londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-11

W tym roku mija szósty rok odkąd największa z moich pasji (fotografia) zamieniła się w zawód. Pamiętam doskonale kiedy starszy kolega (naturalnie też fotograf) ostrzegał mnie, że kiedy pasja zamienia się w pracę to bardzo często przestaje być pasją…

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny

Przyznam się, że nie bardzo to wtedy rozumiałem. Bo jakże to tak? Kochać robić zdjęcia, marzyć o tym by zostać fotografem i  raptem koniec, wszystko się wali i zajawka życia staje się nudna?

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-14

Długo nad tym myślałem i chyba wiem o co chodziło. Moment, w którym fotografię zaczynasz traktować jedynie jako narzędzie do zarabiania, fotografujesz tylko dla ludzi, którzy Cię zatrudniają (obojętnie od rodzaju fotografii, którą uprawiasz) jest właśnie tym krytycznym punktem, w którym pasja przestaje istnieć.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-12

Warto wtedy zastanowić się czy nie rzucić zarobkowania w ten sposób i zacząć szukać (jak mawia mój dziadek) „normalnej roboty”. Przecież jednym z najważniejszych powodów, dla których zajmujesz się fotografią jest fakt robienia tego co się kocha.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-13

U mnie wszystko zaczęło się od „dziwnych zdjęć”, które robiłem aparatem Olympus Mju II. Miałem ten aparat zawsze przy sobie. Najczęściej w kieszeni. Gdziekolwiek pojechałem, tam wszyscy wymiękali kiedy wyjmowałem swój „idioten kamera” i pstrykałem wszystko po kolei. Niemniej jednak, w mjugrafii nie chodziło o jakość (choć ta była jak na tak mały aparat mega „rzeźnicka”), czy o zdobycie dużej grupy fanów lubujących się w konsumowaniu pięknych zdjęć.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-7

Ważniejszy był fakt, że mój Mju II pełnił rolę notesu. Sprzyjał opowiadaniu historii, które były znacznie ważniejsze niż same zdjęcia. Produkcja negatywów trwała u mnie w najlepsze mimo, że wszyscy dookoła już dawno przerzucili się na aparaty cyfrowe. Mnie to kompletnie nie obchodziło.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-8

Kiedyś jednak przyszedł ten moment, w którym to się wszystko urwało. Szkoda mi było wydawania wszystkiego na negatywy i wydruki odbitek. Do dziś cały karton negatywów czeka na skanowanie (przy okazji: jak znacie dobry lab, który zajmuje się skanowaniem negatywów to proszę o namiary w komentarzu). Przerzuciłem się na „cyfrówkę” i analogowa doskonała niedoskonałość poszła w odstawkę na długi czas.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-5
londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-3

Dość długo broniłem się przed też przed smartfonami, kompletnie mnie to nie kręciło. Jednak zupełnie niedawno, na potrzeby kanału na YouTube kupiłem sobie jednak przereklamowanego moim zdaniem Iphone’a. Wtedy coś mi się przypomniało…

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-2

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-9

Po paru dniach użytkowania zauważyłem, że zaczynam robić strasznie dużo zdjęć. Bez żadnego celu. Nie po to, żeby zdobywać lajki na Instagramach i innych Facebookach. Ot, tak dla samego siebie. Tak jak w czasach Mju II.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-4

No cóż, ta imitacja mojego starego aparatu na kliszę nie jest może idealna, ale przynajmniej znów robię więcej zdjęć (dla siebie) niż przeciętny japoński turysta.

No dobra. Tyle tytułem wstępu, w skrócie mogę się pochwalić: mam nową obsesję. Bardzo podobną do tej, którą pokazywałem na blogu „Fleszem po oczach” zanim zająłem się fotografowaniem ślubów. Przy okazji: nazwa newsletterów dla fotografów, które wysyłam wzięła się właśnie od nazwy tego starego bloga. Ja za bardzo nie jestem eko, ale lubię recykling nazw.

londyn-zdjecia-iphone-blog-fotograficzny-10

Piszę o tym wszystkim nie bez powodu. Wydaje mi się, że ostatnio za bardzo fotografowie zaczęli przejmować się zdobywaniem uznania innych, pokazuje się głównie zdjęcia zrobione aparatami cyfrowymi bo przecież „nie można niczego innego pokazywać pod pozorem utraty miana profesjonalisty”. Może przesadzam. Na weselach spotykam ludzi, którzy robią zdjęcie iPhonem i kiedym powiem im, że to super, starają się usprawiedliwić czymś w stylu: „wiesz Pan, ja tak tylko pstrykam dla siebie”… No właśnie, dla siebie! Fotografujmy „dla siebie” żeby mieć w głowie tę świeżość, która jest niezbędna kiedy idziemy fotografować „dla klientów”.