Gościem 14 odcinka podcastu Niezłe Aparaty jest Marek Pacura, fotograf specjalizujący się w zleceniach typu Destination Wedding.

Wiele by można powiedzieć o Marku, ale myślę, że poza samymi zdjęciami warto zwrócić uwagę jak w błyskawicznym tempie rozwija się jego kariera. Myślę, że ten odcinek Niezłych Aparatów będzie inspiracją dla wielu osób, które przygodę z fotografią traktują na poważnie.

Dla mnie najważniejszym czynnikiem jest to, że Marek nie jest tylko i wyłącznie fotografem, jest biznesmenem. Jego firma Wooden Banana zyskała sporą renomę wśród fotografów. Świetnie radzi sobie na konkurencyjnym rynku drewnianych skrzynek na zdjęcia. Podczas rozmowy poruszymy temat zleceń zagranicznych, wiele osób ma pewne wyobrażenie jak wygląda taka praca, widząc same pozytywne strony tego zajęcia, Marek opowie szczerze o tym z czym należy się liczyć podejmując trud wejścia na rynek międzynarodowy.

Historia takich ludzi jak Marek to bardzo ważna lekcja dla tych, którzy mają marzenie, ale nie wiedzą jak je zrealizować. Czasem w życiu trafia się taki moment olśnienia, w którym wszystko staje się jasne, droga wydaje się prostsza a spełnienie marzeń następuje szybciej niż można się było tego spodziewać. Miłego słuchania.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Marek Pacura w sieci:
www: markpacura.co.uk
insta: instagram.com/markpacuraphoto
fb: facebook.com/markpacuraphotography
woodenbanana: woodenbanana.com

I jeszcze jedna sprawa na koniec: jeśli podoba Wam się podcast Niezłe Aparaty to proszę powiedzcie o nim Waszym znajomym fotografom, zaproście ich do grupy na Facebooku, Wasze słowo to mój tlen, coś co motywuje mnie do nagrywania kolejnych odcinków tej audycji. 

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagram lub na FB.
Instagram: @niezleaparaty
FB: @niezleaparatypodcast

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: niezleaparaty.pl/newsletter

Zapis rozmowy:

#14 Niezłe Aparaty & Marek Pacura – destination weddings

Jacek: Oficjalnie – Marku, witam cię w podcaście Niezłe Aparaty. Bardzo mi miło, że poświęcasz swój własny czas i podzielisz się tu z nami wszystkimi wiedzą.

Marek: Mi też bardzo miło! Już nie mogłem się doczekać szczerze powiedziawszy.

Ja też się bardzo ekscytowałem. W szczególności po tym, jak obaj zostaliśmy człowiekami memami na grupie Boring Workshop. Kto nie jest ten powinien moim zdaniem się dopisać tylko i wyłącznie po to, żeby te memy zobaczyć.

Jak najbardziej. Tak jak ci mówiłem, jak się widzieliśmy w Warszawie – naprawdę mi się podoba to, co robicie. Lubię słuchać podcastów, więc słucham podcastów, że tak powiem… myślę, że wszystkie podcasty fotograficzne w Europie znam i myślę, że zdecydowanie jesteście jednymi z najlepszych, jak nie najlepszymi w tym momencie. I nie mówię tego po to, żeby ci słodzić, ale bardzo mi się podoba. Tak że cieszę się, że tu jestem.

Myślę, że po tych słowach słuchalność wzrośnie o 100%, tak że dzięki wielkie!

Wiesz co, zacznijmy może od wyjaśnienia kim jest Marek Pacura, bo tak naprawdę, jak ktoś miał do czynienia z Twoją marką, czyli Mark Pacura to mógłby sobie pomyśleć „o, to jakiś gościu z zagranicy – kto to taki?”. I powiem ci, że nawet miałem taką rozmowę, że ktoś mnie pytał, czy ten Mark Pacura to Polak czy nie Polak.

To jest trudne pytanie, bo ja nie lubię – chyba tak, jak każdy – opowiadać o sobie. Myślę, że gdybym miał siebie krótko opisać, to powiedziałbym, że jestem zupełnie zwykłym człowiekiem. Opisując w ten sposób siebie, to co mnie cieszy, to to, że jak ktoś mnie poznaje – czyli na przykład moje pary, czy ludzie, którzy przychodzą do mnie na warsztaty – to jak wychodzą z tych warsztatów, często słyszę opinie, że „ty jesteś takim zwykłym człowiekiem”. Dlatego, że często, nie wiem szczególnie może teraz już każdy wie, że jestem Polakiem. Ale często mamy tak, że jak obserwujemy kogoś – tak jak ja mam fotografów, których obserwuję – to jeżeli ktoś jest fanem twojej pracy, to może sobie pomyśleć, że ta osoba to ma łatwiej albo nie wiem… Czasem dostaję takie wiadomości, że ludzie boją się do mnie podejść. Na przykład kiedyś bardzo mnie zastanowiło, jak Jonas Peterson powiedział przed Way Up North: „proszę was, podejdźcie do mnie, jak będę na Way Up North, bo ludzie się boją podchodzić”. Więc ja absolutnie nie jestem na tym samym levelu, ale wydaje mi się, że gdybym miał powiedzieć, co jest kluczem do tego, że osiągnąłem to, co sobie zamierzyłem – chociaż jestem jeszcze na początku tej drogi – to jest to, że staram się być całkiem zwykłym człowiekiem i zdaje sobie sprawę, że każdy, kto tylko włoży tyle trudu, co ja w to, co robi, może osiągnąć to samo.

Właśnie, to jest ważne, żeby być przede wszystkim dobrym człowiekiem, nie? I tak z perspektywy, takiej do par, jak i do innych fotografów. A skąd u ciebie się w ogóle wzięła ta pasja fotografowania? Zanim przyjechałeś do Szkocji to już miałeś aparat w ręku czy dopiero tam gdzieś trafiłeś…?

Tak, miałem aparat w ręku. W zasadzie, dziś właśnie zastanawiałem się wcześniej, jak to się stało, bo wiedziałem, że o to zapytasz. Moja historia jest o tyle śmieszna, że to jest taka historia, którą wiele osób opisuje, albo kiedyś opisywało, na stronie O mnie, na swoich stronach, dlatego, że ja naprawdę pierwszy aparat kupiłem za swoją pierwszą wypłatę. A to stało się dzięki temu, że dostałem pracę jako kontroler mebli skórzanych. To była moja jedyna praca w Polsce i kolega, z którym pracowałem zaczął mi mocno opowiadać o lustrzankach i tak dalej. Dał mi książkę z National Geographic, gdzie taki sprzęt był opisany i w ogóle było dużo fotografii. I ja sobie tę książkę czytałem, ale w zasadzie to, co tam było napisane nic mi nie mówiło, bo nie miałem aparatu w rękach. No i stwierdziłem, że za pierwszą wypłatę kupię sobie używany aparat, ale pojechałem do takiego dużego sklepu fotograficznego. Tam akurat była jakaś promocja i kupiłem sobie Minoltę 505 i dwa obiektywy, gdzie tak naprawdę to był wtedy sprzęt warty trzy moje wypłaty! Więc wziąłem to na kredyt i co najlepsze, nie powiedziałem nic rodzicom, gdzie mój ojciec nigdy nie wchodził do mojego pokoju, to akurat w ten dzień wszedł do mojego pokoju, zobaczył rachunek i mówi „stary, co ty robisz?! To jest jakaś zabawka, z której nigdy nie będziesz zarabiał pieniędzy”. Tu się okazało, że jest inaczej.

A dlaczego kupiłem aparat? Dlatego, że ja jestem ogromnym miłośnikiem rajdów samochodowych. Zawsze to była moja pasja, do dzisiaj jest to moja pasja – myślę, że nawet większa niż fotografia – i po prostu jeżdżąc na rajdy stwierdziłem, że ja chcę sobie to wszystko gdzieś tam utrwalić, a nie tylko oglądać.

Ok, ale ty jesteś fanem rajdów, że tak powiem od strony oglądacza czy też uczestniczyłeś?

Kiedy mieszkałem w Polsce to uczestniczyłem, ale bardzo amatorsko. Dlatego, że niestety nie pochodzą z rodziny milionerów, żeby mi rodzice kupili samochód i pozwolili się bawić w rajdy za parę milionów złotych rocznie. Ale zawsze sobie żartuję, że jednym z moich marzeń jest kiedyś w końcu wystartowanie w profesjonalnym rajdzie jako kierowca. Zakładam, że dojechałbym ostatni, ale nie o to chodzi. Ale nie oszukujmy się to, jest zabawa za przynajmniej 200-300 tysięcy złotych za jeden weekend, więc musiałbym jeszcze wiele zdjęć zrobić i dużo skrzynek sprzedać. Nie wiem, co nagadać mojej żonie, żeby się zgodziła, a to też z tego względu, że – mimo że rajdy to jest moja pasja, chociaż teraz niestety dużo częściej oglądam je na ekranie komputera niż na żywo – to niestety też mieliśmy wśród znajomych taki przypadek, kiedy mój bardzo dobry kolega zginął na rajdzie jako kibic, więc to też na pewno zmieniło to, jak moja żona patrzy na to, kiedy jadę na rajd albo coś takiego. Ale to na pewno jest miłość, która nigdy nie umrze – zawsze będę kochał rajdy.

Domyślam się. A jakbyśmy przeszli płynnie z tych rajdów do fotografowania ludzi. Jak to się stało, że w ogóle przerzuciłeś się z maszyn na ludzi? Niby to i to jest fotografia, ale jednak inaczej się fotografuje maszyny.

Aparat profesjonalny mam, powiedzmy, od szesnastu lat. Śluby zacząłem fotografować cztery lata temu i to tak w zasadzie – no może nie przypadkiem – dało mi to do myślenia, jak zaczęliśmy szukać fotografa na nasz ślub. Mimo że nie miałem w ogóle zielonego pojęcia o tym, to jak oglądaliśmy mnóstwo stron, gdy wybieraliśmy fotografa, widziałem, że naprawdę poziom jest różny. I doszedłem do wniosku, że ja mogę spokojnie zrobić, powiedzmy, co najmniej zdjęcia, które będą gdzieś tam w środku, gdzieś tam średnie, jeśli chodzi o poziom, jaki jest na rynku. Mnóstwo ludzi mi mówiło, mnóstwo znajomych, którzy widzieli moje zdjęcia, jakie zrobiłem mojej żonie i tak dalej, że „stary, ty powinieneś się tym zająć w jakiś sposób profesjonalnie”. Więc to się zaczęło od tego, że – w Polsce też jest chyba Gumtree, jeśli dobrze pamiętam…

Chyba jest, ale nie wiem, czy ktoś używa.

No na pewno nie powinien używać do tego, żeby rezerwować śluby. Ale ja akurat tak zarezerwowałem swój pierwszy ślub, bo dałem ogłoszenie na Gumtree. Tak sobie myślałem, że jeżeli zarezerwuję cokolwiek to będzie za pół roku albo za rok… I co się okazało: zarezerwowałem ślub na następną sobotę, bo fotograf tej pary, którą później ja fotografowałem zrezygnował z jakiegoś powodu. A dla mnie to było o tyle stresujące, że wiedziałem, że mniej więcej potrafię jakieś tam zdjęcia zrobić, ale bardziej stresujące było to, że nigdy nie byłem na ślubie w Wielkiej Brytanii, więc nie wiedziałem, co będzie następne. Tak że musiałem cały czas trzymać się bardzo blisko pary i bardzo blisko tego menadżera od tego hotelu, żeby po prostu nie przegapić czegoś, co jest ważne, bo oczywiście układ jest zupełnie inny niż w Polsce. Tak to się zaczęło. Zupełnie przypadkiem.

A w tym ogłoszeniu na Gumtree zamieściłeś w ogóle jakieś zdjęcia?

Wiesz co, miałem zdjęcia. Sposób w jaki zaczynałem w ogóle absolutnie był śmieszny, bo zapytałem się mojego fotografa, czy mogę swoje zdjęcia dać na stronę i oprócz tego miałem jakieś zdjęcia górek i tak dalej. I tak się to zaczęło. Potem akurat miałem, że tak powiem – poszczęściło mi się – w pewnym momencie pojawiła się taka strona w Wielkiej Brytanii. Nie wiem czy jest coś podobnego w Polsce – że pary tak jakby dają ogłoszenie, że dają fotografa, a fotografowie biją się cenowo i ofertowo. To ja przez tę stronę zarezerwowałem jakieś trzy, cztery śluby, które oczywiście zrobiłem za stosunkowo małe pieniądze, ale akurat tak mi się udało, że te śluby były bardzo fajne. Naprawdę, w miejscach, do których teraz wracam, to są śluby naprawdę za wysokie stawki. To są śluby, gdzie są ludzie, powiedzmy, architekci czy lekarze. Akurat ja miałem takie szczęście, że jeden z tych ślubów to był pierwszy ślub w tym venue, więc, że tak powiem, wieść się bardzo szybko rozniosła.

Aha, zainteresowała mnie ta strona z tą aukcją. To jest na zasadzie, że licytujecie się w dół czy po prostu kto ma lepszą ofertę?

Nie, pary podawały jaki mają budżet, a ty wysyłałeś ofertę. Ta strona już nie istnieje. Ale akurat szczęście miałem dlatego, że pewnie takich stron jest dużo, tylko akurat ktokolwiek wymyślił sobie tę stronę, to bardzo dużo płacił za reklamy, więc ta strona pojawiła się w bardzo wielu miejscach, co pomogło mi i innych fotografom, którzy zaczynali w tym samym czasie.

A, to u nas chyba coś takiego też chyba jest, wiesz? Zdaje się, że to jest jakaś Oferia czy coś w tym stylu.

Tak, no to na tej zasadzie, ale wyłącznie pod śluby.

Super. Powiedz, zacząłeś wtedy na tym rynku lokalnym i to ci się tam jakoś rozwijało, a teraz działasz na zupełnie innym rynku, zupełnie w innej skali. Jak wyglądało u ciebie takie przejście? Kiedy zrozumiałeś, że chcesz wyjść poza ten rynek Szkocki, zrobić coś więcej?

Powiem tak: ja jestem na rynku jakieś cztery lata dopiero, ale jeśli mógłbym cofnąć czas, to wydaje mi się, że pierwszy rok bardzo mocno zmarnowałem, dlatego, że w pierwszym roku działalności porównywałem się do tak zwanych kolegi zza płotu. Czyli patrzyłem, co robią lokalni fotografowie szkoccy czy lokalni fotografowie polscy, nie zdając sobie sprawy, jak naprawdę wygląda fotografia ślubna na świecie.

Kiedyś na Flickerze była taka grupa dla fotografii – chyba Starting Wedding Photography Business czy coś takiego, już nie pamiętam. Tam byli wszyscy, tam się wszyscy udzielali – ci najwięksi wtedy, czyli np. Jonas, chłopaki z Nordici. To było takie forum dla najlepszych fotografów, gdzie wszyscy sobie dyskutowali i ja tam jakoś przypadkowo trafiłem. Zacząłem troszeczkę z tymi ludźmi rozmawiać i dowiedziałem się, że w Sztokholmie chłopaki z Nordici robią warsztaty razem Ferem Juaristi. No i pojechałem na te warsztaty i dostałem tam takiego mocnego olśnienia, że, kurde, to co ja robię, a to, co mogę robić to są… Każdy ślub jest oczywiście tak samo ważny, ale jeżeli ktoś lubi podróżować, to fotografia ślubna może być dużo ciekawszym zajęciem niż tylko fotografowanie ślubów w promieniu dwudziestu pięciu kilometrów. I tam dostałem takiego olśnienia.

Przede wszystkim to, co powtarzam na swoich warsztatach, to że słuchałem dokładnie każdego słowa, które oni powiedzieli. Zaglądam czasem jeszcze do notatek chyba nawet teraz, mimo że mamy bardzo podobne, szczególnie z Nordicą model biznesowy, chociaż ja się absolutnie do nich nie porównuję. Tak jak mówię, posłuchałem, co oni mówią. Wiedziałem, że to są ludzie, którzy mają dużo większe doświadczenie. Wróciłem do domu i dosłownie w ciągu dwóch tygodni wszystkie ich wskazówki, wszystko to wprowadziłem w życie. Przebudowałem stronę, zacząłem mocno też robić networking, czyli rozmawiać z ludźmi. W tym momencie myślę, że – niezależnie chyba do jakiego kraju jadę – to znam na pewno kogoś, kto może mi w tamtym miejscu pomóc. Uważam, że networking to jest bardzo fajna sprawa.

Poza tym networkingiem, o którym teraz mówisz, powiedziałeś jeszcze jedno bardzo ważne słowo, które moim zdaniem powinno tutaj być słowem kluczem dla wszystkich, którzy słuchają: że ty po powrocie z warsztatów zrobiłeś wszystko w jakim czasie, dwa tygodnie?

Tak, wydaje mi się, że dwa tygodnie. Zmieniłem stronę całkowicie, zmieniłem działalność na moje imię i nazwisko, bo wtedy miałem chyba jeszcze – dokładnie już nie pamiętam – ale miałem inną nazwę. Ja wtedy miałem, że tak powiem, normalną pracę, a warsztaty całe kosztowały mnie około 2 tysięcy euro, więc stwierdziłem, że skoro zainwestowałem tyle pieniędzy w wyjazd to muszę to teraz naprawdę wykorzystać. Więc to jest to, co powtarzam, jak mantrę, wiem, że ty też to mówisz, że tak naprawdę trzeba uczyć się od lepszych. I ja wciąż się uczę od lepszych. I każdy powinien się zawsze uczyć od lepszych. A jeżeli ktoś wychodzi z założenia, że on już wszystko wie najlepiej, to do niczego nie doprowadzi dobrego.

No właśnie to jest to, co wiele osób tak zwanym Januszom zarzuca, że Janusze gdzieś tam się okopali na swoich pozycjach z dwudziestoletnim czy piętnastoletnim doświadczeniem i nie przyjmują tego stanu obecnego do wiadomości – że jednak dużo się zmienia, jednak dużo młodych ludzi ogarnia te wszystkie internety, tak to nazwijmy umownie, i że może warto się przyjrzeć, jak to się robi, te wszystkie Snapchaty i Instagramy. Myślę, że do tego jeszcze tutaj wrócimy, a powiedz, zanim pojechałeś jeszcze do chłopaków do Sztokholmu na warsztaty, ile miałeś ślubów, że tak powiem, w nogach?

Myślę, że około dwudziestu. Teraz już dokładnie nie pamiętam. Chyba mój mózg tak działa, że stara się wymazać te gorsze momenty, a pamiętać te lepsze. Wydaje mi się, że na pewno około dwudziestu. Dzięki tej stronie, o której wspomniałem wcześniej, dość szybko zacząłem fotografować dość sporo ślubów i nigdy na przykład nie byłem drugim fotografem. To znaczy byłem raz, właściwie dwa razy byłem drugim fotografem, ale to byłem drugim fotografem w zeszłym roku po prostu dla zabawy. Pojechałem sobie z dwoma fotografami, a tak nigdy z nikim innym nie fotografowałem, ale bardzo szybko udało mi się zbudować jakieś portfolio. Chociaż czasami jak widzę, że ktoś wchodzi na moją stronę na „2013 Review” to jestem przerażony.

Aha, czyli zatrzymałeś sobie te zdjęcia? Nie chcesz odcinać tego?

Wszystko, co do tej pory sfotografowałem jest na mojej stronie, ale nie polecam grzebać.

Ok, to myślę, że teraz dwa tysiące osób sprawdzi te twoje 2013.

Na przykład, kiedy wygrzebałem całą stronę z Nordici i po prostu byłem przerażony równie podobnie, jak swoją i myślę, że chyba każdy tak ma. Mój styl, oprócz tego, że w ogóle zmieniłem pojęcie o tym, jak powinien działać dobry biznes fotograficzny, to też bardzo mocno zmienił się mój styl. Kiedyś miałem taką obróbkę, która wyglądała dość mocno cyfrowo. Takie kolory, które teraz absolutnie mi się nie podobają. Teraz idę bardziej w ciepłe kolory, staram się, żeby moje zdjęcia były bardziej ciemne. To jest zupełnie coś innego. Ale to był proces. Tak jak mówię, pierwszy rok zmarnowałem… no może nie zmarnowałem, ale na pewno wprowadziłbym dużo zmian, zupełnie inaczej bym obrabiał, zupełnie inaczej zacząłbym działać i tak dalej.

To chyba każdy, jakby mógł się cofnąć w czasie, to parę rzeczy by zmienił w tym swoim biznesie. Czyli doszliśmy do tego, że warsztaty były tym punktem przełomowym w twojej karierze?

Tak, zdecydowanie. Ja absolutnie nie jestem człowiekiem, który uważa, że trzeba brać przykład od tych… To znaczy, uważam, że trzeba się uczyć od najlepszych, ale to nie jest tak, że patrzę na kogoś, jak na gwiazdę. Ale z drugiej strony dla mnie to też było i jest motywujące… Ja to porównuję zawsze do tego, że jak lubisz piłkę nożną i nagle masz okazję pograć sobie z Ronaldo, to na pewno to ci da niesamowitego kopa, prawda? Więc dla mnie to, że teraz mogę sobie nazwać chłopaków z Nordici moimi kumplami i że ja im coś czasem zasugeruję i oni mi coś zasugerują, i obracam się w kręgu tych fotografów, to dodaje mi też motywacji. Teraz jestem na takim etapie, że raczej nie patrzę na nikogo pod kątem tego, jak ktoś fotografuje, ale wciąż uczę się od bardzo wielu ludzi, jak oni postępują biznesowo. Uważam, że wszystko tak szybko się zmienia, że cały czas trzeba podpatrywać i wprowadzać zmiany.

I też, nie wiem czy się zgodzisz, ale moim zdaniem też ktoś, kto dopiero wchodzi na rynek, to wiadomo, że nie będzie podbijał od razu do Nordici i robił z nimi networking, szczególnie przez Facebooka. Warto zacząć od swojego podwórka.

A powiedz, jak wyglądała twoja sytuacja na tym rynku szkockim? Tam się integrowałeś z fotografami lokalnymi?

Tak. Akurat tutaj, mimo że zaprzeczę generalnie swojemu podejściu, gdzie ja mówię, że nie wierzę w szczęście w biznesie tylko w ciężką pracą, to akurat tutaj mam trochę szczęście, że szkocki rynek lokalny jest o tyle niesamowity, że my się naprawdę bardzo mocno trzymamy. Mamy taką grupę około stu pięćdziesięciu fotografów, w której około pięćdziesiąt osób jest aktywnych i w każdy drugi wtorek miesiąca spotykamy się na piwo. To są ludzie z całej Szkocji. Szkocja jest dużo mniejszym krajem niż Polska i ludzie zjeżdżają się z miast po dwieście czy trzysta kilometrów po to, żeby się wspólnie napić piwa. Wydaje mi się, że przez to ludzie, którzy zaczynają na tym lokalnym rynku to mają bardzo ułatwione zadanie, bo zawsze ktoś ich tam zabierze na ślub, coś im doradzi. Myślę, że mimo, że ja bardziej się kieruję w stronę rynku międzynarodowego, to mój networking lokalny jest jeszcze mocniejszy. Znam praktycznie każdego fotografa osobiście.

Super. Powiem ci, że ta twoja historia o tym, jak zadziałał networking w przypadku, kiedy fotograf został obrabowany ze swojego sprzętu, też jest budująca. Może chciałbyś się podzielić tą historią?

Zaczęło się od tego, że jeden z fotografów, który ma cięższą sytuację, bo stracił pracę i on jeszcze, że tak powiem, raczkuje na rynku – bardziej robi jako drugi fotograf. On jechał ze mną na ślub i o drugiej w nocy, nad ranem napisał mi… Czy też o drugiej w nocy odczytałem jego wiadomość, że wrócił wieczorem do domu, to zobaczył, że ktoś się włamał i ukradł mu cały sprzęt: laptopa i tak dalej. No więc ja z jednej strony pomyślałem, że teraz głupio mi, żeby on ze mną jechał, z drugiej strony nie miałem za bardzo wyjścia, bo o szóstej rano wyjeżdżaliśmy na ślub, ale też wiedziałem, że w tym momencie pieniądze są mu jeszcze bardziej potrzebne niż były mu wczoraj potrzebne. Więc pojechał ze mną, fotografowaliśmy ślub, ale międzyczasie dostałem wiadomość od kolegi, że zaczynają zbiórkę pieniędzy dla niego. I tak zebrała się suma – on nie miał nie wiadomo jakiego sprzętu – więc zebrała się suma taka, która pozwoliła mu na odkupienie tego sprzętu, a historia skończyła się w ten sposób, że akurat to było w weekend, a we wtorek mieliśmy to spotkanie. Tam nas było pięćdziesiąt osób. On został wywołany na środek sali i dostał taki czek, jak kiedyś Kole Fortuny, czy coś takiego. I stanęły mu łzy w oczach, bo on o tym nie wiedział do końca, więc nie spodziewał się, że tak się wszyscy trzymamy w kupie, że ludzie mogą mu oddać swoje pieniądze po to, żeby mu pomóc.

Wydaje mi się naprawdę, i mam nadzieję i wierzę w to, że to jest sytuacja na tyle normalna, że każdy by się tak zachował. Wydaje mi się, że gdyby w Polsce coś się takiego wydarzyło to ludzie też chętnie pomogliby innym.

Właśnie, myślę, że to jest taki naturalny ludzki odruch. Przy okazji taki temat jeszcze zarzucę: my często jako fotografowie pokazujemy ten sprzęt, jaki mamy, te wszystkie aparaty i tak dalej na Instagramach i Facebookach. I wydaje mi się, że te wszystkie historie tego typu, o których ty mówisz, to może być pokłosie tego, że za bardzo się otwieramy z tym wszystkim. Że każdy, kto ma jakieś niecne zamiary może sobie przez internet zobaczyć „o, ten gościu to ma taki sprzęt i taki, to zaraz sobie coś takiego zaplanuję”.

To jest ryzyko. Ja szczerze powiedziawszy po tej całej historii zacząłem szukać firmy, która robi sejfy. To jest tak, że jak ktoś ci się chce włamać do domu, zaczyna cię obserwować. Akurat ja jestem jednak dużo w domu, jest również moja żona, a do tego jeszcze mamy psa. Ale stwierdziłem, że po prostu zakupimy sejf, który przykręcimy w szafie do podłogi.

Ja akurat nie jestem takim człowiekiem, który dużą wagę przywiązuje do sprzętu, więc, że tak powiem, mój sprzęt nie jest nie wiadomo ile wart i przede wszystkim jest ubezpieczony. Bardziej chodzi mi o twarde dyski i takie rzeczy, które mają to znaczenie niematerialne, ale są ważne pod innym kątem. Szczególnie, że przez to, że u mnie w Szkocji mamy bardzo wolny internet, to ja nie mam backupów na internecie, bo po prostu nie jestem w stanie tego zrobić. Backupy ślubu zawsze mam jakieś cztery kopie co najmniej i jedną zawsze staram się mieć poza domem, ale jeżeli zainstalujemy ten sejf to będę trochę spokojniejszy, że to wszystko leży w sejfie, a nie u mnie na biurku.

Dodatkowo będziesz miał gdzie chować te swoje złote sztabki, właśnie w tym sejfie. Powiedziałeś o sprzęcie, a chciałem cię zapytać o to, jak wygląda twój plecak, jak jedziesz na jakieś zlecenie typu destination – ile tego zabierasz?

Sam plecak to wygląda tak, że absolutnie nie wygląda jak plecak fotograficzny. To jest najważniejsza cecha mojego plecaka – taka, żeby nikt nie wiedział, że mam torbę pełną sprzętu, ale też ja generalnie naprawdę nie przywiązuję wagi do sprzętu. Ja mam tanie obiektywy z Nikona, mam dwa – jeżeli to jest destination weddings – to mój zestaw to jest dwa z D750, jedna lampa i trzy obiektywy. I to jest wszystko, co ze sobą zabieram. Plus laptopa oczywiście. Na śluby lokalne zabieram jeszcze jeden aparat w razie, gdyby coś się stało i jeszcze parę obiektywów, których najczęściej nie wyciągam w ogóle z torby.

I tak jak mówię, używam obiektywów Nikona. Mój najdroższy obiektyw to jest chyba 58, a tak to używam tych tańszych, które kosztują rzędu 2-2,5 tysiąca złotych. Nie ma w tych obiektywach niczego ekscytującego, ale ja je lubię dlatego, że są lekkie i dlatego, że mogę na nich polegać. Bo na przykład mam Sigmę 35, o której wiadomo – jedni kochają ten aparat, drudzy go nienawidzą niemalże – i on u mnie zbiera kurz na półce. Nie używam go od wielu lat.

Właśnie chciałem cię zapytać o ogniskowe tych obiektywów.

35, 58 i 85 to są te obiektywy, których najczęściej używam, ale w tym roku zastanawiam się, czy nie przejść na zestaw 28 i 58, czyli najdłuższy obiektyw, który bym używał to będzie 58.

Aha. Ja skaczę może z tematu na temat i może słuchający będą się wkurzać, co to za prowadzący i tak dalej. Zaczekam na jakieś takie „pochlebne” opinie na grupie. Natomiast chciałbym cię zapytać, jak wyglądało twoje pierwsze zlecenie typu destination wedding. Jak złapałeś to zlecenie, czy to było przez polecenie czy też poprzez Gumtree?

Nie, moje pierwsze zlecenie to dostałem zapytanie o sesję przedślubną, czy tam engagement session w Glasgow. No i rozmawiając z parą oni powiedzieli, że biorą ślub we Włoszech, więc ja odparłem, że ja bardzo chętnie pojadę do Włoch. I tak się ułożyło później – oni zarezerwowali ten ślub, powiedzmy, dziewięć miesięcy przed – że jak jechałem do nich na ten ślub we Włoszech, to akurat miałem już wtedy zabookowane jeszcze dwa śluby. Jeden przed ich ślubem, a drugi po. Wszystkie we Włoszech. Czyli byłem we Włoszech dziewięć dni i zrobiłem w tym czasie trzy śluby. I to mi się bardzo często teraz zdarza, szczególnie we Włoszech, że mam parę ślubów pod rząd.

Już widzę tę dyskusję: „dziewięć dni, trzy śluby – ja nie mogę”.

Ale to nie jest rekord. W zeszłym roku miałem rekord, gdzie zrobiłem pięć ślubów w siedem dni, w tym dwa miałem we Włoszech i trzy w Szkocji.

Aha, i między czasie jeszcze Singapur pewnie…

Nie, ale nie chcę się tutaj przechwalać absolutnie.

Nie, żartuję – tylko cię prowokuję.

Wiadomo, to jest tak, że ja absolutnie kocham to, co robię i uwielbiam być tym destination wedding photographer, ale naprawdę to nie jest tak, że to jest tylko super zajęcie, z którym się nie wiążą ciężkie chwile. Miałem na przykład w zeszłym roku tak, że w ciągu dziesięciu dni miałem ślub na Mauritusie, na Malcie, we Włoszech i w Hiszpanii. Tak że we Włoszech byłem tylko dwadzieścia godzin i naprawdę… To jest super, fajnie, lata się po całym świecie, ale jak wylądowałem we Włoszech to naprawdę pamiętam moment, w którym uderzyliśmy o pas, obudziłem się i zastanawiałem się, czy na pewno jestem we Włoszech, czy wsiadłem w dobry samolot. Oczywiście, to jest niemożliwe, żeby wsiąść nie w ten samolot, ale jakoś tak obudziłem się i pomyślałem „mam nadzieję, że jestem we Włoszech”.

Duża dawka stresu temu towarzyszy.

Tak.

Powiem szczerze, pamiętam, że – powiedziałem to chyba na Krakowie na spotkaniu Looks Like Film, że ok, może życie takiego fotografa, który robi tylko destination to tak z zewnątrz wydaje się, że to ocieka cukrem, lukrem i tak dalej. To takie jest glamorous w oczach innych, a tak z perspektywy kogoś, kto tak lata i czasami się orientuje, że „kurde, siedzę tutaj, zamiast z żoną, to w jakimś hotelu Travelodge”, który tam ma wszystko plastikowe…

Oczywiście. Z tym się łączy bardzo dużo niewygód przede wszystkim. Ja mieszkam w Szkocji, więc na przykład to jest to, że tutaj większość połączeń jest najtańszymi liniami lotniczymi, co na dłuższą metę jest męczące, bo na przykład jak się wsiądzie do Ryanaira i w autobusie… Ja zawsze płacę za priority po to, żeby móc mieć sprzęt ze sobą, żeby mieć drugą torbę. Ale to na przykład oznacza, że dwadzieścia minut stoisz w pełnym słońcu i ja już jestem całkiem mokry, a jeszcze nie wyjechałem z Glasgow. To takie drobne rzeczy, ale też nie jestem Jose Villa, że śpię w najdroższych hotelach i tak dalej. Tylko śpię w jakimś tanim hotelu albo w średniej jakości hotelu na przykład na Mauritusie i cały czas mam w tyle głowy, że tam jest cały mój sprzęt, bo nie sposób brać ze sobą całego sprzętu, prawda? Dużo jest takich organizacyjnych rzeczy, które są stresujące. Chyba najgłówniejszą jest to, że możesz mieć opóźniony samolot lub że samolot może być odwołany, dlatego ja zawsze staram się polecieć dwa dni przed, szczególnie na te dalsze śluby. No i przede wszystkim zawsze mam plan B, że jak ja nie dolecę, to ktoś tam jest, kto mnie zastąpi.

Czyli tutaj kolejny raz wracamy do tematu networkingu.

Tak, jak najbardziej. Myślę, że taki networking jest ważny i lokalnie i międzynarodowo. Przecież w Polsce też może coś ci się stać jadąc na ślub, który jest dziesięć kilometrów od twojego domu. Możesz mieć wypadek. Prawdopodobnie jest większa szansa, że coś ci się stanie w Polsce na drodze czy tutaj w Szkocji na drodze niż w samolocie. Statystycznie wypadki na drogach zdarzają się dużo częściej niż odwołane loty czy wybuchy wulkanów.

No właśnie! Ja też, jak lecę samolotem to zawsze sobie to powtarzam, że jest większa szansa, że miałbym wypadek jadąc na lotnisko niż lecąc samolotem. Zwykła statystyka o tym mówi.

Dokładnie. Ja na szczęście nigdy nie miałem żadnej stresującej sytuacji w samolocie.

No i tego ci życzę. A propos jeszcze tego stresu, który towarzyszy przemieszczaniu się o docieraniu w różne odległe miejsca – rozumiem, że to też musi być, że tak powiem, odpowiednie wynagrodzenie za to ryzyko i za ten cały poziom stresu?

No oczywiście. Ja wychodzę z założenia generalnie, że – przeraża mnie ten trend, który teraz jest na świecie – tak ja to nazywam, że ludzie z Utah, których jest pełno na Instagramie, oni wszyscy stosują hashtag #adventurealways i jeżdżą po świecie za darmo. Oczywiście się śmieję i generalizuję, ale według mnie budowanie biznesu, gdzie jeżdżę po świecie, nie zarabiając na tym pieniędzy jest bardzo, bardzo złe. Jest złe według mnie pod wieloma względami.

Przede wszystkim ja czułbym się bardzo źle, gdyby moja żona, która ma normalną pracę, ona siedzi w biurze i zarabia pieniądze, a ja sobie jeżdżę po świecie nie zarabiając na tym pieniędzy, prawda? My akurat nie mamy jeszcze dzieci i ok, moja pasja jest ważna, ale nie jest ważna na tyle, żeby to w jakiś sposób źle wpływało na moją rodzinę. Ok, ja mogę jechać sobie na ślub na koniec świata, do Nowej Zelandii czy gdziekolwiek, ale tylko i wyłącznie pod tym kątem, że to naprawdę ma jakiś sens finansowy, przynajmniej na dłuższą metę, prawda? Wiadomo, że na początku nikt od razu nie kasuje nie wiadomo jakich pieniędzy, ale bardzo szybko trzeba przeskoczyć z tego modelu, gdzie jeździmy za darmo i budujemy portfolio do modelu, gdzie to naprawdę jest warte tego całego wysiłku. No przecież to nie odbija się tylko na mnie, to odbija się na mojej żonie, na moim psie. Doszło do tego, że ja muszę płacić komuś, żeby wyprowadzał mojego psa na przykład. Generalnie uważam, że my boimy się mówić o pieniądzach, a pieniądze w tym wszystkim są naprawdę bardzo ważne.

No tak, bo to jest jakiś tam aspekt tego, że robimy taką artystyczną pracę, ale koniec końców wszyscy jesteśmy biznesmenami, nie?

Tak, tym bardziej, że – tak jak bardzo mi się spodobało to, co powiedział wczoraj Tomek – że ok, pieniądze to nie jest najważniejsza sprawa, ale trzeba myśleć o tym, co będzie kiedyś. Więc jeżeli ja mam teraz taką pozycję na rynku, gdzie jestem w stanie zarobić troszeczkę więcej, to pozwoli mi zainwestować w przyszłość. Nie wiem, czy na przykład za dwa, trzy lata będę na takiej pozycji, więc muszę tę szansę jak najlepiej wykorzystać, bo sytuacja na rynku zmienia się bardzo szybko.

Właśnie, o tym też mówiliśmy przed podcastem w naszej rozmowie, że mody bardzo szybko się zmieniają i fotografowie, którzy kiedyś byli na topie – nawet weźmy polski rynek – dzisiaj już mamy zupełnie inne nazwiska, które gdzieś tam są stawiane za wzór.

Tak, zgadza się. Ja nie znam oczywiście dokładnie sytuacji, jaka jest na polskim rynku, ale patrząc na rynek fotografów międzynarodowych, to naprawdę ten procent ludzi, którzy naprawdę fajne mają nie tylko zdjęcia, ale cały biznes, gdzie mogą zarobić na tym pieniądze, które są warte tego, jest coraz mniejszy, a coraz więcej jest ludzi, którzy po prostu jeżdżą po świecie, budują – ja na to po angielsku mówię kudos – że wszyscy dookoła myślą, że to wszystko tak super działa, ale prawda jest taka, że ci ludzie niektórzy ledwie wiążą koniec z końcem.

Jeżeli ktoś ma dwadzieścia lat, których ja niestety już nie mam, to może to jest fajne, taka przygoda, zwiedzić sobie świat, poznać mnóstwo ludzi, ale wydaje mi się, że na dłuższą metę to nie ma sensu i problem jest taki, że patrząc na to generalnie to bardzo psuje rynek, prawda? Ja znam mnóstwo nazwisk, takich większych, gdzie wiem, że, jeżeli oni nie mieli żadnego problemu dwa, trzy lata temu, to teraz już, przez tę nową generację fotografów, którzy ich po prostu przebijają tym, że jeżdża za cenę, nie wiem, lotu, to oni tracą klientów.

No to chyba jest naturalne. Tutaj doszliśmy do takiego momentu, w którym ja to muszę powiedzieć, wiem że to może jest niepopularne, ale cóż, mówię jak jest. Widzę często na Instagramie opis, fotograf ma, że on jest destination wedding photographer i moim zdaniem w wielu przypadkach brakuje tego słowa aspiring destination wedding photographer. To nie wystarczy sobie napisać, tylko to trzeba też udowodnić poprzez to, czy rzeczywiście ten biznes ci generuje przychód jakikolwiek, że to się faktycznie opłaca. Nie tylko w celach wizerunkowych. Bo ok, dla samego wizerunku możesz polecieć raz, dwa, trzy razy rocznie, żeby pokazać to potem na stronie i to się fajnie sprzedaje, ale tak na dłuższą metę zgadzam się tu z tobą.

I też wydaje mi się, że często ci ludzie, którzy aspirują do tego, żeby być tym destination wedding photographerem nie zdają sobie sprawy z tego, że to, że ten ślub jest we Włoszech czy w Hiszpanii czy w jakimś innym ciepłym kraju to wcale nie oznacza, że ten ślub będzie lepszy niż w Polsce. Bo on tylko jest w innym kraju, ale wciąż może być w beznadziejnym miejscu, wciąż – nie wiem – ludzie mogą nie mieć kompletnie żadnego fajnego stylu, może im nie zależeć w ogóle na zdjęciach, a my sobie wtedy – szczególnie jak na początku mamy zarezerwowany ślub gdzieś na plaży we Włoszech czy gdzieś tam w Sorento na klifie – budujemy sobie nie wiadomo jak duże oczekiwania, po czym jedziemy tam i się okazuje, że tak naprawdę nic z tego nie ma i nawet nie ma co pokazać. A w tym samym czasie możemy zrobić fajny ślub w Polsce, a co więcej, możemy zrobić dwa albo trzy śluby w Polsce za dużo większe pieniądze bez żadnego stresu. I na pewno te dwa czy trzy śluby dużo bardziej zaprocentują na przyszłość. Tak że to nie jest sztuka tylko robić śluby za granicą tylko też robić fajne śluby za granicą, a to nie jest proste, prawda?

No właśnie, bo często takie wyobrażanie „ślub na plaży, o kurczę”… Przychodzisz, a tu ceremonia o dwunastej, w największej patelni i w ogóle ktoś się pyta – też miałem taki przypadek w Polsce – „gdzie ustawić krzesła?”. Ja wybrałem jakieś fajne miejsce ocienione i tak dalej, a tam „nie, nie to lepiej na słońcu, bo będzie cieplej wszystkim gościom”. I każdy – pot z czoła… W ogóle wszyscy wyglądali tragicznie i radź sobie człowieku.

Tak, a najczęściej to są śluby w resortach to już jest całkiem ciężko, bo wtedy, gdzie się nie ustawisz to w tle stoi jakiś siedemdziesięcioletni dziadek w Speedos. Miałem w tym roku parę takich przypadków, że musiałem takich dziadków później jakoś tam usuwać z tła. To jest ciężko naprawdę, przez to, że się buduje takie oczekiwania duże, później można się naprawdę bardzo łatwo rozczarować.

Ja myślę, że po tym podcaście sporo osób będzie płakało. Ale to jest to, co ty mówisz, że spędzasz czasem trzy, cztery dni na zleceniu, a w Polsce mógłbyś zrobić i sesję jakąś dodatkową narzeczeńską czy właśnie ślub i jak sobie to rozłożysz na ilość czasu, który spędzasz na jednym zleceniu, to już wcale tak różowo nie wygląda, nie? Tak że myślę, że taka szczera rozmowa o destination weddings jest fajna. Tak jak mówiłeś też podczas Boring Workshop, że wiele osób ma takie oczekiwania, że zaraz stanie się destination wedding photographer, a nawet po angielsku nie mówi, nie?

Tak. Ja będę szczery. Naprawdę, z ludzi, którzy chcą i którzy nawet próbują, to wydaje mi się, że jeśli uda się, ze stu osób uda się jednej lub dwóm to będzie naprawdę sukces moim zdaniem. To jest ciężki rynek. Może też to być na dłuższą metę zgubne, bo jeżeli komuś naprawdę mocno się uda i będzie robił destination, a nagle, powiedzmy, przyjdzie rodzina i nagle się okaże, że trzeba pracować bliżej domu, to się okaże, że nie mamy portfolio, żeby pokazywać, co robimy na miejscu. Na przykład bardzo dużo o tym opowiadał Jonas, który mówił, że on ma problem z bookowaniem wesel w Australii, bo jak ludzie wchodzą na jego stronę to nawet się z nim nie kontaktują, bo myślą, że ich wesele jest zbyt zwykłe do tego, żeby się z nim kontaktować, że on tego zlecenia nie weźmie.

Właśnie, to pojawia się kolejny problem.

Nie chcę też… Może ja opowiadam tylko o negatywach. To jest naprawdę super. Często jak siedzę w samolocie czy gdy goście i para jedzą obiad, siedzę sobie na zewnątrz w jakimś super miejscu, to wciąż nie potrafię uwierzyć, że to jest coś, co ja robię. Ale trzeba się zastanowić głęboko, czy to jest dla mnie. Ja może troszeczkę inaczej na to patrzę z tej racji tego, że nie mieszkam w Polsce i jak wracam do Polski, jak przyjeżdżam na parę dni, to po prostu jestem zachwycony w jakim pięknym kraju kiedyś mieszkałem, z czego nawet nie zdawałem sobie sprawy i wydaje mi się, że wielu z nas ma tak samo. Mieszkamy w Polscem, marzymy o tym, żeby pojechać za granice, nie zdając sobie sprawy, jak wiele możliwości mamy na miejscu. Jak ja robię warsztaty w Zakopanem to ja po prostu potem wychodzę na balkon, widzę Tatry i myślę sobie „Boże, jak ja bym chciał zrobić tutaj ślub”, a nigdy nie zrobiłem.

Dokładnie i to jest miazga wtedy. Czyli nigdy nie miałeś doświadczenia z polskim ślubem w Polsce?

Nie, nigdy nie fotografowałem ślubów w Polsce. Czasami mam zapytania, ale niestety troszeczkę to są inne stawki. Ale nie ukrywam, że bardzo bym chciał.

To zrozumiałe, dlaczego odpadasz, że tak powiem, w przedbiegach. A powiedz, jaką byś mógł, jako Big Brother Marek poradę dać, jak ty to wszystko łączysz. Ok, te wyjazdy, wszystko fajnie… Ale masz żonę, masz drugi „byznes”, jak to się mówi i jak ty to w ogóle ogarniasz, jeśli chodzi o czas, żeby się wszystkim zająć? No i żoną oczywiście?

Myślę, że podstawą to jest związać się z kimś, kto jest bardzo wyrozumiały. Gdyby nie moja żona prawdopodobnie w ogóle nie zacząłbym tego robić i myślę, że przede wszystkim trzeba sobie mocno zdawać sprawę z tego, jak dużo wyrzeczeń ma ta druga osoba, jak ciężkie to jest dla tej drugiej osoby. Ja na przykład sobie siedzę, tak jak teraz, że początek roku miałem najbardziej, że tak powiem, egzotyczny odkąd zacząłem – miałem dwa śluby w styczniu, jeden był na Jamajce, drugi był w Nowej Zelandii. Więc ja sobie zdaję sprawę z tego, że jak moja żona siedzi w biurze i pracuje, ja w tym momencie wysyłam sobie zdjęcia siedząc na plaży na Jamajce. Niezależnie od tego, jak ona rozumie, że to jest moja praca, to to na pewno nie zawsze jest łatwe, prawda? Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to w jakiś sposób odbija się na rodzinie i wtedy kiedy jestem w domu, to staram się jak najbardziej mojej rodzinie, na razie jednoosobowej, to wynagrodzić.

Jeżeli chodzi o to powiązanie z drugim biznesem, to ja coraz mniej się tym zajmuję. Ja się zajmuję głównie marketingiem, jeżeli można to tak nazwać, a resztą zajmują się ludzie, którzy dla nas pracują. To zaczęło się w zasadzie na warsztatach w Zakopanem, kiedy ja po dziesięciu godzinach warsztatów poszedłem na chwilę do swojego pokoju, otworzyłem laptopa i miałem sto trzydzieści maili do odpowiedzenia, więc wtedy stwierdziłem, że chyba czas kogoś zatrudnić. Tak jak mówię, to nie jest łatwe. Wczoraj odsłuchałem podcast z Tomkiem, że po prostu trzeba wprowadzić sobie plan działania i się tego trzymać.

A ile osób teraz pracuje przy Wooden Banana?

Cała ta operacja, począwszy od ludzi, którzy tną drewno, to jest piętnaście osób, łącznie ze mną.

Wow, to już jest potężna firma.

Tylko, że większość tych ludzi pracuje w Polsce, a tutaj na miejscu pracują dwie, łącznie ze mną.

Tak, ale jak porównujemy do większości firm fotograficznych, gdzie składają się one z jednej, dwóch, maksymalnie trzech osób, więc taka liczba piętnastu to już średniej wielkości przedsiębiorstwo.

To jest piętnaście osób, tylko że większość z nich pracuje w warsztacie, więc tych ludzi w warsztacie widziałem dwa razy na oczy, bo ja tam jeżdże, powiedzmy, raz na pół roku. Ale to jest duże przedsięwzięcie i na pewno po raz kolejny, tak jak zawsze mówię, że ciężka praca i wiara w siebie to jest klucz do tego, żeby odnieść sukces w fotografii, to tutaj naprawdę ciężka praca i przede wszystkim dużo inwestycji i dużo networkingu to jest klucz do sukcesu Wooden Banana. Bo zrobić skrzynkę u siebie w warsztacie każdy potrafi, to znaczy każdy kto pracuje w drewnie. A zrobić parę tysięcy skrzynek miesięcznie to już nie jest tak łatwo ogarnąć tego wszystkiego i zbudować taką markę, że ludzie wracają do nas, nawet nie patrzą na inne firmy.

Wiesz, zrobić, jak zrobić, ale sprzedać – to jest wyższa szkoła.

Tak, wydaje mi się, że lepiej potrafię sprzedać niż zrobić. Myślę, że gdybym ja zrobił skrzynki, to nikt by ich nie kupował.

Ale to dobrze, to w każdej firmie powinny być takie no fly zones, że ty się zajmujesz tym, a jakaś osoba czymś innym.

Powiedziałeś też jeszcze o swoich powrotach do domu, że będą w domu starasz się więcej czasu poświęcać żonie. W związku z tym, to jest pytanie, które musi paść, o ten twój workflow. Jak to wszystko wygląda? Wracasz ze zlecenia i co dalej?

Kiedy ludzie pytają mnie o workflow czy o samą już obróbkę, to ja to dzielę tak, że mam trzy rzeczy, które są dla mnie najważniejsze. Raz, żeby ta obróbka była taka, jak chce, czyli jakość – to jest 33%. Druga rzecz, to żeby to było spójne, czyli, żeby na przykład śluby z początku sezonu wyglądały podobnie, jak te, które były na końcu sezonu. Zamierzeniem tego, jest to, że ktoś widzi moje zdjęcie bez loga i wie, że to jest moje zdjęcie. To jest coś, do czego ja dążę i każdy fotograf powinien do tego dążyć.

A trzecie, to jest to, żeby było szybko, więc ja ślub obrabiam w ciągu czterech, pięciu godzin maksymalnie i widziałem wczoraj komentarze pod Tomka podcastem – naprawdę, jeżeli ktoś robi dobrze, to nie potrzebuje więcej niż jedną sekundą na obrobienie zdjęcia. Przede wszystkim wraz z doświadczeniem wiesz, na co trzeba zwracać uwagę, wiesz na co klienci będą zwracać uwagę. I przede wszystkim tylko narzucam preset, który sobie wypracowałem z racji tego, że – nie ukrywam – jestem sponsorowany przez Red Leaf, więc używam ich presetów, ale z racji tego, że ich presety naprawdę mi się podobają. Po prostu ja narzucam preset – mam, powiedzmy, sto zdjęć z ceremonii, która jest na zewnątrz. Narzucam preset na te sto zdjęć i nad tymi zdjęciami spędzam piętnaście minut, bo one są wszystkie zrobione w tym samych white balance. To jest bardzo szybki proces, prawda?

A fotografujesz na custom white balance, na ręcznym pomiarze?

Nigdy nie widziałem ustawień aparatu po polsku, więc nie wiem, jak to w polskim menu jest, ale na cloudy albo na shine, czyli nawet, jeżeli jest bardzo ciepło to z reguły moje zdjęcia są bardzo, bardzo ciepłe. Ale to nie ma znaczenia. Chodzi mi o to, że to bardzo ułatwia obróbkę, bo wtedy nie muszę się bawić w white balance, bo white balance w tej całej sytuacji w jednym konkretnym miejscu mam zawsze taki sam. Więc sobie zmieniam go na pierwszym zdjęciu i potem nie muszę już go zmieniać prawie w ogóle. I przez to też zdjęcia są spójne, bo wszystko jest w takiej samej kolorystyce.

Wiem, że zdjęcia czarno-białe jeszcze szybciej ci idą w obróbce.

Tak, nie opowiadam tutaj żadnych kłamstw, gdybym mógł obrobić ślub tylko w czarno-białych zdjęciach to myślę, że zająłby mi mniej niż godzinę. Na przykład żona do mnie krzyczy, że już obiad jest na dole czy coś, a ja mówię „poczekaj, jeszcze tylko czarno-białe, a to jest dziesięć minut”.

Ok, ale w tej godzinie też masz selekcję?

Ja robię z reguły około trzy i pół tysiąca zdjęć, więc przebieram je w ciągu godziny.

Do ilu skracasz?

Myślę, że średnio w zeszłym roku, 2016, oddawałem gdzieś około siedmiuset pięćdziesięciu zdjęć. Rekord to był, że oddałem ze ślubu tysiąc czterysta zdjęć. To był akurat taki ślub, że byłem tam przez trzy dni, kręciłem się wokół tego miejsca. A bardzo rzadko oddaje mniej niż sześćset. Właściwie nie wiem, czy chociaż raz oddałem. Mówimy tu o ślubie, a nie o jakimś tam elopemencie.

A jak jedziesz właśnie na destination, to – wiadomo – jesteś fajny i lokalizacji robisz sobie też zdjęcia dla siebie, bo wiadomo, że fotografia to jest przede wszystkim pasja i nie można tego skracać tylko do momentu, że „jedenasta, zaczynam pracę i dopiero wtedy wyciągam aparat”. To chyba nie da się czegoś takiego zrobić.

Nie. Ja bardzo często wyciągam aparat już w samolocie, bo jednym ze sposobów, w jaki ja spróbuję się sprzedaż parom, które biorą ślub nie w swoim miejscu zamieszkania to mówię im, że ja opowiem historię waszego ślubu i tego całego weekendu, takimi sami oczami, jak wy na to patrzycie. Zawsze porównuję to do tego, jak fotografowie przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii i robią zdjęcia z czerwoną budką telefoniczną, czego ja bym nie zrobił nigdy brytyjskiej parze, ale rozumiem, dlaczego na przykład amerykanie chcą takie zdjęcia. To jest dla nich coś nietypowego. Dlatego ja opowiadam całą historię i z reguły pary dostają ode mnie wszystkie zdjęcia, które ja zrobiłem przez cały weekend. Czyli sobie gdzieś tam jeżdżę, fotografuję górki i, nie wiem, cytryny… To oni te wszystkie zdjęcia dostają też.

Super. A jeszcze a propos tych warsztatów twoich. Spojrzałem na twojej stronie, że byłeś na Looks Like Film Camp w Nowym Jorku, potem Bujaka Photo Camp w Finlandii, na Bodaf przemawiałeś. Jakie są twoje wrażenia z tych wszystkich imprez? Dla wielu osób, które będą słuchać, to taki high life, nie?

Generalnie uważam, że aby posuwać się do przodu, to trzeba przełamywać swoje bariery. Dla mnie na przykład kiedyś, gdyby ktoś mi powiedział, że mam stanąć przed dwustoma osobami i mówić, to dla mnie sama myśl o tym byłaby przerażająca i dlatego ja bardzo lubię to robić. Z reguły na takich eventach atmosfera jest bardzo fajna. Tam są ludzie, którzy mają taką samą pasję, którzy inwestują w siebie, więc ja w pewnym sensie chcę, żeby to było dla mnie jak najtrudniejsze przeżycie. Teraz jak w tym roku mam mówić w paru miejscach to proszę zawsze organizatorów, żebym był ostatni, dlatego, że uważam, że ostatnia osoba ma największą presję na sobie. Ja chcę stanąć przed tym stresem, przełamywać bariery. Uwielbiam takie imprezy, naprawdę.

Chociaż czasami też ciężko, jak mam teraz trzy pod rząd, na dwóch jestem speakerem, na jedną jadę jako Wooden Banana. Czasami ciężko się już słucha, bo wiadomo, że ten materiał się powtarza, szczególnie, że speakerzy się powtarzają. Ale generalnie naprawdę polecam, jak najbardziej. Jeżeli ktoś jest zaproszony, żeby mówił, to jak najbardziej niech mówi. A jak ktoś jedzie jako uczestnik to też dobrze, tak się robi networking. Ta impreza w Finlandii, to były w zasadzie pierwsze warsztaty, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Nawet nie zrobiłem nigdy wcześniej swoich. To było o tyle też śmieszne, że byłem jedynym nie-Finem przez cały weekend nie wiedziałem, co kto dookoła mówi, ale atmosfera była naprawdę super.

Wśród uczestników czy wśród wykładowców?

Wśród uczestników, ale wśród wykładowców też. Akurat wszyscy spaliśmy w jednym pokoju, a to jak Finowie, wiadomo, mają pociąg do… No i tak już żartobiliwie opowiadając, ja byłem jedynym speakerem, który mówił w niedzielę, tylko że impreza zamykająca była w sobotę. Więc jak obudziłem się o szóstej rano w niedzielę w swoim pokoju, to speakerzy, którzy byli na imprezie jeszcze nie wrócili do pokoju, a o ósmej rano zaczynał się ostatni dzień. Ale naprawdę była super atmosfera i do dzisiaj jesteśmy w kontakcie i tak dalej.

No to bardzo intensywnie. Ty też prowadzisz warsztaty zamknięte w mniejszych grupach?

Tak. W tym roku może już trochę mniej, ale moje warsztaty w Polsce są zawsze w Zakopanem, tylko i wyłącznie dlatego, że szczęśliwie, jak robiłem tam pierwsze, to udało mi się znaleźć taką fajną chatę góralską, która bardzo odpowiada mi, jeśli chodzi o format warsztatów. Jest w fajnym miejscu i stwierdziłem, że prawdopodobnie zawsze one będą w tym miejscu. Na razie nie planuję żadnych warsztatów w miastach. Przede wszystkim dlatego też, że ja nie robię ślubów w miastach. W zeszłym roku miałem czterdzieści siedem ślubów i żadnego chyba w mieście. Na pewno żadnego w mieście w Wielkiej Brytanii. Wychodzę z założenia, że skoro ja się nie obracam normalnie fotografując budynków w centrum Krakowa, to też byłoby głupio, żeby robił warsztaty w centrum Krakowa.

Jeśli mam być szczery, to ty mi bardziej właśnie pasujesz do Zakopanego. Nawet miałem takie podejrzenie, że jesteś góralem. Skąd z Polski jesteś?

Pochodzę z Kotliny Kłodzkiej.

Tak nam czas szybko ucieka, bo wiadomo, że w fajnym towarzystwie to szybko czas leci. Mam do ciebie takie pytanie odnośnie twoich planów na przyszłość: gdzie widzisz siebie, Marka Pacurę, za pięć lat?

Wiesz, trudne pytanie.

Dzięki!

Wczoraj zadałem to pytanie na Looks Like Film Lucasowi, gdzie widzą się za pięć lat…

Widziałem, widziałem…

Nie zastanawiałem się nad tym. Ciężko powiedzieć. Na pewno tak długoterminowo to większego znaczenia zacznie nabierać moja ta druga firma niż fotografia. Ciężko jest przewidzieć, bo jestem na rynku mniej niż cztery lata i tyle się zmieniło. Jednym z powodów, dla których ja, że tak powiem, naciskam mocno na destination weddings, to to, że na pewno nie widzę siebie w Szkocji na pięć lat. Z racji tego, że uwielbiam Szkocję, nie ukrywam, że to, że mieszkam tutaj ułatwiło mi to, żeby wbić się na rynek, bo jest ładnie wszędzie i to jest popularny kraj, jeżeli chodzi o pary z zagranicy. Chciałbym się przeprowadzić przede wszystkim do cieplejszego kraju. Na przykład dzisiaj rano mi żona wysłała SMS-a, że ogląda domy w Hiszpanii. Cały czas nam chodzi po głowie, żeby się przeprowadzić, a dla mnie to nie miałoby aż takiego dużego znaczenia, bo ja i tak latam dużo, więc… Tylko że na przykład jak przeprowadziłem się do Wielkiej Brytanii to była łatwa decyzja, bo byłem młodszy i nic mnie nie wiązało. Teraz jeżeli myślę o domu, to mimo, że ja jak najbardziej czuję się Polakiem, dlatego nigdy nie zamierzam wyrabiać paszportu brytyjskiego i tak dalej, to jeśli myślę o domu, to tutaj jest mój dom, tutaj zapuściłem korzenie i teraz myśl o przeprowadzce w inne miejsce mocno mnie przeraża.

Na pewno będę robił coś z fotografią, a w jakiej formie to wiesz – planować sobie można, ale też rynek się będzie zmieniał, to też ma duże znaczenie. Kto wie, może za pięć lat nikt nie będzie pamiętał, kto to jest Marek Pacura.

Myślę, że jak ktoś przesłucha podcast to już będzie wiedział. Jedno pytanie – bardzo się ekscytowałem, że cię o to zapytam, a prawie bym zapomniał.

Zaczynam się bać.

Chodzi mi o to, żeby trochę wsadzić ten kij w mrowisko jednak. Kwestia wizerunku fotografa w sieci. Ja miałem okazję ciebie posłuchać i powiedziałeś rzecz, która, że tak powiem, siedzi mi na duszy od dłuższego czasu, bo jeżeli chodzi o prywatne profile facebookowe, jest kwestia tego typu: ktoś chce z tobą zrobić „byznes”, chce cię wynająć jako fotografa, naturalne, że sprawdzi twój profil firmowy, twój profil prywatny. Nikt nie zapłaci paru tysięcy euro czy tam złotych komuś, o kim nie wie ani jednej rzeczy. I często obserwuję na profilach prywatnych fotografów, że oni bardzo mocno się angażuję w tę takę bieżączkę – czy partia X, czy partia Y, jakieś takie poglądy różne… a co to za różnica w zasadzie, czy zieloni czy czerwoni. Świata nie zmienisz, ale angażując się mocno po którejś stronie, jak mocno się określasz… To co ty powiedziałeś: Facebook jest po to, żeby robić biznes, a nie po to, żeby ostro walczyć, szczekać.

Oczywiście. Przede wszystkim, już abstrahując od tego, czy prowadzimy biznes czy nie, to jeśli ktoś napisze, że – powiedzmy teoretycznie – jeżeli ktoś uważa, że Polska ośmieszyła się przy ostatnim głosowaniu odnośnie Donalda Tuska, to jeżeli ktoś to napisze na Facebooku, to nie ma to żadnego znaczenia. Nikt tego głosu nie będzie słuchał, a na przykład naszym następnym klientem może być ktoś, kto jest mocnym zwolennikiem tej drugiej partii i nas nie zarezerwuje. To się naprawdę odnosi do wszystkiego. Na przykład w Szkocji to ma duże znaczenie, jakiemu klubowi piłkarskiemu kibicujesz, więc jeżeli ktoś spojrzy na mojego Facebooka, to jak najbardziej potwierdza moje słowa, że Facebook jest do biznesu, na pewno nie do wyrażania jakiś naprawdę silnych poglądów w jedną lub drugą stronę.

Ja wychodzę z założenia takiego, że niestety troszeczkę tak jest, że jeżeli ja chcę mieć śluby, w cudzysłowiu lepsze – bo tak naprawdę każdy ślub jest fajny według mnie – ale powiedzmy, jeżeli wbijamy się w to środowisko, gdzie będą na przykład sami prawnicy, jak to się tutaj brzydko mówi, że to są tacy posh ludzie, jeżeli ja pokazuję zdjęcia na swoim Facebooku, gdzie leżę pijany rano po sylwestrze, to ci ludzie mnie raczej nie zarezerwują, bo będą się bali, że ja im wśród znajomych wstydu narobię, prawda? Tak upraszczając.

Ja uważam, że Facebook, czy generalnie social media, to jest narzędzie po to, żeby prowadzić biznes, a zdaję sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej 99% moich znajomych, takich normalnych, którzy nie mają nic wspólnego z fotografią ślubną, oni już mnie nie śledzą na Facebooku, bo jak codziennie wrzucam zdjęcia na Instagram i je potem repostuję, to ileż można oglądać zdjęcia ślubne, prawda? Więc wiadomo, że to jest coś za coś, ale tak jak powiedziałeś: jak mnie ktoś rezerwuje na ślub, szczególnie jeżeli to jest gdzieś daleko, gdzie to będzie dla mnie dużo czasu i tak dalej, to staram się czasami – i myślę, że nie ma w tym nic nienormalnego, każdy tak robi – znaleźć tego klienta. Nie po to, żeby zobaczyć, czy to jest ładna para czy nie – to mnie do końca nie interesuje. Ale chcę zobaczyć, czy to są jacyś poważni ludzie albo co to jest za towarzystwo, żeby się nie okazało, że… Można po czyiś zdjęcia czy po tym, jak oni się zachowują na social media wyczuć, jaka to jest osoba, prawda? Czy to są ludzie, z którymi będzie mi się fajnie współpracowało czy nie. Bo to nie chodzi o to, że ja chcę mieć tylko śluby z konkretnymi ludźmi, tylko uważam też, że jest nie fair rezerwowanie ślubów tylko po to, żeby ten ślub zrobić i mieć fajne zdjęcia, kiedy wiemy, że raczej nie będzie między nami takiego fajnego połączenia.

Myślę, że te sygnały z wnętrza twojego biura sugerują, że czas minął. Myślę, że zakończmy tym tematem naszą rozmowę. Dzięki Marku, że byłeś z nami i liczę na fajną dyskusję na grupie.

Dzięki, ja również!

Leave A

Comment

23 marca 2017
Jeszcze raz, lecę po kawę!:)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Aleksandra Nowak to będzie kawa w stylu destination :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jacek, jak się bawić, to się bawić;D
    Odpowiedz
23 marca 2017
To będzie na kolację :-)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Arek Pyrzyński twardziel :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Muszę ćwiczyć cierpliwość ,nie mam szans wcześniej :-)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Czwartek czwartunio :-)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Monika Witoń weekend fotografa zaczyna się w czwartek <3
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Dokładnie tak!
    Odpowiedz
23 marca 2017
Ogień!!
Odpowiedz
23 marca 2017
Wiedziałam, że to właśnie ON będzie dzisiaj :D Czułam w kościach :D
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Marta Strzelczyk nie Ty jedna Mark Pacura też wiedział :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    i Kasia tez wiedziala, chociaz pewnie sciemniala ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Można wysyłać dzisiaj Totolotka z takim szczęściem do obstawiania :D Wygrana pewna.
    Odpowiedz
23 marca 2017
No i rzucam pracę na godzinę i zaczynam słuchać :D
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Paula Kosińska PKB w Polsce spadnie przez podcast, założenie było inne to miało pobudzać fotografów do działania :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Nie da rady notować i tworzyć szkoleń w tym samym czasie :D
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    obalamy rzad niskimi wplywami do budzetu :p
    Odpowiedz
23 marca 2017
To musiało nastąpić :-) ssssssstartuję.
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Piotr Pasiak premiera trochę się opóźniła bo nie tylko fotografowie w Szkocji mają wolny Internet :P
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Nie inaczej - a po tej fali komentów pod waszym zdjęciem z Boringu - trzeba było się przygotować jak gościa ogarnąć :-)
    Odpowiedz
23 marca 2017
ohoohoho wspaniale :) byle do popołudnia i odpalam nagranie :)
Odpowiedz
23 marca 2017
Poszły konie po betonie! #hustlebanana
Odpowiedz
23 marca 2017
to chyba będzie dobry podcast do przesłuchania w samolocie do Rzymu na ślub :D ;)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    #zazdro500
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Magda Mizera czekamy na #niezleaparaty na Insta przy jakimś spektakularnym widoczku jak będziesz tam słuchać podcastu :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jacek, to jest tak zajebisty podcast akurat dziś, w tym miejscu, gdzie wszystko rozumiem 10 razy lepiej niż siedząc w mieszkaniu, że.. wow. super chłopaki!! hasztag będzie ;)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Dzięki tej grupie kończy się moja ignorancja i zerowe zorientowanie w branży i poznaję w końcu nieco więcej zdolnych fotografów, dzięki!
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Anita Oblicka dobrze to słyszeć, zamykanie się na innych nie jest fajne bo wtedy nie ma rozwoju. Widzę, że podcast dobrze realizuje swoją misję :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Nie czułam się zamknięta, nigdy po prostu nie miałam potrzeby rozglądania się pośród innych fotografów poza tymi, którzy naturalnie pojawiali się na mojej drodze :) Przez co znam głównie tych, których poznałam osobiście.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Anita Oblicka fakt, nic nie zastąpi kontaktów face to face :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Najlepszym przykładem była sytuacja jak szukałam fotografa na swój własny ślub i okazało się, że nikogo prawie nie znam ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Ale ciągle jestem mile zaskakiwana jak wielu mamy zdolnych, młodych fotografów, którzy pięknie przyłączają się do pozytywnej rewolucji branży ślubnej i nie tylko.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    a ja Anita, czekam na wywiad z Tobą:))
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Aleksandra, oj miło mi bardzo i dziękuję za wyróżnienie. Wydaje mi się jednak, że nie jestem na tyle rozpoznawalna w środowisku, żeby było więcej chętnych. Ja to taki trochę jaskiniowiec ślubny, przeciwieństwo destination fotografera ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Anita dobradobra, koniec z tą skromnością. Są różne kręgi, ja wśród fotografów z podkastów znałam tylko Rafała Bojara i Kamilę, którą poznałam przez Ciebie :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Małgosia Karniewska To tak jak ja, znałam Kamilę i Rafała przez Kamilę ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Aleksandra Nowak jestem za! <3
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Anita, ja mam inne zdanie:) Jacek owszem zaprasza destynacyjnych fotogafów bo to teraz cool i fajne. Trendy przemiją, za to chwile, emocje i zdjęcia zostają. jak Twoje, które obserwuje od kilku dobrych lat. tej "szafiarki" również. Zachwycam się za każdym razem widząc zdjęcia, lusterka czy medaliony. we wszystkim widac ogrom pracy serca i miłości. wszystko cudo<3
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Aleksandra Nowak dziękuję ślicznie, kłaniam się w pas :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Ja również oddaję swój głos :) <3
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    I ja! Chetnie posłucham 😊
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    I ja!
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Dziewczyny, bo się schowam pod biurko w swojej jaskini zaraz! :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
#HustleBanana
Odpowiedz
    23 marca 2017
    #całąkiśćbananów
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    #HustleBananaForever ;-)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Wyczekiwałam z niecierpliwością kolejnego czwartku i tu boom taka niespodzianka. Zaraz zaczynam słuchać
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jay Handzlik ha, kolejna petarda z wysp :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    💥💥💥
    Odpowiedz
23 marca 2017
Łooo ale fajnie! Zostawiam sobie na wieczór i już nie mogę się doczekać :) #czwartkisąsuper
Odpowiedz
23 marca 2017
Znowu do jajecznicy...
Odpowiedz
23 marca 2017
Pierwsze pytanie, kto to jest Mark Pacura? Mialo byc ze normalny, skromy czlowiek, a nie wiadmomo dlaczego Jonas sie w to wszystko wplatal ;-) Tak to jest jak czlowieka zaprosza do najwiekszego talk show fotograficznego w PL i nerwy puszczaja haha.
Odpowiedz
23 marca 2017
Obiady czwartkowe :))
Odpowiedz
23 marca 2017
Jacek, odcinki Gry o Tron są zasadę w poniedziałki ale Ty sprawiles, że bardziej czekam na czwartki. jestem bardzo ciekaw co ten Pan ma do powiedzenia, ale muszę się przygotować do tego słuchania jak do dobrej randki :D choć i tak wiem, że będzie bomba więc lajk w ciemno
Odpowiedz
    23 marca 2017
    #YouKnowNothingJackGrayish
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Szymon Kasolik duży komplement, dzięki bardzo :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Ja czekam bardziej niż na “M jak miłość "... ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
Mark forum SWPB na flickr to mój początek, wtedy gdy w polskim necie królowało piekiełko i gnębienie nowych, tam najlepsi na świecie doradzali co i jak. Strasznie smutno, że to jakoś tak umarło, zresztą flickr też umarł ;-)
Odpowiedz
23 marca 2017
dobre dżakuzi było <3
Odpowiedz
23 marca 2017
Dobre !
Odpowiedz
23 marca 2017
Jacek - super robota :) Mark - dzięki za to co przekazałeś (PS Jak będziesz kiedyś jeszcze na rajdzie w Mikołajkach, okolicy, daj znać ;) ) Pozdrowienia
Odpowiedz
23 marca 2017
Dzięki Jacek Marek Siwko! Dzięki Mark Pacura! Świetny podcast! Jakie zadanie proponujecie do wprowadzenia w życie? (Oprócz przypilnowania wizerunku w social media :P )
Odpowiedz
23 marca 2017
Fajny gość z tego Marka ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
Nareszcie!
Odpowiedz
23 marca 2017
Mark to jaki 35 do Nikona jesli nie Sigma art? 35 2.0 ? :)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    35 1.8 FX
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Grzegorz Kociela wooo nie wiedziałem, że taki istnieje :P myslałem, że 1.8 tylko DX
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Darek Cze Piel Istnieje i zebral dobre opinie. Dawno temu uzywalem 35 1.8dx podpiety pod D700 i tez dawal rade ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    35 2.0D mam, uzywam i bardzo lubie
    Odpowiedz
23 marca 2017
Omg!
Odpowiedz
23 marca 2017
Swietna rozmowa. Bardzo konktrene i zdroworozsadkowe podejscie do "destination weddings". Dzieki!
Odpowiedz
23 marca 2017
Wooow ! Wreszcie doczekałem się wywiadu z Markiem ! Dla mnie osobiście geniusz fotografii ślubnej.
Odpowiedz
23 marca 2017
mam marzenie - być gościem podcastu :))) - motywuje mnei to do rozwoju :)))
Odpowiedz
23 marca 2017
Mark Pacura święte słowa! Zgadzam się z każdą Twoja tezą a w szczególności z biznesowym aspekt wypowiedzi :)
Odpowiedz
23 marca 2017
Co do koncowego tematu okraszonego szczekaniem psiny - nasze przyszłe panny młode dziś pokazują na snapie i instagramie swoje cycki, tyłki i inne "gadżety" ... cieżko przy nich wypaść gorzej ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
Dzięki wieczorkiem przy rudej z przyjemnością posłucham ! ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
Jak zawsze, swietny podcast!
Odpowiedz
23 marca 2017
A jaki byl koncowy temat, bo boje sie sluchac? :-)
Odpowiedz
23 marca 2017
o naszym wizerunku w sieci :) ale tak swoja droga to jakis czas temu wywalilem polityczne wpisy bo tez stwierdziem ze nic nie wnosza ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
już koniec? zleciało jak 5 minut...
Odpowiedz
23 marca 2017
pisanie o polityce to dla mnie drugi strzał w kolano (jeśli mówisz o polityce kraju) - nawet gdy piszemy tzw prywatnie" - nic przy naszej branży w sieci nie jest "prywatne"...
Odpowiedz
23 marca 2017
Pierwszy podcast którego nie dałem rady wysłuchać do końca.
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Ufff...juz zaczalem sie bac ze wszystkim sie podoba :-)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Mark.To nie ma nic wspólnego z podoba nie podoba.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Pewnie Internet slaby :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    no tak
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Patryk Wolański ok, przekażę Maczecie :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Ok ja już po rozmowie z Mark Pacura :D
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Przyjacielskiej rozmowie, bo to groznie zabrzmialo haha.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    no oczywiście oczywiście :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Patryk Wolański i Mark Pacura Maczeta odwołany :p
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    uff :D
    Odpowiedz
23 marca 2017
Kolejny świetny podcast. Chyba każdy fotograf pamięta swoje pierwsze w życiu warsztaty u innego fotografa. Marek jak nikt nie będzie o Tobie pamiętał ( w co szczerze wątpię) to ja zawsze będę pamiętać :) Czuję podobny ogień do tego, który czułam po warsztatach :) Dzięki Jacek i Mark.
Odpowiedz
23 marca 2017
Wywiad b spoko,bez chrzanienia,że przed wyjsciem na ślub trzeba osiągnąć drugi stopień nirwany czy gadki o parkach które muszą nadawać na tych samych falach brr :)
Odpowiedz
23 marca 2017
Bardzo miło się słuchało, też miałem wrażenie, że szybko zleciało. Marek to bardzo pracowity człowiek, podziwiam jak to wszystko ogarnia. Rozmowa jak najbardziej motywująca, nawet udało się w końcu skończyć podsumowanie 2016 przy niej:D
Odpowiedz
23 marca 2017
Kolejny świetny wywiad Jacek. Mark ma świetne podejście do biznesu. Dobrze było ponownie o tym posłuchać : )
Odpowiedz
23 marca 2017
Wczoraj przez sen Kamila Piech obcięła mi włosy, a dziś Mark Pacura towarzyszył mi podczas gotowania. A weekend jeszcze się nie zaczął ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
Zapomniałem słuchawek :( Będzie dopiero na wieczór słuchane ;)
Odpowiedz
23 marca 2017
Jeden z NAJLEPSZYCH ! Serio.
Odpowiedz
23 marca 2017
Świetny i dający powera :) dzięki !
Odpowiedz
23 marca 2017
Trzeba chyba przejrzeć swój profil na fb i pousuwać wpisy o tym, że nie lubię fc Barcelony:)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jak mozna Barcy nie lubic :) "Mes que un club" :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Oj nie drąż:)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Fan PSG ? 😂
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Fan piłki:)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Juz nie draze :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    No właśnie. Jak nie lubić Barcelony? 😜
    Odpowiedz
23 marca 2017
Fajnie wiedzieć, ze jest więcej ludzi którzy nie gonią za najnowszym i najdroższym sprzętem. Choć muszę przyznać, że ja muszę zmienic puszkę.
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Haha, ja dwie.
    Odpowiedz
23 marca 2017
<3 made my day!
Odpowiedz
23 marca 2017
Bardzo przyjemny czwartek:) Świetnie się Was słuchało
Odpowiedz
23 marca 2017
Ważny podcast, sporo fajnych wniosków do wyciągnięcia, dzięki Mark Pacura, dzięki Jacek Marek Siwko
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Dzieki Jakub Nowotyński ;-)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Wystarczy zmienić ustawienia prywatności i rzadziej korzystać z "publicznych" postów.
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Krzysztof Krzemiński ale co to da? :) skończyłem pisać ten post a tu mi wyskoczyła informacja, że fotograf lubi jakąś akcję polityczną, mnie od tego już się robi niedobrze
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jacek Marek Siwko i nie możemy sobie pozwolić na wyrzucanie własnych przekonań na własnym profilu bo klient zobaczy, że na przykład idę na marsz a popiera całkiem_inną_partię ;)?
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jacek Marek Siwko, ale poza fotografią istnieje jeszcze normalne życie. Trochę nie rozumiem tej Twojej agitacji, że każdy ma swojego profilu prywatnego używać tylko do celów foto. Niby czemu? To każdego indywidualna sprawa. Jednego denerwuje, że ktoś pisze o swoich poglądach politycznych, drugiego, że ktoś wrzuca info, że idzie właśnie do toalety. Wyluzuj :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Tak sobie myślę, że nawet gdyby ktoś zrezygnował z moich ZDJĘĆ dlatego, że mnie wystalkował i odkrył, że mam niewybredne żarty, klnę albo popieram jakiegoś ministra na WŁASNYM fejsbukowym profilu, to chyba bym się i tak z jego kijem w pupce nie dogadała... Przesada w każdą stronę jest zła...
    Odpowiedz
23 marca 2017
Jedni z moich fajniejszych kkientow od których miałam juz 3'inne pary to moocno katoliccy, on aktywny czlonek młodzieży wszechpolskiej. Myślę że.mógłby być zgrzyt gdybym swoje poglądy polityczne mocno obwieszczala
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Ewa Brzozowska no widzisz, właśnie to mam na myśli. Czasem mogłoby się wydawać, że nie uda się dogadać skrajnie różnym środowiskom a rzecz sprowadzona do poziomu: człowiek-człowiek okazuje się nie przeszkadzać, kiedy się afiszujemy z poglądami to odstraszamy część bYYYznesu, który możemy zrobić. Pomijam fakt, że czasem się okazuje, że osoby o innych poglądach mogą być fajne
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    u mnie też jedna para była mocno katolicka, żeby nie powiedzieć baaardzo mocno. Zaangazowani dość aktywnie na forach i gdyby wiedzieli ze mam zupełnie odmienne zdanie myślę, że byłoby nieciekawie. także ja wolę o takich tematach rozmawiać w swoim kręgu:)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Dokładnie Jacek, ja w ogóle jestem otwartym człowiekiem i dopóki ktoś mnie na siłę nie przekonuje że jego światopogląd jest najlepszy to z każdym się dogadam. Bardzo ich mile wspominam chociaż nie powiem, jak wygooglalam pana mlodego dosyc wysoko w hierarchii młodzieży to byłam przerażona ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    A ja np nie chciałabym klienta z MW;) więc całe szczęście gdyby sam zrezygnowal
    Odpowiedz
23 marca 2017
dobrze podsumowane. Ja często mam już dość czytania tych politycznych bzdur i uzasadniania swoich racji. Każdy powinien trzymać to dla siebie i najbliższych a nie szukać wsparcia na fb. To faktycznie przekłada się na zły wizerunek i powinniśmy tego unikać.
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Paweł Szmit jak fotograf aktywnie uprawia agitację to niech się zapisze do partii a nie znajomym zatruwa dobre samopoczucie :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    jestem dokładnie tego samego zdania :)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Mówiłem - głosuj na Janusza a Ty swoje... no i masz:)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    hahaha, no tak :D Teraz by pasował do naszej grupy (chociaż imieniem)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Ano da tyle, że osoby które chcą chwalić się kumplom ze kogoś lubią, albo ze byli na manifestacji, ukryją te fotki przed szersza publicznością, której nie maja w znajomych. To taki kompromis.
Odpowiedz
23 marca 2017
Dzięki Mark Pacura i Jacek Marek Siwko świetny podcast ! :-) kiedy to zleciało ...
Odpowiedz
23 marca 2017
Wydaje mi się, że są osoby, które chcą pokazać klientom swoje poglądy polityczne. Niedawno na innej grupie była rozmowa na temat fotografowania ślubu LGTB i bardzo dużo osób, zaskakująco dużo, wypowiedziało się, że nigdy w życiu nie podjęłoby się takiego zlecenia. Więc może jak ktoś chce trafiać tylko w pary "kościółkowe" albo odwrotnie to jest to jakaś zaplanowana taktyka?
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Z drugiej strony, skoro jest prywatny to dlaczego nie? ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jeżeli masz takie ustawienia prywatności, że nikt tego nie zobaczy, to róbta co chceta. Każdy świadomie buduje swoją markę w sieci. Jeżeli komuś to pasuje, to spoko :-) Tylko po co sobie odcinać 50% klientów?
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Dokładnie to mam na myśli ;) Ja to jednak z tych uzewnętrzniających sie, więc profil prywatny nie jest prywatny ;)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Maria Mendakiewicz Bez przesady, tylko 30% z 50% :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Jacek, liczyłem na lekkie kontrowersje, ale tym razem nic tylko przytakiwać :P
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Piotr Czechowski wiem przesadziłem. Dwie minuty po opublikowaniu nie było żadnego komentarza. To mi dało do myślenia. :|
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Mark był zbyt łagodny i nie padły żadne trudne pytania - ale to dopiero 14 odcinek, bulterierem staje sie po 37 ;)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Mark Pacura pytanko w czym transportujesz niewidzialnie sprzet ??;)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Filson Harvey Backpack
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Dziękuje :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
..... aczkolwiek ...... po chwili zastanowienia .......... fejs daje możliwość odcinania odbiorców contentu, że profil prywatny jest na prawdę prywatny i nikt niepowołany nie zobaczy rzeczy które publikujemy, chyba że ktoś będzie robił z tego screeny :P
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Jesli 100% twoich znajomych to pary mlode to faktycznie nikt by nie czytal tego co piszesz ;) W innym przypadku nie ma rownosci miedzy szuflada a postem na tablicy ;)
    Odpowiedz
    nikt? ja mam 1000 znajomych wiec nawet gdybym ograniczyła dostęp dla nieznajomych to czytaloby je i tak całkiem sporo osób.
    Odpowiedz
23 marca 2017
Swoją drogą, co to za gagatki z Utah, co psują rynek? :-)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Haha, to takie generalizowanie, nikt konkretny :-)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    To prawda, na instagramie tylko Nevada, Utah i Kalifonia :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Czasami wystarczy profilowe żeby wiedzieć z kim ma się do czynienia :):):)
Odpowiedz
23 marca 2017
Przemysław Markowski spoko publikuj sobie co chcesz, ja zwracam uwagę na fakt, że pewnymi treściami odstraszasz część potencjalnego bYYYznesu, ale rób jak uważasz. :)
Odpowiedz
ja od pewnego czasu bardzo mało politycznie się udzielam na fb, bo szkoda mi czasu na awantury z tej okazji. z drugiej strony jestem sobą i nie wstydzę sie tego. Chciałabym aby klienci mnie cenili za zdjęcia ale brali z całym inwentarzem mojej osobowości. Nigdy nie będę sobie narzucala cenzury w obawie przed utratą klienta co nie znaczy, że codziennie polityczne agitacje na profilach są dla mnie ok.
Odpowiedz
23 marca 2017
Jeśli nie interesuje kogoś polityka, niech się nią nie zajmuje, oraz przestanie obserwować osoby publikujące zaangażowane treści. Dziwi mnie jak można wymagać od ludzi cenzurowania się. To jest forma przymusu, nie jest nią wyrażanie poglądów w przestrzeni publicznej. A na własnym łolu już w ogóle... Na przykład ja nie zwracam uwagi na poglądy osób, póki nie zaczną jechać przemocowo i nietolerancyjnie. I zdecydowanie nie będę płakać, gdy stracę "przyjaciół" (jak to napisałeś) za sam fakt, że mam światopogląd. Bo w takim razie przyjaciółmi wcale nie byli.
Odpowiedz
23 marca 2017
To nie chodzi o to czy ja piszę czy nie, wyraziłem tylko swoje zdanie.
Odpowiedz
23 marca 2017
Mnie nie odrzuca to, że ktoś ma odmienny pogląd ale to, że obraża mnie za to, że mój jest odmienny.
Odpowiedz
23 marca 2017
Wiesz Jacku, polityka i religia to jedno, ale to dotyczy też wielu innych sfer życia. Spróbuj napisać coś na temat własnego sposobu odżywiania (np. że nie jesz jakiegoś produktu). Nie dość, że teraz każdy jest fotografem, to jeszcze każdy jest lekarzem / dietetykiem / psychologiem / coachem i po prostu WIE LEPIEJ co jest dla Ciebie dobre. Nauczyłam się już, że nie warto wywoływać takich dyskusji w internecie, bo 1) nikogo one nie przekonają 2) można stracić potencjalnych klientów. Kiedyś myślałam, że wyraziste poglądy są super, teraz kiedy jestem przedsiębiorcą, zastanawiam się 3 razy zanim coś opublikuję w internecie ;)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Agnieszka Werecha przybijam Ci piąteczkę! Świetnie to ujęłaś. :)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    I ja :D ✋
    Odpowiedz
23 marca 2017
Mysle ze nikt tutaj od nikogo nic nie wymaga :-) Dla mnie FB to narzedzie do pracy, a nie forum do wyrazania swojego zdania nie zwiazanego z tym czym sie zajmuje. Nigdzie tez nie twierdze ze takie podejscie jest wlasciwe lub nie. To poprostu moje podejscie :-)
Odpowiedz
23 marca 2017
Ania Wierzchowska tu nie chodzi o cenzurę, bardziej o to, że i tak świata nie zmienisz na swoją modłę, bez sensu tracić czas na takie pisanie głupot (obojętnie od strony którą się reprezentuje). Fotograf to dosyć specyficzny biznes, reprezentujesz sobą całą swoją firmę więc to co tam sobie piszesz niby do znajomych jest widoczne przez więcej osób niż przypuszczasz. :)
Odpowiedz
23 marca 2017
Ania ale tu chyba nie chodzi o to co można a czego nie, nie chodzi też o przyjaciół. Przekaz był inny, obserwują nas klienci, po co robić sobie pod górę? :D
Odpowiedz
23 marca 2017
Paweł dokladnie.
Odpowiedz
23 marca 2017
Mark Pacura nasza racja jest naj-najsza. :)
Odpowiedz
23 marca 2017
Piotr Czechowski to już lepiej pisać posty do szuflady skoro nikt ich ma nie czytać. Tylko, że podobno żaden fotograf nigdy nie ma na nic czasu a tu się okazuje, że wszyscy zorientowani w polityce itd.
Odpowiedz
23 marca 2017
Piotr Czechowski z Mark Pacura to się ciężko w czymkolwiek nie zgodzić, stąd brak kontrowersji :(
Odpowiedz
23 marca 2017
A czy z poglądami nie jest tak trochę jak ze zdjęciami? Nie ma sensu starać się stylem swoich fotografii trafiać do jak najszerszego grona klientów, lepiej robić swoje i trafić do węższego grona odbiorcy, któremu Twój styl będzie odpowiadał. Mam wrażenie, że niektórzy swoje poglądy, może nie polityczne, ale np światopoglądowe czy religijne wyrażają otwarcie i mają przez to swoich klientów, którzy ich lubią , znają i może dlatego też wybierają?
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Jeżeli ktoś to robi świadomie i nie przeszkadza mu, że kogoś może zrazić, to jasne :-) Ale ja mam wrażenie, że niektórzy o tym nie myślą, mają profilówkę z kiełbaską i piwkiem (które swoją drogą bardzo lubię, bo kto nie lubi kiełbaski z piwkiem) i zastanawiają się, gdzie ten klient.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    No niestety. Prowadząc taki profil chcąc niechcąc upubliczniamy się. A jak wiemy, co wlatuje do internetu, już w nim zostaje. I właśnie mam na myśli bardziej kwestie zachowań poza pracą lub samego charakteru dyskusji o polityce/religii. Nie oszukujmy się, ale dużo osób zapomina, że nie są anonimowi w internecie i rzucają mięsem gdzie popadnie.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    No to jest bardziej kwestia nie samego tematu wypowiedzi tylko jej formy, bo można kulturalnie wypowiedzieć się o polityce, a można o swoich ślubnych klientach wypowiadać się rzucając mięsem. Także kluczowe jest zachować jakąś klasę w tym wszystkim.
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    O dokładnie to :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Ja właśnie idąc śladem pierwszego instagramowego zdjęcia biegowego #niezleaparaty włączyłam nagranie podczas biegania. Całkiem dobra sprawa, bo człowiek nie obejrzał się, a zwiększył tempo i więcej przebiegł. Przyjemne z pożytecznym! Idąc do sedna, ja zwróciłam uwagę na ciekawą rzecz, o której mówił Marek, a mianowicie o progresie w zdjęciach. Myślę, że umiejętności, wrażliwość i doświadczenie to jedno. No, ale nie oszukujmy się, że "trendy" czy jakkolwiek to inaczej nazwać robią swoje. I to właśnie ma w 100% pozytywny wydźwięk. Wtedy widać, że fotograf rozwija się, szuka nowych możliwości, idzie z duchem czasu i nie ulega stagnacji. Nie bawi się w uparte jak osioł Januszowanie(myślę, że to może się już wpisać w jakiś nasz słownik :P) , a rzeźbi swoje umiejętności. Takie ot moje spojrzenie na to :) nagranie jak zawsze super ;)
Odpowiedz
    23 marca 2017
    I dodam do mojego elaboratu, że nie mam na myśli dopasowywania się tak jak wszyscy każą, a rozszerzania swojego dorobku o te nowości ;) bo przecież własne zdanie to podstawa!
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Aleksandra Siwierska z tymi modami to przewrotna sprawa, zobacz to co dziś uchodzi za super może wyglądać za kilka lat nieco słabiej a klasyka zawsze się obroni, zobacz sobie na przykładzie mody. W latach 90-tych był modny dres z ortalionu a dziś wyskocz w czymś takim :D
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Oczywiście, klasyk to klasyk i w pełni się z Tobą zgadzam, ale też nie da się ukryć, że pewne trendy mimoooo wszystko gdzieś wplatają się w nasza pracę. I może nie do końca zrozumiale to napisałam, ale ważne, żeby wyrobić sobie trzon, który będzie niezmienny i w pełni będzie wyrażał nas, ale lekko go czasami urozmaicając
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Co masz do dresu z ortalionu Siwko? :)
    Odpowiedz
23 marca 2017
Oczywiscie nie mowimy tutaj o ukrywaniu codziennosci. Z drugiej strony profil powinien byc profesjonalny, czyli np nie wrzucam zdjec na ktorych jestem pijany. Kazdy ma prawo prowadzic swoj profil jak chce, i ja nikogo oczywiscie nie krytykuje. Wg mnie jako profesjonalisci budujemy brand, a brand nie koniecznie musi wypowiadac sie na sporne tematy typu polityka, religia itp. Ale powtorze jeszcze raz powtorze, jest to indywidualna sprawa i kazdy sposob jesli dziala jest dobry :-)
Odpowiedz
23 marca 2017
Mark Pacura fb najpierw był dla mnie miejscem spotkań prywatnych, firmowe teraz. zastanawiam się czasem, a owszem, co jest widoczne, ale decyduję, by się nie ukrywać, tylko na prywatnym profilu być sobą. powiedzmy że będąc lesbijką nie odważę się o tym wspomnieć nigdzie, gdy wszyscy wokół robią zdjęcia z dziećmi, małżonkami, piszą o ich wsparciu. mam się zaszyć, żeby nie stracić klientów? neee... Jacek Marek Siwko każdy inaczej rozumie stratę czasu i głupotę, więc niech każdy po swojemu konstruuje łola i przestrzeń wokół. co z resztą się dzieje. i nie uważam, że całą sobą reprezentuję swoją firmę. moją pracę trudno oddzielić od reszty życia, mamy wszyscy ten problem, ale wolę myśleć, że o jakości pracy mówią jej "owoce". Paweł Szmit o klientów też chodzi, ale komentarz Siwko był szerszy.
Odpowiedz
23 marca 2017
... kiedys bliska mi osoba powiedziala " co ty wyprawiasz, fotografią nigdy nie bedziesz zarabiac na życie" Uwierzylam i porzucilam. Jednak co ma byc to w końcu Cie dopadnie, fotografuję i zarabiam tak na życie :) Marzenia się spełniają :) Świetny podcast.
Odpowiedz
jeśli ktoś mialby zdyskwalifikowac mnie jako fotografa z powodu poglądów to nie chce takiego klienta.
Odpowiedz
23 marca 2017
Otóż to.
Odpowiedz
23 marca 2017
Sama jestem w uprzywilejowanej większości tak jak Wy chłopaki. Moje życie może toczyć się poza tą czy tamtą wojną ideologiczną. Ale nigdy nie nazwałabym głupotą, czy robieniem sobie pod górkę wrzucania zdjęć z ukochaną osobą. Moją ukochaną osobą jest Tomek. Dla Ani może być Kasia. Paweł gdybyś kochał powiedzmy Mateusza, to czy robiąc zdjęcia zakochanym parom skrzętnie ukrywałbyś swoje własne uczucia? Nie dla każdego jest to kwesta jedynie "robienia sobie pod górkę". To jest czyjeś życie i ja chylę czoła przed przeciwnościami jakie trzeba pokonać w tym kraju, żeby móc być sobą. Myślę, że wsparcie nas, fotografów-wrażliwców też by się przydało :)
Odpowiedz
23 marca 2017
kurde, chyba nie wszyscy zrozumieli dokładnie to, o co chodzi :) oczywiście każdy z nas ma prawo robić to, co mu sie podoba. Też jestem za tym. Jeśli jednak jesteś osobą odpowiedzialną, prowadzisz swój własny biznes, chcesz pozyskać klientów, to czy warto wdawać się w polityczne sprzeczki?? o to chodziło Markowi i Jackowi. O to chodzi też mi. Nie jest tu ważna orientacja, religia czy światopogląd. Każdy z nas ma swój. Tylko czy warto uzasadniać swoje racje, poglądy na fb? Róbcie jak chcecie, ja nie zamierzam. Dla mnie nie ma różnicy czy fotografuję narodowca czy zwolennika partii X, on jest moim klientem więc nie chcę obrażać go poprzez swoje opinie i działania na fb. Po co? mogę go stracić. Oczywiście, każdy ma inne wartości, ale mi cholernie zależy na tym co robię :)
Odpowiedz
23 marca 2017
Totalnie nie rozumiem Jacek Marek Siwko skąd tak schizofreniczny temat na grupie, gdzie od samego początku wszyscy mówią o tym by dobrze zastanowić się nad rodzajem klienta, którego chce się do siebie​przyciągnąć. No więc mój idealny klient to taki, z którym mogę swobodnie​ rozmawiać i nie muszę gryźć się w język, że powiem coś nie na miejscu, że obrażę jego nie daj boże religijne uczucia. Naprawdę nie mam z tym problemu, że ktoś zrezygnowałby z naszych usług bo przeszkadza mu, że byliśmy tu czy tam. Mało tego, zdarzyło mi się nie przyjąć zlecenia od osoby publicznej, której teksty mnie brzydzą choć pisała do mnie parokrotnie o zdjęcia.
Odpowiedz
    23 marca 2017
    Piszesz dokladnie to o czym mowil Marcin - jesli parze nie odpowiada sposob odpisania na maila to ich strata ;) Jesli komus nie odpowiada Twoj prywatny profil to Cie nie wezmie, Ty z tego powodu plakac nie bedziesz bo to znaczy ze to nie byli klienci dla Ciebie ;)
    Odpowiedz
    23 marca 2017
    Piotr to też nie tak, że każdemu na dzień dobry walimy tęczą po gębie, ale jeśli komuś ma nie odpowiadać, że pisze coś u siebie na wallu to na serio - po co się szarpać? Z drugiej strony nie z każdymi klientami od razu musimy się odvrazu przyjaźnić i pewnie wielokrotnie pracowaliśmy i pracować będziemy z ludźmi, z którymi niekoniecznie zgodzilibyśmy się w wielu kwestiach.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Jacek, ale z drugiej czy unikanie mowienia wlasnego zdania bo moze przez to ktos nie zatrudni na swoj slub jest sluszna droga? Mowienia zdania na prywatnym profilu! ;)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Ja uważam, że nie.
    Odpowiedz
24 marca 2017
Tak sobie poczytałem jeszcze raz pozostałe komentarze no i zastanawiam się gdzie leży granica w byciu biznesmenem i byciu sobą. I czym na pewno bycie fotografem ślubnym wymaga az takiej samokontroli i autocenzury? Jestem zdania, że przede wszystkim trzeba żyć w zgodzie z sobą samym, bez ubierania masek i pozowania że jest się kimś innym. No bo czy warto gryźć się w język tylko dlatego że "Andżelice i Brajankowi" nie spodoba się nasz światopogląda i nas nie zatrudnią? Oczywiście piszę o umiarkowanych poglądach i contencie statystycznego fejsbukowicza, a nie wrzucaniu filmów z przywolywania potwora spaghetti, skórowania nutrii czy celowego rozjezdzania żab wiosną. Rozdmuchujac nieco zakres zagadnienia wychodzi na to, ze jestesmy nieco jak prostytutki chowajac wlasne przekonania i swiadczac uslugi ludziom ktorzy wyznaja inne wartosci moralne i byc moze na codzien reki bysmy im nie podali :P Oczywiscie przesadzam celowo, mozna to tez nazwac profesjonalizmem a nie prostytucją, ale pomimo mojego zerowego doswiadczenia w temacie wydaje mi sie ze prostytutki tez sa profesjonalne w tym co robia bo nie mieszaja zycia prywatnego z praca i obsluguja klientow jak leci ;)
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Dlatego napisalem ze chodzi zwykly kontent w stylu 'bylem na wiecu KOD' lub 'znow ide na miesiecznice, alleluja!' a nie obieranie ze skory kota ;)
    Odpowiedz
24 marca 2017
Zgadzam się z tym w 100% w dodatku nie tylko polityka ale wiele innych wątków... my juz dawno (wybaczcie) skorzystaliśmy z przycisku "nie obserwuj" czy tam "ukryj posty użytkownika" bo są po prostu nie na miejscu i zrażają nas nie tylko jako do znajomych ale przede wszystkim biznesowo. To ze fotografujemy nie znaczy że nie korzystam z Waszych usług. My i nasze rodziny oraz bliscy. Pozdrawiam :).
Odpowiedz
24 marca 2017
Piotr ja sie z Toba nie zgadzam bo jest zdecydowana różnica pomiędzy "ustawa X mnie przeraża bo obawiam sie" a "typowy wyborca X - i tu zdjęcie jakiejś świni w błocie czy cis w ten deseń". Dawno juz na fejsie nie widziałam retorycznej dyskusji za to MNÓstwo chamstwa i hejtu widze wszędzie...
Odpowiedz
Trochę zgadzam się z Tobą, Piotr Czechowski, ale tak naprawdę, czy nas z kolei obchodzą poglądy polityczne klientów? Nie "dobieram" klientów na podstawie prodilu na FB, tylko na podstawie rozmowy, spotkania, tego, jakimi są ludźmi. A i nie ukrywajmy, że sam FB dawno przestał być prawdziwy (o ile w ogóle kiedyś był), bo jakoś na profilach nie widzę smutnych postów o kłótniach, "dołach", czy problemach z klientami - wszyscy mają tak idealnie? :P
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Ale my nie piszemy o tym ze dobieramy klientow na podstawie ich przekonan, tylko ze klienci dobieraja nas na podstawie naszych przekonan... i czy w ogole ma to jakiekolwiek znaczenie i warto sie tym przejmowac ;)
    Odpowiedz
    25 marca 2017
    A mi się zdarzyło odrzucić klienta ze względu na jego profil na facebooku :P Nie chodziło o konkretne poglądy, tylko cały profil pełen agitacji, negatywnych emocji i teorii spiskowych. Może niesłusznie go oceniłam, ale bez wątpienia dobry kontakt z parą wpływa na jakość zdjęć. A bałam się, że ta osoba będzie mnie od razu zadręczać swoimi racjami :P Gdybym musiała zrobić taki ślub, to byłabym w 100% profesjonalna, ale jednak robiłabym to wbrew sobie. A po co? :)
    Odpowiedz
24 marca 2017
Pamietam jednego Pana, ktory bardzo duzo publikowal spraw politycznych w pewnym momencie i robily sie z tego gownoburze. Stracil wiele par przez to co bylo na jego profilu
Odpowiedz
24 marca 2017
A ja nie o polityce tylko to czym wspomnial Jacek Marek Siwko w podcast. A mianowicie o wystawianiu swoich zakupow na FB itp. Czy nie jest to troche prowokowanie zlodzieji? Czesto rowniez na stronach ludzie umieszczaja cala liste sprzetu jakim fotografuja. Co niektorzy maja podany nawet swoj adres. Dla klientow nie ma to raczej znaczenia a dla zlodzieji chyba nie bylo latwiej.
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Mam prostą receptę, którą stosuję... nie kupuje nowego sprzętu jak stary działa :)
    Odpowiedz
24 marca 2017
Będę kontrowersyjny, a co! W całym tym interesie i robieniem tego co się lubi i jak się lubi w fotografii powinniśmy pracować z ludźmi, którzy myślą podobnie i mają podobny styl życia. Wtedy będzie chemia, fun i fajniejsze foty. Tak to czuje, ale bez napinki ;) Jeśli ktoś rusza z polityką na spotkaniach, nawet jeśli myśli podobnie jak ja to nie czuję z tego funu. Fotografia ślubna powinna opierać się na pozytywnych emocjach, a nie na polityce. Bądźmy sobą, a każdy znajdzie swoich klientów. Byłem kontrowersyjny? Bo chyba mi nie wyszło.
Odpowiedz
    24 marca 2017
    A ktoś tu gdzieś pisał o poruszania tematu polityki na spotkaniach? Kurde, weekend się zbliża, niektórzy nieźle odlatują ;)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Przemysław Markowski to tylko przykład.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Trochę naciągany, bo nie sądzę by wśród nas był ktokolwiek kto rozmawia o polityce podczas spotkań z klientami.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Przemysław Markowski Mnie się zdarzyło, że klienci poruszali tematy... dlatego tak napisałem.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Oki ;)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    🤙
    Odpowiedz
24 marca 2017
Ja uważam, że to czy się z kimś polubimy, powinno zależeć przede wszystkim od spotkania na żywo, ale w tych czasach, pierwsze wrażenie niestety robimy online. Dlatego między innymi dbam o to, co publikuję. To nie tak, że nie wyrażam własnego zdania - wyrażam, ale w takich tematach, które powinny interesować parę młodą (np. często zamieszczam inspiracje ślubne z zagranicy, piszę jak bardzo uwielbiam podróżować i że można tę pasję połączyć z sesją zdjęciową, itp.). Piszę też jak bardzo kocham swoją rodzinę, psa, udostępniam zdjęcia z backstage'y. Chcę żeby własnie taki 'content' przyciągał do mnie ludzi (a nie polityka, religia czy inne tematy, które mają tendencję do tego, aby ludzi dzielić, zamiast łaczyć).
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Piekne
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    To ze nie chcesz czegos publikowac jest zrozumiale, ale pytanie brzmi - nie robisz tego bo nie czujesz potrzeby, czy moze ze wzgledow marketingowych? Bo na to drugie jest proste rozwiazanie - zmiana ustawien widocznosci postow i ograniczenie dostepu do PRYWATNEGO profilu dla niepowolanych osob ;)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Piotr zdecydowanie jedno i drugie, dokładnie w takiej kolejności, jak napisałeś. Mam wśród znajomych na fb mnóstwo par młodych, które już fotografowałam, więc siłą rzeczy, ciężko byłoby mi ograniczyć prywatność profilu (nie chciałoby mi się 'segregować' znajomych ;) ). Te pary młode mają swoich znajomych, którzy też mogą zobaczyć publikowane przeze mnie treści... a to są potencjalni klienci. Naprawdę nie chcę przyciągać ludzi, których zajmują tematy zachęcające do hejtu, w jakiekolwiek formie. Wolę przyciągać miłością <3 :D (w końcu nazwa firmy zobowiązuje ;) ).
    Odpowiedz
    Agnieszka bardzo podoba mi się Twoje podejście :)
    Odpowiedz
24 marca 2017
Brawo Jacek Marek Siwko . Fajnie ze to napisałeś. Juz dawno o tym myslalem czytając posty na FB. Całkowicie sie z Tobą zgadzam.
Odpowiedz
24 marca 2017
Ja się nie zgodzę - oczywiście, należy się pogodzić z tym, że prawdopodobieństwo przekonania kogoś do diametralnej zmiany zdania jest bliskie zeru. Dawanie się ponieść emocjom i machanie szabelką może tylko zrazić ludzi. Ale otwarte komunikowanie swoich wartości po pierwsze pozwala zachować spokój sumienia, a po drugie może być małym ziarenkiem w klepsydrze zmian.
Odpowiedz
24 marca 2017
Ja już dawno zrozumiałam i zaakceptowałam fakt ze mój profil prywatny na fb jest nierozlacznie połączony z publicznym, klienci wchodzą na oba, wielu zaprasza mnie do znajomych . Podzielam zdanie Mark Pacura - ma być pro, prywatę moge uprawiać w gronie znajomych na żywo lub w wiadomościach do konkretnych osob i pogodziłam się ze 'strata' prywatnego fb;)
Odpowiedz
24 marca 2017
Ja uważam, podobnie jak Jacek Marek Siwko na Fb nie ma sensu wrzucać tego typu wpisów. Miałem nawet sytuacje na sesjach, gdzie pojawiały się w samochodzie w drodze jakieś uwagi polityczne (sprowokowane audycją radiową). Przytaknę, utnę temat, a swoje sobie mogę myśleć. Skoro współpraca dobrze się nam układa, po co to psuć? Na polityce świat się nie kończy.
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Ale przecież czym innym jest wchodzenie ze swoimi klientami w konfrontację a czym innym fejsbukowa kastracja światopoglądowa. Podpisałeś umowę to się wywiąż z niej jak najlepiej.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    O fejsbukowej kastracji napisałem przecież w pierwszej części posta. Niektórym by się przydała. Druga część mojej wypowiedzi miała pokazać, że ludzie mogą być Fajni mimo innych poglądów politycznych i nie ma potrzeby wycinania ich przez publikowanie / udostępnianie kontrowersyjnych postów.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Ale oczywiście, że mogą być ok. Jednak jeśli postanowią, że Twoje poglądy przeszkadzają w nawiązaniu z Tobą współpracy to znaczy, że jednak mają coś nie tak pod sufitem. Dla mnie jest to znak, że taka współpraca nie byłaby owocna. Tyle.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Niestety wiele osób daje się ponieść politycznym lub jakimkolwiek innym uprzedzeniom. I wcale nie muszą mieć nierówno pod sufitem. Czasem to silniejsze od nas. Jesteśmy ukształtowani przez nasze najbliższe otoczenie i często to co inne budzi, jeśli nie niechęć, to taką powściągliwość i nieufność. A jak wiadomo pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    No ale cały czas nie rozumiem co próbujesz mi powiedzieć? Że należy siedzieć cicho bo a nuż ktoś zdecyduje się na innego fotografa? Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie tak jest w większości przypadków. Bo cena na wysoka, bo nie ten styl, bo z Łodzi itd itd Mnie to zupełnie nie przeszkadza bo pomimo tych "niedogodności" wciąż znajduje się całkiem spora grupa, której to wszystko nie przeszkadza. I naprawdę nie wnikam za bardzo co Ci ludzie myślą, ważne że dobrze się nam wspólnie rozmawia o ślubach i zdjęciach :)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Tak jak piszesz, jest sporo zmiennych, a to termin może już być zajęty :) po co dodawać kolejne skoro nie mają znaczenia z punktu realizacji zlecenia. Każdy robi jak uważa. Ja nie czuję takiej potrzeby i tyle. Nikogo nie staram się przekonać :)ot dorzucam swoje 3 grosze.
    Odpowiedz
24 marca 2017
a czy to nie jest tak, że bardziej boicie się wyrażać swoje zdanie niż macie potrzebę je wyrażać?
Odpowiedz
24 marca 2017
Straszne by to było jakby wszyscy zaczęli zakładać "maski" w imię poprawności. Praktycznie każdy musiałby ukrywać co tak naprawdę myśli, bo na jego profil może zajrzeć klient, pracodawca, czy ksiądz proboszcz.Taka amerykańska poprawność musi być strasznie męcząca. Spójrzcie na sukcesy Roberta Biedronia, kto by powiedział że ma szanse zostać prezydentem Słupska? Ludzie jednak cenią szczerość. Wszystko zależy od tego w jaki sposób manifestujesz swoje poglądy. Jeśli robisz to w sposób kulturalny i nie popadasz w skrajności to myślę, że klient też nie będzie miał problemu z tym że masz inne poglądy.
Odpowiedz
24 marca 2017
dokładnie Andrzej.
Odpowiedz
24 marca 2017
moze glosowali na PiS :P
Odpowiedz
24 marca 2017
bardzo dobre porownanie do amerykanskiej poprawnosci ... nawet jeden z ostatnich sezonow SouthPark byl temu poswiecony ;)
Odpowiedz
24 marca 2017
poprawność jest nudna.
Odpowiedz
24 marca 2017
Po ostatnich wyborach w USA widać, że amerykanom też się znudziła :p
Odpowiedz
24 marca 2017
myślę odwrotnie niż Jacek - za mało jest szczerości, za dużo wyważania marketigowego pod kątem poprawności. To tworzy jeszcze jeden b*lldh*t, a wystarczy, że duże korpo dookoła to robią.
Odpowiedz
24 marca 2017
Po ostatniej kampanii Reserved z "szukaniem Wojtka" widać, że nikt nie lubi być oszukiwanym.
Odpowiedz
24 marca 2017
która to blogerka zgubiła niby telefon? Potem się okazało, że wchodzi usługa ubezpieczenia od kradzieży telefonu w jednej z sieci.
Odpowiedz
24 marca 2017
Maffashion . Gimbaza wzięła się za marketing. To podobno kreatywne kampanie.
Odpowiedz
24 marca 2017
polecam :)
Odpowiedz
24 marca 2017
Fanpage powinien być apolityczny, nie tylko fotografa. A na profilu prv? Nie jest dla mnie kłopotem to, że ktoś ma inne poglądy polityczne od moich, ale to jak je wyraża. I tu problemem jest klawiatura, która zwalnia z myślenia i uwalnia pokłady złych emocji, pozwalając wypisywać nienawistne rzeczy (serio, nie rozumiem ludzi plujących jadem). Mamy wśród znajomych - również klientów i dlatego na prv powinno się zluzować z temperaturą wyrażanych opinii. Nie opiniami politycznymi, a temperaturą.
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Dokladnie. Problem nie lezy w tym jakie sa nasze poglady, a w tym jak je wyrazamy. Jest roznica w stwierdzeniu ze najblizszych wyborach bedziemy glosowac na partie x, a wpisem ze kazdy kto popiera partie y to idiota.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    tak. kolejny problem przy i tak nakręconej spirali emocji jest to, że ludzie wierzą w ... memy i z nich czerpią wiedzę, mimo iż od niektórych na kilometr pachnie fejkiem. Nie sądzę, aby w najbliższym czasie spór polityczny zluzował, obstawiam raczej podkręcenie emocji, dlatego tym bardziej dbałbym o sposób wypowiadania się na trudne (bo konfliktogenne) tematy polityczne :) Poza tym, realny, tak naprawdę realny wpływ na politykę mamy raz na 4 lata wrzucając kartę do głosowania do urny. A to co jest pomiędzy, jakieś akcje, demonstracje to takie udawanie (poza naprawdę nielicznymi syt), że coś można zrobić. I tak na marginesie, wystarczy na swoim profilu powiedzieć na kogo się głosowało, czy jest się za aborcją, eutanacją, czy popiera się (ogólne pojęcie) małżeństwa homoseksualne, i coś tam - i 100% znajomych możne znaleźć jakiś powód, aby przestać nas lubić :)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Człowiek nie dolar, wszystkim podobać się nie musi ;)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Andrzej Paradowski nie musi ;)
    Odpowiedz
    i tu 100% racji
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    :)
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    Jeśli jestem dymany to mówię to, a nie uśmiecham się, że słońce świeci.
    Odpowiedz
24 marca 2017
Ja mam takie przemyślenia - zupełnie niepotrzebnie wg mnie został podkreślony w tym poście właśnie ten temat - polityki w kanałach prywatnych lub/i biznesowych (swoją drogą spotkałam się chyba ze 3 razy w życiu z taką praktyką - na kanale biznesowym foto). Wiem, że Jacek napisał, że nie wie, co ktos sobie wyciągnie - ja wyciągnęłam kilka reczy i absolutnie wybaczcie olałam ten temat, jak nieistniejący dla mnie. FB pełni dla mnie obie role - prywatnych spotkań z osobami, z którymi nie mogę iść na piwo, kiedy mi się zamarzy, jak i narzędzia do promocji biznesu. Dla mnie w każdej z tych ról są inne prawa. Wiem, jak publikować, żeby nie widzieli wszyscy, wiem, jak blokować, usuwać ze znajomych, sama wybieram, kiedy sobie zareaguje tak czy inaczej na rzeczywistość. O ile przekazanie oczywistej oczywistości, że na profilu biznesowym wpis o poglądach dowolnych może spowodować odpłynięcie przeciwników poglądu, o tyle przekazanie przypuszczenia, że publikowanie poglądów na profilu prywatnym ma podobny efekt jest dla mnie bezpodstawne dość ;) tak, istnieje promil szans, że jakiś mój znajomy zrobi screena mojej kontrowersyjnej myśli i powysyła do przyszłych lub obecnych klientów, ale jednak to promil ;)
Odpowiedz
24 marca 2017
Kazdy z nas buduje swoja marke. Czy nam sie to podoba czy nie. I to od nas samych zalezy jak ta marka bedzie wygladac, jaki pozostawimy po sobie na koncu "smak". Bo w odroznieniu od pierwszego wrazenia, brand buduje sie bardziej kompleksowo. Oczywiscie mozemy mowic co nam slina na jezyk przyniesie, nalezy tylko miec na uwadze, ze wszystko co robimy ksztaltuje ta nasza marke. Warto jednak pamietac o zasadach dyplomacji. Jesli zalezy nam na relacji klient-uslugodawca, a dla dobra danej osoby biznesu zalezec powinno, to mysle, ze warto "powstrzymac swoje konie", usmiechnac sie, milo spedzic czas, wypic kawe i zrobic dobre zdjecia. Oczywiscie kazdy sam buduje wlasny brand i moze robic co tylko zapragnie :)
Odpowiedz
24 marca 2017
Tomek, wszystko racja, tyle ze fotografia slubna jest troche jak uslugi pogrzebowe - klienci przychodza do nas zwykle jednorazowo ;) Oczywiscie w fotografii sa wyjatki bo czasem pary wracaja na fotki rodzinne, ciazowe ale jaki to odsetek klientow? ;)
Odpowiedz
24 marca 2017
Mark Pacura: przez Ciebie wydałem hajs na Sigmę 35A, a Ty opowiadasz, że się kurzy :). Żarcik, korzystam z tego :). Poza tym: alternatywne podejście do kwestii sprzętu - namieszałeś mi z tym. Duża dawka wiedzy, dzięki wielkie!
Odpowiedz
    24 marca 2017
    Do sigmy trzeba miec szczescie, pewnie miales wiecej niz ja.
    Odpowiedz
    24 marca 2017
    w ogóle nie miałem. błędy ostrzenia były przepotężne. zakupiłem Sigma DOCK USB i skalibrowałem go jak należy. i jest ultra cacy :)
    Odpowiedz
24 marca 2017
Ależ fajnie się słuchało! To kiedy warsztaty w Kotlinie?! I - jeżeli można wiedzieć - skąd jesteś?
Odpowiedz
25 marca 2017
Konkretnie, bez owijania w bawelne, zdrowe podejscie do biznesu. Mark ‍
Odpowiedz
28 marca 2017
na przykład u mnie od razu widać że pijak i hazardzista, chociaż rzadko kiedy piję i gram w pokera :P
Odpowiedz
4 kwietnia 2017
Świetnie się słucha Waszych podcastów. Poza Waszym podcastem słucham jeszcze epic podcast Sam Hurd'a. Ktoś może polecić jakieś ciekawe podcasty o fotografii? :-)
Odpowiedz
21 kwietnia 2017
dotarłam dopiero dziś do tego podcastu ale przyznam szczerze mega ! świetnie się Was słucha i tyle ważnych kwestii...te podcasty to świetny pomysł :)
Odpowiedz
26 kwietnia 2017
Świetnie się słuchało i rzeczywiście zleciało mega szybko! :)
Odpowiedz