Niezłe Aparaty nabierają rozpędu, to już 20-sty odcinek naszego SHOW! Jestem bardzo zadowolony, że podcast fotograficzny, który rozpoczynałem z myślą o kilku znajomych fotografach zyskuje coraz większe grono wiernych słuchaczy. WIELKIE DZIĘKI!

Bez waszej pomocy (przesyłania i dzielenia się podcastem w innych grupach fotograficznych) nie byłoby tej audycji, także przybijam dziś wam piąteczkę.

Podcast na iTunes:

Podcast znajdziecie też na iTunes: https://itunes.apple.com/us/podcast/niez%C5%82e-aparaty/id1188356946?mt=2

Gość fotograficznego czwartku numer dwadzieścia to Bartek Wyrobek. Fotograf, którego pewnie większość z Was kojarzy przez jego YouTube’owy film o karteczkach. Kto nie wie ten sobie sprawdzi.

Porozmawiamy sobie w tej audycji o biznesie (byyyznesie – jak kto woli), marketingu i kilku innych sprawach związanych z prowadzeniem dobrze funkcjonującej firmy fotograficznej. Jest więc to odcinek podcastu, który trafi w gust wszystkich tych, którzy poza warstwą artystyczną naszej profesji chcieliby także mieć dobrze poukładany i przynoszący dobre profity – interes.

Bartek Wyrobek w sieci:

www: bartekwyrobek.pl
facebook: facebook.com/bartoszwyrobek
instagram: instagram.com/bartekwyrobek

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie, znajdziecie mnie na:
instagram: instagram.com/jaceksiwko/
fb: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

#20 BARTEK WYROBEK

Wstęp

Cześć! Z tej strony Jacek Siwko, a to jest podcast Niezłe Aparaty. To już dwudziesty odcinek naszego podcastu, naszych spotkań było już wiele. Nawet nie wiem, kiedy to wszystko minęło. Tak szybko leci, że wow… Fajnie, że jesteście tutaj cały czas z nami – z Kasią i ze mną, i z naszymi gośćmi.

Dzisiaj czas na audycję z Bartkiem Wyrobkiem. Bartek ma niesamowite doświadczenie, nie tylko fotograficzne, ale przede wszystkim marketingowe i biznesowe, którym się z nami podzieli. Usłyszycie taką historię Bartka, która myślę, że może dać wiele do myślenia wszystkim, którym wydaje się, że mają biznes, który generuje fajny zysk. Natomiast właśnie Bartek opowie Wam o momencie, w którym usiadł sobie z kartką papieru i obliczył, ile pieniędzy zarobił przez trzy lata i wydawało mu się, że to jest takie prosperity, taki biznes po prostu niesamowity. A okazało się, że wyszedł na zero. I to jest taki moment, w którym można stracić wiarę w siebie, a można też dojść do jakiejś konkluzji, że „hej, coś jest nie halo – muszę to zmienić, muszę poprawić swój własny biznes” czy „byznes”, jak to czasami udaje mi się wymówić.

Myślę, że ta rozmowa będzie motywująca dla wielu osób, które gdzieś tam czują, że mogłyby robić lepsze wyniki finansowe. Polecam po prostu wsłuchać się w to, co dzisiaj Bartek Wam powie.

Jeszcze jedna taka rzecz a propos tego, że jest to dwudziesty odcinek, czyli taki jakby jubileuszowy – można tak powiedzieć żartobliwie… Tak zupełnie serio: fajnie, że to się wszystko tak szybko rozwija. Chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy są już na grupie facebookowej Niezłe Aparaty Podcast. Jest już nas tam ponad dwa i pół tysiąca osób. I myślę, że jeszcze czekamy na siedem i pół tysiąca, gdyż według moich obliczeń jest nas fotografów ślubnych około dziesięciu tysięcy w Polsce.

To taka szybka prośba – jeżeli znacie kogoś, jakiegoś fotografa, jakąś panią fotograf, którzy jeszcze nie słyszeli o podcaście Niezłe Aparaty, to proszę, prześlijcie im link. Myślę, że to będzie ogólnie taka sytuacja win win, z której korzysta ta osoba, którą obdarujecie linkiem, a także Wy, zyskując szacunek u kolegi czy koleżanki z branży.

Dzięki jeszcze raz serdeczne. I co? I zapraszam Was do wysłuchania rozmowy z Bartkiem.

Zapis rozmowy:

Jacek: Okej Bartku, witaj w Niezłych Aparatach. Dzięki, że pojawiłeś się w naszej audycji. Mam nadzieję, że coś ciekawego tutaj z naszej rozmowy wszyscy słuchający będą mogli dla siebie wyciągnąć.

Bartek: Cześć, też mam taką nadzieję.

Żeby nie było, to może tradycyjnie zaczniemy od krótkiego wyjaśnienia, kim jest Bartek Wyrobek. Tak podejrzewam, że część osób, która siedzi już dłużej w branży, to myślę, że nie sposób, żeby Ciebie gdzieś tam nie zauważyła, ale te młode wilczki czy osoby, które gdzieś tam się pojawiają, to niekoniecznie muszą zaraz wszystkich starych mistrzów kojarzyć. Więc może opowiedz krótko, jak to się zaczęło, że zacząłeś się zajmować akurat taką trudną branżą, jaką jest fotografia ślubna.

„Stary mistrz” – brzmi dobrze! Nie, robię dziesięć lat zdjęcia, także nie tak długo, a faktycznie to był ten czas, kiedy Adam Trzcionka, Ania Kalina, wszyscy zaczynali mniej więcej, czyli to się gdzieś tam zaczęło. I robię sobie te zdjęcia, mieszkam na wsi, na górnym Śląsku i jeżdżę po całym świecie. Na przykład dzisiaj w nocy rozmawiałem z dziewczyną z Meksyku, która chce, żebym jej zrobił ślub. Dzisiaj też podpisałem umowę z parą z Niemiec. Tak że to działa fajnie po tych dziesięciu latach.

A zaczęło się od tego, że uznałem, że po studiach chcę robić coś fajnego, co ma coś wspólnego z ludźmi, a nie siedzieć w piwnicy jako fizyk – bo fizykę kończyłem – i tam grzebać przy jakiejś dokumentacji po angielsku jeszcze. Tak że po prostu zdjęcia zacząłem robić z czystej frajdy, a potem się okazało, że po kilku pierwszych latach, kiedy oczywiście były przychody, ale przychody niestety szły w całości w koszty. Utrzymywała nas żona. Tak że to były całe trzy lata. Potem się okazało, że to zaczęło przynosić jakieś zyski i wtedy już było fajnie, ale początki były trudne.

Potem cały czas był rozwój. Pamiętaj, że pierwsze konkursy na forum fotografów ślubnych, to gdzieś tam miałem trzydzieste miejsce, potem dwudzieste, potem byłem w pierwszej dziesiątce, potem w pierwszej piątce, czyli gdzieś tam najpierw te konkursy międzynarodowe… Ale to był cały proces. Czyli od takiego typowego amatora, który po prostu lubi robić zdjęcia i nic nie umie, do jakiegoś tam poziomu przez te dziesięć lat udało się przejść.

A słuchaj czy ty zaczynałeś na cyfrówce czy jeszcze na negatywach?

Amatorsko robiłem na negatywach na początku. A jak zacząłem mieć pierwsze śluby to już na cyfrówce.

Okej, a jak to się stało, że w ogóle dostałeś pierwsze zlecenie na zdjęcia ślubne?

Po prostu stwierdziłem, że chcę żyć z fotografii, bo wcześniej pracowałem w firmie rodzinnej i to mnie jakoś szczególnie… Znaczy podobało mi się bardzo, ale wyleciałem z tej firmy i jak wyleciałem, to grunt straciłem pod nogami zupełnie i nie wiedziałem, co z życiem zrobić i jak to ogarnąć. I stwierdziłem, że będę robił coś fajnego. Że nie chcę już pracować tylko, żeby zarabiać, ale też żeby to było fajne. No i pomyślałem sobie, co lubię robić? No lubię robić zdjęcia. A więc myślę, że wiele osób miało taką ścieżkę.

No i zacząłem robić zdjęcia zaraz po studiach czy na studiach jeszcze. Więc pierwsze śluby to byli po prostu znajomi ze studiów, gdzie sprawdzałem, o co chodzi, a ponieważ dosyć młodo żeśmy się żenili, bo mieliśmy po dwadzieścia jeden lat, to mieliśmy jakąś kasę tam ze ślubu, więc to zainwestowaliśmy, całe grube dziesięć tysięcy w to, żeby kupić pierwszy jakiś aparat marny, z jakimś tam zoomem, już nie pamiętam, [5 m 23 s]  i lampę błyskową. I to był chyba Canon 30D – już nie jestem pewien teraz. Tak się zaczęły pierwsze śluby. I jak zrobiłem ich w pierwszym roku chyba siedemnaście – pierwsze za 0 zł, potem za 200 zł, za 400 zł, 700 zł i, tak pamiętam, chyba 1800 zł było w pierwszym sezonie i byłem bardzo szczęśliwy. Wydawało mi się, że bardzo dobrze zarabiam. I w ogóle, że to jest wypas i nie wiadomo co jeszcze.

No tak, bo to się wydawało, że idziesz na ślub i tam, powiedzmy, te dwanaście godzin przeliczyłeś sobie na godzinę – super zarobek. Nie odejmowałeś sobie pewnie kosztów, nie? Tego, co większość fotografów nie robi, że nikt nie oblicza tego, że jest ZUS, że jest zużycie materiałów, jakieś koszty typu siedzenie przy obróbce. A powiedz: te pierwsze reportaże, które gdzieś tam sobie robiłeś – pamiętasz, ile czasu zajmowała ci praca na obróbką, selekcją i tak dalej?

Wiesz co, dokładnie nie pamiętam, ale były oddawane tak w trzy tygodnie. Myślę, że wtedy nic innego nie robiłem, więc mnóstwo czasu schodziło na to. I oczywiście to była cały czas nauka. Jakie fotoalbumy, po kolei trzeba było wszystkie elementy przy każdym ślubie rozgryzać na nowo, bo tutaj nie wyszło coś, tu wyszło lepiej, tu gorzej. Jakby wszystkie te tematy związane z tym, za co ludzie mają więcej płacić, za co mają nie płacić, co jest w cenie – to wszystko w pierwszym roku było totalnie… Pierwszy ślub, a ostatni to była przepaść.

Ale dalej ten ostatni ślub za te 1800 zł to i tak później po trzech latach się zorientowałem, że jak się sumarycznie na wszystko spojrzało, mimo że dostałem jeszcze dotację 10 000 zł na sprzęt na założenie działalności po pierwszym sezonie. I mimo, że była ta kasa ze ślubu wsadzona, której nie liczę, to jak się to wszystko zsumowało, te dotacje i te 20 000 zł było przyniesione, i te 20 000 zł było z tych pierwszym ślubów. No to jak posprawdzałem, co kupiłem i tak dalej, jakie były koszty, no to nawet na zero nie wyszedłem.

Ja pamiętam ten moment takiej ekscytacji, jak zarobiłem pierwsze chyba 200 zł za zdjęcie, które opublikowano w gazecie. I jak tak sobie pomyślałem, jaki czas było otwarcie migawki – 1/125 sekundy. To pomyślałem sobie „kurde, 200 zł, jakbym przepracował w tym tempie przez całą godzinę, to ale bym zarobił kasy”.

Jedna sekunda by wystarczyła…

Właśnie – sekundę miesięcznie pracować. A to tak wcale nie jest kolorowo. Słuchaj, tak rozmawiamy sobie i tak sobie pomyślałem, że może zadam ci takie pytanie, którego wcześniej nie planowałem, ale – czy ty, jak byłeś tym początkującym „byznesmenem”, nazwijmy ciebie w ten sposób, na pierwszym roku, miałeś jakiś cennik, coś kombinowałeś z tą ofertą czy to było bardziej na spontanie, że ktoś zadzwonił i „no to teraz tyle”?

Nie, był cennik. Zawsze na samym początku musiała być jasno określona cena. Każda umowa, nawet chyba pierwsza, jaka była, wszystko szło przez maila i było jasno określone, co za ile. To już wiedziałem po prostu, miałem dwadzieścia lat wtedy, ale poprzednie pięć bardzo świadomie pracowałem w firmach, gdzie miałem przyjemność sprzedawać w trzy tygodnie sto ton truskawek na przykład i jakby wchodziłem w biznes fotograficzny z jakąś tam podstawą, jak się sprzedaje, jak się negocjuje, jak się to robi w towarze bardzo trudnym. I fotografia ślubna to dla mnie była pestka, tak, żeby się dogadać z ludźmi – żaden problem w ogóle. Zero stresu, totalnie na luzie. Bo jak się schodzi z wyższego levelu na niższy to jest łatwo, nie? Więc to miałem załatwione. Natomiast nie do końca byłem świadomy tego, jakie są koszty w tym biznesie. Jeszcze na początku to jest trudne, bo na początku się nie ma tej firmy, więc człowiek nie ma tego ZUS-u, nie ma tych stałych kosztów, nie widzi tego. Są tylko koszty bezpośrednie. Sprzęt ma kupiony z pieniędzy własnych czy tam z dotacji. Wtedy własnych. Więc jakby nie czuć tego wszystkiego, co w drugim okresie jest bardzo ważne.

Wiesz co, mi się wydaje, że koszty to akurat od samego początku. Bo jeżeli ktoś się decyduje wejść tak na poważnie, typu witryna czy, powiedzmy, serwer i tak dalej – te różne rzeczy – no to jednak są to jakieś tam stałe opłaty i bardzo dużo osób tego nie bierze pod uwagę. Ja powiem ci, że parę lat temu napisałem na fotoblogi taki artykuł o tym, ile musisz minimalnie brać za jedno zlecenie przy takiej średniej ilości zleceń rocznie. I wyszło parę tysięcy. To powiem ci, że fala komentarzy, która się tam wylała i rzeczy, które pisali ludzie, to aż mnie zdziwiło. Ja po prostu uczciwe podszedłem do tego tematu. Uważam, że bardzo dużo osób w naszej branży nigdy nie siadło nawet z kartką papieru i nie podliczyło sobie tego, czy jest do przodu czy nie.

Tylko, że na początku jest tak, że stronę mi zrobił brat za darmo. Pierwsze galerie, jak jeszcze nie miałem strony, były na Flickrze za darmo. Karteczki wymyśliłem od razu na drugim ślubie, bo na pierwszym ślubie się okazało, że chciałbym tym gościom dać te zdjęcia, jak się mnie pytali, to nie wiedziałem. A na drugi ślub już miałem przygotowane karteczki, bo ludzie po prostu, kilka osób, zapytało, gdzie będą zdjęcia, więc musiałem gdzieś je dać.

Tych kosztów na samym początku po prostu nie widać, więc ja się nie dziwię, natomiast teraz na Wizji Fotografii mamy tak, że robimy za darmo zupełnie, udostępniam kurs pięciu maili, gdzie dokładnie przedstawiam tę sytuację dotyczącą zarobków i ludzie sobie uświadamiają – bo tam są pytania też, jaka jest ich sytuacja i po stu kilkudziesięciu osobach czy dwustu, które przeszły przez ten kurs jest po prostu tendencja taka i zdziwienie jest na poziomie 90%. Czyli dziewięć na dziesięć to jest „oż fu*k, serio? To takie jest?”. Bo tak jak ty mówisz, że zrobiłeś te obliczenia, to na stronie jest dokładnie to samo zrobione. Wychodzi gdzieś, że przy dwudziestu ślubach trzeba mieć cenę minimum 2500 zł, żeby w ogóle wyjść na jakikolwiek plus, nie?

To ja tam nawet chyba więcej wyliczyłem.

No to jest jakaś tam powiedzmy realna kwota – te 2500 zł to jest takie minimum, minimum. Ale dalej ludzie w to nie wierzą.

To mówisz o osobach, które prowadzą taki legalny biznes i płacą wysoki ZUS czy o takich, które płacą jeszcze ten zniżkowy?

O tych, co zaczynają, czyli płacą niższy ZUS albo w ogóle go nie mają. Ja tam nie pamiętam już czy ZUS wliczyłem w to – chyba tak nie do końca. Nie jestem teraz już pewien. Musiałbym sprawdzić. W każdym razie prawda jest taka, że jeżeli ktoś, kto zaczyna widzi, że musi zrobić 50 000 zł przychodu, żeby mieć na czysto 25 000 zł albo 20 000 zł chociaż, a jeszcze jak nie ma sprzętu, no to jeszcze więcej, no to na początku to jest miazga. To jest po prostu totalna rozwałka. Ale na wszystko są sposoby. Wtedy trzeba po prostu zacząć od dotacji. Niestety zacząć od tego, że się przygotować biznesowo do tego całego działania. Tu jest pies pogrzebany.

Ja też zacząłem jako osoba kompletnie nieświadoma tego biznesu konkretnego i przez trzy lata miałem przychód z 200 000 zł w sumie, tak na oko. Zrobiłem chyba osiemdziesiąt ślubów. Tam zaczynałem od 0 zł, skończyłem chyba 3500 zł może wtedy czy koło 3000 zł – nie wiem już teraz. I wyszedłem na równe zero.

Ale to mówisz osiemdziesiąt ślubów przez trzy lata czy w jednym sezonie?

Przez trzy lata. W pierwszym było siedemnaście. Potem założyłem firmę to już było trzydzieści sześć w drugim. Potem trzydzieści cztery. I to mnie nauczyło, że nie można być takim i tyle robić, bo to jest kompletnie bez sensu. Bo nie ma życia i to jest zbyt wykańczające. Więc nauczyłem się, jak obrabiać szybko zdjęcia. Wszystkiego się uczyłem. W pięciu firmach zamówiłem różne fotoalbumy po kolei. To było to dobrze, a to źle, tu to źle… Za oceanem zamawiałem albumy – to już w ogóle mi odbiło całkiem.

I dopiero, jak to wszystko przeszło, to wtedy widziałem, że niestety to nie jest takie proste i musi być po prostu ta cena adekwatna, czyli to musi być przeliczone i nie możemy zostawać z 500 zł na czysto na koniec.

Bartek, a powiedziałeś, że trzy lata ci zajęło, żeby rozgryźć ten interes, żeby zrozumieć, że to się tobie nie kalkuluje. Czy jakaś sytuacja życiowa, że tak powiem, cię olśniła czy po prostu siadłeś i obliczyłeś? Jak to było?

Nie, miałem idealną sytuację, bo moja żona ukochana pracowała. Byliśmy po studiach świeżo. Ona pracowała jako geodetka za 1500 zł. Mieliśmy mieszkanie, więc mieliśmy gdzie mieszkać i te 1500 zł przez te trzy lata nam wystarczało, żeby mieć coś do zjedzenia. Jeszcze od babci dostaliśmy starego Opla, więc też mieliśmy czym jeździć. Miałem czym jeździć na śluby, on był na gaz, więc był bardzo ekonomiczny. I dokładnie ta kasa nam wystarczała na to, żeby przetrwać przez te trzy lata, na zero wyjść.

Te wszystkie pieniądze, mi się wydawało – to jest najfajniejsze – mi się cały czas wydawało, że ja zarabiam, że ja pracuję, że jest obrót kasy, bo przecież na koncie cały czas kasa się obracała. Ale to była ułuda. I teraz dlatego, jak sobie zdałem z tego sprawę i po trzech latach patrzę, dlaczego na koncie nie ma kasy, dlaczego nie ma kasy na wakacje, dlaczego nie ma kasy na auto? Przecież ja cały czas pracuję! Przecież ja mam 200 000 zł przychodu, to jest niemożliwe. Jak wtedy sprawdziłem sobie, ile sprzętu kupiłem, jakie realne koszty pośrednie, bezpośrednie. Wszystko sobie podliczyłem, to mi wyszło 200 000 zł. I dopiero wtedy stwierdziłem „o kurde, ale numer!”. Ale oczywiście to było tak, że w ostatnim, tym trzecim roku, już była górka, ale ona zasypywała ten dół tego sprzętu kupionego wcześniej i tak dalej. Więc od czwartego roku znowu była podwyżka cen, podwyżka cen była cały czas – ze ślubu na ślub. Czasem o 100 zł, czasem 200 zł czy co kilka ślubów. Natomiast po prostu kolejny sezon był już taki, że urodziła nam się córeczka, więc żona przestała chodzić do pracy, a z tego co udało się zarobić, tam – nie wiem, trzydzieści ślubów może, a może dwadzieścia osiem – już ta cena była około trzech, czterech tysięcy, więc to był na tyle duży przychód, że już nie musiałem kupować sprzętu nowego – już miałem kupione komputery, Photoshopy, aparaty, obiektywy, więc w tym momencie już została powiedzmy połowa, czyli nie pamiętam, ile tam tego w końcu było, z 50 000 zł na czysto zostało, czy tam 40 000 zł. No to dało sie żyć. Ale dopiero wtedy sobie uświadomiłem po trzech latach – „aha, to ja cały czas robię za darmo!”.

Takie odkrycie, które gdzieś tam potrafi też może skrzydła podciąć, nie?

Wiesz, jakby wszystko było ustawione. Wszystko było rozpędzone, dziury zasypane. Teraz był tylko temat, żeby kontynuować, bo już są zyski. Więc ja się tak późno zorientowałem, taki byłem nieświadomy, że przez te trzy lata potrafiłem robić bez zysków.

Rozumiem. A propos tego, czy to się kalkuluje czy nie, to się też pewnie jeszcze wiąże później z marketingiem – tak mi przynajmniej wydaje się, że można płynnie przejść do tego tematu. Bo tutaj mówisz, że w pierwszym sezonie złapałeś siedemnaście zleceń, czyli już od początku wiedziałeś, gdzie się pokazać, jak dotrzeć do tych klientów i właśnie ciebie chciałbym zapytać, dlaczego większość fotografów przegrywa na rynku, jednak? Bo mimo wszystko patrzymy na różne osoby – one zaczynają i po dwóch latach mówią „o, tu mi się nie kalkuluje, odchodzę stąd, idę pracować w McDonaldzie, bo tam mam więcej za godzinę”?

Dlaczego? Co ja zrobiłem – ja po prostu… Dziesięć lat temu to był zupełnie inny rynek. Bo dużo fotografów i fotografek reportażowych wtedy zaczynało, jakby nie było rynku tak de facto. Ja pamiętam, że Ania Kalina brała wtedy 2000 zł i ja pisałem do niej maila: „Ania, chcę ci asystować, chcę się tego nauczyć, jak ty to cudownie robisz”. A ona mi odpisywała „daj spokój chłopie”. I jak powiedziałem teściowej, podczas któryś z pierwszych świąt Bożego Narodzenia, że będę zarabiał na ślubie 5000 zł, a ona znała te realia i wiedziała, ile zarabiam, że to jest parę stówek i wiesz, jakie 5000 zł, jak ona zarabiała po trzydziestu pięciu latach w szpitalu tam 1700 zł czy ile tam było… I ona słyszy, że za jeden dzień 5000 zł i ona przy tych życzeniach bożonarodzeniowych tak parsknęła śmiechem, że zaczęła się prawie tarzać ze śmiechu. A ona jest świętą kobietą. To jest osoba niesamowita, z otwartym sercem, bardzo wyrozumiała, ale to ją tak rozbawiło, ten mój tekst, że będę kiedyś 5000 zł na ślubie zarabiał, że to po prostu była katastrofa. I właśnie nie pamiętam czy minęło trzy i pół roku, zanim do tej ceny doszedłem w końcu, ale tak naprawdę cały rynek się zmieniał, cały rynek się tworzył, więc ja miałem więcej szczęścia niż rozumu w tym wszystkim. Wchodzenie w tej chwili na rynek, to jest zupełnie inna bajka.

Teraz, odpowiadając wprost na Twoje pytanie, ja po prostu rozesłałem wici po wszystkich znajomych, wrzuciłem jakieś informacje na Gumtree, na takie jakieś portale, które gdzieś tam się zaczynały pojawiać. Odpaliłem reklamę chyba na AdWords, wtedy się pojawiało też. Jakieś takie zupełnie podstawowe rzeczy. Brat mi zrobił stronkę, ale ona była we Flashu, więc pięknie wyglądała, ale w ogóle się nie pozycjonowała, więc gdzieś w taki sposób. Aha, na targi ślubne pojechałem. Na targi ślubne pojechałem, jak założyłem firmę, czyli w 2008 roku założyłem firmę i pojechałem na targi. I też nie byłem dobrze przygotowany. Mi się wydawało, że dobrze, ale na targach nic nie podpisałem tylko później mniej więcej dziesięć umów mi wpadło, bo taka była procedura.

Ale co – liczyłeś, że bezpośrednio na targach będziesz podpisywać, tak?

Nie wiedziałem. Nie przemyślałem tego, nie przygotowałem się, bo nie byłem wcześniej na żadnych targach i po prostu ludzie potem się odezwali. Natomiast mogę od razu powiedzieć ci, jaka jest przepaść w porównaniu z tym, co teraz wiem. To jedna z naszych pierwszych dziewczyn, która zamierzała przyjść na warsztaty z marketingu – zadzwoniła do mnie, że „Bartek, słuchaj, przychodzę na warsztaty, bo już dwanaście lat robię zdjęcia, a mam tam cztery umowy i w ogóle to wszystko przestaje się kleić i nie wiem, czy iść na kasę na Biedronkę czy co robić. Twoje warsztaty są ostatnią deską ratunku. Przychodzę 16 stycznia w tym roku”. A ja mówię „no dobra, przychodź”. A onoa mówi „ale wiesz co, potrzebuję, żebyś mi pomógł, bo dzień wcześniej są targi w Krakowie”. Ona mi mówi, że była cztery lata temu na targach w Krakowie, we Wrocławiu i w Katowicach, i ani jednej umowy. A zdjęcia umiała robić, bo robiła je dwanaście lat wcześniej.

Teraz wyobraź sobie, że ja mówię „dobra, spoko, nie mam teraz czasu gadać, ale ja ci wyślę maila”. No i napisałem jej takiego maila w trzy minutki, że ja bym się przygotował do tych targów w taki sposób, żeby zrobić duże zdjęcia, żeby przyciągnąć ludzi, zrobić ulotki, pokazać albumy piękne i zrobić ulotki z rabatami – że w dniu targów jest rabat. I potem przez tydzień też jest rabat, mniejszy już, nie? I słuchaj: ona przeczytała tego maila i mówi „no nie, ten gościu jest stuknięty – to jest niemożliwe, to nie będzie działać, bez sensu w ogóle”. No ale suma sumarum, nie miała czasu, bo to było jakoś na początku stycznia. Przygotowała to zgodnie z tymi wytycznymi i słuchaj, teraz mieliśmy taki zlot naszych osób, które były na warsztatach i ona miała całą prelekcję, na której opowiadała, że podpisała trzydzieści umów na trzech targach. To znaczy i na targach, i po targach. Piętnaście bezpośrednio na targach i piętnaście po targach.

Czyli ta procedura – ja miałem podpisanych dziesięć na targach, czyli efekt jest ten sam. Natomiast chodzi o to, że czasami wystarczy takie doświadczenie nie związane bezpośrednio z targami, tylko jakieś takie ogólne, marketingowe siedzenie w temacie. Po prostu wtedy wiadomo, że te zależności – ludzie przychodzą na targi, bo szukają okazji, więc jeżeli nie masz okazji, to nie podpisujesz, nie? Trzeba po prostu na ileś elementów mądrze odpowiedzieć – na to zapotrzebowanie, zrozumieć to. I ona po prostu zniszczyła system, bo zarobiła taką kasę, że jej się to nie śniło i jest wypas. Dała też ludziom olbrzymią wiarę w to, że mogą się podnieść nawet w takiej sytuacji, jak ona. I o to chodzi w tym całym marketingu, że czasami się idzie takimi ścieżkami, że czasem przez targi, czasem przez stronę i reklamę na Fejsie, czasami jeszcze przez inne sposoby, a dróg jest nieskończona ilość. Tylko trzeba do tego podejść w jakiś sposób systemowy, w sposób mądry, uporządkowany.

Przede wszystkim moim zdaniem warto sprawdzać różne metody. Bo to, że ktoś ci powie, czy tam Bartek Wyrobek czy Jacek Siwko, że coś tam działa, to nie znaczy, że działa. Nie znaczy, że zadziała na przykładzie Twojej firmy. Ty na przykład wymieniłeś to, że kiedyś próbowałeś AdWords. Nie wiem, czy to ci wyszło czy nie. Ja też próbowałem w pewnym momencie i wtedy to już było, że tak powiem, koszt za klik był wyższy niż efekty, jakie to przynosiło. A teraz nie wiem, czy by to zadziałało. Ale to nie znaczy, że w przypadku jakiejś firmy, która działa, powiedzmy, na mniejszym poziomie finansowym, ma te niższe ceny, czy by AdWords nie działało. Być może właśnie tam są klienci, którzy – tak jak ty mówisz – szukają okazji. Tak jak szukają okazji przy okazji targów. Tak że najlepiej sprawdzać sobie.

No i na pewno jest tak, że jest tak samo z targami. Ona ma predyspozycje do tego, żeby z ludźmi rozmawiać, występować i przedstawiać ofertę. Ma świetną aparycję i jest po prostu przemiła. I to jest jej olbrzymi atut. Ale cztery lata wcześniej, będąc na targach bez tego planu, bez tego przygotowania nie ugrała kompletnie nic. Była całe te pieniądze w plecy. A to są grube pieniądze – bo to są tysiące złotych na opłacenie wszystkiego i przygotowanie materiałów.

Czyli chodzi o to, że każdy ma jakieś predyspozycje i to, co można zrobić to znaleźć tę właściwą ścieżkę dla siebie. Tak samo jest z nami fotografami. Ja będę robił zdjęcia w takim stylu, bo po prostu mi to pasuje, czyli że w jakiś tam sposób wchodzę w interakcję z klientami mniejsze lub większe. A inny fotograf, Jeff Ascough, nie powie na przykład ani jednego słowa i robi genialne zdjęcia. I one są inne, moje i jego. Ale on znajduje klientów, którym pasuje to, co on robi, a ja znajduję swoich. Czyli nie ma jednej drogi. Jest po prostu pewien sposób myślenia. Ale co nas łączy, to jest to, że każdy nas robi dokładnie tak, jak lubi, do czego ma predyspozycje. I wydaje mi się, że kluczowe jest, żeby rozpoznać siebie – do czego się ma talent, do czego się ma zdolność.

Niektórych mamy takich warsztatowiczów, którzy robią taki ogień… Chyba Grzesiek w listopadzie przyszedł na warsztaty, pracuje na etacie, więc nie ma chyba za dużo czasu i zrobił stronkę landing page, puścił reklamę zgodnie z moją propozycją dosyć ogólną, a on to zrobił tak dobrze, że wpadają mu zapytania, chyba średnio 2 zł za zapytanie przez reklamę na Fejsie. Ale przez to, że to ma zrobione zgodnie z pewną procedurą. Czyli ta kasa nie idzie byle gdzie, tylko ściąga ludzi na tego landing page’a odpowiednio przygotowanego. Zgodnie z pewną właśnie procedurką. I teraz, ma już kilkanaście umów, zaczynał za tysiąc kilkaset złotych. Wcześniej zrobił chyba trzy śluby dla znajomych tylko, a teraz ma już ostatnie umowy za 3700 zł w ciągu niespełna pół roku – facet, który nie robi ślubów całe życie. I jakby takich przykładów jest mnóstwo.

Inny Mateusz wczoraj pisał na naszej grupie, chwalił się, że podpisał pierwszą umowę za grubo ponad 7000 zł. Jeszcze wprost, że on dziękuję – opisuje całą historię krok po kroku, dlaczego do tego doszło przy okazji tych klientów. Jakie było zwątpienie. On tam akurat rozpoczął taką procedurę zdobywania klienta przez sesje narzeczeńskie. Pisze, że też zwątpił, bo oni mają ślub kiedyś tam, a to nie ten klient i tak dalej, i tak dalej. Ale jednak stwierdził, że „dobra, zrobię wam, żeby to było fajnie zrobione”. Postawił na to, co ja tak bardzo promuję, żeby jednak robić zdjęcia z radości i przyjemności, a jak coś z tego wyjdzie to super, nie? A nie tylko się nastawiać, że jak jest kasa to robię, a jak nie, to nie. I on się gdzieś tam przełamał i stwierdził „ach zrobię!”. I potem klienci do niego przyjechali i zaczęli podpisywać też zgodnie z tą naszą – znowu – kolejną procedurą otwartego cennika. Że dobierają to, to, to i to… Albumy, plenery, coś tam, coś tam. I w tym momencie się zrobiła taka super kwota. A pamiętam, że jak rok temu rozmawialiśmy przez telefon, zanim przyszedł Mateusz na te warsztaty to mówił, że nie ma opcji, żeby podnieść w moim Zawierciu ceny powyżej tych 2000 zł, bo ja już robię trzynaście lat na ślubach, czy tam filmuję, czy robię zdjęcia i to jest po prostu niemożliwe. A chłopak ma świetny talent do komunikowania się z ludźmi. Jest bardzo otwarty. I ja mówię „Mateusz, ale co ty opowiadasz za bzdury. Przecież ja u ciebie niedawno, w miejscowości niedaleko, robię za moje stawki, czyli to jest możliwe, tylko ty się musisz tego nauczyć, musisz to zrozumieć”. I mówię mu jeszcze – jednej, jedynej osobie tak powiedziałem – „jeżeli nie zaczniesz zarabiać więcej, ja ci oddam kasę za warsztaty”. Jeden jedyny taki przypadek zrobiłem. On przyszedł, no i teraz po prostu minął rok. Z tej ceny przez kilkanaście lat te niecałe 2000 zł, nagle ma umowę nawet na ponad 7000 zł.

Czyli nie ma czegoś takiego… To jest wszystko pewien zbiór zasad, świat jakoś działa. I naszym zadaniem jest zobaczyć jak działa świat. Naszym zadaniem jest zobaczyć jacy my jesteśmy. My musimy działać w zgodzie ze sobą, ale w zgodzie też z tą rzeczywistością. I jeżeli ktoś łączy te dwie rzeczy, no to po prostu wtedy zaczyna bardzo dobrze funkcjonować. I tutaj na przykład po warsztatach wcale nie jest tak, że wszyscy odnoszą spektakularne sukcesy. Mnóstwo osób oczywiście odnosi ten sukces po roku, po dwóch. Są osoby, które w bardzo krótkim czasie go odnoszą. Ale większość osób potrzebuje na to czasu. Właśnie dlatego, że niestety sama wiedza merytoryczna to nie jest wszystko. To trzeba drążyć. No i problem największy jest z nami samymi. Bo po warsztatach już ludzie wiedzą, jaka jest rzeczywistość widziana przeze mnie, ale mają jeszcze bardzo dużo pracy najczęściej z samymi sobą. Ja też mam cały czas mnóstwo pracy.

A miałeś taki czas, czy powiedzmy dotarłeś do pewnej kwoty ze swoją ofertą, gdzie pomyślałeś sobie „kurde, za tyle to już mnie nie wynajmą”?

Nie, nie…

Taki, wiesz, moment zwątpienia.

Nie, nie, nie… Teraz mam cenę 6000-7000 zł za dziesięć godzin fotografowania, bez plenerów, z takim podstawowym albumikiem w cenie. Więc średnio gdzieś tam koło 9000-10 000 zł się robi. Mam kilkanaście ślubów w tym roku, no i teraz w ciągu – tak jak ci mówiłem – Meksyk to jest chyba 4500 dolarów, te Niemcy to są 3000 euro. Więc tak naprawdę w Polsce jest taki próg – mi się wydaje, że jest to w granicach 10 000 zł, który ciężko przekroczyć, że tak powiem, masowo. Ale można znaleźć na to klienta bez problemu. Myślę, że można przeskoczyć na 20 000 zł. Tylko trzeba się wtedy stricte skupić na tym, żeby znaleźć klienta za 20 000 zł. Trzeba po prostu myśleć w tych kategoriach, co mnie akurat jakoś specjalnie nie jest do szczęścia potrzebne. Ale co nas ogranicza w tym świecie? Nic nas nie ogranicza. Niemcy zarabiają w euro, mamy do nich blisko, przecież za te 3000 zł robię ślub bardzo blisko, pięć godzin drogi samochodem ode mnie.

Czasami w Polsce się dłużej jedzie na wesele.

Ja generalnie nie jeżdżę dłużej, bo mam taką zasadę, że praktycznie robię wszystkie śluby na Śląsku. Bardzo często w okolicznych wioskach swojej wsi. Po prostu ludzie… To wszystko polega na tym w moim wypadku, że ja buduję relację. Robię dobrą robotę, tak jak umiem najlepiej. Nikomu nie ściemniam, że zrobię coś, czego nie zrobię, tylko po prostu ludzie widzą na moim blogu praktycznie każdy jeden ślub i w związku z tym oni są pewni, jak to będzie wyglądało. Dostają te karteczki… Na przykład ta para z Niemiec sześć lat temu była na ślubie, jak rozmawialiśmy przez Skype’a, to machali tą karteczką, jak się zapytałem skąd trafili do mnie, nie?

Czyli po prostu są pewne metody, które działają długofalowo. Ale poza tymi karteczkami, idzie bardzo szybka obróbka. Bardzo szybkie kontakt z nimi, opublikowanie zdjęć, a nie tylko ich chowanie do szuflady i opublikowanie dwóch najlepszych ślubów w roku. I to wszystko, jak gdzieś tam się poukłada, ten cały system składający się z bardzo wielu dopracowanych procedur poukłada, no to się tworzy taka kula śnieżna, która zbiera nieprawdopodobną ilość zapytań. Jak schodzi lawina w Alpach, to ona zbiera u góry troszeczkę, a potem im niżej lawina schodzi, to całe lasy kosi łącznie ze schroniskami. I tu jest podobnie. Na przykład już teraz nie jestem w stanie policzyć, ile mam zapytań rocznie. Jeszcze dwa lata temu, bym powiedział, że to było około tysiąca, a teraz na przykład mam na Facebooku kilka dziennie.

A to nie prowadzisz takich statystyk?

Nie prowadzę już – już nie mam czasu na to. To już po prostu są takie ilości, że ja już wiem statystycznie, że to jest gdzieś około półtora, dwóch tysięcy zapytań bez żadnej reklamy. Tu chodzi o to, że jak ktoś wchodzi w biznes to potrzebuje na początku stworzyć pewne rzeczy i potrzebuje użyć tej płatnej reklamy, to bezwzględnie. Natomiast moim celem i jakby takim marzeniem, i ideałem jest coś takiego, żeby dojść do takiego systemu, który sam się napędza, ceny się podnoszą i po prostu jest mnóstwo, mnóstwo chętnych. A skoro mam te dwa tysiące chętnych w tym roku, tak zakładam, że tyle będzie, to po prostu zawsze się znajdą tacy ludzie, którym się to tak podoba, że są w stanie za to zapłacić taką kwotę. Chociaż ponad połowa klientów to są ludzie, którzy dzwonią i się mnie pytają, kiedy mają wziąć ślub. Czyli jest taka relacja zbudowana, jest taka obsługa pary młodej przy okazji gości weselnych, że oni sobie nie wyobrażają, żeby ktokolwiek inny robił im zdjęcia na ślubie. I to są przemiłe rozmowy. Niektóre z nich są wręcz komiczne. Ale to jest to, do czego możemy dążyć.

No właśnie, ale powiedziałeś, wiesz co, wrócę jeszcze do tego tematu Zawiercia. Powiedziałeś o tym mieszkaniu gdzieś tam. Ty mieszkasz na wsi, ja mieszkam na wsi – myślę, że sporo osób też mieszka w jakiś mniejszych miejscowościach. I ludzie szukają sobie takich różnych wymówek, że mi się nie uda, bo ja mieszkam właśnie w jakimś zachodniopomorskiem i tak nie ma rynku takiego na jakieś wesela, które by miały większy budżet. I wydaje mi się, że dobrze to podsumowałeś, że to jest kwestia tego, co ci siedzi w głowie. Jeżeli ty uwierzysz, że da radę, to da radę.

Dokładnie tak. Nie ma żadnych ograniczeń. Wszyscy mamy dostęp do internetu. Wszyscy mamy samochód, prawo jazdy, możemy zajechać do większego miasta sto, dwieście kilometrów i zrobić tam cały marketing a potem śluby. Możemy jeździć za granicę, nic nas nie ogranicza. Oczywiście, że są rejony, gdzie ludzie po prostu nie mają tyle kasy, zarabiają mniej i bezwzględnie jest tak, że trudniej zdobyć tych klientów za wysokie ceny w okolicy. Śląsk jest bardzo fajny, bo tutaj ludzie mają tych pieniędzy trochę, jest dużo firm i to się wszystko fajnie układa, i nawet w sąsiednich wioskach mogę znaleźć klientów. Oni mnie w zasadzie znajdują.

Rzeczywiście, zgodzę się z tobą, że tam na Śląsku jest duże nagromadzenie tych większych ośrodków miejskich. Natomiast to jest wszystko znowuż sprowadzanie tego, że tu jest taka wymówka „o, ci na Śląsku to mają lepiej niż my tam na Mazurach czy my gdzieś tam na Podkarpaciu”. To jest wszystko takie tłumaczenie się.

No ale mamy lepiej. Jacek, prawda jest taka, że mamy lepiej. Lepiej mają ci co mieszkają w Warszawie niż ci, co mieszkają na prowincji.

No dobra, ale to każdy może z Warszawy nawet dojechać na Śląsk, jeżeli mu zależy.

Tak. Znaczy mówię o tym, że Warszawa, Poznań, Gdańsk, Kraków, górny Śląsk są miejsca, gdzie jest po prostu łatwiej, są większe stawki. Oczywiście są też inne problemy, bo jest większa konkurencja, więc to nie jest do końca tak, że są same korzyści. Natomiast gdzieś tam na peryferiach jest dużo trudniej. Ale słuchaj, skoro ja jeżdżę do Białegostoku, do Biebrzańskiego Parku Narodowego, do Hajnówki czy gdzieś tam, gdzie jest tysiąc mieszkańców, sporadycznie jeżdżę gdzieś tam pod Zieloną Górę, na Opolszczyznę, na naprawdę takie wioseczki i ludzie płacą takie stawki moje. Czyli to nie jest tak, że się nie da. Zresztą jak asystenci ze mną jeżdżą… Ludzie po warsztatach na każdy ślub praktycznie zabieram kogoś, bo ludzie się chcą uczyć, w praktyce zobaczyć jak to wygląda…

Jako drugi fotograf, tak?

Tak, zabieram ich i wtedy, słuchaj… W Stalowej Woli… Widzą te śluby, które są u nich, na ich podwórku, za takie pieniądze. Czyli też sobie otwierają oczy. Natomiast to nie jest tak, że wymyślę sobie nagle cenę 10 000 zł i wszyscy mi płacą. To jest po prostu pewien proces, pewna świadomość. Chociaż są ludzie, którzy tak jak Krzysiek, którzy 3700 zł mają w ciągu pół roku i jeszcze w zasadzie nie zrobili za dużo ślubów. Chodzi o to, żeby myśleć o tym swoim biznesie, ale najpierw myśleć też o sobie, czyli dlaczego ja to robię, z jakiego powodu to robię, czy mnie to naprawdę bawi, czy mnie to cieszy, czy mam jakąś swoją koncepcję na to – choćby pod kątem tego, jak dużo rozmawiam z parami czy nie rozmawiam podczas reportażu, czy mam jakiś plan, ile chcę i kiedy zarabiać, czy dam radę utrzymać rodzinę? Potężnym problemem jest to, że wiele osób się decyduje, że chce zarabiać na fotografii, mając jeszcze etat. Utrzymują się z etatu, mają dzieci nieraz i jeszcze chcą fotografię kręcić. W tym momencie robi się totalna katastrofa, bo nie ma szans pogodzić tych wszystkich rzeczywistości bezboleśnie. Trzeba po prostu wejść w to systemowo.

No właśnie. Też taki temat się pojawia, kiedy przejść z tego etatu na – że tak powiem – pełny etat fotografii. Bo w pewnym momencie ciągnąć dwie działalności i tą właśnie etatową, i te śluby weekendowe, to nie jest łatwa sprawa. Trzeba wyczuć dobry moment. Powiem ci, że w zeszłym roku dostaliśmy taki mail, z takim pytaniem: „Czy już mogę zrezygnować z etatu? Mam dwójkę dzieci i chcę być fotografem ślubnym, ale jeszcze nie mam portfolio – rzucam wszystko i od stycznia startuję”. No to ja odpisałem „weź ty człowieku się kurde zastanów, bo dwójka dzieci to jest wielka odpowiedzialność – w tym momencie rzucisz tę pracę na etacie, a to nie jest tak, że z dnia na dzień będziesz miał zlecenia, tym bardziej w styczniu”. Tak że to też trzeba przewidzieć.

Ja zawsze mówię wszystkim warsztatowiczom i nie tylko, tym którzy chcą słuchać, że rzuca się etat dopiero w momencie, jak już się ma zapełniony byt albo przynajmniej bardzo dużą szansę na to, że będzie wkrótce zapewniony. Kilka osób pisało do mnie, że „jestem bezrobotny, Bartek, cieszę się niezmiernie”. Kamil ze Stalowej Woli się do mnie odezwał: „Mam już tyle i tyle umów, mogę sobie z tym poradzić”. Potem tam jeszcze pamiętam Adam i chyba dwie dziewczyny. I to był proces. Oni przyszli na warsztaty, zdobyli wiedzę, potem ją wdrażali przez długi czas, aż w końcu te ceny, to wszystko zaczęło działać, ten marketing, te zlecenia, to zaczęło jakoś tam wchodzić. I ileś osób na przykład robiło tak, że na przykład rezygnowało z ćwierci etatu, potem na pół przechodziło, potem już tylko na ćwierć etatu i potem ostatecznie – szczególnie, jak mają dzieci. Absolutnie nie polecam nikomu takiej drogi hurraoptymistycznej, że wszystko się rzuca, się leci – to w ogóle nie o to chodzi. Ale są też…

Tak, jak mówiliśmy: te pierwsze dwa, trzy lata – ty powiedziałeś, że trzy, ja mówię, że dwa – to jest takie coś, że wychodzisz na zero. I w tym momencie weź utrzymaj rodzinę. Ja powiem ci, że gdybym miał teraz zaczynać, przy mojej sytuacji, że mam dwójkę dzieci, to bym się mocno zastanowił. Ja zaczynałem tak, jak ty, na studiach. Dla mnie to wtedy było, wiesz, fajna przygoda – że „wow, kurczę, zarabiam coś, ale i tak wszystko oddaję, bo idzie w koszty”. Ale mnie to cieszyło, byłem przedsiębiorcą, miałem taki status studenta-biznesmena. To jest śmieszne.

Ale jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Bo w tym roku byliśmy na ślubie, chyba pierwszy raz od nie wiem jakiego czasu, jako goście. I był człowiek, który był u ciebie na kursach – nie będę mówił nazwiska, bo taką mam, że tak powiem, taki zwyczaj w podcaście, jeżeli już plotkujemy – i on miał tą twoją strategię tych słynnych karteczek, z których słyniesz i chyba cały internet fotograficzny wie, o co chodzi. Dlatego wziąłem sobie taką karteczkę i patrzę „a, wyrobek-style”. I wiesz, po tygodniu się zalogowałem na ten link, który ten człowiek dał – nic. Po dwóch tygodniach – nic. Trzy tygodnie – nic. Po dwóch miesiącach sprawdziłem – nic. I ostatecznie też chyba było tak, że tydzień temu moja żona się zalogowała na ten adres wspomniany i też nic. Więc wyrzuciliśmy tę karteczkę, a okazało się, że para miała te zdjęcia już dawno gotowe i w swojej galerii na Facebooku.

To są jakieś…

Dlaczego ja ci to opowiadam? Bo chodzi o to, że czasami – tak jak z tym podcastem – tu może padać wiele różnych sposobów na to, jak coś zrobić dobrze, no nie, natomiast, jeżeli się wprowadzi tylko 50%, czyli da się karteczkę, a już się nie wyegzekwuje tego, że jest ta galeria, to te 50% to jest taka para w gwizdek.

No dokładnie. Oczywiste, że trzeba to publikować. Nie wiem, jaka jest sytuacja dokładnie.

A ty mówisz, że ile po ślubie trzeba taką galerię dać?

Idealnie jest opublikować ślub w piątek – jak w sobotę jest ślub, to po sześciu dniach. To jest ideał po prostu. Wtedy jest najlepsze możliwe rozwiązanie. Wcale nie jest lepszym rozwiązaniem moim zdaniem oddanie zdjęć w niedzielę wieczorem gotowych, obrobionych czy w poniedziałek – w piątek. Ale to jest znowu związane z tą procedurą publikacji, która u nas działa tak, jakby to było Hollywood, czyli nakręcanie klimatu, publikowanie kolejnych zdjęć… Znowu, żeby to weszło, trzeba być z parą dogadanym, trzeba mieć pewną procedurą. Przed to musi być przemyślane i musi być dopięte na ostatni guzik, tak jak mówisz, nie na pół gwizdka.

U nas jest tak, że jest procedura kilkudziesięciu kroków przy każdym ślubie. Ja korzystam z takiego systemu darmowego Trello i tam mam po prostu przez te całe lata wypracowane konkretne punkciki – czy podpisywanie umowy, czy… wszytko po kolei. Dziesiątki punktów, kiedy ma coś się zdarzyć. Oczywiście para musi wszystko wiedzieć wcześniej. Musi być o wszystkim poinformowana. Trzeba się wcześniej pododawać do znajomych na Facebooku, żeby móc oznaczać i tak dalej. To jest milion rzeczy drobnych, ale jak już się to wszystko poukłada, to się nagle okazuje, że zasięg tej naszej pracy to nie tylko jest para i ich najbliższe otoczenie dziesięć osób, to nie tylko są goście weselni, dzięki karteczkom, ale to są jeszcze tysiące ludzi, dzięki Facebookowi, w tym dziesiątki, jak nie setki znajomych tej pary. Wtedy ta relacja to jest zupełnie coś innego. Lepsze są zdjęcie znajomych, których wie, jak się wygląda ze ślubu niż zdjęcie jakiejś tam obcej dziewczyny. I jak się to wszystko tak poukłada, to wtedy jest ten przysłowiowy ogień na dachu, bo to po prostu działa i ślub za ślubem, ślub za ślubem to działa coraz lepiej.

A z karteczkami jest mnóstwo problemów. Bo niestety, trzeba, żeby to zrobić idealnie, to trzeba odrobinę showmaństwa w to wszystko włożyć i po zdjęciu grupowym powiedzieć: „drodzy goście, młoda para zadbała o to, żebyście te zdjęcia zobaczyli” – do dwóch tygodni na przykład. To jest taki bezpieczny termin, jeśli obrabiamy w tydzień, to do dwóch trzeba powiedzieć, żeby w razie poślizgu, choroby, czegokolwiek wyjść z twarzą zawsze. No i słuchajcie, jak się kończy to przemówienie o tych karteczkach, po tym zdjęciu grupowym, to ludzie sami podchodzą i biorą te karteczki, bo dla nich to jest korzyść – dla nich to jest, że oni dostają dostęp do tych zdjęć i oni mogą pobrać, mogą opublikować. Dla nich to jest coś dobrego. To nie jest marketing na zasadzie, że chodzi fotograf z karteczkami po stołach i rozdaje, i ludzie na to patrzą „ach, chce nam wcisnąć swoją reklamę i swoje usługi”. To właśnie o to chodzi, że same karteczki idealnie wychodzą, jeżeli się je zaprezentuje jako korzyść dla klienta, bo taka jest – o to w tym chodzi, żeby goście zobaczyli zdjęcia. Taki jest cel, nie? My mamy z tego powodu mnóstwo pracy, bo musimy te karteczki przygotować, galerię potem zrobić, szybko obrobić ślub, to są pewne zobowiązania.

Natomiast generalnie to, dlaczego ten biznes mi działa, to właśnie dzięki dwóm rzeczom. Raz, że właśnie te karteczki rozdaję od drugiego ślubu dosłownie, ale dwa, że jak są rozdane karteczki, to jest cała procedura. Czyli terminy publikacji, wszystko po kolei jest zrobione tak, jak jestem umówiony z klientem i z gośćmi weselnymi. I to jest taki porządek biznesowy. Tak samo jest począwszy od zadatków, do płatności. Wszystko, wybór albumów… Wszystkie rzeczy muszą być zgodnie z pewną procedurą. To jest powtarzalna czynność. I jeżeli sobie każdy raz popisze nawet teraz, w tej chwili, każdy ze słuchaczy, czy po odsłuchaniu, siądzie sobie, napisze na kartce czy gdziekolwiek, jakie on stosuje procedury, jeśli robi śluby i wypisze sobie na początku – nie będzie wiedział, o co chodzi – ale jak zacznie rozpisywać po kolei wszystko, to się okaże, że mu wyjdzie kilkadziesiąt punktów. I jak to się rozpisze, zacznie się ślub po ślubie poprawiać, dopisywać, zmieniać, to po latach wychodzi naprawdę spora lista, ale cała nasza praca się tak naprawdę ogranicza wtedy do odhaczania. Czyli „aha, przygotowane, odhaczone to i to, dobra o tym zapomniałem, wracam tutaj, ten…” i wszystko leci zgodnie z pewną procedurą. I teraz my robiąc dwadzieścia, trzydzieści ślubów rocznie, mamy te dwadzieścia, trzydzieści procedur do zrobienia.

W tej chwili moja sytuacja wygląda tak, że idę na ślub, najpierw się spotykam z parą osobiście albo przez Skype’a się spotykamy, bo to zwykle trwa około dwóch godzin. Później jadę na ślub, fotografuję najczęściej dziesięć godzin, jeszcze jakiś dojazd i powrót. I koniec mojej pracy. Moja procedura się zaczyna i kończy w tym miejscu. Spotkanie z klientami, najczęściej jest to rozmowa właśnie osobista i później zrobienie ślubu. Koniec. Dlatego, że ja po prostu tych wszystkich elementów… „Acha, selekcja zdjęć – to zlecę tej osobie. Obróbka zdjęć, hmm, to zlecę tej osobie. Albumy, okej, tym zajmie się ta osoba”. Ja po prostu przez te wszystkie lata, to oczywiście był proces – to nie jest tak, że z dnia na dzień, to już od pięciu lat tych zdjęć nie obrabiam – projektuje ktoś inny moje albumy od trzech lat, a selekcję Magda robi od niedawna, naprawdę niedawna.

Więc to są pewne procesy, ale ja wyrzucam wszystko z mojej procedury to, czym się nie chcę zajmować. Nie chcę się zajmować żadną biurokracją. Żadnymi umowami, żadnym chodzeniem do urzędu skarbowego. Nie chcę się zajmować obróbką, bo to jest po prostu dla mnie nudne. Nie chcę się zajmować selekcją. Ja chcę się zajmować robieniem zdjęć i kontaktem z ludźmi, bo to mnie cieszy. I uważam, że cała frajda i w ogóle życie ma polegać na tym, że widzimy ten świat jakoś i widzimy siebie, i dostosowujemy. Co ja lubię? Ja lubię robić zdjęcia. Ja zacząłem dziesięć lat temu z myślą, że chcę robić zdjęcia, potem się nagle okazało, że ja zdjęcia robię przez jeden dzień, a przez dwa tygodnie siedzę na kompie, no więc to mi się nie podobało. I przez te całe lata robiłem wszystko, żeby wrócić do tego punktu wyjścia. Ja chcę robić zdjęcia. Nie chcę się zajmować niczym innym. I teraz doprowadziłem do tej sytuacji.

Też te kwoty zarobków i tak dalej, one też muszą być odpowiednie, żeby mnie było stać na zorganizowanie tego w ten sposób, aczkolwiek to jest też odrębny temat. Nawet nie będę go zaczynał. Natomiast to, co jest w tym wszystkim ważne, to każdy z Was, którzy tego słuchacie, po prostu zróbcie sobie procedury w tych rzeczach, które powtarzalne są. I zastanówcie się, które z tych rzeczy chcecie robić, które Wam zajmują ile czasu. To jest to, co powoduje rozwój. To jest to myślenie biznesowe. To jest to, co my robimy na warsztatach w bardzo specyficzny sposób, krok po kroku, i rozpracowujemy kolejne procedurki, kolejne etapy i to jest to, co zmienia życie. Oczywiście bardzo wiele osób ma olbrzymi problem z samymi sobą – oni nie wiedzą, do czego się nadają, do czego mają predyspozycje, jak to zrobić to wiedzą już, ale po prostu sami ze sobą mamy problem. Ja też mam sam ze sobą problem cały czas, tak że rozumiem to. To jest ciągła praca.

Okej, to nie będziemy tutaj wchodzić w szczegóły – w sensie tego, z czym ty masz problem, bo to może jest twoja sprawa do rozważenia z żoną czy z kimś bliskim. Natomiast fajnie powiedziałeś o tym delegowaniu zadań w firmie, że ktoś się zajmuje obróbką, ktoś projektowaniem albumów, przez co ty masz więcej czasu, pewnie – zauważam – dla dzieci, które gdzieś tam słychać w tle podczas naszej rozmowy. Chciałbym się ciebie zapytać o ten balans rodzina-praca. Z tego co, na tyle na ile zdążyłem cię poznać, to u ciebie to jest bardzo zdrowo, że tak powiem, zorganizowane.

To jest, wydaje mi się, najfajniejsze w tym wszystkim, że tak sobie to powoli ustawiam, żeby być po prostu zadowolonym. I na przykład dwa lata temu miałem taki etap, że pracowałem… może to było trzy lata temu… czterdzieści dni w roku i to wystarczało w zupełności, żeby się utrzymać i żyć. Czyli robiłem po prostu dwadzieścia ślubów. Natomiast międzyczasie wymyśliłem taki projekt, a właściwie nie wymyśliłem, tylko te całe warsztaty z marketingu i tak dalej, cała Wizja Fotografii powstała nie dlatego, że ja sobie wymyśliłem, że chcę zarabiać więcej, tylko dlatego, że po prostu mnóstwo osób prosiło o pomoc. Tak jak ciebie, jak mówisz, że do ciebie piszą w różnych sprawach. I tutaj bez żadnego marketingu pierwotnego, tylko po prostu cały czas ludzie do mnie docierali pocztą pantoflową – „Bartek pomóż, Bartek pomóż”. No i pomogłem.

Osiągnięcia z takiej pomocy indywidualnej były tak spektakularne, że chłopak pracował na etacie, tracił kręgosłup, życie, a potem jeszcze co wieczór wracał, siadał do zdjęć, klienci niezadowoleni, brał 1500 zł, to wszystko… przyszedł do mnie – „Bartek, zrób dla mnie te trzy śluby, zróbcie obróbkę, zróbcie projekty, albumy i tak dalej. Ja już nie chcę tego widzieć, ja sprzedaję to. Nie mam życia”. Ale ja mówię: „Ty jesteś super-gość. Co ty tu gadasz? Przecież ty kochasz tę fotografię. Daj spokój, zaraz to poprawimy”. No i powiedziałem mu, jak ma to zrobić. Zrobiliśmy za niego te wszystkie obróbki, projekty albumy i słuchaj – gościu rok później rzucił etat, ten na którym tracił kręgosłup i zarabia 4200 zł z najlepszej konfiguracji umowy, i klientów miał super zachwyconych. Ten sam facet, te same zdjęcia, ta sama osoba. Jak ja zobaczyłem, co się dzieje z takim pragnieniem, czy potem z innymi osobami, jakie są niesamowite efekty tego, to dopiero potem, po iluś takich osobach, ich było już tak dużo, że nie byłem w stanie każdemu pomagać z osobna, bo to po prostu się nie dało. A miałem czas. Więc ten czas wykorzystałem na tą pomoc. Wtedy stwierdziłem dopiero, że zrobię warsztaty i całą tę wiedzę wypchnę. I wtedy zrobiliśmy dopiero marketing, te filmiki, przyjechało osiemdziesiąt osób od razu. To był też dla mnie szok. I tak od dwóch lat, te dwieście prawie pięćdziesiąt osób już przeszło przez warsztaty. No i cały czas jakby ten proces doskonalimy.

Czyli teraz wracając do tego tematu – jak łączę to życie i pracę. Fotografia mi zajmuje około trzydziestu, czterdziestu dni w roku. To jest maks. Nic więcej nie poświęcam na fotografię. I z tego myślę, że…

Ale to liczysz marketing też do tego – tych trzydziestu dni?

Tak, tak, tak… Bo robię tylko dwadzieścia ślubów. Nie robię więcej. Liczę w tym wyjazdy zagraniczne i tak dalej. No chyba, że jadę gdzieś z żoną, to nie liczę, bo robimy wakacje przy okazji. I teraz jak jest czterdzieści dniówek, to jest jeszcze mnóstwo czasu i tak naprawdę to wszystko, co robimy w Wizji Fotografii, to jest głównie nastawione na to, żeby pomóc. To jest główny cel. My chcemy zmienić rynek, pomóc fotografom, czyli ten rynek się zmienia przez to. Na przykład przez to, że dajemy mnóstwo wiedzy za darmo.

I teraz, jak wygląda mój dzień. Dzień wygląda tak najczęściej, niestety nie zawsze się udaje, że wstaję za piętnaście szósta, czytam sobie Pismo Święte przez mniej więcej pół godziny, potem idę na różaniec wpół do siódmej, o siódmej jest msza, wracam do domu, gdzieś mniej więcej około wpół do ósmej, jestem z dziećmi, jemy śniadanie, ubieramy się, bawimy się, ćwiczymy coś, uczymy się, o dziewiątej idę do biura i najpóźniej o czternastej kończę. Jeżeli wieczorem mamy jakieś spotkanie, no to często biorę sobie dzień w ogóle wolny od biura, więc generalnie staram się pracę ograniczać, poza ślubami, do tych czterech, pięciu godzin dziennie maks.

I teraz niestety już w tej firmie jest kilka osób zatrudnionych, więc trzeba to skoordynować, ale cała koncepcja jakby dalszej współpracy i rozwoju całej firmy, jest taka, jak na zlocie. Czyli ja oddałem głos uczestnikom warsztatów, którzy się podzielili w fenomenalny sposób swoimi osiągnięciami. Nieraz działają inaczej, poprawiają, udoskonalają i robią to jeszcze lepiej niż ja. I wtedy, jak ktoś był na warsztatach dwa lata temu, a teraz już bierze 5000 zł, wtedy nie brał nic, przyjechał za pożyczone pieniądze, nie własne. I tak ten rozwój idzie szybko i oboje osoby z małżeństwa rzuciły etat dzięki temu i tak dalej, i podczas warsztatów o tym opowiadali. Nagle te osoby, które cała reszta widzi to, i słyszy „wow, im się udało – to nie jest tylko tak, że Bartek opowiada, bo on już jest wypasiony, jemu się udało, zaczął w odpowiednim czasie i mieszka na Śląsku, tylko mówi to Łukasz, Olga czy Tomek i mówi to ktoś, mówią to inne osoby”. I się okazuje, że się da.

Jeszcze koncepcja jest taka, że ja chcę dać warsztaty z obróbki, które teraz wprowadzamy. Najpierw zrobiliśmy teraz warsztaty z marketingu w super cenie. To teraz znowu – ja już ich nie prowadzę. Prowadzą je osoby, które są super-kompetentne, czyli dziewczyna, która obrabia mi od kilku lat zdjęcia plus chłopak, który ma nieprawdopodobny zmysł do tworzenia systemów, którego poznałem właśnie na warsztatach. I ja ich łączę, daję godzinę w tygodniu swojego czasu, żeby pomóc im stworzyć produkt, daję koncepcję, wizję plus znajduję pierwszych chętnych i oczywiście za chwilę zrobię im marketing do tego, natomiast to oni już to robią. I oni zarabiają olbrzymi udział w zyskach. I oto właśnie mi chodzi, że ja już się chcę dawać cały czas oczywiście, udoskonalać – jak najbardziej, ale już na etapie tworzenia pewnych kolejnych rozwiązań. My robimy teraz na przykład zupełnie nowe rozwiązania, które myślę, że bardzo mocno wpłyną na rynek. Zresztą takie już mamy też. I to jest teraz taka misja, że chcemy zrobić tak, tak pomagać, żeby fotograf miał tak, jak ja. Czyli był w stanie trzydzieści, czterdzieści dni w roku godnie zarobić, zupełnie uczciwie, robiąc dokładnie to, co najbardziej kocha, czyli robienie zdjęć. I to nie jest żadna utopia, bo takich fotografów jest coraz więcej, którzy tak mają. I teraz chodzi o to, żeby po prostu się jak najlepiej tym dzielić. I wygląda to czasem śmiesznie, bo nieraz takie rzeczy, które gdzieś w korporacjach są wypasione, które obracają milionami dolarów miesięcznie, to my to u nas robimy w naszej firmie wprowadzamy po to, żeby potem się podzielić z fotografami i na przykład wzrośnie wydajność konwersji na zdobycie klienta o 50%.

I marzeniem moim jest stworzenie społeczności, żeby fotografowie się przestali gryźć między sobą, żeby przestali atakować się na tych grupach takich niefajnych. Chcemy stworzyć społeczność ludzi, którzy się wspierają, którzy się lubią, którzy się spotykają. W ogóle to, że ja gdzieś tam ewoluowałem, to zawdzięczam w bardzo dużej mierze przyjaciołom fotografom, którzy już byli dalej ode mnie – Michałowi, Tomkowi. Z nimi po prostu się lata całe przyjaźnie i ta przyjaźń mi pomogła gdzieś tam na początku bardzo, myślę, że im teraz troszkę gdzieś tam też pomaga. I teraz to do wszystkich Was, fotografów, którzy tego słuchacie, mam też taką olbrzymią prośbę, może apel – nie wiem, jak to powiedzieć – słuchajcie: działajmy wspólnie. Nie podkopujmy siebie nawzajem. Nie róbmy sobie problemów. Właśnie w tych najmniejszych okolicach ten fotograf z tej drugiej wsi czy tam wsi sąsiednie, czy z miasteczka, może być Twoim najlepszym przyjacielem, Twoim największym wsparciem. Ja tak robię od dziesięciu lat i to jest, myślę, że jeden z najważniejszych kamieni, z których buduję cały biznes. Wsparcie innych w branży. Dzielenie się tą wiedzą. To, co Jacek robi. To jest po prostu genialne. Bo to jest właśnie dawanie tej wiedzy, dzielenie się tym z bardzo szerokim gronem i mi się to szalenie podoba. To jest ta sama koncepcja, którą my robimy. I to właśnie o to chodzi. Teraz Wy czerpiecie, bo z wspaniałymi osobami Jacek robi wywiady, wykłady i wtedy, jeżeli możecie posłuchać tych osób i czerpiecie z tego, to oddajcie w ten sposób, że powiecie sąsiadowi-fotografowi: „Jacek Siwko robi taki podcast, weź posłuchaj, bo to jest wartościowe”. Wtedy ten sąsiad powie „ale ty jesteś zajebisty, ja ci robię konkurencję, a ty mi tu dajesz taką radę dobrą”. Chodzi o takie drobiażdżki. Pomóżcie sobie. Jeżeli masz zlecenie i już masz termin zabookowany, to weź poleć tego siąsiada-fotografa, jeżeli on to też oczywiście dobrze zrobi – wiadomo, nie z każdym się da dogadać, nie każdy zrobi dobrą jakość. Ale jeżeli masz takich, na pewno się znajdą w okolicy tacy, którzy robią podobnej jakości czy lepiej nawet od Ciebie. I wtedy, jeżeli tylko polecisz raz, drugi, trzeci to znowu będzie wracało, nie?

Czyli cała koncepcja tej naszej społeczności, tego, co chcę robić polega na tym, żeby szerzyć takie wsparcie i budowanie. Żeby tworzyć. Bo my jesteśmy w grupie w stanie stworzyć dużo, dużo więcej. Nie dzielić się, nie kłócić się, nie pyskować, tylko właśnie uczyć się. Słuchajcie to, co się dzieje u nas na grupie, to jest nie do pojęcia. Ludzie dzielą się miejscami na plenery piękne, ludzie się dzielą wszystkim praktycznie, swoimi trikami, pomagają sobie. Dziewczyna, która ostatnio zdobyła dotację, z urzędu pracy założyła działalność, ona piszę artykuł cały, jak to zrobić krok po kroku, żeby to dostać. I dziesiątki osób, które są, korzystają z tego. Ktoś inny pisze na Facebooku z publikacją, bo to leci od razu. Te sesje narzeczeńskie, to wszystko, co robimy… Ja tylko jestem takim zarzewiem, dają jakąś bazę i jakiś klimat, a ludzie sami budują. I to jest ich dzieło. Ja jestem naprawdę zachwycony i bardzo, bardzo Wam polecam, taki sposób myślenia. Nastawienie się na otwartość i współpracę.

Słuchaj, to jest świetne wszystko to, co ty mówisz, ale to właśnie zahacza o taki temat, który chciałbym jeszcze na koniec poruszyć, bo tutaj już nam czas ucieka. Otóż chciałem się ciebie zapytać, co się zmieniło w fotografii ślubnej w Polsce i w fotografach od czasu, kiedy ty zacząłeś. Już tutaj wymieniłeś, że są te grupy, że ludzie nawzajem sobie polecają różne fajne rzeczy. Powiem ci, że właśnie to działa. Teraz, nie dalej, jak parę tygodni temu zrobiłem taką akcję, w której poprosiłem, nie że powiedziałem „zróbcie to”, tylko poprosiłem, że „jeżeli macie jakiś znajomych fotografów, którzy jeszcze nie są w naszej grupie Niezłych Aparatów na Facebooku, to zaproście ich tutaj”. I powiem ci, że w jeden dzień przyrosła ta grupa fenomenalnie. Więc widzę, że ludzie są tacy otwarci, że jak coś jest fajnego, to się podzielą. W związku z tym, czy ty też masz takie jakieś doświadczenie, że to jednak się zmieniło od czasu dziesięciu lat, jak ty zaczynałeś?

Trudno mi powiedzieć, bo jak zaczynałem to pamiętam, że było forum fotografów ślubnych i tam też była super-otwarta atmosfera, i bardzo dużo się i dowiedziałem, i myślę, że też paru osobom udało się pomóc. Ale wtedy raczkowałem, więc myślę, że bardziej ja czerpałem. Potem to forum się niestety rozjechało, jakieś tam pojawiły się problemy. A teraz trudno mi powiedzieć. Myślę, że jakoś szczególnie dużo się nie zmieniło, natomiast są takie osoby, jak ty czy ja, które się dzielą, tak? Zupełnie za darmo poświęcamy swój czas, dzielimy się olbrzymią ilością wiedzy. Oczywiście, że potem zapraszamy na warsztaty, więc nam się to też opłaca. To nie jest tak, że robimy to charytatywnie zupełnie. Ale jednak to jest taka mentalność amerykańska, że najpierw dajemy, dużo dajemy, bardzo dużo. Przecież przygotowanie podcastów, to nie jest tak, że samo się dzieje, nie? To jest mnóstwo roboty. I jakby to też myślę, że stwarza pewien klimat do zmiany, do takiej otwartości.

Na pewno ci wszyscy, co wchodzą są bardzo otwarci, bardzo chłonni, a ci, co są, oni się trochę tak boją tego. Trochę są tacy zamknięci. Niestety można być zamkniętym i odrzucać, a można być po prostu otwartym, wspierać, pomagać i budować. Ja widzę, że ta droga jest znacznie lepsza, ale nie jestem w stanie nikogo przekonać. Każdy musi to sam w sobie…

No to jest na pewno strategia długofalowa. Słuchaj, wiesz co, powiedziałeś, że to forum jakoś tam upadło. Mi się wydaje, że forum się po prostu trochę przekształciło i teraz w zasadzie grupy fejsbukowe to jest forum 2017. Problem z forum jest taki, że ty musisz tam być, żeby komentować, a jak wszyscy są, powiedzmy, na Facebooku, to to forum musi być w obrębie Facebooka, więc dlatego może to jakoś tam upadło. Nie znam szczegółów, bo nie byłem nigdy członkiem tego forum, o którym ty wspominasz.

A to były piękne czasy, bo wtedy była też taka bardzo duża otwartość i myśmy się wszyscy uczyli tak naprawdę, bo nie było nic. I to był taki moment, kiedy wszyscy z równego poziomu zerowego, albo prawie wszyscy, wchodzili i było po prostu „wow, ten znalazł na serwerze w Ameryce to, a tamten znalazł w Australii Marcusa Bella, a ten znalazł Jeffa Ascough”. I się jarają wszyscy. I był taki entuzjazm super-fajny. A potem wiadomo, gdzieś się to wszystko tam rozchodzi. Trudno mi tak powiedzieć odgórnie. Natomiast generalnie wydaje mi się, że ludzie są mimo wszystko coraz bardziej otwarci. Że jednak są mimo wszystko coraz bardziej wyluzowani i nie mają aż takiej spinki. Ale to może jest, nie wiem, może tylko mi się wydaje. Trudno mi to ocenić.

To Bartek, ostatnie pytanie. A styl się nie zmienił? Jak ty to postrzegasz?

Styl fotografii?

Tak, styl zdjęć, które fotografowie robią.

Wiesz co, zmienia się, zmienia się.

Bo wiesz, ogólnie takie przejście tych styli, tego co jest modne, no to wiadomo, że co kilka lat jest jakiś tam przewrót. Natomiast ja obserwuję czasami niektórych mistrzów, powiem szczerze, oni są na przykład wierni sobie i to im się tam sprawdza. A są też fotografowie młodsi, którzy co dwa lata zmieniają styl fotografii, obróbki i tak dalej, i nie wiem, czy to jest dobre. Może i dobre?

Wiesz co, ja mam doświadczenie takie, że mi się od razu podobało robienie zdjęć i kolorystyka, i to wszystko takie naturalne. Zbliżone do naturalnego. Że jak ktoś odbierze to zdjęcie, to widzi zdjęcie – nie widzi jakiejś grafiki, nie widzi tam dziwnych kolorów i tak dalej. Więc ja się tego trzymam, mi się to podoba i nie chcę inaczej. Ja obsługuję klientów moich tak, jak ja bym chciał być obsłużony. Czyli jak mi ktoś powie, że chce mieć zdjęcia takie nowoczesne, przydymione – zwał, jak zwał, no to ja mu mówię „no to nie ja – ja ci takich nie zrobię, bo mi się to nie podoba i koniec kropka”. Natomiast ja sobie mogę mówić, jak chcę, dlatego, że mam po prostu multum chętnych. Ale czy to jest zła droga, żeby podążać za stylem? Myślę, że nie. Myślę, że jeżeli ktoś tak ma… Ja też przeszedłem mnóstwo tego i potem zrobiłem ślub w jakimś tam stylu, w krosie czy w czymś, i potem musiałem go wyrzucić i jeszcze raz obrabiać. Tak że to też nie jest tak, że ja nie ewoluowałem i nie szukałem gdzieś tam tej drogi. Myślę, że wszyscy ci młodzi muszą szukać i to jest bardzo dobry kierunek, że szukają, że robią to coraz lepiej, ale tak naprawdę tutaj obróbka jest szczególnie ważna, bo ona jest taka charakterystyczna.

Nie zapomnę nigdy, jak w 2012 roku byłem na ślubie we Francji. Pojechałem tam na ten ślub dlatego, że dziewczyna, która prowadzi takiego bloga French Kiss the Bride, znalazła moją sesję z Islandii. Jej się to strasznie spodobało. Ona zrobiła stronkę, gdzie były śluby takie fajne – z Tajlandii na słoniach, z Australii gdzieś tam kangury w tle i tak z całego świata. No i jak jej przyjaciółka miała ślub, to mówi „nie no, jak z Europy to bierz Bartka – ten gościu tak mi się podoba”. I dlatego pojechałem do tej Francji. I wyobraź sobie, że autorka bloga, nie młoda pani, pokazywała mi swoje zdjęcia sprzed dwóch lat. Ona specjalnie ściągnęła wtedy z Australii takiego wypasionego fotografa i on zrobił takie zdjęcia, jak teraz są w Polsce modne. Mimo że to było kupę lat temu, czyli takie lekko przydymione. I ja oglądam te zdjęcia, mówię: „o kurde, fajne, podobają mi się, ale powiedz mi, czemu tu jest taka mgiełka”. A ona mi mówi: „wiesz co, ja kocham te zdjęcia tylko już do szału mnie doprowadza ta mgiełka”. I teraz, o co chodzi. To co wtedy było super-modne i ona się zdecydowała na niego, bo to było modne, po dwóch latach ona już sama nie mogła na to patrzeć, nie? I teraz wszystkie te udziwnienia, które na zdjęciach są po prostu czymś dodatkowym, one z dużym prawdopodobieństwem się znudzą. Czyli na przykład był etap, że ludzie robili zdjęcia w studio, stawiali tam taką pseudo-stodołę, słomę, jakieś pęki siana, coś tam i wszyscy przez dwa lata mieli w stodole.

A to ty jakąś prehistorię tutaj…

Nie, no to było dziesięć lat temu. To nie jest takie stare. Dziesięć lat temu. Potem był etap, że wycinali te różowe różyczki, zostawiali kolorowe, resztę robili czarno-białe. I tak dalej. Tych etapów…

No – selective color.

Tego było mnóstwo. Ale wtedy, w tamtych czasach ludzie się tym jarali nieprawdopodobnie, a teraz nie mogą na to patrzeć w swoich albumach ślubnych. I wydaje mi się, że dobrze jest gdzieś jednak mieć tą świadomość tego klasycznego piękna. To jest coś takiego ponadczasowego. To przetrwa. To jest fotografia. Natomiast wcale nie uważam, że to, co się robi nowocześnie jest inne, jest jakieś super-złe, tylko jest duże prawdopodobieństwo, że to się znudzi. Z doświadczenia widzę, że takie rzeczy się nudzą.

Okej, to w takim razie kończymy tym akcentem i jeszcze raz dzięki Bartek za to, że byłeś z nami.

Ja też dziękuję. Powodzenia Jacku, jak najwięcej takich podcastów i oby ci się to rozwijało pięknie, i jak największe owoce przynosiło wszystkim słuchaczom.

Dzięki wielkie!

Leave A

Comment

4 maja 2017
:D Super gość! :D Słuchamy!
Odpowiedz
4 maja 2017
Pierwszy
Odpowiedz
    4 maja 2017
    slabo :P
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Piotr Czechowski mistejk jakiś w systemie, pierwszy byłem :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
już czwartek ???
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Edward Trzeciakiewicz no ba.. :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Przecież wczoraj była niedziela 😁
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    no właśnie, wczoraj była niedziela:)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    To samo sobie pomyślałem :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
no wlasnie, to juz czwartek?! :D
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Piotr Czechowski długi weekend zaczyna się w czwartek przecież...:P
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    drugi weekend :D
    Odpowiedz
4 maja 2017
może te audycje powinny się nazywać już czwartek :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Robert Czupryn hehe foto-czwartek
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    w końcu obiady też były czwartkowe :D
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek Wyrobek wie co mówi, kiedyś sprzedawał 100 ton truskawek, więc przy tym "opylić" pakiet za 9 tys. to pikuś :)
Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek Wyrobek miło Cię słuchać :)!
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Justyna Pruszyńska - dzięki!! Miło przypomnieć sobie o Tobie!
    Odpowiedz
4 maja 2017
No w końcu! :D
Odpowiedz
4 maja 2017
piękny początek dnia :)
Odpowiedz
4 maja 2017
Ale super, zabieram się za Słuchanie. Przy okazji Pozdrowienia dla Bartek Wyrobek i Jacek Marek Siwko :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    :D
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Krzysiek Duda dzięki, jak skończysz słuchać to czekamy na opinię :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Opinia jest jedna. Najlepszy podcast :) Wszystkie są super ale ten jest najlepszy. Powodem tego że jest najlepszy jest szczerość, którą ma Bartek Wyrobek. Oprócz tego że Bartek jest świetnym fotografem jest też świetnym człowiekiem, dzieli się wiedzą i ma super wizję społeczności fotografów. Grupa Wizji faktycznie jest super, podcasty zresztą też :) Dzięki!
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek chętnie posłuchamy ✌️️
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Wojtek Długosz koniecznie, Bartek ma trójkę dzieci i jeszcze ogarnia swój biznes więc możemy mu nosić sprzęt haha
    Odpowiedz
4 maja 2017
Uśpię młodego i zacznę słuchać :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kuba Osiński po co usypiać, podcast mu puść - sam zaśnie :P
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Jacek Marek Siwko Ja nic bym nie słyszał, bo dwie Mrówy to prawdziwe tornado. Ale jak jedna śpi to można coś usłyszeć :) A ten odcinek był mocno dobry :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bardzo motywujący odcinek, dzięki Bartek Wyrobek
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Cieszę się bardzo Jerzy Ledziński!!! Powodzenia!
    Odpowiedz
4 maja 2017
Świetny podcast, w samo sedno :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Dzięki Agata Łudzik - coś Ci szczególnie zapadło w pamięć?
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Utwierdzam w tym zeby nie poddawac sie, z cennikiem, nie patrzec na konkurencje ktora miazczy cenami i systematycznie podnosic stawki zeby wyjsc na prosta. No i organizacja pracy...musze dopracowac :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Agata Łudzik każdy musi cały czas dopracowywać :) to co zmieniłem w ciągu roku u siebie jest porównywalne z tym co przez poprzednie 9 lat zrobiłem! A jak przyjemnie próbować. Więcej błądzenia niż udanych decyzji ale to co siądzie daje efekt wow!
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Bartek Wyrobek czy moge potem z Toba porozmawiac na priv ?
    Odpowiedz
4 maja 2017
super! bravo Bartek Wyrobek ! bravo Jacek Marek Siwko
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kasia Piwek jakiś konkret wyciągnęłaś?
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    ...trzymać się razem !
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kasia Piwek amen :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kasia Piwek yo men! SUPER wniosek!
    Odpowiedz
4 maja 2017
Jakbyście chcieli zadać jakieś pytania to postaram się dziś zerkać i dać odpowiedź - jeśli ją będę znał tylko i to możliwe aby opisać temat :D
Odpowiedz
4 maja 2017
Wiedziałem, że Bartek u Was zagości! To była tylko kwestia czasu. :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kamil Sadurski wiadomo :) Bartek ma ogarnięcie biznesowe jak mało kto więc grzechem byłoby go pominąć :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Jest i On :)
Odpowiedz
4 maja 2017
Bartku już słuchamy pozdrawiamy Cię !
Odpowiedz
4 maja 2017
Jacek Marek Siwko tylko szkoda, że tych ogłoszeń parafialnych nie było;)
Odpowiedz
4 maja 2017
Stanowczo najlepszy podcast jestem pod wrażeniem działań Bartka
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Paula Kosińska dla Ciebie może być najlepszy bo masz takie potrzeby :) dla tych co już wymiatają w tematach, którymi się dziele może być nudny :D
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Oczywiście że tak Bartku. To moje subiektywne zdanie 😊 ale fantastycznie się ciebie słucha 😊
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Paula Kosińska to jest super, czytać co tydzień, że któryś odcinek jest najlepszy :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    No Jacek Marek Siwko ja pierwszy raz to napisałam bo po raz pierwszy byłam aż pod takim wrażeniem 😊 a to że mój partner aktywnie słuchał tego wywiadu ze mną znaczy że na prawdę musi być ciekawy 😂😂😂
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Paula Kosińska haha no nieźle, to widzę, że zadziałała prośba o promowanie podcastu wśród najbliższych :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek Wyrobek Mega sprawa dla mnie :) dzięki wielkie za to czym się dzielisz. Bardzo ważne dla mnie rzeczy. Na privie wysłałem Ci pytanie niedotyczące fotografii. Liczę na odpowiedź :D
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Amen;)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Czwartek, czwartuno, PODCAST <3
Odpowiedz
4 maja 2017
Ja osobiscie robie zdjecia modowe . Od jakiegos czasu jednak zacząłem na powaznie zajmowac sie fotografia ślubna i szukajac jakis filmow , porad itd trafilem na Bartka pozniej na podcasty Aparatow :) bardzo fajnie sie tego slucha i czekam na kolejne odcinki . Niestety malo jest w sieci fajnych info slubnych . Tym bardziej Szacun
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Rafal Dabrowski wejście w śluby nie jest trudne jak już się wie jak to zrobić :) i ma do tego talent
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Talent to jedno :) marketing i szczęście to drugie :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Rafal Dabrowski fajne!!!
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Rafal Dabrowski dziękuję za dobre słowo, podcast faktycznie wbił się w lukę, mam nadzieję, że te treści ułatwią CI start w fotografii ślubnej. :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Na pewno :) dzięki wielkie . Ogladalem na yt relacje z warsztatów fajne .
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    ciężka praca oraz myślenie podczas naciskania spustu migawki przed talentem bym wkomponował 😜😜😜
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Ernest Cendrowski Ernest :) na pewno masz racje :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Super pozdro! :)
Odpowiedz
4 maja 2017
kurczę ten Bartek chyba siedział w piwnicy takie echo ;)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Wybaczcie - moje biuro jest dość dużo i dość puste jeszcze... stąd pogłos. Pracuję nad tym aby je powoli zapełniać ;)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    nie ma problemu Mówiłeś tak mądre rzeczy że wogóle mi to nie przeszkadzało :) Dzięki za tyle wskazówek cennych
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Bartek Wyrobek powstawiaj puchary z konkursów ślubnych :)
    Odpowiedz
Inspirujące :)
Odpowiedz
4 maja 2017
Pięknie gadane! pozdrowienia Jacek i Bartek
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Dzięki Kajetan Mazur!!!
    Odpowiedz
4 maja 2017
Jak zawsze ładowanie baterii u Bartek Wyrobek
Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek Wyrobek mówi, żeby wszystko wrzucać na bloga i budować transparentność, Jacek Marek Siwko mówi, żeby wrzucać tylko najlepsze śluby. Ciekawe co działa lepiej...
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Tomasz Prokop nie ma jednej drogi, są różne strategie i sposoby działania. Myślę, że dobrze jest dobrać strategię do swojego rozumienia świata, zasad działania i swojej filozofii życiowej. Wtedy jest optimum. Ja wiem bardzo dokładnie dlaczego pokazuję dokładnie WSZYSTKO (no może 95% bo są różne historie)...
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Tomasz Prokop odpowiedź jest prosta: sprawdź u siebie, jeśli masz teraz dużo staroci na blogu to znaczy, że metodę Bartka masz opanowaną, wówczas proponuję zrobić mega maczetę i zobaczyć jakie będą wyniki, potem możesz przez jakiś czas nic nie usuwać i znów będziesz miał metodę Bartka jeśli moja nie okaże się dla Ciebie dobra :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Booomba!!!!!!!! Jak dla mnie najlepszy odcinek i na pewno przesłucham go kilka razy, żeby niczego nie przegapić :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Właśnie miałem coś podobnego napisać. :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Agnieszka Mądra bardzooooo mi miło, że trafia do Ciebie. Kuba Osiński tam jest na prawdę sporo wiedzy ;) Dzięki
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Bartek Wyrobek O tak. Będę sie stosował jak tylko się na nowo rozbujam :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Bartek Wyrobek trafia... trafia... zwłaszcza, że jestem na etapie zastanawiania się jak nie rezygnować z fotografii ale "nie orać" całymi dniami. Tylko ja utrzymuję się z fotografii dziecięcej a ślubna jest dodatkiem. A w zasadzie dlaczego by nie odwrócić tej sytuacji.... tak sobie teraz mysle
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Agnieszka Mądra rób to co kochasz. Widzę, że bardzo dużo osób mówi, że po warsztatach z marketingu pokochali na nowo śluby. Ostatnio chyba Marta Glinicka-Kołomyjska o tym pisała u nas na grupie. Także im więcej radości tym lepiej!
    Odpowiedz
4 maja 2017
a mi skończył się pakiet internetu w telefonie i nie mam jak słuchać ;(
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Łukasz Jakubowski skandal! Dzwoń do Orange...
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Ja się cieszę, że mi nowy pakiet się dopiero niedawno zaczą. :p
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Już nadrabiam zaległości d(-_-)b 😁
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek Wyrobek Jacek Marek Siwko super podkast
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Monika Witoń dawno Cię nie widziałem na grupie... PS. Dzięki!
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Jestem jestem nadrabiam zaległości 😉
    Odpowiedz
4 maja 2017
chrzciny zdążyłem obrobić przy podcascie, całkiem przyjemnie się słuchało - widać że Bartek Wyrobek robi biznes a nie 'robi zdjęcia na slubach' :) dla mnie to duży plus
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Mariusz Wacławiak zdecydowanie robię biznes, ale też uwielbiam focenie na ślubach. Łączę 2 pasje równocześnie i kolejne się dołączają w trakcie życia :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bardzo Wam dziękuję, że przemiły feedback!!! Mam dla Was też mały prezencik. 5 maili z całkiem dużą dawką wiedzy - tym razem dotyczącą stricte zarobków... i marzeń. Wszystko w formie kursu i za darmo: https://wizjafotografii.pl/darmowy-kurs Możemy oczywiście przedyskutować wyniki jakie Wam wyjdą, bo programik jest w stanie policzyć w trakcie kursu jak wygląda Wasze życie biznesowe (tylko śluby). A kto jeszcze nie ma doświadczenia to skorzysta z samych treści :)
Odpowiedz
4 maja 2017
"Cwancyś" :D
Odpowiedz
4 maja 2017
Pytałeś Jacek jakie zdjęcie obrabiam obecnie przy słuchaniu podcasta. Ano takie , na ostatnim podcascie obrabiałem wnętrza hotelowe ;)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    ogloszenia na olx? :D
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Piotr nie zgadłeś Piotrze ;)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Jacek Marek Siwko no nareszcie uslyszalam FotoGrazyna ciesze sie ze w koncu zostalysmy zauwazone
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Stella Olga Kurek zastanawiałem się czy ktoś się nie obrazi, ale to chyba sympatyczne określenie pań zajmujących się fotografią...
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    No co ty Jacek Marek Siwko dla mnie ok I w stylu mojego poczucia humoru 😉😜
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bardzo ciekawy podcast, przyznamy ze można wychwycić cenne uwagi z pomiędzy wierszy Bartek Wyrobek
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Polecam pojechać na warsztaty do Bartek
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Stella Olga Kurek starałem się nie żałować konkretów również ;)
    Odpowiedz
4 maja 2017
"a Ty z czym masz problem ?" :)))hehe sttrasznie dużo ten Pan mówi :) Dobrze że z sensem :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    nie zawsze Kamila Kowalik, nie zawsze - w zasadzie to nie często ;)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    No ja nieco w szoku ze ktoś mówi więcej i szybciej ode mnie:-)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kamila Kowalik a wiesz, że są na świecie osoby, przy których na prawdę ciężko mi wejść w słowo. Wtedy relaksuję się i raduję możliwością słuchania ;) fakt - nawijam, za dużo i za szybko...
    Odpowiedz
4 maja 2017
Milion treści na sekundę - świetny podcast!
Odpowiedz
4 maja 2017
Ja jestem z innej bajki niż Bartek, to na pewno, ale gratuluję pewności siebie, zdyscyplinowania i niewątpliwie osiągnięcia sukcesu branżowego, za którym szła ciężka praca. A te karteczki to kolejna rzecz, o której nie miałam pojęcia :)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Anita Oblicka to właśnie pokazuje jak ciekawi ludzie pracują w naszej branży, każdy jest inny i ma inne metody a jednak wszyscy trzymamy się na powierzchni :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Tak, zdecydowanie to jest super, dlatego słuchałam do końca z zaciekawieniem. Różnorodność jest bardzo potrzebna, w końcu i klienci są bardzo różni, o czym zresztą mówił i Twój rozmówca.
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Anita Oblicka dziękuję, że napisałaś :) bardzo jestem ciekaw jaką widzisz różnicę między swoją a moją bajką. Potrafisz ją opisać?
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Na wstępnie chcę tylko zaznaczyć, że żadna bajka nie jest lepsza od drugiej, po prostu są inne. Ja pracuję po prostu mniej, za inne stawki, marketing u mnie to czysty spontan, najchętniej napisałabym, że nie istnieje, ale wiem, że to nieprawda, bo pod to słowo można podciągnąć jakiekolwiek działania, choćby na fb. Tym bardziej podziwiam, że Ty masz to wszystko tak poukładane, ja jestem rotrzepańcem :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Anita Oblicka a no to jesteśmy z tej samej bajki, tylko na innych etapach. Są po prostu kolejne tematy do przeskoczenia podczas rozwoju. Wpierw jaramy się fotografią, obróbka, potem zdobyciem wyższych cen i większej ilości zleceń, potem próbujemy rzucić etat... w końcu mamy etat fotograficzny itd... potem przychodzi myśl, a może da się to optymalizować i pracować godzinkę dziennie zamiast 8... i tak to leci. Grunt to mieć marzenia i je ścigać. Warto też obalać mury swoich ograniczeń :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Bartek, oj nie, nie patrzyłabym tak na to, ograniczeń nie mam, to są świadome wybory, które dojrzewały ze mną na przestrzeni wielu lat :) Podobnie jak Ty, robiłam swój pierwszy ślub ok 10lat temu, mam - tak mi się wydaje - już dość dobrą markę, pracuję mniej, bo nie chcę więcej ;)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Anita Oblicka no widzisz - i tu się różnimy. Ja Ci powiem, ze przy tym samy bagażu doświadczeń (też 10 lat) powoli zauważam z biegiem czasu kolejne swoje ograniczenia :) W zeszłym roku pokonałem kolejne! Na przykład oddanie selekcji zdjęć na przykład... a byłem przekonany, ze nikt tego dobrze nie zrobi poza mną. Myliłem się. Obróbkę, projektowanie i sprzedaż fotoalbumów oddałem już dawno temu - skutek - jest lepiej niż było jak ja się tym zajomowałem. Zysk dla klienta - bo ma znacznie lepiej. Dla mnie: mam dużo więcej czasu i kasy. Generalnie tropię swoje ograniczenia cały czas, smutny jestem jak ich nie widzę. Wydaje mi się wtedy, ze już jestem taki dobry. Ale wtedy wiem, że to ułuda i szukam ze zdwojoną czujnością. szukam inspiracji, czytam mnóstwo co tylko wpadnie w ręce i grzebię. Okazuje się oczywiście, że blokad jest MNÓSTWO. Im więcej pracuję tym więcej ich odnajduję. Dlatego biznes się rozkręca. Jedynym ograniczeniem jestem ja sam, mój lęk, brak wiary, brak świadomości :) Ale to u mnie - u Ciebie może być inaczej.
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    I jest, ale żadna z tych dróg nie jest zła, ważne, że oboje pracujemy z zaangażowaniem i troską o efekt końcowy i radość klienta :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Anita Oblicka dokładnie tak :D
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bardzo dziękuje za ten podcast!:-)
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Iwona Bukowska-Jarosz proszę bardzo :) Cieszę się, że przypadł Ci do gustu, i ciekaw jestem co dla siebie z niego weźmiesz :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Super Jacek Marek Siwko, że wrzuciłeś linka do kursu! Słuchajcie - kto nie ma jeszcze zysków - niech wypełnia jak może (wpisuje 0 gdzie nie wie co). Ważne żeby się nacieszyć treścią z 5 lekcji. A kto już ma doświadczenie to na końcu dostanie wynik... większość osób się baaaardzo dziwi.
Odpowiedz
4 maja 2017
Właśnie po tej rozmowie jedno z głównych pytań jakie miałam w głowie, to o te koszty. Jestem bardzo ciekawa, gdzie uciekają te wszystkie tysiące. Oczywiście mam jakiś płytki obraz oparty na własnym doświadczeniu, ale wydaje mi się, że to wierzchołek góry lodowej.
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Anita Oblicka - a przeczytałaś i przerobiłaś sobie darmowy kurs? Link masz tutaj: https://wizjafotografii.pl/darmowy-kurs tam jest to dość dokładnie wyjaśnione, jak się po 3 latach zorientowąłem to chciało mi sie płakać!
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Dziękuję, na pewno zerknę w chwili wolnej :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Widzę, że korzystacie z darmowego kursu. Cieszę się bardzo! Nie przejmujcie się za bardzo tymi mrożącymi krew odkryciami :) Świadomość na początku "boli" ale bez tego bólu nie ma rozwoju! Do boju zatem!
Odpowiedz
4 maja 2017
niestety dla mnie selekcja i obróbka są nierozerwalną częścią procesu "robienia zdjęć" mimo, że bywa to dla mnie męczące, absolutnie nie wyobrażam sobie innego systemu pracy
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Amelia Kowalczyk rozumiem Cię doskonale - dla mnie też przez 5 lat były :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ja również nie mogę zrozumieć tego... dla mnie integralną częścią jest selekcja i obróbka tylko wtedy mogę powiedzieć, że jestem autorem finalnego efektu, a tak to jakaś fabryka zajmująca się produkcją zdjęć, a nie autorska praca :( myślę, że po 5 lat też nic nie zmieni.... Pozdrawiam :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Izabela Krupa ale aparatu sama nie zbudowałaś, odbitek tez nie robisz, drukarki... uczysz się od innych oglądając internet jak robić zdjęcia itd. Każdy ma swój punkt widzenia, swoje podejście :) Co jest integralną częścią procesu, a co nie?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Jasne :) zgadza się...aparat nie jest zbudowany przezemnie :), odbitek nie robię ale to jak wyglądać ma zdjęcie decyduję ja od początku do końca, a osoba której to zlece może widzieć już to trochę inaczej... ja nie piszę, że to coś złego czy nie do przyjęcia ale nie dla mnie...
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Izabela Krupa nie do końca, fotka którą obrabiasz rano wygląda inaczej niż ta z wieczora... świat jest bardziej skomplikowany niż nam się wydaje. Klient oglądający Twoje zdjęcie na smatrfonie widzi co innego niż na stacjonarce czy lapku. nie mówiąc o tym że każdy widzi inaczej kolory... NAM się tylko wydaje, że mamy kontrolę i wpływ na coś ;) najczęściej to jest ułuda. wiem po sobie, cały czas odkrywam kolejne złudy. I co najlepsze jestem w pełni świadomy, że kazdy musi sam odkrywać (musi chcieć zobaczyć więcej) i że nikogo nie da się uświadomić na siłę. Oczywiście równie dobrze mogę się mylić, a prawda jest zupełnie inna. Ale na dziś tyle widzę i się z Tobą dzielę :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    jasne zdaje sobie sprawę z tego, że zdjęcia kolorystycznie wyglądają inaczej, bardziej chodzi mi na spojrzenie na te nasze RAW-y i uważam, że nie każdy w nich widzi to samo.... zgadzam się z Tobą, że niestety to przy czym mogę tracić dużo czasu dla potencjalnego odbiorcy może nie mieć i pewnie najczęściej nie ma żadnego znaczenia... Tak jak to w życiu bywa i tak każdy chyba musi sam do pewnych rzeczy dojść i niewykluczone, że zmienię kiedyś zdanie :) Pozdrawiam ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Izabela Krupa to że klienci nie widzą i nie doceniają naszego potu przy obróbce jest faktem. Ale to odnosi się do obróbki po przekroczeniu pewnego "magicznego" progu. Dlatego mój biznes ruszył jak to zrozumiałem po kilku ślubach i zorganizowałem sobie taki flow obróbkowy, że cały ślub obrabiałem (selekcja + obróbka + proejtk albumu) w 1 dzień. To było jedną z podstaw. Bez tego bym się nie miał kiedy uczyć robić zdjęć itd...
    Odpowiedz
    12 czerwca 2017
    poza pracą fotografa przed laty w klasycznej ciemni (to też była obróbka), to dzisiejsza obróbka cyfrowa zdjęć jest pojęciem bardziej nowym, ery już cyfrowej. Dla mnie to dodatkowy zabieg podkreślający własny styl fotografa. Jednak to nacisniecie spustu w aparacie, zapisuje chwilę w fotografie, a nie dalsze jej przetwarzanie. Tak czy inaczej Bartek jest fotografem ;)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Trzeba liczyć, to prawda. Ja to zrobiłem w pierwszym roku działalności firmy. Gdy trzeci raz z kolei zaniosłem do US równowartość (wtedy) 2-3krotnej minimalnej pensji pomyślałem, że coś jest nie tak. Zrobiłem tabelkę w excelu, wpisałem koszty spotkań, podróży, płyt DVD, pudełek, albumów itp. U mnie spinało się to o tyle, że już zaczynając pracę na własne nazwisko w okolicach 2007/8 roku, za najtańszy pakiet brałem 3300, poza tym miałem jakieś tam doświadczenie, klientów i swój sprzęt. Gdy dziś widzę, że ktoś foci śluby za 2500 (a przecież są i tańsi) to wiem, ze nie zarabia na tym.
Odpowiedz
    4 maja 2017
    nie żartuj - 2500 do łapy, etat, ludzie dają radę.
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Marcin Rusinowski no ale to mowimy o full-time + dzialalnosć. Wiadomo, że na czarno a przy okazji flaszka, ciepłe flaczki to i za 100 sie opłaci ;)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Marcin Rusinowski wszystko zależy czy ktoś dorabia, czy tylko z tego żyje. jeśli dorabia to 2500zł jest bardzo dobrym dealem :) w zasadzie to najlepiej zarabiają fotoziutki, którzy lecą na 25-30 ślubów za 1500zł oddająć płytkę po północy - mają na czysto więcej niż 90% zawodowych fotografów, którzy siedzą nad fotkami dniami całymi, albumy dopieszczają itd. z punktu widzenia biznesowego robią świetną robotę. mają klientów którzy oczekują taniej dokumntacji i obsługują ich :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Tomek Kurzydlak z całą pewnością przy 2500zł żeby wyjść na zero trzeba zrobić co roku mnóstwo ślubów... :)
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    połowa branży tak leci, wake up :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Agree :) !!
    Odpowiedz
4 maja 2017
Co roku robie taki bilans i wychodzi, że jestem pod kreską. Dzięki pracy na etacie koszty są mniejsze, ale prowadzenie firmy jest na granicy opłacalności. Zwłaszcza, że zleceń mam mało, a ostatnie dwa lata to urlop rodzicielski :) Ale wrócę na właściwe tory... mam nadzieje.
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kuba
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Ważne ze masz świadomość! Teraz akcja :)
    Odpowiedz
4 maja 2017
Bartek Wyrobek - Kamil z Lublina, nie ze Stalowej Woli! Foch! :P
Odpowiedz
    4 maja 2017
    Tak się zastanawiałam czy to o Ciebie chodziło ale właśnie ta Stalowa Wola coś mi nie grała :D
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Auc :( bo tam ślub focilismy. Wybacz Kamil :)))
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Bartek Wyrobek - wybaczone. :) Szacun za wzmiankę o mojej skromnej, bezrobotnej osobie. :D
    Odpowiedz
    4 maja 2017
    Kamil Sadurski jeszcze będzie o Tobie głośno. Masz talent i wytrwalosc
    Odpowiedz
4 maja 2017
Oooo czytając opis jednak zostawię na spokojnie na jutrzejszy wieczór :)
Odpowiedz
4 maja 2017
Uwielbiam te podcasty obróbka przy takim podkascie to sama przyjemność :)
Odpowiedz
4 maja 2017
Liczę od pierwszego roku, co miesiąc. Jest rok trzeci. W drugimi byl juz pożądany plus. Obecnie lepiej niz myslalam.
Odpowiedz
4 maja 2017
Nie ufałbym temu Panu. Przepraszam, że nie mam skrupułów, ale to lekka przesada jest. To odnośnie tego Pana. A propos tej grupy - każdy wtóruje każdemu, wielbmy wzajemnie swoje presety i uzyskane z dotacji pieniądze swoje. Psujcie rynek dalej, cześć.
Odpowiedz
    5 maja 2017
    coś w tym jest co napisał Mateusz.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Mateusz ! Studiowaliśmy razem! :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin, ale co, ze dotacje psuja rynek? Ja bardzo chetnie ze swojej skorzystalem, a jesli przy tym popsulem rynek to raczej problem rynku, a nie moj ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    sama dotacja nic nie psuje, jedynie mentalność ludzi i to co rzeczywiście robią vs zachwycanie się tutaj i przytakiwanie. A tak na serio to mniej marketingu a więcej zdjęć. Własnych, nie cudzych. To nikomu krzywdy nie zrobi. Największy ból rynku to mnogość kalk.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski ten "rynek" to nie jakis rynek w Rybniku podczas gry Ty jestes w Słupsku. To działa jak na tym obrazku http://demotywatory.pl//uploads/201512/1450199321_bk2v2i_fb_plus.jpg
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    tia, efekt motyla o którym mówiłem na live :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    No to chyba nie rozumiem w jaki sposob mialem popsuc rynek ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    swoja droga skonczyles z live'ami? Tylko dwa chyba byly, albo mi nie pokazuje powiadomien
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr nikt nie mówi że popsułeś. Mówimy o efekcie globalnym i tym, że każdy w jakiś sposób dokłada do tego cegiełkę.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski Sam nie popsules, musialbys zatrudnic 2tys Chinczykow ;p Ale wyobraz sobie, ze teraz kazdy fotograf poza Toba dostanie nowy aparat, komputer i pelna sakwe stałek. Fotoziutki obniza ceny bo nie musza juz zarabiac na sprzet. To jak zwolnienie marketow z podatkow, zmowy cenowe, dumping i te sprawy
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomek Kurzydlak trzy były, zarobiony jestem plus remont za ścianą skutecznie hamuje nagranie kolejnego i pojawiły się niezręczne pytania o warsztaty na które odpowiedź brzmi równie niezręcznie "nie wiem", więc na moment przystopowałem.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Nie jestem fotografem ślubnym , pracuję głównie w studiu, czasem na reportażach , w firmach itp. Stawki teoretycznie od 8 lat systematycznie spadają w dół .. przynajmniej w mojej dziedzinie. Fotograf za reportaż zaczyna oferować 1/3 stawki DJa , a czasem mam wrażenie makijażystka zarobi więcej na pomalowaniu 5 osób niż fotograf - który biega cały wieczór .. i później obrabia zdjęcia. To jest dopiero psucie rynku .... a szkoda.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomek, ktos kto dostanie dotacje po czym obnizy jeszcze ceny z rynku zwinie sie z niego po roku lub po dwoch bo nagle sie kapnie ze nie ma na chleb ;) Dorabiajacy na chleb do etatu byli zawsze i beda. Zreszta, to nie jest moja konkurencja i nie moj segment rynku, wiec nie uwazam zeby cos psuli. Fotograf za 1500 walczy z fotografami za 1000 i 2000 a nie z tymi za 4 czy 5tys... tak samo jak Prosche nie konkuruje ze Skoda ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Takie czasy, dziś każdy chce być "kołczem".
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Monika, ogolnie makijazystki czy fryzjerki zarabiaja lepiej niz fotografowie ślubni, bo zapotrzebowanie na ich uslugi jest 365 dni w roku - na nasze nie ;) Tak wiec jesli myslisz o fajnym ranczu ze stadem koni i prywatnym jeziorem to raczej nie ta dziedzina :D Chociaz Ty majac studio zapewne robisz stocki, tam tez jest mila kasa do przygarniecia jesli jest sie pracowitym :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski nie znam Twojej sytuacji, ale nawet zakladajac, ze jest jak piszesz, to nikt nie napisal, ze to Ty zepsules rynek. Zreszta ja nie jestem przekonany do tego, czy on jest w ogole zepsuty. Bo czy mozna wycenic zdjecia ze slubu jeszcze wyzej w kraju w ktorym ludzie wciaz zarabiaja po 900-1200zl? Poza tym zwroc uwage, ze zabronione jest dofinansowywanie zakladow (sprawa z LOT kilka lat temu). To element nieuczciwej konkurencji
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Wiesz, chyba zepsulem, bo jestem na tej grupie, uzywam presetow, przytakuje i hajpuje sie razem z innymi a do tego wzialem dotacje :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr ja zarabiam cały rok, ale nie robie tylko ślubów ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Takie tam generalizowanie z dupki Panowie. Ktoś zapierdala z głową to zarabia kupę siary bez wciskania ludziom karteczek i dodatków handlowych. Dofinansowanie psuje rynek... co za bullshit :/
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski Mylisz się, zapotrzebowanie na fotografów jest duże. Każdy event impreza musi mieć dokumentację ... szkoda tylko że sami fotografowie oferując żenujące stawki sprawiają że nikt nie zapłaci tyle samo co Dj .... a to tylko dlatego że sami sobie zaniżają stawki więc mają w czym wybierać.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tylko co Wam w takim razie przeszkadzaja te warsztaty, coaching itp? Jesli jest OK, dotacje wzieliscie, nie zepsuliscie rynku, to robcie swoje i dajcie innym robic to samo. A ja ciagle czytam ironiczne wpisy o tym, ze kazdy chce byc kołczem.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    wiecie co... ceny, wartość... o czym mówicie - przestała powstawać nowa fotografia, rynek mieli jeden model presetów, centralnych kadrów i waty edycyjnej... To bez znaczenia ile ktoś za to mówi - to jest niemożliwe, żeby tyle osób miało identyczną estetykę fotograficzną - a oznacza to, że rynek jest karmiony usługą na poziomie McDonalds. Te parenaście tysięcy na start nic nie zmienia - ludzik za moment musi to oddać w podatku czy ZUSie jak mu minie okres darmochy. Jaki couching, jaki marketing - gdzie są zdjęcia? Wasze zdjęcia a nie cudze :) Couching psychologiczno-marketingowy - wszystko fajnie - tylko to nadal nie są zdjęcia a tego brakuje na rynku. Masa krytyczna która ciągnie rynek w model chińskiej estetyki katalogu 'must have'. Sami się o to za chwilę zabijecie. Skoro nie widać różnicy to będzie ktoś tańszy od Was, bo zawsze jest ktoś tańszy - i wtedy wszystkie wywody tabelki zarobków możecie sobie schować głęboko w cztery litery. Istotą Waszej pracy jest zamknięta zawartość klatki zdjęciowej. Tyle ode mnie, możecie się dalej zachwycać i kłaść wizytówki na stołach na przyjęciu (na marginesie - większego faux pas na przyjęciu sobie nie wyobrażam) :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Monika, nie znam rynku eventowego, ale tez slyszalem to co opisujesz - fotografowie robia za psie stawki lub po prostu 'do portfolio' ;) Pytanie gdzie lezy problem? W samych fotografach czy w mentalnosci spoleczenstwa ktore uwaza, ze robienie zdjec to bezmyslne wciskanie guzika wiec wiecej niz stowka sie nie nalezy. Pozostaje tez kwestia jakosci - jesli student z luszczanka jest w stanie zrobic za stowke takie same foty jak fotograf bedacy na rynku 10 lat no to cos jest nie tak .. i moze nie koniecznie jest to cena tego pierwszego tylko przewartosciowanie pracy tego drugiego? ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin "rynek mieli jeden model presetów, centralnych kadrów i waty edycyjnej " W KOŃCU KTOŚ TO POWIEDZIAŁ. Ja czekam na epizod podcasta o ZDJĘCIACH :) Póki co otoczka mieli wszystko a jeden mega wartościowy odcinek ze Światłołapem ginie w gąszczu 'sprzedajnych' trików...
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski moim zdaniem porównanie rynku motoryzacji do rynku fotografii ślubnej jest jednak zbyt daleko idącym uproszczeniem ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Te centralne kadry i mnie wkurzaja... chociaz nie powiem, czasem sam strzele ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Michał, dlaczego? Dzis wybierajac fotografa nie wybierasz tylko zdjec, ale decydujesz sie tez na jego marke. 80% spoleczenstwa moze miec to gdzies i jezdzic Skodami, ale dla pozostalych 20% ma to znaczenie i Skody sobie nie kupia ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    No właśnie... markę teraz się tworzy poprzez instastories a nie zdjęcia co? ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski a czym Twoim zdaniem spowodowany jest fakt, że dziś wybierając fotografa tak duży wpływ ma ta "marka" o której piszesz ?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Mysle ze to bardzo zlozony temat i na fejsie go nie roztrzesiemy ;) Do tego trzeba wiele litrow piwa... ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ale podpowiem - to nie jest psucie rynku to jego ewoluowanie ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    to ja życzę sobie i wszystkim aby to nie rynek ewoluował a fotografia ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    mysle ze fotografia tez sie rozwija, ale co raz trudniej zaskoczyc swiat, bo zdaje sie, ze wszystko juz bylo ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    50 lat temu też tak mówili :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Zapewne dlatego foty sprzed 50 lat wygladaja jak wspolczesne ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Fotograf ślubny to i zdjęcia i bizes-stety czy niestety. Odcinek ciekawy, bo za fenomenem Bartka stoi głównie jego marketing, tylko ciut zbyt wiele agitacji dot.warsztatow... i brzmienie typu kolczing...
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr CzechowskiOK to bardziej merytorycznie może postaram się wypowiedzieć i zostawię pytanie. Zakładając, że tak jak piszesz jest to ewolucja a nie psucie rynku to czy Twoim zdaniem ta ewolucja obrała dobry kierunek ? Można odnieść bardzo silne wrażenie, że co raz częściej fotografowie zamiast rozwijać swój warsztat fotograficzny pragną zostać specami od domorosłego marketingu ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski By nie pozostawić Twojego pytania bez odpowiedzi: moim zdaniem głównie dlatego, że rynek motoryzacji ma zupełnie inną strukturę. Producenci bazują na wieloletnich planach sprzedażowych. Ceny ustala się w oparciu o zupełnie inne założenia. Zyski są z wielu kanałów. Świadomość klientów jest na innym poziomie. I co najważniejsze w tej dyskusji bez względu na to czy kupisz Skodę, VW czy Bugatti pieniążki trafią do tej samej kieszeni ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    czyli jak ja wziąłem dofinansowanie to też zepsułem rynek?? #smuteczek
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Szymon Nykiel tylko jak nie przeczytałeś ze zrozumieniem to smuteczek :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Szymon Nykiel typowy janusz ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski ja tak samo! wzięłam dotację i od 4 lat mam działalność... jak widzę komentarz "dotacje psują rynek" to myślę, że ktoś po prostu zazdrości, bo by dostać dotację - szczególnie nie taką z UP potrzeba trochę poświęceń :) ja np. rzuciłam etat i rok byłam bezrobotna bez prawa do zasiłku by zaryzykować i postawić wszystko na to, by robić to, co kocham :) niestety nie mam bogatych rodziców, którzy kupili mi cały sprzęt, więc dla mnie dotacja była czymś mega ważnym, szczególnie, że by ją dostać wszystko zrobiłam sama! nikt mi nie pomógł, bo jeszcze kilka lat temu nikt nie był taki miły by dzielić sie czymkolwiek bez dużego zysku :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Katarzyna wszyscy się zbyt wrażliwi zrobili na punkcie haseł "dotacja" "psucie rynku". Dofinansowania to narzędzia, które mają przynieść określony cel. Nie są niczym złym pod warunkiem, że ludzie którzy je otrzymali wykorzystają je świadomie planując długofalowo. Ja nie widzę aby ktokolwiek został personalnie oskarżony o psucie rynku a mówienie o zagrożeniach chyba nikomu nie zaszkodzi a być może nawet wszystkim nam pomoże ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ale fajny wątek :) Zdecydowanie uważam, że marketing jest BARDZO WAŻNY. W każdej branży. Jakość fotograficzna, obsługa klienta i marketing - widzę takie 3 główne pola w naszym biznesie. Ponieważ marketing leży i kwiczy u większości z nas to nie ma też i biznesu. Niestety trzeba w biznesie poprawiać tzw. wąskie gardła. Jasne, ze znacznie milej i przyjemniej uczyć się i rozwijać fotograficznie niż biznesowo (marketingowo). Można przeczyć temu faktowi i myśleć, ze same dobre zdjęcia wystarczą... rzeczywistość to brutalnie weryfikuje dość szybko. Jestem bardzo szczęśliwy, ze mogę się dzielić koncepcją marketingu jaką wypracowałem przez 10 lat. Nie jest ona typowa - raczej zupełnie niszowa. Ale niezwykle skuteczna. I mnóstwo osób zaczyna ją po warsztatach stosować z niezwykłymi sukcesami. Opiera się na radości, dawaniu wartości, uczciwości, myśleniu o kliencie jako osobie, a nie $$$. Takie to proste i zarazem trudne. Trudne bo trzeba pracować nad sobą.
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Mój marketing leży i kwiczy, regularność dodawania postów również, strona aktualizowana 3lata temu, a zdjęcia i moja osoba bronią się same. Nie mówię, że jest to droga dla każdego, raczej na pewno nie dla początkującego, bo trzeba jakoś zebrać wartościową grupę odbiorców, którzy będą fundamentem dla kolejnych przychodzących, ale różne sposoby pozyskiwania klienta przyciągną różny typ osób. Nie wmawiajcie ludziom, że jest jedyna słuszna droga, bo to trochę jak próba dyrygowania tłumem bez własnej woli.
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Anita musisz tylko wiedzieć kto jest Twoim docelowym Klientem i gdzie jest. Marketing to zaspokajanie czyjejś potrzeby przy osiąganiu zysku. Wystarczy, że spełniasz te dwa warunki i nie musisz tego nazywać marketingiem - to co robisz to jest marketing. Nie musisz sprzedawać swoich usług jak Amway, nie musisz sprzedawać "dywanów". Na marginesie - ktoś z Was był na szkoleniu Amway'a? Ja byłem robiąc zdjęcia, to jest dopiero pralnia mózgu, ale i fajny punkt odniesienia do tego co robimy. Kiedyś mi powiedziano, że pierwszy rok przy produkcji nie generuje zysku a jedynie pokrycie kosztów wprowadzenia produktu - i to przy masowej produkcji typu batonik czekoladowy z nadzieniem. Nasz problem to to, że marketing czy produkt szkoli sieć sprzedaży dając im narzędzia sprzedażowe i wsparcie reklamowe. My nie mamy nawet ułamka tego myślenia plus - jesteśmy nadal jedną osobą.
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Tylko o ile latwo znalezc klienta na ten dywan to bardzo dlugo nie mozna bylo precyzyjnie skierowac oferty do osob ktore w bardzo bliskiej pzyszlosci wezma slub. Dopiero social media pozwalaja nam na precyzyjne dostarczenie tresci zainteresowanym (przyklad wyboru Trumpa i firmy Cambridge Analityca). Kolejna trudnosc sprawia wielkosc rynku. Z GUS wiemy, ze roczna ilosc slubow to~2000. Ile par z tego bedzie mialo wesele? Ile wezmie fotografa? Ile uroczystosci to beda "piekne" wesela z duzym budzetem? Ja sobie wyliczylem, bazujac na zalozeniach i niewiadomych, ze ceuje rok w rok w ~100 par mlodych. Ta swiadomosc moze i pokrzepic i przerazic ;)
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Tomek Kurzydlak 200 000 nie 2000:)
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    To mi az tyle zer ucieklo? Hehe, mozliwe, liczylem to kilka lat temu 😂
    Odpowiedz
5 maja 2017
Bez wątpienia jeden z najlepszych podcastów! Bartek Wyrobek dziękuję za bycie transparentnym
Odpowiedz
    5 maja 2017
    Chris Wilczek dla mnie to była przyjemność :) A pamiętam, że nie było łatwo się z Jacek Marek Siwko umówić i w dzień nagrywania wyciąłem dosłownie 1,5 godziny pomiędzy kolejnymi akcjami :D
    Odpowiedz
5 maja 2017
Kompletnie nie kupuję Bartka, jego marketingu, wysławiania się, jedzie mi kiepską reklamą niestety i chwytami od domokrążcy :)
Odpowiedz
    5 maja 2017
    jeszcze nie sluchalem, ale mnie zachecilas :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski zmieniajac temat - jestes najbardziej aktywną osobą w necie jaką znam, idź robić zdjęcia :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    hahaha :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    hehehe nie wywoluj Popielarza z lasu ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    a tak serio - niedzielne wesele obrobione i oddane wczoraj :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ktoś coś ? :P
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Mozna go lubic, kupowac lub nie. Ale znam osoby ktore po jego warsztatach byly zachwycone. Nie wiem jak na dluzsza mete, ale tak czy inaczej swiatem rzadza schematy, mechanizmy. Nawet na dlugosc fali morskiej jest wzor. Po co wymyslac kolo na nowo? Bartek zarabia, fotografowie sa szczesliwi. Win-win
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    wszystko spoko do momentu gdy Klient mnie nie zapyta, czy będę rozkładał wizytówki na przyjęciu :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    dla wizytówki są na tym samym poziomie co baner dja 2x3 metra ... dobra, uciekam na foty co by mnie Piotr nie skontrował że siedzę i mącę w gównoburzy zamiast coś działać
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tez sobie nie wyobrazam. Ale ja sobie nie wyobrazam tez estetyki mocnej grupy wodzireja. A czasem musze usiasc z nimi przy jednym stoliku
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Brzozowska, a ja myślałem, że to ja jestem najbardziej aktywny :P
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Do Piotra nikt nie ma tu startu ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    #lubięinternety :P
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Piotr Czechowski http://gph.is/29IuioH
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomek Kurzydlak może trafiłeś na zły set - bo ich jest z 9 czy 12 ekip.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    w moim wypadku Krawczyk = zajebista biba.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Kuba jest super koleś. Andrzej tak samo.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski chyba wszystkich przerobilem. Ale gdy na dzien dobry slysze "czesc, zaczynamy zdjeciem grupowym" to odpowiadam tylko "spoko, nie bede wam przeszkadzal"
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ja mówię że już było :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    hehe dokładnie.. ale polonezy sa zajebiste! :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski a on wtedy, ze panna mloda chce jeszcze jedno i idzie to zalatwic gdy nie patrze :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    patrze wszyscy lubia jak im sie zespol wpieprza w robote :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    poza tym daj spokoj, podczas tego zdjecia trzeba zrobic pierdyliard glupich póz i nasluchac sie ciezkiego dowcipu o sobie
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    internet i odwieczny dylemat , kogo słuchać , kto ma rację. eh te elyty
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomek taka akcja trwa z grupówką to max 2-3 minuty. jak jest cała banda ludzi zebrana to szansa na fajne klatki wielka. kwestia podejścia ;]
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Jak kto lubi. Dla mnie to bardzo ciezki humor jest i budowanie swojej zajebistosci na plecach fotografa. Chce byc smieszny to niech postawi tam kolege DJa, da mu malpke i drze lacha z niego. Zreszta wypadaloby chociaz zapytac a nie wyskakiwac z tekstem "zaczynamy grupowka". Wyobraz sobie, ze wchodzisz na sale i przy powitaniu z zespolem mowisz "koncze oczepinami o 00:00"
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Zawsze tak mówię! ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomek ale nikt nie mówi, kiedy masz takie zdjęcie zrobić a tym bardziej, że musisz ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Andrzej Stefańczyk ja też (że spadam po oczepinach), i od razu atmosfera do rosołu jest lepsza, bo nie ma głupich pytań o parę fotek na ich FB ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    dokładnie ;]
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    chciałbym to zobaczyc :) Oni sa przebiegli. Ida do mlodych i mowia, ze nie chcesz zrobic super zdjecia, albo ustawia ludzi na srodku i powiedza, ze fotograf juz idzie. Kiedys sie dogadalem, ze zdjecie juz bylo pod kosciolem i ze nie robie. Powiedzial ok, nie ma sprawy, po czym zadzwonil do mlodej pary, przekonal ich i przyszedl do mnie powiedziec, ze panna mloda chce jeszcze jedno. Szach mat.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomku ja sobie żartowałem. Nigdy to dla mnie nie było problemem. Ja tak samo później ich proszę o ustawienie lampek i mega często mi się to opłaca w postaci fajnych klatek...
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ja jestem czlowiekiem mega ugodowym. Ale nie znosze chamstwa i prostactwa. A to w polaczeniu ze sprosnym humorem ich metody pracy. Chocbym sie dogadal na poczatku to i tak za moimi plecami zrobia swoje
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Zgadzam się z Tomkiem - też tego nie lubię. Mnie kiedyś zrobili jeszcze lepiej - chciałam zrobić zdjęcie grupowe na zewnątrz bo było więcej miejsca a gości sporo, do tego światło dzienne. To nie, oni musieli najpierw zrobić swoje czary mary a dopiero potem hurra zdjęcie na sali - a sala w drewnie, żółte światło i brak miejsca zeby dobrze ustawić ludzi. I wytłumacz tu takiemu, że to do bani - oni nie mają skrupułów i łażą do Młodych ze wszystkim a potem Cię informują, że to Młodzi wymyślili. Mnie się to bardzo nie podoba i cieszę się jak ich nie ma :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Wlasnie o to chodzi. Bo to zdjecie nie jest dla nas, ani dla mlodych. Tu chodzi o dobry start - osmieszaja fotografa i juz sa heheszki a oni maja +10 na start do zajebistosci
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Kurczę to grubo. Nigdy nie miałem takich akcji z nimi... Z tym ośmieszaniem to w ogóle nie wiem o co kaman - co to są za żarty ?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    czytam o jakichś niesamowitych wersjach polegających na tym... że jesteście pierdoły. Zdjęcie grupowe było, jeżeli je będziecie robić jeszcze raz, to skrót myślowy u gości jest, że tamto nie wyszło. Chcą robić heheszki, nie przeskoczycie tego, będą je robić, zróbcie inne zdjęcie niż grupowe, w sensie niech ludzie zrobią coś innego, heheszkowego. Wezmą Młodych na ręce, zgniotą ich - cokolwiek. Nie musicie tego zdjęcia wrzucać do albumu. Musicie się tylko odnaleźć. Współpracować. Chcieć współpracować. Musicie wiedzieć czego chcecie. Oni wygrywają w rozmowie z Młodymi z takiego właśnie powodu. Przedstawiają gotowy scenariusz. Wy pasywnie - nic - nie - bo złe światło. Czemu jest to zdjęcie się zastanawialiście? Ci wodzireje potrzebują wyciągnąć ludzi do poloneza, a do poloneza nikt nie wyjdzie (z doświadczenia - postawiłem się raz - i wiem jaki jest efekt - aż przykro patrzeć - bo ludzie do poloneza nie wyjdą - a tak jak już stoją to ok - jakoś przeklapią te 10 minut poloneza), po to jest to zdjęcie. Więc może niech nie nazywa się, że zbiorowe, zrobcie z tego swój przekręt, niech ma to jakiś kolor i dynamikę. Rozdajcie swoje "karty". Nie idziecie na ślub robić sztuki, tylko zdjęcia, zejdźcie wreszcie na ziemię. Jak chcecie robić sztukę to pomyliliście remizę z galerią. Wszystko co dzieje się "pod włos" trzeba miękko ominąć albo przekuć na coś dla siebie. Nie ma sensu tępy opór i "nie bo nie". Wszystko da się dogadać, tylko trzeba mieć pomysł na rozwiązanie poza fochem.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Polać Koledze po raz kolejny ;]
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski Pięknie wyczerpany temat :) <3
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    #owned
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski Zgadzam się z Tobą, klucz to umieć współpracować i robić swoje. Ale nie zmienia to faktu że tacy wodzireje to żenada i brak wyczucia. Lecą schematem i nie potrafią zrobić czegoś z klasą. Jest wiele sposobów na wyciągnięcie ludzi na parkiet.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    kazdy ma swoje doswiadczenia, upraszczasz Marcin Rusinowski Wykonują swoj, powtarzalny do granic, plan bezkompromisowo, zachowujac sie przy tym fatalnie. Ja swoje zdjecia potrafie zrobic bez ich pomocy. Oni sa tacy zajebisci, ale nic jeszcze nie wymyslili poza obrazaniem fotografa
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    obrażaniem? nie spotkało mnie to, ale - pracowałem głównie z Kubą albo Andrzejem
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ano wlasnie, mnie raz nawet odepchnal laska jak fotografowalem. Jedyna moja wina bylo to, ze chcialem zrobic zdjecie na dworze podczas gdy jemu "nie starczalo zasiegu" do mikrofonu. Mlodzi jednak zdecydowali sie na zdjecie w plenerze i pozniej cala impreze sie odgrywal popychajac, wchodzac w kadr a na koniec naopowiadal mlodym, ze to ja im zepsulem impreze. Oczywiscie mlodzi glupi nie byli a DJe dostali odpowiednia laurke na fb. Co z tego jak skasowali
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    mnie się boją zespoły :) nigdy nie miałam z nimi problemu hiehie ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    wychodzi na to, że mnie się boją wszyscy? :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa ja tez nie. Dje-wodzireje to jednak inny stan swiadomosci
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Tomek - ale serio miałeś problem z Kubą Krawczykiem? czy to jakiś nty team wodzirejów Ci się trafił?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski hahah... no to mnei chyba też. Kamerzysta się ze mną naradza a jak jak czuję intuicyjnie że muszę to wymuszę :p... kelnerki fajne babeczki, zespoły i dj jak mili to mamy wspólne ustalenia jak nie to mają polecenie ode mnie :p. Ja mam trójkę dzieci także żaden dj mnie nie groźny :)))
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    nie wiem kto to byl, jeden z tych w kapeluszu i z laseczka, programem typu zdjecie, polonez i przepiorka na oczepiny
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ...Kiedyś w liceum dyrektorka wezwała do holu wszystkie klasy. Ktoś coś zrobił - hasło było, że był w dżinsach.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Team to team, wszyscy robią na wizerunek marki. A wygląda że jadą jednym programem... Jak zaczyna się produkcja masowa, trudniej utrzymać poziom. :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ok, przyjmuje Twoja opinie. Moja jest inna. Raz mialem rowny team wodzirejow, chyba rok temu, ale tez nie pamietam nazwisk. Jeden byl prawnikiem. Oni zawsze sie chwala :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    u mnie to tak wygląda :))) : https://www.youtube.com/watch?v=8pzFJrefgT0
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Brzozowska ja nie rozdaję wizytówek na weselach. Ludzie podchodzą i proszą mnie o namiar skąd będą mogli pobrać fotki z uroczystości. A to że poza linkiem i hasłem do zdjęć jest też moje nazwisko i numer telefonu... to nie oznacza że rozdaję wizytówki. Na ostatnim weselu Pan Młody poprosił mnie sam o karteczki z linkiem i hasłem bo bardzo chciał podzielić się z gośćmi. Najwyraźniej jemu to odpowiada i jego gościom również, że dostaną fotki ode mnie w taki a nie inny sposób :) Nie dziwię się, że nie podoba Ci się koncepcja rozdawania wizytówek - też tego nie robię :) Tutaj masz link do filmu gdzie tłumaczę o co chodzi, zachęcam do obejrzenia, potem łatwiej Ci będzie opisywać co robię: https://wizjafotografii.pl/posty/jak-inwestujac-100zl-generuje-przychod-50-000zl-w-fotografii-slubnej
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Bartek przestałeś doradzać rozkładać po stołach na przyjęciu wizytówki z linkiem do zdjęć? Bo pamiętam filmik po który jak to usłyszałem to myłem monitor z kawy :) Takie wow to było i marketing.
    Odpowiedz
5 maja 2017
aż muszę posłuchać, dla mnie drugi sezon już był na plusie, ale fakt, że inną działalność prowadziłem i nie musiałem wliczać ZUSów w tę dzialalność. Generalnie ze wszystkich branż w moim życiu najmniej inwestycjochłonna i chyba najbardziej przyjemna branża i gdyby Marcin Rusinowski nie był takim prorokiem pewnie jeszcze kilka lat bym kotlety trzepał ;)
Odpowiedz
5 maja 2017
Idę słuchać :).
Odpowiedz
5 maja 2017
3 lata?... Miałam zwrot z inwestycji i założone wynagrodzenie miesięczne po 6mcach na rynku. Tak, liczyłam punkt zerowy, koszty stałe i zmiennie, procent mocy przerobowych i robiłam plan pesymistyczny, realistyczny i optymistyczny :) No ale jestem marketingowcem i ekonomistką.
Odpowiedz
5 maja 2017
Następny podcast z Paulina Drozda:-)
Odpowiedz
    5 maja 2017
    ale chcecie o tym jak zarabiać, czy o tym ile się życia traci przez zarabianie i że wolę nie? ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    chyba to drugie ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Łukasz Popielarz bardziej aktualne :) W sensie - żeby nikt nie zrozumiał mnie źle - zarabianie jest ekstra - wspinanie się na szczyty również. Pokonywanie kolejnych barier. Głównie w swojej głowie. Ciągle lepiej i drożej, i więcej i lepiej i drożej. I ochy i achy. Ale w pewnym momencie, przynajmniej u mnie, jak się już człowiek tak tym wszystkim nasyci, to przychodzi refleksja - po co? Lubię doradzać, pomagać, ale sama już drugi raz chyba bym w to nie weszła..
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    O tym jak pozostać sobą :')
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Karolina Juszczyk bardzo mało się o tym mówi - mam wrażenie (i nie tylko wrażenie, bo rozmawiam o tym z ludźmi z branży), że koszty tego zawodu i to co zostawiamy po drodze z siebie - to jest temat tabu. Bardziej niż pieniądze, które były tabu kilka lat temu..
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Paula wystarczy wejść na insta. ...wszyscy wszytko kopiują wszystkie sesje podobne w stylu i obróbce. Jak w to wejdziesz jesteś trendy ale ciebie już nie ma
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Paulina Drozda dobrze prawisz ! Wiem do czego pijesz 😣
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Karolina Juszczyk to prawda - coraz mniej jest takich firm czy fotografów- że jak spojrzę na zdjęcie to od razu wiem czyje. Kiedyś było to prostsze, teraz się "globalizujemy"...
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Też tak mam ,gdy obie zaczynałyśmy znałam każde nazwisko i styl. Teraz fotografia jest już biznesem jak każdy inny. .
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    To jest poniekąd odwieczne moje pytanie - czy robić to co się sprzedaje, bo foto to usługa i biznes jak każdy inny, czy robić tak jak czujemy i robić to tak, aby też się sprzedało?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Drozda na prezydenta ;) już kiedyś coś takiego ktoś mówił , czy mnie się wydaje ?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    https://www.youtube.com/watch?v=qI_YWZiV6Y4
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Karolina Juszczyk Z własnego doświadczenia wiem, że można po swojemu i też sprzedać. Dzięki temu się człowiek nie wypala - nasze wewnętrzne dążenia również ewoluują, zmienia się z nami nasz biznes. Delikatnie, bez nagłych zwrotów akcji, spójnie, czysto, etycznie wobec klienta.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marek Bodzioch hahaha ;) To nie było o mnie, ale o mnie było "Królowa jest tylko jedna" ;)
    Odpowiedz
5 maja 2017
Dziękuję bardzo. Zmobilizował mnie :). Zastanawia mnie podpisanie umów na targach w ilości 15szt... jaką to daje możliwość poznania klienta?...
Odpowiedz
    5 maja 2017
    żadnej
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    no właśnie...zatem. Czy o to w tym chodzi?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ja z moim klientem gadam 2-3h... a tu... Czułabym się jakbym ich lekceważyła.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ale dywan można sprzedać w 5 minut, prawda?
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    No to nie dywan ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    dywan, skoro 5 minut na targach :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ja bym nie kupił dobrego dywanu w 5 min ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    wystawilismy sie na kilku targach, na pierwszych chyba w 2009r mimo ceny 3690 kosmicznej dla 99% podpisalismy w dwa dni 10 umow. Mialem gdzies czy rozmawialem z niektorymi 10 czy 30 minut. Iza, druga kolezanka i ja napierniczalismy jak katarynki. po nas najwyzsza cene miala jakas fotografka chyba 2000zl pozostali ksztaltowali ceny po 1500 z lub nez video. Inna sprawa, ze mocno odstawalismy i w repo i w sesjach od reszty. nikogo nie lekcewazylem? nilogo noe teaktowalem z buta, ale ja tym żyłem.. Na pozniejszych targach bylo roznie. Zawsze jednak robilismy promocje w postaci symbolicznej za 90-200zl lub darmowej sesji narzeczenskiej jednak sesja musiala aie odbyc w Wadowicach i miala trwac do 30 minut. realnoe trwala tyle, ale potrafilem sie sprężyc o dzialac mega szybko. w 99% czas odrobilem w postaci obrazow na płótnie na podziekowania dla rodziców, albo tez albumow dodatkowycj rowniez na podziekowania dla rodziców. ludzie dopłacali i czesto zamiast kwoatkow rodzoce dostawali albumy z wklejonymi dziesiecioma zdjęciami z sesji i wolmym miejscem dla pozniejszych ślubnych. Ma targi trzebz jednak mieć mega energie i pozytywne nastawienie. czasem ludzie wracali po kilka razy i potem gonili do bankomatu po zadatek.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marek Bodzioch fajny konkret :) Też byłem na targach i miałem z tego około 10 klientów. Akurat nie podpisywałem umów na tylko później bo tak mi pasowało. Fakt to było 10 lat temu. Ewa Miketa wybierz się i spróbuj przekonać do siebie kogoś na targach, zobacz czy to takie złe. Nie będziesz musiała sobie wyobrażać wtedy ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Bartek Wyrobek tu nie chodzi o przekonanie do siebie a o poznanie potrzeb, pozanie człowieka. Chyba, że to bez znaczenia ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa rozumiem, ze po 2 godzinny spotkaniu poznajesz człowieka na tyle głęboko, że jesteś w stanie w dniu ślubu oddać jego duszę ;) Potem w dniu ślubu jesteś w stanie oddać go prawdziwie i w tak niezwykły sposób, ze Młoda Pani patrząc na siebie widzi wskroś... siebie ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    w ciągu 2-3h jestem w stanie poznać jego potrzeby, oczekiwania, w pewnie sposób "zaprzyjaźnić" się z parami. To bardzo ważny dzień, ktoś wydaje na niego wiele pieniędzy i wiele marzeń. Nie potrafię do tego podejść od tak. Rozmowy po coś są. Samo omówienie umowy trwa, opowiedzenie o pracy i tym co jest najważniejsze. Każdy z nas ma swój sposób pracy. Dla mnie kontakt z człowiekiem i współodczuwanie jest bardzo istotne. I tak oddaję młodym bardzo dużo i porad i pomocy i wsparcia. I tak - zawsze są zadowolenia i z naszej pracy i osobowości. Niepotrzebna złośliwość. Zastanowiła mnie jakość rozmowy z młodymi i to jak to się przekłada na dalszą współpracę... łącznie z dalszymi ewentualnymi rozczarowaniami młodych co do efektu pracy, oczekiwań itd. Tak, tak zapewne nie masz z nikim problemu podobnie jak Marek ale wielu ma i ma z powodu braku rozmowy i omówienia wyobrażenia tego dnia w kontekście naszej pracy. Nie próbowałam targów, bo ich nie potrzebowałam nigdy podobnie jak reklam itd. Nawet moja strona kuleje ;) - czynnik ludzki daje radę ;) ... być może kiedyś skorzystam z propozyjcji.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    rok czy dwa lata temu poproszono mnie o "prelekcję" o fotografii ślubnej na targach w Warszawie (te na Stadionie Narodowym). To była moja pierwsza i ostatnia wizyta na targach - bo średnio moim zdaniem można tam oferować coś indywidualnego i od swojej strony i w kierunku Klienta. Hałas, klimat McDonalds, sznurek ciągnących się ludzi, przypadkowość osoby, która do Ciebie trafia, popatrzyłem na ludzi na stoiskach - odpowiadanie na ciągle te same pytania (jakoś w mailach mniej boli), firmy ciągle pokazujące plenery (klipy, albumy - ciągle plenery), z drugiego końca bębni pokaz mody ślubnej. Inna rzecz - nigdy nie mieliśmy problemu z napływem Klientów - więc nigdy nie byłem zmuszony do uczestnictwa w targach. Ale - chyba jest tak, że mój Klient nie chodzi na targi, nie klika po Bridelle i nie czyta prasy weddingowej. Na targach nie da się normalnie porozmawiać - za duży hałas - nie ma dobrej kawy - albo może ja taki wygodnicki jestem.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    ojtam ;) ja byłam na targach raz, jako klient, 10 lat temu, never again ;) miałam ochotę pobić tłum, nakryć kocami wystawy z sukniami okropnymi, zabrac mikrofon panu pipczącemu co chwilę o czymś w jakimś boksie, po przejściu 50 metrów opuściłam przybytek ;) ale to było 10 lat temu, w internetach nie było miliona informacji na temat wszystkiego, co można i za ile, a poza tym tez mam wrażenie wtedy nie było ciśnienia wśród par, żeby robić bosko, ładnie, szukać miejsca idealnego, w boho-scenerii, w plenerze, z drewnem i powiewającymi włosami w wianku, było jak było ;) chała ogólna w porównaniu do rynku dzisiaj ;) i pary też niekoniecznie tak dobrze wiedzały, że chcą to, co chcą ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    kontynuujac myśl targową jeszcze, bo w ferworze walki mi się wysłało - dopuszczałabym myśl, że na targach nadal tacy bywają - co nie śledzą bridellów, nie łaża po lookslikefilmach, nie wiedzą, co jest na topie, a są ludzmi mało emocjonującymi się i w związku z tym chętnie idą i podpisują umową i cieszą się, że mają z głowy - niekoniecznie licząc na 2godzinną rozmowę - takich też bym nie przekreślała, że będą mniej wyglądać i mniej się cieszyć ze zdjęc i wkładu fotografa, po prostu taki mają flow ;) nie muszą gadać ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Anna ofkors, tylko szczerze - ktoś kto nie zadaje sobie trudu (a w dzisiejszych czasach ten trud jest dość lajtowy) wybadania tematu tylko idzie na targi... to jakbyś miała znaleść drugą połówkę (i nie mam na myśli flaszki) w klasie podstawówki, bo po co szukać, a nie przekreślajmy przecież z góry 15tu luda :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Aniu to działa w dwie strony. Tobie też dobrze wiedzieć z kim współpracujesz. Tyle dookoła słucha się o przeróżnych problemach spowodowanych niedogadaniem. To w naszym interesie jest równeż omówić pewne kwestie :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    No właśnie - trafi Klient co chce Wodzirejów na Tomka i najistotniejsze zdjęcie z całego dnia czyli to przed polonezem nie znajdzie się w albumie. Warto rozmawiać :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    a kontynuując Ani filozofię to jak im wszystko jedno co łapią to niech łapią za pińcet z albumem a nie za 5-7tysi :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa, Marcin Rusinowski ale ja kumam od strony foto, natomiast mam wielu znajomych, którzy na serio nie ogarniają tego netowego szukania, inspirowania i innych takich ;) chcą ślub brać i mieć foto ;) a na dokładkę są mało rozmowni ;) jedni będą chcieli foto jakiekolwiek, ale i wśród nich może być ktoś, kto chce takie, jak gdzies zobaczył - jeśli to się stanie na targach, to na bank podpiszą i z ulgą pójdą do domu ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Do tego się to sprowadza. Dywan w pięć minut. Nam wybranie dywanu zajęło prawie 2h (bo musiał pasować do tryliarda rzeczy).
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski oj tam, jak dywan jest boski to bierzesz i w sekundę :D i nie myślisz o kosztach ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    pod warunkiem, że jest boski :p
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Anna ale sama wiesz, że takie wybory to mała świadomość tego co jest na rynku, chęć "odfajkowania" pozycji na liście etc. To nie jest świadomy Klient. Nieświadomy Klient = potencjalny problem. A z dywanem - jak już wybraliśmy to przy samochodzie mnie tknęło: jaka była temperatura barwowa w sklepie - rozwijam dywan i do kasy zwrot. Dywan niby szary a miał nutkę stalowego błękitu.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    a i tak zastanowisz się z czego to, jak prać, co po praniu, jaką ma wielkość itd ;) ... kupowałam raz taki boski ale jak przyszło jednak zapłacić kwotę a raczej KWOTĘ zaczęłam jednak myśleć ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    jezu, dajcie spokój, ja mieszkanie urządzam, nie straszcie ;D że będę drzwi w temperaturach do płytek pasować ;D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Aniu ja Ci powiem, że z tym dywanem to spore problemy miałam... firmy czyszczące wpisywały mnie na czarną listę :p - teraz leży zwinięty w studiu :)))
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski uznajmy mnie za ćwierćświadomego klienta, bo tak bym się nazwała ;) był jakiś problem? dopuszczam oczywiście, że czasy się zmieniły i już nie jest tak miło ;D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa ale kupiłaś i od razu czyściłaś? :>
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Anna nie, ale Cię prześwietliłem na forum :D zanim podpisałem umowę. I generalnie - wiedziałaś czego chciałaś.
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marcin Rusinowski o Ty dziadu :D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    nieeee... jakiś tydzień po jak mnie dzieci się na nim w jedzenie czekolady na czas pobawiły... tia... lekko ich po tym wezbrało na... pawia? A raczej pawie w godach :)))
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa a to potwory ;D u mnie tylko koty pawiują ;D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Anna Wilk-Siedlik nie kupuj dywana mówię Ci tam są kłaczki :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa oesu, wyplułam wino, nie rób tak więcej, bo mi butelki nie starczy, a mamy piątek ;D
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    a tak w ogóle to chętnie bym zrobiła powtórkę ze słubu, myślę, że dużo jest takich osób z 2005-2010, które załują wizualnej części i możliwości ;) oby stary się załapał ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    a nawet i do 2013, jeśli liczyć tych niżejbudżetowych ;)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ej.. ja jestem 97 🤦‍♀️... studio, kolumny i te sprawy. Ikona pop foto kultury czyli fontanna w tle na fototapecie 💪🏿💪🏿💪🏿
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ewa Miketa i nie chciałabyś powtórzyć? :>
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    I tak i nie :). Patrzę teraz z zazdrością na te piękne sale, suknie, dj z całym wypasem wodzirejów, etykietki, kościółki itd... a potem myślę o tym jak cała rodzina z Czech wódkę przemycała, jacy hepi byliśmy wieszając balony w jednym kolorze z metalicznym połyskiem, jakie kuchary śląskie kopy robiły (w zyciu juz takich nie jadłam ani nawet tych przepysznych tradycyjnych śląskich dań i deserów, ktore były tak wyborne, ze żadne panny koty ;) i pawlowy nawet startu nie mają). Teść, Jan FLorian z bierzmowania Alojzy ( niebywały artysta rownież z wykształcenia) chlał wódę z zespołem i nikt nie czuł zgorszenia. Dziadek w garniaku z kalesonami pod spodem wszystkie konkursy wygrywał a foty pstrykał aparatem na wypasie wujek z rajchu (RFN były)... Eh. Do ludzi mi tęskno... chyba bym tego nie oddała za nic i nawet te kolumny wydają sie takie roztkliwiająco monumentalne :).
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    jeden dywan bedzie wybieral 3h, drugi cala wieczność i nie dopasuje, inny zaś popatrzy i powie: ten i będzie to wybór najlepszy bo to czuje... Tak ma np. moja Iza i jeszcze sie nie zawiodlem. Nie oceniajmy wiec klientow poprzez ich sposob wybierania czegokolwiek... Owszem, na targach znaczna większość to ludzie prosci, ale mylicie sie bo nie 100%. Poza tym ani Ty Marcin, ani Ty Ania na targach soe nie wystawialiscie więc nie możecie tego stwierdzić. Zaleta wyboru fotografa/klienta kest rozmowa face to face i uwazam iz znacznie latwiej i szybciej poznac sie w ten sposob niż piszac 100 maili. mialem też wielu takich klientow z ltorymi wlasnie pisalem tylko i tutaj czasami byl zawod z mojej strony po spotkaniu w dniu slubu. Najwięcej jednak ( bo strona www zawsze u mnie kulala ) miałem klientow z polecenia i taki klient imo jest najgorszy... taki klient czesto nie wie kogo chce? czego oczekuje, taki klient dowiedzial sie od znajomych ze jest taki Bodzioch, ze sa z niego mega zadowoleni, czesto po obejrzeniu fajnych ich zdjęć mówi: a to juz nie bedziemy szukac dalej bo fotograf sprawdzony, to go bierzemy. Na targach czesto mozna bylo wydobyć niezle perełki, ludzi ze smakiem i Marcin i Ania Wy tak naprawde nie mozecie o tym nic powiedziec, poza tym ze byl gwar, ze byli wystawcy z dolnej półki, z ciulowymi swoimi produktami... ale czyz w necie ich nie ma? przecie znaczna większość "produktow" do slubu w calym tym rynku to kicha i chala. Targi to nic wiecej jak przekroj calego rynku i to z obu stron patrzac. Mamy wiec większość dla wiekszosci i mamy mniejszość dla mniejszosci.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    zapominacie ze istnieja alternatywne targi z totalnie inna atmosfera i innym klientem ;)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Tak. Istnieją :). I to chyba fajny nowy trend. Byłam na jednych gdzie fotografów było chyba tylko 3 szt. Kameralne piekne miejsce fantastycznie przygotowane... ale ludzi niewielu :(... z zaciekawieniem przyglądam się np tym w Katowicach (tych klimatycznych sielskich nie tych w Spodku). Ja targom nie mowię nie. Jestem raczej pokorna do rożnych decyzji... być może kiedyś bede chciała skorzystać z takiej opcji. Zatem zastanawia mnie taka forma pozyskania klienta i wszystko co za tym idzie. Te, o których wspominał Bartek (chodzi o ilośc podpisanych umów w dniu) kojarzą mi sie z mini sesjami np świątecznymi. Leci sie szybko bez specjalnego rozczulania. Jest miło, jest serdecznie, jest piniądz... tylko człowieka mi brak...
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Ewa, część klientow umawia sie na po targach i spokojnie podpisujesz umowy.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    mielismy okazje zawitac na Silesia Wedding Day w tym roku jako zwiedzajacy i ludzo bylo na prawde sporo, chociaz nie mam porownania do innych. trzebaby zawolac Katarzyna Pyrchała zeby cos opowiedziala :)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Marku po to rozumiem ☺️
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Ewa Miketa ja robie tak samo jak Ty. Spotkania są dość długie i chodzi o to żeby się odrobinę poczuć. Ale to nie przeczy ze na targach można bookowac. Twoja opinia wrzuca targowiczow do wora sieciowych fotografów co im na kliencie nie zależy. Bardzo empatyczne podejście do kolegów po fachu. Zapewne dla par masz zupełnie inne ;)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Nie Bartku. Nie zrozumiałeś :). Bookowanie, pozyskiwanie do dalszych działań to zupełnie co innego niż podpisywanie 15 umów w dniu ;). Nikogo nie wrzucam do niczego a jesli juz miałabym sie posunąć do takiego szaleństwa to poczynilabym to raczej w stronę fotografa aniżeli klienta :).
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Targi są być może świetnym źródłem pozyskiwania JAKICHKOLWIEK Klientów - to rozwiązanie dla osób szukających kogokolwiek do zapełnienia kalendarza. Mówimy (mam nadzieję) o dość dużej różnicy w komforcie obu stron w trakcie rozmowy w miejscu gdzie nie ma hałasu, gdzie mogę im bez problemu poświęcić 2h czasu, upewnić się że to jest mój Klient. Podpisywanie umów na targach ma jeszcze jeden minus - bardziej dla nas niż dla Klienta - jest to poza siedzibą firmy i Klient może odstąpić od umowy w czasie ustawowym - chyba, że nastąpiło świadczenie usługi. Na targi idą ludzie nie znający firm/fotografów - czyli idealnie dla osób zaczynających.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Ewa Miketa wybacz :) tak to jest, że przez neta bez przekazu niewerbalnego czasem ciężko zrozumieć. Ale ja i tak nie widzę najmniejszego problemu, zeby podpisać 15 umów w 1 dzień na targach :) Mógłbym podpisać i więcej. Jeśli się wie jak to zrobić to jest to możliwe, nawet bez 2 godzinnego spotkania z każdym. I jestem pewien, ze bez uszczerbku na jakości, relacji i zabawie :) Po prostu kwestia pewnych umiejętności lub ich braku.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Marcin Rusinowski kwestia umiejętności tylko i wyłącznie. Odpowiedniego przygotowania itd. Nie takie rzeczy się robi. Ale to nie miejsce na rozważania bo dokładne bo trzeba by poruszyć kilka wątków dotyczących budowania marki, relacji, zrozumienia, oceniania itd.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Jest kawą instant i są dripy, jest herbata ekspresowa i jest sencha, macha i ulungi, jest dobre wino stołowe i jest eiswein… można tak bez końca. Każdy ma prawo delektować się czym tylko chce i nie ma w tym nic złego. Są różne potrzeby, różne gusta, różna świadomość. Jest czas i miejsce na wszystko. Złe jest jednak jeśli ktokolwiek próbuje forsować tezę, że ilość czasu poświęcona na przygotowanie czegokolwiek nie ma żadnego wpływu na ogólną tego jakość.
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    sporo umow podpusuje sie nie widzac w ogóle PM przed slubem .. i to jest niby lepsze niz 30 minutowa rozmowa z PM ma targach... ? Najwspanialsze PM jak pamietam wlasnie byly z targow, czesto ludzie pod koniec studiow, para lekarzy, para adwokatow, dla mnie to bylo mega wyzwanie i rozmowa czesto trwala 30-60 minut alr to była bardzo energetyczna rozmowa. jakos kazdy rozumial warunki i skoro pojawial sie to je akceptowal. Zaletą targow, sorry ale musze to brutalnie powiedziec jest mozliwosc natychmiastowego spuszczenia po brzytwie wszelkich buraków i innych cwaniakow, ktorych rozpoznaje w mig i nie dopijaja mi kawy u mnie w domu, choc juz wiem ze nie podpisze z nimi umowy nawet na zrobienie "glowki". Marcin, mowisz troche jak ksiadz o malzenstwie, nie majac zadnej praktyki z tej strony, a jedynie Ci sie wydaje. Targi jednak sa tylko dla ludzi niezamknietych, nie cichych w realu, a ludzi z energia i wygadanych. Jeśli dla ludzi cichych spokojnych w realu nie ma szans na targach. Moja Iza mowila, ze wstepuje we mnie jakas dodatkowa energia, dzieki ktorej wygladalo jakby to byla najwieksza w moim życiu pasja i ludzie to widzą i czują ( tak kuz mam gdzy sie za cos biorę- tak jest teraz z albumami ;) ) ale jak nie mieć pasji wydajac 6k na targi ;) ? Jesli chodzi o klienta targowego to fakt, ze z 85% klienta disco- polo/ dresiarskoego, ale nie Tobie Marcin oceniac - jak księdzu rodzine- i poczulem sie nieco urażony, bo obrazasz mojego po czesci ( choc malej ) klienta. Owszem moglbym powiedziec ze to jest biznes i nie patrzmy na klienta tylko drzyjmy z nich ile wlezie, ale tak nie jest, bo pamietam wiele rozmów, gdzie po 2-3 minutach grzecznie dziekowalem PM, ktorej od razu widzialem ze zdjec nie chce jej robić. w domu pewnie bym czekal az dopija kawę i musial bawic z godzine mila rozmową. Boszz, ilez takich par w domu mialem..? :( Kolejna sprawa to to zeby nie przeceniac targow, bo to tylko jakis ulamek metod zdobywania klienta w tej branży.
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    Targi ślubne to super sprawa. Ja wystawiłem sie trzy lub cztery razy. Zawsze z fajnym efektem. Na ostatnich targach podpisałem ok 8 omów w tym dniu. A w ciagu tygodnia kolejne tyle samo. Jak ktoś mowi, że targi nic nie daja to jest w błędzie. Jak sie do nich człowiek przygotuje rzetelnie to jest to bardzo fajna sprawa...
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    Bartek Wyrobek wszystko się zgadza - trzeba mieć umiejętność sprzedaży bezpośredniej - którą trochę ironicznie nazwałem "sprzedażą dywanów". Sprzedaż to nie marketing. Sprzedaż to nie reklama. Sprzedawcą może być ktokolwiek zerową wiedzą o wytwarzaniu produktu czy usługi. Co gorsza, dobry sprzedawca sprzeda nawet kiepski produkt. Marek mógłbym wrzucić parę historii posttargowych - o Klientach, co trafili do mnie z umową podpisaną na targach i potem ją odkręcali - mam swoje wnioski ze swoich teraz już 11 lat pracy. 2-3 lata temu mieliśmy Klienta agencyjnego - przy czym do agencji trafił jak już podpisał umowy na targach z zespołem i ekipą wideo. Trafił za późno - z targowych obietnic był playback i totalny koszmarek filmowy. Nawet jeżeli garstka z Was wystawiająca się na targach robi dobrą robotę to wskaźnik jakościwy na koniec - taka średnia ze wszystkich umów wszystkich firm z targów to jest prawdopodobnie kicha. Dlaczego? Marek ile firm na targach to kombinato-fabryki? Ty wystawiałeś się jako Ty, a ile było firm, że pracowało tam wewnętrznie po 10 teamów? Ja miałem już takich podwykonawców z targów (bo byli tani - dziwne zestawienie z nami ale tak też bywa) do współpracy. Przypadkowi ludzie zatrudnieni jednorazowo do roboty. Umowa z targów. Więc - jakie obrażanie Klienta nazywając go nieświadomym? Jeżeli ktoś idzie na targi to ma tylko mały wycinek tego co oferuje rynek. Adasia Trzcionki tam nie spotkał. Smoków po 2006 roku też nie. Gdyby te targi rzeczywiście pokazywały przekrój rynku to wybór podwykonawcy na targach możemy nazwać świadomym - w innym wypadku - jak mam to nazwać? Przypadkowym? Dla mnie to na prawdę nic obraźliwego, być może w ogóle jest tak (kto był u mnie na warsztatach to słyszał teorię o przypadkowości), że ludzie do nas trafiają przez przypadek. Serio. To że ktoś komuś coś powie, że ten ktoś zapamięta, że wejdzie na naszą stronę. To, że na targach obok naszego stoiska nie zachce mu się jeść, pić, siku i pójdzie dalej. Tysiąc historii do wygenerowania. A polecenia - równie prawdopodobne jest że zostaniemy wybrani "bo już robiliście w rodzinie" jak to że "chcę mieć inne zdjęcia niż siostra bo chcę się wyróżniać". To taki prosty temat Marek, że można go rozbijać w nieskończoność na atomy i każdy ma rację i nie ma racji, byle nie spinać pośladków i nie szukać "obrazy" :)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    kurczę Bartek, powstrzymuję się, żeby nie komentować, skoro miło nam panujący Siwko Family podjeli decyzje o zaproszeniu Cię do podcastu i tak wielu ludzi udało się Waszą rozmową zainspirować do działania i myślenia - super! ale ciężko nie zwrócić uwagi na kąśliwość w komentarzach z Twojej strony - wyzej sugerujesz Ewie "brak pewnych umiejetnosci", ktore Ty oczywiscie posiadasz, jeszcze wczesniej szufladkowanie ludzi na lepszych i gorszych "targowiczów" czy brak empatii w stosunku do innych fotografow. Konczy Ci sie cierpliwosc do przelewania tej swojej ultra pozytywnej energii "hej hurra na całego do przodu, nadrobmy braki marketingiem, każdy może" ?? Na ostudzenie delikatnie nerwowej atmosfery proponuję zobaczyc przepiękne, na wskroś prawdziwe i emocjonalne zdjęcia Ewy, a dopiero potem podważać jej sklonność do współodczuwania ;) https://www.youtube.com/watch?v=m8Q1MSUus2U
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Marcin Rusinowski sprawa jest prosta. Mamy różne perspektywy. Wydaje mi się, że zawsze warto szukać prawdy. Która moim zdaniem w tym momencie jest taka, że targi są jednym ze sposobów dotarcia do klienta - tak jak internet czy polecenie. I nie ma co demonizować targów jako źródła. Jeśli fotografowie nauczą się jak przygotować się do targów, jak sprzedawać bezpośrednio to wyjdzie to zarówno im jak ich klientom na dobre. Tak samo jak uczymy się marketingu w internecie, czy budowania sieci poleceń i wielu innych rzeczy.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Mam wrazenie ze dawno nie byliscie na targach slubnych... https://www.facebook.com/offwedding https://www.facebook.com/backtonaturepoznan https://www.facebook.com/silesiaweddingday/ i wiele innnych zarąbistych inicjatyw :)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    U mnie cel był jasny: zarabiać pieniądze i cieszyć sie tym co robię lecz już bardziej na drugim miejscu, niestety nie potrafiłem powiedzieć STOP. Przejadło się jak kiedyś snickers, których jadłem po 3 dziennie ;). Mając duużą rodzinę ma się i koszty i zapewnienie rodzinie bytu to podstawa.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    No juz nie mieszajmy bytu z robieniem 40-50 wesel w sezonie :D
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Piotr Czechowski no właśnie ... poniekąd stąd moja pazerność ;) Oczywiście jeśli ktoś pomyśli, że te śluby to z targów to może się nieźle przejechać, ale jakiś procent był.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Marek Bodzioch Twoja szczerość jest niezwykła :) gratuluję Ci odwagi i zrozumienia siebie. Jesteś gość!
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    hehe, pamiętasz Bustryk 2010 czy 2011 i nasze wspólne oglądanie prezentacji i wspólna szczera krytyka... jednak była w tym pasja... ;) Teraz ciężko mi poza zleceniami i imprezami rodzinnymi podnieść aparat, ale już powoli wraca, wracają wspomnienia sesji ( właśnie przed chwilą nasza wspólna koleżanka pytała o miejscówki w CRO na sesje, poszukałem zdjęć i wzięło na wspomnienia, ale zawsze gdzy coś sie kończy to czegoś jest żal :P i łezka się kręci ).
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Marek Bodzioch słabą mam pamięć - choć nie piję ;) Ale zloty były bardzo dobrym poligonem do wymiany zdań i poznania innych z branży. Bardzo je lubiłem i wynosiłem z nich mnóstwo energii i spostrzeżeń. Dlatego teraz sam je organizuję w trochę innej formule. Staram się dać możliwość wypowiedzenia publicznego tym, którzy moim zdaniem mają coś do powiedzenia (pokazują to przykladem swoim). No i wygląda na to, że korzystają i prelegenci i słuchacze. Potrzebujemy budować środowisko, łączyć się i dzięki temu dostarczać na rynek coraz lepsze produkty.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Do tego mamy LOOKSLIKEFILM POLAND, a nie prywatne warsztaty ;)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Od tego mamy LOOKSLIKEFILM POLAND ;)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Piotr Czechowski a co to jest?
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Zapomnialem jakie to modne udawac ze sie o czyms duzym i popularnym nie slyszalo 😂
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Piotr Czechowski właśnie się dodałem do grupy dzięki Twojemu linkowi :) Dzięki za info - ja na prawdę nie wiem o wszystkich grupach. Nie mam zbyt wiele czasu na oglądanie netu.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Piotr Czechowski ja nie wiem...
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    dzieki i ja dolaczylem...
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    dobrze czyta się tych wszystkich doświadczeń. Bardzo dziękuję za odpowiedzi i dyskusje pod tym wątkię :).
    Odpowiedz
5 maja 2017
Bartek przemiły chłopak, ale jego zdjęcia są jak z lat 90'. Nie słyszałam o nim nigdy i dla mnie ten podcast nic nie wniósł, mimo wszystko szacunek za szczerość.
Odpowiedz
    5 maja 2017
    Dziękuję Kaśka Sawicka za szczerość. To bardzo zdrowe aby posłuchać opinii pozytywnych i negatywnych. Nie twierdzę, że jestem w stanie dotrzeć do każdego. Ale miło mi, że wysłuchałaś do końca. Fotki robię najlepiej jak potrafię i nie uważam, żeby były słabe. W 2013 roku dały mi miejsce wśród 50 najlepszych świata w konkursie https://www.fearlessphotographers.com/ . Na mywed.com po wrzuceniu fot byłem dopiero 120ty... także to tylko konkursy ale międzynarodowe i poważne. Oczywiście Tobie się mogą nie podobać. Mi się podobają, moim klientom również :D
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Z lat 90 tych to mocna przesada. Jednak jeśli w latach 90 ktoś robił takie zdjęcia w naszym kraju to chciałbym link może jeśli jest taka opcja. Mi również taki styl średnio się podoba jednak każdy ma swojego klienta. Warsztatowo zdjęcia Bartka są przecież bardzo dobre a co do koncepcji? Wolność! Róbmy swoje i cieszmy się tym.
    Odpowiedz
5 maja 2017
Jakbym czytał FFŚ sprzed 10 lat. Wszyscy robią za tanio. Każdy wie lepiej za ile sie innemu opłaca a za ile nie :-)
Odpowiedz
    5 maja 2017
    ale 10 lat temu wszyscy robili za tanio. Tylko tamte tanio a te tanio - to inne bajki :)
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    haha dokladnie...
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Maciek, obawiam się jednak ze nie każdy
    Odpowiedz
    5 maja 2017
    Ehh FFŚ :D.
    Odpowiedz
5 maja 2017
Po wysłuchaniu podcastu nie opuszcza mnie myśl o poranku pana Bartka... prawdziwe Śniadanie Mistrzów wg mnie. Podziwiam konsekwencję i odwagę pójścia za tym, co naprawdę chce się w życiu robić i zlecenia innym tego, na co nie chce się tracić czasu. Wszyscy uczciwie zarabiają, są zadowoleni. Działa! Premium work balance :)
Odpowiedz
    5 maja 2017
    Marta Zgrajka - jakiego pana ;) Po prostu Bartka. Miło, ze napisałaś. Wytrwałość jest podstawą każdego sukcesu, nie mówię, ze jest lekko. Ale dziś na przykład wstałem o 3:30 rano, żeby zacząć plener w górach od wschodu słońca. Kocham to robić. Efekt może nie jest piorunujący, ale fotka przyjemna dla mnie: https://www.facebook.com/bartoszwyrobek/photos/a.284698424904680.64133.180866618621195/1574791455895364/?type=3&theater
    Odpowiedz
6 maja 2017
Bartek to super że dorabiasz sobie tymi wykładami, ale troszkę mamisz tych biednych ludzi o tym wielkim biznesie. Kiedyś po czterech latach roboty można było postawić dom. Lata 2005-2009. Fakt, trzeba było mieć podwykonawców. Teraz to nie przejdzie i biznesu nie da się zrobić. Żeby utrzymać się na rynku trzeba obrabiać 10 razy dłużej, mieć pięć razy więcej obiektywów, latać po plener ach z ciężkimi lampami. Dlaczego tak się porobiło. Na pewno rozwój technologiczny, czynniki socjologiczne. Ale także to że w tym kraju znalazło się mnóstwo szkolacych, którzy oprócz tego że natłukli na tym sporą kasę, to omamili biznesem niezłą grupę ludzi.
Odpowiedz
    6 maja 2017
    Artur, nie przesadzaj to teraz kwoty 4-6 K za slub nie robia na ludziach wrazenia, kiedys kwota pow. 3k u niektorych wywolywala drwiacy uśmiech. poza tym jesli robisz to dobrze, to masz mocny oręż w postaci zadowolonych i polecajacych Cię klientów. Myślę, Ze gdybym chcial godnie żyć ze swoja starą ochydna strona www to pociagnalbym na pileceniach jeszcze ze 3 lata. Dzwonia ludzie z polecen i proszą, czy nie zrobilbym wyjatku i zrobil jeszcze ten keden ślub, bo fotografów jest na rynku, ale oni chcą kogos zaufanego, sprawdzonego i ze te zdjecia, ktore widzieli u swoich przyjaciół i ze zawsze mowili ze albo Bodzioch albo nikt, a tutaj taki zawód... :P Teraz robimy albumy naszym starym znajomym i jest ich sporo, i owszem niektorzy robia coraz mmiej, a niektorzy napierniczaja ilości niesamowite... Artur, to ludzie z naszej fotograficznej epoki... ;)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Oj zdecydowanie przesada :)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Napiernicza się (ja jeszcze nigdy nie miałem tyle piątków i niedziel), bo lata posuchy wydają się przemijać. Ale w 2013 - 2014 nikt nie miał tak mega różowo. Latach prosperity warsztatów fotograficznych i dotacji unijnych. Teraz dzwonią do Bodziocha młodsze siostry tych młodych którym zawalił zdjęcia Kowalski. Bo przecież pokazał w portfolio zdjęcie z warsztatów. Ba, na warsztatach go nauczyli. Pojedziedz za darmo do Paryża i nad Morskie Oko i zrób tam plener. Pokaż na początku portfolio. Tym omamisz ludzi.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    akurat 10- 15 miałem po 43-48 umow wiec jaka posucha.. ?
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Każde miasto jest inne.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Artur Zomer poczytaj na stronie www.wizjafotografii.pl jak dziesiątki omawianych ludzi rozwija biznesy w oparach moich omam ;) zapraszam na warsztaty, po nich być może zobaczysz rzeczywistość inaczej :)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    moze dlatego ze nie robilem w "mieście" ?
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    To wracaj bo teraz jest miejsce dla ludzi z pasją. Wyrobnicy niestety obniżają ceny pomimo że Bartek im mówi że mają podnosić.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Artur, już chyba nie. mam jeszcze kilka w tym sezonie i cos w przyszlym, bo chcialem cenowo odepchnac klienta, ale to nie działa i w wydawaloby sie zaporowych sa klienci, ktorzy zapłacą. niestety sezon pokrywa sie z albumowym i ktos cierpi.
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    pasja to chyba pierwsze co umarlo w Marku :D
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    co nie znaczy ze robilem to gorzej, wrecz przeciwnie, mialem jednak dość jak to kiedys mnie Marcin przewidzial jeszcze w Fpfs...
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Wiekszych bredni nie czytalem
    Odpowiedz
6 maja 2017
Liczylem i liczylem... i wyszlo mi, ze zarabiac na zdjeciach zaczalem od razu po wystartowaniu, 7 lat temu - niech zyja dotacje! :D
Odpowiedz
6 maja 2017
Z ciekawosci i ja policzylem. Po 3 miesiacach od startu zarabiałem :)
Odpowiedz
6 maja 2017
Wypas. Gratuluję Wam że zaczeliscie tak szybko zarabiac. Mi to zajęło lata. Każdy ma inny punkt startowy inna świadomość biznesowa itd.
Odpowiedz
6 maja 2017
Czytam watek i nie dziwie sie, ze klocimy sie miedzy soba tam na gorze. Po pierwsze to wiekszosc z Was ma racje. Ale po czesci i tylko patrzac ze swojej perrspektywy. Nikomu juz nie chce sie zrozumiec punktu widzenia drugiej osoby. A kazdy z nas jest inny. Mamy rozne wzorce, rozne wylsztalcenie, rozny bagaz doswiadczen co w sumie zdefiniowalo nas jako ludzi i fotografow. Psucie rynku? Jedna dotacja nic nie zmienia. Tysiace dotacji na fotografie slubna juz zmieniaja. Pamietacie pewnie, kazdy w miescie mial zaklad foto. Dzis juz wiele z nich nie dziala. Po czesci to wina tego, ze sie nie przystosowali, po czesci dotacji. Dla skali marko to nic nie zmienia. W skali mikro to wiele dramatow, i wiele radosci. Kiedys to Wy wygryzliscie kogos(bo lepsze foty, sprzet cokolwoek) jutro wygryza Was. Warsztaty? Ignorancja nie pozwala Wam isc dalej. Swiatem rzadza schematy. Myslicie, ze zarabiacie bo robicie swietne zdjecia podczas gdy wiekszosc z Was opiera swoj warsztat o f1.2, preset archipelago i centralny kadr. Tak, to takie proste. To co nazywacie sztuka jest, uwaga, SCHEMATEM. Dlatego dzis kazdy jest fotografem. Oczekujecie, ze klient bedzie wyedukowany skoro sami znacie tylko zdjecia kilku osob ze swiata wedding? Do tego wiekszosc z Was pisze jakby z duma, ze nie zna tego fotografa czy tamtego bo to dinozaury. To Wasza ignorancja. Pokazujecie tylko swoja swiadomosc. Warsztaty (nauka) sa potrzebne. Niektorym fotograficzne, a wiekszosci marketingowe. Nie mowie, ze Bartek robi to najlepiej, nie znam go poza prastarym FFS. Ale jesli ludzie sa zadowoleni to super. Co Wam do tego? Macie swoja droge, myslicie, ze wiecie juz wszystko, nie chcecie sie rozwijac - ok. Ale dajcie innym robic swoje. Zarabiaja na tym i to Was boli? Jacek Siwko tez nie zaprosil nas tutaj dlatego, ze jest mecenasem. Dla mnie te podcasty to fajna sprawa. Moge poznac punkt widzenia innych osob. Ale czy sie z tym zgadzam? Chyba tylko z Michalem Warda. Grzegorz (swiatlolap) wydawal sie rowny gosc. Tylko pozniej przypadkiem natrafilem na jego strone a tam cale zycie wywalone dla wszystkich. Filmy z wakacji, sniadania. Come on. Czlowiek opowiada jak sie tym brzydzi a na stronie pokazuje jak skacze w majtkach do basenu? Dla mnie to nie gra. Podobnie jak wiekszosc tego co sie mowi w podcastach. Ale sa ciekawe jak house of cards i fajnie ze sa. Tylko wrzucmy na luz. Szanujmy sie zeby nie skonczyc jak FFS. Peace
Odpowiedz
    6 maja 2017
    Dobrze prawisz 💪✌
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Pewnie ze tak :). Człowieku po prostu rozmawiają :)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    AMEN :)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Jakże trafnie :)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    cieszę się, że się zgadzamy 👊 :)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Dobrze napisane :)
    Odpowiedz
    a co jest złego w skakaniu w majtach do basenu?
    Odpowiedz
6 maja 2017
Tomek, ktorko i na temat. Ffs umarl smiercia naturalna, bo wydawalo nam sie ze juz wszystko wiemy i wszystlie tematy poruszylismy i wszystlie problemy rozwiazane... :P
Odpowiedz
    6 maja 2017
    No nie tak krotko 😂👍
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Tomek Kurzydlak ale jak na temat!
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    Marek, zapomniałeś dodać, ze w międzyczasie część poczuła się lepsza i założyła własne TWA ;)
    Odpowiedz
    6 maja 2017
    nie, poczuła że ma stado "pytków" na forum, którzy nic nie wnoszą tylko pytają. FFS był największą bazą w PL informacji o biznesie ślubnym, sumą wymiany doświadczeń wielu ludzi - i powstało proste pytanie - czy chcemy się ot tak dzielić z anonimowymi ludźmi, z którymi się nawet nie znamy. FFS umarł moim zdaniem, bo nadszedł czas social media a tam FFSu nie było. Plus - w sumie nie poszło to w stronę wzajemnych szkoleń etc. łatwiej było sprzedawać warsztaty starterom. Ot życie. Na miarę FFS już nic nie będzie, taka prosta prawda czasu i ekranu.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    A kto wam kazał tych pytków przyjmować? 😉 Z tym "łatwiej było" zgadzam sie całej rozciągłości 😎
    Odpowiedz
6 maja 2017
Wielkie dzięki!
Odpowiedz
    6 maja 2017
    teraz po przeczytaniu maila wiem za co dzięki! cieszę się, że mogę pomóc :D
    Odpowiedz
6 maja 2017
Bardzo Wam dziękuję za podzielenie się opiniami. To bezcenne! Już bardzo dawno nie miałem okazji poczytać tylu różnych komentarzy. Dzięki też za mnóstwo maili i wiadomości na FB. Przemiło, że tyle osób złapało inspirację do działań marketingowych. Fajnie, że kilka osób przetarło oczy ze zdumienia po przerobieniu kursu mimo lat pracy. Niektórzy pozbyli się mitów, które ich blokowały. Cieszę się! Dzięki wielkie Jacek Marek Siwko za Twoją robotę z podcastami! Świetna sprawa!!! No i tworzy się otwarte miejsce do wymiany myśli.
Odpowiedz
7 maja 2017
Bardzo ciekawa dyskusja pod tyn wątkiem, przeczytałam na poweselnym kacu chyba wszystko :) Zastanowił mnie inny wątek poruszany w tym podkaście, a mianowicie czas oddawania zdjęć. Jak trzymam się planu pracy, to spokojnie po tygodniu mam gotowe zdjęcia, ale... oddaję po miesiącu, żeby klienci nie myśleli, że zrobiłam to na kolanie. Może to głupia logika? Jak Wy robicie? Zamiast tego tuż po ślubie wysyłam mailem trochę najlepszych zdjęć.
Odpowiedz
    8 maja 2017
    Oddawaj do tygodnia. Jaki sens jest trzymać? Korzyści z oddania szybkiego są ogromne. Zresztą po co trzymać?
    Odpowiedz
7 maja 2017
uff, udało się dopiero wczoraj po południu, przy cięciu desek na pudełka ( włączając maszynę bałem się, że paluchy poucinam słuchając, ale nie było tak źle ;) ). Generalnie wszystko się zgadza, wszystko pasuje, ale 3 lata nie płacąc ZUSu to chyba jednak musiałeś w to wliczyć auto, budowę biura itp. Mimo iż sprzęt w porównaniu do dzisiejszych czasów i zarobków na ślubach był jakoś dość drogi ( pamietam w 2005 C 300D kosztowało chyba 3K+ , 30D w 2006 też niezbyt tani, do tego miałem C 17-40 i tamrona 28-70 ? ) bo całość chyba zamykała się w nieco ponad 10k. Komputer, PS, monitor i inne to max drugie 10k. Kiedyś to liczyłem, że w drugim roku już miałem przody. mimo iż dopiero w drugim roku, po którejś umowie odważyłem się przekroczyć 2k za zlecenie ślubne. Poza tym wszystko mocno na tak i nawet te wizytówki dyskretnie rozdawane są fajnym pomysłem. Miałem jednak inny pomysł ( btw. pomysł na promocję w dniu targów i mniejszą w tydzień po to jest mój i najmojszy ;) - podniosłem ceny o 5% na targi i dawałem rabat 5% i sesję narzeczeńską przy podpisaniu w dniu targów i jakiś mniejszy i zrabatowaną sesję przy podpisaniu do tygodnia od targów - ludzie wówczas się spinali z decyzją jeśli się jeszcze wahali :) ). Mój pomysł zamiast Twoich wizytówek to tania, lub zrabatowana sesja narzeczeńska, lub nawet darmowa ( tylko czasem w przypływie dobrej woli i ładnej PM ;) ) pod warunkiem, że: sesja 30 minut w Wadowicach ( często u nas w ogrodzie ), PM zorganizuje projektor na sali, a ja wykonam prezentację multimedialną, którą ktoś puści podczas np. szamania tortu czy innej przerwy. Do tej sesji mieli podesłać po 6-7 zdjęć ze swojego dzieciństwa i młodości - było na uzupełnienie kilku minut prezentacji na początku. Z sesji 20-30 zdjęć i na koncu adres www naszej strony. Często były bisy prezentacji i bardzo często przychodzili ludzie o podanie namiarów na siebie, od razu zapytania o wolne terminy. Zdarzało się, że na ślubie rezerwowaliśmy terminy po takich prezentacjach, a młodzi mieli dodatkową atrakcję. Warunkiem promocji z darmową sesję był też zakup albumów dla rodziców, na których znów zarabialiśmy dodatkowo. W albumy z narzeczeńskiej było wklejonych kilka zdjęć i stanowiły prezent na podziękowania dla rodziców ( o tym chyba wyżej pisałem ), Zaraz ktoś napisze, że nieskalibrowany monitor może wyrządzić wiecej szkody niż pożytku - nic bardziej mylnego. Ludzie nie patrzą jak fotografy, le gdy po włączeniu stopklatki przy ustawianiu projektora widziałem, iż jest mocno źle, to brałem mikrofon i tłumaczyłem się przed puszczeniem, że projektor, że tło itd. Wracając jednak do tematu podcastu Bartka po części widziałem naszą drogę i uważam, że chłop słusznie prawi, że warto jeśli nie masz pomysłu wyskoczyć do niego na warsztaty :)
Odpowiedz
    7 maja 2017
    Eh, gdybyś Marek czytał uważnie to co pisaliśmy na FFS'ie 8-10 lat temu :) Te rewelacyjne wyliczenia opłacalności zrobił Staszek Wesołowski, międliliśmy je bardzo długo. Niestety po 2009 roku trochę się to wszystko rozmyło (FFS). Wizytówki, slideshows na przyjęciu - to też było na FFSie, co więcej - nie cierpiący na sklerozę pamiętają, że "wrzucił" je online pierwszy Becker, potem drugim rzutem pojawiały się te rzeczy w [b]school i jeszcze parę takich prostych patentów, które ze zdumieniem oglądacie teraz jako wow patenty wymyślone właśnie przez magików. Jeżeli ktoś wrzuca w jedno hasło marketing, reklamę i sprzedaż - czyli nie rozróżnia trzech etapów i torów na poziomie podstawowym - to ja się pytam się o jakim mieszaniu ludziom w głowach chcemy rozmawiać? To są kompletnie różne umiejętności w rejonie naszych "niezbędników". Ktoś kto super ogarnia temat marki wymięka przy sprzedaży bezpośredniej. Ty Marek - wg moich obserwacji i pamięci z czasów FFSu jesteś bardzo dobrym sprzedawcą - być może te ciasta/ciastka były bardzo dobrym poligonem do wyćwiczenia tematu, który przekłada się dalej. Ile osób ma Twoje doświadczenie sprzed fotografii ślubnej? Jestem w stanie się założyć, że na targach sprzedał byś KAŻDE portfolio. Serio. I teraz mówimy o startupie, kopniaku z zera do pseudobohatera, bo żadne warsztaty nie dają doświadczenia stricte ślubnego - zostawienia kogoś samego sobie na ślubie i - masz to zrobić. To jest dopiero nasze doświadczenie. Można się do tego przygotować (i to jest rola warsztatów), ale takie własne doświadczenia to właściwa prawda "czasu i ekranu", co rzeczywiście robimy, potrafimy, czy dajemy radę. Tak się przyjęło mówić, że puste naczynie łatwo napełnić. Na start KAŻDE warsztaty coś dają. Trzeba tylko chcieć z nich coś wynieść. Komuś kto nie ma pomysłu na siebie - nie ma możliwości, żeby warsztaty przy minimalnym ujęciu personalnym nic nie dały. Czy mówimy o ogromnym sukcesie? Ja bym to nazwał jakimś krokiem, jak ruszanie na skrzyni manualnej. Oczywiście - motywacja polega na wyolbrzymianiu rzeczy małych do przełomowych a pomniejszaniu podknięć - tak nam generalnie działa napęd na poziomie psychologii, tylko - znowu - nie każdy tak działa. Są ludzie, którzy wiedzą czego chcą i Ci, których prowadził zawsze ktoś za rękę. Couching (taki prawdziwy) jest dla tych drugich. Oni nie szukają prochu, tylko sprawdzonej, certyfikowanej recepty, przepisu gotowca. Wyznają poświadomie filozofię braku podknięć, bo one zabijają w nich energię. Ja nazywam to postdoświadczaniem - w takiej drodze uczymy się tylko wyniku, nie metody dojścia, dla mnie osobiście to trochę kaleka forma rozwoju, bo - każdy z nas jest inny, mikrokroki rozwoju są inne i takie skoki - często pozbawiają nas jakiś małych cech do rozwinięcia, a takie braki często wychodzą później. Targi nie są dla wszystkich, to wielu czynników w które im bardziej wejdziemy, tym drażliwiej będzie - ale jeżeli ktoś znajduje tam Klienta i jest szczęśliwy z budżetu, ludzi, formy kontaktu - to super i nie mi oceniać. Mój model interpretacji jest prosty: jeżeli ktoś szuka mnie i moich zdjęć to nie idzie na targi. Szuka mojej strony i kontaktu ze mną. Jeżeli nie byłoby mnie w necie, nie działałby mi system poleceń, to pewnie byłbym na targach. Czy teraz jest to już jasne? Działa to dla mnie tak: ja już nie potrzebuję kolejnych 15 Klientów w jeden dzień, potrzebuję tylko 25 Klientów rocznie, natomiast o właściwym budżecie, właściwym podejściu (dla mnie) do zdjęć. Koniec tematu - tu nie chodzi o obrażanie kogoś tylko o świadomość czego się chce, czego się oczekuje od kogoś i sprawdzonej metody realizacji tego. Ja nie mam wejść na stronę na hasło "fotograf ślubny" tylko na nazwę marki. Nie rozkładam wizytówek, bo moją wizytówką jest dyskrecja pracy. 90% z poleceń. Nie wystawiam się na targach, bo tam nie ma moich Klientów. Żeby wyjaśnić to na samochodach: Koncert BMW ma i Audi i BWM. Dzielą wiele części etc. Na targach nigdy nie stoją obok siebie. Inny target Klienta, inne ceny, jedno i drugie jeździ. W temacie rozwoju i warsztatów - Marek - już bez proroctwa dla Ciebie - bo mniej Ciebie dotyczy: zaleje rynek napływ sprzedawców "dywanów". Ludzi, którzy potrafią się sprzedać, po prostu - pistolety sprzedaży bezpośredniej, nie przegadasz ich (bo mają wbite NLP). Dla fotografii to żadna zmiana, bo ona nie jest fotograficzna, dla rynku na poziomie startowo-średnim - już tak. Zawsze efekt motyla uderzy od dołu w środek. Niska półka cenowa przeżyje, po dupie dostaje środek - tak było zawsze i tak niestety będzie dalej. Zapisać, do tematu wrócimy za 5 lat, tzn. wrócimy z tymi, którzy jeszcze będą robić zdjęcia :) Wyliczenia... Niestety znowu nie dla mnie. Zanim zanim zacząłem przygodę z fotografią ślubną dwa lata analizowałem i się broniłem przed tematem. Wchodząc już w ten rynek miałem sprzęt na poziomie 5d i paru szkieł L (2006 rok), miałem monitor, komputer, firmę. Dotacji wtedy nie było albo o nich nie wiedziałem. Było in plus na starcie. Bartek to symatyczny facet - takim się wydaje, mocno nakręcony na to co robi i mówi - kwestia niestety tego, że ja zbyt wiele przeczytałem o marketingu, żeby go mieszać w jednym garnku z reklamą i sprzedażą. Mechanizmy pracy nad tymi rzeczami są identyczne jak przy pracy nad batonikiem Snickersa czy produktem L'Oreala czy nowym modelu Volvo - 20 lat temu nad tym pracowałem jako kreatywny przesiadując i z głowami od marketingu i reklamy i sprzedaży (kompletnie różne osoby, trzy kompletnie punkty widzenia i cele). Problem w tym, że zbyt wiele różnych zawodów nie będących fotografią spada na jednego człowieka - i to jest taki niestety model edukacyjny jaki jest w tym kraju - wszystko po łebkach. Osobiście - nie kupuję w tym wszystkim co mówi Baretk gładkiego uśmiechu, a tak naprawdę stojących za tym ciągów cyferek, wyliczeń opłacalności, optymalizacji - "widzenie ludzi a nie $$$" przy czym są te wyliczenia $$$ :) To fajne hasło tylko tak między nami trochę nieprawdziwe. Albo chcemy dobrze zarabiać, albo nazywać siebie samarytaninem, wszelkie kompromisy są płynne i potrafią wyparować, gdy zmienia nam się model życia albo sytuacja życiowa. Czy trafiając na ślub VIPa za 20k PLN odmówicie, bo lubicie te swojskie śluby w remizach płatne po 1500 zł? Bo macie swoje zasady, bo kochacie ludzi i to nie pieniądze są dla Was najważniejsze? Chciałbym powiedzieć: bądźmy uczciwi w tym co mówimy, ale - nawet jedno zdanie w tej dyskusji to przecież też jakiś marketing, reklama, sprzedaż :) Nie mając nic w głowie pewnie bym poszedł na warsztaty do Bartka, chociaż temat marketingu zrobił się ostatnio na tyle modny, że inni też już to robią (np. Snapy). Ktoś już zauważył a propos tych podcastów jedno: wersja filozofii na potrzeby podcastu to jedno, realia na grupach/forach to drugie, a prawdziwa "polityka" wobec Klienta to już trzecia historia - z tych samych ust. Trochę to smutne, ale co zrobić. Życie. Marketing. Reklama. Sprzedaż. pozdrawiam :)
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    Marcin, jestem daleki od pouczania, ale wzielo mnie na rozkminki ;) Ogolnie to sie zgadzam z tym co napisales :) Dwie mysli. Ten brak zapytan na "fotografa slubnego" wcale nie musi oznaczac Twojej swietnej marki, moze to jednak kiepskie SEO.. ? ;) Bo wiesz, kiedy nie "wyskakujesz" na hasla w stylu 'fotograf' to logiczne jest, ze gorowac beda zapytania "o marke"... a pod tym slowem kluczem konkurencje masz zerowa, wiec na pewno 100% zapytan pojdzie do Ciebie ;) 90% umow z polecen to tez nie jest powod do zadowolenia w dzisiejszym swiecie - po pierwsze troche to przeczy temu co piszesz o swiadomych klientach. Ludzie nie znaja sie zbytnio na fotografii, wiec gdy ciocia Jadzia powie Andżelice, ze Brajanek mial super fotografa to ona łyknie to w ciemno nawet nie zagladajac na strone ;) Pomimo ze nie mozna uogolniac, to jednak wszyscy wiemy ze tak to najczesciej dziala. Po drugie - znowu jest przyklad na to, ze cos jest nie halo z SEO ;)
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    90% poleceń to też agencje, inni fotografowie - nie tylko ciocia Błajanka. W przypadku typu mojego Klienta docelowego - mi wystarcza. Co z tego, że najbardziej wyedukowanym fotograficznie potencjalnym Klientem będzie student filozofii - skoro nie spełni podstawowego założenia biznesowego - budżetu na moją usługę :) Aby uprościć Ci rozkminki - to wynika ze świadomości marki. Że istnieje. Że znają nazwę. A z SEO... przeceniasz SEO jako receptę. Ja wolę mieć markę niż SEO, a bez marki... zostaje tylko SEO i pompowanie czasu i kasy w Google. Zresztą... kto powiedział, że nie mam SEO :P
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    Troche celowo uogolniam i pomijam pewne rzeczy o ktorych teraz wspominasz, ale inaczej nie byloby o czym dyskutowac .. ile mozna przytakiwac ? ;)
    Odpowiedz
    7 maja 2017
    i się zrobiły warsztaty z dyskusji o podcaście, sprytne, ale i tak wyślę fakturę :D
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Piotr Czechowski Mnie tam rozwala potrzeba bycia alfą i omegą. I tutaj kolega ma słabe SEO i mu wytykasz, kto ogarnia Instagrama, reklamę na FB, SEO, wizytóweczki, prezentacje milion innych pierdołów, a do tego jeszcze uczy się i cieszy fotografią i nawiązuje wspaniałe relacje. Mamy być fotografami, grafikami, specjalistami od seo, społecznościówek, form reklam, koniecznie ekstrawertykami w relacjach i specami od wszystkiego. Jak się komuś sprawdza chociaż część to niech się specjalizuje w tym konkretnym kanale który mu leży.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    ja tylko prowadze dyskusje ;)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Marcin - fenomenalny wpis. Podpisuję się chyba każdą łapką.
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    ponoć Satchmo czyli Louis Armstrong zwykł mawiać a propos fałszów i inprowizacji: jeżeli coś brzmi dobrze to znaczy, że jest dobre. Jeżeli robicie coś kompletnie wywróconego do góry nogami (mam przyjaciela w Meksyku - jest najdroższy w swoim regionie - a nie ma strony www, nie publikuje zdjęć - nie wystawia się, a ma nonstop robotę) a działa to - nie zmieniajcie tego jeżeli nie musicie. Bo działa. Być może trafiliście na swoją niszę a cokolwiek obok to już nie Wasza "ziemia". Być może tabelki nic Wam nie dadzą a jedynie zburzą poczucie komfortu, nie każdy jest tabelą z excela. Nie każdy dobrze znosi couching a la Amway. Nie każdy jest sprzedawcą. Wiecie dlaczego założyli Magnum? Żeby fotografowie nie rozmawiali z Klientami o kasie, bo nie potrafili rozmawiać, a agencja negocjowała lepsze stawki. W zależności od naszych predyspozycji należy wypracowywać inne metody - kontaktu, sprzedaży, dystrybucji informacji o nas. Może nie FB tylko Instagram, może tylko Snapchat, może tylko live'y a może strona www. Jeszcze wierzę w ludzi nie mających FB - jakiś 20-30% moich Klientów.
    Odpowiedz
7 maja 2017
amen
Odpowiedz
8 maja 2017
to wersja oficjalna czy dla Urzędu Skarbowego ?
Odpowiedz
8 maja 2017
Jakbym to już czytała.. tylko na fotografii dziecięcej.. Świat się zmienia.. technologia.. sposób pozyskiwania wiedzy.. Nie zatrzymacie tego.. Musicie się nauczyć z tym żyć zmieniając model swojego biznesu.
Odpowiedz
    8 maja 2017
    Ci co chcą być wyjątkowi muszą się nastawić na chwile zwątpienia.. tygodnie bez zleceń.. ale pozostaną sobą. Cała reszta będzie "produkować spodnie z dziurami" bo akurat taka jest moda. I jaki tu powód do płaczu..
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Nic nie musicie, nie wiem czego wszyscy pragną, ale na pewno nie ma jedynej słusznej reguły, do której trzeba się dostosować.
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    na szczęście Aife :)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    nie szedlem za moda i orzez 11 lat mialem klientow, sporo klientow, moze dkatego zr nie produkowalem spodni z dziurami...
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Ci co produkuja spodnie z dziurani maja wiecej klientow i wiecej kasy..
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    niekoniecznie... skoro wszyscy produkuja te dziury ... ;)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    trzeba produkować jako pierwszy.. wtedy jest i dużo kasy.. i masa klientów.. pozostali zbierają to co zostanie na rynku.. bo nie zdążyło złapać pierwszych okazji
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    jakos moja Iza nie lubi chodzic w tym w czym chodza wszyscy... chce sie wyróżniać... ? podobnie jak kazda PM cjce miec zdjecia inne? jeszcze piekniejsze, chce zaskakiwac? no może prawie kazda... ;)
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    No i trzeba pamiętać.. że spodnie z cekinami kupi teraz kilka osób.. tym bardziej jak będą za tysiaka.. A spodnie z dziurami za 100 kupią miliony
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Każda chce mieć inne.. a i tak każda potem ma te same ujęcia.. te same momenty.. Niepowtarzalność można uzyskać jak się robi ślub jeden na 2-3 miesiące.. a nie co tydzień..
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Mo chyba, że lecisz na dopalaczach.. wtedy masz co tydzień inną wizję.. niepowtarzalną.. :D
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Karolina, to wiem jako pierwszy wprowadzam wiele w tym co obecnie robimy, w wielu tematach jestesmy pionierami, ale malpuja w tempie nawet nie wiesz jakim... :P
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    Marek Bodzioch akurat ja doskonale wiem w jakim tempie.. Moje mini sesje okazjonalne robią teraz wszyscy..
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    i nie mowie tutaj o fotografii
    Odpowiedz
    8 maja 2017
    a w innej mojej działce foto jest to samo.. trzeba mieć torpedę w dupce aby uciekać non stop..
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Karolina, mam nadzieję, że z czasem uda Ci się jednak odnaleźć sposób, żeby pracować spokojniej nie patrząc na to co robi reszta branży.
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Ostatnio porzuciłam właśnie to owo zainteresowanie i pracuję tak jak lubię.. na moich zasadach.. Niestety to branża mnie atakuje za moje metody marketingowe..
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Czy to aż takie ważne co sądzą inni fotografowie? Ważne co klient sądzi-żeby potem chwalił, a nie zjechał i czy Ty jesteś zadowolona ;).
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Ja jestem bardzo zadowolona..
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    A piszesz o zwątpienia płaczu i ratunku w dopalaczach...
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Marcin Bogdański ale to mnie nie dotyczy.. Mam adhd.. czyli naturalny dopalacz..
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Ale wskazałaś, że widzisz drogę do utrzymania oryginalności w dopalaczach.
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Jeżeli masz być oryginalny co tydzień.. na ślubie..
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Nie jestem co tydzień. Jest 52 tyg w roku. A to nie ja piszę ze mam 75 :)
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Ja ze ślubów zrezygnowałam.. Wolę robić dziecięce i zarabiać tyle samo co Ci z górnej półki na ślubach.. Obróbka lajtowa.. mniejsza odpowiedzialność.. Możliwość przełożenia sesji.. Życie bajka..
    Odpowiedz
9 maja 2017
Każdy rok miałam na plusie. Pierwszy ledwo wystarczyło na utrzymanie a każdy nastepny lepiej.
Odpowiedz
    9 maja 2017
    szacun :)
    Odpowiedz
9 maja 2017
A ja po warsztatach Bartka powoli wykopuję się na plus, jednak inwestycje poczynione w firmę i zaplanowane dla jej rozwoju nadal przerażają ;) Tak czy inaczejw moim wypadku to co mówi Bartek okazało się prawdziwe w 100% i było punktem wyjścia do lepszego. Już widzę, że sezon 2018 zapowiada się jako lepszy - dzięki Bartek Wyrobek :) A i jeszcze jedno - przed warsztatami Bartka myślałam że chodzi o to żeby podnosić ceny - zdecydowanie nie ;) Za to podnoszenie JAKOŚCI i po warsztatach stawiam na1 miejscu i już (po 3 miesiącach) widzę efekty!
Odpowiedz
    9 maja 2017
    to zależy od cen jakie masz obecnie, jeśli mocno wysokie, a pf takie sobie to i owszem, JAKOŚĆ na pierwszym miejscu ;)
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Dzięki Anna Osiak!!! Fajnie, że widzisz tak rozsądnie rzeczywistość :) Od razu inaczej się działa mając świadomość bliższą prawdy ;)
    Odpowiedz
    9 maja 2017
    Marek Bodzioch I ceny I zdjecia mamm srednie ;)
    Odpowiedz
9 maja 2017
Nie porównujmy produkcji masowej do pracy w usługach. To są kompletnie dwie różne rzeczy, fotografia to nie spodnie z dziurami, w kwiatki czy cekiny. Jako fotografowie mamy ograniczony czas i moce przerobowe, szczególnie jeśli chodzi o śluby. Nie rozdwoimy się. W produktach można schodzić z kosztów dzięki skali, wtedy iść w niską cenę i maksymalizować dzięki temu zyski. W usługach tak się nie da, więc mieszanie tych dwóch modeli jest mylące. Bycie "modnym" w fotografii to trochę pułapka, bo wpadamy do środka worka z modnymi fotografami. Dobry fotograf ślubny potrzebuje rocznie ilu klientów? 20? 30? Marcin Rusinowski o tym też pisał, i ja bym chłopaka posłuchała bo wie co mówi Oczywiście, można robić 40 ślubów w niskiej cenie, można 15 w wysokiej. Metod jest wiele i chyba najważniejsze w tym wszystkim żebyśmy wiedzieli co chcemy osiągnąć i czuli się z tym dobrze..
Odpowiedz
    9 maja 2017
    Może komuś się wydawać, że osiągnie efekt skali robiąc dwa razy więcej zleceń, obrabiając niemal cały materiał bez namysłu i edycji, nie myśląc o zdjęciu, a poddając się modzie. Jak ta stanie się przebrzmiałym mainstreamem (a już nie jest niczym świeżym) to mnożnik zmieni się poniżej średniej półki. Jak można się odróżnić będąc kolejnym takim samym.
    Odpowiedz
    10 maja 2017
    można robić 40 ślubów w wysokiej cenie i Paulina gdybym miał osobę do postprocesu to nigdy by mnie się ta robota nie znudziła, a na pewno nie po 12 latach. Z resztą ja inny jestem, bo lubię coś tworzyć nowego, wymuyślać, a potem ktoś to musi za mnie robić, taka wredna natura :P.
    Odpowiedz
    10 maja 2017
    Ja tam nie jestem ekspertem, daleko mi do tego, ale wydaje mi się że klepanie dużej ilości na początku ma sens - pod warunkiem że umiesz to zmienić w polecenia. Klienci którzy przychodzą z polecenia mam wrażenie, że są mniej nastawieni na czynnik cenowy.
    Odpowiedz
    10 maja 2017
    klienci z polecenia są wcześniej uświadomieni Twoimi cenami, są często jednak mniej świadomi czego chcą i z praktyki potem widzę, że czasem próbują wsadzić jakiegoś kolorowego kwiatka w B&W
    Odpowiedz
10 maja 2017
https://www.mwesolowska.pl/single-post/2017/05/09/O-wycenie-us%C5%82ug-fotograficznych---okiem-kontrolera-finansowego
Odpowiedz
    10 maja 2017
    to jest bardzo dobry artykuł, czytałam go wczoraji chwaliłam za głos rozsądku
    Odpowiedz
12 maja 2017
Trochę po czasie i trochę spózniona, ale w końcu nadrobiłam. I niezmiernie się cieszę. Dotychczas były głębokie, dosyć filozoficzne podcasty. A ten. Ten jest po prostu trzaśnięciem prosto z mostu. Bartek świetnie opowiada i o realiach, i o samym podejściu do pracy. Do pracy pod kątem siebie - szczególnie wpadły mi do głowy słowa "robić zdjęcia z radości i przyjemności", jak również pod kątem pracy i współpracy z konkurencją. Wyścig szczurów dalej ewoluuje, a jeden drugiemu i tak by nogi podstawiał. Fotograf, fotografowi wilkiem. Może to tylko podcast, może to tylko 1h rozmowy, ale widać, że Bartek jest po prostu "człowiekiem". Żadnym nadufanym artystą, a osobą, która docenia siebie, docenia swoją pracę, ale też chce się nią dzielić z innymi. I w tym podcastcie przedstawia to, może z mniejszą ilością filozofii, ale myślę, że warto czasami posłuchać "i serca, i rozumu" :) Super, że został poruszony aspekt marketingu i jego podejścia do klienta. Mam okazję obserwować rynek i zachowania klienta z 2 płaszczyzn (raz, że fotografii,a dwa, że rynku IT) i sama widzę, że klient jest coraz bystrzejszy. Ba. Klient wymaga. Wymaga tego, aby podejść do niego jak do człowieka, pokazać mu, że "chcemy rozwiązać jego problem, chcemy mu ułatwić coś w życiu", a nie wciskać kolejny zestaw garnków, które ładnie się błyszczą. W ostatnim czasie obraz klienta i jego sposób myślenia niesamowicie ewoluował. A kończąc mój wywód, potwierdzam. Trello i w pracy, i w życiu ułatwia funkcjonowanie :) Jeszcze raz spóźnione dzięki! :) Ruszam do kolejnego podcastu :)
Odpowiedz
    13 maja 2017
    Ola zgadzam się z Tobą, teraz nachalny marketing w TV już tak mocno nie działa, teraz do kwestii promowania swoich usług trzeba podejść zupełnie inaczej właśnie wpasowując się w potrzeby klientów, super, że to wyciągnęłaś na wierzch! <3
    Odpowiedz
    16 maja 2017
    Aleksandra Siwierska - dzięki, że się podzieliłaś odczuciami! Bardzo mi miło! :D
    Odpowiedz
15 maja 2017
ciekawe który to fotograf ślubny z Zawiercia kosi 7K za zlecenie ? :)
Odpowiedz
    16 maja 2017
    Tomek Konopka taki który rok temu nie brał nawet 2K :D
    Odpowiedz
    19 maja 2017
    "za zlecenie" u jednego jest reportażem a u innego tuzinem albumów, sesji przed/po.
    Odpowiedz
18 maja 2017
Podłącze sie pod ten wątek. Mówione było sporo o sprawnym publikowaniu zdjęć w kontekście reklamowania się itd. Co do Pary Młodej jasna sprawa. Mam umowe. Zgoda na publikację i nie ma prpblemu. Ale pozostali goście? Jak rozwiązujecie problem wrzucania zdjęć z reportażu na bloga? Co grozi za to jeżeli ktoś z gości nagle uzna, że on sobie tego nie życzył? Ja mam prene opory przed wrzucaniem osób z wesela do sieci.
Odpowiedz
    18 maja 2017
    Nic nie grozi. Znikoma szkodliwosc. Usuniesz i przeprosisz co najwyzej
    Odpowiedz
    18 maja 2017
    Tak też sobie myślę. Aczkolwiek ja np. nie chciałbym, żeby zdjęcia z mojej imprezy rodzinnej fruwały po sieci z inicjatywy fotografa. Jako fotograf znowu, to duża promocja. I takie to mam dylematy moralne :)
    Odpowiedz
    18 maja 2017
    Wiadomo, jak zwykle sa 2 strony medalu ;)
    Odpowiedz
    29 maja 2017
    Tomek Kurzydlak nic dodać nic ująć :) Czuć lata pracy w tym co piszesz.
    Odpowiedz
    26 czerwca 2017
    Dokładnie, tak jak mówi Tomek Kurzydlak , miałam 2 takie sytuacje, raz napisała do mnie mama dziecka, żebym usunęła zdjęcie jej dziecka z reportażu; natomiast 2 syt. już nie była za ciekawa, Pani do mnie zadzwoniła - strasznie krzyczała!!!!! Straszyła policją, więzieniem itp. - wysłuchałam kobiety przez ok 15min. przeprosiłam i usunęłam zdjęcia
    Odpowiedz
Dziś nadrabiam zaległości :) Bartek, Jacek! Rewelacyjny podcast! Dla mnie jeden z tych lepszych!
Odpowiedz
    29 maja 2017
    Dzięki Ewelina Zięba-Kacperek. Cieszę się, że Ci się podoba!
    Odpowiedz
    Bartek Wyrobek jeszcze tylko ankietka i będę complit :)
    Odpowiedz
    Bartek Wyrobek dzięki, że tak szczerze o wszystkim opowiadasz. To mega cenne. Masz bardzo realne spojrzenie na biznes. Otworzyłeś oczy i zmobilizowałeś do jeszcze większej skrupulatności <3
    Odpowiedz
    29 maja 2017
    To moja misja - pomagać :) Ewelina Zięba-Kacperek każdy daje od siebie po trochu i tak się rozwijamy. Ja potężną dawkę wiedzy i radości dostałem dzięki forum fotografów od Zbigniew Kruk :) Także im więcej osób się dokłada tym lepiej dla wszystkich.
    Odpowiedz
    Bartek Wyrobek super <3 Tort jak to mawiają jest wielki i każdy ma swój "kawałek" :)
    Odpowiedz