Odcinek jak żaden do tej pory. Ha! Pełne zaskoczenie, albowiem gości w podcaście <nie> fotograf a Disc Jockey! Krzysztof Krzemiński znajomym i parom młodym znany jako DJ. Jegomość. Konferansjer i podcaster. Człowiek wielu talentów.

Porozmawiamy sobie nieco o branży ślubnej widzianej z perspektywy kogoś kto zna wielu fotografów i ma możliwość obserwowania ich podczas pracy na weselu…

DJ. Jegomość w sieci:

fb: facebook.com/dj.do.wynajecia
www: djdowynajecia.pl
insta: instagram.com/dj.jegomosc

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:
instagram: instagram.com/jaceksiwko/
fb: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis rozmowy:

#23 DJ JEGOMOŚĆ

Wstęp:

Cześć, witam Was serdecznie, z tej strony Jacek Siwko! To dwudziesty trzeci odcinek podcastu Niezłe Aparaty. Dzisiejsze spotkanie będzie trochę inne niż wszystkie, które do tej pory słyszeliście, z tego względu, że dzisiejszym gościem jest Krzysztof Krzemiński, który nie jest fotografem, a jest DJ-em czy raczej może też wodzirejem ślubnym, czyli jest człowiekiem z naszej branży, adresuje ofertę do tych samych osób, co my – fotografowie, natomiast nie robi zdjęć, czyli po prostu nie jest tak spaczony, tak jak my. Oczywiście żartuję – to nie jest żadnego rodzaju spaczenie, to co my mamy. To jest raczej objaw takiej choroby, którą nazywamy fotografią czy pasją fotografii. Natomiast Krzysiek jest bardzo ciekawą osobą. Myślę, że powinniście go poznać. Jest szerzej znany, jako DJ Jegomość. Myślę, że jak ktokolwiek, kiedykolwiek widział jego zdjęcie czy widział go na weselu, to nie jest w stanie gościa zapomnieć. Naprawdę wyróżnia się z tłumu i nie tylko poprzez ten swój wizerunek, który jest tak bardzo charakterystyczny – muszka, elegancki garnitur, marynarka, broda, specyficzne poczucie humoru. Natomiast chodzi mi o to, w jaki sposób Krzysiek podchodzi do swoich par.

Pierwsza rzecz, która wyróżnia go spośród tłumu innych – chciałem odruchowo powiedzieć fotografów – innych DJ-ów czy wodzirejów ślubnych jest to, że nie ogranicza go zasięg terytorialny, czyli nie ogranicza się do jakiegoś tam kręgu 100 km od domu, tylko po prostu prowadzi imprezy w całej Polsce. Myślę, że to jest fajne, żeby pokazać taką osobę, ponieważ wielu fotografów, myślę, że też czuje się ograniczonych zasięgiem terytorialnym i nie pojedzie gdzieś do Zakopanego, bo to za daleko. A zobaczcie, że tutaj jest DJ, który z całym tym swoim majdanem jeździ tu i tam. I powiem Wam, że często mam takie zapytanie od par młodych, które pytają, czy mogę im polecić jakiś właśnie DJ-ów, wodzirejów i jak mówię, że mam tutaj fajnego DJ-a z Gdańska czy z Sopotu, oni się kontaktują, jest zapytanie na ślub w Warszawie i się okazuje, że to jest za daleko. A tutaj zupełnie nowe podejście wśród DJ-ów i myślę, że to będzie pewnego rodzaju trend, dlatego fajnie tutaj posłuchać.

Ale też przy okazji trafia się super-okazja, by wyjść nieco z tego naszego środowiska fotograficznego i takiego typowego odpytywanka fotografów, które mamy w Niezłych Aparatach. Myślę, że to będzie taki fajny, odświeżający odcinek, dlatego zachęcam Was do wysłuchania tej rozmowy z Krzyśkiem.

 

Rozmowa

Jacek: Witam ciebie Krzyśku w audycji Niezłe Aparaty. Dzięki że zgodziłeś się wystąpić w podcaście.

Krzysiek: Jest mi strasznie miło – cześć! – bo słucham was bardzo często i ciebie słucham też bardzo często, przez co miło mi się pojawić po drugiej stronie też, żeby mnie teraz ktoś posłuchał.

No właśnie, bo ja zauważyłem, że ty jesteś bardzo aktywny na naszej grupie na Facebooku. Zresztą sam jesteś podcasterem. Powiedz, jakie to uczucie być po drugiej stronie, że tak powiem, mikrofonu, bo zazwyczaj ty odpytujesz?

Strasznie lubię rozmawiać z ludźmi. W ogóle strasznie lubię tę naszą branżę, przez co się wpycham też w takie miejsca, gdzie być może nie powinienem się odzywać, no bo nie jestem fotografem, chociaż czasem robię też jakieś zdjęcia, więc mam nadzieję, że nikt nie ma mi tego za złe, że ja gdzieś tam wchodzę troszeczkę z butami. Ale szczerze wierzę w to, że są takie wspólne wartości, które powinny przyświecać niezależnie od tego, co się w tej branży dokładnie robi. A gadać lubię zawsze i chętnie z każdym, więc cieszę się, że mnie zaprosiłeś.

No właśnie. Talent krasomówczy to chyba taki punkt, że tak powiem, obowiązkowy dla DJ-a, konferansjera weselnego. Powiedziałeś o takich punktach wspólnych naszej branży z fotografami. Myślę, że ten taki wspólny punkt to ta grupa docelowa, do jakiej adresujemy te nasze usługi. To pierwsza rzecz, która gdzieś tam powinna nas łączyć, jednak spotykamy się na tych wszystkich imprezach.

Wiesz co, może zaczniemy od takiego krótkiego wprowadzenia – kim jesteś i czym się dokładnie zajmujesz? Jakbyś mógł w trzech słowach opowiedzieć.

Okej, jasne. Ja jestem, tak samo chyba jak ty, z dość niedużego miasteczka. W każdym razie moje miasteczko znajduje się na Dolnym Śląsku, to jest Bolesławiec, ale jakby od samego początku, jak zacząłem się bawić w to, co robię, to podjąłem decyzję, że chcę dużo jeździć po Polsce, bo ona jest fajna, chciałbym ją zobaczyć, przez co nigdzie się za bardzo nie chwalę skąd jestem. Często do mnie piszą pary i pytają o to. Ja mówię, że ta informacja jest wam do niczego nie potrzebna, bo jeżdżę po całej Polsce. I tak, jestem DJ-em, prowadzę imprezy. Kiedyś bardzo różne, teraz tylko i wyłącznie przyjęcia weselne, bo one kradną większość czasu z kalendarza i potrafią człowieka trochę rozpieścić, jeśli chodzi o stawki przede wszystkim. Czyli jeśli kiedyś to były też urodziny, imieniny i prywatki u cioci, to teraz już częściej są to wesela, eventy jakieś takie bardziej poważne. Ale jestem otwarty zawsze na różnego rodzaju szalone akcje.

No i co? No i trochę bloguję na ten temat. Nagrywam też własny podcast, ale nie jest on skierowany do branży, tylko raczej jest on skierowany do potencjalnych par młodych, do przyszłych par młodych i ma on promować takie, powiedzmy, fajne, nowoczesne podejście do tematu przyjęć. No i chyba tym się zajmuję. To mi kradnie czas. Oprócz tego oczywiście jestem mężem, ojcem, mam trzy koty i psa, i lubię sobie czasami pobiegać, na przykład słuchając audycji twojej wtedy.

No właśnie widziałem. Sprawdzałem niedawno hashtag #niezleaparaty na Instagramie i widziałem właśnie twoje wysiłki biegacza. Podziwiam. Muszę też może trochę pobiegać, bo ostatnio się zaniedbałem.

Wiesz co, do biegania przekonali mnie fotografowie, bo zawsze na przyjęciu, jak spotykałem fotografów i ja sobie odmawiałem tortu, a oni jedli – szczególnie dziewczyny wcinały te torty – to ja mówię „jak wy to robicie, że ja sobie odmawiam, a wy tak świetnie wyglądacie?” i w ogóle. One mówię „bo biegamy”. Przy chyba czwartej czy piątej pani fotograf, która stwierdziła, że biega po to, żeby móc jeść na przyjęciach weselnych bez umiaru, stwierdziłem, że też muszę zacząć to robić i od tej pory zacząłem biegać, jakieś dwa, trzy lata temu.

Ale one biegają poza weselami czy biegają podczas wesela?

Twierdziły, że biegają poza weselami. No podczas wesela też tak biegają i zasadniczo można zobaczyć, że panie, które fotografują najczęściej wyglądają naprawdę bardzo dobrze, szczególnie dzięki tym przysiadom z aparatem. Tak zawsze sobie żartuję z tego tematu, że to kształtuje na pewno pośladki, czyli przysiady z obciążeniem, kilkukilogramowym sprzętem na sobie. No tak, sport to jest fajna sprawa. Myślę, że każdy, kto chciałby w tej branży pracować i ma sukcesy, czyli jest na tych kilkudziesięciu imprezach rocznie, to ma tę pokusę jedzenia i powinien zadbać też o siebie, żeby się mieścić w swoich ciuchach na przykład.

Dokładnie, ja dosyć często używam takiego porównania piłkarskiego, więc ci powiem, że po jednym takim przyjęciu weselnym to się czuję zawsze, jak piłkarz po meczu, no nie? Kiedyś się nawet ważyłem i po każdym zleceniu ważyłem mniej więcej od 1,5 do 2 kg mniej niż tak standardowo, bo to tyle pożera energii.

Natomiast tutaj powiedziałeś o tym Bolesławcu. Pytanie mi się nasunęło o rynku lokalnym, czyli na początku, jak zaczynałeś, to po prostu nie skupiałeś się na najbliższej okolicy? Powiedziałeś, że chciałeś zawsze gdzieś tam jeździć po Polsce, tak? Czyli z góry wiedziałeś, zakładając ten swój „byznes”, że będziesz podróżował i że będziesz chciał wyjść poza ten taki okrąg lokalnych imprez?

Ja ci się przyznam zupełnie szczerze, że ja nigdy nic nie wiem i tego też nie wiedziałem. Ja jestem takim gościem, który gdzieś tam łapie wiatr w żagle i z tej strony, z której on zawieje, to staram się to maksymalnie wykorzystywać. Chyba jak każdy, jak zaczynałem swoją pracę to starałem się dowiedzieć, jak się to powinno robić, czyli starałem się gdzieś szukać informacji, a w którymś momencie zacząłem szukać własnej drogi. Uznałem, że to, co powinienem to już robię.

Zacząłem szukać własnej drogi, założyłem sobie stronę internetową dość szybko i zacząłem robić taki, może nie marketing, ale byłem w internecie. Byłem na Facebooku, miałem swoją stronę, dałem się znaleźć dzięki pisanym na niej tekstom przez Google i jak ktoś do mnie dzwonił – a to już było w pierwszym sezonie – i zaproponował mi pojechanie do Koszalina na imprezę, to ja tam pojechałem. Nie powiedziałem, że nie – to jest za daleko, tylko pojechałem. Później zadzwonił ktoś z Krakowa, to tam pojechałem i dzięki temu, że ja tam jeździłem i za każdym razem zasiałem tam jakieś takie małe ziarenka – tak lubię żartować – i za każdym razem kilka osób mniej tam widziało, spotkałem nowych ludzi, czy to z branży czy to właściciele sal, którzy podchodzili po wizytówki.

Ja też trafiłem na taki fajny moment. Na taki moment, w którym ja zacząłem… Założyłem swoją firmę w 2012 roku. Tam był taki trochę przełomowy moment dla branży mojej też i DJ-ów było wtedy jeszcze całkiem mało. Nie tak dużo jak teraz, przez co też łatwiej było mi się wypromować.

I jak zacząłem jeździć, to mnie to pochłonęło. Jakby nigdy nie było tak, że jest za daleko. Zawsze mówiłem: okej, moja usługa kosztuje tyle, dojazd kosztuje tyle, chcecie? I jak ktoś chciał to po prostu pakowałem menele i jechałem do niego.

Właśnie, tu powiedziałeś, że pojechałeś tam, zasiałeś ziarenko, czyli wymieniłeś te kilka uścisków dłoni i to już jakby procentowało, nie? Kwestia wyjazdu za daleko. Powiem ci, że ja często dostaję właśnie różnego rodzaju zapytania, w stylu: czy możesz polecić jakiegoś DJ-a na imprezę i impreza jest gdzieś tam w Zakopanem. Ja DJ-a akurat żadnego nie znam z Zakopanego, ale znam na przykład z Wrocławia, no to wiem, że mogę akurat tego DJ-a polecić, bo gdzieś go spotkałem, powiedzmy, w drugiej części Polski. Ale co tu dużo czarować – większość DJ-ów powie ci, że „nie, sorry, ja z Trójmiasta nie pojadę do Bydgoszczy, bo mi tam za daleko i w ogóle wolę sobie dwa wesela machnąć w piątek, sobotę w Trójmieście” czy bezpośrednio pod Trójmiastem.

Wiesz co, ale to nie tylko jest charakterystyczne dla DJ-ów, bo jak czytałem dyskusję na twojej grupie, to podobnie myślą niektórzy fotografowie, a pomyślcie, że taki DJ ma ze sobą ciężarówkę albo busa sprzętu, a nie tylko torbę z aparatami, tak że jakby wygodniej jest fotografowi się poruszać, a też nie każdemu się chce. To jest kwestia priorytetów. Jakby ja się strasznie jaram tą swoją pracą i odwiedzaniem tych nowych miejsc. Strasznie lubię sobie gdzieś w głowie odhaczać takie miejsca, o których gdzieś usłyszę i później mogę tam pojechać, i je zobaczyć na żywo albo, jeszcze lepiej, w nich pracować. W tym roku na przykład będę prowadził przyjęcie weselne w Stoczni Gdańskiej, czym się strasznie jaram, bo samo miejsce brzmi ekstra. Będę w Folwarku Wąsowo pod Poznaniem – czytałem o tym miejscu na blogach, spotkaliśmy się tam ostatnio na targach i wiem, że jest bajecznie. Będę w jakimś, opuszczonym… to znaczy nie opuszczonym, ale starym szybkie kopalni na Śląsku. Będę w Augustowie. Będę w Warszawie.

Będę też w kilku innych takich modnych miejscach, o których gdzieś tam czytam i mnie to strasznie jara, to że odwiedzam te inne miejsca, a też z drugiej strony, powiem ci szczerze, że lubię się uczyć na błędach innych ludzi i mam takich zaprzyjaźnionych, czy to fotografów czy w ogóle ludzi z branży, którzy są z mojego miasteczka, ale nie tylko – tylko takich, którzy podjęli taką decyzję, że nie jeżdżą zbyt daleko. Oni są strasznie szybko zmęczeni swoją pracą. Oni mówią: „Znów mam w tej sali. Tych sal wokół mniej jest osiem, trzy są w porządku, jedna jest ekstra i cieszę się, jak w niej pracuję, ale pracuję w niej, bo jestem tam, powiedzmy, najlepszy w powiecie, pracuję w niej dziesięć razy do roku. W tamtym innych pracuję jeszcze też gdzieś tam kilka – łącznie mi wychodzi trzydzieści wesel i mam tego dość po trzech latach, po czterech latach, a nie za bardzo mam, jak się stąd wyrwać”. I ta rutyna mi zupełnie nie grozi. Powiem ci, że jak gdzieś jadę, a potem jestem tam za dwa lata znowu, to się strasznie cieszę, że patrzę, jak się to miejsce zmieniło i strasznie jest mi przyjemnie, jak ktoś mnie pamięta. Ja, kiedy odwiedzam te miejsca, robię to dość rzadko, po raz kolejny, to wtedy mam taką dodatkową wartość.

Więc ja bardzo mocno polecam każdemu to, żeby za tą strefę komfortu związaną z geografią czasami chociaż się wybrać. Ja nie mówię, że to trzeba nie wiadomo gdzie jeździć, bo ja na przykład nigdy nie grałem przyjęcia poza granicami Polski, chociaż się już pojawiają propozycje i pewnie się to w końcu zdarzy, dlatego zazdroszczę trochę tym fotografom, którzy jeżdżą gdzieś tam daleko. Nie chodzi o to, że jeżdżenie jest celem samym w sobie, ale kiedy ktoś do mnie dzwoni, proponuje fajną imprezę w fajnym miejscu i pasują jemu moje stawki, na dodatek ja się jemu podobam, no to jadę.

Też mam takie wrażenie, że ci ludzie, którzy szukają kogoś i nie patrzą na geografię są dużo bardziej świadomi. To nie jest tak, że oni patrzą na rynek lokalny, którzy zawsze jest ograniczony i wybierają tam kogoś, kto najbardziej mu pasuje, tylko patrzą na rynek polski i wybierają kogoś, kto mu pasuje idealnie. Ktoś, w czyjej pracy są w stanie się zakochać. Uwielbiają zdjęcia tego fotografa, filmy tego gościa albo pasuje im styl tego DJ-a i przez to ja mogę być sobą na takich imprezach. Zdarzają mi się imprezy lokalne grane dla jakiś kuzynów, znajomych znajomych albo kogoś, kto gdzieś tam coś słyszał. Żona moja się wtedy strasznie cieszy, bo wracam do domu na noc. Ale ja myślę, że to nie są aż tak fajne imprezy, jak te, gdzie ktoś świadomie decyduje się na moją osobę.

No właśnie, ale to mówimy o jakiejś części rynku, czyli gdzieś tak z 5% tych wesel, ja bym to tak określił. Nie wiem na jakiej podstawie w sumie, bo tam kiedyś po prostu przeczytałem takie dane statystyczne, ile ludzi organizuje, jeżeli chodzi o budżety, te wesela i wyszło, że ten high-end cały to jest gdzieś 5%. No i ja tak przyjąłem te 5% jako… Wiem, że to nie można tutaj oceniać tylko i wyłącznie po wielkości budżetu, ale gdzieś to wychodzi koło 5%. Natomiast tutaj powiedziałeś coś tam o tych klientach, którzy mają jakąś swoją wizję. I chciałem się ciebie zapytać, kiedy do ciebie dotarło, że akurat do takiego rodzaju klienta chcesz adresować swoje usługi.

Ja ci powiem: mam taką fajną historyjkę, że kiedyś siedziałem z jedną z par przy stoliku u mnie w mieście w takim lokalu, który bardzo lubię. I rozmawiałem sobie z nimi, a przysłuchiwał się tej rozmowie mój znajomy fotograf. On ma to do siebie, że on tam prawie mieszka w tej knajpie, ale też to, że zawsze, jak widzi, że z kimś rozmawiam, to siada gdzieś niedaleko, bo kilka razy już udało mi się przedstawić już przy okazji jego i on miał zlecenie dzięki temu, że widział, że ja rozmawiam z kimś na temat przyjęcia. I padło pytanie właśnie ze strony tej młodej pary od kiedy jestem DJ-em. A on się wtrącił do rozmowy i mówi: „zapytajcie się go, od kiedy on jest dobrym DJ-em, a nie od kiedy jest DJ-em”, więc tak naprawdę ciężko jest określić taki moment, bo to zawsze się dzieje płynnie.

To też są kwestie spotykanych ludzi i ludzi, którzy gdzieś cię tam zapraszają i ludzi, którzy za mnie podejmowali te decyzje i oni mnie tam pchali. I to ci ludzie, których spotykam bardzo dużo mi dawali. Na przykład w zeszłym roku grałem przyjęcie weselne… Zeszły rok w ogóle był taki przełomowy, ale grałem weselne przyjęcie w Cegielni Rzucewo, gdzie poznałem Rafała Bojara, z którym sobie później dość sporo rozmawiałem i który sporo wpłynął w ogóle na moje myślenie o mnie. Jesienią zadzwoniła do mnie Kaśka z Katowic z targów Silesia Wedding Day na początku z zapytaniem, czy bym zagrał na jej przyjęciu weselnym i się to w końcu uda, a później z zaproszeniem mnie na te targi i powiem ci szczerze, że to był chyba dla mnie taki przełomowy moment, kiedy pojechałem na targi i zobaczyłem, że to jest ten świat, w którym ja się chce tak na maksa się obracać. Rzeczywiście ja takich imprez fajnych trochę miałem, ale nigdy tak o sobie nie myślałem, natomiast, kiedy zobaczyłem to środowisko, kiedy wlazłem tam tak na maksa to poczułem, że tak, to jest moje miejsce, niech się mody zmieniają, ale ja chcę być taki, ja chcę to robić dla tych właśnie klientów, a każdy kolejny rok tak właśnie wygląda, że jestem coraz bardziej w tę stronę, coraz mniej przypadkowych ludzi.

No to chyba tak to się dzieje. Nie wiem, może mi się to odmieni, za jakiś czas będę jeszcze inaczej myślałem o sobie, o tym, co mam robić. Natomiast to jest zawsze wpływ ludzi, to oni zapraszali, później się okazywało, że to są jakieś fajne miejsca, fajne sale. Na wiele rzeczy, które robię sam bym nigdy w życiu nie wpadł.

Rozumiem. A używasz jakiegoś filtra do klientów czy to po prostu poprzez to, jaki jesteś i jak opowiadasz o sobie na stronie?

Mam kilka takich filtrów i chętnie o nich opowiem, natomiast przede wszystkim mi się wydaje, że moja komunikacja jest dość mocno klarowna i to kiedyś ktoś fajnie powiedział: „Krzysiek, DJ-e są jak BMW, a ty jesteś jak Garbus”. No że wiele osób powie, że fajny, ale mało który chce kupić i tym jeździć, co nie, więc to trochę tak działa. Że mam taki wizerunek dość konkretny, który sam w sobie sprawia, że piszą do mnie już bardziej konkretni ludzie. Na każdego maila odpisuję „cześć”. Jak ktoś do mnie pisze „proszę pana, czy ma pan czas, czy oferta…” czy coś tam, a ja odpisuję „cześć, jak się macie?”. Piszę „na ty” od razu. Wiem, że jeśli komuś to przeszkadza to nie jest osobą, z którą mi się będzie dobrze współpracowało. Mam kilka takich odstraszaczy i na pewno takim odstraszaczem jest też stawka, bo moja nie jest najniższa. I ostatnio ktoś mnie uświadamiał, jak te ceny w Polsce wyglądają, więc cieszę się, że ludzie chcą mi płacić tyle, ile ci ludzie chcą mi płacić, bo spisuję z nimi umowy i gram na ich przyjęciach, więc to też jest do pewnego stopnia taki sposób na to, żeby oddzielić ludzi przypadkowych od tych, którzy tak naprawdę mają ochotę na to, żeby z tobą współpracować.

Tak, bo to właściwie temat tego typu, że stawki są, powiedzmy, na danym poziomie w Polsce, to co to w ogóle ma za znaczenie? Jeżeli ty masz swoją stawkę, to co cię to obchodzi, ile inni biorą, nie? To jest jedno.

Wiesz, co przypomniała mi się taka jedna rzecz a propos poprzedniego tematu, o którym mówiliśmy, o tym zmienianiu miejsc, w których pracuje się podczas ślubu. Spotkałem w tamtym roku w Londynie takiego jednego fotografa, który zapewniał mnie, że ma taką taktykę, że po prostu nie przyjmuje dwóch zleceń w jednej miejscówce ślubnej w danym roku. Że w przyszłym roku okej, może wrócić, ale jak dostaje zapytanie z tego twojego Folwarku Wąsowo i on już ma umowę na niego, to mówi, że ma już zajęty termin. Nie wiem, jak to będzie wyglądało u niego w długiej perspektywie, bo kiedy zapytałem, ile ma sezonów w nogach, powiedział, że jeden.

To mówisz, że ludzie, których spotkałeś w branży mieli wpływ na to, że po prostu uświadomiłeś sobie, w którym kierunku chciałbyś się tutaj udać ze swoją firmą? Ale rozumiem, że czasami tam przez te filtry czasem się przedostają?

Przedostają się, tak.

…nie te, że tak powiem osoby, które powinny.

Nie, ja ci powiem zupełnie szczerze: praktycznie wszystkie moje pary, a zagrałem chyba około stu pięćdziesięciu wesel – nie liczę ich dokładnie, trochę żałuję, że nie numerowałem na początku – wszystkie są, poza może dwoma czy trzema, to są ludzie, z którymi mógłbym iść na piwo w każdej chwili, których bardzo lubię. Niezależnie od tego, czy to były imprezy w remizie czy to były imprezy w sali weselnej, typu pałac w Piździkowicach czy to były imprezy w jakimś fajnym, modnym, rustykalnym czy industrialnym miejscu, to ludzie są świetni.

Nie zawsze wszystko zależy od nich. Czasami jest tak, że ja jestem jedynym elementem, który zależy od młodej pary. Przerabiałem to, niedługo będę miał takie przyjęcie. Oni mówią, że wszystko wybrali rodzice – miejsce wybrali rodzice, menu wybrali rodzice, my mamy DJ-a, ale liczymy, że jakby to będzie miało duży wpływ na to, jak ta impreza będzie wyglądała. Że mimo tych wszystkich wyborów dokonywanych przez rodziców i tej świni z racami, która ma tam w którymś momencie wjechać, to impreza będzie jednak troszeczkę nagięta na ich stronę i tak naprawdę to są jedyne te rzeczy, o których mówię, że one przechodzą. Ja nie uzależniam tego czy podpiszę z kimś umowę od miejsca. Raczej od tego, czy z ludźmi mi się fajnie gada. Sam wiesz, że czasem para jest fajna, ale goście są trochę mniej fajni albo coś tam. Ale coś zawsze gdzieś rekompensuję.

Jedynym takim elementem, którego ja się zaczynam bać, a który jest trochę jakby odpowiedzią na twoje pytanie, to jest współpraca z wedding plannerkami, bo zaczęła mi się dość mocno, coraz więcej wedding plannerek do mnie pisze i czasami nie mam kontaktu z parą. Bardzo chcę wierzyć, że te dziewczyny, czyli organizatorki tych przyjęć – to są zasadniczo dziewczyny – podejmują świadome decyzje. Bardzo proszę, żeby nikt nigdy nie sprzedawał moich usług na siłę albo żeby nie proponowała ich parze młodej, która nie będzie czuła tego klimatu. Tą odpowiedzialnością musimy się trochę podzielić. Wiadomo, ja trochę gadam głupoty, bo też jestem elastyczny i oczywiście, że mi się zdarzają imprezy zupełnie takie poza tym nurtem, o którym sobie gadamy, czyli też mam takie, wiadomo, ze świniakami, disco-polo i takimi rzeczami, i jak najbardziej trzeba sobie z tym radzić. Też jestem uniwersalny. To też nie jest tak, że jak ktoś mnie zaprosi na imprezę i ja tam przyjdę, to zawsze robię to samo i nie dostosowuję się do tego, jak to wygląda. Muszę się dostosować, przez co jakby filtr filtrem, ale potem jest rzeczywistość.

Też tak sobie czasami mówię, że te imprezy trzeba brać różnorodne, bo jakby one były takie monotonne, to by się człowiek zanudził i czasem sobie fajnie odpocząć od rzeczy fajnych, robiąc takie coś o nieco gorszej estetyce, żeby później też doceniać te ekstra miejsca. Żeby się tak wewnętrznie, mentalnie nie rozpieścić. To jest straszna rzecz, której chciałbym bardzo mocno uniknąć, żeby nie gwiazdorzyć nigdy, żeby jakaś sodówa nie uderzyła do głowy, że jest się tylko w fajnych miejscach i potem przyjadę na jakąś trochę gorszą miejscówkę i będę, nie wiem, narzekał na nią, że tu jest niesmacznie, że jest brzydko, że scena jest nie taka, że prąd nie taki, że coś tam. Ja wiem, że to jest miejsce, które ci młodzi ludzie wybrali, na takie ich było stać, z reguły obsługa się stara jak może i w ogóle. Przede wszystkim ludzie, co jest dla mnie najważniejsze. Mam nadzieję, że odpowiedziałem jakoś na twoje pytanie, bo się trochę zakręciłem w tym wszystkim.

Nie no, dobrze. Powiedziałeś szczerze przynajmniej. Tutaj wyszło szydło z worka, że nie kręcisz nosem, jak przychodzi jakieś tam zapytanie, powiedzmy, z Pipidówy Dolnej.

Ja się strasznie cieszę, jak mnie ktoś chce. To jest tak, że pokazuję siebie i ktoś mówi „chcę tego gościa”. Ja mówię „no to fajnie”, już mi jest bardzo miło i uważam, że to już jest taka duża nobilitacja dla mnie, jeżeli komuś pasują też potem moje warunki finansowe i w ogóle, to już nie kręcę nosem i po prostu staram się, żeby było najfajniej, jak może być.

A przy okazji tych wedding plannerów, którzy jakoś tam mimochodem wracają do podcastów, do tematów, powiedz – też odpisujesz im „na ty”? Walisz im „na ty”, bezpośrednio? Przychodzi takie zapytanie z agencji X czy Y: „czy ma Pan wolny termin?”. I wiesz, ja odpisuję na przykład „no cześć Marzenko” – czy jakoś tam – i potem „czy może Pan jeszcze coś dopisać?”. Takie uparte stosowanie tej formy „na Pan”. Ja wiem, że ja nie chcę już z takimi osobami współpracować.

To jest dyskusja o tak zwanym profesjonalizmie i jego postrzeganiu przez ludzi. Niektórym się wydaje, że jak będzie do wszystkich ludzi mówił „na Pan”, to będzie profesjonalny. Niektórym DJ-om się wydaje, że jak napiszą na stronie „nie piję wódki na imprezie”, to są profesjonalni. Ja twierdzę, że można profesjonalnie pić wódkę na weselu z parą młodą i zdarza mi się to relatywnie często, i strasznie to lubię. Nie dlatego, że lubię wódkę, ale dlatego, że lubię spędzać miły czas z ludźmi, którzy mają ochotę ze mną go spędzać. Więc to jest takie złe myślenie. To jest coś takiego, mówienie językiem pseudoprofesjonalnym. Jeśli ty nie chcesz z takim kimś współpracować. Też fajnie, że ktoś nie udaje, nie robi tego dla ciebie, czyli nie zaczyna udawać, że jest fajnym ziomkiem, jeżeli jest panią po czterdziestce, stateczną i chce w ten sposób się z tobą komunikować. No bo komunikacja jest bardzo ważna.

Ja nie mówię o statecznych paniach, mówię o dziewczynach. Bo oczywiście zawsze sobie sprawdzam, kto do mnie pisze i później widzę na stronie agencji, że to jest jakaś młoda osoba, jeszcze pewnie młodsza ode mnie i tak mi „panuje”, że tak powiem.

Bo może ciebie tak odbiera, że ty jesteś poważną osobą.

Ale słuchaj Krzysiek, to ci powiem a propos tego, jak ja mówię zawsze parom na targach ślubnych, jak oni do mnie podchodzą i „czy ma pan ofertę?”. I ja zawsze muszę wyjaśnić tę definicję pana, bo mój dziadek twierdzi, że to trzeba mieć minimum dwadzieścia hektarów ziemi i jako że mi brakuje akurat jeszcze dwudziestu, to nie jestem żadnym panem, więc tutaj zluzujmy.

A propos jeszcze takiego czegoś, co powiedziałeś o tej elastyczności, że masz plan i jesteś elastyczny, to z racji tego, że ja też jeżdżę po kraju i nie tylko, ale rzadko jakby wracam w te same miejsca i rzadko jest ten sam DJ, więc tutaj miałem taki przypadek, że spotkałem jednego DJ-a, bodajże z Gdańska, pierwszy raz go w Gdańsku spotkałem, później w Warszawie, który miał dokładnie ten sam plan na kolejne wesele. Nawet żarty miał te same. I dla mnie to było takie coś, że widziałem, że gościu się bardzo stresował, bardzo się, że tak powiem, ciśnieniował, że musi być tak, jak on sobie zaplanował. Że jeżeli o dwudziestej pierwszej tam nie wystrzeli jakiś fajerwerk, który standardowo u niego wystrzela, to zaraz mu się życie posypie. I parę razy mieliśmy takie trudne momenty podczas tego wesela, bo ja coś chciałem tam zrobić, parę wziąć, powiedzmy, na krótką sesję, a on tam ciśnieniował, że nie, bo teraz musi być według planu pierwszy taniec, no nie?

To się zdarza, ale wiesz co, myślę, że to nie tylko DJ-ów dotyczy, ale też wszystkich ludzi z tej naszej branży, że niektórzy są kreatywni spontanicznie i wpadają na świetne pomysły spontanicznie, a niektórzy są tacy, że to sobie kiedyś wymyślili, opracowali plan i oni muszą go zawsze zrealizować. Pytanie jest o klientów – czego oni oczekują? Bo być może oni oczekiwali odtworzenia jeden do jednego tej roli. Są ludzie, którzy to robią rzeczywiście. Znam takich. I ja jakby tego nie neguję, bo zasadniczo staram się nikogo nie negować i uznaję to zawsze za jakiś taki przejaw… Ktoś chciał, ktoś zapłacił, ktoś dostał, powinien być szczęśliwy, natomiast ja jestem z natury takim nieuporządkowanym kimś. Jakbym sobie napisał coś takiego, taki scenariusz, to bym o połowie rzeczy zapomniał, wyleciałoby mi z głowy, nie wiem, próbowałbym coś nadganiać. Tak że ja stawiam bardziej na spontaniczność, na taką naturalność.

Ale powiem ci, że mówisz o takiej fajnej rzeczy, ważnej – to jest podcast dla fotografów, więc pogadajmy trochę do fotografów. Na przykład ten temat sesji w trakcie imprezy.

No bo to wiesz, Krzysiek, u nas to nie jest takie widzimisię dla fotografa, tylko zależy od światła, nie? Od warunków oświetleniowych w danym dniu.

Jasne, ale powiem ci, że mój pogląd na ten temat się bardzo mocno zmienił na przestrzeni czasu, bo kiedyś uważałem, że to jest strasznie zły pomysł, a teraz – być może wraz z ilością tych slow weddingowych weddingów, które zagrałem i tego typu imprez, uważam, że jak najbardziej jest na to czas i miejsce na przyjęciu. Że jakby głównym grzechem polskiego, tradycyjnego mniej lub bardziej, przyjęcia to jest ten taki rollercoaster, o którym mówisz. Że coś po czymś musi nastąpić, że teraz jest pora na to, a zaraz jest pora na tamto i nie mamy chwili wytchnienia. I jakby uważam, że to jest duży błąd, że tak robimy, że jednak powinno być trochę czasu, że jednak trzeba troszeczkę zwolnić, że jednak jeśli jest piękny ogród i ładne słońce, i godzina 16:30, to idźcie zrobić te zdjęcia i pochodźcie tam nawet godzinę, tak? To jest fajne, bo potem macie fajne zdjęcia, a z drugiej strony jest czas na to, żeby czymś ten początek przyjęcia wypełnić.

Mi się strasznie podobają anglosaskie imprezy, gdzie jest wedding reception, gdzie długo się wszystko rozpędza, gdzie potem są speeche, a dopiero potem się impreza odpala, gdy ludzie mają ochotę imprezować, czyli, powiedzmy, to jest o 20:00-21:00 pierwszym tańcem. Pierwszy taniec na polskim weselu o 16:30 czy tam 17:00, to trochę nie tędy droga. Dużo fajniej byłoby wtedy zabrać gości na jakąś przechadzkę po okolicy, na jakąś sesję, na grilla, na cokolwiek tam, a wrócić na salę po chwili. Myślę, że dzięki temu imprezy powinny zyskiwać. Myślę, że taki trend się będzie rozwijał, więc, mi to jak najbardziej pasuje.

Ale zrozumcie, że najczęściej DJ jest rozliczany właśnie z temperatury, która jest na parkiecie i z tego, jak ta impreza się odbywa. Bo ja mówię o tych 5% polskich przyjęć może nawet mniejszej ilości, tak jak ty wspominałeś, natomiast najczęściej jest tak, że się oczekuje od niego, żeby było cały czas gorąco, żeby ludzie byli cały czas na parkiecie. Nieobecność młodej pary na sali nie pomaga, strasznie przeszkadza, a niektórych bardzo irytuje, przez co fajnie jest sobie to po prostu wcześniej ustalić i się dogadać na ten temat.

No i prośba, wiecie, jest taka podstawowa różnica, że fotograf mówi zawsze, że idzie na piętnaście minut, a idzie na godzinę piętnaście, ale to…

Ale nie wiem o jakich fotografach mówisz. Ja, powiem szczerze, mi wystarczy w ciągu dnia te pół godziny – to już jest taki luksus dla mnie, że hej. Ogólnie jest to też kwestia edukowania par młodych. To jest dla nich pierwszy raz i ostatni, mówię o ślubie i weselu, więc wiesz, to wyjaśnienie, że to jest taki fajny moment, jedyny właściwie, gdzie para młoda jest tylko ze sobą, bo tak to wszyscy wujkowie, jakieś ciotki, kuzyni, cały czas ktoś ich męczy podczas tego wesela i też czasami tym, który męczy jest jakiś tam konferansjer albo kierownik sali, który mówi, że nie – teraz trzeba rzucić jakimś tam szampanem albo odpalić jakieś tam race, świnię wnieść i tak dalej. I on jest tym, który stresuje.

Ja ogólnie tak się przedstawiam tym parom, że po prostu nie jestem do końca taki normalny, więc jak oni będą jedli kotleta, a ja uznam, że jednak tutaj jest takie światło, że trzeba wyjść, to oni już jakby są gotowi, że leci ten wariat z aparatem i mówi „nie, tu teraz musimy działać, bo inaczej nic z tego nie będzie”, więc oni tutaj na luzie reagują.

Moja rada dla fotografów jest taka, żeby się nie bać po prostu. Jeżeli para was wynajmuje po prostu, to widocznie ufa waszym poglądom na sprawę fotografii i tutaj, jeżeli uważacie, że trzeba zrobić teraz to zdjęcie, to trzeba działać i nawet, jeżeli jest przeciwko wam cała sala, obsługa sali – tak jak ja miałem taki przypadek, że wesele było bodajże w październiku czy jakoś tak, pod koniec i wiesz, zachód słońca był zaraz po ceremonii ślubnej. I wedle tradycji tam na Pomorzu musi być tak, że musi przenieść tę pannę młodą przez próg, musi być ten toast, zbicie kieliszków, tralalala, śpiewy i od razu obiad serwowany. A wiem, że parze młodej zależało na tym zdjęciu grupowym i ja stwierdziłem, że no co, jedyny moment jaki jest, to zanim wyjdziemy na salę. I jak ja to oznajmiłem kierownikowi, to po prostu nie jesteś w stanie sobie wyobrazić tego oburzenia na twarzy.

Jestem w stanie, jestem w stanie, bo też przerabiałem wielokrotnie różnego rodzaje pomysły i walkę właśnie z obsługą sali na różne tematy. To znaczy walka to jest może złe słowo. Po prostu oni robią tak, jak zawsze, tak jak umieją, tak jak chcą, tak jak gdzieś tam to jest ustalone i właśnie tutaj ja widzę przestrzeń dla działań wszelkich wedding plannerek. Jestem bardzo ciekaw takich imprez, bo powiem szczerze, że jeszcze nie miałem do czynienia z takimi profesjonalistami z tej dziedziny i czy właśnie one panują nad takimi rzeczami, tak? Bo duży problem to jest koordynacja tych trzeba osób, czyli fotografa, ludzi od muzyki i sali. Bo para młoda, tak jak sam mówisz, robi to przyjęcie tylko raz, ona nie ma doświadczenia i nawet nie do końca wie o tych potrzebach. Staram się ich uświadamiać na spotkaniach, czy też między innymi właśnie w moim podcaście mówić dużo o tym, że ta komunikacja jest ważna i warto takie rzeczy przemyśleć.

Ja miałem taką sytuację – tu ci powiem kolejną anegdotkę pod tytułem, co robi sala – miałem takie przyjęcie i to swoją drogą też na Pomorzu, w Gdańsku, gdzie para młoda nie chciała żadnych zabaw, miało to być nowoczesne przyjęcie i kiedy oni wyszli na salę, obsługa zasugerowała, żeby rzucili, rozbili kieliszki. No to okej. Oni to jeszcze zrobili. Po czym obsługa przyleciała ze zmiotką, szufelką i pan młody miał tą plastikową zmiotką, szufelką zmieść te kieliszki. To było tak totalnie niespójne w ogóle z jakimkolwiek wizerunkiem tego przyjęcia, tym, jak oni wyglądali, co oni chcieli na swoim przyjęciu mieć, czyli zero zabaw i głównie tylko muzyka i żeby było fajnie. Oni nie pomyśleli, że sala może się wykazać inicjatywą tego typu, ale się wykazała. I teraz pytanie było, co powinienem zrobić ja – czy powinienem wejść w jakiś konflikt z salą i powiedzieć spadajcie z tym czy powinienem się nie odzywać i uznać, że skoro sala to robi, to młodzi pewnie o tym wiedzieli, czy co? Tak że starałem się tam jakoś szybko poprosić, żeby to jednak oni tam przejęli tę miotełkę i uciekli z tym tematem jak najszybciej, bo widziałem zażenowanie na twarzach młodej pary.

Ale rzeczywiście to tak jest, że każdy tutaj się czuje trochę reżyserem, czyli DJ ma swój scenariusz, który chce realizować, sala ma swój scenariusz, który chce realizować – pod tytułem „jak goście tylko zjedzą, to niech szybko idą tańczyć, bo my chcemy talerze pozbierać ze stolików” na przykład, co jest totalnie głupim pomysłem, bo najlepiej byłoby, żeby sobie trochę pospacerowali, napili się kawy i dopiero po chwili poszli potańczyć. Fotograf, wiadomo, ma swoje rzeczy i przede wszystkim to światło, ono wyznacza, kiedy powinno się wyjść z sali, bo co z tego, że będzie fajny czas o 22:00, jak już wtedy jest ciemno, nie?

To prawda, to prawda. A wiesz, robić grupówkę na sali, no to niekoniecznie jest dobry pomysł, nie? To trzeba błyskać – ja strasznie nie lubię fleszy i tak dalej. Ale to może nie jest jakby temat na rozmowę z tobą, żebym cię nie przynudził za bardzo. Wiesz co, jedna rzecz, której ja tobie zazdroszczę, to to że spotykasz fotografów na ślubie, bo ja akurat jeszcze nigdy nie spotkałem żadnego fotografa, bardziej tylko filmowców, DJ-ów i zespoły. Może masz jakieś takie historie czy anegdotki jakieś śmieszne o fotografach, z którymi przyszło ci gdzieś tam współpracować, co cię mega jakoś zaskoczyło? Nie mówię tu, wiesz, o jakiś może mega-januszach, ale może coś takiego z takiej współpracy?

Wiesz co, z bardzo dużą ilością fotografów później sobie utrzymuję kontakt i otaczam się poniekąd choćby na Facebooku takimi ludźmi, więc tak, jak ktoś to kiedyś zauważył, że jak patrzy na swojego walla na Facebooku czy swój newsfeed, to tam są prawie sami fotografowie, to ja mam to samo. Strasznie lubię rozmawiać z fotografami, bo to są ludzie, którzy siłą rzeczy muszą mieć zmysł obserwacji, więc najczęściej jest tak, że siedzimy sobie przy stoliku i zasypujemy się anegdotami z różnych przyjęć.

To jest takie częste, że podczas wesela się rozmawia o weselach, które już były, czyli się analizuje te wesela, które już były. I kiedyś to mnie zastanawiało, na jakim weselu ja opowiem tym weselu? Kiedy to wesele wypłynie w jakiejś tam rozmowie na jakimś innym weselu? To jest też ciekawe w sumie.

No wiesz, mówimy tym samym językiem, widzimy te same rzeczy i przez to ta komunikacja jest fajna. Mi się wydaje, że mam ciekawą robotę, wiesz? Ale jak opowiadam o tym trzydziesty raz przy piwie moim znajomym, którzy się tym nie zajmują, to widzę, że ich to nudzi. Ja uważam, że to są mega śmieszne anegdotki, a ich to nudzi. Natomiast jak trafisz między wrony i gadasz sobie właśnie o weselach, to ludziom się oczka zapalają, oni najczęściej mają ochotę o tym gadać. To nie jest tak, że jak jest spotkanie branżowe, to gadamy o wszystkim, tylko nie o tym czym się zajmujemy. Nie, właśnie gadamy wtedy o tym.

Nie wiem, staram się przypomnieć sobie jakieś anegdotki, ale chyba nigdy nie widziałem jakiejś takiej totalnej wtopy fotografa. Raz może. Raz może miałem taką sytuację. To nie jest anegdotka, to jest smutna sprawa, ale ku przestrodze powiem, że dwa dni po weselu zadzwonił do mnie fotograf z zapytaniem czy aby przypadkiem nie zabrałem czegoś po przyjęciu albo czy nie widziałem tam saszetki, gdyż zaginęły mu karty pamięci gdzieś tam z połowy w ogóle przyjęcia. Chyba miał tylko to, co w kościele. I bardzo płakał mocno, i się nie dziwię. Morał z tego jest taki, że saszetkę z kartami, jeśli takową macie, nie noście jej razem z obiektywami, tylko noście sobie na przykład same karty, bo zakładam, że jeśli ktoś znalazłby same karty pamięci, to mógłby je oddać za dobre whisky. Jeśli ktoś znalazł je razem z dwoma obiektywami, każdy był pewnie coś wart, to już znalazca mógł się zastanowić dwa razy czy mu się opłaca bardziej to spieniężyć czy być miłym i oddać, więc to tak ode mnie.

Notorycznie odsyłam ładowarki do akumulatorów fotografom na przykład, bo strasznie często zostawiają gdzieś u mnie, więc czasem jest to tak, że zostawiam na sali, parę razy było tak, że odsyłałem pocztą, bo mnie ktoś prosił, bo właśnie też przyjechał z dość daleka, a własnie nie ufał, że sala odeśle tę ładowareczkę, więc to dość często. Bo wiadomo, że fotograf bardzo często korzysta z tego prądu, który gdzieś tam mam u siebie, dość bezpieczne miejsce, więc zawsze się chętnie dzielę takimi rzeczami.

No właśnie, bo u DJ-a zawsze można położyć plecak i ja powiem ci szczerze, jestem takiego zdania, że karty to jednak przy sobie trzeba nosić, szczególnie te zapisane, w trakcie wesela.

Każdy ma swoją metodę i myślę, że każdy wie najlepiej.

Powiedziałeś tylko jedną historię o fotografach. Nie wiem, może ci się jeszcze kiedyś tam przypomni, to może dogramy, natomiast…

Wiesz, to nie jest tak, że fotografowie są nudni. Tylko to jest tak, że fotografowie najczęściej mają naprawdę fajnie obcykane te wszystkie rzeczy, więc ja bym mógł ewentualnie opowiadać o anegdotach, które opowiadali mi fotografowie. Mam taką jedną fajną – może się wam spodoba.

To dajesz!

Taki Mariusz z Wrocławia, fotograf, nie będę przytaczał nazwiska, wspomniał mi, że tydzień po przyjęciu dostał maila od panny młodej czy telefon, ale chyba maila, że wszystko fajnie i jest bardzo miły, natomiast zachowywał się bardzo nieprofesjonalnie na przyjęciu, bo jego plecy są na wszystkich zdjęciach robionych przez ich przyjaciół, które oni teraz dostają. Czyli minął tydzień od wesela, oni teraz dostają zdjęcia od przyjaciół i na wszystkich zdjęciach jest fotograf, jego plecy zasłaniają coś tam. I on mówi, że „przecież taka jest moja praca, ja byłem najbliżej, to ja robiłem te zdjęcia, to, że jestem na wszystkich to jest normalne”, tak? Natomiast ktoś uznał za stosowne powiedzieć mu, że to jest nieprofesjonalne zachowanie, że on jest na zdjęciach przyjaciół, tak że też taki problem.

Czyli wraca znowu ten temat komórek na weselu i fotografowania przez gości ostatnio.

Tak, ja też oglądam, też oglądałem, przy okazji poznałem twoją żoną, fantastycznie wypadła w programie.

Miło mi, wiesz co, bo akurat telewizja zadzwoniła w związku z takim artykułem, który ona miała na blogu Sweet Wedding.

Który też czytałem.

No nie wiem, czy czytałeś czy nie czytałeś wcześniej, w każdym razie to nie jest to, co chciałem powiedzieć. Natomiast myślę, że fajnie gdzieś tam ten temat został zauważony, bo to jest jednak nagminne użycie tych komórek. Natomiast z tego, co Kasia mówiła, to tylko jeden wątek pominięto w tej rozmowie, że nie zastanowiono się nad tym, że być może te zdjęcia z komórkami to będą takie cenne pamiątki – że za trzydzieści lat z rozrzewnieniem będziemy spoglądać na takie zdjęcia, na których był iPhone 7, wiesz, taki przestarzały telefon i to może być w sumie śmieszne takie.

Na pewno będzie to jakiś znak czasów, ale powiem ci szczerze, że nie tylko fotografom przeszkadzają te filmiki i te zdjęcia robione przez gości. To naprawdę ma bardzo niefajny wpływ na samą zabawę – ja to zauważam, że wiesz, zawsze ktoś łapie za telefon, kilka osób łapie za telefon, idzie na parkiet i kręci bawiące się osoby, to one wtedy nie biorą udziału tak naprawdę w imprezie, więc nam to też przeszkadza – ludziom, którzy zajmują się muzyką i zabawą. A z drugiej strony wiemy, że czasem działa to deprymująco na tych, którzy mają ochotę sobie tam poimprezować i ktoś w nich z bliska celuje właśnie z aparatu telefonicznego. Bo jednak profesjonalnemu fotografowi to się ufa, że on zrobi fajne zdjęcie, że on nie zrobi z nim nie wiadomo czego, natomiast, jak tam ciocia robi, to czasami bywa gorzej.

A Krzysiek, wiesz co, bo tak czuję, że zeszliśmy z tego wątku, o którym ja chciałem porozmawiać. Jeszcze przy tych fotografach zostać – muszę powiedzieć, bo nie każdy ciebie zna, nie każdy jeszcze widział, jak ty wyglądasz i jak wygląda twój image tak zwany, weselny – jesteś znany z tego, że masz zamiłowanie do klasycznych, eleganckich strojów podczas wesel. Nie wiem, czy tak chodzisz na co dzień, ale…

Klasyczny, elegancki strój to komuś się może kojarzyć z frakiem, do którego niektórzy ludzie z mojej branży mają zamiłowanie. Nie chodzę we frakach, nie przepadam.

Ale chodzi mi o to, że zawsze muszka i tak dalej, tak że tip top. Jednak czasami pojawia się ten taki temat stroju fotografów. Jak ty to oceniasz? Jak fotografowie przychodzą ubrani twoim zdaniem na wesela? Jeszcze tylko szybko dokończę – spotkałem parę lat temu Macieja Głośnego, zresztą twojego kolegę, i on był bardzo wtedy zdziwiony, że ja przyszedłem i wiesz, miałem muszkę na przyjęciu. I on mówi „o, fotograf z muszką” – to chyba trzeci raz, czy któryś tam, on widział na weselu, nie? Nie wiem, może od tego czasu się trochę zmieniło w branży. Ja tego nie obserwuję, bo rzadko widzę fotografów. Jak ty to postrzegasz – kwestię elegancji fotograficznej?

Jejku, wiesz co, są ludzie, którzy potrafią naprawdę fajnie wyglądać na przyjęciu, moim zdaniem bardzo to pasuje do ich image’u i bardzo, moim zdaniem, powinno tak być, że jednak, jak ktoś się wybiera na przyjęcie, powinien wskakiwać w taki mundurek, nawet, jeśli na co dzień jednak ubiera się bardziej luźno.

Ty nie spotykasz fotografów na przyjęciach, ale ja miałem na przykład przyjemność spotkać tych, z którymi rozmawiałeś podczas swojego podcastu, czyli Ma-Me z Krakowa – oni wyglądają świetnie. W ogóle mają fajne stylówki na co dzień, jak się ich ogląda na Facebooku to widać, jak oni się ubierają i bardzo fajnie wyglądają na przyjęciach. Mam przyjaciół z Trójmiasta z Time of Joy, którzy też na przykład… Fotograf w koszuli, kiedy założy sobie takie skórzane szeleczki do zdjęć i nie wygląda tam, jak Robocop, to wtedy moim zdaniem jest to dopełnieniem takiego wizerunku. Więc jeśli on jest w jakimś fajnym miejscu, to powinien też zadbać o to, żeby to oddawało jego styl. Myślę, że jednak fotografowie też dbają o styl, nie tylko na zdjęciach, ale o to też jak powinni wyglądać, więc trzymam za to kciuki, bo rzeczywiście widać, jak niektórzy fotojanusze mają to w nosie. Czasami są t-shirty. Jeszcze fotografowie nieźle wyglądają, dużo słabiej jest z filmowcami, bo ci uwielbiają t-shirty z logo firmy na plecach, bo uważają, że skoro ich nie ma na filmie, to de facto nie ważne jak oni wyglądają.

Uważam, że to jest bardzo ważny element wizerunku w ogóle fotografa, to jak on wygląda. Bo wielu gości nawet nie będzie miało okazji zobaczyć zdjęć, ale będzie pamiętało, że tam był fotograf, który wyglądał profesjonalnie, wyglądał dobrze.

Wiesz co, ta kwestia koszulek i w ogóle pojawiania się na weselach w koszulce – jest jeszcze jeden aspekt. Wiesz, jak ktoś ma fajną sylwetkę, to ok, może wyglądać fajnie w koszulce, ale jak ktoś ma, że tak powiem, nadbagaż, to już trochę gorzej. Ja kiedyś właśnie miałem takie wesele na początku mojej tak zwanej kariery, że współpracowałem z takim filmowcem, a właściwie ciężko to nazwać współpracą, po prostu mieliśmy wspólne zlecenie i on był w takiej rozciągniętej koszulce – pamiętam – takie włosy przetłuszczone i tak sobie pomyślałem „Boże, jak dramat”. Ale to jeszcze nie było tam największym dramatem, bo on tam miał te swoje, jakieś tam żurawie, kamery na tych wszystkich wyciągnikach, to latało po prostu po całej sali – nie wiem nawet, jak to się tam fachowo nazywa.

To się nazywa kran kamerowy.

Dobra, no to teraz wyjdzie, że jestem ignorantem sprzętowym…

A ja że się znam.

…co jest zresztą prawdą i ja tego nigdy nie ukrywałem – mam jakąś taką awersję do tego. Natomiast wracając jeszcze do tego filmowca, który był w tej rozciągniętej koszulce, to on jeszcze był na tyle profesjonalny, że nadepnął pannie młodej na welon podczas pierwszego tańca, więc wyobraź sobie – tańczą, tańczą i głowa tak do tyłu „łuuups”, tak że no zdarza się.

Cóż zrobić. Mi się wydaje, że ta świadomość też rośnie w ogóle, że ci fotografowie to są troszeczkę inni ludzie coraz częściej. Ja uważam, że trzeba o tym pamiętać, więc jeśli ktoś z was, słuchających tych słów, jeszcze o tym nie myślał, no to warto. I nie chodzi o to, żeby się przebierać za kogoś, kim się nie jest, i czuć się tam źle, tylko żeby po prostu trzymać się swojego stylu, ale wyglądać schludnie i to na pewno będzie docenione, bo tak naprawdę to ciężko uwierzyć komuś, że ktoś się zna na estetyce i dla kogoś jest ważna dbałość o szczegóły, jeśli on sam nie dba o to, jak wygląda. Znaczy się wiem, że artyści zasadniczo mają z tym problem – z tym czasami, żeby się ogarnąć. Ale ja tak uważam i to staram się też w mojej komunikacji często mówić, pokazywać w ten sposób.

To nie musisz mówić, że lubisz jakiś konkretny styl, tylko możesz wyglądać tak, że go lubisz i to widać po tobie, czyli nie musisz wszystkim mówić „ej, ja dbam o szczegóły”. Tylko pokaż, że dbasz o swój wygląd i to myślę, że to jakby jest dużo skuteczniejsze niż po prostu pisanie tego. Czasami możesz zrobić fajne zdjęcie siebie, umieścić na swojej stronie internetowej i nawet nie musisz pisać tych wszystkich rzeczy, o których mówimy. Nie musisz pisać „przychodzę elegancko ubrany na przyjęcie weselne, dbam o szczegóły”, tylko pokazujesz, jak wyglądasz. To na pewno dla wielu ludzi będzie atut, który ciężko przecenić – że ty nie tylko robisz fajne zdjęcia, ale też będziesz dobrze wyglądał na zdjęciach robionych przez innych tego dnia.

No dokładnie. To trzeba odpowiednio do rangi uroczystości się ubrać, natomiast tutaj jeszcze powiedziałeś, żeby nie pisać na stronie, że tam „ubieram się elegancko na wesela” i tak dalej, ale to jest właściwie to samo, co widzę u fotografów na stronach „jestem profesjonalnym fotografem”, no nie? Pytanie, kto to jest profesjonalny fotograf? Więc to jest takie…

To jest pytanie o moją ulubioną działkę. To jest pytanie o tak zwaną komunikację – o to, czy lepiej jest coś mówić czy lepiej jest coś pokazać albo czy lepiej jest coś udowodnić, albo czy lepiej jest dać komuś wpaść na to samemu? Ja bardzo wierzę w to, że trzeba po prostu pokazywać pewne rzeczy, a nie mówić.

Gdybym ja napisał na swojej stronie coś takiego: „ja jestem takim luźnym gościem, który lubi dowcipkować sobie i mam poczucie humoru”, i haha hihi, i w ogóle opisałbym siebie, to wyszłoby to strasznie kabotyńsko. Ja nie lubię takich tekstów „jestem profesjonalistą”, „gwarancja dobrej zabawy” albo coś takiego. Wolę pokazać, że ludzie się fajnie bawią na moich imprezach, a ja na przykład, nie wiem, napiszę jakiś dowcip i wtedy on uzna, że ja jestem dowcipny niż, żeby napisać „ja jestem dowcipny”. Więc uważam, że jakby w tę stronę trzeba iść. Nie pisać „jestem profesjonalnym fotografem”, tylko pokazać profesjonalizm – zresztą on jest zawsze inaczej rozumiany. Niektórzy go rozumieją przez pisanie na „proszę Pana”, „proszę Pani”, a inni uważają przez to, że zawsze jesteś przygotowany, robisz świetne rzeczy i wpadasz na dobre pomysły.

No właśnie, ale też czasami takie teksty, że na przykład „DJ Jegomość…” jakby ktoś w trzeciej osobie o tobie pisał, a to byłeś ty, który napisał ten tekst. „Jest bardzo utalentowanym konferansjerem, jego żarty rozśmieszały miliony ludzi na stadionie narodowym” – jakbyś taki opis miał na przykład.

Wiesz co, bo też jest taka próba zabawy w tę stronę.

Profesjonalną – w cudzysłowie oczywiście.

Zwróć uwagę, że ludzie uwielbiają pisać o sobie w liczbie mnogiej, na przykład, że my coś zrobiliśmy, kiedy tak naprawdę jest Jednoosobową Działalnością Gospodarczą i sam to robi. To „my to robiliśmy, w naszej firmie”, coś tam… To są takie triki, z których trzeba się też czasami wyleczyć – chyba, że ci na tym zależy. Bo jeśli mi na przykład zależy na tym, żeby mieć bezpośredni kontakt z klientem i żeby on mnie wybrał, mnie lubił i jakby sobą się trochę sprzedaję, to muszę pisać na ty, muszę pisać, że to ja jestem autorem tych tekstów, a nie że ktoś o mnie to napisał, bo tak to mogą się, nie wiem, Rolling Stone’si się sprzedawać, że ktoś o nich pisze teksty, bo oni nie mają czasu. Tylko skoro ja chcę się kontaktować z ludźmi, to jestem ja, ja chcę, żeby mnie wybrali – no to ja jestem autorem tych słów, ja do was mówię z mojej strony, a nie ktoś o mnie mówi. Bo to by wychodziło, że mam menadżera na przykład i przez niego załatwiają się te wszystkie sprawy albo, że tutaj jakaś agencja zatrudnia iluś fotografów i ona o nich pisze. Więc to też trzeba wiedzieć, co to znaczy i korzystać z tego świadomie.

„Krzysztof nie może teraz podejść do telefonu, ale ja mu przekażę” – tak udajesz, że jesteś własnym asystentem.

Tak, trzeba wiedzieć – jestem fanem w ogóle dbania mocno o swoją komunikację i żeby dość mocno do tego podchodzić. W odróżnieniu od tego, gdzie w poprzednim podcaście słyszałem, że powinno się sprzedawać sam produkt, a nie siebie. Ja uważam, że jest troszeczkę inaczej i dużo bliżej mi do podejścia na przykład Kamili Piech, też z podcastu, który u ciebie słyszałem, czyli że tak naprawdę wyróżniać się powinniśmy osobowością i trzeba to w jakiś sposób komunikować, że jest się po prostu takim, a nie innym.

No tak, bo jest teraz bardzo dużo bardzo podobnych produktów i nawet opakowania te same, natomiast ważne jest kto reprezentuje tę firmę. Że to jesteś ty, a nie na przykład DJ Janusz. A propos tej komunikacji, to pewnie dlatego lubisz jeździć na targi ślubne. Opowiedz coś więcej. Lubisz rozmawiać tak z ludźmi bezpośrednio?

Słuchaj, bardzo lubię rozmawiać z ludźmi i tak, jak ci mówiłem, jedno spotkanie potrafi zmienić czyjeś życie – moje na pewno zmieniły i jakby ja jestem tym, kim jestem, w wyniku takiego jakiegoś zbiegu okoliczności kilku dziwnych czasami przypadków, bo nigdy sam nie myślałem, że będę… to nie było tak, że ja myślałem, że będę DJ-em. Najfajniejsze jest to, że ja kiedyś pracowałem na przyjęciach weselnych jako kelner, tam lat temu jakieś dziesięć, patrzyłem na tych ludzi, którzy grają imprezy, bo wtedy DJ-ów zasadniczo nie było, tylko patrzyłem na kapele i nigdy nie pomyślałem, że mógłbym robić to samo. Mimo że gdzieś po godzinach zdarzało mi się jakieś imprezy prowadzić niewielkie, no to nigdy nie myślałem, że mogę pracować w branży ślubnej.

Dlaczego targi? Targi są fajne, na targi przychodzą fajni ludzi i ja tam jeżdżę tak naprawdę po to, żeby porozmawiać sobie z ludźmi, bo jeżdżę z pełnym kalendarzem i to jest duży problem. Szczególnie na te targi początkowe, jesienne i tak dalej, przychodzą ludzie pytać o kolejny sezon i ciężko jest tam znaleźć jakieś wolne terminy, ale poznaję tam fajne wedding plannerki, fajnych fotografów i ludzi z branży. Ktoś mógłby to nazwać networkingiem, ale ja wolę to nazwać piciem piwa po targach z przyjaciółmi nowo poznanymi. Naprawdę, akurat ja się cieszę tym, że bardzo dużo klientów przychodzi do mnie z polecenia od fotografów, że często polecają mnie fotografowie, z którymi pracowałem, bardzo często też tacy, z którymi nie pracowałem i strasznie mnie to cieszy.

I chciałem polecić wszystkim fotografom – nie chodzi mi o polecanie mnie, bo to nie o to chodzi, ale o to, żeby współpracować z ludźmi od muzyki, bo jak będziecie mieli świadomość tego, że bardzo często jestesmy pytani o polecenia… W każdym razie każdy człowiek, który zajmuje się muzyką ma taką przestrzeń, żeby kogoś polecać – nawet, jeśli mnie nikt nie pyta, czy polecić fotografa, to sam się pytam, czy może już kogoś macie i czy kogoś mogę wam polecić. Jak będziecie mieli taką świadomość, to może częściej będziecie kierowali swoje obiektywy w stronę ludzi od muzyki, czy to DJ-a czy to kapeli i jeśli wy im na przykład podrzucicie po przyjęciu kilka fajnych zdjęć, to być może oni później będą was polecać, bo też będą mieć tę świadomość, że nie tylko fajnie się z wami gadało przy stoliku, ale też coś z tego mają, więc taka moja mała rada, żeby się tego nie bać.

Ale to jest dobra, bardzo celna uwaga, bo powiem ci, że – o ile na przykład fotografowie przesyłają zdjęcia tym miejscówkom ślubnym – no to mało osób kieruje swoją uwagę do zespołów czy tam do DJ-ów, a wydaje mi się, że w podobnym czasie, okresie para młoda rezerwuje zarówno fotografa, jak i kogoś od muzyki.

Ja myślę, że to jest drugi, trzeci wybór. Że na początek jest miejsce, później jest ktoś od muzyki, później jest fotograf albo odwrotnie – później jest fotograf, a gość od muzyki jest na trzecim miejscu, natomiast są to na pewno takie kanały, którymi warto docierać do ludzi i myślę, że jak najbardziej nie warto tego bagatelizować.

Ja nie chcę oceniać czyjejś pracy i mówić, ile to kosztuje, czy to jest ciężko zrobić dobre zdjęcie DJ-owi, ale ja nie jestem najładniejszym DJ-em na świecie, a kilka fajnych zdjęć dostałem od fotografów swojego czasu. I myślę też, że korzystając ze swoich social mediów rozsyłałem je dość szeroko i wiem, że są ludzie, którzy dostają zlecenie dlatego, że na przykład są gdzieś na mojej liście osób polecanych albo ktoś widział na moim fanpage’u zdjęcia czyjegoś autorstwa i widział, że się z tym kimś lubię, bo sobie tam wymieniliśmy kilka komentarzy. Tak że pary młode sobie naprawdę takie rzeczy filtrują i oceniają, i oglądają. Więc myślę, że jak najbardziej warto, bo jak fotograf potrzebuje czymś zapełnić swoje kanały na social media to ma, jasne, bo ma mnóstwo zdjęć, którymi może zapełniać. Ja też mogę robić zdjęcia swoim iPhonem na przyjęciu, ale zasadniczo to, co lubię robić, to jest publikowanie zdjęć fotografów – zawsze odpowiednio taguję, zawsze odpowiednio linkuję, pokazuję, że ktoś coś zrobił, zawsze coś dodam miłego.

I myślę, że to jest prosta metoda na to, żeby dotrzeć do ludzi – szczególnie, jeśli ktoś jest na początku swojej drogi i chciałby się wypromować, to jest niebagatelna rzecz, bo tak naprawdę nie jesteście w stanie stwierdzić, gdzie te linki się pojawią, jak mocno będą pozycjonować waszą stronę albo kto dzięki nim trafi na wasz fanpage, czy może potem was wybierze. A tak, jak gadaliśmy wcześniej, jeden klient jest w naszej branży wart dość dużo pieniędzy. My nie sprzedajemy zapałek, tylko sprzedajemy usługę dość konkretną i to dość dużą, przez co tak naprawdę, jeśli zrobicie kilka zdjęć zespołowi czy DJ-owi i dzięki temu zyskacie jednego klienta, to myślę, że warto.

Dokładnie. Ale to też nie chodzi o to, żeby być takim człowiekiem interesownym, że wyślę ci zdjęcia, bo ty mnie będziesz na pewno polecać, bo można wtedy taką konkluzję wtedy mieć, że „to nie wysyłam już w sumie do makijażystek, bo jak para rezerwuje makijażystkę, to już najczęściej ma fotografa, czyli się nie opłaca”. Zawsze się wszystkim opłaca.

Aj, to właśnie, że to tak nie działa. Ja myślę, że zawsze się wszystkim opłaca i to jest strasznie miłe, jak się ludzie nawzajem polecają i też zauważają swoją pracę – jako fotograf wiesz, jak ważna jest dla ciebie praca makijażystki, jak tobie jest lepiej, kiedy fajna makijażystka się tam pojawia, więc zawsze masz w tym interes, żeby ją promować. W drugą stronę – będziesz miał fajniejsze zdjęcia, bo ona się tam pojawi. Tak że ja jestem mega fanem networkingu szeroko rozumianego, dlatego te targi, tak jak mówiłeś. Dlatego uważam, że niezależnie od tego, czym się dana konkretna osoba zajmuje – czy to są dekoracje, czy to jest wedding planner, czy to jest fotograf, czy to jest DJ – to można wspólnym językiem fajnie gadać i potem się spotykać w takich dream teamach później na przyjęciach i wtedy się jeszcze lepiej czuć.

No właśnie, a tutaj troszeczkę nam czas ucieka, a jeszcze jest jakiś taki temat – w sumie nie wiem, czy nie najbardziej kontrowersyjny – znaczy się, pewnie najbardziej, bo żadnego jeszcze nie było kontrowersyjnego. Natomiast powiem ci tak: fotografowie mają taką jakąś dolegliwość może, nie wiem, czy zbytnią wrażliwość, że jak ktoś mi ukradnie zdjęcie, to już jest koniec świata i ja jestem strasznie zdenerwowany, i najchętniej tego gościa do więzienia wsadzi, i jeszcze tam sztyletem pokłuć czy tam wytarzać w pierzu i w smole, natomiast…

Bardzo słusznie.

No, ale natomiast nie wiem, czy zauważyłeś, że filmowcy i fotografowie… znaczy się fotografowie to robią slide showy z muzyką, a filmowcy robią film i w tle leci Coldplay czy Ed Sheeran i to jest oczywiście bez koncesji. No ja wiem, że ty jako DJ te haracze, te wszystkie ZAIKS-y musisz tam odprowadzać, a fotograf mówi – a tam Coldplay i tak ma tyle kasy, więc się tam nie obrazi ten cały gościu tam, że sobie użyłem. I to jest takie patrzenie na to, że co to się stanie, że ja tam użyję tej muzyki. Nie wiem, jak ty się tam zapatrujesz na ten temat. Poruszam to w rozmowie z tobą, bo tutaj wiesz, ten temat też dotyczy fotografów, ale ty jesteś ekspertem w sumie od muzyki, dlatego jakoś mi się to płynnie z tobą skojarzyło.

Okej, nie krępuj się. Są sposoby, żeby robić to, co mówisz legalnie. Nie wiem, jakie to są koszty, na ile one by podnosiły cenę takiej usługi. Pewnie też warto się zastanowić, co się z takim materiałem później będzie działo, bo tak naprawdę – tu powiem ci z mojej perspektywy – jeśli kupię sobie płytę i słucham jej w domu, i w domu sobie z nią tam robię coś z przyjaciółmi, i w ogóle, to tak naprawdę nie jestem zobowiązany do tego, żeby coś płacić. Więc jeśli ten filmik jest naprawdę do jakiegoś użytku domowego wewnętrznego, tylko para go będzie widziała, nie chwalimy się nim gdzieś w necie i w ogóle, to myślę, że to też jest troszeczkę inaczej. Pytanie jest, jaką częścią tej pracy wykonanej – ile roboty robi tutaj muzyka. Filmowcy zawsze mówią, że mega dużo. To jest zawsze ocena tej konkretnej osoby.

Ciężko mi się wypowiadać na ten temat. Ja oczywiście mam legalną muzykę. Oczywiście się strasznie wpieniam te na wszystkie haracze z tej prostej przyczyny – i tu może nieco rozgrzeszę też ludzi, którzy tak robią – ale jeśli nawet zapłacilibyście te pieniądze, to są bardzo niewielkie szanse, że one trafią do tych konkretnych osób. Moja sugestia jest bardzo prosta: kupujcie płyty i chociaż w ten sposób rekompensujcie tym ludziom, z których twórczości korzystacie, to, że to robicie.

Ja będę zupełnie szczery: zagrałem, tak jak mówię, około stu pięćdziesięciu wesel, całą masę innych przyjęć i w ogóle. Zasadniczo na niewielkiej części z nich ktoś prosił mnie o listy piosenek, które grałem. Najczęściej te wszystkie imprezy kończą się też opłatą tantiem, bo organizatorzy przyjęć mają taki obowiązek, żeby to zrobić. Pieniądze te trafiają gdzieś, nie do końca wiadomo gdzie. Więc być może podobnie jest tutaj. Jeśli ktoś czuje taką wewnętrzną potrzebę, a powinien, żeby się dzielić, to niech chociaż kupi tę płytę tego wykonawcy i w ten sposób jakoś tam wspomoże go finansowo, skoro korzysta z jego twórczości na co dzień w swojej pracy.

Myślę, że ten ten temat poruszymy w dalszej rozmowie na grupie, tak że tam was zapraszamy. Będziemy kontynuować. Dzięki Krzysiek za rozmowę i za wizytę w podcaście.

Ja mam nadzieję, że nie było zbyt chaotycznie, bo ja po świętach jeszcze jestem ciągle trochę zakręcony. W każdym razie chciałem pozdrowić serdecznie wszystkich tych fotografów, którzy słuchają, a których już miałem okazję spotkać na imprezie i tych, których jeszcze spotkam, to wtedy może sobie porozmawiamy na te same tematy jeszcze lepiej.

Dokładnie, to będziesz rozpoznawalny w naszym środowisku. Dzięki jeszcze raz!

Cześć!

Leave A

Comment

25 maja 2017
pierwszy
Odpowiedz
25 maja 2017
Będzie o zabawach oczepinowych?:>
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Wybacz, to pasjonujący temat;), ale Jacek Marek Siwko z nieznanych przyczyn o to nie pytał :P:P
    Odpowiedz
25 maja 2017
idealnie, właśnie obrabiam
Odpowiedz
25 maja 2017
nie kliknę bo słucham właśnie Pimp my party :D
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Dzięki, zastanawiałem się cały czas kto jest tym drugim słuchaczem mojego podcastu poza moją żoną :)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Teraz się czuje, że jest czwartek :)
Odpowiedz
25 maja 2017
aaa! znowu mnie zaskoczyłeś! to już czwartek :D
Odpowiedz
25 maja 2017
Tak obrabiam i obrabiam i czegoś mi brakuje, a to przecież czwartek :) :) :)
Odpowiedz
25 maja 2017
o kurna, rudy liliput:)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Cześć trolu!:)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Kto by tam chciał tego słychać...
Odpowiedz
    25 maja 2017
    milcz, zaczyna się:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Masz czipsy?
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński https://media.giphy.com/media/GjYjLvGErsggg/giphy.gif
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    I popkorn !
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    https://media.giphy.com/media/x5rqM6KWJ07sc/giphy.gif
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    ooo to ty. :D
    Odpowiedz
25 maja 2017
siemasz ;)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Cześć. Jak leci?:)
    Odpowiedz
25 maja 2017
No wreszcie, ile można przecież w pociągu spać :)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Niezła trasa:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński no bardzo ciekawa trasa ale męcząca :) na szczęście są takie czasoumilacze jak podcasty :D
    Odpowiedz
25 maja 2017
;)
Odpowiedz
25 maja 2017
''dj z majdanem'' :D
Odpowiedz
25 maja 2017
jaki fajny gość (y) :)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Że ja? Dzięki:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    No pewnie 😁 super podejscie, pozytywna energia, widać że praca daje Ci dużo frajdy 👏👌
    Odpowiedz
25 maja 2017
Pewnie zaraz mnie zjedziecie, ale zaryzykuję... Po raz któryś już słyszę w podcaście o tym zwrocie "per Pan"... Nota bene trochę nie kumam czemu to aż tak istotne, bo chyba każdy się w życiu spotkał z sytuacją, że pierwsze wrażenie może być mylne, a przy bliższym poznaniu okazuje się, że jednak nadajemy na tych samych falach. Mówisz Jacek, że jak ktoś do Ciebie tak pisze to już wiesz, że nie chcesz z nim współpracować.... Strasznie to słabe, że tak szybko szufladkujesz ludzi. Tak, wiem... zaraz będzie gadka, że przecież na całym świecie wszyscy mówią do siebie "na Ty", blablabla... Ja wolę uszanować to, że ktoś kto został wychowany w Polsce, przez rodziców itp., i gdy nie wie i nie jest pewny czy może sobie pozwolić na pisanie od razu "na Ty", zwraca się najpierw "na Pan". Żaden to dla mnie problem, że szybko proponuję przejście na "Ty" i po sprawie. DJ bardzo pozytywny facet :)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    no cóż, zgadzam się.
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    nie zawsze ''pan'' znaczy kij w dupie, a jedynie kulturę osobistą ;)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    co nie znaczy , że piszący na ''ty'' nie mają kultury, of course
    Odpowiedz
25 maja 2017
Za chwilkę otworze lodówkę i tam będziesz Krzysiu hihi ❤️ lubię Cię słuchać, miło, że Jacek Cię zaprosił
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński i ej ej wspomniałeś o mnie ❤️ to urocze!
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Sory, ale jak mnie ktoś zaprasza to nie odmawiam :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński prawidłowo <3
    Odpowiedz
25 maja 2017
DJ?? to może być ciekawe.
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Mam nadzieję, że cię nie zawiodłem :)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Fotograf z Londynu - mistrz :)
Odpowiedz
25 maja 2017
z przyjemnością posłuchałam:)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Przyjemność po mojej stronie :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017

    Odpowiedz
25 maja 2017
fajnie ze poruszyliście temat ubierania się, ostatnio napisalem swoje zdanie na jednej z grup foto, i nazwali mnie januszem bo nosze dlugie koszule,/mam tez na zmiane/ muszke,buty skorzane itp, w tamtym wątku był temat jakie logo na koszulkę wybrać:)) ehh a jednak znów wierzę w ludzi:)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Ja zawsze mówię, że Wy macie łatwiej :) koszula, muszka i ładne buty :-) kobiety mają gorzej - my nigdy nie wiemy co ubrać mimo pełnej szafy - ale ja tez zawsze ubieram ładną koszulę (niekoniecznie białą) i mam specjalne wygodne i ładne buciki na śluby - a w zależności od stylu ślubu - na plenerowe pozwalam sobie czasem na większą swobodę :-)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Katarzyna Pyrchała właśnię chcę zainwestować w szelki na aparaty, lub zlecić znajomemu szewcowi, moze macie jakieś do polecenia ??
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Tomasz Palacz ja korzystam z Rebelków i je uwielbiam ❤️
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Ciebie nie lubię, bo przez ciebie nie byłem jedynym gościem z drewnianą muchą na imprezie:P
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Katarzyna Pyrchała a właśnie szukam alternatywy:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński a widzisz , a ja Cię tak polubiłem i polecam jako alternatywe dla naszych kujawsko-pomorskich grajków:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Tomasz Palacz no dobra, cofam to:):) Ja z kolei megaczęsto opowiadam o fotografie-ornitologu kiedy mówię o tym, że trzeba z pasją podchodzić do tego co się robi:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Tomasz Palacz To może Holdfasty? :-)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński rudzielcu, i miss u:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Katarzyna Pyrchała bardziej szukam polskich rzemieślników:) ale dzięki:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Tomasz Palacz ceny u polskich rzemieślników wychodziły podobnie gdy się orientowałam :-) za to torbę sobie dałam uszyć z prawdziwej skóry ładną u młodej kaletniczki :)
    Odpowiedz
    26 maja 2017
    Tomasz Palacz jakis czas temu kontaktowalam sie z Vintage Hubters (chyba tylko na fb na razie). Reczna robota i pieknie wykonane szelki. Co prawda sama kupilam Rebel bo juz dawno wypatrzylam. W kazdym razie jest to na razie nisza z tego co widzialam w necie wsrod pl produktow.
    Odpowiedz
25 maja 2017
Głodnemu chleb na myśli :)
Odpowiedz
25 maja 2017
Czarna koszula, skórzane szelki BDSM ;) Pozdro Krzysztof Krzemiński
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Dzięki Jakub:) Dawaj foty!:)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Jak ja lubię obróbkę zdjęć w czwartki :) Krzysztof Krzemiński podsunąłeś mi pomysł na prezent urodzinowy dla męża :D Drewniana mucha mega mu się spodobała :) A on przy okazji z tej samej branży co Ty :D
Odpowiedz
    25 maja 2017
    polecam aliexpress:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    mucha już 15 maja wręczona solenizantowi :P
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Pozdrów męża!
    Odpowiedz
25 maja 2017
Jest! Nareszcie ktoś myśli tak jak ja :D kreowanie się na liczbę mnogą gdy działa się samemu ! haha o ile droższa jest autentyczność. Bądźmy autentyczni! dzięki Krzysztof Krzemiński . Jak CIę spotkam na którymś ze ślubów - przybiję piątkę.
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Koniecznie. Ale ja bym nie negował tego mówienia w liczbie mnogiej, jeśli rzeczywiście ktoś chce wywołać poczucie, że prowadzi dużą firmę, zatrudnia wielu pracowników, potrafi zrealizować duuuuże projekty itp. i gada tak np. do klientów korporacyjnych. Wtedy to jest na miejscu. Ale jest błędem, jeśli jednocześnie podkreśla indywidualne podejście do klienta, budowanie z nim więzi czy artystyczny charakter swojej pracy. No jedno albo drugie :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    wywoływanie poczucia że prowadzi się dużą firmę, gdy w rzeczywistości jestem jeden -to kreowanie się na kogoś kim się nie jest. Czyli standard w dzisiejszych mediach społ. Niezależnie do kogo się gada: do korpo, do pary młodej... autentyczność jest w cenie. Ty chyba jesteś na to dobrym dowodem, czy tak?
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Terri Blenowicz ja jestem gościem, który zbudował sobie megakomfort oparty właśnie na tym o czym mówisz. Na szczerości:) I ja serio mógłbym teraz mieć dużą firmę, ale nie chcę. Mógłbym mieć agencję, albo zatrudnić 3 czy 4 djów, ale mnie to nie kręci. Ale jeśli ktoś jest na początku drogi i za jakiś czas chce być "duży" to w jego interesie może być prężenie muskułów, nawet nieco na wyrost. Bo on właśnie wtedy jest autentyczny - jego nie kręci "bycie blisko pary i zaprzyjaźnianie się z nią" tylko robienie biznesu. I to też jest szczere. Po prostu trzeba mieć samoświadomość - wiedzieć czego się chce, co sprawia przyjemność i do czego się dąży:) To trochę błędne koło - im mocniejszy masz wizerunek, tym więcej zleceń, które do niego pasują. Im więcej takich zleceń, tym więcej się uczysz i tym bardziej jesteś właśnie "taki". A to sprawia, że i wizerunek staje się jeszcze mocniejszy:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    mądry z Ciebie facet.
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Terri Blenowicz czerwienię się :)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Faktycznie była to miła odskocznia od poprzednich podcastów z fotografami, a z drugiej strony wszystko było tak spójne z naszą branżą, że całości słuchałam z dużym zainteresowaniem. Nie znam Krzysztofa osobiście, ale po tej rozmowie jestem pewna, że dobrze​ by nam się współpracowało :)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Liczę, że uda się to kiedyś sprawdzić w praktyce :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    W sumie kolorystycznie tak się zgraliśmy, że byśmy za duet uchodzili ;)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Anita Oblicka jest kilku przedstawicieli naszego plemienia w branży... prawda Nikola Baron?:)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Ja mam pytanie do Krzysztof Krzemiński czy zdarza się, że fotografowie robią selekcję zdjęć na laptopie z dnia ślubu zamiast dużo gadać przy stoliku?
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Zdarzają się tacy, co robią bakap co 15 minut. Zdarzają się mistrzowie, którzy robią podczas wesela prezentację zdjęć np. z przygotowań i kościoła, co oznacza, że robią też i wstępną selekcję. Są też i tacy jak Michał Rajczakowski, co oddają zdjęcia dwa dni przed weselem:) Nie znam się na sprawach technicznych, ale ludzie od zdjęć mają często podzielną uwagę, czyli robią selekcje i gadają na raz:) I publikują jednocześnie zdjęcia na instagramie jak Jakub Nowotyński:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Dzięki za odpowiedź. Fajnie się słuchało podcastu. Pozdrawiam.
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Zauważyłem, że sporo ludzi robi selekcje bez użycia laptopa też :)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Krzysztof super było Cię posłuchać! Masz w sobie dużo pokory w najlepszym tego słowa znaczeniu. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na ślubie!
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Jakby się o tym wyznaniu dowiedziała moja żona, to miałbym bana na internet co najmniej do następnej wiosny! :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Ja chciałam Ci tylko cyknąć dobre zdjęcie podczas pracy! :D
    Odpowiedz
25 maja 2017
przy stole ogólnie 90% ludzi z obsługi niestety siedzi w telefonach, czasem idzie z kims normalnie porozmawiac, ale jak wszyscy siedza w necie, ja czytam książke:)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Ej no, nam się gadało bardzo miło:) szczególnie że mieliśmy dużo intymności w tej małej salce na pięterku :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński ty jestes w tych 10%:)
    Odpowiedz
25 maja 2017
Świetny podcast, dziękuję! A im dłużej słucham Krzysztofa (bo kilka odcinków Pimp my party również za mną), tym bardziej się cieszę na nasz spotkanie. Widzimy się w lipcu! :)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Gdzie? Jak?:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Polna Zdrój pod koniec lipca, o ile mnie pamięć nie myli :D
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Czad! 22.07:) świetna para!
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Tak tak! :)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Ida Krzyżyk ale Wam zazdroszczę tego miejsca! Będą piękne foty ❤️
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Tylko DJ szpetny:)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński ważne, że brodę ma fajną! :D
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński nie szpetny, lecz charakterny ;{p
    Odpowiedz
    Adam - podoba mi się to jak dobierasz bokeh obiektywów pod specyfikę portretowanej osoby 🤣
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    Marcin Czornyj Kałuża mi się mega podoba ta filiżanka i to że jest chyba dokładnie w środku fotki:) Tego gościa mogłoby tam nie być :)
    Odpowiedz
    Krzysztof jakiego gościa? ;)
    Odpowiedz
    25 maja 2017
    No tego co trzyma filiżankę :)
    Odpowiedz
25 maja 2017

Odpowiedz
25 maja 2017
Mam pytanie: " Czy sa jakies DJ-ki w Polsce na weselach"? chodzi mi o GrazynyDJ :)
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Cześć Stella Olga Kurek - to dobre pytanie. Znam trzy takie dziewczyny. Ale trzeba też pamiętać, że w branży jest sporo ludzi, dla których wesela to zasadniczo praca dodatkowa i pojawiają się na nich sporadycznie. Są tacy fotografowie, którzy z reguły focą inne tematy, a czasem wpadną na wesele... i DJe, który zwykle grywają w klubach, a od czasu do czasu wpadną na event czy wesele, bo np. kumplują się z właścicielami lokalu albo z młodą parą.
    Odpowiedz
    29 maja 2017
    Narazie spotkałem jedną DJ'kę ze Szczecina. Monika Petryczko
    Odpowiedz
    29 maja 2017
    Jest jedną z trzech o których myślałem :)
    Odpowiedz
    23 sierpnia 2017
    Andżelika Walaszek z Wawy
    Odpowiedz
25 maja 2017
fajnie się słucha Krzysztof :) uściskaki!
Odpowiedz
    25 maja 2017
    Ja tam wolę z wami pić piwko po/przed targami... a mam nadzieję, że niedługo też przy okazji wspólnej pracy!
    Odpowiedz
25 maja 2017
Marzena znaczy że dobrze, czy że źle?:)
Odpowiedz
25 maja 2017
Posłuchane i wszystko wiem♡ jasne ze pozytywne i to bardzo ♡♡♡ ja dopiero w ślubach zaczynam ale na przykład nie pomyślałam o tym by przekazać kontakty do DJ czy orkiestry dziś ty mi to podpowiedziałeś wiec wprowadze sobie te zasadę i obiecuje będę cykac foto tez dj😊😃😄
Odpowiedz
25 maja 2017
Ale szukaj też nietuzinkowych rozwiązań:) Może trafi ci się przystojny kelner na przyjęciu, któremu warto zrobić fotkę, on ją wrzuci na profilówkę na FB i za rok, kiedy sam będzie brał ślub, zadzwoni właśnie do ciebie?:)
Odpowiedz
25 maja 2017
Ooo widzisz ! Świetny pomysł dziękuję 😊😃
Odpowiedz
26 maja 2017
I przy takim podcaście jakość robota lepiej idzie :D Miło się Ciebie słucha Krzysztof Krzemiński :D
Odpowiedz
    26 maja 2017
    Dzięki! Jak ci się po godzinie nie znudzę, to wpadnij na www.pimpmyparty.pl
    Odpowiedz
    26 maja 2017
    Ha! Już znalazłam na fejsie. WIdzę, że będę mixować podcasty ;)
    Odpowiedz
26 maja 2017
Aż musiałam się odezwać świetna rozmowa, mogłaby trwać jeszcze długo,bo na pewno byłoby o czym dyskutować, liczę więc na cdn fajnie wiedzieć,że nie tylko my jeździmy po całym kraju, na co wszyscy miejscowi robią wielkie oczy ...
Odpowiedz
    26 maja 2017
    A tam miejscowi:) moja babcia przed każdą moją wyprawą pyta, czy oni tam w XXX nie mają swoich muzykantów:)
    Odpowiedz
26 maja 2017
Profesjonalne picie wódki - bardzo mi się podoba :D :D Do zobaczenia w Szybie Bończyk w lipcu!
Odpowiedz
    26 maja 2017
    Ooo! Czad!
    Odpowiedz
27 maja 2017
Super męska rozmowa o komunikacji za pomocą ubioru i dopasowaniu stroju do sylwetki i sytuacji ☺
Odpowiedz
28 maja 2017
Widzimy sie na mazurach ;D
Odpowiedz
    28 maja 2017
    Cześć! Między Deskami?:)
    Odpowiedz
    28 maja 2017
    dokładnie 2gi Wrzesień
    Odpowiedz
    28 maja 2017
    Czyli Augustów jednak:)
    Odpowiedz
29 maja 2017
Krzysztof zawsze miło Cię posłuchać :)
Odpowiedz
    30 maja 2017
    Adam Kozłowski bardzo mi miło:) tym bardziej ze spotkamy się w tym roku kilka razy:)
    Odpowiedz
29 maja 2017
Rozmowa w dechę!
Odpowiedz
    30 maja 2017
    Dzięki za miłe słowo:)
    Odpowiedz
    30 maja 2017
    Troszkeśmy pośmieszkowali z mężem 😂 chyba zaczniemy słuchać i Twoich podcastów😉
    Odpowiedz
31 maja 2017
biegamy lub jeżdzimy na rowerze!:D
Odpowiedz
1 czerwca 2017
Krzysztof Krzemiński ten podcast mnie bardzo ucieszył w dwóch kwestiach :D 1. że nie wmawiam sobie bezpodstawnie, że co tygodniowe squoty z aparatem sprawią cuda 2. że nie tylko ja gubię wszędzie ładowarki i dekielki od obiektywów :D fajny podcast!
Odpowiedz
5 czerwca 2017
ale się tego dobrze słucha! szok :D Więcej więcej ;p
Odpowiedz
    5 czerwca 2017
    ten tego... www.pimpmyparty.pl :)
    Odpowiedz
    5 czerwca 2017
    a miałam iść spać.. Dzięki :p
    Odpowiedz
    5 czerwca 2017
    tam jest taka nuda ze szybko zasniesz:)
    Odpowiedz
6 czerwca 2017
Krzysztof Krzemiński - nie mówiłam, ale bardzo miło mi się słuchało tej rozmowy :) Dobre masz wykminy JEgomoścu :)
Odpowiedz
    6 czerwca 2017
    Ja ciagle czekam na twoją-tajemniczą-propozycję:)
    Odpowiedz
    6 czerwca 2017
    Krzysztof Krzemiński hahahha o matko, zapomniałam :) Ok, kiedyś poukładam się (brzmi jak tekst piosenki hehehhe) :) w kontakcie, Ty pamiętasz więc ogarniemy za jakiś czas bo czerwiec mnie goni jak szalony hihi :)
    Odpowiedz
24 lipca 2017
AloAlo! Koledzy i koleżanki z branży! Szykują się pierwsze komunikacyjne warsztaty dla branży ślubnej. To znaczy ja je szykuję:) Zachęcam do kliku! Gdańsk 11-12.11.2017 Kraków 25-26.11.2017 www.youtheman.pl
Odpowiedz
    24 lipca 2017
    A coś bliżej Lublina ;)
    Odpowiedz
7 sierpnia 2017
Krzysztof https://malawielkafirma.pl/selekcja-klientow/?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=czy_powinienes_wybierac_sobie_klientow&utm_term=2017-08-07 Sorry Jacek, to jednorazowy link do "konkurencji" ;) :P
Odpowiedz
14 sierpnia 2017
Mała anegdotka na temat obsługi sali działającej według ustalonego schematu na moim własnym weselu równo o 21 wjechał tort na sale ... tak jak mniej więcej było ustalone szkoda tylko ze mnie i mojej żony przy tym nie było
Odpowiedz
    14 sierpnia 2017
    Moja Para doświadczyła tego w zeszłym roku... Krzyczalem do świadka, by leciał po Młodych.. Zobaczyli ostatnią iskierkę na torcie..
    Odpowiedz
    15 sierpnia 2017
    z kolei ja widziałam odwrotną sytuację, godzina ustalona z para mlodą 22 na tort, przekazana menadzerce, wybiła 22, wszyscy na parkiecie, orkiestra gra temat z gwiezdnych wojen, gra i gra i gra, mija 5 minut, mija 10... w koncu świadkowa poszła do kuchni, ja za nia z ciekawości, a tam się wydziera na nią jakaś baba i mowi ze oni zawsze dają tort o północy i nic jej nie obchodzą inne ustalenia :D została zjechana z góry na dół przed świadkowa i tort wyjechał, był gotowy, stał z boku ...
    Odpowiedz
14 sierpnia 2017
Po prostu masakra zdarzenie. Współczuje od serducha choć widziałem już tort na podłodze. Na naszej lokalnej grupie fotografów ślubnych pozwolisz, że anonimowo może o tym wspomnę. Mamy taki wątek o wtopach, obciachach i innych potyczkach ślubno-weselnych.
Odpowiedz
    14 sierpnia 2017
    Nie ma problemu 🙂
    Odpowiedz
19 sierpnia 2017
Przesłuchane podczas biegania i temat który mi wpadł w ucho to powtarzalność scenariusza podczas wesela przez "grajków" Sam tego doświadczyłem w tym sezonie. Byłem w jednym miesiącu 3 razy z tymi samymi"grajkami" jakbyśmy się spotkali 4 raz to spokojnie mógłbym zastąpić kogoś z "grajków" wraz z żartami itp.
Odpowiedz
22 sierpnia 2017
No i wykrakałem teraz - sobota po raz kolejny Ci sami muzykanci :) 100% będzie jakbym oglądał czwarty raz ten sam film :(
Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    Dobra, nie będę przesadzał, też mi się zdarza czasem powiedzieć coś, co już kiedyś powiedziałem. Nie ma cudów, jesteśmy tylko ludźmi i jeśli często jesteśmy w powtarzającej się sytuacji to sięgamy czasem do sprawdzonych, wymyślonych historii. Ważne, żeby nie klepać tego bezmyślnie, tylko dostosowywać wszystko do konkretnej sytuacji. Ja mam ostatnio prawdziwy wysyp imprez, gdzie totalnie zapominam o wodzirejowaniu i skupiam się na dobrej muzyce:)
    Odpowiedz
22 sierpnia 2017
Kilka lat te same numery powtarzają przez setki wesel. Przecież klient jest jednorazowy, a kto by tam z rodziny pamiętał, że znieczulony tarzał się po podłodze w konkursie 3 nóżki 2 rączki.
Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    Chociaż tak odbijając piłeczkę, to gdyby znaleźć punkt wspólny w ostatnich iluśtam podcastach Jaceka, to byłoby nim narzekanie na modę i na to, że "wszystkie zdjęcia są takie same". Czyli to nie jest tych grzech DJów:P
    Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    bo każdy ślub, wesele jest taki sam, tylko ludzie się zmieniają :) ;)
    Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    Robert totalnie się nie zgadzam:P ale poza tym to masz rację :)
    Odpowiedz
22 sierpnia 2017
w sumie to temat na zupełnie inny wątek, ale warto przeczytać http://www.pch24.pl/nie-jestesmy-zwierzetami--kilka-slow-o-obscenicznych-zabawach-weselnych,53860,i.html#ixzz4qBM4Rh00
Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    Często mówię, że moja branża jest zła sławą owiana :P
    Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    branża swoje "uroki" ma ;)
    Odpowiedz
    22 sierpnia 2017
    Krzysztof Krzemiński Na szczęście nie spotkałem się z DJ który posuwa się do tych prymitywnych odmian oczepinowych. Zazwyczaj jeśli już są oczepiny, trwają krótko, na poziomie.
    Odpowiedz
24 sierpnia 2017
Krzysztof Krzemiński, bardzo mi miło : )))))))
Odpowiedz