Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo często wkładałem sobie do głowy przemyślenia typu: „gdybym tylko miał taki talent co (jakiś tam fotograf) to bym nie musiał tak dużo pracować nad rozwojem i miałbym bez wysiłku pełno zleceń„.

Każdego kiedyś dopada leń i chciałby mieć wszystko podane na tacy, ale przecież w życiu tak nie ma. W fotografii też nie. Dlatego warto jak zwykle zacząć od końca i poszukać odpowiedzi na pytanie:

skąd bierze się sukces w fotografii (ewentualnie bogactwo, powodzenie w biznesie, etc.)?

Pewnie zabrzmi strasznie banalnie, ale sukces bierze się z PRACY. Podobnie jak bogactwo, które nigdy nie wyniknie na przykład z tego, że ktoś inny da nam dotację. Tak jak z powietrza nie można wydrukować sobie pieniędzy, tak samo sukces dla fotografa nigdy nie będzie kwestią jednego dnia czy miesiąca. Na powodzenie pracuje się latami.

Ostatnio „dręczył” mnie jeden fotograf. Widziałem jego prace wszędzie, gdzie tylko zaniosły mnie kliknięcia myszą… Kiedy (ten fotograf) zaczynał wyskakiwać nawet z mojej lodówki to powiedziałem sobie: dosyć! Czas przestać ignorować zjawisko jakim jest „popularka” tego gościa i zastanowić się na tym jak to możliwe, że „osiągnął sukces tak szybko, niemal z dnia na dzień„! Jak widzicie sam się łapię czasem na takim naiwnym myśleniu, że skutek występuje bez przyczyny.

Inżynieria wsteczna

Dobrym pomysłem jest praca nad własnym rozwojem a nie uporczywe śledzenie innych, ale skoro już „dręczy” nas ten fotograf to zbadajmy jego przypadek. Inżynieria wsteczna / odwrotna to proces badania, który pomaga zrozumieć zasadę działania produktu czy urządzenia. Doskonale sprawdza się też w przypadku dochodzenia do przyczyn sukcesu tego fotografa z mojej lodówki.

Od dawna wiadomo, że „internety nie płoną” i wszystko można w nich znaleźć, wystarczy wiedzieć jak szukać.

Możecie sobie przygotować popcorn bo właśnie zaczyna się seans…

Jest coś takiego jak Internet Archive: Wayback Machine. Gdzie po wpisaniu adresu „lodówkowego fotografa” możecie prześledzić jak wyglądała jego strona kilka lat temu, jak wyglądały wtedy jego zdjęcia i w jaki sposób znalazł się tu gdzie jest teraz.

Dzięki temu łatwiej pojąć, że sukces (tego konkretnego fotografa) nie wziął się z niczego. Nie stał się sławny dlatego, że wystąpił w telewizji, ale właśnie: wystąpił w telewizji dlatego, że zaczęło być o nim głośno z powodu pracy, którą wykonał.

No dobra, a co z tym fotografem, o którym wspominam? Czy jest on faktycznie (jak napisał niedawno poczytny blog) „piekielnie utalentowany” czy może niebiańsko pracowity?

Mój szpiegowski program dał mi kilka cennych wskazówek z których wynika, że „fotograf z lodówki” przez kilka ostatnich lat intensywnie pracował nad doskonaleniem swoich umiejętności. Jeździł na wszelkie możliwe kursy i warsztaty fotograficzne. Nie poprzestał na laurach, gdy jego biznes zaczął przynosić pierwsze pieniądze. Rozwinął swoje umiejętności w taki sposób, że spadlibyście z krzesła gdyby ktoś Wam pokazał za co klienci kochali go kilka lat temu.

Czuję, że czas na morał.

Nie chodzi o to, że ktoś kiedyś był kiepski a teraz jest dobry i znany. Każdy z nas był kiedyś kiepski. Ktoś być może nadal nie jest mistrzem… Chodzi tylko o zrozumienie pewnej zasady. Być może nie wszyscy jesteśmy równomiernie utalentowani, ale każdy z nas ma takie same szanse na sukces jeśli zacznie na niego pracować. Szkolić się, rozwijać umiejętności fotograficzne i biznesowe. Nikt nikomu nie zabrania przecież brać udziału w warsztatach (nie popieram uzależnień, ale takie od szkoleń fotograficznych nie jest chyba takie najgorsze).

Technika inżynierii wstecznej może Wam coś podpowiedzieć, ale ważniejsze jest chyba to by zrozumieć, że czas zająć się pracą nad samym sobą.

Jestem zbyt zajęty pracą w moim własnym ogrodzie by zauważyć, że u Ciebie trawa jest bardziej zielona

To taki cytat na sam koniec od mojej kochanej żony. Mam nadzieję, że Was zainspiruje. Uczcie się i szkolcie bo przecież ktoś nowy musi w końcu wyskoczyć z lodówki…