Gościem 11 odcinka podcastu Niezłe Aparaty jest Łukasz Zyśk znany bardziej jako Projekt 35.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Łukasza znajdziecie w sieci:

www: projekt35.pl

insta: instagram.com/projekt35/

fb: facebook.com/projekt35fotografia/

Ostatnio sporo myślałem nad kształtem podcastu i powiem Wam, że obok rozmów z fotografami, którzy teraz są na świeczniku chciałbym przeprowadzać wywiady z tymi, który będą tam już jutro. Jednym z takich wschodzących gwiazd jest Łukasz Zyśk, znany jako Projekt 35. Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście to dziś jest ten dzień, w klubie jego fanów znajdują się Wojtek Chrapek i Karolina Miądowicz (Bajkowe Śluby) osoby, które znacie między innymi z poprzednich odcinków.

Rozmowa będzie bardziej emocjonalna (chociaż z charakteru podobna do ostatniego odcinka, w którym miałem przyjemność rozmowy z Kasią z Malachite Meadow), niech Was nie zwiedzie fakt, że rozmawiają dwaj mężczyźni, żaden z nas nie jest wojskowym, więc porozmawialiśmy sobie po prostu od serca.

PS. Dzisiejsze wydarzenia, które miały miejsce na grupie Niezłe Aparaty Podcast sprawiły, że musiałem zmienić wstęp do tego odcinka.

Wstawiłem rano post, w którym poprosiłem Was o dodawanie znajomych fotografów do naszej grupy by na grono naszych Niezłych Słuchaczy odrobinę urosło. Wszystko po to by zapraszając tak zwane szychy fotografii ślubnej, których nie miałem niestety okazji poznać osobiście przekonać do udziału w audycji za pomocą prostego argumentu w stylu: słuchaj musisz wystąpić bo w tej grupie jest po prostu ogień, jest siła i moc. 23 tysiące odtworzeń dotychczasowych 10 odcinków podcastu nie było najgorszym wynikiem, ale podcast powstał po to by jak najwięcej osób mogło się z niego czegoś nauczyć. To działa w bardzo prosty sposób: kiedy trzymamy się razem to każdy z nas rośnie, gdy jesteśmy osobno czy też zwalczamy się to wiadomo, że nie wróży to nic dobrego.

To co się stało w chwilę po opublikowaniu posta, czyli wzrost liczby uczestników grupy z niecałych pięciuset do 1600 w kilka godzin jest dla mnie żywym przykładem, że grupa Niezłych Aparatów na Facebooku jest rewelacyjna. Nie wiem czy mogę powiedzieć Wam coś więcej niż tylko zwykłe dziękuję, motywujecie mnie do pracy nad podcastem i sprawiacie, że namawiając kolejnych rozmówców do audycji nie będę musiał korzystać z wrodzonego uroku osobistego i wystarczy, że będę podpierał się liczbami. Matematyka.

No i tyle, następny odcinek za tydzień, jeszcze chciałbym zadać Wam jedno pytanie, właściwie powtórzę to o co zapytał mnie ostatnio Adam Ludwik, chodzi mianowicie o liczbę fotografów ślubnych w Polsce: jak myślicie: ilu fotografów działa w Polsce na rynku ślubnym, wliczmy w to fotografów którzy  nie pracują w branży na pełny etat, ale robią śluby na zasadach weekendowego wojownika. Z tym pytaniem zostawiam Was, zastanówcie się nad tym na spokojnie. Ciekaw jestem Waszych opinii,, ja stawiam, że jest nas około 10 tysięcy.

Zapis rozmowy:

#11 PROJEKT 35 ŁUKASZ ZYŚK

Jacek: Dobra! Trzy, dwa, jeden… startujemy! Dzięki Łukasz, że pojawiłeś się w audycji Niezłe Aparaty. Podejrzewam, że najlepiej byłoby, jakbyśmy zaczęli od opowiedzenia Twojej historii z poprzedniego życia – tak to ujmijmy – z czasów, kiedy nie byłeś jeszcze fotografem ślubnym. Wiem, że masz jakieś doświadczenie pracy w korporacji. Może opowiesz, jak to u Ciebie wyglądało?

Łukasz: Przede wszystkim witam wszystkich. Będzie mi miło, jeśli ktoś będzie słuchał do końca naszego podcastu. Co mogę powiedzieć o sobie? Tak, jestem fotografem, tak jak pewnie wielu z nas, którzy słuchają właśnie. Swoją firmę prowadzę całe trzy lata, znaną bardziej jako Projekt35, bo jak przedstawiam się, że „tu Łukasz Zyśk”, to mnie niektórzy bardziej kojarzą z nazwy firmy niż z nazwy mojej własnej. Fotografia pojawiła się w moim życiu bardzo przypadkiem. Pracowałem wcześniej w bardzo dużej korporacji, chyba jednej z największych drukarni w Europie, która się nazywała Quad/Graphics. Zajmowałem się tam dystrybucją papieru, więc papier nie jest mi obcy w życiu i bardzo ważną dla mnie cechą wykonywania zdjęć jest ukazanie tego na dobrym papierze. Ale o tym nie będę zbyt dużo mówił.

Może opowiem jak ta fotografia pojawiła się w moim życiu, bo to nie jest historia jak wielu innych fotografów, że urodzili się z aparatami w ręku. To jest bardziej skomplikowana historia, a raczej taka, że fotografia jako fotografia pojawiła się w moim życiu dosyć dawno, jednak to były bardziej zdjęcia krajobrazowe, przyrody… Tak sobie fotografowałem. Gdzieś mi zawsze czegoś brakowało w tej fotografii, ale nigdy jakoś nie pomyślałem, żeby fotografować ludzi. Aż do pewnego wydarzenia w moim życiu.

Mój wujek był fotografem, brzydko mówiąc: Januszem. Ale tak, to od niego się zaczęło. Bo fotografował śluby i zachorował na raka… Musiał natychmiastowo przejść operację i spytał mnie po prostu czy zastąpię go na ślubie. Poziom nie był może zbyt wymagający, jak teraz na to patrzę, ale wtedy to było dla mnie coś tak mega stresującego. Moje podejście do ślubów też jest dosyć specyficzne, bo bardzo zależy mi, żeby oddać bardzo emocjonalnie ten ślub, więc jeśli zobaczyłem, że nagle mam sfotografować dwójkę ludzi, którzy się kochają i pokazać to do zdjęcia, nie robiąc nigdy wcześniej żadnych zdjęć ślubnych ani ludzi, to było dla mnie wyzwanie.

Oczywiście poszedłem na ten ślub. Wuja dał mi też swoje płyty ze zdjęciami, z których się uczyłem fotografii ślubnej i poszedłem na ten ślub. Nie ukrywam, że para była bardzo zadowolona ze zdjęć. Ja z perspektywy czasu, patrząc na te zdjęcia, uważam, że były strasznie słabe, ale para była na tyle zadowolona, że zaproponowała mi, że chcieliby jeszcze plener zrobić ze mną i z wujem, jeśli wuja wróci do zdrowia. I tak właśnie zrobiłem. Po tym ślubie miałem jeszcze dwa takie śluby swoje, w których mogłem się pokazać.

Ale też z polecenia wujka?

Tak, tak, bo zanim wuja wrócił do zdrowia to jednak trochę czasu minęło. Ale pary też były super zadowolone. A ja gdzieś chyba w tym wszystkim odkryłem – może to zabrzmi trochę śmiesznie – ale odkryłem miłość do fotografowania ślubów i ludzi. Dlaczego? Bo są bardzo emocjonalne. Emocje, które się pojawiają to jest dla mnie tak mega fantastyczna sprawa, że naprawdę zdarza mi się często uronić łzę podczas przysięgi czy podczas pierwszego tańca. Może dlatego też moje zdjęcia wyglądają tak, jak wyglądają i potem często dziewczyny zwracają mi uwagę, że moje zdjęcia mają jakiś pierwiastek kobiecy w sobie. Może i gdzie tam jest…

I po tych historiach z tymi trzema czy czterema ślubami, na których zastępowałem wujka, gdzieś pojawiła się ta pasja do fotografii ślubnej. Wujek wrócił do zdrowia i nagle okazało się, że kurde – brakuje mi czegoś, chciałem robić te śluby. Rozniosłem swoje pseudoportfolio po kilku fotografach miejscowych, ale każdy tak naprawdę mnie wyśmiał i powiedział, że to jeszcze nie mój czas, że muszę się jeszcze dużo nauczyć itd. I to był moment bardzo, bardzo przełomowy, bo już był zalążek tej miłości do fotografii ślubnej, ale gdy ktoś mi powiedział, że nie nadaję się do tego, to powiedziałem, że „dajcie mi czas, a wam wszystkim udowodnię”. I w tej chwili jestem w miejscu, w którym jestem. Jestem z tego mega zadowolony. Mam super-fajne pary, poznaję super-fajnych ludzi, a część fotografów chętnie wybrałaby się do mnie na warsztaty. Właśnie ostatnio dostałem nawet zapytanie… Ale nie czuję się jeszcze na siłach, żeby robić własne warsztaty.

Ale nie piszą do ciebie ci, którzy wcześniej twoją ofertę odrzucili?

Nie, nie – oni akurat nie piszą. Ale często z nimi rozmawiam.

Aha, czyli oni są jeszcze na rynku w tym momencie?

Tak, są, ale to już raczej podupadające firmy lokalne niż jacyś wielcy fotografowie światowi. Ale myślę, że moje życie całe było sportowe i wiecznie starałem się dawać z siebie sto procent i jeśli ktoś mi powiedział, że czegoś nie mogę zrobić, to starałem się zrobić wszystko, żeby mu udowodnić, że się myli. I chyba w tej fotografii było podobnie. Ten zaszczepiony taki zalążek siebie w tym wszystkim, tej determinacji powoduje to, że cały czas nie znudziła mi się fotografia ślubna, bo wiem, że są osoby, które chętnie się za to biorą, ale po roku, dwóch stwierdzają, że jest to mega ciężkie i chcą zrezygnować itd. Niestety, ciężko jest w ciągu roku osiągnąć jakiś super-fajny poziom.

Mówileś, że zostałeś wrzucony od razu na głęboką wodę przez sprawę choroby wujka. Czyli zrobiłeś wtedy trzy śluby, ale gdzie jest ten okres pomiędzy tymi trzema ślubami a Projektem35?

Kiedy została odrzucona ta propozycja współpracy z tymi lokalnymi fotografami, pojawiła się propozycja pracy w studiu fotograficznym. W tym studiu byłem blisko dwa lata, ale pracowałem na własnym sprzęcie. Nie do końca byłem traktowany tak, jak chciałem być traktowany. Nie mogłem się rozwijać i to była kolejna determinacja do tego, żeby po prostu otworzyć coś swojego, móc się rozwijać, móc poznawać nowych ludzi, nie zamykać się na rynku lokalnym, tylko pracować naprawdę w całej Polsce, może kiedyś na całym świecie. Ale to też to destination weddings ma swoje plusy i minusy. Jeśli miałbym je robić, to na pewno nie cały sezon.

Praca w studiu też mnie trochę nauczyła, ale dalej nie było żadnych szkoleń, ani nic. Dalej było czytanie książek i internetu. No sam się uczyłem wszystkiego. Później zapadła decyzja, że chcę być sam, chcę być niezależny, chcę ruszyć z czymś, chcę pracować w całej Polsce, nie chcę się zamykać tylko na rynku lokalnym. I powstał pomysł Projektu35. Pewnie zapytasz skąd wzięła się nazwa Projekt35?

Na pewno muszę zapytać. Ja coś tam wiem, bo czytałem wywiad z Tobą na blogu, który Kasia prowadzi i tam ze dwa słowa o tym opowiadasz, ale wątpię, żeby wszyscy słuchacze czytali akurat ten wywiad, tak że może w kilku słowach byś się wypowiedział.

Śmieję się zawsze, jak ktoś mnie pyta. Mówię: „bo tylko taka była wolna domena”. Ale nie, nie jest tak, że to była tylko taka wolna domena. Pomysł na samą nazwę powstawał blisko dwa tygodnie. Rodził się dwa tygodnie i w głowie mojej teraz obecnej narzeczonej od kilku dni. Wypisywaliśmy przeróżne słowa związane z fotografią i gdzieś na połączeniu kilku słów – fotografii małoobrazkowej, czyli 35 mm w fotografii małoobrazkowej, 35 mm w obiektywie, czyli taki obiektyw, z którego chyba najczęściej korzystam i bardzo go lubię… I tak jakoś od słowa do słowa powstało słowo Projekt35.

To jest mocno związane z fotografią. Nazwa się przyjęła, logo powstało przy udziale mojej super-koleżanki. Logo też się przyjęło. Po roku funkcjonowania Projektu35 dowiedziałem się, że to też fajnie brzmi międzynarodowo, że nie będzie problemu, żeby to popchnąć gdzieś za granicę. Więc ucieszyłem się. Wierzę, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem. Czy to nazwa firmy, czy to, że od razu na głęboką wodę zostałem przez wujka rzucony, czy praca w studiu fotograficznym, gdzie też musiałem się czegoś nauczyć. To nic nie było przypadkiem. To wszystko przez cały czas w jakiś sposób mnie kształtowało i jako fotografa, i jako człowieka.

Powiem ci, że jak pierwszy raz o tobie usłyszałem, kiedy napisałeś do Kasi, to sobie pomyślałem: „kurczę, koleś ma takie oryginalne nazwisko, takie niepowtarzalne”. Nie wiem, ile tych Zyśków jest w Polsce. Kiedyś sprawdzałem, ilu jest ludzi o nazwisku Siwko i jest około pięciuset, więc też raczej w mniejszości. I zastanawiałem się, dlaczego nie poszedłeś w tę stronę – takiej marki osobistej. Budowaniu identyfikacji skupionej na tym twoim nazwisku oryginalnym.

Wiesz, oryginalne nazwisko skreśla pisownia w internecie, bo nie najlepiej to brzmi chyba: „zysk”.

Ale patrz: jest “Zysk i spółka” – takie wydawnictwo. Czy coś źle kojarzę?

No nie wiem nawet, ale dla mnie się niezbyt dobrze kojarzyło.

Czyli nie robisz fotografii dla zysku?

Nie, raczej robię to z miłości. Wiadomo, że fotografia pomaga nam wszystkim się jakoś żyć, ale stwierdziłem, że jeśli kiedyś te pieniądze zaczną być ważniejsze dla mnie niż fotografia, to chyba przerzucę się na coś innego.

Ciężko przy takich biznesach, które wymagają kreatywności od kogoś, kto je prowadzi, opierać je tylko na tej warstwie finansowej. Rozumiem, o czym mówisz.

Dokładnie. Wiadomo, że wszyscy chcemy być wynagradzani za naszą ciężką pracę. Staramy się podnosić ceny. Ale to też przekłada się na to, że te pieniądze inwestujemy czy w sprzęt, czy w szkolenia. Czy chociażby w samo prowadzenie firmy… Niestety ZUS, podatki, itd. To wszystko kosztuje.

To jest temat na osobną audycję…

Tak, to jest w ogóle temat rzeka…

Powiedziałeś coś takiego, że kiedy pracowałeś w studiu fotograficznym to jeszcze nie było tych szkoleń itd. To domyślam się, że później wybrałeś się na jakieś szkolenia?

Tak, pierwsze szkolenie w ogóle w moim życiu… Mam jeszcze mój album „Wiele dróg, jedna pasja. Fotografia od A do Z”, prowadzona przez Karola Kalinowskiego. To było moje pierwsze szkolenie, które też mi udowodniło, że wiedza, którą mam, jest już całkiem fajna. Nie jestem gdzieś tam w lesie ze swoją wiedzą, to czego się nauczyłem do tej pory coś znaczyło. I tam też usłyszałem super słowa od Jacka Batkowskiego czy Karola Kalinowskiego o tym, że moje zdjęcia coś mają. Też powiedzieli, że na tle grupy wyrożniam się. Nie jestem jedynym fotografem, który skończył te warsztaty, bo wiem, że Rafał Bojak też je skończył, więc mogę sobie z nim przybić piątkę. To dało mi kolejną motywację, żeby ruszać, żeby coś robić z tym. Bo jeśli usłyszałbym, że ta fotografia jest słaba, którą robię i w żaden sposób się nie wyróżnia, to pewnie bym odpuścił, ale jeśli ktoś dał mi taki mały płomyk nadziei, że ta fotografia coś może zdziałać, coś może znaczyć, to ruszyłem dalej.

Były jeszcze po drodze szkolenia wśród teraz moich znajomych, kolegów, ale chyba najbardziej wartościowymi szkoleniami, na jakich byłem to było z spotkanie z Markiem Pacurą i to szkolenie w Liverpoolu, na którym ostatnio byłem. Nawet nie przez wzgląd na ilość wiedzy, którą tam zdobyłem, ale poznanie tych wszystkich ludzi, których marzyłem, żeby ich poznać. Miałem okazję z nimi przybić piątkę, porozmawiać chwilę i jakby mentalnie sprawili, że wróciłem odmieniony.

W ogóle w moim życiu… To jest śmieszne, ale jest strasznie dużo rzeczy, które dzieją się przypadkiem. Ja tak, jak powiedziałem, w przypadki nie wierzę, więc po coś to się dzieje. Super-fajne, nie wiem czy mogę nazwać to warsztatami, ale poznanie fotografa naszego polskiego, który pracuje w Irlandii, Tomasza Kornasa, z którym się zgadaliśmy przez Facebooka i gdzieś tam dosłownie po dwóch dniach pisania zaprosił mnie do siebie. Człowiek, którego ja nie znałem, który nie znał mnie. Mógł, nie wiem, wpuścić do swojego domu bandytę, nawet by o tym nie wiedział. Zaprosił mnie i się zdecydowałem polecieć do niego. Poszliśmy razem na ślub i naprawdę to, czego się tam nauczyłem pozostanie na zawsze w moim sercu. No i Tomasz, który został moim przyjacielem wielkim – cały czas mamy kontakt. Więc to jest super.

Poznanie Wojtka Chrapka, które też jakby jest mega zabawne, że w moim życiu pojawiają się ludzie, których w ogóle się nie spodziewasz. To tak jak z wielkimi miłościami. Gdy najmniej się tego spodziewasz, to to się pojawia. I tak jest w moim życiu. Myśle, że ci ludzie nie pojawili się w przypadkiem i myślę, że zostaną w nim na dłużej. Jeśli chodzi o Tomasza to miałem przyjemność fotografowania chrztu jego syna, więc to był dla mnie mega ogromny zaszczyt. Człowiek, który jest doceniany za granicą zaprosił mnie, bym fotografował ślub jego pierwszego, upragnionego syna.

No to już wiele świadczy! Słuchaj, ja też myślę, że nie ma w życiu przypadków i są tylko znaki. To nawet nie są moje słowa, tylko cytat – nie pamiętam, kto to dokładnie powiedział. Jak chcecie to sobie przegooglujcie. Chciałem cię zapytać o Snap Festival, bo zdaje się, że byłeś na ostatniej edycji.

Tak, to był Snap Festival dokładnie, czyli taka mniejsza edycja Snapa. Co mogę powiedzieć… Mega fantastyczne chwile. Myślałem, że będę jedynym Polakiem tam. Ostatniego dnia dowiedziałem się, że jednak nie jestem jedynym Polakiem, bo jeszcze jest moja koleżanka, [Małgorzata] którą serdecznie pozdrawiam. I śmiesznie, że zgadaliśmy się właśnie dopiero ostatniego dnia. Ilość pozytywnej energii, która tam krążyła w powietrzu, była niesamowita. To że miałem przyjemność zjedzenia kolacji dzień wcześniej z wszystkimi mówcami z dnia następnego było dla mnie mega-wydarzeniem. Poznanie Jonasa, poznanie Sam Hurd, dziewczyn z 2 Brides Photography. Jak poznajesz takie osoby, na przykład Isabelle Hesselberg z 2 Brides, która nie posiadając prawej ręki robi zdjęcia aparatem na kliszę…

Mało tego. Bo ona nie ma nóg też. Ja zawsze też przytaczam jej przykład, jak słyszę, że ktoś mówi „mi się nie uda, ja nie potrafię tego zrobić, ja nie mogę tego zrobić”, bo coś tam. Ja mówię: „Słuchaj, jest taka dziewczyna, która nie ma dwóch nóg i chyba prawej ręki i robi zdjęcia. I zrobiła niesamowitą karierę”. To też można na wiele sposobów interpretować. Można by powiedzieć, że niepotrzebne są zasiłki, bo czego jeszcze musisz nie mieć, żeby nic nie robić. Mi się kiedyś wydawało, że zawód fotografa to jest mega ciężka praca fizyczna, no bo jest – nie ukrywajmy tego – ale jak robi to osoba, która nie ma nóg i ręki to każdy chyba może to zrobić. Jeżeli odpowiednio przyłoży energię do tego.

Dokładnie. Do tego jest tak niesamowicie pozytywną osoba, że naprawdę przebywanie obok niej sprawia, że czujesz się w jakiś sposób wyjątkowy, że wiesz, ile masz i wiesz, że ona tak naprawdę musiał poświęcić dużo więcej pracy, żeby być w miejscu, w którym jest. I jak widzisz, jak ona pracuje, to naprawdę wiesz, że masz duże szczęście i tak naprawdę jedyne co jest ważne w osiąganiu wszystkiego to jest to, co jest w twojej głowie. To jest jedyna bariera nasza.

No właśnie, bo takie szukanie wymówek to jest jedynie próba usprawiedliwienia.

Tak, chyba własnego lenistwa. Często też spotykamy się z tekstami, że „wy to super zarabiacie jako fotografowie”, ale nikt nie widzi tego, ile czasu spędzamy przed komputerem, ile czasu spędzamy na nauce. To kosztuje bardzo wiele wyrzeczeń. Mając rodzinę, jest to jeszcze dużo większe wyrzeczenie, bo jeśli pracujecie obydwoje, to jest super, ale jeśli dwójka ludzi zajmuje się zupełnie czymś innym i musisz nagle wyjechać na kilka ślubów – nie ma Cię dwa, trzy tygodnie, to jest mega ciężko dla rodziny, bo bycie gościem w domu nie jest najlepsze. Nie po to się urodziliśmy, żeby żyć jako samotnicy. To samo, co Jonas powiedział, że on osiągnął wszystko, co mógł, fotografował w najpiękniejszych miejscach świata, ale wraca do pustego domu, bo jego żona odeszła. No jakby gdzieś trzeba znaleźć ten złoty środek. Wydaje mi się, że ta fotografia ma nam sprawiać przede wszystkim radość i przyjemność, a nie pozwalać jedynie zarabiać pieniądze. To nie jest chyba taki biznes, żeby tylko zarabiać.

Ok, wspomniałeś tutaj Jonasa, to przy okazji wywołałeś moje pytanie: otóż chciałbym ciebie zapytać o twoją definicję sukcesu. Bo tak jak powiedziałeś, Jonas może zarabia najwięcej wśród fotografów ślubnych, ma dużo fajnych wyjazdowych zleceń, ale gdzieś tam życie osobiste mu się rozpadło. A dla ciebie co jest wyznacznikiem sukcesu? Czy właśnie fajne zlecenia czy coś innego?

Nie, dla mnie największym wyznacznikiem sukcesu jest to, żebym wstawał codziennie rano, mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że jestem dobrym człowiekiem, że nikogo nie skrzywdziłem. Praca, czyli fotografia ma być dla mnie cały czas przyjemnością. Dla mnie sukcesem będzie, jeśli będę wstawał co sobotę i będę mógł powiedzieć sobie: “Kurde, ale fajnie – mam super pracę, mogę iść robić to, co kocham, wrócić i to, co najważniejsze, oddać zdjęcia ludziom. Zdjęcia, które dla nich są niesamowicie ważną pamiątką”.

I to jak nieraz pary mi dziękowaly to jest dla mnie niesamowite. To jak dostałem od pary srebrne spinki w kształcie aparatu. Kurde, to były momenty, które naprawdę wyciskały ze mnie łzy i jakby nie do końca rozumiem, czemu oni to robią. Po wyjeździe do Liverpoolu czy po warsztatach u Marka, zrozumiałem, że to, o czym ciągle gdzieś tam myślałem, czyli o tej emocjonalności fotografii ślubnej, to się potwierdziło. Uczestniczę w dniu najważniejszym dla dwojga ludzi i tak naprawdę to robię dla nich pamiątkę na całe życie. I to jest dla mnie strasznie ważne. Moim wyznacznikiem sukcesu będzie to, że każda kolejna para powie mi dziękuję. Nie musi mi robić prezentu i ja będę mógł wstać rano, spojrzeć w lustro i mówić: „kurczę, jest fajnie, nikt nie powiedział nic złego na mnie, wszyscy są zadowoleni ze zdjęć”. To jest chyba dla mnie miara sukcesu.

Ok, powiedziałeś, że robisz pamiątkę dla pary młodej. Ale to ja bym powiedział, że my wchodzimy znacznie głębiej w historię tej rodziny, bo takie zdjęcia oglądają potem wnuczki i nawet prawnuczki. Nie wiem, jak tam u ciebie wygląda rodzinne archiwum, ale jak ja byłem mały, u moich dziadków zawsze oglądałem te zdjęcie ślubne, nawet te sztywne, takie pozowane, gdzieś tam się oglądało.

Dokładnie.

A powiedz, co cię najbardziej inspiruje w twojej pracy czy w rozwijaniu twojej pasji w tej chwili?

W tej chwili najbardziej chyba ludzie. Ci których poznaję na swoich ślubach, a czasem nawet przed ślubami – na spotkaniach czy przy podpisaniu umowy. Często są dla mnie tak niesamowitą inspirację, że naprawdę nie czuję, że idę na zlecenie ślubne, że robię coś. Czuję się, jakbym szedł do własnej rodziny, którą znałem, nie widziałem kilka lat, ale staram się tworzyć właśnie taką naturalna fotografię przez to. Chyba właśnie największą inspiracją są dla mnie ludzie. Pytanie, w którym kierunku, jeśli chodzi na przykład o fotografów, to nie mam aż takiego swojego boga fotografii. Lubię oglądać po prostu fajne, emocjonalne zdjęcia. Chyba z tego staram się też podkradać.

Ok, a czy przy selekcji, przy wyborze tych zdjęć, które tworzysz masz jakieś kryteria, które zdjęcia się nadają, a które nie? Jak to u ciebie wygląda?

To wygląda w ten sposób, że staram się stworzyć jakąś historię z tych zdjęć i często jest ich bardzo dużo. Może zostawmy skrytykowane opinie, ale jak w głowie mam określoną ilość zdjęć, to zawsze para dostaje więcej. Szkoda mi jest ich wyrzucać – zdjęć, które wiem, ile mogą dla nich znaczyć. Często staram się tworzyć historię. Nie ukrywam, że mam na przykład problem z układaniem bloga, bo tych zdjęć powinno być mało, a dla mnie każde jest w jakiś sposób ważne.

A ile czasu mniej więcej zabiera ci obróbka takiego materiału łącznie z selekcją?

Jeśli dobrze usiądę, wyłączając największego złodzieja czasu – Facebooka, to jestem w stanie zrobić to w ciągu jednego dnia, czasem dwóch. Czasem, jak mi się nie podoba, to też potrafię zniszczyć całość, która jest obrobiona i zrobić wszystko od nowa.

Tego to jeszcze nie spotkałem, powiem ci szczerze. A jak robiłeś te materiały dla wujka to on obrabiał czy ty się tym wtedy zajmowałeś?

Nie, wtedy jeszcze tak naprawdę nie wiedziałem, czym jest Lightroom i Photoshop tak naprawdę. Tak że to obrabiali wujek i pan, dla którego wujek pracował, czy współpracowali razem. Ja się tym nie zajmowałem – ani selekcją, ani obrabianiem.

Ok, a jak pierwszy taki materiał zrobiłeś będąc już na swoim, to ile czasu ci to wtedy zajęło?

Wtedy to było minimum około tygodnia. To była ciężka praca, nauczenie się tego wszystkiego. Było mega ciężko i nawet nie chcę sobie przypominać, jak to było…

Wiesz, powód dla którego pytam: przypomniało mi się, że jak pierwszy materiałem obrabiałem, każde zdjęcie osobno w Photoshopie otwierałem itd., to były wieki i moja mama powiedziała, że jak ja mam założyć rodzinę i mieć dzieci i taką pracę to nie wróży sukcesu, bo to tyle czasu i w ogóle…

Wiesz, żeby jeszcze każde zdjęcie było podobne do siebie… Jak nie było żadnych presetów ani nic to była masakra po prostu.

O to dobry temat poruszyłeś. Bo ja akurat fotografuję od kilku lat, może czterech, pięciu, tylko i wyłącznie w trybie manualnym. I wiesz, też mierzę sobie white balance, więc nie jest tak, że każde zdjęcie wygląda jakoś inaczej. Więc jak, mówiąc kolokwialnie, spieprzę white balance w jakiejś sytuacji to mam tak, że mam całą sekwencję zdjęć, które mają ten white balance schrzaniony, więc nawet doprowadzenie tego zbioru do fajnego stanu nie zajmuje mi dużo czasu, bo wtedy jest synchronizacja.

Tak, bo masz wtedy podobny white balance, więc obrobienie potem jednego z tych kilku zdjęć nie jest problemem. Ale czasami jest ciężej, bo warunki potrafią się mega szybko zmieniać. Dla mnie chyba najgorszym momentem jest zawsze wyjście z kościoła, gdzie dużo się dzieje, a czasami wchodzą jacyś wujkowie z telefonami, ciocie z aparatami i kurczę, chcę zrobić fajne zdjęcie, ale czasami ktoś tam stanie, przeszkodzi. Więc to jest taki moment dla mnie trudny, ale staram się sobie z tym radzić.

No to jest trudny moment, bo najczęściej jest też tak, że wychodzą z kościoła i od razu jest ta patelnia – wielkie słońce.

Dokładnie, wychodzisz z ciemności w jasność. Ale jeszcze nigdy nie zepsułem tego zdjęcia, więc jestem z siebie dumny. Staram się zapobiegawczo przed wyjściem przestawić sobie jeden aparat – bo pracuję na dwóch aparatach cały czas – i być przygotowanym na to wyjście, bo coś się będzie dziać zawsze.

Ok, na dwóch aparat pracujesz. Ale nie masz tego ustawienia manualnego czy masz jakieś preselekcje przysłony?

Mam preselekcje przysłony, z tym mi się najlepiej pracuje. Wcześniej pracowałem na manualu, ale się odzwyczaiłem chyba z wygody, lenistwa.

Powiem ci, że ja próbowałem kiedyś na dwa aparaty fotografować i przez to, że ja mam tę obsesję fotografowania na manualu, nie ogarnąłem tego tematu. Wiesz ciężko było spamiętać, jakie były ostatnie ustawienia, kiedy korzystałem z danego aparatu, gdy sytuacja się zmienia i cały czas jesteś jako fotograf w ruchu. To jesteś w kościele, to jesteś na zewnątrz, to jesteś na sali. Chociaż na sali to już jest jeden tryb. Tam już jest stałe ustawienie, tam bym może ogarnął.

Ok, to jeszcze jeden temat mnie męczy. Mówiliśmy o tych twoich początkach i jak rozwijałeś swoją firmę i zaczynałeś od pewnych stawek. Twoja firma rozwija się dynamicznie, tak to określmy. Miałeś takie momenty zwątpienia, że „wyżej nie podskoczę”? Coś takiego cię w życiu spotkało?

Tak, ale to chyba też było na zasadzie mojego zablokowania psychicznego i wmówienia przez innych, że za fotografa to nikt nie da więcej niż trzy i pół tysiąca.

Ale kto to mówił?

Jacyś ludzie, którzy byli wokół mnie, niezwiązani z fotografią. Jak pokazywałem swoją ofertę to czasem było „O jejku, tak dużo? A za co?” Tak trafiłem nawet ostatnio na taką panią… Ale to nie tak proszę panią. To nie są tylko zdjęcia, to jest coś więcej, coś co będziecie mieli na lata. A ja przychodzę i nie spijam sobie śmietanki z kawy, tylko chodzę i robię zdjęcia i staram się, żeby na tych zdjęciach coś było, a nie chcę sobie po prostu popstrykać. No i pani chyba zrozumiała i podpisała umowę. Mam nadzieję, że nie będzie z nią problemu. Ale rozmowa była później super-fajna. W ogóle najfajniejszy ślub ostatniego sezonu zaczął się od kłótni z moją panną młodą, która podesłała zdjęcie jednego fotografa i napisała mi, że chciałaby mieć takie.

Ok…

To była mega zabawna historia, ale zostaliśmy na tę chwilę myślę że przyjaciółmi, piszemy do siebie często.

Czemu podesłała ci zdjęcia innego fotografa i powiedziała, że chce mieć takie? Ten fotograf miał już zajęty termin czy o co chodzi?

Nie wiem właśnie. Nie do końca to było wyjaśnione. Ale powiedziała, że chce takie zdjęcia. Napisałem, że to nie jest moja stylówa, że raczej nie zrobię jej takich zdjęć. Potem spotkaliśmy się porozmawialiśmy i ona powiedziała, że daje mi wolną rękę. Śmiesznie, bo na spotkaniu powiedziała, że miała spotkać się jeszcze z trzema innymi fotografami, ale po spotkaniu stwierdza, że nie chce już nikogo innego, więc to było dla mnie super-fajne

Ok, a jeszcze jakbyś mógł opowiedzieć, co takiego się stało u ciebie, że twój styl wyewoluował w kierunku, w którym jest w tej chwili?

Ciężko mi powiedzieć, że ja mam jeden określony styl. Ja chyba ciągle szukam.

Jak oglądam czasem twoje zdjęcia to podzieliłbym je na dwie grupy. To jest częste teraz, bo jest taki trend ciemny i są zdjęcia jasne. Ja się śmieję, że są w fotografii dwa obozy, wzajemnie może się nie zwalczające, ale po drugiej stronie barykady. W tej chwili ten ciemny trend jest w natarciu – coraz więcej osób tak fotografuje. Ale wiadomo, jak z każdym trendem, będzie odbicie i tylko kwestia czasu, aż ludzie zaczną znowu robić jasne zdjęcia. Gdzie byś siebie widział na tej szali? Jesteś bardziej po ciemnej stronie mocy?

Jestem po środku.

Wiesz, że nie można być po środku.

Zależy, co mam w sercu. Jeśli chodzi o dany ślub, jak go widzę, czasem wolę go zrobić jasny, czasem wolę zrobić ciemny. Wiem, że może to jest złe, bo nie będę mega super rozpoznawalny po obróbce, ale może będę rozpoznawalny po emocjonalności. Ciężko mi powiedzieć, raczej robię więcej zdjęć ciemniejszych niż jaśniejszych, ale czy jestem bardzo mocno po którejś stronie – chyba nie. Robię to, co mogę, najlepiej jak potrafię. Tak to wygląda.

Dobra. A taka drobnostka, być można z twojej perspektyw… Ale tematy biznesowe – mam nadzieję – będa się częściej pojawiać w podcastach, to chciałbym ciebie zapytać: już chyba zadawałem to pytanie w podcaście z Kasia z Ma-Me, o powody, dla których nie ma zakładki oferty na stronie fotografa. U ciebie też takiej zakładki nie znalazłem. To jest celowa akcja czy po prostu zwykłe roztargnienie?

Nie, raczej celowa akcja. Tak, żebym mógł załapać pierwszy kontakt z parami. Jeśli para napisze mi zapytanie trochę dłuższe niż „poproszę o ofertę” to wiem, że oni są zainteresowani tym, żeby faktycznie coś mieć z tej fotografii ślubnej. Jeśli dostaję zapytanie „proszę o ofertę” i nic więcej, to podejrzewam, że po prostu napisali do stu paru fotografów, albo więcej i na tym się kończy. Wybierają ofertę pod względem wyłącznie cenowym, a nie pod względem artystycznym i tego, co dostają więcej. To nie są tylko zdjęcia, to są też albumy, to jest to, jak pakujemy te zdjęcia, oddajemy… To wszystko ma znaczenie i uważam, że to pierwsze zaczepienie klienta mailem może spowodować że zaprosimy ich na spotkanie. Na spotkaniu pokażemy jakimi jesteśmy ludźmi i oni bez względu na cenę będą chcieli z nami współpracować.

Nasza praca nie opiera się tak naprawdę na zrobieniu zdjęć. To często jest gaszenie przysłowiowych pożarów w dniu ślubu. To jest kontakt między parą a nami, bo jeśli para będzie miała super-kontakt z nami, to będą naturalni, będą prawdziwi w tym, co robią i nie będzie to dla nich tak stresujące, a wręcz przeciwnie: będą się super bawić. Naciskam właśnie na spotkania, żeby się zapoznać z fotografem na tyle, na ile to możliwe. Tak że kiedy przychodzimy w dniu ślubu, żeby oni traktowali nas jak część rodziny, a nie jak pana Janusza, który przyszedł zrobić zdjęcia. I to jest dla mnie mega ważne.

Zawsze przychodzę do domu, staram się rozluźnić atmosferę. Nie zaczynam od razu robić zdjęć. Staram się z każdym porozmawiać, pożartować, powygłupiać się i dopiero zaczynam wchodzić do akcji. Naprawdę potrafię stać metr, dwa od pary i oni przestają zwracać uwagę na mnie. Pokazują się wtedy prawdziwi.

Cały czas siedzi w mojej głowie historia z takiego ślubu na zamku, gdzie para miała błogosławieństwo przeprowadzone wyłącznie przez rodziców. Nie pozwolili nikomu wejść do pokoju i w ostatniej chwili zawołali mnie: „Łukasz możesz wejść, ale musisz zrobić zdjęcia tak, żeby nie przeszkadzać nam w tym momencie”. To był dla mnie wyjątkowy moment, bo to był moment, w którym zrobiłem tylko dwa zdjęcia i to dopiero na sam koniec. Stwierdziłem, że nie mogę przerwać tego co dzieje. Przemowa ojca panny młodej była taka, że naprawdę wycisnęła ze mnie morze łez, chowałem się za aparatem. Stwierdziłem, że to jest moment, którego nie mogę popsuć dźwiękiem migawki. Poczekałem aż powiedzą swoje i zacząłem robić zdjęcia. I to naprawdę były dwa albo trzy zdjęcia, które powstały. Ale to, co zostało za tymi zdjęciami, czyli ta historia w moim sercu, jest dla mnie naprawdę super-ważna i super-fajna. Teraz często nalegam, mówię parom, że jeśli mogą zrobić sobie błogosławieństwo przez rodziców gdzieś w osobnym pomieszczeniu, gdzie nie będzie nikogo, to oni przeżyją to zupełnie inaczej. Ja wiem, jak się wtedy czuła ta para, bo mnie to naprawdę mocno dotknęło – to, co ojciec panny młodej powiedział. I uważam, że to jest taka chwila nie dla całej rodziny, trzydziestu pięciu osób w mieszkaniu o powierzchni trzydziestu pięciu metrów, ale raczej chwila dla tych sześciu osób… Czasem zdarza się niestety mniej.

Powiem, że jestem pod wrażeniem tego, co zrobiłeś, bo ja cię zapytałem o ofertę, a ty po prostu popłynąłeś nie wiem, w jaki sposób do tego momentu błogosławieństwa.

Przepraszam!

Nie, to nie jest zarzut! Szczerze mówiąc, fajnie opowiadasz i tak sobie wyobraziłem, że jak w ten sposób rozmawiasz z parami to rzeczywiście jest to fajny atrybut, który masz, że potrafisz zaciekawić i wciągnąć w tę historię.

Pozwól, że ja trochę zburzę tę atmosferę, którą wypracowałeś sobie solidnie i zapytam jeszcze a propos tej oferty – kiedy jest ten moment, gdy jest kawa na ławę i walisz prawdę prosto w oczy. Bo powiedziałeś, że przychodzi czasem zapytanie „poproszę o ceny”. To każdy chyba się z tym spotyka, nawet ci, którzy gdzieś tam mają swoją cenę wyjściową podaną na stronie. Ja na przykład mam i też nie jest tak, że wszystkie te zapytania są przefiltrowane, że ci ludzie, którzy nie są w stanie zapłacić do mnie nie piszą. Ludzie są zbyt niecierpliwi w internecie i czasami się zdarzy takie zapytanie „po ile?”. I w którym momencie jest to… W pierwszym mailu czy dopiero na spotkaniu? Jak to u ciebie wygląda?

Nie, to już jest w pierwszym mailu. Tylko staram się wytłumaczyć, zrobić taką mała podbudówkę do tego, co jest w załączniku.

Aha, czyli w treści maila nie ma, jest jedynie w PDF-ie egzekucja?

PDF jest jako załącznik, a wiadomość jest prosto z serca raczej. Myślę, że nie warto być nieprawdziwym we wszystkim. Warto być prawdziwym, mówić i pisać prosto z serca. Myślę, że to często przemawia do pary. Pokazujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy. Tak dużo łatwiej zdobyć zaufanie i pokazać ofertę. Staram się, żeby mail pierwszy, nie był taki, nawet jak jest mega krótki, to żeby nie powiedzieć „Dobra, macie ofertę. Zobaczcie i jak wam pasuje to podpiszcie, a jak nie to nara”. Nie, staram się też zaczepić. Nawet, jeśli krótkie mam pytania o tę ofertę, to staram się wyciągnąć z pary jak najwięcej, żeby pokazać, że nie chcę robić po prostu czegoś, co jest wbrew mnie i jeśli oni chcą po prostu zwykłe zdjęcia ślubne, to ja ich zwyczajnie nie chcę. Nie chcę ich jako pary. Chcę ludzi, którym zależy na tym dniu, którzy będą pokazywać siebie. To jest dla mnie najważniejsze.

Ok, czyli w pewien sposób jakoś tam filtrujesz te swoje pary. A kiedy zrozumiałeś, że tak trzeba robić? Bo nie ukrywajmy, na początku prowadzenia firmy każdemu zależy, żeby były zlecenia.

To brało się, co było. Świątek, piątek czy niedziela, czy święto czy nie święto, to się brało to, co było, żeby było za co ZUS zapłacić. Ale tak w pewnym momencie przybywa zapytań, masz nagle wrażenie, że „kurde, mogę sobie chyba wybrać troszeczkę te pary”. To też nie jest super-ekstra-wielka selekcja, ale chcę po prostu pary, które wiedzą, czego chcą, które widzę, że się kochają. Kurczę, to jest doskonały przykład: jedna z moich, które – dwa tygodnie po ślubie – kiedy pojechałem do nich na plener, powiedzieli, że się rozstają i ja nie potrafię wtedy pracować, bo ciężko mi jest pokazać miłość między ludźmi, której nie ma.

Ale czekaj, chwila, moment. Ty poszedłeś na plener po ślubie z parą?

Tak, pojechałem nawet.

Dobra, to pojechałeś, ok – łapiesz mnie za słówka…

Dobra, ale to jest jednostkowy przykład… Nie chcę żeby ta para tego słuchała…

Aha, bo ja tak sobie pomyślałem, co ja w tej sytuacji bym zrobił. Ja nie wiem, czy ja byłbym w stanie zrobić taką sesję. No bo jak? „Przytulcie się” czy coś tam?

Ale wiesz, gdy to mówią tak naprawdę,w chwili gdy jesteś już gotowy do zdjęć…

No własnie, to nie wiem, czy nie poszedłbym z nimi po prostu na kawę. Na jakąś wiesz, terapię może…

Wiesz, czasem ciężko może…

Takie ciekawe zagadnienie by mogło z tego wyjść. Nie uważasz czasem, że fotografowie w pewien sposób mogą robić takie terapie? Może to za duże słowo – „terapie”. Ale w jakiś sposób wpływać na ten związek, że podczas sesji wytwarza się taka atmosfera między parami? Że jednak coś tam powoduje uruchomienie tych motyli w brzuchu – ja to tak nazywam – podczas zdjęć?

Zgadzam się, że mamy na to ogromny wpływ. Ja często chodząc na swoje sesje plenerowe, zabieram ze sobą mały głośniczek, z którego leci muzyka i staram się nie wpływać zbyt mocno, na to jacy oni są. Mówię, że mogą się przytulić, że mogą iść za rękę, ale chcę, żeby oni byli prawdziwi. Chcę pokazać na tych zdjęciach naturalność, a nie ustawione pozy. Myślę, że to, co mówisz, o tych motylach w brzuchu, wywoływaniu tego u par, to budujemy już na pierwszym spotkaniu, potwierdzamy to na ślubie, a sesja plenerowa jest zebraniem tego wszystkiego i mogą wtedy pokazać prawdziwych siebie. To jest super-fajne. Bo to pierwsze spotkanie jest ważne. Ślub umacnia twoją pozycję w ich życiu, stajesz się prawie ich rodziną. A sesja to już czasem jest tak fajna zabawa…

Kamila Piech mówiła o tej potrzebie robienia sesji narzeczeńskich, budowania tej relacji z parą młodą jeszcze przed ślubem. To jest kosmos. Porównanie – robisz ślub u pary, której robiłeś sesję narzeczeńską, a której nie robiłeś, to jest niebo a ziemia.

Dokładnie, zupełnie inna relacja. Przede wszystkim pracujemy z człowiekiem, więc nie możemy zapominać o tej relacji, o szacunku do drugiego człowieka, o podejściu do niego. Jednak powtórzę się po raz kolejny – uczestniczymy w najważniejszym dniu dwojga ludzi, więc fajnie, jeśli przynajmniej próbujemy dać z siebie wszystko.

To raczej należysz do fotografów wycofanych czy grasz pierwsze skrzypce na takiej sesji? Powiedziałeś, że masz jakiś swój głośniczek… Starasz się za bardzo nie ingerować?

Ja, jeśli chodzi o reportaż i o sesję, to jestem raczej obserwatorem niż narratorem wszystkiego, co się dzieje i jeśli widzę, że para jest jeszcze spięta, bo czuję, że minęło więcej niż miesiąc od ślubu i robią sesję i tych emocji już jest trochę mniej, to staram się im przypomnieć jakieś rzeczy z ich życia. Czasem się śmieję, żeby sobie przypomnieli najbardziej romantyczną chwilę w swoim życiu, żeby powiedzieli pięć rzeczy, które kochają w drugiej osobie, żeby popatrzyli sobie głęboko w oczy i wtedy powiedzieli sobie te słowa, albo czasem żeby stali dwie minuty i patrzyli sobie tylko w oczy bez żadnych słów. To jest super-fajne. Polecam każdemu w domu, żeby usiąść naprzeciwko osoby, którą kocha i posiedzieć kilka minut i wyłącznie patrzeć w oczy. To jest super-fajne ćwiczenie, które wywołuje takie emocje, że naprawdę zobaczycie coś fajnego.

Czyli gwarantujesz efekt takiego siedzenia. Ok, a jakbym cię zapytał o najtrudniejszy moment w twojej karierze?

Najtrudniejszy moment… Jest taka historia z mojego życia, gdy fotografowałem śluby i podczas wesela dowiedziałem się o wypadku swoich przyjaciół, gdzie zginęli wszyscy. Było ich czworo. Moment, w którym wiedziałem, że, kurczę, jestem na weselu, ale z drugiej strony muszę być gdzieś indziej. I o tyle fajnie, że para zrozumiała, że muszę jechać, ale strasznie dziwnie się czułem. Cały czas miałem w głowie, że pojechałem z tego ślubu, że czegoś nie dokończyłem. To był moment, gdzie musiałem być w zupełnie innym miejscu. Cieszę się, że para to zrozumiała. To był dla mnie mega ciężki moment. I też moment, który w jakiś sposób ukształtował to, co robię dalej.

Ok, czyli nie miałeś tak, że nałożyłeś maskę i dokończyłeś.

Nie potrafię chyba zakładać maski. Moja narzeczona się śmieje, że nie potrafię kłamać, bo nawet, kiedy planowałem zaręczyny, to ona powiedziała, że się spodziewała. Potem było parę wydarzeń, które spowodowały, że ona zupełnie o tym zapomniała i myślała, że jednak tych zaręczyn nie będzie. Ale ja właśnie całkiem niedawno, na sopockiej plaży, uklęknąłem przed nią i to była w ogóle mega śmieszna sytuacja – nie sądziłem, że kobieta potrafi nic nie powiedzieć w takim momencie.

Może jej było zimno. Kiedyś słyszałem taką historię, jak jeszcze mieszkaliśmy w Trójmieście i mieliśmy sporo par z stamtąd. Jedna para nam opowiadała, że narzeczony, ówczesny chłopak, oświadczył się na molo i jakąś przemowę sobie zaplanował, a ona chciała tylko, żeby już założył ten pierścionek i żeby stamtąd szli, bo było zimno. A nie wiem, jak to w twoim przypadku było…?

Moja dziewczyna dała mi tylko rękę i patrzyla na mnie. I jeszcze na ręce miała rękawiczkę… Patrzyła na mnie i nie wiedziała, co zrobić, a potem śmiesznie, bo jak wróciliśmy do hotelu to pytała, co jej wtedy powiedziałem, bo ona nic nie pamięta.

To jesteś dopiero co po udanej akcji z pierścionkiem czy już planujecie sami ślub? Czy jeszcze nie?

Są bardzo wstępne rozmowy. Jesteśmy niecały tydzień narzeczeństwem.

U nas było tak, że dałem Kasi pierścionek i już dwa tygodnie później ona zamówiła suknię, więc akcja potrafi się szybko rozwinąć. Tak cię tylko uprzedzam. Ciekaw jestem jak te twoje doświadczenie znajomości branży wpłynie na proces planowania.

Z tego co wiem, moja dziewczyna ma założony u siebie na komputerze folder, którego nie widziałem, pod tytułem „Ślub”, więc podejrzewam, że dużo rzeczy ona zaplanuje. Fotograf już wybrany…

Aha, już…

Tak, bo chciałem, żeby ślub fotografował ktoś nam bliski i jest ktoś taki. Nie będę zdradzał kto. Jak się pojawi sesja ślubna, to wtedy zobaczycie, kto to był.

Mogę strzelić? Ale powiem tylko miasto z którego pochodzą?

Ok.

Z Poznania?

Tak!

To przynajmniej mam dwa tropy. Dobra to już nie będę brnął w ten temat, jeśli nie chcesz powiedzieć to nie mów, zostaw sobie coś dla siebie.

No bo jeśli będą musieli wystąpić jako goście jednak to wiesz…

Aha, to już taka mała podpowiedź. A jakbyś miał odpowiedzieć, na takie typowo januszowe pytanie o swój ulubiony sprzęt, to z tego co mówiłeś to 35 to jest obiektyw twój ulubiony. I powiedziałeś coś o głośnym klapnięciu lustra, czyli jesteś na lustrzance?

Tak, pracuję w tej chwili na Canonach 5D Mark III. Jeden jest do sprzedaży, jeśli chce ktoś kupić.

Słuchaj, no tak, ale Mark III to ma ten tryb cichy.

Ma, ale lubię te klapnięcia lustra, lubię je słyszeć, sprawia mi przyjemność. Fajnie się pracuje na sprzęcie, który sprawia ci przyjemność i nie masz problemu z korzystaniem z niego – gdzie przytykasz aparat do twarzy i bez odrywania czegokolwiek od aparatu jesteś w stanie go obsłużyć. Dźwięk lustra wyłączam tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę. Ale tak staram się mieć go włączony, bo w jakiś sposób działa na mnie kojąco i lubię go słyszeć. A co do obiektywu, tylko z całki, mam trzydziestkę piątkę Sigmę, której niektórzy nie lubią, inni ją kochają. Ja ją kocham. Nie mam zamiaru jej sprzedać.

Czyli nie zgadzasz się z Wojtkiem Chrapkiem w tym przypadku?

Nie, ale Wojtek też mówił o Fuji, że jest taka super, a ja mu odradzałem zakup. Kupił i sprzedał więc… Możemy się czasem nie zgadzać w pewnych rzeczach.

Ale tak: mam Sigmę trzydziestkę piątkę, mam dwudziestkę, co jest mega szerokie, wiem że niewielu fotografów z tego korzysta. Tym akurat zaraził mnie Tomasz Kornas, z którym miałem przyjemność fotografować jeden ślub. Co jeszcze tam mam… Pięćdziesiątkę L-kę. W tej chwili poluję na osiemdziesiątkę piątkę Sigmę, bo poczytałem trochę o niej, a jestem takim małym onanistą sprzętowym i lubię mieć coś nowego i się tym bawić. I sto trzydziestkę piątkę, ale tak mało z niej korzystam, że już w tej chwili stoi wystawiona na Allegro.

To chyba jest taka ogólna zasada fotografów, że jak się rozkręcasz, nabierasz wiatru w żagle, to tyle sprzętu się kupuje. Ja też mam pełno jakiś obiektywów, które stoją. I nawet miałem już wystawiać na Allegro, ale mi się nigdy nie chce robić zdjęcia, żeby to w ogóle puścić, więc sobie stoją…

Musisz kogoś zatrudnić do packshotów, żeby ci zrobił zdjęcie sprzętu i sprzedał.

Dokładnie, muszę zrobić rozeznanie rynku. Nie wiem czy znam takich fotografów produktowych. Raczej moja uwaga jest skierowana na środowisko fotografów ślubnych, ale zobaczymy, może nawet się sam zmotywuję, żeby zrobić to zdjęcie. Ale teraz przez to, że sezon w Polsce, czy w ogóle sezon w mojej firmie i wielu innych też… Nie ma tak, że jest stricte sezon. Może jest sezon w pełni w wakacje, ale bardzo dużo się dzieje jeszcze międzyczasie. Tak naprawdę jest co robić i ja też robię te podcasty i też jakby to zajmuje mi trochę czasu. Uchylę może rąbka tajemnicy, że też już outsourcuje część pracy nad podcastem. Może kiedyś o tym jeszcze opowiem. Pamiętam, że reklamujesz się na blogach ślubnych. Przynajmniej na jednym, który znam – nie będę wymieniał nazwy.

To jest jest jedyny, na którym się reklamuję. Reszta bierze mnie za darmo.

Rozumiem. Słuchaj, w takim razie czy miałbyś może jakąś radę dla takich ludzi, którzy są na początku drogi? Gdzie powinni pokazać swoje prace? Czy może się zareklamować? Albo co zrobić, żeby świat o tobie usłyszał?

Na początek wydaje mi się, że warto napisać do różnych portali, czy są w stanie opublikować te zdjęcia za darmo. W takim sensie, żeby nie płacić za to dużej kasy. I jeśli zobaczysz, że rzeczywiście to ma jakiś odzew, to może warto zapłacić za tę dodatkową reklamę. Tak było w przypadku portalu, którego nazwy nie wymieniasz, że widziałem, że jak moje zdjęcie się pojawiło, to był odzew. Postanowiłem pójść krok dalej. Ale dużo portali publikuje zdjęcia nieodpłatnie – to jest super-fajne. Moje zdjęcia pojawiały się też na zagranicznych portalach i też po prostu nie musiałem za to płacić. Napisałem tylko, czy mój reportaż się podoba, a jeśli tak, to czy jest możliwość udostępnienia go. I tak się to działo, że te osoby odpisywały. Jeśli nie odpisywały to też trzeba zrozumieć, że możemy nie pasować w jakiś sposób do danego portalu. Bo portali jest coraz więcej. One już nie starają się publikować wszystkiego, co jest fajne, ale też publikować w jakimś konkretnym stylu. Uważam, że to jest super-fajne, bo można się pokazać samemu, ale można też wiele podpatrzeć z konkretnych portali ślubnych.

I Facebook… Facebook jest chyba teraz największą reklamą. Niestety jest bardzo mocno ograniczony jego zasięg. Coraz więcej kasy chcą za tak naprawdę niewiele.

A korzystasz z płatnych opcji Facebooka czy tylko na organicznym zasięgu jedziesz?

Nie, korzystam z płatnych, bo widziałem, jak organiczne działają i stwierdziłem, że to jest bez sensu, żeby te organiczne tak sobie hulały słabo, bo jednak chce dotrzeć do kogoś. Jest chyba zależność, że jeśli już kupisz pierwszą reklamę na Facebooku, to zasięg organiczny bardzo mocno spada. Więc później już tylko trzeba inwestować… Ale cóż.

Czyli jak już podpiszesz cyrograf, to już za tobą się ciągnie.

Dokładnie, ale to też jest tak, że musimy inwestować cały czas. Jak nie włożymy, to nie wyjmiemy. Musimy inwestować w wiedzę, w sprzęt, w reklamę. Musimy być, prowadząc taką działalność różnymi osobami w jednej – musi być handlowcami, marketingowcami, czasami psychologami, czy tak, jak się śmiałeś – terapeutami. A na końcu jeszcze musimy być fotografami i to naprawdę dobrymi.

Nie zrozum mnie źle – ja się nie śmiałem, że trzeba być psychoterapeutą, bo to jest część tej roboty. Nie mam takiego wrażenia, że to jest jakieś tam wkręcanie. To jest bardziej budowanie nastroju, wytwarzania tych momentów, bo wiadomo, że w życiu momenty się dzieją, a tu przychodzi ci ktoś na sesję i ty musisz to zbudować – tę atmosferę. Więc taka umiejętność przekonywania czy wydobywania tego, co w tych ludziach jest… No bo przecież to nie jest przypadek, że ktoś przyszedł do ciebie na sesję w stroju ślubnym. Przecież coś tam musiało zaiskrzyć na pewnym etapie związku, że do tego doszło. To nie są te czasy, że dwaj ojcowie się dogadali, bo mieli spółkę i powiedzieli: „no ten twój syn to powinien poślubić moją córkę”. Takie rzeczy to wydaje mi się, że już rzadkość w tych czasach.

Dokładnie. Super-fajnie że pary są coraz bardziej świadome tego, czego chcą. Pozwalają też na spełnianie własnych marzeń. To już nie jest często impreza wyłącznie dla rodziny, ale przede wszystkim skupiają się na sobie w tym dniu i to jest super-fajne. Dlatego też coraz większe znaczenie ma dla mnie ta fotografia czy film. Wtedy zupełnie inaczej do tego podchodzą, zupełnie inaczej szukają fotografa i chcą żeby ktoś właśnie, nie dość, że spełnił ich marzenia, jeśli chodzi o zdjęcia, to też był człowiekiem w tym wszystkim. Nie przyszedł, zrobił swoje i wziął kasę, ale też żeby przede wszystkim pomagał im zbudować atmosferę tego dnia.

Ja uważam, że my pełnimy mega ważną rolę w tym dniu, bo jeśli nie skrócimy tego dystansu pomiędzy parą a nami, to oni będą czuli się sztywno, a chyba nie oto chodzi. Mamy być jak ninja, wiesz: niewidoczni, niesprzyjający temu wszystkiemu, tak, że w niektórych momentach możemy stać metr od nich, a oni mają na nas nie zwracać uwagi. Ale wychodząc z wesela mają nas przytulić, jak swojego brata, kogokolwiek z rodziny, podziękować serdecznie. I wtedy wiem, że wykonałem dobrą pracę. Uważam, że to jest też taka wartość dodana. Często nie mamy wpływu na warunki, w jakich fotografujemy, ale to jakimi jesteśmy ludźmi, to jest wtedy wartość dodana do tego, co oddajemy parze.

Myślę, że tym pozytywnym akcentem możemy zakończyć naszą rozmowę. Dzięki Łukasz!

Leave A

Comment

    2 marca 2017
    <3
    Odpowiedz
2 marca 2017
obsuwa zostanie wybaczona,ale masz Chińskie ostrzeżenie, nie wiem co tzn ale pewnie jakieś tortury
Odpowiedz
    2 marca 2017
    haha Bu Bogusław musiałem docenić Wasz wysiłek i o tym wspomnieć na wstępie bo to co się wczoraj działo było niesamowite
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    😊👍
    Odpowiedz
2 marca 2017
Słucham z rana :) dzięki za nowy podcast
Odpowiedz
2 marca 2017
Boom szakalaka :-)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    a jakże :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Oł Jea! Jest fejm! Sluchamy
Odpowiedz
2 marca 2017
Zostawiam wszystko inne i słucham! <3
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Łukasz Sztuka wow, jakie poświęcenie :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Gawędziarz Łukasz Zyśk od dziś kołysanką do poduszki ^^
    Odpowiedz
2 marca 2017
Ja dopiero słucham, ale już sam początek jest świetny! Słucham dalej. :)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Jakub Świętochowski dzięki, mam nadzieję, że dalej będzie inspirująco, Łukasz Zyśk ma talent gawędziarza :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Akurat do kawy :) Dziękuję
Odpowiedz
2 marca 2017
No nareszcie <3
Odpowiedz
2 marca 2017
Zyśk <3 Snapiki <3
Odpowiedz
2 marca 2017
Mam bardzo podobne podejście jak ten Pan. Dobrze się tego słucha:)
Odpowiedz
2 marca 2017
No to odpalam :-)
Odpowiedz
2 marca 2017
Slucham i slucham. Z kazdym kolejnym podcastem nie chce mi sie wierzyc nadal, ze powstala taka fajna inicjatywa <3 i ze z taka checia inni dziela sie swoimi spostrzezeniami i doswiadczeniem
Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz Zyśk ty gwiazdo ! ⭐️❤
Odpowiedz
2 marca 2017
Dobre (y) podcasts rulzzz m/
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Tomasz Migdal cieszę się :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
O rany, godzina w plecy Łukasz wybacz już biegnę słuchać :D
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Dominik Imielski mam nadzieję, że będzie Zysk ze słuchania
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Hahah będzie Zysk 😎 - dobre!
    Odpowiedz
2 marca 2017
Zasiadam i zamieniam się w słuch :)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Kasia Bronska-Popiel macie z Łukaszem wiele wspólnego jeśłi chodzi o podejście do tego co robicie. Przynajmniej ja to tak odbieram :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Wszystkie gwiazdy i ty księżycu wybaczcie, moim zdaniem jeden z najlepszych podcastów do tej pory. W człowieku siedzą emocję, kryją się pragnienia, obecny jest strach. Łukasz wyciągnał na światło dzienne najpiękniejszą naturę każdego fotografa - i za to chapeau bas
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Ty mi będziesz contenty na bloga pisał czarodzieju słowa.
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    ufff, Piotr Pasiak czytałem ten komentarz z napięciem bo myślałem, że zaraz będzie jakaś bomba a tu takie piękne słowa haha :) Dzięki.
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Miałam zostawić sobie ten podcast na wieczorny chillout ale po tej recenzji nie ma mowy, właśnie włączam, nie ma co odkładać :D
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Jacek - nie wzdrygaj się :-) robisz super robotę. Pokazujesz, że słowo wypowiadane ma moc, wypowiadane a nie wydukane. Stąd uwielbiam te podcasty, bo ludzie mówią co im w duszy gra, a nie czym jest marketing, czym robią zdjęcia itp itd. Każdy z twoich gości ma swoje niepowtarzalne historie. Każdy jest inny, i w tej inności silny. Kreujesz myślenie fotografów na właściwe tory - niech myślą o miłości do fotografii a nie o tabelkach zatytułowanych Zyśk...pfuuu zysk :-)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Czysty Zyśk :p
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    :-)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Piotr Pasiak <3
    Odpowiedz
2 marca 2017
O, idealnie do przesłuchania jutro na trasie do stolicy :-)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Katarzyna Pyrchała miłego słuchania :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Jacek Marek Siwko kusi mnie by włączyć dziś ale... nie mam czasu :<
    Odpowiedz
2 marca 2017
Zaraz w auto to sobie poslucham :-)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Tomasz Kornas to mam nadzieję, że będziesz jechał zgodnie z przepisami :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Co za niesamowity człowiek.... :) po raz kolejny dziękuję za to że mogę tego posłuchać!! <3
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Amelia Koziara pełna zgoda, Łukasz potrafi zarazić pasją do fotografii
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    dwa razy się popłakałam ze wzruszenia :) coś pięknego
    Odpowiedz
2 marca 2017
Jest osoba o której nie wspomniałem, a której bardzo wiele zawdzięczam - poznanej tez bardzo przypadkowo, a teraz czuje się jakby była trochę moim stróżem - ciagle mnie pcha do przodu, wspiera słowem, pomaga spełniać marzenia jakim był Snap Summit i teraz będzie Snap photo festival! Paweł Mrowiec - dziękuje za wszystko!!!
Odpowiedz
2 marca 2017
Bede sluchal!!
Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz chwytasz za serducho. Teraz będziesz obściskiwany przez jeszcze większe grono Januszy i Grażynek <3 <3 <3
Odpowiedz
2 marca 2017
Jejej, jak to miło się słucha :) brawo Łukasz!
Odpowiedz
2 marca 2017
wow Zyśk u <3 serduszkuję
Odpowiedz
2 marca 2017
Oooooo :) niech już ten dzień w pracy się kończy i odsłuchuje
Odpowiedz
2 marca 2017
Hej, robicie super rzecz i każdy wywiad jest dla mnie inspirujący :) Zastanawiam się, czy myśleliście może o poprawie jakości nagrania? Jestem trochę przygłucha i muszę podgłaśniać gościa, a wtedy Siwkowie są za głośno. Przez głos jak ze studni i szumy, ciężko mi zrozumieć czasem rozmowę. Domyślam się, że to Skype psuje tą jakość. Może możnaby nagrywać każdą osobę osobno? W sensie, że normalna rozmowa, ale kwestia każdego jest nagrywana na jego komputerze, a potem jest to łączone w całość. Jest coś takiego co się nazywa autoduck i kiedy Ty mówisz, dźwięki z drugiej strony są automatycznie ściszone: https://www.youtube.com/watch?v=W0xTuTln6Jg https://www.youtube.com/watch?v=CDrZhzWH0-E Potem można łatwo i szybko połączyć 2 nagrania w jedno. Żeby nie było, nie jestem marudą, tylko chciałabym, żeby było jeszcze lepiej!
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Anna Kopeć dziękuję za radę, spróbuję ten temat ogarnąć bo wiem, że sama zawartość się nie obroni :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Ależ broni się, tylko czasem ciężko zrozumieć :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    podpisuje się pod tym dwiema rękami i lewą nogą! :D
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Autoduck nic nie da bo powroci wszystko do danego poziomu czyli nadal będzie rozmówca za cicho, rozwiązaniem jest nagranie rozmówcy np w audacity na innej ścieżce, przy montażu skleić całość i podgłosić rozmówcę ;)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Tak naprawdę bez dodatkowych programów najprostsze rozwiązanie jest takie, żeby każdy rozmówca rozmawiał przez słuchawki u siebie i jego odpowiedź nagrywała się u niego na kompie. Jeśli będzie rozmawiał przez słuchawki, to u niego będzie się nagrywać tylko jego wypowiedź. I potem tylko połączyć
    Odpowiedz
2 marca 2017
Świetna rozmowa, zrobiliśmy sobie przerwę na godzinne słuchowisko :) Bardzo fajnie było Cię sluchać, Łukasz, tyle w tym ciepła i autentyczności... Gratulacje (również z okazji zaręczyn!) od niefotograficznych membersów grupy (nazajutrz.film), pozdrowienia od Tomka!
Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz - super wywiad!!! Fajnie się Ciebie słucha ;) Pozdrowienia!!!
Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz - Super!! Mega wywiad <3 Pozdrowienia :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Kochamy tego Pana Łukasza za wielkie serducho i jak Piotr - wyściskałbym. Głęboko mnie poruszył :)
Odpowiedz
2 marca 2017
super odcinek, urzekająca autentyczność i emocjonalność! aż szkoda, że tak szybko się skończył ;) <3
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Dzięki Klodia Wolińska :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Znam Łukasza od podszewki. Znałam każdą odpowiedź na stawiane pytanie, wiedziałam jak to będzie brzmiało w Jego wykonaniu. Mimo to, słuchałam wywiadu z ogromnym zaciekawieniem, wzruszałam się i uśmiechałam. Pękam z radości, że mam tą Jego emocjonalność na co dzień. Obiecuję, że będę dzielić się Łukaszem z Wami np. w taki właśnie sposób bo widzę ile wnosi do życia ludzi! ❤
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Emilia Król, krótko mówiąc Łukasz Zyśk to niezły szczęściarz, że ma taką narzeczoną :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Hmmm... miło mi bardzo to czytać😉 ale to chyba kwestia tego, że nie można zgarniać tego co najlepsze tylko dla siebie 😉 wiem, że nie raz Łukasz już komuś pomógł, mnie wtedy nie ubyło, a ktoś tego naprawdę potrzebował😉 swoją drogą wierzę, że dobro powraca 😉
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Mam najlepsza narzeczona na świecie ;) Tak jak Ty masz wspaniała żonę! :)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Łukasz Zyśk dzięki :)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Jacek Marek Siwko to ja dziękuje!
    Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz Zyśk <3 Mógłbym słuchać w kółko :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Jak to mój znajomy powiedział: w c..j i jeszcze więcej ;)
Odpowiedz
2 marca 2017
Misiu nasz ♡♡♡
Odpowiedz
2 marca 2017
ja myślę Jacek Marek, że może być jeszcze więcej...
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Łukasz Popielarz, ale ile dokładnie? Dwa razy więcej? czy o 100 więcej...
    Odpowiedz
2 marca 2017
ja myślę, że 10k to sensowny strzał :)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Szymon Nykiel dzięki, niektórzy mówili mi na WedCamp, że przesadziłem...
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Szymon, obstawiałbym raczej 20k - 10k zarejestrowanych i 10k na karcie pływackiej ...
    Odpowiedz
2 marca 2017
myślę, że może być nas nawet ok 15/20 tyś patrząc ile jest wesel w PL i ile fotografów jeszcze się nie ujawniło :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Brett Florens to dobrze podsumował kiedyś : "Tak naprawdę to każdy potrzebuje 12-15 konkretnych par na rok" :D I eliminacja Sala Cincotty : "Not Your client" :D
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Konrad Mroczek przy założeniu, że jest 10 tysięcy fotografów ślubnych w Polsce i statystycznie około 180 tysięcy ślubów na rok to każdy się może zmieścić na rynku
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Do tego zagranica w przypadku niektórych, nawet z tylko Niezło-Aparatowej społeczności :D
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    A co dopiero mówić o naprawdę dobrych polskich fotografach ślubnych spoza grupy :D
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    I część robi 5 ślubów marzeń rocznie, a na życie zarabia warsztatami.
    Odpowiedz
2 marca 2017
Sądzę, że ok 10 tys spokojnie jest
Odpowiedz
2 marca 2017
35 tys osób łącznie tych weekendowych i full tajm ;)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Filip Bolinski wysoko licytujesz :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Jacek Marek Siwko wziąłem sobie taka kalkulacje ze w moich okolicach jest przynajmniej 35 osób. z doskoku czy full time robiących zdjęcia plus pasjonaci . A takich okręgów w polsce bedzie z 1000 mowie tu o miastach do 20 tys mieszkańców to liczba może przerażać :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Filip Bolinski ja się raczej zastanawiam czy jest nasz wystarczająco dużo żeby sfotografować wszystkie śluby :)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Niektórzy sie strasznie obijają i do tego wybrzydzają na śluby krajowe, bo stawki niewysokie ;)
    Odpowiedz
2 marca 2017
ok. 200k małżeństw rocznie, zakładając, że 80% jest od maja do października daje 26-27 tysięcy ślubów miesięcznie w sezonie, jeśli przyjmiemy, że razem z amatorami co dorabiają bo mają kamerę i ultra wyjadaczami średnio fotograf robi 3 śluby na miesiąc w sezonie daje 9k Januszy w kraju.
Odpowiedz
    2 marca 2017
    obecnie podobno nawet ok. 250k rocznie - ale nie pamiętam skąd te dane :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Grzegorz Kowalewski dodaj jeszcze błąd statystyczny i jesteśmy blisko :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Rafał Zakrzewski pewnie z GUS, oni tam udają, że coś obliczają :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Ale to wychodzi średnio 36 ślubów na janusza... chyba za dużo
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    200/9=22
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Trzeba wziac pod uwage, ze duza grupa ludzi, ktora bierze slub nie ma zadnego fotografa.
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    sprostowanie - pogrzebałem w rocznikach statystycznych - faktycznie dane na 2016 rok to 188.832 - i od 2013 roku ta liczba oscyluje w okolicach 180-190 tyś ślubów rocznie :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Myślę, że niedługo się dowiemy - to będzie liczba słuchaczy Waszego podcastu :)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Rafał Zakrzewski zadałem pytanie po to żeby sprawdzić ilu ludzi jeszcze nam brakuje w grupie słuchaczy podcastu :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    nie bardzo, są tu też chociażby filmowcy :]
    Odpowiedz
2 marca 2017
😨
Odpowiedz
2 marca 2017
Skoro ślubów jest Ok. 250k, to można szacować ze januszy jest tak z 10k
Odpowiedz
2 marca 2017
A skąd info i na ile miarodajne że ślubów 200-250 tysi ??
Odpowiedz
2 marca 2017
Adam ze statystyk GUS
Odpowiedz
2 marca 2017
do momentu jak nie miało się FB człowiek nie był świadomy jak "łatwy jest to zawód" jednak rynek zweryfikuje i młode wilczki nie zawsze wyrosną na alfy :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Skoro jest 10k FotoJanuszy i 250k ślubów z czego 20% nie angażuje fotografa to średnio zostaje po 20 ślubów / na łba i wszystko się zgadza :);)
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Adam Ludwik a pamiętam, że Ty miałeś swoje wyliczenia dotyczące liczby foto Januszy. :) To było coś w tych granicach czy niższa liczba?
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    moim zdaniem liczba ta od roku 2008 ( wtedy oscylowała w okolicach do 2k ) wzrosła do około 6-7k maksymalnie, ale to IMHO
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    W jednym 280 tys swoim mieście szacuje aktywnych robiących fotografie okolicznościową na minimum 300 osób, ale generalnie w naszym 40 milionowym narodzie jest 39 mln fotografów :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Milion
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Albo i ze dwa :D
    Odpowiedz
2 marca 2017
Bardzo milo sie sluchalo, nareszcie fotograf romantyk :) pozdrowienia dla narzeczonej :),
Odpowiedz
2 marca 2017
Mi się wydaje, że 10tys to takie minimum :o :p
Odpowiedz
2 marca 2017
To pytanie nie ma sensu. Im więcej tym lepiej w sumie bo to oznacza że branża rośnie w siłę. Najmniej pewnie jest zegarmistrzów i Szewców
Odpowiedz
    2 marca 2017
    to odwróćmy i zadajmy pytanie ile jest "dobrych" fotografów, którzy są w stanie utrzymać się z samej fotografii?
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Rafał Osiński czemu nie ma sensu? Postawiłem to pytanie bo wydaje mi się, że często narzekamy na konkurencję a okazuje się, że nie ma nas nawet tylu by sfotografować wszystko to co powinno być sfotografowane...
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Ja akurat z konkurencją współpracuje wzajemnie się wspieramy :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Ja też przy tej rozmowie szacowałam liczbę fotografów ślubnych na około 10 tys, natomiast pamiętam, że ktoś przy stole rzucił liczbę ślubów w 2016 roku w Polsce 180 tys...
Odpowiedz
2 marca 2017
10k +/- 3k jest szalenie realną ilością moim zdaniem. No i też pytanie jak definiujemy "zajmuje się fotografią ślubną" :D
Odpowiedz
2 marca 2017
za dużo :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Ok, doszukałam się, wg danych GUSu w 2013 było 180 tys małżeństw, w 2014 liczba ta wzrosła do 188 tys, nowszych danych nie znalazłam, ale nie sądze żeby to było 250 tys.
Odpowiedz
    2 marca 2017
    sprostowanie - pogrzebałem w rocznikach statystycznych - faktycznie dane na 2016 rok to 188.832 - i od 2013 roku ta liczba oscyluje w okolicach 180-190 tyś ślubów rocznie :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    no to jedno przynajmniej ustaliliśmy
    Odpowiedz
2 marca 2017
Na portalu fotograf-wesele jest 2707 zarejestrowanych fotografów, cafe ma 2790 członków ;) ale nie wiem na ile to może pomóc w ustaleniu ogólnej liczby fotografów
Odpowiedz
    2 marca 2017
    I tak dziwie sie, ze tak duzo.
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    są jeszcze ci co nie maja internetu :) w każdym mieście, tuż za rogiem ;)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    jest masa lokalsów w wieku średnim nie śmigających po branżowych witrynach - od polecenia do polecenia
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Zuzanna Karetta kiedyś był taki portal Welonik i miał nieco ponad 4 tysiące osób na mailingu – takie informacje otrzymałem kiedyś od administratora. To może pokazywać ile osób ogarnia Internet :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
co ma na celu to pytanie?
Odpowiedz
    2 marca 2017
    ilu trzeba kilym :P
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Przemek kico?
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Jacek wynajmie Szakala, bądź innego Kilera, już dane 1600 osób ma :P
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Tom Robak sprawdzam ilu jeszcze tu brakuje :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Żeby nam wszystkim tak lajków przybywało na fanpegach jak tu :))) Kolejny świetny wywiad, Bardzo wrażliwy człowiek, dobre podejście do zawodu i wyważenia czasu między pracę a życie osobiste .:)
Odpowiedz
2 marca 2017
ok 15-20 tys
Odpowiedz
2 marca 2017
Czas chyba napisać coś mądrego albo po prostu z głębi serducha... Przyznam,że jeszcze wczoraj miałem ochotę napisać do Jacka, by nie puszczał tego podcastu ale nie chciałem psuć jego kalendarza, że nagle jeden odcinek się nie pojawi... Do tego brak czasu i zabieganie nie pozwoliło mocno skupić się nad myśleniem - puszczać, nie puszczać. Dziś się pojawił i.... nie wiem co mam powiedzieć! Ilość lajków, komenatrzy i prywatnych wiadomości bardzo przerosła mocno moje marzenia! Wiele z wiadomości, ktore dostałem wywołały u mnie łzy wzruszenia, każdy miły komenatrz szybsze bicie serca. Dziękuje za każde słowo, które od Was dostałem, dziękuję za czas jaki poświęciliście na posłuchanie mojej rozmowy z Jackiem. Dziękuje Wam z całego serca! Gawędziarzem jestem chyba lepszym nawet niż fotografem ( na to wychodzi :P ) Ale jeśli podoba Wam się to co robię, a to co usłyszeliście w pewien sposób dostrzeżecie w moich zdjęciach to jestem przeszczęśliwym człowiekiem! Ps. postaram się ograniczyć słowo MEGA - obiecuję!!! Dzieki raz jeszcze dla wszystkich!
Odpowiedz
    2 marca 2017
    zasłużone lajki i komentarze - dzięki za podcast :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Przemek Chudzik Dzikie za poświęcony czas na jego przesłuchanie!
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Pozdrawiam Fanka - właśnie słucham :D
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Karolina Miądowicz strać czas na coś lepszego :P
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Łukasz Zyśk ale przy okazji jem zupę :P
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Karolina Miądowicz smacznego :DDD
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Ściski wielkie :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Mega Janusz!!
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Wojtek Chrapek bardziej w szerokosci niż wysokości :P
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Nie przesadzaj 😛
    Odpowiedz
2 marca 2017
Słowo MEGA w moim słowniku jest chyba najczesciej uzywanym określeniem! Witaj w MEGA klubie!! :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Super, żeby nie powiedzieć mega ;) Się zainspirowałam dzisiaj po uszy
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Łukasz Zyśk pożałowałam dzisiaj, że nie miałam okazji pogadać z Tobą na boringworkshopach! :)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Moze będzie jeszcze okazja ;)
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Łukasz Zyśk Dzięki za pamięć Łukaszu!
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Karol Kalinowski pamietam kto był jednym z moich pierwszych nauczycieli :)
    Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz to wspaniały i wrażliwy facet. Niesamowita rozmowa! :)
Odpowiedz
2 marca 2017
Łukasz Zyśk piękna inspirująca rozmowa!
Odpowiedz
2 marca 2017
Dziwi mnie fakt, że dziwi Was pytanie :) Ja bym chciała wiedzieć z czystej ciekawości :) Ale ja do ciekawskich należę więc może to wyjaśnia sprawę :D
Odpowiedz
2 marca 2017
38 milionów. Pozostaly milion ma kuzynow z aparatem
Odpowiedz
A tak sobie dzisiaj własnie myślałam, że gdyby tak zebrać fotografów do jednego miasta co to by się działo :D
Odpowiedz
    3 marca 2017
    Jeśli fotografów i też fotografki to trochę ślubów by z tego było. Chytry plan masz :)
    Odpowiedz
3 marca 2017
dobra nawijka Łukasz (y)
Odpowiedz
3 marca 2017
Bez kozery powiem "PIŃCET"
Odpowiedz
3 marca 2017
Dobrych fotografów ślubnych w Polsce jest 10-ciu (plus minus 3 :D ) Średnich, którzy uważają się za poziom światowy - jest około 70-80 Ludzi po warsztatach, którzy myślą, że są już średni i dobrzy - jest około 1000 Ludzi przed warsztatami, którzy uważają, że nie potrzebują warsztatów i , że sami mogliby je prowadzić, a są przeciętni w branży, reprezentują jakiś tam poziom, ale są w nim powtarzalni - jest około 2000 Reszta ( zapewne z 4-5 tysięcy) to osoby, które nie są fotografami ale są "fotografami ślubnymi". Tu mamy wachlarz osób od takich, którym nerwy wysiadają, bo kościół był ciemniejszy niż za pierwszym razem po takich, co się proszą o kadry od kamerzysty:P EDIT : oczywiście dane wzięłam z tak zwanego "nikąd" tylko taka moja teoria;)
Odpowiedz
    o śmiechłam :D
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Małgorzata Margo Mordzińska w której grupie jesteś:P Ja zasilam "ludzi przed warsztatami;) " choć już jedne mam za sobą:P
    Odpowiedz
    no jak to w której Beata.... :) :) posuń się :D
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    i 30000 Januszów ( moja grupa ) ;)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Tomasz Jurewicz https://pl.wikipedia.org/wiki/Januszowice_(gmina_S%C5%82omniki)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    no widzisz i mamy swoją wioskę ;)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Gorsze jest to że tylko 1% chce szukać własnego stylu a reszta potrzebuje gotowe prezenty czyt. Przepis na modne obecnie zdjęcia
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Ja jestem w tej grupie co właśnie kupiła luzczanke i 35art :) po prostu startuję.
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Paweł Przeździak No... a ja jestem w grupie, której ktoś powiedział, że najlepsze jest 50 mm bo przypomina ludzkie oko. I kupiłam 50tkę:D
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    ooo... jakiś wyższy poziom widzę tu. Beata Synkiewicz
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    ;)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    zaraz poczytam co to jest to ludzkie oko ;)
    Odpowiedz
    3 marca 2017
    Nie zraź się na początku. Ja umiem już obliczyć nawet ile to jest PI RAZY OKO!
    Odpowiedz
3 marca 2017
A tu moja trochę przydługa odpowiedź :) Zdecydowanie pokrywa się z propozycją Jacek Marek Siwko. Jak ktoś doczyta do końca proszę o komentarz :P http://blog.ukrytewkadrze.pl/rynek-fotografii-slubnej-w-liczbach/
Odpowiedz
    4 marca 2017
    Właśnie miałem wrzucać ;)
    Odpowiedz
4 marca 2017
W końcu dałem radę posłuchać. Super Łukasz! Miło się słuchało. Przedstawiasz bardzo dobre podejście do pracy, oby tak dalej!
Odpowiedz
4 marca 2017
Super. Łukasz Zyśk bardzo fajnie się Ciebie słuchalo. Mega ;) pozytywnie. Ciesze sie ze mialam Cie okazje spotkac i poznac. Dzięki :)
Odpowiedz
4 marca 2017
posłuchać Zyśka to czysty zysk <3
Odpowiedz
6 marca 2017
W końcu udało mi się przesłuchać. Projekt35.pl - fotografia śledzę już dość długo i super było usłyszeć kilka słów od Łukasza :) super nagranie Panowie :)
Odpowiedz
Zyśk Zysik <3 Udało mi się wysłuchać. Cudownie opowiadasz o naszej pracy. Masz wspaniałe podejście do ludzi i jesteś szczery <3 Bije z tego nagrania dokładnie to samo ciepło, które bije od Ciebie na żywo. Brawo <3 <3 <3
Odpowiedz
7 marca 2017
Raaaaany, czytam to wszystko i nie mogę wyjść z podziwu jak cudownie odbieracie Łukasza! Myślałam, że z jedyną swoją fanką mieszka pod jednym dachem;) a tu taka niespodzianka, cieszę się, że jest nas tyle sztuk;) jesteście wspaniali i pięknie piszecie! Pozdrawiam;)
Odpowiedz
8 marca 2017
Jak zawsze świetnie się słuchało. Czekam z niecierpliwością na kolejny podcast :)
Odpowiedz
8 marca 2017
Bardzo emocjonalny Pan, świetne podejście do fotografii :)
Odpowiedz
8 marca 2017
Nie jestem w stanie słuchać, dźwięk jest tragiczny :-/ podpatrujcie Michała Szafrańskiego w kwestii jakości dźwięku. Trzymam kciuki za dalszy rozwój :-)
Odpowiedz
    8 marca 2017
    Marcin Wadas od odcinka nr 13 będzie skok jakości, przepraszam za niedogodności.
    Odpowiedz
    8 marca 2017
    Nie masz za co przepraszać :-) robicie super robotę :-) zwracam uwagę bo nie wiedziałem czy takie sygnały do Was dochodzą :-)
    Odpowiedz
    8 marca 2017
    Marcin Wadas dochodzą :) i zmotywowały mnie do znalezienia rozwiązania. Dzięki za troskę!
    Odpowiedz
    8 marca 2017
    Od trzynastego powiadasz :D hmm hmm
    Odpowiedz
    8 marca 2017
    Marcin Kontraktewicz ale w związku z tym cała 13stka będzie miała pierwszeństwo w rundzie powtórkowej :)
    Odpowiedz
    8 marca 2017
    Ja zauważyłem duży problem z jakością dźwięku tylko w ostatnim odcinku. Poprzednie były dla mnie zrozumiałe, a słucham najczęściej biegając, więc nie mam "sterylnych warunków odsłuchu":)
    Odpowiedz
    9 marca 2017
    Haha i znów stres :p Haha może po meet up Barcelona i Snap photo festival, bo chyba będę tam dość osamotniony jeśli chodzi o polskich fotografów ślubnych ;) będzie ze mną tylko Janusz z UK Wojtek Chrapek :p nie licząc ekipy z QT
    Odpowiedz
8 marca 2017
Dziękuję za kolejny podcast! Duża dawka pozytywnej energii na nadchodzący sezon :)
Odpowiedz
    8 marca 2017
    Zuziu, proszę bardzo :)
    Odpowiedz
    8 marca 2017
    I człowiek nie czuje się taki samotny przy tym komputerze wieczorami ;)
    Odpowiedz
Dopiero dzisiaj odsłuchałam, wielkie wow! Łukasz Zyśk <3
Odpowiedz
10 marca 2017
drugi raz dzis sluchalem i przyszlo mi do glowy, ze Łukasz powinien kupic bezlusterkowca z elektroniczna migawka (np. Fuji, Leica Q :P ) , nie bedzie problemu z dzwiekiem migawki w intymnym momentach :D
Odpowiedz
    10 marca 2017
    Może jakaś grupowa zrzutka na Leica Q dla mnie :P założę konto i można wpłacać dowolne kwoty :P
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    o, moze uzbierasz na dwie, to nie pogardze :D
    Odpowiedz
    10 marca 2017
    Lukasz to 20 uzbiera ♡.
    Odpowiedz
10 marca 2017
Świetnie Łukasz Zyśk :-)
Odpowiedz
    16 maja 2017
    Dziękuje
    Odpowiedz
11 kwietnia 2017
Jak zwykle - cudowny podcast :) Jacku, jak się nazywa Pani fotograf o której mowa? :) Która nie posiada prawej ręki.
Odpowiedz
    Jacek
    12 kwietnia 2017
    Hej Kamilo, mowa o Isabelle Hesselberg z 2 Brides :)
    Odpowiedz
16 maja 2017
Świetny wywiad i niezwykle mądry człowiek z tego Łukasz :)
Odpowiedz
    16 maja 2017
    Mega dziękuje za tak miłe słowa!
    Odpowiedz
    16 maja 2017
    Łukasz nie ma za co, słucham podcasty i Twój jak na razie mega dojrzały i strasznie wrażliwy :)
    Odpowiedz
19 maja 2017
kurde, ten dzwiek jest hmm sredni
Odpowiedz