BUM. Minął kolejny tydzień i znów spotykamy się przy okazji kolejnego odcinka podcastu dla fotografów – Niezłe Aparaty. Wyjątkowo gości będzie w podcaście dwójka, Magda i Michał wydają się nierozłączni. Jest to dopiero drugi taki przypadek w Niezłych po podcaście z Bajkowymi Ślubami.

Przypominam, że podcast jest dostępny w iTunes.

Magda i Michał Kryjak w sieci:
fb: facebook.com/slubne.kryjak/
www: atelier.kryjak.pl/
insta: instagram.com/atelier.kryjak/

Sezon ślubny 2017 rozkręcił się już na dobre, więc mam nadzieję, że podcast jest dla was stałym towarzystwem przy obróbce. Czekam zatem na zdjęcia oznaczone hasztagiem #niezleaparaty na Instagramie. Chętnie zobaczę jakie dzieła obrabiane były w towarzystwie tej audycji.

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:
instagram: instagram.com/jaceksiwko/
fb: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis rozmowy:

#24 ATELIER KRYJAK – MAGDA & MICHAŁ

Wstęp:

Cześć, z tej strony Jacek Siwko, a to jest podcast Niezłe Aparaty! To już dwudziesty czwarty odcinek naszych spotkań. Mam nadzieję, że nikt nie ma jakiś zaległości, bo wysłuchanie dwudziestu trzech odcinków pod rząd to jest – wow – nie lada wyzwanie.

Jakiś czas temu dostałem taki mail z informacją od jednej dziewczyny – przepraszam, nie pamiętam w tej chwili imienia, wypadło mi to jakoś z głowy – która napisała mi, że wzięła specjalnie wolne, żeby wysłuchać zaległych odcinków Niezłych Aparatów. Więc w ogóle chapeau bas, szacuneczek. Fajnie, że podcasty aż tak motywują. Nie wiem, czy to już mówiłem, ale jeśli mówiłem, to się widocznie powtarzam – starzeję się.

Słuchajcie, na początek jeszcze taka informacja techniczna, ponieważ na grupie Niezłe Aparaty Podcast na Facebooku, na której jest już prawie 3000 członków, pojawiło się takie pytanie odnośnie słuchania podcastów w trybie offline. Otóż jest taka możliwość, jeżeli macie iTunes. Tam jest taka aplikacja Podcasty na iPhone’a i jeżeli wpiszecie Niezłe Aparaty, to się Wam ten podcast odnajdzie. Widziałem, że coraz więcej osób przez tę aplikację słucha. Możecie sobie zasubskrybować ten podcast. Ewentualnie nawet wystawić opinię – będę Wam wdzięczny.

Więc to by było tyle z takich ogłoszeń technicznych – powiedziałbym parafialnych, ale technicznych – i też przy okazji dziękuję za wszystkie fajne komentarze pod podcastem z DJ-em Jegomościem, który gościł w Niezłych Aparatach tydzień temu. Myślę, że to była taka fajna, potrzebna odskocznia trochę od tematów fotograficznych.

A dziś znów „nudy”, czyli fotografia ślubna. Porozmawiam sobie z Magdą i Michałem znanymi jako Atelier Kryjak. Myślę, że tutaj nie trzeba jakiegoś specjalnego wstępu czynić, gdyż są to fotografowie szeroko znani i myślę, że z ich portfolio większość z Was miała kiedykolwiek do czynienia. Myślę, że tutaj takim wprowadzeniem będzie to takie moje tradycyjne pierwsze pytanie podczas rozmowy z Magdą i Michałem.

Tylko jeszcze dodam, że Magda i Michał mają takie korzenie, jeżeli chodzi o wykształcenie, jak Aga Tomaszek, czyli też są architektami, więc myślę, że ten temat architektów w fotografii czy w fotografii ślubnej, branży ślubnej gdzieś tam się fajnie rozwinie. Jeżeli nie słuchaliście podcastu z Agą Tomaszek to Wam serdecznie polecam. A dziś już nie zatrzymuję Waszej uwagi i zapraszam do wysłuchania rozmowy z Magdą i z Michałem.

Rozmowa:

Jacek: Magda i Michał. Miło mi was tutaj gościć w Niezłych Aparatach.

Magda: Miło nam również, dzięki za zaproszenie.

Michał: Tak, dzięki za zaproszenie.

Po dzisiejszych przygodach, może takie lekkie wprowadzenie, tutaj z waszym zepsutym laptopem, z moim mikrofonem, który nie chce jakoś tam łączyć.

Magda: Ale udało się.

Udało nam się, jesteśmy tutaj oficjalnie. I co – może tak tradycyjnie zaczniemy od takiej krótkiej historii, jak to się w ogóle zaczęło, że zajęliście się fotografią? Kto pierwszy, że tak powiem chwycił za aparat?

Magda: Hmm… Michał – mamy mówić anegdotę?

Michał: Możesz. Czemu nie?

Magda: Ja się śmieję, że Michał się ze mną umówił dlatego, że miałam lustrzankę.

Michał: Ale też sobie kupiłem później.

Magda: Dokładnie, zapatrzył się, wiesz, i za chwilę kupił swoją. Gdzieś tam to był etap, kiedy studiowaliśmy jeszcze i to też były trochę inne czasy niż w tej chwili, bo, po pierwsze telefony komórkowe nie robiły takich dobrych zdjęć.

Michał: No i aparaty cyfrowe wtedy też nie robiły w ogóle takich dobrych zdjęć. To były początki w sumie.

Magda: No tak. Lustrzanki analogowe jeszcze wtedy funkcjonowały, jako te porządne aparaty. No i tak jak zaczęliśmy trochę robić zdjęcia na studiach, bardziej dla przyjemności, to gdzieś naturalnie się to rozwinęło w robienie zdjęć dla innych, dlatego, że znajomi zaczęli nas prosić o zdjęcia ślubne. Na początku to był jeden ślub w roku, potem dwa, potem pięć, potem to byli znajomi znajomych, którzy przychodzili pytać o zdjęcia i nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy dzwonią ludzie, których już kompletnie nie kojarzymy z grona nawet jakiegoś dalszego i przerodziło się to w bardziej zawodową fotografię. Chociaż jeszcze był moment, kiedy wydawało nam się, że absolutnie na pewno nie zajmiemy się tym tak do końca profesjonalnie na cały etat. Prawda, Michał?

Michał: No tak. To znaczy nie planowaliśmy tego w ogóle. To przyszło jakoś tak swobodnie. I tak samo rozwijając się, też nie było tak, że nakupiliśmy sobie nie wiadomo ile mega sprzętu i stwierdziliśmy „a, będziemy fotografami ślubnymi”. Nie, po prostu kupiliśmy sobie pierwszy aparat, zaczęliśmy trochę robić zdjęć. Potem stwierdziliśmy, że ten sprzęt zaczyna nas już troszeczkę ograniczać, dokupiliśmy jakiś jeden obiekty, potem znowu coś, potem jakąś lampę błyskową i tak sobie to swobodnie krążyło i trwało. I trwa do dzisiaj. Pamiętam jeszcze anegdotę – pamiętam, jak byłem na pierwszych warsztatach, ktoś mi polecał taką torbę, dużą torbę, wielkościowo taka, że się wchodzi…

Magda: Plecak na sprzęt.

Michał: Plecak po prostu na sprzęt – tak. Ja wtedy miałem chyba jeden aparat, jeden obiektyw i mnóstwo kabli, różnych ładowarek trzymałem. Po prostu pusto w tym plecaku. Teraz jest tak, że już się nie mieści. Nawet nie zauważyłem, jak to po prostu człowiek obrasta w te wszystkie rzeczy.

A to nawet w życiu tak chyba też jest, że się zaczyna od pustego mieszkania, potem jakieś kartony i pełno stuffu się gromadzi. Tak jak powiedziałeś Michał – czy to Magda powiedziała na początku – że zaczynaliście od jednego aparatu, jednego obiektywu, czyli nie byliście takimi zwolennikami zapożyczania się, żeby tylko mieć wszystko w tym samym momencie. Czyli to jest taka filozofia, która gdzieś mi również przyświeca, czyli „najpierw zarób, a później kup ten sprzęt”, bo nie wiadomo w sumie, czy się tobie uda na początku. Gdy zaczynasz fotografować, to nie wiesz, czy to jest właśnie ta kariera, która gdzieś tam będzie się rozwijać, czy to taka zwykła przygoda.

Magda: Chyba tak, po części też jest tak, że fajnie jest wykorzystać to, co się ma. Nie trzeba mieć wszystkiego. Pewnie, że dokupujemy jakieś szkła, wymieniamy body, ale jak rosną potrzeby, to i przybywa sprzętu.

Michał: Tak, ja myślę też, że dobrze jest jakby rozwijać się i ten rozwój niech sobie idzie w miarę poznawania też danego sprzętu. Wiadomo, można by nakupić różnych elementów, obiektywów, aparatów, lamp błyskowych, ale nie umieć ich wykorzystać tak na dobrą sprawę. W naszym przypadku to było tak, że kupiliśmy aparat – to był Canon 300D wtedy z tym kitowym obiektywem, bardzo ciemnym zresztą. I myśleliśmy „kurczę, trochę nieostry ten obiektyw, może by coś warto było dokupić”. I kupiliśmy tę pierwszą L-kę naszą 17-40 mm. Nam się wydawało wtedy, że wydanie takiej fortuny na to, to jest w ogóle szaleństwo. Potem każde następne zakupy były spowodowane tym, że doszliśmy do momentu, kiedy zaczęliśmy odczuwać, że nas to zaczyna ograniczać – że potrzebujemy coś szybszego, nie wiem, lepszego i tak za każdym razem. Tu jedną rzecz, tu drugą, tu trzecią.

Magda: Znaczy, umówmy się, że to Michał zawsze decydował o zakupach i o tym, że mamy jakieś potrzeby. Ja jestem tą osobą, która bierze, co jest.

Michał: I mi zabiera.

Magda: No czasem podbiera. Nie marudzę przecież, prawie.

Ale to co, to tak bardziej Magda ty byś mogła na przykład cały reportaż jednym obiektywem zrobić?

Michał: Zdarzało się tak, że robiłaś jednym obiektywem.

Magda: No bez przesady.

Michał: Trzydziestką piątką, pamiętasz, jak coś tam szwankowało w pięćdziesiątce…

Magda: To już było jakiś czas temu. Nam się wydaje, że to może było niedawno, że to są świeże wspomnienia, ale to już dobrych kilka lat. Ale rzeczywiście jest tak, że ja bym chyba tak mogła na jednym obiektywie pojechać całość.

A to super. To w takim razie witam cię w klubie. Ja też bardzo lubię jednym obiektywem cały czas działać, chociaż mam tych obiektywów – mam wrażenie – nawet za dużo. Mieliście kiedyś może taki moment, w którym stwierdziliście „kurczę, ile tego sprzętu jest w ogóle – trzeba by się tego pozbyć”?

Magda: Tak, wyczyściliśmy szafy w zeszłym roku ze sprzętu analogowego, którego też mieliśmy troszkę i ze starych rzeczy, których już żeśmy nie używali. To znaczy tam były już takie eksponaty bardziej. Co to było – 300D, nie? Pierwsza lustrzanka cyfrowa.

Michał: Tak, tak.

Magda: I rzeczywiście okazało się, że miejsca w szafie zrobiło się więcej.

Michał: Za ten sprzęt dokupiliśmy sobie lampę błyskową.

Magda: No, tak. Cała torba za jedną lampę – spoko.

A jeszcze tak nie dopytałem. W którym roku zaczęliście ogólnie fotografować śluby.

Magda: Pierwszy ślub, jaki robiliśmy dla znajomych i to była w zasadzie sama ceremonia i kilka portretów pod kościołem, to było rok przed naszym ślubem, czyli czternaście lat temu.

Michał: Szmat czasu.

Magda: To był pierwszy, na kliszach robiony.

Aha, to jeszcze na kliszach, okej. To ile klisz mniej więcej poświęciliście – pamiętacie może?

Michał: Dwie?

Magda: Dwie lub trzy.

Michał: Dwie lub trzy, no.

Magda: Tak. Nie za dużo.

Wow. Ile para młoda dostała zdjęć wtedy?

Magda: Wiesz co, dostali od nas te klisze, ale też z czego się teraz śmieję, że mieliśmy niezły start, to to, że jak oddali te klisze do poleconego przez nas laboratorium, to im te klisze zgubiono. Całe szczęście odbitki już były zrobione.

Michał: Powiem ci, że to był jeden z dwóch czynników, które zadecydowały, żeby przejść w tym czasie na lustrzankę cyfrową. Właśnie to, że w labie mogą zgubić klisze i już po prostu nie odzyskasz. A dwa, że reprodukcja kolorów… Zanieśliśmy to w Gliwicach do labu i wszystkie zdjęcia były strasznie zielone. Ja wiem, że akurat w logo było zielono tego labu, ale to się przełożyło na to, że spowodowało to taką chęć pójścia do przodu.

Magda: Bardziej panowania nad kolorem, tak?

Większej kontroli nad tym obrazem, który otrzymujesz?

Michał: Dokładnie tak.

Cyfra to zapewniała od początku czy też mieliście ciężkie boje z tym?

Magda: Hmm… pytaj Michała – Michał jest odpowiedzialny za kolory.

No to pytam w takim razie Michała. Jak ty zacząłeś ogarniać temat kolorów w fotografii cyfrowej?

Michał: Temat kolorów to w ogóle zacząłem, jak się przeprosiłem z RAW-ami ponownie, bo na początku, wiesz, 300D to był aparat, który robił cztery zdjęcia, potem trzeba było z piętnaście sekund czekać aż je zapisze, więc w tym czasie wchodziły w rachubę tylko JPEG-i. I ja też nie byłem wtedy taki świadomy programów do obróbki. Większość wtedy materiałów, jak oddawaliśmy, to jakąś tam korektę kolorów robiliśmy, ale w zasadzie tylko na zdjęciach plenerowych, a na zdjęciach pozostałych – ja się lubiłem zawsze bawić i zmieniałem kolory jeszcze w aparacie, robiłem sobie jakieś zdjęcia próbne i próbowałem balans bieli jakoś tak dopasować, żeby one były znośne kolorystycznie już z aparatu. Ale potem stwierdziłem, że te RAW-y w sumie nie są takie złe i można wszystko ustawić później, i można się skupić wtedy na kadrowaniu, na łapaniu emocji, na tym, co jest po prostu ważne w danym momencie, a na nie całej tej otoczce kolorystycznej, która jest właściwie dodatkiem i powinna ujednolicać materiał i wyciągać te najważniejsze rzeczy, a nie być dominującą.

Magda: I nie przeszkadzać.

Michał: I nie przeszkadzać – tak.

To mówisz, że na etapie post-produkcji.

Michał: Tak.

Okej, bo z tego, co mówiłeś, to próbowałeś tam robić jakieś zdjęcia testowe?

Michał: Po prostu robiłem zdjęcie testowe w aparacie, patrzyłem jakie ma kolory i potem robiłem korektę: balans bieli…

Magda: Ale to jeszcze wtedy, gdy robiliśmy w JPEG-ach zdjęcia, potem przy przejściu z powrotem na RAW-y to się zmieniło.

Michał: Zmieniło się. Po prostu przestałem się wtedy tym przejmować, jakie te zdjęcia kolory mają, już nie mówiąc o tym, jakie ładne kolory teraz wychodzą z aparatu, jak się dobrze doświetli, ustawi i odpowiednio do słońca to obróbka kolorystyczna jest praktycznie minimalna, a efekt już jest naprawdę bardzo dobry.

Dokładnie. Słuchajcie, może teraz utnę ten temat kolorów i tego, jak wygląda zdjęcie, bo chciałbym jeszcze wrócić do tego momentu, kiedy wbijaliście się na rynek. Pamiętam, że powiedzieliście, że najpierw były zlecenia dla znajomych, a potem nagle nadszedł taki moment, że zorientowaliście się, że właściwie te zapytania pochodzą od ludzi, o których w ogóle nie macie pojęcie, kto to jest. Ile to mniej więcej czasu trwało, zanim właśnie tak, że tak powiem, wetknęliście stopę w te drzwi rynku fotografii ślubnej?

Magda: Wydaje mi się, że kilka lat. Ale to też było spowodowane tym, że myśmy tego nie szukali. Nie reklamowaliśmy się, nie zabiegaliśmy o klientów, nie widzieliśmy w fotografii ślubnej własnej drogi, jakiejś takiej, że to jest nasz zawód i my musimy zrobić coś więcej – więcej zleceń i więcej zapytań. Myślę, że musiało to być około czterech, pięciu lat.

Michał: W naszym wypadku bardzo wolno.

Magda: Tak, dojrzewaliśmy.

Michał: Dojrzewaliśmy, tak.

Ale wtedy rozumiem, że doszliście do takiego momentu, w którym ten wzrost troszeczkę przyspieszył?

Magda: Mieliśmy też trochę inną motywację, bo dla mnie to nie było przejście… decyzja o tym, że ja chcę zajmować się fotografią ślubną, tylko była to decyzja, że nie chcę się już zajmować architekturą. I ta fotografia jest dla mnie świetną alternatywą i dobrze się w tym odnajduję, i że muszą zamknąć i powiedzieć sobie, że architekta to już ze mnie nie będzie. To był ten moment, gdy…

Ale to był już moment po studiach czy w trakcie?

Magda: Tak, tak – kilka lat po studiach. I po dzieciach.

Czyli podczas praktyki.

Michał: Po próbie pracy na etacie, nie?

Magda: Po próbie pracy na etacie, po różnych doświadczeniach życiowych.

Czyli fotografia gdzieś tam zawsze była z boku, gdzieś tam samo się to nakręcało i wtedy w waszym życiu też się pojawiły dzieci i dopiero, jak podrosły to się poświęciłaś fotografii, tak?

Magda: Były bardzo małe w momencie, jak zdecydowałam, jak zobaczyłam, że fotografia jest na tyle pochłaniająca, że będzie to cały mój zawód i cała moja praca. To było płynne. Był ten moment, gdy byłam pewna, że nie wrócę do architektury i to pamiętam, ale całość, jak się rozwijała ta nasza fotografia, to był proces, a nie moment – tak myślę.

A mieliście jakieś obawy na przykład związane z tym, co zrobić z dziećmi, jak będzie trzeba wyjechać na jakieś zlecenie czy to było bardziej na spontanie, typu „hej, robimy to i będzie co będzie”?

Magda: Przyjmowaliśmy, co przychodziło. W tym sensie, że wszystko, co… Ktoś nam też kiedyś powiedział, że warto to wykorzystać – nie szukaliśmy wymówek, tylko staraliśmy się szukać możliwości, żeby robić to, co chcemy. Nie powiem, chyba nikt, kto zajmuje się jako para fotografią i ma przy tym jeszcze małe dzieci nie powie, że to jest łatwe, ale da się to zrobić.

Nie no – oczywiście. Wiecie co taki powód, dla którego pytam to jest to, że często słyszę takie właśnie zdanie, że jeszcze nie teraz, jeszcze na te dzieci będzie czas. A ja z kolei mam taki pogląd, że najlepiej wcześnie, a potem jest czas na to, żeby ten biznes jakoś tam rozwijać. I niezależnie, czy to jest fotografia czy to jest architektura. Zresztą sami pewnie stwierdzicie, że jest taki okres w życiu, że jednak da się wstawać tak w środku nocy, a później, jak te latka lecą, to jednak się nie chce.

Michał: To się trzeba oszczędzać.

Magda: Wiesz co, ale jest też okres w życiu, że się pracuje po nocach, na studiach z projektami.

No właśnie, no właśnie.

Magda: Z różnych powodów się nie śpi po nocy. A to, wiesz, kiedy czas na dzieci przyjdzie i czy on w ogóle przyjdzie, to chyba jest indywidualna decyzja każdego i nie ma…

Michał: …złotego środka.

Magda: Tak, dokładnie.

No no, ale jest tak takie okienko w życiu, że trzeba. No dobra, nie będę tutaj propagandy pro-dzieciowej uprawiał. Na twoim profilu Magda chyba widziałem takiego mema o tym, jak rozpoznać dom fotografa i było właśnie zapalone światło w nocy.

Magda: Tak!

Często zdarza się wam zarywać noce właśnie pracując nad obróbką?

Magda: Chyba już nie. Nie w taki sposób, jak robiliśmy to kiedyś.

Michał: To była szaleństwo, jak potrafiliśmy wrócić z Warszawy i jeszcze wziąć wrzucić zdjęcia, i pójść o piątej spać czy tam jeszcze później.

Magda: Tak, to był ten moment, że myśmy koniecznie, zaraz po powrocie ze zdjęć, chcieli obejrzeć – że to była dla nas taka dzika frajda – nie mogliśmy się tego doczekać.

Michał: Wyczekiwaliśmy zawsze tego, tak.

Magda: A teraz to nie…

A nie macie tak, że zdjęcia muszą dojrzeć troszeczkę? Bo ja tak często mam, że – nie wiem – jeżeli wrócę ze ślubu i przejrzę te zdjęcia na drugi dzień, to wybiorę zupełnie inne zdjęcia niż na przykład, powiedzmy, za tydzień bym je wybierał?

Magda: Tak.

Michał: Tak, dlatego, żeby uniknąć jakiś niedopatrzeń czy jak się emocjonalnie podchodzi, na świeżo, a potem jak sobie materiał dojrzeje, no to robimy i tak, i tak. Robimy pierwsze selekcje już na aparacie taką wstępną.

Magda: Czyli to, co wpadło w oko, to co pamiętamy już.

Michał: Tak, w Canonach jest w ogóle przycisk na body więc można sobie od razu…

Magda: …zaznaczyć ulubione.

Michał: Tak – polubić. Potem, jak przychodzimy do domu, to już mamy jakoś wstępnie wybrany materiał, więc wiemy, że na przykład z tych zdjęć łatwo jest wybrać materiał i przygotować taką małą próbkę dla klienta. A potem wiadomo, przychodzi następny ślub, ten materiał odkładamy i ja jestem o tyle do przodu, że ja mam na bieżąco wybrane parę ująć, mam już ustawione mniej więcej kolory, a potem, jak wracam sobie do tego, to wybieram całą resztę i przeglądam na spokojnie całość. Jakby na każdym etapie, troszeczkę świeżym okiem, na bieżąco…

Magda: A potem z dystansem i pod kątem takiej statystyki nieubłaganej, czyli tego spojrzenia, ile ma się portretów, ile ma się zdjęć z tańca, ile z ceremonii, czy czegoś nie brakuje, czy czegoś nie jest za dużo i nie dominuje.

Michał: Tak, bo potem materiał może mieć zupełnie inny odbiór. Okaże się, że masz na przykład z przygotowań dwadzieścia ładnych portretów panny młodej, a na przykład dwa pana młodego, nie? A jak jeszcze puszczam na próbkę i wybiorę dziesięć, i na przykład jedno, albo zapomnę o panu młodym, to się okazuje, że proporcje są zachwiane. Choćbym na przykład zrobił tylko pięć zdjęć pana młodego, wybrał z tego tylko trzy i z tych dwudziestu wybrał też trzy, to od razu mamy inne proporcje. To zachowanie tych proporcji też jest dość ważne przy samej selekcji.

Ale ogólnie pan młody jest chyba w troszeczkę gorszej sytuacji, jeżeli chodzi o dzień ślubu. Nie powiem, że on jest jakoś ignorowany, ale jednak gwiazdą dnia jest pani młoda i ona naturalną koleją rzeczy ma więcej zdjęć. Tutaj powiedziałeś, że wybierasz sobie zdjęcia, Michał, czyli domyślam się, że waszym duecie to ty jesteś gościem od selekcji czy jakoś źle to zinterpretowałem?

Magda: I wychodzi na to, że ja tylko chodzę i robię zdjęcia, i nic więcej.

I pobierasz gażę.

Magda: Nie, tak na poważnie to tą selekcją całości materiału się dzielimy, ale nie dzielimy się obróbką. Obróbka jest tylko Michała.

Michał: Tak i też to, co wrzucamy, czyli taką ostateczną selekcję, czyli to, co wrzucamy na stronę, no to Magda pisze teksty, ja do tego dokładam obrazki.

Czyli w waszej firmie obowiązuje strefa albo tak zasada zakazu lotów – po prostu nie zapuszczacie się na tereny, które gdzieś tam są okupowane przez drugą osobę.

Magda: Wiesz co, podobno wąska specjalizacja się dobrze sprawdza.

No właśnie, no właśnie. A propos wąskiej specjalizacji, to zauważyłem u was na Facebooku, że wrzucacie nie tylko zdjęcia ślubna, ale takie też inne tematy związane z rodziną, z ludźmi ogólnie. Czyli jesteście tutaj wąsko wyspecjalizowani w fotografii, bo jest to fotografia przedstawiająca ludzi – to nie ma tam jakiś zdjęć, powiedzmy, części do samochodów i tak dalej, ale jednak wyszliście troszeczkę z tej takiej bańki ślubnej i pokazujecie też zlecenie rodzinne, tak je nazwijmy.

Magda: Tak, ale hmm… to jest taka druga gałąź fotografii, którą ja bardzo lubię. Bo znowu te sesje rodzinne to jest moja część. To też jest to, co wynikło trochę ze ślubów, kiedy nasze pary zaczęły wracać i pytać o zdjęcia na przykład chrzcin albo o sesje. Fajnie jest popróbować wielu różnych rzeczy – porobić fotograficznie na przykład, zdawałoby się, że coś, co jest nam na początku obce czy odległe, potem się okazuje, że też jest coś, co sprawia nam frajdę i dobrze wychodzi. Gdzieś tam w tych sesjach lifestyle’owych szczególnie ja też się dobrze czuję na pewno. I to jest też to, co chciałabym robić, ale na pewno w mniejszym zakresie niż śluby.

No to jest wszystko fajne, bo jednak wyjście spoza takiej jednej ścisłej dziedziny i porobienie tego nawet dla siebie fajnie wpływa na rozwój fotograficzny.

Magda: Poszerza spojrzenie na pewno.

Ostatnio oglądałem wasze podsumowanie roku. Bardzo mi się podobało i chciałbym was zapytać, co wami kierowało – co było takim głównym czynnikiem, który sprawił, że akurat te zdjęcia, a nie jakieś tam inne? Na co zwracaliście uwagę przy doborze i może przy układaniu tych zdjęć?

Magda: Hmm… na kolor, na emocje. Na pewno każdy, kto robił podsumowanie roczne też trochę kieruje się tym…

Michał: Co lubi, nie?

Magda: Okej, tym co lubi, ale też bardziej marketingowo, żeby pokazać coś pod klienta. I my też trochę myśleliśmy o tym, co lubią nasze pary, co wraca do nas po rozmowach – które zdjęcie zrobiło wrażenie. Bo też wychodzimy z założenia, że chcemy pokazywać to, co dobrze nam wychodzi, to w czym się dobrze czujemy i żeby to był klucz, żeby przyszli do nas ludzie, którym też na podobnych rzeczach zależy.

Michał: Tak, chcieliśmy też pokazać taką różnorodność – może taką też wszechstronność, że potrafimy zrobić dobry portret, że jesteśmy wyczuleni na światło zastane i z błyskami sobie też radzimy, że potrafimy łapać momenty, że te interakcje między ludźmi, te emocje, które nimi czasami targają w tym najważniejszym dniu – chcieliśmy po prostu pokazać jakby całe spectrum.

Magda: To są właśnie takie powody, które kierują wszystkimi, którzy zrobią zestawienie roczne.

Michał: Tak.

Czyli w tym wyborze nie kierowaliście się tym, co powiedzą inni fotografowie?

Michał: Nie – robiliśmy to dla siebie. W ogóle zdjęcia robimy tak bardziej dla siebie. Lubimy szukać, lubimy kombinować.

Magda: Znaczy się na pewno fajnie jest też znać odbiór innych osób z branży i gdzieś też czasem rozmawiamy o różnych wpisach na blogu, ale – no umówmy się – fotografia ślubna jest fotografią, którą robimy dla klientów.

Michał: Zgadza się. Wiesz, ktoś mi kiedyś powiedział przy projektowaniu, że jak chcesz coś dobrze zaprojektować, to tak, jakbyś projektował dla siebie i w tym momencie jest szansa, że jak robisz coś dla siebie, to to zrobisz dobrze. Bo wiadomo, projektu też nie robi się dla siebie, tylko dla klientów i tak samo ze zdjęciami.

Magda: Ale musisz coś robić z przekonaniem i uwierzyć też w siebie. „O jestem w nowym miejscu i, kurczę, nie wiem, jak ugryźć czasami nowy temat?”.

A propos właśnie robienia dla siebie a robienia pod klientów, to słuchajcie, czasami zdarzają się tacy klienci, którzy mówią: „a jeszcze takie zdjęcia pan zrobi, a jeszcze takie… i takie”. Wiecie, o co chodzi – że takie różne pomysły na sesji zdjęciowej. Już tam nie będę może przywoływał takich moich doświadczeń. Kiedyś mieliśmy taką parę, która prowokowała czy jakby zachęcała nas, żeby robić takie zdjęcia – w cudzysłowiu – kreatywne, które polegały na tym, że ona miała pomysł, że będzie zjeżdżać na snowboardzie z jakiejś tam wydmy. Ja mówię „przecież to jest w ogóle inna bajka, ja takich zdjęć nie robię”. Nie wiem, czy mieliście kiedykolwiek takie doświadczenie?

Michał: Mieliśmy.

Magda: Mieliśmy, tak. Oboje myślimy o tym samym – prawda, Michał?

Michał: Tak, tak.

Magda: Mieliśmy parę, która przed sesją narzeczeńską, na którą byliśmy umówieni wysłała mi maila z hasłami i prośba była taka, żebym ja zdjęciami zilustrowała te hasła. Trochę przeraziły mnie szczerze mówiąc – ten mail i te zdania, które tam się pojawiły. I pierwsza moja reakcja była taka, czy ja na pewno chcę robić potem ślub dla tej pary i czy to na pewno są ludzie, którzy będą zadowoleni z moich zdjęć?

Michał: Że miniemy się po prostu.

Magda: Tak, wtedy wydawało mi się, że możemy się trochę minąć. Ale potem wzięłam głęboki oddech i pomyślałam, że skoro oglądaliśmy razem wspólnie sporo zdjęć, rozmawialiśmy wcześniej na spotkaniach, to jest jakaś dobra podstawa i okej, może te hasła nie do końca mi się podobają, ale podeszłam do tego ambitnie i stwierdziłam, że trzeba to zrobić smacznie. Że może nie podoba mi się idea, ale wiele rzeczy można po prostu zrobić. Że to jest mój problem, żeby to dobrze sprzedać, żeby te zdjęcia nie były tandetne, żeby nie były właśnie takie plastikowe.

Michał: I przede wszystkim pokazać ich. Każdy przybiera jakąś maskę, szczególnie, jak widzi aparat i się krępuje czasami. Najważniejszy jest ten moment, kiedy człowiek zaczyna być sobą i co dla nas ma też największą wartość, to to, kiedy nam się udaje kogoś pokazać takim, jakim faktycznie jest. Nawet, jak w tych sesjach wygląda to tak, że boimy się tych haseł, to jeśli uda nam się ich pokazać i sfotografować to smacznie, to te zdjęcie same się obronią.

Magda: W efekcie końcowym sesja wyszła tak, że pokazywaliśmy jej fragmenty na Facebooku i uważam, że efekt był taki, że nie mam się czego wstydzić, mimo że początek, zapowiedź, był taki, że – umówmy się – jeżeli ktoś z nas dostaje takie zapytanie, to ma wątpliwości, jak to będzie wyglądało.

Tym bardziej, jeżeli już mieliście umowę podpisaną akurat z tą parą. Aż mnie korci, żeby zapytać, co to były za hasła? To były jakieś cytaty z książek czy jakieś ilustracje hasłowe scen?

Magda: Och, jedno z haseł było „wydoiła mnie” – ilustrację do tego, można było zobaczyć na naszym Facebooku.

Okej, dobra. To już mogę się domyślać, że było to wyzwanie po prostu z wysokiej półki.

Michał: Jedno było „mam motylki w brzuchu”, tak?

Magda: Ale to już nieistotne.

Motyle w brzuchu same w sobie są fajne i myślę, że to jest też jedna z ról, które fotograf ma, że przychodzi do was para i ja to zawsze tłumaczę na takiej zasadzie, że jest kilka etapów związku – jest to takie poznanie, zauroczenie i są te motyle w brzuchu, a potem gdzieś tam przychodzi, powiedzmy, szara codzienność, jest to kochanie wyrzuć śmieci i tak dalej, no nie – tego typu teksty. I para przychodzi do fotografa i to jest nasze zadanie, żeby uruchomić te motyle. Tak że akurat z tych hasłem waszej pary się zgadzam, niekoniecznie może ze zdrobnieniem.

Magda: Wiesz co, po części to, co mówisz, że powinniśmy jakoś uwidocznić, jakieś emocje… Ale czasem mam takie wrażenie, że nie każdy jest wylewny. Nie każdy z naszych klientów czy nie każda z naszych par jest na tyle emocjonalna, że okazuje to, uzewnętrznia swoje uczucia. To, co ja pamiętam z naszego ślubu, a czego w życiu nie chciałabym zrobić naszym klientom, naszym parom, to jest wpisanie ich w pewien schemat, w pewną kliszę i narzucenie czegoś. Staram się po prostu szanować to, jeżeli niektórzy są mniej wylewni, okazują uczucia bardzo minimalnie. Chciałabym, żeby patrząc potem na swoje zdjęcia ślubne również te osoby dobrze się ze sobą czuły. Żeby mogli spojrzeć i pomyśleć, że „tacy właśnie byliśmy”. Bo ja pamiętam nasze zdjęcia ślubne, Michał, gdzie fotograf ustawił nas pod kościołem na krótką sesję plenerową w jakieś takie pozy – jak oglądam dzisiaj te zdjęcia, to mam taki niesmak, że to nie jestem ja. Że to jest jakaś wydumana poza, a nie ja i ty, prawda?

Michał: No i ja zmieniłem kolor.

Magda: Okej, wizualnie już też nie jesteśmy tacy piękni, ale na tych naszych zdjęciach widać, jakąś taką sztuczność, tak? A nawet jeżeli ktoś na nie patrząc, nie będzie czuł tej sztuczności, to my, jako pozujący modele, czujemy to. I nie chciałabym, żeby ktoś z naszych par, patrząc za kilka lat na swoje zdjęcia ślubne, poczuł, że my wymusiliśmy na nim coś i włożyliśmy go w jakąś kliszę.

Ale ogólnie przywołałaś temat waszych zdjęć ślubnych i powiedziałaś, że braliście ślub czternaście lat temu – dobrze pamiętam?

Magda: Trzynaście. Czternaście lat temu robiliśmy pierwsze zdjęcia, a nasz ślub był trzynaście lat temu.

No właśnie. To od tego czasu jednak się fotografia ślubna zmieniła i w ogóle podejście fotografów do robienia zdjęć. Tylko może taki jeszcze offtopic, bo Michał zażartował, że zmienił kolor. To ci jeszcze powiem, że ja też pewnie za pięć, sześć lat będę miał taki kolor włosów, co tłumaczy…

Magda: Taki brak kolorów.

…co tłumaczy moje nazwisko – ono się nie wzięło z niczego. Dobra, ale to taki poboczny temat. Jeszcze chciałbym wrócić do tego, w jaki sposób obrabiacie swoje zdjęcia, bo zauważyłem – to przynajmniej będzie stwierdzenie, jak na moje standardy – że dosyć dużo jest czarno-białych zdjęć. Co takiego jest w tej czarno-białej fotografii, że was tak ekscytuje?

Magda: Wbrew pozorom nie mamy tak dużo czarno-białych zdjęć, ale może inaczej widać to na naszej stronie czy na naszym blogu, gdzie wybór zdjęć do bloga jest nasz, subiektywny. Natomiast w całości materiałów tych czarno-białych zdjęć jest zdecydowanie mniej proporcjonalnie.

Michał: Dwadzieścia procent?

Magda: No myślę, że tak.

No to jest całkiem pokaźna suma. Bo powiem wam, że ja miałem taki ślub w zeszłym roku, w którym właśnie mówię „zobaczę, ile czarno-białym mi tam wyjdzie” i na siedemset zdjęć, które oddałem, były trzy czarno-białe.

Magda: Wow.

Przeraziłem się. No stwierdziłem, że może troszeczkę zacznę więcej robić. Jednak jest coś w tych czarno-białych zdjęciach, że one są fajne i powinny się troszeczkę częściej pojawiać.

Magda: To znaczy jest też moment, kiedy robisz jakieś zdjęcie i w momencie robienia go wiesz, że ono będzie czarno-białe, bo ono będzie wyraziste, graficzne, że określa ci to światło na przykład, bądź emocja, która występuje na zdjęciu. I wtedy na pewno dobrze sprawdza się obróbka, która wyciąga temat zdjęcia.

Ale wtedy sobie jakoś zapisujecie też przy selekcji, że to ma być czarno-białe czy po prostu Michał pamięta?

Michał: Nie, po prostu od razu zamieniamy na BW.

Magda: Mimo tego, że ja nie obrabiam, to robiąc zdjęcia wiem, że ono będzie na pewno końcowo czarno-białe i wiem, że Michał w momencie, kiedy będzie obrabiał zdjęcia też…

Michał: Na to wpadnie, tak?

Magda: Tak – dokładnie tak!

A zgodzilibyście się z takim stwierdzeniem, że czarno-biały bardziej pasuje do takich ujęć typowo reporterskich czy nie ma to reguły w waszej fotografii?

Magda: Chyba nie. Czasem kolor jest bardzo istotny, bo też tworzy pewną kompozycję na zdjęciu.

Michał: Szczególnie, jak się przewija przez cały materiał – jest bardzo istotny. Szczególnie bardzo wyraziste kolory, jak czerwień choćby – gdy ona się pojawia w materiale, to zamieniając na BW czerwień się robi czarna, więc nie widać jej, nie dominuje wtedy tak.

Magda: Wydaje mi się, że ciężko uogólniać. Są kadry, w których kolor rozprasza i odciąga uwagę, a są inne kadry, w których kolor jest tak piękny, że ciężko byłoby go odejmować, bo współtworzy efekt.

No właśnie, ja miałem bzika na punkcie koloru i powiem szczerze, że bardzo mi się to podoba na fotografii i dlatego jest mi ciężko czasami zrezygnować z tego – odrzucić po prostu ten kolor. Kasia się śmieje ze mnie, że jak mi nie wyjdzie ustawienie balansu bieli, to ja wtedy robię czarno-białe.

Michał: To jest jedna z zasad, którą też słyszałem, że kolor, jak nie pasuje, to można go zmienić, a jak się już nie da zmienić to można zrobić w czarno-bieli.

No to właśnie tak a propos przeglądania zdjęć różnych fotografów…

Michał: Staramy się tym nie kierować niestety…

Magda: No stety niestety. Mamy inne motywacje.

Michał: Zawsze można naprawić poprzez delete takie zdjęcie, które ani tak, ani tak nie pasuje.

Czyli skasować po prostu?

Michał: Skasować, tak.

To też mi się zdarzyło. To teraz chwila szczerości. Powiem wam, że też chyba ze dwa czy trzy lata temu była taka panna młoda, która stwierdziła, że jednak te plecy jej na zdjęciu to tak trochę średnio, bo coś tam – już nie pamiętam powodu – co z tym zdjęciem można zrobić? No to ja stwierdziłem, że można po prostu skasować i było trzy zdjęcia mniej.

Michał: To był dobry wybór, pewnie.

Magda: Trochę tak jest. Najlepiej to robić jeszcze wiesz, bez konsultacji z klientem, bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

No właśnie, ale to wiesz, było już na etapie ich galerii, że jednak pokazałem te zdjęcia. A jeszcze a propos tego zamieniania na czarno-biały, bo często zdarza mi się przeglądać blogi różnych fotografów – z różnych przyczyn, czy to przy okazji oceny na warsztatach czy z jakiś innych powodów. Natomiast właśnie zauważyłem taką tendencję, że bardzo często z kościoła zdjęcia są czarno-białe, bo tam jednak ten balans bieli, że tak powiem, płata figle. Bo jak masz na przykład światło przefiltrowane przez witraż, potem tutaj jeszcze świeczka doświetla, tu masz jakiś żyrandol z różnymi rodzajami żarówek. Macie problemy często z balansem bieli? Jak sobie radzicie?

Michał: Z jednej rzeczy trzeba sobie zdać sprawę, że to, jaki jest kolor i to, jak ty go odbierasz to są dwie różne sprawy. Coś, co może tobie wydawać się białe, w mniemaniu… Wiadomo, mózg znając kolory podstawowe chce dostosować je i wie, że białe, które jest na przykład żółtym kolorem na zdjęciu – wie, że śnieg nie jest niebieski bądź biały czy żółty, że – on wie, że to jest biały kolor. I tak samo jest według mnie w kolorze w fotografii, że tworząc cały materiał, biel to nie musi być dokładnie taka biel, że weźmiemy z wzornika i dopasujemy, że ta biel musi być dokładnie taka biała. Tutaj sobie pozwalamy na pewne odejście od dokładnego koloru, że zdjęcie ma być po prostu smaczne, przyjemne dla oka, a czy to jest kolor dokładnie taki z kolornika, który był, to nie przywiązuję do tego jakiejś bardzo dużej uwagi.

Staramy się, aby materiał był jakby spójny kolorystycznie – od przygotowań, po zdjęcia z oczepin czy nawet jakiegoś puszczania lampionów, przechodząc po drodze ze zdjęć, które są robione wewnątrz w cieniu, na zewnątrz w słońcu, bądź z lampą błyskową. Jak się weźmie te zdjęcia wszystkie razem poukłada bez obróbki, to się okaże, że każde zdjęcie jest w innym balansem bieli. Wiadomo, balans bieli w aparacie sobie nie radzi. Zdjęcie sukienki w cieniu będzie miało inny kolor, a w słońcu też inny kolor. I bardziej staramy się ujednolicić ten kolor, mimo że może to nie będzie dokładnie taki, jaki był.

To taki prosty test wystarczy sobie zrobić – zdjęcie w słońcu, a zdjęcie w cieniu i zobaczyć, że jednak ta temperatura światła się trochę zmienia, co skutkuje tym, że masz inne kolory na zdjęciu. Gdzieś tam przeglądając wasze materiały widzę, że ten kolor jest taki spójny, jest taki delikatny zafarb. To jest wynik jakiegoś presetu własnego autorstwa czy bazujecie na jakimś…?

Michał: Presety, to one ewoluują od samego początku, odkąd zacząłem używać Lightrooma. Poznałem go dość dobrze – praktycznie cały czas, nawet jak sobie tak czasami wracam do swoich zdjęć, to widzę, że one są w miarę podobne nawet do tych, które robię teraz. I ten kolor raz przechodził bardziej lekko w magentę, raz bardziej pomarańczowe były te zdjecia, raz może troszeczkę bardziej brązowe. Ale cały czas, te kolory są jakby w jakiejś gamie tych kolorów, które po prostu lubię i kolory sam po prostu ustawiam i nimi kręcę. Mam jakieś tam presety pozapisywane, ale nigdy nie zdarza się tak, że one mi w stu procentach pasują. Te, które wykonują w kwietniu, pewnie mają inne po założeniu tego samego presetu, nawet w podobnym oświetleniu zrobione – inne będą miały kolory, jak zrobię je w październiku czy w styczniu. Ja po prostu biorę jakiś tam preset i mówię „o, to z tego będę wychodził”. I kręcę wszystkimi suwakami, które są dostępne i mniej więcej wiem, czuję już to, które muszę ruszyć, żeby uzyskać efekt, który mnie zadowoli.

Okej, a jeszcze chciałbym wrócić do takiego zagadnienia a propos tego reportażu, o którym mówiliśmy, bo u was sporo takich ujęć typowo reporterskich, ale też tym, co was gdzieś tam wyróżnia, to są zdjęcia sesji. Jakbyście mieli ocenić, na jakim polu lepiej się czujecie – na tych sesjach, w formie takiej kreacji czy bardziej jako tacy obserwatorzy?

Michał: Ty bardziej sesje i śluby, nie? A ja bardziej śluby i reportaż. Też ostatnio w Londynie na sesji robiliśmy razem zdjęcia i oboje czuliśmy się, jak ryba w wodzie, było bardzo fajnie.

Magda: Wiesz co, mi się wydaje, że oboje czujemy się lepiej w zdjęciach reportażowych, a jeżeli chodzi o taką typową kreację na sesji, to ja mimo wszystko wolę, żeby coś zaczęło się dziać i złapać momenty, jak to Michał się śmieje, że my najchętniej byśmy robili reportaż z sesji, a nie samą sesję.

Michał: Nasze sesja wygląda z reguły w ten sposób – to co doradzamy, to tak: „stańcie w tym miejscu i popatrzcie w tym kierunku, bo tu pięknie słońce pada”…

Magda: No powiedział Michał, który nie chodzi na sesje…

Michał. Nie, też robię sesję w dniu ślubu.

Magda. Okej. Ale sesja w dniu ślubu to jest zupełnie inna bajka. Sesja w dniu ślubu, po pierwsze, jest krótka, po drugie tak naprawdę przychodzi zupełnie naturalnie, dlatego, że to jest piękny dzień dla tych ludzi. Zrobienie im kilku portretów, kilku zdjęć takich sesyjnych, to jest zupełnie inna bajka niż umawianie się na inny termin, jechanie gdzieś w jakieś inne specjalne miejsce na przykład i sesja oparta na – właśnie, na życzeniach pary młodej, na wykreowaniu czegoś więcej.

A ile czasu wam zajmuje taka sesja w dniu ślubu?

Magda: Bywa różnie z tym.

Michał: Mi tak utkwiło w pamięci, to miałem pod kościołem jakieś siedem minut, a potem jeszcze na sali przed tortem, bo sprawdzałem na zegarach – trzy i pół minuty. To było na zasadzie „stańcie sobie przy samochodzie” i było ciach, ciach, ciach, pion, poziom, pion, poziom, szerzej, bliżej. Zmieniłem miejsce, ciach, ciach, ciach i w zasadzie to było wszystko, bo już musieli lecieć na salę. Ale bardzp miło wspominam tę sesję.

Magda: Ona jest do obejrzenia u nas na blogu.

Taka presja w polskich ślubach jest, że to musi być teraz wejście na salę, a teraz musi wnieść pannę młodą i tak dalej, i tak dalej.

Magda: To chyba nawet nie ma takiej presji, tylko my też mamy świadomość, że to jest dzień tych państwa młodych i oni mają jakiś tam swój grafik, pomysł na to, jak to będzie wyglądało, a czasami jest tak, że wszystko toczy się tak szybko, że słońce już zachodzi, są ostatnie promienie i trzeba je wykorzystać do tych zdjęć.

Michał: No właśnie, te ostatnie promienie słońca.

Magda: I to jest te kilka minut. Jak my mamy dwa razy po piętnaście minut w dniu ślubu, to już się bardzo cieszymy, to już jest mnóstwo czasu.

To jest luksus – dwa razy po piętnaście minut. To nawet da się stworzyć w takim czasie coś, jak ty mówiłaś Magda, że nawet wytworzyć pewne momenty, bo to nie jest kwestia pozowania, bo chyba zgadzacie się, że takie zdjęcia pozowane – one są sztywne, one są sztuczne i one nie zdają takiego egzaminu, tej próby czasu, że patrzysz na te zdjęcia i myślisz „no tutaj tak pozowałem, bo taka była maniera w latach dziewięćdziesiątych, ale w 2017 to wygląda trochę kijowo”. Ale to może nie będziemy się tak znęcać nad tymi zdjęciami.

Magda: Nie, nie. Daliśmy się poznęcać nad nami trzynaście lat temu i wystarczy.

Dokładnie. Słuchajcie, odwiedzając waszą stronę internetową natknąłem się na – może nie powiedziałbym barierę językową, bo jednak angielski znam – ale tak zauważyłem, że tam jest to menu po angielsku i sporo takiej treści po angielsku. To jest wasza taka grupa docelowa, do której uderzacie – pary mieszane lub klienci z zagranicy?

Magda: To znaczy tak, inaczej, gdybyśmy mieli stronę tylko po polsku, to byłaby to bariera dla potencjalnych klientów spoza Polski, a zdarzają nam się osoby nie mówiące po polsku, więc uznaliśmy jakiś czas temu, że fajnie byłoby jednak przebudować stronę…

Michał: I nie ograniczać się.

Magda: I nie ograniczać się – tak, dokładnie.

Michał: Braliśmy pod uwagę to, że dużo mieliśmy – w zeszłym roku szczególnie – dużo par mieszanych i też gości było mnóstwo zza granicy, z całego świata w zasadzie.

Magda: Dokładnie, bo na stronę potem, w momencie, kiedy udostępniasz parze galerię, wchodzi nie tylko sama para młoda, ale również jej goście i fajnie jest jeżeli mogą się swobodnie poruszać po tej stronie i odnajdą się w tym.

Przeczytałem kilka informacji na waszej stronie i podobało mi się, że mimo tego, że jest po angielsku, to nie zmieniliście swoich imion. Zauważyłem taką tendencję do tworzenia stron internetowych i tam fotografowie zmieniają nawet swoje imiona, tak, że ty na przykład nie jesteś Michał, tylko Michael, bo ktoś zza granicy nie wymówi słowa „Michał” albo się przerazi, że ty masz jakoś dziwnie na imię. Ja też tak mam, że jak gdzieś tam jestem za granicą, to pytają się mnie, jak ja się nazywam – mi imputują, że ja się nazywam jakiś tam Jack czy jakiś. A ja mówię, że nie Jack, bo to nie jest właściwie jakieś tłumaczenie, tylko ja mam swoje imię i już. I tam mówią jakieś „Dżacek” czy jakieś inne i łamią sobie język. Chociaż ja nie wiem, czy to jest aż takie trudne, żeby się nauczyć naszych imion.

Magda: Wiesz co, czasem nie jest to takie łatwe. W drugą stronę patrząc, my też czasami pytamy „jak się wymawia twoje imię”, bo korespondowaliśmy tylko mailowo, więc nie mamy pewności.

A to szczególnie z Francuzami.

Magda: Tak, nam się chyba zdarzyło z hiszpańskim panem młodym. NIe mamy doświadczeń z językiem hiszpańskim, więc tutaj polegliśmy.

Nie, no to wiadomo, ale wiesz, to jest tak, że jak ktoś ci mówi, to jesteś w stanie to powtórzyć.

Magda: Tak, tak, pewnie.

Mi się wydaje, że to jest taki kompleks też niższości, jeżeli ktoś zmienia imię na angielskie, bo nikt nie będzie potrafił wymówić jego imienia. Ale to jest znów taki temat, powiedzmy, offtopic. Dobra, ja się wam przyznam, będę szczery, bo tak dosyć głęboko w internecie pokopałem i znalazłem jakieś stare zdjęcia, ze starym logo.

Magda: Boimy się.

Logo, może nie logo, ale…

Magda: To jest chyba zbyt szumnie powiedziane, bo myśmy nigdy nie mieli logo.

Tak, dobra, powiedzmy, że to był adres URL strony internetowej. W związku z tym mam takie pytanie – ja wiem, że to w podcaście już padło, taki temat logowania czy tagowania zdjęć swoim adresem – czy się tego nie obawiacie, że właśnie pary młode, które będą takie zapalczywe w szukanie różnych informacji na wasz temat natkną się na tę starą stronę?

Magda: Nie, nie, dlatego, że potencjalnym klientom pokazujemy też więcej niż to, co widać na stronie głównej. Pokazujemy więcej zdjęć z zeszłego roku i mówimy o tym, że zdjęcia się zmieniają, bo zmienia się też nasze podejście do wielu rzeczy. I dziwnym byłoby, gdyby te zdjęcia się nie zmieniały w ciągu kilku lat. Wydaje mi się, że masz na myśli tę stronę, która nadal funkcjonuje – naszą starą stronę. Myśmy jej nie zdieli.

Nie będę wymieniał adresu teraz.

Magda: Nie, ale to nie ma znaczenia tak naprawdę, ona sobie jest, nam nie przeszkadza, są tam jeszcze galerie par, którym robiliśmy zdjęcia przed kilkoma laty. Wszyscy mogą to obejrzeć i jakoś nie mamy z tym problemu specjalnego. Nowsze są na nowej stronie. Na Facebooku można zobaczyć aktualności. A jeżeli ktoś pyta nas o zdjęcia, to jesteśmy w stanie udostępnić całkiem sporo linków z bardzo nowymi rzeczami i można zobaczyć, i ocenić samemu. To chyba dobrze, że się rozwijamy i że zdjęcia się zmieniają.

Nie no, oczywiście, że tak. Tylko tutaj to wszystko prowadzi do tego wiekopomnego pytania, co wami kieruje, że dodajecie jednak ten adres na zdjęciu czy powiedzmy…

Magda: Kiedyś dodawaliśmy.

A teraz nie macie?

Magda: Nie. Teraz zdjęcia nie są w żaden sposób ometkowane. Ktoś nam powiedział, że to po prostu źle wygląda. Przypatrzyliśmy się temu i stwierdziliśmy, że faktycznie zdjęcia tracą, jeżeli wstawia się na nich cokolwiek. Więc jedyne miejsce, gdzie jeszcze są jakieś nasze sygnatury, to są zdjęcia na Facebooku.

Być może właśnie na Facebooku widziałem.

Magda: Tak, bo tutaj przy udostępnieniach zależy nam, żeby to gdzieś tam nie zniknęło, czyje to jest zdjęcie. Ale na stronie internetowej zdjęcia są gołe – bez niczego.

I to lepiej rzeczywiście się ogląda, bez niczego na zdjęciu, taki jest fajniejszy odbiór fotografii. Ale też jeszcze nawiązując do tego Facebooka, bo tutaj wymieniliśmy Facebook – nie padło słowo Instagram. Ale jakoś tak nie wydaje mi się, żebyście tam za dużo czasu poświęcali na te kanały promocji. Więcej waszej pracy widzę na stronie.

Magda: No nie jesteśmy specjalistami o social media. Być może niektórzy powiedzą, że przywiązujemy do nich zbyt małą wagę, że moglibyśmy to robić lepiej.

Michał: Na pewno moglibyśmy to robić lepiej.

Magda: Na pewno, na pewno moglibyśmy to robić lepiej.

Ale to nie jest kwestia też tego typu, czy robić lepiej czy gorzej, tylko kwestia, czy robić?

Michał: Dobra, wyszło.

Magda: Umówmy się, że w takim razie chyba nie trafiłeś na nasze konto na Instagrama, ale mamy takie.

Nie, trafiłem, trafiłem! Za kogo wy mnie macie. Ja jestem mega szpiegiem internetowym i wszystko potrafię tam znaleźć. Widziałem, że mieliście taki okres, takiej krótkiej fascynacji Instagramem, ale gdzieś tam się to urwało.

Michał: Na wakacjach…

Magda: No pojechaliśmy na wakacje, jedne, drugie, trzecie…

Aha, czyli po prostu was to nie bawi – macie jakieś inne swoje kanały promocji, przez które pozyskujecie swoich klientów? Domyślam się, że silnym tutaj kanałem jest system poleceń od starych par – par, które już korzystały z waszych usług.

Magda: Tak, to jest zdecydowanie to źródło, z którego przychodzą do nas nowe pary, nawet do tego stopnia, że przychodzą ludzie, z którymi znajomi dopiero podpisali z nami umowę na jakiś odległy termin i to jest bardzo miło. Staramy się inwestować nasz czas w dobry kontakt z parami, bo wydaje mi się, że to też procentuje – równie dobrze, jak aktywność na Instagramie albo na Facebooku.

Okej. To już nie będę ciągnął tego tematu, żeby was nie wprawiać w zakłopotanie.

Magda: Nie, spokojnie.

Jeszcze mam takie pytanie a propos tego, że jest was dwójka. Magda powiedziałaś, że częściej ci się zdarza na sesje chodzić samej, bez asystenta Michała. A zdarza wam się też fotografować śluby pojedynczo czy bardziej to w duecie robicie, czy osobno? Jak to u was wygląda?

Magda: Bardzo rzadko fotografujemy razem. W zasadzie większość ślubów fotografujemy osobno. Nie ukrywam, że fajnie fotografuje nam się we dwoje i trochę za tym tęsknimy, żeby robić to częściej, ale ktoś chyba ostatnio na jednym z ostatnich podcastów mówił, że tak to jest, że pracując w duetach zawsze wychodzi się korzystniej finansowo na pracy w pojedynkę niż sprzedając pakiet z dwójką fotografów.

To na pewno.

Magda: To nie była główna idea, która nam przyświecała, jak żeśmy się dzielili, bo raczej zależało nam na tym, że mieliśmy podpisaną jakąś umowę na termin i przychodził ktoś jeszcze, właśnie znajomy znajomych.

Michał: Pięknego maila na przykład nam potrafił napisać.

Magda: Dokładnie. I zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, czy faktycznie musimy chodzić we dwoje na śluby. Czy to nie jest tak, że mamy już na tyle doświadczenia, że każde z nas może być samodzielne. I okazało się, że dobrze się to sprawdza i dzięki temu możemy przyjąć dwa zlecenia w ciągu jednego dnia i nie stracić tego klienta, który przychodzi właśnie po nasze zdjęcia. I to jest duża zaleta.

Okej. A ty Michał co sądzisz na ten temat? Fajnie ci się chodziło z Magdą na wesela? Nie było to tak, że wiesz, dodatkowa okazja, żeby gdzieś pobyć poza domem z żoną, bez dzieci?

Michał: I napić się Fanty… Ale nie, jak wracam pamięcią do tego momentu, gdy to robiliśmy we dwójkę, to uważam, że to był świetny moment do nauki i szkolenia też własnego warsztatu, i robienia czegoś innego niż się robiło wcześniej, ponieważ zawsze była jeszcze ta druga osoba, która sfotografowała bezpiecznie, te takie tak zwane żelazne kadry, a druga osoba mogła robić w tym momencie to, co chciała – czy poustawiać sobie lampę błyskową w jakiejś dziwnej konfiguracji, czy eksperymentować. I to nam dało…

Magda: Poczucie wolności.

Michał: Poczucie wolności, a z drugiej stron, jak zaczęliśmy tak za każdy razem fotografować…

Magda: Potem wyszło na to, że tak naprawdę, jak idziemy we dwójkę, to każdy z nas robi to, co chce i żadne z nas nie ma takiego poczucia, że musi coś sfotografować, że musi koniecznie stać tutaj, bo tutaj się coś będzie działo. I takie poczucie swobody dobrze robi, jeżeli chodzi o zdjęcia – tak mi się wydaje.

Michał: Zawsze jest też takie niebezpieczeństwo, jak fotografujesz w inny sposób, że może ci coś wyjść kapitalnego i genialnego albo po prostu nic nie wyjść, bo na przykład ktoś zasłoni ci źródło światła i cienie ułożą się nie tak, jak powinny albo wszystko będzie poruszone. Tych wypadkowych jest bardzo dużo, które mogą wpłynąć na to, czy się uda coś kapitalnie sfotografować tak, że każdy zapamięta albo nic nie wyjdzie. We dwójkę to niebezpieczeństwo spada.

Magda: Takie asekuranckie to wyszło, strasznie.

A nie wchodziliście sobie w paradę, że tak powiem? Okej, może nie podczas reportażu, ale podczas, powiedzmy, sesji nie było tak, że Michał ty miałeś jakąś wizję, a Magda miała zupełnie inną, co chcecie zrobić z parą? Nie było to dla was problemem? Wydaje mi się, jeżeli dobrze pamiętam, to chyba Kasia Brońska z Ma-Me mówiła, że w pewnym momencie doszło do tego, że w ich duecie były dwa bardzo silne charaktery i każde z nich miało jakąś swoją wizję, i chciało ją jakoś egzekwować na sesji, i to było jednym też z powodów, które sprawiły, że jednak podzielili się tą pracą i fotografują zlecenia osobno.

Magda: Hmm, to znaczy na sesji tak jest, że rzeczywiście – wtedy, gdy mam sesję poza dniem ślubu czy na sesje narzeczeńskie chodzę tylko ja i gdzieś, to co mówisz, rzeczywiście pojawia się taki motyw, że jeśli jest jakakolwiek inna osoba, to ona…

Michał: Odbiera uwagę młodych, nie?

Magda: Odbiera uwagę młodych na przykład. Ja bym chciała, żeby młodzi byli albo skupieni na mnie albo na sobie w trakcie zdjęć z sesji, żeby czar nie prysł. Fajnie, jeżeli nie ma nikogo innego, kto stoi obok i swoim słowem albo gestem rozproszy młodych na moment. Wydaje mi się, że atmosfera na sesji też się przekłada na zdjęcia i to, co robimy i żeby młodzi czuli się swobodnie, to też nie może być tak, że jest jeszcze ktoś obok i nie do końca wiedzą do kogo patrzeć w obiektyw na przykład. Albo jeżeli to jest ktoś ze strony młodych – czy jakaś przyjaciółka, czy też ktoś trzymający graty na sesji. Rzadko bo rzadko, ale czasem ktoś przychodzi i trzyma torebkę. Każda taka osoba odciąga uwagę i rozprasza.

No to jest chyba najgorsza sytuacja, jeżeli właśnie ktoś jeszcze idzie albo, dajmy na to, mam też taką sytuację: „czy to będzie problemem, jeżeli kamerzysta pójdzie z nami na sesję?”. I wtedy jesteś też pod ścianą.

Magda: Nie no, prawda jest taka, że jeżeli chodzi o kamerzystów, to oni też chcą mieć parę na wyłączność i tutaj jakby w interesie i nas jako fotografów, i kamerzystów, lepiej jest mieć krótszy czas, ale na wyłączność niż nawzajem sobie przeszkadzać i forsować swoją wizję.

Właśnie. Zeszliśmy może trochę z tego tematu czy z tego pytania, które zadałem, ale a propos kamerzystów, to też mi się wydaje, że w sesjach, które są filmowane chodzi o coś zupełnie innego. Tam jest więcej ruchu – u nas jednak jest troszeczkę mniej, tak statystycznie patrząc, bo jednak nie wszystkie zdjęcia są takie, że idą, czasem takie pary też stoją. Taki kamerzysta też rzeczywiście może odwrócić uwagę czy rozproszyć parę, tak że tu się z tobą zgodzę.

Magda: Tak. Każdy z nas, czy kamerzysta czy fotograf, ma swój sposób pracy na sesji i efekty są lepsze, jeżeli można mieć parę na wyłączność.

I tym pozytywnym akcentem proponuję zakończyć, żeby tutaj niczego kontrowersyjnego już więcej nie powiedzieć przy temacie kamerzystów.

Magda: Ale nie – absolutnie.

Temat kamerzystów myślę, że powróci i nawet myślę nad jakimś podcastem, żeby był kamerzysta.

Magda: A ja myślę, że całe mnóstwo fotografów też ma już swoich ulubionych kamerzystów, których z przyjemnością poleca i to taki mit, który funkcjonuje, że, wiesz, że kamerzysta to tylko wchodzi w kadry i tak dalej. To niekoniecznie już w tej chwili tak jest.

Tak, pewnie, pewnie. Są kamerzyści i są kamerzyści. Jak to mówi przysłowie.

Magda: Dokładnie. Ale nie wiem czy kamerzyści czy operatorzy, wiesz?

A, no właśnie. Tak jeszcze na sam koniec – ja się zawsze tak zastanawiałem, że jak jest to słowo kamerzysta, to powinno być też słowo „aparacista”, bo jeżeli aparatem robię zdjęcia… Ale to myślę, że do językoznawców…

Michał: Albo operator migawki.

Magda: To Michał, wiesz – jego określenie na fotografa.

Operator migawki, tak?

Michał: Tak, operator spustu migawki.

Myślę, że poprosimy członków naszej grupy facebookowej, żeby się wypowiedzieli w tym temacie, jakie jeszcze alternatywne nazwy dla fotografów mogą zaproponować. To dzięki jeszcze raz za rozmowę.

Magda: Dziękujemy bardzo.

Michał: Dzięki.

Leave A

Comment

1 czerwca 2017
pierwszy ha!
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Piotr Czechowski rozpakowywał właśnie prezenty i nie dał rady się wpisać :P
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    pffff, Jacek nie zaczekał aż dokończę śniadanie, no trudno ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko jego strata :P
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Jacek Marek mi przypomniał że... made my day 🔥😂🤗
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Czekałem na Was :)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Idealnie w czas - do kawy <3
Odpowiedz
1 czerwca 2017
tyle wygrać z rana :)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
czekać cały tydzień i wkońcu jest
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Kamil Tokarski tak długo czekać na dzień dziecka... współczuję :)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Toć to nie czekałem tak na gwiazdkę w dzieciństwie jak na to! <3 Jacek, Ty całoroczny świety Mikołaju :D
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Szymon Kasolik bez przesady, nikt nie wygra z Mikołajem :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    mam nadzieję, że jako prezent sprawiliśmy chociaż trochę radości :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Bardziej niż pistolet na kapsle :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Może bez brody ale siwiznę mądrości ma :D
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
no to odpalamy :D
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    O matko... 😀
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
No to jedziem :)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
o Magda miło będzie posłuchać - pozdrawiam :)
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Dzięki!
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Pstryk :) Ja ostatnio 90% materiału na 2 ślubach zrobiłem Voitkiem 35/1.4 + te kilka pozostałych momentów 50tką 1.1. Oczywiście na A7RII. Suchamydalej.
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Dobry tata:)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Dzisiejszy dzień spędzam z córą :) Także wieczorem posłucham. Wszystkiego dobrego dzieciaki :D
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Czekałem na ten podcast! ;)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Doczekałam się :D
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Podcast z Wami jest niczym wehikuł czasu...odpalasz i nagle patrzysz i już zostało 5 min do końca :) czysta przyjemność :)
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Zaczęłam czytać Twój komentarz i przed końcem pierwszego zdania pojawiła mi się myśl o dinozaurach 😀
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    :)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
o Jezu, wreszcie :D
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    :D
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
NIE KAMERZYSTA TYLKO OPERATOR DSLR :)
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Tak!!
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    A tak wkładając trochę kij w mrowisko ;) To ten kto nie realizował nigdy filmu lustrzanką na ślubie nie zdaje sobie sprawy o ile trudniejsza jest to praca niż fotografa, chodzi mi o stabilność, ciągłość ujęcia, umiejętność obserwacji i przewidywania pewnych sytuacji. Mam złotą zasadę : "operator ma zawsze pierwszeństwo" oczywiście tylko z mojej ekipy ;)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
P. S. Dzięki za szacuneczek :P :D
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Magda, ale masz ładny głos :D Spodziewałem się bardziej poważnego :D
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    to chyba Jacek ma jakieś presety do tego, bo my jesteśmy absolutnie śmiertelnie poważni :)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Podśmiechujki ewidentnie zostały rzucone, mnie nie wkręcicie :P
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Jak ja uwielbiam czwartki! :))))
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Wieczorem, ehh B-)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Ooooooo nareszcie! <3 <3 <3 Ale super prezent na Dzień dziecka!!!
Odpowiedz
1 czerwca 2017
super temat z tym pozowaniem pary i pokazaniem ICH na zdjęciach. Ostatnio oglądałam zdjęcia kilku znajomych par i jako osoba znająca ich osobiście byłam zaszokowana jak bardzo nie są sobą ustawieni w modnej teraz pozie, jak bardzo widać sztuczność w ich twarzy, której fotograf zapewne nie widzi jako osoba nie znająca ich na co dzień. Ale później przychodzi do sesji i wiele par wymaga dokładnego upozowania, pyta "to jak teraz mamy stanąć, co mamy teraz robić" i czasem sesja zmienia się w jedną wielką ustawiankę. Macie jakieś swoje triki na wyciągnięcie tej prawdziwości z trudniejszej pary? :)
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    wydaje mi się że bardzo ważna jest rozmowa, długa rozmowa z para najlepiej face-to-face a nie przez maila :) i poznanie ich najlepiej jak się da...
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    wydaje mi się, że czasem opowiadanie o tym, jak wygląda sesje bardziej stresuje pary, tego staram się unikać. Nie mam złotego środka, ale często jest tak, że pierwsze i ostatnie minuty sesji są najbardziej naturalne
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Marek pisałeś gdzieś o pierwszeństwie filmowców ze względu na ciągłość materiału - ja się z tym zgadzam - my robiąc zdjęcia mamy łatwiej. I jeżeli tylko obie strony są myślące i chętne do współpracy do wszystko się da zrobić, kwestia nastawienie.
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    MagdaKryjak dokladnie. Post usunąlem niechcący ;)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Wahoo. Pobieram i odslucham w drodze do Italii
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Uważaj na radary :) ja tam ostatnio dostałem dwa mandaty
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko samolotem taki dystans... wlasciwie to juz wyladowalem
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Już odpalam ☺
Odpowiedz
1 czerwca 2017
<3
Odpowiedz
1 czerwca 2017
oo, cudownie, robię kawę i już odpalam :)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Dziękuję za życzenia, nadal czuję się jak dziecko !
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Czad! , jeszcze nie słuchałem, ale bardzo Lubię to :-D
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Nareszcie ❤❤❤
Odpowiedz
1 czerwca 2017
no to słucham :)
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    teraz widać kto jak długo śpi ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    jak się kładzie o 3-4 to tak to wygląda ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    mógłbym rzec nocny Marek yyy Kuba :)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
hahah wiedziałem :D
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    A skąd? Bo my nie...
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Magda Kryjak super
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
już czwartek :O??? Cudni goście! Idealnie <3
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Super podcast! Chciałabym mieć już taki staż jak Wy
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    jeszcze chwila i będziesz miała, czas tak szybko leci :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Kasia Pawlica to prawda! Niewiadomo kiedy!
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    przyjdzie z czasem :D ale nie wiem, czy staż się na coś przekłada...
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Magda Kryjak moim zdaniem staż ma przełożenie na doświadczenie, dystans, na wyrobienie w sobie chociażby nawyku tzw. umiejętności odpoczywania. Staż to jest to, co pozwoli Ci więcej przewidzieć bo sporo juz widziałeś, jesteś lepiej przygotowany na różne sytuacje podczas dnia ślubu:) Nie wiem. Ja to tak postrzegam :)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    ;) czasem różnie to bywa - niektórzy w dwa lata robią to, do czego my dojrzewaliśmy przez 10...
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Magda Kryjak no to ja juz nie wiem :D Pomijąc staż fotograficzny, gratuluje stażu małżeńskiego i tego ciepła, które czuć między Wami <3
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    dzięki :) staraliśmy się, bo wiesz... na wizji.. ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Magda Kryjak e tam. Nie wierze Ci :D Na wed campie byłaś mega miła. Takich rzeczy nie da sie udawać <3
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Mega Kryjak 😎
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
o, włączę wracając z przeglądu :D dzięki Tato! :D
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Katarzyna Pyrchała na tatę zawsze można liczyć :)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko wiadomo ❤️
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Fajnie posłuchać w eterze kogoś, z kim się sporo gada na żywo! Byliście jak żywi :D :D :D. A po przesłuchaniu nasunął mi się temat do dyskusji, który już nurtuje mnie od jakiegoś czasu. A nasunęło mi się przy temacie, że wychodzicie poza tematyką ślubną i pokazujecie też innego typu sesje. Wiadomo nie od dziś, że "podobne przyciąga podobne", to jest znana psychologiczna zasada, która ma szerokie zastosowanie w sztuce perswazji, więc i w marketingu. Zatem wiadomo, że to, co wybieramy do publikacji - czy to w social mediach, czy na blogach - to są to rzeczy, które chcemy robić i poszukujemy tym samym takiego klienta, który po to właśnie przyjdzie. Nie od dziś wiadomo, że ładny widok, a najlepiej egzotyczny, skuteczniej przykuje uwagę, niż kadr reporterski - zwłaszcza jak ten ostatni jest z tych trudniejszych, mniej oczywistych, mało pięknych, itp. My w gruncie rzeczy, zwłaszcza na początku działalności, stawialiśmy bardziej na drugie - czyli żeby sobie wychować klienta, który przyjdzie po reportaż i który wie, że ślub to nie tylko ślub, ale że narrację tworzą tez wątki poboczne, itp. Ten przydługi wstęp ma nas poprowadzić ku temu, że wcześniej było rozróżnienie na fotografów, którzy lepiej czuli się w reportażu i takich, którzy słynęli z sesji. TERAZ mam wrażenie, że jest coraz silniejsza SPECJALIZACJA, coraz więcej PODZIAŁÓW. Są specjaliści od ślubów rustykalnych, plenerowych, zagranicznych, miejskich, pałacowych, bógwiejakich. Są sesje portretowe, ślubne, nieślubne, lajfstajlowe, narzeczeńskie, rodzinne, kobiece (czemu nie męskie), glamour, buduarowe, ciążowe, etc. I dziwię się, bo zawsze myślałam, że jak ktoś dobrze robi reportaż ślubny, to chrzest, czy inne rodzinne okoliczności też zrobi dobrze. Jeśli ktoś portafi pięknie sportretować parę w strojach ślubnych, to i z casualową stylizacją sobie poradzi. A jak ktoś do tego umie sportretować kobietę, to nie ma znaczenia, czy ma ciążowy brzuszek, czy nie. Tymczasem klient, w myśl zasady, że podobne przyciąga podobne, jeśli wprost na stronie nie znajdzie akurat zdjęcia ciążowego, to dzwoni i pyta, czy to w ogóle wchodzi w grę, bo o ile portrety na stronie jakieś są, to chyba żadna pani nie ma brzuszka. Może to więc oznaczać, że albo odcinam się od tego tematu, albo, co gorsza, nie podołam zadaniu :). Z jednej strony rozumiem, że klient musi zobaczyć ileś materiałów na konkretny temat, żeby uwierzyć, że i w jego przypadku się uda. Z drugiej strony mam wrażenie, że to jakoś tak umniejsza kompetecjom fotografów. A Wy co o tym myślicie? Zauważyliście coś takiego?
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Przeczytałam raz i zgadzam się :) A teraz drugi raz, bo nie wiem, od czego zacząć...
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    To jest pytanie ogólne, nie tylko do Was - może jeśli reszta też śledzi rozmowę tutaj, to się podłączy.
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    mimo pokazywania konkretnych sesji jeżeli chodzi o zdjęcia rodzinne i tak zdarza mi się telefon, czy zrobię studyjne ciążowe :D ale też zdarza się, że spotykam fotografa ślubnego i on mówi "bo Wy to plenery raczej tak nie bardzo, nie?" Pozdrowienia dla Damiana :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Wydaje mi się, że FOTOGRAF sobie poradzi prawie ze wszystkim, co nie znaczy, że chce robić wszystko co sie nawinie."Specjalizacja" pojawiła się IMHO w momencie gdy zawodowymi/profesjonalnymi fotografami zostają osoby bez doświadczenia, po kierunkowych kursach/warsztatach. Robiąc sesje niemowlęce, idziesz na inne warsztaty, dostajesz inny workflow, presety niż na warsztatach typu : sesje ślubne w stylu rustykalnym i VSCO. Z jednej strony wąska specjalizacja (bo sorry ale stylem tego nazwać nie można) jest ok, bo klient, dostaje 1:1 tego co było oferowane. Z drugiej kończy się tym, że 99% sesji dziecięcych wyglądają tak samo, to samo w ślubach zrobionych w całości 50mm i przelecianych vintydzowym presetem.
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    tych osób bez wykształcenia jest całe mnóstwo w branży - np. ja i Michał. Co nie znaczy, że nie potrafiłabym zrobić zdjęć studyjnych - czasem coś mi się zdarza, ale ja tego nie chcę robić - wolę poświęcić mój czas na to, co sprawia mi więcej frajdy. Wydaje mi się, że specjalizacja jest dobra, bo pozwala nam się rozwijać w tym kierunku, który nam bardziej leży.
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Jasne. Grzegorz Sztybel - święta racja. Faktem jest, że dzidziusia w wiaderku nigdy nie zrobię. Ale specjalizacja w samych slubach - że albo pałacowe, albo rustykalne itp - to mi się wydaje trochę przesada :)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    O takich nie słyszałem ;) Ja to bardziej remizowy a wy jesteście którzy?
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    nie wiem, miejscy chyba :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    albo węziej - krakowscy :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    ale tak jest Iza, klient co widzi na stronie, to uważa że tak umie fotografować fotograf :) dlatego marketing też bywa "spersonalizowany"
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    no wiem, kiedyś chyba bardziej się o tym mówiło w kategoriach stylu, a teraz to już jest coś więcej. zresztą - to się wiąże z tym, że same śluby się "skategoryzowały", "stematyzowały". Kiedyś będąc na czyjejś www w zakładce kontakt, była tam cała masa kategorii do wyboru - jaki to będzie ślub, przy czym okienko wyboru nie było puste, tylko był tam od razu wpisany ślub rustykalny. ale podziały mają to do siebie, że się mnożą i będzie ich pewnie coraz więcej.
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Izabella Górska ratują Cię tylko te fejkowe sesje stylizowane, bierz modeli do lasu, nad morze czy gdzie tam chciałabyś działać i ognia!
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Ale to tylko ogólna refleksja, nie czuję, żebym potrzebowała ratunku :)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Nie to nie :P a taki fajny las chciałem ci sprzedać (presety w cenie) ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    No to jeszcze tylko na koniec - czasem mi się wydaje, że w całym tym szale stylizacji i kategoryzacji ślubów zapomina się, że chodzi o ludzi i o szczerość w tym wszystkim. I to wcale nie jest tak, że to fotografowie zapominają, bo realizują swoje wizje - również sami klienci zapominają o sobie - żeby było prawdziwie, a nie żeby byli elementem narracji na swój temat, w wystylizowanej bajce . Kiedyś jedna panna młoda powiedziała mi, że sobie zdała sprawę, że "od momentu wyjścia z kościoła nie kontrolowała twarzy" :D. Więc jej tylko powiedziałam: "to świetnie, będzie prawdziwie" :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    A właśnie ostatnio widziałam ogłoszenie o poszukiwanym fotografie w stylu... boho. Bardzo mnie to ciekawi, jaka to jest fotografia w stylu boho :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Anna Kopeć no jak to, przecież to podstawowy hit instagrama ostatnich lat - najlepiej na boso, w koronkowej, niekoniecznie białej sukience, a najlepiej tak trochę ślubnej, a trochę wcale, z wyczesanym brodaczem jako panem młodym, z tatuażami i najlepiej humanistyczny, żeby wyglądał dobrze na pustyni błędowskiej, jak pomykają z wiatrem we wianku z gromadą gości, którzy są równie stylowi i finalnie wychodzą przydymieni, z niebem, jakby się świat kończyć miał i z grubym ziarnem ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Anna Wilk-Siedlik hihihi :D Ale to wszystko to styl ubioru, dekoracji i zarostu, a jak to się ma do stylu fotografii? Jeśli moje panny młode wybierają dajmy na to princeski, to znaczy, że nie umiem sfotografować koronki? Trochę mi się w głowie nie mieści, że specjalizacje zawężają się aż tak
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Anna Kopeć no i ten ubiór, dekoracja i zarost mają mieć odpowiednią oprawę :D problem jest taki, że fotografów w stylu boho mamy od sruta, a wielu młodym się tylko wydaje, że istotnie tak sobie wszystko zrobią na tip top, żeby wyglądać, jak z filmów ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    myśl taka - może po prosty fotografowie niekoniecznie jednego stylu też powinni pójść z tym kierunku i np w portfolio teraz zamiast "plener" "ceremonia" czy coś, porobić sobie "śluby rustykalne", "śluby boho", "remiza rules" i klienci mają dowód, że ogarną ;D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    remiza rules :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    rulezzzz powinno być, ale droga myśl - ręka mi sie zaburzyła ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    taki elaborat wystosowałaś, że jutro go przeczytam przy porannej kawce :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Łukasz Popielarz nie wygłupiaj się, Izę się czyta jak pratchetta ;) migusiem i z wnioskami ;) co tu zostawiać ;)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Boże, nie wierzę, porównanie do Pratchetta!! <3
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Izabella Górska no i jeszce pośmiać się można ;) myślę, że trafione :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    (i teraz mam chody u Izy do końca stulecia ;D ) muhehehe :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    ba!
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Magda Kryjak pozdrówki również. :D przesłucham jutro w drodze do Wawy na kotleta. Mam wielką nadzieję osłuchać się o destynajszon, hipsterce i o tym jak zagęścić brodę, bo bez tego to nie ma co za aparat się łapać... tym bardziej, że męski zarost to ja jedynie na ulicy widuję. :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Chyba w ogóle jest tak, że fotografia ślubna wymaga szerokiego spektrum wiedzy o fotografii. Teoretycznie w jednym materiale trzeba zawrzeć dynamiczny reportaż, portret, architekturę (czasem pejzaż), fotografie detalu. Potem należałoby ułożyć to wszystko w zgrabną historie. Porównując to np. do fotografii produktowej, czy nawet szerzej reklamowej, to jest tu wiele wątków do ogarnięcia. I pewnie dla tego, jeśli ktoś robi dobre materiały ślubne jest w stanie poradzić sobie z większością innych zleceń. Pytanie czy ma na to ochotę ? Ja czasami lubię zrobić jakieś totalnie odstrzelone od ślubów zlecenie, chociażby dla sprawdzenia siebie, dla nowych doświadczeń, dla odkrywania innych pokładów fotografii . Oby nie zdjęcia z komunii ; )
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Anna Kopeć no jak to jaka boho bo ho boho buha buha buha hahahahaha ;):):):)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    kawa pita, jajo jedzone więc i ja się wypowiem ! To co Iza napisała jest 10/10 wyczerpaniem tego tematu. Z drugiej strony to co Magda napisała... nie wiem od czego zacząć...:D Tak patrzę na perspektywę czasu jak to u mnie się zmieniało. Jeszcze kilka lat temu nie chciałem robić reporterki bo myślałem, że jest mi to nie po drodze a jak się myliłem? BARDZO ! W momencie kiedy przyszły lepsze śluby, inni klienci, inne pary sesje ciążowe, lifestylofe, portretowe przyszły same bo byli to zazwyczaj te same pary lub ich znajomi z którymi przecież spędziłem jakiś czas na ich ślubie. Naturalna kolej rzeczy w momencie nawet kiedy jest sesja rodzinna czy chrztu (akurat ich nie lubię robić) Tak jak Łukasz pisał że w jednym materiale nie mamy suchego repo tylko też krajobraz, detal, portret czy nawet fotografia dziecięca repo ze chrztu czy inne dziedziny. Pytanie właśnie czy chcemy to robić.?! Czy jest nam potrzebna rządza pieniądza?! Od nendzy do piniędzy ale bez piniędzy nie ma nic ! Łapie się czasami na tym, że jest tu job tam job, ale czy chce to robić zawsze? chyba nie... a jak zrobie to dla żony na torebkę będzie...:P
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Izabella to jest bardzo, ale to bardzo prawdziwe, większość klientów jest wzrokowcami i jak czegoś nie widzą lub też widzą to znaczy że albo to wykonujemy albo nie. Bardzo ważną rzecz powiedział Szymon na ostatnich warsztatach, jak w portfolio będzie miał sesję z szampanem i kieliszkami to takich klientów przyciągniesz. Więc tak jak to napisałaś kategoryzowanie i dzielenie ślubów może wcale ni dziwić, ba nawet wiem że takie coś istnieje. Mnie się jeszce nie udało trafić ślubu boho a co nawet z elementami rustykalu być może dlatego że nie trafiłem to takiego klietna nie ma, więc z tym co piszesz zgadzam się w 100%.
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
2017 jeszcze nie pozwoli mi na rozwój, bo za późno się zdecydowałem na powrót. Mam nadzieje, że w 2018 zmiany, które były zainspirowane przez Niezłe Aparaty pozwolą na prawdziwy start. :)
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Jacek jesteśmy pod wrażeniem tego, jak czysto nagrana jest ta rozmowa, biorąc pod uwagę, co się działo u nas w tle :D Respekt!
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Krzysztof Siwko daje radę w postprodukcji :)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
'kamerować' -> 'aparatować'
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Jacek, jest motywacja, dzięki
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Magda Kryjak <3
Odpowiedz
1 czerwca 2017
A ja muszę nadrobić poprzednie odcinki! Jak żyć?!
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Nie po kolei ;-)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Agata Ciesielska zacznij słuchać podczas zakupów w sklepie... :)
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Jacek - ja słucham najczęściej na placu zabaw albo podczas budowania z klocków ;) nigdy nie robię tak długich zakupów :D
    Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Agata Ciesielska też się dziwię, kto tyle siedzi w sklepie ;)
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Magda Kryjak Michał Kryjak podziwiam od dawna Wasze zdjęcia, cudowna kolorystyka! jesteście również mistrzami światła :) to jak prowadzicie tą rozmowę zachęca do poznania Was bliżej! Pozdrawiam :)
Odpowiedz
    1 czerwca 2017
    Dzięki! Naprawdę miło to słyszeć!
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Dzień dziecka zakończony. Tym razem podcastowanie zacząłem od innej strony. Najpierw sprawdziłem dorobek Atelier Kryjak . Jutro zabiorę się za podcast. Tak czy inaczej, po przeglądnięciu http://www.atelier.kryjak.pl/review2016/ jakoś przypasował mi ten stary kawałek :) https://www.youtube.com/watch?v=fDEcNdNX9X0
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Słuchało się Was prawie tak samo jak ogląda się Wasze zdjęcia. Jednym słowem rewelacja : )
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Dzięki ❤️
    Odpowiedz
1 czerwca 2017
Chciałam się poskarżyć! Miałam popracować max 5 godzin... a leci podcast w tle jeden za drugim i nie można się oderwać od roboty!
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Aleksandra Szada Jarosz martwiłbym się jakbyś nie mogła pracować przez słuchanie podcastu... :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Jacek chyba wolałabym nie móc pracować i słuchać niż nie móc przestać :P
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Fuji :)
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Dlaczego?
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Szybkie, wygodne, dyskretne, ładne, pozwala wtopić się w otoczenie, i na dodatek wychodzą z tego ładne zdjęcia.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    a mi się czasem wydaje, że to że aparat jest mniejszy to działa psychologicznie na nas - że czujemy się z nim bezpieczniej żeby podejść bliżej
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak jest też opcja, że taki mały aparat aż kusi fotografowanych do zadawania pytań na jego temat :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak bardziej na modeli, chyba wszyscy czują się bezpieczniej. Po za tym małe wygodne aparaty nie ograniczają ruchów i tak nie męczą.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko Tak, niektórzy podchodzą i zadają pytania.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Jest jeszcze efekt, ze wszyscy czekają na to magiczne klik, a tu już z5 zdjęć dawno zrobione :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    mi się wydaje, że to jest w nas i że nawet z dużą puszką da się podejść naprawdę blisko, grunt ot być przy tym szczerym i się nie skradać :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak Oczywiście, wcześniej pracowałem na ogromnych puszkach i nie miałem z tym problemu, ale z perspektywy pracy tym i tym to widzę, że jednak wygodniej jest tym małym i fajniej. No i czasem są takie momenty, że jednak te małe ciche pozwalają na pracę i nie burzenie atmosfery. Jestem za duży, żeby się skradać,
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Dodam jeszcze, że w takich momentach jak homilia/kazanie, gdzie młodzi się wzruszali i generalnie były jakieś emocje, seria z D3s sprawiała, że nieboszczycy wychodzili z krypt. Tera nie wychodzą i jest spokój.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    ok... no dobra w takim razie jest coś w Canonach na korzyść - cichy tryb :D
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak Ten cichy tryb nie jest cichy, a przy ośmiu czy jedenastu kl/s wraz byłoby słychać. Kiedyś na te dźwięki lałem, teraz jak czasem obserwuje pracę innych foterów, to jednak słychać. Dodam, że dyskrecja to był główny powód zmiany systemu. Oczywiście są momenty kiedy nawet najgłośniejszych luster nie słychać i wtedy ten aspekt nie ma najmniejszego znaczenia. No i fuji jest tak milutkie że bardzo ładnie komponuje się z marynarkami, ładnymi koszulami itp strojami, w których bardziej wyglądam jak ktoś kto przyszedł na ślub a nie do pracy.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    nie korzystam z trybu seryjnego, to może dlatego mi to tak bardzo nie doskwiera :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak ja natomiast korzystam ze wszystkich dobrodziejstw techniki jakie oferuje wybrany przeze mnie producent sprzętu :) Różne ludzie mają techniki pracy, ja mam akurat taką.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    jak komuś nie przeszkadza zawodnośc fuji i aps-c to luzik
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    a o jakiej zawodności mówisz? Bo o aps-c wszyscy wiedzą, że szajs.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Zauważyłem, że bardzo dużo osób po przesiadce z Nikonów - zwłaszcza tych starszych d700 d3 bardzo chwali sobie kolorki Fuji. Użytkownicy Canonów 5d3 6d z kolej cenią sobie... już trochę mniej. :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Poza wszelkimi zaletami systemu fuji widze jedna wade. Wiekszy shutter lag ktory powoduje, ze trzeba fotografowac z wiekszym wyprzedzeniem. Mam wiecej zamknietych oczu, dziwnych min z fuji niz nikona. Jakos wymusza to na mnie prace w seriach czego nie lubie i trace przez to kontrolechę. Pewnie to kwestia odpowiedniej wprawy. Musze przywyknac do innej specyfiki sprzetu.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    D3s 37 ms vs T2 45 ms :)
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Canoniarzem będę
Odpowiedz
2 czerwca 2017
BTW, jeżeli nie słuchaliście, a chcecie się dowiedzieć, czy nikon czy canon, to tam nie ma słowa o tym :D
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak, ale zachęciłaś :) A nie pytałem Was jakim sprzętem focicie? :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    ups... nie chcę żeby ktoś się poczuł rozczarowany. Moim zdaniem marka nie ma znaczenia :D jak nam kiedyś powiedział nasz fotograf ślubny "zdjęcia to się robi głową" (sic!)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda Kryjak Głową lub z głową, niektórzy twierdzą wręcz, że robi się sercem, ale to już dyskusja dla teoretyków. W pewnym sensie bym się z Tobą zgodził, że marka nie ma znaczenia, ale jak dochodzisz do pewnego poziomu umiejętności technicznych to czasem możliwość wskoczenia wyżej daje tylko lepszej jakości obiektyw czy puszka (mówię głównie o fotografowaniu w trudnych warunkach)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    a ja myślę, że to jest trochę inaczej - żeby sprzęt nas nie ograniczał - dorastamy z tym, co mamy i oswajamy ze sprzętem, a obecne różnice w sprzęcie z porównywalnej półki to niuanse
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Magda, „Najważniejszy element aparatu znajduje się 12 cali za nim" - A.Adams :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Jeśli dobrze słuchałem to Pani Magda wraz z mężem pracuje na canonach? :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    ja nie wiem, czym pani Magda, ale Magda na canonie, fakt. Tylko u nas to był wybór dokonany 13 lat temu - i chyba z wygody nigdy nie rozważaliśmy zmiany systemu
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Cóż za tuning! Właśnie skończyłem słuchać
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Timing 😁
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Nikon. Ale nie jestem fanatykiem ☺️ a podcast słucham właśnie
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Dawid Mazur no rozumiem, zdaje się, że w tym roku Mikołaj przynosi aparaty Leica :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko też tak słyszałem. List napisany, teraz tylko być grzecznym i czekać ;)
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Dominik Imielski głowa do góry :)
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    spoko spoko mam ją wysoko :*
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
A jest tu ktoś kto robił lub robi średnim lub wielkoformatowym aparatem?
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Sredni format od czasu do czasu ale tylko film
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    skanujesz potem do kompa?
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Tak ale nie samodzielnie.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Jacek Gąsiorowski - slubnestudio ? Patryk Morzonek- ale czy śluby?
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Ja też robię od czasu do czasu średnim i chcę zacząć działać wielkim.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    napisałem na priv
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Sesje narzeczenskie tak srednim
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Zibi Kedziora Sam wołasz czy w labie?
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Chcialbym sam ale nie ma warunkow jeszcze.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Średni, sama i w labie
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    My robimy - zarówno negatyw jak i ścianka cyfrowa
    Odpowiedz
    5 czerwca 2017
    Ja tak, ale również analog. BW wywołuje mi mąż w domu, skanuję sama.
    Odpowiedz
    5 czerwca 2017
    Ja srednim :)
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Hey, a co z innymi markami? Sony sprzedalo najwiecej aparatow w 2016, fuji rosnie w sile, nikon zwalnia ludzi, canon stoi w miejscu, leica coraz tansza, a olympus, lumix, etc?
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Robią ludzie
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
ZENITH :P
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Fu Fu Fu Fu... FUDŻI no...!
Odpowiedz
    2 czerwca 2017

    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    MAGDA MISZCZ...<3
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
daj tu od razu ten ostatni materiał, żeby było wiadomo o czym mowa :)
Odpowiedz
2 czerwca 2017
o ten Tomka Pańszczyka też łądnie pokazuje o co chodzi http://tomaszpanszczyk.com/2017/06/01/renata-i-maciej-sesja-w-slowenii/
Odpowiedz
2 czerwca 2017
no jest zajebisty ! ja niedługo swój z Dolomitów dam
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Canon ale nie dlatego, że "reszta to gówno" tylko dlatego, że mimo wszystko ilość plusów przeważyła nad tym a nie innym wyborem. W moim przypadku konkretnie 5d mark III (wcześniej nieudolne mark II ze swoim af...). Szczerze to jedyne co bym chciał lepsze to jeszcze szybsze af, które wystepuje w mark IV ale jak patrzę na cenę to stwierdzam "aż tak nie potrzebuje super hiper af". Próbowałem W tamtym sezonie z Fuji X-T10... kupione za 2700zł sprzedane LEDWO za 1500zł. Po drodzę miałem taka przygodę, że kurz wpadł gdzies tam głęboko na matryce, że dostać się do tego nie można było jak tylko poprzez rozebranie - wysłałem do seriwsu fuji i zabuliłem chyba 270zł. W przeciągu 6 miesięcy aparat chodził ( z gwarancją na prawie dwa lata) już za prawie połowę ceny - czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem w tym biznesie, żeby w tak krótkim czasie mój sprzęt stracił tyle na wartości. W dodatku te lagi... chcesz złapac moment a ten dziad łapie moment po... straszne! po czym patrząc na zdjęcia stwierdziłem, że jednak pełna klatka to inna bajka... lepsza. Był fajny bo mały i wyglądał fajnie:) a o nikonie myślałem ale jednak przesiadka nie warta zachodu.
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    no bo x-t10 to nie jest sprzęt do takich zastosowań.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Z fuji to zpro2 idzie jak burza, x100f w sytuacjach ninja
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Tak naprawdę to dopiero od generacji pro2 i t2 te aparaty nadają się do jakiejś szybkiej roboty i w ciężkich warunkach.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Paweł Przeździak wiadomo ale sam w zasadzie 3 rzeczy mnie zniechęciły - APS-C, Spadek wartości w tak krótkim czasie i awaria... nigdy nie miałem awarii w canonie a działam na nim ok 9 lat...
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    No cóż, awarie się zdarzają. Spadki ceny są bo fuji to w sumie niszowa marka. A z aps-c można sobie poradzić.
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Canon
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Nikuś :-) a konkretnie i jest naj D750 :-)
Odpowiedz
2 czerwca 2017
A gdzie SONY co ma za nie długo sprowadzić lustro do lamusa? :)
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Chyba już sprowadza. Myślę, że jeszcze 3 cztery lata i będzie po lustrach.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Co to za Sony ? :O
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
A co to Nikon?
Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Nikon to puszka która nadal robi zdjęcia, gdy cała reszta jest już zamarznięta :) i w któej działają wszystkie punkty AF i centralny też.
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Aaa.. to ta sama co robi zielony zafarb na twarzach?
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Chyba miałaś jakiegoś uwalonego :)
    Odpowiedz
    2 czerwca 2017
    Zawsze zaczynam sesję od tańca w szpinaku.
    Odpowiedz
2 czerwca 2017
Super si słuchało aż tak dobrze że to mój pierwszy wpis hehe ja jako żona i matka dwójki dzieci muszę nadmienić że żałuję że fotografia nie zajęłam się wcześniej a konkretnie jeszcze przed urodzeniem dzieci bo teraz zwyczajowo brakuje mi na to czasu. Oczywiście zdaję sobie sprawę że chcieć to móc i nie chce się usprawiedliwiać dziećmi że mnie ograniczają i stołują w rozwijaniu się w fotografii ale nie oszukujemy się ciężko jest zorganizować spontaniczna sesje wtedy kiedy się chce 😉 na razie czerpie duuuzo wiedzy od mojego męża no i cudownych pouczających podcastów które uwielbiam słuchać jak dziecię śpi😋
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Fuji ;)
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Panasonic :D
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Nikon :)
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Kto wpisze "Nikon" to niech się spodziewa wizyty mr. Maczety... nie no żartuję :P
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Nikon!
Odpowiedz
2 czerwca 2017
nikon :D
Odpowiedz
Nikon <3
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Nicanon ;)
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Nigdy nie lubiłam tego pytania. Co za różnica? Obie marki są świetne + sony oczywiście :)
Odpowiedz
2 czerwca 2017
Wspaniali ♥️ tylko się upewniłam w wyborze fotografa na własny ślub :-)♥️
Odpowiedz
    4 czerwca 2017
    Magdalena Mikołajek to cieszę się, że podcast pomógł podjąć decyzję :) Nie wiedziałem, że są tu też PM :)
    Odpowiedz
    4 czerwca 2017
    Dzięki Madzia <3 Jacek - fotografowie tez czasem sami ślubują
    Odpowiedz
    4 czerwca 2017
    Magda Kryjak to wiem, czasami człowiek występuje w dwóch rolach, niczym jakiś agent :)
    Odpowiedz
    4 czerwca 2017
    Decyzja była podjęta juz dawno :-) tylko sie upewniłam jeszcze bardziej :-) hmm co do ślubu to cieżko idzie planowanie będąc fotografami :-)
    Odpowiedz
    4 czerwca 2017
    Madzia z Maćkiem to taki pakiet, dwa w jednym:p
    Odpowiedz
3 czerwca 2017
nokiN :-)
Odpowiedz
3 czerwca 2017
Nikon mnie zawsze wkurzał ze względu na kolor skory, ale nauczyłem się z tym żyć :)
Odpowiedz
3 czerwca 2017
Śledzę poczynania Magda i Michał od chyba 2010 i zawsze lubiłem ich styl i świeżość spojrzenia. Bardzo fajnie było posłuchać tego podcastu.
Odpowiedz
4 czerwca 2017
Jacek w Boże Ciało też będzie podcast? ☺️
Odpowiedz
    5 czerwca 2017
    Będzie, postaram się wrzucić przed procesją 😊
    Odpowiedz
5 czerwca 2017
Uff w końcu udało mi się posłuchać i nawet większość nie została zakrzyczana przez dzieciaki :) Bardzo fajna rozmowa, dobrze poznać kto stoi za danymi zdjęciami i tym milej, że przyjemność z oglądania i słuchania idzie w parze :)
Odpowiedz
    6 czerwca 2017
    Dzięki, pozdrawiamy!
    Odpowiedz
6 czerwca 2017
Dzięki za podcast ! - jak zawsze miło się słuchało :)
Odpowiedz
    6 czerwca 2017
    Marzena Szaflik do usług :)
    Odpowiedz
    6 czerwca 2017
    Jacek Marek Siwko
    Odpowiedz
8 czerwca 2017
https://www.youtube.com/watch?v=H_H8TOKcfjg :P BTW polecam do kawy zdjęcia i filmy na jego stronie joeyl.com jeśi ktoś jeszcze nie zna, ostrzegam tylko, że kawa szybko stygnie/kończy się;)
Odpowiedz
8 czerwca 2017
Madziu i ja spałam z Twoim kotem :))))... Całuję Was gorąco <3
Odpowiedz
8 czerwca 2017
a propo dzieci :) - ja mam trójkę - wszystko się da pogodzić ;)
Odpowiedz