Jeśli się nie mylę to dzisiejszy gość ma największe doświadczenie pracy jako fotograf ślubny ze wszystkich jakich dotąd mieliśmy okazję usłyszeć w podcaście Niezłe Aparaty.

Marcin Kontraktewicz działający pod marką The Snap Shots (wcześniej Snap Studio) to jeden z tych fotografów, którym warto poświęcić nieco więcej uwagi, niezależnie od tego w jakimkolwiek miejscu znajduje się obecnie wasza kariera fotograficzna.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Marcin nie mówi rzeczy, które są bardzo cukierkowe, ale nie owija też w bawełnę. Słowa, które padną w podcaście być może będą dla kogoś z Was sygnałem pobudki.

Nie wiem czy w Facebookowej grupie Niezłych Aparatów są osoby, które obwiniają „młodych fotografów” za to, że mają obecnie mniej zleceń niż kiedyś, ale jeśli tak to być może dziś jest ten dzień by zmienić swoje nastawienie. Mniej zleceń to wynik ignorancji tego jak zmieniła się fotografia ślubna, tego w jaki sposób zmienia się marketing i wielu innych czynników, które możemy zmeścić słowie ja. Dokładnie tak, tylko ja sam jestem odpowiedzialny za to czy mój biznes kwitnie czy usycha i czas pakować walizki. Marcin opowie Wam historię o fotografach starszej daty, którzy nie akceptują tego co stało się w ciągu ostatnich lat z rynkiem fotografii ślubnej w Polsce.

Fajnie się składa, że akurat teraz publikuję nagrany wcześniej podcast z Marcinem ponieważ w ostatni weekend spotkałem się z nim na alternatywnych targach ślubnych Off Wedding w Łodzi, gdzie przegadaliśmy prawie cały dzień. Właśnie podczas tych targów podszedł do mnie facet, którzy był wspaniałym przykładem myślenia o marketingu w taki sposób jakby nadal był rok 1998. Probował sprzedać mi reklamę w jakimś ślubnym dodatku lokalnej gazety, uparty jak cholera, chciał wyłudzić mój numer telefonu i w ogóle nie dawał za wygraną. Mam wrażenie, że w środowisku fotografów nadal mamy takich upierdliwych sprzedawców, którzy pragną zdobywać klientów nie poprzez budowanie ekscytującej marki, ale wkładając wizytówkę za wycieraczkę samochodu czy poprzez wpychanie ulotek na siłę, tutaj nie trzeba długo szukać – wystarczy wybrać się na tradycyjne targi ślubne żeby doświadczyć tego o czym mowa.

Liczę na to, że wysłuchaniu podcast wpadną Wam do głowy nowe pomysły na to jak reklamować swój własny biznes w nienachalny sposób. Zapraszam do słuchania, przypominam, że pełne archiwum podcast znajdziecie na stronie www.niezleaparaty.pl

ps. Ten odcinek jest ostatnim, nagrywanym metodą chałupniczą i od kolejnych spotkań nastąpi poprawa jakości dźwięku pochodzącego od rozmówców. Dziękuję za cierpliwe czekanie i wszystkie informacje zwrotne, które przysyłacie w tej sprawie.

I jeszcze jedna sprawa na koniec: jeśli podoba Wam się podcast Niezłe Aparaty to proszę powiedzcie o nim Waszym znajomym fotografom, zaproście ich do grupy na Facebooku, Wasze słowo to mój tlen, coś co motywuje mnie do nagrywania kolejnych odcinków tej audycji. 

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagram lub na FB.
Instagram: instagram.com/jaceksiwko/
FB: facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłam przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: jaceksiwko.com/newsletter

Zapis rozmowy:

#12 THE SNAP SHOTS – MARCIN KONTRAKTEWICZ

Jacek: Może zacznijmy już oficjalnie. Marcin, dzięki, że się pojawiłeś w Niezłych Aparatach i poświęciłeś swój prywatny czas, żeby nam trochę poopowiadać. Z tego co wiem, to jesteś przedstawicielem takiego gatunku dinozaurów fotografii ślubnej, jak sam to pięknie ująłeś. I może dla tych, którzy – chociaż nie podejrzewam, że są tacy, którzy cię w ogóle nie kojarzą – ale gdyby zdarzyła się taka osoba, która nigdy o tobie nie słyszała, to może w kilku słowach jakbyś podsumował kim jesteś i w skrócie opowiedział swoją historię związana z fotografią ślubną.

Marcin: Hej wszystkim na początek! Tak, faktycznie gdzieś tam padło określenie, że mogę być dinozaurem. Potem prześmiewczo jeszcze sam powiedziałem, że mogę być skamieliną, ale to już idące dalej podsumowanie. Natomiast są na rynku ludzie, którzy robią to dłużej ode mnie, więc ciężko by było znaleźć jakieś określenie tych osób w takim razie. Natomiast fakt, że ludzie mnie znają. Prawdopodobnie dużo faktycznie nas zna, kojarzy. Wcześniej działaliśmy jako Snap Studio i tak zaczynaliśmy w duecie z Natalią. Z różnych względów zmieniliśmy nazwę, zrobiliśmy mały rebranding i działamy jako The Snap Shots. Natomiast myślę, że dużo młodych fotografów może nas nie kojarzyć właśnie z tej racji, że działamy od bardzo długiego czasu, a w tym momencie na tapecie są nazwiska dużo bardziej świeże i takie, które w tym momencie są po prostu mega popularne. Ci starsi stażem fotografowie nie są już tacy gloryfikowani, jak to było kilka lat temu, więc jak najbardziej rozumiem to, że nie wszyscy młodzi adepci fotografii ślubnej mogą nas kojarzyć.

Pytałeś, jak to się stało, jak w ogóle powstało Snap Studio swego czasu. I to jest ciekawa historia w sumie, bo to był zbiór wielu różnych zbiegów okoliczności – tak można powiedzieć. Powiem kilka słów o tym, jak to się stało generalnie. A stało się to tak, że my z Natalią już jesteśmy bardzo długo ze sobą i pamiętam, że jak kończyłem liceum, zdałem maturę, to już wtedy wiedziałem, że moim pomysłem na życie będzie fotografia. To była po prostu świeża koncepcja, ale już wtedy wiedziałem, że jest to coś, co lubię robić, co chcę robić. I pamiętam, że tego samego dnia, w którym zdałem ostatni egzamin maturalny, wziąłem moje portfolio i poszedłem do lokalnej gazety w poszukiwaniu pracy. Złożyłem swoje CV, swoje portfolio i jeszcze chyba tego samego dnia dostałem telefon, że jestem zaproszony na jakąś tam rozmowę i zostałem przyjęty.

Byłem przez jakiś czas – nazwijmy to – fotoreporterem w lokalnej gazecie. Ale to nie była taka reporterka, jak bym sobie życzył. Natomiast mimo wszystko to była moja pierwsza praca i praca w branży w fotograficznej, więc już się tym mocno jarałem, że mogę zarabiać na życie tym, co mnie interesuje. Ale tam nie pociągnąłem długo. Różne konflikty tam powstawały… Może trochę ambicje mojej osoby dały o sobie znać i gdzieś tak dziewięć miesięcy wytrzymałem w tej pracy, po czym zostałem z niej zwolniony za przeciwstawienie się szefowi. I cóż, jakoś tak zupełnym przypadkiem zdarzyło się, że podczas pracy w tej gazecie poznałem takiego kolesia, który gdzieś tam na różnych eventach, które fotografowałem się pojawiał. I potem jak już nie miałem pracy spotkaliśmy się w jakimś centrum handlowym i zaczęliśmy gadać. On spytał co u mnie, ja spytałem co u niego i on powiedział, że zaczął robić zdjęcia ślubne dla takiej firmy. I spytałem, jak to się w ogóle stało – przecież on nigdy nie był fotografem, nigdy się tym nie zajmował. I od słowa do słowa powiedział, ze skoro ja szukam pracy to mógłby mnie tam polecić. To była mała lokalna firma, gdzie po prostu poszedłem na rozmowę. Powiedziałem, że robię zdjęcia, że nigdy nie robiłem ślubów, ale może bym spróbował. I zostałem przyjęty. I tak zaczęła się moja droga fotografii ślubnej.

Potem, skracając to mocno, nasze drogi z tą firmą się rozeszły. Co ciekawe, do dziś można w necie poszukać tej firmy i przy odrobinie szczęścia znaleźć moje zdjęcia z tamtych czasów. Postanowiłem przejść na swoje. W skrócie mówiąc, zdarzyło się tak, że koleś, który odpowiadał za komunikację z klientami odszedł z tej firmy i po jakimś czasie zadzwonił do mnie, że cały czas do niego dzwonią pary zainteresowane współpracą, ale że on już nie pracuje w tej firmie, to czy mógłby te pary odsyłać do mnie. I oczywiście się zgodziłem. I w ten sposób zaczęły się pojawiać pierwsze śluby, takie, które ja zacząłem robić jako ja, jako Snap Studio.

Pamiętam, że wtedy Natalia już trochę mi pomagała. Nie pracowaliśmy jeszcze wtedy w duecie, ale – w skrócie znowu to wszystko ujmując – w pewnym momencie kolejny zbieg okoliczności sprawił, że mogliśmy w duecie pracować. Natalia wygrała konkurs Canona, w którym wygrała lustrzankę – Canona 20D. W tamtych czasach był w ogóle naprawdę zajebistym sprzętem i strasznie dużo ludzie się nim jarało. Ona miała wtedy jeszcze kilkanaście lat. Może nie dwanaście, ale była chyba jeszcze wtedy w liceum. Wygrała ten aparat i to spowodowało, że mogliśmy zacząć pracować w duecie.

Natalia na początku nie do końca chciała pracować w branży ślubnej. Kojarzyła fotografię ślubną z takimi ślubami, jak większość osób nadal kojarzy. Wiadomo, typowe kotleciarstwo, dewolaje na stole i flaczki wjeżdżające na weselach… Natomiast faktycznie to spowodowało, że mieliśmy sprzęt dla dwóch osób. Proponowałem jej, że może ona na początku byłaby taką moją asystentką i tak też na stronie się przez jakiś czas pojawiała. A potem znowu postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Natalia zdała maturę i wspólnie tego samego dnia, co zdała maturę wspólnie wyjechaliśmy do Warszawy, znaleźliśmy małą kawalerkę na Rembertowie i mieliśmy nadzieję, że jakoś to pójdzie. Nie mieliśmy za wiele gwarancji, że to, co robimy będzie dawało nam taki komfort życia, że będziemy mogli sobie pozwolić na utrzymanie się swobodne. No i były trudne momenty. Przyznam, że naprawdę były takie momenty, że przymieraliśmy głodem. Ale z sezonu na sezon było coraz lepiej. Podnosiliśmy stawki, rozwijaliśmy się, ludzie zaczęli o nas naprawdę mówić głośno, szeroko. I tak się rozkręcaliśmy. I tak jest do dzisiaj.

A jak przenieśliście się do Warszawy to już mieliście jakieś umowy wtedy podpisane na przyszłość?

Mieliśmy kilka, ale to nie było nic na zasadzie: „No, Natalia jedziemy do Warszawy, mamy przecież dwadzieścia, trzydzieści umów podpisanych, nic nam nie będzie”. Nie, mieliśmy bardziej wiarę w siebie i takie jakieś przesłanki, że to, co robimy jest fajne i że ludzie powinni nas szybko zauważyć i, powiedzmy, zatrudnić.

Rozumiem. Czyli mieliście już w głowie taką świadomość, że nie warto się pozycjonować na takiego fotografa lokalnego, tylko gdzieś uderzać na głębokie wody.

Tak, w ogóle z fotografią lokalną to my od początku wiedzieliśmy, że to nie jest coś dla nas. Bo my pochodzimy z Płońska. Płońsk jest miastem w zasadzie pod Warszawą, bo tam się jedzie czterdzieści minut, więc można powiedzieć, że to są praktycznie przedmieścia. Natomiast estetyka tamtejszych ślubów, wesel, do dnia dzisiejszego jest taka typowo polska i my się w tym nigdy dobrze nie odnajdywaliśmy. My zawsze raczej inspirowaliśmy się tym, co się dzieje za granicą. I nadal tak jest. Nawet Polska bardzo uwiera i bardzo dużo w naszych rozmowach pojawia się koncepcji wyjazdów z stąd i szukania czegoś dalej. Stąd też dosyć duże parcie na śluby za granicą, bo lubimy szeroko pojętą międzynarodowość. Lubimy kulturę innych krajów, lubimy uczestniczyć w takich wydarzeniach i tak ten krok wyjazdu był bardzo świadomy do Warszawy, i wiedzieliśmy, że tutaj jest potencjał na takiego troszeczkę, nie powiem lepszego, ale ciekawszego dla nas, klienta.

Powiem ci, że ja miałem podobne doświadczenie, z tego względu, że ilekroć dostawałem pierwsze zlecenia, to było zupełnie w innym miejscu niż tam, gdzie mieszkałem. I od początku gdzieś tam daleko musiałem jeździć na te wszystkie zlecenia, tak że rozumiem, o co ci chodzi. Ja miałem też taką myśl, że w sumie to fajnie, że tutaj mam zlecenie w Poznaniu, a następny tydzień w Gdańsku, bo to sprawiało, że cały czas, gdzieś byłem w innych miejscach, w innych lokalizacjach ślubnych. I to też sprawiało, że nie miałem takiego zagrożenia w głowie, że wiesz, mogę się w jakiś łatwy sposób szybko wypalić. A gdy spotykałem jakiś takich kamerzystów lokalnych, którzy właśnie pozycjonowali się na takim rynku lokalnym, to oni mieli wiesz, sześć, siedem lokalizacji weselnych i oni mówią, że „no za tydzień jestem znowu tutaj, a za dwa tygodnie jestem tam w jakiejś knajpie, w której byłem pięć razy w tym sezonie” i to tak wyglądało.

Wiesz, oni nie potrzebują niczego więcej. Oni ustalili sobie taki swój próg satysfakcji, który mają, na jakimś tam poziomie. Nie będę mówił, że niskim, ale na takim, jaki po prostu im sprawia satysfakcję. No i to robią. Robią to z tygodnia na tydzień, zarabiają sobie jakąś tam kasę, pewnie do etatu. Zazwyczaj tacy kamerzyści typowo z – nazwę to – podejściem chałturniczym, pracują gdzieś jeszcze na etacie i to dla nich jest tylko dodatek i dlatego też rzadko kiedy traktują to poważnie. Po prostu przychodzą i robią swoją robotę. Minimum kosztów, minimum zaangażowania i tyle.

Ok, wiesz co, chciałbym z tobą porozmawiać o świecie, który gdzieś tam już przeminął. Powiedziałeś, że masz już dość długie doświadczenie w fotografii ślubnej i obserwowałeś zmiany, które zaszły od początku twojej działalności do dziś. Jakbyś ocenił zwrot, że tak powiem, w tym, co się dokonało w świecie fotografii ślubnej.

Zwrot, może zwroty, dokonują się cały czas. Ja uważam, że to nie jest tak, że to był jeden zwrot. Faktycznie odeszliśmy w dużej mierze od takich typowych wiejskich wesel. Zaczynamy szukać czegoś bardziej ambitnego, czegoś ciekawszego. Szukamy czegoś więcej niż dekoracje ze sztucznych kwiatów i plastikowe butelki coli na stołach. Natomiast ta branża cały czas się rozwija. Cały czas się zmienia. i jeśli ktoś myśli, że to, co jest w tym momencie to jest już szczyt tego, co w tej branży da się osiągnąć to się grubo myli i na pewno szybko się o tym przekona. I faktycznie, kiedy ja zaczynałem to wyglądało to zupełnie inaczej. Zupełnie inne osoby były wtedy na szczycie. Dużo z tych osób w tym momencie już nie ma albo jeśli są, to sobie funkcjonują poza tak zwanym mainstreamem. Robią sobie dobrą robotę, pewnie nawet za dobre pieniądze. Tylko wiedza, że ciężko im się z powrotem wbić na ten szczyt i może już do tego nie dążą. Może stwierdziły, że trzeba ustąpić miejsca młodszym fotografom.

Natomiast to był też zupełnie inny świat pod kątem dostępu do informacji. Wtedy internet już był, ale jego forma jeszcze dziesięć lat temu naprawdę nie była taka, jak w tym momencie. Znalezienie czegoś w internecie było dużo trudniejsze. Nie było Facebooka. Były jakieś tam fora, były jakieś tam Grona i tego typu twory. Ale nadal wymiana tych informacji następowała w dużo mniejszym stopniu i dużo trudniej było znaleźć coś inspirującego, coś ciekawego i trzeba było naprawdę mocno się naszukać. I faktycznie te nazwiska z tamtych czasach… Było ich kilka. Podejrzewam, że gdybym w tym momencie zaczął przytaczać te nazwiska, te nazwy firm, to 99% słuchaczy o nikim by tak naprawdę nie słyszała, nie znała ich. A są to fotografowie, którzy robili naprawdę świetną robotę i nawet na rynku międzynarodowym odnosili sukcesy. Natomiast gdzieś międzyczasie w pędzie tego wszystkiego zniknęli. 

To może taki wątek pociągnę, który rozpocząłeś. Był ograniczony dostęp do informacji i tak sobie pomyślałem, żeby zapytać cię, co uważasz – czy kiedyś było łatwiej się wybić? Nie było tylu kursów, nie było tylu informacji na temat tego, jak działać w fotografii ślubnej, jak prowadzić firmę, jak się reklamować dla klientów, więc każdy, co wiedział cokolwiek na te tematy biznesowe, czy nawet miał jakieś większe ogarnięcie w temacie estetyki zdjęć, mógł się łatwo wybić. Bo jednak przeważała estetyka wiejska, jak ty to powiedziałeś. Czy było łatwiej niż dzisiaj, gdy mamy natłok tych wszystkich fotografów, którzy gdzieś jeżdżą granicę, szkolą się, oglądają non stop Pinterest, Facebooka, Instagrama itd.?

Powiem ci tak: to jest dość trudne pytanie, bo możemy tylko i wyłącznie teoretyzować, czy byłoby łatwiej czy nie. W pierwszej kolejności zawsze mamy talent. Jeśli ktoś ma talent, jest zajebisty w tym, co robi to uważam, że zawsze odniesie sukces. Nie ważne co się po drodze po prostu spieprzy, to wtedy będzie gdzieś tam się doszukiwał albo będzie trzeba się doszukiwać na innej płaszczyźnie Natomiast jakbym miał odpowiedzieć „tak” lub „nie”, to wydaje mi się, że tak, kiedyś było łatwiej. Była mniejsza konkurencja, rynek nie był tak nasycony fotografami. Dostęp do informacji też był trochę bardziej zawężony i to powodowało, że ludzie, którzy zajmowali się wtedy fotografią byli trochę bardziej wyselekcjonowani – tak bym to nazwał. Było ich po prostu mniej, więc konkurencja była mniejsza. Jeśli na tle tej konkurencji znajdowała się osoba, która faktycznie miała talent, to ona bardzo szybko wypływała na wierzch. Bardzo szybko dochodziła do tej czołówki i była zauważona. Myślę, że tak można by to podsumować.

Wspomniałeś talent, ale mi się wydaje, że jednak większą częścią sukcesu jest ciężka praca, którą ktoś wkłada. Zresztą powoływałeś się na ten podcast z Maciejem Suwałowskim, gdzie mówiliśmy o tej wadze ciężkiej pracy, która gdzieś tam determinuje, czy ktoś osiąga sukces czy nie nawet przy takim samym talencie. I jeszcze dochodzi też kwestia dostępności sprzętu, którą mamy teraz, a którą mieliśmy dziesięć lat temu. To nie było tak, że co drugi człowiek miał lustrzankę, która robi zdjęcia profesjonalnej jakości.

Chciałbym ciebie zapytać też o to, kto wypada z rynku. Ty masz takie doświadczenie prowadzenia kursów dla Fuji, z tego co pamiętam, i miałeś okazję spotkać fotografów, którzy zaczepiali cię i mówili, że nie rozumieją zdjęć, które się teraz sprzedają.

W pierwszej kolejności jeszcze się odniosę do tego tematu wcześniejszego, o którym rozmawialiśmy. Talent, o którym wspomniałem – chciałbym to podkreślić – talent bez ciężkiej pracy na nic się nie zda. I ciężka praca bez talentu też raczej nie spowoduje, że nagle będziemy światowej klasy fotografami. Uważam, że w tym momencie na składową sukcesu składa się talent, ciężka praca, umiejętność poruszania się w branży fotograficznej od każdej strony, czyli poruszania się w mediach społecznościowych, w szeroko rozumianym marketingu, wizerunku. I jeżeli to wszystko ogarniamy, to dopiero wtedy możemy myśleć o tym, żeby piąć się faktycznie na samą górę. Jeżeli coś z tego zaniedbamy to bardzo szybko to odczujemy. Nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi, to jeżeli podciągniemy którąś z tych gałęzi to na pewno bardzo dużo zyskamy.

Ja podkreślałem to też Krakowie, kiedy o tym mówiłem, że w tym momencie samo robienie zdjęć na bardzo wysokim poziomie nie wystarczy, żeby znaleźć się w czołówce. W tym momencie trzeba robić znacznie więcej i my też od jakiegoś czasu mówimy to, kiedy tylko możemy, kiedy tylko ktokolwiek nas pyta, dlaczego nie odniósł sukcesu – robi przecież fajne zdjęcia, co jest nie tak? Mówimy, że „stary, robisz fajne zdjęcia, ale może nie umiesz ich pokazać w odpowiedni sposób, nie umiesz sprzedać siebie”. I stąd też pomysł, żeby jeszcze raz wrócić do tematu warsztatów z marketingu, które zorganizowaliśmy w marcu. Uważam, że coraz większa liczba osób jest świadoma tego, że to jest mega ważny temat w tym momencie.

Natomiast odpowiadając na twoje dalsze pytanie, czyli warsztaty z Fuji. Faktycznie miałem okazję prowadzić dla Fuji kilka różnych spotkań w fotografami w całej Polsce. Przekrój uczestników był bardzo zróżnicowany. Byli tam ludzie młodzi, ambitni, tacy, którzy są bardzo otwarci na to, co się dzieje na rynku, chcą po prostu ten rynek zdobywać, podbijać. Mają po prostu chęci i są zmotywowani. Z drugiej strony, było też dość duże grono fotografów z dużo, dużo większym stażem. Dużo większym stażem nawet niż mój. Ci fotografowie byli trochę, paradoksalnie, jak dzieci we mgle. Oni bardzo często do mnie podchodzili, co ciekawe. Ja na spotkaniu prezentowałem sprzęt, opowiadałem w kilku słowach o swojej pracy na aparatach Fuji. Pokazywałem swoje zdjęcia, więc oni skonfrontowani z tym, co ja pokazałem, podchodzili do mnie i zagadywali. I często to było dość powtarzalne. Często podchodzili do mnie i mówili, że kiedyś oni to byli naprawdę królami. Jedna sobota to było zarobienie grubej kasy, stać ich było na drogie samochody, mieli monopol na swoją działalność. Często działali gdzieś tam lokalnie w jakimś mieście, w jakiejś wsi, w jakimś rejonie, gdzie nikt inny im nie zagrażał, a w tym momencie, nie powiem, że oni przymierają głodem, ale faktycznie idzie im bardzo, bardzo słabo. I pytali czy to, co ja robię to faktycznie się sprzedaje. Czy faktycznie młodzi w tym momencie akceptują takie zdjęcia, czy to im się podoba, jakim cudem to im się może podobać? Kompletnie do nich to nie trafiało.

Zresztą najlepszym przykładem tego, jak duża jest rozbieżność między postrzeganiem fotografii przez nasze pokolenie, a tamto pokolenie, jest to, co powiedział mi mój dobry znajomy fotograf, też ślubny, któremu fotografowałem ślub. To było chyba dwa lata temu. On i jego żona są fotografami i pracowali przez dłuży czas w zakładzie fotograficznym, gdzie właścicielem był typowy, nazwijmy to, fotojanusz. I kiedy już mieli gotowe zdjęcia ze swojego ślubu, pokazali mu te zdjęcia i on skomentował zdjęcia mojego autorstwa w ten sposób: „Ile ja musiałbym się namęczyć, żeby tak zdjęcia spierdolić”. I to chyba najlepiej podkreśla podejście tych fotografów do tego, co się dzieje w tym momencie. Oni po prostu uważają, że to, co na rynku jest w tym momencie uważane za ładne, jest brzydkie. Oni tego nie akceptują, tego nie rozumieją, żyją swoimi przekonaniami, które były dobre dwadzieścia lat temu. Totalnie nie potrafią się dostosować do rynku i nie chcą się do niego dostosowywać. Oni to po prostu wypierają. Podchodzili do mnie, opowiadali te swoje historie, robili wielki oczy, kiedy ja im mówiłem jakie mam stawki, ile rocznie ślubów robię, że jeżdżę po świecie. To było dosyć szokujące.

Ja szybko też zorientowałem się, że to może być nauczka dla każdego z nas – dla każdego fotografa, który w tym momencie czuje się zbyt pewnie, że za dziesięć, piętnaście lat, to my możemy być takimi fotografami, którzy będą podchodzili na jakiś szkoleniach, spotkaniach, warsztatach do innych lepszych fotografów i mówili: „Jak może się podobać to, co pan robi? Jakim cudem ma pan jakichkolwiek klientów? Przecież to jest beznadziejne, to jest źle zrobione technicznie” i tak dalej. To nam grozi i nie ma co ukrywać tego faktu, bo jeżeli będziemy go wypierać ze świadomości, to tym bardziej ten problem nas dotknie prędzej czy później.

To jest w sumie ciekawa rzecz, którą powiedziałeś, taka odmowa wiedzy, taka odmowa zaakceptowania tego, co się gdzieś tam zmieniło w postrzeganiu fotografii czy jakby w oczekiwaniach par młodych od fotografów, że “ok, takie zdjęcia mi się nie podobają osobiście i nie będę takich rzeczy robił, będę robił po swojemu, tak jak w latach dziewięćdziesiątych robiłem i to się musi sprzedać”. I to jeszcze połączone z tym, że nie jesteś aktywny na mediach społecznościowych, masz gdzieś SEO i wszystkie inne marketingu. I siedzisz w tym swoim zakładzie fotograficznym na tak zwanym zadupiu i czekasz na tych, klientów którzy są teraz wyłącznie w internecie, jeżeli chodzi o bardziej wymagające pary.

Myślę, że już wyczerpałeś ten temat, to nie będę dalej drążył i nie będziemy pogrążać niektórych. Natomiast to, co powiedziałeś na koniec, że tak naprawdę taka historia musi być pouczająca, musimy z tego wyciągać wnioski, bo to wszystko, taka jak wspominaliśmy na początku, wszystko się tak szybko zmienia, że na dobrą sprawę, nawet nie za dziesięć lat możemy być takimi fotojanuszami, ale nawet za pięć. Na przykład okażę się, że my będziemy gdzieś tam na Facebooku, a nasi klienci będą na Snapchacie czy na jakiejś innej platformie i tego przejścia nie wychwycimy w porę i tam nie będziemy, no to będziemy czekać jak te durnie na tym Facebooku i „czemu nikt do nas nie pisze”.

Tak, tak. Maciek o tym dobrze powiedział, gdy rozmawiałem z nim już z rok temu, że najczęściej orientujemy się o wartości jakiegoś serwisu społecznościowego, gdy jest już za późno. Instagram, tak jak Maciek powiedział… W tym momencie na Instagramie są konta fotografów, którzy mają kilkadziesiąt tysięcy followersów i oni te swoje konta prowadzą już od bardzo, bardzo długiego czasu. My w tym momencie dopiero zaczynając, raczkując z Instagramem, ze Snapchatem, mamy naprawdę utrudnioną robotę, żeby do takiego poziomu dojść. Niestety często dostrzegamy to za późno. Często jest tak, że przyznajemy komuś rację, że faktycznie nie mylił się, że to, co mówił miało sens, gdy jest już za późno, by to nadrobić

Dokładnie, a jeszcze przy okazji tego Snapchata, chciałbym ciebie zapytać – bo ty już romansowałeś z tą platformą, ale napisałeś mi ostatnio, że nastąpił jednak rozbrat chwilowy czy na stałe. Mógłbyś szerzej opowiedzieć o tym?

Wiesz co, ze Snapchatem jest to dość specyficzna sprawa. Ja uważam, że nie każdy nadaje się do prowadzenia Snapchata. Uważam, że jeżeli ktoś nie umie w interesujący sposób przedstawić siebie, swoich zdjęć, po prostu zawrzeć tam interesującego contentu, to nie powinienem tego w ogóle robić, bo mu się to w żaden sposób nie przyda. Lepiej niech zostanie sobie na Instagramie, wrzucam tam zdjęcia i to też robi dobrą robotę. I ja faktycznie ze Snapchatem miałem jakiś tam krótki romans, próbowałem coś tam robić, ale nie kładłem nacisku wtedy na fotografię ślubną. Po prostu chciałem to zrobić trochę bardziej – nazwijmy to – lifestyle’owo. Pokazywać, co się tam dzieje fajnego u nas, bez jakiegoś strasznego nacisku na śluby. I faktycznie przez jakieś pół roku byłem – nie powiem, że bardzo aktywny, ale pojawiały się te snapy. Natomiast szybko stwierdziłem, że ja nie mam do tego talentu – nazwałbym to. Kiedy patrzę na Snapy większości osób, które ja obserwuję, to większość z nich wrzuca tam, żeby nikogo nie urazić, no mało wartościowy content. Ten content, który tam się pojawia jest po prostu słaby i ja też nie chciałem być jedną z takich osób, która wrzuca coś, co dla innych jest beznadziejne, nudne i przeciętne, więc postanowiłem, że jeśli nie czuję na tyle silny w tym, żeby tam zrobić jakąś furorę to chyba odpuszczę i poświęcę się właśnie Instagramowi. Uważam, że – znowu przytoczę Maćka – kiedy patrzymy na jego Snapy to bardzo szybko człowiek orientuje się, jak kiepski jest w prowadzeniu tego typu kanału.

To myślę, że jeśli Maciek posłucha, to poczuje się doładowany dzięki twoim słowom.

Spytam go potem, czy słuchał i zobaczymy…

Gdzieś tam jeszcze na grupie Niezłe Aparaty Podcast pojawił się taki post – ktoś pisze, że były jakieś badania polskiego Snapchata i polskiego Instagrama, że jednak większość użytkowników skupia się na produkowaniu treści niż na konsumpcji tej treści. Więc też jest takie pytanie o zasadność wchodzenia w coś, czego nikt nie będzie oglądał tak naprawdę na ten moment. Nie wiem, na ile są wiarygodne te badania, ale to też jest ciekawy wniosek.

Mhm, coś może w tym być. Powiem szczerze, że tych badań nie widziałem, nie analizowałem tego i ciężko mi się do tego odnieść. Może faktycznie jest coś w tym, sam widzę po sobie, że często wrzucam jakieś zdjęcia na Instagram, to przeskroluję sobie jakieś news feedy, kilka zdjęć fajnych zalajkuję, ale nie zagłębiam się w to tak, jak chociażby w Facebooka. Facebook mi towarzyszy przez cały dzień i cały dzień chłonę jakąś treść na Facebooku. A instagram raz na jakiś czas, kiedy sięgnę po telefon, czekam aż mi się woda na herbatę czy kawę zagotuję, to sobie skroluję i przeglądam. Ale ilość tych treści, która do mnie dociera jest znacznie mniejsza niż z Facebooka.

Natomiast pamiętajmy, że to jest przypadek Polski. Polska a reszta świata to jest naprawdę bardzo, bardzo istotna różnica. Szczególnie, kiedy chcemy odnieść jakiś sukces na arenie międzynarodowej, to nie powinniśmy takich badań przeprowadzonych w Polsce brać zbyt na poważnie, bo Polska nie powinna być dla nas wyznacznikiem światowych trendów. Wręcz przeciwnie. My najczęściej jesteśmy dwa, trzy lata za tymi trendami i je doganiamy. Więc u nas za dwa, trzy lata może się okazać, że dopiero Instagram i Snapchat będą robiły największą karierę.

Jak będzie to zobaczymy. Chciałbym cię jeszcze zapytać a propos tego waszego rebrandingu. Po co i dlaczego zdecydowaliście się na to? Powiem szczerze, rozumiem zmianę wizerunku czy tam odświeżenie jakiegoś logo czy tego typu sprawy, czy nawet strony internetowej, ale całkowita zmiana nazwy i takie jakby odrzucenie tego waszego dorobku, który przyznajmy, że był całkiem niezły w Snap Studio… Co was tutaj zainspirowało do tego, żeby zaczynać wszystko tak naprawdę od początku?

Myślę, że w skrócie można powiedzieć, że my zaczęliśmy odczuwać brak satysfakcji i trochę wypalenie zawodowe z tego, co robiliśmy. Doszliśmy do takiego momentu, że zdjęcia, które robiliśmy sprzedawały się bardzo dobrze, ale my przestawaliśmy z nich czerpać przyjemność. Ta estetyka fotografii, która towarzyszyła nam przez wiele lat, przejadła nam się. Wiedzieliśmy, że na rynku dzieją się bardzo wyraźne zmiany i że nie powinniśmy za wszelką cenę pozostawać w tej estetyce, którą proponowaliśmy przez tyle lat, bo za chwilę będzie za późno, żeby się z niej wycofać.

W pierwszej kolejności była to chęć poszukiwania nowego pomysłu na siebie, nowej świeżości, która nas od zera naładuje i zmotywuje do tego, żeby zacząć coś robić lepiej, po prostu ze świeżą głową, ze świeżym podejściem. My tak naprawdę nie straciliśmy za wiele. Baliśmy się tego. Żeby nie było, pomysł wyszedł od Natalii. Ona pierwsza powiedziała, że chciałaby coś takiego przeprowadzić. Ja na początku byłem raczej sceptycznie nastawiony do tego, bo faktycznie bałem się tego, że utracimy to wszystko, co budowaliśmy przez tyle lat, a zbudowaliśmy dosyć dużo, więc ryzyko było też adekwatne. Mimo wszystko powiedziałem, że ok, ufam jej i niech ona zrobi to tak, jak uważa za słuszne i zobaczymy. Raz się żyje, czasem trzeba stawiać wszystko na jedną kartę i nie patrzeć za siebie. Więc zmieniliśmy lekko nazwę, bo to nie jest taka drastyczna zmiana nazwy, nadal ludzie na nas mówią Snapy i to się nie zmieniło i to jest fajne. Zmieniliśmy logo, zmieniliśmy stronę, pousuwaliśmy ze wszystkich naszych galerii zdjęcia, które już nie do końca nam się podobają, a podobały się kiedyś. I zaczęliśmy to wszystko budować od zera na bazie takiej bardziej teraźniejszej.

Natomiast to, co chciałem jeszcze powiedzieć, to to, że dzięki temu, że zmieniliśmy nazwę, ludzie nie odnajdują naszych starych zdjęć, które są gdzieś porozsiewane po internecie. To jak bardzo się rozprzestrzeniają nasze fotografie poza naszą świadomością, jest naprawdę gigantyczne. Jeżeli będzie wyszukiwać sobie Snap Studio to znajdziemy różne stare zdjęcia, które nie do końca są tym, co my w tym momencie chcemy pokazywać naszym klientom. Więc zmiana nazwy pozwoliła nam na ukierunkowanie tych naszych wyników wyszukiwania – o, może tak! – na te nasze nowe działalności. Ludzie widzą tylko to, co chcemy, żeby widzieli. Nie widzą staroci, które są już nam kulą u nogi w tym momencie.

Wejdę ci w słowo. To, co powiedziałeś, że ludzie na przykład w internecie mogą znaleźć twoje stare zdjęcia, to jest świetny argument… Znaczy się takie zdjęcia, których już być nie chciał pokazywać, czy nie chciałbyś, żeby były kojarzone z tobą… To jest świetny argument za moim takim postulatem, żeby nie dawać logo na zdjęciu. Bo wiesz, lata lecą, zmienia się estetyka, zmienia się poziom twoich umiejętności i tak naprawdę, jak tagujesz te wszystkie zdjęcia tym swoim logo, co ja w ogóle uważam, że to trochę przeszkadza w konsumpcji danego zdjęcia, natomiast jest to taki argument za tym, że ok, dobra, jak ktoś znajdzie zdjęcie, ale to nie będzie tak, że Ty Marcin, zrobiłeś zdjęcie siedem lat temu i niekoniecznie byś chciał, żeby ono było z tobą kojarzone. Tak samo, jak ktoś zmieni logo, a dany klient znajdzie ze starym logo, to też wpływa na postrzeganie tej jego marki. To może dla kogoś, kto się jeszcze zastanawia, czy tagować zdjęcia logo czy nie… W ogóle jaka jest twoja opinia o tym dodawaniu logo? Po co robicie to?

My dodajemy logo, faktycznie, natomiast nie jest tak, że uważam, że to jest jedyna słuszna metoda. Ja jestem trochę pomiędzy – uważam, że dodawanie logo ma swoje zalety, ale uważam, że ma też wady i sam ostatnio dużo myślę o tym i trochę zaczynam się skłaniać ku temu, żeby z tego zrezygnować. Natomiast z drugiej strony myślę sobie, no tak, ludzie mogą znajdować nasze stare zdjęcia, otagowane, takie, pod którymi nie do końca chcemy się podpisać. Z drugiej strony, co jeśli wśród tych zdjęć będą naprawdę perełki, świetne zdjęcia, które chcemy, żeby gdzieś tam w internecie funkcjonowały i co jeśli one pójdą gdzieś tam daleko hen w internet i w pewnym momencie nikt nie będzie wiedział, kto je zrobił.

Teraz doszliśmy też do takiego etapu rozwoju internetu, że ludzie nie do końca przykładają jakąkolwiek wagę do praw autorskich. Szerują, udostępniają zdjęcia fotografów, bez zamieszczania odpowiednich podpisów i w tym momencie te zdjęcia przestają mieć dla nas jakąkolwiek wartość. Odniosę to do sytuacji, która miała miejsce kilka dni temu. Mam nadzieję, że fotograf, który to zrobił będzie tego słuchał i wyciągnie wnioski. Odpalę sobie tylko Facebooka, żeby mieć… O tu wrzuciliśmy kilka dni temu filmik, pokaz slajdów z Islandii. I ja to złożyłem, bo mieliśmy dużo zdjęć w szufladzie z Islandii, których nigdy jeszcze nie publikowaliśmy. Zrobiłem taki pokaz slajdów, wrzuciliśmy to na Facebooka i całkiem fajny odzew z tego był. I nagle patrzę, że ktoś to udostępnił na swoim wallu. Nagle widzę, że to jest fanpage jakiegoś innego fotografa, który udostępnił nasz pokaz slajdów na swoim fanpage’u nie pisząc ani słowa. I kiedy wejdziesz na jego fanpage, to to się wyświetla tak, że jeżeli się nie zagłębisz, to nie skumasz nawet, że to są zdjęcia innego fotografa. Można powiedzieć, że on, w sposób mniej lub bardziej celowo wypromował swoje portfolio. Klienci mogą odebrać nasz pokaz slajdów, jako jego własny. Ponieważ on go zaszerował w taki sposób, który nie daje jasno do zrozumienia, że to są zdjęcia czyjeś.. Nie napisał tam: „Zobaczcie jakie świetne zdjęcia zrobili ludzie z The Snap Shots”, „Zobaczcie, chciałbym kiedyś pojechać na Islandię i zrobić takie zdjęcia”. On po prostu zaszerował nasz pokaz slajdów bez słowa i – moim zdaniem – z dużym prawdopodobieństwem ze świadomością tego, że to może być tak odebrane przez klientów.

Wiesz co, właśnie jestem na tym Facebooka, na tym profilu – szczerze mówiąc to tak wygląda, jest ta wasza nazwa tutaj…

Ale to nie jest takie wprost. Jeśli jesteś takim potencjalnym klientem, który sobie ogląda milion różnych stron internetowych, wchodzisz na taki fanpage takiego fotografa, to nagle się nie musisz do końca zastanawiać, szukać jakiś informacji – odpalasz to sobie, może ci się nawet jakieś inne logo pojawi, ale czy to musisz analizować? Bo my, patrząc z perspektywy bycia fotografem, wiemy, ale perspektywa klienta jest zupełnie inna. I myślę, że nie zawsze ta refleksja nastąpi.

Marcin, dwie rzeczy. Po pierwsze, ten człowiek ma bardzo mało fanów, więc wątpię, że do kogokolwiek to dotarło. A po drugie to może być tak, że to jest wasz crazy fan, tak że…

Tak, tak… Dlatego mówię, że mam nadzieję, że może ta osoba tego wysłucha, bo nawet jeżeli to zrobiła totalnie nieświadomie, to uważam, że fajnie byłoby jednak taką świadomość mieć, że jeśli udostępniamy treść od innego fotografa to warto byłoby jednak napisać kilka słów na temat tego, czyje to jest i dlaczego to udostępniam.

Ok, to taka rada – wysyłamy to w eter. Mam jeszcze pytanie a propos tego rebrandingu, bo rozumiem, że poszła ostra maczeta, ucięła część waszego dorobku i zastanawiam się jaki procent portfolio w ogóle ocalał. Powiedziałeś, że wśród starych zdjęć zawsze znajdują się jakieś perełki, które na początku kariery nawet wychodzą fotografom przez przypadek – nie mówię, że akurat w waszym przypadku coś było przez przypadek – no ale trafia się czasem od czasu do czasu raz na dziesięć tysięcy zdjęć jedno fajne, które nawet na łożu śmierci pokażesz i będziesz z tego dumny. Jaki procent uniknął hekatomby?

Wiem o czym mówisz, bo my mamy takie zdjęcie, mam nadzieję, że kojarzysz, taki portret rodzinny z matką karmiącą. To jest takie zdjęcie, które uważam, że będzie ponadczasowe, że to chyba najlepsze zdjęcie, jakie w życiu zrobiliśmy. Nie jest to typowe zdjęcie ślubne, ale odzew, jaki był po wrzuceniu go do sieci był gigantyczny. Było publikowane na Onecie, było publikowane na Big Arcie swego czasu, jako Art Dnia i sam mam do tego zdjęcia wielki sentyment, bo na zdjęciu są nasi przyjaciele i uważam, że w skali całego ich życia to zdjęcie im więcej będzie miało lat, tym więcej będzie warte. Generalnie ze zdjęciami ślubnymi trochę tak jest. Natomiast ile procent zostało wywalony?

Nie, ile procent ocalało.

Ile procent ocalało? No na jedno wychodzi. Ciężko mi powiedzieć w tym momencie, bo ja regularnie staram się czyścić portfolio. To znaczy, regularnie, czyli raz na jakieś pół roku. Wchodzę, oglądam sobie swoje zdjęcia i stwierdzam, że połowa z tego na przykład mi się nie podoba i wywalał połowę.

Nie potrafią ci powiedzieć w tym momencie, ile z tego faktycznie zostało wyrzuconych, a ile ocalało, natomiast na pewno był to dosyć drastyczny krok. Dużo sesji ślubnych, duży reportaży, do których mieliśmy jakiś sentyment, musiało zostać usuniętych, nie dlatego, że były złe, ale dlatego, że prezentowały estetykę inną niż w tym momencie chcemy promować. Czasami było to z bólem serca, czasami były to sesje, do których mamy bardzo dużo sentymentu, ale w tym momencie, musimy być niestety dość surowi wobec siebie. Jeżeli ktoś chce coś takiego zrobić, ale nie potrafi – to jest bardzo częste zjawisko wśród fotografów – to polecam odezwać się mu do jakiegoś innego fotografa i niech on obiektywnie przejrzy to portfolio. Albo nawet dać mu dostęp do konta i niech wywali wszystko, co uważa, że nie pasuje do tego, co dziś prezentujemy. Oczywiście trochę zaufania trzeba mieć wtedy do tej osoby. Jeżeli robimy to sami, to naprawdę, naprawdę jest to bardzo trudne i będziemy mieć co chwilę problem z podjęciem decyzji, co zostaje, a co wywalam.

Zgadzam się z tobą. Każdy ma emocjonalne podejście do swojej pracy, do jej wyników. A to czyszczenie portfolio, o którym wspomniałeś, to chodzi ci głównie o bloga czy Facebooka czy jakieś inne konta, np. Instagram też? Tam też wyrzucasz te zdjęcia stare?

Tak, wszystko zostało dokładnie zrewidowane. Z Instagrama to w ogóle masa zdjęć wywalona. Z Facebooka też bardzo dużo, bo na Facebooku najłatwiej znaleźć jest nasze starocie. To jest tak zrobione, że bardzo szybko możemy trafić na zdjęcia, które nie do końca chcemy, żeby ludzie oglądali. Strona, blog, wszystko. W zasadzie wszystko.

Co ciekawe, dosłownie w tym momencie jesteśmy też na takim etapie, że będziemy nasze portfolio znowu odbudowywać. Ja już kilka tygodni temu usunąłem bardzo dużo zdjęć z portfolio i w tym momencie będę siadał przez ten weekend nad całym materiałem z 2016 roku i wyszukiwał najfajniejsze zdjęcia i prawdopodobnie jakieś 80% zdjęć, które w tym momencie są w naszym portfolio na stronie internetowej wyleci i na ich miejsce wejdą nowe zdjęcia z zeszłego sezonu.

A propos przeglądania kont internetowych na Facebooku, przed naszym spotkaniem poświęciłem chwilę na wizytę tam u was i takie zdjęcie mi wpadło pod uwagę – z Natalią prezentujecie tak zwanego Oskara. Chciałbym się właśnie do tego jakoś tam odnieść i zapytać… Tu chodzi mi o tę nagrodę od konsultantów ślubnych, tak wyczytałem z waszego opisu. W każdym razie chodzi mi o to, jak wam się współpracuje z konsultantami, bo ja powiem szczerze, że mam takie doświadczenie, że jednak wolę bez, bo cały proces komunikacji z parami jest opóźniony. Wolę żeby to się jednak wszystko bezpośrednio odbywało, a jak jest w waszym przypadku czy w twoim może?

Ja się zawsze śmieję, jak ktoś mnie pyta o to. Może tak, wróćmy do nagród. W kilku słowach: ja mam bardzo duży dystans do wszelkich nagród, które są nam przyznawane. Nie zawsze uważam, że osoby, które je przyznają są odpowiednimi osobami. I faktycznie udało nam się zdobyć wiele, wiele nagród, czy to krajowych czy międzynarodowych. Ale ja zawsze robię taki rachunek sumienia, czy faktycznie nam się należało. I często sprawdzam też w jakim gronie się znaleźliśmy. Jeżeli to jest grono naprawdę na dobrym poziomie i my jesteśmy wśród nich to jestem dumny i cieszę się z tego. Natomiast jeśli czasami zdarza się, że dostałem nagrodę, która została nam przyznana, ale obok nas stoi mnóstwo fotografów, z którymi nie do końca chciałbym się utożsamiać, to mam bardzo duży dystans do tego i wiem, że to jest po prostu kolejna rzecz, które marketingowo, PR-owo może zadziałać, ale nie jest to dla mnie wartościowe.

Natomiast pytanie o konsultantów ślubnych jest ciekawe, bo ja też zawsze uważałem, że konsultanci ślubni nas nienawidzą – mnie i Natalii. My mamy wypracowane schematy współpracy z parami, których się trzymamy. Kiedy wchodzi konsultant ślubny, on bardzo często próbuje narzucić swój schemat pracy. Ja nie mówię, że to jest zły schemat, ale to nie jest nasz schemat. My uważamy, że po pierwsze, relacja personalna z parami jest dużo ważniejsza niż chociażby budżet jakim dysponują i nie zdarzyło nam się, żebyśmy podpisali umowę z kimś, kogo nie znamy. Zawsze, nawet jeśli odzywa się do nas konsultant, konsultantka ślubna, nawet jeżeli para jest z zagranicy, nie może się spotkać, jest Skype. I godzina, półtorej na rozmowę to nie jest tragedia. Zawsze takie osoby, którym zależy na dobrym fotografie powinny ten moment w swoim życiu znaleźć i dopiero po rozmowie z tymi ludźmi my wyciągamy wnioski, czy to są faktycznie pary, które nadają z nami na tych samych falach.

Ja zawsze o tym mówię, że mi nie zależy na kolejnym terminie, mi nie zależy na kolejnym kliencie, który nam zapłaci dziesięć tysięcy złotych, tylko zależy mi na fajnych ludziach i bardzo często się zdarza, że piszą do mnie ludzie, którzy w mailu już wiem, że są fajni i ja chcę im zrobić ślub bez względu na wszystko. Może nie powiem, że zrobię go za darmo, ale jestem w stanie iść na bardzo duże ustępstwa, jestem bardzo elastyczny, w wielu względach wtedy, bo wiem, że to będzie fajny ślub, fajni ludzie, często z tego zostaje znajomość na lata. A z drugiej strony przychodzi do mnie para, która jest totalnie bezosobowa – mówię tutaj w dużej mierze właśnie o parach od konsultantów. W sensie: reprezentuje tę parę konsultant i ja nie jestem w stanie ich w jakikolwiek sposób poznać i często ta relacja jest zbudowana na bardzo dużym dystansie i często ci ludzie traktują nas jako typowych pracowników.

I to jest ciekawe, bo byliśmy swego czasu w takim małym gronie z innymi polskimi fotografami na warsztatach A Fist Full of Bolts i Sean wtedy powiedział jedną fajną rzecz: że on nie chce być narzędziem w rękach swoich par. Że on nie chce być po prostu młotkiem, który aparat bierze do ręki i robi z nim co chce, tylko on na zdjęciach przelewa swoją ambicję, swój temperament i po prostu wyraża siebie w jakiś sposób i para to musi w jakiś sposób zaakceptować. A kiedy jesteśmy traktowani jako typowy robol to emocjonalnie się nie zaangażujemy. Ani para ani my się nie zaangażujemy. I uważam, że to negatywnie wpływa na współpracę.

Aczkolwiek, żeby nie było, dużo par od konsultantów to są naprawdę fajni ludzie, tylko trzeba ich po prostu chcieć poznać. Pary, które organizują śluby przez konsultantów, to są często też pary, które szukają bardzo fajnego pomysłu na siebie, na ślub. Wiadomo, że wtedy mamy raczej gwarancję tego, że to będzie ślub dopracowany pod każdym względem i że na pewno to będzie coś, co będziemy chcieli pokazać w portfolio. Co nie znaczy, że jak robimy śluby bez konsultantów, to musimy robić od razu brzydko. Są pary, które robią samodzielnie w świetny sposób. Nie uważam, że jedne albo drugie są gorsze.

Może tym, co mówimy narazimy się konsultantom i ani ja, ani ty już nie dostaniemy żadnych zleceń od nich.

Może tak, ale ja szczerze mówiąc, jeżeli ta relacja ma być faktycznie zbudowana nadal na dystansie to ja nie chcę, bo po co… Tak naprawdę, jeżeli poznaję się z jakimiś konsultantami to myślę, że w dużej mierze oni poznają moją osobę i wiedzą, jakie ja mam podejście do pracy. Wiedzą, że jestem raczej wyluzowany, z dużym poczuciem humoru, zdystansowany, ale też jestem bardzo asertywny. Często naciski ze strony konsultantów niestety, jeżeli są totalnie wbrew nasze polityce, naszym zasadom, bardzo twardo odmawiam, bądź negocjuję to. Ja jestem jak najbardziej otwarty na tę współpracę i wiem, że z każdym jestem w stanie się dogadać, ale jeśli ktoś za wszelką cenę chce mnie zatrudnić nadając na innych falach niż ja, to po co którakolwiek ze stron ma się męczyć. Finalnie jest tak, że ja się irytuję i para się irytuje i konsultant się irytuje – po co nam to wszystko. Musimy po prostu znaleźć odpowiednich klientów dla siebie i będzie fajnie.

Może jeszcze jedną rzecz wtrącę. Ty pewnie wiesz, ale może ktoś, kto słucha może tego nie wiedzieć, że wcale budżet wesela nie determinuje, że wszystko będzie fajnie zrobione czy wszystko fajnie będzie zorganizowane, bo czasami potrafi też być tak, że np. przychodzi do ciebie para, która mówi, że ma taki a taki budżet i potem po rozmowie z tobą widzą, że jednak ten budżet trzeba trochę sobie zreorganizować. I może być taka sytuacja, że na fotografię poświęcą 50% budżetu całego wesela i też będzie super. Z reguły to są pary, dla których fotografia jest ponad wszystko i wtedy ty się czujesz może trochę jak celebryta, gdy tam przychodzisz, ale wiesz, że pracujesz dla ludzi, którzy całym sercem uwielbiają to, co ty robisz i nie mogą się doczekać rezultatów twojej pracy.

Tak, tutaj podejście do fotografa jest bardzo zróżnicowane Trafia się na różnych ludzi i faktycznie pieniądze nie są żadną gwarancją czegokolwiek. Ja nawet swego czasu podjąłem taką decyzję, że nie chcę windować cen, bo uważam, że czasami wysoka cena psuje relacje. Często przyciąga osoby, które – nie zawsze, żeby nie było – które właśnie chcą nas traktować z wyższością. Ja nie miałem też nigdy takiego parcia, że na dany termin to muszę szukać klienta, który mi zapłaci najwięcej. Mi zależy na fajnych ludziach, bo na dłuższą metę, w skali już dziesięciu lat, jestem w stanie powiedzieć, że to nie pieniądze dają ci motywacje do dalszych działań i satysfakcję, tylko w pierwszej kolejności są ludzie, z którymi współpracujesz. To że mi się udało w ciągu tej dekady zbudować naprawdę wiele fajnych znajomości, wiele nawet przyjaźni, chyba głównie dzięki temu, że nie mam takiego mega parcia na kasę i zawsze na pierwszym miejscu stawiam raczej ludzi.

Mnie z kolei trochę drażni takie podejście, które spotkam u niektórych, że przychodzą, mówią budżet i często na przykład rezygnują z naszych usług z powodu zbyt małego budżetu, a czasem zdarza się, że wezmą jakiś najbardziej podstawowy pakiet mówiąc, że już na więcej ich nie stać, że więcej nie chcą. A potem przyjeżdżam i okazuje się, że zapłacili trzy tysiące za pokaz fajerwerków. Szczerze mówiąc, ja wtedy mam naprawdę, naprawdę nietęgą minę, bo kompletnie tego nie rozumiem. Ale to chyba siedzi w naszej mentalności polskiej. Fajerwerki można pokazać tu i teraz, pochwalić się przed wszystkimi gośćmi w danym momencie, a fotografią ślubną już trochę trudniej. Natomiast w skali znowu wielu lat po ślubie, to nie wspominalibyśmy tych fajerwerków, gdyby nie to, żeby był z nami fotograf czy filmowiec, bo to też w dużej mierze jest ważna rola dla wielu osób.

Tak, poza obrączkami i fotografią, niewiele jeszcze rzeczy zostaje po ślubie.

Słuchaj Marcin, czas nas goni. Mam dla ciebie jeszcze takie ostatnie pytanie. Wiem, że prowadziłeś takiego bloga: Ugryź Fotografię. Jak tam plany z tą częścią twojej działalności?

Wiesz, co z Ugryziem, jak to mówię, jest historia taka dosyć ciężka, bo ja go założyłem trochę ponad rok temu, jeśli się nie mylę. I faktycznie byłem dosyć aktywny, pisałem różne rzeczy związane z fotografią, czy to poradniki, czy jakieś historie z życia, czy różne – ma nadzieję, że dla niektórych inspirujące tematy tam poruszałem. Potem, jak otworzyliśmy knajpę, to mój blog podupadł. Kiedy widziałem, że nie mam fizycznie na to czasu, nie miałem też na to ochoty, więc nie chciałem się do tego zmuszać, bo wiem, że ja, żeby napisać jakiś sensowny tekst, muszę mieć czystą głowę, chęć i wenę po prostu. Przez dłuższy czas tego nie miałem.

Ostatnio myślę dużo o tym blogu, na pewno nie jestem za tym, żeby go zamykać, tym bardziej, że ostatnio opłaciłem domenę na kolejny rok. Mam nadzieję, że coś dalej będę wrzucał. Mam jakieś znowu pomysły, co pisać, bo lubię o fotografii gadać. Wiem, że moje podejście dla wielu osób jest czasami kontrowersyjne, bo mówię o wielu rzeczach wprost. To znaczy, nie owijam w bawełnę, nie ściemniam, nie upiększam rzeczywistości. Jeżeli coś wygląda tak, jak wygląda, to o tym powiem. Jeżeli ktoś mi zada jakieś pytanie, to też może zawsze się spodziewać szczerej odpowiedzi, nawet, jeśli ona będzie niewygodna. Obrywam, bo wiem, że ludzie nie zawsze chcą słuchać prawdy. Ludzie często oczekują, a raczej, jak zadają pytanie, to mają oczekiwania, co do odpowiedzi, jaką chcieliby usłyszeć. I jeżeli ta odpowiedź jest zupełnie inna, wręcz przecząca temu, co sobie wyobrażali, przestają nas trochę lubić. No cóż, czemu się tutaj dziwić. Może na blogu tego w sumie nie pokazuję, ale w rozmowach ze mną ja bardzo często jestem dosyć bezpośredni, szczery, ale nie robię tego w żaden sposób przez pryzmat niechęci do kogoś, tylko uważam, że szczerość i prawda bardziej rozwija niż bezpodstawne słodzenie.

To ci powiem, że tutaj się też zgadzam. Ja jeszcze mam taką jedną teorię, że jak komuś dajesz radę za darmo, chcesz po prostu mu pomóc z czystego serca i powiesz mu to i tamto, to ktoś się może obrazić, a w momencie, gdy ktoś przychodzi do ciebie na warsztat, ty mu mówisz to samo, co byś normalnie powiedział w cztery oczy i wszyscy są super podjarani i ci dziękują, że im powiedziałeś właśnie te same rzeczy i nikt się nie obraża tylko bierze się do roboty. A jakbyś sam z siebie zaczepił tę osobę i powiedział, to narażasz się na to, że będziesz miał wroga. Tak to działa.

Myślę, że tym pozytywnym akcentem możemy skończyć naszą rozmowę. Myślę, że jest dużo tematów jeszcze otwartych i być może zrobimy sobie kiedyś jeszcze drugą rundę w Niezłych Aparatach, jeśli będziesz miał ochotę.

Dzięki wielkie. Mam nadzieję, że faktycznie ludzie trochę tych informacji, które przekazałem przetrawią i wyniosą coś z nich. Nie będą udawali, że ich te tematy nie dotyczą, bo rozmawialiśmy w sumie o dosyć trudnych tematach dla wielu osób. Tak że cieszę, że miałem okazję z tobą pogadać i cieszę się, że może ten sposób wpłyniemy na niektórych i nauczą się czegoś na moich doświadczeniach. I jak najbardziej mam nadzieję, że jeszcze będzie kiedyś okazja, żeby na spokojnie pogadać i to rozwinąć, bo faktycznie temat jest bardzo, bardzo szeroki i długi.

Leave A

Comment

9 marca 2017
Bardzo fajny i pouczający odcinek z morałem! To prawda że czy jesteś młodym czy starym fotografem, czy jesteś rok czy dziesięć na rynku, cały czas trzeba mieć się na baczności, być czujnym i reagować na rynek i potrzeby naszych kochanych par :) Gratki!
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marek Błachnio Marcin wie co mówi :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Ciekawa jestem, ale muszę nadrobić poprzednie podcasty
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Kasia Dopierała Teraz to już pewnie łącznie z ponad 10 godzin się uzbierało tych rozmów o fotografii, także współczuję.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    to już dzień warsztatów się z tego zrobił : )
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Adam Rotter masz rację, za kilka odcinków się zrobi biblioteka foto kursów online <3
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    z 10h nie mam do nadrobienia 😉 tak z 3h tylko 3 podcasty także dam radę, tymbardziej,że warto 😊
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ja mam do nadrobienia 11 ale chętnie przesłucham każdy. ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Kolejny świetny odcinek!! To już chyba nałóg, że co czwartek wstaje i wiem, że zaraz będę słuchał Jacka i jego gości ;)
Odpowiedz
9 marca 2017
Super, wczoraj nadrobilam zaległości i zastanawiałam sie kiedy bedzie kolejny :)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Gosia Śliwowska super :) nowe odcinki podcastu tradycyjnie w czwartki
    Odpowiedz
9 marca 2017
W 16 minucie aż się chce wyłączyć. Wiejska estetyka? Ja oczywiście rozumiem Panowie co macie na myśli, ale... Puszczając coś w świat warto wyrażać swoje myśli w taki sposób, żeby przy okazji kogoś nie obrazić :)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marcin Be nikt nikogo tu nie obraża, każdy fotograf musi przejść przez remizy, więc wiadomo o co chodzi. :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ja oczywiście rozumiem, że nie macie złych zamiarów :) Ale nadużywanie określeń wiejska estetyka, remiza i foto janusz - u wielu osób może powodować niesmak.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    u wielu osób wiele rzeczy powoduje niesmak. Szczególnie w Polsce. Gdybym miał się zastanawiać co powiedzieć żeby nikogo nie urazić, to chyba słaba by z tego była rozmowa. Mówię jak jest.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marcin Kontraktewicz Marcin Max Kolonko <3 mówi jak jest.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Szczególnie w Polsce, to ludziom się wydaje, że są lepsi od innych, zwłaszcza, jeśli ci inni myślą lub widzą inaczej niż tak zwani My. Jeśli ktoś ma inne poczucie estetyki (inne mod mojego / naszego) to nie od razu trzeba przyklejać do niego jakiś epitet, zwłaszcza publicznie.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marcin Be Marcin nie wiem czy trochę nie przesadzasz... poczucie estetyki faktycznie każdy ma inne, ale jeśli chce się robić coś bardziej ze swoją fotografią+rozwijać firmę no to z pewnej estetyki albo trzeba wyjść albo zbytnio się nie poszaleje. No coś w tym jest niestety. I nie o obrażanie tu chodzi tylko o realia :(
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Kasiu, w kwestiach biznesowych ja się z Jackiem i Marcinem zgadzam na tak zwane pincet procent, właściwie przez cały podcast kiwałem sam do siebie głową na tak, tak tak, tak. Ale.. To idzie do ludzi, więc warto zadbać o pewną poprawność. Łączcie, nie dzielcie.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marcin Be jednak mimo wszystko kwestie biznesowe idą w parze z tymi innymi ... chcąc nie chcąc ;-)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Kasia Siwko tyle, że strasznie ciężko jest się tego nauczyć kiedy od zawsze robiło się inaczej. Co innego, kiedy od tego się zaczyna. Przestawienie się na "nową rzeczywistość" jest megatrudne dla każdego przedsiębiorcy, niezależnie od branży. Znam to z autopsji - mój ojciec prowadzi firmę, w zupełnie nieszołbiznesowej branży. I wszystkie moje próby zmiany jego myślenia i uzmysłowienia mu jak mocno zmienili się jego klienci na przestrzeni czasu trafiała w próżnię. Dlatego myślę, że najważniejsze to "zapobiegać" tak jak mówią panowie w podcascie. Czyli stale się rozwijać, nie spoczywać na laurach itp. ale też lifestylowo być stale na bierząco. Naszemu pokoleniu dużo łatwiej jest się dogadać z "młodzieżą" i zawsze tak będzie. Jesteśmy pokoleniem globalizacji, gier komputerowych, otwartych granic, youtube'a i stałego nacisku na rozwój. Mam dwóch synów (9 i 11 lat) i mam z nim nieporównywalnie więcej tematów niż mój ojciec miał ze mną, kiedy ja miałem tyle lat. Fakt, że generation gap wygląda zupełnie inaczej jest dla naszego pokolenia zdecydowanie plusem względem poprzedniego. I to pozwala mi wierzyć, że za 20 lat dalej będę mógł robić to co robię :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Krzysztof... :) Prawdopodobnie tak samo zatwardziale wierzysz w słuszność tylko i wyłącznie własnej prawdy, jak w Twojej ocenie Twój Tata, którego sam uważasz za zamkniętego na nowe / inne. Drodzy Państwo... odpłynęliśmy od fotografii, więc ja pozwolę sobie skończyć moje filozofie i dalej będe po prostu słuchał podcastów :) Peace! :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Szybka diagnoza. Problem w tym co działa, a co nie. Jeśli świat się zmienia, a ty nie nadążasz... ale nic z tego nie wynika, to luzik. Gorzej, jak na tym tracisz. Jeszcze gorzej jak przestaje się to kalkulować :) Love!
    Odpowiedz
9 marca 2017
słucham :D
Odpowiedz
9 marca 2017
słucham, jak do tej pory najciekawszy podcast
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Mariusz Wacławiak cieszę się :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Snapy rządzą! ;)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Lubię Cię! :*
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marcin Kontraktewicz hyhyhy
    Odpowiedz
9 marca 2017
Słuchaliśmy, udało się wreszcie wysłuchać razem Rafal Motkowicz bez nerwów ze Olaf cos naciśnie ☺ super! Dziękujemy Marcin Kontraktewicz Jacek Marek Siwko Mega!
Odpowiedz
9 marca 2017
Zacny odcinek, myślałem że w wątku konających dinozaurach pojawi się coś o dotacjach unijnych (takie chyba tabu w naszym środowisku).
Odpowiedz
9 marca 2017
Kurcze fajne to jest, że ile fotografów tyle podejść do fotografii. Człowiek uświadamia sobie, że musi stworzyć swoją własną fuzję tego w czym czuję się najlepiej, co mu odpowiada i być w tym w pełni szczery - tylko wtedy odniesie sukces. Te podcasty to mini warsztaty, Jacek Marek Siwko niech Ci Bóg w dzieciach wynagrodzi!
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Szymon Kasolik hehe, dziękuję. Nie wiem co na to moja żona. Kasia Siwko co Ty na takie wynagrodzenie za podcasty? ps. Rzeczywiście, każdy fotograf ma swoje patenty i one mu się sprawdzają, więc nie ma co mówić, że coś działa lub coś nie działa tylko sprawdzać je u siebie i dopiero potem ocenić co warto robić a czego nie.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    mądrze (:
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jacek Marek Siwko - jak to się u nas powiada: Daj Ci Boże sześcioraczki!!!! :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    BEZ KOMENTARZA <3
    Odpowiedz
9 marca 2017
Rewelacyjny podcast. Faktycznie chyba najbardziej wartościowy w moim odczuciu. Wiele konkretów, za które zazwyczaj się płaci na warsztatach. Dzięki Siwki i Snapy!
Odpowiedz
9 marca 2017
Suuuuper! Czwartki są taakie fajne!
Odpowiedz
9 marca 2017
Tradycyjnie już w każdy czwartek podcast towarzyszy porannej kawie Dzięki
Odpowiedz
9 marca 2017
Marcin Kontraktewicz świetna racja a propos niepotrzebnego windowania cen! <3 no i kilka innych racji ;)
Odpowiedz
9 marca 2017
Dołączam się do przedmówców: Bardzo dobry odcinek. Zgadzam się ze wszystkim o czym mówicie, czuję podobnie. Jedna tylko kwestia zaprząta moją głowę. Rewidowanie portfolio jest bardzo dobre i pożyteczne. W jaki sposób jednak usuwać fotki, kiedy nie ma ich zbyt wiele, a żeby pokazać coś z jakiejś dziedziny, niejako zmuszeni jesteśmy do pokazania rzeczy, które nie koniecznie odpowiadają naszym wymaganiom obecnym. Może to problem małej ilości fotografii z danej dziedziny? A może lepiej mniej, a lepiej, niż więcej i gorzej? Z góry dziękuję za odniesienie się do problemu.
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Inwestuj czas w zrobienie wlasnego projektu, ktory posluzy Ci w pf jako wabik
    Odpowiedz
Same fajne i wartościowe rzeczy! Podesłałam to znajomym fotojanuszom :)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Lepiej ich tu do nas zaproś :) Sami będą ogarniać temat :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
słucham pilnie! :)
Odpowiedz
9 marca 2017
A.D. 2008
Odpowiedz
    9 marca 2017
    <3 boskie!!
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marcin nic sie nie zmienił :-P
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    eh :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Nat, wybaczysz? ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    fądi ukradli czy inną popielniczkę ze z dworca!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    zrobione z 2 misek ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Amen.
Odpowiedz
9 marca 2017
Mocno od serca :)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    inaczej nie umiem ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    swietnie napisane, sama prawda
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Powiem Ci, ze do mnie trafia :) Zwlaszcza zdanie o nie zmienianiu po warsztatach...wiem wiem brak czasu to slaba wymowka ;p
    Odpowiedz
9 marca 2017
Tym razem w pociagu 3 zaległe odcinki...:)
Odpowiedz
9 marca 2017
Tak było!
Odpowiedz
    9 marca 2017
    musiałeś! HAHAHAHA! :D #legialegiunia
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    :D
    Odpowiedz
9 marca 2017
There's a difference between knowing the path and walking the path ;) Wydaje mi się, że każdy musi do pewnych rzeczy dojść we własnym tempie ;)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    tak jest! tylko może warto spróbować jak ja - zaufać i zrobić ten krok wcześniej ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Yes
Odpowiedz
9 marca 2017
Trzeba by uznać, że ktoś wie lepiej - potrafisz tak? ;)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    a mało to razy? chociażby edycja wpisów na bloga, ze łzami w oczach po radach Twoich czy kilkorga innych przyjaciół :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    to retorycznie było - że w każdym jest taki ogromny opór aby nad swoją myśl czy emocje postawić obcą... jak coś się podoba to jak ma się przestać nagle podobać? nie sposób zrobić czegoś czego się nie rozumie a żeby zrozumieć potrzeba czasu - nie przeskoczymy tego...
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Grzegorz Kowalewski w punkt! :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
jacy mlodzi. :D
Odpowiedz
9 marca 2017
Zapomniałbym o najlepszym :D
Odpowiedz
    9 marca 2017
    to chyba pierwsze repo? "Piotrek, Ty palisz???" :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Hahahaha :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Repo, którego lepiej nie pamiętać ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Piotrula pięknie napisane, podpisuję się pod tym 4 łapami
Odpowiedz
    9 marca 2017
    <3
    Odpowiedz
9 marca 2017
można nie znac snapów osobiście ale ich zdjęć?! :) imho od lat kopią w tyłek i zmieniają trendy na naszym podwórku :)
Odpowiedz
9 marca 2017
Każdy, niezależnie od stażu, zasobów wiedzy, doświadczenia, wielkości ego, mniemania o sobie, o innych wyciągnie coś dla siebie z wiedzy która leży wszędzie w Internetach... a słuchanie starych, doświadczonych dinozaurów (czyt. Marcin) to zawsze dobra taktyka. Reszta to kwestia determinacji i świadomości swoich umiejętności, miejsca w branży, spojrzenia chłodno i z dystansem na to co robimy
Odpowiedz
    9 marca 2017
    tak jest! nie mylić tego ze zmianą swojego stylu ale nawet jeżeli ktoś obrał swoją ścieżkę jak napisał wyżej Grzegorz Kowalewski też można czerpać wiedzę z doświadczeń innych.
    Odpowiedz
9 marca 2017
Świetnie to czytać przed sobotnim spotkaniem z Marcin Kontraktewicz
Odpowiedz
9 marca 2017
Pomaganie na siłę? no way.
Odpowiedz
    9 marca 2017
    #nicnasiłę ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    #ojtamojtam
    Odpowiedz
9 marca 2017
Dużo fajnej wiedzy, dzięki!
Odpowiedz
9 marca 2017
Dobrze napisane ❤
Odpowiedz
9 marca 2017
Dobrze napisane. Trafnie. I muszę przyznać, że kiedy stratowaliśmy ze ślubami to opieraliśmy się tylko na własnej intuicji, przez pierwsze dwa lata naprawdę delikatnych początków nie mieliśmy pojęcia o tylu grupach, spotkaniach, warsztatach, po prostu -opcjach. Nie szukaliśmy zbytnio wiedzy w necie, marzyliśmy za to, aby poznać realnie ludzi z branży - czy to foto czy także tych od dekoracji, zaproszeń, kwiatów, sukni. Po prostu wejść w cały ten świat i móc zacząć czerpać dobre inspiracje od tych, którzy są setki lat świetlnych przed nami. Po LLF w Krakowie zmieniło się u nas WSZYSTKO. Totalnie. Te rozmowy i prelekcje to była magia, która zmieniła nasze spojrzenie (prawdą też jest, że uświadomiliśmy sobie, że te nasze myślenie szło w dobrym kierunku i niektóre rozmowy zszokowały mnie, że -ej, myślę podobnie, wow!). Zmieniliśmy ofertę, zmieniliśmy podejście do "szukania" klienta. Daliśmy sobie na luz i tym sposobem na 2018 rok nie przyjmujemy ślubów po których wiemy, że będzie słabo. Pary z którymi nie ma chemii odpadają w przedbiegach. I fotografia też ewoluowała. Jeszcze mocniejsze stawianie na wychwytywanie emocji i momentów, a nie jaranie się pięknym pudełeczkiem na obrączki (ale też lubię, no nie powiem, że nie!). Tak więc wniosek po Twoich wnioskach mam prosty- nie ma nic cenniejszego niż realny kontakt z człowiekiem, zaufanie tym, którzy już sporo w branży przeszli, ale jednocześnie szukanie siebie, a nie pójście identyczną drogą i stylem. Także super, że są grupy jak LLF, super, że są podcasty, super, że są spotkania i to co było dla mnie mega pozytywnym szokiem - że każdy jest tak cudownie totalnie otwarty na rozmowy. Na dzielenie się wiedzą o tak, bez spiny. Pojechaliśmy na LLF w Krakowie jako nikomu nie znani ludzie nie-wiadomo-skąd, a mimo to każdy z kim udało się pogadać był na nas otwarty. WOW. Naprawdę super!
Odpowiedz
    9 marca 2017
    ZAUFANIE! Zabrakło mi tego słowa <3 swoją drogą śledzę Was od LLF Kraków bo wypada śledzić room mates i lubię Wasze foty :) nie wiem co robiliście wcześniej ale jest fajnie :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Piotrek Sadowski dzięki! mega fajnie to czytać ;) wcześniej było... podobnie, ale jednak inaczej. zdecydowanie wolę "teraz" :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Świetne słowa Piotrek!!! Świat fotografii ślubnej się zmienia (zdjęcia, ludzie, miejsca), fotografowie się zmieniają a to m.in dzięki taki osobom jak Ty, Marcin i wielu innych, których można byłoby wymienić. Niektórzy tego nie rozumieją, ale to już zostawmy dla nich ;) Ja jestem mega wdzięczny i cholernie się cieszę że miałem okazję Was wszystkich poznać, a nasze "Krakowskie, Warszawskie, Facebookowe" rozmowy, wniosły naprawdę mega dużo w mój świat - także Wielkie dzięki!!
Odpowiedz
    9 marca 2017
    NETWORKING IS KING! :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    to prawda. daje to mocnego kopa i dodaje wiary :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Komentarz, który wkleił Piotrek Sadowski w osobnym poście (wklejam tutaj żeby nie zginął potem wśród innych wpisów): "Hej! Po dzisiejszym odcinku z Marcin Kontraktewiczem mam kilka przemyśleń i czuję, że muszę się nimi podzielić. Na wstępie trochę historii (a raczej prehistorii, w mniemaniu Marcina ;) ): Poznaliśmy się ze Snapami 10 lat temu, gdy fotografowali mój ślub. Wtedy zaczynałem coś tam fotografować, czyli most Gdański nocą, macro robaczki itd (kto tego nie robił niech pierwszy rzuci kamieniem ;) ). Potem za namową Natalia Kontraktewicz razem studiowaliśmy fotografię. To oni zrobili moją pierwszą stronę gdy postanowiłem fotografować śluby a po roku zaprosili do współpracy jako Snap Studio 2 (razem z Gabriel Gmurczykiem). Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że oboje są od zawsze jednymi z najbliższych mi osób w branży. Wiem, że zawsze chętnie pomogą i doradzą. I teraz moje przemyślenie: Przez te kilka lat naszej znajomości/współpracy wielokrotnie służyli mi radą. Nadal służą. Natalia to ogromne źródło pomysłów, inspiracji. Marcin to chodząca encyklopedia sprzętu, technik i technologii. Chodzi o to, że nie zawsze się z nimi na początku zgadzałem. Myślałem sobie "no mooooże mają rację ale jakoś tego nie czuję. Lubię to jak zrobiłem czy obrobiłem te zdjęcie. Lubię ten a nie tamten obiektyw." Po jakimś czasie, krótszym lub dłuższym okazywało się jednak, że cholera, mieli rację! :D Nauczyłem się więc szybciej analizować ich rady i szybciej wprowadzać je w życie. Czasami trochę wbrew sobie ale robiłem te małe kroczki z mojej bezpiecznej strefy komfortu. Okazywało się, że to był bardzo dobry kierunek! Nie piszę tego bo #fejm ;) Piszę po to, bo tak jak Marcin powiedział jest nam teraz łatwiej czerpać wiedzę z sieci. My, fotografowie jesteśmy ewenementem w branży ślubnej! To my regularnie się spotykamy, w mniejszym lub szerszym gronie. Dzielimy się wiedzą, pomagamy sobie, wytykamy "błędy", karcimy za gnioty w portfolio, oddajemy sobie klientów! Mimo to wielu z nas, tych z krótszym stażem i mniejszym doświadczeniem wydaje się tego nie doceniać. "Tak, macie rację! Świetna porada" a potem na innych forach nadal robią swoje... Nawet ostatnio zamieniłem słowo z Maciej Suwalowskim, że na LOOKSLIKEFILM POLAND jest tyle wiedzy! Gotowych pomysłów, którymi lepsi z nas dzielą się za friko ze "słabszymi" (lepszy czy gorszy to oczywiście pojęcie względne ale rozumiecie o czym mówię). Wystarczy poświęcić kilka dni na to żeby obrać sprawdzoną politykę na biznes i za rok być 3-4 lata do przodu! Mimo to wiele osób nadal uważa, że te rady nie do końca są dla nich, że u nich pewnie się nie sprawdzą. Chodzą na warsztaty, przyjeżdżają na LLFy czy WUNy a i tak dalej robią swoje. Inspiracja i zapał, który tam dostają wystarcza na tydzień-dwa a potem na jakiejś grupie widzę kolejne zapytanie klienta z "Sali weselnej Andżelika" na 2019 rok i tasiemiec 60ciu fotografów chętnych podjęcia się tego repo. PO CO??? Dajcie sobie trochę czasu. Dajcie nam szansę pokazania Wam, że można inaczej i to naprawdę działa! ("Nam" bo mnie też wiele osób pyta i prosi i poradę. Czasami tak wspaniali fotografowie, że aż mi głupio ;) ). Uczcie się na naszych błędach! Doceńcie to, że naprawdę chcemy pomóc i służymy radą ZA FRIKO. Chcemy dla Was/nas dobrze :) Muszę dodać, że sam jestem wyjątkowo leniwy i wiem, że mógłbym więcej ale trzeba się ogarnąć bo czas leci szybciej niż nam się to wydaje ;)"
Odpowiedz
9 marca 2017
Piotrek Sadowski święte słowa, właśnie o tym cały czas powinniśmy mówić, bo jest tak, że dajesz komuś gotowe rozwiązania, on kiwa głową i potem nic nie robi. :)
Odpowiedz
9 marca 2017
To chyba kwestia mentalności jest, albo jesteś otwartym człowiekiem albo betonem do którego nic nie trafia. Pamiętam jak zaczynałem i akurat wracałem z miasta z odbitkami dla pary młodej w plecaku. Spotkałem po drodze kolegę, który grał w kapeli weselnej, chciał żebym mu pokazał foty więc to zrobiłem. Obejrzał kilka i zapytał tylko: "Myślisz, że para młoda to zrozumie?". Byłem pewien i najważniejsza w tej robocie jest szczerość i pewność tego co się robi. Od tego spotkania minęlo chyba 6 lat, kolega dalej gra na takim poziomie i na takich weselach jak wtedy, a moje fotografowanie pnie się w górę i zdobywa się coraz fajniejszych i świadomych klientów. Dlatego też uważam, że bez sensu "toczyć bitwy" z konkurencją, podrzucać sobie kłody pod nogi jak wielu to robi. Miejsca starczy dla każdego, mnie osobiście każde spotkanie ze znajomymi fotografami daje mnóstwo satysfakcji i inspiracji, dlatego powinno się to robić jak najczęściej. Najchętniej spotkałbym się tu z Wami wszystkimi kiedyś! <3 Zlot? :D
Odpowiedz
9 marca 2017
Brawo Marcin! Można się od Was wiele nauczyć, na warsztatach dajecie ogromnego kopa, inspirujecie. Wyróżniacie się niewątpliwie na rynku i macie wiele ciekawych treści do przekazania. Bardzo Was cenię i darzę ogromną sympatią - Snapy górą.
Odpowiedz
9 marca 2017
Wszystko fajnie ale... wyobraźmy sobie sytuacje. W 100 tyś mieście Pan X otwiera restauracje. Zderza się z biurokracją, konkurencją itd. po latach wypracowuje kilka własnych przepisów, które kosztowały go kupę nieprzespanych nocy bo biedak robił co mógł aby wreszcie zarabiać tak by zapewnić swojej rodzinie dobrobyt. Biznes się kręci a klientów ma tylu, że nie starcza mu miejsc w restauracji. Postanowia podzielić się to wiedzą organizując kurs dla innych kucharzy/restauratorów. Zarabia na tym kolejne pieniądze i szeroko sie uśmiecha. Po kilku latach do jego restauracji nie przychodzą już tłumy ponieważ jego receptury rozeszły się po tylu miejscach, że w tej chwili nie wiele go wyróżnia od pozostałych. W rezultacie konkurencje przez, którą musiał sie przebić aby zarobić sam sobie wytworzył i stał restauratorem jak każdy inny w tym mieście. Pewnie czytając to ktoś z Was pomyśli sobie co za gbur, nie chce dzielić się wiedzą! otóż nie prawda, dziele się nią z najbliższym gronem. Praktycznie nie mam tajemnic ponieważ ciągle się rozwijam, jednak gdybym miał robić to na masową skale to czy nie mógłbym w pewnym momencie stać się jednym z wielu? takie tam przemyślenia. Bo tak czytam i czytam i mam wrażenie, że w każdej branży jest konkurencja z którą musi się wygrywać aby zarabiać a tutaj chyba nie ma żadnej i każdy każdemu oddałby nerke:) serio, jestem za tym aby dzielić się wiedzą ale stawiam takie pytanie do Was, czy nie wydaje się Wam, że w pewnym momencie w oczach klientów większość fotografów będzie oferować tak zbliżona jakość do siebie, że decydującym czynnikiem stanie się tylko cena?
Odpowiedz
    9 marca 2017
    nie :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Grzegorz Kowalewski :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Grzegorz Kowalewski dlaczego Ci od Coca Coli nie podadzą wszystkim przepisu?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dla przykładu czy na Marywilskiej (bazar, który powstał po zamknięciu stadionu 10lecia) leżą ciuchy identyczne jak w... H&M, czy w H&M leżą z COS'a czy w COS'ie leża z Toma Forda - a kroje przecież można kopiować dowolnie, już prostszej rzeczy niż rozpruć spodnie i zrobić wzory chyba nie ma... Dodatkowo wszyscy szyją w tym samym miejscu, no materiały, ale to też się już praktycznie zaciera i raczej nie stanowi o cenie produktu - jakoś się tak składa, że niektórych rzeczy nie sposób się nauczyć, nie sposób skopiować mając nawet przed sobą preset, 'przodka', krój, czy cały internet... a już całkowicie z drugiej strony są tacy co bez względu na cenę wybierają Marywilską od T.Ford'a...
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jerzy a co do CocaColi czemu nieprzerwanie i na ogromną skalę, na całym świecie CC wydaje astronomiczne pieniądze na reklamę?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Grzegorz Kowalewski a no właśnie... nie jakość - ponieważ ta jest podobna. A środki na reklame...
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jerzy tak, szeroko pojęty marketing jest w dużej mierze kluczowy, ważniejszy niż cena.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marketing i cena... to do tego mamy zmierzać? Jak już wytrenujemy super fotografów to tylko my między sobą dostrzeżemy różnice a klienci widząc podobną jakość wybiorą tego z lepszym zasięgiem bądź ceną a nie jakością
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jerzy to Twoje wnioski, ja nic takiego nie napisałem, podałem przykład z ubraniem, że moim zdaniem tak jak piszesz się nie stanie.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    No ja opisałem zwykły mechanizm który jest powszechny
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Nie bierzesz pod uwagę jeszcze czynników takich jak osobowość i "to coś", czego nie da się skopiować. Klienci nie są głupi, nie dla każdego liczy się cena. Gdyby liczyła się cena, to wszyscy jeździliby oplem a wszystkie dziewczyny malowały kosmetykami wibo.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    No tak ale takich klientów co poza jakością i ceną będą patrzeć czy jest to "coś" jest promil
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    To czemu nie dotrzeć do takiego promila? My docieramy :).
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jakiś czas temu padł tu temat fotografa, który totalnie klonuje innego i myślisz, że ów promil wie kto kogo klonuje i czy ma to dla tego promila znaczenie? Właśnie o tym mówię.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jerzy są takie czasy ze gonisz Adama on sobie dobrze radzi a ty swój Mazurski Monopol i szanse na sukces przespałeś :) mylę się ?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Chciałeś zabłysnąć? Zapytaj Adama:)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Yes yes yo!
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    W ogóle skąd ta kosmiczna teoria? :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jerzy ale bierz pod uwagę, że ten kopiowany tez się cały czas rozwija. w momencie skopiowania jest już pewnie krok dalej ;) oczywiście nadal jest kopiowany ale kopia to zawsze nr 2 anie oryginał :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    To co dzieje się później to już teoria. Fakt faktem ktoś kogoś klonuje a klient z dwóch opcji przeważnie wybierze te tańszą.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    ok czyli nie wolno robić warsztatów i dzielić się wiedzą? bo ja chyba nie wiem do czego zmierzasz :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Podam przykład z życia wzięty. Jakiś czas temu jedna kobieta na instagramie dodała zdjęcie doniczek które kupiła w jednej z sieciowek za 19 zł a identyczna w bardziej renomowanym sklepie ze stanów kosztuje 200 zł. Trafiła się jedna Pani w komentarzu którą ją za to potępiła a ja się pytam dlaczego? Tylko dlatego miała kupić te za 200 bo tamta była pierwsza w obiegu?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    ok ale to kolejny przykład a nie odpowiedź na moje pytanie :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Nie, nie do tego zmierzam:) warsztaty/kursy są w każdej branży. Jednak jak piszecie, że tak bardzo chcecie wszystkim pomoc ZA FRIKO i że ktoś powinien te wiedzę wykorzystać koniecznie to po co te płatne warsztaty?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    jestem prawie pewien, że się nie dogadamy. może ktoś inny spróbuje. żyjemy chyba w równoległych światach :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Widać coś źle przeczytałem... nie wnikam, szkoda życia
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    przepis to jedno a umiejetne jego wykorzystanie to drugie... kopiowac trzeba umiec :P poza tym nawet jesli sie uda, to Pan X tworzy juz inne przepisy ktore powalaja na kolana
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    I tym pozytywnym akcentem możemy zakończyć:)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Jerzy Ledziński jeśli pan restaurator spoczął na laurach, to sam jest sobie winien :P Świat nie stoi w miejscu, więc nawet gdyby nie dzielił się wiedzą z innymi, w końcu zostałby w tyle. To samo z fotografią - dzielisz się wiedzą, ale cały czas idziesz do przodu, próbujesz nowych rzeczy, więc jesteś o krok przed tymi, którzy czekają aż powiesz im "jak" :>
Odpowiedz
    9 marca 2017
    niby ok ale wykluczyłaś rozwój tych, którzy czerpali naukę od tego, który ich wciągnął na swój poziom
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jerzy Ledziński nie jest powiedziane, że wszyscy będą rozwijać się w tym samym kierunku :]
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Karolina Szlachciuk wiem o co Ci chodzi ale chyba Ty nie wiesz o co mi chodzi:P
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    To się chętnie dowiem :D O co Ci chodzi? ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Wątek wyżej z Panem Grzegorz Kowalewski jest bliski temu co mam na myśli
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Okejka, idę czytać wyżej.
    Odpowiedz
9 marca 2017
Az chyba przejze jeszcze raz lookslike film w poszukiwaniu tej wiedzy tam. Wydawalo mi sie ze glownie tam jest zdjecie i preset wymieniony. A same podcasty super. Milo sie slucha.
Odpowiedz
    9 marca 2017
    LLF tak, głównie zdjęcia. jeżeli natomiast wpadniesz na spotkanie to coś zupełnie innego ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    właśnie miałam to samo napisać Borysow :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Aaa a koedy sa spotkania?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    śledź grupę to nie przeoczysz :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    poza tym zawsze możesz kogoś zaprosić na kawkę czy piętnaście piweczek ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    ooo no to mi sie podoba. Ale spotkania tez bede sledzil.
    Odpowiedz
9 marca 2017
Kolejna świetna rozmowa Przyznam, że podcasty są już jak telenowela Z każdym odcinkiem chce się więcej ;)
Odpowiedz
9 marca 2017
Damn you, Piotrek! To ja stąd Cię znam, a się – głupi – od LooksLikeCracow zastanawiam! :⁠⁠) (Celna obserwacja, świetnie napisana!)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    hahaha! dzięki :D
    Odpowiedz
9 marca 2017
Fantastycznie. Pojawia sie coraz wiecej tresci zarowno w wypowiedzi jak i fotografii. Ciesze sie ze fotografy slubne moga ze siba rozmawiac konstruktywnie i ze ich wiedza fotograficzna wychodzi daleko poza same sluby. To klucz do rozwoju.
Odpowiedz
9 marca 2017
To ja idę słuchać Marcina :-)
Odpowiedz
9 marca 2017
Fajna rozmowa, ale w kontekście wstępu Jacka Jacek Marek Siwko. Ja jestem od 2 dni atakowana przez firmę, która chce umieścić moją reklamę w broszurze z menu pizzerii, i to na wyłączność. Nie będzie żadnej innej reklamy fotografa. Argument pani przez telefon był uderzający, że nie każdy młody człowiek ma teraz dostęp do internetu, a pizze zamawia wielu ;)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marta Strzelczyk czy to pizzeria, która organizuje wesela? :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dobrze by było jakby chociaż tak było. Można by mieć stałą miejscówkę na zdjęcia i stały dopływ finansów, bo za coś trzeba żyć :) To jest interes - wyłączność na wesela w pizzerii :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jak gwarantują gratis pizze z boczkiem raz w tygodniu to super opcja ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Myślę że nie będzie tak źle :) bo z tego co tu widzę to wszyscy chcą wyjechać i robić tylko "destination wedding"
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Wojtek Witek ostatnio ciekawy wniosek na temat miał Mark Pacura. Przyszło do niego na warsztaty o destination weddings bardzo dużo osób, które kompletnie nie znały angielskiego, więc serio to nie wiem czy aż tylu fotografom się uda kariera za granicą. :p
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Niech jadą, na własnym podwórku będzie luźniej ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Oj Jacek Marek Siwko po angielsku wszyscy jesteśmy na "YOU", jak mawiał klasyk :)
    Odpowiedz
    nie wszyscy. ja kompletnie nie chcę. najchetniej robilabym ładne śluby tak max 15 minut od domu. na piechotę XD
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    A ja nie mam stałego miejsca pobytu,więc wszędzie dobrze mi ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Myślę, że rynek nas zweryfikuje - albo zaoferujemy coś wyjątkowego, albo nie będzie dla nas miejsca - trzeba się wyróżniać i dbać o to
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Magda Kryjak coś wyjątkowego to pewnie nie masz na myśli zmiany logo na takie ręcznie rysowane z butami albo plecakiem i górami? :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    błagam Cię... :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jacek Marek Siwko zapomniales o komecie albo słomkach..
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    i o lesie xD
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Magda Kryjak hehe, no muszę ten temat jakoś wyciągnąć bo ja już się gubię w zmianach nazw i nowych logo, które wszystkie wyglądają jednakowo. Jak Snapy robiły rebranding to byli jednym przypadkiem na milion, ostatnio spotkałem producenta albumów, który nie umiał sobie przypomnieć nowej nazwy firmy, która u niego zamawia albumy (mimo, że rozmawiał z nimi parę minut wcześniej), to pokazuje, że pary młode mogą mieć też niezłą wiksę
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Tak, dopóki było tego niewiele, to na pewno odróżniało. Teraz logo + pewna stylistyka i często nie wiadomo na czyjej stronie jesteśmy. Moda. Minie szybciej niż się nam wydaje
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dlatego my nie mamy "fotograficznego" logo i problemów z zapamiętaniem nazwy :) Rebranding totalny wyszedł nam na dobre i odświeżył głowy.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    dlatego mimo mojej miłości do takiej leśnej, podróżniczej stylistyki, ręcznie rysowanych logo, itp. mamy nowoczesne, geometryczne logo, które mega zwraca uwagę i daje wśród klientów jakąś rozpoznawalność, często słyszymy, że -wow, nietypowe logo. albo ktoś po prostu wraca do nas po kilku miesiącach dzięki nazwie i logo, bo utkwiło mu w pamięci i się wyróżniało :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Te loga i leśna stylistyka to tak jak hipsterzy, taka mainstreamowa oryginalność :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Co do logo, jestem na etapie "zmian", długo się "broniłem" przed czymś takim i może mogłoby być lepsze ale z drugiej strony to już wpadło ludziom do głowy i jest pozytywnie odebrane. A kto jak kto, ale ja mogę mieć takie jak mam teraz, po 17 latach w branży ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Logo -srogo... mamy klientow ktorzy napierniczaja u nas od lat po dziesiat albumow rocznie, a gdy im proponuje darmową matrycę by im pozniej tloczyc na wyklejce, to mówią ze na razie sie loga nie dorobili... :D i tak co rok przypominam i co rok to samo.. Mam za to kolegę, ktory kiedys przyszedł do mnie z piękną wizytowka z tytulem menager blabla czy dytektor, po krotkiej rozmowie zapoponowal nam nowe komputery w firmie, ze zamontuja, bo punkt juz mają, ale kase chcial - zaliczke 100%... nowo otwarta firma. Podjechalem i fakt... lokal jest ... pokój 15m2 w sroku biurko i krzeslo i wiatr chula.. i oni mi maja zmontowac 4 komputery... :D. Logo owszem wazne, ale imo to dodatek do całości, a nie najwazniejsza rzecz w biznesie... Nasze albumowe logo zrobil kolega, a niektorzy fachowcy pojechała rowno, ze czcionka, ze zasady srady i inne pierdy, a albumy sie mimo to sprzedaja jak cieple bulki... nie wyobrazam sobie więc co by bylo gdyby nasze logo srogo bylo profesjonalne ;) ? Trzeba robic swoja robote solidnie i przede wszystkim to jest ważne, owszem mozna przyspieszyc rozwoj firmy, ale jakosc uslug/ produktu jest najwazniejsza
    Odpowiedz
9 marca 2017
Trzeba być sobą i ufać własnej intuicji i wszystko będzie dobrze :)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Aha i jeszcze kochać to co się robi :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    już był taki jeden ktory spiewal zeby byc sobą a nie dodą i wiesz? kiedys jeden manager klubu mi powiedzial ze wtedy kiedy on mial byc 'popularny' zorganizowali koncert w tym klubie - bilety kupiły 4 osoby wiec kontert 'odwołano z powodów technicznych' :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Mariusz nie mam pojęcia o czym piszesz :D
    Odpowiedz
9 marca 2017
Mysle, ze marcin ma sporo racji. Ja swoje 3 grosze wtrace. Czesto slysze kasa kasa kasa kasa... a gdzis w rym wszystkim czlowiek? Zapominamy o najwazniejszych osobach a myslimy o tym kiedy devolaj kiedy wyplata czy kiedy oczepiny lub bog wie o czym. Zacznijcie pracowac ciezko a nie gadac to moze nie zginiemy z branzy za 10 lat albo i za rok...
Odpowiedz
    9 marca 2017
    ja zawsze czekam na tort:P hehehe :))
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Gdyby hajs zarabiało się ciężką pracą, to najbogatsi byli by niewolnicy Łukasz :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Świnia z racą 🤘
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Kamil, padłem :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    a ja wierzę, że 95% sukcesu to praca, sukcesu, który nie polega na błyszczeniu w jednym sezonie, i chyba też o tym mówi Marcin
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Szymon za co ? xD
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Kamil to sie opierdzielaj dalej😂
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Łukasz miej wyjebane, a będzie Ci dane xD
    Odpowiedz
9 marca 2017
Ja natomiast prorokuje coś na zasadzie - sami sobie kopiecie ten grób:) pisałem o tym przy poprzednim poście. Obym się mylił:)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Stary, to co się dzieje prowadzi tylko do wzrostu jakości naszych usług w przeciwieństwie do zamykania się na innych, obgadywania i podkladania sobie świń. Nie ma innej drogi i jestem z tego dumny, że w naszej branży jest miejsce na takie podejście, trochę wbrew polskiej naturze ;-) Na świecie już dawno to zrozumieli.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dlaczego od razu "podkładanie świń"? Jak nie będę wszystkich przyuczał to znaczy, że jestem jakiś zły? Mi nikt nie pomagał i sam wolałem dochodzić do różnych rzeczy. Czy to znaczy, że moje podejście jest gorsze?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Tylko powiedz co chcesz osiągnąć takim podejściem. Jak komuś czegoś nie powiesz to będziesz miał mniejszą konkurencję?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jak kogoś znam i lubię to się tym po prostu dziele. Co w tym skomplikowanego?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ty na moje również. Moje są mniej ważne? :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Myślałem, że to pytania retoryczne ☺️ Ok odpowiadam. Uważam, że to podejście jest gorsze i nie fair wobec grup takich jak ta, bo tu nie uczysz się sam, tylko czerpiesz wiedzę od innych nie dając nic od siebie. Ale doceniam szczerość i że to mówisz ;-)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Rozumiem, że wg Ciebie teraz te 1600 osób ma się dzielić czymkolwiek? Jest gdzieś taki warunek? Jak ktoś będzie miał pytanie to nie odmowie aczkolwiek nie czarujmy się tutaj ludzie chcą słuchać tych najbardziej znanych
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Odpowiesz w końcu na moje pytanie?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Nie wiem co jest dziwnego w tym co pisze. Może od razu wypożycze komuś sprzęt, żeby mu pomóc? Dlaczego? Ja konsekwentnie pracuje nad tym aby robić to co robię jak najlepiej i zarabiać na tym dobre pieniądze. Jak kogoś lubię to pomagam a obcym nie ułatwiam tego procesu jeśli mnie o to nie proszą i tym samym uważam, że mogę być nie jeden a 2 kroki przed konkurencją. Wybaczcie na lekcjach z podstaw ekonomii taki czynnik jak konkurencja zawsze występował i to, że nie wpisuje się w Waszą ideologię nie znaczy że moja jest gorsza ponieważ to zweryfikuje czas i szczerze wolałbym się mylić.
    Odpowiedz
9 marca 2017
ja jestem na 8 odcinku... nie nadążam ;)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Marta Kuczkowska spokojnie, nie szybkość słuchania idzie :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Ja słyszę "to się kiedyś skończy" od 8 lat i... skończyło się? Jak chce się stać w miejscu z "zarobić, a się nie narobić" to dobrze nie będzie. Ale ciężka pracą i dostrzeganiem piękna w tym co robimy można wiele. Trzeba tylko mocno pogrzebać sobie w duszy i zobaczyć co tam tak naprawdę najgłośniej gra.
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Prawda Magda :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Ja jeszcze nie odsłuchalam tej audycji :D ale uważam, że póki człowiekowi się naprawdę "chcę" to zawsze znajdzie się dla niego praca. I póki sie rozwija i ma marzenia i dąży do ich realizacji , nie ma obaw. Ja od roku odkrywam siebie i fotografie na nowo, w jakimś stopniu również dzięki Wam i temu co tu wszyscy robicie. Nie zginiemy :))) Oby tylko tak dalej!!!
Odpowiedz
9 marca 2017
Świadomość par młodych w PL rośnie. Warsztat fotografii się podnosi. Śluby są coraz zacniejsze i przeznaczane są coraz większe budżety. Inne branże również mają swoje wzloty i upadki. Firmy powstają i padają. Powodów jest zawsze wiele. Z fotografią jest tak samo jak z każdą jedną branżą. A kto i co i jak widzi to tak jak w tym powiedzeniu: "Dwóch więźniów patrzyło przez więzienne kraty: jeden widział błoto, drugi widział gwiazdy" Niech każdy do siebie dopasuje co widzi ;)
Odpowiedz
9 marca 2017
Moim zdaniem w ciagu kilku lat na pewno coś się zmieni moze kolorystyka moze inne techniki oświetlenia bedą popularne bardziej, ale na pewno w cenie bedzie umiejętność pokazania emocji. Wydaje mi sie ze najbardziej pożądane nurty tworzą bardziej ambicje fotografów niż sam rynek.
Odpowiedz
9 marca 2017
Zawsze brakowało mi polskich podcastów o fotografii. Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki i lepszą jakość nagrań. Dzięki!
Odpowiedz
9 marca 2017
ja już kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że zawód, który sobie wybrałam będzie ode mnie wymagał ciągłego bycia na czasie. ciekawe tylko ile wytrzymam i jak długo starczy mi na to siły, serio - ciągle się zastanawiam czy jako 50-latka będę potrafiła nadążyć za nowymi trendami :D nie wiem, nie wiem. ale mam jakąś iskierkę nadziei, np jak patrzę na Sue Bryce - jest jak wino. więc może czas okaże się dla nas łaskawy choć trochę :)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    dla chcącego nic trudnego. Kiedyś wybrałem się z ciekawości na manifestację "nie dla acta", było na niej kilkadziesiąt osób i nagle do mikrofonu dostał się 90 letni dziadek. Opowiadał o tym, że ma własny biznes informatyczny i ma problem z licencjami, bo każą mu wybrać Windowsa zamiast Linuxa (jakieś problemy biurokratyczne). Więc wszystko się da :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    W obecnych czasach praktycznie każdy zawód wymaga "bycia na czasie".
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Magdo raczej nie
    Odpowiedz
9 marca 2017
mody sie zmieniaja, ale fotografowie na sluby beda potrzebni.. pytanie tylko czy ci 55-letni rowniez? ;)
Odpowiedz
    9 marca 2017
    wiek nie ma nic do rzeczy, jeżeli jest odpowiednia jakość
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    mowisz to z perspektywy doswiadczonej osoby.. 24latek patrzy na to troche inaczej ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    wypominasz mi wiek? :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    hahaha nie :) ale ja majac 20-kilka lat na swoim slubie chcialbym mloda i zdolna ekipe w podobnym wieku, zamiast pana czy pania z aparatem starszych od moich rodzicow :p
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Magda Kryjak Joe Buissink zdaje się zaczynał pracę jako fotograf ślubny grubo po 40-stce :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    a ja chciałbym zdjęcia, które będą przywoływać mi wspomnienia i będą pełne emocji :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    20-kilka to tak do 25? a średnia wieku przy zawieraniu związków nie idzie w górę? może u nas doświadczenie jeszcze nie jest wszędzie doceniane, ale jestem dobrej myśli, że to się zmienia na lepsze. I świadomy klient będzie zaglądał do portfolio a nie metryki
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    oklamujcie sie dalej 🙊🙉🙈😂
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    oj tam u mnie wiek zatrzymał się na 18stce tylko na spotkania muszę zabierać perukę :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    widocznie nie znasz fajnych ludzi po 40. lub 50. :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Też czasem się nad tym zastanawiam. A bardziej nad tym jak taką robotę zniosłyby moje 50letnie plecy ;).
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Mi do 40tki zostaly 3 lata.. a czuje sie mentalnie tak samo gdy bylem w ogolniaku ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ale ja tam chce do 50 już dziergać te swetry w Nowej Zelandii.. i Ubierać w nie kucyki
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Czytalem ze starosc od mlodosci nie rozni sie zbytnio, ciagle odwala sie te same glupie numery... tylko wolniej ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Jacek zapewne zalozy jakas szkole foto albo stworzy siec a'la Creative Live.. jak cos dopisz mnie do udzialowcow jesli kolejny pomysl okaze sie trafionym ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Zrobimy dom starców dla ślubnych.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ja zapewne i w wieku 50 lat będę nadal Piotrusiem Panem. A biznes fotograficzny nie jest na szczęście na tyle wąski, aby nie móc stworzyć czegoś zupełnie nowego. Skoro tyle czasu mamy na śledzenie FB, zapewne mamy go 2x więcej, aby wykombinować sposób na życie po 50... :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    stworzymy fejsbuka dla Januszy ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ej no nie przesadzajcie z tym wiekiem. Za kilka dni stuknie mi pięćdziesiątka i co z tego... Dopóki będą chętni na moją fotografię, dopóty będę ją wykonywał, jeśli nie komercyjnie, to dla frajdy. Na razie jest super i niech tak zostanie, a moc niech będzie z tymi po pięćdziesiątce :) a i przed też :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Krzysiek, zapewne my tak gadamy o 50tce jak 50latki o 60tce czy 70tce :p
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Krzysiek Szuba, oczywiście, że przesadzamy. Z gór wyniosłem naprawdę wiele rzeczy, ale 2 zapamiętam na zawsze: nigdy nie będę oceniał człowieka ani po wieku, ani po szatach. Raz pojechałem w Alpy z kolegą po 50-dziesiątce. Superman jak zobaczył go w akcji, to wykupił karnet na siłownię. A ja czułem się taki malutki... A i nie tak dawno poznałem świetnego kolegę, który ukończył 51 lat i został ojcem po 50 właśnie. Człowiek orkiestra. Oczywiście fotograf, 19 lat w zawodzie. Pełen życia, energii i pasji. Więcej? Mam brata, który niedługo kończy 50 lat i on nie potrafi siedzieć w miejscu. Serio, w tym wieku chciałbym być tak aktywni jak oni.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    No ale nie istotne jak myslimy o sobie, tylko co inni mysla o nas, bo to oni nam daja prace ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Piotr Czechowski zawsze na stronie w zakładce "o mnie" możesz dać zdjęcie jak miałeś 18 lat ;) zanim się połapią podpiszesz umowę
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Właśnie od razu o nim pomyślałem. Dobry przykład. Sue z resztą też pokazuje, że ciągle można.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Wiek to tylko liczba. Możesz być zdziadzialym 30 latkiem lub hipsterskim 50 latkiem ;-)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Taki kuba wojewodzki. :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Wciaz piszecie o tym jak sie czujecie, a nie o to w tym chodzi ;) Obym sie mylil .. ale jednak na weselach spotykam mlodych dj'ow, mlodych kamerzystow, mlode zespoly.. nawet kelnerzy sa mlodzi .. ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    byc moze Clint Eastwood powinien nagrac "To nie jest biznes dla starych ludzi" 😂😂😂
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    no ja nie wyobrażam sobie jako 50 latka latania z tym cholernym plecakiem 12h 😂😂 lubię rob8c zdjęcia ale jak widzę ten plecak to mi się w głowie kręci 😂😂 poza tym lubię mieć dużo wolnego czasu 😃
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Piotr Czechowski Dobrze gadasz!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Magda Kryjak tylko się pod wąsem zaśmieje, bo nie mamy szansy o tym pogadać jak będziesz po pięćdzisiątce i nie o tej 40% myślę :)
    Odpowiedz
9 marca 2017
Ja jako dinozaur patrzę na cały rynek zupełnie inaczej... 1. Część ludzi odpada naturalnie, gdyż fotografia to tylko etap. 2. Część ludzi odpada naturalnie, gdyż fotografia ślubna i rodzina się nie łączy ... pojawienie się dzieci zmienia wszystko 3. Część ludzi zostanie i będzie robić to do końca życia... Ogólnie patrząc na branżę cały czas myślę, kiedy fotografowie mają czas na obróbkę - 90% czasu poświęcają na bycie - bycie na fejsie, na warsztatach, na spotkaniach... a termin 60 dni jeszcze kilka lat temu niewyobrażalny jest dziś b. krótki... ;) Kompletnie nie rozumiem ogólnego trendu na udowadnianie, że dopiero TERAZ robimy odpowiednią fotografie ślubną... aż wróciłem do konkursów organizowanych w czasach FPFS i kurcze... to było prawie 10 lat temu.. a to było dobre... Słysząc, że 5 lat temu (nie z tego podcastu) fotografia ślubna to nóżka i kolanko zastanawiam się skąd takie patrzenie... Obecny trend na obróbkę i styl to odpowiedź na potrzebę klientów - ale nie mogę się zgodzić z tym, że jest to jedyny właściwy styl... Myślę, że klientów jest wielu i oczekiwania są różne... Fotografia ślubna to fotografia użytkowa - ważniejsze od tego jakie ma się paski jest czy będzie zdjęcie dziadka... ja dziś swojego pochowałem i żeby przypomnieć sobie go, wróciłem do swojego albumu ślubnego... W takich momentach okazuje się, że artyzm TRZEBA pogodzić z formą użytkową...
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dobrze piszesz Zbigniew
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dokładnie tak
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Zbigniew Kruk dziękuję Ci za te słowa rozsądku.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    100%PROPSOW
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    True.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Zbigniew Kruk Co do Twojego punku 2 odpadania naturalnego, to myslę, że jak się chce, to można pogodzić fotografię ślubną z rodziną ;) Ja w zasadzie zaczęłam jak mój drugi syn był w drodze. Teraz mam juz ich 3 i jakoś kleję temat. Czy jest łatwo? Jest mega trudno! Pewnie gdybym nie miała dzieci, to bym była już w kosmosie umiejętności, jakości i w ogóle. Ale cieszę się z tego, co mam i staram się rozwijać. Czy się opłaca tak zajeżdżać i czy się da? Bardzo!!! A co będzie dalej, zobaczymy. Mam nadzieję, że zawsze będę tak najarana jak dzisiaj:) Super jest też to, co piszesz o godzeniu artyzmu i fot użytkowej, bo nie możemy zapominać, że tworzymy nie tylko dla siebie i swojej satysfakcji, ale przede wszystkim dla tych, którzy będą cieszyć się swoimi zdjęciami przez resztę życia :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Ewa Burak można połączyć - ale etapu "dziecka" wielu nie przeszło... po prostu przychodzi moment gdy trzeba przewartościować priorytety, a to przy oczekiwaniu pełnej dyspozycyjności jest to dość trudne... :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Zbigniew Kruk zgadza się! Powodzenia dla wszystkich dzieciatych! Zwłaszcza dla kobiet, bo to od nich tej większej dyspozycyjności się oczekuje ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    my też zaczęliśmy z dzieckiem na pokładzie, także nie wiemy jakby to było fotografować będąc we dwójkę. i pewnie jest trochę trudniej, kiedy ma się już rodzinę, czasu mniej, inne priorytety, ale wszystko się da, jeśli ma się odpowiednio dużo zapału, chęci i motywacji :) ale nie dziwię się zupełnie, że niektórzy wtedy odpadają, bo wiele razy trzeba wybierać między fotografią, a rodziną i zazwyczaj wybór jest oczywisty - opcja numer dwa :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Zbigniew i nic więcej nie potrzeba dodawać
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Zbigniew Kruk 100% w punkt.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    propsuje, zwłaszcza kwestię fotografii użytkowej - zdjęcia seniorów to podstawa. współczuje dzisiejszego przeżycia. jedno z najlepszych zdjęć z mojego ślubu to zdjęcie śp babci z sześcioma wnukami
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    To taki znak czasu. Przychodza mlodzi, butni, glodni sukcesu ;) Dzis dinozaurem jest ktos kto foci sluby 10 lat. Ja uwazam, ze po 10 latach to nabralo sie wprawy, wypracowalo warsztat. Rebrandingi, usuwanie zdjec z portfolio co pol roku. To przeciez mowienie wprost, ze zdjecia ktore zrobie dzis beda niemodne za rok. Gdzie tu miejsce na wypracowanie wlasnego stylu? Bresson, Avedon czy Newton przetrwali. Czy Lindbergh chowa swoje stare zdjecia? Podobnie jak Zbyszek nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze jest jedna wlasciwa droga, jeden model obrobki LXC zero ilestam, ze fotografia slubna 5 lat temu byla zla (odsylam do chociazby Bartosz Jastal). Siedze w slubach juz troche czasu i przeszedlem te wszystkie zmiany trendow, obrobki. Zawsze mialem ten sam typ klienta, ten ktory chcialem miec, nigdy nie chodzilem na warsztaty a moja strona nigdy nie byla pozycjonowana. Ten sezon zapelnil sie u mnie wczesnie jak nigdy dotad. Czy czeka wiekszosc z nas wypadniecie z rynku? Nasladowcow na pewno.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Zbigniew, Tomek - sama prawda. Co jeśli ja robię od 2002r i klepałem też po kilka sesji w studio w ciągu sobotnich wieczorów? Mój czas minął? Nie idę w trendy modowej obróbki i do dziś dnia otwieram album tradycyjny z 2010r jako pokazowy - mam się wstydzić tego, co oddałem? Prowadzę ten swój okręt tak jak potrafię najlepiej i choć również nie bywałem na warsztatach to brnę do przodu z zadowoleniem i swoim i moich klientów. PFPF - dobry, piękny czas :) Fotografia ślubna to nie tylko aktualny trend jak powiedział Tomek młodych i butnych, żądnych sukcesu. Fotografia ślubna to potencjał osoby wykonującej te zdjęcia, potencjał jego doświadczenia ale nie tylko widzianych przez pryzmat umiejętności ale doświadczeń życiowych, wartości życiowych, tego jakim jest człowiekiem. Dla mnie usunięcie zdjeć z portfolio, zmiana marki by nie być"wyszukiwalnym" to podważenie samego siebie w tym, co się robiło i co oferowało się klientom. Za lat 5-10 zmienią się trendy, moda i co ponownie taki ruch? No cóż, jestem przeciwnikiem tego!!!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Zgadzam sie w pelni, bardzo trafnie to napisales, to jest na maksa wazne zeby nie zapominac co i dla kogo robimy - wtedy szansa na zdrowie psychiczne, motywacje i "przetrwanie" (bo mam wrazenie ze troche mowimy o "walce o przetrwanie - co mnie osobiscie troche dziwi) jest bardzo duza.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Mam prawie dorosłe dzieci i zapewniam wszystkich, że rodzicielstwo można połączyć z wykonywaniem zawodu fotografa. Co do kwestii wieku, ciągle jestem odkrywcą, ciekawym świata i siebie dzieckiem, prawie codziennie coś mnie zachwyca... znam wielu młodych ludzi bardziej przypominających skamielinę ode mnie. Głowy do góry, wiek nie ma nic wspólnego z robieniem tego co cieszy...
    Odpowiedz
9 marca 2017
Obserwując obecny trend, myślę że dość sporo osób w najbliższych latach wykruszy się. Oglądając kolejny wpis na blogu kolejnego fotografa mówię sobie "gdzieś to już widziałem" niestety zamiast tworzyć trend wielu podąża za nim, z każdym sezonem jest ciężej odróżnić fotografa x od fotografa y.
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ja tez mam takie poczucie ze trend rustykalny jest na topie . Znam fotografa którzy na plenerze góglał owe zdjęcia i pokazywał młodym jak mają się ustawić żeby było tak samo. Wtf. Mam wrazenie ze czasem tak gubimy sie w tym aby pokazywac "emocje" i oddając 200 wysmakowanych kadrów gdzie młoda nie ma zdjęcia z rodzicami... często się zapomina że to jednak reportaż. Zresztą kazdy robi jak chce i gusta są różne. Trochę mnie porusza że wesela w remizie są bez gustu jak tutaj niektórzy twierdzą. Ja jako gość najlepiej bawiłam się w remizach :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jeden preset kupiony od looks like film. Smutna, ciemna obróbka, na której czasem nawet ciężko coś zobaczyć. Nie kupuje tego ;)
    Odpowiedz
9 marca 2017
zastanawiające :) jestem młodym fotografem, nie będę się mądrzył. Snapy na pewno daleko są i są docenianymi fotografami - szanuję to niezależnie od podziwiania stylistyki ich zdjęć - osiągnęli sukces swoją pracą i to generuje mój szacunek :) Ale w mojej opinii: dobra fotografia wygrywa z młodymi, modnymi wilkami nadal. Mimo ilości "lajków" takie stare wilki jak WhiteSmokeStudio czy Adam Trzcionka są lepsi.
Odpowiedz
    9 marca 2017
    Adam publikuje bardzo sporadycznie. Ale jak coś pokaże to publiczność pieje z zachwytu :P
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Kontrowersyjność jest fajna, bo pobudza do dyskusji, dobra dyskusja generuje wnioski, dobre wnioski potrafią rozwijać. A druga część tego co piszesz, to rzekłbym "apples and oranges".
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    oczywiście :) dla mnie osobiście fotografia jest sposobem na rozwój wewnętrzny, na poszukiwanie wrażliwości - staje się sposobem na życie. Dla Was pewnie już nim jest :) Jestem anachronicznym 27-latkiem z nadzieję że szczera, dobra fotografia sprzeda się przy niewielkim udziale socjal-mediów. Obym drogo nie zapłacił ze tę naiwność - w razie katastrofy zostanę stolarzem <3
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    nie mniej gratuluję Wam sukcesu <3 od dawna lubię, choć stylistyka Waszych zdjęć nie jest "moja". SnapCamp jest na mojej liście warsztatów, do zobaczenia mam nadzieję :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Dobry reportaż będzie zawsze w cenie. To jest akurat bardzo rzadka sztuka i smoków jeszcze długo nikt nie przeskoczy ;-)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Michał Wąsik ale wiesz, że będziesz miał przejebane jak wpadniesz na camp? :D
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    wiem :) motywujesz! Chwilowo wykańczam dom więc debet. Pierwsze na liście są warsztaty u Smoków, a potem sprawdzę jak to jest mieć przejebane :P jakie trunki preferujecie?
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Michał Wąsik Nie podlizuj się, zapisałem sobie Ciebie na specjalnej liście i żadne trunki Cię nie uratują.
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    znieczulą, chyba że bijcie przed piciem :P
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    więc przyjadę znieczulony :)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Michał Wąsik wpadnij, to się przekonasz ;)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    tylko żonie kuchnię skończę! nie rezygnujcie z Campów, spotkania są ważne :)
    Odpowiedz
10 marca 2017
Fotografia to taka prosta dziedzina, która mozna nauczyc sie w tydzień... slubnej zaś w dwa tygodnie... sprzet z ktorym mozna eobic sluby to koszt ok 20k. Jeden slub za friko u rodziny, jeden za 500 i mozna ceny dźwigać w szybkim tempie. Do tego jak synek jeden z drugim slyszy ile inni kasuja, to przy przecietym zaangazowaniu i umyśle po roku wpada w rynek z cena ok 2k. Powiedzcie mi jakie inne rzemioslo czy ogolnie branza jest w stanie byc tak przychylna, jaki jest jeszcze inny tak prosty "zawod" tak szybki do wyuczenia w 2 tygodnie czy 3 weekendy warsztatowe.? Do tego tak dobrze platny... w gornej polce owszem jedni maja swietny marketing i oni pozostana
Odpowiedz
    jako magister sztuki czuję się wylegitymowana do wypowiedzi w tym temacie. owszem - są fotografowie ślubni, którzy mają bardzo wiele wspólnego z artyzmem MIMO, że przy okazji jest to sztuka użytkowa. ale są. mniejszość w tej całej masie, ale nie trzeba o nich zapominać.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Hehe, gdzie zaczyna sie kasa - konczy sie sztuka... nie mow mi ze robiac dziesiatki- setki ślubów mozesz to nazwac sztuką... to zwyczajna chautura ;) ok, pomijajac juz kasę... pokaz mi ze robisz na kazdym slubie cos oryginalnego, pokaz proszę ze nie powielasz i nie kopiujesz, nawet sama siebie z poprzednich zleceń. Chyba ze masz inną definicje sztuki .?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Fotografii slubnej mozna nauczyc sie sie w tydzien? Marek, nie obraz sie ale bzdury piszesz i to mowiac delikatnie. Wiele rzeczy sklada sie na to "czy sie uda, czy sie nie uda" i to w kazdym biznesie. Szacunek do tego co robimy i pokora to te najwazniejsze. Jesli sam nie szanujesz tego co robisz, nie oczekuj ze inni beda to szanowali, wiec jesli uwazasz ze co tydzien fotografujesz kotlety, to nie dziw sie ze tak patrza na to Twoi klienci.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek może ma na myśli schemat ślubu, kolejność wydarzeń, w tydzień nie ogarniesz fotografii ślubnej, w sezon też nie, trendy zmieniają się i trzeba cały czas jej się uczyć
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Fotografii nauczysz sie w tydzień.. To trzy kursy 2-3 dniowe... jesli komus to zajmie dłużej to juz nie moja wina... tak ... szli ludzie nie majacy wczesniej pojecia o zaleznosciach przyslona- czas - czułość i robili... czesto z lepszymi rezultatami niż ziuty, ktorzy robia latami... Do tego nie trzeba mieć wielkiego talentu... owszem, mowie o podstawach.. Potem robimy postepy i albo mamy to cos co nas wyróżni ( to dalej nie jest sztuka, choc często sztuką jest umiejętność wspolpracy z niektorymi PM ;) ) i cos dzieki czemu pm nas wybieraja, ale podstaw nauczysz w tydzień- dwa... Naucz sie chirurgii, stomatologii w tym czasie :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Krzysztof, trendy... no wlasnie, trendy.. Czemu masz isc za modą, skoro to sztuka.? Czemu nie możesz robic czegos po swojemu .? Wyroznic sie .?
    Odpowiedz
    Marek Bodzioch ja nie mówię, że ja akurat robie sztukę na ślubach. Ale są tacy, którzy robią i na ślubach i na sesjach. wychodzą poza schemat i zaskakują. wbrew pozorom wszędzie można.
    Odpowiedz
    a kasa z tym nie ma nic wspólnego. najwięksi artyści świata zarabiają kupę kasy.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Pokaz mi ich materialy, cale materialy. I kolejne, nie jeden :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Nie jedno zdjecie ..;)
    Odpowiedz
    proszę - Rafał Bojar
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Pokaz mi jego materiały..
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Nie jedno zdjęcie
    Odpowiedz
    to sobie zobacz Marku. nietrudno zerknąć na stronę internetową xD czy mam przyjść do ciebie i wpisać Ci w wyszukiwarkę? :D zaznaczam że to mój polski pierwszy z brzegu przykład a jest ich więcej.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ale nie widze materiałów...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Nie chce personalnie nikogo ani obnazac, ani tym bardziej krytykować, w czym jest jednak Jego wyjątkowość.?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    I czy widzialas pelne materialy, bo owszem pojedyncze zdjecia moga byc dzielami sztuki, ale jesli robimy ze zlecenia sztukę, to chciałbym zobaczyc jakis reportaz jako calosc i zobaczyc kolejny i kolejny, ze nie jest powielany, a oryginalny, wyjatkowy sam w sobie...
    Odpowiedz
    no oczywiście ze widziałam... nietrudno je znaleźć ma stronie chyba że coś się zmieniło? i mówię właśnie w kontakscie całych materiałów a nie pojedynczych zdjęć.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    https://vimeo.com/207435804
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    No i spojrzalem na jeden material z Poznania, material jak material, jakich robi wielu fotografow, sesja bez oryginalności, choc milo sie ogląda. Dalej nazwalbym to dobrym rzemioslem .. Rafał, nie obraź sie, ja chyba sie juz i narobilem tego tyle i tyle napatrzylem, że oryginalnosci nigdzie znalexc nie mogę... ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał, Ty mnie nie pokazuj ameryki, ty mnie pokaz material z remizy i przecietnej urody PM z nadwagą ;).
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Zerknij sobie Marku. Obejrzyj sobie na spokojnie, usiądź chwilę pomyśl i napisz póżniej co o tym sadzisz. Takie żeczy robię orzede wszystkim mając niesamowitą empatie do ludzi, ceniąc przede wszystkim przyjażń będą ciekaym ich historii poświęcasz się temu bez reszty. Spędzasz z ludźmi 4 dni biorąc za to tyle ile ludzie biorą za 2h pracy. Nie oceniaj wszystkich ludzi pod względem kasy. Nie każdy jest taki jak Ty. Ja robię to co robię bo mocno wierzę w miłość, szczerość, przyjaźń...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dlaczego mam robić remizy. Chcesz to sam sobie je rób! Jeedni wolą żreć byle gówno i nie mają z tym problemu, fast food nie fast food oby się zapchać a inni będą w zyciu szukac czegoś dla duszy i ciała. Sorry ale ciut mnie ponosło. NIe znosze jak ktoś mnie osądza nawet nie zamieniając ze mną słowa. ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafal, tak szczerze ile jest oryginalnosci w kazdym Twoim materiale.. Czym wyroznia sie Twoja sesja i w czym jest inna od pozostalych, kazda z osobna... Nie mówię o zmianach tła.. Bron Boże , nie krytykuje Ci Chce jednak dociec ogólnie jak to jest z tym artyzmem w fotografii slubnej jako całości :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Bo remiza uczy pokory, nie sztuka jest zrobic zdjecia w pieknym otoczeniu pieknej parze... mowimy o fotografii slubnej jako sztuce.?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Pokaz wiec ze potrafisz zrobic sztuke i w remizie..
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dobra, ja pass bo w zlym kierunku to idzie... polecam jednak nad tematem sie zastanowić... ;)
    Odpowiedz
    na tym nie polega ocena ze ogląda się jeden materiał z brzegu. jakakolwiek by ta ocena nie byla wymaga to jednak szerszego wglądu w twórczość. anyway - ja też mowie pass. nie musisz ani się zgadzać ze mną ani mieć podobnego gustu.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek Bodzioch W remizach robią ci, którzy się rotują. Przychodzą do branży foto i odchodzą. I remizowi fotografowie mają największą rotację i marudzenie i narzekanie. i to jest większość fotografów. I tam też jest tęsknota za kotletem. To takie wzajemne przyciąganie się Para Młoda - fotograf i na końcu remiza. Bo remiz jest więcej. A niech się kotłują w tych remizach kto chce... Pozostali, którzy nie pamiętają jak remiza wygląda - nie mają tego problemu. Jest empatia, zrozumienie czego chce para młoda i dlaczego płaci taką kasę, a nie inną. Remizy też są dla ludzi ;) Tylko po co chcesz zgonić Rafała czy Marka do remizy? Remizy nie są dla wszystkich :D Remizy są... no wiesz... dla remizowców ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Mark Ty to wiesz ja to wiem. Genralnie inny poziom świadomości mamy trochę. To co jest piekne i widać to na moich zdjęciach czy Twoich to to, że postanowiliśmy własnie pracować za granicą, z ludźmi, którzy mają gust, którzy cenią sztukę dlatego nigdy by nie zrobili swojego najpiękniejszego dnia w życiu w remizie. świadczy to tylko o złym guście zarówno pary jak i i fotografa który zdecydował marnowac życie na robieniu czegoś co nie sprawia mu przyjemności. Oglądałem ostatnio Chef's Table gdzie 5 najlepszy kucharz na świecie powiedział "nie zrobisz wybitnego dania z przeciętnych składników". Nie zrobisz pięknego ślubu robiąc go byle komu, byle gdzie. Koniec kropka!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jaroslaw Lazarski robilem po 40+ w sezonie i czasami zdarzała sie remiza, nie rotowałem, nie narzekałem, jeśli placili i płacili dobrze, brałem zwłaszcza, ze często fajne naturalne PM, a selekcja ludzi na wyższych i niższych, ładniejszych to już Rafał dla mnie kiepska świadomość i niezła wymówka. Nie widziałeś więc pięknych ślubów zrobionych w blokowiskach i remizach wsród zwyczajnych ludzi, którzy ufają najlepszemu fotografowi jakiego wybrali, Bez ścisku dupy, że się nie da, bo się da... i to jest sztuka, a nie piękne PM i piękne salony, czy egzotyka... Porównywanie zaś PM do składników w kuchni jest co najmniej nieeleganckie, mimo iż jesteśmy w zamkniętej grupie :P. Znów mnie się przypomina ten kawał fotografem, garnkami i zupą ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek jak widać masz problem z interpretacją, także pozwolę sobię opuścić tą wymianę zdań. Nie obchodzi mnie co robisz, co lubisz. Ja mam swoje zycie i jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem czego i Tobie życzę!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    W tym wątku proponuję o rozwagę w wypowiedziach bo się robi gorąco. Nie lubię bić piany. Lepiej ostrożnie z wypowiedziami - Maczeta obserwuje ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał Bojar i Tobie również i pamiętaj, napatoczyłeś się przypadkiem i nie mnie Ciebie oceniać, a tematem był ratyzm czy nie artyzm w kotletach ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Peace Love and Extasy ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Myślałem, że liczy się miłość, przyjaźń i szczerość a tu jak ktoś ma wesele w remizie to już jest gorszy;(
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dla innych ważne są moment oraz czas jaki spędza się z ludźmi, fajnymi ludźmi, Marek już chyba stracił trochę empatii do i przelicza już wszystko tylko na pieniądze. Dla kogoś ślub podany w jego sposób (Rafała) może być idealna rzeczą, najważniejsze ze finalnie i klient i fotograf jest spełniony.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Sebastian nie gorszy. Nie ta estetyka po prostu. Rób w życiu to co chcesz robić, spełniaj się w tym co sprawia Ci przyjemność, otaczaj się ludzmi z którymi się dogadujesz najlepiej. Ja dogaduję się z ludzmi, którzy w swoim życiu cenią sztukę. Czy to muzycy, fotografowie, ludzie zajmujący się designem itd. Osobiście lubię estetyczne ładne rzeczy, lubię ludzi którzy to rozumieją więc dlaczego mam wbrew sobie robić coś co mi się nie podoba.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał Bojar znam wielu, bardzo wielu ceniących sztukę, a nie zastawiających sie by robić na salonach. Nie wierzę, że nie chciałbyś się sprawdzic czy poradzisz sobie, z blokiem i m3 i remizą, Tych ślubów jest coraz mniej i nawet jeden taki w sezonie - warto ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marku nie chciałbym. Zrobiłem już kilka i jednak zostanę przy tym, w którą stroną postanowiłem iść! ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Z jakiegoś powodu lubimy się "uczyć pokory". Czy raczej uczyć innych. Robisz zwiewne materiały w arcywarunkach? Zrób remizę You piss of shit, to Cię nauczy pokory! Robisz to co lubisz i jest to na dobrym poziomie? Wyrzuć sprzęt i spróbuj to zrobić tak, żeby było trudniej! Finalnie widać doskonałą polaryzację "robię to co chcę" i "robię to co jest". Proste? Proste. Albo się do czegoś dąży, albo bierze co dają.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał Bojar no ok, zgadzam się z tym. I rozumiem, że jak Ci nie pasują takie klimaty to odmawiasz. Tylko z tego co napisałeś wynikało, że jak robisz ślub w remizie to nie masz gustu i jesteś byle kto. A jak remizę ładnie przystroisz i zaprosisz dizajnerów, fotografów i muzyków to może będzie fajnie) Widziałem ludzie nawet w stodołach robią śluby, ładnie przystroją i cacy cacy.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Sebastian jeśli tak zrozumiałeś to nie to było moim zamysłem. Daleki jestem od oceniania ludzi, kiedyś tak było ale nauczyłem sie pokory w życiu. Tu tylko o to chodzi: "rób to co lubisz i rób to najlepiej jak potrafisz". ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    "nawet w stodołach" w czasie panującego trendu na poszukiwanie takich miejsc i tworzenie z nich przeklimatycznych wydarzeń brzmi co najmniej...intrygująco :) I nie ma co ukrywać, choć to brutalne. Jeśli robisz ślub w przysłowiowej remizie, okraszasz go płonącą świnią i durnymi zabawami to jednoznacznie wskazuje na brak gustu, pomysłu i chęci poszukiwania czegoś dla siebie. Sztanca.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Adam Jędrysik to był sarkazm, czasami nie dodaję specjalnie emotikonek i patrzę kto się da nabrać a kto wyczuje. Taka zabawa.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Adam widać, że albo praktyki brak, albo złe doświadczenia, a i odwrotnie, nie żadko płonący prosiak ubrany na króla Juliana na salonach gościł, a i często z państwa ( co jak moja babcia powtarzała: "ęą - nie widziała dupa słońca ) i elit po kilku wina / łyskacza lampkach ( bo wódki się nie chycom ;) bo gdzie lekarz przykładowo ) prosięta wychodziły... Nie oceniajmy więc ludzi, ani fotografów pod tym kątem ;)
    Odpowiedz
    nie mialam wczesniej czasu, teraz mam chwilę. Marek Bodzioch zobacz sobie ten materiał http://www.rafalbojar.com/stories/#/iceland-elopement-photographer/. to nie jest reportaz, tylko sesja, ale niezwykła. Widziałam wiele PIĘKNYCH i wiele przeciętnych sesji na Islandii, ale nie widziałam nic podobnego. To korzystanie z nowych mediów, wejście w głębszą relację z parą, próba ich zrozumienia, pokazania ich związku bardziej niż tylko "a teraz ustawcie się tu i pocałujcie". To poprostu inna filozofia fotografii. Dlatego uwazam, że prace Rafała na miarę fotografii tego typu idą o krok dalej. Tu jest niesamowite wyczucie chwili, wielki talent do obserwacji, liryka, metafora - to jest wejście znacznie głębiej w temat aniżeli zwykła sesja. To jest analiza osobowości i analiza otoczenia. Tylko trzeba to umieć odczytać, zagłębić się w detal. Nie oczekuję, że to się każdemu musi podobać, każdy ma inna filozofię. Jeden lubi mięso reporterskie na ślubie w remizie, inny lubi filmowe ujęcia w pięknym otoczeniu.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek, ani to brak praktyki, ani złe doświadczenia. Po prostu wniosek - jeśli ktoś robi coś od sztancy i mu nie zależy na detalach...to jest to poniekąd ten potocznie nielubiany "brak gustu". Może bardziej brak wymagań estetycznych. Jak zwał tak zwał. Jeden w domu lubi biurko z byle blatu inny wyda dużo więcej za coś co mu się spodoba. I nie, to nie jest ten sam poziom wrażliwości na bodźce. To nie jest ocena w takim znaczeniu jak lubi się tego używać. Tu nie chodzi o gorszy/lepszy. Chodzi o inną wrażliwość. Z fotografami jest tak samo. Albo robisz to co chcesz, albo to co dają. Całkiem niedawno widziałem gdzieś dyskusję o tym, że nie wypada klientowi odmówić, że ktoś nie potrafi... Simple ass fucking, że tak sobie dwuznacznie spuentuję.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał Bojar, Morgan i Kevin, ten materiał chyba podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej! :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jakub oficjalnie go pokarze 16 Marca. ;) No jest bardzo ciekawa opowieść już nawet poza tym filmem. Dużo ciekawych na pozór nieistotnych przypadków.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Większość sporów między ludźmi bierze się z niezrozumienia pojęć. Tak po prostu.. słynne „ja o niebie ty o chlebie”. Powyższa rozmowa rozpoczęła się od rozważań na temat sztuki w fotografii – jednak aby wiedzieć o czym się rozmawia i uniknąć ewentualnych nieporozumień należy najpierw ustalić wspólną definicję tematu rozmowy – w tym przypadku pojęcia „sztuka w fotografii” i wtedy można dyskutować :) Każdy człowiek postrzega świat w odmienny sposób, inaczej formułuje myśli, często kompletnie co innego rozumie poprzez dane pojęcie… Co do twórczości Rafała Bojara – zgodnie z tym co wyżej napisałam bezpieczniej jest nie wypowiadać się, czy jest to sztuka czy nie. Jednak wypada napisać coś na temat intencji oraz interpretacji. Rafał (jak każdy z nas) jest autorem dzieła (w tym przypadku dzieło jako efekt naszej pracy w postaci fotografii). Sądzę iż śmiało można stwierdzić, że dzieła Rafała przekraczają to, co on widział i zamierzał. W jego pracach odbiorcy odkrywają to, co chcą, najczęściej są to prawdziwe emocje… A wszelkie stwierdzenia typu „nie lubię tego”, „nic nowego” są puste, ponieważ nie zawierają żadnego dopowiedzenia ani wyjaśnienia – co w danym dziele komuś się nie podoba. To oczywiście mój subiektywny pogląd. I jeszcze uwaga dotycząca dzieła jako takiego – ono ma to do siebie, że żyje ponad czasem. I tylko od wrażliwości i estetyki konkretnego odbiorcy zależy czy dane dzieło poruszy go za 10 lat czy nie.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek Bodzioch gdzie zaczyna sie kasa - konczy sie sztuka... ?! Argument z d... bo myślisz, że Michał Anioł malował kaplice Sykstyńską za darmo? Czy to nie jest wystarczająca "sztuka" dla Ciebie?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Anna Kopeć , chodzi o to że to już sztuka skażona, nie do konca już czysta i Twoja, a ślubniaki to już po prostu chautura. Bo w sumie można by zrobić kilka pierwszych artystycznie, ale jeszcze do konca nie można bo jak ogarnąć coś co zaczynamy robić i patrzeć na zegarek, i robić coś pod dyktando, i robić coś już bo zaraz ucieknie nam chwila... Potem gdy już wiemy jak robić i z automatu generalnie wpadamy do kościoła ogarniamy otoczenie, ale zawsze masz ten czas, te sekundy, gdzie działasz już po częsci niejako z automatu... Czy Michał Anioł miał bat nad sobą w postaci czasu..?? czy miał deadline, czy musiał skonczyć bo jak nie to...?? Rzemiosło też może być satysfakcjonujące, wciągające i kiepskie lub świetne, rewelacyjne i dawać wiele autorowi, nie róbmy z siebie więc kogoś kim nie jesteśmy... Przynajmniej w naszym gronie. Na stronach marketingowo można wszystko, bo przecież o to chodzi by klienta przyciągnąć ;). Artyzmem można też tłumaczyć sobie opóźnienia w oddawaniu materiałów, a raczej to PM sobie tłumaczą mówiąc: " my wiemy, że Wy artyści na zegarek nie patrzycie... " :D Sami jednak zejdźmy nieco na ziemię i róbmy swoje dobrze, świetnie i najlepiej jak potrafimy :).
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Można w ch dużo walczyć ze swoim artystycznieslubnym wyidealizowanym ego ale Marek w tym co mówi ma bardzo dużo racji. Kwestia od początku do końca swojego własnego podejścia do tego.
    Odpowiedz
    Marek Bodzioch nie każdy fotograf ślubny będzie artystą ale też nie każdy robi "chalturę". mam wrażenie ze stworzyłeś sobie jakąś teorie na podstawie swojego doświadczenia i dopasowuje rzeczywistość pod nią. uparles się ze nie można sztuki użytkowej łączyć z wyższą a to g... prawda. wzornictwo przemysłowe tez jest wykładane na akademii sztuk pięknych. i nawet fotel może być sztuką jeśli wypływa od twórcy a nie jest pod dyktando. i śluby i sesje tez można tak robić na pewnym poziomie.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    co Wy z tym gówno prawda :D ? Wykonanie projektu fotela, czy jednej sztuki owszem będzie sztuką, wykonanie setek czy tysięcy sztuk foteli sztuką już nie jest, chyba że wykonanie tysięcy sztuk pięknych foteli w cenie poniżej jednego złotego ;). Obecnie ogólnie nadużywane jest pojęcie "sztuki" . Żadne więc gówno prawda, bo robiąc setki figurek "górala" kopiując jedną od drugiej, sztuką już nie jest, jeśli się mylę to ślubniaki też są sztuką ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jeszcze tak sobie mysle, ze Rafal zostal "wywolany do tablicy" w trakcie dyskusji, z ktorej obie strony chcialy wyjsc zwyciesko. I w momencie, gdy Marek rzucil wyzwanie "pokaz mi tych najlepszych artystow swiata" to Zuzanna wywolala Rafala. Znajac schematy rzadzace ludzka psychika nietrudno sie domyslic, ze ktokolwiek zostalby wytypowany jako ten "naj" - Marek po prostu musial go skrytykowac bo w przeciwnym wypadku zaprzeczyl by temu co sam wczesniej napisal... a przeciez chcial w dalszym ciagu udowaniac, ze ma racje... wiec oberwalo sie Rafalowi. Rafał Bojar keep ya head up 🤘
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Agnieszka dzięki <3 nie mam czasu już na to. Robię prezentację na Bodaf w Barcelonie. Duża to odpowiedzialność więc i umysł trzeba mieć czysty! ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    konkret, poprosiłem o jedyny oryginalny materiał i inne tego samego autora, by zaprzeczyć powtarzalności kadrów, klatek momentów, chodzi o to że każdy materiał w swietle sztuki powinien być oryginalny, niepowtarzalny... jeśli nie to nie można tego nazwać sztuką. I fakt nie chodziło ani oa Rafała, ani o nikogo innego, chodziło o świadomość tego co robimy. Zrób 30-50 sesji w roku, takich niepowtarzalnych, by każda była inna, by każda była oryginalna... Niech mi ktoś pokaże to nazwę go artystą...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marku. Weźmy tych Twoich malarzy na tapetę. Top of my head - Rothko, Mondrian - znasz? Błazny nie malarze. Jaka sztuka?! Powtarzalne imbecyle. Paski jakieś. Kwadraciki. Idiotyzm! To co można zauważyć u Rafała, jak zresztą u wielu świadomych twórców dzieje się lekko poza kadrem. Można to widzieć. Wówczas jest to jakiś objaw interferencji wrażliwości. Empatia. Można o tym wiedzieć. Z rozmów. Można też patrzeć na obrazek i powiedzieć "nic w tym nowego, dwójka ludzi siedzi". Olać narrację. Historię. Dojście do niej i wyłuskanie odpowiednich wrażeń. Każdy może zrobić takie zdjęcia jak Meisel, Lindbergh czy inny Avedon. Tylko jakoś tak kurczę nie każdy robi. Mam na to pewną teorię. Na pewno mają nie ten obiektyw ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał Bojar zobacz, nawet Marek potwierdził, że nie chodziło wcale o Ciebie. Nie traktuj tego wszystkiego personalnie, szkoda nerwów i czasu. Po prostu działaj <3 Powodzenia na bodaf <3 !
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek przede wszystkim kazda z tych sesji bedzie niepowtrzalna dla Twojego klienta. Jesli wyjdziesz z innego zalozenia to nic z tego nie bedzie. Nie robimy niczego dla "sztuki", tylko dla ludzi. Jesli ktos ma dosc tego co robi, to przeciez nie musi byc fotografem, albo nawet nie powinien. Przyczepiles sie do slowa sztuka, ale nie podajesz jego definicji, bo to ze cos jest wyjatkowe i inne nie oznacza ze jest sztuka. Stawiasz sie w roli autorytetu, a niestety fakt ze zrobiles 350 slubow i twierdzisz ze nie ma tym nic artystycznego wcale nie swiadczy ze takim autorytetem jestes. Ta dyskusja nigdzie nie doprowadzi, ale nie zgodze sie z Twoim tonem ze to co ronimy jest latwe, proste, kazdy moze, a w zasadzie to nie ma zadnego znaczenia. Dla mnie ma, i mysle ze dla wielu tez. Jadac na slub nie wychodze z zalozenia ze to kolejny taki sam dzien - od przygotowan do pierwszego tanca. Wychodze z zalozenia dzis zrobie najlepsze zdjecia w zyciu. Albo sie cos robi z pasja, albo wcale.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    no dokładnie... i powtarzałem że nie chodzi o Rafała :D Rafał, robisz świetne zdjęcia
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Adam Jędrysik nie zapominajmy jeszcze o Malewiczu i jego czarnym kwadracie <3 To dopiero nuda i powtarzalność :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Agnieszka dlatego mówię - top of my head :) Z tych nudnych. Powtarzalnych. Nieznanych. Niesztuczących ;) W sztuce wizualnej czy dousznej. Jeśli Twoją domeną jest styl i spójność - nie jesteś artystą. To doprowadza mnie do grubo kreślonego wniosku, że prawdziwymi artystami mogą być tylko nieprzewidywalni popierdoleńcy :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Adam Jędrysik szaleństwo w sztuce... temat rzeka <3
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    mi się wydaje że to sztuka wychodzi wtedy kiedy przepuszczamy świat przez własną wrażliwość, niektórym starcza siły by zrobić to raz, niektórym nigdy się to nie uda - i nic z w tym złego ale oni są jak lustra, pokazują rzeczy odbite i wtórne. Jednak niektórzy sa jak pryzmaty, to co widzimy przez nich jest inne, nimi skażone. To wymaga wielkiej odwagi, również w tym by się nie wypalić szybko. Rafał zdecydowanie jesteś pryzmatem :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Mi się wydaje ze sztuką to jest nic nie powiedzieć czytając te wszystkie wpisy 😉
    Odpowiedz
10 marca 2017
Moim skromnym zdaniem fotografi nie mozna nauczyć sie tak na pstryknięcie palca trzeba miec wyczucie ,kochać to co sie robi możemy postawić 10 osób w tym samym miejscu i każdy zrobi inne zdjęcie inaczej je obrobi i inaczej sprzeda to nie jest taki lekki chleb (wlasnie tak mysla ludzie ktorzy nie maja pojęcia ile godzin trzeba przesiedzieć przy kompie by ich zdjęcie było piekne miało cos w sobie i co bardzo ważne niosło wyraz przez całe życie ) samo obrabianie to godziny to nie tak ze bierzesz aparat i cykasz duzo ludzi bierze sie za cos czego nie czują no i wychodzi wielki bałagan Fotografia to sztuka jak malarz widzisz czujesz i przelewasz na papier
Odpowiedz
    10 marca 2017
    no tak... mając za sobą 350+ ślubów i wiele innych zeleceń, nie mam pojęcia o czym piszę ;) Skoro fotografia to taka sztuka jak malarz, to bardzo proszę namaluj coś :). Czemu więc świetnych fotografów ( za jakich się też wielu uważa ) jest w naszym kraju tysiące, a malarzy tak mało ? :P :O
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek Bodzioch Marku krzykiem nikogo nie zabijesz !!!czasami człowiek musi jeszcze duzo popracować nad sobą zeby cokolwiek zrozumieć ,,,,miłego dnia
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    ale ja nie krzyczę, spokojnie siedzę, popijam poranną kawkę, a piszesz, że nie mam pojęcia to uswiadamiam iż mam ;), może aż za spore i może z tego wynikają moje rozważania na temat tego rzemiosła. Jak to moja córa powtarzała, że u nich Pan w Plastyku mówił iż na całą szkołę, może znajdzie się dwóch - trzech artystów, a reszta to rzemieślnicy, mimo ukonczenia szkoły ;). Teraz siedzi i czasem machnie jakiś obraz i sprzeda za 3-5 stówek jak się ktoś napatoczy... :P
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek Bodzioch No tez wlasnie sam teraz powiedziałeś 2-3 stana sie prawdziwymi fachowcami w danej branży Heheheh nie stado :) (wiadomo każdy chce żyć a zeby przebić rynek trzeba cieżko pracować i byc zdeterminowanym )
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek Bodzioch Cytuję Ciebie: "no tak... mając za sobą 350+ ślubów i wiele innych zeleceń, nie mam pojęcia o czym piszę ;) Skoro fotografia to taka sztuka jak malarz, to bardzo proszę namaluj coś :). Czemu więc świetnych fotografów ( za jakich się też wielu uważa ) jest w naszym kraju tysiące, a malarzy tak mało?" I odpowiadam :D hehe ;) Odp: Bo malarzy jest trzech w PL Olga Malarzz mężem i http://www.malarzewparze.pl/ i Jaroslaw Lazarski http://www.fotomalarz.pl/ My to dopiero mamy komfort pracy... PS - to tak dla schłodzenia napięcia bo gorąco się robi na maxa...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    miejcie się więc na baczności ;) tysiące fotografów może się " przekwalifikować "
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jaroslaw Lazarski 👍🏻😂
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Natasza TimRo
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    "czemu więc świetnych fotografów ( za jakich się też wielu uważa ) jest w naszym kraju tysiące, " Sęk w tym, że świetnych jest mniej niż setka...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    patrz Pan w nawiasie
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Adam Jędrysik dodam też, że jest wielu, wielu świetnych, któzy się nie lansują i o nich nawet nie wiesz, że istnieją, jest gro świetnych, którzy nie mają nawet fejsbuka ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Widzę w nawiasie. Forma "za jakich się też wielu uważa" wskazuje jedynie na to, że wielu z tych tysięcy uważa się za świetnych :) Jeśli miałeś na myśli coś innego to nie wyłapałem bezprzewodowo Rozumiem, że tylko Ty ich znasz bo skąd ja mógłbym o nich wiedzieć. Nie znam rynku. Fotograficzny Fight Club? ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    nie, nie rozumiesz mnie... to że kalibrujesz monitory jakiejś części nie znaczy że znasz choćby większą część rynku... Sam wciąż mnie ktoś nowy zaskakuje, również i nowy na rynku, lub po prostu, ktoś bez siły przebicia marketingowego :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Sugerujesz, że znam tylko te osoby, którym kalibruję monitory? Jest to - muszę przyznać - ciekawa opinia. Przez analogię - co Ty wiesz o rynku skoro lepisz książki dla jego małej części? ;)
    Odpowiedz
    w naszym kraju jest również tysiące malarzy. większość nic nie osiągnie bo nie ma siły przebicia, szczścia, pomysłu na siebie, wystarczającego talentu itd itp.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Całe to dzisiejsze vsco za 2-3 lata bedzie jak kolor selektywny kilka lat temi. I co? Znow bedziecie wywalać wszystko z portfolio?
Odpowiedz
    10 marca 2017
    ...ostatnio dużo nad tym myślałem (zastanawiałem się czy aby przypadkiem nie czas na diametralne zmiany) gdy na feedzie wyskakiwały mi takie same leśno-brodate, smutne fotografie różnych fotografów. Nie tylko loga są takie same, ale obróbka 1:1 tak jakby mieli idealnie taką samą wrażliwość. Stwierdziłem jednak że mój mogący zostać uznany za zbyt mocny, jarmarczny vibe odróżnia się, oczywiście wymaga dopracowania nad czym cały czas siedzę, postanowiłem jednak nie zmieniać go tylko szlifować. Vsco może i naśladuje filmy ale te przeterminowane, niedoświetlone i robione w oświetleniu do którego się nie nadają. Pozostaje robić swoje...to mówiłem ja Jarząbek :)
    Odpowiedz
10 marca 2017
Cieszę się ogromnie, że w tej dyskusji zabrali głos Zbigniew Kruk Tomek Kurzydlakk Darek Szubiński bo po pierwsze mamy wspólne początki z FFS albo jeszcze wcześniej z innych miejsc w necie, a po drugie dowiedziałem się, że jesteśmy dinozaurami. Gadanie, że fotografia ślubna 5 lat temu to było jakieś kolanko, nóżka, podwiązka, to krzywdząca bzdura. Kiedy my zaczynaliśmy 10 lat temu (ja wcześniej, pierwsza dwa czy trzy sezony całkowicie na analogu) to też mielismy poczucie, że robimy coś nowego, rewolucyjnego w fotografii ślubnej, bo nie robimy zdjęc typu "nóżka, kolanko" i tak to robią schodzący ze scene Janusze z zakładem foto z 15 letnim stażem. Dzisiaj sam jestem Januszem z 15 letnim stażem (bez zakładu) i zdziwiony jestem bezkrytycznym podejściem do mody wielu moich młodszych kolegów - to co padło już wyżej w sprawie logo, te wszystkie klimaty boho, boring, VSCO, czy naprawdę nie czujecie tego, że jeśli wszyscy zaczynamy bezkrytycznie wchodzić w jeden trend, to jest to jakaś kategoria obciachu? Póki co dobrze się to sprzedaje, bo moda, ale przypominam, że fajerwerki, gołąbki, latające obrączki na filmach VHS z lat 80-90 też się świetnie wtedy sprzedawały. Kto chce to dzisiaj oglądać? Kluczem do przetrwania na rynku nie jest z pewnością pogoń za modą, ale stałość i ugruntowana pozycja. Rebrending co parę lat, usuwanie zdjec, żeby było modnie, nie ma nic wspólnego z budowaniem wartości marki i historii firmy. Istotne jest w tym wszystkim, żeby odnaleźć siebie, pracować dla siebie. Tak naprawdę. Nie dla klientów, pod klientów, za modą, ale w zgodzie z własnym sercem, klienci to docenią.
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Momenty i emocje zawsze bedą ważne. Były dla mnie ważne 10 lat temu i są ważne teraz.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dzięki, Jacku!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Świetnie napisane i zgadzam się z całością :-)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Polać Jackowi ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    I ja dziękuję!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Mądrego to i dobrze posłuchać.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Pięknie napisane
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jacek Taran i na 2 ostatnich zdaniach zakończyłbym dyskusję:) dziękuję Jacku
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Święte słowa...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    👍
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    TRUTH :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    o wchodzeniu w jeden trend mówiłem na LLF w Krakowie. W skrócie: nie zostawaj w tyle, obserwuj rynek ale szukaj sposobu na siebie i nie udawaj kogoś innego.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    👍👏
    Odpowiedz
    11 marca 2017
    Jacek też jestem dinozaurem ;) choć nikt mnie nie zna i jakoś żyję. Dobrze prawisz. Pozdrawiam.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Ach zawrzało niesamowicie. Marek pytasz w czym jest ta wyjątkowość powiem Ci w tym że szczęśliwy zadowolony człowiek robi 100 razy lepsze zdjęcia od sfrustrowanego. To jak patrzysz jakie masz nastawienie ma ogromny wpływ na naszą pracę. Pary wybierając fotografa najpierw patrzą na zdjęcia potem chcą Cię poznać jako człowieka czy będą się dobrze czuć w Twoim towarzystwie czy jest chemia między Wami. Dla mnie to ważne i dla wielu z nas tutaj pewnie też. Rafał wyróżnia się bardzo ją widzę w jego zdjęciach ogromną wrażliwość, ciepło jest po prostu super gościem i to cenią w nim pary. Jeśli tego nie widzisz trudno. Skupmy się na sobie i róbmy dobrą robotę
Odpowiedz
    10 marca 2017
    ale ja nie jestem sfrustrowany :) ja też nie mówię, że się nie wyróżnia :) nie patrzę na Wasze portfolia bo i na to czasu nie mam . Wiem też jak się zdobywa klientów by mieć kalendarz dopchany, przeczytaj jednak o co w temacie powyższym mowa... a mowa o artyźmie w fotografii ślubnej, przeczytaj też co napisał Jacek Taran powyżej, weź też pod uwagę, że to klient nas wybiera i nie często ów klient jest fotografem ślubnym, a nawet często priorytety przy swoich zdjęciach ślubnych się zmieniają ;) Przemysław Jasinski, kiedyś to fajnie, jeszcze na FFS opisał :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Święta prawda czyli jednak trzeba byc tym malarzem i widzieć to piękno zeby potem przenieść na papier :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    tak, w malarstwie również obowiązują zasady ;), które ze swiadomością można łamać, tam też jest światło, bez którego ani jedno ani drugie nie istnieje, pewnie jeszcze coś, a potem jeszcze dłuugo i jest malarstwo ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Monika Witoń - świetny tekst o nastawieniu i jego wpływie na pracę fotografa i jego zdjęcia.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek Bodzioch nie mówię o Tobie nie znam Cię osobiście nie wiem jakim jesteś człowiekiem czy sfrustrowanym czy nie, zapytałeś czym jest ta wyjątkowość, cały wywód nie potrzebny :-)
    Odpowiedz
10 marca 2017
mały offtop - fajnie się czyta Waszą dyskusję :) dobra lektura :)
Odpowiedz
    10 marca 2017
    ....aż sobie włączyłem powiadomienia :D naprawdę bardzo wartościowy materiał do przemyśleń (Y)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    i dobrze, ze słowo kasa nie pada w co drugim akapicie :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Tomasz Prokop To nie te warsztaty - kasa kasa kasa :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jaroslaw Lazarski i bardzo mnie to cieszy :)
    Odpowiedz
10 marca 2017
Marek Bodzioch Jedź na warsztaty do Rafał zresetuj się, bo widzę, że nie masz przyjemności z tego co robisz. Może zrozumiesz,że czasy vhs i remiz minęły, a Ty nadal tym żyjesz. Zarzucanie komuś że robi w pałacach i niech pokaże materiał z blokowiska to... żenujące trochę, Trzeba zazdrościć i dążyć do tego samego chyba, że ta przysłowiowa remiza Ciebie nadal kręci. Prawda jest taka,że warto klienta sobie wybierać,on tworzy naszą markę, a będąc miszczem zdjęć w remizach nigdy nie wyjdziesz z takiego klienta ✌
Odpowiedz
    10 marca 2017
    REMIZA - szczerze czasami na takich weselach dzieje się dużo więcej ciekawych fotograficznie sytuacji niż w wypasionych na pokaz pałacowych ślubach. Na zdjęciu dla mnie nie ściany są tym co mnie kręci ;) ale to tak w temacie remiz ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Bu Bogusław, ale dziwna sprawa, że to ja porzucam fotografię ślubną, a nie ona mnie, gdyby nie to dalej miałbym 40+ ślubów w cenach 3,7-6k, przy stronie www z chyba 2009-2011 roku więc chyba nie do końca masz rację ;). Warsztaty jeszcze 4 lata temu to ja robiłem :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ja mam słonia na balkonie 😉 Ide go nakarmić ✌
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    :O ?? :D a ja najlepsze albumy na Świecie produkuję - bez emotki " ;) "
    Odpowiedz
10 marca 2017
Jednym słowem być jak dinozaur :) !!! Nie tak łatwo znaleźć zdjęcia w sieci z początków mojej fotografii ślubnej. To jednak normalne, wtedy nie było FB czy konieczności posiadania stron www choć odkąd pamiętam zawsze jednak jakaś strona byłą. Czy wstydzić się tego co kiedyś się robiło! raz jeszcze mówię stanowcze NIE ale pod jednym warunkiem, jeśli robiło się to co było wyrazem szczerości a nie naśladownictwem! Był taki portal fototok.tkb.pl, był i fotosabat i inne ... to na pierwszym z nich odnalazłem jedno z pierwszych zdjęć ślubnych w plenerze. Dodane w 2004r. choć pochodzi zapewne jeszcze sprzed tej daty. Nie było od kogo ściągać pomysłów, nikt w moich stronach nie robił takich zdjęć! mówię o plenerowych. Czy się wstydzę? NIE i choć było ono na kliszy wykonane EOSem 33 to sentyment i tak mam:) http://www.fototok.tkb.pl/pt//photofull.php?u=/pt/2/50/50996&bk=000000 Inne można powiedzieć bardziej w dzisiejszych trendach :) http://www.fototok.tkb.pl/pt//photofull.php?u=/pt/2/11/112383&bk=000000
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ze studia też coś jest choć w tamtym czasie wojna o to, by rozwinąćbiałe tło czy czarne to tak, jak bym chciał zawrócić kijem rzekę :) - teżdodane do sieci w 2004r. i też klisza nadal. http://www.fototok.tkb.pl/pt//photofull.php?u=/pt/2/52/52035&bk=FFFFFF
    Odpowiedz
10 marca 2017
Zawsze jadę na ślub z entuzjazmem i zaangażowaniem znając wcześniej parę i budując relacje, ale jak po pierwszym tańcu jest chwila na rozmowę z grajkami i słyszę z ich strony " ale mi się nie chce " i ogólne narzekanie to wiem, że ludzie wkładając serce w to co robią są autentyczni i to widać w ich pracy.
Odpowiedz
10 marca 2017
Chciało by sie zaśpiewać ale to już było ;))
Odpowiedz
10 marca 2017
Ja chcialam tylko jedno slowo powiedziec - jesli nagryzamy cos zebem i on zaczyna nas bolec, to swiadczy to o stanie zapalnym, o tym ze z zebem dzieje sie cos zlego i trzeba leczyc. Mysle ze kazdy z nas kto zareagowal (czy tutaj czy gdzies tam w sobie wewnatrz) na ten dosc kontrowersyjny temat postawiony przez Jacka i Marcina warto by sprawe przemyslal. Mysle ze to temat, ktory w wielu osobach otwiera zapadke z lękiem "co bedzie za 5 lat" mysle ze naprawde warto sie zmierzyc z tym tematem ale bez paniki a raczej z refleksja - gdzie teraz jestem, gdzie chce byc, czy to mi wystarcza, czy chce wiecej, co sie stanie jak nic nie zmienie, co sie stanie jak pozmianiam wszystko itp. Zobaczmy czy nas "boli" ten temat bo jesli tak, to moze jest cos na rzeczy. Ja jestem daleka od strasznia "za 5 lat Was wszystkich nie bedzie" ale tez bardzo daleka od twierdzen typu "praca lekka i przyjemna, hajs sie zgadza nie ma co sie starac i zastanawiac, czas na odcinanie kuponow". Jesli rozwoj w pracy traktujemy jako czesc wlasnego rozwoju, to nigdy nie osiadziemy na laurach i bedziemy gotowi do zweryfikowania tego co osiagnelismy. Kazdy w fotografii chyba szuka czegos innego, to zalezy od jego wrazliwosci i wlasnych doswiadczen, dlatego stawianie wszystkich fotografow w jednym szeregu wydaje mi sie okrutne i bezsensowne. Roznimy sie i Pary Mlode tez sie roznia i na szczescie kazdy moze znalezc na rynku fotografii slubnej takiego tworce ktory mu odpowiada. I tak osobiscie mysle ze na to czy bedziemy na rynku za 10 lat wplywa masa czynnikow, zycze nam wszystkim aby to byly to tylko kwestie zwiazane z brandingiem, odpowiednia selekcja materialu, logiem/brakiem loga a nie dotyczyly naszego zdrowia czy sytuacji rodzinnej. Fotografia slubna to taki rodzaj zawodu, ze ogromna ilosc czynnikow, lacznie z problemami osobistymi moze wplynac na to czy jestesmy na topie czy nie. Nie da sie tego tak latwo zaszufladkowac czy podsumowac - co trzeba robic zeby za 5 lat dalej byc na rynku. Kazdy ma na to swoj przepis i czy on dziala dowie sie... za 5 lat ;) Jesli nas ten temat połaskotał, zastanowmy sie nad nim, wierzmy w to co robimy i trzymajmy kciuki za zdrowie ;)
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dam lajka.później przeczytam 😆
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Kasia jaka Ty jesteś mądra zyciowo! Jakub powinien Cię na rękach nosić! Skarb nie kobieta!
    Odpowiedz
    nie bez powodu polubiłam Cię na LLC widzę <3 bardzo dziękuję Ci za tę wypowiedź :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Rafał dziekuje Ci bardzo! Jakub silny jest to mysle ze "dźwignie" ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dobrze gada 👍
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    👌🏻👌🏻👌🏻
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    zgadzam się w 100% :) i z Kasia i z Rafał :))) ❤🐈❤
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    ta jak coś powie… :​​)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Kasia, w samo sedno :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Kasia Bronska-Popiel uwielbiam Cię <3 no po prostu w samo sedno !
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    pochwalić Kasię :) Kasia Bronska-Popiel
    Odpowiedz
    13 marca 2017
    Bardzo mi bliskie jest to co piszesz Kasiu.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Ja jestem młoda, więc mogę się mylić, ale wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa szacunek i pokora. Że trzeba po prostu znać siebie, nie porywać się z motyką na słońce, uczyć się od mądrzejszych i przede wszystkim szanować ludzi. Nie zgadzam się z opinią, ze fotografii mozna sie nauczyć w 2 tygodnie, ale z drugiej strony rozumiem, co autor miał na myśli :) tylko idąc tym tropem można w 2 tygodnie zostać rownież tatuażystą :) ale czy się przypadkiem komuś nie zrobi krzywdy? Ja nie mam jeszcze w większości takich par jakie sobie wymarzyłam, ale wiem, ze każda para chce być szczęśliwa i zasługuje na piękne zdjecia. I to dla mnie duża odpowiedzialność, wiec w każdy ślub, wesele, w każdą sesje wkładałam serce i się angażuję na maksa, żyję tym. I można się śmiać, ze jakaś para to "wieśniaki", bo przychodzą i mówią, źe chcieliby plener z uwzględnieniem torów, ale wiecie co? To oni mają być szczęśliwi, a ja staram się dać z siebie maksa z tym co mam. A pózniej się okazuje, ze oni oboje po prostu pracują na kolei. Myślę, że część z Was zapomina tez o tym, że zdjecia mogą sobie być naprawdę dobre, ale liczy się tez to jakim jesteście człowiekiem. Ja często spotykam się z parą tak po prostu, porozmawiać zanim cokolwiek dalej na poważnie... i widzę, że oni chcą się czuć bezpiecznie, chcą się czuć swobodnie, często się trochę boją, bo są tak samo jak ja młodzi. Staram się im dać wszystko, czego potrzebują. Jest taki cytat: make customers to love you not to buy you (they will do it anyway). Myślę, że to się sprawdza. Dzięki wszystkim osobom, które tu się udzieliły, bo wiele wyciągam dla siebie. Dzięki za całą tę grupę!
Odpowiedz
    10 marca 2017
    uwierz mi, da się po dwóch tygodniach nauki iść zrobić z przeciętnym rezultatem na ślub, tatuarzystą się nie zostanie choć tematu nie znam. spróbuj natomiast zostać przeciętnym chirurgiem, i nie tylko w dwa tygodnie lecz w ogóle... Temat był napisany przeze mnie nie by obrazić kogokolwiek, czy ujmować zawodowi fotografa ślubnego, chodziło o to, że fotografów mnoży się jak grzybów po deszczu i mnożyć będzie, bo to stosunkowo łatwy zawód i dość jeszcze popłatny... Kiedyś nieco "elitarny" w uwagi na "magię" wywoiływania, ciemni, trzeba było ogarniać chemię, poszczególne negatywy, temperatury, powiększalnik... Teraz masz wszystko na tacy... O to mnie chodziło i przysłowiowe 2 tygodnie spokojnie może być i realne.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Wydaje mi się, że zawsze tak było i zawsze tak będzie. Zmienia się technika, zmieniają się gusta, zmienia się marketing. Teraz jeszcze szybciej niż kiedyś. Przyjdą młodsi, część starszych zostanie jako najlepsi i uznani, część da sobie spokój. Część młodych się zniechęci, albo pożre ich rynek, a niektórzy dorosną i zostaną z nich ci mądrzejsi i lepsi starsi, pośród kolejnego pokolenia.. Ja świadomie odeszłam z f. ślubnej, w bardzo dobrym momencie mojej kariery, bo jak słusznie pisał Zbigniew Kruk, w pewnym momencie trzeba uporządkować priorytety. Siedem lat podporządkowanych kalendarzowi, bez wakacji z dziećmi - zrobiło swoje. Nadal kocham fotografię, ale przestałam kochać to ciągłe napięcie od kwietnia do października - a z oddawaniem materiałów - do lutego..
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Paulina i know, i know :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Andrzej Słowik I noł ju noł :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    ciekawe czy jeszcze się stęsknię za ślubną i czy wtedy da się wrócić.. tak se kiedyś myślałam..
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Paulina Drozda , mnie zostały jeszcze 4 w tym jeden przeniósł się na przyszły rok i jakoś dalej nie tęsknię, choć powoli mnie korci ... Czasu jednak brak :P
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Marek, z tymże mam wrażenie że ja jednak mam nadal dużo więcej serca do ślubów 😉 Nie jestem jak to się potocznie mówi, wypalona. Po prostu postanowiłam więcej czasu poświęcać sobie i rodzinie. Istnieją w życiu inne rzeczy poza pracą, a fotografie zostawiam sobie, ale na swoich warunkach
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ja nie jestem wypalony, materiały przynoszę zawsze najlepsze i w trakcie dalej mnie to jara, Ostatnio cemy znów podniesione i tylko razem z Izką chodzimy i ona nawet zauważa, że jak już wyjedziemy z domu zaczyna się u mnie ogień, jednak ogólne zmęczenie, bo i foto i albumy i obróbka i teraz drewno - totalny brak czasu. z zeszłego roku jeden materiał został i brak chęci by poświęcić jeden dzień na obróbkę...:P
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    My zawsze odpuszczamy jeden termin na wakacjach i wyjeżdżamy rodzinnie na wakacje. W tym roku będzie nie inaczej. Bardzo lubię to robić, ale też raczej nie zaniedbuję swoich dzieci i innych swoich pasji.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Zygmunt Górski też tak zawsze robię, ale jednak doszłam do tego że chcę od życia więcej. Wróciłam teraz z miesięcznej podróży po Indiach, i to jest coś co mnie kręci. Chcę w wakacje móc wziąć dzieciaki pod pachę i jechać gdzie mnie oczy poniosą, bez zaglądania w kalendarz, czy zastanawiania się "tu oddam galerię, a po powrocie projekt albumu".. Sprawdziłam się, udowodniłam coś sobie, nacieszyłam się, a teraz nadchodzi nowy etap. Ważne aby każdy podejmował takie decyzje w zgodzie ze sobą - jakiekolwiek by one nie były.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Czytam jeszcze fragmenty o pałacach i remizach. Jakby te remizowe śluby były synonimem wszystkiego co najgorsze - pewnie statystycznie to tam jest najwięcej "tradycyjnych" zabaw po oczepinach i najwięcej pijanych wujków. Mimo to razi mnie takie wartościowanie. A pisanie, że źle się pracuje, jeżeli nie ma pałacu tylko remiza... wszędzie są ludzie i podobno to oni i ich historia są najważniejsi.
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Nieważne gdzie robisz ważne jak to tworzysz a potem oddajesz.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Tak tak tak! Powiem więcej - w remizie często jest więcej autentyczności niż na imprezie typu "zastaw się a postaw się". Zapominamy, że fotografia to też dokument naszych czasów, przy ślubach też coś opowiadamy o Polsce, naszych zwyczajach, tradycjach, relacjach międzyludzkich. Ale wiele ludzi woli wykreowaną słodką wizję.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    z tą autentycznością w dniu ślubu też bym nie przesadzała :) i w remizie i w pałacu może być zarówno swobodnie jak i na pokaz
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Magda Kryjak racja
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Przemysław Borys Magda Kryjak 100% zgadzam się .A my też jesteśmy tacy pinterestowi w swoim zyciu że się tak zapytam?A może to właśnie w tym rzecz...w pięknym miejscu łatwo o piękne zdjęcia.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    ja nie jestem, moje życie to nie temat na pinterest, ale je lubię
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Madzia, tu jako świetny przykład możnaby pokazać pewien reportaż z pewnej ubogiej dzielnicy Katowic... ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Magda Kryjak dyplomatycznie jak polityk 👍 Ale jeśli PM zapyta jaką salę polecisz to mając do wyboru pałacyk i tą przysłowiową remizę to co wybierzesz? 🤔
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    pewnie tę, w której oni (czyt. PM) będą się czuli swobodniej :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    a widzisz - jeżeli pytają mnie o polecenie, to pytam o ich preferencje, nie jestem od narzucania stylówki, ja mam zrobić zdjęcia i pokazać wszystko z najlepszej strony
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    I tu sie zgodze. Moze niekoniecznie z remiza, ale najlepsze nasze sluby nie przekraczaly budzetu na "sale" i dekoracje w wysokości 5-10 k. Bo byly genialnym spotkaniem z ludźmi. Ludzie okazywali sobie uczucia. Sobie, znajomym, ukochanej osobie, rodzicom. Nasza jwdyna selekcja to to jakimi Para jest ludzmi. Czy mowi z zapalem o slubie, czy patrzy na siebie z miloscia. A czy to sala przy drodze, czy dzialka? Who cares.. poki jest tam prawda.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Karolina who cares. Jesli sie kochają to takie proste.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ja mam jedno przemyślenie. Troche sie chyba pokickalo, ze to sie pracuje dla klienta a nie dla siebie ;).
    Odpowiedz
    mnie się zawsze lepiej pracuje dla klienta jak jednocześnie pracuję dla siebie :) chyba wszyscy wiemy o czym mowa
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Magda strzał w sedno <3
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Zuzanna, bo trzeba mieć fun z tego co się robi, lubić to, zgadzam się w 100%
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ależ tak. Ale jak czytam wywody pt nie robie zdjec z babcia, nie robię tego i tamtego to sie zastanaeiam o co chodzi. Nie mówię przecież o pracy wbrew sobie, bo tak sie nie da :).
    Odpowiedz
    Karolina Miądowicz tu się zgadzam - swietny wpis :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    W takich remizach czasem zapiera dech, oczywiście pozytywnie! 300 osób w tym samym czasie na parkiecie, niezapomniane przeżycia! Tirem do ślubu idt. A pałace, co tam pałące, były i będą. To kompleksy, polskie kompleksy. :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    ja zauważyłam, ze w remizach to czasem większy poziom kultury a już na pewno mega hołdowanie tradycjom, które uwielbiam :)
    Odpowiedz
10 marca 2017
Dokładnie tak Magda Kryjak. Zawsze oprócz dobrych kadrów najważniejsi są ludzie emocje i interakcje między nimi. Ja staram się pokazywać bardziej ludzi niż nawet samego siebie.
Odpowiedz
    10 marca 2017
    nas też widać - kadr, moment, obróbka, to my
    Odpowiedz
10 marca 2017
ja cież nie pie..... :)
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Lepsze jazdy niż po lolku :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    wytrzymałem tylko chwilę
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    To lepiej sie dalej nie zaciągaj tymi komentarzami bo dostaniesz zadyszki ;)
    Odpowiedz
10 marca 2017
Gdyby nie dziewczyny..;) Izabella, Magda, Anna, Kasia! Brawo!
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ja na razie ledwo nadążam z czytaniem :-D
    Odpowiedz
10 marca 2017
Mam znajomego ginekologa :) jak to czyta to nie wierzy :) gdyby on mógł wybierać ......
Odpowiedz
    10 marca 2017
    ginekolog artysta ..?? :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    chciałby bardzo :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Wojtek Witek To pewnie ten ginekolog z tego dowcipu: Przychodzi ginekolog do neurologa w poradni - Jędruś mówię Ci coś niesamowitego. Mam pacjentkę w gabinecie co ma łechtaczkę jak arbuz.. Neurolog: - Co ty niemożliwe - No choć zobacz - Nie mam czasu mam pełno pacjentów - No chodź na chwilę Idą do gabinetu ginekologa, a tam pacjentka leży na fotelu, ale na oko neurologa całkiem normalna: Neurolog: - No przecież normalna łechtaczka Ginekolog: - No, ale spróbuj...
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jaroslaw Lazarski moj jeden z ulubionych dowcipów do opowiadania w towarzystwie XD
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    robi waginoplastyke 😃😃 to artysta 😂
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Mówi że ciężko przebić się przez starych wyjadaczy ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Jednak ta fotografia to prosty biznes .....
    Odpowiedz
10 marca 2017
Najlepsze jest to, że możemy w tej pracy robić to, co chcemy. Kształtować swoją ścieżkę tak, jak chcemy. Poprowadzić rozwój marki w takim kierunku, jaki uważamy za odpowiedni dla nas. Tego, co się dzieje dookoła, nigdy nie należy lekceważyć. Ja np. bardzo lubię modę, obserwuję ją, patrzę na zmiany, czasem burzliwe. Ale ramoneska, trencz, biała koszula i świetnie skrojona marynarka będą modne zawsze. Więc ja się staram być czujna w tej swojej ramonesce. Albo trenczu :D. Jeśli jest jakiś element mody, który fajnie będzie współgrał z moim wypracowanym wizerunkiem - to fantastycznie. Ale są rzeczy, po które nie sięgnę nigdy - np. po buty relaksy, ani po kanapkowe czcionki i rysunkowe loga z plecakiem :). I ze zdjęciami podobnie - trzeba modę śledzić uważnie, mieć do niej szacunek, ale niekoniecznie biernie ulegać. Być wiernym sobie, lubić ludzi i mam nadzieję, że kolejne lata przede mną ;).
Odpowiedz
    10 marca 2017
    A Lindbergh wypłynął na naprawdę szerokie wody po 40-stce;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Ja w ostatnim czasie sama siebie zaskakuję, więc you never know!! :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Michał Warda to nie wiele czasu mi zostało! ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Pytanie, czy też musiał zrobić sesję na Islandii ?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    A kto MUSI?
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    nikt nie musi, wszyscy chcą :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    no to jeśli chcą, to niech robią!
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    za pozno juz jest pase! ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Iza nie lubi zimnych krajów, więc Islandia odpada :) Ciepłe kraje, jak najbardziej :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Zygmunt Górski tez bym nie lubila na jej miejscu :D taka chudzinka, ze tam zamarznie :D PS ja ogolnie nie rozumiem tego parcia na "zagranice" tz rozumie, ze jak ktos ma czas, lubi to to luz ;) ale ja wole ten czas spedzic z bliskimi osobami niz spedzac glownie go w samolocie ;) zagranice wole jezdzic na wypoczynek a nie do pracy chociaz czasem mozna i do pracy ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Michał Warda to ja mam szansę :) wiek już jest, teraz tylko wypłynąć ..
    Odpowiedz
10 marca 2017
o jezusie, mario i józefie, jak tu merytorycznie i elegancko, aż strach się bać ;) na razie tyle mogę powiedzieć, podcast zasubskrybowałam se już, ale jeszcze nie jechałam autem (czyli jeszcze nie słuchałam) ;)
Odpowiedz
10 marca 2017
Jeśli chodzi o fotografię w PL to mnie zastanawia jaki wpływ na fotografię ślubną będą miały zmiany demograficzne, liczba zawieranych małżeństw, która będzie spadać (a fotografów przybywać). I co w przyszłości będzie, oprócz umiejętności, zestawem obowiązkowym do bycia dobrym i rozpoznawalnym fotografem. Dziś taki fotograf nie istnieje bez strony www, fanpage, instagrama (o umiejętności poruszania się w social mediach nie wspomnę nawet). Co będzie za 5, 10 lat? I jak mocno wideo przeniknie do fotografii.
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dobre pytanie. Gdybym dzisiaj to wiedzial postawilbym wsyztko co mam na przyszle Instagramy, FB itd. Niestety to chyba nie do przewidzenia.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    ja też :)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    za 20 lat znowu bedzie wyz.. 500+ czyni cuda ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    żyjemy w tak ciekawych czasach, że o to co będzie za 20 lat nawet nie próbuję się martwić, bo nawet nie jestem pewien, czy granice naszego państwa nie zmienią się (tj. zostaną zmienione). Bardziej interesuje mnie perspektywa 5-10 lat ;)
    Odpowiedz
10 marca 2017
Mnie ciekawi to, że wspominaliście że większość treści na Snapchat'cie jest bezwartościowa i nieciekawa więc z niego nie korzystacie a z drugiej strony wspominaliście o tym, że za 5 lat trzeba będzie się dostosować do nowego stylu. To chyba znaczy, że coraz bardziej musimy dostosować się do "beznadziejnej" i "bezwartościowej" formy wyrazu również w foto/video bo tacy są przyszli Państwo Młodzi :/ I tu już jest ciężej aby to zaakceptować.
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Touche.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałeś o co chodzi. snapchat itp są narzędziami dotarcia do potencjalnych klientów. młodych ludzi, którzy za 5-6 lat będą się pobierać. Marcin powiedział, że wiele osób wrzuca tam bezwartościowe treści ale to nie znaczy, że tak trzeba.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    No właśnie oto chodzi ze przyszłe pary młode czyli terazniejsi nastolatkowie żyją treściami bezwartościowymi i uważają je za atrakcyjne co nam się w głowach nie mieści.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że jeśli chcesz zdobywać klientów przez SC, to musisz stowrzyć coś interesującego. To, że Twoi odbiorcy mogą prywatnie tworzyć kretyńskie treści nie znaczy, że masz zniżać się do tego poziomu. W ten sposób nie zdobędziesz niczyjej uwagi. I wcale bym tak nie generalizował SC jako medium służące szerzeniu bezwartościowej treści. Trzeba tylko wiedzieć kogo obserwować. Dobra treść tak jak dobre zdjęcia zawsze będą w cenie.
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    No i w tym cała obawa analogicznie do przykładu z fotografem ubiegłego wieku, który komentując dzisiejsze zdjęcia stwierdził że musiałby się nieźle postarać aby tak zdjęcia "zepsuć" ;)
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    mówiłem też, że nie każdy powinien prowadzić SC, bo nie każdy się do tego nadaje.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Niestety nie udało mi się złapać dobrego sygnału podczas podróży, aby obejrzeć dzisiejsze nagranie Live, to nadrobiłam wczorajsze nagranie. Ciekawie i szczerze, owijanie w bawełnę nie prowadzi do niczego. Świadomość światowego progresu jest w każdej branży. No i kolejna osoba, która świetnie podkreśla, że najpierw klient, potem pieniądz. Nagranie jak zawsze na 5+ :)
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Dziękuję Ola.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Fajnie Was poczytać, tylko dlaczemu młode wilki boją się młodych wilków :) Jeszcze nie czas.
Odpowiedz
Asia
10 marca 2017
Uwielbiam te Wasze podcasty :) Dają dużo do myślenia, każdy jeden :)
Odpowiedz
10 marca 2017
<3 uwielbiam takich konkretnych ludzi. Dzięki Marcin Kontraktewicz i Jacek Marek Siwko
Odpowiedz
    14 marca 2017
    Monika Drężek dziękuję serdecznie ;)
    Odpowiedz
14 marca 2017
Jak tak słuchałam to aż mnie cos momentami skręcało... o tym, że fajnie wybierać ciekawych ludzi, nie koniecznie iść za kasą, o tym że czasami jakaś intuicja podpowiada że warto współpracować z ludźmi... nie koniecznie za standardową stawkę, bo mogą oni więcej wnieść w nasze życie zawodowe niż parę stówek więcej... Intuicja dobrze mi podpowiada... tylko dlaczego muszę ciągle walczyć z bliskimi którzy, dziwią się moim poczynaniom i starają się nakierować mnie na całkiem inne myślenie... Może gdybym nie słuchała tak innych i była bardziej pewna swoich racji kiedyś ktoś ze mną wywiady by przeprowadzał :P Baardzo fajnie się tego słuchało. Cieszę się, że są tacy ludzie w branży, czuję bratnią duszę <3
Odpowiedz
17 marca 2017
Kolejny bardzo dobry podcast. Dzięki Jacek, Dzięki Marcin.!
Odpowiedz
17 marca 2017
Dzisiaj przesłuchałam i chciałam tylko napisać, że bardzo wartościowy podcast, dobrze się słuchało. Dzięki :)
Odpowiedz
25 kwietnia 2017
Świetny komentarz i bardzo pouczający odcinek. Pozdrawiamy Snapów.
Odpowiedz