Pora na kolejnego polskiego fotografa ślubnego pracującego poza Polską. Po odcinkach z Markiem Pacurą, Tomkiem Kornasem i Wojtkiem Chrapkiem czas na spotkanie z Agą Tomaszek mieszkającą i pracującą w Anglii.

Aga Tomaszek w sieci:
www: agatomaszek.com
fb: facebook.com/agatomaszekphotography
insta: instagram.com/aga.tomaszek

Mam nadzieję, że z tej rozmowy wyciągniecie wiele fajnych informacji związanych z fotografią, natomiast jest jedna sprawa, która na mnie zrobiła największe wrażenie. Dlatego chciałbym ją uwypuklić. Chodzi mi tu mianowicie o historię zwolnienia z pracy, które spotkało Agę podczas pobytu na emigracji. Wydawać by się mogło, że jest do wydarzenie niekorzystne ze wszech miar. Jednak jest to tylko nasz ludzki osąd, który czynimy patrząc na życie z krótkiej perspektywy. Po tym zwolnieniu Aga wzięła sprawy w swoje ręce, zakasała rękawy i podjęła próbę (udaną) zostania wziętym fotografem ślubnym. Teraz patrząc na ten moment swojego życia, z pewnością inaczej oceniłaby fakt bycia zwolnionym z poprzedniej pracy. Tej szerszej perspektywy wam wszystkim życzę, nie tylko w karierze fotografa, ale ogólnie w życiu…

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:
instagram: instagram.com/jaceksiwko/
fb: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis rozmowy: #21 AGA TOMASZEK

Wstęp

Cześć, z tej strony Jacek Siwko, a to jest podcast Niezłe Aparaty! To już dwudzieste pierwsze nasze spotkanie i na początku powiem Wam, że jestem zachwycony Waszą aktywnością na Facebooku. W naszej grupie pojawiło się bardzo dużo komentarzy po ostatnim podcaście, który emitowaliśmy tydzień temu. Była to rozmowa z Bartkiem Wyrobkiem i dyskusja, która się tam wywiązała w wątku jest bardzo ciekawa. Zapoznałem się ze wszystkimi Waszymi komentarzami. Podobnie, jak ze zdjęciami, które pojawiają się na Instagramie z hashtagiem #niezleaparaty – pisane oczywiście bez polskich znaków. Bardzo serdecznie dziękuję Wam za te wszystkie zdjęcia, które pokazujecie, że były obrabiane przy podcaście. A także za takie zdjęcia backstage, które przedstawiają Was w różnych pozach czy sytuacjach życiowych, podczas których słuchacie podcastu.

Cóż, może czas opowiedzieć o tym, kto będzie dzisiejszym gościem. Dziś czeka nas rozmowa z Agą Tomaszek, która żyje i fotografuje w Londynie. Myślę, że historia Agi jest bardzo inspirująca dla wielu osób, ponieważ czasami mamy problem z takim spojrzeniem na sprawy życiowe z innej perspektywy.

Otóż już tłumaczę, o co chodzi. Patrząc z perspektywy ludzkiej, niektóre wydarzenia mogą być niekorzystne dla nas samych. Natomiast, gdy spojrzymy na rzecz z nieco innej perspektywy, z takiej, powiedzmy, dalekosiężnej, długofalowo, to okazuje się, że nawet takie rzeczy, jak utrata pracy, co miało miejsce w przypadku Agi, mogą skutkować tym, że odkryje się coś, co w konsekwencji będzie rzeczą taką na całe życie. Rzeczą, którą się będzie bardzo kochać. Tak właśnie, jak w przypadku Agi była decyzja o zostaniu fotografem, kiedy straciła pracę jako architekt.

I zobaczcie: jeżeli patrzelibyśmy z takiej perspektywy ludzkiej, to utrata pracy zawsze jest czymś niekorzystnym i wszyscy się martwią czymś takim. Ale z drugiej strony był to taki moment w życiu, kiedy Aga po prostu postawiła wszystko na jedną kartę, niewiele miała do stracenia i spróbowała swoich sił w fotografii. Myślę, że gdyby nie ta nagła utrata pracy i nagła konieczność znalezienia czegoś nowego w życiu, być może nie zdecydowałaby się tak szybko uczynić tego pierwszego kroku w kierunku realizacji swoich marzeń.

Tak że życzę Wam uzyskania takiej perspektywy na sprawy właśnie poprzez słuchanie tego podcastu.

Dzięki, nie przytrzymuję Was dłużej – zapraszam do słuchania!

Rozmowa

Jacek: Cześć Aga!

Aga: Witaj, witaj.

Co tam słychać?

Wszystko dobrze, wszystko dobrze – troszeczkę się stresuję, ale cóż…

Myślę, że fajnie. Bo właśnie tak, jak rozmawialiśmy tutaj przed chwilą, jest fajna taka okazja, żeby ciebie przedstawić trochę polskim fotografom, bo jesteś bardziej znana w UK – tam gdzie mieszkasz, tam gdzie pracujesz. Może takie krótkie słowo wprowadzenia o tobie, kim jesteś, gdzie mieszkasz i czym się zajmujesz obecnie?

Jestem fotografem ślubnym od 2009 roku, czyli to jest mój ósmy rok w biznesie.

Osiem lat.

Tak. Ale moje doświadczenie, moje wykształcenie jest architektoniczne. Ja skończyłam architekturę i urbanistykę we Wrocławiu i pracowałam jako architekt po raz pierwszy. Przeprowadziłam się do Wielkiej Brytanii w 2008 roku – pod koniec… Nie, przepraszam. Pod koniec 2006 roku. Moja córeczka miała tylko parę miesięcy i wiesz, była to taka przeprowadzka typowo finansowa, ze względów po prostu ekonomicznych. Skończyliśmy oboje z jej tatą studia. I był to taki moment w życiu, gdzie trzeba było zdecydować, co robimy. Tak że absolutnie na tamtym etapie nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek będę prowadziła własny biznes i że ten biznes będzie biznesem fotograficznym.

Tak że pracowałam w architekturze i recesja uderzyła. Poleciały miejsca pracy. Odczułam to na swojej skórze, tak jak wielu innych Brytyjczyków. Nie wiem, na ile w Polsce odczuliście tej kryzys. Właśnie, sądzę, że Polska ekonomia nie była aż na tyle dotknięta, prawda?

No czytaliśmy o nim w prasie.

No myśmy szczególnie odczuli w tej sferze budowlanej, ponieważ ten boom budowlany jak najbardziej miał miejsce i na podstawie tego boomu ja zostałam zatrudniona jako młody architekt, ponieważ potrzebne były ręce do pracy, do budowania, do projektowania tych mieszkań, tych domów. A w momencie, gdy kryzys uderzył – pierwszy klient, który się wycofał, pierwszy inwestor, który się wycofał to był właśnie ten inwestor residential tak zwany, czyli mieszkaniowy. To ci inwestorzy jako pierwsi zdecydowali zastopować inwestycje. I tacy młodzi architekci, jak ja zostali wszyscy pozwalniani. I wtedy właśnie narodził się pomysł, że ja muszę coś robić w tym czasie. Że ekonomia nie wskoczy z powrotem na ten poziom, na którym była. Mój język angielski był taki średni na tamtym etapie. Był wystarczający do pracy w biurze, ale that’s about it. I właśnie zdecydowałam wtedy, że trzeba coś zrobić w tym czasie przestoju.

A wiesz co, ja obserwuję bardzo często – akurat moja kuzynka czy obie kuzynki są architektami – bardzo często patrząc na ich aktywność zawodową czy ich znajomych, ja zaobserwowałem, że bardzo często w tym środowisku gdzieś ten aparat towarzyszy ludziom. Tak było też w twoim przypadku? Zawsze ci towarzyszył aparat podczas studiów?

Nie, absolutnie nie. Zawsze byłam artystyczna i zawsze malowałam, rysowałam, rzeźbiłam i to mi pomogło bardzo w studiach architektonicznych. I absolutnie masz rację – wielu moich znajomych ze stiudów parało się tymi aparatami, analogiem, nie analogiem, później cyfrówki weszły… Jak najbardziej jest to takie narzędzie, którym łatwo się było na tamtym etapie studiów zainteresować. Ale moja droga z drogą aparatową się nigdy nie zetknęły.

Powiem ci, że ja pochodzę z takiej rodziny, gdzie nigdy nie przelewało nam się. W porządku, wiesz, nie brakowało na chleb, ale też nie przelewało się. I dzięki temu, że polska wyższa edukacja była na tamtym etapie darmowa, byłam w stanie studiować i wyjechać. Bo tak to byłoby ciężko. I ten aparat… na gadżety nigdy nie było nas stać. Mi gadżety nigdy nie towarzyszyły w życiu. Dopiero od momentu, kiedy zaczęłam sama zarabiać.

Tak że przyznam, że nie, nigdy nie miałam do czynienia z aparatem. Dopiero, kiedy urodziła się moja córeczka, chciałam robić zdjęcia jako mama. Wiele, szczególnie kobiet fotografów tak zaczyna, że na początku chcemy robić zdjęcia naszym dzieciom. Chcemy mieć tę pamiątkę, jak są malutkie, jak szybko się zmieniają, dorastają. I tak też zaczęło się ze mną. Absolutnie nie widziałam tego w kategoriach biznesu. Kupiłam pierwszą cyfrówkę, to był Nikon D80 i po prostu robiłam zdjęcia mojemu dziecku. Ale dopiero w momencie, kiedy straciłam pracę, gdy to widmo braku zatrudnienia się przede mną otworzyło – dopiero wtedy stwierdziłam, no dobra, tak mi się wydawało, wiesz, że znam Photoshopa, więc na pewno będę umiała super zdjęcia wyedytować. No i jak trudny może być aparat? Aparat to jest tylko kilka guziczków, prawda? Nauczyłam się skomplikowanego programu do projektowania budynków. Jak trudny może być aparat? No i z takim założeniem tak naprawdę podeszłam do tej całej sprawy.

Okej, a pierwsze jakieś zlecenia robiłaś dla znajomych czy jak to się stało, że w ogóle zaczęłaś fotografować ludzi? Bo ja podejrzewam, że naturalnym odruchem dla architekta jest fotografowanie obiektów.

Nigdy nie fotografowałam obiektów. Nigdy nie fotografowałam krajobrazów. Nigdy nie fotografowałam natury. Zupełnie mnie to nie interesuje. Ja jestem zainteresowana człowiekiem. Dla mnie to jest główny motor.

Aha, czyli przeskoczyłaś, że tak powiem, ten poziom motyli i tak dalej?

Tak. Przeskoczyłam ten poziom motyli zdecydowanie. Zaczęłam od fotografii takiej prostej, domowej, dziecięcej. Zresztą zawsze tym przedmiotem, podmiotem fotografii mojej był człowiek. Żeby zbudować portfolio, tak jak zupełnie zaczynając od zera, było to bardzo, bardzo ciężkie, dlatego, że będąc w Wielkiej Brytanii, nie uczestnicząc w ślubach żadnych znajomych, nie mając tak naprawdę znajomych, przyjaciół na tyle blisko, że zaprosiliby mnie na swoje śluby, było to bardzo ciężkie. I powiem ci, że tak naprawdę pewnie nie udałoby mi się to wszystko, gdyby nie fakt, że będąc zwolniona z pracy byłam w stanie zaaplikować do rządu Wielkiej Brytanii – tak naprawdę sądzę, że był to jakiś projekt unijny. Śmieszne, ponieważ dzisiaj prawdopodobnie Wielka Brytania podpisze ten artykuł 50 odnośnie opuszczenia Unii Europejskiej. Tak że jest to śmieszny timing, bo akurat dzisiaj prawdopodobnie, ostatecznie zdecydujemy się opuścić Unię Europejską.

Aha, dzisiaj, czyli tak, jak nagrywamy ten podcast.

Tak jak nagrywamy. Wczoraj czytałam artykuły, że w środę, jutro, dzisiaj…

O, to zdradzasz szczegóły – teraz będą wszyscy wiedzieć, kiedy nagrywaliśmy.

O, no proszę. Dobra, wytniemy to, wytniemy!

Dobra, to tak trochę może zostawiając politykę gdzieś tam na boku…

Tak, tak. Po prostu dostałam takie małe dofinansowanie w kierunku fotografii. Byłam w stanie zrobić cztery bardzo krótkie, bardzo praktyczne kursy tutaj w Buckinghamshire w takim workshop organizatorem, który nazywa się The Trained Eye. I to były kursy takie portfolio building, czyli po raz pierwszy tak naprawdę pojechałam na te kursy z ledwo co znajomością obsługi aparatu. I wtedy praktycznie postawili przede mną modelką. Powiedzieli, jak się do tej modeli odzywać, co powiedzieć, czego nie mówić, jak ustawić, takie pierwsze podstawy, jak szukać światła. I to mi bardzo pomogło. I z tym kursów wyprodukowałam sobie jakieś pierwsze obrazki do portfolio. I one od razu poszły na taką pierwszą stronkę. I tak to się zaczęło.

Reklamowałaś się właśnie przez tę swoją stronę czy szukałaś jakiś ogłoszeń typu Gumtree czy coś w tym stylu?

Nie, przyznam, że nie. Nie wiedziałam w ogóle o istnieniu Gumtree. Wiesz co Jacek, ja przez pierwszy rok, półtora roku, nie fotografowałam żadnych ślubów, bo – tak jak mówię – te śluby do mnie nie przychodziły. Ale fotografowałam ludzi w każdym innym stopniu. Robiłam śluby rodzinom. Poszłam na Model Mayhem – taki odpowiednik Max Models polskiego. Robiłam model portfolios, fashion, skontaktowałam się z takimi projektantami mody lokalnymi, studentami. Zaczęliśmy organizować te photoshooty. Tak że ja tak naprawdę doświadczyłam fotografii na początku od tej strony modelowej, od tej strony bardziej wizualnej. I to było mi potrzebne.

Okej, a w którym momencie poczułaś, że to nie jest dla ciebie taka fotografia modowa?

Wiesz co, w tym momencie, kiedy zorientowałam się, że ta fotografia nie płaci. Że jest bardzo, bardzo ciężko zarobić jakikolwiek grosz. Wszyscy oczekują pracy za friko. Wszyscy oczekują tego coilaboration, tak? I nawet, jeżeli była to sesja dla jakiegoś projektanta, który właśnie zaprojektował, wykonał swoją nową kolekcję i chciał ją gdzieś tam przedstawić na jakimś London Fashion Week, to takie osoby również oczekiwały tej fotografii za darmo. Ponieważ tak jakby czuły, że „za ten przywilej, że ty fotografujesz moje świetne kreacje, oczywiście ja nie będę ci płacił”. I rzeczywiście, takiemu młodemu fotografowi, który się dopiero uczył, to miało sens. Ale po jakimś czasie, po tych sesjach pięciu, dziesięciu, piętnastu, zaczynało to być śmieszne, że ja spędzałam tyle czasu fotografując, później edytując te zdjęcia – było to bardzo ciężkie. Było to bardzo takie, wiesz, time consuming, a jednocześnie nie przynosiło żadnych zysków. Tak że ja inwestowałam dużo w sprzęt, ciągle dodawałam nowe obiektywy, spędzałam mnóstwo czasu edytując. I tak naprawdę ten biznes się nie trzymał kupy.

A wtedy, na tamtym etapie, obrabiałaś w Photoshopie czy już przerzuciłaś się z tego Photoshopa na coś innego?

Wiesz co, nie. Bardzo wcześnie na szczęście odkryłam Lightroom. Sądze, że podczas mojego pierwszego ślubu, który shootałam, jako second shooter, odkryłam Lightroom tak naprawdę. Tak że Lightroom była zawsze częścią mojej przygody fotograficznej. Natomiast na tym etapie modowym, na tym etapie model portfolios bardzo dużo edytowałam, zdecydowanie więcej edytowałam w Photoshopie. Tak że tam był ten proper retouching i sporo pracy nad jednym indywidualnym zdjęciem powiedzmy, przez pół godziny, godzinę, to jest to czego teraz przy ślubach nie robię.

No tak, ale wtedy oddawałaś też mniejszą liczbę zdjęć, nie? A teraz ile gdzieś oddajesz tak standardowo ze ślubu?

Wiesz co – sześćset, siedemset, osiemset…

No właśnie. I wyobraź sobie teraz siedzieć sześćset zdjęć nad każdym w Photoshopie. To jest przecież masakra, ile godzin.

Oczywiście. Ale powiem ci, że przez pierwsze dwa lata robienia moich ślubów przez każde zdjęcie przechodziłam w Photoshopie i dlatego mi zajmowało to bardzo dużo czasu. I dopiero może gdzieś w trzecim roku swojej fotografii powiedziałam sobie „dość tego Photoshopa, nie będę tych akcji w Photoshopie – nad każdym zdjęciem się tam modliła”.

No właśnie, bo żeby każde zdjęcie było nie wiadomo w jakim formacie później drukowane przez klientów, to tak. Ale tak na ogół, to umówmy się, nie wiem, jakie tam macie – bo wy macie te inches, nie – rozmiary zdjęć? U nas to się mówi tam 13 na 18 centymetrów.

Tak, wiesz co, nigdy się nie zastanawiałam się nad tym, nie wchodziłam nigdy mocno w print, nigdy nie była studentem fotografii. Ci znajomi, którzy studiowali bardzo są tacy trend aware. Oni się tam zastanawiają nad tym, jak to będzie wyglądało i tak to tam specjalnie przerobić. Tak, drukuję swoje albumy. Zdjęcia wyglądają świetnie, więcej mnie nie interesuje. Ale tak, masz rację – na etapie modowym był zawsze ten czynnik, że jak by to wylądowało na jakimś większym plakacie, to co wtedy, prawda? I troszkę inaczej podchodziłyśmy do tej obróbki zdecydowanie.

A słuchaj, to wróćmy może do tego etapu, że kończysz swoją przygodę czy już czujesz, że to nie jest to, ta fotografia mody i przychodzi do ciebie pierwsza osoba, która chce, żebyś zrobiła zdjęcia ślubne. Jak to było?

To był znajomy znajomego, tak że udało się w ten sposób, że przez jakiś tam kontakt bardzo daleki. I powiem ci Jacek, że ta bariera językowa na tamtym etapie jest dużo ciężej pójść na spotkanie… Bo tutaj, w Wielkiej Brytanii, jest tak, że ja spotykam przeważnie – powiedziałabym – że ciągle, nawet na tym etapie, spotykam się z 70-80% moich klientów. Tak że zdecydowanie było tam spotkanie, na które oczekiwano, że przyniosę album. Ja na tamtym etapie oczywiście żadnego albumu nie miałam. I co, zapisałam sobie kilka pytań na kartce, odpowiedzi, zrobiłam jakiś tam research po tych wczesnych warsztatach, po tym treningu, miałam jakieś tam blade pojęcie o tym, jak ten meeting w ogóle przeprowadzić. Miałam takiego stresa, że to się mieści w ogóle w żadnej pale. I cóż, no poszłam i wiesz…

Ale udało się – najważniejsze, że się udało.

Udało się, udało się. Właśnie na podstawie tych zdjęć z warsztatów, które były takim, wiesz, zdjęciami jednak modelek. Byłam bardzo otwarta. Nigdy nie wciskałam żadnego kitu moich klientów. Zawsze otwarcie mówiłam, kawa na ławę, jestem początkująca, dlatego moja cena była bardzo niska. Zaczęłam od bardzo, bardzo niskich stawek. Jestem początkująca, nie mam tego doświadczenia. Ale zrobiłam dużo zdjęć właśnie dla projektantów, dużo zdjęć modelkom, tak że techniczne się znam na fotografii, natomiast nigdy nie miałam tej okazji uczestniczenia w samych ślubach. Dlatego będę się uczyć, ale jednocześnie oferta jest taka, że ta cena moja jest bardzo niska. Ja pokazywałam te zdjęcia ze swojej pracy fotograficzne nie-ślubnej i tym wczesnym moim klientom wydawało się to nie przeszkadzać.

Targowali się z Tobą?

Nie, ale dlatego, że ta cena moja była tak niska, że oni nie mieli się, o co targować.

Nie mieli z czego zbijać.

To była marginalnie niska cena. I ja byłam z tym w porządku. Nigdy nie podchodziłam do tego biznesu w ten sposób, żeby brać, brać, brać. Ja mam taki stosunek do biznesu i w ogóle do życia, żeby dawać najpierw. Dawać najpierw, a dopiero, jak już jesteś pewny tych swoich umiejętności, tej swojej ekspertyzy, tego swojego doświadczenia, to wtedy dopiero… Zawsze za wzrostem ceny u mnie szło, a ta cena szybko wzrastała, stopniowo, musiałam zawsze albo wykonać jakiś świetny zestaw albo zostać jakoś nagrodzona w taki, a nie inny sposób. Jakaś super-pochwała od klienta. Zawsze budowałam tę swoją konfidencję – jak to się mówi – pewność siebie.

Pewność siebie – czyli to bardziej o tą pewność siebie się rozchodziło. Nie o zewnętrzne takie uznanie, żeby świat zobaczył, czyli żebyś ty sama zrozumiała, że jesteś tego warta, tak?

Tak, tak. Ale ta pewność siebie przychodziła od zadowolonych klientów. Nie mówię tutaj o liczeniu lajków i oczekiwania jakiegoś takiego uznania od społeczeństwa, ale ja zawsze byłam i nadal jestem bardzo krytyczna wobec tego, co robię.

Ale to dobrze, bo masz taki dystans. Mi się wydaje, że ogólnie z tymi lajkami, jak wy to mówicie, misconception. Że wszyscy postrzegają to tak, że ok, jak mam sto lajków pod każdym zdjęciem to jest super, a jak mam cztery to już nie jest super. A mi się wydaje, że jak masz cztery lajki, to weź się zastanów, wait a second, że czterem osobom się to spodobało. To wiesz, to nie jest ważne, że nikt na świecie prawie tego nie zauważył, ale cztery osoby wykonały ten gest polubienia i to się liczy na plus.

Oczywiście, że tak. Poza tym, jeżeli chodzi o lajki, to tam jest tyle innych czynników, które również odgrywają jakąś rolę, prawda, to jest czas, w którym wrzucasz zdjęcie na Facebooka, to jest grupa, tagi, nie tagi. There’s more to it niż tylko, prawda, cztery osoby, czyli się nie podobało, a sto osób, czyli się podobało. Wręcz czasami podobają się takie zdjęcia, najbardziej popularne są takie zdjęcia, które tak naprawdę nie prezentują sobą jakiegoś wielkiego poziomu, tylko po prostu podobają się, bo jest na nich małe dziecko albo jest takie światełko, które się podoba.

Ja absolutnie nie mierzę wartości zdjęcia w ilościach lajków, zdecydowanie nie. Ale na etapie mojego wczesnego rozwoju, jak najbardziej szukałam tego feedbacku. Pytałam moich wczesnych klientów, co się podobało, co mogłabym usprawnić. Tak starałam się być zawsze bardzo otwarta i uczyć na bazie tych doświadczeń, tych wczesnych doświadczeń. One były dla mnie bardzo, bardzo ważne, bo popychały mnie do przodu.

Ja się właśnie chciałem ciebie zapytać, gdzie się tego wszystkiego nauczyłaś, ale z tego co mówisz, to wnioskuję, że bardzo dużo czerpałaś z tych opinii klientów. I to jest bardzo fajne, bo to odpowiada na pytanie, dla kogo to robimy. Ja też powiem ci, że mam takie podejście, że jeżdżę teraz na takie alternatywne targi ślubne i ogólnie chodzi mi o to, żeby nie mieć ten return on investment nie wiadomo jaki, tylko właśnie poprzez taką rozmowę z żywymi ludźmi patrzeć, jak oni reagują na żywo na moje zdjęcia i jakby słuchać tych ich opinii. Bo to jest bardzo inspirujące i edukujące.

Oczywiście, oczywiście. My musimy sobie na jakimś etapie tej przygody fotograficznej, tej przygody biznesowej, zadać pytanie, dla kogo my to robimy. Czy my to robimy dla siebie, czy my to robimy dla klientów, czy my to robimy dla innych fotografów? To są bardzo ważne pytania i czasami odpowiedzi są różne na różnych etapach naszego rozwoju. Czasami może być różnie prawda, w zależności od tego co my oferujemy. Jeżeli oferujemy workshopy to oczywiście wtedy zastanawiamy się, co inni fotografowie lubią. To wtedy wpływa na to, które posty publikujemy, które zdjęcia publikujemy na naszym blogu czy na naszych social media. Jak najbardziej są to bardzo, bardzo ważne pytania.

Dla mnie bardzo ważna jest ta strefa wizualna i ja zawsze miałam bardzo wysoki ten bar. Jak to się po polsku mówi? Mój poziom, moja poprzeczka – właśnie, poprzeczka była bardzo wysoko. Sama dla siebie. Ja nie chcę tylko produkować zdjęć, które się podobają innym, ale sama w sobie w duszy wiem, że są kiepskie. Ja zawsze po prostu mierzę, jak najwyżej się da. Zdjęcie musi po pierwsze odpowiadać na moje wymagania.

Ale czekaj, czekaj, czekaj. Czy ja dobrze zrozumiałem? Ty powiedziałaś, że twoje zdjęcia są kiepskie?

Nie, nie, ale jest takie podejście – znam takich ludzi, którzy…

Wiesz, że mogłyby być lepsze? O to ci chodziło?

Tak, tak. Jest takie podejście do tego biznesu, które jest takie dość kuszące, dlatego, że ono pozwala na szybkie załatwienie sprawy, czyli po prostu produkowanie takich zdjęć byle klient zaakceptował, byle się podobało, bo to jest dla klienta. Jak klient jest zadowolony, to wszystko prawda, the box is ticked, wszystko jest dobrze. Ale ja nigdy nie wychodziłam z takiego założenia. Przede wszystkim zdjęcie musi być dla mnie świetne. A oczywiście, również mam nadzieję, podobać się klientowi. To, co inni fotografowie myślą, to już jest zupełnie inne zagadnienie.

No właśnie, ale nawet tutaj powiedziałaś, że jak robisz warsztaty i chcesz mieć klientów fotografów, to mi się wydaje, że jeżeli ty masz zadowolonych klientów i klientom się twoje zdjęcia podobają i masz popularność wśród klientów, to będziesz miała popularność jako nauczyciel wśród fotografów. To jest chyba naturalna konsekwencja.

Tak, częściowo to się nakłada. Częściowo to się zazębia ze sobą jak najbardziej. Ale czasami jest tak, że niektóre takie specyficzne zdjęcia, przekombinowane, gimmickowe zdjęcia się podobają bardziej fotografom, natomiast zwykły taki, z krwi i kości klient, szuka czegoś innego. I czasami nam się wydaje, że „o, tutaj odbicie, tutaj prism, tutaj ojejciu, wiesz, wystrobiliśmy z tego zdjęcia nie wiadomo co”. A klient na przykład na tym zdjęciu wygląda średnio i w ogóle, nawet nie spędzi minuty zastanawiając się nad tym zdjęciem.

No właśnie. My też mieliśmy czasami takie rozmowy, że wiesz, przychodzą pary i mówią „no bo nam najbardziej zależy, żeby nas było widać na tych zdjęciach”. Czyli takie bardzo proste podejście, ale ja to rozumiem. Bo wiesz, różne są mody i trendy w fotografii. Czasami, teraz na przykład, jest bardziej, żeby schować większość elementów na zdjęciu, przyciemnić troszeczkę i tak dalej. Ale to wszystko mija. To jest zawsze taki wykres, że raz jest nad kreską, raz jest pod kreską. Ja ostatnio nawet oglądałem takie zdjęcia, które parę lat temu mi się podobały – takie efekty, kurczę, takie kolory wydawało mi się, że są takie bardzo fajne. A wczoraj właśnie na komputerze je znalazłem i stwierdziłem „o ja, te zdjęcie wyglądają, jak lata dziewięćdziesiąte”, mimo tego, że były zrobione pięć lat temu. Czyli najlepiej się chyba trzymać klasyki jednak.

Tak jest. Trendy przychodzą i mijają. Trendy się sprzedają. Ja zupełnie rozumiem ludzi, którzy wszystko inwestują w trendy i chcą zostać on top of the trends – jest w tym jak najbardziej metoda. Natomiast tak, trendy wyglądają śmiesznie, zabawnie, po pięciu, dziesięciu, piętnastu latach. Tak że znowu jest to pytanie, dla kogo robimy te zdjęcia. I jeśli robimy te zdjęcia dla klienta, to myślę, że najlepiej – ja mam przynajmniej takie założenie, tak, to jest moje założenie, każdy pewnie ma swoje – trzymać się takich pewnych klasyków. To nie znaczy, że zdjęcia muszą być nudne. To nie znaczy, że zdjęcia muszą być sztampowe. Tam jest miejsce na eksperymentowanie, na kreatywność, na zabawę z fotografią. natomiast dla mnie kolory, naturalne kolory, jak najbardziej naturalne kolory, jak to tylko możliwe i takie, prawda, czarno-białe, monochromaty, które są pełne kontrastu, pełne życia.

A jak idziesz na ślub, to bardziej dążysz w stronę reportażu czy bardziej kreujesz tą rzeczywistość, którą widzisz? Bo są różne szkoły. I niektórzy na przykład mówią, że lepiej czasami pewnych rzeczy nie pokazać lub że fotografia powinna troszeczkę przekłamywać na plus. Taka reporterka czysta z krwi i kości to raczej na plus nie przekłamuje, ale jakie jest twoje podejście do tego tematu?

Wiesz co, moje podejście jest takie, że ja zrobię wszystko, żeby wykreować dla mojego klienta, jak najpiękniejszy zestaw ślubny. I nie ważne, jakiej trzymam się filozofii czy nie ważne, jakiej zaprzeczam filozofii – filozofie tak naprawdę nie mają dla mnie znaczenia. Ja robię reportaż wtedy, kiedy najlepszy wizualny rezultat daje mi reportaż. Robię kreatywne podejście, mam kreatywne podejście wtedy, kiedy najlepszy rezultat daje mi kreatywne podejście. Przekłamuję na plus wtedy, kiedy najlepszy rezultat daje mi przekłamywanie na plus i tak dalej. Używam strobów i świateł, kiedy najlepsze rezultaty otrzymuję w ten sposób. Nie trzymam się żadnej, nie daję się zlimitować żadnej idei, żadnemu podejściu. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby te zdjęcia były jak najpiękniejsze, jak najbardziej dynamiczne, żeby klient był jak najbardziej po prostu zakochany w tych zdjęciach. I żebym ja była jak najbardziej zakochana w tych zdjęciach, bo jak najbardziej się to przekłada. Tak że nie daję się wrzucić do żadnej szufladki pod tytułem photo journalist, do szufladki pod tytułem strobist. Nie chcę po prostu być zaklasyfikowana to żadnego z tych genrów, czy nie wiem jak to powiedzieć.

Przez to jesteś taka bardzo uniwersalna. Tutaj jeszcze bym chciał wrócić na chwilę do tego podejścia przekłamywania na plus. Nie wiem, czy się zgodzisz, ale każdy jak zaczyna, to trafia na przykład na trudne sale. Nie wiem, jak tam jest w Wielkiej Brytanii, ale w Polsce jest tak, że musisz przez ten etap przejść. I tam musisz naprawdę fotografować przez jakieś tam kwiaty, przez ramię kogoś, żeby po prostu pokazać jak najmniej, tam rozmyć… Czy też musiałaś przez coś takiego przechodzić czy od razu Buckingham Palace i tego typu venues?

Absolutnie nie, absolutnie nie. Nadal zdarzają się mi się trudne venue’a. Nadal zdarza mi się tak, że ląduję w miejscu, które, powiedzmy sobie, jest photographically challenging.

Pięknie, bardzo poprawnie to nazwałaś.

Tak jest. I wiesz, jak najbardziej sięgam po wszystkie możliwe triki, żeby nie pokazać tej brzydoty, tego bałaganu czasami. Szczególnie czuję to na etapie przygotowań panny młodej. Ja już teraz nauczyłam się edukować moje pary, jak mają organizować te przestrzenie, w których się przygotowują. Że najlepiej jest, prawda, znaleźć się w hotelu, który jest piękny, który ma piękne światło. Kiedy wybierasz miejsce, w którym zostajesz na noc w piątek w nocy i przygotowujesz się w sobotę rano do ślubu, zwróć uwagę, jaki to jest pokój, czy to jest dobre światło. Czy tam jest dużo światła czy mało? Jaka jest dekoracja? Czy to jest pokój stylowy czy to jest po prostu jakiś autostradowy hotel, gdzie są tylko cztery ściany i łóżko po środku, i nie ma nawet miejsca, żeby się ruszyć dookoła? Już teraz na szczęście moja klientela jest taka, że tak powiem, z wyższej półki. Rzeczywiście te miejsca potrafią być piękne, ale też od czasu do czasu zdarza mi się znaleźć w takim miejscu, gdzie jest bałagan dookoła panny młodej. Gdzie jak najbardziej, tak jak mówisz, muszę przyciemnić. Proszę ją, żeby siadła bliżej okna tak, aby ekspozycja na jej twarzy była piękna, a cała reszta przechodzi w ciemność.

I tak jak najbardziej manipuluję tym obrazem. Opowiadam tę historię jako lepszą niż to, co tak naprawdę było tam przede mną. Tak że ja nie jestem takim fascynatorem brzydoty. Jest sporo fotografów, oni są niesamowici, bardzo ich podziwiam, ale mam na myśli to, że nie jestem na tej samej fali z nimi. Podziwiam taką fotografię…

Taką sto procent, real life?

Czysty real life, gdzie się pokazuje tą taką – ma na to mówimy – gritty, down gritty.

Ja właśnie mam taki trik, jeżeli chodzi o sprzątanie pokoju panny młodej, bo zawsze to jest tak, że, wiadomo, jak tam kilka dziewczyn się szykuje, to różne rzeczy szukają na tej podłodze. I tam jakieś papiery od tych kwiatów, które przychodzą i tak dalej. Więc zawsze mówię, że dziewczyny, powiedzmy jakieś tam the bridesmaids czy jak tam się po polsku je nazywa – świadkowa, druhny, to je proszę, mówiąc, że wiecie, akurat te zdjęcia, które tu robimy w tym pokoju trafią później do albumu panny młodej i to tak głupio będzie trochę wyglądało. Więc nie mówię, że „hej, jest syf sprzątajcie”. Tak bardziej metodą grzeczną. I one wtedy „a, rzeczywiście, masz rację, nie pomyślałyśmy o tym” i ciach, ciach – w dwie minuty wszystko pięknie.

Oczywiście. To jest zrozumiałe. Rano przed ślubem przecież uwaga jest zupełnie rozproszona, jest tyle do zrobienia. Tak że to jest naturalne, że ludzie, nasi klienci nie myślą o tym, jak pokój wygląda dookoła. Walają się jakieś reklamówki dookoła. Jakieś przypadkowe walizki. Nie wiem, ile panien młodych się przygotowuje w hotelach w Polsce, ale w Wielkiej Brytanii, ja myślę, że spokojnie sześćdziesiąt procent moich panien młodych przygotowuje się, zostaje na noc w hotelu, przed ślubem. Nie jest to dom rodzinny. Tu to jest dom rodzinny przeważnie, prawda?

U nas te proporcje, wiesz, związane są z tradycją i tak dalej. Natomiast to jest zrozumiałe i nic już nie poradzisz na to za bardzo. Ja bym tylko uczulał fotografów, żeby uważali, gdzie kładą swoje torby. Bo często przeglądając portfolia fotografów widzę, że jest zdjęcie z pierwszego tańca i w tle jest jego torba albo torba, wiesz, tego filmowca.

Wideografa, tak.

A słuchaj, jak robisz selekcję zdjęć, to na co najbardziej zwracasz uwagę, bo bardziej tam się skupiasz na tym, żeby panna młoda fajnie wyglądała i gościu nie przynosił jej wstydu czy masz jeszcze jakieś, powiedzmy, inne kategorie, na które zwracasz uwagę?

Moje kategorie są takie, że zdjęcie musi żyć. Ja chcę, żeby moja kolekcja, moja galeria ślubna żyła, miała taką swoją duszę. I jeżeli galeria składa się ze zdjęć, które są statyczne, które nie mają w sobie żadnej treści, tylko treść wizualną, wtedy taka galeria, takie uczucie, które ta galeria nam daje jest płytkie. Możemy powiedzieć, że nie wnosi wielkich emocji oglądając ją. Dlatego ja, jak wybieram zdjęcia, zawsze staram się zwracać uwagę na to, czy na zdjęciu jest jakaś akcja, reakcja, czy jest jakiś ruch, czy jest jakaś emocja, czy jest ten moment, prawda – tego słowa tak często używamy. Czy jest jakaś zabawa, jakaś gra wizualna, jakieś świetne światło, jakaś superancka kompozycja, którą udało mi się osiągnąć.

Oczywiście jest to niemożliwe, żeby każde, dokładnie każde zdjęcie było dynamiczne. Są zdjęcia statyczne. Zdjęcia statyczne też potrafią być piękne. Ale chodzi o uzyskanie takiego balansu. Czyli jak wybieram zdjęcia do tej ostatecznej kolekcji, staram się, żeby ten balans był zachowany. Żeby zdjęcia bardzo emocjonalne, bardzo artystyczne, przeplatały się ze spokojnymi zdjęciami, ale na których jest wizualny ładunek, na których jest jakaś fajna gra. Tak że nie lubię, bardzo unikam zdjęć takich twarzowców, my na to mówimy mugshots. Jak policja aresztuje osoby, to są te mugshots. Czyli kontakt z aparatem, kontakt z obiektywem.

Aha, czyli chodzi ci o te zdjęcia, gdzie ktoś patrzy w obiektyw?

Patrzy w obiektyw, nic się nie dzieje.

To nie zdarzają ci się takie panny młode, które mają parcie na szkło i na każdym zdjęciu musi patrzeć w obiektyw? Nie masz takich?

Zdarzają się, wtedy ich proszę, żeby przestały.

Okej, kategorycznie wchodzisz.

Zresztą ten proces zaczyna się wcześniej. Ten proces zaczyna się podczas spotkania. Ja pokazując im albumy w ogóle, jak do mnie pary przychodzą, spędzam z nimi dwie, trzy godziny. To nie jest jakieś business meeting. To jest przyjacielska pogawędka, gdzie oni mi dużo opowiadają o sobie, ale ja im też dużo opowiadam o fotografii. I przechodzimy przez zdjęcia, i staram się od nich wyciągnąć, co oni lubią, a czego nie. Jak się widzą, jak sobie wyobrażają bycie fotografowanym? Które zdjęcia im się szczególnie podobają, a które może niekoniecznie?

Więc jak przechodziłam przez albumy i są jakieś zdjęcia na przykład super-romantyczne, czasami zdarzają się, rzadko, ale zdarzają się, pary, które mówią „wiesz co Aga, to nie jesteśmy my – my się popychamy i przedrzeźniamy, my nie jesteśmy tacy lovie dovie, zakochani i patrzący sobie w oczy”. I ja już robię taką mentalną notkę w swojej głowie „aha, ta parka, lepiej nie popychać w kierunku takiego super-romantyzmu”. I wtedy też na tym etapie oglądania albumu, ja mówię im też, zwróćcie uwagę, jak nikt nie patrzy w obiektyw. Zobaczcie, tutaj zdjęcie, które wydaje się takie żywe, złapane w ruchu, złapane w akcji, jest takie, na którym właśnie nie ma tego kontaktu. Ono nie jest wypozowane. Ono nie jest przeze mnie wykreowane. Chociaż czasem jest. Najlepsze jest to, że ono jest wykreowane, ale nie wydaje się wykreowane, przez to, że nie ma tego kontaktu. Że nie ma tej takiej stiffness, że poza, że body language jest bardzo naturalny. Ja tak te moje pary, jakby to powiedzieć…

Ustawiasz, pozujesz?

I guide them, I guide them. Ja staram się nie używać w ogóle w moim biznesie tego słowa „pozowanie”. Unikam go jak mogę. To nie jest pozowanie. To jest giving directions. To jest guiding somebody. Bo tak naprawdę to nie jest pozowanie. To są bardzo delikatne wskazówki.

Chyba tak. Pozowanie ja sobie zawsze tak wyobrażam…

Modelka siedzi prawda?

Jakiś pan fotografem z wąsem przychodzi i mówi „stańcie tak i nie ruszajcie się przez pół minuty” czy pół godziny.

Oczywiście, dokładnie.

Rozumiem o czym mówisz.

Myślę, że ludzie asocjują, łączą słowo pozowanie z takim dość negatywnym doświadczeniem. Ono kojarzy się z taką sztywnością. Tak że w momencie pokazywania zdjęcia w albumach ja mówię parom: „Jest to ważne, żebyście przestali zwracać na mnie uwagę, żebyście nawet się w ogóle nie zastanawiali, gdzie ja jestem, gdzie ten aparat w ogóle się znajduje. Ufajcie mi. Jeżeli ten aparat jest przy twoim bucie i wygląda to zupełnie śmiesznie – dlaczego ona tak robi? Widzicie te rezultaty”.

No właśnie, bo może ludzie chcą się upewnić, czy ty nadal tam jesteś i dlatego patrzą w obiektyw.

Tak, właśnie. Zaufajcie mi jak najbardziej. Widzicie moje portfolio. Moje pary oglądają pięć albumów z trakcie takiego spotkania. Zresztą to jest też powód, dla którego w moim portfolio są setki zdjęć. Dla takich ludzi, którzy chcą jak najbardziej się upewnić, po stokroć, że jest to właściwy fotograf, że każde jedno zdjęcie jest świetne, a nie tylko pięć dziesięć wybranych w portfolio. Jeżeli tylko mają ten czas, mają tę energię i chcą oglądać, to mogą oglądać. I tak samo podczas spotkania. Upewnijcie się, mam nadzieję, że każde z tych zdjęć, które widzicie uznajecie za świetne zdjęcie. Nie ma nic czego byście się wstydzili. Nie ma nic, nad czym skrzywiłyby się wasze twarze. Nie chcecie czegoś takiego. Zaufajcie mi. Oni, bookując mnie, moi klienci mają tą pewność, że kurczę, Aga knows her share.

Sprzedajesz swoją wizję. Może ten temat jeszcze troszeczkę podrążę.

Bardzo proszę.

Są jakby dwie szkoły. Bo ty tutaj sprzedajesz tą swoją wizję i tak dalej, karcisz tych ludzi, którzy patrzą w obiektyw. To znaczy nie wiem, czy karcisz – może to jest za mocne słowo, ale ja lubię takie słowa. I wiesz co, ostatnio chyba Maciej Suwałowski o tym mówił – jeden z gości podcastu – że są dwa rodzaje zdjęć: jedne na bloga, czy tam do portfolio, a drugie dla klientów, które oni chcą, że patrzą ci w obiektyw. Tak że różne szkoły.

Oczywiście, oczywiście, że tak. I wiesz co, karcić to naprawdę nie jest dobre słowo. Ja jak najbardziej zrobię im to zdjęcie, gdzie jest ten eye contact. Natomiast nie pozwalam, żeby ten eye contact był wszędzie. Nawet po to, żeby sobie zrobić ten facebook profile picture. Ten, czasami, jako profilowe zdjęcie ten eye contact jest potrzebny. Natomiast jest to taka ze mną i z nimi zabawa – to jest wszystko z przymrużeniem oka. Nie ma żadnego karcenia.

Ale to mówisz o sesji…?

Mówię o sesji w dniu ślubu. Plenery, jako tako w Wielkiej Brytanii nie istnieją. Ja nie wiem, czy kiedykolwiek miałam sesję w innym dniu niż ślub. Tak że ja mówię o tej sesji kiedy idziemy na ten spacerek z parką. Jeżeli mam taką pannę młodą, że patrzy mi się w ten aparat, to po prostu grzecznie i z żartem i z przymrużeniem oka do niej mówię: „dobra, to już zdjęcie mamy zrobione, a teraz, żebyśmy mieli taką variety to musimy was trochę poobracać”. Po prostu oferuję im ten guidance – dawanie wskazówek. I oni po prostu odpowiadają mi na to. Nie ma czegoś takiego, że jest sztywność, stanie prosto i patrzenie się w obiektyw. Natomiast dla mnie, co jest dużym wyzwaniem, to gdy panna młoda patrzy mi się w aparat cały czas podczas dnia ślubu. I miałam może w swojej historii dwie takie panny młode – i muszę przyznać, że było ciężko. Było naprawdę ciężko. No to wtedy trudno – to jest tego typu klient. I absolutnie nic nie możemy zrobić, bo w trakcie ceremonii nie możesz przerwać i powiedzieć „słuchaj, przestań tutaj patrzeć mi się w to szkło”, prawda?

Dokładnie. Oni przysięgają sobie, a ty mówisz „nie no, hola, stop – nie patrz się tutaj na mnie, tylko na tego swojego męża”.

Absolutnie. Ale najgorsze jest to, że właśnie kiedy to robią, kiedy patrzą w ten aparat na przykład podczas opuszczania kościoła, podczas confetti, podczas każdej z tych takich naturalnych dynamicznych momentów, no zabija mi to zdjęcie. Zabija mi zdjęcie, jak jest eye contact. Dlatego ja jak najbardziej mówię o tym podczas spotkania. Naprawdę muszę przyznać, że zdarza mi się taki przypadek bardzo, bardzo rzadko. Podczas sesji zdarza się częściej, ale wtedy mam tę kontrolę, że mogę im powiedzieć, mogę ich uwagę odwrócić, tak ich ustawić czy tak ich poprosić, żeby zaangażowali się w jakąś czynność, żeby ten eye contact zszedł mi z tego aparatu.

Już kończąc może ten wątek, w którym tak się znęcamy nad tymi, którzy patrzą w obiektyw, to ci powiem, że mi się wydaje, że to jest chyba dziedziczne. Kiedyś mi się takie, może ze trzy takie panny młode, które się patrzyły na obiektyw i potem ja zauważyłem już tak wiesz, na etapie obróbki zdjęć, że ich mamy robiły dokładnie to samo. Na każdym zdjęciu.

No proszę, a czy to nie byłoby po prostu przyzwyczajenie do fotografii, jaką znamy to jest fotografia szkolna.

A może, tak jak rodzice „to spójrz tutaj, w obiektyw”.

Tak, tak. Albo te family photos, te group shots. Tam ten eye contact jest wymagany. To jest takie zdjęcie, to jest taki family snap. I tutaj jak najbardziej… chociaż ja i tak bardziej lubię te zdjęcia rodzinne, gdzie ludzie gadają ze sobą, albo się śmieją, albo się ściskają, albo bardziej mi się podobają tego typu zdjęcia. Ale tak naprawdę ten kontakt wzrokowy z aparatem, pozwalam na niego tylko wtedy, kiedy jest to zdjęcie rodzinne, takie w ramkę dla babci na biurko.

Dokładnie. I jeszcze nie ucięte stopy.

Nie, musi być cała. Ja zawsze robię co najmniej dwa. Close – bliski portret i całościowy.

Aha, to mówisz o tych formals, które się robi w dniu ślubu.

Tak, mówię o tych formals.

Powiem ci, że mnie na przykład nauczyła taka babcia na ślubie kiedyś, nie wiem, być może kiedyś już w podcaście opowiadałem, więc będę przynudzał jeszcze raz tę samą historię. Ale taka babcia była na weselu i ona powiedziała, żebym czasem nie próbował tych swoich artystycznych zdjęć robić w tym momencie, gdy miało być takie zdjęcie, że panna młoda z babcią, bo ona sobie kupiła nowe buty i to musi być widać na zdjęciu. I wtedy to było dla mnie przełomowe odkrycie, dla takiego młodzika z aparatem.

O, cute!

Powiedz jeszcze, tak skacząc na inny temat troszeczkę, ale mówiliśmy tutaj o selekcji, a chciałbym ciebie zapytać o to, jak podchodzisz do układania tego blog posta swojego. Bo zauważyłem, że ty mieszasz ujęcia. To nie jest jakby zdjęcie po zdjęciu, które było zrobione, tylko ta kolejność jest jakby wymieszana.

Mieszam te zdjęcia i dokładnie tak samo podchodzę do mojej galerii tej całościowej. Układam te galerie tak i blog posty, żeby one były wizualnie stimulating. Żeby one były dla tego widza, który ogląda, żeby ta linia ostrości czy ta linia historii kierowała widza przez takie meandry. Czyli staram się na przykład nie umieszczać dwóch zdjęć z centralną kompozycją po sobie, czy trzech, czy czterech po sobie. Staram się to oko widza wodzić od jednego kąta do drugiego poprzez środek. Staram się moje blogi i też galerie tak układać, żeby mózgi, które patrzą, bo tak naprawdę to przez oczy nasze mózgi są bombardowane informacją, żeby się nie nudziły. Ja się bardzo nudzę, jako kreatywna osoba, jako widz, prawda, który patrzy, patrzy na moich znajomych galerie i na innych fotografów blogi – ja się bardzo nudzę, kiedy ta historia jest wizualnie niestymulująca. Kiedy jest ona statyczna. Ja mogę jak najbardziej powiedzieć, kiedy blog post był wykreowany w ten sposób, że osoba kreująca przemyślała to, a kiedy jest to tylko timeline, czasowe, przypadkowa zupełnie kolejność. I ja, wydaje mi się, że jestem tutaj jak najbardziej wymagająca.

Klient często tego nie widzi, ale my jako fotografowie zwracamy na to uwagę i widzimy takie niuanse. Ja widzę i po prostu uwielbiam, kiedy te blogi są tak kreowane pięknie, że jest to ujęcie blisko, potem daleko, lewo, prawo, dynamiczna sytuacja, a zaraz potem jest jakiś statyczny, piękny, liryczny kadr. Dla mnie, ja na takie rzeczy zwaracam uwagę i takie rzeczy promuję na moim blogu czy w moich galeriach. Chociaż tak, jak powiedziałeś, do galerii włączamy również te zdjęcia, które tylko klient widzi i których nie wrzuca się na bloga.

Ale powiem ci Jacku, że ja staram się zminimalizować ilość takich nudnych zdjęć, czyli tych zdjęć z kontaktem wzrokowym, tych zdjęć statycznych. Owszem family photos tam będzie to pełne, buty włączone, tego typu klatka. Ale to jest tylko na etapie tych family photos. Ja uważam, że my musimy ludzi również edukować, co jest dobrą fotografią, a co jest nudną fotografią. Ja podczas tego procesu kalowania, ja wywalam te zdjęcia, które zdarzy mi się, jak najbardziej zrobić, staram się jak najbardziej zawsze priorytetyzować te autentyczne i te dynamiczne, i troszeczkę takie z polotem zdjęcia, jeśli tak się mogę wyrazić. I jak najbardziej już tylko te zdjęcia lądują na blogu.

Ja w ogóle muszę się przyznać i przeprosić – ja bardzo przepraszam wszystkich i przepraszam siebie – na moim blogu z tamtego roku są cztery wejścia. Ja jestem beznadziejna w blogowaniu Jacek. Tak strasznie nie lubię, nie mam czasu, za dużo się dzieje. Chciałabym więcej, ale po prostu nie mam też czasu ani energii.

Aha, czyli cztery tylko materiały z tamtego roku?

Mam tylko cztery wejścia na bloga. Tak, jestem beznadziejna w blogowaniu. Wszyscy tutaj się na mnie denerwują za to, ale może kiedyś wiesz, zatrudnię kogoś, żeby mi blogował, to wtedy łatwiej pójdzie. Tak że moje blogi są stare. Ja jestem za bardzo…

To się u ciebie sprawdza, bo masz klientów przecież.

Jest, na szczęście działa, ale strona leci w rankingach, tak że… Tom Robak na mnie krzyczy za nieblogowanie.

A propos właśnie takiego pojawiania się w sieci czy wrzucania nowych materiałów, ja zauważyłem, że takie twoje podejście nawet do tych mediów społecznościowych, to nie jest też, że ty tam jesteś codziennie jako firma. Nie wrzucasz tam za często tych zdjęć. Owszem, u ciebie to jest tak, że jak wrzucasz to jest bomba, ale rzadko to robisz. To jest celowy zabieg czy po prostu nie masz czasu?

Niestety, niestety, to jest po prostu brak czasu. Dla mnie w ogóle social media to jest konieczne zło. Ja najchętniej bym się z tego w ogóle wycofała. Jestem bardziej dla moich przyjaciół fotografów, ludzi z którymi gadamy, którzy pomagają mi rozwiązać problemy, dla których ja jestem, kiedy oni mają problemy niż dla tego klienta. Dlatego wykreowanie tego buzzu wokół mnie nie wychodzi mi dobrze. Dla mnie to w ogóle nie ma znaczenia. Na szczęście mój biznes idzie dobrze i rozwinął się świetnie bez takiego constant uczestniczenia w tych zabiegach promocyjnych.

Rozumiem. To jak ty się promujesz? Bardziej taką drogą marketingu szeptanego?

Tak, jak najbardziej, drogą marketingu szeptanego. Ja myślę, że SEO jest moją bardzo ważną gałęzią pozyskiwania klienta. Miałam duży problem z pozyskiwaniem klienta, kiedy ta strona nie była, wiesz…

Nie pozycjonowała się w Google?

Tak, dziękuję – brakuje mi kompletnie tutaj polskich słów do SEO talk.

Nie ma sprawy, do usług.

Jak najbardziej rozwiązanie tego, to był ogromny plus, to była inwestycja, która się jak najbardziej opłaciła i już po kilku dobrych tygodniach zauważyłam zmianę, zauważyłam ten ruch. Przez jakieś pół roku nie przyszło mi żadne inquiry. I to wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że… no zdjęcia dobre są i wtedy nawet wrzucałam na Facebooka, i byłam aktywna, i mimo to te zapytania nie przychodziły.

Ale to mówisz, że nie dostałaś zapytania z tego kanału SEO?

W ogóle nie dostałam żadnego zapytania od września do stycznia, gdzie nie wiem, jak to jest w Polsce, ale w Wielkiej Brytanii mamy taki inquiry boom. Dużo ludzi się zaręcza podczas świąt Bożego Narodzenia i wtedy najwięcej inquiries przychodzi w styczniu, w lutym. Czasem jeszcze w grudniu. Tak że wtedy stało się jasnym, że niedostawanie żadnych zapytań wtedy, to coś jest jak najbardziej źle.

To może akurat ten wątek jest interesujący, bo mam coś takiego, że jak trzy dni nie przyjdzie żadne zapytanie, to ja już się mega dołuję, stresuję, nie wiem, co dalej z moim biznesem, myślę, że zaraz wypadnę z branży. I wtedy otwieram sobie mój dokument w Excelu, patrzę, rzeczywiście od 24 do 26 grudnia rok temu też nie miałem żadnego zapytania przez trzy dni. A to dlatego, że po prostu ludzie siedzieli przy stołach i nie myśleli, żeby wysyłać. I wiesz, wtedy, „dobra, uspokoić się trzeba”. Bo ja też mam trochę narwany charakter. Natomiast powiedz, jak nie przychodziły takie, powiedzmy, zapytania do ciebie, ty nie miałaś takich czarnych myśli?

Miałam, miałam, ale w przeciwieństwie do ciebie nie zajęło mi trzy dni, żeby się zdenerwować, tylko zajęło mi trzy, cztery miesiące. Po trzech, czterech miesiącach wreszcie do mnie dotarło, że nie, tak być nie może. To było w 2015 roku. W styczniu 2015 roku miałam jedenaście depozytów na 2015 rok. Czyli to jest bardzo mało. Dla mnie tak, żeby sobie spokojnie żyć, dwadzieścia pięć to byłaby taka liczba na tamtym etapie, przy tamtych cenach, dwadzieścia pięć sobie potrzebowałam, żeby to był taki dobry, normalny sezon. Więc mając jedenaście oczywiście zdałam sobie sprawę, że oj, coś się dzieje, coś jest nie tak. Tylko mówię, zajęło mi to dużo dłużej. I postanowiłam zainwestować i zapłacić zupełnie za przebudowanie mojej strony i wylinkowanie jej, wyrankowanie, prawda, w Google. I to był taki move, taki krok, który kosztował, ale to jest tak z każdym biznesem – musisz zainwestować najpierw, żeby później zarabiać. Nic nie przychodzi za darmo. Biznes jest jednym wielkim procesem, inwestycja versus return on investment. Tak że jak najbardziej po prostu otworzyłam portfel i słuchaj, trzeba się było za to zabrać.

Ale to się opłaciło. A to tak standardowo, ile robisz teraz w sezonie ślubów?

W tamtym roku miałam czterdzieści trzy i to był intensywny rok, to jest za dużo. Dla mnie takim idealnym numerem to jest między trzydzieści a trzydzieści pięć. Teraz mam chyba trzydzieści dwa. Takie sobie zostawiłam na rodzyneczki. Jak coś wpadnie jeszcze fajnego. Tak że zdarza się weekend wolny od czasu do czasu. Trochę czasu dla rodziny. Staram się jakoś wrócić ten balans w swoje życie, z powrotem go zaszczepić. Ponieważ ja mogę zabookować więcej ślubów. I dla mnie to nie jest wszystko… Biznes to jest w ogóle dla mnie konieczne zło, tak jak te social media. Ja tego nie robię dla pieniędzy. Biznes nie daje mi tej, wiesz, adrenaliny w żołądeczku, jak te pieniądze tam wpływają. Dla mnie w ogóle pieniądz nie jest żadnym motywatorem. Pieniądz jest po to, żeby żyć, żeby spokojnie móc potrzeby swoje w życiu zaspokoić. Dla mnie zarabianie wielkich bucksów nie jest w ogóle żadnym z moich goals, celów na przyszłość.

Ale nie jesteś przecież starving artist, nie?

Absolutnie, absolutnie nie.

To dobrze.

Nie, nie. Wszystko idzie dobrze. Chcę tutaj powiedzieć, że dla mnie pieniądz to nie jest motywacja. Ja robię tę robotę i ten biznes przychodzi, bo ja jednak muszę ten biznes prowadzić jako tako. Jestem jednoosobowym biznesem. Dla mnie ten biznes jest taki… mnie to nie ekscytuje. Ja nie mam spreadsheets, ja nie mam Excelów, nie mam plików w Excelu, ja nie ogarniam swoich, wiesz, marketingowo tych…

Teraz mi dowaliłaś, bo ja mam jednego.

To świetnie, to super.

Wiesz, zapisuję sobie wszystkie te zapytania i tak dalej.

Świetnie.

Ale powiem ci, że ja nie mam pojęcia, jak Excela się obsługuje, tylko wiesz, tak sobie tam zapisuję tam w tych różnych tabelkach i po prostu widzę, kto ile tam w jakim miesiącu, na jaki miesiąc pyta. To a propos tego mojego stresowania się przez trzy dni.

Ale słuchaj Jacek, to dobrze. To nie jest tak – każdy jest inny, każdy ma inny charakter. Ja gdybym się chciała wtłoczyć w te takie nawiasy, w te ramki osoby, która sprawdza swoje Google stats i ma swoje Excele, i monitoruje swoje zapytania i tak dalej. Ja bym się udusiła, ja po prostu nie jestem tego typu osobą. Podziwiam ludzi, którzy to robią. I ludzie gadają o tym, ludzi to ekscytuje i super.

Tak, są całe kursy o tym.

Oczywiście. Po prostu opowiadam ci tutaj ze swojej strony, że mnie to nie ekscytuje. Ja nie robię tego, co robię, ponieważ ta strona medalu w jakiś sposób do mnie przemawia. Do mnie przychodzi inquiry i ja nawet nie zwracam na to uwagi. Ja czasami nie odpisuję przez całe dnie, co jest zresztą bardzo nieładne, bo ludzie wtedy myślą, że ja ich ignoruję. Ten email, ta cała korespondencja, ta cała strona biznesowa dla mnie, to jest konieczne zło. Ja muszę się z tym uporać, ale tak naprawdę wiesz, to z takim troszkę „ojej”.

Dla mnie to jest człowiek. Ja uwielbiam spotkania. Ja uwielbiam fotografię samą w sobie, ja bym siedziała i godzinami edytowała, bo lubię. Ja gadam z moimi przyjaciółmi. Pary mnie inspirują, bo gadam z niesamowitymi ludźmi. Przygody mam z nimi. Poznaję ich od takiej przepięknej strony w ciągu tego dnia ślubnego. A czasami przed, czasami również po. Czasami się to przeradza w przyjaźń. czasami ich fotografuję lata po tym, jak się już pobrali. To mnie motywuje i to mi daje taką adrenalinkę. Ja się budzę rano i jest ślub do sfotografowania – super, wiesz. Ja się nie zastanawiam „o, ile mi wpłynie z tego ślubu, czy już mi zapłacili czy nie?”. Ja nie sprawdzam czy mi zapłacili, wiesz? Czasami to się orientuję przed dostarczeniem zdjęć „o kurczę, tak naprawdę to oni mi jeszcze nie zapłacili”. I wtedy wysyłam taki bardzo przyjazny email – „słuchajcie, tutaj już jest wszystko gotowe, ale musicie mi jednak przelać ten balans na konto, żeby dostać zdjęcia”. I tutaj w Wielkiej Brytanii wszystko jest bardzo przyjaźnie i bardzo polite. I to jest taki email delikatny. Nie, że „jak śmiecie mi tutaj jeszcze nie płacić”. To jest zupełnie inaczej.

Ja ci powiem, że ja rozumiem takie podejście. Ja też się zawsze rozliczam przed ślubem tak ostatecznie. Nie wiem, jak to w Polsce większość fotografów robi, ale różne historie słyszałem przy oddawaniu zdjęć dopiero. Z tego względu, że ja nie lubię właśnie, tak jak ty, o pieniądzach rozmawiać. Jak już mam to wszystko rozliczone, to się mogę zająć już tylko zdjęciami i tak dalej. Tam ewentualnie kwestia jakichkolwiek dodatkowych albumów, to się załatwia po ślubie. Ale lubię właśnie mieć to wszystko już załatwione, z głowy, te techniczne sprawy upierdliwe.

Czas nam trochę ucieka, a ja cię miałem zapytać o Nine Dots – tę imprezę, podczas której będziesz speakerem, jak to się mówi teraz nowocześnie, nowoczesnym polskim językiem – spiker przez „i”. Nie żartuję…

To jest taki trochę ponglish – spiker przez „i”. To jest taki superowy ponglish.

No ale byłaś wcześniej już na tej imprezie, nie? Może opowiedz na czym to polega? Jak to tam jest, czy fajnie, niefajnie?

Wiesz co, tak, po raz pierwszy uczestniczyłam w Nine Dots w tamtym roku w listopadzie. To jest co roku w listopadzie, chyba trzy lata bodajże już to organizują. Jest to taka konferencja. To nie jest workshop. To jest konferencja, taka jak Way Up North czy BodaF w Hiszpanii. Jest to wielki spęd – około stu pięćdziesięciu uczestników. I scena, fotografowie prezentują, mają chyba godzinne sloty, jest wielki rzutnik, siedzi sobie na sali sto pięćdziesiąt osób, robi notatki, oczywiście na końcu zadaje jakieś pytania. W przerwie na Nine Dots jest tak, że wszyscy się integrują, gadają, grają w ping ponga. Nine Dots odbywa się w tym samym venue co roku i to jest venue chyba z dwudziestoma stołami ping pongowymi dookoła. Tak że wszyscy grają w pingla, jedzą sobie jedzonko, piją kawkę w tym czasie. Potem jest kolejna prezentacja. Taki typowo konferencyjny duch jest tego, spirit of the event.

Wiesz co, ja pojechałam na Nine Dots w tamtym roku zainspirowana przez moich znajomych, którzy powiedzieli mi, że takiej imprezy jak Nine Dots, jak Way Up North, to nie jest szkolenie. Tam się nie jedzie, żeby się czegoś dowiedzieć. Tam się jedzie, żeby network. Żeby poznać ludzi, żeby nawiązać kontakty. I te kontakty później otwierają drzwi, o których byś nigdy nie pomyślał, że zostaną otwarte.

Dlatego ja muszę przyznać, że jestem takim typowym polskim samoukiem. Dużo się nauczyłam sama metodą prób i błędów podczas tej mojej historii. Bardzo mało uczestniczyłam w warsztatach. Wcale nie uważam, że musisz uczestniczyć w warsztatach. Jak już biznes dobrze idzie, ta twoja fotografia jest na jakimś poziomie, sam możesz się uczyć jak najbardziej. I unikałam tej inwestycji, jaką jest uczestniczenie w warsztatach, bo jednak te warsztaty nie są tanie. Przyznam, że na palcach jednej ręki wyliczyłabym wiesz, warsztaty czy konferencje, w których uczestniczyłam w ciągu siedmiu lat prowadzenia biznesu. I zawsze byłam sceptyczna. Zawsze mi się tak wydawało, że to jest wiesz, taki fancy club. Że to jest tak, żę ludzie tylko idą, they hang out, razem się tam wiesz, integrują, klepią się po plecach, takie kółeczko wzajemnej adoracji – taka byłam sceptyczna. Do momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że oczywiście, jakiś aspekt tego jest, że ludzie się spotykają i poznają, ale to nawiązywanie kontaktów i to otwieranie się na drugiego człowieka, na tych innych fotografów, to nawiązywania nowych przyjaźni i tworzenie nowych kontaktów w tej strefie biznesowej.

Ja pojechałam na te Nine Dots. Opuściłam tę imprezę zainspirowana. Nie mogę powiedzieć, że nauczyłam się czegoś szczególnie nowego czy że miałam jakiś breakthrough tak zwany, jakieś eureka moment.

Ale to ci pewnie dało energii do działania, co?

Ale energia, która – i to wiesz, listopad, więc jesteś zmęczony po całym tym sezonie, już masz dość, już tylko czekasz na święta, żeby oddać te wszystkie śluby – ale energia, zastrzyk energii, którą ten event we mnie zaszczepił, to było niesamowite.

Powiem ci tak, dla mnie ogólnie takie warsztaty czy konferencje, to jest takie jakby wietrzenie pokoju. Otwierasz okno, nowe jakieś myśli wpadają, niekoniecznie każdą myśl użyjesz, ale to chodzi właśnie o takie, jakby tutaj oczyszczenie trochę głowy. Z tego, co wszystko się tutaj gromadzi. Mamy pewne poglądy, jakieś tam swoje metody i tak dalej, a od czasu do czasu warto czegoś nowego spróbować.

Jak najbardziej. I nawet w trakcie przerw, rozmawianie z ludźmi otwiera strasznie, poszerza nasz umysł. To jest tak jak mówisz, wietrzenie pokoju, poszerzanie horyzontów. I Nine Dots jest świetną taką imprezą, która poszerza twój zakres widzenia. Nie jest to praktyczne. Nie daje żadnych gotowych praktycznych rozwiązań. Nie wpływa to za bardzo na twój kunszt jako tako. Ale popycha cię, twój mózg otwiera się na jakieś nowe pomysły. I ja byłam tak po prostu zdesperowana spróbować nowych dróg po tych właśnie Nine Dotsach. No i te kontakty – te kontakty są przełomowe.

I powiem ci, że gdybym nie pojechała na Nine Dots, nie byłabym teraz speakerem na Nine Dots. Tak prosto, jak to brzmi, dokładnie to się sprowadza do takiego czegoś. Ponieważ po uczestniczeniu w Nine Dots jest grupa na Facebooku, do której zostaje się dodanym i w tej grupie są ludzie ze wszystkich poprzednich lat. Jest to takie community, tak jak jest Looks Like Film – polish Looks Like Film czy ten Looks Like Film międzynarodowy. Tak że stając się członkiem tej Nine Dots, wtedy można dalej pielęgnować te przyjaźnie z ludźmi, które się zawiązały podczas eventu. I ktoś po tej imprezie wrzucił hasło – musiał to być jeden z organizatorów – wrzucił hasło w tej grupie: „Kogo chcielibyście zobaczyć na Nine Dots w 2017 roku? Z całego świata możecie wybrać fotografów. Proszę bardzo, możecie głosować”. I ludzie zaczęli wymieniać, wspominać nazwiska. I ja po prostu byłam jednym z tych nazwisk. Był to szok, była to wielka niespodzianka. Nie spodziewałam się takiego czegoś. I ludzie zaczęli głosować i właśnie byłam na drugim miejscu najbardziej głosowanych fotografów. Na końcu dnia organizatorzy wysłali mi wiadomość: „No Aga, wygląda na to, że wszyscy chcą Cię usłyszeć – i co ty na to? Czy chciałabyś do nas dołączyć?”. Tak że super.

I co? Lekki stresik masz czy nie?

Wiesz co, nie mam, nie mam. Dlatego, że zdecydowałam się, to było również zależne ode mnie, na jaki temat chciałam rozmawiać i w jakiej formie ten mój input w Nine Dots miał się przedstawiać. No i ja zdecydowałam, że ja będę prezentować o editingu. Ja mogłabym w ogóle edytować z zamkniętymi oczami. Jest to dziedzina fotografii, w której czuję się bardzo silna, którą bardzo lubię, którą wiem, jak pomóc ludziom, mam mnóstwo takich wskazówek, tipsów dla ludzi.

Czujesz się najmocniej?

Myślę, że wiem, jak pomóc, żeby tę edycję wznieść na kolejnych poziom, żeby sobie poradzić z takimi rzeczami, które często nas irytują w edytowaniu tekstu. Gdybym miała tam wiesz, prezentować na jakiś inny temat, to może byłoby to bardziej stresujące, ale akurat Lightroom i może troszeczkę o Photoshopie też tam powiem, bo jednak takie różne delikatności, czasem jednak ten Photoshop jest użyteczny. Tak że pozbieram swoje myśli i napakuję – wrzucę to worka wszystkie najlepsze wskazówki, o jakich mogę pomyśleć.

No to super. Ciekaw jestem, jak to wszystko wypadnie. Wiesz co, ostatnie pytanie pozwolę sobie zadać, bo już widzę, że nawet przekroczyłem tutaj czas, który planowałem. W rozmowie, którą mieliśmy zanim weszliśmy na antenę, tak to ujmijmy, powiedziałaś, że Andrew, Twój boyfriend, Twój chłopak, jest daltonistą. I z tego, co wiem, powiem może taką prywatę, jeden ze słuchaczy – może nie jeden, ale jeden którego znam – Czacha, o tobie mówię, jest daltonistą. I ja się zastanawiałem zawsze, jak to jest w ogóle z tymi daltonistami, jak oni wiesz, radzą sobie z fotografowaniem? Ja rozumiem, że gdyby ich zdjęcia były czarno-białe to okej, ale przecież fotografuje w kolorze. To powiedz, jak Andrew radzi sobie w tym temacie, jako twój second shooter?

Ja nie wiem, ile jest też rodzajów daltonizmu. W jego przypadku on nie widzi odcieni zielonego. Tak że ja myślę, że też daltonizm, to nie jest tak, że nie widzisz różowego na tle pomarańczowym, tylko ten daltonizm objawia się w wielu etapach zaawansowania. Tak że Andy na przykład nie potrafi powiedzieć różnicy pomiędzy różnymi zielonymi i on po prostu przychodzi do mnie i pyta się, czy to jest zielony czy to jest brązowy? Czyli dla niego to całe spektrum zielonego wygląda tak jakby to wszystko było brązowe. Oczywiście on nie obrabia moich zdjęć, ale on znowu edytuje swoje własne wideo, swoje własne klipy. I powiem ci, że kurczę, jak na daltonistę wychodzi mu to naprawdę dobrze. Tak że wcale nie uważam, że jest to jakąś przeszkodą. Sądzę, że jest to limitujące w jakiś sposób, ale ja również wierzę, że my wszyscy mamy różną wrażliwość wizualną i to, co ty potrafisz patrzeć na zdjęcie i powiedzieć „o, ten żółty tutaj jest za mocny, tutaj ten pomarańczowy jest za bardzo w kierunku zielonego, a ten czerwony jest w ogóle przejaskrawiony”. Ty możesz coś takiego powiedzieć. Inna osoba będzie zupełnie niewrażliwa na takie rzeczy.

Wiesz co, w ogóle powód, dla którego ja pytam, jest taki, że ogólnie ludzie sobie zawsze jakieś wymówki znajdują – mówią: „ja jestem ze wsi”, „a ja jestem skądś tam”, „a ja nie widzę kolorów”, „a ja tam nie mam ręki czy czegoś tam”, wiesz, i zawsze sobie znajdziemy jakiś tam powód. A tutaj fakt, że ktoś tam nie widzi kolorów, co jest moim zdaniem tak samo, jakby był…

Jest to dość ograniczające.

To też ograniczające, jak na fotografa, nawet jakby tam wada wzroku nie, ale jak się chce, to znaczy, że wszystko można.

Nie, absolutnie nie powinno to limitować. I wszystko jest też kwestią treningu. Tak jak trenujemy swoje umiejętności techniczne, tak samo trenujemy swoje oko. I nasze oko się uczy dostrzegać te małe niuanse. Dlatego dobry edytor to jest taki, który spędził godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata na uczeniu się tych delikatnych różnic. Tak naprawdę wszyscy wiemy, jak przesunąć sliderki w Lightroomie. To nie chodzi o przesuwanie sliderków. To chodzi o rozumienie, gdzie, który sliderek przesunąć i w którym kierunku, i jaki rezultat uzyskamy. I właśnie ja, mam nadzieję, o tym będę mówiła na Nine Dots. Spróbuję, postaram się rozszerzyć zakres widzenia ludzi tak naprawdę, rozumienia kolorów. Jak najbardziej daltonizm – tak jak mówię, jedni mogą być stwierdzonymi daltonistami, a inni mogą po prostu mieć taką mniejszą wizualność, mniejszą wrażliwość wizualną, i to jest do wytrenowania i do rozszerzania, jak najbardziej.

Rozumiem. I myślę, że tym akcentem skończmy naszą rozmowę. Dziękuję ci Aga za poświęcony czas i za możliwość posłuchania twojego bardzo miłego głosu.

Dziękuję serdecznie. Super Jacek, dzięki bardzo!

Leave A

Comment

11 maja 2017
Czekałem na ten podcast
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kamil Tokarski No to cieszę się :) Miłego słuchania!!!
    Odpowiedz
11 maja 2017
Extra
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Marcin Sośnicki :D
    Odpowiedz
11 maja 2017
Kawa pachnie, za 2 godziny zdjęcia ... można słuchać. Na podcast z Agą czekałam baaardzo :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Aleksandra Buda to miałaś jakieś przecieki, że będzie??
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Wiedziałam, że w końcu ten dzień nadejdzie :) <3
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Aleksandra Buda aha, to dobrze! Myślałem, że istnieje potajemna giełda tematów podcastu :)
    Odpowiedz
11 maja 2017
nie znam, ale chętnie włączę za godzinkę jak pojadę w trasę i posłucham <3
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Katarzyna Pyrchała polecam, najmilszy głos wśród fotografów :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Przyjemnie się słucha :)
    Odpowiedz
11 maja 2017
Zdjęcia, jakie najbardziej lubię <3 Z przyjemnością posłucham!
Odpowiedz
11 maja 2017
Dzisiaj mam słuchawki, w końcu po 20 podcastach udało mi się nie zapomnieć :D
Odpowiedz
11 maja 2017
Są jakieś ograniczenia odnośnie pytań do gościa? Ostatnio zapytałem czy dużo chętnych korzysta z "darmowych" warsztatów u Wyrobka to Jacku Jacek usunąłeś wpis
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Bu Bogusław można pytać w wątku, polecam zadać to pytanie pod linkiem do podcastu, dzięki za zrozumienie :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Odpowiedz
11 maja 2017
Cześć Jacku, ja jestem starym forumowiczem i do tej pory prowadzę działalność. W sumie było to moje pierwsze forum i jedyne na którym się wychowałem się w tematyce ślubnej. Od tej pory mimo jak ktoś wspomniał mało jest fotografów ślubnych po 40-stce nie będących "januszami" to mam niesamowitą chęć rozwoju i robienia dalej zdjęć ślubnych.
Odpowiedz
11 maja 2017
Zostawiam na sobotnia trase na wesele, ale korci zeby odpalic :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    dobrze słuchaj bo o Tobie będzie :P
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kacper Białobłocki cicho, nie zdradzaj szczegółów :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    no i teraz musze posluchac 😂
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    hint: ostatnie 5 min ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    hihi no właśnie obgadali Cię:) a ja nawet nie wiedziałam o Tobie tego:)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    w mysl politycznej zasady - nie wazne co, wazne ze mowia :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    myslalem ze beda jakies kontrowersje... moze nastepnym razem 😂
    Odpowiedz
11 maja 2017
Pozdrowienia Aga!!! :-*
Odpowiedz
11 maja 2017
Sledze prace Agi juz od kilku lat, z przyjemnoscia poslucham! :)
Odpowiedz
11 maja 2017
barwa głosu Agi i jakoś dźwięku rewelacja! <3 Pozdrawiam i wracam do słuchania!!! :) / słuchając cichaczem jak co czwartek w pracy etatowej :) /
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Ewa Zielina słuchanie cichaczem wprowadza dodatkową ekscytację :) hihi "nielegal" :P
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Hehe! Ja też cichaczem na etacie!
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    dokładnie! Co czwartek szybciutko po herbatkę, słuchawki i tak już 21 odcinków i niezauważenie :D
    Odpowiedz
11 maja 2017
wow! wow! wow! Również nie kojarzę Agi, natomiast zdjęcia robią ogromne wrażenie Zaraz odpalam podcast!
Odpowiedz
11 maja 2017
Jaki głos tego można słuchać codziennie na ukojenie nerwów
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Magda Mizera moja Kasia mówi to samo :D
    Odpowiedz
11 maja 2017
Oooo to dla mnie nowość :) jeszcze nadrobię zeszły tydzień i również z miłą chęcią włączam ❤️
Odpowiedz
    12 maja 2017
    ojjj Ola ociągasz się :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    No właśnie widzę! Czas mi ucieka ostatnio :) dzisiaj wszystko w końcu nadrabiam
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Aleksandra Siwierska trzymam za słowo i tradycyjnie czekam na Twoją opinię, lubię czytać Twoje spostrzeżenia pod każdym z podcastów :)
    Odpowiedz
11 maja 2017
Już nie mogę się doczekać, a muszę do wieczora :) zapowiada się ciekawie :)
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Justyna Pruszyńska jak tam wieczór z Agą? Podzielisz się wrażeniami?
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jacek Marek Siwko wieczór spędziłam z moimi małymi chłopakami <3, jak mi się uda odsłuchać to podzielę się wrażeniami :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jacek Marek Siwko zeszło się na noc z Agą, ale nie żałuję ani chwili! Bardzo dużo cennych słów i pewnie jeszcze nie raz go odsłucham :) W wielu rzeczach się z nią zgadzam - np. by cała nasza praca była opłacalna, ale nie kosztem wszystkiego dążyć do więcej i więcej; bardzo inspirująca jest także jej strona, na pewno dokładnie ją przeanalizuję pod kątem doboru zdjęć i ich zestawień, są genialne! :) no i miło się słuchało, bo poczułam w niej trochę bratnią duszę - też dużo mówię ;), pracowałam jako architekt krajobrazu i mam podobne podejście do ludzi :)
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    Justyna Pruszyńska wow Aga Tomaszek masz kolejną bratnią duszę :) Justyna dzięki za ten piękny opis i przesłuchanie podcastu!!!
    Odpowiedz
11 maja 2017
W jakim języku jest dziś podcast ? Jak tak dalej pójdzie, to bez napisów się nie obędzie .....
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Serio masz problem z tym, że ktoś używa raz na 50 zdań łatwych słów w języku angielskim? :(
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Tzn. chyba mówca bardziej .... dobrze że nie jest to fiński lub szwedzki.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Głos faktycznie miły w odbiorze. Rozumiem używanie angielskich zwrotów kiedy nie ma polskiego odpowiednika ale w tym wypadku to aż irytujące :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    "Fotograf" to też jest spolszczona nazwa pochodząca z zachodu. Prawdziwi Polacy winni wymyślić coś swojego!
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Zresztą ja się już przyzwyczaiłem po jackowych łorkflołach, inerdżołkach i nołflajzonach:)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Idąc tym tropem to imię Krzysztof też nie jest polskiego pochodzenie, ale nie w tym sęk. Myślę że jest też dość znaczna różnica w odbiorze wtrąceń Jaceka a dzisiejszego Gościa.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Wojtek Witek dzisiejszy gość to taki freek ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kiedyś też przeszkadzały mi takie wtrącenia. Dziś już nie. Jeśli mieszka się w innym kraju, to naturalna rzecz. Słowa same wchodzą do głowy.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Poza tym, jeśli każdy rozumie, to nie widzę problemu. W końcu to nie grupa polonistów 😀
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Wojtek Witek w razie czego ze szwedzkiego przetłumaczy Ci Kasia Siwko :D
    Odpowiedz
    17 maja 2017
    Polonista słucha i się nie gorszy - z taką wymową mogę słuchać i słuchać :-)
    Odpowiedz
11 maja 2017
w czasie obróbki fajnie się będzie słuchać zatem do dzieła ! | Siema Aga Tomaszek :)
Odpowiedz
11 maja 2017
aaaaa nie wierze Aguś moja kochana ale super! Aga Tomaszek zabieram się za słuchanie :)
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga = genius :)
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga Tomaszek bardzo dobre rady i fajnie się słucha !
Odpowiedz
11 maja 2017
jeee :-) idę słuchać :)
Odpowiedz
11 maja 2017
Ja jestem ciekawy czy tak samo jest w drugą stronę, czy w rozmowie z anglikiem co trzecie słowo jest po polsku :) Jak tak to ok.
Odpowiedz
    11 maja 2017
    siedź w swoim wenju i się nie odzywaj ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    jestem konfjuzd strasznie ......
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    ja too
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jeśli na co dzień używasz innego języka to jest ciężko się przestawić... tak to działa :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    oj ...
    Odpowiedz
11 maja 2017
Inspirująca rozmowa, tego głosu mogę słuchać na dzień dobry i na dobranoc. Jakość dźwięku również o niebo lepsza. Dzięki!
Odpowiedz
11 maja 2017
Super Aga Tomaszek. Fajna energia plynie z podcastu
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga , co za piękny głos !!! Powinnaś śpiewać <3 super się Ciebie słucha, Chcę więcej :) LOVE it :P
Odpowiedz
11 maja 2017
już czwartek !!! halo halo już czwartek , słuchajcie podcastu bo zaraz będzie ciemno
Odpowiedz
11 maja 2017
alllleeee ta Pani szybko mówi,a jaki głos ! mega -Dziękuje :)
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga <3
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga :) mega pozytywną osobą jesteś, świetnie się Ciebie słucha, dzięki za ten podcast :)
Odpowiedz
11 maja 2017
Gigantycznie pozytywna osoba! Bardzo przyjemnie się słucha. Widziałem zdjęcia Agi już jakiś czas temu, są świetne, "leciutkie", zabawne i mają perfekcyjne ponadczasowe kolory. Po tym podcaście wszystko jeszcze bardziej mi się podoba :)
Odpowiedz
11 maja 2017
fajny pozytywny podcast:) i podoba mi sie Agi takie zdrowe życiowe podejście do pracy fotografa:):) <3
Odpowiedz
11 maja 2017
DAWAĆ! - brać! <3 ale faktycznie autorka szybko mówi... już teraz wiem, co czują ludzie którzy ze mną rozmawiają :D Bardzo pozytywnie
Odpowiedz
11 maja 2017
Słuchało się świetnie :D Aga Tomaszek dzięki ❤️
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga Tomaszek jaki ty masz kojący głos <3 to nic że szybko mówisz, słucha się Ciebie fantastycznie :-) dzięki świetny podkast!
Odpowiedz
11 maja 2017
Wlasnie mialem douczanie z LR z Aga, teraz poslucham podcastu :)
Odpowiedz
    12 maja 2017
    poznałeś jakieś nowe skróty klawiszowe? :P Wojtek
    Odpowiedz
11 maja 2017
Aga!!! <3 <3 <3
Odpowiedz
11 maja 2017
Aga, masz cudowną barwę głosu i pięknie akcentujesz wyrazy, dzięki czemu słucha się Ciebie z ciekawością i przyjemnością! :) Poza tym świetne podejście do fotografii.
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Podbijam! To samo chciałem napisać :D
    Odpowiedz
11 maja 2017
Kochani dziękuje za w większości pozytywne komentzarze!!! Cieszę sie ze przyjemnie sie słuchało mimo prędkości 100mph... ;) Co do angielskich odpowiedników niestety nie potrafię inaczej, żałuje ze nie ma automatycznego przycisku na wersje Polska w mojej głowie. Wyjechałam z Polski jako świeżutki architekt, fotografia + biznes, wszystko wydarzyło sie tutaj i te historie dużo łatwiej opowiada sie po angielsku. Rzadko rozmawiam po polsku rowzniez w prywatnym życiu i przyznam ze miałam mega stresa przed tym podcastem, pełna adrenalina! Zamiast sie kompromitować z 'umm, jak by to powiedzieć.... no to miejsce gdzie para młoda i goście imprezują po ceremonii' krotko i na temat 'venue' wydawało sie lepszym rozwiązaniem, Jacek na szczescie nie narzekal... ;) Wlasnie siedze w korku na M25, opuszczamy Londyn po wizycie u Wojtek u ktorego lezelismy na trawce w ogrodku, obabalismy desperadosy i nakrecalismy o wszysktim i o niczym przez ostatnie 24h (rowzniez po angielsku przez wzglad na naszych przyajciol i drugie polowki!). Polska emigracja fotograficzna trzyma sie mocno razem ale integrowac tez sie trzeba! Dzieki jezcze raz za mega mile przyjecie i do zobaczenia moze na jakims fotograficznym zgromadzeniu w rzeczywistosci nie virtualnej! xx
Odpowiedz
    11 maja 2017
    super podcast Aga, swietnie sie Ciebie slucha! dzieki za odwiedziny i do zobaczenia pod koniec miesiaca x
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Wspaniale się słuchało <3
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Noo, super!! :) Od dawna obserwuję foty strzelanę przez Aga Tomaszek, także tym razem miło było posłuchać interesującej rozmowy z Twoim udziałem :) Dzięki! ;)
    Odpowiedz
11 maja 2017
Słucham już kolejnego odcinka i muszę podziękować za czas, który Jacku poświęcasz na te podcasty. Słucha się bardzo fajnie i działa motywująco :)) Dzięki Agnieszka za podzieleniem się swoimi doświadczeniami szczególnie z Uk, mam jakieś nowe przemyślenia na temat co mogę zmienić, żeby było jeszcze lepiej. Pozdrawiam dla Was :)
Odpowiedz
11 maja 2017
Chce zajac sie fotografia na 100p ale boje sie braku zlecen. Jestem na etapie budowy portfolio. Jesli ktos by sie podzielil jak zaczynal ? Co robic zeby trafic do klienta?
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kamil Tokarski praktycznie w każdym z podcastów pytam o początki więc jak posłuchasz uważniej to coś tam możesz wyłapać. Nie ma jednej dobrej drogi. Najważniejsze żeby dobrze wyczuć moment, w którym zrezygnować z etatu na rzecz fotografii. Czasem życie to ułatwia jak w przypadku Agi
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kamil koniecznie posłuchaj podcastów. Wyciągniesz sporo wniosków 😁
    Odpowiedz
11 maja 2017
Ja "ciągnę" dwie działalności. Z jednej strony fotografia, a z drugiej jest trenerem / szkoleniowcem :) Kiedyś może się uda działać tylko w foto :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Paula Kosińska a czy ta niefotograficzna działalność sprawia Ci przyjemność? Jeśli tak to może nie trzeba z tego rezygnować :)???
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek Marek Siwko a to zależy od kontrahenta :) Ogólnie to lubię bo to praca z ludźmi, uczę jak prowadzić szkolenia jak się do nich przygotować, jak je rozplanować oraz szkolę też ze sprzedaży :) Jest to coś co lubię, ale zjada mi dużo nerwów :( a fotografia wręcz odwrotnie - przy niej się wyciszam i czerpię z niej dużo dobrego dla siebie :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Paula Kosińska fotografia ślubna też czasem może zjeść trochę nerwów. Chyba nie ma pracy, która nie ociera się o odrobinę nerwówki. Fajnie, dzięki za szczerość!
    Odpowiedz
11 maja 2017
U mnie to był proces. Etat w banku + fotografia. Proces trwał kilka lat...
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jakub Krawiec a co sprawiło, że się zakończył?
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek rzuciłem korpo 😁
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jakub Krawiec no dobra rzuciłeś, ale jak to było? Usłyszałeś głos w środku czy był inny znak? :D pytam poważnie. Wiem, że czasem następuje taki dzień, że budzisz się i wiesz, że potrzebna jest zmiana
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jacek pracy związanej z fotografią było coraz więcej, nie tylko ślubniaki, brakowało doby na łączenie dwóch zawodów.
    Odpowiedz
11 maja 2017
Jeszcze miesiac przez wejsciem w branze twierdzilem ze sluby to ostania rzecz jaka chce robic w zyciu .. nawet gdybym mial glodowac to slubow focic nie bede... smiac mi sie chce i troche zaluje ze tak pozno sie tym zajalem
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Piotr Czechowski a co Cię zachęciło, żeby złamać swoje mocne postanowienie o niefoceniu ślubów nawet pod rygorem biedy i głodu?
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Po paru latach w Fotojokerze zaryzykowalem i z dnia na dzien zajalem sie operatorka przy produkcji programow dla regionalnych oddzialow TVP. Po dwoch latach zmienila sie wladza, kontrakty przepadly i zostalem bez pracy. Powrot do fotografii wydawal sie byc naturalna koleja rzeczy, tym bardziej ze etat nie wchodzil w gre, a nieskromnie piszac od zawsze calkiem spoko wychodzilo mi robienie zdjec i ludziom moje foty sie podobaly. Przygryzlem to co przygryzc bylo trzeba, ego i duma poszly do kieszeni, zgarnalem dotacje psujac rynek i zaczalem robic to czego mialem nigdy w zyciu nie robic 😆 W sumie to zrobilem to wszystko wlasnie dlatego ze grozilo mi glodowanie, albo etat... jak widac wizja tego drugiego byla straszniejsza 😅 Szkoda ze tak pozno sie za to zabralem, slyszalem ze 15 lat temu bylo istne elderado 😜
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Hehe ja tak samo gadałem bo lata temu byłem kamerunem hehe i nie chciałem do tego wracać. W międzyczasie poznałem dwóch kolesi co focili śluby i tyle się od nich przy kawie nasluchalem, że w końcu się przełamałem. Pozdrawiam tych 2 typów 😃😃😃 Rafal Borek Darek Novak
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Tomasz Willmann ale skandal, nie wiedziałem, że byłeś kamerunem... :D
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    No ale w porę się opamiętalem. 😉
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Poza tym byłem nim jakieś 13-14 late temu i pamiętam dokładnie, że coś takiego jak sesja w inny dzień nie istniało więc jakież było moje zdziwienie jak sie dowiedziałem, że teraz innych nie robią... 😐
    Odpowiedz
11 maja 2017
Ja zrezygnowałem z etatu z powodu syna :) Tak żeby mieć dla niego możliwie najwiecej czasu :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    U mnie to samo, pojawił się Kornel i ciach rzucamy etat. Najlepsza Decyzja w życiu :-)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Marcin Pietrucha to odważnie, ale rozumiem Twoją motywację :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek, mam tyle pracy że mogę sobie na to pozwolić :) Dodatkowo prowadzę Agencje Reklamową, wiec tak na prawdę miałem 2,5 etatu. Teraz mam 1,5 ;)
    Odpowiedz
11 maja 2017
u mnie od 13 lat tylko fotografia, pracowałam dla kogoś pierwszy sezon, później już na własna rękę. Nie wiem jak bym się odnalazła po tylu latach na etacie, to jakiś inny świat ;)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Ewa Brzozowska pracowałaś dla kogoś... tzn. dla innego fotografa???
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek Marek Siwko tak ;) pierwszy rok, to był znajomy z plfoto, mieli studio, jedno z pierwszych które przełamało estetykę lat 90" w polskiej fotografii ślubnej
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Ewa Brzozowska nawet wiem kto, szkoda że trochę wypadli z rynku, bo wejście mieli wspaniałe i zdjęcia, które do dziś ogląda się z zainteresowaniem, mimo że nie pasują do obecnej mody.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek wiem że wiesz :) nie wiem dlaczego przestali działać, chyba wiatry powialy Przemka i Sylwie w inna stronę
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Ich strona działa, chyba pracują fotograficznie dalej, ale na mniejszą skalę. Całkiem niedawno rozmawiałem z Przemkiem i prowadzi też inna działalność, więc pewnie postawili na dywersyfikację działan :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Ewa mowisz o fotografikach na "T" ..?
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Nie, tamci tez gdzieś znikneli zupelnie z pila widzenia
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    T jak Tworki? Przecież męska połowa nadal działa :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    rzeczywiscie, strona i fp dzialają, widać, że gonią za trendami :)
    Odpowiedz
11 maja 2017
jak, jak nie słyszysz przez 3 mieś gorzko-gorzko to myślisz że ogłuchłeś :P
Odpowiedz
11 maja 2017
w 2004 roku konczylem studia, bezrobocie siegalo chyba 25%. Jeszcze w kwietniu/maju zrobilem strone internetowa i ... tak trwa do dzis :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Studia to jest najlepszy czas by zacząć, małe potrzeby i dużo czasu na to by działać... :D
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Z tą dużą ilością czasu to bym nie przesadzała... Chyba zależy, co się studiuje :D Ale fakt, będąc obecnie w takim miejscu i widząc, jak to wszystko zaczyna się kręcić myślę, że studia to dobry okres na rozpoczęcie freelancerki.
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Mysle, ze majac 30 lat, rodzine i etat ciezej jest podjac ryzyko. Na studiach masz gdzie mieszkac, co jesc, a i nauki tez nie ma tyle zeby wypeniala caly Twoj czas. Poza tym wtedy dla mnie tworzenie strony to tez byla nauka. Przez kilka lat pozniej, poza zdjeciami robilem tez zarobkowo www
    Odpowiedz
11 maja 2017
Ja kończyłam analogowe technikum foto i już na początku mówiłam, że będę zarabiać będąc na swoim :-) zanim założyłam firmę pół roku pracowałam na fotolabie w media markt (to była moja pierwsza praca) ale rzuciłam to i założyłam firmę (trwało to ponad tok bo dostałam dotację unijną nie z UP) :-) w międzyczasie będąc na swoim półtorej roku pracowałam też w agencji reklamowej by dorobić - ale od dwóch lat utrzymuje się tylko i wyłącznie z fotografii ślubnej :-) a rzucanie etatu, studiów i w ogóle wszystkiego w cholerę jest super! ❤️
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Szczególnie podoba mi sie ostatnie zdanie tej historii 😂❤
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    ❤️
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Dajesz czadu:) będzie już zawsze do przodu!
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Katarzyna Pyrchała praca w labie była moim marzeniem podczas studiów, niestety nie przyszło mi do głowy żeby złożyć cv i spróbować :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński oj Krzysio <3 a Ty nie miałeś już być czasem na urlopie? :P
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek Marek Siwko nic fajnego - łamałam sobie ciągle paznokcie wymieniając papier, ciężkie były te kasety i trzeba było się nadźwigać, a dodatkowo płacili za jeden etat fotolaboranta a aparaty też trzeba było sprzedawać albo obklejać sprzęt na magazynie :P i cały czas pachniesz chemią i musisz oglądać brzydkie zdjęcia sado-maso starszych ludzi (zdziwilibyście się jak barwne życie erotyczne mają ludzie po 60-tce, a to wszystko można zobaczyć wywołując odbitki :D)
    Odpowiedz
11 maja 2017
Blokuje mnie trochę brak zleceń po restarcie działalności. Ale jak wejdę na prawidłowe tory to z statek się żegnam.
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kuba Osiński takim fajnym momentem jest czas, w którym osiągasz z fotografii mniej więcej 50% dochodu co masz na etacie.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Wiem. Kwestia dobrniecia do tego momentu 😜
    Odpowiedz
11 maja 2017
A ja się motam między jednym a drugim. Rzucam etat żeby po jakimś czasie do niego wrócić a potem znowu rzucam etat. Tak to już trwa jakiś czas chociaż zleceń nie brakuje.
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Grzegorz Gmitruk a co sprawia, że wracasz na etat?
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Głównie dlatego, że między sezonami kiedy nie ma zleceń po jakimś czasie zaczynam nadmiernie martwić się o domowe finanse. Ostatnio to właściwie etat znalazł mnie i chociaż moja żona pukała się w czoło, po co ja się zatrudniam to postanowiłem spróbować. Ale zawsze mam w głowie to, że jak coś to bez żalu odejdę z etatu.
    Odpowiedz
11 maja 2017
Ja już jedną nogą zrezygnowałem z górnictwa, bo tej pracy nienawidzę, przy czym z całego serca pokochalem fotografię ślubną ;)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Mateusz Dobrowolski czyli czasem jeszcze kilof w ręku trzymasz? :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Jacek MarekSiwko Jeszcze tak, ale niedługo prawdopodobnie program dobrowolnych odejść i odprawa, wtedy lecę na głęboką wodę ;) w życiu trzeba robić to, ci się w życiu lubi. Dość mnie już górnictwo zniszczyło fizycznie i psychicznie ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Mateusz Dobrowolski no to może właśnie jest ta szansa, żeby wskoczyć na falę. Kiedyś próbowałem pływać na desce surfingowej i nie czaiłem którą falę wybrać, wszystkie takie same... Jakbym wiedział, że ta albo żadna to bym wskoczył... Może głupie porównanie, ale czasem jak nie masz wyboru to wychodzisz lepiej niż mając go. Tak jak było u Agi.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    No z tej szansy właśnie będę korzystał. Jest to póki co ponad 10 ślubów przy pierwszym sezonie już nie jako drugi foto, ale odprawa pozwoli wszystko ogarnąć. Rodzina na głowie jest więc trochę obaw również, ale życie na jednym miejscu pracy się nie kończy w razie jakby coś poszlo nie tak :p
    Odpowiedz
11 maja 2017
Od 2008 roku fotografia ślubna była dla mnie zajęciem dodatkowym. Wtedy moim celem i największym marzeniem było przejscie na 100% freelancing. Nigdy nie odważyłem się skoczyć na głęboką wodę. Patrząc teraz na te moje marzenia wiem że postąpiłem dobrze. Od pewnego czasu pracuję na etacie w firmie która daje mi dużo swobody i nie przeszkadza a wręcz czasami pomaga prowadzić działalnośc fotograficzną. Najważniejszym dla mnie kryterium jest tutaj rodzina. Planując założenie rodziny trochę zmieniają się priorytety... trzeba myśleć o pewnych przywilejach jakie daje praca na etacie. Mam tutaj na myśli np. pakiet opieki medycznej dla wszystkich członków rodziny, jakieś dodatki socjalne itp. których nie miałbym żyjąc tylko z działalności. Może nie zrobię w ciągu roku kilkunastu ślubów na drugim końcu Polski (z braku czasu i zaplecza logistycznego) ale nie zamierzam rezygnować z pracy na etacie bo daje mi spokojny sen :D
Odpowiedz
11 maja 2017
Dla mnie fotografia jest drugim etatem. Nie wiem czy byłbym w stanie zrezygnować z zajęcia w ciągu tygodnia. Podobne odczucia jak Karol Blazy. Chociaż ja świeżak jestem w sumie...Już kilka osób mówiło mi, że będę nigdy dobrym fotografem (czy też "prawdziwym" O!) jeżeli będę trakował to jako pracę dodatkową. Jednakże nie poddaję się. A świadomość, że jest coś jeszcze w zanadrzu pozwala mi mniej żyć ślubami w ciągu tygodnia i sprawia że do zdjęć siadam z przyjemnością a każdy ślub jest przygodą. Pzdr!
Odpowiedz
11 maja 2017
Kwiecień 2017 ostatni miesiąc kiedy pracowałem na 2 etaty :) W ubiegłym sezonie mocno bilem się z myślami żeby już skończyć z etatem, 25 ślubow i wiele innych zleceń, ale sila wyższa... Teraz już tylko na swoim, najelpsza decyzja ever :)
Odpowiedz
11 maja 2017
A ja kiedyś na warsztatach u znanego fotografa usłyszałam, że historie fotografujących matek są żałosne - tak mnie "bardzo podbudował" prowadzący gdy przyznałam się, że zaczęłam fotografować dopiero po narodzinach córci. Aga Tomaszek moja wiara w fotografujące matki wróciła! ;)
Odpowiedz
11 maja 2017
Dla mnie bardzo motywujący materiał .Tez mieszkam zagranicą ,kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie żyć gdzie indziej jednak próbując stworzyć moje pierwsze portfolio ślubne niejednokrotnie przewijała mi sie myśl ,ze w PL zrobienie tego było by dużo łatwiejsze .To dzięki takim opowieścią jak ta wiem ,że dam radę
Odpowiedz
11 maja 2017
słucham i... sam nie wiem, widać że Aga Tomaszek jest bardzo pozytywną osobą ale mieszanie języków w jednym zdaniu jest przykre w odbiorze. Zrozumiałbym może gdyby bohaterka była urodzona poza polską i faktycznie nie znałaby znaczenia niektórych słów - ale tu.. nie potrafię tego wytłumaczyć. To również tyczy się prowadzącego - od wielu osób słyszałem podobne opinie. face it! :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Ale na podstawie tego, ze ktos miesza jezyki chcesz wyrobic sobie opinie o tej osobie?
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    w jaki sposób doszedłeś do takich wniosków? ale skoro już tak mowisz to podpowiem Ci że znam osoby które przez 25 lat mieszkaja gdzies gdzies daleko a nie mieszają języków w rozmowie
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Mariusz Wacławiak "słucham i... sam nie wiem" Tez znam takie osoby i co z tego? Kazdy jest inny.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    dziękuję Ci za przypomnienie że każdy jest inny :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    ja mieszkam w Polsce, pracuje w amerykanskiej firmie i mieszam jezyki... czasem do tesciow walne jakims english textem i oni nie wiedza o co chodzi.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Heh...dwa lata temu miałem sesję rodzinną z parą, która mieszka od około 7 roku życia w USA. Obydwoje około trzydziestki. Podczas sesji nie wtrącili żadnego słowa po angielsku. Trzeba tylko chcieć. Z drugiej strony znam też przypadki, że po roku bytności w Anglii ktoś wtrąca co chwilę np. "You know..." itd. ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    A ja dziś gadałem z mężem mojej siostry, który w USA mieszka chyba od dziecka. Ani słowa po angielsku. I to jest piękne. Oczywiście on w stanach A ja tu.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    a ja dziś gadałem z kumplem z USA i całą rozmowę mieliśmy po angielsku, choć kilka razy wtrąciliśmy kilka polskich przekleństw. Jest pięknie. It's beautiful :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Kiedy używa się biznesowych pojęć, trudno przestawić się na język polski i to polski polski, a nie spolszczony. Kto pracował w korpo ten wie "kole", "pasłordy" i "tikety" :P
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Anna Kurzawa ordery, trucki i shipmenty :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    A mi to tam odpowiada - zawsze nauczę się jakiejś frazy, słowa, zdania. :) Nasza świadkowa, od studiów mieszka w UK. Odwiedzając nas, widzę, że ma jednak czasami problem ze znalezieniem polskiego słowa, czasami coś wrzuci po angielsku. Ale nie jest to jakaś maniera. Po prostu pewnie tak jest jak zaczynasz myśleć, żyć, pracować czy nawet jeść po angielsku. :) Pracowałem w korpo prawie dekadę i często wrzucałem coś po angielsku i to było przyzwyczajenie/maniera. Dokładnie Anna Kurzawa. :) Jesteśmy różni i to jest najfajniejsze w tym wszystkim, you know. :) A Aga ma super akcent, aż miło się słucha. :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Albo po prostu samo się ciśnie, kiedy np. w Niemczech widziałam fajną "kette" w "werbungu" :D, bo to na bazie tych słów z gazetki buduje się polską wypowiedź. Naturalne ot.
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Doskonale rozumiem Age. Fotografii oraz biznesu uczylam sie dopiero w UK wiec duzo technicznych slowek nawet nie znam po polsku.
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Kochani, trochę zrozumienia dla Mariusz, sama wiele lat (ponad dekadę) pracowałam w anglojęzycznych korpo i nie korpo na wyspach, tam uczyłam się fotografii, kończyłam szkoły i kursy itp, jednak staram się nie tworzyć mieszanki językowej. Cudownie jest znać płynnie języki obce, bardzo sobie to cenię i pomaga mi to na co dzień, JEDNAK dla większości z nas językiem ojczystym jest polski i pamiętajmy, że warto o niego dbać :) Co ciekawe, myślę, że inne narodowości nie mają tej przypadłości co my (patrz choćby Francuzi), czy nie wynika to przypadkiem z poczucia, że nasz język jest gorszy, od tych "zachodnich"?
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Agata Lipinska Zrozumienia dla Mariusza mam dokladnie ZERO. Co do twojego komantarza to naprawde wspaniale ze tylu rzeczy dokonalas za granica i pomimo tego wladasz perfecktyjna polszczyzna w mowie, ciesze sie razem z Toba. Na pewno podcast z twoim udzialem bylby jak sluchanie profesora Miodka. Niestety problem polega na tym ze twoja sytuacja i twoje umiejetnosci maja sie to dokladnie NIJAK do mnie i mojej historii, mojej osobowosci, i mojego sposobu wyslawiania sie, ktory zostal tu zaatakowany na dosc kompromitujacym, przedszkolnym poziomie. Zapraszam Mariusza rowzniez do wziecia udzialu w podcascie, Jacek Marek Siwko czy mozemy to zorganizowac? Z checia przyjrze sie jego fotografii, poslucham o jego podejsciu do klienta, na pewno sie czegos naucze. Ostatnia rzecz do ktorej bede sie dopierdzielac bedzie jego sposob wypowiedzi. :))
    Odpowiedz
11 maja 2017
Ja rzuciłam pracę w korpo 3 lata temu i wtedy dopiero zajęłam się fotografią na 100%. Robiąc na etacie niczego nie robiłam dobrze, musiałam się zdecydować i postanowiłam postawić na fotografię. Po dwóch miesiącach pojechałam i zrobiłam materiał w Kalwarii i jednym ze zdjęć wygrałam konkurs National Geographic. Już wtedy wiedziałam, że to dobry krok. Jest czasem trudno (chyba czasem zbyt ambitnie podchodzę do tematów), ale nie żałuję :D
Odpowiedz
    11 maja 2017
    "Robiac na etacie niczego nie robiłem dobrze". Pasuje jak ulał do mne Kasia Pawlica. Ja planuje się tym zajać na poważanie czytając wasze opinie warto
    Odpowiedz
11 maja 2017
gówn$%burza z tym językiem. mega pozytywna osóbka z Agi.
Odpowiedz
11 maja 2017
Kasa mnie blokuje :D
Odpowiedz
    11 maja 2017
    "Mieć czy być" E. Fromm
    Odpowiedz
11 maja 2017
ja to sobie myślę, ile klientów decyduje się za sam fakt, że po drugiej stronie mają osobę z tak melodyjnym głosem :D
Odpowiedz
11 maja 2017
Megaprzyjemna godzina <3 dzięki!
Odpowiedz
11 maja 2017
Jeden z lepszych podcastów! :D super się słuchało, mam ochotę włączyć jeszcze raz <3
Odpowiedz
11 maja 2017
Jutro składam wypowiedzenie :) ale przechodzę do innej firmy na etat. W obecnej firmie doszedłem do ściany i brak satysfakcji więc trzeba się rozwijać :D
Odpowiedz
11 maja 2017
Ta charyzma! Ta energia! Słuchało się z zapartym tchem <3 I rzeczowe wypowiedzi bardzo in plus!
Odpowiedz
11 maja 2017
najpierw etat i inwestycja w sprzet, bo zainteresowanie wśród znajomych było dość spore. a aktualnie tylko foto, bo umowy na etacie nie przedłuzyli i to jest ten czas żeby zająć się na maxa zdjęciami :D a śluby lubię :D po za tym - dobra $$ jak na mój region. :D
Odpowiedz
11 maja 2017
no dobrze panowie, wiec jaka jest wasza teoria - uwazacie ze celowo wklejam angielskie slowa, ze to taki emigracyjny 'lans' tak? (przy okazji 'lans' to bardzo polskie slowo, nie istnieje w anglielskim, sam koncept jest tak bardzo polski ze az sciska w dolku..) Czy w waszych oczach reprezentuje tu jakas stereotypowa kaste Brytyjskich imigrantow ktorzy z zalozenia dzialaja wam na nerwy? Szufladka 'cwaniaczek na wyspach' po uslyszeniu slowa 'research' w polskim zdaniu? Dlaczego zakladacie ze mialam jakies niezdrowe intencje wypowiadajac sie w jedyny sposob jaki na tym etapie zycia potrafie sie wypowiadac na temat slubow i fotografii? Wiecie jak ciezko jest byc najgrywanym do mikrofonu, na zywo, gadac z czlowiekiem ktorego sie nigdy nie spotkalo, bez zadnego scenariusza ani przygotowania? Nigdy wczesniej tego nie robilam, przynajmniej nie po polsku. Staralam sie jak moglam przestawic myslenie na polskie slownictwo ale prawda jest taka ze ja mysle, mowie i dzialam biznesowo w jezyku angielskim. To ze wasz wujek, prababcia oraz siostra cioteczna sasiada mowia perfekcyjna polszczyzna na emigracji ma sie do tej dyskusji jak przyslowiowy piernik do wiatraka. Jesli rzeczywiscie sluchanie mnie bylo az tak 'przykre w odbiorze' trzeba bylo zamknac przegladarke. Jesli cos was wkurza polecam odwrocic sie od tego zamiast zwyczajnie sie czepiac. :)
Odpowiedz
    11 maja 2017
    Aga nie bądź taka no... daj troszki chłopakom pocebulkować. taka nasza narodowa cecha - zapomniałaś chyba ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    dyskusja dyskusja Andrzej! Z mojej strony - pelna kulturka, zawsze. :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Aga gangsterka 🇬🇧🤘 gdyby każdy telemarketer miał taki głos mógłbym rozmawiać...😅
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    nie wiem o co chodzi, ale mi nic nie przeszkadzało :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Aga, szkoda energii :) Jeden z lepszych podcastów!!
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Ja cie Aga Tomaszek rozumie😂😂 do dziś nie potrafię znaleźć odpowiednika na określenie po polsku "drink reception" może kolega pomoże?
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    eee widzę nie jest tak źle jak myślałem, w piśmie perfekt :)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    No jak... bez polskich znaków!
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    100% powaznie moja mama byla nauczycielka polskiego, uczyla mnie przez 5 lat. Kiedys bylam calkiem niezla. Z pisaniem jest duzo latwiej, jest czas mozna pomyslec, skasowac, nie slychac dukania! ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Przy następnym nagraniu syntezator mowy "Iwona' i po sprawie ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    dejże spokój, mnie tam nic nie przeszkadzało, jak i 99% słuchającym jak mniemam, dodatkowo nie uważam, żebyś mówiła za szybko, ja słucham podcastów na 1,5x prędkości i nie miałam żadnych problemów ;) zaprosiłabym tych marudzących do zupełnie i całkowicie polskich informatycznych korpo, posłuchać, jak brzmi język polski :D mogliby nie zdzierżyć ;)
    Odpowiedz
    11 maja 2017
    Taa 😂 😂 Aga duka a Czesław śpiewa
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Darek - "Drink reception" - " Przyjmowanie drinkow" 😂
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Haha! Greg 🙌🙌🙌
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Greg?! No tez mi cos, zmieniac Grzegorz na 'Greg'!! Gdybym miała odpowiednio waskie pole widzenia i prawdziwie polska d*pe pewnie by mi ja scisnelo z glebokiej obrazy! 😂
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Aga moj agent mi tak doradzil. To co sie dzialo z moim imieniem kiedy wymawiali je wyspiarze byla wiejsza obraza a ja nie wiedzialem czy chodzi im o mnie 😂
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Greg wiem wiem jaja sobie robie!
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Mam szwagierkę która z 20lat mieszka w stanach i też b często wtrąca słówka angielskie. Tłumaczy to tym,że zanim coś powie po polsku musi w myślach przetłumaczyć z angielskiego:) Z drugiej strony znajoma siedzi kupę lat w UK i nie ma z tym problemu. Myślę,że to kwestia tego jak często używają języka ojczystego.
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    DOKLADNIE. Jedni mieszkaja, pracuja, socjalizuja sie nawet zakupy robia z Polakami, obracaja sie w miejscach gdzie mowi sie po polsku, drudzy sie integruja. Ale to jest tez kwestia osobista, kazdego mozg operuje inaczej. To samo sie dzieje z akcentem - jeden siedzi cale zycie w Stanach i mowi drewnianym, polskim angielskim a drugi po 3 latach brzmi jak native English speaker. Wojtek na przyklad mowi z lekkim South African brzmieniem odziedziczonym od zony. :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Aga Tomaszek zgadzam sie - a ja ponoc mowie z lekkim walijskim akcentem (mowie ponoc bo ja tego nie slysze ale jak jade na weddingi do anglii to moi klienci mowia ze zawiewa Walia) ;)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Boze!! Ciezko mi uwierzyc ze to w ogole podlega dyskusji!! Podcast byl o slubach a nie o jezyku, widze ze niektorzy zgubili tutaj totalnie koncept!
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    smieszna dyskusja i zupelnie zbedna! zamiast wytykac jakies glupoty to lepiej skupcie sie na czadowych fotach Agi bo ma naprawde super talent i mozna sie od niej wiele nauczyc! ( powiedzialem to po polsku ale z afrykanskim akcentem ;)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Fair play to you Wojtek :) well powiedziane 😂
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    dokładnie tak. nie tłumacz się, to jest totalnie zrozumiałe. :* ja jestem z wykształcenia tłumaczką angielskiego i pracuję teraz w korporacji w branży finansowej. wsadzam angielskie słówka w zdania nawet po pracy i szczerze mówiąc, lubię to.
    Odpowiedz
11 maja 2017
Jacek ja to pytanie mam do Ciebie. Wspomniałeś w podcaście, że prowadzisz excela z zapytaniami. Po co? Zawsze myślałem, że robią to ludzie co mają mało zapytań, żeby jakieś trendy obczaić, ale z roku na rok może być inaczej bo rynek się zmienia, więc po co Jacek, jeśli to nie tajemnica :)
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Darek Cze Piel świetne pytanie. Prowadzę excela i tam sobie koloruję źródło zapytań żeby widzieć co mi daje lepsze rezultaty. Dodatkowo chce wiedzieć jaki procent zapytań odmawiam i z jakich powodów (najczęściej wiadomo jakich) :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jacek Marek Siwko zazdroszczę że znajdujesz na to czas :-)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    To nie jest kwestia czasu, bo zajmuje to pewnie 2 minuty. Raczej kwestia dyscypliny:) zresztą nie robi się tego za darmo.
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Krzysztof Krzemiński dokładnie, to trwa jakieś 30 sekund, Darek Cze Piel poza tym możesz łatwo porównać czy idziesz do przodu czy się zwijasz jako firma. Patrzysz liczbę zapytań z podobnego okresu rok, dwa wcześniej i widzisz jaki postęp, jaki kanał lepiej konwertuje co się przekłada na to ile warto czasu poświęcić na promowanie się poprzez ten dany kanał... Same plusy.
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jacek dzięki za komentarze, czas zacząć excela 😜
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    Jacek Marek Siwko a skad wiesz jakie sa powody odmowy, nie kazda para odpowiada na oferte a tym bardziej pytanie o powod. Masz na to jakis patent?
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    Kasia Pawlica on napisał "jaki procent zapytań odmawiam":) Zasadniczo wie dlaczego odmawia :)
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    Kasia Pawlica zaznaczam sobie jakich zapytań nie przyjmuję (różne są powody moich odmów), PS. Jeśli chodzi o pary to odmowy są raczej monotematyczne (wiadomo o co chodzi) :)
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    Ok rozumiem :)
    Odpowiedz
11 maja 2017
My dzieci nie mieliśmy z kim zostawić i jedno z nas musiało znaleźć pracę która można wykonywać "z domu" padło na mnie i na śluby
Odpowiedz
11 maja 2017
zostawiam sobie na sobotnią trasę na ślub :D
Odpowiedz
11 maja 2017
A ja odkąd załapałam dziesięć lat temu aparat do ręki, powiedziałam sobie, że będę fotografem i do tej pory myśl o jakimkolwiek etacie mnie nie dopadła <3
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Tak trzymaj!
    Odpowiedz
11 maja 2017
nic, od początku byłem fotografem ;) nigdy w PL nie byłem na etacie, spawałem drzwi dla Królowej GB w UK, tak zarobiłem na pierwszą cyfrówkę ;)
Odpowiedz
11 maja 2017
A ja jestem na studiach zaocznych - na fotografii, mam 20 lat i idę na głęboką wodę. Póki co.. kręci się powoli :) A na ukochane 70d pracowałam na Bawarii... w polu na malinach :)
Odpowiedz
    12 maja 2017
    do takich osób należy przyszłość tej branży !!! Powodzenia :)
    Odpowiedz
12 maja 2017
Niesamowita energia! Wspaniały gość i świetny podcast :) Dzięki!
Odpowiedz
12 maja 2017
U mnie pojawiły się dzieci i nie wyobrażam sobie pracować 8h dziennie plus dojazdy - w ogóle bym ich nie widziała :)
Odpowiedz
12 maja 2017
Pierwszy ślub zrobiłem w 2006 albo 2005 będąc na studiach i tak idzie do dzisiaj :)
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Weź już ty skończ te studia!
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Wieczny student ze mnie. Teraz studiuje fotografie i ludzi ;)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Adam Kozłowski ja też zacząłem studiując na UG, to jest jedyny czas żeby na spokojnie rozwijać biznes.
    Odpowiedz
12 maja 2017
A jest tu ktoś kto zajoł się fotografią dosyć puźno? Nie na studiach tylko już w zawodowym życiu? Ja pierwszy raz kupiłem aparat po 30 - stce bo tak wyszło. Wcześniej nic żadnego doświadczenia foto . Śluby robię od 6 lat. Nauka z książek, forum, . Wcześniej manager w korpo , od 4 lat na swoim. Oprócz ślubów prywatnie projekty foto. Zmiana stylu życia po 30
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Ja :-)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Ja... Tylko ja dalej manager w korpo...
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Ja tyz 😜
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Kasia Pawlica 🙂
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Wywolana do tablicy :) 3 lata temu odeszlam, bylam szefem duzego dzialu zakupow. TEraz tylko foto. U mnie zmiana po 40-tce ;)
    Odpowiedz
    14 maja 2017
    ja :). Miałam 33 lata kiedy zaczęłam robić pierwsze zdjęcia :)
    Odpowiedz
    14 maja 2017
    Ja tez po 30 i to grubo załozyłam firmę, juz ponad 5 lat temu :) Z tym ze fotografowałam wcześniej bardzo długo i bardzo amatorsko, jakieś zajęcia w klubach fotograficznych tez były po drodze. Zaczynałam na analogach :)
    Odpowiedz
    21 września 2017
    Kasia Pawlica duuuzy progres zrobiłaś w swoich zdjęciach to i etat niepotrzebny;p
    Odpowiedz
    21 września 2017
    dziękuję Michał <3
    Odpowiedz
    21 września 2017
    Widać zmianę, widać Kasia. A zmiany, można wprowadzać zawsze. Jestem na pewnym etapie :)
    Odpowiedz
    21 września 2017
    Tomasz Wąsik Fotografik dzięki
    Odpowiedz
    22 września 2017
    ja tez po 30stce zalozylam firme foto, ale fotografowalam od czasow studiow z przerwa na pierwszy zawod... teraz 8 sezon na swoim...
    Odpowiedz
12 maja 2017
Jacek Marek Siwko świetny podcast :) Aga Tomaszek dziękuję bardzo - duża dawka bardzo interesujących i bardzo ważnych informacji :) !
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Grzegorz Wiernicki dzięki :)
    Odpowiedz
12 maja 2017
Pracowałem jako grafik (wizualizacje w 3D), praca była często stresująca bo dostawałem projekty na ostatnią chwilę i zdążyć na czas nie było łatwo. Pewnego razu, gdy jak zawsze byliśmy "w d***e z czasem" frustracja przełożonych sięgnęła za wysoko. Kilka słów za dużo padło, złożyłem wypowiedzenie. Czułem że wcześniej czy później tak się to skończy więc przygotowałem się. Oprócz ślubów, etatu, pracowałem nad portfolio dla banków zdjęć (wektory+zdjęcia). Śluby + stoki, pozwalały wtedy przeżyć. Teraz, jakieś 8 lat później wciąż pracuję nad jednym i drugim (stoki + fot. ślubna). Nie wiem jak długo będę robił zdjęcia, druga noga się przydaje ;)
Odpowiedz
12 maja 2017
Jest wersja slow? Aga byłaby dobrym freestylowcem
Odpowiedz
12 maja 2017
Znam ten pęd. Jak się zaczyna opowiadać o tym, co się uwielbia robić i jest czymś więcej niż codziennym zajęciem to słowa czasem lecą jak z karabinu, to samo dotyczy wkładu emocjonalnego :) Miło było posłuchać. Czuć, że fotografuje świadomie i z pasją, a i doświadczenia nie brakuje.
Odpowiedz
12 maja 2017
Powtórzę za innymi, świetna energia, przecudowny głos, niesamowity śmiech, optymizm i radość zaraża! :D Dużo informacji, wskazówek i przede wszystkim ludzkiego podejścia do klienta :) Dzięki Aga i Jacek za ten podcast! :) Będę go sobie puszczać na mniej radosne dni, żeby doładować się dobrą energią :D
Odpowiedz
    12 maja 2017
    Magdalena Kuzar dziękuję za piękną opinię <3
    Odpowiedz
12 maja 2017
Odpisuję na komentarze w trudnej pozycji
Odpowiedz
    12 maja 2017
    a gdzie hasztag? :p
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Jak zrobiłeś to zdjęcie 😂
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    lewą ręką :D
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    ta pozycja jest mi doskonale znana :)
    Odpowiedz
    13 maja 2017
    Gabriel Gmurczyk takie informacje za pay-wallem
    Odpowiedz
    19 września 2017
    Ja tak zdjęcia do niedawna obrabiałam :)
    Odpowiedz
    22 września 2017
    moja patrzy na ekran i ciezko jej glowke odwrocic jak na zdjeciu...
    Odpowiedz
12 maja 2017
Jeden z ciekawszych podcastow. Niesamowita energia i optymizm :) Fantastyczna postać i świetne prowadzenie rozmowy :) Szkoda, że czwartek nie jest co drugi dzień. Pozdrawiam Was.
Odpowiedz
12 maja 2017
Do tej pory robilam zdjecia na umowe o dzielo. W lutym po 7 latach pracy przy rozpatrywaniu reklamacji dotyczacych problemow tech (uwielbialam to, serio!) zlikwidowano moj dzial takze nie mialam gdzie wrocic po urlopie macierzynskim ;) postanowilam isc za ciosem - zalozylam firme a dzisiaj dostalam pozyczke (zwrotna w ciagu 6,5 roku) unijna na rozpoczecie dzialanosci. Mam nadzieje, ze powoli mi to dzialac tak, zeby pozwolic sobie na zostanie w domu z corka 2 letnia w domu przynajmniej jeszcze rok w przypadku bardzo negatywnych prognoz. Jesli pojdzie zgodnie z moimi planami to uda sie juz tylko z samej fotografii zyc, jak nie polacze to z etatem jak corka pojdzie do przedszkola. Poki co prywatny zlobek na 40 h miesiecznie zeby wyrabiac z retuszem :p
Odpowiedz
    12 maja 2017
    ❤️ trzymam mocno kciuki!
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    O mam podobnie :)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    Tylko bez żłobka:) dziadków wykorzystuję:)
    Odpowiedz
    12 maja 2017
    moja mama niestety zbyt schorowana jest, a drudzy dziadkowie daaaaleko :( natomiast ten do ktorego corka bedzie chodzic jest o tyle fajny, ze moge przyprowadzac i zabierac kiedy chce - cos bardziej nawet jak klubik dzieciecy pelen zabaw :p
    Odpowiedz
12 maja 2017
Etat rzucił mnie ;) w trakcie macierzyńskiego wygasła mi umowa i dostałam propozycję, by zacząć od nowa, jak już skończy mi się zasiłek macierzyński. Stwierdziłam, że to wreszcie dobry kop motywacyjny, by zrobić to, do czego szykowałam się od czasu studiów i szkoły foto, więc zarejestrowałem się jako bezrobotna, niemal od razu udało mi się dostać do specjalnego programu dla mam wracających na rynek pracy i teraz jedną ręką zajmuję się dwulatką na placu zabaw, a drugą próbuję rozkręcać tą działalność. Na razie na zero, ale pracuję jakieś ćwierć etatu miesięcznie, bo głównie weekendy i po nocach ;) zaczęłam od fotografii koncertowej tuż po studiach (jeszcze na etacie), ale to nie było to. Nie ograniczam się do fotografii ślubnej, ale ta zdecydowanie mnie najbardziej kręci, bo łączy to co lubię najbardziej. Zatem niby się przygotowywałam dłuższy czas gromadząc sprzęt i wiedzę, ale decyzja o "swoim" była dość nagła ;)
Odpowiedz
12 maja 2017
Lubie! Mam mnóstwo znajomych w UK i jedno jest wspólne-zaraźliwy entuzjazm. Super Aga tak trzymać!
Odpowiedz
13 maja 2017
Fajna, mądra rozmowa! Dzięki! ;)
Odpowiedz
13 maja 2017
Fotografia była głównie zajęciem dodatkowym, tak zarobiłam na swój pierwszy sprzęt, na szkołę fotograficzną. Cały czas pracowałam na etacie. Teraz doszłam do momentu gdzie chciałabym w 100% przejść na swoje, ale nigdy nie wiadomo jak to się potoczy. Choć jak czytam Wasze opinie, wiem że warto! :)
Odpowiedz
13 maja 2017
Z wykształcenia jestem anglistką/tłumaczem, pracowałam w zawodzie jednocześnie rozwijając fotografię, powoli zmniejszałam ilość zajęć z języka na rzecz fotografii, $ z uczenia były tzw pewnym dochodem, rachunki etc. Wszystko co zarobiłam z fotografii - inwestowałam z powrotem, warsztaty, sprzęt. Po niecałych 3 latach nadszedł moment kiedy musiałam zrobić mocny krok do przodu, nie wyrabiałam na '2 etaty', fotografia wymagała więcej czasu i całkowitego poświęcenia z mojej strony. Podjęłam decyzję, zrezygnowałam z angielskiego, przepłakałam 3 noce, bałam się, że sobie nie poradzę, ale wzięłam przysłowiowego byka za rogi. i Tak minęły kolejne 3 lata, tylko foto. Najlepsza decyzja w życiu.
Odpowiedz
15 maja 2017
Ja zaczynałam w fotografii ślubnej jako młoda mama. Po pierwszym roku na swoim wyszło mi że zbierając puszki zarobiłabym więcej więc jak tylko zapukała do mnie agencja reklamowa z propozycją pracy od razu się zgodziłam. W tym czasie ilość zleceń ślubnych podskoczyła o 100% . Tak więc wstawałam o 6 rano by wyprawic dzieci do szkoły i przedszkola, biegłam do pracy, wracałam do domu o 17, szybki obiad, godzina zabawy z dziećmi i do obróbki tak do 2 -3 w nocy. I tak w kółko przez 1,5 roku. Wtedy mój młodszy syn trafił do szpitala z zapaleniem płuc. Po tygodniu spędzonym z nim w szpitalu oświadczyłam mojemu szefowi że w tym miejscu się pożegnamy. I mimo iż zarabiałam tam naprawdę dobrze to nigdy nie żałowałam tej decyzji.
Odpowiedz
17 maja 2017
No w sobotę zaczęłam... i dzisiaj zaczęłam tak na serio :) oryginalna nie będę... Aga masz piękny głos !!!!! Kurczę jesteś niesamowicie pozytywna! A co mnie urzekło? Ten sam tok myślenia co mój co do zdjęć spontanicznych. I tak jak Aga wspomniała o tych wszystkich konferencjach, że one dają "do myślenia", tak i to nagranie mi dało :) wybrałam idealny moment na przesłuchanie- zwykły, wieczorny spacer ❤️ ostatnie nagrania dawały więcej pod kątem wiedzy. To nagranie dało mi dużo pod kątem "natchnienia" i samego podejścia :) dziękuję! No i oczywiscie mile zaskoczenie na koniec na temat sesji z Marzena i Mon ! Jacku, uśmiech wywołany w 100%! A od siebie rownież polecę zjednywanie się z gronem ludzi z branży, a nie urządzanie zbędnego wyścigu szczurów :)
Odpowiedz
17 maja 2017
No to straciłem trochę nocki na słuchanie podcastu Aga. Świetnie, ze coś takiego powstaje. Cholernie inspirujące !
Odpowiedz
18 maja 2017
Jacek co przygotowałeś na dziś? czekam na kolejną podcastową petardę :D
Odpowiedz
    18 maja 2017
    Będzie trochę później, wracam dopiero z sesji 😜
    Odpowiedz
    18 maja 2017
    Jacek Marek Siwko
    Odpowiedz
7 czerwca 2017
Nadrobiłem i ja. Jacek czy ten podcast był puszczony w jakimś przyspieszonym tempie ? :D Aga <3 Mega portfolio i miło się Ciebie słuchało :)
Odpowiedz
    7 czerwca 2017
    To Aga ma taką moc, ale jest opcja w iTunes, żeby sobie puścić na 1,5 lub 2 przyspieszonym tempie 😊
    Odpowiedz
28 czerwca 2017
Podobna Historia do mojej z początkiem fotografii <3 również zaczęlam robić zdjęcia jak urodziła się moja córeczka, a z zawodu jestem ksiegową :) bardzo miło się słuchało, piekne fotografie <3 super podcast!
Odpowiedz
20 września 2017
U mnie to było tak: Kończył się etat i powiedziano mi, że nie przedłużą ze mną umowy. Co robić? Znalazłem film How to become commercial professional wedding photographer i zastosowałem się do wskazówek z niego. Oczywiście zajmowałem się fotografią ślubną jakiś czas i sprzęt był. Ojciec jednego z klientów wpadł na mnie w UP z wnioskiem o dofinansowanie na start działalności i poszło. To było kilka lat temu, ale to były piękne czasy na reklamy na fejsie na hasło "zaręczeni" czy też adwordsy google. Strat zawdzięczam temu filmowi, a rozwój dzięki Robert Scott Lim - How to think like 10k wedding photographer. Ogromna dawka wiedzy. Od dwóch lat jest po warsztatach u Trzcionki no jest git. Wiem co robię dzięki Adamowi i robię to świadomie zanim nacisnę spust migawki. Kolejne warsztaty wkrótce - bo to podstawa w tej branży.
Odpowiedz
    20 września 2017
    byleś na warsztatach z edycji u Adama? ja byłam, potwierdzam, tona wiedzy:) na jakie inne warsztaty się wybierasz? :) podziel się info, może i ja się wybiorę:)
    Odpowiedz
    20 września 2017
    tak byłem na warsztatach z warsztatu. Teraz chciałbym na plenerowe u Adama, tylko ciężko się dostać no i do Bojara 🙂 tak żeby mieć coś zupełnie z innej beczki a raczej bajki 🙂
    Odpowiedz
    20 września 2017
    No i czekam na edycje od Górskichi
    Odpowiedz
    20 września 2017
    Robert Zbieć byłam u Bojara na plenerowych w lipcu, super inspiracja, faktycznie inna bajka, minus taki że dużo ludzi (ok 40 osób) brało udział. wolałabym zaplacić więcej a mieć mniejszą grupę. ale i tak polecam:)
    Odpowiedz
    21 września 2017
    Ale edycja czego u Górskich? Warsztatów? Na razie w planach są pojedyncze prelekcje, zobaczymy, jak to wyjdzie, jaki będzie feedback i wtedy kto wie, może rozszerzymy działalność:)
    Odpowiedz
    21 września 2017
    To ja bym bardzo prosił o takie Warsztaty z warsztatu z Wami :)
    Odpowiedz
    21 września 2017
    Bardzo mi miło:)
    Odpowiedz
21 września 2017
Moja historia jest również podobna. Zostałam zwolniona (oficjalnie nie przedłużono mi umowy), bo chciałam być uczciwa i 3 dni przed jej wygaśnięciem powiedziałam że spodziewam się dziecka. A ponieważ byłam zatrudniona w agencji pracy tymczasowej mogli to zrobić wówczas jeszcze legalnie. Po chwilowym smutku i żalu oraz niezrozumieniu (byłam na 2 miejscu pod względem sprzedaży w firmie) stwierdziłam że chrzanię ich i zaczęła rodzić się myśl, że moja pasja jaką była fotografia może jednak się przyda i będę czerpać z tego również korzyści finansowe. No i tak krok po kroku zdobyłam dofinansowanie, kupiłam sprzęt i jestem :D Obecnie mam 3 synów i niech mi ktoś powie że kobieta w ciąży czy matka to pracownik gorszej kategorii, to go..... (nie będę kończyć) :D Słucham po kolei podcastów i w każdym odnajduję cząstkę siebie, swojej drogi. I żeby nie było, że tylko słucham, ale dostałam takiego kopa motywacyjnego, by dokonać zmian że hej. Mam wrażenie że się ubudziłam z jakiegoś snu, klapki z oczu spadły, jak zwał tak zwał. W każdym bądź razie zastanawiam się czemu dopiero teraz? Dzięki Jacek !!!
Odpowiedz
    22 września 2017
    Magdalena Sulwińska w podcaście z Krzysztof Ziętarski pada takie zdanie, że dzieci pomagają w byyyznesie bo dają nam taką motywację do działania, że lepszej się nie da znaleźć. Jeśli jeszcze nie słuchalaś to polecam: https://niezleaparaty.pl/31-krzysztof-zietarski-fotograf-i-ojciec-5-dzieci/
    Odpowiedz
    22 września 2017
    Słucham na razie po kolei :) Niektórych dwa razy nawet :D Ale przesłucham z pewnością. Dziś słuchałam Anity i mam podobnie, z każdym dzieckiem jestem lepiej zorganizowana i bardziej wydajna. Każde dziecko to była kolejna szansa do zmian na lepsze :D
    Odpowiedz
    22 września 2017
    Jacek Marek Siwko i Tom będzie mi nową stronę robić :D yupiiii :D
    Odpowiedz