Czas na 25 odcinek podcastu dla fotografów Niezłe Aparaty. Dzisiejszym gościem jest Anita Suchocka.

W tym odcinku porozmawiamy o artystycznych pasjach Anity, o dzieciach (musicie wiedzieć, że poza pracą jako fotograf ślubny – Anita – jest przede wszystkim mamą) i wielu innych historiach, których zawczasu nie chcę za bardzo zdradzać by nie zepsuć przyjemności ze słuchania.

Podcast jest dostępny na iTunes
Grupa Facebook słuchaczy podcastu: Niezłe Aparaty Podcast

Anita Suchocka w sieci:
fb: facebook.com/AnitaSuchockaPhotography/
insta: instagram.com/aifowy/
www: anitasuchocka.com/

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:
instagram: instagram.com/jaceksiwko/
fb: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis rozmowy:

#25 ANITA SUCHOCKA

Wstęp

Cześć! Z tej strony Jacek Siwko, a to jest dwudziesty piąty odcinek podcastu Niezłe Aparaty. Bardzo mi miło witać Was dziś w ten piękny poranek… Chciałem powiedzieć, że zaparzyłem sobie kawę i tak sobie pomyślałem, że bardzo często piszecie do mnie, że „wow, dobre towarzystwo do kawy”. No to postanowiłem, nagrywając ten wstęp, też napić się kawy i pochwalę się, że piję tutaj ze specjalnego kubeczka „niezłoaparatowego”. Na razie jest to wstępna opcja tylko dla tych, którzy byli u nas na warsztatach. Nie planujemy na razie żadnej edycji dla słuchaczy. Chociaż, czy ja wiem… Jakbyście mnie namówili, to może dam się skusić na taką perspektywę. Natomiast – Wasze zdrowie! 

I powiem tak: zaczniemy może od takiej informacji z Instagrama. Ostatnio dostałem taką wiadomość od Ani – nie będę tutaj mówił nazwiska, bo taką przyjęliśmy konwencję w Niezłych Aparatach, że poza nazwiskiem gościa nie plotkujemy o różnych innych fotografach. Natomiast Ania zadała mi takie bardzo ciekawe pytanie. Zapytała, od kiedy interesuję się fotografią. I myślę, że to jest pytanie bardzo ciekawie postawione, ponieważ to nie jest pytanie dotyczące tego, ile czasu zajmuję się fotografią zawodowo, ile czasu zarabiam na fotografii, ale od kiedy się interesuję fotografią.

I powiem Wam, że w głowie zrobiłem taki mały rachunek i mając teraz trzydzieści dwa lata, okazało się, że od siedemnastu lat się interesuję fotografią. Czyli wychodzi na to, że dłużej w życiu interesuję się fotografią niż nie interesowałem się fotografią. Nie wiem, czy kumacie, o co mi chodzi. Przez większą część życia ta fotografia jest obecna w takiej codzienności mojej i może powiem tak tylko przy okazji, że od siedmiu lat zajmuję się fotografią zawodowo, czyli żyję z fotografii. Natomiast dziesięć lat wcześniej fotografowałem sobie na kliszy, potem przerzuciłem się na fotografię cyfrową, ale to może jakiś przyjdzie dzień, kiedy będzie można opowiedzieć tę historię.

Natomiast dzisiaj mamy dwudziesty piąty odcinek – jubileuszowy. Ja tak zawsze się śmieję, że albo jak jest zero na końcu, albo piątka, to wypada odcinek jubileuszowy, czyli świętujemy. Dwadzieścia pięć odcinków za nami. Oznacza to, że od dwudziestu pięciu tygodni słuchacie podcastu i jestem po prostu wniebowzięty, widząc, jak liczba słuchaczy rośnie i to, jak dzielicie się tym podcastem na grupach fotograficznych. Bardzo dziękuję Jakubowi, który dzieli się bardzo często fotografiami z grupy fotografii ślubnej na Facebooku. Nie wszystkie te podzielenia widzę, bo nie jestem też w każdej grupie, ale każdemu z Was jestem bardzo wdzięczny za to, że jesteście apostołami tego podcastu. Myślę, że jest to z korzyścią dla wszystkich, żeby gdzieś rozprzestrzeniać te treści.

Ale dobra, to już nie będę tutaj tak ckliwie opowiadał. Chciałbym przedstawić Wam dzisiejszego gościa. Będzie nim Anita Suchocka, długo wyczekiwana fotograf, która – no dobra, może przyznam – jest bardziej rozpoznawalna w środowisku fotografów, ale kobiet, z tego względu, że bardzo dużo dziewczyn, kobiet śledzi Anitę na takim blogu Aifowy. I powiem Wam, że gdzieś tam Anita wpadła też w mój radar właśnie poprzez to, że moja żona gdzieś znalazła ten blog i pokazywała mi kilka lat temu. W związku z tym w mojej świadomości Anita istnieje. Myślę, że dla tych, którzy jeszcze o niej nie słyszeli będzie to bardzo ciekawy odcinek. Zresztą dla tych, którzy już się inspirują Anitą – również.

Tak że zapraszam Was do wysłuchania. Zwróćcie uwagę na to, jak będziemy rozmawiać, gdzie Anita mieszka obecnie, bo często ludzie bardzo niechętnie podchodzą do tego tematu, że „o, jak jestem gdzieś ze wsi czy jak mieszkam gdzieś w dzikiej krainie, to już na pewno mi się nie uda nic osiągnąć”. A tutaj mamy przykład fotografa, który ma zapełniony kalendarz mimo tego, że mieszka od cywilizacji – powiem szczerze – dosyć daleko. Jak widać, ta cywilizacja może przyjechać do Was, jeżeli tylko postaracie się lub przekonacie ludzi, którym powinno zależeć na Waszych ujęciach, że warto przemierzyć szmat drogi, żeby tylko mieć zdjęcia Waszego autorstwa.

Nie zatrzymując już Was, zapraszam na wysłuchanie rozmowy z Anitą.

Rozmowa

Jacek: Cześć Anito. Bardzo mi miło cię gościć w podcaście Niezłe Aparaty.

Anita: Bardzo mi miło i witam wszystkich też.

Na początku pewnie wypadałoby zacząć od takiego krótkiego wprowadzenia. W paru słowach, jakbyś mogła powiedzieć, skąd pochodzisz, właściwie czym się zajmujesz i jak to się stało, że właśnie pasja fotograficzna stała się takim głównym, że tak powiem, główną gałęzią twojej aktywności zawodowej.

Jestem kobietą z Karkonoszy i myślę, że też mocno mnie definiuje, że na różnych swoich przebojach życiowych i ścieżkach postanowiłam jednak zostać w tych górach, a raczej do nich wrócić, bo wiele lat mnie tutaj nie było. Po maturze uciekłam, tak jak wiele osób, do dużego miasta i zajęło mi sporo lat, żeby zrozumieć, że to jednak nie tam jest moje miejsce, tylko jednak w tych górach i tam, gdzie jest nieco spokojniej.

Jestem przede wszystkim mamą dwójki maluchów – jeden ma trzy latka, drugi niedługo rok. I myślę, że to bardzo mocno wpływa na całą resztę, czyli również na moją fotografię i na drugą gałąź, którą się zajmuję, czyli rękodzieło i wytwarzanie różnych dziwnych rzeczy.

Skąd się wzięła ta fotografia? Ona u mnie nie była przez całe życie i nie byłam dzieckiem z aparatem w dłoni, tak jak niektórzy mają, że już w kołysce robią zdjęcia. Ja osobiście odkryłam potrzebę robienia zdjęć dopiero na studiach i to tak na samym początku, jak szargały mną wielkie emocje zbuntowanej jeszcze nastolatki i potrzebowałam gdzieś dać ujście temu wszystkiemu. I zaczęło się wtedy to wszystko. Przez moment w ogóle byłam po drugiej stronie aparatu i trafiłem na forum Promodels – część może kojarzy, ale to są stare dzieje. Takie forum dla fotografów głównie z branży modowej i tam odkryłam taki magiczny wątek, gdzie był link do inspiracji. I wtedy odkryłam: „Boże Święty, można robić fajne zdjęcia”. Na tym forum to bywało różnie, a głównie to ludzie potrzebowali się pouczać nawzajem i to przez wiele lat towarzyszyło różnym miejscom, w których pokazywałam później swoje zdjęcia. Ale ktoś wrzucił linka do inspiracji i pamiętam to, co mnie totalnie zwaliło z nóg, to było zdjęcie goryla. Wiem, że to jest abstrakcja, ale taka jest prawda – zobaczyłam zdjęcie Andrzeja Dragana. Do dzisiaj pamiętam, było to zdjęcie goryla za kratkami. No i mnie poskładało. Po prostu emocje wzięły górę i stwierdziłam „Boże Święty, zdjęcia mogą wywoływać takie emocje”. I wtedy odkryłam, że to może być ta moja droga do oczyszczenia samej siebie albo przekazanie czegoś innym.

No i tak powolutku. Zaczęło od autoportretów, potem gdzieś tam przecierałam szlaki fotografii modowej. Przez dłuższy czas tkwiłam bardziej w tej branży. Tam gdzieś po drodze, gdzie zaczęłam spełniać jakieś swoje marzenia, próbując realizować swoje pierwsze sesje bardziej dla siebie, trafiłam na Adama Trzcionkę. Myślę, że Adam jest tutaj punktem zapalnym dla wielu fotografów. On dla mnie był bardzo ważną postacią, bo w ogóle dowiedziałam się, że jest coś takiego, jak fotografia ślubna. Świadomość, tak jak myślę, wiele osób na początku ocierało się o kasety VHS po pięć godzin i przewijanie tylko, żeby z nudów nie umrzeć. Nawet o fotografii ślubnej w ogóle nie miałam pojęcia. Nawet nie miałam pojęcia o fotojanuszach… W ogóle ostatnio odkryłam też hasło fotograżyna i tak mi się spodobało, że bardzo się cieszę z tej fotograżyny.

Adam po prostu wyciągnął do nas pomocną rękę, bo ja wtedy fotografowałam jeszcze w duecie Bubble Factory z moją przyjaciółką. Ona tam gdzieś dołączyła po drodze do mnie. I to były moje początki ślubne właśnie z nią.  Trafiłyśmy na forum na Adama. Prosiłyśmy tylko kogoś, czy ktoś mógłby nam pożyczyć obiektyw – chciałyśmy spróbować troszkę lepszego sprzętu, żeby zrobić fajne zdjęcia z fajną modelką. I Adam: „tak, dziewczyny wpadajcie, pożyczę wam sprzęt”, dał nam aparat, obiektyw, drugi obiektyw, „a w sumie to jeszcze body wam pożyczę”. I to było już z osiem lat temu. To było naprawdę szmat czasu temu. Ale trafiłam na wspaniałego, otwartego człowieka, który zaufał dwóm dziewczynom, które były zaledwie linijkami na forum. Zaufał i wyciągnął pomocną dłoń.

I w trakcie, kiedy odbierałyśmy ten sprzęt od niego po prostu wspomniał, że jest fotografem ślubnym. I nagle ktoś mi mówi, że on jest w ogóle szczęśliwy, że to robi, jest dumny, że to robi i mówi, że on chce to robić dobrze. I faktycznie później przeglądając jego zdjęcia, mówię „kurde, gość to robi dobrze”. Był ogromną inspiracją. Nie byłam nigdy na warsztatach u Adama. Zresztą na żadnych innych warsztatach fotograficznych czy szkoleniach, czy spotkaniach, targach – nie byłam w takich miejscach, ale to jedno spotkanie, myślę, że wystarczyło, żeby być ogromną inspiracją i pokazać, że można robić coś absolutnie bez wstydu, z byciem dumnym z tego, co się robi i robi się to naprawdę dobrze.

No właśnie, bo dla wielu osób takie pierwsze skojarzenie z fotografią ślubną, że to jest jakiś kicz, to jest jakieś takie robienie – nie sztuki, tylko odfajkowanie. Tak zwana robota. I jak pożyczałyście sprzęt od Adam to znałyście się wcześniej czy tylko po prostu byłyście dziewczynami z forum?

Nie, akurat z Anią się przyjaźniłyśmy – już nasze ścieżki się wcześniej przecięły. Poznałyśmy się w internecie, ale już zdążyłyśmy się poznać wtedy osobiście. Ja już wtedy przeprowadziłam się do Krakowa. Przez jakiś czas mieszkałam i tam. „I tam”, bo to już było po iluś miastach po kolei. I tam właśnie z Anią się przyjaźniłyśmy i zaczęłyśmy robić troszkę inne projekty. Pamiętam nawet, że Asia – Joanna Glogaza, która jest znana w internecie jako Style Digger, stylizowała nam sesje. Wszystkie zaczynałyśmy pod każdym względem. To były cudowne spotkania, które przetrwały wiele lat i cieszę się, że tak się stało.

Okej, a taki moment, w którym pomyślałaś, że musisz działać jednak sama?

To naturalnie powstało w momencie, kiedy z Krakowa przeniosłyśmy się do Wrocławia i tu się nasze ścieżki rozeszły. Ania postanowiła wyprowadzić się do Warszawy. Ja nie chciałam jechać do Warszawy i do dużych miast. I trochę nas miłości pokierowały. Mnie pokierowała z powrotem w Karkonosze, do mojego męża – obecnego męża, wtedy jeszcze nie. Jakby faktycznie byłam w pewnym momencie mojego życia na takim etapie, że była decyzja do podjęcia: Albo jadę do Warszawy, robię karierę – oczywiście mówię tu z przymrużeniem oka „karierę”, bo to różnie bywa. Albo wracam w swoje góry i robię swoje. I wtedy, pamiętam, pojawiło się, zasiałam takie ziarenko marzeń, że „kurde, jak będę robić coś dobrze, tak naprawdę dobrze, to ludzie będą przyjeżdżali do mnie, choćby nie wiem skąd, bo będą chcieli przyjechać do mnie”. I naprawdę to jest ogromne szczęście, że mogę powiedzieć, że tak się stało.

A to jest fenomenalna rzecz, którą właśnie powiedziałaś, bo ja mam coś takiego w głowie też. Trzy i pół roku temu przeprowadziliśmy się na Mazury i ja miałem w głowie taką obawę, że „ojej, zostawiamy to Trójmiasto” i tak dalej, zostawiamy duży ośrodek na rzecz, wiesz, takiego mieszkania na wsi, takiego odizolowania się od cywilizacji – w cudzysłowie oczywiście – i „co to będzie?”. Ale też miałem taką pewność, że już jestem na takim etapie, że okej, dam radę. Jeżeli ktoś nie będzie w stanie przyjechać do mnie, to przecież ja zawszę mogę jechać. I teraz często dostaję takie właśnie maile od ludzi, którzy gdzieś piszą, że „ja czegoś nie mogę zrobić czy czegoś nie mogę osiągnąć, bo mieszkam właśnie w takich przykładowych Karkonoszach” czy gdzieś tam. Że tam nie ma jakiegoś rynku i tak dalej. A mi się wydaje, że w dzisiejszych czasach…

Ale za to jakie widoki.

No właśnie, no właśnie – to jest fenomenalne. I powiedz, jak mieszkałaś w Krakowie, a później we Wrocławiu, z tego, co pamiętam…?

Tak.

I nie miałaś właśnie takiej obawy, że „ojej, zostawiam tę tak zwaną karierę i jadę gdzieś – nie wiadomo, co to będzie”?

Ja mam to szczęście – też wspomnieliście o tym w poprzednich podcastach – że ja zaczynałam jako po prostu małolata. Byłam na studiach, gdzieś tam błądziłam, w ogóle rzuciłam te studia gdzieś po drodze. Stwierdziłam, że robię zdjęcia i przyprawiając moją mamę niemal o zawał serca, stwierdziłam, że ja wyjeżdżam do Anglii i sobie zarobię na aparat, bo nie chciałam brać pieniędzy od rodziców. I faktycznie skończyłam gdzieś w jakieś fabryce plastiku i tam zarobiłam na swój pierwszy aparat. To było po prostu drastyczne przeżycie dla mnie jako małolaty, która miała wspaniały dom, wspaniałych rodziców, zawsze ciepłe jedzenie i dach nad głową. I gdzieś tam trafiłam, już nie powiem, w jakie środowisko, i trochę dostałam po prostu po dupie od tamtej rzeczywistości. Cieszę się baaardzo, że to się stało, bo bardzo spokorniałam i wróciłam jako dobra córka.

No ale udało mi się gdzieś tam faktycznie zarobić na ten sprzęt. Ledwo, bo ledwo, ale na ten pierwszy jakiś tam Nikon D40… już nie pamiętam. I jeszcze tam troszkę na pięćdziesiątkę zostało – 1.8. I to już był strzał taki, że jak odkryłam ten stałoogniskowy obiektyw, pięćdziesiątkę, to już nigdy się od niego nie odkleiłam.

I to jest właśnie twoja ulubiona ogniskowa? Pięćdziesiątka?

Tak. Absolutnie. Ja w ogóle nie jestem osobą techniczną. Nie jestem gadżeciarą. W ogóle odkąd zaczęłam robić śluby, mam trzy obiektywy, których się trzymam. Oczywiście ta pięćdziesiątka jakby przechodziła na trzy poziomy – była 1.4…. Teraz wyjątkowo odkleiłam się od Canona, bo miałam Nikona, Canona, Nikona, Canona i nigdy nie powiem, który jest lepszy. Wszystko jest dobre, tylko trzeba dobrać do siebie. I przyszłam akurat na Sigmę ostatnio, na pięćdziesiątkę. I jestem bardzo zadowolona. Po prostu chciałam zaoszczędzić pieniądze, kupując też dobry sprzęt, gdzie wszystkie testy pokazują, że są równe, to czemu nie spróbować czegoś innego.

Różne są opinie, ale ja też nie jestem tutaj na siłach, żeby dyskutować o sprzęcie za bardzo.

Ja też nie – nie znam się, po prostu.

Zostawmy, tak. Mi się wydaje, że ważniejsze od sprzętu jest to, kto ten sprzęt obsługuje.

Tak, dokładnie.

Jeszcze na chwilę wrócę do tych aparatów, bo przeglądając zdjęcia zobaczyłem ciebie z aparatami średnioformatowymi i w ogóle z aparatami na klisze. Powiedz, jakie są teraz właściwie w 2017 roku proporcje tego – jak często sięgasz po klisze, po te stare aparaty.

Po klisze sięgnęłam za bardzo dużą namową mojego męża, który wspiera mnie bardzo w tym, co robię i szukał sam trochę podpowiedzi dla mnie, co mam zrobić, żeby ruszyć jeszcze bardziej z miejsca ze swoimi projektami. Bo analoga nie używam do zleceń. Używam go jedynie do swoich prywatnych projektów i faktycznie to była dobra droga. Otworzyły mi się w ogóle klapki i spojrzałam na wszystko trochę szerzej. Jest to wszystko jeszcze tak troszkę na takim poziomie, że trochę z zamkniętymi oczami, trochę na ślepo oglądam, testuję, ale sprawia mi to ogromną przyjemność.

Ten analog bardzo, bardzo dużo mi dał – tego szacunku do klatki. Chociaż i tak uważam, że niektórych zdjęć nie jestem w stanie zrobić analogiem, przynajmniej na obecnym poziomie, bo brakuje mi lekkości, szybkości i pracy takiej pomiędzy ujęciami. Ten analog, szczególnie te moje średnioformatowe [14 min 17 s], które wymagają wszystkie ręcznego ustawiania, to zabiera za dużo czasu i skupienia na kwestiach technicznych, a nie mam jeszcze takich wyrobionych nawyków, żeby pracować nim płynnie i szybko.

To pewnie kwestia jeszcze jakiegoś dłuższego przebywania czy obcowania z tym aparatem, żeby to wszystko robić z zamkniętymi oczami. Dużo w twoich zdjęciach jest takiej wrażliwości, więc chciałbym się ciebie zapytać, zagaić taki temat odnośnie nawiązywania relacji z parą. Jak to u ciebie wygląda?

Absolutnie wszystko opiera się o rozmowę i taką szczerą chęć poznania tych osób, i jak najmniej narzucania i rozpraszania. Ja jestem osobą, która nie zabiera [14 min. 52 s.] standów, nie zabiera …, lamp, jeszcze jakiś literek, gadżetów, balonów – staram się tego unikać, chyba, że to jest wyraźne życzenie mojej pary, to wiadomo, że to są dla nich zdjęcia, więc nie mam problemu z tym, żeby się dopasować w jakimś stopniu. Podstawą dla mnie jest prostota i bycie sam na sam. Tak samo jak przyjeżdża do mnie dziewczyna na sesję – ostatnio taka była sytuacja, że bardzo miła dziewczyna przyjechała. Dostała sesję w prezencie i przyjechała właśnie z chłopakiem. I tego chłopaka, tak jak zawsze wszystkich trochę gdzieś tam zapraszam na bok do kawiarni i nie ma sytuacji, że ja robię komuś zdjęcia, a ktoś za mną jest za plecami albo gdzieś obok. Intymność i bycie sam na sam jest priorytetem.

Właśnie tak, jak mówię, te gadżety i rozpraszacze… Ja wiem, że wydaje się, że one pomagają. Ja przez wiele lat też miałam takie przeświadczenie, że jak zajmiesz czymś ręce, to będzie im łatwiej się zrelaksować, ale wydaje mi się, że najlepiej, jak zajmą ręce samymi sobą, jeżeli chodzi o parę. Bo w przypadku osoby pojedynczej, to jest o wiele trudniejszy proces i faktycznie taki głębszy.

No faktycznie, jak masz parę, to najlepiej niech oni się trzymają za ręce czy dotykają się, to wtedy jest najlepszy „gadżet”. My mamy nawet taki tekst w mailu, że jeżeli jakaś para zapyta o gadżety, to piszemy właśnie, że – wiem, jak to brzmi w ogóle, banalnie – ale „najlepszymi gadżetami jesteście wy sami dla siebie”, tak że…

Tak. Ja też tak mówię, bo taka jest prawda. Jeżeli chcesz stworzyć – „stworzyć” to jest może złe słowo – ale jeżeli chcesz odkryć tę relację między tymi ludźmi i ją spróbować uwiecznić, to musisz pozwolić jej się zbudować na tej sesji, czyli w tym momencie może to być troszkę dłuższy proces. Chociaż z drugiej strony to skrępowanie, ta niepewność i trochę takie zagubienie jest też wspaniałym elementem tych zdjęć. Im dłużej robię zdjęcia parom, tym bardziej staram się chować gdzieś – absolutnie nie nakierowywać. Zauważyłam, że czasami to zajmuje dłużej… Wiadomo, że każda para mówi, że nigdy nie miała zdjęć i się krępuje, i „nic nie wiemy, co robić”. Ja mówię „no i dobrze, że nie wiecie, co robić, to właśnie ta niewiedza jest sto razy lepsza niż pozowanie”. Chociaż ja nigdy nie przerywam rozmowy. U mnie nie jest tak, że jest rozmowa, a potem zdjęcia. Jest nieustanna rozmowa i nieustanny kontakt, i jak najwięcej odciągania myślami, odciągania słowem od samego faktu, że robimy zdjęcie. Ten aparat ma się stać integralną częścią mnie, czyli ich rozmówcy, a nie ma być narzędziem do tego, że robimy akurat zdjęcia. Chodzi o tę rozmowę.

A wrażliwość, to jest taki ryzykowny trochę temat. Ciężko jest powiedzieć tak naprawdę, jak to jest z tą wrażliwością.

Chodzi mi o to, jak te pary się przed tobą otwierają. Czy to jest twoja taka jakaś naturalna umiejętność docierania do tych ludzi, czy masz jakieś specjalne techniki?

To nie jest technika, to jest bardziej kwestia poświęcenia trochę samego siebie. Bo jeżeli chcesz otworzyć osobę, która z tobą jest na zdjęciach, to musisz otworzyć siebie. Więc w tym momencie to pytanie trzeba sobie postawić, na ile ja jestem też w stanie oddać swojej wrażliwości, żeby wyciągnąć tą wrażliwość z drugiej osoby. To wszystko działa na zasadzie lustra. I ja czasami się zastanawiam, czy ja za bardzo się nie otwieram. Może czasami powiem o słowo za dużo. No bo otwieram się na tych moich rozmówców, moich bohaterów zdjęć i daję im kawałeczek siebie zawsze. Staram się nawet, jak widzę, że osoba jest zamknięta, to moja otwartość stopniowo pozwala też jej się otworzyć i zaufać. Najważniejsza w tym wszystkim jest szczerość, bo fałszywe komplementy nigdy nie dotrą i nigdy gdzieś tam się nie utrwalą w tej osobie. Ja sporo komplementuję moje osoby, ale to nigdy nie jest fałszywy komplement. Zawsze jest to szczere. Potrzeba dostrzeżenia takiego czegoś wyjątkowego w tej osobie. I jeżeli tak uczciwie się zainteresujesz tą osobą i z nią będziesz chciał rozmawiać, i będziesz ciekawy tej postaci i jej historii, to ona ci zaufa i stworzycie naprawdę razem coś pięknego.

A jakoś przygotowujesz te swoje pary wcześniej? Rozmawiasz z nimi na Skype’ie przed taką sesją albo piszecie jakieś maile szczegółowe, jakiegoś pytania im zadajesz? Czy po prostu wszystko się dzieje podczas sesji.

Wszystko się dzieje tylko i wyłącznie na spotkaniu. Ja nie jestem osobą, która zarówno w przypadku ślubów, jak i sesji, nie spędzam za bardzo czasu na przygotowywaniu się z tymi ludźmi. Jest super, kiedy mam możliwość spotkać się z moimi parami osobiście i bardzo na to namawiam, i chciałabym. Ale  często nie jest to możliwe, bo pary są zazwyczaj z daleka, nawet jeżeli są śluby w moim regionie, to one wtedy po prostu gdzieś tam dojeżdżają na ostatnią chwilę. Więc u mnie nie ma przygotowania. Szczególnie, że ja mam wrażenie, że ja mogłabym być odebrana z moich maili jako osoba, która nie poświęca tyle uwagi, ile powinna, bo ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Ale to nie jest absolutnie z takiej niechęci, tylko za dużo się dzieje w moim życiu prywatnym jako mamy, żebym mogła tak faktycznie zaangażować się mentalnie i słownie w tę relację przed. Za to jak już się spotykam z parami, spotykam się moimi modelami, modelkami, to oddaję naprawdę 500% siebie i swojego czasu. Jestem całkowicie dla nich i wiem, że oni to doceniają i rozumieją też moją sytuację, i nie ma jakiś zarzutów. A jakby ktoś miał pretensję o to, że coś napisałam, mimo że za krótko, to może nie jest to osoba, która powinna do mnie przyjeżdżać.

Ja rozumiem, o czym mówisz. To jest takie bycie tu i teraz. Jeżeli jesteśmy na przykład teraz na wizji, ja ciebie widzę, ty mnie widzisz, to nie ma czasu, żeby – nie wiem – powiedzmy, sprawdzać Facebooka w tej chwili. Albo przebywasz z parą i patrzysz się w telefon, ile tam lajków na Instagramie przybyło. I wiem, że dużo osób teraz ma problem z tym, no bo jest nawet taki syndrom – fear of missing out, że ludzie patrzą cały czas na ten telefon. Odświeżają to co kilka chwil, żeby sprawdzić, czy przyszedł jakiś SMS, czy przyszedł jakiś mail, bo czujesz, że coś ci przepadnie, jak w tej chwili nie sprawdzisz, nie? A tak, jak mówisz, sesja to jest taki czas, że jesteś z tymi ludźmi, musisz się na nich otworzyć.

Jeszcze tutaj fajną rzecz powiedziałaś – że jest super sprawą, kiedy pary nie miały żadnej sesji przed spotkaniem z tobą. Ja mam podobny pogląd i powiem ci, że to zawsze działa na plus. Z całym szacunkiem dla innych fotografów, ale często takie osoby, które już miały jakąś sesję przychodzą i one oczekują tego, że muszą stanąć „tak”, i robić te wszystkie pozy, i patrzeć mi w ten obiektyw i tak dalej, i tak dalej – zamiast się koncentrować właśnie na sobie. I wtedy jest ta praca z parą o wiele trudniejsza. Że trzeba naprawdę stanąć na głowie, żeby ich odciągnąć od tego. Bo jednak te oczekiwania… ludzie oglądają w telewizorze jakieś Next Top Model i myślą, że fotograf będziesz krzyczał, będzie robił jakieś różne dziwne rzeczy, że tam będzie pięciuset oświetleniowców.

Tak, ale to jest inny temat. Z tym krzyczeniem – za czasów jeszcze moich modowych, to faktycznie dziewczyny przyjeżdżały na sesję i w trakcie sesji mówiły „Anita, jejku, ty na nas nie krzyczysz”. Ja mówię „Boże, czemu ja mam na was krzyczeć? Przecież, jak ja bym krzyczała, to przecież byście mi uciekły albo były w ogóle totalnie zestresowane”. Tu chodzi o bardzo dobrą atmosferę. Ja dbam o wszystko, jeżeli chodzi o moje takie projekty z modelkami – one zawsze mają jedzenie, picie, rozpieszczane są. Nie ma sytuacji, że ja w bikini wrzucę je na śnieg tylko dlatego, że mi klient kazał i to ma być takie ładne. Znaczy się ja w ogóle z modelkami już pracują głównie tylko w prywatnych projektach i jakby ta branża mnie gdzieś tam odstraszyła na pewnym etapie, i trzymam się od niej raczej z daleka. A jak są jakieś tam projekty to raczej takie moje – moje, które mogę zrobić w swoim stylu.

A na ile ci się takie doświadczenie z fotografii mody przydaje? Na ile to wykorzystujesz w swojej fotografii tak zwanych zwykłych ludzi?

Przydaje mi się w dużym stopniu, ponieważ przez długi – znaczy długi… jakiś tam etap swojego życia pracowałam ze świeżakami. Z takimi new-face’ami modelkowymi i to były takie dziewczynki po czternaście, a czasami nawet mniej lat. To były testy do agencji. I przez to ucząc się ukazania tej dziewczyny z jak najlepszej strony, nauczyłam się faktycznie świadomości ludzkiego ciała. Może pod tym względem. Obserwowanie ludzi – zawsze bardzo mocno obserwuję. Może akurat pary nie, ale mówię o osobach, które przyjeżdżają na sesje portretowe. Obserwacja jest dla mnie absolutnie najważniejsza, bo jakby celem najważniejszym sesji jest pokazać piękno, ale takie prawdziwsze, najpiękniejsze piękno tej osoby, która jest sama w sobie piękna, a nie przez Photoshopa. To naprawdę wymaga bardzo silnej obserwacji. To jest wtedy polowanie. I na przykład jak jest dziewczyna malowana jeszcze – jak mam możliwość być przy malowaniu – to ja jestem, jak jakiś snajpier na polowaniu. I chodzę, obserwuję i śledzę. Obserwuję jej twarz, obserwuję jej sylwetkę. Nie chcę później tracić na to czasu. Oczywiście czasami się zdarzy to w trakcie zdjęć. Podchodzę z każdego kąta, łapię tę dziewczynę.

Nie jest sztuką zrobić nijakie zdjęcie danej osoby. Sztuką jest zrobić najpiękniejsze zdjęcie, jakie będzie miała w życiu. Ja zawsze stawiam sobie taki cel – jest może ambitny, może jakiś taki nieuchwytny, ale zawsze tak sobie myślę, że dobrze byłoby zrobić tej parze, tej dziewczynie, tej osobie, która jest przede mną, zrobić po prostu najpiękniejsze zdjęcie, jakie będzie miała w życiu. I staram się to zrobić i dlatego wymaga to ode mnie pewnej gimnastyki i obserwacji.

To jest ambitny cel. Ale powiem ci, że akurat podzielam tutaj twoje stanowisko, bo jest kilka rodzajów piękna. Wydaje mi się, że w niektórych osobach to piękno jest gdzieś tam głębiej ukryte, że ono nie jest takie powierzchowne i trzeba faktycznie trochę inaczej spojrzeć. Ale powiem ci, że miałem taką jedną historię – nie tak dawno temu – która mnie po prostu rozłożyła na łopatki, ale w takim pozytywnym sensie. Bardzo mnie podładowała, bo ja mam taki pogląd, że nie ma brzydkich modeli, są tylko źli fotografowie. Nie wiem, to nie są moje słowa, gdzieś tam w internecie wyczytałem.

Krążą takie.

Tak, wśród takich cytatów fotograficznych. I ta osoba mi napisała, że bardzo jej się podobają zdjęcia z sesji i że to są pierwsze jej zdjęcia, których nie chciała skasować, z których była zadowolona. I mi się wydaje, że jest to takie spełnienie marzeń fotografa, że masz klientów, którzy faktycznie to docenią – że są tak podekscytowani tymi zdjęciami. To nie są kolejne zdjęcia, które im się podobają, tylko że to są te pierwsze zdjęcia, z których są ukontentowani.

Tak, tylko to wszystko wymaga takiej ukrytej, bardzo ciężkiej pracy. Jakbyś zobaczył może mnie na sesji gdzieś z boku z ludźmi i tak staram się z całych sił, żeby tak było – bo tak szczerze mówiąc jest, tylko inne rzeczy robię podświadomie – to to jest spacer, rozmowa, bardzo miłe przebywanie ze sobą i spędzanie ze sobą po prostu czasu. Ale gdzieś z tyłu – to opiera się o wiele doświadczenia – jest to po prostu ogromna praca za tym szukaniem tych dobrych ujęć. One mają być lekkie, mają być niewymuszone, niewypozowane. Ale to jest moje zadanie, nie ich. To jest moje zadanie, je wyłapać i nie wyreżyserować go, tylko faktycznie to złapać. To jest ta najcięższa rzecz w tym wszystkim, żeby to zrobić naturalnie, lekko i nie narzucając się, a wręcz oddać im przestrzeń całkowitą. Wiadomo, że czasami potrzebują jakiś podpowiedzi, ale to są tylko jakieś delikatne naprowadzenia i później one są na każdej sesji niepotrzebne. Po prostu toczy się wszystko. I tym masz tylko za nimi być… Z nimi być – nie za nimi. Masz być z nimi w tym wszystkim i to spróbować uchwycić.

No właśnie, bo to jest często tak, że ten aparat jest też takim narzędziem, które może czasami kogoś zestresować. Że jest jednak ta trzecia osoba – dajmy na to, że rozmawiamy o sesji pary – i jest ten fotograf, no to już on jest jakby intruzem, a co dopiero jeszcze ten aparat. Więc to rzeczywiście wymaga sporej gimnastyki, żeby odciągnąć tych ludzi od tego, że to jest sesja. Bo ja zawsze mówię, że sesja to nie jest sesja. To jest tak, jakby randka. To jakby okazja do tego, żeby celebrować to, co w tym związku jest najważniejsze. To, co tych dwoje ludzi połączyło. No bo wyobrażam sobie, że w XXI wieku nie ma takich małżeństw z przymusu na przykład, że ktoś im kazał.

Oby.

Że ktoś im kazał, bo tam jest jakiś deal do zrobienia – wiesz, królestwo połączyć i tak dalej – i jednak fotograf ma coś takiego, że może swoją pracą nakierować tych ludzi na to, że „zobacz, jak było fantastycznie na początku naszego związku i to widać teraz na tych zdjęciach – po co tam się kłócić o jakieś pierdoły”. Po prostu dajesz tym ludziom taką fajną rzecz, która gdzieś będzie takim akumulatorem na trudniejsze czasy w związkach.

To jest naprawdę – oprócz tych zdjęć to jest naprawdę coś wyjątkowego. Ja to dostrzegam wielokrotnie i odkryłam to już jakiś czas temu. Dajesz im siebie, tylko siebie przez jakiś czas. No wiadomo, że ty jesteś tam z boku. Ale kiedy ty w swoim życiu masz czas, żeby tak ze swoją żoną pobyć tylko we dwoje i się przytulać, całować, spacerować i skupić się na sobie? To jest prezent tak naprawdę – taka sesja. To jest prezent dla nich – nie spieprzcie tego. W sensie nie popsujcie tej chwili, nie narzucajcie się. Oni naprawdę wejdą w to wszystko. Z niektórymi jest to absolutnie łatwe, lekkie i wszystko dzieje się od razu. Niektórzy potrzebują więcej pracy i rozmowy. Naprawdę z każdym się da. Jest to łatwiej, trudniej, ale naprawdę się da i potem efekty są wyjątkowe, bo nie chodzi o zdjęcia. Ja pamiętam, dla mnie absolutnie najlepszym komplementem jest, że „Anita, fajnie było, był fajny spacer, a zdjęcia będą tylko z tego miłą pamiątką”. I to jest podstawa dla mnie.

No właśnie, że te zdjęcia są czymś takim ekstra, że to nawet nie o zdjęcia chodzi. Chciałbym cię zapytać o najsłodszy ślub ever. Tak sobie zanotowałem. Wiesz, o kim mówię? O Marii i o Henryku. Taka historia, która myślę, że była takim viralem w internecie.

Gdzieś tam faktycznie ta sesja zaczęła krążyć po sieci i ostatnio nawet była rocznica, bodajże druga, tego ślubu i przypomniała mi o nim wnuczka – że jest właśnie rocznica też. Udostępniłam i znowu był boom na ten ślub. No wspaniali narzeczeni. Państwo młodzi – młodzi, bo on miał bodajże, teraz ma chyba 95 lat, a Maria zbliża się do 90. No wspaniali ludzie – i Maria i Henryk. To był ślub, gdzie złamałam swoją zasadę dla nich, bo nie fotografuję w święta. Jest to dla mnie taki czas dla rodziny. Ale faktycznie, jak napisała do mnie ich wnuczka i opowiedziała mi historię, że to są jej dziadkowie i będą tylko oni, wnuczka i mama jako świadkowie. To znaczy ich córka i wnuczka jako świadkowie. No to powiedziałam, że mogę wpaść faktycznie na trzy godziny i jak usłyszałam historię, to powiedziałam, że nie wezmę za to złotówki. Ja w święta i nie pracuję, więc jak będę z wami, to będę jak osoba prywatna z aparatem.

I cieszę się bardzo – to było coś wyjątkowego do przeżycia, a jeszcze być z nimi w tak intymnym gronie, to był prawdziwy zaszczyt. Ślub był taki też prywatny, bo ksiądz przyszedł do domu do nich. I zarówno ksiądz był fajny gagatek, jak i sam pan młody. Po prostu takiego jajcarza to już dawno nie widziałam, bo gdzieś tam w pokoju się przez ostatni miesiąc przed ślubem kłócił ze swoją Marią o to, że on swojego kalendarza Playboya nie zdejmie, bo ksiądz przychodzi. I zrobił z serwetki taką fajną spódniczkę i od pasa w dół zasłonił. To był kompromis. Tego wam życzę w waszych małżeństwach – to są kompromisy. I było cudownie. Spędziłam z nimi, mówię, tylko ten ślub, potem poszliśmy jeszcze na taki krótki spacer. I krótkie przygotowania przed. To było wyjątkowe doświadczenie na pewno.

Ale jak to było? To była taka para, która miała wspólnie dzieci i mieszkali całe życie ze sobą, tylko nie mieli ślubu, tak?

Z tego, co ja wiem, to oni chyba w ogóle mieli ślub cywilny za młodu, ale pani Maria po prostu marzyła o ślubie kościelnym całe swoje życie. Co jest ciekawe, to właśnie Henryk, który był kompletnie nie związany z kościołem, to jak się żegnał, to nie wiedział, gdzie te ręce szły – to też było super. W każdym razie to on wyszedł z inicjatywą w wieku dziewięćdziesięciu trzech lat wtedy, że on załatwi ten ślub dla swojej ukochanej. I faktycznie to zrobił. I to jakby z jego inicjatywy wyszło spełnienie marzenia Marii i wzięli ten ślub kościelny. I to było fajne.

Aha, no to super w ogóle historia taka ci się trafiła. Rzeczywiście, wiesz, fotografujemy te wszystkie śluby i one są – to będzie takie złe słowo – ja użyję słowa: standardowe. Że masz młodych ludzi i to jest taka naturalna kolej rzeczy. A tu masz ludzi w takim zaawansowanym dość wieku i rzeczywiście fotografować taką historię to jest nie lada wyzwanie też.

Wspaniale jest w ogóle sfotografować ludzi, którzy chcieli wziąć ślub. Wiesz, o co chodzi – bo w dzisiejszych czasach czasem cała impreza jest ważniejsza niż to, po co się tam spotykamy. A tam było wszystko zrobione tylko po to, żeby mieć właśnie ten ślub. To jest takie otrzeźwiające doświadczenie dla mnie jako dla człowieka, nie chodzi o fotografa, ale to przypomina, po co jest wszystko.

No właśnie, ale tutaj jeszcze a propos – rozmawiamy o takich rzeczach, które są ważne w życiu i tak dalej, więc nieuchronnie chyba muszę cię zapytać o ten balans praca-dom. Jak to u ciebie wygląda? Bo ja muszę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem wszystkich dziewczyn, kobiet fotograf, które robią to samo, co ja, a do tego jeszcze ogarniają dom i ogarniają dzieci. Wiesz, mężczyźni są jednak w uprzywilejowanej sytuacji. To jest taki model nasz, w którym żyjemy, że zawsze mężczyźni polowali na zwierzęta, kobiety zajmowały się ogniskiem domowym. W dzisiejszych czasach jest też tak, że te kobiety, które ogarniają to ognisko domowe, jeszcze mają tę pracę zawodową i potrafią to wszystko ogarniać. Tak że chapeau bas i czapki z głów dla was dziewczyny, które słuchacie. I teraz chciałbym się dowiedzieć, jak to u ciebie Anita wygląda?

Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że ja też podziwiam wszystkie mamy. Obojętnie czy pracują jeszcze czy nie, bo odkąd sama zostałam mamą – jeszcze dwójki, to już w ogóle – mam ogromny szacunek do kobiet, które z zaangażowaniem wychowują swoje dzieci. Bo to jest naprawdę duże wyzwanie. Oczywiście nie tylko dla kobiet. Dla mężczyzn również – jestem pełna podziwu dla mojego męża, jakim jest wspaniałym ojcem, no spełnieniem marzeń w tej kwestii na pewno i cieszę się, że go mam. I dlaczego też o nim mówię – odkąd pojawiły się dzieci to moja fotografia nie jest tylko moja, tylko jest nasza wspólna, bo gdyby nie on i gdyby nie pomoc również też osób takich dalszych, jak nasze mamy czy dziadkowie, to byłoby ciężko. W sensie, to nie byłoby wykonalne.

Bez mojego męża, moja praca aktualnie w ogóle nie byłaby wykonalna, bo nie jest sam osobą, która byłaby w stanie oddać pod opiekę dzieci komuś z zewnątrz, przynajmniej na tym etapie. I już nie mówię o takiej standardowej pomocy, że zajmuje się dziećmi po prostu w momencie, kiedy ja jestem w pracy, ale o takim wsparciu. Widzi, że przeżywam czasem jakiś gorszy ślub – raz na sto się zdarzy, że coś jest trudniej, to wspiera mnie.

On jest taką osobą mocno stąpającą po ziemi, ale to jest właśnie dobre. Już kiedyś tak napisałam w swoich prywatnych zapiskach, że nie wszystkie odpowiedzi znajdę w chmurach. Bo ja jestem takim bujającym w obłokach lekkoduchem, chociaż to się trochę zmieniło na przestrzeni lat. On jest takim moim silnym fundamentem, który to wszystko trzyma. Nie wyobrażam sobie po prostu tego wszystkiego bez niego.

Na pewno można znaleźć jakiś odpowiednik – mówię o innych historiach. Może być to przyjaciółka, może być to pomoc zaufanej niani, bo tak też się dzieje, ale nie da się, po prostu nie da się robić tego w pojedynkę. W tym momencie tworzycie drużynę. Ja mam drużynę fotograficzną. I po prostu w ciągu dnia niestety nie pracuję – nie mam tego komfortu tak, jak dzisiaj, że możemy sobie posiedzieć przy komputerze. Nie siadam do komputera przy dzieciach – to jest taka moja zasada. Oczywiście zdarza się, że siądę na pięć minut, dziesięć. Ale momentalnie mam jedno dziecko na głowie, a drugie już płacze, dlaczego nie może się zmieścić na kolanach, więc to jest niewykonalne. I zaczynam pracę nad obróbką dwudziesta pierwsza, dwudziesta pierwsza trzydzieści, jak padną spać i to oczywiście z przerwami na karmienie, bo jedno jeszcze jest niestety karmione. Znaczy niestety – jest to utrudnienie w pracy, ale świadomy wybór. Jeszcze są przerwy na karmienie w tym wszystkim.

Ale to jest rewelacyjna dyscyplina i nauka szanowania, i organizowania swojego czasu. Przed dziećmi byłam człowiekiem, który wstaje sobie o jedenastej i dopiero się rozgrzewa do dnia, i siedzi po nocach, i w ogóle ma tak rozregulowany tryb życia, i wszystko mi ucieka tak naprawdę. A teraz, mając pół godziny wolnego jestem w stanie zorganizować mnóstwo rzeczy. I nie chodzi tylko o fotografię, bo jeszcze zajmuję się tą drugą dziedziną, która jest moją odskocznią. To jest bardzo ważne, żeby umieć szanować ten czas. I to przyspieszyło obróbkę, workflow – to jest magiczne słowo, którego się dowiedziałam od was.

Z podcastu?

Tak. Ile rzeczy się w ogóle dowiedziałam od Was o tej całej mojej cudownej branży ślubnej, bo jestem jednak taką osobą, która siedziała gdzieś tam z boku i jestem w szoku, że tyle osób wskazało mnie w tej ankiecie na osobę, której chcieliby wysłuchać. Przepraszam za wątek poboczny, ale dziękuję za takie wyróżnienie, chociaż było to troszkę przerażające dla mnie.

To mówimy o tej ankiecie na grupie?

Tak, gdzie były różne typy, które chciałoby się posłuchać. Ja jednak staram się żyć w przeświadczeniu, że niewiele osób o mnie wie i jakoś mi jest z tym dobrze. I to się wiąże też z całą tą promocją mojej fotografii, czyli brakiem tej promocji.

Wydaje mi się, że tak nie doceniasz siebie w tej chwili. Bo jak popatrzeć nawet na – ja wiem, że to będą tylko liczby – ale, jak popatrzysz na popularność właśnie liczbową, powiedzmy, twojego bloga Aifowego, czy innych twoich działalności – MarryMeet.Me, to wiesz, jest to spora grupa osób, która gdzieś tam cię zauważa w internecie.

Jest, jest. To nie jest tak, że ja nie mam świadomości – to nie jest fałszywa skromność. Ja wiem, że moje blogi gdzieś tam są popularne i faktycznie, jak wyjadę do większego miasta, to zdarza mi się, że ktoś mnie na ulicy rozpozna i ja to wiem, tylko nie dopuszczam tego do swojej świadomości. Ja żyję spokojniej, jak o tym nie myślę.

A słuchaj Anita, muszę zapytać – dobra, to jedziesz do dużego miasta i co, zdarza się, że ktoś selfie chce z tobą zrobić?

Może selfie to się tak zdarzyły sporadycznie, ale rzadko.

A to szacunek.

Ale zdarzyły mi się takie przemiłe sytuacje, gdzie ktoś tylko spytał, czy ja to ja, ale bez absolutnie rozdawania autografów. To są krótkie, ale bardzo miłe spotkania.

Jeszcze nawiązując do tego tematu dzieci, bo ja też ostatnio spotkałem się z taką opinią – zresztą to będzie w którymś odcinku podcastu. Nie wiem, czy ten odcinek poleci wcześniej czy nie, natomiast to może dla niektórych będzie takie przypomnienie. Że po prostu dzieci mobilizują i właściwie wiele rzeczy w życiu dzieje się dzięki dzieciom. Ja też w zasadzie miałem tak, jak ty, że jak nie mieliśmy dzieci z Kasią, no to takie było wiesz, luźne podejście do życia i tak dalej. Potem, jak stopniowo właśnie się dzieciaki pojawiają, to bardziej się mobilizujesz – masz takie ciśnienie, że okej, jest tylko to okienko, i tylko wtedy mogę coś zrobić. Jest taka pełna mobilizacja.

Jest i nawet takie błogie sobie życie, i nie zwracanie uwagi – żyłam tak z miesiąca na miesiąc, po prostu, i nie potrzebowałam dużych pieniędzy do wyżycia. I nie ceniłam swojej pracy tak, jak powinnam, bo nie było takiej potrzeby. Nie miałam ambitnych planów. Nie miałam marzeń. Nie miałam dwóch cudownych podopiecznych i absolutnie zgadzam się z tobą, że dzieci nie tylko mobilizują, ale są absolutnie najlepszą inspiracją do pracy. Ja nigdy nie byłam tak wydajna z pracą, ze zleceniami, z jakimiś fajnymi działaniami pobocznymi przed dziećmi. Tego nie było w takim stopniu.

I wiadomo, że czasami są sytuacje, że nie przeskoczysz. Po prostu dzieci cię przyblokują, zablokują i cały dzień musisz nosić je na rękach. Całą noc musisz nosić je na rękach. Jesteś wyczerpany. Trochę się boję tego sezonu, który nadchodzi, szczerze mówiąc, bo nie wiem jeszcze, jak to będzie w sensie fizycznym moim. Bo to, że zrobię dobre zdjęcia to wiem. To że moje dzieci będą szczęśliwe to wiem. Tylko nie wiem, jak ja fizycznie po prostu na tym wszystkim wyjdę, żeby się nie zajechać, bo jednak obrabiać mogę tylko po nocach, a muszę kiedyś też troszeczkę chociaż pospać. A w ciągu dnia nie mam na to czasu. Ale prawda jest taka, że każda matka czy każdy ojciec – nie chcę absolutnie dyskryminować – musi sobie poradzić. Tu nie ma, czy chce czy nie. Po prostu sobie poradzę. Tak samo w tym przypadku wiem, że sobie poradzę.

Mam takiego kolegę, który powiedział, że zajmie się biznesami, jak odchowa dzieci.

Życie mu ucieknie.

Nie, no ma tam jakiś swój side-business tak zwany. Gdzieś tam wiesz, internetowy. Wystawia jedną fakturę rocznie i jeździ sobie na działkę, żeby odpocząć od tego całego stresu.

Przepraszam, źle zrozumiałam. Powiedziałam, że życie mu ucieknie. Zrozumiałam, że jak rozwinie biznesy, to dopiero dzieci będzie miał.

Nie, nie. Odwrotnie.

Odwrotnie to uważam, że jak ktoś chce się poświęcić wychowaniu dzieci to też nie ma złej drogi. Każdy wybiera swoją. Tak że nie będę tego absolutnie negować.

Muszę cię zapytać a propos ciąży, wiesz, bo to jest też temat, który wiele dziewczyn martwi. Wiesz, jak wszystko jest w porządku to jest okej. Na przykład Kasia chodziła ze mną na śluby. Była chyba do ósmego miesiąca ciąży. Znaczy się to nie było tak, że zostawała na weselach i tak dalej, ale jednak miała ósmy miesiąc ciąży i gdzieś tam fotografowała dla mnie detale na sali czy coś takiego. Tak że była bardzo aktywna. Ale tu było wszystko okej. A są różne przypadki i jak ty na przykład zaszłaś w ciążę, to jakoś planowałaś swoją pracę zawodową, że do któregoś tam miesiąca tak, a potem nie? Czy od razu już odmawiałaś przyjmowania zleceń? Jak to u ciebie wyglądało?

W przypadku pierwszej ciąży czułam się bardzo dobrze i faktycznie pracowałam długo, to był chyba siódmy, ósmy miesiąc. Czułam się przez całą ciążę dobrze – nie polecam. Naprawdę. Bo to też nie jest tak… Niestety pracowałam sama, ale pod koniec, jak już były te późniejsze miesiące, to po prostu mój mąż przyjeżdżał i pomagał mi targać torbę. W takich momentach, jak wiecie, wychodzi się z kościoła i przez dłuższy czas musisz mieć tę torbę na ramieniu, bo jej nie rzucisz pod kościołem. Za dużo się dzieje, jak chodzisz między gośćmi, jak są życzenia, to trzeba tę torbę targać. I wtedy on często przyjeżdżał i mi pomagał, bo już na przygotowaniach ta torba leży sobie gdzieś. Na weselu leży sobie gdzieś ta torba. A gdzieś tam pomiędzy to pomagał mi to dźwigać, żeby tam się nic nie wydarzyło. Szykował mi kanapki i przywoził. No naprawdę, to znowu była drużynowa robota.

W drugiej ciąży, jak już planowaliśmy, że będzie drugi maluch, to bardzo długo odwlekałam w ogóle przyjmowanie zleceń. Ja nigdy nie przyjmuję w ogóle na dwa lata w przód zleceń. To jest najwyżej na rok, półtora w przód. I faktycznie odwlekałam. Ostatnie przyjęłam zlecenia na piąty miesiąc i tak uważam, że to jest za długo. Tak jak mówisz – jak jest dobrze, to jest dobrze. A praktycznie ostatnie zlecenie jakie miałam, dorwała mnie potworna grypa i straciłam głos, i czułam się fatalnie. Naprawdę okropnie się czułam. I ogólnie było mi ciężko i ten ślub też był dla mnie trochę ciężki, ogólnie tak psychicznie. Jakoś wszystko się źle poskładało. Nie podjęłabym – gdyby mi się trafiło trzecie dziecko gdzieś tam w drodze, to bym nie podjęłą już jednak tego ryzyka pracy w ciąży. Są sprawy ważne i ważniejsze.

W przypadku jeszcze pierwszej ciąży, jak jednak były poprzyjmowane te śluby dość długo, to miałam jedyny wymóg, że pracowałam maksymalnie do dwudziestej drugiej. Miałam tak ofertę skonstruowaną, że na szczęście większość ślubów była do tej dwudziestej drugiej, bo już wcześniej nie przyjmowałam za bardzo do oczepin. Ewentualnie, za dodatkową opłatą, jak ktoś naprawdę bardzo chciał do oczepin, to byłam do oczepin. I jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży, to poinformowałam te osoby oczywiście, że po prostu nie będę mogła być do tych oczepin. Miałam limit czasowy, do którego pracuję i to było dość istotne. Tak samo w przypadku drugiej ciąży. Jednak trzeba się oszczędzać, a najlepiej nie pracować. Ja wiem, że jak się człowiek dobrze czuje i jak się nic nie stanie, to się nic nie stanie, ale jest to podjęcie jednak dość dużego ryzyka. Ja bym na pewno dała sobie przestrzeń i czas, jeżeli ktoś może sobie na to pozwolić. Ale to jest ważniejsze niż wszystko inne.

No dokładnie, zgadzam się z tobą. I powiem ci szczerze, że na pewno w przypadku tej pierwszej ciąży u nas to nie było takiej świadomości – „okej, jest ciąża, przecież wszystko można”.

Tak, mówią „ciąża to nie choroba” i te wszystkie takie teksty.

My tak sobie właśnie na luzie do tego podeszliśmy, a już w przypadku drugiej ciąży wiedzieliśmy, że jak Kasia urodzi w maju, to już wiedziałem, że ja ten cały sezon muszę sobie zaplanować z kimś innym. Zresztą w przypadku pierwszej ciąży też szukałem osoby do pomocy i była fajna dziewczyna, która z nami fotografowała – Aga. Jeszcze tam niektóre te terminy nie mogła, to szukałem innych osób i miałem różne takie nieprzyjemne sytuacje też później. Ktoś mi obiecał, że pojedzie ze mną i to było na takiej zasadzie, że wyjeżdżałem z Trójmiasta, miałem gościa pobierać z Gdańska i jechaliśmy do Warszawy. I, wiesz, o tej szóstej rano jadę do niego, a on mi pisze, że „sorry, nie mogę, bo się rozchorowałem”. A ja wiem, że był na imprezie.

Powiem ci, że tutaj zainteresowałaś mnie tym tematem pracy do dwudziestej drugiej, bo to jest też takie zagadnienie, ze fotografom się wydaje, że oni muszą być tam na przykład do pierwszej, bo tak wszyscy robią. Prawda jest taka, że nie wszyscy tak robią i to, że tam jakaś obiegowa opinia jest, że trzeba być do pierwszej, nie znaczy, że ty nie możesz kończyć o dwunastej. Ja pamiętam, że jak my zdecydowaliśmy, że zostajemy maksymalnie do dwunastej i do tak zwanego rzutu beretem, czyli rzutu welonem czy tam bukietem i muszką, no to wiesz, to było takie, że „a, bo pewnie już klienci nie będą się na nas decydować”. Ale zaczęliśmy o tym mówić tym ludziom i tłumaczyć, że oczepiny to tradycyjnie jest tylko ten rzut, a reszta to są jakieś zabawy, które i tak nigdy nie wejdą do albumu, bo nigdy nie wchodziły. To jaki jest sens w ogóle fotografowania tego? I ludzie to tak na luzie traktowali.

Miałaś duże opory, jak zaczęłaś oferować swoje usługi tylko do dwudziestej drugiej? Czy wątpliwości może jakieś?

Ja miałam może o tyle komfortową sytuację, że nigdy mi nie zależało na wypełnianiu sezonu zleceniami. W sensie, faktycznie od kilku sezonów tak jest, ale wszystko przychodziło tak spokojnie, stopniowo, nie było żadnego boomu na mnie po jakiejś sesji. Myślę, że tutaj głównie metoda pantoflowa działała i mogłam po prostu robić tak, jak czuję. I starałam się bardzo – nie wiem, czy tutaj zaowocowała ta moja taka błoga nieświadomość, bo nie chodziłam na żadne warsztaty, szkolenia. Nie rozmawiałam za bardzo z ludźmi z branży, jak to wszystko wygląda. Nie pamiętam, żebym się kogoś szczególnie radziła, co ja mam robić. Po prostu z doświadczenia zauważyłam uczciwie, że ja naprawdę materiał z wesela mam do dwudziestej drugiej pełny. Bo później to ja siedzę. Oczywiście ja to wiem, ja to rozumiem, że mogą się zdarzyć wyjątkowe momenty o trzeciej w nocy, tylko że, żeby mieć taki naprawdę fajny, rzetelny materiał z wesela… Wiadomo, że się o różnych godzinach zaczynają, ale mimo wszystko do dwudziestej drugiej jest się w tanie mieć naprawdę rzetelny, pełny, a później to już często się siedzi i klepie te same pary. Wiesz, że masz pięć tysięcy ujęć wspaniałych danych gości i tylko siedzisz, i czekasz na te oczepiny. To jest takie siedzenie na siłę.

I ja to mówię otwarcie swoim parom, bo ja mam pakiety godzinowe. Więc oni sami dobierają sobie pakiet, który im odpowiada i do kiedy chcą, i ja im uczciwie mówię, że do dwudziestej drugiej naprawdę będę miała świetny materiał. Jeżeli bardzo, bardzo wam zależy na tych oczepinach to w porządku – ja absolutnie będę i będę pracować do tej godziny, i jakby z pełnym zaangażowaniem, tylko że wiem w praktyce, że to już później jest takie siedzenie i czekanie na tą dwunastą.

I myślę, że tu wielu fotografów, jednak po cichu się gdzieś z tym zgodzi, bo wiadomo, że się robi zdjęcia cały czas, ale jak się robi tak dynamicznie te zdjęcia to można zrobić całą masę świetnych zdjęć do tej dziesiątej, jedenastej – nie wiem, zależy jak, kto pracuje. Nie trzeba od razu naciągać ludzi na siłę zawsze na ten największy pakiet i mówić „nie, na pewno muszę być do pierwszej, bo to się tyle dzieje”. Staram się być uczciwa i naprawdę fair wobec ludzi, i nigdy nie próbuję kogoś na coś naciągać.

Jeżeli komuś mimo wszystko zależy – bo ja mówię: „słuchajcie, czy naprawdę wam zależy na tym, żeby zrobić te trzy ujęcia z rzucania czegokolwiek?”. I często oni sami dochodzą do wniosku: „słuchaj, faktycznie – tam w sumie będą jakieś aparaty może ktoś tam jedno zdjęcie cyknie”. Przecież to jest jedno, dwa ujęcia, a siedzi się czasami dwie, trzy godziny bonusowo tylko po to, żeby złapać te dwa ujęcia, a to nie jest wcale takie ważne.

Znaczy, ogólnie mam sposób patrzenia… ktoś mi mówił: „zobaczysz, będziesz miała swój ślub, to będziesz na to wszystko inaczej patrzeć”. No i nie było tak. Cieszyłam się strasznie tym dniem. I pamiętam moja pani od sali mi powiedziała: „pani Anito, pani jest moją pierwszą panną młodą, która się cieszy, że bierze ślub”. Naprawdę. To jest autentyk. I to jest trochę smutne. Ja się śmieję, ale to jest smutne, bo ja wiem, że każdy ma inne podejście i niektórzy po prostu się stresują. Mimo że cieszą się, to ten stres – nie potrafią go pokonać. Ale to jest bardzo często presja z zewnątrz. Ile razy się spotkaliście z płaczem, że panna młoda słyszy tylko „stresujesz się, stresujesz się, już się boisz, czekasz już, tak?”. Ona, nawet jak była cząstkowo spokojna, to wszyscy inni zrobili jej po prostu błotko w głowie. I to nie oto chodzi. Chodzi o to, żeby wspierać i to jest dla mnie też bardzo ważna funkcja fotografa ślubnego. Oczywiście nie narzucam się z tym, ale bardzo często widzę, że to jest potrzebne – zrobić taki mur, ochronić tę pannę młodą czy parę młodą i trochę zdystansować ich od tych takich niepotrzebnych rzeczy w tych dniach.

No tak – fotograf to taki trochę ochroniarz też przy okazji. Bardzo fajnie się te tematy wszystkie rozwijają, ale widzę tutaj po zegarze, że nam czas ucieka, a jeszcze bardzo chciałbym ciebie zapytać o blog Aifowy, z którego jesteś bardziej znana. Ale muszę powiedzieć jedną rzecz – jako mężczyzna powiem – bo domyślam się, że ty przez ten blog Aifowy jesteś znana bardziej w kobiecym środowisko. Nawet ja ci powiem, skąd ja o nim usłyszałem – to mi żona powiedziała jakiś czas temu.

Pozdrawiam Kasię.

Dzięki, przekażę. Być może będzie słuchała nawet. I ona mi pokazała ten blog. Ja sam z siebie go nie znalazłem, ale też cię kojarzyłem zanim się zaczął podcast i zanim ruszyła grupa na Facebooku, i tak dalej. Tak że powiedz mi, skąd w ogóle pomysł na taką działalność, na takiego bloga i na czym on polega? Wiesz, to już dla takiej męskiej części publiczności.

No właściwie nie dziwię się, że męska część publiczności za bardzo o nim nie wie, bo mój blog Aifowy ma korzenie po prostu w takich słynnych blogach szafiarskich, tylko że jak my zaczynałyśmy z dziewczynami ten cały temat szafiarstwa, to to nie były dziewczyny, które jeżdżą za miliony na Karaiby i po prostu tam sobie reklamują dane produkty. Tylko to były początki już, nie wiem, bardzo dawno temu. Nie wiem – z osiem, siedem lat temu. I faktycznie to było bardziej nastawione na pokazywanie stylizacji. Później cała ta tematyka szafiarek, tych koleżanek od szaf zaczęła się rozwijać w bardziej biznesowe strony i ja już wtedy od tego uciekłam. Nie spodobało mi się to, w jaką stronę to idzie i nie chciałam za bardzo już z tym mieć nic wspólnego oprócz fajnych znajomości, z których na szczęście niektóre przetrwały i nie poszły w jakimś dziwnym kierunku. I stopniowo ten blog stał się bardziej prywatnym – najzwyczajniej w świecie pamiętnikiem, chociaż bardziej skupionym na emocjach niż na faktach. Raczej opisuję swoj przemyślenia, swoje emocje niż faktycznie opisuję to, co się dzieje w moim życiu. Im dłużej, im czas bardziej płynął, tym mimo tego, że się otwierałam bardzo emocjonalnie, to się chowałam jako osoba. Każdy ma swoje granice i ktoś mi powie, że ja i tak pokazuję dużo życia prywatnego i tak na pewno jest, ale na pewno bardziej pokazuję samą siebie niż swoje otoczenie.

Okej, a tutaj jeszcze poza fotografią i tym blogiem Aifowym, prowadzisz też inną – dajmy na to – markę, bo firma pewnie jest ta sama: MerryMeet.Me. Skąd w ogóle pomysł na coś takiego, żeby po prostu – zdradzę, że poza anteną powiedziałaś, że zawsze chciałaś mieć różne źródła dochodu, żeby się nie uzależniać tylko od jednej dziedziny i to ci pomaga właśnie oderwać się myślami od fotografii czy rozwinąć się artystycznie może?

Tak, jak najbardziej. Ja myślę, że jakbym miała myśleć tylko i wyłącznie o fotografii, jako o swoim jedynym źródle zarobku, to bym się wypaliła i rzuciłabym to w cholerę już dawno. Ja nieustannie mam kryzysy. Myślę, że każdy twórca ma kryzysy i one są. Ale gdyby nie to, że mam drugą odnogę zarówno zarobkową, jak i po prostu najnormalniej w świecie przyjemnościową, to wszystko by poszło w cholerę. I nie tylko rodzina jest moją odskocznią, ale też moje twórcze zapędy, które są od dawna, dawna. To przechodziło różne metamorfozy. I zajmowałam się przeróżnymi rzeczami, i z czasem to doszło do takiego etapu, że teraz zajmuję się głównie biżuterią i jakimiś tam dodatkami do domu, ale to jest coś, co mnie relaksuje. Nawet po najbardziej zrypanym dniu w sensie fizycznym, to ja lubię sobie siąść, rozgrzebać te moje żywice, suszone kwiatki i potworzyć najnormalniej w świecie.

A poza tym, że wpadają z tego pieniądze, to jest odciążenie psychiczne od tego, że ja nie muszę szukać zleceń. Tak po prostu, najnormalniej w świecie – trochę tu, trochę tu. Też my mamy wspólny budżet z mężem, który też zarabia pieniądze i to daje taki spokój. Oczywiście, że każdy ma jakieś tam plany mniejsze lub większe, ale taki spokój codzienny, to ja sobie nie wyobrażam, żeby nie zarabiać pieniędzy. Jestem taką osobą, że mnie po prostu szlag trafia – jak była już końcówka ciąży i faktycznie już musiałam odpuścić pewne rzeczy. I wiadomo, że to jest ważne, żeby skupić się, ale ręce mnie aż swędziały, żeby coś porobić, coś potworzyć. Coś takiego może, co jest niezwiązane z jakąś chemią czy czymś. Musiałam sobie coś dłubać, bo nie lubię nic nie robić. Tak po prostu, po ludzku.

Właśnie fajnie, kiedy pasja staje się zawodem, ale też łatwo ją wtedy znienawidzić przez to.

To jest myślę temat rzeka, na dziesięć podcastów przynajmniej, bo to różnie bywa. I praca zabija pasję, ale z drugiej strony ją napędza. I nie wiem, gdzie jest ten złoty środek. Nie potrafię ci powiedzieć. Mam zbyt wiele sama wzlotów i upadków, ale to wszystko na szczęście jakoś się toczy.

Aha, wiem, co jest w sumie takim dobrym motorem. Dobrzy ludzie – póki będę spotykać fajnych, dobrych ludzi na swojej drodze – obojętnie, czy to jest odbiór wisiorka czy to jest klient zdjęciowy – to do tego czasu będę chyba to jeszcze robić. Nie wiem jeszcze na jaką skalę, bo nie wiem czy będę fotografem ślubnym za ileś tam lat, ale póki będę spotykać tych dobrych ludzi, którzy dodają mi wartości do tego, co robię i dodają sensu, to będzie to wszystko się jakoś toczyło.

Właśnie, muszę ciebie zapytać: myślisz, fotografia jest takim zawodem na całe życie czy to jest taka przelotna tylko przygoda dla większości ludzi?

Fotografia czy fotografia ślubna?

Nie wiem. Dajmy na to, że fotografia ślubna, bo to jednak jest ten główny temat.

Nie, dla mnie nie będzie to fotografia na całe życie. Nie mówię, że dla kogoś innego nie będzie. Dla mnie osobiście, prywatnie nie. Jest to dla mnie zbyt stresujące po prostu. Ja się strasznie przejmuję. Ile bym ślubów nie zrobiła – dziesiątki, nie wiem, pewnie już jeszcze więcej. Ale dla mnie to jest osobiście bardzo duże emocjonalnie, stresujące wyzwanie. I to nie jest w dniu ślubu, tylko dzień przed, w drodze do jest najgorszy stres, bo się boję, że coś się wydarzy na drodze. Później się już nie stresuję, ale zawsze dzień przed i w trakcie dojazdu do mojej pary ja jestem po prostu bardzo zestresowana. Boję się, że coś się wydarzy i nie chciałabym najnormalniej w świecie zawieść tych ludzi. I później już, jak tylko biorę aparat, robię pierwsze zdjęcie, to to wszystko odchodzi i lecę z tym wszystkim, i jestem szczęśliwa, i cieszę się z tymi ludźmi. Ale naprawdę, każde zlecenie dzień przed mnie bardzo stresuje. To jest ogromna odpowiedzialność. Niektórzy na szczęście mają takie podejście luźniejsze do tych zdjęć. Niektórzy jednak podchodzą tak, że to jest najważniejsza rzecz w tym dniu i mnie to przytłacza. I nie wiem, ile mi starczy jeszcze energii, żeby być jeszcze w tym środowisku. Na razie na szczęście ludzie mnie napędzają do tego, żeby jeszcze to robić.

Właśnie, ciekawą rzecz powiedziałaś – że to pierwsze zdjęcie na ślubie jest w zasadzie najważniejsze, bo ono otwiera całą historię.

I wiesz, że aparat działa!

Tak, często może być tak, że to zdjęcie będzie do chrzanu kompletnie, bo to na przykład pstrykniesz przez przypadek nawet, ale jakby ten ciężar stresu schodzi z barków. Myślę, że to jest taki dobry moment, żeby właśnie podziękować ci za wizytę w podcaście, bo widzę, że czas już nam minął. Tak że dzięki wielkie! Mam nadzieję, że słuchaczom się podobało.

Również mam taką nadzieję. Chciałam tylko powiedzieć, że naprawdę żadna z podcastowych dróg nie jest jedyna – niech każdy szuka swojej najlepiej.

No właśnie. To jest takie przesłanie, z którym zostawimy słuchaczy. Rzeczywiście, tak jak po ostatnim podcaście z Bartkiem Wyrobkiem, ktoś tam wytknął taką rzecz, że ja mówię tak, a Bartek inaczej i która z tych dróg jest lepsza? No nie ma lepszej. Każdy ma swoją i trzeba testować.

Koniecznie. Nie bójcie się też skręcać, bo to nie jest tak, że idzie się jedną drogą cały czas, tylko można zawsze zawrócić i iść inną.

Dokładnie. Dzięki jeszcze raz serdecznie!

Dziękuję ci bardzo.

Leave A

Comment

8 czerwca 2017
Pierwszy :p
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Zawsze drugi
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Wygrałem życie. Nikt mi już tego nie zabierze. Rodzina gratuluje, wszyscy płączą. Zabieram się za słuchanie ;)
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Haha. W czepku urodzony :)
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Dawid, moim zdaniem to Ty masz po prostu za mało pracy. Weź się, ku@#$, do roboty i zacznij zarabiać a nie na FB ciągle siedzisz :-)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Aaa! Cudownie!
Odpowiedz
8 czerwca 2017
4 ! Do obróbki w sam raz !
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Oj czekalam na to :D <3 Anita <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Mam znowu tyle do nadrobienia.. ale chyba od tego zacznę
Odpowiedz
8 czerwca 2017
no to jedziemy, kawa i podcast
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Ach znów się zasłucham
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Wspaniale <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Znów robota pójdzie na bok;)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Anita Oblicka juhu, niech mi tylko Jadźka zaśnie:)
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Ja czekałam aż Julian zgłodnieje! Stało się! :D
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
!!!!!
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    !!!!!!!!!
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    !!!!!!
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    !!!!!!!!!!!!!!!!!!😁
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    :)))
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Więcej niż tysiąc słów :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Coś czułam ze to będzie Anita
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Jestem na rybach , posłucham
Odpowiedz
8 czerwca 2017
tak!!! ❤️odpalam
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Nocka :-)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Myślicie że na przygotowaniach ze słuchawkami mogę chodzić? :D
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    :D
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    możesz udawać, że dodatkowo filmujesz i pilnujesz dźwięku :P
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Na przygotowania to nie, ale w kościele możesz.
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Piotr Dziwak dzisiaj w Umami ślub plenerowy, to tez? :D
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
o wreszcie! :) c
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Czad:) akurat planuje nieco pobiegać :)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Dzień dobry ! ❤
Odpowiedz
8 czerwca 2017
aaaaaa, super! nareszcie!
Odpowiedz
8 czerwca 2017
<3 to za dzisiejszy podcast +...za tydzień 26 a to oznacza...pół roku! :) i kolejny jubileusz!!!
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Ah!!! ♥
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Idealne na wieczorną obróbkę :-)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Przyznam, że miałem przerwę przez ostatnie kilka odcinków, dziś po tym czasie słucham Jacka- i po pierwszych kilku sekundach stwierdziłem: ALE SIĘ STĘSKNIŁEM!
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Wysłuchane <3 Dzięki Anita za podzielenie się swoim doświadczeniem dotyczącym rodziny, dzieciaków. Mega inspirujące. Dziewczyny mają tutaj troszkę gorzej i to wspaniałe słuchać, że można pogodzić pracę z dziećmi. I, że przede wszystkim nie jest niczym złym chcieć to godzić. Słuchając Ciebie w głowie ciągle miałam słowa "no, przecież, że tak jest", "dokładnie tak", także przybiłam Ci kilka piąteczek w myślach <3 Dziękuję <3
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Piona! :) Dzięki Ewelina :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
ooo:) doskonale <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Pozdrowienia od FotoGrazyny. Anita swietnie sie sluchalo
Odpowiedz
8 czerwca 2017
ja czułem natomiast, że ktoś na A :D idę zagrać w lotto
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Strasznie się cieszę, że Anitka trafiła przed niezłoaparatowy mikrofon. Mam jednak pytanie do Jacka - czy tradycyjny podział obowiązków sprawia, że Twoje dzieci mniej Cię potrzebują, mniej kochają - niż Kasię? Bo nie rozumiem tego ciągłego wracania do tego, jak matkom trudno pracować, "zostawiać" dzieci. Zwłaszcza, że mówimy o zawodzie w prawdzie ingerującym mocno w weekendy, ale jednak pozwalającym na dużą elastyczność.
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Anita, a propo ciazy, to ja pamietam jak bylam w ciazy I nie chcialam juz wywolywac zdjec w chemii bo nie wiedzialam czy to moze zaszkodzic czy nie mojemu dziecku I poprosilam kolege o pomoc I caly czas stalam mu pod lazienka i pytalam jak wyszly zdjecia bo nie moglam zdzierzyc ze Sama nie moge tego zrobic hahahaOMG jak to bylo dawno temu
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    O nie! Właśnie mi to uświadomiłaś, że będę musiała z tego zrezygnowac kiedyś na dłuższą chwilę! A tuz po, tez nie wchodziłas do ciemni?!
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Juana Gałuszka nie nie wchodzilam bo czasu nie mialam!!😝
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Odkąd mam dzieci brakuje mi tego zapachu, dotyku papieru i czerwonego światełka. ...
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
już siadam do słuchania :) jea :)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Błagam wprowadźmy trend do 22:00 ! spróbujmy ludzi przekonywać i zmieniac to podejście.
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Mam coraz więcej przyjęć bez oczepin - wtedy trzymanie fotografa na siłę do 00 czy 1 jest bez sensu.
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    jestem za! po 1.00 jestem już po prostu skatowana fizycznie :(
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    U mnie właśnie koło 22:00 przychodzi największy kryzys energetyczny, więc byłoby idealnie!
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    to samo! 22:00 jestem trup :<
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Trzeba to próbować forsować. Klient i tak dostanie praktycznie to samo a dla nas to będzie wybawienie
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Myślę, że nie tylko fotografowie mają zjazd o 22, zauważyłam że często dotyka to i gości i młodych, choć oczywiście udaje im się zazwyczaj to jakoś przeczekać i śmigają dalej :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
kurcze te czekanie do oczepin to faktycznie tak wygląda,ja w prawdzie dopiero zaczynam ale te 2-3 h czekania po całym dniu dają w kość no nie ma co:( Dziękuje za super podcast-bardzo przyjemnie się słuchało:)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
też chcę takiego Pana Henryka i kalendarz Playboya na ścianie :))))))
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Anitko, po raz kolejny powtórzę - mam nadzieję, że kiedyś uda nam się poznać osobiście :) uśmiechałam się kilkukrotnie słuchając tego podcastu na myśl o kalkach sytuacji życiowych... zarabianie na sprzęt w Anglii, testy z newface'ami, nie uczestniczenie w żadnych warsztatach fotografii- chociaż ja mam za sobą jedne u Magdy Lipiejko, którą na pewno kojarzysz z modowego światka internetowego [R.I.P] ale w warsztatach fotografii ślubnej też nigdy nie brałam udziału...jak mówisz o stresie, który towarzyszy Tobie przed każdym ślubem, albo o dołkach, ktore przeżywa wiekszosc twórców to mam wrażenie, że "stałyśmy w kolejce po podobną wrażliwość" Hahah ;) za to ja na pewno nie dostałam tej samej zdolności ubierania swoich myśli w słowa - super się Ciebie słucha. Uwielbiam prawdziwych ludzi, a Ty właśnie taka jesteś <3 usciski!
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Bardzo mi miło, dziękuję Marto i powyższa wypowiedź jak dla mnie super sobie radzi z ubieraniem myśli w słowa :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Magiczna moc Anitowego głosu ukoi każdy stres przed ślubem <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
No, doczekałam się! <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
wieczorkiem zasiadam :)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Przyjemnie się słucha, kiedyś pytałeś o to co robimy podczas słuchania.. ja robię remont
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Tak bardzo czekałam aż się doczekałam! Córka ma drzemkę, ja ogarniam umowy dla Klientów to i Anitkę sobie odpalę
Odpowiedz
8 czerwca 2017
nie ma ludzi niefotogenicznych są tylko źle sfotografowani ;) - tak wolę mówić :) <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
podnoszę rękę za Natalie:P
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Pozdrawiam ją w takim razie i od razu zapytam czy często zdarza jej się pracować na nocnej fotograficznej zmianie? :)
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Kasia Siwko haha nie, wszystko pasuje poza tym, że ona nie musi obrabiać bo ja jestem od tego:D
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Wlaczam tryb zombie i jade po nocach Anite poslucham sobie po 20stej nad obrobka popoludniowa drzemka wystarczy na odpisanie maili i przelecenie fb reszta wieczorami.
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Hihi udało się po 20 włączyć chociaż play???:) 🙃🙃🙃🙈
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Świetny podcast no i łezka w oku się zakręciła, dobrze słyszałem? promodels? :D
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Dokładnie ;) Dzięki!
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Anita Oblicka jesteś najlepsza ! i uściski dla najlepszego taty Gniewko Oblicki ! Bardzo wartościowy podcast !
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    🙏:)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Bez dyskryminacji nie tylko mamy tak mają :) Sam siadam dopiero po 21/22 bo szkoda mi tracić dnia z dzieckiem na siedzenie przy kompie :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    a co z tymi wszystkimi tatuskami którzy siedza z dzieckiem? ;)
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Szymon, Adam, +1
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    To kiedy spędzacie czas z żonami/partnerkami?
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    W tym samym czasie co z dzieckiem :) no i nie trzeba obrabiać codziennie. U mnie młody idzie spać koło 20 więc z żoną jeszcze siedzę do 22 i później do pracy.
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Panowie kompletnie o Was nie pomyślałam hahahha :) sorry. To chyba dlatego, ze nasze panienki są do mnie przyklejone na super glue zwłaszcza wieczorami. Jacek jak musi coś zrobić to go nie ganiają a ja jak mam coś zrobić to zaraz i tak do mnie przylecą - bezlitosne 💕💕💕💕💕
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Szymon Olma idę na kurs usypiania ok 20 . Dziś mi padły dopiero przed 22. Masakra :0
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Kasia idziemy razem...od pół roku regularnie mecze dziecie kladac je o 20 i regularnie zasypia po 22 :D
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Haha zapraszam :) mój raz na 2-3 tyg padnie później niż 20.30 ale też staram się go w dzien nieco zmeczyc :) od 14 do 19 cały czas siedzimy w ogrodzie/lesie/jeździmy na rowerze więc później pada przy kolacji :)
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Agata Łudzik znam to hahahaha jak uda nam się o 20 to jestem w takim szoku, ze nie wiem co ze sobą zrobić hhahahaha
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
usiłuję sobie przypomnieć ile lat temu poznałem Anitę i wychodzi mi że coś koło 2006, zgadza się Anita? :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Haha milion lat temu, ale spotkanie pamiętam i miło wspominam :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Ooo! Już jest plan na wieczór! :)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
No. Posłuchane! Jacek, zbijam piątkę -fotografuję od 14 roku życia, czyli ponad połowę mojego jestestwa :D Anita, totalnie kojący głos <3 Super się słuchało, cudna prawdziwość bije z tego podcastu, jeszcze bardziej uwielbiam Cię jako twórcę i osobę, i jeszcze bardziej marzę o tym, aby poznać Cię kiedyś osobiście. :) Podziwiam za ogarnianie dwójki maluchów, zdjęć i rękodzieła. Ja z jednym czterolatkiem czasem nie ogarniam, a co dopiero, gdy takich szkrabów jest więcej. :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Mam nadzieję, że ku temu będzie okazja, jestem zwolenniczką teorii, że los pomaga jak ma się coś wydarzyć ;)
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    o! tak, dokładnie tak. kilka razy już tego doświadczyłam, że jak się bardzo czegoś chce to się to dzieje. czasem po latach od pierwszego pomyślenia o tym, ale się w końcu dzieje. :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Staram się bardzo nie siadać przed komputerem, kiedy Młody jest w domu, ale nie zawsze jest to możliwe. Kiedy mamy sezon grypowo-katarowo-wirusowy i M. jest w domu nie ma opcji, abym zostawiała wszystko na wieczór. Moja wieczorna zmiana zaczyna się dopiero ok 22, czasem 23. W "normalnych" warunkach pracuję między 14, a 18, kiedy M. jest w przedszkolu (ale tutaj też czasem wchodzą domowe sprawy), no i woeczorem od 22-23 do 1-3 w nocy. Teraz idą wakacje, przerwa w przedszkolu, co to będzie ;) :) Jednak wszystko da się ogarnąć przy odpowiednim nastawieniu. :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Moje nie są przedszkolne wiec mały chaos jest co tu ukrywać :) Ale nocna zmiana zaczyna mi się tez najczęściej po 22.30 zanim je spacyfikujemy i się ogarniemy - o ile nie usnę z nimi co dzieje się ostatnio coraz częściej 😔😔😔starość nie radość 🤗🤗🤗
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Kasia Siwko aaaa znam to! też mi się zdarza zasnąć z M. i jak już się obudzę to i tak nic z tego, nawet kawa mnie nie postawi już na nogi ;p #teamstarość
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Klodia Wolińska kawa mam wrażenie ostatnio jest przereklamowana hahaha ciepłą udaje mi się wypić na wynos tylko w aucie jak gdzieś jadę 🙈🙈🙈
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Czekałam na ten podcast:)Super:)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    💕🙃udało się przesłuchać ???
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Udało się:)Super rozmowa:)
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Anita Py też tak uważam :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
nocna zmiana (y) jedyna nieprzerwana "chwila" pracy od 22 do 4 rano :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    To chociaż nieprzerwana 😻u mnie najczęściej przerwana nawet wtedy hehe szalone te nasze córy są :)
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Moje juz 6 lat wiec sie ciesze, bo jeszcze rok temu nie bylo tak rózowo :D
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Ja tak tylko na szybko, bo cały dzień na zdjęciach dziś, a teraz przejmuję dzieciaki, ale bardzo Wam dziękuję za ciepłe przyjęcie. Wieczorem będę pisać więcej :)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Bardzo fajny podcast, chyba jedyny o którym pomyślałam "rzucam wszystko, idę słuchać" (u mnie z podzielnością uwagi kiepsko, a dom posprzątany) :P Jestem pod wrażeniem (po raz kolejny) wrażliwości Anity, jej podejścia do ludzi, tego, że sprawia wrażenie osoby przy której można czuć się dobrze i totalnie komfortowo (a to doceniam podwójnie).
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Tak, tak zgadzam się w 100% Ja już nawet nie próbuję siadać, jak dzieci są w domu i są w trybie on! Kiedyś próbowałam, walczyłam, prosiłam, wysyłałam tatusia na spacery... szkoda nerwów i dzieci i moich. Teraz już wiem, że dzień, kiedy dzieci nie są w przedszkolu lub jest to dzień wolny, jak np. niedziela, to nie popracuję. Nie ma szans. pogodziłam się z tym i ... jest mi z tym dobrze. Trochę już wyluzowałam. Ale ja zamiast siedzenia w nocy, mam inny sposób - wstaję o 5 i w ciszy delektuję się pracą :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Podziwiam i przyznam, ze próbowałam kilka razy bo na przykład obudziłam się przed wszystkimi. To cudowne chwile ale niezbyt w tym porannym budzeniu się jestem dobra :(:(:(
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Kasia, dla mnie bezcenna jest ta poranna cisza - robię sobie kawkę, włączam kompa i czuję, że mogę wszystko!!! buziaki :*
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Anita, strasznie miło było Cię poznać! :D
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Na warsztatach u Anity ryczałam ze szczęścia. Tym razem obyło się bez łez (chociaż miałam ciary przy fragmencie o ślubie Marii i Henryka), ale przypomniałam sobie to uczucie, kiedy ktoś mówi o ślubach i ludziach tak, jakby wyciągał mi z gardła słowa, których sama nie umiałam poskładać w zdania. Autentyczna, piękna i dobra - zarówno Anitka jak i fotografia ❤
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Kochana, pamiętam te łzy i ściskam Cię mocno dziękując za każde wzruszenie :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Miałam nadrabiać wszystko w sobotę, ale nie wytrzymałam... i tak nie wytrzymałam, że podcast przesłuchałam 2x podczas obróbki sesji i zapomniałam o wyjściu na trening :) Anita jest dla mnie jedną z kilku osób działających w fotografii ślubnej, która pchnęła mnie w to wszystko. Właśnie takim dzwonkiem w głowę był wywiad na StyleDigger (http://styledigger.com/2016/09/fotografia-slubna-jak-zaczac-wywiad.html), o którym jak wspominam to aż mam ciarki. To dzięki niej zrozumiałam, że chyba "to jest to" w momencie kiedy czytałam słowa w wywiadzie, toczące się gdzieś w mojej głowie. Co do podcastu... no to powtórka z rozrywki, jak z wywiadem... zresztą podwójne odsłuchanie myślę, że mówi już wiele. Tak jak szczerość i uczucia płyną z Anity prac, tak podcast był tego zwieńczeniem. Nie będę znowu filozofować przytaczając cytaty z nagrania, bo by mi miejsca zabrakło :). Ja po prostu podziękuję za to, że gdzieś się pojawiłaś na mojej drodze fotograficznej i uświadomiłaś co tak naprawdę do niej czuję, i co w niej widzę :). A Tobie Jacku oczywiście za możliwość usłyszenia Anity. Jak zawsze genialna robota!
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Czuję się ogromnie wyróżniona Twoimi słowami i to naprawdę ogromna radość być dla kogoś choć w niewielkim stopniu takim drogowskazem, dziękuję!
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie! Super sprawa trzeba o tym mowić i dzielić się tym co dobre! :)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Ajjj cudna rozmowa, tylko dlaczego taka krótka? ;) Wrażliwość Anity jest mi ogromnie bliska i cieszę się, że mam okazję doświadczać jej osobiście. Ogromnie podziwiam również organizację pracy i łączenie tych wszystkich światów. Przy okazji przesyłam pozdrowienia dla G., bo sama wiem jak ważne jest wsparcie drugiej połowy :)
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Ja ilekroć widzę Twoje zdjęcia to myślę, że nas z tych samych obłoków na ziemię zrzucili ;) Ściskam i nie mogę się doczekać września!
    Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Zdecydowanie się zgadzam :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Anitko, cudownie było Cię poznać, mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do spotkania! Chłopaki zajmą się sobą, a my będziemy piły kawę (tak wiem, marzenia., ale może już niedługo... ;) !). Jesteś mega silną i inspirującą kobietą. Twoja osoba i zdjęcia są niezwykle :) <3
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Dziękuję Justynko, a ten czas na spokojne picie trunków na pewno nadejdzie :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
Jeszcze nie przesłuchałem tego odcinka ale wysłuchałem już chyba wszystkie dotychczasowe - wspaniała robota !!! Olbrzymia dawka wiedzy inspiracji i motywacji do pracy! Dziękuje
Odpowiedz
8 czerwca 2017
To teraz czas zacząć tę naszą nocną zmianę przy komputerze, z obróbką w tle i w moim przypadku chrapaniem dwóch małych skrzatów. Wreszcie była szansa, aby dokończyć podcast rozpoczęty rano przy śniadaniu. Powiem szczerze, że została zahipnotyzowana głosem Anity :) Tak miłego i ciepłego głosu opowiadającego o wszelkich kulisach swojej pracy mogę słuchać i słuchać. Super!
Odpowiedz
    8 czerwca 2017
    Marta to samo o głosie Anity mówiłam dziś Jackowi :) Witam na nocnej zmianie a ja na dodatek na mobilnej bo my w trasie jak to my hehehe. A w tle tez chrapanie cichutkie 💕
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Bardzo dziękuję :)
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
kolejny genialny odcinek zrealizowany ze wspaniałem fotografem i świetnym człowiekiem ! Potwierdza się pewna zależność - wszyscy goście których zapraszasz są genialnymi fotografami ale też mają bardzo ciekawe osobowości - i moim zdaniem to nie jest przypadek ;-) pozdrawiam
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    🙋🏻🙋🏻
    Odpowiedz
9 czerwca 2017
My z Żoną zawsze jak próbujemy wziąć się za pracę odliczamy minute, i mała już pod krzeslem siedzi i bada wszystkie przyciski, które zwrócą na nią nasza uwagę :P
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Te malce mają mega moc wyczuwania kiedy nie zwraca się na nie uwagi 🙈🙈🙈
    Odpowiedz
9 czerwca 2017
Ja nie mam nocnej zmiany - a jak siadam w dzień do kompa to to zawsze Pierwsza, Druga, Trzecia albo Czwarta coś chce - i klapa !!! - dlatego często uciekam gdzieś na miasto (do zaprzyjaźnione kawiarni) - i w 3-4 godziny jestem w stanie zrobić więcej niż przez cały dzień w Pełnej Chacie - Kasia Siwko - a nasza "L-ka" wróciła do poziomu noworodka - czyli ostatnio tylko Mleko Mamy - bunt na inne jedzenie!!!
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    To jest dobry pomysł , żeby zmienić lokalizacje. Z obróbka nie zawsze się da ale to zależy na jakim komputerze kto co robi. Pewnie jakbym mieszkała w mieście to tez bym zwiewałem porobić coś do kawiarni :) Anię pozdrawiam... i życzę cierpliwości 🤗😻🙈🙉
    Odpowiedz
powiem szczerze, że ja też miałam czas kiedy siadałam wieczorami do obróbki - musiałam. Ale teraz czuję, że nie daję rady. Młodszy budzi mnie o 6 rano, czasem przed 6. Obaj mają zapalenie oskrzeli, budzi się w nocy kilka razy i wieczorami nie chce mi się już nic. Czuję się bardzo niehigienicznie z takim trybem życia kiedy wstaję o 6 i idę spać o 24 a w nocy mam jeszcze kilka pobudek.
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Zuziu rozumiem Cię doskonale. Mam nadzieję, że choroba szybko im minie. Wieczorami ja mam też czasami serdecznie dość i wiem jak źle wpływa to na nasze samopoczucie. Pocieszam się zawsze, że za niedługo to się poukłada hehe :) Ale w takim razie teraz nie obrabiasz w nocy to kiedy znajdujesz czas na popracowanie? Udaje Ci się w dzień ??? 😻
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    U mnie obecnie podobnie, pobudki 6 lub wcześniej, później dwoje podopiecznych przez większość dnia, wieczorami brak sił, ale co zrobić? Wczoraj np. zasnęłam z synem i ledwo doczołgałam się do swojego łóżka, ale jutro trzeba już pracować.
    Odpowiedz
    Kasia Siwko na szczęście mam niewiele zleceń i mogę sobie pozwolić na popracowanie np co 2 dzień albo popołudniu mąż bierze dzieci na spacer to mam godzine-dwie. ja świadomie zrezygnowałam z dużej liczby zleceń bo po pierwszym dziecku juz wiedziałam że fizycznie i psychicznie nie podolam większej liczbie. no ale nie każdy ma możliwość taka. podziwiam wszystkich którzy dają radę. naprawdę.ja się czuje po prostu słabym człowiekiem, serio. może taki etap w życiu.
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Pocieszę Was, że jest nas wiecej. U mnie chłopaki są zdrowi, ale za to Benio trzylatek codziennie przychodzi do nas. Ja go odprowadzam, on wraca i tak ciągle. A rano jest bezlitosny i wstaje po 6, budzi brata i zaczyna się wariactwo domowe. Pomiędzy wszystkim obróbka. Jak słucham, że niektórzy mają dwa dni po ślubie gotowy materiał, pytam sie jak, no jak...
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Zuzanna Marczyńska-Maliszewska Myślę, że to etap nie dołuj się :) Poza tym wiesz co - dzieci i tak są najważniejsze - rodzina jest najwazniejsza. Więc jeśli tylko masz taką możliwość, że możesz tych zleceń mieć mniej i mniej stresujące to nie stresuj się - to po prostu korzystaj z tego i rób tyle na ile czujesz, że możesz - to i tak dużo :) PS. Jak mąż bierze dzieci na spacer to jest super, nie?! :) hihihhi te nasze kochane potworki XXD
    Odpowiedz
    ooo taaak 😂
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Marta Strzelczyk każdy ma po prostu inną sytuację i inną organizację pracy :) Życia hahahaha :) Ja się śmieję, że niezbyt mamy tę organizację ale chyba w sumie i tak jakoś wszystko się kręci :) A co do dwóch dni po ślubie...no my to musimy dwa dni odpocząć - w sensie, że mam coś takiego że jak robię zdjęcia czy Jacek - zwłaszcza po weselu to kilka dni musimy od tych wszystkich twarzy odpocząć, żeby spojrzeć na nich na świeżo :)
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Skąd ja to wszystko znam... u mnie młody nie śpi prawie od urodzenia... jedyny czas kiedy mogę usiąść do zdjęć to od 21-23... potem to już rzeczywiście lepiej jak położę się przy nim bo inaczej biegając od kompa do łóżeczka to i tak nic nie zrobię a tylko się denerwuję... jest ciężko, zwłaszcza, że mój mąż żołnierz drugi miesiąc jest na poligonie i muszę ogarnąć wszystko sama...ale pocieszam się- jeszcze jakieś 10 lat i będzie z górki... wtedy to ja będę sobie wybierała czas na zdjęcia i ich obróbkę ;) teraz jednak musiałam zwolnić i zrezygnować z części zleceń :(
    Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    Elwira Zadroga Z tym poligonem to Ci współczuję, mam taką znajomą z którą niedawno miałam sesję też ma dwójkę dzieci i to samo co Ty - drugi miesiąc męża na poligonie - masakra ! Ale czekaj...to nie Ty właśnie na poligonie robiłaś zdjęcia? A jak mi się już coś pomieszało to przepraszam hihihihi :)
    Odpowiedz
    27 lipca 2017
    Kasia Siwko mówisz o Matce? 😀 No ona też jest Twardzielka 😉
    Odpowiedz
    27 lipca 2017
    Katarzyna Skotnicka tak Kasiu ;) ale świat mały ;)
    Odpowiedz
9 czerwca 2017
ja też Kasia :) ale póki co jeszcze do września walczę na swoim prywatnym, domowym poligonie ;)
Odpowiedz
    9 czerwca 2017
    hahahha no właśnie :) z dziećmi praca to prawdziwe zadanie bojowe :) Ale da się, inaczej niż norma przewiduje ale jakoś tam się da :) tylko do przodu.
    Odpowiedz
9 czerwca 2017
Oj i ja matka karmiąca pracująca ;) ale damy radę jak nie my to kto
Odpowiedz
    16 czerwca 2017
    Dokładnie Monika Lubowicka <3
    Odpowiedz
29 czerwca 2017
<3 <3
Odpowiedz
5 lipca 2017
3 latka i roczek, tyle mają Twoje dzieci, Anita Oblicka prawda? To jest challenge zawsze. Ale z drugiej strony chyba nie ma lepszego zawodu, do tego, by mieć dzieci. Pamiętam, że po naszym bodaj drugim czy trzecim sezonie stwierdziliśmy, że chcemy mieć drugie dziecko. Ciąża z mdłościami, ale bez innych komplikacji, pracowałam w sumie do końca 8 m, wróciłam do pracy po 1,5m z laktatorem i poza sobotą całymi dniami byłam dla moich maluchów. Oczywiście bezcenna jest pomoc mojego męża, który poświęca im cały swój czas, gdy ja mam prace domowe. Zwłaszcza teraz, kiedy moi chłopcy mają 5 i 10 lat, tata jest superważmy i jest trochę supermanem - pływa z nimi, gra w piłkę, jeździ na rowerze, a ja... kawka... audiobooki (i podcasty <3) i jazda z obróbką :D. Uściski, Anita Oblicka, nie znamy się, ale znakomicie się Ciebie słuchało!
Odpowiedz
    5 lipca 2017
    Dziękuję bardzo, a Twoja opowieść o czasie na audiobooki brzmi jak marzenie i nie mogę się go doczekać ;)
    Odpowiedz
    5 lipca 2017
    może np. Twoi chodzą wcześnie spać, albo np. późno wstają? ja zaczynałam od tego, że wstawałam o 4-5 rano, żeby móc odpalić fabułę, bo nie mogłam się doczekać na ciąg dalszy. i siadałam do pracy. {tak, jestem z tych, którzy mają odwrotnie, nie umiem siedzieć długo w nocy, wolę wstać wcześnie) ;).
    Odpowiedz
    5 lipca 2017
    Moi wstają między 5 a 6, a zasypiają po 9, gdzie ja muszę jeszcze siąść do roboty ;)
    Odpowiedz
    5 lipca 2017
    5-6?? Nie mają litości... aaa, ps. od audiobooków już zdążył się też uzależnić mój starszy syn (wyd. Jung-off-ska - skandynawska lit. dziecięca na czele z Astrid Lindgren <3)
    Odpowiedz
    5 lipca 2017
    Kupiłam kilka dla moich maluchów, ale póki co po minucie bajki zgłuszone są odgłosami traktora ;)
    Odpowiedz
    5 lipca 2017
    nooo cóż. to jeszcze chwila :D . Z jakieś 3 lata zaczną słuchać :D.
    Odpowiedz
13 lipca 2017
oj tam Karkonosze nie są takie na końcu świata :D
Odpowiedz
    24 lipca 2017
    Sylwia Olszewska dokładnie, na końcu są Mazury :D
    Odpowiedz
    24 lipca 2017
    haha :D
    Odpowiedz
25 lipca 2017
Kurczę, odkopałam materiał ze ślubu p. Marii i Henryka i spłakałam się jak osioł. Dziękuję za niego. Jest piękny. Anitko dziękuję za poukładanie kilku tematów w głowie! <3
Odpowiedz
    26 lipca 2017
    Cała przyjemność po mojej stronie :)
    Odpowiedz
27 lipca 2017
Robię wszystko by nie siadać do pracy przy dziecku. Robiłam tak już i kończyło się to frustracja. Chyba, ze jakąś chorobą, to wtedy próbuje organizować czas tak, aby miała aktywna zabawę obok. Zleceń biorę mniej na tyle ile mogę. Moje dziecko nigdy więcej nie będzie miało 3 czy 4 lat. Nigdy ❤ choć wiadomo, że czasem są wyrzuty, ze można by więcej. Ale wtedy na nowo zastanawiam się co jest ważne tak naprawdę. A podcasty na nocnej zmianie pomagają
Odpowiedz