Czas na kolejną, czwartkową rozmowę. W cyklu Niezłe Aparaty pojawi się dziś Marta Kowalska. Jak dla mnie najbardziej tajemnicza postać spośród wszystkich, z którymi dotąd miałem okazję porozmawiać. Wszystko wyjaśnię oczywiście w podcaście więc nie będę zdradzał szczegółów. Zapraszam do słuchania.

Podcast jest dostępny na iTunes
Grupa Facebook słuchaczy podcastu: Niezłe Aparaty Podcast

Marta Kowalska w sieci:
fb: facebook.com/martakowalskafotografia/
insta: instagram.com/marta_kowalska_fotografia/ & instagram.com/kowalova/

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:
instagram: instagram.com/jaceksiwko/
fb: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis podcastu:

#26 MARTA KOWALSKA 

Wstęp 

Jacek: Cześć, z tej strony Jacek Siwko! 

Kasia: I Kasia Siwko. 

Może bliżej usiądź mikrofonu.  

Dobrze, dziękuję za zaproszenie. 

To jest dwudziesty szósty odcinek podcastu Niezłe Aparaty. Jest ze mną Kasia.  

Nie bójcie się – tym razem to nie ja będę go prowadzić, ale tak, jak najczęściej to bywa… 

Czyli… 

Jacek – nasz ulubiony prowadzący.  

No właśnie. Dobrze, że nie musiałem tego ja mówić, bo oczywiście jestem bardzo skromny i mówiłem to do tej pory w żartach. Ale skoro Kasia tak już zawyrokowała, to niech tak zostanie.  

Słuchaj, wiesz co, zanim zapowiemy dzisiejszego gościa czy nawet gościówę – jak to powinno się powiedzieć – chciałbym ciebie zapytać, czy miałaś kiedyś taki moment na weselu, jak robiłaś zdjęcia, że myślałaś „kurczę, no nie idzie – dzisiaj już mi nic nie wychodzi”. I potem robisz, robisz te zdjęcia, wracasz do domu, zgrywasz to sobie i następuje ten moment selekcji, i patrzysz: „kurczę, nie takie złe te zdjęcia”. I po jakimś czasie dochodzi do tego, że całkiem są te zdjęcia fajne, a potem już myślisz „wow, super”. I dochodzisz do takiego momentu, w którym się zastanawiasz „kurczę, a może ja jestem geniuszem, skoro uważałem, że mi nie idzie, a wyszły nawet super zarąbiste zdjęcia, to znaczy, że coś tam jest, jakiś tam talent”. Miałaś coś takiego? 

Tak. Po przesłuchaniu wielu podcastów z tobą, muszę powiedzieć, że masz taki dar zadawania pytań i odpowiadania już na to pytanie, ale znasz mnie bardzo dobrze, więc wiesz, co bym odpowiedziała. Tylko powiedz mi, czy chodzi ci tylko o wesele czy w ogóle o ślub, o sesję…? 

Nie no, czasami są takie dni, że wiesz, że nie czujesz, że idzie… 

Czyli ogólnie – tak, mam tak bardzo często, jak nie prawie zawsze. Nie zawsze, bo właśnie prawie zawsze. Czasami wracam z sesji albo ze ślubu jednego czy drugiego, to miałam taką pewność siebie, że wiedziałam, że to był super dzień, wszystko dobrze szło. Ale czasami faktycznie mam wrażenie robiąc zdjęcia na ślubie i na weselu, że coś tu jest nie tak, że czegoś mi brakuje. Potem się bardzo stresuję i jestem przerażona, co ty powiesz, jak zobaczysz moje zdjęcia na przykład. Ale też, co para młoda na to. 

Ja ci powiem, że ty masz coś takiego, że za każdym razem, jak wracasz z sesji, to mówisz „o, dzisiaj mi nie poszło” i potem wybieram… 

Właśnie nie, bo jak wracam z sesji takiej „mojej mojej” i wiem, że wszystko było fajnie, zgodnie z planem moim – planem w cudzysłowie – poszło, to wtedy jestem w miarę pewna siebie. 

Aha, że co? Że para ci na przykład nie skakała z drzewa?  

Z parą to w ogóle jest bardzo spokojnie. Z rodzinami i z dziećmi różnie to bywa. Tak że czasem się tym stresuje, jak to tu idzie. Ale czasem wiem, że będzie po prostu super. Zawsze jest super, ale bardzo często się stresuję. 

Okej, ale po selekcji czasami i po obróbce już mówisz, że „a w sumie nie wiedziałam, że jest tak dobrze”. Czyli u ciebie jest taki brak pewności siebie? 

Tutaj w prywatę w chodzisz… Tak, u mnie to brak pewności siebie. Zwłaszcza jak – tak, jak ci mówiłam – czuję czasami w dniu ślubu i wesela, że coś jest nie tak, że może niekoniecznie dziś aparat ze mną współgra i sprzęt. Ale potem jak wybieram zdjęcia, to przez to mam taką miłą niespodziankę, że „wow, jednak jest super, jednak mi się tylko wydawało”. I czasami to jest może takie nakręcanie się, bo się tobą trochę stresuję, co ty powiesz, jak szef i prezes naszej firmy. A czasami… 

Teraz zostałem zdegradowany – jesteś współudziałowcem firmy, więc nie kreuj się tutaj.  

Ale prezes jest tylko jeden.  

No dobra, to nie wchodźmy w takim razie w szczegóły. Ostatnio się nad tym zastanawiałem, bo nie wiedziałem, czy mi idzie czy mi nie idzie, czy to jest takie fotogeniczne wesele itd. A potem przeglądając zdjęcia – już w aparacie podczas tego zlecenia – tak sobie pomyślałem, że właściwie kluczem do pełnego sukcesu czy jakiegoś rodzaju sukcesu rejestracji tego wydarzenia, na którym jesteśmy, jest po prostu to, żeby nie wyłączać się. Nie wyłączać tego naszego mózgu, tylko szukać cały czas ujęć i po prostu rejestrować tak, jak leci. Czy czujesz to, czy nie czujesz – to potem się dopiero okaże. 

Tak pamiętam, taką radę, jak poszedłem na pierwsze kursy fotograficzne w Poznaniu podczas studiów, miałem coś takiego, że – wiesz – uważałem, że zrobię zdjęcie jedno, dobre. I to były czasy, kiedy fotografowałem na kliszy. Pamiętam, że jeden z tych fotografów powiedział mi, że jak widzę jakieś potencjalne zdjęcie, to żebym zrobił przynajmniej trzy, cztery ujęcia tego z różnych perspektyw. No i teraz nadal podchodzę do tego w ten sposób, że staram się to wszystko zarejestrować i nigdy nie wiem, czy to będzie akurat to dobre zdjęcia czy może następne. Tak samo, jak nie czuję danego materiału w danym momencie, że myślę sobie „o, coś nie idzie”. No to lecę z tym flow, czy jak tam to nazwać po polsku – pewnie puryści językowi znowu tutaj się wyżyją…  

Wiesz co, ja jeszcze powiem ci, że mam taki moment, że czasami czuję, że mi nie idzie… No może nie, że mi nie idzie, ale nie czuję właśnie tego flow chyba najczęściej w momentach, gdy para się nie śmieje. Ty już wiesz, ale może niektórzy nie wiedzą, ale ja mam jedno z takich kryteriów przy wybieraniu zdjęć – czy ludzie się śmieją, czy się uśmiechają. Po prostu lubię radość, lubię tę emocję na zdjęciach. Czasami jest tak, że pary, ludzie są na początku wycofani albo ze stresu to wynika. To mnie czasami tak na początku stresuje, że nie czuję tej luźnej atmosfery, ale najczęściej to potem mija. 

Ja jeszcze może powiem, że jestem bardzo wyczulony na twoją minę, kiedy wybierasz fotografie i pamiętam taki moment, kiedy ty siedzisz wkurzona taka przed komputerem. I myślałem, że ja coś zepsułem na tych zdjęciach. Mówię „co jest grane?”. A ty mówisz „nie śmieją się!”.  

Dramat. Nie no, oczywiście bez przesady. Takie zdjęcia, gdzie się nie śmieją też lubię. Takie bardziej nastrojowe. No ale wiesz, o co mi chodzi.  

Chciałbym jeszcze, zanim zapowiemy Martę… Zresztą pewnie przeczytaliście tytuł podcastu, więc wiecie, z kim będzie rozmowa. Chcę jeszcze nawiązać do tego komplementu czy właściwie opinii, którą dostałem teraz od fotografów, których spotkałem na ślubie, którzy obserwując moją pracę powiedzieli, że pracuję w trybie slow, co mnie w pierwszej chwili trochę przeraziło. Czyżbym był taki zamulony i ledwo co się ruszał? No bo slow to wydaje mi się trochę takie ze ślimakiem zbliżone. Natomiast im chodziło o to, że gdzieś mam koncepcję tego, co chcę uwiecznić na zdjęciu. Nie fotografuję, jak szalony japoński turysta tylko szukam czegoś takiego, co gdzieś tam chcę na  zdjęciach osiągnąć. I ty powiedziałaś, że to jest dobre określenie. 

Tak. Tryb slow – znowu ten angielski, ale to jest cytat z kogoś, tak że wybaczcie. To prawda i ja czasem ci tego zazdroszczę, a czasami mam ochotę…  

Mnie zabić, tak? 

Tak – gdzieś tam szturchnąć, bo jesteś za slow. W momencie, gdy ja jestem taka podekscytowana albo zdenerwowana i wiem, że trzeba się spiąć, a widzę twój stoicki spokój, robisz zdjęcia, szukasz kadru. I tego ci czasem zazdroszczę.  

Ja mam w głowie takie coco jamboo. Jak jestem na zleceniu, to takie coco jamboo i to działa w ten sposób, jakby mi ktoś na głowę hełm założył. Że nie mogę się skoncentrować na niczym innym, jak tylko na tych zdjęciach i momentach. Nawet, jak z kimś rozmawiam, to i tak to coco jamboo działa.  

Ale ty masz taki spokój. Nawet jak robisz zdjęcia, to z takim spokojem. Czasem to jest taki tryb slow. Czasem to jest taki wymuszony spokój, bo ja na przykład dobrze cię znam i wiem, że jak robisz zdjęcie grupowe albo tak zwane pozowane. Jak grupki się tworzą, to widzę na twojej twarzy, mimo twojego trybu slow i takiego opanowania widzę różne ciekawe emocje. Ale możemy tutaj przytoczyć historię a propos tego, jak różnie pracujemy na ślubie? 

Nie wiem, co masz na myśli.  

To co mama podsłuchała wtedy? 

Aha. No możesz powiedzieć. 

Kiedyś byliśmy na weselu, jak nasza pierwsza córka Zuzia była jeszcze bardzo malutka – bo nadal jest mała. I jeździła z nami na każde zlecenie i zabieraliśmy raz jedną, raz drugą mamę. I akurat wtedy wzięliśmy mamę Jacka i ona miała pokój z Zuzią, którego okno wychodziło gdzieś na taką łąką. I tam goście się zbierali – nie wiem, czy to było po zdjęciu grupowych… Jakoś wieczorem tam chodzili sobie, plotkowali, palili papierosa też i zbierali się w grupki. I mama podsłuchała i potem powiedziała nam w nocy czy rano podsłuchaną rozmowę, że „fajni ci fotografowie, fajne zdjęcia…” 

To był cytat z tego, co goście mówią.  

Tak, cytat z tego, co goście mówili. Pamiętasz to jakoś dokładnie?  

Wiesz co, ktoś powiedział, że ten fotograf, to dobre zdjęcia robi, ale… 

Czyli ty – ten fotograf, co dobre zdjęcia robi.  

…ale ta żona znacznie lepsze. Że ona jest wszędzie. 

Tu skacze, tu kuca. I my się tak, z tego śmialiśmy, że aż się popłakałam. Ale to idealnie podsumowuje to, jak pracujemy. Ty masz tryb slow, a ja mam tryb dziki.  

Tak. Mi się wydaje, że oni myśleli, że ty – wiesz – pełnisz rolę głównego fotografa, mimo tego, że inny mieliśmy podział na role.  

Tak. Teraz to w sumie się wyrównało od jakiegoś czasu, ale wtedy to ja byłam typowym drugim, gdzieś schowanym fotoziutem.  

Nie… fotograżyną.  

Fotoziutą…? 

Nie – fotograżyna… Zresztą Anita Suchocka powiedziała w podcaście, że jest bardzo zadowolona, że ten termin funkcjonuje. 

Dobrze. Ale tak kończąc już, to takie trybu slow życzę wszystkiem. 

Takiego coco jamboo. 

A propos fotograżyn, to może przedstawimy gościa czy gościówę – tak, jak ja tutaj powiedziałem – chociaż to nie jest poprawnie.  

Ty miałeś z gościówą przyjemność rozmawiać.  

Tak – z Martą. Ty Martę też znasz?  

Ja Martę poznałam, spotkałam na WedCampie… To było w lutym? Chyba w lutym. Niestety tam się tyle działo… Nie miałyśmy spokoju, żeby porozmawiać. 

To może my myśleliśmy, że się dużo działo. 

Według mnie się dużo działo i tylko tak w sumie przelotnie, ale Marta bardzo miło było cię spotkać i zobaczyć na żywo. Połączyć głos i twarz z taką wizją ciebie. 

Tak, tego, co widzimy w internecie. Bo ja właśnie powiedziałem Marcie – nie wiem,  czy Krzysiek nie wyciął tego fragmentu, mam nadzieję, że zostawił, nasz główny cenzor – ale powiedziałem jej, że dla mnie Marta zawsze była taką najbardziej tajemniczą postacią internetu. Że owszem, te zdjęcia gdzieś są widoczne i to jest może taki trochę szerszy temat tego, jak my widzimy fotografów, a jak później się spotyka te osoby osobiście czy też można posłuchać głosu i tego sposobu wysławiania się, i jak to wszystko gdzieś tam wpływa na tę wizję. Wyobrażamy sobie kogoś i potem boom: poznajemy tę osobę i jest albo totalne zaskoczenie albo przeciwnie – utrwala się ten obraz, który gdzieś tam się w głowie pojawił. 

A u ciebie jak to było? 

Z Marta? 

Tak.  

No nie wiem, to może się okaże w rozmowie. Tak że zaprosimy może Was do słuchania i przepraszamy za ten przydługi wstęp. Mam nadzieję, że Was nie zanudziliśmy. 

Heja! 

 

Rozmowa 

Jacek: Marta Kowalska jest w podcaście Niezłe Aparaty – najbardziej wyczekiwana osoba spośród wszystkich, których gdzieś tam podsyłaliście mi. I najbardziej tajemnicza. No właśnie, miałem powiedzieć, że ty jesteś Marta najbardziej tajemnicza. Bo jak ktoś gdzieś tam śledzi twój profil to rzadko gdzieś tam mignie twoje zdjęcie i zanim się poznaliśmy to miałem taki obraz, że ty jesteś tą tajemniczą osobą, do której nie ma dostępu. 

Marta: Ojej, a dlaczego tak myślałeś?  

Tak sobie wyobrażałem, że jesteś gdzieś tam daleko za granicą i tak dalej. Może to tak zadziałało. Ale tak w ogóle miałem cię przywitać w ogóle w podcaście. Cześć Marta! 

Cześć Jacku i cześć wszystkim! 

Nie wiem, czy cię wprawiłem w zakłopotanie – nie chciałem. Natomiast ten twój styl życia, że jesteś część roku w Polsce, a część roku poza Polską tak mi jakby w głowie obraz ciebie stworzył, że właśnie jest taka osoba gdzieś tam z daleka.  

Częściowo zgadza się to, ale większość roku jednak jestem w Polsce. Pewnie nie pojawiam się tak często w sieci, bo – jak wszyscy zapewne się domyślają – pracują sama, więc ogarnianie maili i zdjęć, obróbki i tak dalej zajmuje trochę czasu i czasami nie wystarcza mi już tego czasu na wszystkie platformy typu Facebook, Instagram. I pewnie nie do końca prowadzę je zgodnie z zasadami, bo jak już się pojawiam, to wrzucam dziesięć zdjęć, a potem nic przez miesiąc czy dwa, więc pewnie to idzie niezbyt z zasadami social media, ale tak to prowadzę. 

Wiesz co, ja nie wiem, jakie tam są zasady social media czy mediów społecznościowych – o, powiedzmy to po polsku – a propos tego, co mówiliśmy przed wejściem na antenę… 

Też się będę pilnować! 

Zawsze jest tak z tymi mediami społecznościowymi, że jak są jakieś zasady i ktoś mówi „o to trzeba robić tak i tak”, to później zmieniają algorytm i okazuje się, że trzeba robić zupełnie inaczej.  

Czyli lepiej po prostu iść pod prąd.  

No albo po swojemu.  

Tak.  

Ale wiesz co Marta – może zaczniemy jakoś tak od początku i tradycyjnie chciałbym cię zapytać, jak to się stało, że u ciebie w dłoni pojawił się aparat i w ogóle chęć dokumentowania tego, co się dzieje dookoła ciebie.  

Okej, no to zaczynając od początku, na pewno nie mogę powiedzieć, że aparat był u mnie w domu obecny od zawsze, bo skłamałabym – tak nie było. Z tego, co pamiętam, był w domu jakiś Zenit. Kiedy go pamiętam z tych czasów, jeszcze mnie nie interesował, a jak mnie zainteresował, to już go nie było w domu, bo już mama zdążyła się go pozbyć.  

A fotografią zainteresowałam się w wieku około siedemnastu lat, kiedy dostałam pierwszą cyfrówkę – taką małpkę, jak to się mówi. I wtedy zaczęłam fotografować jakieś obiekty wokół mnie w pokoju. Po krótkim czasie znudziła mi się ta fotografia i zaczęło mi brakować emocji i ludzi. Wtedy zaczęłam fotografować koleżanki z klasy w liceum i zrozumiałam, że to jest to. To jest to, czego mi brakowało, czyli fotografowanie ludzi.  

Ale to były takie sesje, że się umawiałyście, wychodziłyście w plener czy może w jakimś studio? 

Ja wtedy fotografowałam w przeróżnych miejscach. Nawet z tego co pamiętam teraz zdarzyło mi się fotografować samą siebie w piwnicy, w bloku rodziców. Teraz, żeby było ciekawiej, jako oświetlenie służyły mi takie lampy ultra-fioletowe, więc kolor mojej skóry był zielony, co ciekawe.  

Ale to nie były zdjęcia czarno-białe? To było w kolorze? 

Pamiętam, że w końcu przerobiłam je na czarno-białe, bo jednak ta zieleń nie za bardzo mi pasowała do efektu finalnego. Ale pamiętam też przerażenie i zdziwienie sąsiadki, która weszła wtedy na ten korytarz w piwnicy i nie mogła się nadziwić, co ja tam próbuję wytworzyć. To były takie pierwsze sesje. Później miałam ulubioną koleżankę w liceum, którą namiętnie fotografowałam w przeróżnych sceneriach. I wiele godzin wtedy spędzałam też na takich portalach typu DigArt czy DeviantArt i PLfoto – nie wiem, czy pamiętasz te czasy jeszcze i czy też tam bywałeś? 

Na DigArcie publikowałem jakieś moje zdjęcia streetowe, bo ja od tego zacząłem. I powiem ci szczerze, że – nie wiem, ja tam zbierałem jakieś okej opinie – ale ogólnie uważam, że tego typu portale podcięły skrzydła bardzo wielkiej ilości osób. Nie wiem, jakie jest twoje doświadczenie jest z komentowaniem różnych twoich prac takich wczesnych na tych portalach? 

Na pewno było tam dużo negatywnych komentarzy, to pamiętam – tak. Ale mnie to zawsze mobilizowało do tego, żeby tam jak najczęściej coś umieszczać i bardzo mnie ciekawiły te komentarze, które się tam pojawią. I wielu bardzo ciekawych artystów zresztą tam poznałam – tylko internetowo. Wielu z nich do tej pory osobiście nie poznałam, ale pamiętam, że wiele osób mnie wtedy zainspirowała do tego, że fotografia to jest rzeczywiście to, czym chciałabym się zajmować w przyszłości. 

A powiem ci, że jest taka ogólna zasada – może to kilku słuchaczom się przyda – że, jeżeli pojawia się krytyka to ogólnie najlepiej jest tak robić, żeby ignorować krytyków, ale przyjmować krytykę do siebie. Bo tak jak powiedziałaś, nawet te negatywne komentarze są w stanie cię czegoś nauczyć i naprowadzić cię, powiedzmy, na dobrą drogę… czy twoje myślenie do tego, że „o może się zastanowić nad tym – rzeczywiście, może ktoś ma rację”, nie? 

Ja też pamiętam, że trochę też tak działałam, że sprawdzałam od kogo wyszedł ten negatywny komentarz. I jeśli portfolio tej osoby rzeczywiście przemawiało do mnie i podobało mi się, wtedy zastanawiałam się nad tym, czy ten komentarz rzeczywiście ma sens i próbowałam coś zmienić. Jeśli była to jedna z osób, która nie miała nic do zaprezentowania, a jedyne, co robiła, to gdzieś tam zostawiała negatywne komentarze, to bardzo łatwo było mi ignorować takie opinie.  

Właśnie. A ja się zastanawiam jeszcze… Chciałbym wrócić do tego twojego pierwszego aparatu – to była cyfrówka czy na film?  

To była cyfrówka, ale krótko po tym, jak zaczęłam interesować się fotografią – oczywiście temat głębi, ostrości i tak dalej. Wiadomo, że każdy początkujący fotograf dąży do tego, żeby uzyskać ten efekt.  

Mówisz o tym efekcie, że osoba na pierwszym planie jest ostra, a z tyłu jest nieostra?  

Tak!  

A coś słyszałem właśnie.  

No czasami się udaje. Czasami wychodzi.  

I co – doszłaś do tego metodą prób i błędów czy przeczytałaś jakiś podręcznik?  

Ja bardzo dużo oglądałam w internecie i właściwie to była moja największa szkoła. Te wszystkie portale i portfolio fotografów, których podziwiałam wtedy. I moim kolejnym życzeniem na urodziny był kolejny aparat – wtedy już nie kompaktowy, ale lustrzanka cyfrowa. I od tej lustrzanki cyfrowej, bardzo krótko po tym, przeszłam na fotografię analogową i moim pierwszym aparatem był Kiev 88. Nie wiem, czy kiedyś… 

A to jest ten średnioformatowy taki? 

Średnioformatowy, nazywany hasselbladzkim, czyli… 

Hasselblad dla ubogich? 

Dokładnie. To był mój pierwszy aparat analogowy, w którym się zakochałam. Do tej pory go mam. Nie używam już tak często, ale mam bardzo, bardzo dobre wspomnienia z tych czasów, kiedy fotografowałam tym aparatem.  

No to to było bardzo krótko po tym, jak zainteresowałam się fotografią, a do fotografii analogowej przekonały mnie zdjęcia Marcin Twardowskiego. Nie wiem, czy kiedyś widziałeś jego portfolio? 

A to teraz mnie zawstydziłaś, bo nie widziałem. W takim razie nadrobię do czasu emisji tego odcinka.  

Ale to są takie czasy właśnie tych DigArtów i PLfoto, i jakieś zamierzchłe po prostu przestrzenie Internetu, gdzie on rzeczywiście często się pojawiał. A obok niego jeszcze pamiętam z tamtych czasów, że bardzo zainspirowały mnie zdjęcia Magdy Lipiejko. To była kolejna fotograf mody polska ze Szczecina, która miała swego czasu też agencję modelek tam. I też muszę dodać, że jedyne warsztaty fotograficzne, na których byłam, to były właśnie warsztaty u Magdy. Nigdy nie brałam udziału w żadnych warsztatach fotografii ślubnej jeszcze – coraz więcej się ich pojawia na rynku, jak oboje dobrze wiemy.  

Dokładnie – wiemy, wiemy. A słuchaj – z tego DigArta, z tego PLfoto, jak w ogóle wyszłaś do fotografii komercyjnej, nazwijmy to? Kiedy się pojawiły pierwsze zlecenia twoje? Już nie mówię o ogólnie ślubach, ale o takich rzeczach, że ktoś cię poprosił o zdjęcia i jeszcze ci za to zapłacił? 

W czasie tych stron pojawiały się jakieś pojedyncze zapytania o sesje portretowe, ale na pewno to nie było na taką skalę, żeby myśleć o fotografii jako o moim zawodzie na przyszłość. Po liceum zaczęłam studiować anglistykę i skończyłam ją na poziomie licencjatu, ale wtedy już wiedziałam, że to nie jest to, czym chcę się zajmować – jest to fotografia. Tak że w tamtym czasie przyszedł mi do głowy pomysł studiowania fotografii w Londynie. Znalazłam uczelnię, na której chciałam studiować, przygotowałam portfolio, pojechałam na pierwszą rozmowę i nie dostałam się w tym roku, w którym chciałam na ten kierunek. I teraz sobie myślę o tym, że tak naprawdę całe szczęście, bo nie chciałabym teraz spłacać kredytu studenckiego z tamtych czasów, a byłyby to spore pieniądze. Pamiętam, że zrobiłam wtedy wywiad z osobami, które skończyły ten kierunek, a była to fotografia mody na London College of Fashion. Wiele osób, które skończyły ten kierunek podsumowywały go jako niewarty swojej ceny ani czasu. Więc zgodnie z tym, co te osoby mi wtedy doradzały postawiłam bardziej na doświadczenie i na budowanie portfolio. 

Finalnie skończyłam tylko roczny kurs fotografii na innym uniwersytecie w Londynie. Jak teraz sobie myślę o tym kursie, to jedyne, co dobrze wspominam, to dostęp do ciemni fotograficznej. Bo przez opłacanie tego kursu miałam darmowy dostęp do ciemni i tak naprawdę tam najwięcej czasu spędzałam. A sam kurs nie przydał mi się za bardzo, bo okazało się, że poziom był dostosowany do większości grupy i skończyło się na tym, że uczyli nas obsługi aparatu, podstaw podstaw fotografii, więc… 

Czyli takie rzeczy, które miałaś już w tym czasie pewnie ogarnięte na dobrym poziomie? 

Dokładnie.  

No to często jest tak ze studiami czy jakimkolwiek tam uczeniem się w takich szkołach sformalizowanych, że niestety one gdzieś tam zostały w tyle i że w tej chwili, jak ja bym miał się na przykład cofnąć w czasie i miałbym wybierać, czy iść na studia czy robić swój własny biznes – od liceum do teraz – to raczej bym sobie darował te studia. Mimo tego, że mam magistra i tak dalej, i moja babcia była dumna, to szczerze mówiąc, widzę, ile czasu straciłem na studiowanie. Nie to, żebym kogoś zniechęcał, ale widzę, że ta nauka gdzieś tam nie jest przydatna w takim życiu. Okej, ale to nie jest podcast o edukacji.  

Wiem! 

Więc może sobie darujmy. I co w tym Londynie załapałaś się gdzieś na jakieś zlecenia właśnie u jakiegoś fotografa albo praktykę?  

Cały czas w trakcie tego kursu pracowałam w restauracji, odkładając na sprzęt fotograficzny i utrzymując się w tym niezbyt tanim mieście. Więc podczas pracy w tej restauracji, a trwało to dwa lata, zrozumiałam, że na pewno nie chciałabym już nigdy pracować dla kogoś. I rzeczywiście to nie była praca marzeń, ale też do tej pory powtarzam, że nie żałuję tych dwóch lat, bo ta pokora i szacunek do pracy innych ludzi to jest to, czego nauczyła mnie ta praca. 

No i teraz wierząc w karmę – w co zawsze powtarzam, że wierzę – pewnego dnia, kiedy już rzeczywiście naprawde miałam dość pracy w tej restauracji, wszedł na kawę pewien facet z ogromną ilością sprzętu fotograficznego, więc nie dało się ukryć, że jest fotografem. A ja mam coś takiego, że strasznie lubię rozmawiać z obcymi ludźmi. Więc oczywiście zagadałam go, czy jest fotografem, czy pracuje profesjonalnie? Okazało się, że pracował wtedy w lokalnej gazecie i tak od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o fotografii i on zaczął przychodzić do tej restauracji często. Nie wiem, czy codziennie, ale na pewno kilka razy w tygodniu. I on pewnego dnia, jadąc na jakąś konferencję, poznał w pociągu drugiego fotografa, któremu powiedział o mnie. A tak się składało, że akurat Paul szukał wtedy drugiego fotografa do swojej firmy. I tak zostałam polecona przez tego klienta z restauracji innemu fotografowi, który krótko po tym odezwał się do mnie. 

Miałam wtedy, pamiętam, rozmowę o pracę z nim. Przedstawienie portfolio i sprawa ucichła. On przestał się odzywać – nie odzywał się do mnie przez pół roku, więc ja straciłam nadzieję na tę pracę i cały czas międzyczasie szukałam gdzieś przez Gumtree, ogłaszałam się i tak dalej, ale szło mi to, jak krew z nosa. No i po pół roku, kiedy w końcu zwolniło się miejsce na tego drugiego fotografa, to odezwał się do mnie ponownie i tak się zaczęła moja współpraca z nim. I trwała ona ponad dwa lata. I naprawdę muszę powiedzieć, że nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego szefa i lepszego nauczyciela marketingu i biznesu w tamtym czasie.  

Powiedz, czym się tam dokładnie zajmowałaś w tamtym czasie jako drugi fotograf w takim studio? 

Zajmowałam się głównie fotografowaniem – i teraz, żeby było ciekawie – ślubów żydowskich i bar micw. Fotografowaliśmy bar micwy i śluby żydowskie.  

Ale czekaj, to było jakieś studio na północy Londynu? 

Tak.  

No to chyba wiem, w jakiej dzielnicy nawet.  

W jakiej? 

Wiesz co, tam koło Seven Sisters?  

Niedaleko, tak.  

Czy Stoke Newington czy coś takiego? 

To było bardzo blisko, tak. To, gdzie to studio się znajdowało, to była dokładnie stacja Crouch End na linii Overground. Tak są to okolice Finsbury Park i północ Londynu. Słyszałeś o tym studiu?  

Nie, nie. To znaczy, ja Londyn akurat znam z jakiś dziwnych moich przygód rowerowych. No i fotograficznych też. Ale to już może kiedyś czas na jakąś dłuższą opowieść nadejdzie, więc nie będziemy wnikać w ten temat. Ale to ciekawe: żydowskie śluby i bar micwy – tak się to powinno mówić?  

Tak, tak. 

Bar micwa to jest coś w rodzaju naszej komunii? Taki rytuał przejścia w dorosłość?  

Myślę, że można to porównać, tylko chyba w innym wieku to się odbywa, bo to już są takie nastolatki, które naprawdę mogą przerażać, jak te imprezy się odbywają i to jak oni wyglądają, i jaki budżet jest włożony w te imprezy. Ja pamiętam, że na początku byłam w szoku. 

A na te wesela czy tam na te śluby, chodziłaś sama czy właśnie z tym twoim szefem?  

Wiesz co, ta firma się bardzo rozrosła na przestrzeni tych lat i później było już tak, że właściwie teraz tam pracuje już chyba ośmiu fotografów, więc ta rotacja teamów była całkiem duża. Zdarzało się, że szłam na ślub właśnie z Paulem albo z innymi osobami – innymi fotografami, którzy też byli przez niego zatrudnieni. Ale zdarzały się też zlecenia na mniejsze śluby, na których byłam sama. Ale wiadomo, że to nie było na początku. Dopiero musiałam sobie zdobyć zaufanie szefa i musiał wiedzieć, że już poradzę sobie sama na takim zleceniu. Więc można powiedzieć, że w połowie chyba mojej kariery fotograficznej w tym studio. 

Ale naprawdę do tej pory bardzo miło to wspominam i ja mam też coś takiego, że jak zaczynam zauważać po sobie, że coś nie przynosi mi do końca radości i nie robię tego na sto procent, to zaczynam po prostu dochodzić do wniosku, że chyba czas na zmianę. I jak tylko zaczęłam to czuć w tym studiu, to od razu podjęłam decyzję o wyprowadzce z Londynu i o zakończeniu tego etapu. I tego też nie żałuję, bo rozstaliśmy się na bardzo super stopie koleżeńskiej czy nawet przyjacielskiej z tą ekipą. I na pewno pamiętają mnie jeszcze jako tego pozytywnego fotografa, który kochał to, co robił. A nie chciałam, żeby było tak, że w pewnym momencie jeszcze pracowałam tam i już nie przynosiło mi to radości.  

A powiedz o tym momencie, w którym zrozumiałaś, że chcesz działać na swój rachunek? To był taki grom z jasnego nieba – obudziłaś się pewnego dnia czy ta decyzja gdzieś tam rosła u ciebie w sercu, w głowie? 

Wiesz co, my zawsze, w trakcie jakiś mini-przerw podczas tych zleceń z Paulem zawsze bardzo dużo rozmawialiśmy, więc ja zawsze mówiłam mu o tym, że marzą mi się podróże i nie chciałabym zasiedzieć się zbyt długo w Londynie, bo już zaczęłam wtedy czuć, że to nie jest miejsce dla mnie. Chociaż Paul był wtedy mega zadowolony z mojej pracy, to zachęcał mnie do tego, żeby podróżować i zawsze mnie motywował do tego, że dopóki nie mam rodziny i kogoś, kto sprawi, że będę chciała zostać w jednym miejscu, powinnam jak najwięcej podróżować. Więc to on był takim jakby bodźcem dla mnie do tego, żeby zostawić wszystko w Londynie i wyjechać. 

I pamiętam, że jednego dnia pomyślałam, że nie chcę już mieszkać w tym deszczowym mieście i marzy mi się podróżowanie i praca w jakimś cieplejszym miejscu. Krótko po tym przyszło pierwsze zapytanie o ślub w Meksyku. I to było pod koniec 2012 roku i wtedy właśnie wyprowadziłam się z Londynu i pojechałam na pierwsze zlecenie do Meksyku.  

I tam już zostałaś na kilka miesięcy czy to był taki jednorazowy strzał? 

Pierwszy raz wyjechałam i zostałam sześć miesięcy. I trwało to chyba od stycznia do maja czy czerwca. W tym samym roku w październiku wróciłam po raz kolejny na dwa miesiące. Wtedy nie myślałam, że to będzie taka długoterminowa znajomość, że tak powiem, z Meksykiem. Ale tak, od tamtej pory – to już cztery lata – każdej zimy uciekam przed zimą w Polsce i spędzam ją w Meksyku.  

Czyli zimujesz sobie w ciepłych krajach – tak, jak niektóre ptaki wybierają sobie też taki styl życia?  

Dokładnie.  

Mnie zawsze zastanawiało, jak ktoś mieszka trochę tu, trochę tam, to tak naprawdę nigdzie nie jest na stałe i w związku z tym zastanawiałem się, jak wygląda prowadzenie biznesu. Bo bądźmy takimi realistami – rozmawiamy tutaj o fajnym stylu życia, że super się mieszka tu, super się mieszka tam, ale trzeba też jakieś fundusze gromadzić na to, żeby przynajmniej na te bilety było. I zastanawiam się, wiesz… Niektórzy mają problem, żeby się wybić gdzieś na rynku lokalnym, a co dopiero na dwóch rynkach – bo tak domyślam się, że pracujesz tu i tam. W związku z tym, jak to jest – jak ty się odnajdujesz w tych dwóch rzeczywistościach jako ktoś, kto ma własny biznes? 

Ja mam to szczęście, że bardzo rzadko płacę za swoje loty do Meksyku, więc to też pewnie ułatwia, bo te loty nie są tanie. Tanie loty można znaleźć do Cancún na dwa tygodnie i na takie typowe wakacje. Ale jeśli chce się lecieć na dwa miesiące czy dłużej, to jednak te loty oscylują wokół kwoty 4 000 zł. No mam to szczęście, że akurat za bilety rzadko płacę. A na miejscu ta sieć klientów jakoś tak się rozwinęła, że nie robię żadnych ogłoszeń. Jedyne co robię, to kontaktuję się często z ludźmi, którzy pisali do mnie, gdy byłam poprzednim razem w Meksyku, ale nie załapali się na wolny termin lub nie pasowała im żadna data. Przypominam im tylko, że jestem od tego do tego dnia i na tym polega tak naprawdę mój marketing tam.  

Aha, czyli po prostu taką presję stwarzasz, że jest to tylko oferta limitowana, powiedzmy, na czas dwóch, trzech miesięcy i wtedy to ludzi napędza, żeby się z Tobą skontaktować w celu sesji?  

Oni też sami proszą mnie, żebym ich informowała, kiedy wracam. Kończy się to tak, jeśli ktoś bardzo chciał zrobić sesję, a przez brak wolnego terminu czy przez to, że nie pasowała im akurat żadna data, sesja nie odbyła się, więc oni zawsze proszą mnie, żeby ich informować, kiedy będę następnym razem. I tak rzeczywiście mam pozaznaczane te adresy mailowe, z którymi muszę się skontaktować następnym razem przed kolejnym przylotem. I przeważnie jest tak, że zanim jeszcze tam wyląduję już wiem, że – załóżmy – mam trzy, cztery zlecenia. A w trakcie to się jeszcze jakoś rozbudowuje tak, że pod koniec pobytu mam najwięcej pracy zawsze. Bo tam jest trochę tak, że wszyscy czekają na ostatnią chwilę zawsze. I mój ostatni tydzień tam, to jest zawsze kompletne szaleństwo i edytowanie zdjęć do późnych godzin nocny, i sesje prawie codziennie.  

To jest jedna rzecz, którą my z nimi mamy wspólną. Polacy też chętnie zostawiają pewne rzeczy na później.  

Tak.  

Ja mam takie przeświadczenie, że w Polsce nie jest łatwo prowadzić biznes. Zresztą, bądźmy szczerzy, w ogóle prowadzenie biznesu nie jest prostą sprawa. Natomiast jakbyś miała porównać te dwie rzeczywistości to gdzie się łatwiej tobie odnaleźć – w Meksyku czy w Polsce? Jako taki fotograf, który szuka swoich zleceń? 

Dla mnie to są dwa zupełnie inne światy i inne rynki. To, na jakim rynku pracuję w Polsce i na jakim w Meksyku. Bo ta baza klientów, których mam w Meksyku to naprawdę ludzie, z którymi jeżdżę na sesję z obstawą dwóch samochodów, z ochroną. Teraz już się do tego przyzwyczaiłam, ale pamiętam, że na początku to był dla mnie ogromny szok – widzieć to, z jaką ilością ochrony ludzie jadą na zdjęcia. Tak że można się domyślić, na jakim poziomie ci ludzie tam żyją. 

Tak że jest też trochę tak, że ci wszyscy ludzie się znają, więc jeśli jedna z rodzin umieści swoje zdjęcia na Facebooku czy na innym portalu, ich znajomi zaczynają pytać, kto zrobił te zdjęcia i tak się rozwija ta siatka klientów. Więc wszyscy są na podobnym poziomie majętności. To na pewno też ułatwia. I te stawki są inne. Na pewno nie trzeba tak bardzo udowadniać, że dobre zdjęcia są warte swojej ceny. A w Polsce bardzo często się to zdarza.  

No powiem szczerze, że trochę rozumiem, o czym ty mówisz. Ale to jest też kwestia tego typu, że fotograf stopniowo podwyższając swoje stawki, gdzieś tam się wbija w takie towarzystwo, które ma fundusze, żeby sobie na takiego fotografa pozwolić. Powiedz, bo domyślam się, że obecne twoje stawki nieco różnią się od tego, od czego zaczynałaś w Meksyku? Jak wyglądała twoja droga do obecnych stawek? Ciężko było się przebić? Duża konkurencja?  

W Meksyku istnieje nawet takie pojęcie i określenie na to, co mam wrażenie, że bardzo obowiązuje w tej mojej relację z klientami tam. I to słowo to malinchismo. Zaraz wytłumaczę, co to znaczy. W skrócie znaczyłoby to tyle, że Meksykanie często bardziej doceniają pracę kogoś z zagranicy niż ze swojego kraju. Nie do końca mi się podoba to podeście, ale gdyby nie ono, pewnie nie miałabym tyle pracy, więc to jest taka trochę sprzeczna relacja. 

Ale tak, bardzo pomaga to, że jestem z Europy i można powiedzieć, że od początku te stawki nie różniły się aż tak bardzo od tego, jakie mam teraz, bo od początku wiedziałam dla jakich rodzin jadę tam pracować. Więc wiedziałam, że mogę sobie pozwolić na to, żeby odpowiednio wycenić te usługi.  

Czyli zadziałał taki syndrom… Może nie syndrom, ale na zasadzie takiej egzotyki, że jesteś spoza Meksyku i to jest takie fajne, że „o, może takiego fotografa, który się pofatygował pół świata, żeby nas sfotografować”, nie? 

Na pewno, na pewno trochę to tak działa.  

A powiedz, jak właśnie ta egzotyka działa na polskich klientów? Bo domyślam się, że jakaś panna młoda, która gdzieś śledzi twój profil na Facebooku, zobaczy zdjęcia z Meksyku i pomyśli sobie „no, ta Marta Kowalska jest wow, łałałiła – gdzieś tam pracuje sobie w Meksyku, to nie wiem czy się w ogóle do niej odzywać, bo ja w jakiejś Koziej Wólce organizuję sobie wesele. Może to jest za zwykle na jej wymagania”. Miałaś kiedyś takie sytuacje? 

Mam nadzieję, że tak to nie działa, bo ten Meksyk, to oprócz pracy, to teraz jedno z moich ulubionych miejsc, więc nie dawałabym aż tak dużego znaczenia dla tych wyjazdów. Nie wiem… Na pewno zawsze pytają mnie klienci, jak to się zaczęło i jak to wygląda, że w każdej zimy tam jestem. Ale ja myślę, że jest to bardziej ciekawość niż tak, jak wspomniałeś, jakieś dopisywanie teorii.  

Aha, rozumiem. A jak jesteś na przykład w Meksyku i pisze do ciebie para młoda, spotykasz się z nimi na Skype’ie czy to się wszystko odbywa mailowo, korespondencyjnie?  

Przeważnie wszystko odbywa się mailowo i korespondencyjnie, ale od zeszłego roku mam postanowienie, że z każdą parą, przed podpisaniem umowy, chociaż raz umówię się na Skype’ie. Nie zawsze to dochodzi do skutku, bo wiadomo – przez różnicę czasową często bywa tak, że trudno jest nam się umówić na Skype’ie i chyba mam w tym roku kilka ślubów z parami, których nie widziałam na oczy ani na Skype’ie. Ale tak, mam postanowienie, żeby zawsze odbyć chociaż jedną rozmowę na Skype’ie.  

No to jest dobrze się zobaczyć. Zobaczyć, czy nadajecie na tych samych falach. 

Dokładnie. Bo czasami mailowo można się pomylić, co do oceny tego, czy nadajemy na tych samych falach.  

No właśnie, bo ktoś może mieć dobre pióro, a później w rozmowie będzie takim gburem i ciężko w ogóle będzie go przekonać, żeby osiągnąć ten efekt, który chciałabyś osiągnąć na swoich zdjęciach.  

Dokładnie.  

Słuchaj, jak chodzi o porozumiewanie się z parami młodymi, to chciałbym cię zapytać o taką rzecz, jak ty się komunikujesz z parami na sesji? Dużo do nich mówisz czy raczej ich zostawiasz samych sobie, żeby wydobyć z nich ich to, co widać na twoich zdjęciach – ten klimat? 

Na pewno pokazuję im kilka inspiracji. Na pewno tłumaczę to, że bycie naturalnym i próba zapomnienia tego, że są przed obiektywem na pewno wpłynie na plus i tworzy efekt końcowy, o jakim oboje – i ja, i oni – marzą. Na pewno daję krótki wstęp, a w trakcie bardziej zachęcam do tego, żeby zapomnieli, że są przed obiektywem, żeby rozmawiali ze sobą. I próbuję też ich rozśmieszać. To jest mój taki trik, który stosuję prawie na każdej sesji. Ale staram się nie ustawiać za bardzo par. Bardziej idę z taką falą jakby tego, co dzieje się na bieżąco. I staram się nie ustawiać aż tak bardzo par.  

To wszystko zależy też od ludzi, bo niektórzy są bardziej zrelaksowani przed aparatem, inni mniej. I pewnie ci, którzy mają mniejszą pewność siebie – z nimi trudniej jest pracować i trudniej jest sprawić, żeby zapomnieli, że ten aparat jest tam obecny. Ale na pewnym etapie myślę, że jednak z każdą parą przychodzi taki moment, w którym udaje mi się ich rozśmieszyć i sprawić, żeby po prostu byli sobą. 

A zgodziłabyś się z taką teorią – to jest właściwie mojego autorstwa, podzielę się – że gorzej się pracuje z takimi parami, które już miały sesję u jakiegoś fotografa? Może wyjaśnię, dlaczego ja to mówię. Ja też mam taki styl pracy z parą, który nie jest może taki aż formalny, że „stańcie tak i się nie ruszajcie przez pół godziny”, tylko bardziej staram się ich tam jakoś wprowadzić w ruch czy uwolnić te emocje poprzez to, że jakieś tam tematem rzucam i oni sobie rozmawiają. I przychodzi taka para, która gdzieś tam już miała sesję u fotografa, który właśnie mówił „tak stańcie, tu się wygnij, a rękę tak…” i oni są przez to usztywnieni. Miałaś takie sytuacje, że były pary, które przez to, że były właśnie u fotografa miały zaprojektowane w głowie, jak to będzie wyglądało? 

Próbuję sobie przypomnieć, ale chyba nie. Chyba nie miałam takiej sytuacji. Bardziej myślę, że bywały pary, które naoglądały się zbyt wielu zdjęć na Pintereście i próbowały krok po kroku odtwarzać to, co tam widziały, a tego też nie lubię.  

Albo oglądały Top Model. I myślały, że tam będzie fotograf krzyczał na nich cały czas.  

Albo, że będzie ich ustawiał i mówił, co pięć sekund, jak zmieniać pozę i co robić.  

Tak, „zwilż usta” – najczęściej się pojawia taka jakaś komenda, jak kiedyś oglądałem tego typu program.  

Ja nie mam telewizji… ojej, od tylu lat. 

Ja też nie mam, ale, wiesz, gdzieś trafiłem na tego typu właśnie powtórkę czy coś w tym stylu na jakimś portalu. Słuchaj, chciałbym jeszcze tutaj zahaczyć o styl fotografii. Czy to zawsze tak u ciebie wyglądało – te zdjęcia jasne i to twoje chodzenie w stronę światła? Zawsze miałaś pociąg do tego typu fotografii czy to pod wpływem doświadczenia i pod wpływem inspiracji doszłaś do tego swojego stylu? 

Wiesz co, wcześniej rozmawiałam na ten temat też z Karoliną z Bajkowym Ślubów i my chyba też chwilę zamieniliśmy parę słów na ten temat. Te moje zdjęcia są zupełną przeciwnością tego, jaką ja jestem osobą i tego tak naprawdę, jaka fotografia mnie inspiruje poza fotografią ślubną. Nie wiem, skąd tak naprawdę wziął się ten jasny styl, ale chyba stąd, że ja wierzę w taką ponadczasowość i w klasykę. I myślę, że te zdjęcia… przynajmniej mam taką nadzieję, że te zdjęcia za dziesięć lat czy piętnaście czy dwadzieścia… 

Przetrwają próbę czasu. 

Tak. Nie stracą na jakości przez to, że są inspirowane akurat jakimś trendem, który jest obecny teraz. Wydaje mi się, że ta kolorystyka zawsze pozostanie klasyczna i na czasie. Nie wiem, może się będę mylić za kilka lat i spojrzę na te zdjęcia, i na przykład powiem, że są prześwietlone, ale zawsze staram się jednak zachować ten detal. Mimo tego, że są tak jasne, to staram się, żeby nawet w tych jaśniejszych częściach zdjęcia zachować te szczegóły. Więc to myślę, że nie wpłynie na ocenę tego, że zdjęcia są prześwietlone. 

Ale domyślam się, że twoje klientki właśnie chcą, żebyś zrobiła to „takie zdjęcie, że światło tam je podświetla od tyłu” – takie tłumaczenie klientów.  

Ja myślę, że wielu klientów nawet nie potrafi tego wytłumaczyć. Ja bardzo często spotykam się z oceną i ze zdziwieniem: „Ale jak to robić zdjęcie pod światło? Przecież to nie wyjdzie”. Więc mam wrażenie, że wiele osób cały czas nie rozumie światła w fotografii i dziwią się, że co takiego wychodzi, więc to musi być naprawdę świadomy klient, który coś wie o fotografii, żeby dać taki komentarz, o jakim ty mówisz.  

Dobra. To tak trochę jeszcze zmieniając temat, bo widzę, że troszeczkę nam czas za szybko leci dzisiaj – nie wiem, co się dzieje, czemu tak szybko leci. Może to będzie takie pytanie z kategorii „niewygodne”. 

Już się boję. 

Ale zdecydowałaś się na wizytę, to teraz przygotuj się i trzymaj się siedzenia. Zastanawiałem się, jak się, jak się funkcjonuje na rynku bez strony www.  

No to rzeczywiście niewygodne pytanie.  

Mam przyszykować następne, czy chcesz się z nim zmierzyć? 

Postaram się z nim zmierzyć, bo ja odpowiadam na to pytanie bardzo często, więc już powinnam mieć gotową odpowiedź.  

No to dawaj takiego gotowca. 

Gotowcem będzie rada dla wszystkich – taka, żeby nie podejmować współpracy na zasadzie wymiany towaru. Bo moja strona powstaje od ponad pięciu lat właśnie przez to, że próbuję wymienić zdjęcia na stronę ze znajomymi, którzy zajmują się budową stron, więc moją stroną zajmowali się wcześniej inni znajomi. Później ten pomysł nie doszedł do skutku i teraz ta strona jest w budowie przez moich znajomych, którym jakiś czas temu zrobiłam zdjęcia na ślubie. 

Aha, i rozumiem, że jeszcze ich nie oddałaś i dlatego oni jeszcze z zemsty nie zrobili ci tej strony? 

Zdjęcia już dawno są z nimi, a strona jeszcze nie powstała, bo ja mam też coś takiego, że jestem osobą pełną kontrastów i z jednej strony jestem perfekcjonistką, która nie wypuszcza na światło dzienne rzeczy, które nie są skończone i nie wyglądają do końca tak, jak chciałabym, żeby wyglądały. A z drugiej strony jestem taką hipiską i totalnym nieogarem, więc combo tych dwóch rzeczy sprawia, że strona cały czas jest w budowie i cały czas wprowadzam jakieś minipoprawki. I dlatego ona jeszcze nie ujrzała światła dziennego. Na WordCampie pokazałam ją kilku osobom i różne opinie mam na temat tej strony, więc cały czas staram się dopracować te szczegóły, żeby – zanim ona ujrzy światło dzienne – żeby wyglądała rzeczywiście tak, jak chciałabym, żeby wyglądała.  

To rozumiem, że jak twoja strona ujrzy światło dzienne, to wszyscy tam padniemy. Nie miałaś nigdy takiego czegoś, że klienci ci mówili, że w sumie, wiadomo, Facebook to tak – każdy ma teraz Facebook itd. – ale że nie masz strony. Bo zastanawia mnie jedna rzecz: czy brak strony nie powoduje tego, że klient może mieć mniej zaufania do danego fotografa? Nie wiem, jak to określić dokładnie, ale wydaje mi się, że w ogóle nasza branża opiera się na tym zaufaniu, które klient ma do fotografa i poprzez to, że jesteśmy obecni na różnych profilach typu Facebook, Instagram itd. No ale jednak wszystko się sprowadza do tej strony – strona jest tym takim punktem centralnym naszej firmy. Nie mamy już takiego kramiku. Nie masz gdzieś tam w Toruniu jakiegoś zakładu foto, że ktoś przychodzi i widzi tę twoją witrynę wystawową, tylko ta strona jest takim epicentrum naszego biznesu. Czy miałaś kiedykolwiek rozmowy z klientami na ten temat? 

Na pewno jest coś w tym, co mówisz i na pewno wpływa to na to, czy moja firma wygląda profesjonalnie czy nie. Może gdzieś za kulisami padały takie określenia ze strony moich klientów, ale jednak nikt wprost mi tego nie powiedział. Co zdarza się często, to pytania o to, że klienci chcieliby zobaczyć więcej zdjęć reportażowych i w odpowiedzi na te pytania mam przygotowanych kilka PDF-ów ze skrótem reportaży różnych ślubów. Tak że te PDF-y pomagają mi przetrwać ten czas, zanim moja strona będzie dopracowana. No ale tak jest na pewno w tym, co mówisz i zdaję sobie sprawę z tego, że strona już dawno powinna być w sieci.  

Wiesz, nie zrozum mnie źle, bo ja ci tu ani nie doradzam ani ciebie nie krytykuję, bo mnie po prostu to fascynuje – zawsze myślałem, że ta strona to jest taki mózg, a tymczasem konto na Facebooku pozwala ci przetrwać i pozwala ci generować biznes. No to wiesz, tym większy szacunek z mojej strony. A jakbyś miała teraz powiedzieć, czy Facebook czy Instagram? Gdzie się bardziej odnajdujesz dzisiaj?  

Dla mnie cały czas jest to Facebook i większość zapytań i zleceń rzeczywiście dostaję przez Facebook, ale coraz bardziej staram się inwestować w Instagram. Żeby było ciekawiej, w moje konto prywatne bardziej inwestuję niż w to z fotografią ślubną. Na swoim koncie prywatnym staram się umieszczać jak najwięcej różnego rodzaju zdjęć podróżniczych i portretowych, i lifestyle’owych. Jakby coraz bardziej przesuwam się w tę stronę. Jednak w to konto Instagramowe inwestuję więcej czasu niż w to ślubne. Ale jeśli chodzi o fotografię ślubną, to cały czas Facebook w moim przypadku generuje najwięcej zapytań i zleceń.  

A mówisz, że się trochę odsuwasz od fotografii ślubnej – wyobrażasz sobie taki moment, że w ogóle rezygnujesz z tego typu zleceń?  

Nie chciałabym zrezygnować zupełnie, ale na pewno chciałabym mieć więcej czasu na inne rodzaje fotografii też. Jak dobrze sam wiesz pewnie, pracując w każdy weekend w sezonie, a w tygodniu edytując zdjęcia mało zostaje czasu na budowanie portfolio czy kontaktów w innych dziedzinach fotografii. Tak że już w tym roku zdecydowałam o tym, żeby pracować mniej na ślubach, więc tych zleceń mam zdecydowanie mniej w tym roku niż w zeszłym, co mnie absolutnie nie smuci, bo tak, jak mówię, daje mi to więcej czasu na zajmowanie się inną fotografią. Ale na pewno nie chciałabym zrezygnować zupełnie z tego, bo cały czas przynosi mi to radość. Chciałabym pracować bardziej selektywnie i robić zdjęcia na ślubach, na które rzeczywiście przez kilka miesięcy nie będę mogła się doczekać tego zlecenia i będę myślała o tym, jak bardzo chcę robić zdjęcia na tym ślubie.  

Super. A czy mogłabyś jeszcze w kilku słowach opowiedzieć o tych projektach, które robisz poza właśnie fotografią komercyjną – dajmy na to. Zlecenia, które ci przynoszą pieniądze, to wiadomo, to są te sesje rodzinne, sesje ślubne i tak dalej, ale masz też swoje osobiste projekty. 

Tak. Jak tylko kończy się sezon, to tak, jak wcześniej porównałeś, jak ptak emigruje, przeważnie jest to jakiś cieplejszy kraj niż Polska. Tak, już w trakcie sezon wybieram sobie lokalizację, w którą w danym roku chcę pojechać. W listopadzie, w zeszłym roku udało mi się odwiedzić Indie, później po powrocie… Planowana była Uganda dwa dni po powrocie z Indii, ale niestety, jak to często bywa, w Indiach, rozchorowałam się po powrocie, więc lot do Ugandy musiałam przesunąć o miesiąc. Poleciałam tam dopiero w styczniu. 

Podczas obydwu wyjazdów zrobiłam bardzo dużo zdjęć – nie tylko cyfrowych, ale głównie też analogowych, które uwielbiam. I to są zdjęcia, które w tym momencie najbardziej mnie pociągają. Zdjęcia portretowe – taki portret socjologiczno-podróżniczy. To nie jest do końca reportaż, bo ja lubię mieć wpływ na to, jakie jest tło na zdjęciu i jak chcę przedstawić daną osobę. I cały czas szukam takiego tematu wspólnego, przez który mogłaby połączyć te wszystkie portrety, które kolekcjonuję z tych wszystkich moich podróży, więc zawsze staram się rozmawiać z tymi osobami i pracować nad tematem wspólnym dla tych wszystkich zdjęć. 

Ale jak to wygląda z takiej ludzkiej perspektywy. Idziesz sobie ulicą – dajmy na to – w Indiach, patrzysz „o jakiś fajny gość, zagadam z nim, zrobię mu zdjęcie”? 

Wiesz co, to nie zawsze jest takie proste, ale w tym roku w Indiach miałam jedną bardzo ciekawą sytuację, która zrodziła się podczas bardzo takiej turystycznej wycieczki na pustynię. Pojechałam z dwójką znajomych. Podróżowałam z moją przyjaciółką z Meksyku. W hostelu poznałyśmy jednego chłopaka z Anglii, który też się do nas dołączył i razem pojechaliśmy na tę wycieczkę. 

Było bardzo turystycznie. Nie do końca w moim stylu. Piękne widoki, ale to cały czas nie to, bo mi cały czas brakuje takich realnych przeżyć i kontaktu z prawdziwymi lokalnymi ludźmi, a nie tylko z tymi, którzy na co dzień mają do czynienia z turystami. Więc w drodze powrotnej z tej wycieczki zobaczyłam taki dom na pustyni, w którym żyła pewna indyjska rodzina. I bardzo, bardzo myślałam, jak doprowadzić do tego, żeby móc porozmawiać z tą rodziną i móc zrobić im zdjęcia, i opowiedzieć trochę ich historię. Ale wiadomo, że będąc w grupie turystów trudno jest przekonać taką rodzinę do tego, że nie jesteś jedną z wielu osób, które codziennie tamtędy przejeżdżają i chcą ich fotografować jako takie, w cudzysłowie, małpki w zoo. Więc w drodze powrotnej wymyśliłam, że pojadę po prostu na rynek. Zrobię zakupy w postaci prezentów. 

Jako taki podarunek, żeby się wkupić w ich sympatię? 

Tak. Zakupiłam pełno garnków i jakiś takich urządzeń domowego użytku, że tak powiem. I poprosiłam właściciela hostelu, w którym mieszkaliśmy, żeby zawiózł mnie jeszcze raz w to miejsce na pustyni i tak odwiedziłam po raz kolejny tę rodzinę. I ta wizyta wyglądała już zupełnie inaczej, bo nie byłam już taką po prostu turystką mijającą ich dom, która bez słowa chce po prostu ich sfotografować bez przedstawienia się, bez żadnej rozmowy i bez żadnego kontaktu z nimi. Więc te drugie odwiedziny w tym domu już wyglądały zupełnie inaczej, bo spędziłam z nimi około pięciu czy sześciu godzin sama, więc ten kontakt był naprawdę zupełnie inny. Na koniec emocje też były bardzo silne. Ja nawet chyba się popłakałam żegnając się z nimi. I dzięki temu udało mi się zrobić takie zdjęcia, o jakich naprawdę wtedy marzyłam. Tak że tak to się często odbywa. 

To jest taka też ważna rzecz, którą powiedziałaś, że zanim się zacznie fotografować ludzi – nawet, jak to jest zlecenie płatne – to warto jednak troszeczkę się emocjonalnie zaangażować, otworzyć się na ludzi i zanim się wyciągnie aparat, to jednak zwyczajna rozmowa może nawet pomóc otworzyć się tym ludziom na ciebie. I wtedy to wszystko widać na fotografiach, bo przez to się skraca ten dystans.  

Na pewno tak. Ale też my sami, mam wrażenie, że powinniśmy pracować nad tym, żeby skracać dystans pomiędzy tym, kim my jesteśmy, a naszymi klientami, bo to na pewno ułatwia też takie osobiste przedstawienie tego, co dzieje się na ślubie. Nie wiem, czy kiedyś zdarzyło się tobie wzruszyć na którymś ze ślubów, bo mi zdarza się to czasem… często. I wtedy staram się ukrywać za aparatem, ale nie zawsze jest to możliwe i mam wrażenie, że to też ma duży wpływ na to, jak te zdjęcia później wyglądają.  

Jeżeli ktoś jest wiesz, jak kamień, którego nic nie poruszy, to nie będzie nigdy dobrym fotografem.  

Coś na pewno w tym jest. Co też bardzo lubię w ślubach i co sprawia, że nie chciałabym do końca zrezygnować z tej dziedziny fotografii to to, jak często rodziny par młodych sprawiają, jak czuję się na koniec ślubu. To jak podchodzą do ciebie, jak dziękuję, jak przytulają cię i jak traktują cię jako członka rodziny. To jest naprawdę coś, czego trudno jest doświadczyć w tych bardziej komercyjnych dziedzinach fotografii.  

No to na pewno człowiek jest napompowany, jak go traktują, jak jednego ze swoich i praktycznie chcą cię adoptować po zleceniu. Co się jeszcze dzieje z takimi twoimi fotografiami podróżniczymi? Wystawiasz je – robisz jakieś wystawy, czy jest to tylko w formie galerii na Instagramie, tak, jak mówiłaś? 

Na mojej stronie, której nie ma. Wiesz co, ostatnia wystawa, jaką miałam – a był to cykl wystaw w różnych miastach w Polsce – to były portrety z Kuby. I tytuł wystawy brzmiał „Color Cubano”. Wystawa jest w tym momencie zawieszona. Nie odbyła się jeszcze z tego, co pamiętam w Gdańsku, w Warszawie i w Poznaniu. To były jeszcze planowane miejsca. W tym momencie jest zawieszona. Ale tak, to była ostatnia wystawa, którą zrobiłam z moimi zdjęciami podróżniczymi. Była połączona też z akcję charytatywną sprzedaży tych zdjęć, żeby pomóc osobom, które były przedstawione na tych portretach. To było we współpracy z organizacją Krakowską dla La Compania Cubana i w dużej mierze dzięki nim odbył się ten cykl wystaw. 

A reszta zdjęć, to tak, jak wcześniej mówiłam, cały czas szukam takiego tematu wspólnego dla tych portretów. Nie chciałabym, żeby były to po prostu zdjęcia z podróży jakich wiele. Bardziej chciałabym połączyć portrety z różnych miejsc na świecie jednym tematem. Mam pewien temat w głowie, ale jeszcze nie chcę go zdradzać, bo cały czas pracuję nad tym, jak finalnie chciałabym, żeby ten projekt wyglądał.  

No to super. W takim razie tego ci życzę i może nie zdradzajmy za wiele szczegółów, żeby nie zapeszyć. 

Marta, czas nam tutaj nieubłaganie dobiegł końca, tak że dziękuję ci za te wszystkie piękne historie i za ten czas, który poświęciłaś dla mnie i dla słuchaczy Niezłych Aparatów. Myślę, że niektóre wątki pewnie będą się rozwijać na grupie facebookowej.  

Ja też dziękuję ci bardzo Jacku i jeszcze muszę dodać, że niezmiernie mi miło, że tyle osób rzeczywiście głosowało za tym, żeby ta rozmowa się odbyła. Pewnie, gdyby nie wy, to w życiu bym się na to nie zdecydowała, bo nawet nie wiesz, ile stresu mnie to kosztowało. Mam jakąś taką fobię przed publicznymi wystąpieniami i pewnie dlatego jeszcze nigdy nie było warsztatów wykonanych przeze mnie, tzn. warsztatów mojego autorstwa.  

No to zobaczymy. Dzięki, że udało się ciebie tutaj sprowadzić z dalekiego Meksyku do audycji. Tylko powiedzmy jeszcze na koniec, że dopiero co wróciłaś z wojaży i idziesz pewnie odsypiać różnicę czasową.  

Dokładnie, dokładnie. Dzięki Jacku jeszcze raz! 

To dobra, to się pożegnamy w takim razie słowem dobranoc.  

Dziękuję, a jest godzina trzynasta w południe.  

Trzynasta… dobra, to miłych snów. 

Dzięki! 

Leave A

Comment

15 czerwca 2017
No i tak można rozpocząć dzień!
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Łukasz Czajkowski musiałem dziś wcześniej bo dzieci ostatnio biją rekordy we wczesnych pobudkach i potem cieżko znaleźć czas na kompa
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko znam to, dziś Hanka ogłosiła pobudkę o 5:15 😂
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Super dziś nie do kawki ale w drodze na ślub
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Monika Witoń w takim razie powodzenia w fotografowaniu :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Piekny poczatek dnia :)
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Bardzo piękny ;)
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Zakończenie też zapowiada się niczego sobie ;) do zobaczenia wieczorem Natalia Kalina & Piotr! :)
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017

    Odpowiedz
    15 czerwca 2017

    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Nie moge sie doczekac :D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Piotr Czechowski spotkaliście się z gwiazdą 26 odcinka? 🤑
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Właśnie zjedliśmy razem śniadanko! ;) ruszam do Torunia! 🤘🏻
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Marta Kowalska ty prowadz samochod a nie fejsujesz :D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko my sie z samymi gwiazdami spotykamy :D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Gwiazdy, tajemnice ... co Wy "ćpiecie" :P 😂😜
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    podlaskie powietrze 😂
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Piekny dzien sie zapowiada,:)
Odpowiedz
15 czerwca 2017
Będę miał co słuchać dziś w kościele :D
Odpowiedz
15 czerwca 2017
Z miłą chęcią posłucham
Odpowiedz
15 czerwca 2017
Czekałam!❤️
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Zastanawiam się skąd wiedziałaś na co czekasz Kasiu :) Jakieś przecieki były??
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
jestem po i jestem zdania, że zdecydowanie dzisiejszy odcinek trwał za krótko! :P
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Zabrakło 53 sekund do godziny... to za krótko?? :) Ile w takim razie powinny trwać podcasty?
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    nie wiem czym to jest ograniczone może jakoś technicznie...godzina jest dobra, ale gdyby była z założeniem ze jak sie rozmowa toczy w najlepsze to potrwa 20 minut dluzej, by tematy rozwinąć nie ucinać...a czasami trzeba uciąć, co nie? A wczorajszy odcinek mógłby dla mnie trwać i trzy godziny, wróciłem z udanego pleneru, a tu niespodzianka,. Mam właśnie takie marzenie by pół roku siedzieć na wsi w Polsce, a pół gdzieś gdzie jest ciepło dla ciała i ducha. Marzenie pomału się realizuje, więc słyszeć kogoś kto tak ma i to działa w najlepsze - kop energii po podcascie x 1000. Dzięki!
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
#wsłuchawkachnaprocesję <3
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Dawid Mazur bez przesady, głośnik na plecach kościelnego na pewno by Ci zmącił sygnał w słuchawkach :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Onie! Tyle czekac, bo slub! Ale moze sie uda jeszcze przed
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Karolina Miądowicz eee, na ślubie nie ma co słuchać, mam nadzieję, że zostawiliście sobie to na później :)
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Zdążyłam przed:D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Karolina Miądowicz szalona :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Ostrzegam - tu Nie będzie anielskiego głosu radiowego raczej głos 10latki i heheszki niecierpię słuchać siebie To cud, że dałam się namówić na to nagranie bo stres był dla mnie ogromny dzięki Jacku za zaproszenie, a Wam za przymknięcie oka - słaby ze mnie mòwca ;) Zdecydowanie wolę fotografować niż mòwić publicznie ;) usciski dla Wszystkich i miłego długiego weekendu! Xx
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Ja tez pozniej poslucham 👌📸
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Marta, wyszło super! nie mogę się doczekać, aż znów się spotkamy! :*
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Dzięki Magduś! Ja też mam nadzieję, że niedługo znòw się spotkamy! Oby tym razem rozmowa zaczęła się wcześniej niż o 2am jak to było ostatnio na wedcampie ;) buziaki! Xx
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Do tej pory nie znałem Twoich prac , dopiero jak zacząłem słuchać podcastu przejrzałem galerię i wielkie WOW . Prywatnego profilu nie szukałem - ale słuchając tak właśnie wyobrażałem Sobie Ciebie jaką "niewielką" osobę o blond włosach z dużym aratem :D
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Marta pomimo głosu i tak dalej będę Ci drukował albumy. :P
    Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Hahahah @andrzej słowik dzięki! ;) a Ty Juz slyszales przez tel! :P
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Marta Kowalska całe szczęście, że dałaś się namówić :) Nie powiem żeby było łatwo Cię złapać, ale opłacało się czekać. Dzięki wielkie <3
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko to Ja dziękuję! A teraz mam nadzieję na spotkanie z Tobà i z Kasia prywatnie :) bez nagrywania! Haha usciski! Xx
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Masz super głos, nie marudź :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Łyknięty do kawy! Bardzo pozytywnie ^_^
Odpowiedz
15 czerwca 2017
No to w drodze ze ślubu na ślub idealnie ☉
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Łukasz Popielarz aparaty się grzeją widzę :P
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Jak zawsze ! ❤
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Nie badz zdziwiony ! :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Marta Kowalska na Kaunaua wpadliśmy i przytulilismy przypadkiem tydzien temu na plenerze, bo okazalo sie, ze wstrzelilismy sie w Michalowice haha
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    lubię to!
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    plfoto.. to byly fajne czasy.. moj nr uzytkownika 65 ;) jest tu z nami na grupie pare osob z tamtych czasow ;)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Marta Kowalska - Uwielbiam Twoje prace, i z miłą chęcią wysłucham waszą rozmowę ❤ swojego czasu, miałyśmy to samo imię i nazwisko - także podwójnie lubię!
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Dzieki Marta! :) bardzo mi miło.. 💙 ps: o tym samym nazwisku pamiętam ;) Kiedys Nawet przez pomyłkę pisała do mnie Twoja klientka ;)
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Marta Kowalska świetna historia, szkoda, że jej nie znałem przed rozmową :P
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Jeszcze 2h do wyjazdu na wesele więc zdążę przesłuchać
Odpowiedz
15 czerwca 2017
Doskonaly lek na migrene :) Pozdrawiam Marta Kowalska :)
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Agata Łudzik w dodatku bez recepty :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Super się słuchało Marta ;)
Odpowiedz
15 czerwca 2017
<3
Odpowiedz
15 czerwca 2017
Świetnie się słuchało, trzeba jeszcze z godzinkę dograć, był za krótki
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    To jak z czekoladą, czasem lepiej zjeść mniejszy kawałek i czuć lekki niedosyt niż... :)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Nie macie pojęcia jaka mi przyjemność sprawiliscie!!! Marta, śledzę twoje wojaze od jakiegoś czasu że względów foto i podróżniczych... sama wywrocilam moje życie do góry nogami-kupilam aparat, rzuciłam pracę, podróżuje, jedna noga w Polsce jestem ;) fajnie usłyszeć jak fajna jesteś osobą a nie tylko się domyślać;) usciski
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Kaja Balejko Ty to jesteś szalona dziewczyna :) Trzeba będzie kiedyś kawkę wypić jak Twoja jedna noga będzie akurat w Polsce
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Zawsze;*
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
Marta Kowalska cudowny wywiad :) Bardzo ciekawie się słuchało !
Odpowiedz
    15 czerwca 2017
    Najlepsze pytanie od dziadków na ślubie : "A jak to zdjęcia pod światło🤔😯😯😯 ?"Uwielbiam :)
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Elena Matiash dzięki, u mnie kiedyś ojciec panny młodej prawie palpitacji serca dostał z powodu zdjęć pod światło :) (twierdził, że jest fotografem).
    Odpowiedz
    19 czerwca 2017
    ostatnio mamy to na kaaażdym slubie, zawsze znajdzie się jeden "ktoś", kto dostaje zawału na zdjęcia pod światło. ostatnio facet nawet prowokował sprzeczkę ;x ale to był już wybitny wyjątek ;p
    Odpowiedz
    19 czerwca 2017
    To wiecie co ja czuję, kiedy ktoś mi wmawia, że wesela bez tego czy tamtego być nie może:)
    Odpowiedz
15 czerwca 2017
jeszcze nie wysłuchałam ale po WedCampie z Krakowa już wiem że będzie pięknie :)
Odpowiedz
15 czerwca 2017
ten odcinek wskakuje do mojego TOP3 z serii podcastów
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Jakie są pozostałe 2 z TOP3? :)
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    nie ma lidera w tym top rankingu ale oprócz Marty (mam nadzieję że mogę tak napisać) jest jeszcze Rafał Bojar i White Smoke Studio :-D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Marcin Grygier Jacek Marek Siwko Mam podobnie. Dorzucę Ma-me i Snapy :) i mamy TOP5
    Odpowiedz
16 czerwca 2017
Fajnie się słuchało tego fragmentu Waszej luźnej rozmowy między Tobą a Kasią o różnych doświadczeniach jakie Was spotykają, możecie czasem też i takie odcinki wrzucać :) Reszta oczywiście jak zawsze też świetna i interesująca!
Odpowiedz
    Jacek
    22 czerwca 2017
    Hej Krzysztof, dzięki za miłe słowa. Postaramy się częściej dogrywać takie wstawki, możliwe, że nawet pojawią się takie krótsze odcinki z samą Kasią :)
    Odpowiedz
16 czerwca 2017
A, faktycznie święto! Super, Marta <3 <3 <3
Odpowiedz
16 czerwca 2017
Miło, że ktoś jeszcze wspomina Magdę Lipiejko. Również podziwialem zawsze jej prace, jej agencję.. Wielka szkoda, że nie ma jej już z nami..
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Mi jest cholernie żal, ze projekt inspirowany Boschem nie ujrzał już światła dziennego...
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    poczekajmy, może Matylda dokończy pracę
    Odpowiedz
16 czerwca 2017
Hej Kochani, ogromne dzięki za to, ze zachęcilišcie mnie do wzięcia udziału w podcascie. To zdecydowanie było dla mnie większym wyjściem ze strefy komfortu niż np. Samotna podróż do Boliwii :D haha Spotkałam się dziś z Natalia Kalina & Piotr Czechowski i po naszej rozmowie jeszcze bardziej zaczęłam zastanawiać się o co chodzi z tą tajemniczością i z wyobrażeniami na temat kogoś na podstawie jego zdjęć. Tajemniczość, o której mówi Jacek w podcascie nigdy nie byla przeze mnie reżyserowana- nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ktokolwiek tak mnie odbiera ;) któryś raz już słyszę, że ktoś kto mnie poznaje na żywo miał inne wyobrażenie na temat mojej osoby.. Jak to działa? I jaką osobę wyobrażaliście sobie za tymi zdjęciami, które widzicie na moim fb? (Bo strony jak nie miałam, tak nie mam :P ) miłego weekendu wszystkim!
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    No jak to! Zwiewne sukienki i pastele :D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Czarne serduszko :D Królowa pastelowej ciemności :D
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Jak my wszyscy 🤣
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017

    Odpowiedz
    19 czerwca 2017
    To ktoś sobie pastelowo ludzi wyobraża? Bo ja chyba nigdy ;) P.S. I powodzenia ze stroną Marta. Ja na nią bardzo czekam.
    Odpowiedz
16 czerwca 2017
Btw. http://www.spidersweb.pl/2017/06/koniec-digart-pl.html
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    zarejestrowany02.08.2009 @09:05:46.. faktycznie kawał historii...
    Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Jak to?!?! Ostatnio się tam logowałem pińćset lat temu, ale jak to zamkną?!
    Odpowiedz
16 czerwca 2017
Też się zalogowałam z ciekawości :D trochę mnie tam nie było :P (zarejestrowany 31.05.2006 @20:26:14)
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Niestety... http://www.spidersweb.pl/2017/06/koniec-digart-pl.html
    Odpowiedz
16 czerwca 2017
bardzo podobnie 24.06.2006 ;-)
Odpowiedz
17 czerwca 2017
Matko, ja od 2003 :D Dobre czasy to były.
Odpowiedz
    17 czerwca 2017
    łomatko, ile miałeś lat?
    Odpowiedz
    19 czerwca 2017
    Jakieś 19
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Pamietam was z tamtego okresu:)
    Odpowiedz
17 czerwca 2017
26.02.2003 omfg stary jestem :)
Odpowiedz
    28 czerwca 2017
    😂
    Odpowiedz
17 czerwca 2017
Bardzo czekałam, w końcu Marta! <3
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Spóźnione na maksa, ale szczere - dziękuję serdecznie! Bardzo mi miło i nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak wiele miłych osób chciało posłuchać rozmowy ze mną. Dziękuję i przesyłam najlepsze życzenia! Uściski! Xx
    Odpowiedz
19 czerwca 2017
Od czwartku czekałam na ten poniedziałek i dłuższą chwilę na przesłuchanie podcastu. Aż mi się pierwszy raz w życiu do domu chciało wracać szybciej ;) Fajne te ostatnie podcasty Jacku! :)
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Bardzo miło Milenka, na ciepłe słowo od Ciebie zawsze można liczyć. Nawet nie wiesz jak zawsze cieszy mnie każdy Twój komentarz ❤️ dzięki! Xx
    Odpowiedz
    30 czerwca 2017
    Zawsze do usług ;)
    Odpowiedz
19 czerwca 2017
Kolejny podcast na który czekałam. Fotograficzne poczynania śledzę od dawna i uwielbiam. Naprawdę fajnie się słucha (jaki głos 10 latki? ;)), i coś w tym jest, że każdy sobie układa jakieś wyobrażenia o danej osobie obserwując ją w sieci, patrząc pryzmatem robionych przez tą osobę zdjęć, a rzeczywistość najczęściej nas zaskakuje przy bliższym poznaniu (ani negatywnie, ani pozytywnie, ot inaczej). I niektórzy faktycznie dziwnym trafem roztaczają wokół siebie aurę tajemniczości.. :D Digart <3 Marcin Twardowski jako jedna z pierwszych, silnych inspiracji (i do dziś uwielbiam), kiedy bawiłam się w modę/portret. Fajnie powspominać.
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa ❤️ i chociaż nawaliłam z odpisywaniem to doceniam ogromnie każde słowo. Przepraszam, że tyle czasu zajęła mi odpowiedź 🙈 ta tajemniczość to może po prostu fakt, że wolę obserwować z boku niż być w centrum uwagi no i dodatkowo bardzo mało publikuję w sieci 🙈 mam nadzieję, Ze uda nam się kiedys poznać odobišcie. Sciskam! Xx
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Marta Kowalska <3 też mam taką wielką nadzieję! :)
    Odpowiedz
20 czerwca 2017
Ale wstyd. Przesłuchałam zaraz po publikacji i do dziś nic nie napisałam :P Marta zawsze mi się będzie kojarzyła z zagranicznymi realizacjami. Jest jedną z 3 osób, którą bym podała bez wahania. Pamiętam jak w zeszłym roku trafiłam na jej prace i właśnie ujął mnie sam fakt Meksyku, do którego mam słabość od wielu lat. Zdjęcia są subtelne, delikatne... no uwielbiam je! Marta miło było Cię usłyszeć! Przesympatyczny głos! :) A początki fotografii miałam całkowicie takie same- od początku ciągnęło mnie do fotografii ludzi :) także koleżanki były "królikami doświadczalnymi" :) Chciałam też nawiązać w sumie do wstępu. Mega fajny pomysł! :) Cały czas rozwijając się mam problem z tym, że idę na sesję i czuję duży stres, bo widzę, że coś jest nie tak, że mi nie idzie, a siadam potem do komputera i miłe zaskoczenie. Także całkowicie rozumiem Kasię. :)
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Olu- wstyd to, że ja do tej pory nie odpisałam na komentarze ;) najgorzej jak czasem w biegu przeczytam coś w tel. W trakcie robienia czegoś innego a później zapominam odpisać - przepraszam 🙈 dziękuję za wszystkie miłe słowa.. bardzo doceniam każdy komentarz. Do Meksyku też mam słabość - uwielbiam ten kraj i ludzi ❤️ a dzięki podcastom okazuje się, że wielu z nas ma podobne początki ;) mam nadzieję, że kiedyś uda się porozmawiać na żywo. uściski! Xx
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Sama rozumiem życie w biegu, dlatego nie ma za co przepraszać! Miło, że odpisałaś! ❤️ taaak ludzie w Meksyku są wspaniali. I przede wszystkim niesamowicie szczerzy :) mimo, że mnie już tam 6 lat nie było, to do dziś mam z niektórymi kontakt ❤️ stąd też i słabość do Twoich prac, nie wspominając o ich charakterze i subtelności :) oby była kiedyś okazja do spotkania! Ściskam rownież! :)
    Odpowiedz
20 czerwca 2017
Marta, i co Ty mi pisałaś, że myśli w słowa się nie układają, słuchałam z czystą przyjemnością, choć na kilka rat przez rozwrzeszczane towarzystwo. Trzymam mocno kciuki za dalsze przygody, ale i odrobinę spokoju i stabilizacji. Piękne zdjęcia i miło powspominać wspólne ścieżki :)
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Heheheh dzięki Anitka, widzę, że byłam zajęta jak pierwszy raz zobaczyłam Twój komentarz, a później zapomniałam odpisać :( przepraszam! Dziękuję za przemiły komentarz i życzenia.. stabilizacja w końcu kiedyś by się przydała, bo jak to ja często żartuję - jak tak dalej pójdzie to obudzę się kiedyś w wieku 60 lat z kotem i zdjęciami w fotelu bujanym... jedyne co będę miała to wspomnienia ;) uściski! I szczęścia dla Ciebie! Xx
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Jakoś w ogóle się nie martwię, wiem, że to co najlepsze jeszcze przed Tobą, tacy ludzie nie mogą mieć złego życia i już :)
    Odpowiedz
22 czerwca 2017
Sympatyczny wywiad,
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Dziękujemy! :)
    Odpowiedz
28 czerwca 2017
Marta Kowalska a ja zapomniałam Cię 'odpozdrowić' i powiedzieć, że świetnie mi się słuchało Waszej rozmowy :) Powiem tak "ale Meksyk" :D
Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Cześć Kasiu! No szkoda, że nie mogliśmy sobie w trójkę pogadać! :) mam nadzieję, że niedlugo gdzies na zywo się uda! Usciski :) xx Ps: a teraz to już chyba tylko z tym Meksykiem bede sie wszystkim kojarzyła :P
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Marta Kowalska Myślę,że tak było już i tak od dawna :) Dla mnie będziesz teraz ptakiem zimującym w ciepłych krajach :) Chciałabym tez na jakaś Twoja wystawę zawitać :)
    Odpowiedz
    29 czerwca 2017
    Kasia niebieski ptak :P a co do wystawy to być może niedlugo będzie okazja ;) będę informować! Xx
    Odpowiedz
5 lipca 2017
Dopiero ostatnio przesłuchałam i słuchało się fantastycznie!
Odpowiedz
    5 lipca 2017
    Dzięki! 🙌🏻
    Odpowiedz
18 lipca 2017
Miło się słucha. Aż sobie odpaliłam plfoto... pierwsze zdjęcie - 2004 r. . Z jednej strony się wstydzę, a z drugiej - sentyment jest. Pozdrawiam!
Odpowiedz