie, że fotografia ślubna stała się wręcz modna, bo no nie ukrywajmy same śluby, tak jak przed chwilą mówiłam, zrobiły ogromny przeskok estetyczny, tak i przeskok w myśleniu, przeskok w ogóle w pokoleniu. No nie ukrywajmy, że jednak obecne roczniki, które ślub no to są roczniki 90, tak, i no to już są trochę inne czasy niż my. No ja może jeszcze trochę się wpisuję, ale już powoli zaczynam zauważać, że to są bardzo, bardzo młodzi ludzie w stosunku do mnie. I to jest super, tak, że wszyscy się właściwie otworzyli i oni na nasze spojrzenia, tak i my na ich wizję.

J: Wiadomo, no to wszyscy chyba obserwujemy duże zmiany, dużo fotografów jeździ na różnego rodzaju szkolenia i kursy gdzieś tam zagraniczne. A nie zapytałem się Was czy Wy byliście na jakichś szkoleniach typowych ślubnych?

K: Ja byłam tylko u Adama Trzcionki. Poza tym nie byliśmy nigdzie. Jesteśmy totalnymi samoukami, bo tak jak mówię, w ogóle nie mieliśmy być fotografami ślubnymi i może to brzydko zabrzmi, teraz mamy bardzo mało czasu na jeżdżenie gdzieś poza i na coś. Ale mamy taki zamiar w końcu, żeby coś fajnego zrobić. Ale na pewno chcemy zrobić to gdzieś tam zagranicą i na to potrzeba już trochę innych nakładów finansowych więc to będzie taki rok pewnie odkładania sobie do skarbonki pod tytułem „Wielkie, fajne warsztaty”. To właśnie jesteśmy totalnymi samoukami.

J: Rozumiem. Bo ja tutaj obserwuję bardzo duży boom jeżeli chodzi o kursy, szkolenia i jakby tą potrzebę takich szkoleń w Polsce. Gdzieś tam zauważyłem, że Polacy są praktycznie obecni na wszystkich tych konferencjach, bardzo wiele osób jeździ na jakieś tam powiedzmy dłuższe takie kursy. I zastanawiam się, też właśnie to może się wiąże z tym, że gdzieś tam się już dorobiliśmy fotografów powiedzmy uznanych na skalę europejską, jeśli nie powiedzieć światową, Polaków fotografii ślubnej. Czy nie czujecie, że to wszystko tak się szybko rozwija, że Polska ma szansę stać się takim potentatem jeżeli chodzi o fotografię ślubną? No bo wiecie, no dużo fotografów z Polski wyjeżdża teraz na zlecenia też zagraniczne, gdzieś tam zostają doceniani przez tych klientów. To tak powoli rośniemy w siłę jako branża, tak, nie wiem może to będzie za bardzo takie wlewanie sobie i powiedzmy tworzenie takiej aury szczęśliwości dla tych, którzy słuchają. Ale jak to postrzegacie?

K: My mamy w ogóle genialnych ludzi w Polsce, tak, i to nie tylko w fotografii. Mówimy tu o designie, o filmie. No naprawdę Polacy są od zawsze obecni zagranicą i myślę, że zawsze będą obecni, bo są naprawdę pracowici i super kreatywni. Więc myślę, że jak najbardziej ten rynek polski stanie się atrakcyjny dla par z zagranicy, co zresztą wszyscy widzimy, tak. No bo skoro by nie był no to by nas nie zatrudnił we Francji czy kogokolwiek gdziekolwiek, tak. No ludzie muszą to doceniać i myślę, że będą to coraz bardziej doceniać.

M: Yhym.

J: No tak. Inwestujemy w know-how i naturalnie, że jakby tutaj ten poziom cały czas rośnie. Miałem Was zapytać o te albumy fotograficzne. Jeśli moglibyście jakiś polecić albumy, którymi się gdzieś tam inspirujecie szukając jakby motywacji do rozwoju fotograficznego?

K: Znaczy powiedzmy sobie wprost: inspirujemy się wszystkim i zewsząd. I naprawdę nie jest to stricte związane tylko i wyłącznie z fotografią ślubną, co zresztą wszystkim polecamy, tak.

[00:50:00]

M: No i nie zawsze jest związane w ogóle z fotografią.

K: Tak, i nie zawsze jest związana w ogóle z fotografią. I generalnie uważamy, że Polacy i ludzie, którzy startują za bardzo starają się skupiać na innych fotografach.

M: Na trendach.

K: Na trendach, na przeglądaniu stron wszystkich x razy dziennie. Naprawdę inspiracje możecie czerpać zewsząd i ja dalej uwielbiam przeglądać sobie albumy modowe, uwielbiam sobie przeglądać albumy Tima Walkera. Uwielbiam Avedona, tak? Uwielbiam Newtona. To są naprawdę w ogóle niezwiązane nazwiska z fotografią..

M: Ślubną.

K: Ślubną i tego możecie poszukać wszędzie, tak. Możecie wyjść na spacer, możecie sobie popatrzeć na drzewa, na niebo. Zresztą tego też się dowiedziałam u Adama Trzcionki tak, żeby inspirować się jednak tym, co nas otacza na co dzień, a nie tylko i wyłącznie przeglądać zdjęcia sukni ślubnych, tak, i panien młodych. A Michał to już w ogóle ma…

M: Co?

K: Szerokie spektrum zainteresowań.

J: No to…

M: Ja to głównie ABC.

K: Nie no, Michał czyta bardzo dużo komiksów, gra.

M: W ogóle gram, aspekt wizualny jest dla mnie bardzo ważny. Filmy animowane. Jakbym nie robił w ogóle ślubów i zajmował się fotografią to pewnie zajmowałbym się robieniem filmów animowanych.

J: A Ty Karolina co byś robiła jakbyś nie była fotografem ślubnym? Tak z dzisiejszej perspektywy.

K: No z całościowej perspektywy. Cały czas to za mną chodzi czyli gotowanie. Ale moja koleżanka z „Pieczko Pietrasów”, Ania, wybiła mi ten pomysł skutecznie z głowy. Ja uwielbiam gotować, tak, i właściwie kiedy nie siedzę gdzieś tam z aparatem, albo nie obrabiam to siedzę w kuchni. Cały czas coś tam sobie gotuję, piekę. Właściwie trzy czwarte mojej… Właśnie pytasz o te książki, a z tym mam problem, bo trzy czwarte mojej biblioteczki to są książki kucharskie i ja uwielbiam właśnie oglądać sobie zdjęcia jedzenia. I gdybym nie robiła zdjęć to właśnie albo coś tam bym pewnie gotowała gdzieś albo w swojej knajpie, chociaż to jest trochę bardziej skomplikowane, żeby ją od razu założyć. Albo u kogoś. Albo robiłabym coś jeszcze innego kreatywnego, bo robię właśnie mnóstwo też rzeczy typu szycie jakichś tam maskotek, tak. Na co teraz totalnie nie mam czasu, ale jakieś tam scrapbookingowe tematy. No ja robię dużo właśnie takich…

J: A właśnie, a propos scrapbookingu, bo nie wiem, czy wszyscy, którzy słuchają wiedzą, ale Karolina Ty robisz albumy ślubne własnoręcznie.

K: Dokładnie.

J: Powiedz coś o tym.

K: Znaczy nie robię bazy, tak, jako bazy, bo to robi nasz introligator. Ale tak, ja się zajmuję też albumami, wyklejaniem albumów, tak, doklejaniem jakichś rzeczy. Czasem ludzie mówią, że to jest za dużo, tak, że to jest niepotrzebne. Znaczy nie mówię tu o naszych klientach tylko w ogóle o tym, co sądzą o tych albumach inni.

J: Inni fotografowie, tak? Czy inni ludzie ogólnie?

K: Inni ludzie ogólnie, którzy gdzieś tam to widzieli, czy fotografowie czy po prostu jakieś osoby postronne. Ja tego nie robię już też na taką skalę jak kiedyś, tak. Bo kiedyś te albumy naprawdę były super grube, napchane tymi wszystkimi koronkami, jakimiś takimi właśnie paskami papieru. teraz Dużo bardziej idę w ten minimalizm i jak cos ozdabiam to jest to już dużo bardziej wyważone i jest tego zdecydowanie mniej, bo też jak się zmieniała moja estetyka. No w ogóle chyba nasza estetyka się trochę zmieniła właśnie jeśli chodzi o tą ilość wszystkich dodatków, bo widzę to po tegorocznych zdjęciach, że już też nie wynosimy na sesję jakichś tam gadżetów, tak, bo już w ogóle nas to przestało bawić. I tak samo wyglądają teraz nasze albumy. Same w sobie są super minimalistyczne i staramy się też ich niepotrzebnie.

M: Znaczy więcej tego wszystkiego co wkładałaś w dodatki teraz wchodzisz w zdjęcia, bo to nie widać tego na pierwszy rzut oka po prostu.

K: Dokładnie. To się, no to tutaj się dużo zmieniło pod tym względem. Ale tak, cały czas ozdabiam te albumy i cały czas one się jakoś tam powiedzmy wyróżniają. Ale robię to już na specjalne życzenie, tak, jeśli ktoś chce. Jeśli ktoś nie chce to w ogóle tego nie robię. I tutaj to się pozmieniało troszeczkę.

J: Acha, czyli to nie jest tak, że każda para dostanie taki album tylko po prostu ci, którzy tego chcą?

K: Ja zawsze się staram zapytać, albo nie pytam jeśli wiem, że komuś się to na 100% spodoba i będzie takie coś chciał, bo no nie ukrywajmy, my te swoje pary dosyć dobrze poznajemy.

M: I to też zależy od ślubu, jak on wygląda.

K: Tak, zależy to od ślubu.

M: Czy to pomoże temu materiałowi.

K: Bo mamy bardzo dużo takich rustykalnych ślubów, tak. Już właśnie ktoś kiedyś powiedział, że jesteśmy znani z tych rustykalnych ślubów typu Kurki. Ale też w tym roku mieliśmy bardzo dużo takich jasnych, minimalistycznych ślubów do których po prostu takie rzeczy nie pasują, tak. Bo jeśli ktoś ma na przykład biały motyw przewodni no to dlaczego mamy mu napychać, tak, do albumu jakieś

[00:55:00]

wielkie ilości kolorowego papieru. No to w ogóle nie pasuje. I to tu jest też takie nasze wyczucie co komu będzie się podobało i co będzie do kogo pasowało. Bo my naprawdę podchodzimy mocno indywidualnie do wszystkich naszych par i każdy dostaje to w troszeczkę innym stylu właśnie pasującym bezpośrednio do siebie.

J: Wy macie głównie te śluby rustykalne, ale jeszcze zdarzają się też inne śluby. I zastanawiam się jaki procent tych innych ślubów pokazujecie, bo rozumiem, że nie bardzo chcecie być kojarzeni poza tą estetyką rustykalną czy może się mylę?

K: Nie, absolutnie tak nie jest. Zresztą jak spojrzysz na naszego bloga z ostatnich paru miesięcy to myślę, że tych rustykalnych ślubów pokazaliśmy bardzo mało.

M: Nie wiem, zeszły rok miał więcej rustykalnych.

K: Tak, dwa lata temu mieliśmy bardziej rustykalne śluby, bo tam właśnie była Ilka i Lech, którzy się też bardzo spodobali i…

M: Ada, Artur.

K: Ada, Artur, ale w tym roku właśnie myślę, że pokazujemy bardzo różnorodne śluby, bo my też nie chcemy się zamykać w jakichś ramach, tak? Nie chcemy być właśnie rustykalnymi fotografami, którzy będą robić tylko gdzieś tam w tych stodołach i w jakichś drewnianych obiektach, bo uwielbiamy takie miejsca, ale no wiesz… To jest tak jak ze wszystkim, jak cały czas robisz coś takiego, to możesz się szybko przejeść i na pewno fajnie co jakiś czas zrobić coś innego, żeby spojrzeć świeżo na temat, spojrzeć świeżo na swoje zdjęcia i później wrócić właśnie na kolejny rustykalny ślub, więc…

J: No tak..

K: Znaczy na pewno, na pewno nie, nie są naszym priorytetem jakieś glamourowe śluby, w tych na pewno nie czujemy się jakoś super dobrze, ale też mamy takie zlecenia i też je z chęcią robimy. Ale powiedzmy, dobrze czujemy się i w minimalistycznych i w rustykalnych tematach. W boho nie powiem, bo mam wrażenie, że wszyscy w Polsce nadużywają tego słowa, a takich boho ślubów to na palcach jednej ręki można było policzyć w naszym kraju, bo boho, a rustykalna to jest naprawdę… Dwa różne światy. Czekamy cały czas na boho ślub, więc zapraszamy, jeśli ktoś miałby ochotę taki zrobić, ale nie chcemy być kojarzeni tylko z rustykalnymi ślubami. My też w przyszłym roku będziemy ich mieć naprawdę, naprawdę dużo i jesteśmy bardzo ciekawi, bo to będą przeróżne obiekty i przeróżne…

M: Podejście do tematu.

K: Podejście do rustykalnego tematu i jesteśmy bardzo ciekawi jak to będzie wyglądało.

J: To super, zapowiada się zatem ekscytujący rok i słuchajcie, może na same zakończenie takie Wam zadam pytanie: co byście polecili, jakąś jedną radę dla takich ludzi, którzy gdzieś starają się, powiedzmy, wbić na, powiedzmy, zatłoczony ten rynek fotografii? Co by to było takiego? Tylko nie mówcie: „być sobą”, bo to już wszyscy mówią.

K: Ale to jest prawda, należy być sobą. Nie, tak naprawdę…

J: Nie no, to ja wiem.

K: Nie inspirujcie się innymi, bądźcie sobą. Nie, po prostu starajcie się słuchać swojego głosu, tak? Rozumu i serca, róbcie to co jest zgodne z Waszą estetyką, tak? Nie zmieniajcie przede wszystkim tej estetyki co pół sezonu, bo klienci uwielbiają ludzi, którzy właśnie trzymają się jednak swojego stylu i wiedzą czego się spodziewać po takim fotografie. I tyle, i po prostu bądźcie zgodni ze sobą, bo tylko właśnie będąc takim człowiekiem będziecie mieli powodzenie, tak? Bo ludzie wyczują, że jesteście szczerzy w tym co robicie i że angażujecie się w to na 100%, a nie udajecie i nie robicie tego dla kasy, czy dlatego, że inni to robią.

M: No i w ten sposób można pokazać też kim się jest i przyciągnąć odpowiednich ludzi do siebie, takich którzy są zainteresowani tym co prezentujemy sobą, albo tym co na interesuje.

J: No właśnie, to jest taki dobry, dobry motyw tutaj, tutaj wymieniliście, żeby pokazać kim się jest tak naprawdę. A zdarzyło Wam się, powiedzmy, dotrzeć do ludzi którzy nie byli z Waszej bajki, tak naprawdę? Czy, czy mieliście jakieś takie zlecenie, że szło jak po gruzie?

K: No oczywiście, że zdarzają się takie zlecenia, bo… Bardzo, bardzo rzadko, ale jednak zdarza się, że nie widzimy się jakoś szczególnie z tą parą gdzieś tam przed ślubem, bo…

M: Po prostu nie poznaliśmy ich tam na żywo.

K: Tak, bo ich nie poznaliśmy, bo, nie wiem, na przykład odezwali się tydzień przed, tak? Albo miesiąc przed i nie było…

M: Albo byli w podróży, albo coś.

K: Tak, albo coś tam, albo nie mieszkają w Polsce. No teraz już oczywiście staramy się z każdym zobaczyć chociaż na Skype i zdarza nam się właśnie nie brać jakichś zleceń właśnie przez to, że wiemy, że ktoś inny zrobi je lepiej. Ale oczywiście, że zdarzają się takie śluby, które, na których nie do końca to wszystko jest takie, takie super, tak? I ta współpraca nie jest

[01:00:00]

w stu procentach, czujemy, nasza. I tak samo para nie czuje nas do końca, ale to są właśnie najczęściej takie śluby, kiedy my się nie widzieliśmy i nie mieliśmy okazji porozmawiać. Bo no nie ukrywajmy, ta rozmowa to jest coś super, super ważnego przy tak dużej współpracy jak…

M: No i tak ważnej współpracy.

K: Przy tak właśnie ważnej współpracy jak fotograf ślubny i para z którą się spędzi jednak przynajmniej te 16 godzin, a najczęściej na przykład 3 dni, kiedy robimy sesję narzeczeńską i plener.

J: Czyli wniosek, z tego co mówicie, krótki: spotykajcie się ze swoimi parami zanim podpiszecie umowę. Dziękuję Wam, „Bajkowe Śluby”, za wizytę tutaj w podcaście, mam nadzieję, że znowu pójdzie, pójdzie viral, jeżeli chodzi o słuchaczy. Dzięki, dzięki za poświęcenie czasu, bo wiem jak bardzo zajęci jesteście i takie wygospodarowanie godziny dla mnie i dla, dla tych którzy słuchają to naprawdę, dziękuję z całego serca.

K: Dziękujemy.

M: Dziękujemy bardzo.

J: Dziękuję za słuchanie tego odcinka podcastu, czekam na Wasze komentarze na grupie „Niezłe Aparaty” podcast, na Facebooku. Jeśli znacie fotografów, którzy z niewiadomych względów nie słuchają jeszcze „Niezłych Aparatów”, to proszę o podesłanie im linka do tej audycji. Dzięki Wam właśnie podcast rośnie, buduje swoją popularność, a dzięki popularności mogę zapraszać kolejnych gości do audycji. Także dzięki, do usłyszenia za tydzień.

Leave A

Comment

12 stycznia 2017
Cudownie :) lecicie jak burza!
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Łukasz Czajkowski staramy się :D dzięki
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
Wow! To będzie pierwsza rzecz jaka zrobię dzis po wyjściu z biura! :)
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Marta Kuczkowska najpierw coś zjedz i odpocznij hehe :)
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
tyle wygrać na śniadanie !
Odpowiedz
12 stycznia 2017
A ja przy kawce ten podcast zjem - dobra robota Kasia Jacek Siwko. Same de beściaki :-)
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    dziękujemy :)
    Odpowiedz
12 stycznia 2017

Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    :D
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
się rozgadali !
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Łukasz Popielarz mają "gadane" :D
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    majom majom !
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
moi ulubieni ! <3
Odpowiedz
    12 stycznia 2017

    Odpowiedz
12 stycznia 2017
Bardzo dobry wywiad! Dzieki i pozdrawiam Was :-)
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Marzena Matkowska dziękujemy i odpozdrawiamy :D
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
to była taka dobra godzina :) nic nie zrobiłam, tak się zasłuchałam :D
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Magda plan był zupełnie inny, podcast miał być tłem do pracy a nie ją utrudniać :D
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    tak to powinno być z tymi podcastami :D
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Magda Mizera no to wypada przeprosić za te utrudnienia hehe, ale nie obiecuję poprawy w tym temacie
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    nie nie! absolutnie nie oczekuję poprawy :D przeszkadzajcie częściej!
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
Jedziemy!!!
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Karolina Miądowicz patrz jak wysoko zaszliśmy, w radio nas puszczają :)
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Kasia Jacek Siwko o kurdę :D
    Odpowiedz
    26 lutego 2017
    Karolina Miądowicz u nas w samochodzie też testowaliśmy słuchanie podcastów :) dobra opcja na korki, których na Mazurach nie ma...
    Odpowiedz
    26 lutego 2017
    Taka sytuacja to jest to :D
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
wstrzymuje sie z odsluchaniem do jutra, aby zabrac was ponad chmury :D
Odpowiedz
    12 stycznia 2017

    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Piotr Czechowski a gdzie lecimy z Tobą? Bo nie wiem czy brać ciepłą kurtkę :D
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    tak to mogę żyć 8-)
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    San Escobar :D a jak nie wyjdzie to Lizbona ;)
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Piotr Czechowski Lizbona hehe ostatnio popularny kierunek (ju noł łat aj min) :D
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    na bilecie widnieje dopisek "sladami Ryszarda" :D
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Piotr Czechowski :D z biurem Ryszard Tour
    Odpowiedz
12 stycznia 2017
Podcast super, ale ja mam sugestię techniczną :) Skajpowa jakość jaka jest każdy widzi, więc zamiast nagrywać dźwięk ze Skype'a, można zrobić tak że rozmówca nagrywa to co mówi dyktafonem/telefonem/rejestratorem a potem wysyła do Ciebie Jacek :) Ogólnie podcast superowy (y) solidne 3/10 :)
Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Próbowaliśmy z rejestratorem i bylo jeszcze gorzej ;). Jakies skrzeki, skrzypy po wielkich regulacjach. Dzieki za 3 zawsze moglo byc 1 hehe
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Mateusz Woliński dzięki za ocenę :) będzie ciężko to zrealizować bo nie każdy ma niestety mikrofon u siebie. Moim zdaniem jednak treść tego co mówią goście rekompensuje te niedogodności techniczne.
    Odpowiedz
    12 stycznia 2017
    Karolina Miądowicz no właśnie, dochodzi czynnik różnicy w głośności nagrania :) SOLIDNE 3 to nie jest byle co:p Kasia Jacek Siwko Oczywiście ocena w kryteriach LFF więc tak normalnie byłoby 8/10 ;p Zdecydowanie, liczy się content :)
    Odpowiedz
    1 marca 2017
    Jacek Marek Siwko to jak do tej pory nagrywali bez mikrofonu? :)
    Odpowiedz
13 stycznia 2017
bardzo fajnie się słuchało; mnie najbardziej zaskoczyła jedna sprawa, taki dysonans: jak to możliwe że pary, które na fotografów wybierają Bajkowe (styl, estetyka, sposób pracy i spojrzenie) jednocześnie zatrudniają takich kamerzystów "problematycznych", o których wspomniała Karolina?
Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    Czasem sa genialnym prezentem od Rodziców (zeby sie wzruszyla Babcia), czasem po prostu po ludzku charakterologicznie sie nie kleimy (bo nie jestesmy z tych heheszkowych fotografów, ktorych mozna poklepac po plecach). Czesto biora tanich bo nie zalezy im na jakosci filmu (byle bylo), a czasem trafiamy na takich super waznych co maja nas w pupie i nie patrza co sie w okol dzieje, byle mieli material. Ja tez nigdy nie zrozumiem po co komus 5 statywów, kran, dwa slidery i dron na raz. Ale to ja :). Oczywiście coraz czesciej mamy extra ekipy z ktorymi genialnie sie pracuje (lovesick, mpsstudios) no ale nie ukrywajmy- to jest juz spory budzet.
    Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    nie ukrywam, że słuchając Was - mnóstwo razy myślałam uśmiechając się "o o mam to samo, mam tak samo" i co do kamerzystów czy filmowców (jak niektórzy chcą być nazywani) to też mam takie same doświadczenia, o których przed chwilą napisałaś; chodzi mi o samych zleceniodawców - nie ukrywajmy, w większości macie wymarzonych klientów (tak wnioskuję po Waszych zdjęciach - patrząc na estetykę, detale, lokalizacje itp.) - jak Ci sami ludzie, którzy wybierają Was, wybierają kamerzystów/filmowców, którzy tak bardzo odbiegają od tego stylu (bycia, pracy, efektów wizualnych); książkę można by napisać o relacjach fotograf - kamerzysta (a już na pewno zrobić cały odrębny podcast :)
    Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    dokładnie, ja miałam taki przypadek, że rodzice Pary Młodej bardzo chcieli kamerzyste, w dodatku tego samego co był na ich ślubie 20lat temu i młodzi chcąc nie chcąc przyjęli prezent... a Pan okazał się strasznym burakiem.. czasem nie mamy wpływu na takie akcje
    Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    Na szczęście jest coraz lepiej :). Ale nie ukrywajmy. W naszym kraju cena jest bardzo mocnym wyznacznikiem wszystkiego, a dobry film naprawdę powinien swoje kosztować i to chyba jest jeszcze mocno niezrozumiałe u nas.
    Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    Zgadzam się z Karolina Miądowicz, że często jest tak: para młoda inwestuje większą sumę na fotografa (6-8 tys.) to na kamerzystę z dobrej półki już po prostu nie starcza a trzeba kogoś wziąć bo jest presja rodziny. Chociaż nie jest to regułą, od czasu do czasu trafiamy na firmy filmowe, które operują w na podobnym poziomie cenowym do naszego, ale to nie jest też żadnej mierze gwarancja udanej współpracy. Zresztą Karolina to super ujęła: kamerzysta gwiazdor (w swoim mniemaniu bo umówmy się: kto decyduje o tym, że jesteś gwiazdą? Ty sam? Twoje stawki?) nie zwraca na nas uwagi, albo zjawia się 3 kamerzystów z całym samochodem różnego sprzętu. ..
    Odpowiedz
13 stycznia 2017
odlsuchalem.. iiii ... staneliscie na WYSOKOSCI :) super sie sluchalo tylko co tak krotko... przez kolejne 3h lotu musialem cierpiec w ciszy :) ps. do sniadan, obrobek i myjni mozna dodac przelot :D
Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    DOBRZE TO SIĘ prezentuje :D jeah! :D
    Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    a tak swoja droga mam nadzieje ze na droge powrotna w przyszly piatek bedzie nowy odcinek? :D albo 4 ... :p
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Piotr Czechowski podcast będzie tradycyjnie w czwartek, tym razem nieco krótszy niestety, ale format dłuższych podcastów wraca po nadchodzącym odcinku. A będą to kolejne petardy :D / j.
    Odpowiedz
13 stycznia 2017
Karolina Miądowicz & Michal Tokarczuk wysłuchałam całości ;-) trwało to cały dzień, ale dałam radę ;-D BOMBKA!!! - Nasuwa mi się tylko jedna rzecz ... to cytat z jakiejś bajki ;-) - więc pasuje do Was - .."cichaj..ty..Michaś...cichaj.." ;-) <3 - potwierdzam! - Michał jest cichy, a Karola to trąba powietrzna!
Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    aaa dopiero dziś to zobaczyłam :D hahaha.
    Odpowiedz
13 stycznia 2017
Brawo Kasia Jacek Siwko ! :-)
Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    Kłaniamy się :D ;-p
    Odpowiedz
    13 stycznia 2017
    Choć w sumie brawa należą się gościom <3 Katarzyna Michalska :D
    Odpowiedz
15 stycznia 2017
Świetny odcinek! Ja jestem fanką Bajkowych i z przyjemnością wysłuchałam ich historii. Troszkę słabo jest słychać Michała i wcale nie dlatego, że mniej mówi :P ale Karolina normalnie gwiazda!
Odpowiedz
    15 stycznia 2017

    Odpowiedz
15 stycznia 2017
Tak miło się słucha,że po przychodzi myśl,że tak krótko :/ chce więcej :D
Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    zadzwonię i Ci opowiem naszą historię - 48 h conajmniej gwarantowane :D
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Jestem za :D mogę nawet ja zadzwonić :P powiedz kiedy :P
    Odpowiedz
15 stycznia 2017
Wczoraj sluchalam Bajkowych i Rafała okolo 5 nad ranem przy Lajtrumie. Nie ukrywam...pozwoliło mi to przetrwać nockę bez walenia glowa w klawiature ;p Chcemy wiecej!
Odpowiedz
    15 stycznia 2017

    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Natalia Kalina jesteś szalona hihihi. Nigdy nie byłem o 5 rano w lajtrumie, zazwyczaj mam lepsze rzeczy do roboty o tej porze.
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Ja tez. Na przykład spanie :D
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Co prawda ze starosci nocka zdaza mi sie teraz tylko ze dwa-trzy razy w sezonie, ale jednak. Zdecydowanie lepiej menedżujecie czasem niz ja :P
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Kasia Jacek Siwko gdybym miala dzieci to wierze, ze o tej porze raczej bym juz wstawala niz sie kladla :D
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Caly grudzien do Świat kladlam sie najwczesniej o 2:30 ;).
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    Karolina Miądowicz , eee okolice 3:00 to u mnie codzienna pora zasypiania, ale wy tam zapitalaliscie ostro z obrobka :D
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017
    11 slubow :D
    Odpowiedz
    15 stycznia 2017

    Odpowiedz
15 stycznia 2017
Super odcinek i duża porcja uśmiechu i cudownej motywacji :) Karolina Miądowicz jak Ty się pięknie śmiejesz, normalnie banan na twarzy:) <3
Odpowiedz
    16 stycznia 2017
    Maria De :D
    Odpowiedz
    16 stycznia 2017
    ja nadal nie przesłuchałam, boję się :D. Ale dzięki za piękne słowa <3.
    Odpowiedz
    16 stycznia 2017
    Karolina Miądowicz nie bój się:) Wyszło bajkowo w Waszym tłumaczeniu :) hihi ale fakt siebie najtrudniej się słuchać :)
    Odpowiedz
    26 lutego 2017
    Maria, żebyś wiedziała jak Ty się pięknie śmiejesz :) i rozdajesz pozytywną energię na prawo i lewo! ;)
    Odpowiedz
    26 lutego 2017
    Dawid Konieczny dziękuję, jak miło :) a co ja mam powiedzieć o Tobie hih, uśmiechasz się oczami :)
    Odpowiedz
18 stycznia 2017
W Ugandzie też Was było słychać- na dobranoc ;) do zobaczyska niedługo!
Odpowiedz
    18 stycznia 2017
    Będziemy się tulić i śmiać i heheszkać :D.
    Odpowiedz