Po tygodniowej nieobecności wraca gospodarz podcastu Niezle Aparaty, Jacek Siwko. Mam nadzieję, że tęskniliście, ale też liczę, że podobał Wam się nieco inny niż zwykle odcinek, w którym mogliście posłuchać rozmowy z konsultantem ślubnym.

Podcast Niezłe Aparaty na iTunes

Na początku też chciałbym gorąco podziękować wam za wszystkie podzielenia które zrobiliście na Facebooku, chodzi mi o odcinek, w którym Tom Robak opowiadał o SEO dla fotografów. Na facebookowej grupie Niezłe Aparaty Podcast wywiązała się też fajna dyskusja.

Myślę, że temat SEO powinien jeszcze powrócić na antenę podcastu, podobnie jak sprawy związane z mediami społecznościowymi, o których w jednym poprzednich odcinków opowiadał nam Maciej Suwałowski. A dziś? Czas na rozmowę, z Kasią Bronską-Popiel

1/2 duetu Malachite Meadow, przesympatyczna osoba, której historie na pewno przypadną Wam do gustu. To w jaki sposób Kasia patrzy na fotografię ślubną jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że zawód, który uprawiam to coś więcej niż tylko zarabianie pieniędzy.

Kasia Bronska-Popiel do znalezienia w sieci tu i tam:

www: ma-me.pl
fb: www.facebook.com/malachitemeadow/
insta: www.instagram.com/malachite_meadow_photography/

Opowiadanie historii i wchodzenie w czyjeś życie w tak istotnym momencie jak ślub wymaga od fotografów pełnej świadomości, że dzieje się coś na prawdę istotnego, a to, że mamy przywilej wchodzić w takie sytuacje praktycznie co sobotę nie zwalnia nas z obowiązku koncentrowania całej uwagi na ludziach, których fotografujemy.

Kasia na pewno w lepszy sposób wam to wszystko wytłumaczy.

Jest w tej rozmowie kilka wątków, ale chciałbym żebyście zwrócili baczną uwagę na moment, w którym rozmawiamy o ewolucji Malachite Meadow z duetu na zespół dwóch niezależnych fotografów. Być może będzie to fajna wskazówka, czy raczej inspiracja dla tych, którzy w tej chwili pełnią rolę drugiego fotografa i nigdy nie sfotografowali ślubu w pojedynkę by jednak się odważyć, wejść w nowe buty. Nie namawiam tutaj broń Boże do jakiś rewolucji w waszych biznesach,

Znam po prostu kilka takich osób, które gdzieś czują obawę w rodzaju: czy mi się uda zrobić dobry reportaż samodzielnie, czy aby dam radę sfotografować moment ceremonii w kościele, gdy będę głównym fotografem. Tego typu obawy są naturalne, ale nigdy nie dowiecie się czy dacie radę jeśli nie spróbujecie.

Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami na grupie Niezłe Aparaty Podcast na Facebooku www.facebook.com/groups/1633800780248095/

Kolejny odcinek Niezłych Aparatów już wkrótce. Jeśli macie specjalne życzenia dotyczące tematów, które powinny pojawić się w audycji, lub chcielibyście zaproponować fotografa, który powinien Waszym zdaniem wystąpić w jednym z odcinków podcastu to piszcie. Znajdziecie mnie na Instagramie lub na FB.

Instagram: www.instagram.com/jaceksiwko/
FB:www.facebook.com/jaceksiwko/

PS. Więcej informacji o fotografii ślubnej i pracy jako fotograf wysyłamy przez darmowy newsletter Fleszem po oczach: www.jaceksiwko.com/newsletter/

Zapis rozmowy

#10 Malachite Meadow Kasia Brońska Popiel

Jacek: Kasiu, bardzo miło Cię tu gościć w Niezłych Aparatach.

Kasia: Jest mi bardzo miło.

Dziękuję, że zgodziłaś się poświęcić godzinkę dla mnie i dla słuchaczy. Proponuję, żebyśmy zaczęli od tego, kim jesteś i czym się zajmujesz.

Z racji tego, że jestem w tym miłym Twoim programie to tak, jestem fotografem, jestem „niezłym aparatem”. Fotografia to w sumie jest wszystko, co robię, mimo że na początku to nie było wszystko, co robiłam. Natomiast teraz wszystkie moje myśli płyną w stronę fotografii, nawet, jeśli tego nie robię, tak jak dziś, kiedy jestem na urlopie i nie zajmuję się tym – nawet nie odpisałam Ci na ani jednego maila! Więc jak mnie pytasz, kim jestem, to jestem fotografem. To jest jedna rzecz, która jest na pewno stała, nie zmienia się.

To jest taka Twoja tożsamość, nie da się tego wykreślić?

Nie da się wykreślić. Powiem ci, że był taki moment, kiedy miałam taką potrzebę zaznaczenia tego dość mocno. Chciałam sobie zrobić tatuaż, który będzie to mocno zapisywał we mnie, po kradzieży aparatu. Mieliśmy taką niefajną sytuację z Kubą… Wtedy czułam, że „nie, nic mi nie ukradli – tylko sprzęt”. Sprzęt jest do odkupienia, fotografem jestem dalej, nic się nie wydarzyło złego. Dopóki w to wierzę, dopóki chcę to robić i czuję się fotografem, no to wszystko gra. Reszta jest do odzyskania.

Sprzęt wam ukradli czy gdzieś was napadli na mieście?

Na mieście, że tak powiem nieładnie, nas ograbili prawie w całości. To było mocne wydarzenie, które mogło nas zawrócić. Dużo osób nam powiedziało: „O Boże, gdyby mi się to przytrafiło, nigdy w życiu bym już tego nie robił”. Ale nas to trochę, nie chcę powiedzieć, że zmotywowało, ale dało silne potwierdzenie, że to jest na sto procent to, co chcemy robić i chcemy wszystko odzyskać, chcemy wszystko poskładać do kupy. Czuliśmy się fotografami, którzy po prostu na ten moment stracili sprzęt, czyli stracili narzędzie, ale nie stracili tego, co mają w głowie, w sercu, tego, co lubią.

Zapytam jeszcze czy karty też zginęły wtedy razem ze sprzętem?

Nie, to było przed sesją.

No to o tyle szczęście…

To znaczy karty zginęły, ale nic na nich nie było na całe szczęście.

To by było chyba najgorsze, gdyby ktoś ukradł sprzęt i jeszcze w dodatku zdjęcia.

To by było fatalne! Nawet nie chcę o tym myśleć.

Sprzęt da się odkupić, wszystko da się nareperować, mówiąc kolokwialnie.

Dokładnie tak.

Natomiast zdjęcia – ciężko. Nawet zważając na fakt, że to była sesja, więc sesję można niby odtworzyć, ale już nie można tego samego ducha wskrzesić.

Też myślę sobie, że nie popatrzylibyśmy tak samo. Bardzo rzadko zdarza nam się zrobić takie same ujęcia. Taka sesja byłaby nie do odtworzenia. Może udałoby się zrobić powtórkę, ale patrzy się raz.

Wiesz co, taki fajny wątek wypłynął z tego wszystkiego, że inaczej się patrzy… Macie też tak, że zdarza wam się trafić do tej samej miejscówki ślubnej, weselnej?

Zdarza się. Chociaż to nie jest to, co lubimy najbardziej, bo to wymaga troszkę więcej, trochę takiego wyjścia z tego, co było kiedyś i spojrzenia na historię na nowo. Wiesz, to są tak naprawdę tylko miejsca, to są budynki, to są przestrzenie, a my jesteśmy zdania, że głównie budują ludzie. Buduje klimat, który jest wśród nich. I po prostu wchodzimy do jakiegoś pudełka, które faktycznie wygląda tak, jak np. na ślubie Ani i Maćka, ale to nie jest już tylko Ani i Maćka. Pudełko jest inaczej ozdobione, inaczej wygląda i jest przesiąknięte atmosferą nowej pary. I to trochę uwalnia i wyzwala od tego, żeby nie myśleć o miejscu.

Ok, czyli po prostu wtedy już nie myślicie o tych poprzednich zleceniach, które były wykonane w tym miejscu. Wiem, że może w waszym przypadku by się to nie trafiło, ale ja w tym sezonie spotkałem takich kamerzystów, którzy podpisali jedenaście umów na to samo miejsce, w ciągu jednego sezonu.

O Jezu!

Dałabyś radę?

Wydaje mi się, że bym dała, ale pewnie bym strasznie jęczała, a jak już jęczę, to znaczy, że trzeba bardzo coś zmienić, zrobić coś innego. Mogłoby być to trudne. Byłoby to trudne.

Ok, to było takie podchwytliwe pytanie. Słuchaj, wspomniałaś już o Kubie, to wiadomo, że ci ludzie, którzy kojarzą cię, to kojarzą też Kubę i kojarzą, że swego czasu robiliście wspólnie zdjęcia, a ja mam taką teorię, że fotografia to jest taka choroba zaraźliwa. Jak masz np. parę i jedna osoba jest fotografem, to jest bardzo duża szansa, że to przejdzie na drugą osobę. Jak to u was wyglądało? Kto był tym – że tak powiem – ogniskiem choroby?

U nas się dwie choroby zderzyły. Bo my się poznaliśmy już jako osoby fotografujące. Poznaliśmy się na kolonii, byliśmy wychowawcami dzieci. Kuba prowadził zajęcia z fotografii dla dzieci. A ja sobie pomyślałam: „O kurczę, Pan fotograf. Wejść do jakiś zajęć, zagadam… Przecież ja też fotografuję, fotografuję od dawna, więc może się jakoś w tym amatorskim świecie fotografii odnajdziemy”. No i rzeczywiście się odnaleźliśmy, jak widać i w życiu, i w pracy.

Natomiast Kuba był bardzo określony. On studiował fotografię, on wiedział, że chce robić fotografię. Nie wiedział, że chce robić fotografię ślubną. Jak z nim pogadasz, to on też ci to opowie. Ja jeszcze nie wiedziałam, że chcę robić fotografię. Fotografia to było hobby, to była pasja. Zawsze to lubiłam robić. Zawsze bardzo lubiłam też obrabiać zdjęcia. To było różne u nas. Kuba robił, a ja mu głównie obrabiałam zdjęcia, które on sobie wykonał. Jeszcze nie mówię o zdjęciach ślubnych. Mówię jeszcze o takich zdjęciach, które były dla przyjemności, dla fanu, czasem dla jakiś projektów. I myślę, że my się nawzajem trochę zarażaliśmy tym. Kuba też polubił obróbkę chociaż jej nie znosił szczerze. A ja zaczęłam jeszcze więcej fotografować.

Potem się tak złożyło, że kiedy pracowaliśmy w takim portalu dla Krakowa. Tam pisałam reportaże, Kuba robił zdjęcia. Stwierdziliśmy, że przecież, kurczę, przecież możemy razem robić te zdjęcia. I tak nam się to połączyło i wtedy zaczęliśmy się dogadywać, kto co ma robić tak naprawdę. Kto będzie głównym fotografem, kto będzie uzupełniał, kto będzie na coś patrzył, kto będzie wyszukiwał detale, kto się wbije razem z wszystkimi fotografami z gazety krakowskiej łokciami do przodu, a kto będzie obserwował z boku ze wzgórza coś. Nauczyliśmy się razem pracować i bardzo długo pracowaliśmy razem. Potem na ślubach.

Ile czasu taka współpraca trwała, zanim pojawił się pomysł wspólnego fotografowania ślubów?

Taka freelancerska, że robiliśmy razem jakieś projekty? Dwa lata.

Jak to się stało, że z takiej fotografii, nazwijmy ją prasową, postanowiliście zmienić trochę na trudniejszą dziedzinę.

Ja postanowiłam! Kuba był sceptyczny dość długo. To się zaczęło na ślubie naszej koleżanki. Ja oglądałam pana fotografa, który się tam kręcił. Pan fotograf był akurat był też panem fotografem i panem kamerzystą, więc miał ręce pełne roboty, że tak powiem. Ja zauważyłem, że w sumie to jest fajne, dlatego że on się kręci po tej sali, kręci się wokół mojej przyjaciółki. Kręci się wokół ludzi, którzy są na jej weselu. Ja też oczywiście miałam aparat ze sobą i zaczęłam się trochę kręcić z nim, a trochę gdzieś indziej, z innego punktu patrzyłam na to. Bo myślałam, że to jest świetna przestrzeń.

Powiem Ci szczerze, że kiedy robiłam zdjęcia hobbystyczne, kiedy lubiłam obserwować ulice, lubiłam obserwować ludzi, to często spotykałam się z niechęcią, że kogoś fotografuję, że ktoś nie chce, że pani, która sprzedaje obwarzanki dla kobiet wcale nie chce być fotografowana. Musiałam prosić o zgodę, by ją fotografować. Ludzie nie byli wrogo nastawieni, ale raczej niechętni. Natomiast wesele, ślub, to była taka przestrzeń, gdzie ten fotograf z tą kamera i z tym aparatem na ramieniu miał wolną przestrzeń. On mógł zrobić co chciał. I naprawdę byłam zafascynowana tym, że ludzie się uśmiechają, wcale się nie kryją specjalnie. A momentów na weselu, takich reportażowych jest masa. Dzieje się mnóstwo fajnych rzeczy. Nikt się nie wkurza, nikt się nie obraża, nikt się nie denerwuje. Otworzyła się dla mnie niezła nisza – mogę… mogłabym – bo wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będę robić – mogłabym bezkarnie podchodzić sobie do ludzi, obserwować ich i robić im zdjęcia. A obserwować ludzi zawsze lubiłam, uwielbiałam, to takie moje zajęcie wewnętrzne.

Masz rację. Właściwie wesele to jest taka sytuacja, gdzie fotograf jest oczekiwany. Jego obecność nie zaskakuje tak, jak w przypadku fotografii ulicznej. Ja też swego czasu się krzątałem po ulicy i też miałem różne sytuacje, że mnie jacyś bezdomni gonili, musiałem się w bramach chować. Wtedy mieszkałem jeszcze w Poznaniu. W każdym razie, wesele rzeczywiście czy ślub ogólnie, jest taką sytuacją, że nawet ci ludzie, którzy są nieśmiali, to godzą się na tą obecność. Może się zgodzisz, może się nie zgodzisz, ale mimo wszystko i tak zdarzają się osoby, które gdzieś tam się po kątach chowają na weselu.

Jasne. Jeśli ktoś się przede mną chowa i czuję to, że ktoś nie za bardzo chce, staram się to tak zrobić, żeby on mnie nie widział, żeby nie wiedział, że ja na niego gdzieś tam poluję. To są babcie, które w kościele przybierają pozę taką bardzo modlitewną, żeby zasłonić całą twarz. Ja ich nie atakuję, ja wiem, że to jest sygnał „jak cię widzę to mnie nie fotografuj”. To jest takie wyzwanie, że ta osoba musi zapomnieć, że ja jestem, wtedy się zbliżę i zrobię to zdjęcie i ona nie będzie wiedziała kiedy.

Czyli skradasz się, masz swoje sposoby.

Dokładnie!

Ale masz jakiś patent, idziesz do jakiegoś stolika, bo najczęściej te babcie sobie siedzą gdzieś w kącie i sobie kucasz i ciach – zdjęcie?

Wiesz, trudno mi powiedzieć. Ja bardzo obserwują ludzi, niezależnie, czy robię to przez wizjer aparatu czy robię to po prostu naturalnie na co dzień, w tramwaju, wszędzie. Ja po prostu patrzę na ludzi, trochę przewiduję ich zachowania. Mam takie poczucie, że jeżeli wiem, co oni robią, o co im chodzi, to wiem, w którym momencie oni będą swobodni. Kiedy ktoś ją weźmie do tego tańca to ona zapomni, że jest fotograf. Będzie cała podekscytowana, że coś tam się dzieje. Albo kiedy się zagada ze swoją przyjaciółką albo z rodziną. To jest takie obserwowanie i bycie jeden krok przed. Przewidywanie, co się wydarzy za chwilę. Powiem, że można to świetnie wytrenować. Nie wiem czy też masz takie doświadczenie? Już wiesz, że ktoś idzie i już wiesz, że on zaraz będzie w jakimś punkcie i to będzie dobre.

Myślę, że to jest kwestia doświadczenia, czyli odpowiedniej ilości ślubów, które trzeba zrobić czy w ogóle reportaży i doświadczenia z aparatem. Powiedziałaś, że Kuba był sceptyczny wobec fotografii ślubnej. Czy miałaś jakieś argumenty, które na niego zadziałały? Wiesz, „człowieku, rusz się, róbmy to”? Jak to się stało, że go w ogóle przekonałaś? Jak ktoś ma opory przeciwko czemuś, to musi chyba usłyszeć jakiś mocny argument, żeby się wkręcić w to.

Wiesz, mocnym argumentem było na pewno to, że możemy bezkarnie robić zdjęcia i nikt w żaden sposób nie będzie nas z tego negatywnie rozliczał. A to że zrobiliśmy za dużo, a to że kogoś męczymy itd. Ale też takim argumentem było to, że ludzie zawsze się pobierali i że będą się pobierać. I że w sumie moglibyśmy spróbować robić fotografię, która może będzie nie zawsze, ale będzie dość długo. Od kiedy pamiętam swoje zdjęcia w rodzinnych albumach, to zdjęcia ślubne były i liczę, że będą. Więc jest to coś pewnego, jest to coś stałego.

Tak jak pogrzeby.

Tak, jak pogrzeby… Ale widzisz u mnie w domu było mało zdjęć pogrzebowych. Ślubnych sporo. Pogrzebowe gdzieś tam poukrywane z tyłu albumu, żeby nikt się do nich nie dogrzebał. Zdjęcia ślubne chętnie eksponowane, wieszane itd. Powiem ci, że też musiałam Kubie trochę pokazać, że to jest reportaż. On to wiedział, ale to go przekonało, że faktycznie może stworzyć tam historie. On bardzo lubi tworzyć eseje fotograficzne. Kuba, zanim zaczęliśmy robić śluby, pracował w gazecie krakowskiej i często z pojedynczego zdjęcia, które musiał wykonać powstawały całe eseje. A wesele to niezły esej. Co sobotę nowy esej.

W którym to roku było?

Zaczęliśmy w 2010 roku pierwsze zlecenie. A taki pierwszy prawdziwy pełny sezon, gdzie mieliśmy każdą sobotę zapełnioną to był 2012 rok.

Aha. Nie pytam po to, żeby szpiegować, ale tak mi się wydaje, że ten 2010 rok to jeszcze nie był ten rok, w którym to wszystko w Polsce ruszyło. To jest kwestia ostatnich pięciu lat, że jest rozkwit fotografii ślubnej, jak patrzysz na estetykę zdjęć, które są robione czy nawet pod kątem tego, jak śluby same w sobie wyglądają. To wszystko u nas eksplodowało. W tamtych czasach zresztą, ja pamiętam 2011, 2010, to Kasia, moja żona, też mówiła, że powinienem robić śluby, a mi się te śluby tak kojarzyły średnio, powiem szczerze. Ta cała wiesz, moda na jakieś zdjęcia z nóżką itd. Już może nie będę opisywał… Może właśnie to było coś, co odrzucało niektórych od tej branży, a jednak teraz jest moda na fotografię ślubną. Zauważyłaś coś takiego?

Tak, wydaje mi się, że ludzie absolutnie nie wstydzą się tego, że robią fotografie ślubne. Ja nie miałam takich doświadczeń. Dla mnie w ogóle ślub nie kojarzył się ze wstydem, pewnie też dlatego, że ja nie studiowałam fotografii tak, jak Kuba. Robiłam tylko kursy i pracowałam w gazecie tak regularnie, natomiast on jak się gdzieś tam przyznał, bąknął, że był na ślubie to po prostu fala śmiechu… Kuba jest taki, że można się z niego śmiać, on nie ma z tym żadnego problemu, więc sobie z tym radził. Natomiast wierzę, że jeśli ktoś czuł się wrażliwym artystą, mógłby poczuć się dziwnie, gdyby ktoś mu szkalował te śluby, że to jest głupie, że to jest nisza kiczowata.

Dla mnie ślub nie był nigdy kiczem. Przyznam szczerze, że nawet jeśli zdarzają się przyciężkawe tematy na ślubach, np. obyczaje, które nie do końca rozumiem, które nie są może do końca potrzebne, to dla mnie to jest wyjątkowy rytuał, dla mnie to jest ważny moment. Ja po prostu lubię śluby, może dlatego, że jestem kobietą i gdzieś mnie to… chociaż są też kobiety, które nie lubią ślubów. Lubię tą radość ludzi, którą to sprawia. Przecież to jest ważny dla nich dzień. Mimo że były zdjęcia z nóżką, dla mnie fotografia ślubna była zawsze wyjątkową fotografią i tak jest do teraz. Ale faktycznie widzę, że ludzie coraz częściej nie mają absolutnie żadnego problemu i wręcz się szczycą, że są fotografiami ślubnymi, podróżują po całym świecie, robią świetne sesje. No i ekstra.

Tak, dziś ciężko usłyszeć takie zdanie, które słyszałem kilka lat temu z ust fotografa chyba po ASP, dla którego śluby to była taka fucha, taka kategoria. Nawet nie robota, tylko fucha. Gdzieś tam poszedł, bo kasa była potrzebna. A teraz to jest jednak pierwszy wybór, że tak powiem, pełny etat z fotografii ślubnej.

Muszę trochę skoczyć z tematu na temat. Pamiętasz, napisałem ci, że o waszą nazwę muszę się zapytać, bo miałem kilka takich sytuacji, w których ktoś was zauważył i próbował mnie zapytać, czy słyszałem o tych „mala, mala… coś tam z Krakowa”. I szczerze mówiąc, dla mnie pierwszy raz, jak się spotkałem z waszą nazwą, to było „o kurczę, ja nawet nie wiem jak to w ogóle wymówić”. Ale przez to, że próbowałem to jakoś zinterpretować czy wymówić, to ta nazwa mi się wbiła w głowę. I pomyślałem, że z drugiej strony to jest świetny zabieg marketingowy. Bo ja sam ćwiczyłem, żeby to powiedzieć i już tego z pamięci nie mogę wymazać.

O widzisz, czyli zadziałało!

Mega zadziałało!

Przyznam się szczerze, że to był jeden z elementów… Ta nazwa, nawet, jeśli jest trudna, to jest w jakiś sposób charakterystyczna. Mimo że wiem, że ludzie łamią sobie języki na tym i tworzą przeróżne twory…

A jaka jest prawidłowa wymowa, tak żeby to ustalić raz na zawsze?

„Malahit medoł”

Ok, „malahit medoł”. Dobra.

Dokładnie.

To mam nadzieję, że wszyscy, którzy przesłuchają podcast już nigdy nie złamią sobie języka. Jak w ogóle wpadliście na taką nazwę?

Wiesz, to jest taka historia… Duża osób o to pyta, bo myśli, że tam kryje się jakieś tajemnicze wydarzenie, historia, a to jest angielska wersja fragmentu tekstu Baczyńskiego. Fragmentu jego wiersza „znów wędrujemy, ciepłą ziemią, malachitową łąką morza”. Potem śpiewał to Turnau. To była jedna z dobrze kojarzących nam się z Kubą piosenek. Wtedy jak myśleliśmy, z czym chcielibyśmy się kojarzyć, co lubimy robić, to były to zdjęcia w naturze, były to plenery. Zanim zaczęliśmy robić już tak serio serio śluby, to powstało dużo sesji w plenerze, w naturze, dla innych osób, dla znajomych. No i tak czuliśmy, że taka malachitowa łąka to jest to, co nam najbardziej odpowiada – miejsce, w którym chcielibyśmy najczęściej fotografować.

Czyli to nawiązywało do Waszego stylu…

Tak, a przy okazji było niezłym łamaczem językowym.

Dokładnie i wbijało się w głowę. Świetny zabieg, tak jak już wspomniałem. Pamiętam, że wspomniałaś przy naszym ostatnim spotkaniu, że wasze drogi zawodowe z Kubą się rozeszły czy też stały się niezależne od siebie. Co było takim czynnikiem, który sprawił, że stwierdziliście: no dobra fajnie nam się współpracuje w duecie, ale teraz może zróbmy coś innego? Jak do tego doszło?

Doszło etapami, tak naprawdę. Nie będę owijać w bawełnę. Mamy mocne charaktery, jesteśmy indywidualistami od A do Z i dopóki indywidualiści tworzyli jeden projekt, w który byli bardzo zaangażowani i bardzo skupieni, działało to świetnie. Ale my sobie bardzo lubimy podwyższać poprzeczkę, jesteśmy bardzo perfekcjonistyczni w tym, co robimy i im bardziej podwyższaliśmy sobie poprzeczkę… To pomyśl, że dwie osoby mocno sobie podwyższają, każdy sobie indywidualnie i w pewnym momencie znajdą się w takim punkcie, że zaczną sobie wchodzić w drogę. I nie chcę powiedzieć, że właziliśmy sobie z Kubą mocno w drogę, ale trochę była taka rywalizacja: „zobacz, ja to ugryzę tak, ja to ugryzę inaczej”. I kiedy poczuliśmy, że mogłoby to w jakikolwiek zły sposób wpłynąć na naszą fotografię, czyli np. mamy krótką sesję portretową w dniu ślubu i każdy z nas marzy o tym, żeby zrobić tej parze półgodzinną sesję i nie bardzo wiadomo, kto ma odpuścić. Dzieliliśmy się jeden raz, na second shootera, na first shootera i zaczęło dochodzić do takich sytuacji, że ktoś czuł się pokrzywdzony, ktoś czuł się nieszczęśliwy wracając ze ślubu, że „kurczę, a ja miałem taki pomysł, żeby w tym parku pójść tam i tam, a ty nie chciałeś tam pójść, dlaczego nie poszliśmy tam…” I zaczęliśmy bardzo dużo rozmawiać, co by było gdyby każdy z nas, z taką rozdmuchaną indywidualną potrzebą patrzenia na ten dzień robił we własnym zakresie. Od A do Z. Od początku do końca.

Na początku było to dosyć przerażające. „Ale jak to? Przecież my się świetnie uzupełniamy!” Zaczęliśmy mocno analizować nasze zdjęcia. To były po prostu godzinne analizy portfolio, żeby zobaczyć, że my robimy prawie identyczne zdjęcia, że też materiał do selekcji jest dwa razy większy, bardzo dużo podobnych ujęć. Nawet z bardzo podobnego kąta. Nawet jeśli Kuba stoi gdzieś na księżycu prawie i robi z tego księżyca zdjęcie, to jakimś cudem ono pokazuje ten sam moment w podobnym klimacie i w podobnych emocjach, jak ja to pokazuję. I po wielu, bardzo wielu dyskusjach jakby to było, spróbowaliśmy. I powiem ci szczerze, jesteśmy mega z tego zadowoleni, bo każdy z nas realizuje tę swoją wizję, opiekuje się też parą w całości, daje siebie w całości. Nie chowamy się też, bo trochę pracowanie razem było chowaniem się przed drugą osobą. Zawsze można było coś skonsultować, a teraz idź to zrób, a ty zrób tamto, a tak jesteśmy osobami cały czas i to moim zdaniem działa świetnie. Mam wrażenie, że nasze historie stały się jeszcze bardziej zanurzone w te pary młode. Ja podziwiam zdjęcia Kuby, on też bardzo lubi moje reportaże, więc to działa.

A czy teraz współpracujesz z jakimś second shooterem, że tak użyję tej angielskiej nazwy?

Nie na stałe. Jeśli zdarza się sytuacja, w której para rzeczywiście prosi o drugiego fotografa i Kuba – bo mieliśmy parę reportaży, które robiliśmy razem w ostatnim czasie – jeśli para bardzo potrzebuje drugiego fotografa, bo zdarzają się czasem wesela na dwieście osób w pałacach, w zamkach, gdzie ceremonia jest na zewnątrz i świetnie byłoby np. fotografować z balkonu pałacu, a ja nie zdążę tam dobiec, to mam jedną sprawdzoną osobę, z którą współpracuję, ale nie jest to częste.

Ok, ale jak wtedy wygląda taka współpraca z fotografem spoza studia? Mówisz konkretnie, co ma robić czy to jest już na zasadzie, że jesteście zgrani po kilku weselach i doszlifowani?

Tak, jesteśmy zgrani i powiem ci szczerze, że ja wierzę wrażliwości tej osoby, natomiast daje jej jasne instrukcje, gdzie ma być, w jakim punkcie, dlaczego w tym momencie ma znaleźć się tam. I tak naprawdę dostaję to, czego potrzebuję, co ja bym zrobiła, gdybym mogła się sklonować. Gdybym mogła się rozdwoić, to pewnie stanęłabym właśnie w tamtym miejscu. I to jest taka fajna pewność, że nikt mi nie wejdzie w paradę, ale doskonale wie, co ma zrobić. Wiem, że może to trochę brzmi jak instrumentalne traktowanie pracownika… Moja asystentka bardzo fajnie odnajduje się w tej roli i też bardzo ją cieszy to, co robi. Też lubi śluby. Po prostu cieszy ją, że jest na ślubie.

Fajnie, fajnie, że masz takie doświadczenie. Powiem ci szczerze, że przez kilka sezonów fotografowałem z Kasią w duecie i jak mieliśmy taką sytuację, że się urodziła nasza pierwsza córka, to mieliśmy jedną osobą i potem jeszcze mój brat mi pomagał. I w takiej sytuacji, w której się znaleźliśmy, chyba było to dwa lata temu, jak Kasia zaszła w drugą ciążę, to sobie pomyślałem, że to przecież jest niemożliwe, żeby ona teraz chodziła na śluby i wróciłem do tej opcji z bratem. I był taki ślub, który robiliśmy po dłuższym okresie niewspółpracowania ze sobą, a ja miałem takie oczekiwanie, że on będzie już wszystko znowu wiedział na powrót, tak jak robił to wszystko, co Kasia robiła. I w pewnym momencie doszliśmy do takiej absurdalnej sytuacji, że ja mu mówię „słuchaj tam wchodziłeś w kadr”, a on mówi „nie to ty mi wchodziłeś”. Taka sytuacja, że drugi fotograf ma do ciebie uwagi, że ty mu wchodziłeś… Kwestia doszlifowania się.

Właśnie, ale powiem ci Jacku, że z Kubą to w pewnym momencie zrobiło… Przy wyjściu z kościoła myślałam, że mu głowę urwę, gdy szedł przed parą, a ja już czekałam, żeby ich złapać i zaczęłam się autentycznie na niego wkurzać, tak osobiście. I stwierdziliśmy: „No nie, stop, stop, stop! Jesteśmy na tyle świadomi tego, co się z nami dzieje, że musimy to przegadać, musimy coś z tym zrobić”. Jeśli pracuję z moja asystentką, to ona wie, gdzie jest, ja wiem, że ona dobrze się tam czuje i zrobi dobrą robotę.

No to dobrze. To może przejdźmy do innego tematu. Ujęła mnie twoja przemowa na Lookslikefilm w Krakowie. I jest jeden taki fragment, który mi siedzi w głowie. Wiesz który, ale może wyjaśnij, bo tam było tylko stu czterdziestu fotojanuszy, a podcast słucha nas trochę więcej. Powiedziałaś o takim projekcie „poczet świń polskich”, nie wiem czy to dobrze cytuję. Natomiast to było powiedziane w kontekście innego podejścia do ślubów. Wiele osób może łapać się na tym, że dobra – pierwszy sezon super, jestem mega podjarany tą robotą itd. Drugi, trzeci, czwarty sezon… Ale potem może się pojawić w życiu fotografa taki moment znużenia i powiem szczerze, że to, co powiedziałaś o ślubie, o tym zanurzaniu się w historię, o zainteresowaniu się losem tych ludzi, nawet jeżeli to jest jakieś zlecenie w Koziej Górce, że nie jest tak pięknie jak na Pintereście… I ty powiedziałaś, że odrzućmy te wszystkie kategorie estetyki, zainteresujmy się ludźmi, bo tak naprawdę to ludzie są po drugiej stronie. To bardzo mnie ujęło. To co powiedziałaś, że nawet jak sto pięćdziesiąty raz wyjeżdża ci ta płonąca świnia, to starajmy się do tego podejść oryginalnie.

Tak. Wiesz, za każdą z tych rzeczy, nawet za tą płonącą świnią, czy bardziej czy mniej, stoją ludzie, stoi para, która to wybrała, stoi para, która tego chce. Czasami nie chce, czasami chcą ich rodzice, czasami rodzice chcą, żeby pojawił się cały stół z dziczyzną. To coś znaczy, to coś mówi o tych ludziach. To, co jest dla mnie najistotniejsze, to żeby uszanować i trochę dla nich zatrzymać to, co się tam dzieje. To nie moja jest rola, żeby ocenić, czy to jest ładne, czy to jest nieładne, czy to jest estetyczne, czy ja bym to zrobiła inaczej. Ja miałam swój ślub i zrobiłam to po swojemu. Natomiast to wszystko, co ci ludzie tworzą mówi coś o nich, jest dla nich. Starali się, wybierali i każdej soboty ja spotykam zupełnie innych ludzi, ja słyszę zupełnie inne historie, czuję inne emocje. Przeróżne są śluby, przeróżne są sytuacje, przeróżne są związki, jedne są bardziej wylewne i bardziej szalone, inne są bardziej zdystansowane. Byłoby grzechem przyłożyć to tego jakąś kalkę, jakiś szablon.

I powiem szczerze, że jeśli fotograf po trzech sezonach już czuje przesyt i czuje, że idzie do roboty, to niech on odda to wszystko, co ma do zrobienia, niech odda wszystkie albumy, obrobi wszystkie zdjęcia i zajmie się czymś innym przez dwa kolejne lata. Niech odpocznie. Jeśli będzie chodził zmęczony, znudzony to nic dobrego z tego nie wyniknie ani dla niego, ani dla pary, która oczekuje wyjątkowej pamiątki.

Wiesz, my widzimy ślub co weekend, a dla nich to jest jeden jedyny… czasem jest tych ślubów więcej, w to już nie wnikam, ale najczęściej jest to jeden wymarzony dzień i oni naprawdę chcieliby poczuć się też wyjątkowi. Bo każda rzecz, każda kokardka i każda pierdółka jest dla nich wyjątkowa wtedy. I fotograf powinien być też dla nich w jakiś sposób wyjątkowy i dbający o to wszystko. A taka przerwa naprawdę może zrobić dużo dobrego, tak sobie myślę, albo po prostu zweryfikować, czy chce się to dalej robić. To jest uczciwe, to jest szczere moim zdaniem. Bo jeśli potraktujemy parę jako numerek, jako umowę numer siedemnaście, to będzie to takie szablonowe. To zacznie się robić prawie jak etat. „Siedemnastą umowę idę pyknąć dzisiaj… Aha, to dzisiaj Basia i Piotrek. No dobra, to idziemy, borę szelki i zasuwam.” Jeżeli już jest takie podejście, to trzeba odłożyć te szelki na chwileczkę i sobie zrobić spojrzenie w głąb siebie, czy na pewno chcę to robić, czy może za jakiś czas dopiero i trzeba się przewietrzyć.

Miałem takie sytuacje też, że np. kamerzysta pytał się mnie, jak para młoda się nazywa…

Widzisz, to znaczy, że on nie za bardzo chciał poznać. Pamiętam też taką sytuację na weselu – to było jedno z naszych pierwszych wesel – pracowaliśmy jeszcze z Kubą i siedzieliśmy przy stole dla obsługi. I zespół mówi: „O Jezu, ale się nie chcą bawić… a jak się nie będą bawić, to nie będą mieć wesela, to nie nasza wina” – nie będę tu dokładnie cytować, bo słuchaczom uszy powiędną – „Mamy to gdzieś, nie schodzą na dół, ale co my z tego…”. Panowie, to nie grajcie, zatrudnijcie się jako taksówkarze, ale nie róbcie takich rzeczy, bo jeżeli wam się tego nie chce robić, to ci ludzie nie zejdą. To czuć.

Temat zespołów to jest temat rzeka. Ja często się spotykam z takim tłumaczeniem, że „w sumie to my nie robimy wesel albo tam gramy w jakiejś operze”. Takie głupie tłumaczenie. Kurde, jesteś na weselu, robisz kasę, to jest twoje może i dodatkowe zajęcie, ale ciesz się tym.

Jedną rzecz chciałbym dodać, bo to wszystko bardzo, bardzo było dla mnie inspirujące – to, co powiedziałaś o interesowaniu się ludźmi i tak dalej. W pewnym momencie, jak mówiłaś, to pojawiła mi się w głowie taka myśl, że jest pewnego rodzaju frustracja wśród fotografów, może czasem nawet i w mojej głowie się to rodziło, że myślałem sobie: „o kurczę, ja tutaj jestem, a to nie wygląda, tak jak powinno i ja nie wiem, czy to będę miał okazję potem poblogować”. Ale w pewnym momencie sobie uświadomiłem taką jedną rzecz, że nie można robić zdjęć ślubnych tylko z myślą o swoim blogu. Bo jeżeli tak podchodzisz do każdego zlecenia, że to musi być na moim blogu, to w pewnym momencie ucinasz sobie taką możliwość eksperymentowania, próbowania nowych rzeczy na zleceniach.

Bardzo ważną rzecz mówisz. Mówisz o frustracji. Ja frustrację dobrze znam też z mojej drugiej pracy, bo jestem psychoterapeutą. Wiem, że jeśli frustracja wedrze się na taki level hard to bardzo ciężko jest to przejść, jeżeli dobrze się nie rozłoży na czynniki pierwsze, co tę frustrację powoduje. Bo jeżeli rzeczywiście frustracja powoduje to, że to nie wpada na bloga, to zastanówmy się, dla kogo jest ten blog, po co jest ten blog, czemu ten blog ma być jakimś jarzmem, które sobie narzucamy i które ma nas hamować.

Ja myślę, że to jest też mocna bolączka młodych fotografów, którzy zaczynają teraz, kiedy poziom jest bardzo wysoki i naprawdę trzeba się bardzo pilnować, co zostanie wrzucone, jak to zostanie ocenione. I wtedy się zastanawiam, dla kogo oni robią te blogi? Czy robią tylko dla innych fotografów czy robią też dla par młodych, które przeglądają sobie te zdjęcia i w jakiś sposób utożsamiają się z tymi bohaterami, którzy tam się pojawiają  i chcieliby być tacy, jak oni, mieć podobne zdjęcie?

My zawsze pracowaliśmy dla par młodych. Rzeczywiście ostatnio jest tak, że dostajemy bardzo dużo miłych komentarzy od fotografów. Też jesteśmy w tym świecie, znamy się. Ale nasz początek był przede wszystkim dla par młodych. My nie mieliśmy za bardzo pojęcia, że działa gdzieś aż tak silnie grupa fotografów ślubnych, obserwuje się nawzajem, inspiruje się albo krytykuje itd. Dla nas było najważniejsze, żeby para była zadowolona ze zdjęć. To było takie oczekiwanie z biciem serca na każdego maila po oddanych fotografiach albo na spotkaniu i to, jak oni reagowali, to było najważniejsze. Blog to było coś, co wpadało rzeczywiście… „A wrzućmy coś, pokażmy, że coś robimy. Pokażmy, że byliśmy w jakimś fajnym miejscu”. I nie mieliśmy takiej presji. To nas chyba trochę uratowało przed frustracją: „o kurde, czy mogę to pokazać, czy nie mogę tego pokazać?”. Cel był zupełnie gdzieś indziej. Cel był taki, żeby ci ludzie byli zachwyceni fotografiami. To było najważniejsze, żeby oni czuli się wyjątkowo na tych zdjęciach. Czasem mówili: „kurczę, trochę ładniejsza jestem na tych zdjęciach niż w rzeczywistości”. Co oczywiście nie było prawdą, ale wiesz, ludzie nie do końca się adekwatnie oceniają czasami. I widząc siebie pięknymi na zdjęciach… Czuliśmy, że oddajemy takie nasze dzieło i jeśli to jest fajnie przyjęte to temat jest zamknięty.

A blog to był element dodatkowy. Teraz mam wrażenie, że to się wszystko poodwracało. My się też uczymy tego, co się dzieje obecnie na rynku. Człowiek uczy się całe życie, nawet jak się jest w branży już – o Boże – już siódmy rok, jakby to dobrze policzyć. I ważne jest to, co jest na bloga, ale ja zachęcam, żeby się na tym tak nie fiksować. Żeby robić robotę swoją dobrze. I żeby to rzeczywiście było dla tych osób, które są głównie zainteresowane, czyli dla par.

Powiedziałaś, że nie miałaś takiego pojęcia, że jest tak silne środowisko fotografów, którzy się ze sobą integrują i wymieniają opinie. To powiem ci, że „witaj w klubie”, bo ja przez dwa, trzy lata nie miałem profilu prywatnego na Facebooku, więc w ogóle nie należałem do żadnych grup. I w pewnym momencie z Kasią założyliśmy sobie wspólne konto i ktoś nas zaprosił do jednej grupy, do drugiej… To byłem w ciężkim szoku, tego się nie spodziewałam. Ja trochę się zamurowałem w tej mojej wioseczce mazurskiej i jak wyszedłem do ludzi, to w ogóle nagle tak, jakby ktoś mi okno otworzył. Ja cały czas za taką kotarką sobie siedziałem w ciemności, bardzo było mi wygodnie. Ale w pewnym momencie złapałem się na czymś takim, że nie mogę też ciągle gonić za tym, żeby to była popularność wśród fotografów, bo to nie jest główny korzeń mojego biznesu. To, co pokazuje na stronie to jednak pod pary młode powinno być tworzone.

Wiesz, ja mam dokładnie takie samo zdanie, dlatego, że to oni są głównymi odbiorcami. Para młoda jest odbiorcą tego, co ja tworzę. Jeżeli to znajduje uznanie jeszcze wśród innych fotografów, to jestem zachwycona i jest mi niezmiernie miło. Jestem zaszczycona, gdy ktoś, kogo ja podziwiam i kogo ja obserwuję, wypowie się przychylnie o moich zdjęciach. Po prostu rewelacja. Ale pierwszym i ostatecznym klientem jest para młoda i najważniejsze jest jej zadowolenie.

Natomiast to, o czym mówiłeś, że siedziałeś sobie gdzieś tam za kotarami i robiłeś swoją pracę, ale gdzieś buzował świat fotografii ślubnej… My mieliśmy podobnie z Kubą i kiedy się otworzyliśmy na innych ludzi to była rewelacja. To było jak oddech, jak przewietrzenie. Nie znaleźliśmy w nich tylko krytyków i osób, do których musimy się odnosić, tylko ludzi, nie chcę powiedzieć przyjaciół, ale naprawdę dobrych ludzi, dobrych znajomych, z którymi można i trochę pożartować o tym, i trochę zrzucić balast, i poprzerzucać się ciekawymi pomysłami na tworzenie firmy, na podejście do ślubów, na to jak się zmieniają mody. Bo wiesz, znajomi, którzy nie zajmują się fotografią ślubną to posłuchają – „no, śluby, śluby, tak, białe sukienki…”

Nudy…

Nudy. „No co ty, Kasia, nie nudzi ci się? Co sobotę te białe kiecki? Ja bym zwariowała.” Dżizas, przecież to jest zupełnie inna historia! To jest każda inna sukienka…

Ja się też często łapię się, jak idę do jakiejś grupy znajomych, którzy nie są fotografami ślubnymi, co jest rzadkością, bo po kilku sezonach pracy jako fotograf ślubny orientuję się w tym, że jednak większość moich znajomych to są fotografowie ślubni i cały czas tłuczemy te same tematy o fotografii itd. I to jest wszystko super inspirujące i tak jak mówisz, takie złapanie kontaktu ze środowiskiem mega pcha ciebie jako artystę do przodu czy jako człowieka biznesu… Natomiast ja się łapałem na tym, że kurczę, mnie te tematy trochę tak nudzą. Miałem coś takiego, że musiałem nawet złapać takich oddech, że „kurczę, ja muszę wrócić trochę do normalnego świata i o tej fotografii trochę zapomnieć chociaż na chwilę, odwyk sobie zrobić”. Ale rzeczywiście jest tak, że masz tych fotografów jako znajomych, bo sama powiedziałaś teraz, byliście w górach, od poniedziałku do czwartku czy też do piątku, bo to jest ten czas, że ty masz możliwość sobie pojechać, a ludzie, którzy pracują gdzieś na etatach niestety nie mają takiej okazji.

A właśnie, tak już rozgadaliśmy się o tych fotografach, a ja chciałem się trochę z tobą pokłócić na antenie. Napisałem ci, że przeglądałem wasze portfolio – zresztą powaliło mnie na kolana, jestem waszym fanem, przyznam się oficjalnie. W każdym razie jedna taka myśl mi zaświtała. Na blogu zauważyłem, że macie zdjęcia otagowane logo. Nie wiem jak to się powinno nazywać… oznaczone logo. W każdym razie tak to nazwijmy. A w sekcji portfolio już te zdjęcia były bez logo. I tak sobie pomyślałem, że to logo… Ja nie oceniam kwestii logo, bo to jest dla mnie sprawa trzeciorzędna. Nie jestem grafikiem nie znam się na tym. Ale pomyślałem, że te wasze zdjęcia lepiej mi się ogląda bez logo.

Z tym logo to jest ciekawa historia, bo wiem, że teraz jest tendencja, jest taki trend, żeby rzeczywiście nie tagować swoich zdjęć. Żeby one były czyste, żeby były bez żadnych dodatkowych punktów, plamek, zaszumień. Rozumiem, że chodzi o to, że odwracają uwagę od głównej treści, zaburzają kompozycję?

Tak, zasłaniają.

Powiem ci szczerze, że u nas to wypływa z bardzo prostej zasady. Może to jest jakiś marketing chałupniczy, ale u nas działa świetnie, dlatego że logo jest skrótem naszej nazwy, czyli ma-me. I ludzie często tak mówią: „idziemy z ma-me”, „z ma-me podpisaliśmy umowę”. To „ma-me”, które jest na zdjęciu często doprowadza nowe pary do nas, ponieważ widzieli gdzieś zdjęcie na przeróżnych portalach, te zdjęcia są teraz przedrukowywane. My też je wysyłamy. Proszą nas różne portale branżowe ślubne o przedruk naszych reportaży. Wiemy, że można podpisać na końcu reportaż, jak najbardziej, ale często zdarza się tak, że te zdjęcia wpadają gdzieś pojedynczo do różnych miejsc i właśnie po tym tagu, po tej naszej pieczątce z ma-me, pary młode do nas trafiają.

Też była tak sytuacja, kiedy ukradli nam zdjęcia. Po prostu nasze zdjęcia znalazły się na rosyjskim blogu, podpisane jako zupełnie inny fotograf. Bo wiesz, trudniej jest w Photoshopie perfekcyjnie wymazać tę piecząteczkę naszą niż podpisać zdjęcie jako ktoś inny. Nie wiem, może jesteśmy trochę przewrażliwieni i się boimy, ale tak, boimy się kradzieży, boimy się, żeby ktoś nie przywłaszczył sobie naszych rzeczy. Nie wstydzimy się naszego loga i jesteśmy konsekwentni, a to że w dziale portfolio nie ma taga naszego to dlatego, że tych zdjęć nie da się pobrać i nie boimy się, że one gdzieś tam popłyną w świat.

Ale da się np. zrobić zrzutkę ekranu. Nie wiem, czy tu nie podpowiadam komuś.

Można, można, dla chcącego nic trudnego. Ale my chcemy mieć święte swoje przekonanie, że tak, tagowaliśmy i jeśli to ma do kogoś dotrzeć, to dotrze. Chcemy, żeby to było rozpoznawalne. Też się zastanawiałam, jak to jest, bo pomyślałam: Kurcze, jak kupujesz buty, to jest tam znaczek, rozpoznajesz je, że to jest znaczek Nike i wiesz, co to jest. No i co? Ja mam swój znaczek ma-me, nie wstydzę się go, jest moje zdjęcie rozpoznawalne dzięki temu. Jest może coś tam pozaburzane, ale gdybym robiłam np. wystawę, to przecież tych zdjęć bym nie tagowała. Kiedy oddaję parze zdjęcia na pendrivie w dużym formacie, nie taguję ich. Kiedy oddaje album, to też nie ma tam żadnych moich wtrętów, a że to poleci w net to niech poleci z nazwą. I niech jakaś para młoda, jakaś dziewczyna, której się spodoba kolor szminki, na zdjęciu ślubnym, które zrobiłam w październiku, przykuje jej uwagę i pomyśli „o, fajne zdjęcie, a kto zrobił?”. Wystarczy wpisać te dwie magiczne sylaby ma-me i „ha, już znalazłam fotografa!”.

Wszystko jasne. No dobra, przyjmuję twoje argumenty, chociaż powiem szczerze, że ten o kradzieży nie do końca mnie przekonuje. Bo te zdjęcia, jakby ktoś od ciebie kupił, to jest już transakcja, która doszła do skutku i ewentualnie to, co pokazujesz w sieci, to jest już pod kątem znalezienia przyszłych klientów. I nawet jeżeli jest taka sytuacja, że ten rosyjski fotograf, który gdzieś tam wam ukradł czy tam pożyczył te zdjęcia, tak to nazwijmy…

Użył sobie…

Użył sobie i pokazał na swoim blogu jako swoje, to wydaje mi się, że to nie on wam zrobił źle, tylko on sobie zrobił źle, bo pokazuje, że ma takie świetne zdjęcia, a potem para go zatrudni i on zrobi swoją kichę. No to on będzie w kłopocie. „Przecież miał pan takie fajne zdjęcia na blogu, a co tu pan oddaje?”

No tak, ale widzisz, to jest chyba taka nasza cecha indywidualna, że dobrze, to niech sobie kradnie, ale nie nasze. O nasze musi się postarać, wystemplować, wymazać. Chociaż tak naprawdę z tym tagiem to jest kwestia otwarta, ale jak do tej pory, ile razy o tym gadamy, to zostaje „tagujemy, ktoś przyjdzie, ktoś znajdzie”.

W takim razie proponuję tę dyskusję przenieść na łamy naszej grupy na Facebooku i tam zadamy pytanie, czy z logo czy nie z logo. Zobaczymy, kto wygra, kto miał mocniejsze argumenty w dyskusji.

Jeszcze chciałem cię zapytać w dyskusji… Powiedziałaś wcześniej o postprodukcji. Mówiłaś, że ty się tym zajmowałaś. Jak to wygląda teraz u was? Czy ty np. nadal obrabiasz materiały Kuby?

Nie, już nie dałoby rady. Mielibyśmy za dużo ślubów i byłoby, mam wrażenie, strasznie taśmowo. Zrobiłaby się taśma produkcyjna, a tu nie o to chodzi. Jednak na każde zdjęcie trzeba chwilę popatrzeć. Też nie jesteśmy fanami takiego podejścia, żeby narzucić preset i dobra lecimy dalej. Dużo myślimy nad tymi zdjęciami i chcemy z nich wyciągnąć to, co jest czasem ukryte.

Jeżeli robisz to zdjęcie to masz zamysł, że potem zrobisz sobie z niego coś, coś i coś, a jeżeli ja przejęłabym zdjęcia Kuby to mogłabym tego nie zobaczyć, co on sobie wymyślił i na odwrót. Dlatego to nie jest możliwe. A też nie chcemy lecieć na ilość, na czas i ścigać się po prostu z czasem. Każdy zajmuje się materiałem od A do Z. Owszem, patrzymy sobie, przeglądamy, sprawdzamy.

Natomiast, przyznam się szczerze, że musiałam uczynić dla Kuby dzienniczek ucznia i był moim dzielnym uczniem. Uczył się tej obróbki, ale tak naprawdę, nie tyle od strony technicznej, ale żeby tego tak strasznie nie hejtować, bo on nienawidzi tak zwanych dupogodzin. Przepraszam za przekleństwo, ale nie znosi siedzieć nad zdjęciami później. On lubi je robić, lubi się ruszać, być w akcji, a dla niego to była nuda i coś niesamowicie niekreatywnego. Dla mnie to jest coś mega kreatywnego, bo mogę trochę to zdjęcie namalować od nowa, mogę coś dodać. Nie umiem malować, nie umiem rysować, ale mogę sobie przynajmniej pokombinować trochę w Photoshopie… To znaczy w Lightroomie tak naprawdę. W Photoshopie już nic nie robimy.

Ale rzeczywiście musiałam Kubę trochę przeszkolić. Przeszkolenie przeszedł, świetnie obrabia zdjęcia. Widzisz, to chodzi o tę frustrację, o nastawienie do tego, co robi, bo techniczne jest zajebiście.

Ok, czyli tutaj proces od A do Z obsługi jednej pary. Łącznie z selekcją.

Tak, tak – łącznie z selekcją. Kiedyś było tak, że Kuba robił selekcję, ja robiłam obróbkę i wtedy się tą pracą dzieliliśmy. Ale też to było tak, że Kuba był bardzo zmęczony selekcją. Ja obróbką nie byłam zmęczona, ale on selekcją był zmęczony i mówił „kurczę, ja bym chciał zrobić coś innego”. I teraz jest to takie poprzeplatane, że jak robi to jeden fotograf, to trochę ma selekcji, trochę ma obróbki, potem ma jeszcze ułożenie albumu. Mózg zajmuje się innymi rzeczami, inne rejony są pobudzone i nie masz poczucia, że jesteś robotem.

A na przykład, jeśli chodzi o publikację na blogu lub to, co dajecie na media społecznościowe, to co robicie – jakieś walne zgromadzenie zarządu i głosowanie?

Tak, tak, to jest walne zgromadzenie zarządu. Zarząd się zbiera, zarząd bardzo był kłótliwy swego czasu i leciały po prostu drzazgi, bo każdy członek zarządu miał swoje zdanie, ale na szczęście członek zarządu męski postanowił oddać intuicji kobiecej pewne sprawy. I powiem ci, że ja się zajmuję głównie Facebookiem, Instagramem. Czuję, co wpadnie, co dobrze wyjdzie, co się spodoba, co też zainspiruje nasze pary młode przyszłe albo w jakiś sposób zaciekawi nasze byłe pary młode. Natomiast, jeśli chodzi o publikacje pełnego reportażu na blogu, to wtedy nie ma kwestii intuicji. Robimy to razem. Każdy przegląda swoje materiały, czasami robimy sobie nawzajem edycję materiału. Dużo pracy. Natomiast to, co leci na media społecznościowe mocno opiera się na intuicji i też na takim, co my sobie wyrobiliśmy wewnętrznym poczuciu, czy chcielibyśmy jeszcze raz zrobić takie zdjęcie, w takich okolicznościach, w takim świetle, czy jesteśmy z tego zadowoleni. Jeśli tak, no t wio.

I wtedy promujecie.

I wtedy promujemy.

Zapytam jeszcze o ten Facebook. Powiedziałaś, że to ty prowadzisz, więc jesteś dobrą osobą, żeby zadać to pytanie. Przeglądałem ostatnio wasz fanpage i zauważyłem, że ostatni rok to był taki szybki lot, jeśli chodzi o liczbę polubień itd. Odkryłaś jakiś złoty środek czy po prostu ta twoja intuicja zadziałała, że tak powiem?

Wrzucać, wrzucać, wrzucać. Nie robić przerw, nie fiksować się, nie zwijać się w precla, czy to zdjęcie jest aby na pewno dobre, czy tutaj aby na pewno jest dobra kompozycja, czy to jest dobra godzina, żeby wrzucić. Lecieć, po prostu, jeśli to się czuje. Ja też przeglądając np. zdjęcia w sesji, wiem, które jest moje ulubione i wiem, że chcę to pokazać. I tylko mówię: „Kuba, to leci na fanpage”. „Niech leci, proszę, ty wiesz, co robisz”. I faktycznie to działa.

Im więcej spiny, im więcej takiego mocno zapiętego paska, tym mniej fajnie to wychodzi, bo jeżeli ty się nie bawisz też swoim… Ja wiem, że ja teraz możesz przeczę jakimś zasadom marketingowym, ale na razie u nas się do sprawdza i nie chcę tego za bardzo zmieniać. Bo jeśli za bardzo się fiksujesz, czy to ma taki wydźwięk, czy taki wydźwięk, czy to jest odpowiednie, czy to w odpowiednim momencie dnia leci, to zabawa się kończy i zaczyna się kombinowanie. A za dużo kombinowania przekłada się na mniejszą radość z tego. Ja mam wrażenie, że ludzie czują to, że jak ktoś lubi to, co robi, to się udziela ta otoczka.

No to chyba trzeba obserwować, co tam się sprawdza na twoim fanpage’u, jakie godziny i tak dalej. Nie fiksować się na takiej zasadzie, że jakiś ekspert powiedział, że trzeba tylko o godzinie 9:15 publikować, a na Instagramie o 13:00 na przykład.

Dokładnie. Tak, tak, tak. I to cię wkurza: „kurde, 9:15, cholera, a ja nie mam zdjęć i co teraz, co mam zrobić, które mam wyciągnąć, na siłę, bo 9:15…”. Nie, chillout, luz.

A Instagram też jest twoim dzieckiem, że tak powiem?

Instagram jest jakiś taki zaniedbany, nie mamy za dużo profili. Leci na Instagrama to, co na Fejsa. Mam też wrażenie, że tam trochę inne osoby nas obserwują. Może jest to powielenie, może jest to powtórzenie. Kurczę, pewnie, my jesteśmy tacy mało… Trochę jak jakieś stare dziady, tak to brzmi.

Fotojanusze tak zwane.

Tak, takie fotojanusze – chociaż ja nie lubię tego określenia, bo jest krzywdzące.

Ja lubię. To jest pozytywne.

Wiem, że jest pozytywne, ale nie… Ogólnie wydaje mi się, że na intuicji wszystko bazuje, dopóki nas intuicja nie zawodzi to nie zmieniamy. I w ten Instagram próbuję od niedawna inwestować i starać się wrzucać coś. I działa. Najwięcej zapytań, najwięcej spływających maili jest z Facebooka. Ktoś zobaczył gdzieś zdjęcie, komuś się coś wyświetliło i stąd się pojawiają.

Rozmawiamy tutaj po publikacji podcastu z Tomem Robakiem o SEO. Zajmujecie się w ogóle SEO? Coś pracujecie nad tym na waszej stronie?

Tak. Był czas, kiedy rzeczywiście Kuba się wkręcił w to dość mocno. To było w 2014 roku… Nie, 2015. I faktycznie wtedy tym tematem mocno się zajmował. Potem to zarzucił i po tym podcaście chce zająć się na nowo. Chce zacząć działać w tej kwestii. Intuicja, proszę bardzo, babska sprawa, on się będzie zajmował twardym i konkretnym..

Mi się też wydaje, że – ze swojej perspektywy mówię – że SEO to jest też takie bardziej męskie zajęcie, chociaż może jakieś kobiety się obrażą słuchając tego. Natomiast fajnie jest podzielić się w firmie tak, że masz takie no fly zones, do których druga osoba nie ma wstępu i to jest super.

Tak.

A czy jakieś twoje doświadczenie ślubne – bo jesteście po ślubie, nie wiem czy wszyscy wiedzą – jakoś zaprocentowało w waszym czy twoim podejściu do panien młodych? Czy jakoś miało to przełożenie, że bardziej rozumiesz te panny młode, czy nic to nie zmieniło przed i po ślubie?

Wiesz co, na pewno to, co mi się bardzo pokazało w dzień ślubu i po ślubie, to to, że ten dzień mega szybko leci. Ja sobie nie zdawałam sprawy fotografując przez tyle lat przed własnym ślubem, że dzień ślubu to jest błyskawica, jeżeli jest się po drugiej stronie obiektywu. Wiesz, dwanaście godzin pracy fotografa, które my mamy zazwyczaj, to jest strasznie długo. A tu wesele, to już widzimy po raz dziesiąty tę samą parę na parkiecie – no masa czasu! Nie jest tak. Od drugiej strony to jest po prostu jedno pstryknięcie palcami i dzień się skończył.

To też spowodowało we mnie takie myślenie, że ja naprawdę muszę być wszędzie. Wiadomo, nie wszędzie się da, ale chcę być wszędzie, chcę najwięcej tych elementów, które się dzieją zatrzymać dla tych ludzi, zatrzymać dla naszych par, bo oni nie będą wszędzie. A ja trochę mogę. Trochę wiem, co gdzie się wydarza i mogę odejść. Panna młoda nie odejdzie ze swoich przygotowań, nie odejdzie stamtąd, gdzie ją malują, a ja mogę dać dyla stamtąd i zobaczyć, co się dzieje w pokoju rodziców albo w pokoju, gdzie przyjechały przyjaciółki i zobaczyć, co się tam wyprawia. Myślę, że to jest bardzo ważne. Tak samo ja z wielką przyjemnością oglądałam zdjęcia nie tylko swoje, ale najbliższych mi ludzi – co oni robili, gdzie oni się przemieszczali, kto z kim tańczył. I czasami tańczyły takie osoby, że bym nie posądzała, że oni się gdzieś tam sparują i będą tańczyć.

WhiteSmoke Studio fotografowały nasz ślub i to w ogóle wielka moja miłość do końca życia… I naprawdę zrobili wspaniałą robotę, bo pokazali przede wszystkim naszych przyjaciół, naszych bliskich, nas też. Bardzo ładne to wszystko było i bardzo się cieszę, że pięknie wyglądaliśmy w tym 2013 roku. Ale to, co było najważniejsze – pokazali też całe otoczenie i tego mi nie zabrakło i wiem, że oglądając album ślubny jako była panna młoda, skupiam się na fotkach rodziny, przyjaciołach. Zabrakło mi czasu w dniu ślubu na grupówki, których fotografowie nienawidzą. Nagminnie jest to hejtowane i wszyscy męczą się z tym niezmiernie. Nie wiem czy wszyscy, ale znajomi z którymi rozmawiałam nienawidzą grupówek. Natomiast z perspektywy panny młodej brakuje mi takich zdjęć, bo kiedy Dorota mi mówiła „zróbmy zdjęcia grupowe”, ja mówiłam „nie, nie teraz, później, później”. Nie zdążyliśmy i szkoda. Naprawdę, to mi dało takie poczucie, że grzecznie, dzielnie, przez te pół godziny zachęcam parę młodą, żeby zrobić te zdjęcia. I nawet, jeśli one są mało, kreatywne, to one są ważne.

Ja mam taką metodę, że zawsze proszę parę młodą, żeby przygotowała listę najważniejszych gości na niej. Wtedy dzierży ją świadek i on organizuje tych ludzi i jakoś nawet nie pół godziny to zajmuje. To jest maksymalnie dziesięć, piętnaście minut. Też podkreślam, że to nie są może najbardziej artystyczne ujęcia, natomiast wiem, jakie one mają znaczenie, bo potem takie zdjęcia stoją u taty panny młodej na biurku w jego prywatnym gabinecie i to jest coś, co ludzie lubią.

Ok, to jeszcze taki business talk na koniec. Gdzieś tam przeglądając waszą stronę zauważyłem, że nie ma takiej zakładki Oferta. Na większości stron fotograficznych, które odwiedzam, ta zakładka jest, bo to wiadomo, pokazujemy swoje portfolio i gdzieś tam te usługi też są na zapleczu. Ja nie mówię już o tym, co tam jest w tej zakładce Oferta, bo najczęściej tam jest historia życia fotografia i to, że on miał Zorkę po dziadku, zamiast twardych danych, ale właśnie chciałbym o wasze podejście zapytać. Czy to jest taki zabieg, że nie daliście tego działu oferta, żeby kogoś zachęcić, żeby się skontaktował z wami? Czy to po prostu przypadek? Czy jesteście artystycznymi duszami, które traktują to jako biznes, ale to jest drugi krok dla ludzi, po obejrzeniu waszego portfolio?

Widzisz, trochę nas przejrzałeś. To nie jest przypadek, że nie ma tej oferty. Celowo nie chcieliśmy zamieścić na stronie naszej oferty z jednej prostej przyczyny: żeby ludzie, którzy do nas trafiają napisali do nas na podstawie zdjęć, które wykonujemy. Że spodobają im się zdjęcia i będą chcieli też siebie zobaczyć w takiej wersji przez naszą percepcję przepuszczoną, przez nasze oko, to z nami się skontaktują.

To na początku było takie czysto biznesowe zagranie. Chcieliśmy wiedzieć, ile osób ogląda nasze zdjęcia, ile osób się z nami skontaktuje, ile przyjdzie maili. Bo żeby dostać ofertę muszą nas zapytać, czyli muszą się z nami skontaktować. Gdyby oferta była na stronie, to taki człowiek przejrzałby ją, stwierdziłby „aha, to kosztuje tyle i tyle, idę sobie dalej w świat”. A dla nas to było ważne, czy to, co my robimy się spodoba, czy jest atrakcyjne, czy ktoś się dowie, czy ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej o naszej ofercie, o naszych zdjęciach. Czy bierze pod uwagę coś takiego. I tak zostało. Wydaje mi się, że nie ma w tym nic takiego, co wkurza ludzi. Wystarczy napisać: „Chcielibyśmy poznać waszą ofertę”, „czy macie wolny termin?”. To też pozwala nawiązać pierwszy kontakt i rozmawiać z tymi ludźmi. Jeśli komuś się spodobały nasze zdjęcia, to do nas zagada i my możemy zagadać do niego. I tak się tworzy kontakt, który oczywiście nie zawsze przekształca się w podpisanie umowy, bo dziennie tych maili przychodzi do nas bardzo dużo. Nie wszystkie wracają. Nie ze wszystkich oczywiście podpisujemy umowy, to jest jasne. Natomiast, wymiana spostrzeżeń i jakieś takie nawiązanie kontaktu jest ważne dla nas. I też jest ważne to, czy ludzie się dalej interesują naszymi zdjęciami.

Ok, czyli potwierdzenie tego. Powód, dla którego pytam: ja mam taki pogląd, że dam może nie całą ofertę, ale zasugeruję, w jakich rejonach działam, z tego względu, żeby troszkę ograniczyć ilość tych osób, które pytają. Przez takie podejście nie marnuję czasu ludziom, którzy i tak by się nie zdecydowali. Z takiego założenia wyszedłem.

To też jest jakaś myśl.

Poza tym, trochę też mam więcej czasu dla siebie, jeżeli tych zapytań jest mniej. Wiedzą czego się spodziewać.

Ale wiesz, my lubimy odpisywać na maile. To jest nasz chleb powszedni. To jest pora na kawę i na odpisywanie maili. Jakoś weszło w krew. Chyba bym nie umiała z tego zrezygnować. Lubię chwilkę pogadać z tymi ludźmi.

Dobrze, Kasiu, myślę, że na tym moglibyśmy skończyć, bo jeszcze druga część waszego duetu tutaj czeka na odpytanie. Może uprzedzam trochę fakty, ale to, że jesteś tutaj sama to już dla słuchaczy jest jasnym sygnałem, dlaczego tak zrobiliśmy. Dziękuję ci bardzo za tę rozmowę.

Bardzo ci dziękuję również. Bardzo dla mnie miła opcja. To, co robisz jest super. A to że ludzie chcą słuchać i nie siedzą zamknięci w swoich pokoikach, tylko mogą posłuchać czegoś, mogą się poznać – ja też słuchałam wszystkich wywiadów, które do tej pory były – to jest fajne. To jest naprawdę fajne, że łączy nas jedna rzecz, a jest tak wiele różnych osób i każdy ma jakąś swoją historię, do której może się odnieść i jak dochodził do tego punktu, w którym jest. I takie fajne obserwowanie, że ktoś człapał, jedni szybciej lecieli, inni sobie człapali powoli… To jest piękne, to jest naprawdę fajne, bo przecież my się nie spotykamy, na ślubach sobie nie pogadamy jak z zespołem czy z kamerzystą. To jest świetna inicjatywa. Bardzo ci serdecznie dziękuję za zaproszenie.

Dziękuję serdecznie.

Leave A

Comment

23 lutego 2017
Ekstra, w sam raz na jutrzejszą podróż do domu z Nudnych Workshopów :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Krzysztof Neryng Jr złagodzi powrót do rzeczywistości :)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
No dziś to chyba nie dam rady;)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał Zakrzewski to na podróż powrotną z Warszawy :)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Jeszcze nie sluchalam a juz wiem, że będzie genialnie :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina Miądowicz zdecydowanie tak, Kasia Bronska-Popiel pięknie opowiada o fotografii :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kochani! ❤🔥
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Rewelacyjnie się słuchało :) i tak jak wspomniałeś we wstępie, że dzięki Kasi widzisz, że to pasja, a nie tylko zarabianie pieniędzy. Czuć to w każdym calu :) świetne nagranie!
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Aleksandra Siwierska cieszę się z tej opinii :) jak coś się robi z pasją to i tak przyniesie pieniądze
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Bardzo dziekuje! Wiecie, jak sie wierzy w to co sie robi, to mozna gadac i gadac i gadac ☺️
    Odpowiedz
23 lutego 2017
świetny odcinek! <3 dziękuję po raz kolejny! :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Amelia Koziara dzięki za słuchanie :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Dziekuje 🌸
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Lecimy słuchać :)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia!!! ❤❤❤ Pedze sluchac!!
Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia jest super! ❤ po LLF w Kr wiedziałam, że ten odcinek to będzie czad! :D
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Dzieki bardzo bardzo bardzo 🔥🔥
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kasia wypije Twoje zdrówko winkiem! Ty też musisz nadrobić to co przegapiłaś w Kr 😂 to był hit! :D
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    A dziekuje, a smacznego! Pij, bo open bary szybko zamykaja slyszalam 😂
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    I późno otwierają 😂
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    😂
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia❤!
Odpowiedz
23 lutego 2017
baterie naładowane ;) dzięki Kasia i Jacek! <3
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Super! O to chodzi! ⚡️
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Uwazam, ze Kasia powinna zostac takim foto couchem bo słuchanie jej to miód na uszy ♡.
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    jestem Kasi fanem.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Anna Pietras to zakładamy fanklub? :D
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Ej bo zaraz poczerwienieje tak ze bede rumiana jak polskie jablko 😂😂 🍎🍎 Dziekuje Wam Kochani! Wreszcie moje gadulstwo sie na cos w zyciu przydaje 😂
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Świetny odcinek! <3
Odpowiedz
23 lutego 2017
Świetna rozmowa! Bardzo przyjemnie słucha się Kasi :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Dziekuje!! 👍🏻
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Jestem fanem ma-me!!! Już wiem co będę słuchał podczas wieczornego biegania:)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Bardzo mi milo Krzysztof ze pobiegne z Toba :D
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Zdarza mi się też słuchać podcastów podczas potreningowych kąpieli...
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Hahahahaha 😅😅
    Odpowiedz
23 lutego 2017
idealnie, a już myślałam, że nowy podcast będzie dopiero wieczorem ;p
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Katarzyna Rolak eeee tam wieczorem, podcast z rana jak śmietana :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    dokładnie :D słucham i robię selekcję, aż miło :)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia Bronska-Popiel jeszcze raz dziękuję pięknie za spotkanie <3 / Jacek
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Mega wielkie dzieki! To byla urocza godzina 😻
    Odpowiedz
23 lutego 2017
słucham od 5 minut i już baaardzo lubię :) ten głos... <3
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    😺😻
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    tak, charyzma w głosie też! i pasja, czuje się to na odległość :D
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    🔥🔥
    Odpowiedz
23 lutego 2017
<3 <3 <3
Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia Jacek Siwko kilka lat temu jak powiedziałam znajomym fotografom (w trakcie warsztatów z modelkami), że jestem fotografem ślubnym, jeden z nich powiedział: "Aha, czyli robisz kotlety." Określenie "fucha" przy "kotletach" wypada o wiele przyjemniej ;) Ja się wtedy oburzyłam bo mam podobne podejście do Kasi, lubię śluby, to kopalnia reportażowych kadrów:)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Wiara fotografów w to że nie da się pobrać zdjęć ze strony jest bardzo duża. Podziwiam :) Jeśli cokolwiek się wyświetla u klienta to to jest już u niego, a do zapisania u siebie takiego zdjęcia już tylko krok. Oczywiście to poza kwestią "firmowania" swoich zdjęć bo wg mnie jedno i drugie podejście ma swoje wady i zalety. PS: Odcinek super :)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Swietna rozmowa❤
Odpowiedz
23 lutego 2017
PS. Ja jestem 100% FotoJanuszem
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Stella Olga Kurek jak już to fotoGrażyną :)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia Jacek Siwko masz racje FotoGrazyna
Odpowiedz
23 lutego 2017
Przyjemnie spędzona godzinka :)
Odpowiedz
23 lutego 2017
jeszcze nie słuchałem, ale wiem, że będzie świetnie, bo Kasia wie co i jak mówić!
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    I jak ładnie to robi :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Dziekuje Wam 💟
    Odpowiedz
23 lutego 2017
przesłuchane dwa razy ;p chyba zaraz odpalę trzeci raz, bo przefajnie się słucha :) fajna historia!
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Wow! :) Szalejesz :D
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Przesluchane. I poruszyliscie super ważny temat, który od dawna chodzi mi po głowie, a mianowicie to, ze troszkę w szale lajkow i doceniania zapomina sie dla kogo to wszystko jest robione. Ja w ogóle zgadzam sie z Kasią, o. 10/10.
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Wlasnie to dla kogo to robimy jest przeciez podstawa naszej pracy :) To daje napęd i trochę uwalnia :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina Miądowicz podpisuję się pod tym co napisałaś, ja tylko w sprawie logo na zdjęciach się z Kasia Bronska-Popiel nie zgadzam hehe ;) / Jacek
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    A ja z logo nie mam problemu byle nie bylo na pol zdjecia :)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
zrezygnowałem z loga jakiś miesiąc temu
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Jerzy Ledziński a co Cię przekonało do rezygnacji? :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kasia Jacek Siwko nie chce odciągać uwagi od zdjęcia. Jak ktoś ukradnie to nie widzę opcji aby miał mi tym zaszkodzić - jedynie sobie samemu.
    Odpowiedz
23 lutego 2017
nie wstawiam już od dawna .....
Odpowiedz
23 lutego 2017
Podcast zostawiony na jutro:) co do loga to długo używalismy ale od jakiegoś czasu odchodzimy od tego
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    ups, to zdradziłem jeden z tematów :) dla mnie logo utrudnia oglądanie. Zwyczajnie odciąga uwagę od głównego tematu zdjęcia, ale rozumiem argumenty zwolenników dodawania logo / Jacek
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    To że zdradziłeś nie znaczy, że nie będę sluchał;) to juz powoli cotygodniowy rytuał:)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
W kontekście kradzieży zdjęć moim zdaniem logo nie zdaje do końca egzaminu, chyba że jest na znacznej części zdjęcia. Z loga na stronie i fanpagu zrezygnowałem w 100%. Z kolei jako część marketingu to jak najbardziej. Dlatego oddaję klientom także miniatury z logo do udostępniania w internecie.
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Łukasz Czajkowski cwany zabieg, ja wolę poprosić parę, żeby wspomniała o mnie publikując zdjęcia na fb, ale bez niepotrzebnej presji... :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Sprzedajesz klientom zdjęcia z logo Łukasz?
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Nie. Dostają foty w pełnej rozdzielczości bez logo a dodatkowo miniatury z logo zoptymalizowane pod fb.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Ja robię dokładnie tak samo :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Zastanawia mnie taka praktyka. Trochę to nie uczciwe podejście.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Łukasz Czajkowski podziwiam, że Ci się chce brać na siebie dodatkową robotę. Prawda jest taka, że klient i tak może sobie wrzucić duży plik od Ciebie a FB sam sobie pomniejszy 😜 / Jacek
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Jakub Krawiec nie jest nieuczciwe jak mają wybór: albo użyć na fb zdjęcie z logo, albo podpisać autora. Pary często też dają zdjęcia np. Makijazystce, i logo w tym wypadku się sprawdza.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Ja daję pełne jpgi oraz miniaturki z logo w png pod fb. Zdaje to egzamin jak para ogarnięta w internetach.
    Odpowiedz
23 lutego 2017
jak wiesz sa dwie szkoly ktore traktuja o tym zagdnieniu ;) teoretycznie logo na zdjeciu = budowanie swiadomosci klientow o istnieniu naszej firmy i latwiejsze docieranie do ludzi.. z drugiej strony w ostatnim czasie to niby niezbyt profesjonalne miec logo na zdjeciu ;) ja sam nie wiem jak jest lepiej ;)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Piotr Czechowski to jest chyba najlepszy argument za, czyli, że łatwo się dowiedzieć kto zrobił zdjęcie, ale z drugiej strony po kilku latach i po tym jak już się rozwiniesz (w stosunku do tego co robiłeś parę lat temu) to może czasem lepiej żeby nikt się nie dowiedział kto zrobił dane zdjęcie haha, co sądzisz> ? :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Ja na przyklad mam inny problem.. w dobie presetow momentami niestety logo ulatwia mi dowiedzenie sie kto w ogóle zrobił zdjecie.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    zapewne wszystko zalezy od tego w ktorym momencie znajduje sie nasza kariera.. na poczatku logo na zdjeciu to obowiazek moim zdaniem, niech ludzie wiedza ze istniejemy i niech sie rzuca w oczy ;) pozniej majac pewna pozycje na rynku mysle ze mozna zrezygnowac z loga na fotach
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    co do rozpoznawalnosci mysle podobnie do Karoliny, dzis wszystkie foty wygladaja mniej wiecej podobnie i bez logo ciezka odgadnac na czyja prace patrzymy.. z malymi wyjatkami ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Tak to jest jak używa się gotowych presetów ;-)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Ale to chyba nawet nie jest kwestia samych presetow, tylko stylu ustawiania par ktory przyszedl z presetami :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    I blogowania i tiltow i... No ja wole z logo :D
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Piotr ale skoro sami piszecie, że większość zdjęć jest podobna do siebie no to jednak sprawa owych presetow czy też obróbki. Ja w ostatnim czasie widzę nachalne używanie tilta, wiem moda itp ale wole swoją autorską edycję mimo, że te Wasze bardzo mi się podobają ;-)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    ja obrobkowo bladze, szukam, nie wiem co mi sie podoba.. tzn wiem.. ale sam tak nie umiem ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Piotr myślę, że poniekąd każdy z nas błądzi aby dojść do swojego. Bynajmniej ja tak mam i już w zeszłym roku doszło do mnie to, jak chce aby wyglądały moje zdjęcia.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Dlatego nie nalezy spedzac godzin na ogladaniu innych foto. Muzea tez sa fajne. Nawet lasy sa fajne :).
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina Miądowicz bo macie piękne logo :D mam spod tego samego pióra ;) ale ja np daję tylko na FB czasami, jak mi pasuje kompozycyjnie - na stronę już nie, bo tak po prawdzie to mi się nie chce :D
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Karolina, Piotr, Krzysztof a sądzicie, że w dobie filmu fotografie różniły się od siebie bardziej niż teraz? 😉
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Jacek nie jednakże dzisiaj są o wiele większe możliwości w edycji a jednak większość topu ma zdjęcie podobne do siebie jeśli chodzi o edycję ;-)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    wtedy wygladaly podobnie, ale naturalnie.. dzis wygladaja podobnie do siebie ale przyznasz ze nie jest to naturalny look? ;)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Piotr naturalnie? To już sprawa subiektywna, na pewno widziałeś dokument o tym jak klasyczne filmy były robione pod odwzorowanie koloru skóry białych ludzi 😋
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    no chyba nie chcesz powiedziec ze dzisiejsze kolory z Tribe czy niektore odjechane VSCO wygladaja naturalniej niz z wywolanej Superii w osiedlowym labie? ;)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    przecież vsco wzorowane jest na klasycznych materiałach! może nie jest to mastin ale od samego początku właśnie tym się szczycili
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    No pewnie, ze były podobne. Ale na pewno nie bylo 500000 fotografów ;).
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    no pewnie ze niektore vsco sa neutralne i naturalne.. ale niby ktora klisza daje takie efekty? ;) http://www.rockmywedding.co.uk/maria-jose-adrian/
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    ofkors nie twierdze ze nalezy dazyc do wygladu z kliszy! :)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    nie wiem, pewnie żadna. chodzi mi tylko o to, że wszechobecne narzekanie na to, że są presety równie dobrze można by przenieść o paredziesiąt lat wstecz tylko wtedy pewnie nikomu by to nie przyszło do głowy. ludzie dążą do looku fotografów którzy odnieśli sukces i po prostu tak jest - nie ma w tym chyba nic dziwnego. argument, że obrazy z filmu były bardziej naturalne jest średnio trafiony bo mogły równie dobrze nie być - wystarczyło zastosować filtr, zaświecić żarówką przy naświetlaniu na slajdzie itp. pomijając już w ogóle fakt, że gdyby był rynek na filmy dające obrazek taki jak wrzuciłeś, to by takie były. presety są bo przyspieszają pracę i za sprawą jednego kliknięcia sprawiają, że raw przestaje kłuć w oczy. robi się już ich jednak tyle, że ich ilość w dziesiątkach lub setkach razy przekracza sumaryczną ilość filmów stworzonych przez całą ludzkość. zupełnie nie rozumiem narzekania, że wszystko zaczyna wyglądać tak samo, skoro wielokrotnie łatwiej jest zmodyfikować preset niż z ciemni zmienić look filmu.
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Jacek widać mądry facet jesteś ale nie odróżniasz narzekania od stwierdzenia faktu, ale nie smutaj, wiele ludzi ma z tym problem 😂
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Krzysztof zobacz, była fajna rozmowa, w której używa się argumentów - można nawet powiedzieć że dyskusja - a Ty musiałeś odjebać taki tekst. mam prośbę - jeśli masz potrzebę idź traktować protekcjonalnie kogoś kogo może znasz trochę lepiej
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Po co się unosisz zaraz? Rozmowa jest dalej ale to Ty piszesz o narzekaniu , my z Piotrem piszemy jak jest, dając uśmieszki. Za mocno spinasz poslady. Kolejna sprawa, porównywanie kiedyś a dziś jest trochę bez sensu ;-)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    dlaczego jest bez sensu? mówimy o fotografii? po drugie, Karolina zaczęła temat mówiąc, że ma problem
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Piszę o tym samym o czym ja wspomniałem, że wszystko praktycznie ja jedno kopyto i ciężko odróżnić prace od siebie ;-) presety są fajne, sam używam, ale takie zrobione przez siebie, co nie oznacza, że te od vsco mi się nie podobają ale jest tego za dużo i się opatrzyło ;-)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Ja nie mam żadnego problemu, po prostu pisze, ze watermark pozwala mi zobaczyć co kto zrobil, bo po zdjeciu nie wiem :D. Niech każdy sobie robi co chce. I tak lepsze to niz doklejanie dywanów i jednorozcow ;).
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    co masz do junikornow 😂
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Lubie je! Ale gdzie indziej niz na fotach slubnych :D
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Nie lubię reklam. Nie mam loga!
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    yeah Rafał Bojar witaj w klubie :) / Jacek
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Mam dużo par z takiego trochę środowiska artystycznego, graficy, fotografowie, muzycy. Myślę, że Ci ludzie odebraliby to trochę jako brak gustu z mojej strony jakbym umieszczał na każdej focie podpis lub logo. Dla mnie to zbyt nachalne. Dostaję zapytania z całego świata o sesje, śluby lub warsztaty. Jak widać nie trzeba używać loga aby ludzie Cię kojarzyli :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał Bojar Jak będę przynajmniej w połowie drogi do tego gdzie Ty teraz jesteś to też zrezygnuję z loga :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kacper od początku tak miałem praktycznie aczkolwiek życzę Ci tego z całego serca! To tylko moje podejście ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał Bojar - może jak byś wstawiał - miałbyś więcej zapytań ;) - taki żarcik
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał, nie musisz, i tak trudno się pomylić ;)
    Odpowiedz
    Rafał Bojar ja tam pamiętam Twoje logo z kotem i osobiście uwazam, że dobrze, że z niego zrezygnowałeś ;)
    Odpowiedz
    4 marca 2017
    Nowa strona się tworzy. Logo będzie nowe ale zostanie tylko na stronie. Zrezygnowałem z szablonów typu Squarespace czy Flothemes. Wszyscy maja to samo więc jakoś źle się z tym czułem. Nie chce być porównywany do nikogo. Chcę być sobą i dalej robić wszystko po swojemu trochę z boku od tego całego ślubnego świata. Stworzyłem właśnie piękną opowieść o ludziach i ich miłości w Joshua Tree. Niebawem ujrzy ona światło dzienne. Mogę tylko powiedzieć, że to będzie coś kompletnie innego, ale bardzo prawdziwego, bez udawania, że przeżywamy przygodę i robimy zdjęcia. Szczerość, miłość i przyjaźń w czystej postaci!
    Odpowiedz
    Rafał Can't wait. Joshua Tree to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi.
    Odpowiedz
23 lutego 2017
NIE!
Odpowiedz
23 lutego 2017
Jeśli logo jest brzydsze od zdjęcia, to nie ma to sensu. Jeśli fotka jest brzydsza od logo, to chyba nie ma sensu robić takich zdjęć:)
Odpowiedz
23 lutego 2017
dawno odeszlam od umieszczania logo na zdjęciach. :)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Logo kiedyś, na chwilę obecną nie.
Odpowiedz
23 lutego 2017
Uważam, ze samo zdjęcie powinno mówić o jego autorze, tylko nie logo
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Elena Matiash to w idealnym świecie tak by było, ale wiadomo, że jeśli większość używa tych samych presetów to czasem ciężko powiedzieć czyje to zdjęcie :D
    Odpowiedz
23 lutego 2017
logo na fb rozumiem choć też już dawno nie daję ale na swojej stronie czy blogu - za dużo.
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    O tak. Po czasie puknelam sie w głowę bo kiedys caly wpis na blogu mial logo. Dramat
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina Miądowicz ja byłem kiedyś znacznie gorszy niż statystyczny Janusz, bo nawet jak był zrobiony storyboard z kilku zdjęć to każde miało logo plus okropny napis z adresem www. Masakra :) / Jacek
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Jacek. Najwazniejsze, ze nie stoimy w miejscu!
    Odpowiedz
23 lutego 2017
na razie mam logo na zdjęciach co będzie dalej, nie wiem ;-)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Ja obecnie też daje logo, z racji rozpoznawania marki, ale też powoli myślę żeby tego zaprzestać :) odcinek oczywiście odsłuchany :)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Jeden z lepszych odcinków. Kasia swój chłop i jaka ładna
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    No przeciez najlepszy komplement ever! 😍
    Odpowiedz
23 lutego 2017
mnie nadal google dręczy fotkami z przed 5 lat ktore uznajmy jakościowo odbiegają od tego co teraz robie i wszedzie mnie te logo atakuje ;D
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Mariusz Wacławiak to jest właśnie to o czym mówię :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Myślę że żaden dojrzały człowiek nie ma kompleksu niższości z tego powodu że kiedyś nie potrafił chodzić, mówić, pisać. Jeszcze nikt nie urodził się dojrzałym fotografem, i fotografie z przeszłości pokazują tylko ile pracy i serca włożyliśmy w swój rozwój :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Amen
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Zgadzam się, to oczywiste, ale my widzimy jedno a klienci drugie ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    To też prawda
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    i tak sie te fotki pokaza, z logiem czy bez ;)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Nie wrzucam loga. Kiedyś mój guru Tomek Tomaszewski powiedział że wrzucanie loga psuje dzieło, bo przecież każde nasze zdjęcie to takie małe dzieło. Od tej pory nie robię tego :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kasia Pawlica trudno się nie zgodzić z panem Tomaszem :)
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Jest jeszcze kwestia, logo a logo. Bo jak na niektóre patrzę to faktycznie też bym nie dawał
Odpowiedz
23 lutego 2017
Tez nie podpisuje zdjeć chociaż w niektórych przypadkach jest to wskazane niektórzy ludzie kopiują zdjecia (chodzi o znajomych i osoby którym robiło sie sesje ) i niestety zapominają o wspomnieniu kto im robił te zdjecia
Odpowiedz
23 lutego 2017
Apropo kopiowania. Są ludzie, którzy i tak to robią nawet nie używając zdjęć. Takie życie łatwiej jest robić coś co ktoś robi i się sprawdza ale trudniej ruszyć głową :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    mądrze gada ten chłopak! :) nie trzeba ściągać foty ze strony, można przyłożyć kalkę i zrobić identyczne ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Ale to nawet nie zdjęcia, ale i tekst, hasła, styl układania historii, logo, program warsztatów, miejsca w które ktoś pojechał itd itd :D
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    (y)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Tak to prawda :)to chyba wynika z lenistwa albo zawiści ze dana osoba ma pomysł który sie sprawdza a osoba X stoi w miejscu
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Chyba nawet wiem o kogo chodzi :D. Coz. Smutek i niedowierzanie. Jak zwykle przy takich akcjach.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Natasza wydaje mi się, że to raczej śmierdzące lenistwo i chęć bycia rozpoznawalnym na siłe. Gołym okiem widać po zdjęciach dlaczego ktoś roi to bo w coś wierzy i jest za tym ideologia czy po prostu chęć zaistnienia na siłe :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina smutek, że ktoś nie akceptuje swojej inności i nie próbuje wykorzystać tego jako swój atut. Najwiekszą krzywdę jaką można zrobić sobie samemu to chęć bycia kimś innym. Sam się na tym łapałem dlatego wierzę w ludzi i to, że niektórzy to zrozumieją. ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał Bojar a tak wogole podałam ostatnio koledze link do podkastow z Toba w roli głównej :) kolega zachwycony i zakochany jak mogę tak powiedzieć w Twoich pracach ,umiejętnościach itd... 😊
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Natasza TimRo Dzięki wielkie <3
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał Bojar nie ma za co :) to fajne gdy mozna czerpać radość z piekna fotografi tak trzymaj 👍🏻🤗
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafal dlatego inspiracji lepiej szukac w muzeach, spotkaniach, spacerach niz w przeglądaniu godzinami prac innych. Autentyczność przyciaga. Cos o tym wiemy :)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina trzeba szukać samemu inspiracji wszędzie ;-)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Karolina dokładnie!!! Ja odnalazłem niesamowitą inspirację w ludziach i ich historiach. Nie muszę już patrzeć na zdjęcia aby coś tam wymyślać. Do tego trzeba dojrzałości. Nie wszyscy ją mają o nie wszyscy ją szukają w sobie. ;)
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Nawet w jedzeniu:D.
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kiedyś wytknalem gosciowi ,że skopiowal nieudolnie swojego kolegę, nie będę podawał nazwisk bo rozpętała się o to gownoburza. Artyści mieli mi za złe,że co, teraz mamy nie robić zdjęć nad morskim okiem? Bo zaraz nam napiszesz ,że kopiujemy? Zdecydowana większość była zdania ,że niestety ale kopiować muszą... i mają do tego prawo bo bardzo ciężko im zrobić coś oryginalnego w Januszowym świecie. Sam autor zdjecia z morskiego oka napisał mi później,że to co zrobił ten gość jest ok bo po prostu niedolnie go skopiowal
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Robić hajs na warsztatach - fajna sprawa. Być zdziwionym, że ktoś zacznie Cię naśladować ? To po prostu pewna konsekwencja
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Rafał Bojar temat z wczoraj :D kurde jak TO zobaczyłam byłam w niezłym szoku jak można tak bezczelnie kopiować czyjąś pracę i pomysły🙊!
    Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Kilka lat temu też nas irytowało kopiowanie. Do dzisiaj irytuje ale jak ktoś powiedział-jest to najwyższa forma podziwu więc Rafał Bojar rób po prostu swoje ;)
    Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Michał nie wiem czy widziałeś kopię Rafała, to właściwie perfidny klon :/
    Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Jakub Wójtowicz dajcie linka:D
    Odpowiedz
23 lutego 2017
U nas jest trochę inaczej po necie krążą nasze bez loga i z - i przez ostatnie 15 lat co jakiś czas musimy walczyć z leniwcami, którzy używają naszych fotek w różnych miejscach: fanpejdże, allegro, strony www - szczytem było jak kiedyś na targach ślubnych w Warszawie ze znajomym wyjęliśmy babce z albumu 3/4 zdjęć - miała na pewno udane targi z kilkoma zdjęciami realizacji. Ale z nami jest trochę inaczej - my teoretycznie sprzedajemy "produkt" a nie zdjęcie.
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    ok, Edward Trzeciakiewicz a jak fotograf przysyła Ci zdjęcie z logo (z realizacją, którą robicie) to nie lepiej żeby było czyste bez znaku graficznego? W sensie, że na przykład wrzucasz zdjęcie fotoJanusza na swój profil i piszesz info, że to od niego...
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Nam w zasadzie nie przeszkadza Logo fotografa na zdjęciu - ba nawet często nam podnosi prestiż jak dobry fotograf ;) - a staram się zawsze udostępniać i wspominać kto robił.
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Brak :)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Zależnie od sytuacji. Jeśli chcesz stać się rozpoznawalnym w konkretnym środowisku (np. przygotowując reportaże ze zlotów motoryzacyjnych) myślę, że z początku warto. Na dłuższą metę, wolę uświadamiać grzecznie o możliwości oznaczania :)
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Marcin Zieliński bardziej myślałem o zdjęciach robionych na zamówienie (np. zdjęcia ślubne) bo domyślam się, że piszesz tu o pracy jako "hobbysta" (bez obrazy) przy takich zlotach (nie znam rynku, ale obstawiam, że nie organizator zlotu motocyklowego nie ma budżetu na zdjęcia). / Jacek
    Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Kasia Jacek Siwko przykładem chciałem pokazać wąską grupę odbiorców. Też nie znam tego rynku. Jasna sprawa że tego typu zlecenia nie przynoszą takich pieniędzy jak zdjęcia ślubne. Myślę jednak, że jeśli ktoś robi to dobrze, to też znajdą się pieniądze i "zamówienia". Btw pytanie gdzie się kończy i zaczyna fotograf hobbysta - zdjęcia ślubne też potrafią być pracą na boku.
    Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Marcin Zieliński świetne pytanie. Każdy z nas powinien mieć coś z hobbysty, bo jak nie ma pasji w tym co się robi to za 5 lat nie będzie nas w tej branży.
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Właśnie skończyłam słuchać, świetny odcinek. Baaaaardzo podoba mi się podejście Kasi, zwłaszcza zdanie o tym dla kogo są te wszystkie ślubne zdjęcia. Czwartkowe popołudnia są super <3
Odpowiedz
    23 lutego 2017
    Tak! To dla mnie najwazniejsze przeslanie :).
    Odpowiedz
23 lutego 2017
Nieeeee :-) jak dla mnie trochę to przaśne :-) z resztą żadne to zabezpieczenie w dobie PSa :-)
Odpowiedz
23 lutego 2017
Kasia twój głos leczy hihihi było mi niezmiernie miło słuchać Ci,ę mądre i zdrowe podejście do tematu oby więcej takich
Odpowiedz
23 lutego 2017
10 na 10! Fantastyczny gość Kasia Bronska-Popiel, dziekuje za wspaniały wieczór
Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Dani Motkowicz polecamy wycieczkę do Krakowa i spotkanie na żywo z Malachite Meadow - fotografia ślubna - www.ma-me.pl <3<3<3
    Odpowiedz
24 lutego 2017
Słucham i ubolewam nad tym, że ostatnio miałam okazję poznać Cię osobiście, a przez swoje roztargnienie na Wedcampie chyba nie do końca skojarzyłam osobę ze zdjęciami i okazja ta mi przepadła... Świetnie się Ciebie słucha nie tylko przez to co mówisz, ale jak mówisz. Szkoda, że dowiedziałam się o tym przez Internet, a nie na żywo kilka dni temu... No nic..nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na kolejną okazję do spotkania ;) Dzięki za kolejny znakomity podcast :)
Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Marta Kowalska było za dużo osób żeby każdego "ogarnąć" Kasia Bronska-Popiel to mega pozytywna osoba i wspaniale się z nią rozmawia, jestem pewien że jeszcze znajdziecie okazję by wymienić się swoimi spostrzeżeniami :) / Jacek
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Marta bardzo dziękuję! Faktycznie na WedCampie nie udało nam się złapać, ale wierzę, że niebawem będzie okazja, żeby wypić dobrą kawę i pogadać, bo przecież fotografia to temat rzeka a i innych tematów masa. Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Odpowiedz
    2 marca 2017
    Dzięki Jacku!
    Odpowiedz
24 lutego 2017
fajnie się Was słuchało, dobrze napisane 10 na 10 :)
Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Arek Pyrzyński tylko 10/10? :)
    Odpowiedz
    24 lutego 2017
    A co tam 11/10 :-) i czekam na kolejny czwartek
    Odpowiedz
24 lutego 2017
Kawusia i zaczynam słuchać:)
Odpowiedz
    24 lutego 2017
    Maria De ja już po kawie :D / Jacek
    Odpowiedz
    24 lutego 2017
    ja dzisiaj wyjątkowo późno kawusia:) hihi
    Odpowiedz
24 lutego 2017
"Wesele to niezły esej" :) Podoba mi się takie podejscie ;))) słuchamy :)))
Odpowiedz
24 lutego 2017
Kiedyś myślałem, że ma, ale mi przeszło. Na stronach z takim zabezpieczeniem nie przeszkadza mi w odbiorze fotografii, ale wolałbym patrzeć na czystą fotografię.
Odpowiedz
24 lutego 2017
Kolejny świetny wywiad, dziekuję za uprzyjemnienie mi tego deszczowego poranka :P
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Dzięki@
    Odpowiedz
24 lutego 2017
Nigdy nie miałem logo
Odpowiedz
24 lutego 2017
Swoją drogą kiedyś dawno temu na fotoblogii przelała się fala... nazwijmy to dyskusji na ten temat ;-) Jak ktoś ciekawy i to zapraszamy: http://jacekkasiasiwko.fotoblogia.pl/7181,14-powodow-dla-ktorych-warto-zrezygnowac-z-logo :)
Odpowiedz
    po tym rezygnuję z logo powoli ;)
    Odpowiedz
24 lutego 2017
Po wszystkich wydarzeniach ostatnich dni udało mi się wreszcie odsłuchać... Kasia, Jacek najlepszy odcinek tego serialu! <3 love it!
Odpowiedz
25 lutego 2017
Też dopiero udało mi się znaleźć czas na wysłuchanie całości. Widzę, że w związkach, to zawsze podobnie funkcjonuje. Te same problemy ale jednak wsparcie momentami bezcenne. Super się słuchało i przybliżyło mnie chyba do decyzji żeby zdjąć z Natalii obróbkę moich zdjęć, Co do logo, to temat co chwila wraca na tapetę i sam też jestem nieco po stronie Kasi ale rozumiem też przeciwników i przyznaję im bardzo dużo racji. Myślę, że żadna z metod nie jest idealna i ważne żeby robić to ze smakiem i nie obsmarowywać zdjęcia logiem, które wali w oczy. Sam na pewno lekko zmienie podejście do tego tematu ale raczej nie zrezygnuję z watermarków w 100%.
Odpowiedz
2 marca 2017
Miałam tak zakręcony ostatni tydzień, że dopiero teraz usiadłam i znalazłam czas, żeby wszystkim Wam podziękować za tak ciepłe słowa <3 Bardzo się cieszę, że podcast Wam się podobał i mam nadzieję, że znaleźliście w tym coś dla siebie. Mega duże podziękowania dla Jacka i Kasi za to co stworzyli - proponuję dla nich Oscara na koniec sezonu za takie fajne internetowe integrowanie fotografów :) Czekam na kolejne odcinki - teraz czwartki są super! Buziaki!
Odpowiedz
    2 marca 2017
    Publikacje mogłyby być w poniedziałki wtedy poniedziałek mógłby być najciekawszym dniem tygodnia 🤣😁
    Odpowiedz
2 marca 2017
Ha! A wiecie, że nas przekonaliście ;) Logo na fb zostaje ale na blogu, faktycznie, warto to zmodernizować :) Tak właśnie dobrze działa wymiana spostrzeżeń. Thx!
Odpowiedz
    3 marca 2017
    Kasia Bronska-Popiel hhihi, ale z nas Niezłe Aparaty :) niezły numer. Fajnie, będzie się jeszcze milej oglądało Wasze zdjęcia. Kiedyś widziałem taką opcję na blogu u kogoś, że miał zrobiony taki mini storyboard dwóch pionów i z jednej strony było zdjęcie a z drugiej logo na czystym tle i się taki układ pojawiał co kilka ujęć.
    Odpowiedz
2 marca 2017
Ja tez idę tą drogą
Odpowiedz
3 marca 2017
Ja sprzedaje zdjęcia przez sklep i logo ładuje się automatycznie.Przy imprezach masowych sprawdza się.Mysle ze powinno być używane
Odpowiedz
4 marca 2017
Ja mam zeskanowany podpis z dużej kartki, który pisałem markerem - moje imię i nazwisko. Zrobiłem dwie wersje kolorystyczne (czarną i białą) i wklejam z małym kryciem (30%) na zdjęciu do internetu. Wielkość podpisu jest niewielka i wg mnie nie rzuca się w oczy by odciągać wzrok od tematu ujęcia. Czy to jest profesjonalne? Nie wiem, ale jakoś tak sobie kiedyś wymyśliłem. Kto wie, może z czasem w ogóle zrezygnuję z oznakowania zdjęć :)
Odpowiedz
6 marca 2017
Nieeeeeeee
Odpowiedz
8 marca 2017
Absolutnie tego nie akceptuję. Jeżeli jestem już na stronie fotografa -czyli znam jego adres i imię/nazwę- to nie potrzebuję dodatkowo patrzeć na jego logo, które pojawia się na każdym zdjęciu. Jest to nieestetyczne -zazwyczaj logo jest w różnych miejscach- i drażni oko ;)
Odpowiedz