Gościem 16 odcinka podcastu jest fotograf, którego nie trzeba przedstawiać, każdy kto zetknął się z fotografią ślubną zapewne wie doskonale kim jest Michał Warda z duetu White Smoke Studio.

Spotkanie z Michałem odbyło się w nieco innych okolicznościach. Rozmawialiśmy w jednej z warszawskich kawiarni (dlatego musicie wybaczyć nam hałasy w tle nagrania).

White Smoke Studio w sieci:

www: whitesmokestudio.pl
fb: facebook.com/WhitesmokeStudio
insta: instagram.com/whitesmokestudio_com

Tak się składa, że publikacja tego odcinka odbywa się między targami Back To Nature w Wąsowie i Silesia Wedding Day a w rozmowie akurat pojawia się wątek targowy, jak się okazuje White Smoke Studio, czyli Dorota Kaszuba i Michał Warda na początku swojej przygody z fotografią ślubną pokazywali swoje prace na targach. Przy okazji nadmienię, że pojawiając się na swoich pierwszych targach mieli wyższe ceny niż cała reszta fotografów – być może będzie to mała inspiracja dla osób, które boją się zaktualizować swój cennik.

Jednym z tematów przewodnich rozmowy będą warsztaty fotograficzne, akurat spotkaliśmy się w dniu pomiędzy warsztatami White Smoke Studio a warszawską edycją warsztatów Niezłe Aparaty, które prowadzimy z Kasią.

Dla mnie istotnym zagadnieniem pośród wszystkich, które pojawiają się w podcaście jest temat fotografowania z pasji, potrzeby wyjścia z fotografią poza tematykę ślubu i realizowania własnych projektów fotograficznych.

I jeszcze jedna sprawa na koniec: jeśli podoba Wam się podcast Niezłe Aparaty to proszę powiedzcie o nim Waszym znajomym fotografom, zaproście ich do grupy na Facebooku, Wasze słowo to mój tlen, coś co motywuje mnie do nagrywania kolejnych odcinków tej audycji. 

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagram lub na FB.
Instagram: instagram.com/jaceksiwko/
FB: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis rozmowy:

#16 WHITE SMOKE STUDIO – MICHAŁ WARDA

Jacek: To co Michał, może zaczniemy od tej smoczej historii, bo wiadomo, że White Smoke Studio to nie tylko ty, ale też Dorota.

Michał: Tak.

Interesowałby mnie taki wątek może troszeczkę prywatny – jak to się stało, że poznaliście się z Dorotą i kto kogo zaraził pasją do fotografii?

Nasza pasja do fotografii zaczęła się o wiele wcześniej nim my się poznaliśmy. Jakby my się poznaliśmy będąc już pracującymi fotografami. Ja pracuję jako fotograf ponad dwadzieścia lat. Dorota niewiele krócej albo może nawet dłużej ode mnie. Nie wiem dokładnie. My zaczynaliśmy jako fotografowie mając po dwadzieścia lat, teraz mamy nieco więcej. I spotkaliśmy się w agencji prasowej. Spotkaliśmy się w jednej agencji, w której ja pracowałem i Dorota przyszła tam pracować. Pracowaliśmy dla magazynów, dla gazet, robiliśmy reportaże, dużo sesji takich nieślubnych, tylko sesji z aktorami, z politykami. Więc nasza historia i to, skąd my jesteśmy jest trochę inna. Spotkaliśmy się w pracy i praca, można powiedzieć, nas połączyła. Ale na pewno pasję już każde z nas miało swoją.

Jak to się stało, że z tej agencji przenieśliście się na rynek ślubny, który – umówmy się – jest trochę inny niż fotografia prasowa?

Nie jest inny. Dlaczego?

Tutaj masz zamówienia z góry od jakiejś tam dużej firmy – jest agencja czy prasa na przykład. A tutaj masz jednak do czynienia z klientem indywidualnym.

Myślę, że fotografia ślubna w ogóle jest źle postrzegana przez to, bo czym różni się reportaż zrobiony na zlecenie dla gazety, gdzie opowiadamy historię czasami ważną, czasami mniej ważną, bo gazety wysyłają nas na wydarzenia i na tematy błahe, a czym się różni wydarzenie… fotografia ślubne, ślub, czyli najważniejszy dzień w życiu wielu ludzi?

Ok, czyli pierwsze pytanie do mnie. Czym to się różni? Wydaje mi się, że więcej czasu możesz poświęcić takiej osobie na ślubie niż będąc fotografem agencyjnym czy gazetowym. Możesz wejść głębiej w tę historię. Zgodzisz się?

Nie. Pomyśl o tym, jak o projekcie. Jeżeli jesteś reporterem… Wczoraj mieliśmy na warsztatach Wojtka Grzędzińskiego i on podesłał swoje projekty, nad którymi pracuje po kilka miesięcy. Niektóre projekty mogą trwać kilka lat. A wielu fotografów ślubnych ślizga się po temacie. Fotografia robi się powierzchowna, ta fotografia nie sięga zbyt głęboko. A my pracując na ślubach, rozmawiając z naszymi klientami, zawsze chcemy pokazać więcej i gęściej, ale mamy na to – umówmy się – jeden dzień. Więc intensywność naszych relacji jest bardzo istotna. Nie wiem, czy wiesz, do czego dążę. Dążę do tego, że fotografia ślubna – może to trwa jeden dzień, ale w przeciwieństwie do takiego rocznego czy dwuletniego projektu, daje równie dużo intensywnych doznań. Więc to się nie różni wiele od poważnego projektu. Różni się naszym podejściem.

Tu mówisz o takiej fotografii dla magazynów. Że masz dużo czasu na opowiadania historii. A moje doświadczenie z fotografią prasową było takie też powierzchowne, bo tylko na studiach i była to gazeta codzienna, więc to były zlecenia typu: „Dziura w drodze… To kogo wyślemy? No młodego. Niech tam sobie idzie i pofotografuje kreatywnie”.

A to ty o takich rzeczach mówisz…

Coś w tym stylu. A w agencji nie mieliście takich zleceń właśnie? Typu dziura albo brudna ściana?

Mieliśmy różne zlecenia, ale fotograf nie może się ograniczać tylko do tego, co mu przynosi pieniądze. Fotograf się wtedy nie rozwija. Mało fotografów ślubnych robi inną fotografię niż ślubną. Dużo osób zamyka się w szklanej bańce dekoracji, plenerów, ślizga się pokazując tylko to, co jest powierzchowne, to co jest ładne, wykorzystując dobry technicznie sprzęt. To jest proste. Ale to nie jest fotografia.

Twoją rekomendacją byłoby, żeby wyjść spoza tej bańki, na przykład na ulicę, porobić street, tak jak ty?

Tak. Street to jest jedna z rzeczy. To jest jedna z dróg. Street też się zmienia. Kiedyś street był inny, teraz jest inny. W ogóle fotografować bliskich, fotografować otoczenie. Ja tutaj przyszedłem z aparatem. Idąc spotykam ludzi. Z tą panią przegadałem dziesięć minut. Tak jakby po drodze, bo widziałem, że jesteś trochę spóźniony, więc zacząłem fotografować, robić zdjęcia i okazało się, że ona też robi zdjęcia. Idzie do lasu, żeby zrobić reportaż o jakimś tam buku, który znalazła.

Czym ona fotografuje?

Telefonem. Wiecie, nie potrzeba dużo sprzętu, żeby robić fajne materiały. Można robić czymkolwiek. Chodzi o to, żeby chcieć robić materiały. Każdy powinien mieć projekt poboczny. W ogóle dużo fotografów ślubnych, zwłaszcza za granicą robi świetne projekty. Długoterminowe projekty.  Fotografuje rodzinę, fotografuje na wyjazdach, jest zaangażowana w tematy społeczne. Jak spotkaliśmy Bena Christmana rok temu, czy dwa na Fearless. On opowiadał fajny materiał o adopcji dzieci w Indiach. Rewelacja, rewelacja. Miał okazję, pojechał, zrobił piękny wzruszający materiał.

Myślę, że takie podejście, które tutaj rekomendujesz jest fajne, bo to jest pokazywanie tego, że fotografia jest przede wszystkim pasją, a nie tylko jakimś tam sposobem na zarobek.

W ogóle w momencie, w którym pomyślisz, że fotografia to jest zarabianie pieniędzy, to lepiej zajmij się pieczeniem chleba. I to samo powiedział wczoraj Grzęda na warsztatach. Byliśmy zaskoczeni. Wracamy ze streeta z Lupą i słyszymy – jeżeli chcecie tylko zarabiać na fotografii to jej nie róbcie, bo nie tędy droga.

Może wróćmy do tego, jak zaczęliście w ogóle zajmować się ślubami? To był jakiś impuls „Słuchaj Dorota, spróbujemy czegoś nowego” czy znajomi was poprosili?

Cieszę się, że o to pytasz, bo ten temat zwykle na naszych warsztatach zajmuje nam dobrą godzinę…

No to skróćmy. W dwóch zdaniach.

Spróbujemy w dwóch zdaniach. Znajomi Doroty nas zapytali. Ludzie, których dorota poznała na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. I znajomi poprosili ją: „Widzimy, jakie robicie rzeczy, prywatnie, dla prasy, czy moglibyście zrobić nam ślub?”. I to było bodajże w 2005 roku. I my pomyśleliśmy „kurde, ale ślub…”. Robiliśmy wcześniej takie rzeczy. Ja robiłem kilka takich materiałów fotografując Leicą M na negatywach, ale pomyśleliśmy „no czemu nie?”. Warto spróbować to zrobić tak po prostu. I okazało się, że to jest świetną zabawą. Nagle jesteśmy w sytuacji, kiedy ludzie chcą, żebyśmy robili im zdjęcia. To jest dla fotografa streetowego to jest mega komfortowa sytuacja.

No tak, że nikt nie ucieka, nie?

Absolutnie! To jest rewelacja.

Chociaż czasami są takie osoby na weselu, że się chowają gdzieś tam po kątach.

Trzeba skrócić dystans. Trzeba podejść bliżej. Ale poszliśmy na ślub, było fajnie. Zbiegło się to w czasie, w 2005-2006 roku, z taką delikatną zapaścią prasy. Spadły stawki. A my kochamy fotografię i lubimy to robić. Mieliśmy do wyboru albo robić coś innego i robić tylko swoje projekty, albo fotografować to, co naprawdę lubimy. A okazało się, że na ślubach jest fajnie, że można robić tam fotografię taką osobistą, personalną. I zaczęliśmy to robić.

I to robić jeszcze po swojemu. Nie tak, jak to, co jest uważane za mainstream w fotografii ślubnej.

Tak, robić to po swojemu. Ja nie wiem, co to jest mainstream. Ja do dzisiaj nie wiem, co to jest mainstream.

Powiedziałeś, że jak usłyszałeś, że znajomi się pytali, czy możecie zrobić zdjęcia ślubne to na pewno miałeś jakieś skojarzenie z tym, jak to wygląda.

Znajomi nam wysłali linka do pewnego angielskiego fotografa. To był David Murray. Mówią „patrzcie, jak ludzie robią za granicą”. A my otworzyliśmy tę stronę i stwierdziliśmy „kurczę, fajne zdjęcia”]. Tam są emocje, może nie do końca nasza kategoria kadrowo, ale tam są emocje, tam jest fajnie. Nie wiem, czy wszyscy robią zdjęcia na ulicy, ale szukając emocji na ulicy trzeba się czasami nachodzić. A tutaj jesteśmy zapraszani do takiego wesołego miasteczka. Tam jest wszystko.

Ok, takie szybkie pytanie: zrobiliście ten ślub znajomym, więc już mieliście mega portfolio po jednym ślubie. Interesuje mnie, jak zdobywaliście później klientów? Ogłaszaliście siebie w lokalnych gazetach? Jak to wyglądało, jak zaczynaliście?

Poszliśmy na targi ślubne. Pierwsze targi były chyba na Torwarze, w 2006 roku. I poszliśmy z portfolio złożonym z planów filmowych.

Nie mieliście żadnych ślubnych zdjęć?

Nie, absolutnie. Mieliśmy stoisko, to była wielka biała ściana i za nami, nad głową, był wydruk sto na dziewięćdziesiąt z planu filmowego, jakiś tam welon się pojawiał i to wszystko. Wiecie, jak wyglądają targi ślubne w Polsce? Są jakie są. Ostatnio były chyba takie alternatywne targi ślubne w Łodzi.

Teraz taka moda jest na alternatywne. W Katowicach też jest, polecam.

Już teraz nie bywamy. Ale zgromadziliśmy całkiem spory tłum przy naszym stoisku. Oni byli zainteresowani, co tam jest.

Czyli się po prostu wyróżnialiście w tłumie?

Tak. Takim naszym minimalizmem. I ten minimalizm towarzyszy nam do dzisiaj. Zabookowaliśmy cały sezon w jeden dzień!

Powiem ci, że mam podobną historię, bo parę lat temu poszliśmy z żoną na targi ślubne, takie jak właśnie mówisz w Gdańsku. I też wróciliśmy z dziesięcioma umowami i miałem taki wniosek po tych targach – za tanią dałem cenę. Bo za dużo umów. A wasze jakie były wnioski wtedy po tych targach?

Bardzo przyjemne. Mnóstwo fantastycznych osób spotkaliśmy. Czy targi to dobry pomysł na start? Tak. Na start – tak.

Tak, na start zdecydowanie.

Mieliśmy od razu wyższą cenę niż cały rynek. My nie wiedzieliśmy, jakie są ceny na rynku.

Tylko po prostu ustaliliście sobie swoją własną? To jest dobre podeście, to jest świetny temat, bo wydaje mi się, że wy na pewno dostajecie pełno takich maili, w których fotografowie podszywają się za panny młode i chcą dowiedzieć się, po ile są wasze zdjęcia.

Codziennie.

A co to kogo obchodzi, jaką ty masz cenę? To jest twoja stawka, no nie?

Słuchajcie. Budowanie wartości fotografii to jest dość długi proces. Budowanie wartości marki to jest jeszcze dłuższy proces. A świadome budowanie marki to jest projekt życiowy. Tak mi się wydaje. Ludzie nie znają swojej wartości. Trudno wycenić pracę w momencie, kiedy nie znamy swojej wartości prawdziwej.

Tak, ale zobacz Michał. To że ktoś bierze tam 10 czy 15 tysięcy, to nie znaczy, że…

Chyba w Stanach…

Ale słuchaj, ale dajmy na to, że mamy takie stawki. I ktoś do ciebie pisze i myśli sobie, jestem trzy razy gorszy niż ten Warda, to jak on bierze na przykład 15, to ja wezmę sobie 5. Przecież to się tak nie da tego obliczyć.

Nie, tak się nie da.

Słuchaj, ty masz takie doświadczenie. Chodzisz do radia, do telewizji. Spotykasz się często z takimi pytaniami o to, że „pan robi fotografię ślubną i tak dalej, czy to jest takie trendy, czy to nie jest trendy?”. Wydaje mi się, że jak ja bym był na twoim miejscu…

Widzisz mój uśmiech?

No, ale ja byłbym trochę zmęczony takimi pytaniami ciągle.

Słuchaj, nie – ja lubię to pytanie.

Bo znasz odpowiedź wcześniej.

Zawsze wtedy zastanawiam się nad tym na nowo. To jak ludzie postrzegają nas, jako rynek, fotografię ślubną, robimy my, fotografowie. Jeżeli my będziemy mówić jesteśmy fotografami ślubnymi i do tego się ograniczymy, to tak będą nas postrzegać. Wczoraj Dorota, ja i Wojtek pytaliśmy, kto fotografuje coś innego niż śluby. Wszyscy mówili, że tylko śluby, głównie śluby.

Ale zawodowo, czy też z pasji… niczego nie robią?

W ogóle. Tak generalnie.

Ok. Nawet dzieci swoich?

Aż tak głęboko nie wnikaliśmy. Pytasz kogoś, co robi poza ślubami to „nie, ja fotografuję tylko śluby, bo to tyle czasu zajmuje, nie mam czasu na inne projekty”. A my zawsze mówimy: my jesteśmy fotografami, nasze inspiracje sięgają dalej niż strony innych fotografów ślubnych. Nawet ich nie oglądamy. Po to, żeby zachować czysty umysł. Żeby móc chłonąć jak gąbka to, co nas naprawdę życiowo interesuje. Wczoraj był z nami Sławek z Leica Gallery i przyniósł mnóstwo „M Magazine” i „LFI”. To są jedne z niewielu teraz gazet na rynku, które promują fajne, szczere, głębokie historie. Więc warto sobie wziąć taką gazetę do ręki i zobaczyć prawdziwe historie. I potem obejrzeć fotografię ślubną swoją własną i zobaczyć, czy ja naprawdę opowiadam historię.

Nie rekomendowałbyś, żeby śledzić typowo rynek fotografów ślubnych?

Absolutnie, absolutnie nie. Dobrze jest być uczciwym ze sobą i wtedy możemy odpowiedzieć, jak ktoś nas zapyta, czy irytuje nas to. Oczywiście, że irytuje nas to, gdy ktoś postrzega nas tylko jako fotografów ślubnych, bo my robimy też inne rzeczy. Nie komunikujemy ich na profilach ślubnych, nie komunikujemy ich na stronie ślubnej, że to robimy. Ale być może wystartują strony z naszymi personalnymi projektami…

Jako osobna strona czy jako White Smoke’i?

Jako osobna strona. Być może będziemy więcej cisnąć w stronę taką komercyjną, lifestyle’ową. Zobaczymy. Nie wiemy jeszcze tego. Wiele osób przygodę zaczyna od ślubów. To znaczy, że fotografuje trzydzieści razy w roku. Czy bierzesz aparat do ręki trzydzieści razy do roku?

Kto ja?

Tak.

Chyba żartujesz.

Ile razy?

Codziennie, ja mam dzieci, więc wiesz…

Czyli masz „Projekt Dzieci”, tak?

Tak, to jest mój taki największy, najważniejszy projekt.

Czyli widzisz, to jest projekt. Tak samo śluby, potraktujmy śluby jak projekt życia. Jeżeli na grupie twojej było takie pytanie, widziałem dzisiaj, mega dyskusja po snapowym podcaście – co będzie za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat.

Tak, to ludzi ruszyło.

Słuchajcie, byłem teraz na warsztatach Magnum, spotkałem [17 min 10 s]. On ma 75 lat…

…i nadal jest aktywny.

I ma więcej ikry w sobie niż niejeden dwudziestolatek.

No tak, i tego wszystkim życzymy, żeby nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim pasja.

Chodzi o pasję, chodzi o pasję.

To jest najfajniejsze w tym zawodzie. Że to jest i pasja i sposób zarabiania pieniędzy, tak przy okazji. Najpierw musi być pasja.

To jest wątek poboczny – jeżeli klient, który wchodzi na twoją stronę nie zobaczy tego ze zdjęcia, że ty jesteś człowiekiem, który naprawdę chce coś opowiedzieć zdjęciami, to jest mała szansa, że je zapamięta. Po prostu zobaczy kolejną stronę.

Powiedziałeś właśnie a propos strony, wymieniłeś swoją stronę, i powiem szczerze przed tym naszym spotkaniem zadałem sobie taki trud przekopania waszej strony i dokopałem się do postów z 2008 roku. W tym dziale nie ma za dużo ślubów. Są te wasze agencyjne, jak myślę, czy nawet prywatne zdjęcia, które sobie gdzieś tam robicie. Są dwie szkoły, nie? Niektórzy mówią, żeby co chwilę brać maczetę i siekać to portfolio zostawiając tylko i wyłącznie najfajniejsze zdjęcia, a druga szkoła mówi, że warto zostawić te…

Dorota napisała, że „oh my God, 2008 rok”.

Dokładnie…

Wiem do czego zmierzasz. Zdjęcia na stronie w przypadku bloga – to też jest nasza historia. To jest nasza historia. To jest coś, co robiliśmy kiedyś. To pokazuje, jak się rozwijaliśmy, jakie mieliśmy inspiracje kiedyś. Ja nawet nie pamiętam, jakie są tam zdjęcia. Domyślam się, że nasi klienci wchodzą na stronę, pooglądają dwie, trzy strony na blogu, nie więcej. Tam jest mnóstwo zdjęć. I dobrze jest mieć pokorę w sobie. Można odcinać się od tego, co się robiło i pokazywać tylko to, co się ma najlepszego.

Celujemy w osoby, jeżeli chodzi o fotografię ślubną, które są fotograficzne zafiksowane. Które lubią fotografię. I takie osoby często wiedzą, że to jakim jesteś fotografem mówi o tobie twoje ostatnie zdjęcie. Nie zdjęcie, które zrobiłeś rok temu w plenerze i wielkim wysiłkiem promuje się cały czas. Tylko to, które zrobiłeś na ostatnim ślubie. Więc my pokazujemy pewien progres. Na Facebooku linkujemy nasze ostatnie materiały. Tam jesteśmy mega aktywni. Przetransferujemy to też na pewno na stronę, ale chodzi o to, aby być uczciwym wobec siebie i wobec klientów. Wiesz, „Projekt Maczeta” – można to zrobić oczywiście, ale pytanie, jaki jest cel. Jak daleko chcemy się odciąć?

A jaki procent tych wszystkich materiałów, które rocznie robicie ląduje gdzieś na mediach społecznościowych i stronie internetowej? Nie chodzi mi o to, że jest jakaś tam selekcja, bo na pewno jest jakaś selekcja, natomiast jesteście zapracowanym duetem fotograficznych i domyślam się, że nie ma czasu, żeby tak konsekwentnie każdy projekt promować na stronie, na blogu.

Tak, dobrze to powiedziałeś, bo odpowiedziałeś na całe pytanie. Nie mamy czasu. Nie mamy czasu, ale dobrze jest to robić. Staramy się na Facebooku pokazywać, na Instagramie nasze ostatnie rzeczy, nasze ostatnie projekty. Ostatnio zaczynamy powolutku też reaktywować bloga. Zajmujemy się edycją, my też nie pracujemy w pogoni za lajkami, więc w ogóle praca w pogoni za lajkami to nie jest praca.

Widziałem, że ty prowadzisz też swojego prywatnego Instagrama. Tam powiedziałbym, że masz takie bardziej odważne prace.

Tak, ale tam też nie mam czasu.

Aha, rozumiem. A kto u was w studiu w ogóle zajmuje się selekcją tego, co – że tak powiem – ląduje na Facebooku?

Robimy to razem.

Czyli zebranie domowe i jedziecie z tematem?

Mhm.

Ok. To teraz czas na takie prywatne pytanie. Co się dzieje z psami, jak wyjeżdżacie na zlecenie destination wedding?

Mają najlepszą opiekę na świecie.

Do dziadków lecą?

Nie, najlepsza opieka na świecie to jest opieka osób, które zawodowo zajmują się pracą ze zwierzętami. I takie osoby polecamy.

Wiesz dlaczego pytam? Bo sporo fotografów ma tam jakieś koty czy psy i też cały czas jest w podróży, dlatego może taka jakaś porada od ciebie, jak to ogarnąć?

Trzeba znaleźć zaufaną osobę. Trzeba znaleźć osobę, która zna się na pracy z psami. Która potrafi z nimi pracować i je rozumie. Trzeba znaleźć taką osobę jedną, góra dwie, żeby też nasze zwierzaki nie były wrzucane w nowe sytuacje co tydzień czy co dwa tygodnie.

Słuchaj, skaczemy może trochę po tematach, ale powiem ci, że ja wasz styl reporterski – tak to odbieram – że to jest taki czysty reportaż, ale robicie też sesje. W związku z tym mam takie pytanie, jakie jest wasze podejście do par? Czy mocno jest tam pozujecie czy pozwalacie, żeby same się sobą zajęły?

Naturalność jest trudna do odegrania, więc pracujemy raczej na prawdziwych emocjach z parą. Zawsze. To jest podstawowa zasada – pracujemy na prawdzie.

Czyli jesteś z tych fotografów, którzy gdzieś tam się bardzo angażują w tę relację z parą na sesji? Wiesz, to też są dwie szkoły – jedni się wycofują, pary są czasami może zdezorientowane czy gdzieś tam zostawione z boku, same dla siebie, a fotograf gdzieś tam krąży. A niektórzy się mocno angażują.

Jedna rzecz. Wczoraj pokazaliśmy, ile w dwadzieścia minut można wycisnąć. Bardzo ważna jest komunikacja z parą. To jest takie podsumowanie dla naszych wczorajszych warsztatowiczów. Komunikacja jest kluczem do sukcesu. W ogóle, słuchajcie, fotografia, aparat fotograficzny to jest narzędzie do skrócenia dystansu. To jest coś, z czym możemy wejść bliżej w życie innych ludzi.

Taka przepustka.

Taka przepustka do innego świata, lepszego świata.

Pokazałeś mi takie zdjęcia z waszych wczorajszych warsztatów i wiesz co, takie nawiązanie może do waszego live’a, w którym powiedziałeś, czy to Dorota powiedziała, że ostrość jest przereklamowana.

Tak. Widziałeś to zdjęcie?

Tak, ale powiem ci, że to zdanie mnie rozwaliło. Moglibyście tylko to powiedzieć na tym live’ie i to mogłoby podsumować cały ten live.

Ostrość jest pojęciem względnym w ogóle.

No w sumie Robert Capa też jest znany ze swoich nieostrych zdjęć.

Ostrość jest pojęciem względnym. Obydwoje mówiliśmy o ostrości, tak. Nawet Dorota bardziej o tym mówi. Tym bardziej żałuję, że jej nie ma z nami teraz. Jeżeli zdjęcie, które powiesimy na ścianie będziemy oglądać z pięciu metrów… Słuchajcie, tak zwany pixel peeping nie ma tu żadnego znaczenia. To czy zdjęcie jest bardziej ostre czy mniej ostre, a na zdjęciu jest pustka, na zdjęciu nie ma emocji, na zdjęciu nie ma historii, to co z tego? Ostrość… Ma być mięso na zdjęciu, ma być coś, co nas zatrzyma. A to czy zdjęcie będzie bardziej czy mniej ostre, czy będzie poruszone… Wczoraj pokazywaliśmy parametry, na jakich my robimy sesje, wiele osób było zaskoczonych.

Na jakich czasach, tak?

Na jakich czasach, tak. I tak to zostawię. Ostrość naprawdę nie jest taka ważna.

Ok, nie będziemy dalej iść w ten temat. Zresztą cię ostrzegałem, że mogę zadawać pytania, które może trochę ujawniają treść waszych warsztatów.

Ostrość to pojęcie burżuazyjne.

Jest taka książka, Malcolm Gladwell napisał – „Punkt przełomowy”. Interesuje mnie, co było takim punktem przełomowym gdzieś tam w waszej karierze, gdy mówimy o White Smoke Studio. Czy uważasz, że jakiś ślub czy jakiś reportaż, który zrobiliście, że tak powiem wywindował was wysoko, czy to jest cały proces?

Niespecjalnie. Cały proces. Ważna jest konsekwencja i trzeba widzieć cel – gdzie chcemy siebie wiedzieć za pięć, dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat. Więc to jest praca, to jest upór, to jest konsekwencja. Tak jak my ciśniemy pracując na ślubie czy na jakimś innym projekcie i fotografujemy bardzo intensywnie, dajemy z siebie sto procent i to trzeba przełożyć na pracę nad swoim biznesem. Jeden udany materiał nie czyni z nas fotografa. Jeżeli zrobimy sto udanych materiałów, to możemy powiedzieć, że potrafimy to robić.

Ale wiesz, marketingowo można zrobić na przykład jeden reportaż jakimś celebrytom i to staje się wiralem w sieci, wszyscy o tym mówią… Wiele z resztą było takich historii, nie mówię, że u was akurat, bo w momencie, kiedy doszły też jakieś wasze celebryckie śluby, które fotografowaliście, to byliście już znaną marką.

Dobra fotografia to dobra fotografia.

I się sama obroni?

Obroni się absolutnie sama.

To jeszcze nawiązanie do tych celebryckich ślubów, które zrobiliście. Nie będziemy może nazwisk podawać.

Ja nawet nie mogę ich powiedzieć.

No ok, ale czy to zmieniło coś w waszym biznesie? W takim postrzeganiu normalnych ludzi, w cudzysłowie oczywiście? Że to są tacy fotografowie, którzy dostają etykietkę fotografów gwiazd i tak dalej.

Jedna para… Nie, dwie pary wspomniały, że zobaczyły nas dzięki temu, ale zachwyciły ich zdjęcia normalnych ludzi. Nikt nie pamięta celebrytek po dwóch, trzech miesiącach od ich ślubu. Słuchajcie, ja też jestem przeciwny takiemu szufladkowaniu, bo mówiąc celebryci czy że ktoś wywindował się na czymś, zapominacie o jednej ważnej rzeczy – to są prawdziwi ludzie, z prawdziwymi emocjami. I oni też chcą mieć po prostu fajną pamiątkę. Fajną historię. Też trzeba podejść do nich jak do normalnego człowieka, z fajnym bagażem doświadczeń i to jest ważne. Bo jeżeli o tym zapomnimy to też wpadniemy w pułapkę. Jeżeli będzie to traktować „o, mam ślub celebryty, to zrobię to jak celebrytę”. Nie! To jest panna młoda, pan młody. To są ludzie, którzy mają emocje. To są ludzie, którzy płaczą, którzy się wzruszają, mają rodzinę. Oni po prostu wykonują pracę. Oni po prostu kochani grają w filmach, oni po prostu grają w teatrze. Tyle. I nic więcej.

Liczy się to takie budowanie relacji z parami.

Tak jest.

Słuchaj Michał, a propos tego podcastu ostatniego z Marcinem Snapem, mówiliśmy o tym budowaniu relacji z parą, ale w takim kontekście współpracy z konsultantami. Jest to dla ciebie jakiś problem, jak masz na przykład zlecenie nagrane przez konsultanta i jest utrudniony kontakt z parą? Jak rozwiązujesz takie kwestie komunikacji?

Zawsze prosimy o to, żebyśmy mogli spotkać się z parą, żebyśmy mogli z nią porozmawiać, bo kontakt jest bardzo ważny. Z drugiej strony jednak wielu naszych klientów mieszka tysiące kilometrów od nas i widzimy się pierwszy raz dzień przed ślubem.

Ale jest przecież Skype, jest Google Hangouts…

Tak, ale to nawet to, co ci napisałem, jak zapytałeś mnie o live’a. Chcemy spotkać się na żywo.

Powiedziałeś… Dobra, zdradzimy sekrety tutaj naszej komunikacji. Michał powiedział, że jest oldschoolowcem.

Jesteśmy oldschoolowcami. My sobie cenimy relację twarzą w twarz i to jest ważne.

Handshake tak zwany.

To jest inaczej, bo chowanie się za szklanym ekranem, to jest to, co wiele osób teraz robi. Chowa się, przywdziewa jakieś maski. Bo internet, słuchajcie, klawiatura przyjmie absolutnie wszystko. A relacja bezpośrednia obnaża nasze prawdziwe emocje. Kontakt osobisty jest najważniejszy. Więc nawet jak z parą się nie spotkamy na Skype czy nawet nie porozmawiamy telefonicznie… Zresztą na naszych zdjęciach nie widać relacji z parą, tylko widać nasze zaangażowanie często i to jak my opowiadamy. Relacje można nawiązać w pięć minut. Dobrą relację z parą można nawiązać w pięć minut, tylko trzeba wiedzieć, jak to zrobić.

Mój dziadek jest fenomenalny w tym – w łapaniu kontaktu. Zawsze z wszystkimi parami potrafi zagadać jako były kierowca autobusu, taki wrodzony talent.

W ogóle nasze rodziny, nasi dziadkowie, pradziadkowie, to była taka kultura komunikacji, która jest zapominana teraz.

Komunikacji bezpośredniej, nie?

W ogóle kultura komunikacji z drugim człowiekiem.

Kontakt wzrokowy nawet, nie?

Jeżeli ja rozmawiam na jakimś zleceniu z osobami starszymi od siebie, one utrzymują ze mną kontakt wzrokowy. One są zainteresowane. One nie mają rozbieganego spojrzenia. Ja widzę, że jeżeli coś do nich mówimy, to one dają nam pełną uwagę, bo nauczyły się przez całe życie, że to, co teraz ludzie mówią może być ważne, można się czegoś też nauczyć.

W ogóle to jest takie super, że jakaś babcia cię, wiesz, chwyci za rękę i rozmawia z tobą i cały czas cię trzyma.

Dokładnie tak. A te czasy, w których teraz żyjemy są strasznie powierzchowne. Żyjemy w pogoni za lajkami. Żyjemy w pogoni za tym, ile będziemy mieć followersów. Żyjemy tym, czy nasze zdjęcie będzie dość dobre, żeby na zabookować pełny sezon i lecimy, nie patrzymy… Ucieka nam całe sedno życia, czyli relacje, czyli spotkanie się, porozmawianie, popatrzenie na ulicę, zachwycenie się wiatrem, zapachami, takie rzeczy. Proste historie, słuchajcie.

Jak się dzielicie pracą z Dorotą na zleceniu? Czy jest u was taki podział na nominalnego pierwszego fotografa czy po prostu wymieniacie się, ciągle krążycie gdzieś tam we dwójkę?

Jesteśmy obydwoje jakby pierwszym fotografem. Para, która zatrudnia White Smoke Studio ma dwóch fotografów. Nie ma fotografa asystenta. Nie ma żony przy mężu. Nie ma męża przy żonie. Tylko ma dwóch pełnoprawnych fotografów. Tak jak mówiłem, my nie wysyłamy zdjęć, nie pracujemy dla like’ów. Ale mimo wszystko wyniki konkursów robią swoje. A w tamtym roku nam z Dorotą całkiem fajnie poszło. To świadczy tylko o tym, że z oboje bardzo ciężko pracujemy nad tym, aby nasza para miała fajną historię. A dobre zdjęcia są wypadkową tego. Dorota ma swój flow, ja ma też swój lot. Para ma dwóch fotografów,  tak jest.

Czyli nie macie jakieś swoich stałych ról, że ty na przykład jesteś z panem młodym zawsze.

Nie. Ja uwielbiam robić przygotowania, bo to jest coś innego niż robię najczęściej.

Kiedy jest podejmowana decyzja? W drodze?

Nie, jest tak że mamy na tyle dużo szczęścia, że pracujemy bardzo często na ślubach wyjazdowych. Pary przygotowują się w różnych miejscach też dla nich nowych. Hotele, jakieś pałacyki i tak dalej. Więc my możemy się wymieniać. Ja mogę biegać po piętrach, Dorota może biegać po piętrach. Jest dynamicznie, jest fajnie. Jakby nie przyklejamy się. Szukamy zawsze nowych rzeczy. Stawiamy sobie nowe wyzwania. Keep moving, keep shooting. To jest to, co my mamy w naszej filozofii.

Na naszej grupie, na grupie Podcast Niezłe Aparaty, była taka dyskusja ostatnio o tym, czy dawać logo na zdjęciach czy nie dawać. Jaki jest twój, że tak powiem, pogląd na tę sprawę?

Przez wiele lat dawaliśmy logo na zdjęcia z prostego powodu: nasze zdjęcia były kradzione bardzo często. Potem musieliśmy je ściągać, wysyłać pisma sądowe i tak dalej. Ja osobiście wolę zdjęcia bez logo. Dorota też woli zdjęcia bez logo. Na Facebooku zaczęliśmy wrzucać zdjęcia z logo pod zdjęciem, co nam przypomina…

Taki galeryjny sposób prezentowania…

Taki galeryjny sposób prezentowania z podpisem pod zdjęciem. To jest bardzo popularne, to nie przeszkadza. Aczkolwiek na stronie na pewno tak byśmy nie zrobili, żeby logo było pod zdjęciem. Na starych materiałach logo jest na zdjęciu, to prawda. Te dwa ostatnie wpisy, które są wrzucone – Wenecja i Kanada, tam tego loga już nie ma. Lepiej się to ogląda.

Nawiążmy może jeszcze do tych waszych warsztatów. Warsztaty już bardzo długo prowadzicie, prawda?

Tak.

Wcześniej chyba Akademia Nikona.

Mieliśmy taki epizod.

I jakieś występy na konferencjach.

Też – Fearless, Snap Photo Festival w Walii rok temu. I muszę powiedzieć, że Snap Photo Festival dał nam niezłego kopa. Słuchajcie, trzygodzinny speech, w ogóle przemawianie do dużej grupy osób…

A ile osób tam siedziało na sali?

Stu pięćdziesięciu fotografów z całego świata. Sto pięćdziesiąt osób z całego świata. Było super. Staliśmy na scenie ramię w ramię z Peterem [32 min 40 s], z Gabem McClintockiem, z Kevinem Mullinsem, z Oli Sansomem, więc wiecie, niesamowite osobowości. Snap Photo Festival dał nam taką kropkę nad i, że osobowość w fotografii jest mega ważną rzeczą. Indywidualność. Bycie innym. Nie patrzenie na to, co robią inni fotografowie. Bycie szczerym samym ze sobą. I to jest to, oto chodzi w fotografii, oto chodzi w sztuce, którą staramy się robić. W sztuce… Po prostu w fotografii.

Wiesz co, wymieniłeś Kevina. Ja parę miesięcy temu go poznałem w Londynie i właśnie rozmawialiśmy o was. I on mnie przekonywał, że ty podobno powiedziałeś, że zmieniasz system z Leica’i na Fuji, bo na Fuji szybciej idzie ustawić ostrość.

Tak, jasne…

To korzystając z tej wizji, może byś zdementował.

Słuchajcie, Kevin Mullins w ogóle jest ambasadorem Fuji, dla tych, co nie wiedzą. Świetny gość. Dałem Kevinowi do ręki dokładnie ten aparat pół roku temu na Snapach. I on powiedział, że to się nadaje wyłącznie, żeby położyć na półce jako przycisk do papieru, on sobie z tym nie poradził. I zastanawialiśmy się na co zmienić Nikony, i pożyczyłem od Kevina właśnie jego X-Pro2 i miałem też Leica Q – testowałem. No i sezon robiliśmy Leicą Q. Fuji koniec końców też kupiliśmy, wymieniliśmy na niego Nikona.

Ale Leicą Q też robiliście zdjęcia z przyjęcia weselnego, z tańców na przykład?

Tak, oczywiście. To jest nasz podstawowy aparat. Był podstawowy aparat. Cały rok był. Najfajniejsze zdjęcia robiliśmy na tańcach.

Chciałbym nawiązać do tych ludzi, których wykształciliście w Polsce. Jest ich pewnie spora grupa. Śledzicie ich kariery? Jak to wygląda?

Wysyłają nam swoje materiały. Oglądamy z przyjemnością. Jeżeli mamy czas, zerkniemy. Zawsze nas to cieszy. Zawsze, jak widzimy, że ktoś ma progress, że robi coś nowego… Mam taki przykład – na ostatnich warsztatach była dziewczyna, Konstancja, która po warsztatach zaczęła robić fantastyczne emocjonalna zdjęcia. Rewelacyjne. Powiedziała wprost, że na warsztatach poczuła radość z fotografowania. Zaczęła robić zdjęcia dla siebie. To nas mega cieszy. To właśnie chcemy powiedzieć ludziom na warsztatach, że fotografia to jest sposób na życie. To jest narzędzie do opowiadania tego, co my chcemy powiedzieć.

No właśnie, to jest kwestia: fotografowanie dla siebie czy fotografowanie dla klientów? To jest też taka kwestia dyskusyjna.

Klienci doceniają oryginalność. Umówmy się, jeżeli spojrzymy na fotografów, nie jak na rzemieślników, ale jak na osoby, które mają swoją wizję, to osoba, która szuka fotografa na swój ślub… To nie jest konkurs piękności innych par. Para robi casting na osobę z najciekawszym spojrzeniem. Albo z takim spojrzeniem, które pasuje do osobowości jej i jej męża przyszłego. Więc im my będziemy bardziej sobą, tym większa jest szansa, że nasze zdjęcia też będą takie, jak my jesteśmy i nie będziemy musieli oszukiwać nikogo.

Interesowałoby mnie też to, czy jak na przykład White Smoke ma zajęty termin, czy w gronie waszych polecanych fotografów są też osoby z Polski czy bardziej środowisko międzynarodowe jest w waszym kręgu?

Mamy kilka osób z Polski. Mamy kilku bardzo utalentowanych warsztatowiczów, którzy u nas byli na warsztatach i ich polecamy po prostu. Nie ukrywam, że widzimy, jak niektóre osoby po naszych warsztatach poleciały do przodu, jak się rozwijają i po prostu je polecamy. Mamy też oczywiście grono osób z zagranicy, które polecamy – naszych znajomych z Londynu. Mamy klientow stamtąd bardzo często, dlatego też polecamy fotografów, którzy tam mieszkają. Polecamy, bo znamy.

Jonas Peterson, w którymś tam podcaście powiedział takie zdanie, że ludzie przychodzą na jego warsztaty, słuchają tego, co ma im do powiedzenia, płaczą, bo rozumieją, co robią źle, wracają do domu i nie robią nic. Czy zdarza się, że spośród takich ludzi, którzy gdzieś tam u was byli, były takie czarne owce?

Nie wiem. Ciężko prześledzić tyle osób i patrzeć miesiąc po miesiącu, jaki mają progress. Ale jeśli ktoś po miesiącu wróci do nawyków, do swojej strefy komfortu bezpiecznej, nie chce iść dalej, to znaczy, że jemu jest w tej strefie komfortu dobrze. To też jest cenne. Jeżeli mamy wypracowane pewne systemy, coś nam się sprawdza i nie chcemy tego zmieniać i chcemy tylko od osoby, do której idziemy na warsztat, chcemy wziąć jedną rzecz, jakiś jeden mały procencik, od którego poczujemy się lepiej, to też fajnie. Dosiejesz małe ziarenko, może ono wykiełkuje za rok albo dwa. Nigdy tego nie wiemy.

Wczoraj przez całą noc mówiłeś, że dostajesz notyfikacje o nowych komentarzach, bo gdzieś tam zabulgotało po tym temacie o pięciu, dziesięciu najbliższych lat fotografii ślubnej…

Poczułem się jak dinozaur trochę.

Może byś się wcielił w rolę Nostradamusa i przepowiedział, co nas może czekać. Możemy tutaj powróżyć z fusów. Wiesz, korporacje taksówkarskie też się nie spodziewały, że wyskoczy jakiś Uber. Tak samo szefowie Hiltona też nie wymyślali jakiś aplikacji i nie spodziewali się, że zaatakuje ich Airbnb. Być może będzie coś, co nas też zmasakruje jako rynek.

Napisałem komentarz na twojej grupie, że Peter Lindbergh na dobre wypłynął… To znaczy nie wypłynął, tylko zaczął robić jeszcze więcej, jeszcze lepiej, gdy skończył czterdziestkę. Słuchaj, co będzie za dziesięć lat? Nie wiem. Fotografia ma się bardzo dobrze jako medium kilkadziesiąt lat i jako takie medium będzie się jeszcze sprawdzać, będzie trafiać do galerii, będzie mam nadzieję wisieć na ścianach, będziemy ją podziwiać jeszcze długo. Jeżeli ktoś jest autentyczny w swojej pracy, tak jak staramy się to robić z Dorotą, to jakby nie ma się czego obawiać za bardzo. Jeżeli ktoś będzie z roku na rok odświeżał wizerunek według mód, to ja bym się wtedy obawiał.

Zmieniał logo…

Zmieniał logo co roku…

Czy nazwę nawet. Ludzie zmieniają nazwy, URL-e zmieniają, wszystko zmieniają. Teraz ja obserwuję bardzo dużo fotografów, zmieniło ten swój brand i ciężko się zorientować, kto jest kim.

Byłem jakiś czas temu bodajże w grudniu na takim spotkaniu fotografów ślubnych, fotojanuszy, jak to zwykło się teraz nazywać, w Krakowie. Tam podczas części oficjalnej były przemowy i Marcin ze Snapów powiedział, że ma doświadczenie jedenastu lat w fotografii ślubnej i nazwał siebie skamieliną. I to nie chodzi o nazewnictwo, ale taki wątek – czy fotograf, w szczególności ślubny, to jest zawód na całe życie, tak jak lekarz czy prawnik?

Nie wiem jeszcze tego.

Zamierzasz sprawdzić?

Prawdopodobnie. Nie wiem jeszcze tego. Dorota wczoraj powiedziała, że ona by chciała może coś innego robić za trzydzieści lat. Myślę, że w ogóle bycie fotografem to jest zawód na całe życie. A tak jak ja ci powiedziałem na samym początku, my się nie czujemy fotografami ślubnymi. My jesteśmy osobami, które widzą pewne rzeczy i opowiadają to na ślubach. Ale to nie jedyna nasza dziedzina, w której się sprawdzamy.

Ja myślę, że w tym przypadku warto być amatorem fotografem – w takim rozumieniu francuskim, że amator jako wielbiciel.

Tak. W ogóle ja lubię patrzeć na zdjęcia osób, które mają taką dziecięcą naiwność w sobie i dla nich fotografia jest po prostu, wiecie – biorą aparat, fotografują absolutnie wszystko, co widzą. Rozglądają się, szukają nowych rzeczy, szukają nowej formy i mają taką ciekawość świata. I jeżeli to będziemy w sobie pielęgnować, tak napisałem Piotrek – bycie fotografem to stan umysłu – to wiecie, możemy to robić całe życie. Czemu nie?

Myślę, że tą pozytywną myślą możemy zakończyć podcast.

Leave A

Comment

6 kwietnia 2017
Będzie ciekawie :-)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Arek Pyrzyński pełna zgoda :)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
to jest ta sama rozmowa co szła live? ;)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Kacper Białobłocki nieco bardziej skondensowana więc przyjemniej się słucha :D
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    tamtej słuchało się równie dobrze ;) Dzięki!!
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Od 7 czekałam świetny materiał
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Paula Kosińska widzę, że nie mogłaś spać :) super, cieszę się, że podcast z Michałem Ci się spodobał :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    mi się podobają wszystkie podcasty, z każdego czerpię dużo wiedzy :) Dzięki za to, że się tym dzielisz :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Paula Kosińska takich rzeczy nie wolno chować do szuflady :) Fajnie, a masz jakiś ulubiony odcinek?
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ulubiony jest każdy bo w każdym znajduje wartościowe dla siebie rzeczy :)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Doznałam szoku bo wydawało mi się ze idąc na targi trzeba już mieć trochę materiału zrobionego oraz prezentować mnóstwo albumów, albumikow ☺️
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Inne czasy,wystarczyło kilka zdjęć bez kolumienek i palmy w tle ;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    nie trzeba :) ja zrobiłam tak samo jak Smoki - jak pierwszy raz byłam na targach to miałam wielkie, czarno-białe zdjęcia pary z warsztatów (bo nie miałam portfolio ślubnego)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    No właśnie inna czasy, lata temu jak widz byłam na targach, trzeba w końcu ruszyć tam tyłek i zobaczyć co się zmieniło :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Z naszych warsztatów?;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Tak jak teraz-byle były dobre!
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Paula Kosińska mnóstwo albumów to może i nie trzeba, ja z reguły zabieram 4, ale na dobrą sprawę wystarczyłyby 2. Myślę, że czasem mniej znaczy więcej :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    a ja durna myslałam, że trzeba mieć przynajmniej kilka dużych, kilka małych., stos zdjęć itp żeby jak najwięcej pokazać, bo jak byłam X lat temu na targach to tak się właśnie prezentowali :D
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    https://vimeo.com/211540983/07fb28acb8
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Aaaa cudo :D
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017

    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Paula Kosińska to jest częsty błąd w fotografii ślubnej, który obserwuję: "robienie czegoś w taki sposób jak mają inni". To się może objawiać w różny sposób. 1. Może to być dzielenie galerii na stronie na zestaw <> bo tak mają inni fotografowie. 2. Może to być określanie swoich stawek na podstawie tego co inni fotografowie mają w swoich cennikach. 3. Fotografowanie do 1 w nocy bo tak mają inni... Jest wiele spraw, których się nie wie na początku i korzysta z wzorców podpatrzonych u innych, ale najważniejsze moim zdaniem (może jestem w błędzie) jest to by pracować na własnych warunkach, robić takie zdjęcia jakie się uważa za właściwe, do godziny, którą się samemu uważa za właściwą (w przypadku wesela), no i oczywiście pokazywania swoich zdjęć na stronie tak jak się chce, a nie tak jak inni. Zresztą, to najłatwiejszy sposób żeby się odróżnić od całej reszty. :D
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jacek Marek Siwko wiem, że wszystko co mówisz jest istotne. W ślubach stawiam pierwsze kroki, buduje dopiero markę z nimi związaną, dlatego też w niedzielę warsztatuję się z marketingu u The Snap Shots, i liczę, że uda mi się podjechać do Ciebie na kolejną edycję warsztatów :) Długa droga przede mną ale powoli nakreślam jej kierunek :) Dzięki podcastom dużo też zmienia się w postrzeganiu przeze mnie branży jak również samych fotografów (jak dziwnie to nie zabrzmiało) :P
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Paula Kosińska super, myślę, że jesteś we właściwym miejscu, jeśli masz ochotę się rozwijać. Pamiętaj tylko o jednym, że nie ważne o czym jest mowa i kto wypowiada daną tezę o "tym, że jest tak i tak", ważne by sobie to sprawdzić u siebie i zobaczyć czy w Twojej fotografii / biznesie to zadziała. Trzeba stawiać na praktykę :) powodzenia do zobaczenia jesienią <3
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Dziękuję <3
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Jeszcze odnośnie targów (może to głupie pytanie, ale kto nie pyta ten błądzi) :D jest gdzieś dostępny (jakaś stronka, blog) spis kiedy i gdzie odbędą się targi ślubne? :)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
znowu kawka... :)
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Jak zwykle w trasie ❤️
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Fajny brelok 👍🏻😊
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Który? ❤️
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Katarzyna Pyrchała ty weź posprzątaj w aucie, co? :P
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Haha ❤️ wiem, że muszę umyć kokpit :-D ale myślisz, że przed Silesia Wedding Day jest czas sprzątać w samochodzie? :P w poniedziałek jadę na przegląd to mi umyją w serwisie :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    u Ciebie jak u nas - życie na walizkach <3 :O :P
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Czekając na czwartek:D
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Ale to już było... śpiewa Maryla Rodowicz
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
O mamusiu... To dziecko w tle... nie mogę się skupić na tym o czym mówicie
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Życie;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Dzwiek dziecka specjalnie dodany zeby kazdy z osobna wylapywal miedzy krzykami to co istotne - slowa klucz ;) Michal dzieki za Twoja pokore, bo sluchalo sie z przyjemnoscia :)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Najlepszy wywiad!
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Juana Gałuszka bardzo mi miło to słyszeć :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Dzięki Juana;)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
O, trzeba będzie szybko posłuchać.
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Nikodem Pietras nie ma na co czekać :) dziś jest krótki, ale treściwy podcast :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Dzisiaj albo jutro Jacek Marek Siwko. Dłużej nie będę czekać. A na marginesie to szkoda, że krótki.
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Może jakiś mały live z Izraela Michał? ;)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Tu się pracuje;)))
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Przecież z Instagrama aż się wylewa ;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Co to jest Instagram? ;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Szymon Aleksandrowicz popieram pomysł, wczoraj na Instagramie WhiteSmoke było sporo filmików z sesji zdjęciowej
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ha! Dzięki Wam zarejestrowałem się na insta. I okazało się, że teraz widać więcej niż jak się tylko podgląda niezalogowanym ;) Brawo ja :D
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    #brawoty!
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    tyle materiałów od Smoków przegapiłeś, Szymon :(
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Trudno, grunt, że powoli wkraczam w XXI wiek ;)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Ten początek tak miło zaskoczył <3
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Roksana Wąż to jest głosik naszej domowej gwiazdy :) bardzo się stresowała, ale jakoś dała radę <3
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Uwielbiam "stories" w jej wykonaniu, a to mnie rozczuliło :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Roksana Wąż krótko mówiąc Zuza ma talent do social mediów :) Musimy ją trochę temperować, ona ma dopiero 3 lata. Dziękuję za komplement, przekażę jej jak wróci ze spotkania z rówieśnikami :)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Bu Bogusław oj tam, oj tam... :D
Odpowiedz
Iza
6 kwietnia 2017
Pomimo całej mojej sympatii do obu Was nie dałam rady po raz pierwszy przesłuchać całego podcastu - to dziecko rozwala system :P
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Kurcze ale fajny wywiad. Przede wszystkim w tym co mówił Michał Warda był taki mega spokój, niesamowite. Spokój który bardzo udzielił mi się, spokój i pokora. Na pewno to za sprawą ogromnego doświadczenia w branży, ale i ze względu na samo podejście do fotografii. Zdecydowanie mam większą motywację do ruszenia z kilkoma prywatnymi projektami, które gdzieś tam czekają (a dodam, że ja póki co fotografuje tylko hobbystycznie, więc to czekanie jest kompletnie nieuzasadnione :P) Jacek Marek Siwko podcasty są rewelacyjne, działaj dalej. Inspirują nie tylko fotograficznie ale i życiowo. Dzięki! Korzystając z okazji, że był poruszany temat prywatnych projektów, może chcecie się podzielić swoimi pomysłami i zainspirować innych? :) Ja np. obfotografowałem miejsce mojego dzieciństwa: mieszkanie, okolicę i podwórko, charakterystyczne przedmioty, graty z piwnicy, wszystko co przywoływało wspomnienia dzieciństwa.
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Jacek błagam unikajcie w przyszłości tak głośnych miejsc do udzielania wywiadów, ponieważ umyka w tym chaosie cała przyjemość słuchania Twoich podcastów
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Norma - dzieci płaczą - to norma ;-) Grunt, że to nie były nasze :) uff.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Kasia Siwko tak właśnie myślałam, że nie Wasze :) Ludzie sukcesu pracują w każdych warunkach. To też ważna lekcja.
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Miło jest posłuchać wywiadu z doświadczonym, mądrym człowiekiem
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Jest to mój ulubiony podcast. Głównie dlatego, że zamiast nauczyciela słyszałam bardziej obserwatora ze sporym doświadczeniem, który nie próbuje nic na siłę zmieniać, ale pomaga ukierunkować, jeśli ktoś o wskazówkę poprosi. Nie słyszałam autopromocji, tłumaczenia się z czegokolwiek, po prostu gościa który wie co robi i dlaczego, choć ciągle czegoś jeszcze szuka. Chyba mam podobnie, choć z krótszym stażem. Pełen profesjonalizm, ale z dystansem i chwilą na to, by się zatrzymać i zastanowić nad sensem tego wszystkiego. Super, dzięki. A co do dźwięków w tle, to zazwyczaj przeszkadzają mi w słuchaniu moje wydzierające się pociechy, teraz to była istna incepcja ;)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Anita dokładnie, najciekawsze jest to że największa pokora jest u osoby z największymi sukcesami i doświadczeniem.
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ewa Brzozowska dokladnie tak! We wczesniejszych podcastach niestety brak tej pokory, ocierający się czasami o pychę, mentorski pouczający ton był uderzający, dla mnie przykry.
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Dzięki kochani!
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Kolejny świetny odcinek :) aż szkoda, że jest tylko jeden czwartek w tygodniu ;)
Odpowiedz
    12 kwietnia 2017
    Marek Twarowski to jest celowe zagranie, jeden podcast Niezłych Aparatów w tygodniu to większa szansa na wykorzystanie tej treści w praktyce, gdyby było codziennie to nikt by nic nie zrobił tylko by wszyscy słuchali (tak mi się wydaje) :)
    Odpowiedz
    12 kwietnia 2017
    Oczywiście, że tak, dlatego tak się na ten dzień wyczekuje 😉
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
"nie ma już rynku lokalnego, jest Internet." dokładnie tak Jacku! :) zgadzam się w 1327365254263 procentach! ;)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Paulina Maron Kowalska dzięki, duży rynek oznacza też, że można poszukać sobie bardziej wymagających klientów
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Mieszkam chyba na większym zadupiu niż Ty Jacku i fotografuje w całej Polsce właśnie z tego samego założenia :) wychodzę z założenia, że ogranicza nas tylko niebo ❤️
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Katarzyna Pyrchała nie wiem czy można na większym niz ja :) ogólnie pogodziłem się, że muszę wszędzie dojeżdżać długie kilometry na śluby, ale to była świadoma decyzja. Natomiast wiem, że każdy wyjazd się musi zwyczajnie kalkulować, nikt z nas jest Matką Teresą :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jacku - mówię nazwę największego miasta w okolicy w której mieszkam i i tak kończę mówiąc "a wiecie gdzie jest Ostrava w Czechach? To mieszkam 12 km od niej tylko po polskiej stronie" :-D I zgadzam się bardzo! W końcu fotografowanie to nie tylko nasza pasja ale i zawód :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Szczecin wieksze zadupie a zawieje mnie i do Sanoka 🤗🤗🤗
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
serio jak słysze od fajnych fotografów 3500 z darmowym dojazdem w całej Polsce i z albumem to coś mnie strzela...
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ewa Brzozowska przy takiej stawce po podliczeniu kosztów nic nie zostaje :)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    dokładnie!!
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ewa Brzozowska moim zdaniem to jest w dużym stopniu kwestia pewności siebie i tego co się robi, ale przecież nie można kazać komuś podejmować racjonalnych biznesowych decyzji... :P
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jacek Marek Siwko a ile jest tych kosztów, że tak zapytam licząc że masz zapewnione spanie i wyżywienie i możesz maksymalnie przejechać w weekend, w Polsce do 2000 tyś km?, abstrahując już od sedna tematu :) ? Połowa ludzi na tej grupie pojedzie z dojazdem za 2000-2500 ;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    może nie na tej, ale na większości grup
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jakub Nowotyński koszty to nie tylko to co spali samochód po drodze, i to co zjesz na Orlenie, policz sobie ile wydajesz lub wydałeś na sprzęt, (aparaty, obiektywy, karty etc.) stronę www, komputer, programy, księgową, kurcze serio trzeba to wymieniać? :) Tego jest cała masa, niektórzy płacą do tego normalne Zusy lub chociażby ich połowę, więc to są regularne duże obciążenia dla fotografa, któremu wydaje się, że 3500 to jakaś niesamowicie wysoka stawka, tymczasem taki fotograf wychodzi na zero, prawda Bartek Wyrobek? ;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jacek Marek Siwko ja to rozumiem wszystko, co nie zmienia faktu że połowa pojedzie za 2500 ;) idąc dalej, powiedzmy masz 3000 na rękę po odjęciu 500 zł kosztów 4 śluby w miesiącu, 12000 tyś, minus 1100 zus, minus 10000 tyś sprzęt i resztę miesięcy zarabiasz minimum 12.000 na rękę ;) To jest myślenie ludzi, dużej części z nich.
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jakub Nowotyński no tak, ale pokaż mi osobę, która ma 4 śluby miesięcznie przez 12 miesięcy w roku :) ja rozumiem, że ekonomii się nie uczy w szkołach, ale jak się prowadzi biznes dłużej niż dwa lata i cały czas jest się w plecy twierdząc, że się zarabia jak król to sorry.
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jacek Marek Siwko Ja nie chce powiedzieć że to nie jest słuszny kierunek i idea. Oczywiście, absolutnie ją popieram, sam jestem już trochę na tym rynku i różnie bywało, teraz jest super ale kiedyś za 3500 tys dałbym się pokroić ;) Więc rozumiem tych którzy pracują za 2500-3500 taki rynek, nic do nich nie mam, ale też "nic mnie nie strzela" ich decyzja i wybory
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Powiem Wam, że ja kompletnie nie orientuję się w stawkach innych fotografów i trochę mnie zaskakuje to co piszecie, ja mam środkowy pakiet w okolicach 3500 właśnie i wydawało mi się to już dość sporo, choć ja nie jeżdżę dalej niż 100km, nie nocuję poza domem i nie robię albumów.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Anita, ja też mam taki za 3400, ba nawet za 2600 ale nie są to pakiety na 12 godzin, tylko w 60km i bez albumu. To jest duża różnica. Jak np w kwestii dojazdu można liczyć tylko koszt benzyny i noclegu, serio? A amortyzacja wszystkiego, a czas poświęcony poza domem. Dla.mnie to najcenniejsze.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    U mnie 12h to full opcja, więc też nieco droższa :) Czas to podstawa, dla swoich par robię wiele i daję z siebie 150%, ale godzin trzymam się dość surowo, bo to czas spędzony poza rodziną, którego nikt mi nie zwróci.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    chyba Wam juz sie w dupach przewraca od tych zarobkow fotograficznych. Moja matka 3500 miesiecznie brutto zarabia i za taki zarobek jak ja mam dalaby sie pociac.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Jakub Nowotyński dobrze powiedziales. Zgadzam sie z Toba.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Borys Roswadowski moja ma emerytury 1500 za ciężką pracę jako pielęgniarka, dlatego mam brać 1500 za cały miesiąc pracy by wyrazić jej szacunek? Wesele to specyficzna impreza, leci kasa na pierdolety, fontanna czekoladowa za 2000, sukienka za 6000, samochód za 2000, nie rozumiem zupełnie dlaczego dobry fotograf ma się budżetowo mieścić między fontanną czekoladową a sukienką. Spadaj z tym " w dupach się przewraca" nie do mnie ten tekst.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    I zaczyna się "polskie piekiełko"
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Bierz sobie i 20 tys jak ci placa ale nie mowcie ze 2000-2500 co zostaja to jakies drobne. Ludzie za to rodziny utrzymuja.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    a ze mlodzi placa 6 kola za suknie no moze sie to nie spodoba wielu ale wolalbym dac 6 kola za garnitur niz za fotografa. Kwestia wyborow.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    i dla nich wielki szacunek że tak potrafią, tyle że wiesz, fotograf to dla mnie dobro luksusowe, jeśli sami nie będziemy sie tak traktować to klient będzie uważał że jesteś tylko bardziej mobilnym telefonem z lepszymi filtrami bo zapłacił za Ciebie dokładnie tyle. Ale spoks - tylko nie wyjeżdżaj mi z tekstami "w dupach się poprzewracało"
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    no to roznimy sie podejsciem u podstaw. Dla mnie fotografia to nie dobro luksusowe. Chcialbym zeby kazdego bylo stac na zdjecia. Nie wiem zreszta co luksusowego jest w zawodzie wykonywanym przez hmm dziesiatki tysiecy ludzi z czego czesc na etacie. A czy jestesmy bardziej mobilnymi telefonami? Chyba nie ale jacys wielcy z nas specjalisci to tez nie bardzo. Robimy z regoly jakies tam foty za jakies tam pieniadze. Ani to czesto specjalny artyzm ani wiedza. Poza tym ciezko mowic klientowi ze bog wie za co zaplacil jak co drugi w kraju to teraz fotograf. Ot luksus dostepny na kazdym kroku.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    ok, inaczej na to patrzymy więc nie ma sensu dalsza wymiana zdań.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    jeszcze troche pociagne temat. 8 kola ma kierownik informatykow w banku. 5 lat studiow plus lata doswiadczenia. Jak to sie ma do wiedzy i doswiadczenia fotografow slubnych gdzie naprawde wartosciowych w tym zawodzie z polski pewnie moglbym policzyc na palcach rak i nog. Gdzie do podjecia zawodu wystarczy kupic aparat i obleciec ze dwa z 30 kursow fotograficznych dostepnych od reki. Jak dalem 20k w sprzet fotoi 5k w aparaty to ile ma mi sie zwracac ta inwestycja? Umowmy sie ze co sensowniejszy fotograf 20k to zgarnia w hmm 5 zlecen?
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    aaa i jeszcze jedno to ze ten zawod jest sezonowy to nie jest wina mlodych. Jak przez pol roku ktos chce miec wolne to oczywiscie mozna nie bronie, ale moze tez pojsc do pracy i w biedrze.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Ewa, szczęśliwie doświadczenie z bardziej rozwiniętych rynków niż nasz pokazuje, że z czasem szara strefa czy po prostu ludzie ze zbyt niskimi cenami przestają być wiarygodni. Nasi klienci pytają bardzo często kiedy zmienialiśmy sprzęt, ile mamy backupów itd itd.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Borys, nie wiem jak ty tam przeliczasz, ale biorac 3.5tys za zlecenie z plenrem i robiac takich zlecen cos okolo 25 w roku, to twoja stawka godzinowa w rozlozeniu rocznym z uwzglednieniem sprzetu itd wyniesie okolo 30zl za godzine czyli jakies 4.5tys zl miesiecznie ... kokosy to to nie sa, ale posilkowanie sie tym ze ktos inny zarabia mniej ...... no sa tez tacy ktorzy musza zyc z zasilkow, ale przeciez to nie moja wina i to nie jest powod dlaczego mialbym brac mniej poczytaj tez co oznacza slowo dobro luksusowe o ktorym wspomniala Ewa, bo widze ze nie rozumiesz zagadnienia ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Piotr nikt ci nie broni brac wiecej slubow. Nikt ci nie broni pracowac przez pol roku w innej branzy. Wiec co to dobro luksusowe mam tylko watpliwosc czy popyt rosnie szybcjoej joz liniowo w stosunku do wzrostu dochodow. ;) 4500 to srednia krajowa. Ja wiem ze macie marzenia o byciu milionerami ale moze trzeba branze zweryfikowac. :) nawet w uk ktory ma jednak wieksze zarobki ceny pospadaly grubo.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Michał Warda True. Tylko ceny aparatow sa takie ze nie ma problemu z och wymiana ile w sumie bys nie zarabial. Co ile wypada wymienic aparat? Co 3 lata? 5?
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Nie ma szans na miliony z bycia fotografem slubnym, chyba ze sie mieszka w LA ;) Ale tez nie wiem skad pomysl ze chce byc milionerem? Wiem ze nawet na emeryture za bardzo nie zarobie majac takie stawki. Nie czuje sie ogarniczany przez nikogo jesli chodzi o zawod ktory wykonuje, ja po prostu nie chce robic niczego innego w tej chwili. Nie rozumiem dlaczego bronisz innym wyceniac sie na tyle na ile uwazaja to za sluszne? W Polsce za sprzet foto, komputery itd. placimy tyle samo co w Niemcy, Szwedzi czy Francuzi .. pytanie dlaczego musimy pracowac 2-3x wiecej zeby na niego zarobic? W imie tego ze Twoja mama zarabia 3.5tys? Jak to ladnie napisales, nikt jej nie broni pracowac wiecej albo w innej branzy :P BTW moj ojciec na swiadczeniu przedemerytalnym dostaje 700zl miesiecznie .. skoro sie juz licytujemy jak to malo ludzie kasy dostaja ..... Pomine jeszcze fakt ze emerytura przysluguje mu 6x wyzsza, ale nie wiadomo czy w ogole do niej dozyje bo ma swoje lata a musi jeszcze 1.5 roku czekac ......... takie to piekny system mamy ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    A sprzet zmieniasz tak czesto jak tego potrzebujesz. Ja swoj zajezdzam w 2-3 lata.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    NIE MA drugiego takiego zawodu, który tak małym nakładem inwestycji w sprzęt i w tak krótkim czasie nauczania, dawał możliwość zarobienia takich pieniędzy przy takim nakładzie czasu na zlecenia - nawet biorąc pieniądze rzędu 3000-3500zł za reportaż. Robiąc sensowne zdjęcia nie ma najmniejszego problemu zrobić 30-35 zleceń w sezonie odejmując ZUSy, koszty to i tak ok 100 tys na rok - gdzie w sezonie owszem intensywność jest większa, ale potem jest 3-4 miesiące nic nie robienia jeśli ktoś chce. Więc Piotrku nie wiem z jakich wyliczeń wychodzi Ci 4,5 tys zł/mc, mi przy tych założeniach wychodzi coś ponad 8. Sprzęt? Owszem zdarza się, że nawali, ale po to mamy 2-3 body. Nie musimy kupować najnowszego D5 czy 3x xpro-2 z kompletem stałek. Ja dalej na jednym body focę d700 którą uwielbiam i którą można w niezłym stanie dostać za 2k. I osobiście uważam, że tekst że ktoś na etacie może pracować więcej żeby zarobić więcej nijak się ma do tego że Ty w 4 miesięcznej przerwie niskiego sezonu możesz przyjąc inne zlecenia. Osobiście uważam, że przyjęcie koło 30 repo jest porównywalne do pełnego etatu, a jak porównasz zarobki nawet rzędu 3,5k za repo to różnica w wypłacie jest diametralnie różna prawda? A nie potrzebowałeś 5 lat studiów, bezpłatnego rocznego stażu, 2 lat odpalania "frycowego" i lizania tyłka managerowi by wreszcie po 8 latach normalnie zarabiać? Więc z całym szacunkiem, jak widzę tekst, że biorąc 3,5k za repo NIC nie zostaje to nie wiem czy się śmiać czy płakać (czy może "pozazdrościć" standardów życia ;) ) Rynek idzie do przodu, stawki fotografów nie są wiedzą tajemną, kalkulację zrobić łatwo. Do tego te wszystkie "podróże, pasja itd" nie dziwcie się więc, że rzesza nowych wstępujących w te szeregi jest coraz większa. Chcący się utrzymać "na fali" cały czas trzeba coś ze sobą robić i się roziwjać, zarówno fotograficznie, marketingowo, technicznie, socialmediowo. Wolniej i spokojniej już nie będzie ;) Dziękuje.....
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Szymon, byla gdzies kiedys taka fajna tabelka z excela ktora krazyla po grupach, ktora uwzgledniala czas potrzebny na obrobke foty, na spotkania z klientami, na dojazdy, na ... na milon innych rzeczy. W pamieci uktwilo mi wyliczenie ktore dawalo dokladnie 4.5tys zl po odjeciu kosztow sprzetu. Sprzetu wcale nie drogiego, bo byl tam D750 i uzywany D700. Szkla tez nie byly topowe tylko jakies Sigmy. 25 wesel po 3.5tys zl. Ale to nie tylko o sprzet chodzi tylko o czas przede wszystkim. Czas to pieniadz. Upraszczasz w imie dyskusji, ale bycie fotografem to troche wiecej niz tylko bycie nim przez 8 miesiecy czy w weekendy. Nawet kazdy odpisany mail to czas ktory poswiecasz na prace i doskonale o tym wiesz ;) Chcemy czy nie w pracy jestesmy 24/7 365 dni w roku. Szkoda ze nie mam tego pliku gdzie mogles nawet wybrac ile lat bedziesz amortyzowal sprzet. Musisz mi wierzyc na slowo ile wychodzi, albo sam stworzyc tableke ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Ja nie bronie wyceniac jak chcecie. Ja sprzeciwiam sie mowieniu ze 3500 to taka kasa ze nic ci nie zostaje. Zostaje i to sporo.
    Odpowiedz
    Od pewnego czasu, mam wrażenie, tworzy się nowy "topos" fotografa ślubnego. Okazuje się, że 3500 to już nie średnia półka na rynku, ale "stawka nieopłacalna". Przynajmniej w oficjalnych dyskusjach, bo nieoficjalnie większość dalej obraca się w podobnych stawkach. Nie zrozumcie mnie źle, ja ceny podkręcam co roku, ale mimo wszystko zgadzam się z tym co pisze Szymon Nykiel - nie przesadzajmy, że to nieoplacalne itd.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Internetowe dyskusje sa bez sensu bo dochodzi do niedomowien ;) Rowniez nie twierdze ze 3.5tys to jest niegodziwa kwota bo sam do stycznia tyle bralem. Nie wiem jak inni ale ja twierdze, ze to po prostu nie fair ze na ten sam sprzet musimy pracowac 2-3x wiecej co nasi zachodni sasiedzi, a prace wykonujemy taka sama jak nie ciezsza. I nie, nie chce sie przeprowadzac na zachod :p
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    O to to :)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    No ale to jak tak rozmawiamy to jest wiele innych nieuczciwych kwesti wzgledem polska-zachod :D
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Szymon Nykiel i kropka. 👍
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Borys, dlatego powinnismy na nich napasc i zrobic z tym porzadek 😂
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Hipotetyczna sytuacja jak u Tomasz Kornas. Dwie puszki do serwisu a jak nie macie ubezpieczenia to ... musicie kupić sprzęt na już. Lekko 25000. Nasi koledzy z UK czy stanów po prostu by kupili nie myśląc wiele. pomyślcie jaka jest skala wydatku w Polsce versus te legendarne 3500;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Piotr idąc tym tokiem rozumowania co mają powiedzieć pracownicy fabryk / kelnerzy itd ? Przecież to jest bullshit. Miej pretensje do tego co wymyślił waluty/pkb i te wszystkie parametry, które sprawiają że praca 2jga ludzi różnych narodowości jest inaczej wyceniana? Co na to Chińczycy, Hindusi, mieszkańcy Bangladeszu? Co do tabelki - racja, jest masa czynników, których się nie wlicza w "czas pracy" - ale wiesz to jest chyba wpisane w bycie przedsiębiorcą? Nie tylko wykonywanie danego zawodu ale też myślenie jak nagrać sobie zlecenia itd. Podsumowując, segment rynku 3-3,5k spuchł - odczuli to Ci którzy niedawno brali po 5k i myśleli że takie eldorado będzie trwało wiecznie i nic z tym nie trzeba będzie robić - bo przecież zapytań tyle że tak na prawdę to "my" sobie klientów wybieramy. Pojawił się duży popyt na "dobro ekskluzywne" które miało ograniczoną podaż (terminy w sezonie) - rynek zareagował - pojawili się nowi usługodawcy. Da się brać, 5-6k czy więcej za repo, ale samo robienie dobrych zdjęć lub bycie tylko dobrym marketingowcem już nie wystarcza i trzeba się wysilić na wielu płaszczyznach żeby do tego poziomu dojść.
    Odpowiedz
    Michał Warda czemu kupić od razu? wypożyczyć wystarczy.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Michał Warda tak, kupic od razu 2x nowe body, potem dostać z serwisu te 2 naprawione , które się wystawi na sprzedaż (bo na co mi 4 body) i kupi je Polak za 60% wartości nowego ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Do tego doliczmy dofinansowania na zakładanie firm i raptem okazuje się, że te koszty robią się zajebiście niskie... Za 20 klocków masz dwie puszki i dwa najpotrzebniejsze szkła, którymi WSZYSTKO można spokojnie ogarnąć. Szymon dobrze gada. Polać mu proszę ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Chyba nie ma juz dofinansowan ale nie dam glowy uciac.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Zapewne zalezy od urzedu, ale wciaz jest na to kasa i je przyznaja.. sam chetnie skorzystalem 7 lat temu :)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    7 lat temu to wiem 5 tez bylo ale slyszalem cos ze od tego albo od 2016 dotacje sie skonczyly. Kamil Ekiert pewnie wie.
    Odpowiedz
    Borys Roswadowski są. moje dwie koleżanki w zeszłym roku dostały. jedna ok 20 tys druga 40 tys. dodam, że obie na działalność fotograficzną. to jest w takim układzie zajebiście opłacalne robić nawet za 2500.
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Mozliwe, rok temu kumpel dostal ok 20 tys
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Znajomek właśnie chwilę temu dostał 24 tysie w Zamościu rodzinnym ;) Za taką kasę jeszcze kompa ogarniesz. Zostaje Ci zus. Więc ta nieopłacalność brzmi mocno śmiesznie przy kwocie 3500 ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Sam brałem dotacje z PUPy z tego co pamiętam 21k. I jasne że gdyby nie to to pewnie wcale bym nie zaczął pstrykać. Ale wyjaśnić Pani w urzędzie po co mi 2 x to samo body i aż 2 obiektywy to był wyczyn godny olimpijskiego złota 😆 A o stawkach mówić nie będę bo mnie wyrzucicie z grupy jeszcze. 😆
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    A co ile mozna brac taka dotacje? :D
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Cos mi swita ze nie mozna prowadzic firmy przez 5 lat .. wiec jak dzis zlikwidujesz dzialalnosc to akurat za 5 lat bedzie jak znalazl na MarkV ;)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    dotacje bezzwrotne koncza sie w urzedach okolo marca juz nawet... przynajmniej te dla bezrobotnych ;) sa jeszcze pozyczki zwrotne na maksymalny okres 7 lat z roczna karencja - do kwoty okolo 80 tys. tutaj trzeba wykazac sie poreczycielami, dobrym biznesplanem oraz dodatkowo ukonczeniem kursow itp zwiazanych z dana dziedzina w ktorej chcemy otworzyc dzialanosc :)
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    Nawet nie wiem gdzie zaczac bo o cenach mozna by dyskutowac godzinami, kazdy ma swoja filozofie na ten temat... zacznijcie sie cenic i trzymajcie razem jako industry bo z tego co widze to polowa to by noze ludziom w plecy powbijala...
    Odpowiedz
    10 kwietnia 2017
    Borys Roswadowski jeszcze są, udało mi się "dostać" w grudniu
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Dobrze powiedziane Jacek i znowu świetny odcinek. :) Dzięki!
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Tomasz Willmann dzięki wielkie :)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Dużo cennych rad i słów :)
Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Teoretycznie Jacek masz rację,ale nie każdy chce jechać poza swoje "zadupie" stąd tekst typu "ma łatwiej bo mieszka w Wawie" jest jak najbardziej prawdziwy. Nie każdy lubi wypady w Polskę.
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Zawsze jest coś za coś. Ale gołąbki same do gąbki nie przylecą...
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Trzeba po prostu działać według praw rynku. Zapełniasz kalendarza za X zł i przez długie miesiące zajmujesz się wysyłaniem maili o treści "sory, zajęte"? Zacznij wołać za przyszły sezon więcej i zobacz co się stanie. Za rok to samo. Ja tak właśnie robię. Wydaje mi się, że najtrudniejsze jest mentalne przeskoczenie pewnej bariery - tego, że dla niektórych jesteś za drogi. Ale do tego trzeba się po prostu przyzwyczaić i nawet polubić ten fakt. Fajniej jest myśleć o sobie jako o "drogim", niż o "budżetowym" :)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    to niesie pewne ryzyko, ze klienci nie odezwa sie do ciebie 'bo jestes drogi' ... i wezma kogos z konkurencji kto jest jeszcze drozszy :D mialem taki przyklad gdy nie wzieli innego fotografa do ktorego nawet nie zadzwonili 'bo jest drogi' .. a byl tanszy o kilka stowek ;)
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    oczywiscie nie da sie zabezpieczyc od kazdej ewentualnosci :D
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    to juz inny temat czyli budowanie wizerunku. Są ludzie z pierwszej ligi, którzy wydają się "równiachami" i nikt nie ma oporów, żeby do nich napisać. I ludzie, którzy mają wokół siebie taką aurę, że klient czasem zastanawia się, czy "jest godzien":)
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
W tym czy innym momencie kariery wszyscy miewamy problemy z wycenianiem swoich uslug, to chyba normalne. Podniesienie ceny tez nie zalatwia wszystkiego bo jeszcze sami musimy uwierzyc w ta podwyzke. Pamietam gdy doszedlem do mgicznych 3tys ... przez gardlo mi to nie przechodzilo i klient na pewno czul moja niepewnosc ;) Nie wiem jak innych, ale mnie przed podnoszeniem cen najczesciej powystrzymywal strach. Zreszta wciaz jest jakis trach bo cena poszla tylko o 500zl. Strach o to ze wybiora kogos tanszego a nie mnie jest skutecznym demotywatorem. Ale przeciez ZAWSZE znajdzie sie ktos tanszy, wiec powstaje pytanie - czy jestem w stanie konkurowac cena z wszystkimi i czy tego chce? Odpowiedzi wydaja sie byc jasne, chociaz patrzac na rynek to juz sam nie wiem :P
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Jacek fajnie w którymś z podcastów mówił o "półkach cenowych" i moim zdaniem to naprawdę działa. Kiedy podnosisz ceny jednocześnie sam zmieniasz grono swoich bezpośrednich konkurentów.
    Odpowiedz
6 kwietnia 2017
Powtórzę jak mantrę - w tym wszystkim chodzi o czas. O czas, którego nie spędzisz z rodziną w weekend, o czas poświęcony na podróż, o czas, którego się nie cofnie. O czas poświęcony na marketing, o czas poświęcony na obróbkę. A o tym mało kto myśli (bo przecież 3000 zarabia się w jeden dzień.. no.. nie.)
Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Zgadzam się w stu procentach. Ale do tego trzeba dojrzeć. Dziś odebrałem telefon w sprawie imprezy w wielkanocną niedzielę. Podziękowałem, ale jeszcze rok czy dwa lata temu po prostu negocjowanym stawkę...
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    ja też do tego dojrzałam. Po tym, jak nagle po paru miesiącach zobaczyłam jak bardzo "starzeją" się moi bliscy, a ja nie mogę im poświęcić tyle czasu ile chcę.
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ja mam gorzej. Zobaczyłem jak sam się starzeje, a wciąż jeszcze nie zrobiłem tylu rzeczy.
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Krzysztof Krzemiński a to swoją drogą. Ja patrzę na swoje książki. Nie wiem ilu już nie przeczytałam. Zmarszczek też jakby więcej ;).
    Odpowiedz
    6 kwietnia 2017
    Ja patrzę na swoje rolki na których dalej nie umiem jeździć:) jeśli chodzi o książki to przerzuciłem się na audiobooki i nadrabiam zaległości:)
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Karolina piąteczka!
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Zgadzam się w pełni. To niby takie oczywiste, ale gubi się co jakiś czas.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    każdy w pewnym momencie dojrzewa. Dojrzałam i ja...
    Odpowiedz
Wszystko zależy, czy masz ochotę i możliwość jeździć po Polsce. Ja np nie mam. Mimo, że ceny regularnie podnoszę, to zdaje sobie sprawę ze to mocno ogranicza.
Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Ale nie masz ochoty czy możliwości? I dlaczego? Pytam z czystej ciekawości.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Nawet rym się pojawił o poranku:)
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Słyszę to z rapowym bitem ;)
    Odpowiedz
    bo mam maluchy w domu (3l i 8m) i karmie piersią :) pod koniec miesiąca mam ślub 45 min od domu autem i w sumie dalej niz godzina drogi nie mam ochoty się wybierać. wyjazd dwudniowy na ten moment nie wchodzi u mnie w grę. w przyszłym roku mogę się kilka razy zdecydować na taki ale raczej sporadycznie.
    Odpowiedz
7 kwietnia 2017
Genialnie, jak zawsze! Szkoda, że na LLF Warsaw Was nie będzie. Ale spotkamy się przy najbliższej okazji. Czekamy na kolejny podcast!
Odpowiedz
7 kwietnia 2017
Chyba najlepszy podcast ze wszystkich. Całe nagranie chodziła mi jedna puenta po głowie: wszystkie emocje, które wyjawiamy na zdjęciach zaczynają się w środku nas samych, a potem zarażamy nimi parę. Rewelacyjnie słucha się osób, które są w tej branży od lat, których prace zachwycają od dawna i mimo to sodówka nie uderzyła do głowy, a oni samo dalej podkreślają, że najważniejsze jest nasze zaangażowanie. Bez tego nic nie stworzymy, bo w dzisiejszych czasach naturalność jest stawiana na 1 miejscu i sztucznie wykreowane emocje czy też scenerie nie mają racji bytu :). No i drugi wątek, czyli realizowanie fotografii w innych płaszczyznach naszego życia, jest jak najbardziej poprawne. Dzięki temu zachowamy dystans do naszej pracy i nie będzie to odbierane jako narzędzie tylko i wyłącznie do zarabiania pieniędzy, ale pasja, która jest w każdym jakimś naszym zakątku :)
Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Idealne podsumowanie. Wspaniale jest słuchać osób,których doświadczenie jest duże i przy tym wszystkim nabyli dystansu, pokory i nie stracili pasji. Myślę, że marketing i dobre prowadzenie firmy to jedno, ale dbałość o obraz, rozwój poza pracą zawodową to drugie, dla mnie istotniejsze. Lubię czerpać z ludzi, którzy mają podobny punkt widzenia i dla których fotografia nie kończy się na wyjmowaniu aparatu przy kotlecie. Oko i mózg ćwiczy się codziennie, to jak gra na skrzypach. Warto to powtarzać cały czas. W dodatku tak jak piszesz, daje to wytchnienie od pracy, pozwala ciągle, na nowo cieszyć się fotografią.
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Oooooo dokładnie tak! :)
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Juana Gałuszka <3 mądra Gałeczka
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Magda Jędrzejko 😻 Jestem ostrożna w wyrazaniu swojego zdania w Internecie, ale tu trzeba bić brawo głośno i krzyczeć "szukajacie decydujacego momentu codziennie, nie tylko w trakcie outdoor wedding" :3
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    prawda!
    Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Tak jest!
    Odpowiedz
7 kwietnia 2017
Brawo Michał!!! Świetnie się ciebie słuchało! Wiele osó powinno brać z Ciebie przykład!
Odpowiedz
    7 kwietnia 2017
    Dzięki Rafał!
    Odpowiedz
    8 kwietnia 2017
    W ogole wlasnie spoko podcast. PrZesluchalem go pare razy i bardzo fajnie.
    Odpowiedz
9 kwietnia 2017
Ale nie każdy Michał zajmuje się fotografia z pasji i zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem ze jak fotografujesz dla kasy to idź
Odpowiedz
9 kwietnia 2017
zupelnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem Michała ze jeśli zajmujesz się fotografia dla kasy to lepiej zarabiaj na pieczeniu chleba. Dlaczego Niby.. ja się zajmuje dla kasy , nie widzę w tym nic zlego biznes jak każdy inny. Zupełnie nie jestem pasjonatem fotografii, nigdy poza ślubami nie nosze aparatu. oczywistym dla mnie jest to ze nigdy nie osiągnę niczego dużego w fotografii, bo się tym nie " jaram" ale ten biznes pozwala mi pracowac wtedy kiedy chce, zajmować się dziećmi i realizować jakieś swoje inne hobby. nie każdy kto fotografuje śluby chce byc spikerem, robic impakt to the world etc. Ja chce po prostu normalnie żyć a fotografia ślubna jest dla mnie źródłem dochodu.
Odpowiedz
    18 kwietnia 2017
    Ja to zrozumiałem tak, że zwyczajnie trzeba ćwiczyć, a zdjęć tylko na zleceniach może nie starczyć.
    Odpowiedz
9 kwietnia 2017
A co do cen to dlaczego innych fotografów obchodzi jakie kto ma ceny. Każdy ma jakie chce. Wolny rynek je reguluje.
Odpowiedz
12 kwietnia 2017
Rewelacyjny podcast! <3 Ja też dziękuję za rozmowę na targach i zapoznanie z Katarzyna Pyrchała <3 Mnie zastanawia po przesłuchanu podcastu - po co pisać do swojej "konkurencji" jakie ma ceny? :P rozumiem, że to może być jakaś pomocą w ustalaniu swojej ceny (ja sama pytalam fotografów jakie mają ceny ale jest to czysta ciekawość i motywacja żeby takie ceny mieć i sobie na nie zapracować) ale żeby tak się podszywać? :P Jestem zdania zy ktoś bierze 950 zł, 3500 zł czy 8 tys - dla każdego jest miejsce na rynku :) Zastanawia mnie również jak Wy to robicie z bukowaniem sezonu w jeden dzień/ 10 umów na targach - jak to się dzieje?? Co wg Was przyciąga potencjalne pary? Pierwsze targi dopiero przede mną dlatego ten temat bardzo mnie ciekawi :)
Odpowiedz
    12 kwietnia 2017
    myślę, że czasy się zmieniły i trudno jest się tak sprzedać na targach, kiedy można cię prześwietlić w necie. Do mnie na targach przychodzą ludzie, pogadamy, a później piszą po kilku dniach kiedy zrobią risercz:)
    Odpowiedz
    12 kwietnia 2017
    Krzysztof Krzemiński powiedział ten, co podpisał w niedzielę 3 umowy <3 ps. ja po pierwszych targach w tym roku - tydzień po nich podpisałam 5, wszystkie z targów, więc to nie jest problem :) ale ważna jest nadal ta chemia między parą a fotografem :) ja się cieszyłam, bo wszystkie 5 par jest "dla mnie stworzonych" <3
    Odpowiedz
10 marca 2018
Czy ktoś z Was wyłapał o jakich magazynach fotograficznych mówi Michał około 16 minuty? Tak, wiem, że mam spore opóźnienie w podcastach :D
Odpowiedz
10 marca 2018
Wydaje mi się, że chodziło o magazyn polecany przez Sławka z Leica Gallery https://lfi-online.de/ceemes/en/magazine/m-magazine/ ale nie wiem, może Michał Warda potwierdzi??
Odpowiedz
10 marca 2018
Jacek Marek Siwko zgadza się
Odpowiedz
10 marca 2018
Jeszcze LFI bywa niezły
Odpowiedz
10 marca 2018
Dzięki serdeczne :)
Odpowiedz